„Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu...”


Równina rozciągająca się od Gór Dasso, aż po Warownie Nandan -Ther, zamieszkała przez istoty wszelkiego rodzaju, jednak jej ogromne przestrzenie są przede wszystkim krainą dzikich koni, które galopują w bezkresie jej zieleni w poszukiwaniu swoich braci.

Postprzez Yuma » Wt mar 07, 2017 10:24 pm

Pole kurhanów. Na sam widok tysięcy mogił Yumę zakuło w piersi. Wielu z tu leżących należało do jego plemienia. Byli to dzielni wojownicy i choć nomad żadnego z nich nie poznał, opowieści, którymi układano go do snu w wiosce i wspólne wychowanie sprawiły, że mężczyzna był bardzo zżyty z tą rasą. Czasem się nawet zastanawiał, czy nie poszukać czarodzieja, który zespoli go z Oligardem. Wspólne ciało, wspólny umysł z jednym z najlepszych wierzchowców na Równinie Maurat, udoskonalony o umiejętność rozumowania człowieka i jego manualne zdolności. To by było coś, zostać centaurem. Jednak czas leciał, Yuma dorastał i zrozumiał, że jako człowiek również jest cennym elementem stada. Do tego stopnia, że mógł zasiadać w posiedzeniach rady, pod warunkiem, że nie odezwie się ani słowem. Zawsze to jednak była odmiana. Teraz widok grobów uderzył w czuły punkt w duszy i sercu mężczyzny, który wyobrażał sobie, jak wszystkie te centaury padają w wojnie, w której nie chciały brać udziału. Przeganiając myśli na bok, Yuma spojrzał na rozgrzewającego się minotaura i jakby dopiero teraz dotarły do niego jego słowa. Ktoś naruszał spokój zmarłych.

- Chodźmy - powiedział krótko, siadając po damsku, z nogami po lewej stronie siodła. Jeszcze kilka lat temu wyśmiał za to ukochaną elfkę, lecz ta szybko go za to łajała. Nomada zawsze zastanawiał fakt, czemu tak podróżowała, ale jak się nad tym zastanowić nigdy nie poznał prawdy, że ukochana była księżniczką i jechanie konno jak mężczyzna, mogło być dla niej uwłaczające. Dopiero po rozstaniu, kiedy Yuma ciepło ją wspominał, spróbował pojechać jak ona. Odkrył wtedy, że to bardzo wygodne, zwłaszcza kiedy potrzeba dwóch rąk do trzymania i naciągania łuku.
Przerzucając lejce przez bark, nomad trącił piętą Oligarda, który wykorzystując chwilowy postój zaczął skubać trawę, ruszył z miejsca wydeptaną ścieżką. Wypatrując jakiegokolwiek zagrożenia, Yuma wertował łukiem od grobu do grobu, szukając czegoś dziwnego lub kogoś dziwnego. Strzała na cięciwie błyszczała w słońcu, lecz mężczyźnie było to na rękę. Jeśli ktoś zobaczy błysk i się spłoszy, będzie idealnym celem.
Obok niego, w odległości kilku kroków stąpał minotaur. Jego mięśnie aż pulsowały, a kopyta zgniatały wszystko na swojej drodze. Przez ułamek sekundy Yuma widział parę buchającą z jego nozdrzy, ale szybko skupił się na drodze, by nie zdeptać przypadkiem jakiegoś kurhanu.

- Tym razem spróbujmy go nie wystraszyć - powiedział szeptem nomad, wskazując ślady na piaszczystej ścieżce. Świeże ślady. - Ani od razu nie zabić.
Avatar użytkownika
Yuma
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Zamknij oczy, otwórz swój umysł i pozwól by otoczyła Cię ta wyraźna aura, o średniej sile. Przenieś się na niezmierzone stepy cyny. Udaj się w wędrówkę, a dostrzeżesz, że niektóre z źdźbeł odróżniają się żelazną barwą od cynowego absolutu. Gdy już zapoznasz się z bezkresem pod Twymi stopami, unieś wzrok na horyzont. Naciesz oczy zorzą tańczącą ponad widnokręgiem, która mieni się obsydianem i szafirem, swoimi refleksami oświetlając otoczenie. Odpocznij od kolorowych doznań, niech całkowity bezdźwięk ukoi Twoje nerwy, po czym weź głęboki wdech, by poczuć woń wiatru i otwartej przestrzeni, wtedy poznasz zapach prawdziwej wolności. W dotyku, powierzchnia aury jest twarda i nieustępliwa, chociaż znajdzie się też trochę giętkich miejsc. Zważaj jednak, gdyż wieńczą ją krawędzie ostre, niczym dobry myśliwski nóż. Smakując jej odczujesz głównie łagodność pomieszaną z goryczą, ale jako dopełnienie, w jej smaku znajdziesz też lepkie nuty.
Wygląd: Mówią, że człowiek ma tyle lat na ile się czuje. Niestety tacy ludzie jak Yuma nie wiedzą czy to dobrze, czy źle. Ten prosty nomad prawdopodobnie może cieszyć się tytułem najstarszego człowieka na Równinie Maurat, jeśli nie w całej Alaranii. Należące do niego ciało jest nieskazitelnym dowodem minionych lat: śniada, zaorana zmarszczkami i starymi bliznami skóra, wisząca na ... (Więcej)

Postprzez Agelatus » Cz mar 09, 2017 2:14 pm

        Koczownik powiedział niewiele, a jeszcze mniej dotarło do świadomości minotaura. W głowie pulsowała mu mnogość głosów, wszystkie Matki. „Skupienie. Opanowanie. Dyscyplina. Spokój. Nie szarżuj. Rób swoje. A ja będę walczyć.”
- Tym razem spróbujmy go nie wystraszyć – powiedział do niego Yuma, ale Agelatus nie bardzo zrozumiał.
- Wystraszyć? – pomyślał. – A jakie to ma znaczenie?
Prychnął jednak głośno i nie wyraził swoich myśli w ludzkiej mowie. Nawet gdyby chciał, to nie był w stanie. „Skupienie. Opanowanie. Dyscyplina.” – natłok myśli Matki nie pozwalał mu rozpraszać się na rozmowach. Zgodnie z rozkazem Matki rzucił tylko w odpowiedzi niezbyt wyraźne.
- Ty bij żywych. Reszta jest moja.
        Szedł naprzód obok jeźdźca szybkim krokiem, gdy wtem zatrzymał się gwałtownie. Jego amulety unoszące się wokół szyi i nadgarstków już zupełnie zwariowały. Szarpiąc się na uwięzi skórzanych rzemieni, zdawałoby się chciały je zerwać i polecieć w mrok, w kierunku, z którego zbliżali się przeciwnicy. Powietrze wypełniło się smrodem gnijącego mięsa i trupiego jadu. Co poniektóre z nich zaczynały trzeszczeć i pękać. To był najgorszy aspekt starć z nieumarłymi. O ile amulety po piekielnych, demonach czy niebianach również szarpały się na paskach, dymiły, jarzyły poświatą lub śmierdziały w charakterystyczny dla aur ich właścicieli sposób, to amulety zrobione z nieumarłych były zdecydowanie najmniej trwałe. W zależności od mocy zaklęć magii śmierci używanych w pobliżu, kościane amulety najczęściej w wyniku długotrwałych podrygów zamieniały się w mączkę kostną, a trupie czaszki, którymi obwieszony był szaman pękały jak bańki mydlane. Stąd też, najwięcej czasu zajmowało odtworzenie gotowości bojowej właśnie po utarczkach z umarlakami, bowiem wymagało to odprawienia mnogości rytuałów zaklinających nowe amulety, przywracający szamanowi ich stan posiadania sprzed bitwy.
        Przenikające trzaski implodujących wisiorów nasilały się. Agelatus widział już w pomroku zbliżające się potwory. Ryknął przeciągle dudniącym głosem nadciągającego huraganu, po czym szerokim zamachem zza głowy wbił w ziemię swój kostur. Zamarł. Przekrwione ślepia wlepił w wyłaniające się spomiędzy kurhanów ghule. Szał bitewny odciął już komunikację między jego ciałem i umysłem. Wielka postać minotaura stężała nieruchomo, w postawie wyprostowanej, z palcami prawej dłoni kurczowo zaciśniętymi na wielkiej skamieniałej gałęzi. Umysł zaczął tkać magię. Naginać rzeczywistość. Kształtować zgodnie z jego wolą. I z wolą Matki. Kostur rozgorzał jak morska latarnia, tworząc wokół siebie i minotaura wirującą zaporę odłamków skalnych. Spod konaru wyrosły i rozpełzły się wokół po glebie, pulsujące żywym buromiętowym blaskiem, grube, utkane z czystej magii korzenie. Oplotły swoją gęstwą niewielką połać ziemi wokół, w tym również kopyta barbarzyńcy, i z chrzęstem wgryzły się w podłoże. Pokorny sługa Matki Natury, szaman Klanu Pradrzewa, czerpiąc moc z artefaktu zakotwiczył, stając się żywym Obeliskiem, przekaźnikiem mocy Matki Natury. Tu gdzie była potrzebna.
        Pomiędzy ożywieńcami przebiegali ludzie. Najemnicy. W powietrzu zaczęły furkotać bełty i strzały. Co któraś wydawało się, że dosięgnie ciała Agelatusa, jednak większość z nich rozpryskiwała się na niewidzialnym polu siłowym chroniącym szamana. Te nieliczne, które doszły celu nie robiły jednak żadnego wrażenia na rogaczu. Minotaur, jak to barbarzyńcy mają w naturze, nie przejmował się swoimi obrażeniami, gdy przeciwnik był w polu widzenia, a dodatkowo, zgodnie z tym, co powiedział wcześniej do Yumy, nie zajmował się żywymi w ogóle. Skupił się na swoim zadaniu. Na ghulach. Co raz któryś padał na ziemię dezintegrowany przez szamana czerpaną z kostura magią Harmonii, odsyłany potężnymi zaklęciami w zaświaty, spowrotem tam, skąd przybył. Co odporniejsi, którzy znali arkana chaosu i potrafili postawić jakąś zaporę przeciwko odesłaniu, eliminowani byli czysto mechanicznie. Taki truposz, który nie opuścił tego świata pod wpływem wprowadzania Harmonii, odchodził przygnieciony, zmiażdżony, przebity, albo odrzucony i roztrzaskiwany o skały, jakże prostą i skuteczną w swym oddziaływaniu brutalną Magią Sił. Kolejne fale nieumarłych rozbijały się o okopanego półbyka, jak o skałę bodącą morze, ginąc całymi dziesiątkami, ale samemu minotaurowi czyniąc raczej niewielkie szkody. Raz po raz jakiś martwiak zdołał w tłumie dotrzeć do barbarzyńcy i zaatakować go pazurami lub połamanymi zębiskami, ale, po pierwsze: szał bitewny skutecznie odcinał odczuwanie bólu, po drugie: pojedyncze zadrapania od niewielkich i pokracznych istot nie były jakoś bardzo groźne dla kogoś jego rozmiarów, i wreszcie po trzecie: rany rogatego szybciej goiły się, gdy szaman oddawał swój umysł pod władanie Matki Natury i korzeniami wypuszczanymi z kostura spajał się z Nią.
        W pewnym  momencie nastąpiła jednak zmiana w tym starciu. Minotaur zaczął jakby słabnąć, a nad jego głową zaznaczyła się zgniłoczerwona emanacja. Rogacz kaszlnął i bryzgnął rubinową posoką z ust. Nie zachwiał się, bowiem mocno trzymały go korzenie kostura, ale dotychczas napięte do granic wytrzymałości mięśnie zaczęły powoli wiotczeć. Łeb opadł pomiędzy ramiona. Parujący pot śmierdział jeszcze bardziej niż zwykle. Ktoś tkał wokół barbarzyńcy sieć klątw osłabiających i zsyłających chróbska. Organizm dzikusa był silny i odporny, ale działające przekleństwa nieubłaganie nadwątlały jego zdrowie. Mimo to walczył zawzięcie nadal i kolejni nieumarli padali pod niewidzialnymi ciosami minotaura. Gdy wreszcie zabrakło atakujących ghuli, na plac boju wystąpił sprawca tego zamieszania. Niewysoki mężczyzna, być może lodowy lub górski elf, o bladomlecznych włosach i cerze porytej mnogością bruzd i zmarszczek. Ubrany elegancko i bogato, w ciemnogranatowy żupan, z bufiastymi rękawami, wysokim stawianym kołnierzem i staromodnym halsztuchem wokół szyi, a na nogach wysokie kozaki z obcasami. Przez półprzymknięte oczy obserwował swoją ofiarę i nie przestawał motać wokół barbarzyńcy kolejnych warstw klątw i uroków. Wychudłe dłonie dzierżyły laskę magiczną, zakończoną kamieniem szlachetnym emanującym słabym fioletowym światłem. Z rozświetlonego końca różdżki wypływały smętnie strumienie śmiertelnej energii, które docierając do szamana były przyczyną krążącej wokół niego nawałnicy, raz po raz kąsającej go uderzeniami niebieskawych macek jakby pejczem. Minę miał zaciętą, a na twarzy połyskiwały krople potu. Opanował śmiertelne arkana w stopniu mistrzowskim, ale walka z prostackim minotaurem widocznie stanowiła nawet dla niego nie lada wyzwanie. Biedak, nie wiedział na co się porwał. Z kim tak naprawdę przyszło mu się zmierzyć. Widząc siejącego zaklęciami szamana prymitywnych ludów zlekceważył przeciwnika. Minotaury? Jaką magią mogliby dysponować tacy analfabeci? Podstawową, Uczniowską najwyżej. Ot akurat tyle, żeby poodsyłać w zaświaty ghule – słabe i głupawe mięso armatnie. Ale co to dla takiego mistrza jak on. Dwa zaklęcia i rogata bestia będzie miała po zabawie. Dlatego bez żadnego maskowania się ruszył do boju na stojącego jak posąg Agelatusa. Przeliczył się. I wkrótce miał się o tym srogo przekonać.
        Przytłamszony nawałą nekromanckich zaklęć barbarzyńca zniknął z oczu nomada. Ochraniająca go kula pola siłowego całkowicie zatonęła w rzece mrocznej energii. Nie trwało to jednak długo. Dosłownie chwilę. Wybuch jasnego światła rozerwał okowy śmieci. Magia nekromanty i wszystkie wywoływane przez nie efekty zniknęły nagle w powodzi turmalinowego blasku roztaczanego przez triumfującego szamana. Wszystkie negatywne skutki klątw zniknęły, a wielki rogaty potwór znów emanował potęgą i miażdżącą siłą jak przedtem. Jak na osobistego sługę Matki Natury przystało. Na twarzy elfa odmalowało się największe zdziwienie.
- ”O co tu chodzi? Głupi minotaur włada magią potężniejszą ode mnie?”
Nie dano mu jednak czasu na rozważanie przyczyn, bo niewidzialna garść półbyka najpierw wytrąciła mu magiczną różdżkę z rąk, a następnie chwyciła go za kołnierz i uniosła wysoko w górę. Później nie bawiąc się już zupełnie w żadne subtelności, kilkakrotnie brutalnie wygrzmociła magiem w skalne usypisko kurhanu. Ciało ledwie dychającego czarownika uniosło się nad ziemię ostatni raz, by na tle jaśniejącego w pełni księżyca było doskonale widoczne. Spazm bólu raz po raz wstrząsał mężczyzną.
- Chciałeś z nim rozmawiać? – ryknął Agelatus do swojego kolegi. Zdanie wypowiedział bezbłędnie, płynnie, zupełnie jakby od zawsze posługiwał się ludzką mową. Głos jednak miał inny. Nie swój. Zupełnie niepasujący do aparycji rogatego potwora z dzikich ostępów prapuszczy. Był to bowiem głos kobiecy. Śpiewny. Kojący. Ale zaskakująco silny i mocny. Godny. Władczy. Nie znoszący sprzeciwu. Głos Bogini. Natury. Matki. Posługiwała się ciałem minotaura. W taki sposób, jak potrzebowała. Był jej sługą. Tragarzem. Ekspozyturą. Należał do Niej. To była jego Misja.
- Nie zdążysz – mówiła dalej ustami barbarzyńcy. – Zakłócających Porządek spotyka najsurowsza kara. Ten będzie pierwszy. I niech świat dowie się o tym. Mój mściciel wyruszył. Mój szaman. Minotaur. Wędrowny mnich. Nie będzie miał żadnej litości. Dość kalania Natury. Pójdzie tam, gdzie trzeba. Zrobi, co trzeba. A ja będę z nim.
        Lewitujące ciało nekromanty w ułamku sekundy zostało zmiażdżone w niewielką kulkę, jakby na ten jeden moment został poddany ogromnemu ciśnieniu hydrostatycznemu, panującemu na dnie najgłębszych oceanów. Była to jednak tylko chwila, bo zaraz owe siły ustały, a krwawa miazga pozostała po magu śmierci rozbryzgnęła po okolicy.
Avatar użytkownika
Agelatus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jeremy, Niphred, Dima, Rufus, Know, Oswald,
Rasa: Minotaur
Aura: Czytając tę aurę, jako pierwsza dotrze do Ciebie jej siła, która jest wyraźna i wykraczająca ponad przeciętne emanacje. Jej energia sprawia, że barwy sięgające Twoich zmysłów są wyraźne i soczyste. Zarówno początek i rozwinięcie aury stworzone są z barachitu, który intensywnie plącze się i snuje wokół gęstymi smugami. W centrum dostrzeżesz silny rdzeń złączonych ze sobą, żelaza i cyny, które w całość zespalają wszechobecne barachitowe powrozy. Dookoła blask swój roztacza jasna ametystowa poświata. Gdy skupisz się na doznaniach słuchowych, otoczą Cię liczne głosy, których mnogość stoi w sprzeczności z prostotą i minimalizmem obrazów. Zaś pomiędzy głosami, w regularnych odstępach słychać silne uderzenie młota. Mimo tych różnych dźwięków i nieustannie panującego gwaru, nasłuchując doskonale rozpoznasz w ich połączeniu subtelną i kruchą harmonię. Przez cały tan czas towarzyszyć Ci będzie delikatny zapach wiosennych kwiatów. W dotyku aura ta najbliższa jest odłupanemu, marmurowemu głazowi. Pod dłonią, powierzchnia jego jest sztywna i twarda z ostrymi krawędziami, w miejscu odłamania, które potrafią ciąć niczym nóż. Nieprzyjemnie szorstki i chropowaty, ale ku swojemu zaskoczeniu, znajdziesz na nim też wyślizgane i gładkie miejsca. Smak emanacji jest wyraźny, stanowiąc połączenie łagodności z goryczą, przeplecionych lepkością.
Wygląd: Mężczyzna, jak przystało na minotaura postawny, zwalisty i dobrze umięśniony. Wzrost około dwunastu stóp, plus imponujące rogi, z których jest bardzo dumny, i lepiej wyrażać się o nich dobrze, albo wcale. Szerokie nozdrza, pociągły pysk, wyniosły wzrok, równo przycięty szpakowaty zarost nosi tylko pod dolną szczęką. Zgodnie z tym, co mówi o nim imię, jego mimika jest bardzo ... (Więcej)

Postprzez Agelatus » Pt mar 24, 2017 10:14 pm

        Przeszukał okolicę piędź po piędzi. Odnalazł i zdemolował postawione tam kręgi i ołtarze, służące odprawianiu mrocznych rytuałów przejścia. Kierując się podszeptami Matki unieszkodliwił je wszystkie, kreśląc na nich kosturem ochronne znaki Natury. Poniszczył odnalezione czarne księgi, emanujące nieprzyjazną magią. Pozbierał zaklęte, a walające się wokół kości i czaszki, które wcześniej nekromanta wykorzystywał do potępieńczych rytuałów, a następnie rozpoczął sporządzanie z nich własnych amuletów. Było to czasochłonne zajęcie, ale szaman nigdzie się nie spieszył. Po paru dniach jego arsenał ostrzegawczych wisiorków znów był kompletny. Kamień z głowicy nekromanckiej różdżki również zadyndał w charakterze amuletu przy pasie minotaura.
        Uprzątnął pobojowisko. Z nabożną czcią pozbierał wszystkie, rozrzucone po nim fragmenty ciał ghuli, które sam przecież zmasakrował i porozrywał na kawałki potężną magią. Wszak kiedyś byli ludźmi, pięknymi tworami Natury. Należał im się szacunek i nic nie mogło tego zmienić, nawet to, że po śmierci jakiś szaleniec wykorzystał ich martwe ciała w niecnych celach. Zebrał wszystkie w jednym miejscu, po czym ułożył na nich warstwę kamieni, tworząc kolejny kurhan.
        Cały czas czekał na swojego przewodnika. Ale Yuma zniknął bez słowa. Ostatnie co pamiętał, to była jego propozycja o zachowaniu przy życiu napastników. Dalej miał już tylko lukę we wspomnieniach, jak za każdym razem, gdy władzę nad umysłem barbarzyńcy przejmował szał bitewny. Gdy się ocknął, nomada już nie było. Agelatus spędził w sumie dwa tygodnie na oczekiwaniu, przy okazji wypełniając swoje rytuały, tworząc amulety i odprawiając szamańskie modły nad pogrzebanymi, ale mimo to się nie doczekał. Ruszył zatem dalej, w swoją stronę, realizować swoją „Świętą Misję”, zaprowadzać Harmonię, wypełniać wolę Matki.

Agelatus ciąg dalszy
Avatar użytkownika
Agelatus
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Jeremy, Niphred, Dima, Rufus, Know, Oswald,
Rasa: Minotaur
Aura: Czytając tę aurę, jako pierwsza dotrze do Ciebie jej siła, która jest wyraźna i wykraczająca ponad przeciętne emanacje. Jej energia sprawia, że barwy sięgające Twoich zmysłów są wyraźne i soczyste. Zarówno początek i rozwinięcie aury stworzone są z barachitu, który intensywnie plącze się i snuje wokół gęstymi smugami. W centrum dostrzeżesz silny rdzeń złączonych ze sobą, żelaza i cyny, które w całość zespalają wszechobecne barachitowe powrozy. Dookoła blask swój roztacza jasna ametystowa poświata. Gdy skupisz się na doznaniach słuchowych, otoczą Cię liczne głosy, których mnogość stoi w sprzeczności z prostotą i minimalizmem obrazów. Zaś pomiędzy głosami, w regularnych odstępach słychać silne uderzenie młota. Mimo tych różnych dźwięków i nieustannie panującego gwaru, nasłuchując doskonale rozpoznasz w ich połączeniu subtelną i kruchą harmonię. Przez cały tan czas towarzyszyć Ci będzie delikatny zapach wiosennych kwiatów. W dotyku aura ta najbliższa jest odłupanemu, marmurowemu głazowi. Pod dłonią, powierzchnia jego jest sztywna i twarda z ostrymi krawędziami, w miejscu odłamania, które potrafią ciąć niczym nóż. Nieprzyjemnie szorstki i chropowaty, ale ku swojemu zaskoczeniu, znajdziesz na nim też wyślizgane i gładkie miejsca. Smak emanacji jest wyraźny, stanowiąc połączenie łagodności z goryczą, przeplecionych lepkością.
Wygląd: Mężczyzna, jak przystało na minotaura postawny, zwalisty i dobrze umięśniony. Wzrost około dwunastu stóp, plus imponujące rogi, z których jest bardzo dumny, i lepiej wyrażać się o nich dobrze, albo wcale. Szerokie nozdrza, pociągły pysk, wyniosły wzrok, równo przycięty szpakowaty zarost nosi tylko pod dolną szczęką. Zgodnie z tym, co mówi o nim imię, jego mimika jest bardzo ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Równina Maurat

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron