Szczyty Fellarionu[Trakt Rododendronia-Rapsodia] Transport rannej

Pokryte wiecznym śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Legendy mówią, że gdzieś w jednej z górskich dolin znajduje się sekretna wioska zamieszkała przez skrzydlatych ludzi. Nie są oni aniołami, ani demonami, posiadają jednak ogromne pierzaste skrzydła. Księgi mówią również że mają oni niezwykła moc uzdrawiania, jednak nikt nigdy nie spotkał tych tajemniczych sworzeń.
Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 27
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Meridion, William, Quetzalcoatl, Halandir
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [Trakt Rododendronia-Rapsodia] Transport rannej

Post autor: Safira » 3 miesiące temu

- Za... wiem, że chcesz pomóc, a ja ci tego nie ułatwiam. Po prostu nie chciałabym być dla nikogo balastem, a tak właśnie się w tej chwili czuję. Staram się pomagać jak mogę, jednak wciąż mam wrażenie, że moje starania tak naprawdę nie mają znaczenia. Że wszyscy poradziliby sobie lepiej beze mnie, zwłaszcza Malachi... - Safira za późno ugryzła się w język. Właściwie nie miała pojęcia czemu tak otworzyła się przed Azajaszem, może to była choroba, a może po prostu nie mogła już wytrzymać duszenia tego wszystkiego w sobie, a mężczyzna akurat się "nawinął".

Jakiś czas znów jechali w milczeniu, a anielica przymknęła oczy i skupiła się na krokach wierzchowca. Rana nieprzyjemnie ją piekła i promieniowało od niej ciepło. Z każdą chwilą było jej coraz cieplej, a skóra stawała się wrażliwsza. Chyba mam gorączkę - pomyślała. Sięgnęła ręką do kołnierza i spróbowała go trochę poluźnić, by wpuścić chłodne powietrze pod bluzkę, ale na niewiele to się zdało. Czuła jak robi się mokra na plecach, a materiał przykleja się do jej skóry. Oddychało jej się z trudem, jakby ktoś położył ciężki kamień na jej piersi.

- Gorąco... - powiedziała w końcu.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Niara, Villemo, Saira, Aruviel, Jasmina, Nani, Siren, Rumianek, Sasanka, Nivalia, Anette, Alexander, Valerija, Katniss, Yvaine
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 3 miesiące temu

- Nie sądzę by tak było - odparł, choć za każdym razem kiedy słyszał z jej ust imię "Malachi" bolało. Musiał jednak sprawiać pozory, że zupełnie go to nie obchodzi. Nie chciał się zdradzić, że jest zazdrosny o dowódcę, to wiązałby się bezpośrednio z wyjawieniem swoich własnych uczuć.

- Malachi na pewno tak o tobie nie myśli, raczej jest ci wdzięczny za to co robisz dla drużyny. Nikt nie ma cię za balast, ja też nie. Jestem tu bo... Bo chcę. Nikt nie kazał mi z tobą jechać - wyznał - Malachi też nie. I nie czuję byś była dla mnie ciężarem. Każdemu z nas mogło się to przytrafić, każdego z nas mogła trafić ta strzała. Jesteśmy drużyną, musimy o siebie dbać, mamy tylko siebie, tutaj, na ziemi, w tej misji - nie chciał tak bezpośrednio mówić tylko o sobie, wolał użyć drużyny do wyjaśnienia jej, że wcale nie ma jej za ciężar.

- Nie oczekuje, że zaczniesz mnie lubić - rzekł w końcu - wystarczy, że będziesz mnie tolerować. Nigdy nie chciałem dla ciebie źle. Nadal nie chcę. Ja wiem, że to wszystko nie jest komfortowe, że mogę cię krępować, ale nie robię tego specjalnie. Nie chciałem byś jechała sama, bo zemdlałaś już kilka razy. Przywiązałem się do ciebie sznurem z tego samego powodu, nie dlatego, żeby było ci źle - Azajasz znów powiedział znacznie więcej niż mówił na co dzień. Ale to był chyba jedyny sposób, by cokolwiek między nimi zmienić. Po całej tej przemowie zamilkł na dłuższą chwilę. Nie miał jednak wrażenia, że Safira go zbywa, raczej zrzucił to na karb zmęczenia. Z resztą słońce było już co raz niżej nad horyzontem i należało się zatrzymać na nocleg. Docierali właśnie do niewielkiego zagajnika, który rósł po ich lewej stronie, zasłaniając widok na góry. Wtedy Azajasz usłyszał słowa anielicy.

- Zaraz się zatrzymamy - zapewnił. W chwilę później stali już przy zagajniku. Ciemnowłosy odwiązał linę, którą byli opasani i przerzucił przez Karego. Potem zeskoczył z konia i pomógł zejść Safirze. Dopiero teraz miał okazję na nią spojrzeć. Miała czerwone policzki, a pot lał się z jej skroni. Na koszuli było widać mokre plamy. Dotknął dłonią jej czoła.

- Jesteś rozpalona - stwierdził, jego głos starał się nie wyrażać zbytniego przejęcia, jednak w rzeczywistości bardzo się zmartwił.
- Chodź, musisz usiąść - chwycił jej rękę i przerzucił sobie przez ramię. Podprowadził ją do najbliższego drzewa i posadził przy jego pniu opierając jej plecy o twardą korę. Azajasz nie był mistrzem żadnej magii, ale na poziomie adepta też szło trochę zdziałać. Wiedział, że nie wyleczy jej rany, skoro nie zrobili tego nawet magowie z twierdzy, ale mógł chociaż spróbować ulżyć jej w gorączce. Uklęknął przy niej i chwycił ją za rękę. Był przekonany, że mu się wyrwie, ale chyba była na to zbyt zmęczona. Niebiesko-zielone światło popłynęło z jego dłoni przenosząc się na dłoń Safiry. Nic nie mówił, po prostu siedział i próbował choć trochę pomóc jasnowłosej. Czuł jednak opór jaki stawiały wszelkie pokłady magii w niej drzemiące. Jeszcze nigdy się z tym nie spotkał. Używał całej swojej woli by przekazać zaklęcie, jednak miał wrażenie jakby leczył znacznie większe dolegliwości niż tylko gorączkę. W końcu wyczerpał wszelkie pokłady magii i puścił jej dłoń. Safira siedziała oparta o pień z zamkniętymi oczami. Dotknął jej policzka, był czerwony, ale nie tak gorący jak wcześniej.

- Zaraz wrócę - oznajmił i wstał. Poczuł lekki zawrót głowy, ale zaraz się otrząsnął. Podszedł do koni, ale nie rozsiodłał ich, nie miał teraz na to czasu. Odpiął od Gniadego futro na którym wcześniej siedziała dziewczyna i koc, który wisiał po drugiej stronie rumaka. Wrócił do Safiry i rozłożył futro niedaleko.

- Musisz się położyć - powiedział, ale Safira tylko uchyliła powieki. Ostatecznie musiał przetransportować ją na posłanie i tak właśnie zrobił. Ułożył ją na futrze, a koc zwinął i podłożył jej pod głowę. Potem wstał i poszedł po bukłak z wodą, w jukach miał zapas świeżych, płóciennych bandaży, nasączył jeden z nich zimną wodą i położył na czole jasnowłosej.

Awatar użytkownika
Safira
Szukający drogi
Posty: 27
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Meridion, William, Quetzalcoatl, Halandir
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Safira » 2 tygodnie temu

Proces leczenia nie należał do najprzyjemniejszych. Safira czuła jakby wdzierała się w nią jakaś obca siła i jej ciało próbowało za wszelką cenę się temu oprzeć. W niczym nie przypominało to łagodnego światła obmywającego jej rany. Z trudem powstrzymała odruch odepchnięcia Azajasza - wiedziała, że chciał dobrze i próbował jej pomóc. Gdy zakończył swoje czarowanie poczuła ulgę, a jednocześnie ogromne zmęczenie. Niemniej temperatura jej ciała spadła i przestała się pocić.

Nie miała już siły protestować, gdy mężczyzna postanowił ją ułożyć na kocu. "Tylko na chwilkę" - przekonywała samą siebie, chcąc jak najszybciej ruszyć w dalszą drogę, choć w głębi zdawała sobie sprawę, że odpoczynek potrwa znacznie dłużej, jeśli ma się gdzieś ruszyć o własnych siłach. Gdy niebianin położył jej na czoło mokrą szmatkę, przeszedł ją zimny dreszcz, który wstrząsnął całym jej ciałem, ale po chwili zimny okład okazał się być nawet przyjemny i przynoszący ulgę. Poczuła jak powieki same jej opadają i zamykają się...

Wtem coś zaszeleściło w pobliskiej gęstwinie. Bardziej poczuła i usłyszała, niż zobaczyła jak mięśnie Azajasza naprężają w gotowości na zbliżające się niebezpieczeństwo. Sama nie miała siły nawet by się bronić, przechyliła tylko głowę by zobaczyć co też przyszło ją pożreć. Z krzaków wyłoniło się puchate, przypominające jeża stworzonko - Kirpi. Zwierzak zatrzymał się w bezpiecznej odległości i uniósł nosek do góry nawąchując. Ocena chyba wypadła pozytywnie, bo po dłuższej chwili przybysz podreptał w stronę Safiry i wyciągnął nosek w jej stronę, tym razem sprawdzając zapach z bliska. Niebianka poczuła nagle na swoim policzku jego wilgotny język i wzdrgynęła się gdy poczuła łaskotki. Kirpi odsunęło się od niej i przeniosło spojrzenie swoich rozbrajających ślepków na Azajasza. Wyglądało na przejęte i zmartwione.

Awatar użytkownika
Azajasz
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Niara, Villemo, Saira, Aruviel, Jasmina, Nani, Siren, Rumianek, Sasanka, Nivalia, Anette, Alexander, Valerija, Katniss, Yvaine
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Azajasz » 1 tydzień temu

Sytuacja była bardzo pilna. Azajasz nie miał pojęcia jak szybko będą w stanie dojechać do Rapsodii, ale wiedział, że muszą to zrobić jak najszybciej. Z Safirą było źle i widział to doskonale, jego magia była kroplą w morzu potrzeb. Mógł uśmierzyć ból, pomóc w gorączce, wspomóc pracę narządów, ale to wszystko, nie miał mocy by ją wyleczyć. Nie miał takiej siły. Musieli więc dotrzeć do sąsiedniego kraju tak szybko jak to było możliwe.

Mimo tego, że żywił do Safiry głębokie uczucia i najchętniej po prostu usiadłby przy niej, to jednak jego racjonalny umysł powtarzał mu, że w ten sposób nie tylko się zdradzi, ale też zawali misję. Trzeba było rozbić obóz, rozsiodłać konie, nakarmić je i napoić. Rozpalić ognisko i tak dalej, i tak dalej. Tak naprawdę Azajasz był w tej chwili zdany tylko na siebie. Nie pierwszy raz z resztą. Był dobrym organizatorem, myślał naprzód, wiele rzeczy planował w drodze, a nawet jeżeli jego plany coś pokrzyżowało to i tak potrafił wybrnąć z sytuacji.

Zrobił więc wszystko to, co sobie zaplanował. Konie rozsiodłał i przypiął niedaleko na polanie, by mogły coś zjeść, z pobliskiego strumyka przyniósł im wodę i napoił je. Azajasz nie był przecież bez serca, lubił konie, lubił zwierzęta. Przez kilka sekund stał przy Gniadym i gładził go po szyi. Na razie o Safirę się nie martwił. Została z kirpi, a one były przyjaźnie nastawione do człowieka. Owszem, kiedy stworzonko wyłoniło się z krzaków Azajasz przeraził się i już trzymał w pogotowiu sztylet. Na szczęście był to fałszywy alarm.

Myśli o chorobie i stanie Safiry były niezwykle uciążliwe, ale starał się je przeganiać, bo zamartwianie się tylko przeszkadzało mu w codziennych czynnościach. Azajasz na krótką chwilę zniknął w lesie, by nazbierać chrustu na ognisko, kiedy wrócił Safira nadal leżała na posłaniu, a w jej bok wtulony był mały kirpi. Anioł rozpalił ogień i zawiesił nad nim mały kociołek z wodą, do środka wrzucił trochę suszonego mięsa, ziół i suszonych warzyw, żeby ugotować coś w rodzaju zupy.

Słońce było już tuż nad horyzontem, za kilka chwil miało się schować całkowicie i obwieścić nastanie zmroku. Azajasz siedział ze skrzyżowanymi nogami na ziemi i wpatrywał się w płomienie ogniska. W tej chwili miał w głowie jednocześnie pustkę i natłok myśli, sam nie wiedział jak to było możliwe. W jednej sekundzie czuł w sobie pustą przestrzeń, aby w drugiej uporczywe myśli zalewały jego umysł. Nagle poczuł, że coś dotyka jego łokcia, odwrócił się gwałtownie myśląc, że to Safira, ale kiedy spojrzał za siebie zobaczył, że anielica śpi. Przeniósł wzrok niżej i dostrzegł, że na trawie siedzi to samo stworzonko, co przed chwilą przy Safirze.
- Czego chcesz? - zapytał oschle.
- Jesteś głodny, co? - dodał i jego głos nagle zmienił barwę. Kirpi otarł się bokiem o bok anioła, delikatnie, tak by nie drażnić kolcami.
- Ale wiesz, że my też mamy ograniczone zapasy? - mówił mężczyzna, a stworzonko zaczęło wdrapywać się mu na kolana.
- Ej, ej, gdzie... - nie zdążył nic powiedzieć bo kirpi już siedział na jego nogach. Azajasz wywrócił oczami po czym pochylił się w stronę torby leżącej niedaleko. Wyjął z niej kawałek chleba i rozerwał go na mniejsze cząstki. Kirpi zaczął intensywnie wąchać powietrze i szybko wyciągnął pyszczek w stronę jedzenia. Anioł podzieli się z nim chlebem. Przyglądał się jak zwierzątko je i doszedł do wniosku, że taki widok w pewien sposób go uspokaja. Kiedy kirpi się najadł i chciał ułożyć do snu na nogach Azajasza, ten uśmiechnął się pod nosem.
- Nie, nie kolego, ja muszę wstać - ostrożnie chwycił zwierzę pod brzuszek i przestawił je na ziemię. Wstał i podszedł do Safiry. Była trupio blada, włosy miała potargane i wyglądała na wykończoną.
- Safi... Safira... - powiedział cicho i lekko potrząsnął jej ramieniem. Chciał ją obudzić, żeby coś zjadła, a potem ułożyłby ją z powrotem na posłaniu.
- Obudź się - dodał miękko.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Szczyty Fellarionu”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość