Kto dogoni psa? kto dogoni psa?


Podczas Wielkiej Wojny Aeria została zrównana z ziemią, jedyne co po niej pozostało to sterta gruzów. Zanim Wielka Armia dotarła do miasta Król ewakuował ludność w góry, sam zaś zginą broniąc bram miasta. Po wojnie Aerczycy postanowili odbudować miasto, dziś na jego gruzach powstała Nowa Aeria - piękne, przyjazne, nowe miasto, niesplamione jeszcze żadną wojną.

Postprzez Know » Pt paź 26, 2018 11:11 pm

        Szczur jaki jest każdy widzi. Zwierzę rozmiarami niezbyt spore, choć w zależności od kanału, z którego wypełzło bywa mniej lub bardziej spasione. Pociągły pysk z parą zaokrąglonych uszu na szczycie. Dwa wystające przednie siekacze szerokie, długie i żółte, służące jednako za zęby, dłuta, łopaty i kilofy – i w zależności od potrzeb świetnie radzące sobie z przebiciem każdego możliwego materiału. Wyłupiaste oczy, które mogą nawet sprawiać wrażenie rozumnych. Zwykle bure, liniejące futro. Długie, żyłkowate wąsy, krótkie łapki i gruby, obleśny, łysy ogon. Co tu dużo gadać - pychotka. Zaraz po kotach oczywiście, bo koty były daleko bardziej smaczne – głównie dlatego, że zwykle nie jadają śmieci ani fekaliów. Nie zawsze jednak chce się za dosyć zwinnymi sierściuchami gdzieś po zaułkach uganiać. Dzisiaj mu się nie chciało. Dzisiaj doszedł do wniosku, że to jest ten moment, kiedy dla podtrzymania nawyku należy trochę popościć. Zwłaszcza, że był mnichem, do tego z własnego wyboru takim tylko żebrzącym i bezdomnym. A że szczur to jednak dość pośledni rodzaj „wołowiny”, więc na umartwienie nadawał się w sam raz. Miejski włóczęga zatem zamiast polować, po prostu idąc na swój posterunek obserwacyjny schylił się kilka razy po truchła padłych tu i ówdzie gryzoni.
        Zagryzając kanałowymi rezydentami swe nudne przedpołudnie Pankracy uważnie obserwował wschodnią bramę. Póki co nic ciekawego - to samo co zawsze szóstego dnia miesiąca dzika. Beczkowóz. Oddział straży. Zaprzęg pocztowy. Kilka wozów z klamotami. Handlarze płótna z Valladonu. Pielgrzymka tęczowych ekshibicjonistów uwielbiających chwalić się światu swoją ledwie znośną (żeby nie używać bardziej dosadnych słów) fizycznością, a pośrednio i jakby przy okazji swoją totalnie zwichniętą psychiką. I oczywiście tak ekstrawagancki, że niemożliwy do niezauważenia młody Antonio deKerekes, któremu już od tej ojcowskiej fortuny w rzyci się poprzewracało. Jego lektyka dosłownie waliła pomiędzy oczy blaskiem złotych (pozłacanych?) girland. Była tak przesadnie pyszna, że aż nieprzyzwoita, no i (nowość!) targana była już nie przez czterech, a tym razem ośmiu czarnoskórych niewolników – no ewidentnie młodzieniaszek zwariował. Jak mawiał Know: „Pod kopułą ciasno od bąbelków” - czyli, tłumacząc z filozoficznego na ludzki: sodówka uderzyła chłopu do głowy. Ale uliczny mędrzec niczego młodemu nowobogackiemu nie zazdrościł. Nie komentował. To nie jego sprawa - chociaż przez swą dociekliwą naturę dobrze wiedział, że przez legendarne już skąpstwo zgrzybiałego seniora rodu deKerekes te piękne girlandy nie są wcale ze złota tylko z tombaku, a napęd to żadni tam ekskluzywni czarni niewolnicy, tylko zwykłe białasy wynajęte gdzieś po okolicznych zaściankach za czapkę gruszek i dla większego „prestiżu” tylko wysmarowani pastą do butów.
        Rutyna tego miejsca nie była już dla Knowa ciekawa – znał ją na pamięć. On tu czekał na ekscesy. Jednak nie takie pokroju defilady zboczeńców albo szpanerskich popisów pyszałkowatego młodego szlachcica. Jego interesowało to, co mogło mieć jakiekolwiek poważniejsze znaczenie. Już mijało południe, ale ciągle nie doczekał się. Zapowiadał się kolejny dzień posuchy. Nagle zwierzołak zakrztusił się obgryzanym włochatym szczurem. Natychmiast z głośnym kaszlnięciem wypluł to co miał w ustach.
- Łajda…K! – kłapnął zębami, aż echo poniosło pomiędzy kamienicami trzask jego zamykającej się szczęki. Raz i drugi zawołał swojego małego podopiecznego, ale psiak nie zareagował. Najwyraźniej zbytnio zajęło go obszczekiwanie kramu z najróżniejszymi magicznymi wihajstrami turkoczącego się powoli, ale za to niezwykle głośno po nierównym bruku szerokiej ulicy w stolicy światowego handlu. Kundelek jak zaczarowany podążał za przeładowaną furą, tym samym coraz bardziej oddalając się od kryjówki swojego pana.
        Achterpick westchnął. Zakrzywionym szponem poskrobał się po głowie. Wszędobylskie pchły były jednymi z tych mieszkańców Nowej Aerii, których paskudny kloszard nie tylko nie odstraszał, ale wręcz do siebie przyciągał. Ewidentnie polubiły jego gęste, przepocone, wilkołacze futro, które zawsze skrzętnie poukrywane było pod grubymi paltami, przez co wagabundzie ciężko było nawet porządnie się podrapać, gdyby któraś za mocno ucięła go w garbaty grzbiet. Do szkutów na łepetynie jednak dostęp miał zdecydowanie łatwiejszy. Nie przejmował się jednak zbytnio nieproszonymi lokatorkami, a podrapał się również nie ze względu na nie. Po prostu w jego mniemaniu był to gest bardzo dobrze wspomagający zastanawianie się. Kudłaty mędrzec nie dorobił do tego jeszcze żadnej swojej filozofii, ale z całą pewnością była to tylko kwestia czasu. Każdy aspekt życia da się wszak opisać zwięzłą, acz pełną mądrości sentencją. Teraz jednak nie mógł zmitrężyć ani chwili na dywagacje. Musiał działać, i to szybko. Naciągnął przepastną czapkę z powrotem na czerep i zanim stracił z oczu swojego małego towarzysza wychynął z ciemnego zaułka.
        Przygięty do ziemi żebrak dłońmi niemal powłócząc po trotuarze ostrożnie podążył za swoim nieposłusznym zwierzątkiem w kierunku kolorowych jarmarków rozkładających się gdzieś w centrum miasta.
Avatar użytkownika
Know
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jeremy, Agelatus, Niphred, Dima, Rufus, Oswald, Walt,
Rasa: wilkołak
Aura: Hej, hej - podejdziesz tu!? Nie? A może chociaż spojrzysz? Znowu odmawiasz? W sumie nic dziwnego. Ta aura nie będzie Cię wołać, nie przykuje Twojego spojrzenia. Niewielkiej siły i jakby przykurzona siedzi sobie gdzieś z boku, w absolutnej ciszy, takiej która pochłania wszelkie inne odgłosy. Duszą się w niej i tłamszą aż znikają zupełnie i nie pozostaje po nich żaden wyraźny ślad. Na ich miejsce wypełza z ukrycia delikatna szafirowa mgiełka, snująca się ospale po cynowych uliczkach. Uważaj tylko żeby jej nie spłoszyć, bo wtedy czmychnie migusiem i zniknie gdzieś w barachitowym zaułku nim zdążysz poczuć jej obleśną lepkość. Prześlizgując się śladem uciekiniera między ulicznymi pododcieniami kobaltu, możesz natknąć się na twardsze fragmenty chropowatej jak stopy pastucha powierzchni woniejącej psią sierścią i mokrą ziemią, jakby litości dla biedaka nie mieli. Miejski szlak wyginać się będzie ostro od czasu do czasu, a Ty lepiej pilnuj swoich bucików, bo stępione kocie łby naraz zmienią się w brutalnie sterczące odłamy kamulców tylko czekających na kawałek obrobionej skórki. Jeżeli zaś będziesz mieć pecha i potkniesz się w czasie pogoni, nie zdziw się gdy w Twych ustach pojawi się słodkawa ciecz o pikantnym, dezorientującym posmaku. Lecz unieś wtedy głowę. Powykręcana sylwetka szarego wędrowca już wyciąga do Ciebie dłoń. Chwyć ją i stań na nogi, a potem odejdź w pokoju w swoją własną stronę.
Wygląd: Nigdy nie przybiera formy czysto człowieczej. Czasem w razie potrzeby korzysta z formy bestii, ale zwykle pozostaje w formie hybrydy. Jako taki na stałe nosi kilka cech typowo zwierzęcych i przy bliższych oględzinach można po nich poznać, że nie jest człowiekiem, ale kto by tam dokładnie przyglądał się bezdomnemu. Posiada całkiem atletyczną budowę sprintera: jest wysoki, szczupły ... (Więcej)

Postprzez Kuna » Śr lis 07, 2018 12:36 pm

Zimniasto.
Tak sądziła zakładając na swoją naramienną koszulkę przyduży stary płaszcz.
Niepraktycznie.
Uznała patrząc na zwisające rękawy i sięgający aż po łydki nadmiar materiału.
Nieźle!
Pochwaliła, kiedy udało jej się tępawym nożykiem odciąć co niepotrzebne.

        Widziała teraz swoje dłonie i kolana - zamachała, okręciła się jak dziewczę przed zwierciadełkiem i pogładziła pozbawiony większości guzików przód czarnego kubraczka. Całkiem nowego znaleziska. Ktokolwiek wyrzucił to cacko nie był podrzędnym zjadaczem chleba (nie w oczach Kuny przynajmniej), i okrycia wierzchniego pozbył się po lekkim tylko przetarciu mankietów i wywalczeniu sobie prawa do dziury w kieszeni. Nawet nie oddawał do krawca, nie poprosił żony by naprawiła, nie nakazał tego zrobić służce. Może jedna z nich kierowana praktyczną ręką rozsądku oderwała część cennych guzików. Może głupiec zdenerwował się wtedy, że to zachowanie niegodne jego domu, wyrwał płaszcz i wyrzucił gdzie mu było wygodnie - za okno.
       Tam właśnie znalazła go opalona czarodziejka; jeszcze wolnego od plam z nieczystości, ludzkich to, psich czy gołębich, niezjedzonego przez nadgorliwe robaki, nie znoszonego przez nikogo kto byłby brudniejszy od niej. Idealny prezent!
       Dla niej samej oczywiście. Traktowała go jako podarek za to, że jest i uznała, że chyba dobrze się ostatnimi czasy sprawowała.

       Poniekąd szkoda było używać na nim noża. Tak w sumie. Ale Kuna nie żałowała dorosłych tak jak dzieciaków - ubranka pasujące na tych pierwszych mogła zdewastować, by leżały jak ulane na drugich (w tym na niej samej).
Idyllicznie więc przemierzała uliczki, dumnie prostujący sylwetkę i pokazując zabieganemu światu jak to jej się dziś poszczęściło. A jak ładnie musiała wyglądać w czymś tak eleganckim! Och, pewnie nawet przypomina dojrzewającą dziewczynę, taką zdrową pannę na wydaniu. Jeszcze chwila i zaczną się do niej chłopcy zlatywać - jak ich wtedy odgoni?
       Krótki śmiech dobył się z jej gardła. Tak, to by było zabawne. Bardzo fortunny to dzień na zaloty był, swoją drogą. Zbielałe oko Prasmoka łypało tajemniczo znad kominów, wytrzeszczone; usadzone nisko jakby bestia przyczajona do skoku starała się skryć za okruchami budynków, niknąc w zbielałej szarości mgielnych chmur rozciągniętych po całym niebie. Zdawały się być tak blisko. Smok też.
       W atmosferze zimnego napięcia na pewno dobrze się spacerowało we dwoje. Aura skłaniała do przemyśleń i poważnych rozważań - uczciwego zacieśniania więzi. To dobrze robiło rozbrykanym, którym głównie motyle w głowie. Ci zaś, którzy poznawali się ze względu na interesy rodzinne i towarzystwie swatki starali wmówić sobie, że nawet się tolerują mogli w spokoju i z łatwością popadać w melancholię i szybciej poddać się przeznaczeniu.

       Dziewczyna minęła od rana kilka takich scenek rodzajowych. Przespacerowała się po dwóch dzielnicach, brukowanym ryneczku i placu, przeszła przez bardziej zadbany park - to tam miała stałe miejsca na darmowe przedstawienia - komedie, tragedie, tragikomedie, opowieści obyczajowe, a niekiedy i otarła się o fragment kryminału. Może nie umiała czytać, ale obeznana w sztukach była nieźle.
       A ulice tak jak i one bywały gładkie i wyboiste, niektóre krótkie, a inne ciągnęły się po miejski horyzont. Właśnie na takiej osobliwości się teraz znalazła. Kolorowa mimo pogody, rozkrzyczana i tłumna - oblepiona miejskim brudem, naleciałościami wielu lat używania, przeplatana lekkim górskim powietrzem, straganami i wózkami, zapachem żywych kurczaków, otwartych konfitur w dłoni mijanej kobiety, znoszonymi kożuchami, perfumami dobranymi chyba tylko pod kolor włosów i wystawionymi na pokaz dziełami promującymi metalurgię artystyczną.
       Od czasu do czasu coś Kunę popchnęło, ktoś ją potrącił, jakaś ptaszyna przedreptała tuż pod jej butem. Ładnym, beżowym. Miała jeszcze drugi, czarny, ale zciudrachany już porządnie i wypchany szmatami, bo za duży. Jak tylko będzie cieplej to go wywali i poszuka innego na następny zimowy sezon.
       Zanim jednak, to zedrze podeszwę na tej kupieckiej alei. Widziała nawet jej koniec - gdzieś, majaczący daleko w oddali. Aż dziw, że było na to miejsce.
       Ale komu za dużo miejsca, ten zaraz na kogoś wpadał.
       - Suń się! - huknął mężczyzna.
       - Sam się pan suń! - warknęła buńczucznie, gdy odszedł dość daleko, by mogła skarcić jego plecy spojrzeniem zmrużonych oczu. Mruknęła coś do siebie, wzruszyła ramionami i godnie popełzła dalej.

       Nic szczególnego nie przykuwało jej uwagi - bo ta wędrowała do prozaicznych towarów, modnych krojów ubrań (wszystkich więc podobnych do siebie, że nie ma zmiłuj, a żonę poznasz tylko po wymyślnym kapeluszu), słojów pełnych kuszących przetworów, pospolitych, niewyróżniających się twarzy żeńskich, męskich i nijakich. Trudno szukać tu było prawdziwych piękności, ale i szkarady chowały się w bocznych alejkach. Idealne wręcz miejsce dla Kuny.
       Jednak od czasu do czasu coś szło nie tak jak należy i drepczący tłumek przecięło coś nietypowego, odstającego od reszty i gryzącego po oczach. Tym czymś był tym razem chyba-elf. Wysoki. Wyprostowany. Choć wątły, jak to długouch. O poważnej, zamyślonej twarzyczce całodobowego uwodziciela obu płci. Czarnych włosach rzuconych na plecy. Odziany w ciężką zdobną szatę, pewnie obszytą złotymi nićmi czy czymś podobnym. Jej brzegi z wybitną dokładnością ścierały kurz z drogi i oblepiały się wszelkim paskudztwem.
       Chyba tego nie zauważał.
       Albo ignorował, bojąc się o swoją dumę.
       Nie, nie zauważał.
       Ten wniosek dopadł Kuniastą, gdy obserwując mężczyznę może z minutkę, trzy razy widziała jak kogoś potrącał jeśli na czas nie zszednięto (tak, właśnie tak) mu z drogi. I nie robił tego celowo, bo potem szczerze, choć nieuważnie przepraszał, nie zabierając nawet ofiarom sakiewek.
       A więc musiał być zamyślony, jak wcześniej ona.

       Zaintrygowana podreptała za nim. Wyglądało na to, że elf szuka czegoś w odległym tłumie, ślepnąc przy okazji na to co działo się bliżej niego - na wszystko i wszystkich. Wypatrywał jakiejś osoby? Towaru? Kuna mogłaby powiedzieć mu co gdzie jest. Może byłby na tyle miły, że by jej potem podziękował? Hmm… w najlepszym wypadku da jej jakiegoś miedziaka, w najgorszym opluje.
       Ciekawe którym jest typem. Nie wyglądał na źle wychowanego i bufoniastego, choć w jego buźce był jakiś rys arogancji.  

       Śledziła go aż do centrum, Głównego Rynku, gdzie obok sukiennic rozstawiali się i inni, którzy mieli coś do sprzedania i zdążyli zaklepać sobie miejsce.
       I tam jej gdzieś zniknął.
Avatar użytkownika
Kuna
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Lotta, Vinny,
Rasa: Czarodziejka
Aura: Słabiutka i delikatna aura lśni soczystym i wciąż młodym szmaragdem. Nie jest on jednak lity, zawiera w sobie delikatnie obsydianowe centra wokół których reszta połysku pływa i kotłuje się, zupełnie jakby dopiero następne lata miały poświatę ukształtować i zadecydować o jej ostatecznym wyglądzie. Jej psotne iskierki odbijają się jaskrawie w splotach srebra i cyny, podczas gdy w oddali słychać delikatne grzmoty i uderzenie kowalskiego młota. Mieszają się one ze sobą by zniknąć pod głęboką melodią, która zaniknie niewiele później. Wyczuwa się tu bardzo subtelny zapach potu, i chociaż wydaje się on być nieco mylącym, choć by się chciało nie można mu nawet przez chwilę zarzucić braku prawdziwości. Emanacja ma w sobie trochę całkiem twardych fragmentów pomieszanych z gładko chropowatą mozaiką. A giętka to ona jest niczym sama łasica, ucieka i zmyka spod palców, ledwo dając ci dokończyć jej oględziny, mało co nie kalecząc cię swoimi ostrymi krawędziami. Smak jej zdaje się być lekko suchym, o delikatnie pikantnym posmaku, który ubarwiony jest nikłymi nutkami słodyczy.
Wygląd: Jakby ktoś pytał mnie jak wyglądam odpowiedziałabym - zwyczajnie. Bo nie mam ani żadnych wyjątkowych mankamentów urody, ani żadnych pozytywnych cech, które by mnie wyróżniały, choć tak jak ja, wyglądam tylko ja - Kuna.

Nie rzucam się w oczy, bo nie jestem wyjątkowo niska, ani też zanadto wysoka (161 cm). Z budowy to raczej ze mnie smukła flądra i przypominam młodego ...
(Więcej)
Uwagi: Podług aury powinna być człowiekiem.

Postprzez Know » Pn lis 12, 2018 10:27 am

        Żebrak nerwowym, rozbieganym wzrokiem przepatrywał tłum, ale nigdzie nie mógł dostrzec swojego pupila. Mały szczeniak zniknął na rynku głównym Nowej Aerii w gęstwinie nóg, kopyt i kół.
- „Porwali go!” – Czarne wizje kolejnymi falami zalewały zgnębiony umysł. – „Będzie biedaczek okrutnie torturowany, aż IM wszystko wyszczeka.”
Podświadomie swoją umiejętność gadania ze zwierzętami przypisywał również ludziom. Nie wszystkim - tylko tym, którzy podobno go ścigali. Miał paranoiczną tendencję do podejrzewania ICH o biegłość we wszelkich możliwych umiejętnościach. Uważał swoich prześladowców za niezwykłe umysły, bo tylko takie mogły stworzyć spisek o zasięgu światowym, a wyłącznie swojej własnej nieprzeciętności i szczęściu zawdzięczał, że ciągle był jeszcze w stanie IM się wymykać. Dlatego nie mogąc dorwać Pankracego, schwytali jego jedynego przyjaciela - Łajdaka. Wszystko to, cały obraz nieszczęścia wydawał się coraz bardziej pewny, jasny i klarowny, a w głowie zmiennokształtnego powoli zaczynała rządzić rozpacz. Zdołał powstrzymać ją jednak na jakiś czas, bowiem pojawiła się iskierka nadziei.
        Kątem oka dostrzegł przechadzającą się dziewczynkę w wytartym, za dużym i raczej męskim płaszczu. Nosiła kilka imion, ale ostatnimi czasy wszystkim kazywała na siebie wołać Kuna. Dlaczego? To trudno powiedzieć, bo tego już nie wyjaśniała. Nawet wszechwiedzący Know akurat tego nie wiedział, ale jak na mędrca przystało miał swoje podejrzenia i niejako domyślał się powodów. Nazwała się Kuną, bo tak jak kuny lubiła ludziom buszować po piwnicach i srać po poddaszach. Nie sprawdzał jednak słuszności tej teorii. Była zbyt błaha, by ryzykować dla niej życie i na pewno nie warto było go narażać tylko dla upewnienia się gdzie dziewczynka załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Było proste uzasadnienie tego braku dążenia do zweryfikowania postawionej tezy: wilkołak jak każde zwierzę przygruntowe zwyczajnie bał się wysokości. Ale ponieważ nie chciał się przed nikim do swojej fobii przyznać, to zamiast zwyczajnego wytłumaczenia wymyślił jakieś takie podniosłe i filozoficzne, brzmiące bardziej racjonalnie: „Kto z dachu spadnie, temu Najwyższy kule nosi.” - czy jakoś tak. Dlatego jego domem była ulica i kanały, a na dachy nie właził i już. W życiu trzeba mieć zasady.
        Z Kuną znali się już jak byli małolatami, choć oczywiście tylko z widzenia. Jak to zwykle bywa między chłopakiem i dziewczyną, on miał swoją bandę, a ona swoją. I mimo, że oboje w pacholęcym wieku patrzyli na świat i jego mieszkańców całkiem pozytywnie, to jakoś tak akurat ze sobą nawzajem nie zamienili nigdy więcej słów niż to było naprawdę niezbędne. A potem on wpierw dorastał, potem się starzał, a wreszcie zezgredział, a ona nie. Pomimo upływu lat pozostawała smarkulą. Starą smarkulą. Starą, pięćdziesięcioletnią smarkulą – bo przecież byli rówieśnikami.
        Nawet pomimo ekstrawaganckiego stroju nie wyróżniała się specjalnie z kolorowego tłumu, ale Achterpickowi wyraźnie rzuciła się w oczy. Jak każdy szanujący się i (przede wszystkim) boskie prawa mnich nie oceniał ludzi po zewnętrznych znamionach bogactwa, ale miał pewien cierpliwie wymedytowany dar świdrowania w głębi duszy i badania ludzkiej moralności, potencjału i wiedzy. Od razu widział czy dany osobnik faktycznie coś sobą reprezentuje, czy tylko stwarza pozory istoty myślącej, a dla zamaskowania słomy w butach dodaje sobie sztucznej wielkości poprzez przywdziewanie pysznych gronostajów, puszczanie sobie pod pachy perfumowanych pierdów z elfickich drogerii i unoszenie się świętym oburzeniem, gdy ktoś nie zdąży przed nim na czas zadąć w fanfary i rozwinąć czerwonego dywanu.
        Mała Kuna zainteresowała Knowa, bo jak nikt w pobliżu mogła mu w tym momencie pomóc. Umysłowo była całkiem sprytna i zaradna. Co prawda niezbyt poważne sprytna, ale jednak. Wiedziała kto wczoraj zaprawiał ogórki, kto dla zabawy pluje i chwyta, gdzie jest słonko kiedy śpi, czemu ryś tak zęby szczerzy rad, albo które przekupki na bazarze są na tyle zaangażowane w swoje swary i kłótnie (albo przynajmniej wystarczająco przejęte plotkowaniem), że można im ukradkiem na tyłach straganu wywrócić wiadro jabłek, potem niespostrzeżenie owoce pozbierać i udawać, że się je znalazło, a nie ukradło. Chodziło dokładnie o ten rodzaj sprytu – taki najbardziej gówniarski z możliwych. Owszem, sympatyczny, ale zupełnie nieużyteczny w dorosłym świecie. Może właśnie dlatego nie dojrzewała, tylko nadal była podlotką? Może. Cóż, oto kolejny temat dla kudłatego myśliciela do głębszego rozważenia. Poza tym była to powsinoga i gałganiara jak on. Koleżanka po fachu znaczy się, tylko że zdecydowanie bardziej beztroska. Bez pojęcia na czym ten świat stoi. Ślepa na te wszystkie znaki dziejące się wokół. Nieświadoma Spisku. Ignorantka!
- „Eh, nieważne.” – westchnął i machnął ręką. Mogła pomóc. Nie było na co czekać.
        Tak jak poprzednio wyskoczył z zaułka cicho i bezszelestnie jak kosmaty cień i z zachowaniem wszelkiej możliwej w tych warunkach ostrożności podbiegł od tyłu do małej czarodziejki. Bez zbędnych ceregieli złapał ją pod ramiona, uniósł bez większego wysiłku, wepchnął sobie pod pachę i pokracznym truchtem czmychnął z nią z powrotem w ciemne podwórze. Miał sprawę nie cierpiącą zwłoki, ale to jeszcze nie powód, żeby łamać zasady konspiracji i prowadzić rozmowę na otwartym terenie, gdzie każdy mógłby ich zobaczyć czy podsłuchać. Achterpick zdecydowanie przeceniał zainteresowanie zwykłych ludzi nie-swoimi sprawami i ich gotowość do udzielania bezinteresownej pomocy obcym. Ktoś bez paranoi łatwo mógł przewidzieć, że nikt nawet nie zwrócił na dwójkę włóczęgów uwagi, a reakcja osób postronnych na problem kidnapingu dziecięcego była zupełnie żadna.
        Postawił ją na trotuarze najdelikatniej jak potrafił. Przepraszać nie było za co, a na powitania szkoda było tracić czasu, dlatego od razu przeszedł do rzeczy.
- Spostrze..K! twój wzro..K! gdzie pobie...K! Łajda...K! ? – zaszczekał na nią kłapiąc potężnymi zębiskami jak turoń na ludowym widowisku obrzędowym. Nie patrzył wcale na małą, tylko rozglądał się nerwowo wokół w poszukiwaniu zagrożeń i podsłuchów. Drżał na całym ciele spanikowany jak zwykle. To nie było nic nowego, ale fakt, że teraz dodatkowo martwił się o swojego przyjaciela to jeszcze spotęgowało neurotyczne dygotanie.
        Dziewczyna milczała wybałuszając na niego wielkie oczy. Obraziła się za obcesowość, z jaką została potraktowana? A może nie rozpoznała znajomego? Nie wszyscy przecież tak jak wilkołaki widzą w ciemnościach. Ale nie ma problemu. Wszy, które na pewno przeskoczyły już od Pankracego do jej własnej roztrzepanej fryzury, zaraz zapewne zawędrują w okolice uszu i poszepną jej z kim ma do czynienia. Może nawet zrobią to jeszcze zanim dotkliwie ją pogryzą.
A może po prostu nie zrozumiała, co powiedział? Gadał co prawda dziwnie, ale chyba komunikatywnie. Ciężko przecież się ładnie i wyraźnie wysławiać w ludzkiej mowie, jak się ma paszczę pełną za długich kłów, a mięśnie szczęki silniejsze niż aligator i każdym ich drgnięciem można by bez większego wysiłku kruszyć kości.
- Łajda..K! – powtórzył. - Mój psia..K! – Dał jej chwilę na reakcję, ale wcale niedługą. - On przybie..K! tu na tar..K! i zni..K! – zaskowytał wreszcie rozpaczliwie.
Avatar użytkownika
Know
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jeremy, Agelatus, Niphred, Dima, Rufus, Oswald, Walt,
Rasa: wilkołak
Aura: Hej, hej - podejdziesz tu!? Nie? A może chociaż spojrzysz? Znowu odmawiasz? W sumie nic dziwnego. Ta aura nie będzie Cię wołać, nie przykuje Twojego spojrzenia. Niewielkiej siły i jakby przykurzona siedzi sobie gdzieś z boku, w absolutnej ciszy, takiej która pochłania wszelkie inne odgłosy. Duszą się w niej i tłamszą aż znikają zupełnie i nie pozostaje po nich żaden wyraźny ślad. Na ich miejsce wypełza z ukrycia delikatna szafirowa mgiełka, snująca się ospale po cynowych uliczkach. Uważaj tylko żeby jej nie spłoszyć, bo wtedy czmychnie migusiem i zniknie gdzieś w barachitowym zaułku nim zdążysz poczuć jej obleśną lepkość. Prześlizgując się śladem uciekiniera między ulicznymi pododcieniami kobaltu, możesz natknąć się na twardsze fragmenty chropowatej jak stopy pastucha powierzchni woniejącej psią sierścią i mokrą ziemią, jakby litości dla biedaka nie mieli. Miejski szlak wyginać się będzie ostro od czasu do czasu, a Ty lepiej pilnuj swoich bucików, bo stępione kocie łby naraz zmienią się w brutalnie sterczące odłamy kamulców tylko czekających na kawałek obrobionej skórki. Jeżeli zaś będziesz mieć pecha i potkniesz się w czasie pogoni, nie zdziw się gdy w Twych ustach pojawi się słodkawa ciecz o pikantnym, dezorientującym posmaku. Lecz unieś wtedy głowę. Powykręcana sylwetka szarego wędrowca już wyciąga do Ciebie dłoń. Chwyć ją i stań na nogi, a potem odejdź w pokoju w swoją własną stronę.
Wygląd: Nigdy nie przybiera formy czysto człowieczej. Czasem w razie potrzeby korzysta z formy bestii, ale zwykle pozostaje w formie hybrydy. Jako taki na stałe nosi kilka cech typowo zwierzęcych i przy bliższych oględzinach można po nich poznać, że nie jest człowiekiem, ale kto by tam dokładnie przyglądał się bezdomnemu. Posiada całkiem atletyczną budowę sprintera: jest wysoki, szczupły ... (Więcej)

Postprzez Kuna » Pt lis 30, 2018 7:34 pm

        Gdyby spodziewała się porwania nie zakładałaby takiego ładnego płaszcza - zostawiłaby go innemu szczęściarzowi, by znalazł go i przygarnął. Teraz kto wie co się z nim stanie. Może zedrą go z niej i zrobią z niego użytek? A może to w nim przyjdzie rozkładać się jej ciału? To byłaby strata. Ale i wtedy jakiś desperat mógłby go ściągnąć. O ile dziury po nożach nie będą nazbyt zniechęcające.
       Krzyknęła krótko, złapana, ale nie zdążyła pomyśleć wiele więcej niż o przyodziewku, a już stała z powrotem na ziemi. Ten kto ją pochwycił odstawił ją z tysiąc razy delikatniej niż pachniał, więc w ostatecznym równaniu wrażenie zrobił na młodej neutralne. Minus za porwanie, plus za nie rzucenie jej na ziemię jak wora z pyrami, a zapach… sporo gorszy od jej własnego, ale do zniesienia.
Przez myśl przemknęło jej czy by nie uciec - ale porywacz znowu okazał się szybszy nawet od jej pomysłów - zaczął kłapać.
       Nie zrozumiała go od razu. Umysł miała praktyczny, więc krótkie, naglące zdania przebiły się przez niepokój sytuacyjny, ale były na tyle niewyraźne, że ich sens dotarł do Kuny z opóźnieniem.
       Intensywnie próbując go pojąć patrzyła też na kudłatego staruszka. Obwieszony paltami jak na zimę stulecia, zarośnięty niczym dzikie zwierzę. Wypowiadał się nerwowo i z pewnym trudem. Dość… charakterystyczny. Ależ tak, znała go! Nie wiedziała jednak od jak dawna. Nijak nie łączyła tego jednego chłopaczka z dzieciństwa z kudłatym starcem. Ale samego starca kojarzyła - z przezwiska Know, z rasy - coś dziwnego. Ogólnie raczej niegroźny, choć odmieniec jakich mało. Lepiej mu było się nie sprzeciwiać bez powodu, zwłaszcza gdy tak był sprawą zaabsorbowany. Aż nadto powiedziałaby.
       W sumie nawet trochę żal takiego człowieka.
       - A, to! - Wreszcie zrozumiała. - A więc psa szukasz?
,,A więc obojeśmy cosik zgubili. Ja elfa, ty psa. Dzięki, że przerwałeś mi w mojej pogoni. Ale… to nie tak źle nawet. Może wezmę i znajdę oba na raz?“.
       - Czekaj no, spróbuję go wypatrzyć - uspokoiła mężczyznę zapewniwszy, że będzie współpracować. - Bo wcześniej nie widziałam. Zajęta byłam obserwowaniem czego innego. Jak wygląda? Taki mały łaciaty? - spytała rozgrzewając ręce przed użyciem magii. Dzielnica, na której granicy się znajdowali należała do ludzi, a budynki były ceglane, kamienne i raczej niskie. Niskie jak na standardy architektoniczne, bo jak Kuna patrzyła to zdawały jej się całkiem pokaźne. Z dziesięć razy wyższe od niej? Jak to leciało… do stropu było niemal trzech ludzi, a piętro jedno lub dwa. To, dodać jeszcze grubość podłogi i tego co pod nią razy trzy…
       Nie, były jednak wysokie.
       Na szczęście dla Kuny najbliższa ściana była niczym nieotynkowana i nieogrodzona, a cegły gdzieniegdzie zaczęły się wykruszać. Zewnętrzny parapet z kolei wystawał kusząco i wyglądał na niedawno wymieniany. Jeśli do niego dosięgnie i mocno się chwyci to będzie mogła w miarę bezpiecznie poobserwować okolicę.
       Zrzuciła płaszczyk, rozruszała stawy i skupiła się mocno. To nie był byle murek do przeskoczenia, ale też parapet dawał nadzieję, że w razie czego da radę się złapać.
       Z rozpędu wbiegła na ścianę skupiając magię w stopach. Trzy susy - teraz do rąk! Utrzymała się na nich, gdy nogi gwałtownie jej się osunęły - aż stopą znalazła odpowiednią nierówność. Głęboki oddech. Podciągnęła się i dłonią sięgnęła parapetu. Chwyciła kurczowo krawędź. I w końcu spojrzała w bok, na rynek. Była względnie bezpieczna. Nawet jakby straciła kontrolę nad zaklęciem to trzymała się czystą fizyką. Jej ciało miało jednak limity, więc rozproszyła w nim tę esencję co przyciągała ją do budynku. Tak to nazywała. Kiedy poczuła, że magia pracuje na równi z mięśniami uśmiechnęła się zadowolona i wytężyła wzrok, by jak najszybciej przeszukać okolicę.
       Tak po prawdzie interesował ją zarówno psiak włóczęgi jak i jej własny elf. Skoro już go sobie upatrzyła nie chciała ot tak pozwolić mu uciec. Niby nie miała żadnego powodu, żeby go obserwować, ale także nic innego do roboty jej się nie nawinęło. W dodatku nadal miała nadzieję, że jeśli pomoże mu odnaleźć to czego szuka (widać dzisiaj był na to dobry dzień) to coś niecoś zarobi.
       - Chyba widzę! Pobiegło do otwartej piwniczki! Nie, to nie on! Ale jest! A niech to, polazł za tamtym! Nie chcę cię martwić, ale jeśli to suczka, to prędko go weźmiesz nie wyciągniesz.
       Zeszła powoli w dół, starając się wciskać palce w szczeliny po zaprawie. Z przyzwoitej wysokości już zeskoczyła, lądując miękko na ugiętych nogach.
       - To pod tą zieloną kamienicą. - Wskazała na ukos palcem. - To co poleciało wcześniej to chyba też pies, nieco większy - dodała, bo czemu by i nie. Elfa nie wypatrzyła, więc nie musiała się spieszyć. Choć możliwe, że nadal był gdzieś w centrum miejskiego tłumu.
Avatar użytkownika
Kuna
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Lotta, Vinny,
Rasa: Czarodziejka
Aura: Słabiutka i delikatna aura lśni soczystym i wciąż młodym szmaragdem. Nie jest on jednak lity, zawiera w sobie delikatnie obsydianowe centra wokół których reszta połysku pływa i kotłuje się, zupełnie jakby dopiero następne lata miały poświatę ukształtować i zadecydować o jej ostatecznym wyglądzie. Jej psotne iskierki odbijają się jaskrawie w splotach srebra i cyny, podczas gdy w oddali słychać delikatne grzmoty i uderzenie kowalskiego młota. Mieszają się one ze sobą by zniknąć pod głęboką melodią, która zaniknie niewiele później. Wyczuwa się tu bardzo subtelny zapach potu, i chociaż wydaje się on być nieco mylącym, choć by się chciało nie można mu nawet przez chwilę zarzucić braku prawdziwości. Emanacja ma w sobie trochę całkiem twardych fragmentów pomieszanych z gładko chropowatą mozaiką. A giętka to ona jest niczym sama łasica, ucieka i zmyka spod palców, ledwo dając ci dokończyć jej oględziny, mało co nie kalecząc cię swoimi ostrymi krawędziami. Smak jej zdaje się być lekko suchym, o delikatnie pikantnym posmaku, który ubarwiony jest nikłymi nutkami słodyczy.
Wygląd: Jakby ktoś pytał mnie jak wyglądam odpowiedziałabym - zwyczajnie. Bo nie mam ani żadnych wyjątkowych mankamentów urody, ani żadnych pozytywnych cech, które by mnie wyróżniały, choć tak jak ja, wyglądam tylko ja - Kuna.

Nie rzucam się w oczy, bo nie jestem wyjątkowo niska, ani też zanadto wysoka (161 cm). Z budowy to raczej ze mnie smukła flądra i przypominam młodego ...
(Więcej)
Uwagi: Podług aury powinna być człowiekiem.

Postprzez Know » Pt gru 21, 2018 6:28 pm

        - Fuc..K! – Know zaklął niewybrednie widząc jak mała przybłęda wspina się po pionowej ścianie na dach kamienicy. Wysoko; za wysoko jak na jego standardy. Jej tak ostentacyjnie okazywana lekkomyślność w zupełności uzasadniała użycie przez mężczyznę wulgaryzmów. Dziewczyna raczej go nie usłyszała, choć na pewno do jej uszu doszło końcowe kłapnięcie zębów, które w ciasnym podwórzu poniosło się niczym w studni.
        - Ryne..K! i budyne..K! co ma tyn..K! ja..K! grosze..K! ? – zapytał, gdy już zlazła i opowiedziała o swoich obserwacjach. Mogło to zostać odebrane jako chęć upewnienia się, ale Know nie potrzebował więcej informacji niż już usłyszał. Pytanie było tylko retoryczne i zadane, by zębatki w głowie starego mędrca pobudzić do szybszego mielenia myśli.
- Jes..T! kłopo..T! – Okazało się, że wilkołak potrafi klekotać nie tylko na „K!”, ale też na inne literki. Lecz to „T!” to był dopiero początek niespodzianek. Prawdziwa burza onomatopei miała dopiero nadejść.
- Mieszk..auu!.. – Zmiennokształtny zawył po psiemu, rzewnie i przeciągle, choć na tyle krótko, że przerwa w zdaniu nie była nazbyt długa i nie wybijała słuchacza z rytmu historii. – ..tam krasnolu..T! Rodery..K! Wedłu..K! plote..K! i oficjalny..K! kartote..K! był to cyruli..K! i sadowni..K! – opowiadając pierdoły powoli budował napięcie w swojej opowieści. – Ale półświate..K! opanow..auu! jako przemytni..K!, pase..Rrr! i dile..Rrr! – końcowe „Rrr!” warczał iście po wilczemu unosząc górną wargę i odsłaniając kły. – Szal..auu! tu pona..T! wie..K! Dopiero prokurato..Rrr! Henry..K! For..T! (młodzi..K!, ale cwania..K!) zwąch..auu!, że Rodery..K! swój geszef..T! nastawi..auu! na narkoty..K! i trune..K! – Uniósł palec wskazujący jakby dopiero teraz miała nastąpić prawdziwa kulminacja. - Ma..K! si..auu! na kompo..T!, koki krza..K! przerabi..auu! na crac..K!, a z py..Rrr! produkow..auu! bimbe..Rrr!
Nie lubił kłamać, dlatego zrobił krótką przerwę, żeby dobrze przypomnieć sobie jak historia potoczyła się dalej. Po chwili kontynuował.
- Są..T! skofiskow..auu! mu mająte..K! i skaz..auu! na aresz..T!, gdzie Rodery..K! zamieszk..auu! jako bandzio..Rrr! i za kwart..auu! zma..Rrr! na du..Rrr!
W końcu po swoich oratorskich popisach przeszedł do sedna.
- Na ten momen..T! jego apartamen..T! ma stały dozó..Rrr! To obsza..Rrr! gdzie popełni..auu! się występe..K! Eintrit..T! verboten! – pokręcił głową nieco zrezygnowany. – Każdego, kto próbow..auu! wejść komendan..T! war..T! zawij..auu! na posterune..K! i pałow..auu! za współudzi..auu!
Normalnie człowiek-orkiestra. Nie tylko na wszystkim się zna, ale jeszcze podczas swej opowieści sam sobie robi akompaniament i udaje jednocześnie wszystkie możliwe instrumenty. „Górniczo-Hutnicza Orkiestra Dętaaa.. robi nam PaPaRaRaaaaa..!” – chciałoby się zaśpiewać, gdyby oczywiście miało się gen muzykalności. Kuna nie miała, albo może nie znała akurat tej piosenki? Kto wie – Know w każdym razie nie wiedział. Muzykalna to chyba jednak była, bo coś tam jakby zaczęła tańczyć. Czyżby stepować? A może to ruszanie nóżką wynikało z niecierpliwości? Chyba, że to pchły dają o sobie znać?
- „No głupia!” – pomyślałby wilkołak o czarodziejce, gdyby nie miał akurat głowy zajętej wymyślaniem planu jak uratować Łajdaka i mógł w pełni skupić się na analizie wygibasów towarzyszki. Teraz nie miał na to czasu, więc jej dziwne wiercenie się pozostało jakby niezauważone. Mężczyzna jeszcze chwilę milczał zastanawiając się. Sprawa wydawała się beznadziejna.
        - Bie..K! przez ście..K! Jasny gwin..T! Lepiej sprin..T! – Pankracy wrzasnął wreszcie jakby na nowo wymyślił koło, ale momentalnie się spłoszył i począł rozglądać jeszcze bardziej gorliwie, czy czasem jego krzyk nie ściągnął jakichś ciekawskich spojrzeń. Dopiero gdy upewnił się, że nikt go nie obserwuje przesunął lekko dziewczynkę i padł na ziemię w miejscu, w którym przed chwilą stała. Po chwili z zadziwiającą lekkością podniósł żeliwną klapę kanalizacyjną i powstawszy bez wysiłku odrzucił ją na bok. Dekle takie robione są po to, żeby nikt przypadkiem nie wpadł do szybu, ale równie ważne jest, żeby byle kto nie mógł ich otworzyć, więc ich duża masa była chyba najłatwiejszym sposobem na osiągnięcie celu. Patrząc na bezdomnego raczej nikt by go nie podejrzewał o nadludzką siłę, ale było to jednak dużo bardziej prawdopodobne, niż teoria, że akurat ten wielki kawał żelastwa zakrywający właz do podmiejskich tuneli nic nie ważył. Ciężka pokrywa zabrzdąkała o trotuar z głośną pretensją na takie potraktowanie, ale po chwili zamilkła obrażona. Foch? – no to na zdrowie. Nikt się nią nie przejął, bo kto by tam się przejmował klapą od ścieków.
        Kloszard i gałganiara stali nad okrągłą paszczą kanałów wpatrując się w jej przepastną ciemność. Z dołu dochodził delikatny szmer płynącej dołem rzeki i zionął istny fetor ekskrementów i wszystkiego, co tylko dbający o higienę osobistą mieszkańcy Nowej Aerii postanowili spuścić w kiblu, a co było na tyle rozdrobnione, że dało radę się przepchnąć przez rury kanalizacyjne.
- Obleci..auu! cię lę..K! ? – Know zapytał prowokująco, chociaż z ich dwojga to właśnie mężczyzna trząsł się jak osika i rozrzucał po całej okolicy nerwowe spojrzenia, więc prędzej to jego można by było posądzać o strach.
- Luzi..K! – Machnął uspokajająco chudą przednią łapą. - To ledwie cie..K!, nie fes..T! poto..K! – powiedział.
Dziewczyna jednak dalej stała niezdecydowana wpatrując się w wąskie gardło prowadzące do podziemi. Nie trwało to wcale jakoś bardzo długo, ale dla wilkołaka każda sekunda zwłoki miała wymiar godziny.
- „Tam gdzieś łobuzy torturują biednego Łajdaka, a ta teraz będzie tracić czas na podziwianie architektury!” – pomyślał i od razu przystąpił do działania. Nie popchnął jej. Jakżeby śmiał. Nie szturchnął, nie trącił, nie wybił z równowagi – był wszak dżentelmenem. Delikatnie tylko pomógł jej zrobić krok do przodu.
        - „Albo nie! Przez ściek nie będzie szybciej. Kuna nie widzi w ciemnościach, będzie za bardzo spowalniać.” – pomyślał niemal od razu, gdy tylko dziewczynka z głośnym pluskiem zniknęła w dziurze. – „Kuna nie widzi w ciemnościach.. hehe.. swoją drogą niezły paradoks.” – Odłożył go jednak chwilowo na stos spraw „do rozważenia kiedyś” i ponownie padł na ziemię; cicho bezszelestnie i w mgnieniu oka, normalnie jak jakiś ninja. Długą szponiastą łapą zanurkował w otworze, chwilę pogmerał i za chwilę udało mu się wyłowić z potoku miejskich brudów chudą pannicę. Wyciągnął ją jak iluzjonista wyciąga królika z kapelusza. Czary mary i z suchej Kuny powstała zmokła kura. Gdyby nie byli sami, na pewno odezwałyby się wokół burzliwe owacje na taki pokaz magii.
        Achterpick postawił małą na ziemi delikatnie jak wcześniej po porwaniu. Tym razem jednak pogroził jej palcem.
- Pozo..Rrr! Pozo..Rrr! – warknął w jakimś południowym narzeczu zwalając całą winę za wpadnięcie w kanał na nieuwagę małej. Owszem, to on ją tu przyniósł, on odsłonił dekiel, on dźgnął ją ostrym pazurem w plecy, żeby wpadła do środka, ale nadal nie uważał, że to on miałby być przyczyną kąpieli.
        Skoro dotarcie do zielonego gmachu od dołu nie było póki co optymalne, Pankracy postanowił, że na własne oczy obejrzy budowlę, w której więziono jego przyjaciela. Może coś się wymyśli na miejscu. A jak nawet nie znajdzie lepszego rozwiązania, to ostatecznie w kanał można wejść nieco bliżej celu. Teraz liczy się czas.
- Łajda..K! czeka na ratune..K! – szczeknął do Kuny, machnął na nią ręką zachęcając do pójścia za nim i ostrożnym, przygarbionym truchtem ruszył w kierunku wskazanej kamienicy.
Avatar użytkownika
Know
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jeremy, Agelatus, Niphred, Dima, Rufus, Oswald, Walt,
Rasa: wilkołak
Aura: Hej, hej - podejdziesz tu!? Nie? A może chociaż spojrzysz? Znowu odmawiasz? W sumie nic dziwnego. Ta aura nie będzie Cię wołać, nie przykuje Twojego spojrzenia. Niewielkiej siły i jakby przykurzona siedzi sobie gdzieś z boku, w absolutnej ciszy, takiej która pochłania wszelkie inne odgłosy. Duszą się w niej i tłamszą aż znikają zupełnie i nie pozostaje po nich żaden wyraźny ślad. Na ich miejsce wypełza z ukrycia delikatna szafirowa mgiełka, snująca się ospale po cynowych uliczkach. Uważaj tylko żeby jej nie spłoszyć, bo wtedy czmychnie migusiem i zniknie gdzieś w barachitowym zaułku nim zdążysz poczuć jej obleśną lepkość. Prześlizgując się śladem uciekiniera między ulicznymi pododcieniami kobaltu, możesz natknąć się na twardsze fragmenty chropowatej jak stopy pastucha powierzchni woniejącej psią sierścią i mokrą ziemią, jakby litości dla biedaka nie mieli. Miejski szlak wyginać się będzie ostro od czasu do czasu, a Ty lepiej pilnuj swoich bucików, bo stępione kocie łby naraz zmienią się w brutalnie sterczące odłamy kamulców tylko czekających na kawałek obrobionej skórki. Jeżeli zaś będziesz mieć pecha i potkniesz się w czasie pogoni, nie zdziw się gdy w Twych ustach pojawi się słodkawa ciecz o pikantnym, dezorientującym posmaku. Lecz unieś wtedy głowę. Powykręcana sylwetka szarego wędrowca już wyciąga do Ciebie dłoń. Chwyć ją i stań na nogi, a potem odejdź w pokoju w swoją własną stronę.
Wygląd: Nigdy nie przybiera formy czysto człowieczej. Czasem w razie potrzeby korzysta z formy bestii, ale zwykle pozostaje w formie hybrydy. Jako taki na stałe nosi kilka cech typowo zwierzęcych i przy bliższych oględzinach można po nich poznać, że nie jest człowiekiem, ale kto by tam dokładnie przyglądał się bezdomnemu. Posiada całkiem atletyczną budowę sprintera: jest wysoki, szczupły ... (Więcej)

Postprzez Kuna » Pn sty 07, 2019 2:52 pm

        Dłuższy czas nie uważała kloszarda za zagrożenie. Był dziwakiem o niecodziennych tikach, ale to nadal za mało, by osądzać go jak jakiego przestępcę. Nie wyczuwała w nim złej woli - raczej ogrom zagubienia i niepokój o psiaka. A to drugie chyba nawet potrafiła zrozumieć.
Pchana poniekąd empatią, a i zaintrygowana zachowaniem woniejącego pana, po zeskoczeniu z wysokości nie ruszyła od razu w tłum ludzi zalewających rynek, a poczekała, by zobaczyć jak też włóczęga odpowie na jej słowa. Nigdzie w zasadzie jej się nie spieszyło, elf mógł poczekać… tak, chyba mógł. Albo gdzieś odejść. Już trudno. Złapie inną okazję na zarobek i popatrzenie na długouchych bogaczy.

       Na początku nie żałowała decyzji. Know wyszczekiwać począł całkiem zajmującą historię - dla Kuny bardzo cudaczną, dla miejskiego światka raczej typową. Ale dziewczyna przeważnie nie wiedziała o takich zdarzeniach, a już na pewno nie o ich szczegółach - bo i na co jej to było? Wystarczyłaby jej prosta informacja, że kamienica obecnie jest pilnowana. Omijałaby ją i już. Imiona, powody i okoliczności jakby jej nie dotyczyły. Co nie znaczyło, że wykłapana opowieść nie była fascynująca. Dobrze by było jednak gdyby pozostała tylko opowieścią…
Nie, za późno. Młoda czarodziejka poczuła dreszcz ekscytacji i słuchając gdzieś jakoś zgubiła ochotę pozostawienia sprawy Knowa. Może szaleniec z nadmiarem informacji nie jest odpowiednim towarzystwem dla dzierlatki, ale kiedy ma się 50 lat czasem zapomina się o ostrożności.

       Patrzyła na znanego-obcego to ze zdziwieniem, to wyraźną uwagą, to z uśmieszkiem kogoś, kto tylko czeka, aż kolega skończy mówić, a puentą będą kłopoty. Trochę na to się nastawiała, ale i tak wciąż rozpraszało ją usilne tłumaczenie poszczekiwanek Knowa. Szybko dotarło do niej jednak, że im dłużej się tego słucha, tym łatwiej pojąć sens. Ostatecznie starzec nie był niezrozumiały… to jest jego wypowiedź. Logika kudłacza to już trochę inna sprawa…

       Ponownie dała się zaskoczyć dopiero, gdy bez żadnego trudu podniósł solidną pokrywę kanału. Czego jak o czego, ale kondychy i krzepy jak u kowala to by mu nie przypisała. Z niejaką trwogą spojrzała na brzęczący resztkami sił dekiel co spoczął na kamieniach za sprawą podstarzałego wypłosza. Kim on był ten starzec żeby zabawiać się w rzucanie żelastwem?
               E, wszystko jedno. Jej krzywdy raczej nie zrobi, bo jakby miał to już by gdzieś leżała pod kamienicą. Skoro więc nie był wrogiem to jego zdolności mogły i jej się przydać.
Gdyby tylko nie wiązały się z tak absurdalnymi pomysłami…

       Możliwe, że zdziczała panienka nie była czyściochem na skalę świata, ale jej tolerancja brudu też miała swoje granice. Kąpanie się w nieczystościach przekraczało ją o dobry skok, stąd też wilkołak nie otrzymał entuzjastycznej odpowiedzi, a raczej pytające spojrzenie pełne powątpiewania w jego domniemany geniusz.
       - Nie sądz…aaAAAAA! - Zaczęła, gdy pazur przeznaczenia dźgnął ją i ,,pomógł wykonać pierwszy krok” ku utracie reputacji Schludnej Włóczęgi. Miała na tyle refleksu jedynie, by magią utrzymać się w pionie i nie wylądować w ściekach wraz z głową. Upadła boleśnie na nogi i zrozumiała jedynie, że nie chce dać się przewrócić. Kurczowo złapała się jakiegoś pręta, a obute stopy przywarła siłami do dna kanału. Obrzydliwe. Lecz puściła dopiero, gdy dotknęła ją jakaś łapa i spróbowała podciągnąć w górę. Opór nie leżał w interesie czarodziejki, więc poddała się wyciąganiu, jednak gdy już stanęła z powrotem na odpowiedniej dla cywilizowanej Kuny wysokości, spojrzała na Knowa z wyraźnym wyrzutem.

       Wiele rzeczy już jej się w życiu przytrafiło, ale żeby jakiś obcy człowieczek tak niefrasobliwie wepchnął ją do potoku nieczystości, a potem udawał, że to jej wina i wybór, to jeszcze nigdy.
       - Pozor!? - O dziwo zrozumiała - Popchnął żeś mnie! - krzyknęła, bo ona w przeciwieństwie do wilka nie obawiała się żadnego podsłuchu. Na tym jednak jej darcie zakończyło się, bo starcy nie byli kimś, na kim Kuna umiała tak po prostu się rzucać. Know mógł mieć tyle samo lat, ale nadal był po prostu dorosłym. Mógł się pomylić z tym kanałem, ale ostatecznie szacunek mu się należał.
       Dziewczyna bezsilnie spojrzała na karygodnie uszlajane spodnie, jeden pozostały jej i przemoczony do ostatka but (drugi został w ściekach). Najwięcej żalu miała jednak o zbrukany płaszczyk. Nowa zdobycz! Tak się cieszyła, że znalazła zadbany! I teraz co? Ojej, miała nadzieję, że to da się doczyścić…
       Nie chcąc nawet dotykać pozostałych przy niej fekaliów ściągnęła pozostałego buta jak i wierzchnie okrycie i przerzuciła przez płotek - później po nie wróci. Spodenki oszczędziła, bo z gołymi udami latać nie wypadało, a poza tym zimno było. Na nowo poirytowana zerknęła na brodacza. Mogła darować sobie konwersację z nim. Ale teraz było za późno - weszli w dialog, poznali już nieco swoje problemy (ucieczkę psiaka, pech do spadania w dziury), więc i ich losy także się splotły.
       Nie mając dużo więcej do stracenia, a i ciekawiąc się co z tego wyniknie Kuna westchnęła i ruszyła za kloszardem; z tym, że ona szła stosunkowo swobodnie (na tyle na ile pozwalało jej obrzydzenie do własnych dolnych kończyn), by nie przykuwać zbędnej uwagi. Zawsze uważała, że zakradając się przyciąga zbędne spojrzenia. Dlatego też jeśli chciała gdzieś iść to szła jak na swoje - no, chyba, że już była w kłopotach. Obecną jednak przygodę traktowała jak taki ciekawszy spacer, opowieści Knowa traktując bardziej jak bajki niźli ostrzeżenie. Nic ponad to.
Avatar użytkownika
Kuna
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Lotta, Vinny,
Rasa: Czarodziejka
Aura: Słabiutka i delikatna aura lśni soczystym i wciąż młodym szmaragdem. Nie jest on jednak lity, zawiera w sobie delikatnie obsydianowe centra wokół których reszta połysku pływa i kotłuje się, zupełnie jakby dopiero następne lata miały poświatę ukształtować i zadecydować o jej ostatecznym wyglądzie. Jej psotne iskierki odbijają się jaskrawie w splotach srebra i cyny, podczas gdy w oddali słychać delikatne grzmoty i uderzenie kowalskiego młota. Mieszają się one ze sobą by zniknąć pod głęboką melodią, która zaniknie niewiele później. Wyczuwa się tu bardzo subtelny zapach potu, i chociaż wydaje się on być nieco mylącym, choć by się chciało nie można mu nawet przez chwilę zarzucić braku prawdziwości. Emanacja ma w sobie trochę całkiem twardych fragmentów pomieszanych z gładko chropowatą mozaiką. A giętka to ona jest niczym sama łasica, ucieka i zmyka spod palców, ledwo dając ci dokończyć jej oględziny, mało co nie kalecząc cię swoimi ostrymi krawędziami. Smak jej zdaje się być lekko suchym, o delikatnie pikantnym posmaku, który ubarwiony jest nikłymi nutkami słodyczy.
Wygląd: Jakby ktoś pytał mnie jak wyglądam odpowiedziałabym - zwyczajnie. Bo nie mam ani żadnych wyjątkowych mankamentów urody, ani żadnych pozytywnych cech, które by mnie wyróżniały, choć tak jak ja, wyglądam tylko ja - Kuna.

Nie rzucam się w oczy, bo nie jestem wyjątkowo niska, ani też zanadto wysoka (161 cm). Z budowy to raczej ze mnie smukła flądra i przypominam młodego ...
(Więcej)
Uwagi: Podług aury powinna być człowiekiem.

Postprzez Know » N sty 13, 2019 12:05 pm

        Miała szczęście - podążyła za nim. Spróbowałaby nie! Pankracy owszem, był dżentelmenem – to prawda. Był też tchórzem i nie umiał się bić – to też prawda. Ale potrafił nieposłusznym smarkulom narobić dolegliwości i wsadzić swój szponiasty palec tam, gdzie nikt, a zwłaszcza nieświadoma swej kobiecości małolata nie mogła się nawet spodziewać wsadzenia wilkołaczego palca. Choć miała już okazję na własnej skórze przekonać się jak jednym dotknięciem można sterować rzeczywistością, to i tak nie był to nawet początek czarów. Zakażenia, gangreny i takie tam inne póki co ją ominęły. Póki co! Zdecydowanie miała szczęście, że z własnej woli poszła za nim.
        Wędrowali przez przeludniony plac. On chyłkiem, zakosami – od ukrycia do ukrycia, a ona krokiem defiladowym - raźno i ostentacyjnie, przybijając mocniej na lewą.
- „No głupia!” – pomyślałby wilkołak o czarodziejce, gdyby nie miał akurat głowy zajętej wymyślaniem planu jak uratować Łajdaka i mógł w pełni skupić się na analizie niestosownego chodu towarzyszki.
Do tego swoim zapachem zwracała uwagę wszystkich w okolicy, nawet tych, co to swój kartoflany nos nosili tylko dla ozdoby. Jeśli Pankracy „woniał”, to Kuna zwyczajnie „capiła”. Tego już kudłaty mędrzec nie omieszkał jej wytknąć.
- Bru..T! to twó..Rrr! z legen..T! – począł bełkotać jak to filozofowie mają w zwyczaju. – Nekta..Rrr! Afrodyzja..K! jako mió..T! Chleba substytu..T!, co tłumi głó..T! Przybliża absolu..T! na prosty lu..T! jak bobofru..T! lub inny grejfru..T!
Sensu to nie miało za wiele, ale jak się jest myślicielem, to nie można ot tak po prostu zrezygnować z nowomowy i rozbudowanych dygresji. Achterpick starał się to jednak jakoś ograniczać, bowiem przez swój szczękościsk i pełną wilczych kłów paszczękę nie mógł zupełnie swobodnie dysponować swoim rozbudowanym wokabularzem. Dużo problemów sprawiał mu dobór odpowiednich słów, które pośród warknięć, kłapnięć i wycia dałoby się zrozumieć. Kontynuował jednak z uporem i charakterystyczną dla siebie manierą.
- Ponieką..T! rozumiem wstrę..T! na detergen..T!, ale twój smró..T! jest jak wrzó..T! Ploretaria..T! już przest..auu! odwracać wzro..K! od pospolity..K! włóczę..K!, przez wzglą..T! na swą..T! twych nó..K! i tupo..T! twoich pię..T! – chciał jej tylko spokojnie zwrócić uwagę na potrzebę zachowania higieny i konieczność bezszelestnego przemieszczania, ale wyszło na to, że ją bezceremonialnie zrugał z góry na dół. Cóż, to wszystko to na pewno wina zdenerwowania, w jakie wpędziło go porwanie Łajdaka. Po wszystkim Know na pewno ją przeprosi, może nawet kupi jej kwiatka. Oczywiście śmierdziuszka – będzie do niej pasował.
               Wreszcie stanęli u celu. Tak samo łagodnie jak wcześniej złapał ją za kark, uniósł nad trotuar i wciągnął w zaułek. Chociaż mizerne rozmiary jej dziecięcego ciała sprawiały wrażenie, że przy użyciu odrobiny siły fizycznej można by ją całą zmieścić w pudełku po zapałkach, to i tak całkiem jednak rosły Pankracy to właśnie małą dziewczynkę postawił z przodu, a sam ukrył się za jej plecami.
- Loo..K! – szczeknął gwarą. Wystawiając chudą łapę wskazał koleżance paskudnego kamiennego gargulca - Strażni..K! – wyjaśnił. Czy faktycznie rzeźba była magiczna, czy to tylko paranoja wilkołaka dodawała statui nadprzyrodzonych właściwości – tego nie wie nikt. Ale właśnie po to ją tu przytargał, żeby odróżniła fakty od chorobowych urojeń.
        Dłuższą chwilę spędzili skuleni w cieniu lustrując okolicę zielonej kamienicy. Obserwował on, obserwowała i ona. On już wiedział wszystko. A ona? Ona nie! Bo ona nie obserwuje, tylko się gapi. Jak sroka w kość. Co to jest? Zwiedzanie starego miasta z przewodnikiem? Przyszła pomóc czy popatrzeć? Zgarnął ją tylko dlatego, bo niby coś może wiedzieć. A tu gucio. Nic nie wie, bo milczy. A zwykle taka wylewna i głośna na dwie przecznice. Rozgadana i beztroska. „Głupio-mądra!” – jakby powiedział Know. Nie! On by tak na pewno nie powiedział. Był wszak dżentelmenem. On by tak tylko pomyślał, a na głos powiedziałby: „Chłope..K! roztrope..K!”, „Pimpe..K! Ciape..K!”, „Dzia..T! spośró..T! cha..T!”, „Szczu..Rrr! w tonacji c-du..Rrr!” - albo coś równie dźwięcznego. Tym razem jednak nie miał czasu na komentowanie bezużytecznej wiedzy Panny Mądralińskiej na tematy: „kto pod kim dołki kopie” albo „gdzie diabeł mówi dobranoc”. Zdenerwował się nie na żarty, że Kuna nie chce współpracować. Stoi pierdoła i gały wytrzeszcza, jakby jej mózg albo pracował na zwolnionych obrotach, albo w ogóle wyjechał za morze w interesach. Owszem, wilkołak wiedział bardzo dobrze, że dziewczyna jest opóźniona – świadczył o tym chociażby jej wygląd, który nijak nie przystawał do pięćdziesięcioletniej baby, ale i tak powoli irytowało go, że czarodziejka reaguje z szybkością i błyskotliwością leśnego trolla – tyleż samo wielkiego, co głupiego i ślamazarnego.
- Coś wybla..K! twój wszyste..K! słowoto..K! – zdenerwowany zaszczekał potężnie łopocąc zębiskami tuż nad jej uchem. – Czy Kuni chłyste..K! by okaz..auu! ciu..T! większy zap..auu! ? – zapytał tyleż troskliwie, co zaczepnie i drapieżnie. – Ra..T! bym pozn..auu! twój osą..T! – ponaglił ją. - Jaki wniose..K! d..auu! twój zwia..T! ? Ata..K! na fron..T! czy jedna..K! ście..K! i napa..T! przez karce..Rrr! ?
Avatar użytkownika
Know
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jeremy, Agelatus, Niphred, Dima, Rufus, Oswald, Walt,
Rasa: wilkołak
Aura: Hej, hej - podejdziesz tu!? Nie? A może chociaż spojrzysz? Znowu odmawiasz? W sumie nic dziwnego. Ta aura nie będzie Cię wołać, nie przykuje Twojego spojrzenia. Niewielkiej siły i jakby przykurzona siedzi sobie gdzieś z boku, w absolutnej ciszy, takiej która pochłania wszelkie inne odgłosy. Duszą się w niej i tłamszą aż znikają zupełnie i nie pozostaje po nich żaden wyraźny ślad. Na ich miejsce wypełza z ukrycia delikatna szafirowa mgiełka, snująca się ospale po cynowych uliczkach. Uważaj tylko żeby jej nie spłoszyć, bo wtedy czmychnie migusiem i zniknie gdzieś w barachitowym zaułku nim zdążysz poczuć jej obleśną lepkość. Prześlizgując się śladem uciekiniera między ulicznymi pododcieniami kobaltu, możesz natknąć się na twardsze fragmenty chropowatej jak stopy pastucha powierzchni woniejącej psią sierścią i mokrą ziemią, jakby litości dla biedaka nie mieli. Miejski szlak wyginać się będzie ostro od czasu do czasu, a Ty lepiej pilnuj swoich bucików, bo stępione kocie łby naraz zmienią się w brutalnie sterczące odłamy kamulców tylko czekających na kawałek obrobionej skórki. Jeżeli zaś będziesz mieć pecha i potkniesz się w czasie pogoni, nie zdziw się gdy w Twych ustach pojawi się słodkawa ciecz o pikantnym, dezorientującym posmaku. Lecz unieś wtedy głowę. Powykręcana sylwetka szarego wędrowca już wyciąga do Ciebie dłoń. Chwyć ją i stań na nogi, a potem odejdź w pokoju w swoją własną stronę.
Wygląd: Nigdy nie przybiera formy czysto człowieczej. Czasem w razie potrzeby korzysta z formy bestii, ale zwykle pozostaje w formie hybrydy. Jako taki na stałe nosi kilka cech typowo zwierzęcych i przy bliższych oględzinach można po nich poznać, że nie jest człowiekiem, ale kto by tam dokładnie przyglądał się bezdomnemu. Posiada całkiem atletyczną budowę sprintera: jest wysoki, szczupły ... (Więcej)

Postprzez Kuna » Pt mar 01, 2019 7:12 pm

        Rozmowa z Pankracym nie była jej do szczęścia wybitnie potrzebna, choć syciła wiecznie żywą ciekawość. Kąpiel w ściekach był rozrywką zdecydowanie nadprogramową. Wytykanie jej odoru nabytego drogą wepchnięcia do kanałów już rozdrażniało. Że niby jej wina!? To on ma jakiś dziwno-szalone pomysły i zakrada się jakby kogo obchodziła para śmierdzieli bez grosza. Dziewczyna nie zostawiała go tylko dlatego, że raz - szkoda jej było psiaka, dwa - była ciekawa za czym wleciał do budynku i trzy - nie chciałaby się potem użerać z wyrzutami Knowa przez następne lata. A obawiała się, że gość może być pamiętliwy. I co nie wyjdzie, chętnie zwali na nią.
       Burknęła cicho na pierwszą falę uwag (która była równie dźwięczna co bez sensu), strosząc się dopiero przy drugiej. Tę zrozumiała. I widziała dziury w logice tak wielkie, że dałoby się przez nie wypaść na drugą stronę rozumu. Bezkresy paranoi.
       - Mam teraz zawrócić i iść szukać mydła po rynsztokach? - spytała przystając. Mimo wszystko ruszyła potem nieco wolniej niż uprzednio. - Nic nie poradzę. I żebyś wiedział, że mi też to przeszkadza! - Sama nie wiedziała kiedy zaczęła krzyczeć szeptem i dbać o pozory dyskrecji. No pięknie - udzieliło jej się!
       Gdyby jej ręka nie była tak brudna, rozmasowałaby sobie skronie próbując ukoić wierzganie spłoszonego mózgu. Nic to… podejdą do kamienicy, znajdą tego psa, Know się ucieszy i pójdą do siebie. Gdzieś tam w miasto.
       W oczach Kuny wszystko było proste.

       Znów złapana krzyknęła boleśnie, bo wilkołak nie był najdelikatniejszym stworzeniem jakie mogło chwycić ją za fraki i se położy gdzie indziej. Spojrzała na niego upominająco, jak domowe zwierzę, które nie zostało potraktowane z należytą estymą i mogło się teraz obrazić. A konsekwencje tego też by się jakieś znalazły. Jednak co mogła Kuna zrobić poza ewentualnym rzuceniem sprawy do siedmiu pokus, czego nie chciała czynić?
        Chwilowo nic błyskotliwego do łba jej nie wpadało, więc wzruszyła na to ramionami i postanowiła się przyzwyczaić. Księżniczką nie była, nie potrzebowała by wachlowano ją strusimi piórami i rozkładano przed nogami purpurowy dywan - chociaż nie znaczyło to, że chciała by testowano jej wytrzymałość skrajnościami z drugiego końca kontinuum rozpieszczanie-szarganie.
Nadal czując zew przygody, spojrzała gdzie Know chciał i zignorowała niedogodności. Z daleka widziała dobrze, więc nie bała się, że coś przeoczy - wytężyła słuch, choć ruch miejski, stukot kopyt i gdakanie zagłuszyłyby oznaki zagrożenia jakie mogłoby wychwycić czarodziejskie ucho. O węchu można było zapomnieć, zmysł magiczny podpowiadał jej tyle, że nie było tam magii.
       Popatrzyła sceptycznie na zieleniejącą fasadę i zaczęła rozmyślać nad ewentualnym ryzykiem. Jeżeli nikt ich nie przyłapie zgarną czworonoga i tyle będzie - mogą też się natknąć na innego włóczęgę. Natomiast jeśli Know ma rację i obiekt jest pilnowany… będzie musiała uciekać. Patrząc na ostrożność brodacza on też zwieje i to pewnie szybciej.

       No i znów się czegoś uczepił! Z chwili na chwilę stawał się coraz mniej cierpliwą i coraz bardziej bardziej irytującą osobą. Kwestia wieku? Aż tak zdążył zdziwaczeć czy od młodości był nie do zniesienia? Problem w tym, że nie dla Kuny - ona już zaczynała się przyzwyczajać do jego humorów. Choć pewnie jeszcze nic o nich nie wiedziała…
       - Nie gadam jak nie potrzeba - palnęła na odczepnego, choć prawda to to nie była. Lubiła paplać. Tylko nie wtedy, gdy próbowała się skupić. A teraz się starała. I zgadnijmy dla kogo, poza oczywiście sobą.
       - Mam tam iść na pałę i się rozeznać? - zapytała ironicznym tonem, chcąc podkreślić, że nie przez przypadek zamilkła i postanowiła się zatrzymać, a nie puścić mimo uszu wszystkie jego rady i obawy.
       - I szczerze mówiąc tak bym zrobiła. Nie widzę nikogo podejrzanie przypominającego pana strażnika na czatach - stwierdziła spokojnie rozejrzawszy się po okolicy i oceniając ludzi znajdujących się na placu. Wielu z resztą strażników znała z widzenia - mieli swoje tereny, a ona starała się je spamiętać. Choć miasto duże i dzielnicowe, czasami coś zmieniano uprzednio jej nie informując. A jednak nie wydawało jej się, by ktoś naprawdę obserwował czy to ich czy stary budynek. Może sprawdzali go (jak już) przy okazji patrolu?
       - Nie bawiłabym się w podchody. Mogę iść pierwsza i zajrzeć do środka. Jak mnie kto powstrzyma to ten… mój problem, sobie poradzę. Jak nie to możemy chyba wejść - rzuciła propozycję, ale poczekała aż Wielki Najmądrzejszy wyrazi swoje obiekcje i zaproponuje co tam mu wygodniej. Nie chciało jej się spierać, a skoro już o spieraniu mowa - przy obecnym stanie ubrań mogła i równie dobrze po raz kolejny nurzać się w ściekach.
Avatar użytkownika
Kuna
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Lotta, Vinny,
Rasa: Czarodziejka
Aura: Słabiutka i delikatna aura lśni soczystym i wciąż młodym szmaragdem. Nie jest on jednak lity, zawiera w sobie delikatnie obsydianowe centra wokół których reszta połysku pływa i kotłuje się, zupełnie jakby dopiero następne lata miały poświatę ukształtować i zadecydować o jej ostatecznym wyglądzie. Jej psotne iskierki odbijają się jaskrawie w splotach srebra i cyny, podczas gdy w oddali słychać delikatne grzmoty i uderzenie kowalskiego młota. Mieszają się one ze sobą by zniknąć pod głęboką melodią, która zaniknie niewiele później. Wyczuwa się tu bardzo subtelny zapach potu, i chociaż wydaje się on być nieco mylącym, choć by się chciało nie można mu nawet przez chwilę zarzucić braku prawdziwości. Emanacja ma w sobie trochę całkiem twardych fragmentów pomieszanych z gładko chropowatą mozaiką. A giętka to ona jest niczym sama łasica, ucieka i zmyka spod palców, ledwo dając ci dokończyć jej oględziny, mało co nie kalecząc cię swoimi ostrymi krawędziami. Smak jej zdaje się być lekko suchym, o delikatnie pikantnym posmaku, który ubarwiony jest nikłymi nutkami słodyczy.
Wygląd: Jakby ktoś pytał mnie jak wyglądam odpowiedziałabym - zwyczajnie. Bo nie mam ani żadnych wyjątkowych mankamentów urody, ani żadnych pozytywnych cech, które by mnie wyróżniały, choć tak jak ja, wyglądam tylko ja - Kuna.

Nie rzucam się w oczy, bo nie jestem wyjątkowo niska, ani też zanadto wysoka (161 cm). Z budowy to raczej ze mnie smukła flądra i przypominam młodego ...
(Więcej)
Uwagi: Podług aury powinna być człowiekiem.


Powrót do Nowa Aeria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron