Zapach deszczu


Na równinie rozciągającej się od Mglistych Bagien aż po Pustynie Nanher znajduje się Opuszczone Królestwo, które kiedyś przeżyło Wielką Wojnę. Niestety niewiele zostało z ogromnych zamków i posiadłości tam położonych. Wojna pochłonęła większość ośrodków ludzkich. Dziś znajduje się tam tylko kilka ludzkich siedzib, odciętych od innych miast.

Postprzez Rakel » So gru 22, 2018 11:04 pm

        Mówiąc, Rakel tylko od czasu do czasu spoglądała na swojego towarzysza, za każdym razem wątpiąc nieco w swoje słowa, gdy widziała jego niezmącony spokój na zmianę z wyraźną urazą w oczach. Wówczas odwracała wzrok, kontynuując, chcąc wyrzucić wszystko z siebie nim zabraknie jej odwagi i nim zwątpi w swoje racje. Czuła pod skórą, że pakuje się znowu w sytuację, która ostatnim razem nie skończyła się zbyt przyjemnie dla żadnego z nich, ale nie mogła pozwolić się uciszać za każdym razem, gdy się w czymś nie zgadzają. Nie musiała mieć racji, ale musiała mieć prawo powiedzieć, co myśli.
        Więc powiedziała, a Lucien nie odezwał się słowem przez cały ten czas, chyba zwyczajnie dając się jej wygadać, za co mimowolnie była mu wdzięczna. Dopiero później umilkła, spoglądając na niego z niezmiennym pytaniem w oczach i prośbą o wyjaśnienia, jakiekolwiek. Jednak pierwsze co usłyszała to wyrzut w głosie i zacisnęła usta, nie dając zbić się z pantałyku. Nawet jeśli słowa dobrała czasem niefortunne to Lucien powinien wiedzieć, co miała na myśli, a on uczepił się scysji z Simonem i jej lekkiego uniesienia, czego efektem było tylko lekko wyczuwalne ciepło. Wywróciła oczami zirytowana, gdy zaczął wykładać jej inne metody nauczania, niespecjalnie przejmując się nawet uwagą o dostaniu w twarz. Oddałaby mu zaraz i tyle w temacie, nie pozwoliłaby się tak traktować. Poza tym naprawdę wkurzało ją, że demon tak dramatyzował, jeśli o to chodzi. Na głos mu tego nie powie na pewno, ale chociaż doceniała wszystkie lekcje, źle czuła się z wyolbrzymianiem jej problemu z kontrolowaniem ognia. Niby wiedział lepiej… ale przecież przez tyle lat nie miała żadnej wpadki, nie licząc tego na jarmarku! Tak, czasem zdarzało jej się podgrzać nieco atmosferę, ale przecież nikt tego nigdy nawet nie zauważał, chyba że wiedział o darze dziewczyny, co ograniczało pulę do jej braci, Morgana, Niny i Marlene. No i teraz Luciena. Poza tym, co to ma do rzeczy na miłość boską?!
        Zmiękła nieco dopiero słysząc wyraźny żal w głosie demona. Ramiona opadły jej lekko i chociaż szyszką niespecjalnie się przejmowała to powoli docierało do niej, jak bardzo rozmijają się we wzajemnych wrażeniach, a to nie wróżyło najlepiej na dalszą część rozmowy. Co prawda na retoryczne pytanie “o czym miał opowiadać” musiała ugryźć się w język, by nie wyrzucić mu chociażby gadającego kota, ale nagle Lucien się otworzył. Informacje o jego życiu i rodzinie zaczęły lać się niepowstrzymanym potokiem na oszołomioną dziewczynę, która rozplotła ramiona, spuszczając ręce bezradnie wzdłuż ciała. Chciała usiąść obok mężczyzny, ale bała się, że najmniejszy ruch go spłoszy i umilknie, a to o czym mówił nie mogło zostać przerwane, nie w tym momencie. Przełknęła ślinę, słuchając o jego rodzinie, o tym jak wyglądały ich relacje i historia, na dobre tracąc pewność siebie. Nie spodziewała się tego, nie miała na to odpowiedzi ani odwagi by się w tym momencie odezwać. Lucien zresztą nawet nie czekał na jej komentarz, nieprzerwanie mówiąc dalej.
        O hrabim już jej opowiadał, ale dopiero teraz poznała pełną historię. Zamrugała mimowolnie, słysząc o “mordercy” i “zarżnięciu”, wciąż mając niezmieniony system wartości i dość sztywny kręgosłup moralny. Chociaż wyjaśnienia do niej trafiały, uzasadniając użycie takich, a nie innych słów, nie umiała udawać, że nie zrobiły na niej wrażenia. I to niezbyt pozytywnego.
        Dopiero, gdy zorientowała się, że Lucien skończył opowieść, podeszła do niego bliżej, powoli siadając obok na trawie, chociaż przodem do mężczyzny. Z trudnym do odczytania wyrazem twarzy spoglądała na zamknięte oczy bruneta, gdy okazało się, że to nie koniec i czekają na nią kolejne “wyjaśnienia”. Łagodne przez moment spojrzenie, gdy mowa była o rozlewisku, stwardniało nagle, przypominając teraz wyjątkowo wzrok Doriana, gdy Lucien stwierdził hardo, że nie kazał jej śledzić. Szybko jednak okazało się, że to kwestia nazewnictwa i chociaż mężczyzna po raz kolejny wyjaśnił swoje zachowanie, tym razem nie trafiło ono do dziewczyny. Nie przerywała mu jednak, odwracając tylko oczy znów gdzieś w dal, nie reagując na wyjaśnienia dotyczące niefortunnego nazwania jej “stworzonkiem” (mimo swojego oburzenia domyślała się przyczyn, dla których tak ją nazwano). Na wieść o tym, że to Sheitan stoi za powstaniem zjawy, razem ze wszystkimi wydarzeniami stanowiącymi tego otoczkę, spojrzała na Luciena z lekkim strachem w oczach. Nie chodziło nawet o sam czyn, bo i to zostało mgliście opisane; podejrzewała, że dla oszczędzenia jej szczegółów. Przerażało ją, że ten czło… demon, siedział zaraz obok niej. Poza niepokojem i zakłopotaniem towarzyszącym obecności drugiego nemorianina, brunetka była teraz zwyczajnie skołowana, z trudem dopasowując pogodnego mimo wszystko mężczyznę do okrucieństw mu przypisywanych. Lucienowi jednak wierzyła.
        Rakel słuchała w niezmiennej ciszy, powstrzymując się od tych wszystkich komentarzy rozbijających się w jej głowie, bo chciała pozwolić demonowi wyrzucić z siebie to wszystko, tak jak on pozwolił jej. Jednak jego ostatnie słowa sprawiły, że milczała już nie umyślnie, ale z niezmierzonego zdumienia. Kolorowe oczy wbijały się w niego pytająco, jakby Rakel czekała na kolejne wyjaśnienia, tym razem tłumaczące takie słowa. Lucien jednak na dobre skończył mówić i spuścił wzrok, wpatrując się w rapier. A ona siedziała w milczeniu, trawiąc to co usłyszała i próbując to zrozumieć.
        - Dlaczego? - wydukała po dłuższej chwili milczenia, zwyczajnie nie mogąc się na początku zdobyć na nic więcej. Ale po chwili jakby na nowo przypomniała sobie, jak się mówi. - Dlaczego mnie traktujesz inaczej niż innych? To znaczy widzę to… ale tego nie rozumiem - mruknęła, a wspomniane skonsternowanie przebijało się na równi w jej głosie, twarzy i oczach. Jakby jednocześnie bała się odpowiedzi, ale chciała ją poznać.
        Chciała jeszcze zapytać, czemu mu na niej zależy i co to właściwie jego zdaniem znaczy - bo to że potrafią zupełnie odmiennie rozumieć niektóre rzeczy było już jasne. Więc może źle zrozumiała i było jakieś logiczne uzasadnienie, a słowa zostały po prostu tak myląco dobrane. Ale nie miała odwagi. Głupio jej było zadać takie pytanie, po prostu. On to powiedział tak swobodnie, a dla niej próba wyjaśnienia tego brzmiała jakoś poważniej…
        Myśli kłębiły się w jej głowie, męcząc już i tak osłabioną dzisiaj dziewczynę. Były rzeczy, które musiała z Lucienem wyjaśnić, ale nie umiała dobrać właściwych słów, widząc go takiego przygnębionego. Nie umiała ładnie rozmawiać, zawsze wychodziło niezręcznie, a jej relacja z nemorianinem, której wciąż nie umiała nazwać, gdyż była czymś więcej niż tylko znajomością, ale trwała chyba nieco zbyt krótko, by nazwać ją przyjaźnią, była na tyle skomplikowana, że Rakel nie wiedziała jak mężczyznę traktować. Gdy pozwoliła sobie na zbyt wiele, rzucając go czymś, albo pyskując, jak była nawykła - spoglądał na nią spode łba. Gdy traktowała zbyt poważnie, na siłę ich dystansując - wyglądał na zranionego takim zachowaniem. Bądź tu mądry i znajdź umiar.
        - Lucien… przepraszam - wznowiła, wzdychając cicho. - Nie chciałam sprawić ci przykrości, powinieneś to wiedzieć. Po prostu to wszystko jest dla mnie trudne i nowe, i niezrozumiałe - wymieniała słabym głosem, na szybko postanawiając jednak być bardziej szczerą, niż planowała początkowo. - Sorki za tą szyszkę, to był odruch. Wychowywałam się z dwoma starszymi braćmi; rzucanie w kogoś rzeczami, żeby zwrócić na siebie uwagę było normalne, przynajmniej wobec bliskich. Rand kiedyś rzucił mnie jabłkiem, bo myślał, że złapię, ale nie widziałam go i dostałam w głowę. Przez kilka dni miałam guza wielkości śliwki. To było twarde jabłko - uśmiechnęła się z zakłopotaniem, próbując rozładować atmosferę. Jednak to, że nie chciała sprawić przykrości demonowi nie znaczyło, że wycofywała się ze wszystkich swoich słów. Nie wiedziała tylko jak mu to wyjaśnić, myśląc nad kolejnymi słowami.
        - Nasze światy nie różnią się od siebie tak bardzo jak myślisz - odezwała się po chwili milczenia, a jej spokojny głos niósł się miękko w ciszy. - Tutaj też jest wiele zła. Tak, mamy sądy, straże… ale też nie zawsze działają tak jak powinny. Do teraz nie ma większych kar za samo usiłowanie. Do mojego sklepu regularnie się ktoś włamuje. To zarówno wina dzielnicy, tego że mieszkam sama, jak i kuszącego asortymentu. Czasem ktoś tylko wybije okno, bo zdążę ich przepędzić, czasem coś zginie… kiedyś ktoś włamał się nie do sklepu, ale docelowo do mieszkania. Mężczyzna.
        Dziewczyna urwała, zastanawiając się nad czymś krótko, ale po chwili zamrugała szybko i mówiła dalej, jak gdyby nigdy nic, wpatrzona w skryte gdzieś w ciemności drzewa.
        - Nie spodziewał się pewnie, że broń mam nie tylko w sklepie. Zdążyłam się obudzić, pchnąć go nożem w bok i wezwać straże, ale że nic mi się nie stało to mogli mu udowodnić tylko włamanie - westchnęła cicho, ale kontynuowała. - Berdali mi wierzył, ale miał związane ręce, bo facet nawet mnie nie dotknął i to było moje słowo przeciwko jego słowu. Dobrze, że mnie o napaść nie posądzili, bo i to by mnie nie zdziwiło - prychnęła. - Posiedział trochę w areszcie, dopóki sąd się nie zebrał, później posiedział jeszcze trochę i zapłacił za moje okiennice, a później go wypuścili. Łazi gdzieś po Valladonie, a ja od tamtej nocy śpię z ojcowskim mieczem przy łóżku - uśmiechnęła się cierpko i spojrzała w końcu na demona.
        - Zło jest wszędzie, Lucien. Dla ciebie wydaje się tutaj mniejsze, bo patrzysz przez pryzmat tego, co spotykasz w Otchłani, ale na Łusce ta siła jest mniejsza, bo mamy mniejsze możliwości, które niestety potrafimy nadrabiać brutalnością i okrucieństwem. Ludzie też walczą między sobą o pozycje, nierzadko w rodzinie. Im bardziej wpływowi, tym częściej przydarzają im się przykre wypadki albo właśnie przez nich takowe spotykają innych - urwała, obejmując podkurczone kolano ramionami i znów z trudem szukając odpowiednich słów. Chciała by zrozumiał, co miała na myśli.
        - Nie wymagam od ciebie tłumaczenia się, ani wyjaśnień jako takich. Nie musisz nic mi mówić, po prostu chcę, żebyś wiedział, że możesz, bo to jaka jest twoja rodzina w żaden sposób nie świadczy o tym jaki ty jesteś. A jeśli naprawdę nie chcesz to w porządku, ale chociaż nie dziw się, jeśli z powodu jakiegoś porozumienia się rozzłoszczę, albo o coś oskarżę, nawet jeśli niesłusznie. Bo skąd miałam to wszystko wiedzieć, Lucien? Wyrzucasz mi, że mylnie cię osądzam, ale czy nie wydaje ci się, że gdybym wcześniej wiedziała o twojej relacji z braćmi, albo o tym nieszczęsnym kocie, to nie byłoby w ogóle tej rozmowy? Że gdybym wiedziała, że nie chcesz przed kimś przyznać się do naszej znajomości to rozumiałabym czemu na mnie nie spoglądasz i się do mnie nie odzywasz? Pewnie wciąż nie byłabym zachwycona, ale nie dostałbyś szyszką - dodała.
        - Zauważ, że ci ufam. Czekałam na wyjaśnienia, chociaż sytuacja była dla mnie wręcz kuriozalna. Ale pozwoliłam ci to rozegrać po swojemu, bo nie chciałam się wtrącać w nieswoje sprawy. Ale postaraj się spojrzeć na to z mojej strony. Znam cię raptem kilka dni, a nasza znajomość łamie wszystkie konwenanse. Nie żebym się nimi przejmowała, ale to po prostu utrudnia mi odnalezienie się w sytuacji. Naprawdę niewiele o tobie nie wiem i nawet jeśli wiem coś, czego nie wiedzą inni, to nawet nie zdaję sobie z tego sprawy - fuknęła, zirytowana własną chaotyczną wypowiedzią, jak i tym, że nie docenia odpowiednio wyjątków, które czyni dla niej brunet. Bo po prostu o nich nie wie!
        - Pojawiłeś się w moim życiu z dnia na dzień i od razu z hukiem, beztrosko teleportując się po moim domu, z sypialnią włącznie - dodała żartobliwie i zdobywając się na niepewny uśmiech. - Siłą rzeczy traktuję cię, jako kogoś mi bliskiego, ale czasem ściera się to z faktem, że poznałam cię jakiś tydzień temu, a do tego jesteś kilkusetletnim arystokratą z innego planu, a ja “kruchą istotką”, która rzuca w ciebie osełką na dzień dobry - mruknęła nieco ironicznie. - Wtedy naprawdę nie wiem, jak się zachować.
        - Chcę po prostu powiedzieć, że nie rozumiem, dlaczego tak się o mnie troszczysz, dlaczego ci tak zależy? - zapytała w końcu, zebrawszy się na odwagę i przechodząc do sedna. - Nie jesteś mnie w stanie ochronić przed wszystkim, to zwyczajnie niemożliwe. I nie powinieneś czuć, że musisz, bo kim ja dla ciebie jestem? A śledzenie, czy też polecenie komuś towarzyszenia mi, po prostu nie jest właściwe, nawet jeśli wynika z troski. Bo dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Domyślałeś się, że się nie zgodzę? Czy więc robienie tego, mimo tej wiedzy, wydaje ci się w porządku? Nie twierdzę, że sama sobie świetnie ze wszystkim poradzę, ale… - Rakel westchnęła, wzruszając ramionami. - Takie jest chyba życie po prostu, nie da się wszystkiego kontrolować. Wiem, że jestem uparta, ale ty też - uśmiechnęła się nieznacznie. - Nie chcę się z tobą kłócić, po prostu… to było za dużo tego wszystkiego na raz. Nie wiedziałam co się dzieje, a ty byłeś taki obcy... - zawiesiła głos i mruknęła już coś niezrozumiałego, przecierając palcami zmęczone oczy.
        Mózg jej dosłownie parował. Wyrzuciła z siebie chyba wszystko co miała, wszystkie przemyślenia, które chociaż pozbawione emocji w wypowiedzi, raczej skutecznie odzwierciedlały je słowami. Czuła się teraz jednocześnie lekka i trochę pusta, ale i to zrzucała na karb zmęczenia. Siedziała dalej już w ciszy, mając tylko nadzieję, że w tym chaosie udało jej się wytłumaczyć i nie rozzłościć demona.
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » Pn gru 24, 2018 12:24 am

        Tym razem to Rakel nie przerywała, pozwalając demonowi ciągnąć swój monolog. Odpowiadał na pytania i zarzuty, i tylko w oczach dziewczyny dostrzegał całą gamę najróżniejszych emocji zmieniających się między sobą. Jedynie one ukazywały jakie wrażenie wywierały niektóre z jego słów.
Rozmowy same w sobie były trudne, ale ta konwersacja należała do grupy bardziej skomplikowanych, więc gdy więc wreszcie skończył, opuścił wzrok na znane żłobienia. Sam nie wiedział czy bardziej obawiał się reakcji Czarnulki na jego słowa czy może kolejnych pytań. To właśnie pytanie wyrwało bruneta z kontemplacji połysków pływających po czerwonych klejnotach.
Demon podniósł wzrok na brunetkę, wcale nie mniej zagubiony niż pytająca. Usadowił się wygodniej, przyciągając jedną nogę do siebie. Rapier odstawiony pionowo opadł rękojeścią na bark mężczyzny a Lucien oparł przedramię na kolanie, nachylając się odrobinę do dziewczyny. Zielone, pełne pytań oczy błądziły po twarzy brunetki, tonąc w grze cieni na jej skórze i gubiąc się w równie pytających tęczówkach z iskierkami.
Aż chciał poprosić o prostszy zestaw pytań. Czy dziewczyna naprawdę musiała drążyć “dlaczego”, nie mogła zwyczajnie ucieszyć się z samego faktu wyznania zamiast rozkładać je na czynniki pierwsze? Już miał się zacząć zastanawiać jak odpowiedzieć na coś na co wyjaśnienia sam nie znał, gdy ku jego uldze, Rakel rozwinęła pytanie.
        - Mam wrażenie, że mogę, że nie wykorzystasz tego przeciw mnie - odpowiedział cicho. Skąd podobne uczucie, nie miał pojęcia, ale blady uśmiech pojawił się na twarzy nemorianina. Nie tylko dla zbrojmistrzyni wszystko było nowe i niezrozumiałe, sam gubił się od samego początku i wciąż nie potrafił pojąć co odpowiadało za jego decyzje. Zbyt wiele czasu na pozostanie przy poprzednich wątpliwościach nie było mu dane i zaraz przechylił głowę próbując zrozumieć zachowanie ludzkiego rodzeństwa. Dlaczego rzucać w kogokolwiek czymkolwiek, do tego jeszcze jabłkiem, na domiar wszystkiego twardym jak określiła Rakel i nabijać sobie sińce.
Jakby nie można było zwyczajnie zapytać, zawołać, ręką dotknąć. Owszem może z braćmi podłapaliby osobliwy ludzki zwyczaj, ale raczej typowo w celu wywoływania obrażeń na ciele. Noże nadałyby się idealnie. Znacznie lepiej niż owoce. Tylko cel zachowania byłby diametralnie odmienny.
        W miarę rozwoju wyjaśnień spojrzenie Lu ze zwyczajnie zainteresowanego zmieniło się w pełni skupione. Brunetka mówiła mądrze i z sensem, na co skinął jej delikatnie głową. Zdążył zacząć się oswajać z myślą, że ten świat nie był tak radosny jak mu się początkowo zdawało za sprawą wędrownych tancerzy, że ludzie nie byli tylko pełnymi radości i czułości stworzeniami. Wśród nich trafiały się różne typy i wielu nie budziło ani sympatii ani nawet szacunku, o pierwotnej fascynacji nie wspominając, jednak wciąż byli też ci przyciągający i magiczni na swój ludzki kruchy sposób.
Niestety dowiedział się też osobiście, że sądy nie działały właściwie. Najbardziej dobitnym przykładem był włamywacz, którego złapał pod nieobecność Rakel, a który powinien być martwy, trupem był jednak jedynie dla wymiaru sprawiedliwości, wciąż chodząc po tym padole.
Mimo wszystko, mimo racjonalnej akceptacji, złość odbiła się w oczach demona, na chwilę znów przywołując chłodną maskę. Jeśli tylko mógł, nie miał litości dla podobnych zwyrodnialców. Ale szybko się uspokoił i skinął brunetce głową.
        Chciał też wierzyć, że nie osądzała by go bezpodstawnie i na podstawie plotek, ale nie potrafił w pełni zgodzić się z dziewczyną. Obawiał się, że podświadomie traktowałaby go inaczej wpierw wiedząc kim był zamiast go poznawać i dopiero konfrontować się z informacjami. Wciąż jednak mówiła rozsądnie. Zwyczajnie nie przywykł się tłumaczyć ani nic wyjaśniać. Zawsze był sam w opozycji wobec innych, teraz obok była Rakel, a on zapomniał, że przecież nie miała jak wszystkiego się domyślić. Uśmiechnął się krótko na wspomnienie szyszki, i zaraz spoważniał. Naprawdę wiele rzeczy nie rozjaśniał i oczekiwał chyba, że dziewczyna będzie czytać w jego myślach lub, że zwyczajnie podobne tłumaczenia nie są jej potrzebne. Całe życie postępował jak chciał, czy jak uważał za słuszne, ale wciąż stawiając brunetkę raczej przed faktem dokonanym. Nawyki, nie robił tego umyślnie i z premedytacją a na pewno nie złośliwie… ale chyba powinien częściej zastanawiać się co w danym momencie czuła dziewczyna. Zmrużył właśnie oczy przyznając Rakel rację i wtedy padł znów niespodziewany cios. A jednak wróciła do najtrudniejszego pytania sprawiając, że Lu znów popatrzył na nią zagubiony. A jednak wykorzystała słabość i to w okrutny sposób.
        - Nie wiem - odpowiedział z bezbronną szczerością. To byłą wręcz cała istota jego pobytu w Valladonie i aktualnej wycieczki, a on wciąż nie znał przyczyny. Co więcej nie zanosiło się by miał ją poznać. Jak na razie czuł się coraz bardziej zagubiony a chyba powinno być odwrotnie. I to przecież nie tak, że poczuwał się zobligowanym do ochrony Czarnulki. Zwyczajnie chciał by była bezpieczna i szczęśliwa. Tylko to uciążliwe "dlaczego" odbijało się nieustępliwym echem.
        - Ale to nie znaczy, że mam nie próbować. - “Wszystko” było co prawda dość szeroką definicją, lecz i demon miał szeroki wachlarz możliwości i nie poddawał się aż tak łatwo, a na pewno nie starczyło mu powiedzieć, że nie da rady.
        - Nie obawiałem się, że się nie zgodzisz, Kot i tak by z tobą poszedł - odpowiedział spokojnie, uśmiechając się lekko, chociażby kulami ognia rzucała, to demon by jej towarzyszył - Nie chciałem cię denerwować - wyjaśnił, wahając się czy powinien tłumaczyć czym nie chciał dziewczyny stresować. Zastanowił się moment i dopiero kontynuował.
        - Jak czekałem na ciebie w sklepie, też było włamanie, ale również nie był to zwykły rabuś - uznał, że kompromis będzie najlepszy, do czasu aż będzie mu dane poznać więcej szczegółów związanych z zamachem na matkę Rakel.
        - Wiem, że nie dam rady wszystkiego kontrolować, ale to nie znaczy, że będę się wszystkiemu biernie przyglądać - skomentował ostatecznie, godząc się z brunetką, ale niekoniecznie ze światem i odwzajemnił uśmiech. Nikt mu nigdy nie mówił, że był uparty, co najwyżej określał go mianem bezczelnego czy aroganckiego.
        Potem uśmiech umknął z twarzy mężczyzny. Stał się dla niej obcy… Było to chyba dobre określenie. Zdystansował się stając się sobą z nemoriańskich dworów. Wszyscy go znali, ale autentycznie nie wiedzieli o nim nic.
        - Przepraszam, nie chciałem cię zranić. To nie tak, że nie chcę mówić, ale tak miłą odmianą było zostawić wszystko w Otchłani i być jedynie sobą. Nie jednym z arystokratów wśród tłumu szlachty, tylko tym kim ty mnie widzisz. Pić kawę nie zastanawiając się jakie może to przynieść konsekwencje. Zresztą nawet nie wiedziałbym od czego zacząć. Ale zawsze pytaj o co chcesz - zakończył łagodnie.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Postprzez Rakel » Śr gru 26, 2018 1:17 pm

        Tym razem monolog dziewczyny zmienił się we względy dialog pomiędzy nimi i była za to Lucienowi wdzięczna. Małomówność to jedno, ale jego nieustanne milczenie, w połączeniu z wzrokiem wbitym w ziemię lub rapier, jakby w ogóle jej nie słuchał lub nie słyszał, albo właśnie nieustannym spojrzeniem nieludzko zielonych oczu, było dla niej nieco przytłaczające. Pierwsze z trudem zadane pytanie, skonstruowane nieco niejasno i to nie ze złośliwości, czy dla podstępu, ale braku wiedzy o co dokładnie pyta, doczekało się na szczęście równie mętnej, ale za to dość bezpiecznej i łagodnej w przekazie odpowiedzi, na którą dziewczyna uśmiechnęła się łagodnie. Nigdy nie miała w zwyczaju wykorzystywać czyjejś słabości przeciwko niemu. Nawet jeśli chciała wygrać z kimś dyskusję używała logicznych i twardych argumentów, zamiast podstępnie… zaraz. Czy ona właśnie pomyślała o jego sympatii wobec niej, jako słabości? Ale trochę tak to chyba zabrzmiało w jego ustach i przejawiło się zagubionym spojrzeniu, jednocześnie stanowiąc nieco większy ciężar, niż się spodziewała.
        Później Lucien ograniczył się już tylko do słuchania i ewentualnych komentarzy spojrzeniem i mimiką, podczas gdy ona opowiadała. Na uśmiechy zazwyczaj odpowiadała tym samym, skupione spojrzenia przywoływały ją na właściwe tory i pomagały dobrać słowa, natomiast złość w oczach, w pewnym momencie, chyba tylko zmobilizowała i dodała pewności siebie. Nie mogła pogodzić się z tym, że demon złościł się na niesprawiedliwość ich świata, że chciał ją przed tym ochronić. Nie, gdy tak długo zajęła jej nauka nie poddawania się tej emocji. Czyż nie była jedną z osób, które najbardziej odczuły brak sprawiedliwości na sobie? Czy nie była tą, której udało się poskromić własne słabości i chęć zemsty, gdy spoglądała w oczy człowiekowi, który jeszcze kilka dni wcześniej miał krew jej ojca na rękach, a teraz próbował wyłudzić od niej pieniądze za miecz odebrany Augustowi, zapewne dopiero z jego martwych dłoni? Niech więc Lucien nie wypomina jej braku kontroli. Poza tym od zawsze chlubiła się swoim rozsądkiem i wiarą w moralność. Nawet jeśli momentami mijała się nieco w ocenie z wartościami ogólnie przyjętymi, były pewne podstawowe zasady, których trzymała się zawzięcie i żadna złość czy żal nie przeszkadzała jej w stosowaniu się do nich. Więc nie, nie miała zamiaru pozwolić, by nowo poznany przybysz z Otchłani roztaczał nad nią ochronny klosz, jakby była tą kruchą istotką, za jaką ją miał, niezdolną do obrony. Doceniała jego troskę, ale radziła sobie świetnie bez niego i poradziłaby sobie nawet bez jego interwencji, jak zawsze.
        Dlatego pytała o powody, dlatego tak uparcie domagała się wyjaśnień. Chciała usłyszeć coś, co wyjaśniłoby jego zachowanie, jednocześnie nie wzbudzając w niej złości i rozczarowania. Doczekała się jednak tylko fali bezsilności, zarówno po stronie Luciena, gdy bezradnie musiał przyznać, że nie wie, dlaczego traktuje ją tak, a nie inaczej, jak i po swojej, gdy nie wiedziała wówczas, co z tym fantem zrobić. Na jej rzeczowe wyjaśnienia zaś uparcie odparł, że i tak będzie próbował, co skomentowała karcąco-zirytowanym spojrzeniem, zaś wspomnienie, że kot towarzyszyłby jej tak czy siak, nawet gdyby się dowiedziała i nie zgodziła, tylko na nowo ją zdenerwowało, mimo że właśnie tego brunet chciał uniknąć.
        - Nie życzę sobie, byś kogokolwiek za mną posyłał, zwłaszcza jakiegoś swojego podwładnego – powiedziała spokojnie, ale wyjątkowo dobitnie i bez zawahania. – Uszanuj proszę moją decyzję.
        Była pewna siebie i postanowiła trwać przy swoim przekonaniu, ale jej uwaga została szybko odwrócona i Rakel otworzyła szerzej oczy.
        - Jak to? Co to znaczy, że nie był to tylko zwykły włamywacz, skąd to wiesz? Co się z nim stało? Zawołałeś straże?
        Rakel zarzuciła demona potokiem pytań, zupełnie zapominając o wcześniejszej scysji, a na dodatek uznając ją za zupełnie nie powiązaną z wydarzeniami. W końcu sama wcześniej mówiła, że nie raz się do niej włamywano, a przecież nie było wcześniej w okolicy Luciena, by miał nad nią czuwanie. Zbrojmistrzyni jednak jakoś żyje i ma się dobrze, ale wciąż uznaje za istotne, co stało się z nieudolnym włamywaczem. Poza tym, pomimo tego wszystkiego, co wiedziała o znajomym nemorianinie, w pierwszej chwili zmartwiła się o niego, nim uświadomiła sobie, że na tą chwilę nie potrafi sobie wyobrazić nawet, co mogłoby stanowić dla niego zagrożenie. Nie licząc jego rodziny, rzecz jasna. Później jej twarz na nowo złagodniała i po wysłuchaniu już demona do końca, Rakel uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
        - Wiem, że nie. I nie zraniłeś mnie, po prostu… byłam skołowana. Ale już w porządku, naprawdę. Nic się właściwie nie stało wielkiego, to było tylko nieporozumienie – powiedziała, wciąż z lekkim, przyjaznym uśmiechem na ustach. – Też chcę, żebyś był sobą, dlatego tak czasem marudzę, gdy robisz groźne miny – mruknęła nieco żartobliwie. – I nie martw się, będę pytać – dodała już swobodniej, tonem niejako zwiastującym koniec tej trudnej dla nich obojga rozmowy, a jednocześnie zapowiedź częstszych konwersacji, chociaż już nie tak trudnych. Taką przynajmniej miała nadzieję.
        - Teraz jednak muszę cię przeprosić, ale idę spać. Wiem, że ty nie musisz, ale ja padam na twarz i jak zaraz się nie zdrzemnę to jutro będę spała w siodle – zaśmiała się lekko i przyglądała chwilę demonowi. W końcu pochyliła się w jego stronę i pocałowała go w policzek; ten znajdujący się dalej od niej, ale przynajmniej nie przysłonięty długimi czarnymi włosami.
        - Dziękuję, że mnie chronisz – powiedziała jeszcze z nieśmiałym uśmiechem, na moment wracając na swoje miejsce, nim wstała i obeszła ognisko, wracając na swoje posłanie. Otrzepała się lekko z ziemi i spojrzała jeszcze kontrolnie na Echo. Kobyłka jednak spała spokojnie, z lekko pochylonym łbem, więc Rakel ułożyła się na swoim posłaniu, przykrywając tylko lekko kocem, by w razie czego tylko naciągnąć go bardziej na siebie. Przez płomienie ogniska widziała nieruchomą wciąż postać demona.
        - Dobranoc, Lucien – powiedziała jeszcze, nim ułożyła się wygodniej, podkładając zgiętą rękę pod głowę w ramach poduszki i po kilku chwilach zasnęła.
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » Śr gru 26, 2018 7:58 pm

        Rozmowa się rozwijała, pływając między łatwiejszymi i trudniejszymi tematami, zwiastując pojednanie czy właściwie obopólne zrozumienie, to znów stawiając rozmówców przeciw sobie z racji odmiennych poglądów.
Z upominającego i karcącego spojrzenia Lucien robił sobie mniej więcej tyle, iż zapamiętał temat potencjalnie drażliwy, mogący zmusić go do ponownego spierania się z dziewczyną. Poza tym Demon nie wyglądał ani na skruszonego, ani tym bardziej przejętego. Nie wydawało się też by wytrąciło go z równowagi kolejne upomnienie, którego pierwszą część taktownie przemilczał, skupiając się na kwestii bardziej praktycznej.
        - A kogóż innego miałbym wysyłać? - zapytał zdziwiony zamiast stłamszony burą. Potem jednak przymknął oczy i przytaknął krótko.
        - Szanuję twoje stanowisko - odparł zgodnie z połowiczną prawdą. Darzył szacunkiem zdanie dziewczyny i jej niezależność, jak i prawo do własnych opinii i decyzji. Zgadzać się z nią nie musiał. W tej chwili zwyczajnie odpuścił dalszą dysputę, zostawiając ją na inny dzień, który wymagałby takich a nie innych działań. Szacunek bynajmniej nie oznaczał jednomyślności z Rakel, ani zrozumienia nieracjonalnego, dziewczęcego uporu. Był uparty... najwyraźniej faktycznie. Dziewczę jak samo zresztą przyznało, również, więc dyskutować będą gdy sytuacja będzie tego wymagała. Spieranie się na sucho w stylu “co by było gdyby”, uważał za próżne i pozbawione sensu. Pojawi się potrzeba, z nią zjawią się również argumenty, łatwiej wtedy będzie dojść do porozumienia niż w czysto hipotetycznych warunkach. Teraz co najwyżej groziło im upieranie się przy swoim do samego ranka. Dla ułatwienia dziewczyna szybko zmieniła temat, skupiając się na włamywaczu, początkowo zbijając demona z tropu. Lu patrzył przez chwilę na Czarnulkę wyrzucającą z siebie potok słów.
        - Powiedział - odparł lekko niedbale wzruszając ramionami, wpasowując się w krótką lukę zezwalającą mu na udzielenie wyjaśnienia. Zaraz potem przechylił głowę na bok, zdziwiony kolejnym pytaniem.
        - Nie, na księcia. Po cóż miałbym tak uczynić? - skonfundował się nemorianin omykając pytanie dotyczące dalszych losów pechowego rzezimieszka, w zamian wychodząc z argumentami, które powinny być wystarczająco zrozumiałe dla praktycznej dziewczyny.
        - Przecież w pewnym sensie też byłem intruzem - wyjaśnił, znowu opierając się na niezupełnie pełnej prawdzie. To, że jako gość pod nieobecność właścicielki byłby potraktowany jako drugi włamywacz, było raczej łatwe do przewidzenia i dość logiczne, nawet przy tak powierzchownej znajomości ludzkich ustrojów i zachowań. Argument, że zupełnie nie poczuwał się do odpowiedzialności wobec ludzkiego prawa, darował Rakel. Nie był człowiekiem i ich jurysdykcje go dotyczyły, ale w tej chwili nie byłyby to chyba najtrafniejsze deklaracje, a na pewno nie ułatwiały by zakończenia trudnych tematów.
        Później rozmowa już do końca przebiegała znacznie łatwiej. Optymistycznie można było wręcz uznać, że wszystko sobie wyjaśnili, przynajmniej z tych kwestii poruszonych, nie przemilczanych.
Wreszcie też odezwało się zmęczenie dziewczyny. Lucien uśmiechnął się łagodnie i skinął brunetce głową. Już dawno powinna była iść spać, ale zasypywała go pytaniami i oczekiwaniem wyjaśnień, więc nawet nie śmiał odesłać jej do łóżka jako niańka. Jeszcze mogłoby mu się oberwać i za tę troskę. Wolał nie sprawdzać, bo próba wcześniejszego posłania dziewczyny na odpoczynek mogłaby go tylko opóźnić, lepiej było względnie współpracować.
        Na moment zapadła cisza, a Lu zapatrzył się w różnobarwne tęczówki oczekując wyjaśnienia się powodów chwilowej zwłoki. Oczami poprowadził też brunetkę nachylającą się w jego kierunku, chociaż jeszcze nie znał przyczyny takiego nie innego działania. Rzęsy opadły przysłaniając źrenice dopiero gdy poczuł dotyk na policzku. Westchnął cicho i odwzajemnił uśmiech, przyglądając się niezwyczajnej istocie. Wpierw zmyła mu głowę za ochronę, teraz dziękowała. Bądź tu demonie mądry i nadążaj.
        - Proszę - odpowiedział cicho, odprowadzając dziewczynę spojrzeniem.
Cały późniejszy czas przyglądał się Rakel gdy udała się do swojego posłania i gdy układała się do snu, nieruchomo i w ciszy jak zazwyczaj czynił.
        - Dobranoc Rakel - odezwał się niewiele głośniej od szeptu.
Podobnie obserwował zasypiającą dziewczynę i dopiero gdy zamknęła oczy, a jej oddech stał się równy i spokojny, palcami dotknął policzka.
        Słyszał kiedyś powiedzenie, że ciekawość prowadziła do piekła. Jego nie obawiał się ani trochę, ale to do czego naprawdę mogła doprowadzić chęć zaspokojenia ciekawości, chyba powinien. Zachciało mu się znajomości z ludźmi i ich poznawania, to teraz miał - mętlik w głowie. Zafundował sobie odpoczynek od intryg w zamian zapewniając grę, której zasad jeszcze nie pojmował, a które tylko się komplikowały.
        Poza ruchem ręki, nie drgnął nawet o cal, gdy oczy przypominające zwierzęce, z rzadka jedynie przesłaniane rzęsami, nieustannie spoczywały na sylwetce pogrążonej we śnie brunetce. Nic nie równało się wyglądowi twarzy śpiącego. Za dnia wymalowywane na niej były całe pejzaże emocji. Radość była piękna, ale dopiero podczas snu brwi układały się idealnie gładkim łukiem, usta rozluźniały się w pełni i Rakel wyglądała tak bezbronnie, tak niewinnie jak nic co widział w obu światach.
        Mógłby w ten sposób całą noc przesiedzieć i gdyby nie fakt jak niewiele jej zostało pewnie by tak uczynił. Tymczasem czas umknął szybko, a niebo poszarzało zwiastując nadchodzącą jutrzenkę. Zaraz potem zaczęły się pojawiać pierwsze czerwonawe rozbłyski na skrawkach nieba, widocznych spomiędzy koron drzew. Zbrojmistrzyni wciąż smacznie spała, co demon zamierzał wykorzystać. Ostatnio życie miał znacznie bardziej urozmaicone i zdarzało mu się opuszczać codzienny trening, teraz miał okazję by go nie zaniedbać. Co prawda by ciało demona straciło formę, potrzeba było znacznie więcej niż kilku dni, ale czas, który mógł poświęcić na dopełnienie rutyny powitał z zadowoleniem. Taniec z bronią zawsze pomagała zebrać myśli i ukoić umysł.
        Związał włosy w supeł i wstał bezgłośnie, pozwalając by koszula zsunęła się z ramion. Nawet ręce bez problemu opuściły rękawy, gdy ubranie było dosłownie raptem zarzucone na plecy. Drugi rapier zaraz zjawił się w wolnej dłoni, gdy Lu kierował się na otwartą część polany by szelest kroków i ruchów nie zbudził brunetki.
Od jakiegoś czasu walkę z cieniem urozmaicał sobie używaniem obu kling na raz, zamiast walki wpierw jedną później drugą, by właściwie zgrać się z nową bronią i nie zapomnieć starej. Doskonała alternatywa i jednocześnie dobre wyzwanie, nawet jeśli niezgodne z klasyczną sztuką. Do obozu wrócił dopiero gdy słońce już wisiało na niebie zwiastując piękny ranek.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Postprzez Rakel » Cz gru 27, 2018 1:43 pm

        Początkowo zapowiadało się, że znowu się nie dogadają. Rakel westchnęła przez nos, niezadowolona z braku zrozumienia demona, które zdawało jej się udawane, jako że wciąż nie mogła pojąć, że aż tak bardzo można nie rozumieć pewnych rzeczy. Ułagodził ją dopiero słowami, że szanuje jej zdanie, co mylnie, lecz prawdopodobnie lepiej dla nich obojga, uznała za kompromis – nie zgadza się z nią, ale nie będzie robił nic wbrew niej. Cóż, co do pierwszej części miała rację.
        Dalsza wymiana zdań dotyczyła włamywacza i zbrojmistrzyni nie mogła pojąć dlaczego Lucien jest tak spokojny, a przede wszystkim dlaczego nie powiedział jej o tym wcześniej! Nim jednak zdążyła zareagować na dziwne odpowiedzi, w tym jedną znów proszącą się o ciśnięcie szyszką w nielogicznego mężczyznę, dotarł do niej rozsądny argument. Tłumacząc przyłapanie włamywacza, Lucien sam musiałby wyjaśnić co robił w jej sklepie. Co prawda, skoro jest taki mądry, to mógł coś wymyślić, chociażby że dała mu klucze, albo zwyczajnie pozwoliła zostać u siebie pod jej nieobecność. Nie powiedziała jednak tego na głos, bo demon zapewne znów próbowałby zagiąć ją argumentami o naruszaniu konwenansów i spraszaniu mężczyzn do domu. Miałby wówczas słuszność, a jej nie uśmiechało się znów przyznawać mu racji, zwłaszcza w obliczu tak absurdalnych dla niej powódek.
        - No ale w takim razie co się z nim stało? – zapytała jeszcze, ale w końcu znużona machnęła ręką. – Opowiesz mi jutro, jestem wykończona, a przyznam że rozmowy z tobą nie należą do najlżejszych – przyznała jeszcze, nieco swobodnie jak na nią, ale najwyraźniej rozluźniona zmęczeniem i późną porą.
        Mimo tego wszystkiego o czym rozmawiali i różnic zdań, był Lucienowi wdzięczna za jego troskę. Nawet jeśli był w niej niepoprawnie nachalny, robił to wszystko dla niej i nie sposób było się tylko i wyłącznie na niego złościć. Niewinny całus w policzek był więc jednocześnie podziękowaniem za troskę i załagodzeniem wcześniejszych sporów, oraz zwykłym pożegnaniem na dobranoc. Demon na szczęście nie zmieszał się jej gestem, więc nie niepokojona już natłokiem myśli dziewczyna udała się na spoczynek.

        Rakel zasnęła szybko i spała spokojnie i głęboko, nieświadoma bycia obserwowaną. Po trudach poprzedniego dnia i towarzyszącym im falom emocji nie przeszkadzały jej ani szumy lasu, ani nawoływania nocnych zwierząt ani ewentualne niewygody posłania. Obudziła się z brzaskiem, niezupełnie wypoczęta i nieco skołowana nowym otoczeniem, ale usiadła zaraz ze skrzyżowanymi nogami, przecierając zaspane oczy, przeczesując palcami włosy i rozglądając się z mimowolnym uśmiechem na ustach. Ognisko już dawno wygasło, nie oddając nawet nikłego ciepła żaru, co wynagradzała piękna pogoda, zapowiadająca kolejny ciepły dzień. Obudził Rakel śpiew ptaków i rześkie poranne powietrze na skórze. Tak do tego nieprzyzwyczajona siedziała chwilę, chłonąc piękno poranka i wciąż uśmiechając się wesoło, cieszyła nowym dniem. Pojawiającego się dopiero nieśmiało słońca nie zasłaniały wysokie kamienice, a świeże powietrze uderzało w nozdrza i twarz z siłą, do której nie można było przyrównać nawet szeroko otwartego okna w Valladonie.
        Rakel siedziała tak dobrą chwilę, pozwalając leniwym myślom błądzić i powoli się wybudzając, gdy dostrzegła w końcu Luciena, daleko na polanie. Trenował z dwoma rapierami, a dziewczyna obserwowała go w zachwycie, zarówno poruszającą się, jak w tańcu, sylwetką, ale i oszałamiającymi umiejętnościami walki. Oczywiście pierwszą myślą, jaka przemknęła jej przez głowę było „ja też chcę umieć tak walczyć!” Szybko jednak skarciła się w duchu. Nie dosyć, że mężczyzna uczy ją władać ogniem, roztacza nad nią opiekę, wynikającą z jakiegoś jego wewnętrznego przekonania, którego nie rozumiała, że jego ochrona jest niezbędna, to jeszcze teraz miałaby wyskakiwać z kolejną prośbą. Absurdalne. Prawdopodobnie wszystko robił lepiej niż ona, ale nie znaczyło to zaraz, że musi jej tego uczyć.
        Postanawiając nie podglądać już trenującego demona, zaczęła oporządzać się powoli i lekko chaotycznie, próbując odnaleźć się w nowej sytuacji, gdzie nie ratowała jej znajoma rutyna poranka. Pozbawiona balii, umyła się w wodzie ze studni, kombinując jak koń pod górkę, by poradzić sobie z obmyciem włosów pod wodą, którą lała sobie z wiadra na opuszczoną głowę. Podśmiewała się wciąż pod nosem, jednocześnie rozbawiona własnymi kombinacjami, jak i z jakiegoś powodu niezmiernie szczęśliwa. Wszystko, co wydarzyło się wczoraj pozostawiło lekkie cienie pod jej oczami, ale niezmiennie zdawało się tylko złym snem, który stopniowo zmywała chłodna woda. Dziewczyna w końcu wykręciła mokre loki, odrzucając je na plecy i przeczesując lekko palcami, po czym zabrała się za pakowanie obozowiska. Lucien oczywiście nie spał w nocy i okolica przy palenisku wyglądała, jakby zatrzymała się tu tylko jedna osoba. Zerknęła w jego stronę, zastanawiając się, czy cały ten czas trenował. Cóż, to z pewnością było dobrą drogą do mistrzostwa! Echo również wyglądała na wyspaną, ze spokojem skubiąc trawę wokół drzewa. Tak samo łagodnie zniosła siodłanie i kiełznanie. Rakel otrzepała porządnie koc z resztek ziemi i sosnowych igieł, po czym zwinęła go w ciasny rulon, przytraczając na powrót za siodłem. Wtedy zobaczyła wracającego Luciena.
        - Cześć! – zawołała wesoło, wciąż uśmiechnięta. Przez chwilę wyglądała jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale niemal gryzła się w język, by powstrzymać się od wyrażania zachwytu stylem walki, bojąc się, że zabrzmiałaby wyjątkowo głupio. Przecież wiedział, że doskonale walczy, między innymi o tym wczoraj rozmawiali, że jego umiejętności szermiercze są powszechnie znane w Otchłani. Poza tym widok obnażonego torsu demona oczywiście przepędził szybko spojrzenie dziewczyny, która po raz trzeci sprawdziła szlufki w jukach. Z nich też wyciągnęła złożony na cztery gruby pergamin i podeszła z nim do ławeczki.
        - Dostałam od Doriana mapę, jest fantastyczna – mówiła do Luciena, ale nie spoglądając już na niego. – Co prawda planowałam dotrzeć wczoraj aż do Ekradonu, ale ta zjawa pokrzyżowała mi szyki – mruknęła, śledząc szlak palcem i wzrokiem, a o swoim wczorajszym szoku egzystencjonalnym wspominając już jak o przeszkodzie na drodze. W końcu to przez nią niewielka przerwa przerodziła się w wielogodzinny postój, później pogoda nie sprzyjała, a gdy ulewa ustała było już zbyt ciemno, by ruszać w dalszą drogę.
        - Musimy trochę nadgonić. Spróbujemy przekroczyć dzisiaj Smoczą Przełęcz. Dorian mówi, że zaraz za górami jest od groma gospód, więc będziemy się mieli gdzie zatrzymać, nawet jak dotrzemy tam o zmroku. Tylko wszystko się przesunie – zmarszczyła lekko brwi. – Mieliśmy się zatrzymać w Ekradonie, później w Nowej Aerii, później może raz na szlaku albo w jakiejś gospodzie i dotarlibyśmy do Fargoth. Teraz już nie będzie opłacało się zatrzymywać w Aerii… chyba – mruczała, pukając w zmyśleniu palcem mapę, nim wzruszyła ramionami.
        - Zresztą zobaczymy, jak wyjdzie, najwyżej znowu zatrzymamy się na szlaku. Podobało mi się noclegowanie przy ognisku. Tu jest tak spokojnie! – westchnęła i znów się rozejrzała, ewidentnie urzeczona miejscem. Zaraz jednak zaśmiała się, rozbawiona własnym zachowaniem.
        - Jestem jakaś nadmiernie podekscytowana, za dużo świeżego powietrza – stwierdziła, z uśmiechem spoglądając na Luciena. – Gotów do drogi?
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » Pt gru 28, 2018 10:16 pm

        Walka była nieskomplikowana i jasna. Jej zasady nie miały żadnych dodatkowych podcieni, furtek i nieścisłości. W jej prostocie tkwiło czyste piękno. Od zawsze to właśnie walka stanowiła sposób na przetrwanie, na odzyskanie spokoju ducha.
Nieustanne próby zwyciężenia własnego cienia niekończącymi się seriami bloków, uników i ataków prowadziły go przez setki lat. Była to jedyna stała, bezpieczna przystań w świecie demona. Pojedynki, które choć bezkrwawe, toczyły się z pełnym zaangażowaniem i bez taryfy ulgowej dla siebie samego. Teraz jeden z nich prowadził go przez pełen świt aż oddech bruneta przyspieszył, serce zaczęło silniej bić, a umysł oczyścił się z trosk i rozterek. Zakończył głębokim pchnięciem lewej ręki, wyprowadzonym z długiego wykroku i dopełniającym je cięciem drugiej klingi, które poprowadzone z obrotu skracającego dystans zapewne właśnie pozbawiło głowy wyimaginowanego przeciwnika. Na kilka uderzeń serca Lucien zamarł w bezruchu, a po ich upływie wyprostował się z szybkim ruchem strzepując z ostrzy nieistniejącą krew. Odetchnął głęboko i lekkim krokiem przeszedł przez polanę by po kolei podnieść porzucone na trawie pochwy, i pochować do nich klingi. Spojrzenie Lu wracającego w stronę wygasłego ogniska spotkało przebudzoną już dziewczynę.
        - Dzień dobry - przywitał się, gdy znalazł się bliżej zbrojmistrzyni właśnie kompletującej juki. Zerknął na miło rozweseloną Czarnulkę, ale ta nie wiedzieć czemu zaraz uciekła spojrzeniem.
Demon dobrą chwilę próbował podążyć za nią wzrokiem, nie rozumiejąc czemu nagle tak usilnie był unikany. Starał się ponownie podłapać kontakt wzrokowy, ale bezskutecznie. Dziwne. Tym dziwniejsze, że przecież dziewczyna jeszcze mgnienie temu uśmiechała się machając w jego kierunku, a teraz ze stuporem skupiła się na mapie, mamrocząc pod nosem.
Przez moment niewiele brakowało a Lucien znów by zmarkotniał, szczególnie dodatkowo słysząc wypomnienie zjawy, ale dystans z jakim mściwy duch był wymieniony, zupełnie jakby Rakel opowiadała jedynie o niepogodzie, sprawił, że nemorianin rozchmurzył się równie szybko jak miał posmutnieć.
        Słuchał więc planów cały czas zbliżając się do dziewczyny by łatwiej było rozmawiać. Jej pogodny nastrój i wręcz rozkwitające szczęście nie mogły się nie udzielać. Uśmiechnął się jeszcze raz, po równi z wesołością słuchając o pomijaniu Nowej Aerii, czy opcji nocowania pod chmurką . Wybuch euforii pod postacią dźwięcznego śmiechu i ostatecznie posłany mu uśmiech wraz z komentarzem o nadmiernej ekscytacji, tylko utrwaliły pogodną minę na twarzy bruneta, któremu wreszcie udało się upolować poszukiwane, barwne oczy.
        - Jeszcze nie - odpowiedział wesoło, zbliżając się by zerknąć na mapę studiowaną do tej pory z takim namaszczeniem.
        - Nie potrzebuję wiele czasu, ale ty chyba powinnaś zjeść śniadanie. Na samej ekscytacji długo nie pociągniesz - dokończył, nachylając się nad ramieniem Rakel dokładnie przyglądając się wytyczonej trasie. Lu miał co prawda ogólne pojęcie o drodze zaplanowanej przez Czarnulkę, ale skoro była ku temu okazja, chciał uściślić swoje wyobrażenia. Powiódł źrenicami po szlaku po czym ogólnie zerknął na barwne ryciny rozciągające mu się przed oczami.
        - Faktycznie to bardzo dobra mapa - pochwalił, palcami sięgając do rogu pergaminu, oceniając jego grubość i fakturę. - Nie tylko szczegółowa i dokładna, ale starannie wykonana, to wręcz małe dzieło sztuki. Piękny prezent - skwitował z pogodną miną, odsuwając się nieco od dziewczyny by mogła schować mapę w bezpieczne miejsce.
        Wspomnienie o śniadaniu chociaż rzucone mimochodem, było raczej sugestią nie zostawiającą miejsca na sprzeciw. Nawet jeśli nie wymagał długich przygotowań by ruszyć w drogę, Lucien zupełnie się nie spieszył by Rakel nie połykała posiłku naprędce.
Broń, która cały ten czas towarzyszyła mu trzymana w ręce, odłożył na moment na ziemię u podstawy studni. Nabrał wody w dłonie i przetarł twarz i kark, pozwalając by orzeźwił go jej chłód, jednocześnie odgarniając w tył oswobodzone z węzła włosy. Wiele z supła wiązanego przed walką nie pozostało, i teraz na wpół rozpuszczone na wpół związane włosy opływały szyję demona. Dla bruneta chyba nie miało to większego znaczenia, gdyż zamiast je rozplątywać, albo odwrotnie, ponownie splatać, na spokojnie poszedł po jakby zupełnie zapomnianą koszulę.
Ubranie założył trochę staranniej niż wieczorem, kulturalnie, jak nakazywał zwyczaj zapinając guziki, a nie tylko rzucając ją sobie na plecy z konwencjonalnego noszenia stosując jedynie użycie rękawów. Wciąż jednak (jak zwykle) mógłby zapiąć te dwa - trzy guziki więcej by wyglądał na faktycznie ubranego a nie wyrwanego znienacka w trakcie przyodziewania się.
Przygotowany wreszcie dopiął czarny rapier do pasa, a rodowa broń zniknęła w ciemnym pokrowcu, który został przytroczony do siodła. Na koniec gotową kulbakę Lucien przewiesił przez przedramię i zawołał wierzchowca.
Onyx jednak nie palił się do siodłania i wyraźnie strzelał fochy, ociągając się z przyjściem na wezwanie właściciela. Dobrą chwilę demon musiał odczekać aż bestia raczyła wreszcie dodreptać do niego, zupełnie jakby miał do pokonania całe staje przez grzęzawiska, nim wreszcie mógł zarzucić siodło na jego grzbiet. Zapiął popręg. Pozapinał sprzączki napierśnika i posprawdzał paski w ogłowiu, nawet jeśli wieczorem go nie zdejmował. W końcu z umbrisem u boku zerknął w stronę Rakel. Teraz był gotowy.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Postprzez Rakel » Pt sty 04, 2019 9:54 pm

        Barwne oczy zachłannie sunęły po mapie, jakby dziewczyna chciała zapamiętać ją całą, podczas gdy zwyczajnie nie mogła się nią nacieszyć. Początkowo uciekła w pergamin, by nie mierzyć się z nieprzystającymi jej reakcjami na Luciena, który okazywał się wyjątkowo opieszały w odziewaniu się. Wystarczyło jednak jedno spojrzenie na mapę, by Rakel utonęła w ręcznie malowanych rzekach i drobiazgowo oznaczonych miastach, gdzie wyróżnić można było nawet ozdobnie wyróżnione kilka cegieł w murze. Podniosła głowę dopiero słysząc głos nad sobą.
- Hm? Ach tak, śniadanie… - mruknęła, przerywając w połowie odwracanie się w stronę mężczyzny, gdy ten pochylił się nad nią nagle, zaglądając w mapę. Nadal bez koszuli. Prawie fuknęła pod nosem, będąc bliską zarzucenia mu premedytacji w zachowaniu.
Odwrócenie jej uwagi okazało się jednak prostsze niż chciałaby przyznać. Pochwała darowanej mapy sprawiła, że brunetka pokraśniała z zadowolenia i dumy, co najmniej jakby sama była autorką tego „małego dzieła sztuki”. Wystarczyło jednak prześledzić chaotyczny tok myślowy dziewczyny, by od niewinnej pochwały kartograficznego cudeńka przejść do uznania dla pomysłodawcy prezentu oraz pochwały dla niego samego, a tym samym wyrażeniu sympatii dla brata, którego Rakel kochała nad życie. Okazywanie natomiast afektu rodzinie dziewczyny skutkowało przychylnością z jej strony.
- Dziękuję – odparła z zadowoleniem, już spokojnie spoglądając na Luciena, który momentalnie zyskał w jej oczach, tym skromnym komplementem, nawet nie skierowanym w jej stronę… i na dobrą sprawę pewnie tym samym nawet bardziej skutecznym.
        Rakel odprowadziła towarzysza spojrzeniem, po czym złożyła uważnie mapę i schowała ją w jukach. Stamtąd zaś zabrała jabłko i przysiadła jeszcze na moment na trawie, by na spokojnie zjeść śniadanie, skoro demon chyba tylko dlatego oporządzał się z takim spokojem. Rozbawiona spoglądała znad owocu na marudzącego od rana Onyxa i chociaż powody jego humorów były jej nie znane, wyglądało to przekomicznie, kontrastując z niezmienną powagą nemorianina. Widząc, że Lucienowi niewiele do gotowości brakuje, sama wstała i otrzepała się, dojadając do końca jabłko. Przez moment stała skonsternowana z ogryzkiem w ręku, bo Echo miała już wędzidło w pysku, a Rakel odruchowo szukała wzrokiem kosza na odpadki, nim zdała sobie sprawę, że jest w szczerym polu, łamane na: przy lesie, więc nie ma co się wygłupiać. Śwignęła ogryzek za siebie między drzewa i pełna energii dosiadła siwki.
Widząc znaczące spojrzenie Luciena, świadczące o jego gotowości do drogi, ruszyła spokojnym stępem, wkraczając na trakt i trzymając się jego lewej strony prowadziła Echo równo tą stroną, korzystając z wybitnego kołami wozów piaskowego śladu. Z prawej zostawiła miejsce dla demona, by mógł do niej dołączyć, gdyby chcieli porozmawiać. Początkowo jednak dziewczyna okazała się małomówna, a jej poranny entuzjazm przemienił się w milczące uznanie dla otoczenia, które chłonęła w ciszy, ciągle zajmując czymś oczy. Krajobraz zmieniał się, podobnie jak ich tempo i wkrótce dziewczyna wyprzedziła w galopie Onyxa widząc, że Echo nie jest zachwycona takim sąsiadem. Mając zaś piekielnego rumaka na ogonie, ponownie ruszyła pełną parą, z czasem relaksując się i ciesząc podróżą na równi z jeźdźcem.

        Co jakiś czas zmieniając tempo, podróżowali raczej w milczeniu. Lucien sam z siebie raczej się nie odzywał, a Rakel była zazwyczaj zbyt zajęta kontemplowaniem otoczenia, gdy zwalniali lub pilnowaniem Echo, z którą dopiero się zgrywała, gdy pędziła przodem. Kolejna zmiana tempa do wolniejszego nastąpiła szybciej, niż można by przewidywać biorąc pod uwagę wcześniejsze zwyczaje. Gdy jednak demon zrównał się znów z dziewczyną, mógł dostrzec bezbrzeżne zdumienie i zachwyt na jej twarzy, gdy spoglądała przed siebie – znacznie jednak wyżej niż zwykle.
- Góry… - rzuciła, gdy zdała sobie sprawę z obecności Luciena i spojrzała na niego z uśmiechem, nim oczy znów wróciły do majaczących przed nimi szczytów. – Pierwszy raz widzę góry – dodała już ciszej i nie było nawet wiadomo, czy mówi do siebie czy do nemorianina.
Góry Dasso i Góry Druigów majaczyły mętnie w znacznej jeszcze odległości, ale górując już widocznie nad krajobrazem, przytaczając go swoim majestatem. Zniknęły na moment, gdy podróżnicy przekraczali niewielki lasek na swojej drodze, by już po chwili znów ukazać się nad koronami rozstępujących się drzew. Szlak ciągnął się już widocznie od miejsca w którym się znajdowali, przez nieskalane, soczyście zielone pola, przerywane tylko cienką niebieską wstęgą rzeki, która miała doprowadzić ich pod sam łańcuch gór.
Nieustannie spoglądająca w górę brunetka prawdopodobnie nie zauważyłaby na swojej drodze nic dziwnego, gdyby kopyto Echo nie osunęło się na jednym ze żłobień w szlaku. Rakel natychmiast spojrzała na drogę przed nimi i ściągnęła wodze kobyłki, która zatrzymała się nader chętnie, wyraźnie niespokojna.
- Lucien… co to jest? – zapytała, zerkając na towarzysza, ale nie czekała na odpowiedź, powoli wchodząc w granice naruszonego miejsca.
        Najprościej ujmując, trakt wyglądał na rozszarpany. Wyżłobione od kół wozów koleiny przerywane były głębokimi bruzdami, rozdzierającymi również trawę między nimi i na poboczu, którego nie chroniły już zgniecione i połamane krzewy. Mniejsze drzewka zostały zrównane z ziemią, jak byle witki, a większe konary połamane. Rakel obróciła się wokół własnej osi, ignorując niespokojne parsknięcia Echo i tylko uciszając ją beznamiętnie, podczas gdy sama chłonęła wzrokiem pobojowisko. Nagle jej wzrok padł na coś bardziej konkretnego i dziewczyna szturchnęła łydkami boki konia, a siwka chcąc nie chcąc powoli postąpiła kilka kroków w stronę lasku. Pomiędzy połamanymi drzewami i gałęziami walały się zwykłe deski, na które zbrojmistrzyni zwróciła uwagę, a po chwili zeskoczyła z konia, na szybko uwiązując wierzchowca przy drzewie. Swoje kroki skierowała zaś w stronę połamanych szczątek wozu. Musiał leżeć tu już bardzo długo, bo drewno zmurszało od wody, częściowo zakopując się już w ziemi, a metalowe okucia zaśniedziały, tracąc swój połysk. Rakel przeszła kilka kroków wokół wozu, rozglądając się po okolicy i podświadomie chyba szukając ciał… nie liczyła już bowiem na to, że znajdzie właściciela, nawet ciężko rannego. Nikogo jednak tu nie było i brunetka powoli wróciła do swojego konia, wspinając się na siodło i dołączając do Luciena.
- Smoki istnieją naprawdę? – zapytała wprost, spoglądając na nemorianina, zakładając jego wiedzę na ten temat. Na los, mając prawie siedemset lat na karku widział pewnie każdą żyjącą istotę. Przełknęła ślinę, woląc się nie zastanawiać nawet, czy jest bardziej przestraszona, czy podekscytowana możliwością spotkania mitycznego stworzenia.
Nic innego nie przychodziło jej na myśl. Nic, co znała, czy to istniejącego z całą pewnością, czy też właśnie baśniowego, nie mogło pozostawić aż takich śladów. Dopiero teraz żłobienia w pełni ukazywały się jako ślady pazurów orzących ziemię podczas lądowania przerośniętego gada, a posiekane drzewa wokół musiały zostać połamane jego skrzydłami. Dziewczyna znów potoczyła wzrokiem wokoło. Musiał być ogromny!
- Wiesz, słyszałam historie. Czytałam o nich. Ale myślałam zawsze, że to tylko legendy i opowieści ludzi żądnych uwagi. Wiesz, jak syreny na morzu. Myślisz, że spotkamy jakiegoś?
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » Wt lut 12, 2019 8:56 pm

        Z radością dzielił podróż z Czarnulką. Chętnie pokonywałby kolejne staje mogąc spędzać z dziewczyną czas znacznie dłużej i pełniej niż umożliwiały mu realia podczas pobytu w Valladonie. Czy prowadząc rozmowę, czy zwyczajnie w ciszy przyglądając się brunetce gdy mógłby spuścić z oczu drogę na rzecz tego uroczego widoku jednocześnie nie budząc nadmiernych podejrzeń. Niestety życie dość często odbiegało zarówno od wyobrażeń jak i pragnień. Siwka ani myślała podzielać zdania demona radując się z wzajemnego towarzystwa i gdy tylko zrównał umbrisa z klaczą, rozpoczęła się może nie wyjątkowo silna ale jednak uciążliwa walka o prowadzenie. Jechać za kobyłką było niewiele lepiej, gdyż ta z zapędów wyścigowych przeszła w pragnienia bardziej ucieczkowe. Tak źle i tak niedobrze. Koniec końców pokonywali możliwie najdłuższe odcinki galopem, skupiając się bardziej na nadrobieniu drogi i wędrówce do celu niż samej przyjemności podróżowania. Dopiero gdy wierzchowce upuściły pary, głównie mając na myśli Echo, dało się wyrównać tempo.
Droga umykała spod kopyt raz szybciej raz wolniej, ale bez zbędnych postojów. Odpoczywali w stępie lub kłusie, by później znowu przejść do galopu, aż na horyzoncie zaczęły majaczyć górskie szczyty. Lucien bardziej niż wierchom przyglądał się Rakel, która nie kryła swojego zauroczenia.
Chętnie pokazałby jej wszystkie góry tego i innych światów by tylko móc podziwiać zachwyt odbijający się w różnobarwnych oczach. Może dlatego, że widział już wiele i krajobrazy choć piękne, z biegiem lat powszedniały, Smocza przełęcz nie przyciągała wiele większej uwagi niż zwykły trakt, ale radość dziewczyny pomagała na powrót cieszyć się wszystkim zupełnie jakby obserwowanie jej emocji udzielało poruszenia demonowi. Może zaś to sama dziewczyna wzbudzała rzadkie uczucia. Chętnie pokontemplowałby intrygującą kwestię, tym bardziej, że znajdując się za plecami dziewczyny, mógł bez skrępowania poświęcać pełnię uwagi właśnie jej, gdyby nie ślady, na które wpadli. Bardzo duże ślady.
        - Najpewniej nic dobrego... - odpowiedział cicho skupiając się na rozoranej drodze i otoczeniu. Zmarszczył brwi i zaczął rozglądać się po okolicy jednocześnie próbując wyczuć możliwe niebezpieczeństwo, szybko jednak wrócił wzrokiem do dziewczyny.
        - Czekaj... - szepnął do zbrojmistrzyni, przynajmniej taki był plan. W efekcie odezwał się bardziej do siebie, gdyż Rakel już pognała w stronę porzuconego wozu. Lucien westchnął zrezygnowany i szturchnięciem obcasa ponaglił umbrisa, by skokami pokonał nierówności wyżłobione w ziemi. Bruzdy w trakcie, który wyglądał jak rozdarty czyimiś pazurami i na Księcia, chociaż Lu nie należał do cykorów, bynajmniej nie pałał chęcią spotkania właścicela szponów, najwyraźniej przeciwnie do zafascynowanej Czarnulki.
Umbris wyczuwając nastrój jeźdźca niepokoił się wcale nie mniej, węsząc ostrożnie w poszukiwaniu przyczyny nagłego poruszenia pana, ale wciąż posłuszny, w kilku susach zbliżył się do zbrojmistrzyni. W tym czasie pionowe źrenice demona nieustannie lustrowały okolicę. Nawet jeżeli wydawała się ona pusta, brunet chciał mieć pewność czy czegoś nie przeoczył, w tym czasie Rakel beztrosko czy może właśnie pełna troski, ale zdecydowanie nie o siebie, sprawdzała pobojowisko.
Lucien westchnął bezgłośnie nie znajdując zagrożenia i dopiero uważnie popatrzył na dziewczynę.
        - Istnieją - odpowiedział spokojnie, chociaż nie podzielał entuzjazmu dziewczyny, uśmiechnął się dopiero na wzmiankę o syrenach.
        - One również są prawdziwe, chociaż pewnie wiele się nie mylisz. Większość opowieści to bajania i bujdy nie mające wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie mniej same istoty istnieją jak ty czy ja - dokończył przyglądając się brunetce rozpogodzonym wzrokiem. Obrócił Onyxa w miejscu ustawiając go bokiem do brunetki, by wygodniej mu było patrzeć na dziewczynę i rozmawiać z nią, gdy dosiadała siwki.
        - Rakel, tak wiele chciałbym ci jeszcze pokazać - zaczął niemal melancholijnie - Ale smoki..., smoki zostawmy na końcu tej listy - dokończył lekko rozbawiony.
        - Są piękne, ale potrafią należeć do tych rzeczy, które się widzi jedyny i ostatni raz w życiu - uśmiechnął się spinając ogiera by zebranym kłusem upuścić pobojowisko.

        Do tej pory podróżowali równolegle do rzeki. Nim jednak osiągnęli przełęcz zmuszeni byli skorzystać z brodu by przeprawić się na drugą stronę. To zaś nie było tak proste. Chociaż woda w miejscu przeprawy była płytka i płynęła względnie spokojnym nurtem, Lu nawet nie próbował zachęcać piekielnego wierzchowca do zbliżenia się do brzegu.
        - Dołączę do ciebie po przeciwnej stronie - odezwał się gdy Rakel rozpoczęła przeprawę. Poczekał aż brunetka bezpiecznie znajdzie się po drugiej stronie i dopiero teleportował się z wierzchowcem, szczędząc stresu Onyxowi chociaż niekoniecznie Echo.
Niedługo później dane im było podziwiać wspinające po obu stronach traktu majestatyczne górskie zbocza.
Też wciąż jeszcze będąc między nimi mogli podziwiać wykwitający na ich graniach zachód słońca, odbijający się na skałach całą paletą czerwieni, fioletów i złota. Mimo późnej pory demon był za kontynuacją podróży by uniknąć rozbijania obozowiska w górskim przejściu. Wyjście z przesmyku wydawało się blisko i chociaż zmrok otulił wędrowców zanim wydostali się spomiędzy szczytów, opuścili przełęcz niedługo później.
        Gdy tylko wydostali się z cieni tym gęstszych gdyż potęgowanych przez skalnych gigantów wznoszących się po obu stronach duktu, przywitało ich ciepłe światło bijące od okien gospody. Zajazd wyglądał jakby przycupnął tuż u stóp gór, jako jedyne dziecię cywilizacji pośród dziczy. Zostawili konie na wybiegu, gdyż w niewielkiej stajni brakowało już wolnych stanowisk i weszli do środka.
Wesoły gwar uderzył w uszy równie silnie jak zapach gotowanych potraw. Mimo sporej odległości od najbliższego miasta, a może właśnie z uwagi na nią, karczma pełna była wędrowców i biesiadników. Jak się moment później okazało, z pokojami sytuacja była podobna jak ze stajnią. Został jeden jedyny wolny pokój, a gospodyni nagliła wzrokiem oczekując decyzji, gdyż właśnie w otwartych drzwiach pojawiali się kolejni strudzeni podróżnicy. Demon skinął twierdząco głową, by przypadkiem nie przyszło im spać w zatłoczonej izbie.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Postprzez Rakel » N mar 10, 2019 10:44 pm

        Logika dziewczyny była spokojna i absolutnie przekonana, że nawet jeśli ktoś przeżył masakrę, której ślady znaleźli, to po tak długim czasie na pewno już nie żył lub jakoś się uratował. Na pewno jednak nie leżał pośród zarośniętych szczątek wozu. Ciekawość Rakel była jednak mniej skłonna do współpracy i popychała różnobarwne tęczówki po każdym zakamarku otoczenia, wyraźnie głodna nowego znaleziska. W końcu jednak myśli zbrojmistrzyni doszły do porozumienia i uspokoiły się, niejako oddając dziewczynę rzeczywistości.
        Rakel dosiadła siwki i dołączyła do Luciena, przyglądając mu się wyczekująco. Potwierdzenie istnienia baśniowych stworów wywołało na moment jej lekki szok, gdy szybko trawiła informacje i mity, które znała, zastanawiając się, które z nich mogą prawdziwe, gdy zaskoczono ją po raz kolejny.
- Syreny? – żachnęła się. – Takie… pół kobieta pół… ryba? Nie no proszę cię – mruknęła bez przekonania, podświadomie jednak wierząc nemorianinowi.
Jej twarz rozjaśniła się jednak momentalnie, gdy usłyszała kolejne słowa Luciena. Przyglądała mu się z sympatią i nieco jednak speszona, ale to było chyba najmilsze co usłyszała od dawna. Nie mówiąc już o tym, jak kuszące! Ona też chciałaby zobaczyć to wszystko. Trudno było też ukryć przed samą sobą, że nie miałaby nic przeciwko, gdyby to on pokazał jej te cuda.
- „Na później” brzmi dobrze – żartobliwie uspokoiła nemorianina, prostując się w siodle, z psotnym uśmiechem na ustach. – Przecież lepiej zginąć podziwiając smoka niż być zaszlachtowanym w jakiejś uliczce, prawda? – zapytała rozbawiona, ale nagle uśmiech przeszedł jej, jak ręką odjął i dziewczyna niemal zbladła. Pozwoliła, by Lucien ją wyprzedził i dopiero po głębokim wdechu otrząsnęła się i ruszyła za nim kłusem.

        Gdy przyszło do przeprawy przez rzekę, Rakel była na równi zlękniona, co podekscytowana, ale starała się zachowywać normalnie, bo naprawdę zaraz wyjdzie na kompletnego mieszczucha. I tak jednak podeszła do brodu wolno, pozwalając nieco Echo prowadzić, bo ta lepiej wyczuwała grunt. Nie ufała jej na tyle, by wyjąć nogi ze strzemion, więc nieco zamokły jej buty, ale przeprawa zakończyła się sukcesem, obwieszonym przez zadowolony uśmiech dziewczyny, na który ta już nie miała wpływu. Obróciła się akurat, by ostatni raz zobaczyć Luciena, który zaraz zniknął i razem z Onyxem pojawił się tuż obok nich, co Echo skomentowała oburzonym kwikiem i odskoczeniem kilka kroków.
        Później podróżowali już nieco wolniej, bo postępujący mrok i nie do końca znany im szlak nie sprzyjał gnaniu na ślepo galopem. Zapatrzona w zachód słońca Rakel praktycznie nie rejestrowała swojego zmęczenia i dopiero gdy ostatni blask czerwieni zniknął z horyzontu, a podróżnych otulił mrok, musiała skupić się na pilnowaniu opadających lekko powiek. Lucien stwierdził, że zatrzymywanie się tutaj nie jest najlepszym pomysłem, więc zaufała mu, brnąc dalej dzielnie z Echo. W końcu Dorian też mówił, że zaraz za przełęczą czekają na podróżnych gospody, więc dziewczyna i jej klacz dzielnie parły do przodu, chociaż siwka już z lekko opuszczonym łbem, a Rakel ziewając co jakiś czas ukradkiem.
        Jednak, gdy w końcu opuścili przełęcz, okazało się że chociaż rzeczywiście trafili od razu na gospodę, to ta pękała jednak w szwach, jakby była naprawdę jedyną w okolicy. Rakel miała niewielkie obiekcje, przed zostawianiem Echo luzem z innymi końmi, ale uznała, że skoro Lucien nie obawia się o Onyxa to i jej kobyłka powinna być bezpieczna. Dopiero w środku dotarło do niej nagle, że to pewnie dlatego, iż piekielny rumak jest zabezpieczeniem samym w sobie, ale wtedy było już za późno.
        Od razu uderzył ją gwar i zgiełk oraz obijający się o nią ludzie. „No tak, przecież nie tylko ja zmierzam na targi!”, skarciła się w myślach i ruszyła za Lucienem, łapiąc go lekko za ramię, by nie zginąć w natłoku ludzi wyższych od niej. Dotarłszy do szynkwasu zawahała się, gdy usłyszała, że został już tylko jeden pokój. Spojrzała pytająco na towarzysza, ale nawet nie miała szans przez ten hałas powiedzieć mu, że mogą poszukać innej gospody. Poza tym było już naprawdę późno, ona padała z nóg, ludzie za nimi już na głos ich popędzali i Lucien skinął gospodyni głową. Dostali więc klucz i z trudem przeprawili się przez zatłoczoną salę, gdzie zabawa trwała na całego. Parę razy po drodze ktoś ich zaczepił, by dołączyli do ogólnej popijawy, ale w końcu udało im się wspiąć po schodach i odnaleźć ich pokój. Demon otworzył drzwi i puścił Rakel przodem. Ta niemal odetchnęła, gdy drzwi znowu się zamknęły, niezupełnie, ale wystarczająco tłumiąc hałas z dolnej sali. Odruchowo zapaliła pobliską świecę i lampkę, gadając od wejścia.
- Losie, czasami się zastanawiałam, czy może faktycznie nie jestem odludkiem, ale to naprawdę nie moje… klimaty – zająknęła się, rozglądając po pokoju, w którym stało tylko jedno dwuosobowe łóżko.
O tym nie pomyślała. Jeden pokój - jedno łóżko. Teoretycznie i tak mieli szczęście, że nie była to jedynka, ale wciąż… Próbując przepracować własne speszenie podeszła do okna i zostawiła pod nim swoją torbę. Jej myśli zaraz umknęły gdzieś indziej, gdy wpatrywała się w ciemność za szybą, zastanawiając się, jak piękny widok na góry prezentowałby się stąd za dnia. Może jeszcze uda jej się zobaczyć rano, jeśli nie wyruszą przed świtem. Chociaż to byłby najlepszy pomysł.
Póki co odwróciła się w stronę Luciena i odchrząknęła, odgarniając kosmyk włosów za ucho.
- Cóż, przynajmniej oboje możemy się normalnie przespać. Nie chrapię, jakby co – uśmiechnęła się, powoli oswajając się z sytuacją. Zabrała kilka rzeczy z torby i zniknęła na moment w łazience.
        Ostatnią noc na szlaku spała w ubraniu, więc chętnie skorzystała z kąpieli, podgrzewając ją na szybko kamieniem kąpielowym. Nie ociągała się jednak i po chwili wyszła z mokrymi włosami i w koszulce do spania. Spakowane miała też spodenki, ale zważywszy na towarzystwo postanowiła zostać w zwykłych skórzanych spodniach.
Zawahała się po raz kolejny, widząc, że Lucien już beztrosko wyciągnął się na swojej części koca i chyba to jego absolutne wyluzowanie sprawiło, że i dziewczyna machnęła ręką na konwenanse. Oczywiście gdyby Dorian się o tym dowiedział to chyba przełożyłby ją przez kolano, jak dzieciaka, ale on też z pewnością wyobrażałby sobie zbyt wiele. Rakel tylko zostawiła pozostałe rzeczy przy torbie i wsunęła się pod koc, układając na boku, z jedną ręką pod poduszką i spoglądając na Luciena.
- No dobra, to jak syreny istnieją, to co jeszcze? Centaury też? – zapytała znajomym już mężczyźnie ciekawskim tonem, przez który jednak wyraźnie przebijało się już zmęczenie. Nie było więc dziwnym, że chociaż na początku opowieści słuchała z wielkimi z wrażenia oczami, to stopniowo powieki jej opadały, walcząc dzielnie z młodzieńczą ciekawością. W końcu jednak ogarniające brunetkę zmęczenie wygrało i nieświadomie przysnęła jeszcze w trakcie opowieści nemorianina.
Avatar użytkownika
Rakel
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Człowiek
Aura: Gdy zaczniesz poznawać tę aurę, otuli cię bogactwo broni, jakbyś znalazł się w najprawdziwszej zbrojowni. Rapiery, sztylety, miecze, halabardy czy kusze, znajdziesz tu wszystko, czego tylko może zapragnąć dusza. Każda z nich jak jedna są wypolerowane i lśniące, jak przystało na młodą emanację. Pośród nich znajdziesz broń wykonaną z błyszczącego cynku. Nie zabraknie też oręża z czystego złota. Znajdzie się także coś dla bardziej konserwatywnych poszukiwaczy, wykonanego z żelaza. Broń wybierać i podziwiać możesz pośród oświetlającej je ametystowej poświaty. W tle da się słyszeć trzask płomieni, który na przemian jest spokojny i cichy przywodząc na myśl izbowy kominek, by co jakiś czas odezwać się donośniejszym głosem kojarzącym się bardziej z wojenną pożogą niż ciepłem domowego ogniska. Jak to pośród broni, czuć tu zapach stali, oleju do konserwacji oręża i półek sklepowych, przemieszanych z wonią ludzkiego potu. Dotykając dowolnej z nich poczujesz, że jest ona giętka i elastyczna, wykuta przez prawdziwych mistrzów. Ostrza są nieskazitelnie gładkie o śmiertelnie ostrych krawędziach, a ich delikatna twardość będzie stawiać opór przy mocniejszym nacisku. Smak aury jest wyraźnie gorzki i miesza się z przyjemną pikanterią. Całość jest lepka, dlatego przez dłuższy czas pozostawia po sobie posmak w ustach.
Wygląd: Owalna twarz o prostych rysach nie wyróżniałaby się niczym szczególnym, gdyby nie zamieszkujące ją duże oczy w kształcie migdałów. Chociaż tęczówki są przede wszystkim intensywnie zielone, nie sposób określić ich tylko tym jednym kolorem, jako że upstrzone są złotymi i brązowymi plamkami, nadając spojrzeniu dziewczyny uroku i magii, a czarna oprawa w postaci długich rzęs ... (Więcej)

Postprzez Lucien » Wt mar 19, 2019 10:53 pm

        Gwar uderzył strudzonych podróżnych z wręcz obezwładniającą siłą. A tłok jaki ich otoczył, przypominał pszczeli rój. Patrząc po ilość obecnych należało liczyć się z brakiem wolnych pokoi podobnie jak z brakiem miejsca w stajni. Demon nie miał jeszcze koncepcji co w razie podobnego problemu mogliby uczynić, ale należało przynajmniej spróbować i zapytać. Noc już zaległa na dobre. Rakel ledwie stała na nogach. Nie sprawdzić zniechęcając się tłokiem będąc już na miejscu byłoby dość lekkomyślne. Na podobne wybrzydzanie można było sobie pozwolić w znacznie lżejszych okolicznościach, nie w tym momencie.
        Czując dotyk dziewczyny, wziął w dłoń jej szczupłą rękę i ułożył na swoim przedramieniu w pewniejszej pozycji, jakby przemierzyć mieli balową salę nie zaś zatłoczoną karczemną izbę. Wystarczyło to by nie dać się rozdzielić tłumowi i dzielnie przebrnąć do kontuaru.
Z decyzją nie zwlekał, gdy gospodyni nawet nie kryła ponaglania. Za nimi kolejny potencjalny gość gotów był wziąć pokój bez zbędnego zastanawiania się. Chociaż więc Lucien podłapał kątem oka niepewne spojrzenie dziewczyny, nie dał jej pola do wątpliwości i zgodził się na oferowany pokój.
        Brunet odebrał klucz i poprowadził brunetkę po schodach wprost do pokoju, a po drodze każdemu napotkanemu, który zachęcał ich do wspólnej zabawy odmawiał grzecznie ale stanowczo, nie dając pola do dalszych nagabywań. Pokój znajdował się w końcu korytarza, tuż nad gwarną salą. Średnia lokalizacja, ale zawsze lepsza niż nocleg pod chmurką.
Po dżentelmeńsku otworzył drzwi przed brunetką, wpuszczając ją przodem. Jak już znaleźli się wewnątrz, przekręcił zamek od środka i zostawił w nim klucz. Nie planował więzić dziewczyny, a jedynie ochronić pokój przed potencjalnymi nieproszonymi gośćmi.
        - Rzeczywiście osób starczyłoby na jarmark a nie jedną gospodę - odpowiedział z uśmiechem. Właśnie dowiedział się, że Rakel nie lubiła zbyt dużego tłoku. Jakie było jego zdanie, ciężko powiedzieć, ale było ono bardziej obojętne niż choćby ambiwalentne. Chyba nawet  bywał w podobnych miejscach zbyt rzadko by wyrobić sobie bardziej dobitną opinię. A nawet jeśli gdzieś gościł, to w formie biernego obserwatora, więc podobny szum traktował jako element ludzkiego folkloru, dziś niezbędnego do wypoczynku.
Obojętność była chyba najlepszym określeniem, ale przytaknął przyjmując do wiadomości opinię Czarnulki, nie zwracając uwagi na jej zająknięcie się. Czy faktycznie nie zwracał uwagi na konwenanse, bezczelnie je ignorował czy wręcz bawiła go sytuacja wpędzająca dziewczynę w zakłopotanie nie sposób było ustalić ze spokojnego wyrazu twarzy. Lucien w milczeniu odprowadził Rakel wzrokiem aż do samego okna, i nagle jakby obudziła się w nim skłonność do żartów.
        - Wiem - przytaknął zbrojmistrzyni z zaczepnym błyskiem w oczach.
        - A zmęczona śpisz jak zabita, więc nawet jakbym ja chrapał to pewnie i tak nie wstaniesz - dodał wesoło.

        Zostawiony samemu sobie rozciągnął się na kocu przykrywającym pościel, nogi pozostawiając na ziemi. Nawet jemu przydało się rozprostowanie kręgosłupa, ale nie chciał zabrudzić świeżych (przynajmniej miał taką nadzieję) piernatów.
Gdy Rakel wróciła przewrócił się na bok by móc patrzeć na dziewczynę.
        - Oczywiście, że centaury istnieją. W większości unikają ludzi i żyją w swoich klanach z dala od cywilizacji. Trzeba być nie lada szczęściarzem by takiego spotkać na normalnym szlaku, albo niezłym wagabundą by dostać się w tak niedostępne miejsce i jeszcze ujść bez uszczerbku na zdrowiu. Niektóre z centaurów tylko unikają dwónogich, inne wciąż toczą swoją cichą chociaż już niemal wygasłą wojnę - opowiadał widząc jak dziewczyna walczy ze snem.
        - Wyobraź sobie, że jednorożce też są prawdziwe, nawet jednego widziałem na własne oczy. - Lucien pominął fakt, że zwierzę było pojmane i złamane, i poza ogólnym wyglądem w niczym nie przypominało mitycznego stworzenia z legend. Demon snuł swoją opowieść równym, monotonnym głosem, opisując jednorożca z pominięciem niewygodnych faktów, czekając aż powieki Rakel opadną na dobre.
        Gdy oddech brunetki stał się równy i spokojny, delikatnie, starając się dziewczyny nie obudzić odgarnął jeden z kosmków opadający jej na twarz, po czym ostrożnie, tak aby nie zdradziło go poruszenie materaca Lucien nachylił się i pocałował skroń Czarnulki.
Potem poszedł sam wziąć kąpiel. Nie spieszył się. Po całym dniu drogi, miło było zmyć z siebie kurz traktów. Może nie w takim stopniu jak zbrojmistrzynię, ale zmęczenie dopadło i jego, więc Lucien przymknął oczy i relaksował się aż woda zaczęła stygnąć.
        Wracając zastał wciąż niewinnie śpiącą dziewczynę. Równie ostrożnie jak opuszczał łóżko, wrócił na materac. Mokre włosy opadały na plecy demona i poduszkę. Koszula przylgnęła nieco zbyt mocno do nie do końca wysuszonej skóry, czyli Lucien wyglądał wciąż pasując do własnych standardów, zupełnie jakby ktoś wyrwał go nagle z pieleszy albo zmusił arystokratę do ubierania się na prędce zaskakując go jakąś sprawą nie cierpiącą zwłoki. Prezentował się dokładnie tak jak szlachcic raczej nie powinien i tylko dlatego, że nie bywał typowo rozczochrany, plasował się w kategorii nonszalancji i lekkiego rozkapryszenia nie zaś typowego niechlujstwa.
Początkowo położył się na plecach, krzyżując ręce pod głową, ale po chwili obrócił się na bok a półprzymknięte zielone oczy obserwowały śpiącą zbrojmistrzynię do świtu, z niewielkimi przerwami gdy powieki demona całkiem przesłaniały źrenice.
Avatar użytkownika
Lucien
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Nemorianin
Aura: Stabilizacją, jaką jest w stanie podarować ci ta emanacja, jest naprawdę dobrze przemyślaną konstrukcją. Na srebrnym i bardzo ostrym szkielecie utrzymują się różnorodne skrawki barw, które stopniowo zmieniają swoją tonację. Odnosi się wrażenie, że w aurze gnieżdżą się dwa odrębne obrazy. Intensywny i dystansujący kobalt oraz ciepła rzeka miedzi. W odczuciu niesłusznie odbiera się ją jako chłodną, gdy czytelnik dostrzeże obsydianową poświatę o różnej gęstości. Czasem bowiem uwypukla się jej grubszy rejon pod naporem zgromadzonej barwy, a czasem mlecznie rozpływa na boki, jakby rozcieńczona była w nieokreślonym specyfiku o dziwnych zapachu. Drażni płatki nosa, lecz woni nie można określić mianem przyjemnym czy rozpraszającym, a zauważalnym. Wprawia zakłopotanie początkową ciszą, a wzrastające stopniowo nietypowe dźwięki mogą niepokoić, jednak docierając na koniec korytarza widać ciepły płomień ogniska, który trzaska łamiącymi się gałązkami. Każda cecha tworzy gładką całość, od której nie można oderwać palców. Dodatkowo utrudnia przerwanie kontaktu swoją lepkością, ale pod tą osłoną kryję się bardzo twarda powierzchnia. Ugina się przy delikatnym ucisku i nagle ucieka głębokimi łukami, gdy czytelnik rozdrażni ją swoją nachalnością. Kosztując emanację nie można spodziewać się wybitnego zaskoczenia, ale łagodność stanowi nieodrębny obraz aury, chociaż jest bardzo gorzka. Tylko wyczulony język będzie w stanie wykryć kwaśną tajemnicę…
Wygląd: Asmodeus to wysoki mężczyzna, mierzący 192 cm. Smukła budowa może wydać się słabowitą i niepozorną, a wielu mężczyzn pewnie określiło by ją jako lekko zniewieściałą. Nic bardziej mylnego. Tylko dlatego, że nie jest zwalistym osiłkiem nie znaczy, że brakuje mu muskulatury. Lu nie jest wydelikatniałym słabeuszem, a pod gładką, alabastrową skórą, kryją się twarde jak ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Opuszczone Królestwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron