Zbójnicy w oazie


Tajemnicze strzelające w niebo białe obeliski otaczają portal w którym za pomocą zaklęć i tajemnych mocy można przenieść się w przeszłość... i przyszłość.

Postprzez Lentir » Pt paź 07, 2011 5:44 pm

Przybyli z Valladonu bez żadnych przeszkód do Oazy Fata Morgana. Zabawna nazwa, a wzięła się stąd, że wędrowcy przemierzając pustynię natknęli się na oazę. Tak piękną jak marzenie. Znaleźli tam niewielkie jezioro i jaskinię. Rosły tutaj drzewa, były zwierzęta. Powierzchnia oazy zajmowała około dwóch i pół pługa. Zabawne było, to że owi wędrowcy to pradziadkowie Lentira, już nie żyją. Dziwne jest, że piach nie zasypał oazy.

Właśnie dotarli na miejsce. Oaza zmieniła się, było znacznie więcej drzew niż ostatnio.
- "Można by tutaj urządzić osadę i to jest myśl."
Odszukał jaskinię pradziadków. Wejście do jaskini było widoczne. Zejście do jaskini prowadziło w dół. Grota była szeroka na cztery sznury i mierzyła sobie ponad jedenaście sznurów wysokości.
- "Mieściłaby się tutaj większa ilość osób z mojej gromady."
Wyszedł z jaskini do swoich ludzi.
- Uwaga, plany są następujące. Budujemy osadę zbójecką, ścinamy drzewa, budujemy drewniane ogrodzenie, chaty i rozbijamy namioty, i wszystko co z tym związane - powiedział.
Wszyscy ruszyli do pracy, wzięli siekiery i potrzebne narzędzia. Lentir pomagał przy rozbijaniu namiotów i ścinaniu drzew.
- Jeszcze jedna uwaga!Nie ścinajcie zbyt dużo drzew. Oaza ma nie ucierpieć na tym - powiedział.
- Nahazor, ty pojedziesz po krzaki pustynne potrzebne na ognisko. - Skierował swoje słowa do jednego ze swoich ludzi.
Praca w obozie wrzała, każdy pomagał jak umiał.
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Lentir » Pn paź 10, 2011 6:00 pm

Po rozbiciu obozu zbójeckiego i zorganizowaniu się w poszczególne grupy zbójeckie Lentir z wojskiem napadał na karawany wiozące cenne rzeczy. Najczęściej zdarzali się handlarze materiałem i łowcy w niewolników.
Najrzadziej poszukiwacze złota i srebra. Na początku szło łatwo kupcy nie mieli strażników karawan. Nie spodziewali się na pustyniach napadu zbójów. Z biegiem czasu karawany były lepiej strzeżone.
Najgorzej pilnowane były karawany z niewolnikami. Po zdobyciu takowej karawany oddzielało się mężczyzn i ich żony wraz z dziećmi. Tych wypuszczano. Rzadko się zdarzało, żeby młode i piękne dziewczyny były sprzedawane.
Najczęściej zatrzymywał je Lentir u siebie lub dawał swoim ludziom jako niewolnice. Z biegiem czasu niewolnic przybywało. Postanowiono zbudować dla nich loch z kamienia. Po zbudowaniu lochów zrobiono około 1000 kajdanów przykutych do kamieni.
Mimo iż niewolnic w całym obozie było 100. To 1000 zrobiło się na zapas. Czasem, gdy się poszczęściło zdobywano złoto, srebro, klejnoty i inne cenne rzeczy. Obóz zbójecki z biegiem czasu się rozrastał.
Można go było też spokojnie nazwać wsią zbójecką.
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Vergill » Pt paź 14, 2011 8:33 am

    Vergill jak i jego towarzysz przez swoją beztroskę i nieuwagę trafili na pustynie. jakby tego było mało to jeszcze w pobliżu znajdował się obóz bandytów, ale tego akurat nie wiedzieli. Tak czy inaczej już nie tak żwawo jak wcześniej przemierzali piaski. Sam czarnowłosy nie był w zbyt dobrym humorze.


- Cholera Himmaeg, jak my tu trafiliśmy ?! Przecież jeszcze przed chwilą byliśmy na wielkiej równinie, a teraz wydaje się że jesteśmy na środku pustyni. Jak my to zrobiliśmy ? - wołał głośno, oczywiście nie miał pretensji do swojego konia, a raczej do siebie, ale musiał trochę ponarzekać. - A właśnie, pewnie jest ci ciężko nieść mnie po takim piasku co nie ? Już schodzę, odciążę cię. - dodał poklepując zwierze po szyi, od razu zrobił to co powiedział.
- No dobra, a teraz na poważnie. Niby mamy zapas wody na jakiś czas, ale nie starczy to na wieczność i musimy znaleźć jakieś źródło wody, najlepiej jakąś wioskę czy coś i tam dowiedzieć się jak wydostać się z tej pustyni.
Mówiąc to mężczyzna sięgał po coś do plecaka. Bukłak z wodą wyciągnął trzymając go w jednej dłoni, ale nadal grzebał za czymś w swojej torbie. Zaraz po tym okazało się, że tym razem szukał miski. Nalał do niej wody i dał się napić Himmaeg'owi. Widać było, że dba o swego pupila. Niestety nie mógł całkiem napoić swojego towarzysza, bo są w trudnej sytuacji. Sam również wziął tylko dwa łyki płynu dającego życie po czym wszystko schował z powrotem do swego podróżnego worka.
No i szli dalej, aby odnaleźć jakąś osadę...
Avatar użytkownika
Vergill
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętna aura o żelazno-cynowej barwie i obsydianowej poświacie. Słychać wokół niej harmonijną przechodzącą z jednego tonu w drugi. Wydziela lekki zapach lasu i lilii. W dotyku jest twarda, trochę ostra, oraz giętka, zaś w smaku nieco lepka, słona, ostra, kwaśna i gorzka.
Wygląd: Jeśli chodzi o wygląd to Vergill nie jest osobą specjalnie wyróżniającą się wśród tłumu. Jest to dość wysoki na człowieka, bo mierzący niespełna 190
centymetrów wzrostu młody mężczyzną. Na uwagę zasługują jego mięśnie i nie chodzi tu tylko o górne partie ciała. Nie chodzi o to, że są one jakieś
imponująco wielkie, a o to jak dobrze są wyrzeźbione. Od ...
(Więcej)

Postprzez Lentir » Pt paź 14, 2011 12:12 pm

Zapadała powoli noc. Zaczęło robić się zimno.  Pustynie jednak to dziwne wytwory, w dzień gorąco, a w noc zimno. - pomyślał
Ogrzewali się przy ognisku, gdy w nagłym momencie zabrzmiał róg ostrzegawczy. Wszyscy chwycili za broń. Okazało się, że jakaś osoba zbliżała się do obozowiska. Lentir wybrał paru wojowników dobrych w walce.
-Na koń i otworzyć bramę. Po naszym wyjeździe zamknąć bramę -wydał komendę.
-Ja pierwszy podjadę wy dołączycie, gdy będę miał kłopoty - powiedział.
Przybliżali się do nieznajomego. Na handlarza nie wyglądał. Prowadził konia obok siebie.
Jaki on musie być silny co niemienia faktu że i tak dam mu radę. - pomyślał. Lentir zbliżył się samemu do osobnika jego towarzysze czekali w ukryciu na rozwój wydarzeń.
-Nie wiem jak się nazywasz, ale za przejście tutaj jest pobierana opłata. Ten teren należy do mnie. - powiedział do nieznajomego.
Ostatnio edytowano Pt paź 14, 2011 2:17 pm przez Lentir, łącznie edytowano 1 raz
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Vergill » Pt paź 14, 2011 1:41 pm

Kiedy rozbrzmiał donośny dźwięk rogu czarnowłosy wzmorzył swoją czujność. Po pierwsze oznaczało to, że w pobliżu znajdują się ludzie, albo inne istoty myślące, ale z drugiej strony róg zazwyczaj jest używany jako sygnał nadchodzącego zagrożenia. Pytanie brzmi czy właśnie on został uznany za zagrożenie ?
Tak jak się spodziewał niedługo potem ujrzał grupę ludzi, przynajmniej tak mu się wydawało gdy zza jednej z wydm wyłoniła się nagle grupa jeźdźców. Nie wyglądali na zwykłych ludzi i przyjacielskich zamiarów chyba także nie mieli, więc co ? Bandyci. (no, ale jeśli mieli się gdzie ukryć to ich nie widziałem.)
Niedługo Vergill musiał czekać na odpowiedzieć co do tego pytania.
- Czyli jednak bandyci. - skomentował sobie lekko, wyglądało to jakby powiedział to do swego konia zupełnie olewając nieznajomego. W końcu jednak zwrócił uwagę na bandytę. On podobnie jak Vergill był dość postawny i wydawał się mocny, ale tym razem źle trafił.
- Ten teren należy do ciebie tak ? - powtórzył kąśliwie słowa nieznajomego uśmiechając się złośliwie.
- Wiesz nawet opłaciłbym ci mój przejazd, tak dal świętego spokoju, ale widzisz... to kłuć się z moimi przekonaniami i nie mogę tego zrobić, prawda Himmaeg ? - rzekł poklepując konia po szyi wciąż mając ten złośliwy wyraz twarzy.

- Więc, co teraz zamierzasz, drogi panie ? - oczywiście zwracając się do owego mężczyzny Vergill przeciągnął ostatnią część swojej wypowiedzi, chcąc w ten sposób po prostu wyprowadzić z równowagi mężczyznę, z którym zapewne za chwilę przyjdzie mu walczyć. Już chwycił za rękojeść swojej broni, by móc w razie czego w miarę szybko zareagować.
Ostatnio edytowano Pt paź 14, 2011 6:51 pm przez Vergill, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Vergill
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętna aura o żelazno-cynowej barwie i obsydianowej poświacie. Słychać wokół niej harmonijną przechodzącą z jednego tonu w drugi. Wydziela lekki zapach lasu i lilii. W dotyku jest twarda, trochę ostra, oraz giętka, zaś w smaku nieco lepka, słona, ostra, kwaśna i gorzka.
Wygląd: Jeśli chodzi o wygląd to Vergill nie jest osobą specjalnie wyróżniającą się wśród tłumu. Jest to dość wysoki na człowieka, bo mierzący niespełna 190
centymetrów wzrostu młody mężczyzną. Na uwagę zasługują jego mięśnie i nie chodzi tu tylko o górne partie ciała. Nie chodzi o to, że są one jakieś
imponująco wielkie, a o to jak dobrze są wyrzeźbione. Od ...
(Więcej)

Postprzez Lentir » Pt paź 14, 2011 2:41 pm

-Zamierzam zmusić cie do zapłacenia na pewno masz czym. I jeszcze jedno odradzam wyciągać miecz.-powiedział.
Nieznajomy nie posłuchał wyciągnął błyskawicznym ruchem miecz i już pędził w stronę bohatera. Lentir też był równie szybki. Nie wyciągając broni skierował swoja dłoń na podłoże gdzie stał napastnik. Użył magi chaosu i pod nieznajomym zapadła się ziemia. Zapadł się po pas w dziurę piachu. Lentir zeskoczył z konia. Podszedł do napastnika na bezpieczny dystans. I zaczął rozmowę:
-Mówiłem ci abyś nie wyciągał miecza szczeniaku. Mam więcej lat niż ty. W ogóle dobrze ci radze zapłać.
Przerwał swój monolog bowiem musiał zrobić unik przed kopniakiem kopyt jakie wymierzył mu koń nieznajomego. Lentir znów użył magi chaosu tym razem koń zapadł się  w piach.
-Masz jeszcze jakieś sztuczki w zanadrzu?-spytał z bezczelnym uśmieszkiem na twarzy.
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Vergill » Pt paź 14, 2011 6:20 pm

Mimo, że Vergill nie podjął żadnych agresywnych akcji został zaatakowany przez nieznajomego bandytę magią. Dał się zaskoczyć i zapadł się po pas piaskach. Ruszyć się za bardzo nie mógł. Jeśli chodzi o konia to nie został zaatakowany, bo nic nie robił, nic poza staniem.

- Taa mówiłeś coś takiego... - odpowiedział kąśliwie po czym dodał, ale już nie na głos No i ja niczego nie zrobiłem, ale mniejsza z tym. - No cóż czarnowłosy był raczej w kiepskiej pozycji, ale czy tracił pewność siebie ? Ależ skąd, nadal swym pyszałkowatym spojrzeniem mierzył swego wroga, bo tak już mógł nazwać ową osobę. Oczywistym jest, że nie gapił się na niego tak po prostu, obserwując go analizował swoją sytuację, zastanawiał się jak wyjść z tego piachu. Tak, samo wydostanie się z tego nie powinno być takie trudne, gorzej że jego magia działa tak szybko. Więc nawet jeśli się wydostane to może mnie on znów złapać, ale nie ma się co przejmować na zapas.  Martwić się tym będę kiedy to się stanie... - ani na moment Vergill się nie skrzywił, wciąż spoglądając w oczy przeciwnika. Już wiedział co zrobić, czy się uda ? Przekonamy się, ale spróbować warto, to lepsze niż siedzieć bezruchu w tych piaskach.
No i przekonany, że jego plan zadziała Vergill w pewnym momencie gwizdnął błyskawicznie łapiąc się pasa, którym umocowane było siodło Himmaeg'a, koń w tym czasie ruszył nagle. Wydawało się, że nie da rady i sam się zakopie, ale porządnie zaparł kopyta i wyrwał siebie jak i swego pana z piasku. Wyraz twarzy czarnowłosego wydawał się jeszcze pewniejszy kiedy już stanął na piasku.
- Dzięki przyjacielu, bez ciebie nie dąłbym rady, ale teraz lepiej oddal się od nas. - powiedział do konia, ale wciąż był zwrócony do bandyty. Koń oczywiście posłuchał i oddalił się. Teraz Vergill mógł całkowicie skupić się przeciwniku. Uważnie obserwował jego każdy nawet najmniejszy ruch, aby w razie czego móc uniknąć kolejnych magicznych pułapek.Sam w międzyczasie sięgnął po swój krótki łuk i naciągnął jedną strzałę napinając cięciwę do granic możliwości, oczywiście strzała była skierowana w bandytę, ale mężczyzna wciąż swym mocnym uściskiem trzymał strzałę, aby nie poleciała w kierunku wroga, czekał na odpowiedni moment.
Była też inna możliwość, raczej mało prawdopodobna i prawdą jest, że niezbyt podobająca się Vergill'owi, ale chyba w obecnej sytuacji najodpowiedniejsza.
- Odpuść, ty nie dostaniesz złota za mnie, a ja nie będę chciał się zemścić za to, że mnie zaatakowałeś.Obaj nie dostaniemy tego co chcemy więc to chyba uczciwe... - składając ową propozycję mężczyzna pierwszy raz miał poważny wyraz twarzy, bez cwaniackiego uśmiechu, jego glos również nie był cyniczny jak wcześniej, ale śmiertelnie poważny.
Jednak nadal Vergill nie wierzył, że bandyta pójdzie na ten układ więc nie tracił czujności, gotów był w każdej chwili odskoczyć jeśli cokolwiek się wydarzy, oraz w rewanżu posłać strzałę w serce swego przeciwnika. To co się stanie teraz zleży przede wszystkim od bandyty.
Avatar użytkownika
Vergill
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętna aura o żelazno-cynowej barwie i obsydianowej poświacie. Słychać wokół niej harmonijną przechodzącą z jednego tonu w drugi. Wydziela lekki zapach lasu i lilii. W dotyku jest twarda, trochę ostra, oraz giętka, zaś w smaku nieco lepka, słona, ostra, kwaśna i gorzka.
Wygląd: Jeśli chodzi o wygląd to Vergill nie jest osobą specjalnie wyróżniającą się wśród tłumu. Jest to dość wysoki na człowieka, bo mierzący niespełna 190
centymetrów wzrostu młody mężczyzną. Na uwagę zasługują jego mięśnie i nie chodzi tu tylko o górne partie ciała. Nie chodzi o to, że są one jakieś
imponująco wielkie, a o to jak dobrze są wyrzeźbione. Od ...
(Więcej)

Postprzez Lentir » So paź 15, 2011 12:01 am

Był zaskoczony takim obrotem sytuacji. Człowiek i koń zagrzebani w piasku tak po prostu się wydostają. Tym bardziej stwarzał realne zagrożenie dla Lentira. Stał przy nim z łukiem, wycelowaną strzałą prosto w niego. Nie miał wyjścia musiał użyć zmiany struktur.
Wykonał znak krzyża ręką na czole i zmienił swoją strukturę. Był teraz nie materialny czyli nic nie mogło go zranić. Miał takie właściwości jak duch. Tylko nie mógł opętać jakiekolwiek osobnika. Za to mógł przenikać przez ściany i inne przedmioty materialne, mógł walczyć swoimi szablami. Mogły go jedynie zranić miecze ze specjalnie wykutej stali.
-Co ty na to twój łuk jest bezużyteczny na mnie - powiedział.
Lentir wydał z siebie dźwięk coś na kształt gwizdu. Jego koń Tornado bezpiecznie się oddalił. On sam bacznie obserwował napastnika.
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Vergill » So paź 15, 2011 8:01 am

- Jak duch powiadasz ? Nic cię nie ruszy ? - powtórzył złowrogo się uśmiechając. Czyżby w jego glosie była także arogancka nuta oraz pewność siebie ? Nic sobie nie robił z pogróżek przeciwnika, który mówił, że nie jest w stanie mu nic zrobić. Czyżby mężczyzna o kruczoczarnych włosach nie rozumiał niczego co się do niego mówi ?
Tak czy inaczej schował strzałę podobnie z resztą jak i łuk. Czy to oznacza, że mężczyzna się poddał ? Nie ! On nawet o tym nie myślał złapał za rękojeść swojego wielkiego miecza. Ściągnął go z pleców jednym płynnym ruchem, a z jego twarzy uśmieszek nadal nie znikał. Wyglądał z nim epicko, wielki facet trzymający ogromny miecz, niemal tak duży jak on sam. Zapewne robiło to wrażenie, na ludziach, ale czy jego przeciwnika jest człowiekiem ? Młody najemnik nie był tego pewny.
Wtem nagle ruszył na swojego przeciwnika, który całkowicie pewny swej nietykalności nawet się nie ruszył kiedy Vergill robiąc pokaźny zamach skierował swe mocarne, ale jednocześnie i szybkie cięcie na nogi bandyty. Ten zapewne przekonany, że jest całkowicie bezpieczny nawet się nie ruszył, jakże się zdziwił kiedy został pozbawiony nóg powyżej kolan obficie przy tym krwawiąc. Powinien być w szoku po tym co się stało. Jak on to zrobił ? To niemożliwe Vergill podejrzewał, że właśnie takie myśli krążą teraz po głowie tego nieszczęsnego bandyty. Ale na tym nie koniec, oj nie nie. Zaraz po tym posłał kolejne cięcie, tym razem na prawą rękę przeciwnika z zamiarem pozbawienia go tej kończyny tuż przy ramieniu, podobnie zrobił chwile później i z drugą ręką.
- No i co powiesz teraz spryciarzu ? Nadal masz coś ciekawego do powiedzenia ? - łatwo się domyśleć, że jego ton był arogancki zupełnie lekceważący przeciwnika, podobnie z resztą jak wyraz jego twarzy. Przyłożył miecz do gardła bezradnego przeciwnika, a raczej bezradnego fizycznie, bo znał magię i dlatego dla bezpieczeństwa przyłożył mu ostrze do gardła, które mu w nie wbije jeśli tylko bandyta zacznie wykonywać podejrzane ruchy akcje.

Jednak jest też możliwość, że bandyta mimo iż KOMPLETNIE nie spodziewał się, że atak Vergill'a go dosięgnie zrobił unik. Wtedy czarnowłosy nie zatrzymuje się patrząc na swego przeciwnika. Podąża za nim, ale w takim wypadku kiedy znów atakuje swego przeciwnika nie bawi się w pozbawianie go kończyn, chce po prostu go wykończyć, gdyż uważa go za zbyt niebezpiecznego. Każde jego cięcie jest skierowane na klatkę piersiową bądź plecy bandyty i jeśli trafi choć raz walka powinna być zakończona.

Vergill nie jest też jakimś barbarzyńcą myślącym tylko o ataku, jest wytrawnym wojownikiem, który potrafi walczyć. Jeśli przeciwnik wysyła na niego kontrę on stara się jej uniknąć, a na magiczne sztuczki przeciwnika jak te ruchome piaski po prostu oddala się od ich centrum. Nie może sobie pozwolić na wpadnięcie w nie i to jest najważniejsze.
Avatar użytkownika
Vergill
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętna aura o żelazno-cynowej barwie i obsydianowej poświacie. Słychać wokół niej harmonijną przechodzącą z jednego tonu w drugi. Wydziela lekki zapach lasu i lilii. W dotyku jest twarda, trochę ostra, oraz giętka, zaś w smaku nieco lepka, słona, ostra, kwaśna i gorzka.
Wygląd: Jeśli chodzi o wygląd to Vergill nie jest osobą specjalnie wyróżniającą się wśród tłumu. Jest to dość wysoki na człowieka, bo mierzący niespełna 190
centymetrów wzrostu młody mężczyzną. Na uwagę zasługują jego mięśnie i nie chodzi tu tylko o górne partie ciała. Nie chodzi o to, że są one jakieś
imponująco wielkie, a o to jak dobrze są wyrzeźbione. Od ...
(Więcej)

Postprzez Lentir » So paź 15, 2011 9:13 am

Był zaskoczony, że został pozbawiony nóg. Nagle naszła go ochota na śmianie się.
-Ty myślisz, że tak łatwo się mnie pozbyłeś - mówiąc to śmiał się. Jako duch mógł przenikać przez przedmioty. Uciekł swojemu oprawcy. Przenikając przez piasek po to aby wyłonić się z drugiej strony. Części ciała duchom przyłączały się do reszty ciała. Tak i nogi i kawałki skóry przyłączyły się do niego. Użył zamiany struktur i znowu miał materialne ciało.
 Wyciągnął butelkę i pociągnął duży łyk. Było w niej coś mocniejszego niż alkohol mianowicie gran napój, który przyrządzało się w rodzinie Lentira od pokoleń. Rzucił pusta butelką w przeciwnika. Naczynie ominęło go o parę centymetr nie robiąc mu krzywdy.  Na to czekał bohater. Przeciwnik wyglądał na zdziwionego. Lentir wyciągnął daw toporki do rzucania ze swojego pasa. I rzucił w jego głowę centralnie.
Podczas, gdy toporki były w locie on wyciągnął swoje szable i natarł na przeciwnika. Toporki na nieszczęście bohatera trafiły napastnika tępą stroną w głowę. On powalił przeciwnika na ziemię poprzez podcięcie mu jednej nogi szablą.Wróg przewrócił się. Jednak nie okładał go nogami wiedział bowiem, że leżącego się nie kopie odsunął się na bezpieczną odległość podnosząc przy okazji swoje toporki. Wymierzył je znowu w niego.
-Jesteś dobry w walce, a szkoda takich zabijać. Zapraszam cię więc do mnie na nocleg. Nie wiem czy skorzystasz, ale ja się zbieram .
Dał znak ręką za pagórka wyjechało paru jeźdźców. Przyprowadzili mu konia wskoczył na siodło.
-To jak jedziesz? - zapytał
Kazał swoim ludziom mieć go na oku aby in nie sprawił jakiejś przykrej niespodzianki.
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Vergill » So paź 15, 2011 9:44 am

Wysoki czarnowłosy facet wstał po tym jak został powalony na ziemię. Widać było, że nie jest z takiego obrotu spraw zbyt zadowolony, ale udało mu się opanować i nie rzucić się na przeciwnika. Jego pochwalne słowa nie zrobiły na Vergill'u żadnego wrażenia, co z resztą musiał okazać
- Pewnie, że jestem dobry w walce. I nie uważaj się za zwycięzce tej potyczki, jeszcze wszystko mogło się zdarzyć. - odpowiedział zadziornie, taki już ma nieprzyjemny charakter. Jednak puki jego przeciwnik nie odłożył swojej broni i on   tego nie zrobił, co tu dużo mówić - nie ufał mu ot dlaczego, ale to chyba nie dziwne.

- Przystanę na twoją propozycję... - powiedział surowo, podejrzliwie jednocześnie zerkając na bandytę. Czy on coś planuje ? Czemu najpierw mnie napada, a potem zaprasza ? Nie ufam mu... - skomentował w swojej głowie zachowanie nieznajomego.
Po tym gwizdnął donośnie i zaraz przy nim pojawił się jego wierny towarzysz. Wskoczył na niego ostrożnie i jeśli przeciwnik schował swoją broń i on umieścił swoje ostrze na plecach.

Pokierował swego konia, aby powoli ruszył za bandytom, ale sam starał się jechać bardziej z tyłu, aby mieć wszystkich rzezimieszków na oku.
Wiadomo, żeby nie dostał noża w plecy musiał być ostrożny, tym bardziej w takim towarzystwie. Można by zapytać dlaczego więc się zgodził ? A dlatego, że samotna noc na pustyni była by bardziej niebezpieczna ze względu na różnego rodzaju potwory, a tutaj mógł się spodziewać jedynie ataku ludzi. Tak to była bardziej optymistyczna wizja niż atak jakiegoś gigantycznego skorpiona podczas snu.
Tak czy inaczej udał się z bandytami do ich obozu.
Avatar użytkownika
Vergill
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętna aura o żelazno-cynowej barwie i obsydianowej poświacie. Słychać wokół niej harmonijną przechodzącą z jednego tonu w drugi. Wydziela lekki zapach lasu i lilii. W dotyku jest twarda, trochę ostra, oraz giętka, zaś w smaku nieco lepka, słona, ostra, kwaśna i gorzka.
Wygląd: Jeśli chodzi o wygląd to Vergill nie jest osobą specjalnie wyróżniającą się wśród tłumu. Jest to dość wysoki na człowieka, bo mierzący niespełna 190
centymetrów wzrostu młody mężczyzną. Na uwagę zasługują jego mięśnie i nie chodzi tu tylko o górne partie ciała. Nie chodzi o to, że są one jakieś
imponująco wielkie, a o to jak dobrze są wyrzeźbione. Od ...
(Więcej)

Postprzez Midnight » So paź 15, 2011 11:20 am

Nawet nie zauważyła, kiedy po wielu dniach lotu znalazła się na pustyni. Neiro był wyczerpany, toteż pozwoliła mu wylądować. Popatrzył na nią złośliwie kątem oka i po prostu wpadł w piasek z rumorem.
-Co robisz?!-krzyknęła, gdy już jako tako wypluła to co zwykle na pustyniach się gromadzi.
Neiro tylko prychnął z pogardą i wstał otrzepując się z sypkiej ziemi. Midnight zaklęła pod nosem i poszła na piechotę, w bliżej nieokreślonym kierunku. Koszmar stał i patrzył się jak odchodzi.
-Idziesz?!-ryknęła w jego stronę.
Zarżał cicho i stępem podążył za nią. Schowal skrzydła, na wszelki wypadek, gdyby spotkali jakieś ślady cywilizacji. Po chwili dogonił ją kłusem i wygrzebał z torby kawałek mięsa. Midnight nie zwróciła na to uwagi. I tak by sama mu dała, bo przez tę podróż schudł całkiem nieźle. Można policzyć żebra na jego brzuchu. Po kilku godzinach wyczerpującego marszu, Midnight stanęła jak wryta przed obozowiskiem bandytów.
-Cywilizacja, tak?!-krzyczała, kopiąc w bramę.-Już nawet spokojnie do oazy dotrzeć nie można! Człek głodny, może by znalazł jakie drewno, upiekł by mięso, ale nie! Trzeba odgrodzić zacisze od świata!
Sama była glodna i wychudzona, ale nie chciała jeść surowego mięsa, a poza tym Neiro też by nie miał co jeść.
Where do you keep your pet werewolf?
In a were house.
Avatar użytkownika
Midnight
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Demon: Przemieniony
Aura: Cynowo srebrna aura o sile nieco większej niż przeciętna, roztaczająca szmaragdową poświatę. Wokół słychać delikatny i cichy śmiech dzieci, który momentami zostaję zagłuszony przez dziwne nienaturalne głosy, stale zmieniające natężenie. W pobliżu aury można wyczuć zapach kadzideł, pergaminów i świec, w dotyku jest lekko twarda, aczkolwiek bardzo giętka i gładka, a jeśli chodzi o smak - czuć ostrą, intensywną słoność i lepkość.
Wygląd: Nie jest krępo zbudowaną kobietą, wręcz chudą, choć nie drobną. Jak na swoją posturę, ma w sobie jednak całkiem sporo siły, prawdopodobnie przez magię pierścienia, która nawet tutaj miała udział. Jej rysy twarzy są dosyć ostre, nawet można pokusić się o stwierdzenie, iż zwierzęce. Posiada ładnie zarysowane w kształt migdałów oczy, które mimo że zmieniają kolor w ... (Więcej)
Uwagi: Midnight ma duże stężenie empatii, nie może patrzeć na cudzą krzywdę, szczególnie jeśli cierpi przy tym przyroda.

Postprzez Lentir » N paź 16, 2011 9:57 am

Lentir odprowadził nieznajomego do namiotu.
-To jest twój namiot i masz tutaj do dyspozycji: hamak, stół i chyba wszystko - powiedział.
Kiedy skończył mówić usłyszał walenie w bramę.Czyżby zapowiadająca się burza piaskowa już się zaczęła. - pomyślał.
-Otworzyć bramę-rozkazał. Po otworzeniu bramy zobaczył jakąś kobietę i konia. Co oni tutaj robią? Po prostu wędrówka ludów - jęknął w myślach. Podszedł bliżej do kobiety i jej konia.
Proszę wejdź -oznajmił.
-Jeśli zamierzasz robić tutaj burdy to idź z tym gdzie indziej nie mamy na to czasu nadchodzi tutaj burza piaskowa - powiedział.
-Ciekawe czego chce? Zapewne wody i wypoczynku - powiedział.
Grzechem nie jest upaść. Grzechem jest upaść i się nie podnieść.
Avatar użytkownika
Lentir
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Chors,
Rasa: Nemoraianin
Aura: Aura o przeciętnej sile oraz barwie cyny i żelaza. Bije od niej topazowa poświata. Wokół niej słychać kakofonię dźwięków i głosów, to pojawiających się, to znikających, jak również agonalne krzyki i rumor głazów, w tle zaś rozbrzmiewa spokojna, głęboka melodia. Wydziela zapach, którego nie da się porównać z żadnym innym. W dotyku jest twarda, gładka i ostra a w smaku pikantna.
Wygląd: Wysoka osoba mająca dwa metry wzrostu. Ma czarne włosy, urodę jak poświata księżyca. Oczy zielone, charakterystyczne dla jego rasy. Jest umięśniony. Włosy ma krótkie, jest wysportowany. Obojętny wyraz twarzy tylko czasami przybiera jakiś wyraz odzwierciedlający emocje. Na palcu serdecznym lewej dłoni nosi złoty pierścień z zielonym szmaragdem. Na plecach ma przewieszoną swoją ... (Więcej)
Uwagi: Zdarza się, że wpada w furię lecz nie powoduje to tego, że rzuca się do samobójczego ataku. Wręcz przeciwnie, zaczyna myśleć bardziej logicznie i szuka, gdzie mógłby ugodzić przeciwnika.

Postprzez Vergill » N paź 16, 2011 10:42 am

- Podejrzliwie miły jak na pustynnego bandytę. - skomentował pod nosem kiedy tamten już wyszedł. Oczywiście wchodząc do namiotu nie zapomniał o swoim wiernym towarzyszu, znów napełnił mu miskę wodą i pozostawił przed namiotem, aby mógł się spokojnie napić.
Po tym już mógł spokojnie wejść do namiotu, ale wciąż był niespokojny i podejrzliwy, ale to nie dziwne biorąc pod uwagę, że został ugoszczony przez bandytów. A nawet pomijając ten fakt to i tak nie ma zaufania do większości ludzi, ale nie tylko ludzi. Największą sympatią darzył elfy, to właśnie do lasu elfów powędrował myślami kładąc się na hamaku. Tak~! ro było przyjemne oderwanie się od rzeczywistości.

Jakieś dudnienie sprawiło, że powrócił do rzeczywistości.
- Już wolałbym wrócić do tego przeklętego lasu niż wałęsać się po tej pustyni, co mnie też podkusiło... - stwierdził krzywiąc się. Zaciekawiony, albo może raczej podejrzliwy co do źródła tego hałasu wstał z hamaku i wyszedł z namiotu. Poszedł ku źródłu tego dziwięku i okazało się, że byłą nim jakaś kobieta dobijająca się do bramy.
- To chyba popularne miejsce. -  powiedział do samego siebie - Może powinni tutaj urządzić jakiś uzdrowisko dla przejezdnych. - zaśmiał się po czym wciąż stojąc między namiotami zaczął się dyskretnie przyglądać nieznajomej.
W jego głowie rodziło się pytanie co też taka kobieta, w dodatku samotna może robić na pustyni.
Avatar użytkownika
Vergill
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Człowiek
Aura: Przeciętna aura o żelazno-cynowej barwie i obsydianowej poświacie. Słychać wokół niej harmonijną przechodzącą z jednego tonu w drugi. Wydziela lekki zapach lasu i lilii. W dotyku jest twarda, trochę ostra, oraz giętka, zaś w smaku nieco lepka, słona, ostra, kwaśna i gorzka.
Wygląd: Jeśli chodzi o wygląd to Vergill nie jest osobą specjalnie wyróżniającą się wśród tłumu. Jest to dość wysoki na człowieka, bo mierzący niespełna 190
centymetrów wzrostu młody mężczyzną. Na uwagę zasługują jego mięśnie i nie chodzi tu tylko o górne partie ciała. Nie chodzi o to, że są one jakieś
imponująco wielkie, a o to jak dobrze są wyrzeźbione. Od ...
(Więcej)

Postprzez Midnight » N paź 16, 2011 12:51 pm

Gdy otworzyli bramę, Midnight właśnie  wymierzała kolejnego kopniaka, toteż upadła na piasek. Neiro skorzystał z zamieszania i kłusem ruszył w stronę wody.
-A cóż robi przyjazny bandyta na pustyni z całą swoją zgrają?-powiedziała z wyraźnym sarkazmem, kiedy już się podniosła.
Szybkim krokiem podążyła za towarzyszem i zaczęła pić wodę. Po chwili, poczuła na sobie wzrok człowieka.
-I czego się gapisz?!-krzyknęła nie odwracając głowy od cennej substancji, której jak na razie było jej brak. Jej oczy cały czas były krwistoczerwone z gniewu. Zapewne szybko to nie minie, a nawet być może utrzyma się cały dzień. Zdjęła ciemny płaszcz, bo zrobiło jej się gorąco. W aktualnym momencie nie obchodziło ją to, że mogli zobaczyć nienaturalne cechy jej wyglądu. Teraz była tak wściekła, że "latało jej to". Usiadła pod cieniem jakiejś palmy i założyła ręce patrząc na zbójecki obóz z niechęcią.
-Doprawdy, nie miał lepszego pomysłu gdzie założyć obóz. Na pustyni.-pomyślała i prychnęła z pogardą, odwracając wzrok na skrzącą się taflę wody.
Where do you keep your pet werewolf?
In a were house.
Avatar użytkownika
Midnight
Błądzący po drugiej stronie
 
Rasa: Demon: Przemieniony
Aura: Cynowo srebrna aura o sile nieco większej niż przeciętna, roztaczająca szmaragdową poświatę. Wokół słychać delikatny i cichy śmiech dzieci, który momentami zostaję zagłuszony przez dziwne nienaturalne głosy, stale zmieniające natężenie. W pobliżu aury można wyczuć zapach kadzideł, pergaminów i świec, w dotyku jest lekko twarda, aczkolwiek bardzo giętka i gładka, a jeśli chodzi o smak - czuć ostrą, intensywną słoność i lepkość.
Wygląd: Nie jest krępo zbudowaną kobietą, wręcz chudą, choć nie drobną. Jak na swoją posturę, ma w sobie jednak całkiem sporo siły, prawdopodobnie przez magię pierścienia, która nawet tutaj miała udział. Jej rysy twarzy są dosyć ostre, nawet można pokusić się o stwierdzenie, iż zwierzęce. Posiada ładnie zarysowane w kształt migdałów oczy, które mimo że zmieniają kolor w ... (Więcej)
Uwagi: Midnight ma duże stężenie empatii, nie może patrzeć na cudzą krzywdę, szczególnie jeśli cierpi przy tym przyroda.

Następna strona

Powrót do Piaski Czasu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron