Ekradon[Niebieski szlak do Ekradonu] - Wycieczka elfich zielarzy.

Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.
Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 25
Rejestracja: 8 miesiące temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [Niebieski szlak do Ekradonu] - Wycieczka elfich zielarz

Post autor: Iaskel » 1 miesiąc temu

A więc, mówiąc oględnie, spotkanie przyjaciół po latach nie przebiegło w najszczęśliwszych okolicznościach. Dopiero z pewnym opóźnieniem do Iaskela dotarło, że Silea też nie radzi sobie najlepiej. Niewiele myśląc wyciągnął w jej kierunku swój talizman.
- Pamiętasz, mówiłem ci, że ten talizman koi nerwy. Skorzystaj, jak chcesz.
Po chwili jednak pomyślał, że może to trochę za mało. Będąc medykiem przyzwyczaił się, że jego rola kończy się na zaaplikowaniu lekarstwa. A Silea nie była przecież jego pacjentką, tylko przyjaciółką.
- Posłuchaj, wiem, że się tym martwisz – powiedział łagodnie – ale zrobiliśmy... znaczy, ty zrobiłaś wszystko, co się dało. A teraz, tak, jak radzisz, ruszymy do Ekradonu i może rzeczywiście się czegoś dowiemy? - Iaskel szczerze w to wątpił, ale tego akurat nie zamierzał mówić. - Chyba nie ma na co czekać, prawda? - zauważył. - Mówiłaś kiedyś, że potrafisz jeździć konno, dobrze pamiętam? Ja się nauczyłem... dzisiaj.
Akurat, usłyszeli od Blanki.
- Okazuje się, że jak wsiądziesz na konia i od razu nie spadniesz, to jest duża szansa, że się jakoś utrzymasz – Iaskel desperacko usiłował żartować. Talizman, który ukoił jego nerwy, nie pozbawił go jednak ponurego nastroju.
- Chyba lepiej będzie, jak pojedziesz na koniu Hessana. My tak dobrze się z Blanką dogadujemy...
Nie.
Kiedy ruszyli w drogę, Iaskel na próżno starał się skupić uwagę na krajobrazie wokół, rozmowie z Sileą czy nawet na utrzymaniu się w siodle, co sprawiło, że parę razy zachybotał się niebezpiecznie. Bycie świadkiem tego, co spotkało Hessana podziałało na niego w nieoczekiwany sposób. Zaczął coś do siebie szeptać, a niektórym ze słów towarzyszył gest. W jednym momencie poruszył ręką w dół, jakby coś uklepywał, a nieduży kawał ziemi usunął się prawie pod samymi kopytami Blanki.
Zwariowałeś? usłyszał elf. Czy to miał być kawał? Zobaczymy, jak ci będzie wesoło, jak dla odmiany to ty będziesz mnie niósł!
- N-nie, to nie był kawał – wyjąkał Iaskel, jakby dopiero wracając do rzeczywistości. - Wybacz, koleżanko.
Zaraz jednak kontynuował swoje zajęcie. Sprawił na przykład, że z jego ręki wystrzelił ku górze strumień mocy, drobne kamienie śmigały obok nich w różne strony, a w końcu elf wyciągnął przed siebie dłoń i zaczął się w nią intensywnie wpatrywać. Po chwili pokryła się ona cienką, świetlistą powłoką. Iaskel nie przestawał wbijać w nią wzroku, ale kiedy nic więcej się nie wydarzyło, powiedział do siebie ponuro:
- Rękawiczka. Umiem zrobić rękawiczkę.
Odwrócił się do Silei.
- I co, przebijesz mnie? Potrafisz coś, co przydałoby się nam w prawdziwej walce? Jak na razie widzi mi się, że ty najwyżej mogłabyś dmuchnąć, a ja rzucić kamieniem. Potem położymy się i damy się porwać temu, co po nas przyjdzie.
Zreflektował się szybko.
- Wybacz, nie mówiłem poważnie – mówił ze szczerą skruchą w głosie. - Po prostu... jestem na siebie zły. On przyszedł do mnie, bo potrzebował pomocy, a, gdy było trzeba, nie potrafiłem mu pomóc. Cały czas zachowywałem się, jakby coś mi z jego strony groziło, a to on był w niebezpieczeństwie. Medyk, który nie pomaga i mag, którego czary nic nie potrafią! - rzucił ze złością. W innych okolicznościach nie pozwoliłby sobie na taką otwartość, ale wiedział, że świadkowie jego wybuchu nikomu nie opowiedzą. No, chyba, że Blanka ma charakter plotkarki, czego elf w sumie nie wykluczał.
- No, ale może naprawdę powinniśmy mieć przygotowane coś na wypadek ataku. Co do mnie, to najlepiej mi chyba wychodzi ten promień mocy. Gorzej z jakimś czarem obronnym. Może ty coś masz w zanadrzu?

Awatar użytkownika
Silea
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 6 miesiące temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Silea » 3 tygodnie temu

Musiała się opanować. W końcu już trochę żyła na tym świecie, oszalałaby, gdyby pogrążała się w rozpaczy po każdym mniej lub bardziej smutnym wydarzeniu. Słysząc słowa Iaskela, uśmiechnęła się lekko i musnęła talizman opuszkami palców. Tak, to zdecydowanie była przydatna rzecz.
Wysłuchała słów elfa, doceniając jego starania. Zdawała sobie sprawę, że Iaskel był nawet w trudniejszej sytuacji niż ona. W końcu w ogóle nie znała Hessana ani nie wyruszyła razem z nim w podróż. To nie ona nagle została pozbawiona towarzysza wyprawy.
- Dziękuję. Jakoś sobie poradzimy, na pewno. W końcu po upadku powinno się wstać – powiedziała niezbyt odkrywczo, oddając Iaskelowi talizman. – Tak, jakoś to będzie! – dodała stanowczo, przekonana co do prawdziwości swoich słów.
Daleko jej było do perfekcji, ale nadal pamiętała jak jeździć konno, więc kiwnęła głową, by potwierdzić domysły elfa.
- Niezłe początki dają nadzieję na stawanie się coraz lepszym – odparła dyplomatycznie, powstrzymując się od pokazania rozbawienia reakcją konia, po czym dosiadła wierzchowca.
Chwilowo jechała trochę spięta, bo minął jakiś czas od jej ostatniej przejażdżki, lecz z czasem się odprężyła. Przez krótką chwilę nawet nuciła pod nosem jakąś prostą melodię, którą kiedyś usłyszała śpiewaną przez bardów przejeżdżających przez Adrion. Za nic jednak nie mogła sobie przypomnieć jej słów.
Nawet jeśli równie dobrze mogli nic nie znaleźć w mieście, dla Silei samo to, ze mieli jakiś cel, poprawiło trochę nastrój. Zapominając na moment o wszystkim, oddała się przyjemności jazdy. Niestosowne? Z pewnością, ale nic nie mogła poradzić na to, że nie potrafiła zbyt długo być smutna.
Dopiero kiedy usłyszała przeprosiny elfa skierowane do Blanki, spostrzegła, co się stało i poczuła lekki niepokój.
- Wszystko dobrze? – spytała cicho.
Zaraz potem z zaciekawieniem przypatrywała się kolejnym czynom Iaskela. Sposób na zabicie nudy? Ćwiczenia? Sprawdzenie czegoś? Nie wiedziała.
Gdy elf dał upust swojej bezradności i złości, słuchała go w milczeniu. Rozumiała jego frustrację, ale zdawała sobie też sprawę, że uczucia zaburzają mu osąd swoich zdolności. W końcu najtrudniej zachować obiektywność, gdy chodzi o nas samych.
- Ponoć lepiej dmuchać na zimne. Sama czasami zbyt szybko komuś zaczynam ufać, by potem się na tym przejechać – stwierdziła. – Mimo to lubię tę moją… cechę. Wszystko ma dwie strony i coś, co dla jednych jest zaletą, drudzy bez chwili wahania uznają za wadę. Twierdzisz, że nic nie umiesz? Nigdy nie słyszałam większej głupoty. Co, moje starania nauczenia cię czegoś spełzły na niczym, to chcesz powiedzieć? – zapytała żartobliwym tonem. – Właśnie to, że jesteś wobec siebie taki krytyczny, pokazuje twoją ambicję i chęć doskonalenia się. Lenie i nieuki na ogół nie mają takich dylematów.
Czary przydatne w walce… W sumie, zważywszy na to, co przydarzyło się Hessanowi, myśl Iaskela była słuszna – powinni przygotować się na najgorsze. Silea zastanowiła się chwilę. Od kiedy pamiętała, skupiała się na czarach leczniczych, ale nie znaczyło to, że nie miała nic do zaoferowania w innych dziedzinach. Nie było to aż tak imponujące, ale grunt, że było.
- Stworzenie tarczy z energii magicznej jest w moim zasięgu, choć muszę od razu zaznaczyć, że w żadnym wypadku nie jest to coś niezniszczalnego. Kilka ciosów powinno jednak wytrzymać. W sytuacjach awaryjnych mogę też jakoś wykorzystać telekinezę, choć jeszcze daleko mi do perfekcji i to naprawdę ostatnia deska ratunku. Dlatego na ogół polegam na magii ziemi. Powiedzmy, że jest dla mnie… najbardziej intuicyjna.

Awatar użytkownika
Iaskel
Szukający drogi
Posty: 25
Rejestracja: 8 miesiące temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Iaskel » 1 tydzień temu

Trzeba było ruszać dalej i, chociaż stracili jednego z towarzyszy (Iaskel wierzył, że nieodwracalnie), nie mogli upadać na duchu. Elf przekonał się przed chwilą, że nawet Silea miewała chwile słabości, jednak zaraz wróciła do siebie. Nie sądził, żeby było to przede wszystkim zasługą talizmanu – po prostu jego przyjaciółka była ulepiona z innej gliny, niż on. Miała rację, to najlepsze, co mogli teraz zrobić. Tylko dlaczego jej przychodziło to tak łatwo? Iaskel zdziwił się, gdy uświadomił sobie, że odczuwa irytację. Czemu ona mogła, a on nie?
-Jak ty to robisz? - wypowiedział swoje myśli na głos. -Nic cię nie złamie? Masz jakieś niewyczerpane pokłady siły ducha. Jestem zazdrosny – zaśmiał się, a w każdym razie było to coś zbliżonego do śmiechu.
Przez chwilę jechali w milczeniu, a potem usłyszał, jak Silea nuci. Muzykalne ucho Iaskela zaczęło rozpoznawać proste tony i zaraz przyłączył się do driady.
-Ładne – zauważył. -Nie znam tego i nie przypomina niczego, co słyszałem u driad. U centaurów zresztą też. Co to za melodia?
Dopiero, kiedy Silea zwróciła uwagę na jego zachowanie, zdał sobie sprawę, że mogło ono być nieco dziwne. -Dobrze – odpowiedział krótko, domyślając się, że nikogo nie przekonał.
-Hm tak, znam tę stronę twojego charakteru – tak skomentował słowa driady, że była bardzo ufna. Czy rzeczywiście „zbyt”? On mógł porównywać tylko do siebie, a w porównaniu z nim każdy wydawał się ufny. -Bez niej nie przyszłoby ci do głowy poświęcać więcej uwagi nieprzystępnemu, wiecznie naburmuszonemu elfowi i uznać, że będzie on dobrym materiałem na przyjaciela. A chyba nie wyszło to nikomu na złe, prawda? - mówiąc to Iaskel nie patrzył na Sileę. Doprawdy, co się z nim działo? Wydarzenia dzisiejszego dnia naprawdę musiały wytrącić go z równowagi, bo znowu mówił z niezwykłą dla niego szczerością. -Wygląda więc na to, że dobrze się uzupełniamy. Nie, nie mówię, że niczego mnie nie nauczyłaś, nie przekręcaj moich słów. Z teorią może nie jest najgorzej, to umiejętności wykorzystania jej w praktyce pozostawiają nieco do życzenia. Ja nie przypominam sobie, abyśmy mieli wcześniej do czynienia z czymś takim, jak dzisiaj. O, nie jestem leniem i nieukiem, dziękuję uprzejmie za komplement – Iaskel się droczył, ale był wdzięczny przyjaciółce za te słowa.
-Sama widziałaś, jak mi wyszło stworzenie magicznej ochrony, więc raczej zostawię to tobie. Taka tarcza powinna zapewnić obronę na wystarczająco długo, by umożliwić ucieczkę. Ciekawe. Wiesz co, może tego spróbujemy? – powiedział elf, a jeśli usłyszał zgodę, ściągnął lejce, co Bianka na szczęście zinterpretowała jako sygnał do zatrzymania. -Stwórz taką tarczę, a ja zaatakuję promieniem mocy. Nie będę celował w ciebie, ale i tak odsuń się trochę od tarczy.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ekradon”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość