[Niebieski szlak do Ekradonu] - Wycieczka elfich zielarzy.


Warowne miasto położone u podnóża gór, otoczone grubymi murami i basztami, jego bramy zdobią dwa ogromne posagi gryfów. Miasto słynie z handlu, pięknych karczm i ogromnej armi. Armi niezwykłej, bo składającej się z wojowników i gryfów. Od setek lat ekradończycy udomawiają gryfy, które później służą w ich armi, stacjonującej w górach poza miastem.

Postprzez Hessan » Pn sty 07, 2019 11:11 pm

Technicznie rzecz biorąc podróż nie była w żaden sposób trudna do zaplanowania. Hessan zamierzał po prostu podążać Niebieskim szlakiem aż do ustalonego punktu, to jest miasta Ekradonu. Przy okazji kontroli zaprzyjaźnionej, jak się okazało straży para zielarzy została doposażona o parę bukłaków z wodą i odrobinę suplementów, czy żywności dodatkowo uzupełniających ich skromny mimo wszystko, by nie obciążać koników prowiant. Właściwie droga, którą obrali przebiegała wzdłuż Kryształowego Jeziora, wobec czego starszy elf był bardzo uradowany na samą myśl, że będą je mijać. Spędził w jego okolicach jedne ze swoich najpiękniejszych czasów, o czym może świadczyć chociażby fakt, że ich wspomnienia dość wyraźnie zapisały się w jego zakurzonej już pamięci aż do dziś. Nie planował zbaczać z trasy, by pokazać młodszemu elfowi miejsca swojej młodości, bo i nie było na to czasu, i nie czuł za bardzo jeszcze takiej potrzeby. Właściwie tutaj tkwił drobny szkopuł, że staruszek mimo swojej poczciwej powierzchowności nie zwykł zbyt chętnie dzielić się głębszymi uczuciami, czy emocjami z innymi. Może to kwestia tego, że droga, jaką sobie w życiu obrał (częściowo jedynie z własnej woli) zmuszała go często do samotnego, wręcz pustelniczego przemierzania świata.

Myśli Hessana kłębiły się dość intensywnie na chwilę obecną. Coś jakby wiatr wiejący w dwie przeciwne strony, naraz skierował na siebie deszczowe ponure chmury i olbrzymie białe i kłębiaste ich odpowiedniki z jasnoniebieskiego pogodnego nieba. Sam nie wiedział, co myśli. Milczał więc. Dodatkowo obserwacje otoczenia, które na daną chwilę go otaczało podsuwało następne przemyślenia. Uznał, że sposób w jaki Iaskel patrzył na elfkę był bardzo, bardzo uroczy. Faktycznie Anabel robiła nie byle jakie wrażenie swoją prezencją, ale i dobrocią serca, więc nie dziwne, że mogła tak działać, zwłaszcza na młodszego przedstawiciela ich rasy. Sarx oczywiście nie odezwał się na ten temat ni słowem, mając z tyłu głowy w pamięci te stare dobre czasy, kiedy to on był tak wpatrzony w czarnowłosą, która nawiasem mówiąc była jeszcze starsza od staruszka, chociaż ciężko odmówić jej tego, że nieźle się trzymała. W dodatku dorobiła się posady i spokojnego życia na stare lata, nie to co Ty Hesiek, co się będzie tułał po kres swoich dni. Elf nawet posmutniał na tę myśl. Nie uśmiechał się już, po prostu miał zamyśloną minę.

Całe szczęście okolica, którą przemierzali miała nastrój zupełnie przeciwny. Szepczący las o każdej porze roku był miejscem, które mimo wszelkich przeciwności tętniło życiem, a fakt obranie oficjalnego traktu handlowego za trasę swojej wędrówki dodawał elfom pozornego bezpieczeństwa. Pozornego, bo przejeżdżały tędy straże, inne istoty, chronione karawany, ale wszak gdzie, jak nie na traktach na nieroztropnych zwykli polować bandyci. Dwóch elfów może nie wyglądało zbyt groźnie, ale zwłaszcza w najbliższych okolicach elfiej stolicy zdecydowanie budzili respekt. Poza tym, w tych rejonach na razie przestępczość na szlakach nie była aż tak popularna, a sama lekka zbroja Hessana mogła wystarczyć jako odstraszacz. Do południa starszy elf jadąc nie odzywał się zbyt wiele z własnej inicjatywy, jedynie rzucił coś na temat mijanej obecnie przyrody, gdy jakaś wiewiórka, bądź lisek przebiegł przez ich drogę. Odpowiadał rzecz jasna na ewentualne zagadnięcia od drugiego elfa, bądź pytania, jednak z uwagi na swój melancholijny na daną chwilę nastrój nie przejmował inicjatywy w prowadzeniu rozmowy.
Avatar użytkownika
Hessan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Sven, Lilianna,
Rasa: Elf leśny.
Aura: Aura o sile większej niż przeciętna. Jej przeważającą barwą jest platyna, a towarzyszy jej srebro, tworząc pozornie jednolitą, lecz po uważnym przyjrzeniu się zróżnicowaną aurę. Otacza ją delikatna, ametystowa aura. Jednak najwyraźniejszym elementem aury nie jest barwa jak to zwykle bywa lecz dźwięk. Głośny trzask płomieni jest zdecydowanym tematem w tym dźwięku. Oprócz niego słychać także pojedynczy nieustanny, miarowy ton, a także szum wody. Co jaki czas jeden z tych odgłosów urywa się, lecz najczęściej tylko na chwilę. roztacza też wokół siebie zapach świec i typowego dla elfów, zapachu lasu. W dotyku jest giętka, gładka i układa się w ostre kształty. W smaku jest łagodnie gorzka.
Wygląd: Hessan Sarx jest dość typowym przedstawicielem elfów. Ani wyższy, ani niższy od swoich współbraci mierzy nieco ponad 6 stóp wysokości. Jest mężczyzną raczej atletycznej postury. Przesadne umięśnienie przeszkadzałoby mu i ograniczało szybkość jego ruchów. Ma dość bladą, ale jednak nieco jakby opaloną cerę. Bardziej charakterystycznymi cechami aparycji są jego blond włosy, ... (Więcej)
Uwagi: Podróżuje ze smokopodobnym stworzeniem. Taka mała pocieszna, ognista gadzinka.

Postprzez Iaskel » Cz sty 10, 2019 9:54 pm

Z powrotem w drodze! Iaskel miał więc to, czego tak chciał i musiał przyznać, że nie było tak źle. Nie przeszkadzało mu nawet to, że po raz pierwszy miał towarzystwo (to znaczy, inne, niż Ennis). I że pozwolił wielkiemu czarnemu zwierzęciu nieść się, gdzie chciało, bo on na pewno nie miał nad tym kontroli. Na szczęście Blanka powoli kroczyła za koniem, na którym jechał Hessan. Iaskel pozwolił sobie na odprężenie, a ponieważ drugi elf wydawał się znowu stracić ochotę do rozmowy, zaczął leniwie obserwować mijane krajobrazy, również pogrążając się w myślach.
Okolica była znana zielarzowi – zarówno z niedawnych wypadów po zioła, jak i z dawniejszych czasów, zanim jeszcze trafił do Kryształowego Królestwa. Jeśli zboczyłoby się ze szlaku i udało głęboko, bardzo głęboko w las, napotkałoby się klan centaurów, u którego elf spędził pewien czas, ucząc się o ziołach i leczeniu. Gdy opuszczał ich, z kilkoma był w dosyć dobrych stosunkach, co jak na zamkniętego w sobie elfa było dużym osiągnięciem. Żałował nieco, że nie może teraz złożyć im wizyty, ale wiedział, że znacznie wydłużyłoby to ich podróż.
Gdzieś nad nimi, w gałęziach drzew rozległ się głos słowika. To skojarzyło się Iaskelowi z pewną piosenką, którą usłyszał właśnie u tamtych centaurów. Co ciekawe, pamiętał, że kiedy był u driad te śpiewały prawie cały czas, a jednak to ta piosenka jakoś zapadła mu w pamięć. Był już w całkiem dobrym nastroju, odprężony i nieco nostalgiczny; inaczej pewnie nie pozwoliłby sobie w obecności dopiero co poznanego elfa i krytycznie usposobionego konia na to, na co sobie teraz pozwolił. Zaczął bowiem śpiewać ową poznaną u centaurów piosenkę. Głos miał raczej niski i przyjemny dla ucha, a melodia spokojna, nieco melancholijna.

Spotkałem raz słowika w lesie
Jak cudny jego śpiew.
Mówiłem: chodź, zamieszkaj u mnie
Samotnie tu wśród drzew.

A słowik: Nie, chcę tutaj żyć
Nie skusisz mnie, chcę wolny być.

Spotkałem ważkę nad jeziorem
Lecącą z takim wdziękiem.
Mówiłem: chodź, zamieszkaj u mnie
Tam będzie ci bezpiecznie

A ważka: Nie, chcę tutaj żyć
Nie skusisz mnie, chcę wolna być.

Spotkałem lisa na polanie
O futrze rudozłotym.
Mówiłem: chodź, zamieszkaj u mnie
Bo idą zimne słoty.

Lis na to: Nie, chcę tutaj żyć
Nie skusisz mnie, chcę wolny być.


Nie zdążył skończyć, kiedy do jego uszu doszły odgłosy kroków. Nie z traktu, skąd można się było ich spodziewać, lecz z głębi lasu. W dodatku były to ciężkie kroki końskich kopyt. Po tym lesie rzadko jeżdżono konno na przełaj, więc można było z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że w ich kierunku zbliżał się centaur. Iaskel, który podskakiwał ze strachu, gdy przychodzili do niego klienci i bał się dobrotliwych elfich staruszków, kiedy zorientował się, że od strony lasu idzie do nich dobrze zbudowana istota z rasy znakomitych wojowników, jedynie uśmiechnął się pod nosem i śpiewał dalej.

Spotkałem młode dziewczę raz
Co cudny miało głos
I wdzięku pełen każdy ruch
I rudozłoty włos.

Mówiłem: chodź, zamieszkaj u mnie
Bo całkiem mnie urzekłaś.
Wszystko co mam, co mogę mieć
Na ciebie tylko czeka.

Ona podniosła na mnie wzrok
I rzekła: Nie, chcę tutaj żyć
Twa miłość złotą klatką jest,
Nie skusisz mnie, chcę wolna być.


Iaskel skończył i obejrzał się, choć wcale nie musiał, by wiedzieć, kto do nich podchodzi. Nie można bowiem było z niczym pomylić tej aury o poświacie tak szmaragdowej, jak żadna, jaką kiedykolwiek widział, zabarwionej jednolicie na kolor kobaltu i dziwnym wrażeniu dźwiękowym: spokojna, głęboka melodia robiła się raz cichsza, raz głośniejsza: czasem w dłuższych, czasem krótszych odstępach czasu. To mogło oznaczać tylko jedną, dobrze znaną Iaskelowi osobę.
Już po chwili stał przed nimi wysoki, dobrze zbudowany centaur o śniadej skórze i ciemnym, prawie czarnym umaszczeniu końskiej połowy ciała. Twarz miał surową, o nieładnych rysach, jasne oczy zdawały się patrzeć bez zainteresowania. Proste, kasztanowe włosy spływały mu na ramiona, które pokryte były tatuażami z napisami w dziwnym alfabecie. Nie miał ze sobą nic poza skórzaną torbą.
- Naprawdę, elfie? Jeszcze nie nauczyłeś się innej piosenki? Nic oprócz tej rzewnej szmiry nie trzyma się twojej pamięci?
Iaskel otworzył usta, po czym je zamknął. Lubił centaura, ale znał dobrze jego usposobienie. Dlaczego więc liczył na powitanie w stylu: „Witaj Iaskelu, dobrze cię widzieć. Co robisz w tych stronach? Jak ci się wiodło przez te ostatnie kilka dekad?”
- Turrinie, witaj – odezwał się. - Co cię przywiodło tutaj, tak daleko od twojego klanu?
- Moje nogi – padła odpowiedź. Iaskel podejrzewał, że jej autor był z niej niezwykle dumny. - Widzę, że niewydarzony kot wciąż ci towarzyszy – słysząc to, Ennis prychnął ostentacyjnie.
"Niewydarzony to jaki? Obrażanie? On bardziej niewydarzony!"
- Tak, tak, ale dlaczego przyszedłeś tutaj, tak blisko Królestwa? Co... - Iaskel urwał, zerkając na Hessana. "Przydałyby się jakieś prezentacje", pomyślał.
- Hessanie, Ranvilu, to jest Turrin z klanu Ostatnich Strażników. To Hessan, mmm.... wędrowiec. – Elf nie wiedział, jak dużo może mówić o tym, czego się domyślał na jego temat. - Ranvil, jego towarzysz.
Turrin słuchał z umiarkowanym zainteresowaniem. Iaskel jeszcze nie dokończył swojej prezentacji, kiedy centaur podszedł do starszego z dwóch elfów i bez żadnych wstępów zapytał:
- Co taki smok je? Jak duży rośnie?
Mina Iaskela i jego spojrzenie rzucone Hessanowi wołały „Przepraszam za to”.
Avatar użytkownika
Iaskel
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Leśny elf
Aura: Skromna emanacja nie rzucająca się w oczy ani swoją mocą ani jaskrawością, chętnie wtopi się w tłum innych. Gdy już jej się przyjrzysz wpierw dostrzeżesz tutaj cynę. Jednak wpatrując się uważniej zauważysz szczyptę cynku i odrobinę kobaltu, mieszające się ze sobą niczym liście w koronie drzew. Odbija się w nich delikatny i nienachalny szafir współgrający z wszechobecnym zapachem lasu. Słychać tu śmiech dzieci, harmonijnie i przyjaźnie łączący się z głębokimi tonami. To wszystko na koniec podsumowuje uderzenie młota. Sama aura jest przyjemnie miękka i giętka o satynowym wykończeniu, chociaż nie zabraknie tutaj też ostrych brzegów. Smak jest łagodny z delikatną kwaskową nutką, pomieszaną z wyraźną lepkością wieńczącą emanację.
Wygląd: Iaskel jest wysoki i szczupły, z długimi kończynami i smukłymi palcami. Wygląda, jak drzewko, które za chwilę wiatr przewróci albo złamie. Ma jasną cerę i pociągłą twarz. Jego oczy są wąskie, intensywnie niebieskie, brwi dosyć gęste. Często gdy patrzy na coś w skupieniu, albo się zastanawia, wygląda to jakby się złościł. Jego nos jest kształtny, jednak nieco większy, ... (Więcej)

Postprzez Hessan » Wt sty 15, 2019 5:06 am

Hessan został delikatnie wybudzony ze swojego zamyślenia przez... śpiew. Ku swojemu sporemu zdziwieniu było to ciche podśpiewywanie jego towarzysza, sklepikarza. Nie było to coś, czego by się po nim do tej pory spodziewał, ale poza zaskoczeniem nie wywołało to żadnych negatywnych emocji, czy skojarzeń. Z początku starszy elf w ogóle zdawał się zachowywać, jakby nie dosłyszał wyśpiewywanych słów. Natomiast stukot kopyt o leśne runo zadziałał nieco bardziej intensywnie. Brzmiał jak jakiś ciężki jeździec, ale przecież kawaleria nie miała prawa poruszać się na przełaj w pojedynkę...
Tę zagadkę rozwiązał w mig widok, który rysował się przed elfami po paru chwilach, a konkretniej męski osobnik dorosłego centaura. Co tłumaczyło taką, a nie inną masę, jaką nadawał wcześniej Sarx istocie wydającej podobne dźwięki kopyt. Co ciekawe okazało się, że Iaskel zna nawet mieszkańców okolicznych leśnych plemion konioludzi. Hessan pomyślał, że może to całkiem dobrze, że nie osiadł nigdy w żadnym mieście, bo też by wypadało pamiętać te wszystkie twarze i osoby, a jego umysł z pewnością nie był przystosowany do tak szalonych wyczynów. Natomiast jakby odruchowo zaczął analizować słowa i sposób poruszania się spotkanej istoty. Pierwsze wrażenie nie było zbyt dobre, elfowi centaur wydawał się nieco... prymitywniejszy, niż być powinien. A może tylko się zgrywał? Ciężko stwierdzić, bo mimo, że niektóre stada faktycznie nie były nader rozwinięte, to inne potrafiły czerpać z technologii, innowacji i wiedzy innych ras, a nawet poszerzać ją na swój sposób i doskonale odnajdować się w szybko rozwijającej się rzeczywistości.

Po tym krótkim przedstawieniu Hessan nie wyciągnął dłoni do centaura, gdyż ten nie zdążył go powitać, zanim ciekawość nadała jego słowom kierunek - zadawanie pytań. Odpowiedź starszego elfa była spokojna i stonowana. Swoją drogą dopiero teraz, kiedy wszystkie konie i półkonie się zatrzymały Sarx spojrzał na swojego towarzysza, a ich spojrzenia się spotkały. Prawdę mówiąc blondyn nie chciał zatrzymywać się na zbyt długo, czekała ich długa droga, ale jak wiadomo jedną z licznych słabości elfów jest ich uprzejmość, zwłaszcza w stosunku do istot związanych z naturą. "Ciekawe, co z tej konwersacji wyniknie" - pomyślał.
- To jest Ranvil, jest miniaturą smoka, to znaczy, że większy nie urośnie. I jest wszystkożerny - dodał krótko. W rzeczywistości Ranvil lubił słodkie, soczyste i kolorowe owoce oraz dobrej jakości mięso. To drugie było mu bardziej potrzebne do utrzymania smoczego organizmu w poprawnym stanie zdrowotnym. Dodatkowo smoczątko piło wrzątek oraz niekiedy uzupełniało dietę specjalnie przygotowywanymi przez Hessana suplementami nazwanymi artystycznie i żartobliwie przez elfa płonącymi chluśnięciami.
Avatar użytkownika
Hessan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Sven, Lilianna,
Rasa: Elf leśny.
Aura: Aura o sile większej niż przeciętna. Jej przeważającą barwą jest platyna, a towarzyszy jej srebro, tworząc pozornie jednolitą, lecz po uważnym przyjrzeniu się zróżnicowaną aurę. Otacza ją delikatna, ametystowa aura. Jednak najwyraźniejszym elementem aury nie jest barwa jak to zwykle bywa lecz dźwięk. Głośny trzask płomieni jest zdecydowanym tematem w tym dźwięku. Oprócz niego słychać także pojedynczy nieustanny, miarowy ton, a także szum wody. Co jaki czas jeden z tych odgłosów urywa się, lecz najczęściej tylko na chwilę. roztacza też wokół siebie zapach świec i typowego dla elfów, zapachu lasu. W dotyku jest giętka, gładka i układa się w ostre kształty. W smaku jest łagodnie gorzka.
Wygląd: Hessan Sarx jest dość typowym przedstawicielem elfów. Ani wyższy, ani niższy od swoich współbraci mierzy nieco ponad 6 stóp wysokości. Jest mężczyzną raczej atletycznej postury. Przesadne umięśnienie przeszkadzałoby mu i ograniczało szybkość jego ruchów. Ma dość bladą, ale jednak nieco jakby opaloną cerę. Bardziej charakterystycznymi cechami aparycji są jego blond włosy, ... (Więcej)
Uwagi: Podróżuje ze smokopodobnym stworzeniem. Taka mała pocieszna, ognista gadzinka.

Postprzez Iaskel » Pt sty 18, 2019 10:40 pm

Musieli jechać dalej. Iaskel to wiedział, a widział po Hessanie, że i ten o tym myśli, chociaż był zbyt kulturalny, by jakoś to okazać. Zielarz pamiętał, że jego towarzysz przybył wczoraj w takim stanie, iż bał się, że tamten padnie nieżywy w jego sklepiku. Powinni być już w drodze po składniki, ale Turrin postanowił... być Turrinem.
Jednocześnie młodszemu elfowi nie dawało spokoju, dlaczego Turrin odłączył się od swoich i dlaczego najwyraźniej zmierzał do Królestwa, gdzie nie mógł mieć żadnych interesów. Czyżby miał jakieś kłopoty? Jakby dało się wyciągnąć od niego prostą odpowiedź, skorzystaliby na tym wszyscy. Zaraz, czy Turrin nie miał takiej dziwnej zasady...
-Dziękuję, że pan się ze mną podzielił wiedzą – mówił tymczasem Turrin do Hessana. Ton jego głosu ani wyraz jego twarzy się nie zmienił, choć wypowiadał się bardziej uprzejmie. Wciąż wyglądał na kogoś, kogo pochłaniają jego własne myśli i sprawy niezwiązane z tym miejscem ani okolicznościami.
-Musi pan wiedzieć, że mam taką zasadę: wszystko, co robię, każda rozmowa musi mi przynosić jakąś nową wiedzę lub umiejętność. W zamian również udzielę panu odpowiedzi na jedno pytanie, o ile moja wiedza na to pozwoli. Znam naszą, centaurzą historię, magię i starożytne języki, wiem też trochę o wytwórstwie magicznych przedmiotów. Proszę pytać – powiedział centaur i poczekał na zadanie pytania.
-A może ja też załapię się na jakieś odpowiedzi? - odezwał się Iaskel. -Mnie też zapytaj.
-Dobrze – odparł tamten po chwili. -Czym najlepiej leczyć ból głowy?
-Ciekawe, że zapytałeś właśnie o to – zauważył elf.
-Dlaczego?
-Bo dzisiaj już raz udzielałem takiej porady – odparł Iaskel przypominając sobie dwóch nieszczęśników, którzy go odwiedzili. -A ból głowy najlepiej leczyć koncentratem lestrenu zielonego i sproszkowanym letionem. No, i samonia na dobry sen też się przydaje. To co, – Iaskel uśmiechnął się przebiegle – odpowiedziałem na dwa pytania, czyli należą mi się dwie odpowiedzi?
-To... to tak nie działa – zaprotestował Turrin, ale mimo to ustąpił. -Dobrze, dwie odpowiedzi.
-Pierwsze: czy masz jakiś problem z klanem? Drugie: dlaczego idziesz w stronę Królestwa?
Turrin popatrzył badawczo najpierw na Hessana, potem na Iaskela, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią.
-Mam problem tylko z tymi, co zwykle. Do Królestwa idę kupić parę rzeczy potrzebnych mi w moich studiach.
Iaskel poczuł ulgę. Nie wyglądało to groźnie, a Turrin nie kłamał, kiedy dochodziło do „wymiany wiedzy”. Nic poważnego się nie działo. Chyba. Dla pewności jednak zapytał jeszcze:
-A czy przypadkiem nie szedłeś do mnie?
-To już trzecie pytanie.
-Powiedz...
-Nie. Nie szedłem do ciebie.
W tym momencie Iaskel miał wrażenie, że Turrin wyglądał na czymś strapionego, jednak zaraz odrzucił ten pomysł.
-Dobrze. Widzę, że zatrzymałem was w drodze, chciałbym wam to wynagrodzić. Wygłoszę krótką przepowiednię na podstawie waszych aur, która powinna być dla was pomocą w dalszej drodze. Potem was pożegnam.
Iaskel nie był szczególnie zachwycony. To nie była Turrina pierwsza próba wróżenia z aur, a żadna wróżba do tej pory nie sprawdziła się, nawet, jakby bardzo naciągać. Z drugiej strony, centaur czuł się winny, że opóźnił ich podróż. Co im szkodziło go wysłuchać?
-Dobrze – odparł.
Niedobrze stwierdził stanowczo Ennis. Głupie. Centaur sprawiał wrażenie, jakby w ogóle go nie słyszał.
-Hessanie, chciałbyś wysłuchać przepowiedni? - spytał Iaskel. Spojrzenie, jakie mu rzucił, mówiło "Niech powie, skoro tego chce".
Avatar użytkownika
Iaskel
Błądzący na granicy światów
 
Rasa: Leśny elf
Aura: Skromna emanacja nie rzucająca się w oczy ani swoją mocą ani jaskrawością, chętnie wtopi się w tłum innych. Gdy już jej się przyjrzysz wpierw dostrzeżesz tutaj cynę. Jednak wpatrując się uważniej zauważysz szczyptę cynku i odrobinę kobaltu, mieszające się ze sobą niczym liście w koronie drzew. Odbija się w nich delikatny i nienachalny szafir współgrający z wszechobecnym zapachem lasu. Słychać tu śmiech dzieci, harmonijnie i przyjaźnie łączący się z głębokimi tonami. To wszystko na koniec podsumowuje uderzenie młota. Sama aura jest przyjemnie miękka i giętka o satynowym wykończeniu, chociaż nie zabraknie tutaj też ostrych brzegów. Smak jest łagodny z delikatną kwaskową nutką, pomieszaną z wyraźną lepkością wieńczącą emanację.
Wygląd: Iaskel jest wysoki i szczupły, z długimi kończynami i smukłymi palcami. Wygląda, jak drzewko, które za chwilę wiatr przewróci albo złamie. Ma jasną cerę i pociągłą twarz. Jego oczy są wąskie, intensywnie niebieskie, brwi dosyć gęste. Często gdy patrzy na coś w skupieniu, albo się zastanawia, wygląda to jakby się złościł. Jego nos jest kształtny, jednak nieco większy, ... (Więcej)


Powrót do Ekradon

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron