Góry DassoGdzie dwa skowronki tam i kocur.

Rozciągające się od Równin Andurii aż po Równinę Maurat góry z wierzchołkami pokrytymi wiecznym śniegiem, przeplatane zielonymi dolinami i niebezpiecznymi przełęczami, zamieszkałe przez dzikie zwierzęta i legendarne potwory. Góry otaczają i chronią przed niebezpieczeństwami Szepczący Las, dając mu w ten sposób spokój.
Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Saaviel
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Gdzie dwa skowronki tam i kocur.

Post autor: Alantar » 5 miesiące temu

Skinął lekko na odpowiedź kotołaka, po czym uśmiechnął się delikatnie. Ludzie bywali różni, to że nie przestrzegali prawa, nie znaczyło, iż nie mieli własnego kodeksu. Alantar sam nie bardzo przejmował się prawami stworzonymi przez ludzi, robił to co uważał za słuszne... Czy to robiło go bandytą? Cóż, czarodzieje pod tym względem mieli na pewno łatwiej niźli prawdziwi rabusie... Zaraz potem posłał delikatny uśmiech w stronę Latro.
- Powiedzmy... - mruknął ledwo dosłyszalnie. Oczywiście nie zdawała sobie sprawy, że wcale nie mówił o tym co stało się poprzedniego dnia, a sprawie sprzed kilkuset lat, rozgrywającej się zapewne na długo przed tym jak ona się urodziła. Nic to, skąd miała wiedzieć o co mu chodziło? Nie znała go, nie wiedziała nic o nim, czy o jego historii...
Uśmiechnął się szeroko słysząc odpowiedź elfki. Nie dziwił się, byli blisko kupieckiego miasta, oczywistym było, że była znana tutaj... Zaraz potem zaśmiał się wraz z Latro. Aż tak nie podobała jej się wizja mrocznej elfki? Zaraz potem parsknął po raz kolejny. Ta niepewność na początku, a potem przeszywające, oczekujące spojrzenie.
- Jeśli takie jest twoje życzenie. Czasami zadziwia mnie jak mało większość osób zna się na magii. Potrafię złączyć odcięte kończyny, ba stworzyć całkowicie nową kończynę, sprawić, że ktoś będzie mógł oddychać pod wodą. To o co prosisz, to prawie, że dziecinna zabawa - rzucił z nutką rozbawienia w głosie, po czym zwrócił swoją uwagę na Haresa.
- Nie taki zły pomysł... - mruknął spokojnie.
- Zaczniemy od Haresa, będzie prościej. Odpręż się... - Po tych słowach dotknął palcami twarzy kotołaka i przymknął oczy, a ten mógł poczuć delikatne mrowienie gdy magia przechodziła przez jego ciało. Zmienienie samego koloru włosów nie było trudne, toteż praktycznie od razu kłaki Haresa zmieniły swój kolor. Była to dosłownie tylko drobna ingerencja w jego ciało, toteż nie wymagała od Alantara zbyt dużo... Westchnął cicho i otworzył oczy by przyjrzeć się swojemu dziełu. Skinął lekko głową z wyrazem zadowolenia, po czym podszedł do Latro.
- Zajmie mi to nieco dłużej niż ostatnio, nie powinnaś czuć bólu, ale nietypowy ruch już tak, nie chcę odgradzać twojego umysłu od wszystkich bodźców - stwierdził ze spokojem, po czym nie czekając dłużej, dotknął palcami jej twarzy i po raz kolejny przymknął oczy skupiając się. Na początku mogła zauważyć, że nie ma czucia w całym swoim ciele, ale po krótkiej chwili, powróciło do niej, wraz z delikatnym mrowieniem wywołanym przez magię. Czuła jak kości policzkowe, szczęka, delikatnie ruszają się pod skórą, która sama z siebie naciągała się na nowych rysach tak jak powinna, a kosmyk włosów, który spadł na jej twarz, powoli zmieniał kolor. Dziwne uczucie w uszach również po chwili zniknęło. Z cichym westchnięciem otworzył oczy i zabrał dłoń, a Latro w tym momencie poczuła delikatną iskierkę bólu.
- Daj sobie chwilę żeby się przyzwyczaić, takie zmiany nie są proste, jeśli poczujesz jakiś ból, poradzę coś na to - dodał z uśmiechem na twarzy. Musiał przyznać, że wyszło mu całkiem nieźle, delikatna twarzyczka komponowała się idealnie i o ile nie zabierała z urody Latro, ten typ urody był zdecydowanie inny... Niczym panienka z szlacheckiego dworu...

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Llewallyn, Hecate
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Latro » 5 miesiące temu

- Ciężko się do tego przyzwyczaić - mruknęła Latro, poczuwszy pierwsze oznaki przemiany. Zupełnie tak, jakby stado mrówek w ułamku sekundy wdrapało się na jej głowę i urządziło sobie zawody w przepychankach... Czyli tak w skrócie: niezbyt jej się to podobało. Szczególnie, że pod koniec poczuła nagły przepływ bólu, krótki impuls. Bez problemu ukryła przed kompanami zaskoczenie nim wywołane, aczkolwiek nie miała pewności, czy to aby nie jest nic poważnego. Dopiero, kiedy Alantar zawiadomił ją o możliwych skutkach ubocznych, elfka pozwoliła sobie nieco odetchnąć. "Aha, więc to nic nadzwyczajnego? Nie wiem, czemu w ogóle zawracałam sobie czymś takim głowę..."
Hares, odkąd czarodziej użył na nim swojej magii, nie mógł się napatrzyć na swoje rude kłaki. Jemu samemu również zdarzało się czasem przefarbować włosy, jednak nigdy nie uzyskiwał równie naturalnego, pasującego do niego odcienia. Po chwili odwrócił się w stronę Vittorii i otaksował ją wzrokiem. Zagwizdał cicho.
- No proszę, proszę... Teraz to jak wilk w owczej skórze! - Zaśmiał się radośnie i pokiwał głową. - Dobra robota, czarodzieju. Przypuszczałem, że będziesz wyglądać inaczej szefie, jednak nie, że aż tak bardzo. - Kotołak przez moment poczuł się zdezorientowany. Dziwnie mu było zwracać się do kogoś o takim wyglądzie, jak do Latro. Pomimo jej olbrzymich zdolności w maskowaniu swego oblicza, Hares niemal zawsze był w stanie dostrzec pewne podobieństwo do znanej bandytki. Jednak teraz... teraz nawet jej uszy przybrały inny kształt. Zmiennokształtny ledwo mógł uwierzyć w to, że stojąca obok niego kobieta to Vittoria.
A elfka w mig pochwyciła jego skołowane spojrzenie.
- Hmm? Mam coś na twarzy? - Roześmiała się donośnie, gdyż cała ta sytuacja ją rozbawiła. Niestety, tuż po tym poczuła niemały ból w okolicach skroni oraz policzków, co przerwało na chwilę jej radość. Zerknęła kątem oka na Alantara. Zamierzała coś powiedzieć, jednak w tym samym momencie ból ustał, natomiast elfka odwróciła wzrok, jakby chciała dać do zrozumienia, że już po wszystkim. "Już nic, nieważne."
Kotołak wrócił myślami do wioski. Zaczął wpatrywać się w nią, początkowo z odrobiną niepewności, która jednak z każdą sekundą malała... aż pozostała już tylko czysta determinacja.
- Kiedy już znajdziemy się w wiosce, chciałbym wstąpić w jedno miejsce - oznajmił obojgu. Wzrok miał poważny, a w głosie dało się wyczuć stanowczość. - Wyprawy zazwyczaj okazują się bardziej niebezpieczne, niż początkowo może się wydawać. Z tej przyczyny same pazury mogą mi nie wystarczyć, będę więc potrzebował jakiejś broni.
- Rozumiem. W takim razie zrobisz, co będzie konieczne. - Bandytka odparła spokojnie, po czym ruszyła przed siebie, nie dodając nic więcej.

Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Saaviel
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alantar » 4 miesiące temu

Oczywiście zwrócił uwagę na zachowanie elfki. Przyjęła to lepiej niż sądził, choć dalej widać było pewne nutki zaskoczenia, szczególnie gdy czuła ból. Niestety, ciało istot żywych było tak stworzone, że nie było przyzwyczajone do nagłych zmian... I o ile Alantar w ciągu swego życia zdążył przyzwyczaić się do tego, rozumiał iż nie było to tak łatwe jak by się mogło mu wydawać. Uśmiechnął się lekko na reakcję Haresa, po czym skłonił nieco głowę w geście uznania. Sam tylko przeczesał swoje włosy, a te nie dość, że same ułożyły się zgrabnie do tyłu, z kilkoma frywolnymi kosmykami, które uciekły, to na dodatek zmieniły kolor. O wiele łatwiej było to robić na sobie... Uśmiechnął się pod nosem i zerknął po towarzyszach.
- Cóż, prócz kilku przypraw i suszonego prowiantu na wszelki wypadek, sam nie miałem zamiaru nic więcej kupić, ale masz rację - rzucił w stronę kotołaka, po czym ruszył za Latro raźnym krokiem.
Po krótkiej chwili w końcu znaleźli się w ludzkiej osadzie, jak to zwykle bywało z miasteczkami, które żyły z handlu, tętniącym życiem nawet tuż przed południem. Co prawda nie można było tego porównywać do Aerii, ale ilość ludzi, w porównaniu do domów była zastraszająco duża. W końcu większość osób, które tutaj można było spotkać nie była rezydentami, a miasteczko było jedynie ich ostatnim przystankiem, przed wielkim miastem... Brukowane ulice łączyły się z ubitymi dróżkami między domami, a wszechobecny gwar mógł nieprzyzwyczajonych doprowadzić do bólu głowy. Mimo to zamiast tradycyjnych straganów, najczęściej można było dostrzec wozy z towarem, czasami rozpakowane nieco, z wszelakimi rzeczami leżącymi to na ziemi, to na ladach, które były połączone z czterokołowymi środkami transportu. Czarodziej westchnął cicho i spojrzał na elfkę w ciele ludzkiej kobiety.
- Macie wystarczająco środków przy sobie by kupić wszystko co mogłoby być przydatne? - zapytał ze spokojem. Szczerze, z racji, iż cała wyprawa wyszła tak jak wyszła, jakoś wcześniej zapomniał wziąć to pod uwagę, ale Hares na pewno nie miał przy sobie żadnych pieniędzy, a Latro... Cóż, nie spodziewał się żeby ta nosiła przy sobie znaczne sumy kiedy wybierała się gdzieś tylko dla zabawy...

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Llewallyn, Hecate
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Latro » 3 miesiące temu

- Z pewnością starczy nam pieniędzy na zakup tego, co potrzebne. - Cóż... może i nie było to do końca szczere stwierdzenie, jednak Latro nie wątpiła, iż pozyskanie niezbędnych dóbr okaże się dla nich rzeczą prostą. Ciesząc się z powodu tętniącego życiem miasteczka, elfka z uwagą obserwowała tłumy niczego nie świadomych mieszkańców i podróżników, mogących stanowić doskonałą zasłonę dla niekoniecznie legalnych działań...
Usta obojgu bandytów układały się w delikatne uśmiechy. Latro z powodu nowego wyglądu, pozwalającego jej na znacznie większą swobodę w obecności żołdaków i łowców nagród, natomiast kotołak przedwcześnie zadowalał się faktem możliwości zdobycia nowego oręża i... nie pogryzionych przez pewnego nadgorliwego wilka spodni. Przydałaby mu się również jakaś koszula, bowiem przechadzanie się półnago środkiem ulicy w obecności swojego wybrednego szefa po pewnym czasie wydało mu się nieco... niezręczne. Choć musiał przyznać, iż mijające go co kilka domów piękne panie ze skąpymi strojami napawały go coraz to większą pewnością siebie, machając raz po raz w sposób wyjątkowo zachęcający.
- Nie przyciągaj tak wielkiej uwagi. Przybyliśmy tu w zupełnie innym celu, nie czas uganiać się za ladacznicami - syknęła elfka, lekko podirytowana zachowaniem kompana. Mężczyzna za to pokazał jej bardziej beztroski widok, jakim było jego uśmiechnięte oblicze.
- Ależ szefie, spokojnie. Nikt tutaj nie rozpozna ani mnie, ani ciebie. Szkoda by było nie uczynić z nowego wyglądu jakiegoś lepszego pożytku, zanim wyruszymy w dalszą drogę. - Vittoria, dalej pozostając niewzruszona, uniosła jedną brew wyżej, aby pokazać Haresowi, co o tym sądzi.
- Ty też możesz przecież się nieco odprężyć. Po raz pierwszy charakteryzacja nie zajęła ci całego dnia, a przecież nikt cię nie rozpozna choćbyś wykrzyknęła tu i teraz, kim naprawdę jesteś. - Mężczyzna po tych słowach zamyślił się przez chwilę. Może to nawet bardziej by sprawiło, że ludzie by jej nie uwierzyli? W końcu kto z własnej woli postąpiłby w tak niedorzeczny sposób?
- Wystarczająco już się odprężyłam w Nowej Aerii. - Wyglądało na to, że dziewczyna chciała coś jeszcze dodać, lecz wtem się zawahała. Przystanęła na chwilę i obejrzała się na prawo, wodząc wzrokiem za czymś, o czym wiedziała tylko ona... - W porządku. Ale najpierw pozałatwiaj najważniejsze sprawy. To, czy będziesz miał czas na pozostałe, będzie zależało wyłącznie od tego, jak bardzo się sprężysz - rzekła beznamiętnie, a zaraz po tym przesunęła wzrokiem po obojgu mężczyznach. - Chyba najlepiej będzie, jeśli się rozdzielimy. Każdy ma jakieś sprawy do załatwienia i najszybciej pójdzie, jeżeli zrobimy to osobno. - Mogłoby się zdawać, że na tym poprzestanie swoją wypowiedź. Ona jednak, pamiętając, z kim ma do czynienia, dodała coś jeszcze. - Co na to powiesz, Alantarze?

Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Saaviel
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alantar » 2 miesiące temu

Skinął delikatnie głową na jej odpowiedź. Nie miałby nic przeciwko gdyby ci poprosili go o monety, w końcu wyprawa zawiązała się spontanicznie, przez przypadek i to w mało sprzyjających okolicznościach. Mimo to miło było usłyszeć, że para rozbójników poradzi sobie sama, w końcu sam Alantar nie miał przy sobie sporych ilości monet, nigdy nie potrzebował ich. W całym tym zamyśleniu umknęły mu przekomarzanki parki i dopiero gdy elfka zadała pytanie, spojrzał na nią, przypominając sobie cóż takiego mówili chwilę wcześniej.
- Widzicie tą karczmę? - Wskazał jeden z budynków, na którym widniał prosty szyld z przychylonym kuflem piwa, opierającym się na butelce wina.
- Łatwiej będzie się spotkać tam, niźli szukać na środku drogi, jak już będziemy wszyscy, wyruszamy. - I o ile nie odpowiedział wprost "tak" bądź "nie", jasnym było, że zgadzał się z planem Latro. Nie dał też limitu czasowego, choć oczywistym było, że nie zamierzał zatrzymywać się tutaj na cały dzień. Uśmiechnął się delikatnie w stronę dwójki i ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Miasteczko naprawdę tętniło życiem o tej porze dnia, pełne tak ludzi jak i nieludzi, krzyków, płaczu i śmiechu. Całość sprawiała, że sam czarodziej nie czuł się najlepiej, nie przepadał za tłumami ludzi, nie kiedy mógł je ominąć. W tym wypadku jednak, musiał wypchnąć swój komfort z aktualnych priorytetów i skupić się na tym co czekało go w niedalekiej przyszłości. Westchnął cicho i skierował się do pierwszego stoiska, w którym dojrzał kaletki większych rozmiarów niż ta, którą posiadał i wybrawszy jedną z nich, zapłacił handlarzowi bez targowania, by następnie ruszyć w krótką drogę po straganach, w których można było dostać suszone mięso i interesujące go przyprawy. Oczywiście o ile ilość przypraw, którą kupił powinna mu starczyć na dwie takie wyprawy, o tyle suszone mięso najwyraźniej nie miało być jego głównym źródłem pokarmu, zważywszy na fakt, iż nie kupił więcej, jak kilka pasków. Taka też była prawda, potrafił złapać zwierzynę w prawie każdych warunkach, a i znał się na ziołach wystarczająco by nie mieć problemu z wykarmieniem całej ich niewielkiej drużyny. Jednak od czasu do czasu lubił poczuć smak czegoś innego, co też nie zniknie w otchłaniach jego żołądka w kilka chwil. Suszone mięso było więc jego naturalnym wyborem. Uśmiechnął się lekko, spoglądając na niebo. Słońce właśnie wzniosło się na najwyższy punkt w swej podróży po niebie. Czarodziej westchnął cicho, po czym mimo wszystko uśmiechnął lekko. Wiedział, że tak będzie, skończy jako pierwszy, w końcu praktycznie nic nie potrzebował. Ruszył spokojnym krokiem w stronę przybytku, który wskazał nie tak dawno temu, by za kilka chwil przekroczyć jego próg, zmieniając harmider przekupek, na ten, który powstawał przy biesiadowaniu, zwykłych rozmowach, czy też grze w kości, bądź karty. Tym razem jego wygląd niespecjalnie wyróżniał się spośród tłumu, owszem, twarz, może nieco, ale niejeden kupiec ubrany był w bogatsze szaty. Dzięki temu nikt specjalnie nie zwrócił na niego uwagi, co Alantorowi jak najbardziej odpowiadało. Usiadł spokojnie przy kontuarze i zamówił kubeczek rumu, uśmiechając się uprzejmie. W trakcie oczekiwania ponownie wyciągnął ze swej kaletki fajkę i tytoń, nabił ją spokojnie, po czym tym razem zamiast odpalać pstryknięciem, udał iż wypowiada kilka niezrozumiałych słów, tworząc palcami kilka krótkich gestów. Wbrew pozorom taka gra ułatwiała mu życie, mało kto potrafił rzucać zaklęcia w taki sposób jak on, toteż większość prostego ludu utożsamiała takie osoby z mniej bądź bardziej niebezpiecznymi, ale na pewno potężnymi istotami, na które trzeba uważać. Bądź błagać o pomoc... Teraz jednak nie miał czasu na bezinteresowną pomoc biednym i potrzebującym, nie gdy w końcu miał "to" prawie w zasięgu swej dłoni. Skłonił lekko głowę, gdy gospodarz postawił przed nim kubeczek, po czym upił niewielki łyk, zamruczał cicho i odwrócił plecami w stronę baru. Dopiero teraz uznał, że warto może będzie przyjrzeć się nieco osobom znajdującym się w jego najbliższym otoczeniu. Nie skrępowany obecnością elfki, nie tylko przyjrzał się aurom, ale też powierzchownym myślom większości tych, którzy biesiadowali. Ze spokojem odetchnął, po czym pogrążył się w rozmyślaniach, sącząc powoli trunek pomiędzy kolejnymi falami dymu, które wydostawały się z jego fajki.

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Llewallyn, Hecate
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Latro » 1 tydzień temu

Podążyła wzrokiem za wskazanym przez Alantara miejscem, a następnie się uśmiechnęła. Miejsce zbiórki z początku było jej obojętne, jednak teraz, gdy czarodziej postanowił wybrać gospodę, nie próbowała nawet ukryć zadowolenia tą drobnostką. "Spotkamy się w podobnym miejscu do tego, w którym się poznaliśmy, co?"
Proste do zapamiętania.
- Mi to pasuje - oznajmił kotołak. Po chwili odszedł ze znacznym pośpiechem, uświadomiwszy sobie, że jeśli da radę prędko załatwić sprawunki, pozostanie mu trochę czasu na własne uciechy.
Latro westchnęła. Tego się po Haresie spodziewała... choć w sumie nie ma to dla niej większego znaczenia. Bardziej ciekawiło ją, co też do zrobienia ma Alantar w tej mieścinie. Wspominał coś o prowiancie i przyprawach... No nic. Dziewczyna wzruszyła ramionami i pomyślała, że zdecydowanie za długo stoi bezczynnie. Rozejrzała się dookoła, próbując sobie lepiej przypomnieć to miejsce. Od ostatnich jej odwiedzin sporo się nie zmieniło. Chyba tylko fakt, że handlarze mieli przy sobie znacznie lepszą eskortę. Byli znacznie ostrożniejsi, lepiej zabezpieczali swoje towary i nie pozostawiali ich bez odpowiedniego nadzoru. Latro czuła, że nie może całkowicie zlekceważyć ich czujności. Być może ostatnimi czasy jej grupa była na tym obszarze trochę zbyt aktywna.
"Lepiej będzie się gdzieś przenieść na jakiś czas. Przenieść na tyle blisko, aby nie budzić podejrzeń, ale jednocześnie na tyle daleko, aby ci tutaj zaczęli czuć się nieco pewniej... i zamiast napychać kiesę najemnikom, posłusznie dawali się obrabowywać bez lepszej obstawy."
Nie minęła chwila, a elfka otrząsnęła się z natłoku myśli. Na to będzie jeszcze miała czas, jednak w tym momencie powinna skupić się na nowym celu. Wykonała kilka kroków w kierunku pobliskiej uliczki, przecinającej jedne z biedniejszych domów w okolicy, lecz niemal od razu dostrzegła nadarzającą się okazję na... otrzymanie darowizny.
- Ej! Uważaj gdzie cho... - Mężczyzna, który zaledwie ułamek sekundy temu na nią wpadł, zaniemówił. Podczas, gdy tępo wlepiał wzrok w młodą, pełną wdzięku dziewoję próbującą odzyskać równowagę, Vittoria postanowiła nieco przed nim poudawać zaskoczenie tą sytuacją i zachować się tak, jak przystało na lekko oszołomioną zderzeniem panienkę.
- Ojejku, bardzo pana przepraszam - rzekła głosem tak delikatnym, że sam diabeł nie mógłby jej posądzić o zabicie muchy. A co dopiero o bycie groźnym przestępcą. - Straszna ze mnie gapa. Proszę o wybaczenie.
Po tych słowach rozmówca oprzytomniał. Odchrząknął cicho i zdecydował się czym prędzej wyjaśnić sytuację, w międzyczasie przywołując na twarz serdeczny uśmiech.
- Proszę się tym nie martwić, ja tutaj zawiniłem. - Skinął głową w ramach przeprosin, powiedział: - Życzę miłego dnia - i odszedł szybkim krokiem.
Wypowiedziawszy słowa podziękowania, Latro uśmiechnęła się pod nosem.
"Najprościej jest oszukać tych, którzy się śpieszą." - pomyślała gdzieś w jednej z węższych uliczek, podrzucając z nudów ciężką sakiewką.

Po jakimś czasie w końcu dotarła tam, gdzie dotrzeć chciała, choć trzeba przyznać, że nie było to budzące zachwyt miejsce. Stojąc przed frontowymi drzwiami z pozoru niczym niewyróżniającego się sklepiku, ze zdumieniem musiała przed samą sobą przyznać, jak dziurawa może być ludzka pamięć, gdy się jej od czasu do czasu nie odświeża. Innymi słowy - nie jest to pierwsza jej wizyta w tej okolicy, jednak ostatnia odbyła się na tyle dawno, że ledwo była w stanie dopasować wygląd mieszczących się w pobliżu budynków z tymi, które zachowała w swej pamięci. Jedynie szyld dalej przedstawiał to samo, co dawniej, czyli widniejący na nim treściwy, aczkolwiek, trzeba przyznać, nie wzbudzający zbytnio zainteresowania potencjalnych klientów napis "Antyki Larrego".
Elfka prychnęła cichutko z rozbawieniem. "Pewne rzeczy się nie zmieniają."
Powoli weszła do środka, nie pozbywając się uśmiechu ani radości płynącej z faktu możliwości spotkania się ze starym przyjacielem. Ku jej zdumieniu, nie zastała tam jednak nikogo. Nie było żywej duszy, choć dom był przecież otwarty. Dziwne...
"On nie popełniłby takiego błędu."
Nie minęła chwila, a do środka weszła kolejna osoba. Vittoria odwróciła się w stronę przybysza, którym okazał się na oko siedemdziesięciokilkuletni mężczyzna ze szpakowatymi, uczesanymi do tyłu włosami i gęstym zarostem.
- Ten sklep jest nieczynny - oznajmił niemal tuż po otaksowaniu jej wzrokiem, bez przywitania ani ostrzeżenia. Jego głos był ochrypły i cichy, jednak dziewczyna nie miała problemów ze zrozumieniem go.
- Szukam jego właściciela. - Uśmiechnęła się uprzejmie, chcąc sprawić wrażenie miłej i godnej zaufania. - Wie pan może gdzie on jest?
Pierwsza jego odpowiedź nie zadowoliła Latro, a wprawiła jedynie w konsternacje. Starzec bowiem ciężko westchnął i z, jak się elfce wydawało, tęsknotą w oczach zaczął po kolei przyglądać się meblom w pomieszczeniu. Najdłużej swój wzrok zatrzymał na leżących na półkach przedmiotach, tych bardziej cennych i tych mniej, tych starszych i tych wytworzonych znacznie później. Dopiero po jakimś czasie na nią spojrzał.
- Mój przyjaciel odszedł. - Tak brzmiała jego druga odpowiedź. Tak brzmiały słowa, które na krótką chwilę sprawiły, że Vittoria otworzyła szeroko oczy i wstrzymała oddech, wpatrując się w pełne żalu ślepia starca.
- Kiedy to było? - zapytała po chwili zimnym jak lód głosem. Przywróciwszy się do porządku, wbiła wzrok w drewniane, skrzypiące panele.
- Pogrzebali go kilka dni temu.
Ledwo zauważalnie zacisnęła pięści i zmarszczyła brwi.
- Mogę zaprowadzić cię do miejsca pochówku. To niedaleko, zaraz za miastem.
- Nie ma takiej potrzeby - odrzekła. - Nie mam w zwyczaju darzyć zwłok szczególnym szacunkiem - westchnęła, po czym ruszyła ku drzwiom. - Jego już nie ma. Ta wiedza w zupełności mi wystarcza.
Przechodząc obok niego, wyciągnęła sakiewkę i bez chwili wahania wcisnęła mu ją do dłoni, szepcząc przy tym pod nosem tak cicho, że być może nawet mężczyzna, stojąc tuż obok, nie był w stanie usłyszeć w pełni jej słów.
- Przyjaciel mojego przyjaciela jest moim przyjacielem.

"Racja. Miał blisko dziewięćdziesiąt lat, ludzie w tym wieku umierają. To nazywają "starością", to jest apogeum ich egzystencji" - to myśląc, opierała się o jeden z budynków, a opierając, wpatrywała w przejrzyste. nie skażone nawet pojedynczą chmurką niebo.
Do gospody przybyła jakąś godzinę po południu, gdy słońce kontynuowało swą wędrówkę po drugiej połowie nieba. Znacznie wcześniej, niż przypuszczała i być może nawet sam Alantar się tego nie spodziewał, ale prawda była taka, że straciła zarówno powód, jak i chęci do chodzenia po mieście i robienia czegoś innego, niż oczekiwanie na kotołaka... któremu zapewne nieprędko wpadnie do łba myśl, aby udać się w to miejsce.
Odnalezienie czarodzieja nie zajęło jej nawet chwili. Dosiadła się obok, po czym oparła łokieć na kontuarze, a głowę na dłoni, aby spokojnie pozbierać myśli, zatrzymując spojrzenie na jednej ze stojących obok butelek pełnych trunku. Po chwili jakby oprzytomniała, podniosła do góry drugą rękę, chcąc dać znak jakiejś kelnerce, lecz w połowie się zatrzymała.
Zapomniała, że skradzione pieniądze, w przypływie emocji, postanowiła oddać na inny cel. Westchnęła cicho.
Być może było już na to odrobinę za późno, jednak zorientowała się, że niemal całkowicie zignorowała swojego towarzysza. Zerknęła na niego przez ułamek sekundy, po czym odezwała się, jak gdyby od niechcenia.
- Długie życie potrafi czasem dać w kość.

Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Saaviel
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alantar » 1 tydzień temu

Pieniądze... Pożądanie, strach, niepewność, miłość, szczęście... Emocje, myśli, wspomnienia, które zobaczył w jednej chwili były niemiłosiernie przytłaczające. Ile razy zastanawiał się ile istot było w stanie nie oszaleć od takiego napływu informacji? Przez jego twarz przemknął delikatny uśmiech. Choć czy "zastanawiał" było odpowiednim stwierdzeniem? I tak i nie, jako iż ciekawość doprowadziła go do zbadania czy jego przemyślenia są prawdziwe. Kilka razy podczas gdy ostatni z jego napastników klęczał przed nim błagając o życie, Alantar miał okazję przekonać się na własne oczy jak ludzie i nieludzie tracą zmysły widząc morze myśli... Czarodziej westchnął cicho. Dlaczego większość jego myśli zawsze wędrowała w tym samym kierunku? Nigdy tak naprawdę nie pozbył się cienia ze swojego umysłu, jedynie nieskutecznie uwięził kruchymi łańcuchami, które w każdej chwili gotowe były rozerwać się niczym cienkie nici. Mimo całej swej potęgi, nie był w stanie zrobić nic innego... A może gdzieś w głębi serca nie chciał? Mężczyzna potrząsnął lekko głową i upił kolejny łyk rumu, by następnie zaciągnąć się dymem z fajki. Nie był to czas, ani miejsce na takie przemyślenia. Ze znudzeniem rozejrzał się ponownie i ku jego zdziwieniu dostrzegł elfkę, która właśnie kierowała się w jego stronę. Nie stracił poczucia czasu prawda? Jego spojrzenie na chwilę wyostrzyło się, gdy ten szybko spojrzał w stronę okna, by zaraz odetchnąć cicho. Posłał Vittorii, która wyglądała teraz jak ludzka kobieta, delikatny uśmiech, ale sam również się nie odezwał, a jedynie spojrzał w górę, opierając się plecami o kontuar.
- Każde życie jest pełne cierpienia. Jedyne co się zmienia to jak długo będziemy je odczuwać - odpowiedział spokojnie, spoglądając na nią ze smutnym uśmiechem na twarzy.
- Gospodarzu, kubeczek rumu dla panienki! - rzucił donośnym głosem, nie odwracając się nawet w stronę kontuaru. Nie potrzebował czytać w myślach elfki by domyślić się, iż ta z jakiegoś powodu nie była w stanie samemu zamówić sobie trunku, skoro spędziła tutaj już tyle czasu, a w jej ręku nie było widać niczego.
- Dla ludzi sto lat naprawdę długi czas, szczególnie gdy cierpią, wygląda to niczym wieczność. Każde z nas postrzega czas inaczej, sto lat temu wyglądałem praktycznie tak samo, niewiele się dla mnie zmieniło... Dla człowieka to jego całe życie... Życie jest takie same dla każdego z nas, nawet jeśli wydaje się tobie, iż długowieczność to klątwa. To z czym się spotykamy, rzadko różni się od tego z czym spotyka się człowiek. Po prostu mamy więcej czasu, by zauważyć jak większość rzeczy wokół nas przemija. A i to nie zawsze. Gdybyś tylko została w swoim miejscu narodzin, wśród innych elfów, twoje życie niewiele różniło by się od ludzkiego. Widzimy upływ czasu inaczej, tylko dlatego, iż jesteśmy wśród istot, które nie są podobne do nas. Bez tego, jeden dzień byłby jedynie ulotną chwilą. To jak postrzegasz czas zależy jedynie od ciebie, zawsze możesz obrać inną ścieżkę. Oboje świadomie wybraliśmy tą trudniejszą drogę - dodał, uśmiechając się delikatnie na końcu.

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Llewallyn, Hecate
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Latro » 1 tydzień temu

Skinęła lekko głową w ramach podziękowania za otrzymany rum. Położyła palce na kubku, wpatrując się w znajdującą się w nim ciecz i jednocześnie rozważając słowa Alantara na temat, który sama zaczęła. Gdy ten skończył mówić, uśmiechnęła się delikatnie. Wiedziała o tym. Znała doskonale zalety jak i wady dotyczące egzystowania przez ponad setki lat.
Ona nie nazwałaby tego klątwą, jednak, jak sam czarodziej wspomniał, przebywanie pośród istot o tak... kruchym, tak nietrwałym życiu potrafi być uciążliwe. Gdy już zdążysz kogoś bliżej poznać, pozostanie ci tylko patrzenie, jak ta osoba słabnie, starzeje się, aż w końcu umiera... to było przecież takie oczywiste.
"Dlaczego więc wybrałam tą drogę?"
Milczała przez chwilę, a znalazłszy odpowiedź na zadane sobie pytanie, roześmiała się.
- Wiele lat temu postanowiłam coś sobie. - W jej głosie powróciła dawna duma. I nic dziwnego, bo towarzysze, zarówno starzy, jak i nowi, są jednym z niewielu czynników potrafiących poprawić humor po stracie bliskich. A Alantar, jakby nie patrzeć, zaliczał się w tej chwili do grona osób, które elfka mogła nazwać kompanami. Nawet, jeśli to tylko chwilowe. - Że będę ułatwiać sobie życie, nieważne jakim kosztem. Z czasem jednak to się zmieniło. - Przerwała na moment, aby wziąć spory łyk trunku. - Powiedzmy po prostu, że uświadomiły mi o tym śmierci kilku ludzi, których darzyłam szacunkiem. Ja... zorientowałam się, że to nie jest wcale rozwiązanie. A życie bez przeszkód i niewygód jest życiem bez szczęścia i satysfakcji. To puste, zmarnowane, nic niewarte życie. - Ponownie upiła nieco ze swej porcji.

Kilkadziesiąt minut później usłyszała za plecami znajomy głos, pomimo wszechobecnego gwaru.
- Wszystko załatwione, szefie. - Poczekał, aż udająca człowieka elfka zwróci ku niemu twarz, aby móc oznajmić: - Miałem małe kłopoty z targowaniem się, sprzedawca to uparty osioł...
- Mimo to widzę, że nie na darmo się z nim męczyłeś. Całkiem ładne ostrze. - Spojrzała na szablę, którą przed chwilą kotołak zaprezentował, a następnie schował do pochwy przypiętej do pasa. Widać było jego zadowolenie.
Zwróciła również uwagę na jego nowy ubiór, który jednak przedstawiał się dość przeciętnie. Jasna tunika, ciemne spodnie, pas i czarne buty za kostkę. W porównaniu do poprzedniego stroju, teraz nie przykuje cudzej uwagi częściową nagością...

Awatar użytkownika
Alantar
Szukający drogi
Posty: 44
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Saaviel
Lokalizacja: Dublin, Irladnia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alantar » 1 tydzień temu

Jej odpowiedź zdziwiła czarodzieja nieco. Szczerze nie spodziewał się, iż ta zacznie mówić o swojej przeszłości, nawet jeśli jedynie ogólnikowo. Dlatego też, gdy tylko ta skończyła swoje pierwsze zdanie, spojrzał na nią z zaciekawieniem, oczekując jej dalszych słów. Co takiego sobie postanowiła? Zaraz potem na jego twarzy zagościł kolejny delikatny uśmiech, choć razem z jego wzrokiem, formował raczej wyraz współczucia, nie rozbawienia.
- Prawda... Szkoda, że musiałaś się tego nauczyć w taki sposób... - O dziwo w jego głosie słychać było prawdziwą troskę. Życie po prostu było okrutne, dla jednych bardziej niż dla innych, co nie znaczyło, że wszyscy musieli przejść przez tyle co on, by ten mógł im współczuć. Przynajmniej takiego podejścia starał się używać. Ukrywając swoją twarz za kubeczkiem, z którego pociągnął niewielki łyk, kąciki jego ust na chwilkę wygięły się w ironicznym uśmiechu, który zniknął równie szybko co się pojawił. Opuszczając kubeczek, westchnął cicho, spoglądając na zawartość kubeczka z nostalgicznym wyrazem twarzy. Przywołując wspomnienia z czasów, kiedy naprawdę był szczęśliwy, przestał się odzywać, puszczając jedynie kłęby dymu od czasu do czasu, aż fajka się nie wypaliła. I tak też pozostał aż do momentu, gdy tuż za Latro pojawił się bezszelestnie kotołak.
- Odsapnij chwilę, może zdążysz jeszcze coś wypić zanim ruszymy - rzucił w stronę Haresa, uśmiechając się lekko. Naprawdę musiał zacząć panować nad swoimi wspominkami... Westchnął w myślach i upił łyk trunku, o którym prawie zapomniał, mimo faktu, że tak długo wpatrywał się w niego, po czym przeciągnął się leniwie, aż strzeliło mu w kościach.
- Mam nadzieję, że nie będziecie próbowali mnie przekonać do zostania tutaj na noc - dodał rozbawionym tonem. Gdyby mógł, nie zatrzymał by się tutaj w ogóle, zapewne ominął by wioskę całkowicie, jednak kotołak w szczególności potrzebował wybrać się do niej. Vitorria wyglądała jakby nic nie kupiła, a sam czarodziej nabył jedynie rzeczy, które były mu zbędne, a jedynie umilały podróż, za to Hares potrzebował nie tylko ubrań, ale i broni, jeśli chciał czuć się pewnie w ciągu wyprawy. Szczerze, mężczyzna nie dziwił mu się, mimo ostrych pazurów, szabla ciążąca w dłoni zdecydowanie bardziej napawała optymizmem.

Awatar użytkownika
Latro
Szukający drogi
Posty: 43
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Llewallyn, Hecate
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Latro » 1 dzień temu

Vittoria zwykle nie miała problemów ze zrozumieniem innych ludzi. Ich uczucia zdawały się być logiczne, potrafiła je odgadnąć i wytłumaczyć... aczkolwiek nie robiła tego zbyt nachalnie, o ile nie kierowała nią ciekawość bądź sprawa nie dotyczyła pierwszego, lepszego pachołka. Albowiem ludzi, których zdążyła poznać i polubić traktowała ze swego rodzaju subtelnością. Celowe wytrącanie ich z równowagi oraz doprowadzanie do ostateczności mijało się z jej celem, którym było utrzymywanie miłej atmosfery i (w większości przypadków) prowadzenie owocnej współpracy, opartej na (niekoniecznie bezgranicznym) zaufaniu.
W chwili, gdy Alantar przyznał jej rację, troska w jego głosie wydała się elfce dziwnie znajoma. Już wcześniej zastanawiała się nad jego przeszłością, lecz teraz miała pewność, że nie należała ona do najprzyjemniejszych, delikatnie ujmując. Ba, te westchnienie i wymalowana na twarzy nostalgia z pewnością pochodziły od człowieka, który nie tylko wiele przeżył, ale również wyciągnął z tychże przeżyć cenne lekcje.
Nim przybył kotołak, opróżniła nieco ponad połowę kubeczka.
- Chętnie - odparł Hares, wyraźnie zadowolony propozycją mężczyzny. Usiadł obok, po czym dał ręką znak karczmarzowi, aby również i jemu polano nieco trunku. Płacił za siebie, bo wciąż pozostało mu trochę uprzednio "zdobytych" ruenów.
- Nie sądzę, byśmy o tej porze potrzebowali noclegu. - Spojrzała na czarodzieja ze szczerym uśmiechem na twarzy. - Jeśli wkrótce wznowimy wędrówkę, może choć w niewielkim stopniu uda nam się nadrobić czas spędzony w tej mieścinie.
Upiła kolejny łyczek, a następnie rozejrzała się po sali ukradkiem. Nie było to w tym momencie potrzebne, o czym wiedziała, jednak już dawno zdążyła sobie wyrobić pewien nawyk, którym było obserwowanie otoczenia i ludzi wokół. Gospoda okazała się tak, jak z początku przypuszczała, miejscem żywym, głośnym, a co najważniejsze, bezpiecznym. A przynajmniej dla jej obecnej postaci.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Góry Dasso”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość