Mauria[Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Re: [Mauria i okolice] Zamknij oczy jeśli mi ufasz

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        - Muszę zapamiętać, że mam właściwości usypiające i to bez używania magii czy hipnozy - prychnął z rozbawieniem, widać było, że łyknął tłumaczenia ukochanego jak młody pelikan i nawet przypadły mu do gustu. Co prawda stwierdzenie, że można czuć ciepło bijące od ciała wampira, byłoby nielogiczne i podejrzane, gdyby nie to, że Aldaren wypił wcześniej trochę krwi Mitry i całą butelkę posoki Fausta. Ta druga w sumie była zimna, ale to akurat bez znaczenia. A na pewno dla miło połechtanego skrzypka, który rozkoszował się tym co nekromanta powiedział. Jeszcze bardziej odpłynął, po tym jak blondyn zapewnił, że to nie był ostatni raz. Nawet nie wiedział jak bardzo to mogło być motywujące dla krwiopijcy, który byłby w tej chwili zrobić wszystko by do tego doprowadzić i nie mógł się już takiej nagrody doczekać. Odetchnął również w widoczną ulgą, po zapewnieniu przyjaciela, że pobudka w ramionach nieumarłego najbardziej mu się podobała.
        - Cieszę się, że nie jesteś zły. Wiesz... nie chciałem byś poczuł się niekomfortowo, gdy cię przytuliłem. Ale spałeś tak słodko, jeszcze się przysunąłeś jakbyś potrzebował bym cię objął... - wyrzucił z siebie lekko zawstydzony. Ugryzł się przy tym w język, by nie dodać, że w tamtej chwili po prostu musiałby nie mieć serca by go nie przytulić, co w przetłumaczeniu z aldarenowego oznacza: "nie mogłem nie skorzystać".

Aldaren głupio się poczuł po tym jak się zachował podczas kontrolnego badania, a widok uciekającego w popłochu partnera był jeszcze bardziej dobijający. Nie miał jednak pretensji do niebianina, nie miał prawa ich w ogóle mieć, bo przecież on chciał tylko dobrze. Wampir doskonale rozumiał jak biedny nekromanta musiał się w tej chwili poczuć, jak odrażający musiał być przy tym (albo mu wydawać) nieumarły, ale czasu już niestety nie cofnie. Nie miał na to ani mocy, ani odpowiednich umiejętności. Mógł mieć jedynie nadzieję, że Mitra mu szybko przebaczy, a jak nie to, że uda się skrzypkowi wszystko naprawić śniabiadem (śniadaniem błogosławionego, ale w porze obiadu) albo ewentualnie nadprogramowym koncertem tego dnia. Choć... czy starczy mu na to czasu, nie zmuszając przy tym niebianina do późniejszego położenia się spać? Przecież miał dziś umówione spotkanie z synem generała Turilliego, no i nie uzgodnił z Lilianną, o której i gdzie miało się odbyć to spotkanie zapoznawcze, którego pomysł podrzucił mu wcześniej blondyn. Może jednak wszystko przebiegnie sprawniej niż obecnie zakłada, w takim przypadku źle z czasem być nie powinno.

Na propozycję picia, nie dostał żadnej odpowiedzi, a biorąc pod uwagę, że dość często się ostatnio alkoholizowali przy posiłkach, nalał ukochanemu szklankę wody, nie chcąc by ten się zapchał posiłkiem. Miał przy tym nadzieję, że nekromanta nie będzie za bardzo grymasił, że do niezwykłego według siebie posiłku, dostanie zwykłą wodę. Cóż przynajmniej zdrowa była i nawet lepiej niż inne napoje zapobiegała odwodnieniu.
        - To może faktycznie jest trochę mniej zwykły niż mi się wydawało - powiedział skromnie, ale ze szczerym, pełnym szczęścia uśmiechem. Zaraz też pozwolił sobie na odrobinę żartobliwych złośliwości, które raczej powinny być komplementami i zaśmiał się rozbawiony miną ukochanego.
        - Ani nie zetnie jeśli zu... - nie dokończył zbyt beztroski w swojej nieświadomości, że właśnie jeśli o ścięciu mowa, z własnej woli położył głowę na pieńku pod katowski topór Mitry.
        - Yyyy... to wiesz... ten... ja... - bełkotał drapiąc się po karku i patrząc niemalże całym sobą gdzieś w bok, szukając naprędce i układając w głowie jakąś sensowną wymówkę.
        Westchnął jednak i skruszony, jak skarcony przed chwilą psiak, siedząc ze spuszczoną głową i jedynie oczy podnosząc do góry, patrzył na Mitrę, gdy ten zażądał by wampir nawet mu nie mówił czy robił coś jeszcze oprócz pójścia na stragan. Uciekając co jakiś czas spojrzeniem w bok, kiwał potakująco głową na słowa partnera, dopóki nie nastąpił obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Skrzypek nie tylko się wyprostował i podniósł głowę, ale jakby powstał z martwych i znów można było mieć wrażenie merdającego ogona przez to jak bardzo był szczęśliwy na wieść o nagrodzie. I to jeszcze jakiej przyjemnej.
        - Zrobię wszystko co lekarz mi każe! - rzucił entuzjastycznie omal nie wstając od stołu i to tak zamaszyście, że krzesło odsunęło by się z kawałek z piskiem, o ile nie przewróciło by się od tego. - Będę już grzeczny i będę na siebie uważał, obiecuję! - dodał. Aż dziw brał, że był w stanie kogokolwiek zabić, zwłaszcza swojego wampirzego ojca w dość okrutny sposób. No i że był wampirzym lordem. Niespełna rozumu i wyjątkowo niedojrzałym (w większości przypadków przy nekromancie) jak na swój wiek, ale kto w tych czasach był normalny. Poza tym byłoby Mitrze nudno i smutno gdyby Aldaren nie był... no właśnie taki. Już się nie mógł doczekać co też tam blondyn dla niego wymyślił.

        Atmosfera jednak nieco zgęstniała, po tym jak Mitra zapytał o to co przydarzyło się się jego ukochanemu i kto był za to odpowiedzialny. Najpewniej winę ponosił przy tej nagłej zmianie skrzypek, tym jak spoważniał, a nawet spochmurniał, nie wspominając o tym, że dość długo (jak na niego) milczał. Nie mógł jednak ukrywać przed ukochanym tak ważnej sprawy, którą w skrócie (i pomijając zbędne elementy) zaraz przybliżył. Słysząc jednak niezbyt optymistyczny komentarz, westchnął, bez humoru wgapiając się w kieliszek z krwią.
        - Chcę dopilnować by wrócił tam skąd przyszedł i mieć przy tym pewność, że już nigdy nie wyjdzie z Otchłani - poprawił się ze swoim zamiarem, obierając w sumie bezpieczeństwo innych, nawet obcych sobie mieszkańców i to nie tylko Maurii, za priorytet. Dużo ważniejszy od osobistych pobudek.
        Zaskoczony prośbą ukochanego podniósł gwałtownie na niego swoje spojrzenie, lecz zaraz się uśmiechnął z czystą czułością. Tego się po nim w ogóle nie spodziewał, ale niezmiernie się cieszył, że Mitra go rozumiał.
        - Nie jestem już tamtym Aldarenem, któremu śpieszno było na tamtą stronę. Nie jestem głupi i mam po co żyć - powiedział szczerze, głaszcząc delikatnie blondyna po dłoni, którą złapał jego dłoń. - To fakt, że chciałbym się już go jak najszybciej pozbyć, ale będę musiał... nieco popracować by mieć pewność, że tym razem to on zostanie pokiereszowany. Poza tym będę musiał poszukać w zapiskach Fausta albo samemu opracować jakąś pieczęć, która skutecznie i na dobre pozbawi Zabora możliwości wyjścia z Otchłani, nawet jeśli ktoś potężniejszy ode mnie będzie starał się go przyzwać, a to, jak Mitrę kocham, potrwa dłużej niż dwa dni - wyjaśnił, od razu w sumie opracowując sobie sensowny plan działania, a przynajmniej punkt, od którego powinien zacząć tę sprawę.

        Chwilę po tym jak to powiedział, marudząc jak ostatni dziadyga, na którego uwzięło się życie i cały Prasmok, wszedł Xargan niosąc na plecach dość pokaźnych rozmiarów tobół, a pod obiema pachami taszczył drewniane manekiny z ruchomymi stawami. Może nie wykonane tak dobrze jak te mitrowe i z raczej lichego drewna, ale póki co powinny niebianinowi wystarczyć. Poza tym, gdyby skrzypek wiedział, kto robi Mitrze kukły, byłoby o wiele lepiej. Jak się można domyślić, demon nie był zbyt zadowolony z tego, że został zaprzęgnięty do robienia zakochanym zakupów.
        - Jutro kowal ma dowieść pełny pancerz połączony żelaznymi zawiasami jak chciałeś - burknął demoniczny blondyn, walnął wszystko przy fotelu w salonie i zmordowany legł się na kanapie nie mając zamiaru dziś już nic więcej robić, choćby Aldaren miał go przez to wysłać do Pustki.
        - Dzięki, jednak można na ciebie liczyć - odpowiedział z niewinnym uśmiechem skrzypek skupiając ponownie całą swoją uwagę już wyłącznie na Mitrze.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        - Relaksujące - poprawił go Mitra. - “Usypiające” brzmi negatywnie.
        Wyraz jego twarzy był łagodny, nawet z zainteresowaniem patrzył i słuchał, gdy Aldaren opowiadał o tej chwili przed przebudzeniem. Wyglądał na naprawdę zaintrygowanego.
        - Naprawdę? - upewnił się, gdy usłyszał, że sam nieświadomie się przysunął. Wbrew pozorom zrobiło mu się miło i to było widać. Wiedział, że normalnie by się do czegoś takiego nie posunął, wręcz przeciwnie, zerwałby się czując najmniejszy dotyk albo nawet samo spojrzenie. Całe życie nauczyło go tego typu czujności. Aldarenowi ufał jednak tak bardzo, że nie dość, że przy nim zasnął, to jeszcze wprosił się w jego ramiona.
        - Ufam ci - powiedział cicho, z czułością. Ten dzień nie mógł chyba zacząć się lepiej. Później może trochę się sknociło, ale początek był… wręcz idealny.

        Mitra nie zignorował pytania Aldarena umyślnie - zwyczajnie kwestia picia mu umknęła, gdy żywo zainteresował się niecodziennym wypiekiem, czego wampir w sumie nie powinien mu mieć za złe. Kubek z wodą przyjął z cichym "dziękuję" i nim jeszcze zaczął jeść, upił z niego dwa łyki, bo po całej nocy miał zupełnie zaschnięte usta. Odetchnął, jakby dzięki temu odczuł ulgę, po czym odstawił szkło na stół, od razu skupiając wzrok na swoim ukochanym. Miał dobry humor i wyjątkowo łaskawy, co pewnie zdziwiło nawet Aldarena. Sam się sobie dziwił. Za to wychodzenie z domu powinien ochrzanić skrzypka tak by na całe życie zapamiętał, ale tego po prostu nie zrobił, tym razem sięgając po marchewkę zamiast kija. I... Najwyraźniej dało to świetny efekt. Aldaren co prawda z początku wyglądał jak rugany szczeniak i aż przykro się patrzyło na wampirzego lorda, który tak się kuli pod ciężarem słów byle nekromanty, ale później jego postawa zmieniła się diametralnie. Odżył i rozpromienił się, a jego zapewnienia były tak pełne entuzjazmu, że aż bawiły. Mitra z rozbawieniem pokręcił głową.
        - Trzymam za słowo - zapewnił, po czym westchnął i zapatrzył się na wampira z rozmarzeniem w oczach. - Jak tu cię nie kochać? - zapytał retorycznie. On nie byłby w stanie przestać. Nie, gdy widział te błyszczące, piękne, niebieskie oczy.
        - Cha, zwłaszcza jak tak świetnie gotujesz - skomplementował jeszcze, bo do tej pory nie wyraził opinii o skubanym podczas rozmowy chlebie. - Naprawdę wyborny - podsumował, biorąc do ust ostatni kęs i zaraz wziął się za resztę frykasów, w postaci jajek i ziemniaków. No dobrze, może nie były to wykwintne dania, ale przygotowane przez niego, a to liczyło się najbardziej.

        Rozmowa o wydarzeniach tej nocy i ich konsekwencjach przebiegała już w gorszej atmosferze, lecz Mitra był opanowany i jakimś cudem nie udzieliło mu się zdenerwowanie Aldarena. Nie traktował tego oczywiście lekko, bo był świadomy wagi sprawy, ale trzymał nerwy na wodzy. I wierzył w swojego ukochanego. To jak na koniec Aldaren podniósł na niego gwałtownie wzrok, spotkało się z natychmiastową odezwą - lekko, lecz znacząco uniesioną brwią w niemym "no co, zaskoczony?". Tego co planował skrzypek nekromanta by mu w życiu nie zabronił - nie, gdy sam był uparty i zajadły. Wyszedłby wtedy na hipokrytę. Mocno zresztą wierzył w umiejętności swojego ukochanego i był przekonany, że gdy tylko odzyska zdrowie i pełnię sił, będzie w stanie rozprawić się z Zaborem. Tym razem będzie na pewno przygotowany.
        Wzrok błogosławionego umknął na moment w dół, na ich złączone dłonie, ale zaraz wrócił na oblicze wampira. Rękę w tym czasie subtelnie obrócił, aby złapać Aldarena za palce i chwilę tak posiedzieć, trzymając się za ręce. Przez cały czas był bardzo skupiony na słowach ukochanego i słuchał go jakby był przed nim kreślony plan bardzo poważnej militarnej operacji, uśmiechnął się jednak lekko przy słowach "jak Mitrę kocham".
        - To powiedzenie chyba szło nieco inaczej - zażartował nim spoważniał. – Cieszy mnie to, ufam ci... Przygotuj się tak, by udało ci się za pierwszym razem... Pomogę jak będę mógł, powiedz tylko co trzeba zrobić. Wiem, że nie mam doświadczenia z demonologią, ale mogę ci pomóc gdybyś szukał konkretnych ksiąg... Jak miałeś okazję się o tym przekonać, jestem w tym całkiem niezły. Nie zostawię cię z tym samego - dodał łagodnie. A nawet gdyby Aldaren zamierzał nie skorzystać z jego pomocy w ten sposób, on zamierzał mu w inny sposób ułatwić życie. Na razie jednak nie podsuwał mu tej opcji, by się przypadkiem niczym nie sugerował.

        Dźwięk otwieranych drzwi frontowych, łomot jaki nastał później i to złorzeczenie sprawiły, że Mitra podskoczył i zabrał rękę z dłoni wampira.
        - Niech cię piekło pochłonie, nie łaź jak po swoim! - zirytował się, gdy Xargan wlazł z zakupionymi przedmiotami do domu, jakby wolno mu było tu być. Później jednak powietrze szybko zeszło z nekromanty. Z niedowierzaniem patrzył na to wszystko, co demon zniósł do domu i tak siedział w bezruchu, gapiąc się na przyniesione kukły. Tylko dzięki temu udało mu się pójść do salonu by położyć się na kanapie, nim Aresterra się ocknął i go z domu wyrzucił. Teraz miał co innego na głowie.
        - Co do… - mruknął. Pytanie było raczej retoryczne, bo przecież widział co mu przyniesiono i domyślił się dlaczego.
        Nekromanta w końcu wstał i podszedł do manekinów. Przyjrzał się im, na próbę poruszając ramieniem jednego z nich i dokładnie sprawdzając jego palce. Dłoni poświęcił zresztą wiele uwagi, sprawdzając stawy oraz drewno, z którego została wykonana. Trochę manekinów przewinęło się już przez jego ręce i wiedział czego szukać i czego oczekiwać, by sprawdzały się w codziennych pracach. Szukał sęków, sprawdzał słoje, powierzchnię lakieru oraz ruchomość stawów. Musiała być podobna do ludzkich, a na palcach należało zrobić nacięcia, aby powierzchnia nie była tak śliska - tego ostatniego brakowało, ale to akurat niewielka strata, Mitra mógł się tym zająć sam, nim zajmie się ich zaklinaniem.
        - Wiesz, że nie musiałeś? - odezwał się do Aldarena, odkładając dłoń kukły. Spojrzał na niego z czułością. - Dziękuję, że się tym zająłeś. Manekiny są jednak piekielnie drogie, pozwól, że zwrócę ci za nie pieniądze. Jak będziesz tak za każdym razem sięgał do sakiewki to zbankrutujesz nim otworzymy szpital - dodał żartobliwym tonem. Podszedł w międzyczasie do ukochanego, pogłaskał go z czułością, po czym objął twarz obiema dłońmi i dał mu czułego buziaka w policzek.
        - Dziękuję - powiedział, nim się wyprostował i spojrzał z zainteresowaniem na wór. - O co chodzi z tym kowalem? Zamówiłeś zbroję? - upewnił się, znowu obracając wzrok na Aldarena.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        - Usypiające jest elementem związanym z anestezjologią, z którą mamy drobne problemy natury praktycznej... Popatrz jestem rozwiązaniem na wszystko. Teraz tylko podczas operacji wystarczy mieć mnie pod ręką i voilà. Problem z głowy. - Zaśmiał się pogodnie i pogładził ukochanego pod dłoni, patrząc mu przy tym z miłością w oczy. Był szczęśliwy, że Mitra tak dobrze o nim myśli. Choć w sumie ciężko by było gdyby myślał w negatywny sposób o wampirze z usposobieniem Aldarena, acz co kto lubi. Kwestia dyskusyjna.
        Nie dał się zwieść, gdy Mitra z takim zaskoczeniem zapytał, czy rzeczywiście sam z siebie się przytulił do krwiopijcy leżącego obok (choć przez sen, więc nie w pełni świadomy swoich poczynań) i z dumnym z nekromanty uśmiechem kiwnął głową, zaczynając szczegółowo opisywać jak to wyglądało. Oczywiście pominął kilka mało znaczących kwestii jak to, że ponownie wtrynił się do wyrka by nie zostać o nic posądzonym i to, że wcześniej był na mieście załatwiając więcej spraw, niż w późniejszym czasie, przy śniadaniu Mitrze wyjawił. Ach! Pominął również przypatrywanie się niebianinowi przez jakiś czas, bo blondyn mógłby się poczuć nieswojo albo być zły, że przez chwilę robił za muzealny eksponat. Trochę też naciągnął i pozmieniał prawdę - oczywiście Mitry okłamać by nie mógł - i powiedział że błogosławiony przytulił się do niego po tym jak nieumarły położył swoją dłoń na jego i lekko po niej pogłaskał. Czy o pogładzeniu go po całym ramieniu, czy zgarnięciu włosów z twarzy, by skrzypek mógł się dać zahipnotyzować jego pogrążonemu we śnie, świetlistemu licu,

        Nie był zły za to, że nie dostał odpowiedzi na temat tego, czego Mitra by się napił do śniabiadu. Rozumiał, że nekromanta był po prostu podekscytowany czym innym, co w pełni wypełniało jego umysł, że niektóre czynniki zewnętrzne dochodziły do niego z opóźnieniem albo w ogóle nie. Właśnie dlatego nawet nie powtórzył swojego pytania. Niebianin zdawał się być najbardziej zainteresowany niecodziennym wypiekiem przypominającym chleb, ale nie będący tym klasycznym bochenkiem. Obserwował z uśmiechem jak jego ukochany odrywa kolejne kawałki pieczywa i ze smakiem się nimi zajada.Może nawet nie do końca świadomie wsuwając kolejne kawałki do ust.
        - Obiecuję panie doktorze - zapewnił poważnym tonem ze szczerością w głosie, ale i roześmianymi oczami. - Myślę, że potrzebna byłaby stanowczo za mała dawka cierpliwości, empatia i poczucie humoru golema, ah no i jeszcze bycie łowcą wampirów z zawodu. Jak widać łatwo mnie nie kochać - wyszczerzył się jak aniołek, przy tym bardzo dumny z siebie, że dał radę odpowiedzieć na to jakże trudne pytanie. Gdzieś w jego żartach jednak umknął mu szczególik, że było to pytanie retoryczne.
        - Uff jak dobrze, że tamta jajecznica odeszła w niepamięć, choć i tak najbardziej poszkodowany był wtedy Żabon, ale już mi chyba wybaczył - rzucił z zadowoleniem i spojrzał z uśmiechem na małego demona, który na samo wspomnienie zaskomlał i uciekł z kuchni jak oparzony, bojąc się jakby przewidziana była powtórka z rozrywki. - Chyba jednak nie wybaczył - skrzywił się lekko widząc w jak szybkim tempie pokraka się ulotniła. Zaraz jednak wybuchnął śmiechem i upił nieco tutejszego "wina" z najlepszej winnicy w mieście znanej pod nazwą "Bank Krwi".

        Wampir uśmiechnął się delikatnie do partnera, gdy ten spojrzał na ich złączone dłonie.
        - Te synek, te mie tu nie mendruk bom ja starszy i chyba wiem lepiej nie? - rzucił i nawet pogroził blondynowi palcem, powstrzymując się od śmiechu i zmuszając do jak najdłuższego utrzymania powagi i iście chłopsko-ojcowskiej maski. Żartów jednak nastał koniec, gdyż mitra całkiem poważnie wyszedł z propozycją pomocy, z której grzechem byłoby nie skorzystać. Szczególnie z takiej świetlistoskórej pomocy. A kto wie, może na książkach się nie skończy? Aldaren miał taką nadzieję.
        - O tak, masz talent do wyszukiwania interesujących i rzadkich książek - pochwalił z niemałym uznaniem, kiwając przy tym głową i oczywiście pijąc do tego "Atlasu anatomii", na którego widok krwiopijca tak bardzo się ucieszył. - Poza tym mogą mi być potrzebne również jakieś składniki alchemiczne, do czego również masz lepsze dojścia niż ja, więc oprócz kwestii czysto zawodowych, z twojej pomocy z przyjemnością skorzystam. - Uśmiechnął się do niego czule i ciepło.

        Miłe chwile zepsuło pojawienie się Xargana, ale w sumie Aldaren cieszył się, że demon wrócił dopiero teraz, a nie w momencie gdy mówił o Zaborze. Obawiał się, że upiór mógłby na własną rękę zająć się sprawą ogara - rzuciłby przy tym najpewniej tekstem, że chce udowodnić, iż jest dużo silniejszy od tego zapchlonego kundla, bo przecież nie przyznałby się, że robi to dla Aldarena - a wtedy dowiedziałby się od Zabora prawdopodobnej prawdy o sobie i... mogłoby być różnie. Zwłaszcza, że już kilkakrotnie wykazał się nadmierną impulsywnością. Z tego właśnie powodu wampir wolał zająć się i zbadać sprawę bez demonicznego pomocnika.
        - Już mnie pochłonęło, nie ma nic gorszego od wykonywania rozkazów tego idioty i świadomości, że dwóch najbliżej się mnie znajdujących facetów, gdzie na jednego jestem skazany, się ze sobą chędoży - wyprowadził kontrę w stronę oburzonego nekromanty, chwilę później zajmując całą kanapę dla siebie.
        Aldaren nie mógł pozostać obojętny, gdy jego ukochany był tak źle traktowany i żałował, że pospieszył się z tymi podziękowaniami dla demona. Oczy nieumarłego lekko błysnęły, a Xargan z pełnym boleści wyrazem twarzy skulił się nagle i nawet nie zdążył wydać z siebie najmniejszego dźwięku, gdy zamienił się w obłoczek dymu wielkości pary z ust wypuszczanej na mrozie. Może i nie został odesłany do Otchłani, czy Pustki, a został zamknięty w cieniu wampira albo raczej jego umyśle , ale efekt był przynajmniej ten sam - on i Mitra nie będą musieli widzieć i słyszeć przez jakiś czas Xargana, a on sam nie będzie im przeszkadzał.
        - Cena tym manekinów jest niczym w porównaniu z twoim szczęściem i miłością. Poza tym za niszczenie mienia z tego co pamiętam grozi loch jeśli się nie wypłaciło poszkodowanemu równowartości zniszczonego mienia. Pieniędzy ode mnie pewnie byś nie przyjął, a do lochu nie ma zamiaru iść z jednego prostego powodu - nie ma tam ciebie - uśmiechnął się ciepło i niewinnie, choć w sumie Mitra miał rację. Musiał uważać z pieniędzmi, bo dość szybko mogły mu się skończyć i miałby ogromny problem, a nawet nie wiedział czy nadal i z jakich interesów Fausta one w ogóle wpływały do niego pieniądze.
        Sam musiał też pomyśleć o jakiś zarabiających inwestycjach, bo szpital i przytulisko będą ich strasznie dużo pochłaniać, a niewiele pieniędzy dawać - Aldaren nie miałby serca zdzierać ruenów z ludzi, którym będzie pomagał, ale o ile ludzie w przytulisku i z przytuliska chcieli by dla niego pracować za darmo, czy raczej za dach nad głową i ciepły kąt, o tyle medycy i inni z wyższym statusem społecznym raczej by na taki układ nie poszli, zwłaszcza, że arystokrata bardziej będzie cierpiał na gorączkę złota i smoczą chciwość, niż biedak, któremu nigdy się w życiu nie przelewało.
        Z tych rozmyślań wyrwało go jednak podejście Mitry, objęcie przez niego twarzy wampira i pocałowanie go w policzek od czego lekko się zarumienił, a w jego oczach widać było jak bardzo się mentalnie rozpływał od tej czułości. Naprawdę niewiele było trzeba by go zadowolić.
        - Naprawdę, nie masz za co dziękować - uśmiechnął się ciepło, gdy nekromanta raz jeszcze mu podziękował. Aldaren nie spuszczał z niego spojrzenia, bo wydawało mu się, że mimo wszystko blondyn był podekscytowany otrzymanymi podarkami, choć były jedynie odkupionymi przedmiotami, które wampir zwyczajnie zniszczył czy to swoją krwią, czy niezamierzenie rękami demona. - W worze jest komplet pościeli, niestety z krwią jest ten problem, że ciężko się spiera i przez nią rzeczy są do wyrzucenia - wyjaśnił widząc jak partner przygląda się workowi przytarganemu przez Xargana. - Zbroja jest rekompensatą i podziękowaniem za pomoc z raną i twoją opiekę. Pomyślałem, że będzie dużo wytrzymalsza od zwykłych drewnianych manekinów i będzie robiła ogromne wrażenie, czy jako straszak, czy po prostu wywołującą szacunek do ciebie. Jeśli jednak nie znajdzie roboty jako jeden z twoich manekinów, zawsze można odkręcić hełm, postawić w kącie salonu czy przedpokoju, odpowiednio zabezpieczyć przed rdzą i uszczelnić od wewnątrz, zalać wodą i piękny wazon już gotowy - odpowiedział beztrosko, jakby to był guzik o dziwnym kształcie i kolorze, którego nigdzie normalny człowiek by nie wpasował, a nie kilkunastokilogramowa zbroja.
        - Podobno ma być już zaklęta i jedynie będziesz jej musiał stworzyć przypisaną do siebie pieczęć, by tylko i wyłącznie tobie służyła. Nie będziesz musiał na nią zużywać swoich sił by ją zakląć przez co najmniej dwa wieki - dodał zaraz z niewinnym uśmiechem, właśnie jakby nadal mówił o zwykłej, mało znaczącej błahostce, będącej na porządku dziennym.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Mitra chwilę analizował argument Aldarena, jakoby miał być dobrym środkiem usypiającym, ale chyba jego przemyślenia go nie zadowoliły.
        - Nie zgadzam się - burknął. - Nie będziesz nikogo innego usypiał w ten sposób.
        Łatwo było zorientować się co powodowało jego dąsy - zazdrość. Może nie taka kategoryczna, ale cóż, gdy wyobraził sobie, że ktoś miałby usypiać przy boku jego ukochanego, obudził się w nim sprzeciw. Dąsy minęły, gdy Aldaren opowiedział mu jak wyglądała ich wspólna noc. Naprawdę uważał, że mógł być z siebie dumny… A przy okazji przekonał się, że bliskość czasami potrafiła być przyjemna. Wystarczyło się jej nauczyć od kogoś, komu zależało również na tobie, a nie tylko na swoich przyjemnościach.

        - Wolę, gdy mówisz mi po imieniu - wtrącił, gdy skrzypek podczas posiłku zaczął go tytułować doktorem. - Może być “doktorze Mitro” - dodał chytrze, nim zamyślił się nad tą wyliczanką cech, którą zaprezentował mu wampir.
        - Hm… - zamyślił się teatralnie. - No to w takim razie w tym kraju jest stanowczo za dużo kandydatów. To dobrze, dla mnie dobrze, bo nie mam konkurencji - oświadczył z zadowoleniem. - Choć sam spełniam jednak kilka punktów z tej listy, obawiam się, że to może oznaczać, że wyjątków może być więcej. Pozostanę lepiej czujny - podsumował, ale z czułością, tak by Aldaren zrozumiał, że jest dla nekromanty bardzo ważny i cenny, a nie że ten chce się kłócić i wytykać błędy w jego rozumowaniu.
        Ucieczka Żabona na wspomnienie pierwszego kuchennego wybryku skrzypka sprawiła, że Mitra parsknął, a że nie chciał przy tym otwierać pełnych ust, prawie się zakrztusił. Przełknął, jakby miał się udusić.
        - Wiesz co, pewnie wybaczył, ale nie zapomniał - skomentował z rozbawieniem.

        Po rozmowie o tej feralnej nocy i podczas snucia planów na kolejne dni związanych z zemstą na demonie, Mitra z początku był bardzo skupiony, wręcz jakby spięty, ale później humor mu się powoli poprawiał. Nawet uśmiechnął się lekko, gdy wampir zaczął udawać starego dziada - ten żart nigdy się błogosławionemu nie znudzi i będzie cały czas tak samo łatwo poprawiał mu humor. Ten zresztą jeszcze bardziej się poprawił, gdy Aldaren tak chętnie przystał na propozycję pomocy.
        - Czego tylko będziesz potrzebował - zapewnił z zapałem na wieść, że wampir miały nawet dla niego konkretne zadania, a nie tylko zgadzał się na odczepnego.
        A później miłą atmosferę trafił szlag. Mitra już był zły, ale gdy Xargan zdecydował się mu odpyskować, jego gniew przerodził się wręcz w furię. W jednej chwili rąbnął ręką o blat stołu i zerwał się ze swojego miejsca, gwałtownie odsuwając krzesło.
        - Ty cholerny pomiocie! - ryknął, ruszając w stronę kanapy, jakby zamierzał demona zatłuc gołymi rękami. Oczy mu wręcz płonęły gniewem i naprawdę, gdyby Aldaren nie zareagował w porę, na swój sposób radząc sobie z pyskatym podwładnym, Mitra by go chyba zabił albo zginął próbując. Na pewno by nie odpuścił, tym bardziej, że również dało się słyszeć, że jego manekiny się ruszyły, ba, nawet niektóre elementy wyposażenia wnętrz. Gdy jednak Xargan zniknął, błogosławiony się zatrzymał razem z tym wszystkim, co ożywił, posyłając krótkie pytające, ale jednocześnie bardzo wściekłe spojrzenie skrzypkowi. Domyślił się, że to jego sprawa i naprawdę niewiele brakowało, by poprosił, aby jednak wypuścił demona, by mógł go osobiście zabić. Całe szczęście w porę się opanował, choć jeszcze nie wrócił do tej oazy spokoju, którą był przed chwilą.
        - Nigdy więcej ma go nie być w moim domu - oświadczył chłodnym tonem. - Zamierzam wydać moim manekinom rozkaz, że mają go zabić jeśli przekroczy próg - dodał, nie rzucając słów na wiatr, bo naprawdę zamierzał wprowadzić tę korektę gdy będzie zaklinał nowe manekiny. - Nie pozwolę by to ścierwo tak bezkarnie obrażało ciebie, mnie i robiło sobie wycieczki osobiste pod naszym adresem. Nic mu do tego - wysyczał przez zęby. Widać było, że zaciskał ręce. W końcu jednak odetchnął, jakby zeszło z niego powietrze i ucisnął palcami nasadę nosa. Trochę się uspokoił, ale jednak przyjemny nastrój szlag trafił. Mitra gdzieś z tyłu głowy nadal roztrząsał komentarze Xargana i aż go nosiło na myśl, że coś takiego mógł powiedzieć ktoś żywy. Pewnie zareagowałby wtedy tak samo, więc chyba nie było innego wyjścia jak na razie trzymać to w tajemnicy. Tak długo, aż Mitra nie nauczy się panować nad swoimi emocjami na tyle, żeby nie zabić przypadkowego złośliwca.
        Nekromanta z westchnieniem odstawił krzesło, które odsunął z takim impetem wyrywając się do Xargana, po czym poszedł obejrzeć manekiny. Wyglądał, jakby się skurczył albo przynajmniej oklapł z sił. Dąsał się, choć powoli mu przechodziło. Ta chwila, którą spędził przy kukłach sprawdzając ich stan, wystarczyła by jakoś psychicznie się pozbierał i mógł już normalnie rozmawiać ze swoim ukochanym.
        - Zniszczenie mienia jest ścigane z powództwa cywilnego - zauważył Mitra, gdy Aldaren zaczął opowiadać co by mu groziło, gdyby nie odkupił manekinów. - Naprawdę sądzisz, że bym na ciebie doniósł? - kontynuował łagodnie. Pogłaskał wampira na znak, że nie jest obrażony, choć niewiele brakowało, by znowu stracił humor przez podobne insynuacje. Westchnął, mrucząc pod nosem “wariat”, no bo jak miał się na niego gniewać, gdy jako najgorszą karę dla siebie wskazywał to, że będą rozdzieleni?
        - Mam, nie kłóć się - burknął, ale z czułością, gdy Aldaren powiedział, że nie ma za co dziękować. Na późniejszą wzmiankę o zawartości przyniesionego worka zareagował cichym “o” i zaraz podszedł, by zerknąć do środka, obejrzeć co tam Xargan przyniósł. Pomyślał przy tym, że pościel to bardzo… intymny zakup, dlatego demona traktował tylko jako tragarza, a zakup jako dzieło skrzypka. Miał nadzieję, że jego ukochany nie wyprowadzi go z błędu, bo chyba spali tę pościel razem z workiem…
        Gdy Mitra oglądał pościel, co chwilę zerkał na ukochanego, który opowiadał o zamówionej zbroi. W końcu, gdy historia nabrała już odpowiedniej treści, cała uwaga nekromanty była już poświęcona Aldarenowi. Wyglądał na zaskoczonego, ale mile zaskoczonego, bo oczy mu się świeciły. Już prawie miał zaprotestować, że niemożliwe, by mu się nie podobała, bo to naprawdę wspaniały przedmiot, ale wtedy skrzypek zaproponował zupełnie inne zastosowanie na wypadek, gdyby jednak Mitra jej nie chciał… Wtedy błogosławiony parsknął, kręcąc z rozbawieniem głową. Spojrzał na wampira z czułością.
        - Wariat - ocenił zachowanie skrzypka. - Naprawdę, wariat… Nie musiałeś aż tak szaleć. Zrobiłem to, bo cię kocham. I… nie chciałem cię stracić - dodał bardzo cicho, niemrawo dłubiąc widelcem w swoim talerzu. - Bo ta cała krew i wygląd tej rany, takiej głębokiej, jątrzącej się, nadpalonej… Bałem się - wyznał, nim podniósł na Aldarena wzrok. - Największą nagrodą jest dla mnie to, że się lepiej czujesz i rana się goi. Twoje zdrowie i dobre samopoczucie to najlepszy sposób na odwdzięczenie się - podsumował, ale to nie było jego ostatnie słowo. - Ale… Dziękuję. Taka zbroja to naprawdę luksus i na pewno będę z niej korzystał… Na przykład każę jej ciebie pilnować, by mi nikt ciebie więcej nie uszkodził - oświadczył z cwaniackim wyrazem twarzy, później jednak znowu nieco spoważniał. Widać było, że wahał się przed zadaniem kolejnego pytania.
        - W jaki sposób będzie zaklęta? - upewnił się, choć teoretycznie darowanemu koniowi nie powinno zaglądać się w zęby. Albo pod przyłbicę? - Będzie nauczona jakiś poleceń czy to co powiem to zrobi? Magia śmierci, tak?
        Gdyby zbroja była zaklęta w tej dziedzinie, nekromanta nie miałby problemu, by ewentualne ograniczenia nadanych rozkazów przerobić po swojemu. W Maurii była duża szansa, że akurat trafi, bo tu nawet dzieci były uczone nekromancji, ale lepiej było zapytać.
        W rozmowę po chwili wtrąciły się manekiny, które Mitra wysłał do sprzątania sypialni swojego ukochanego. Aresterra w mgnieniu oka domyślił się, że poszło im tak szybko, bo nie miały za wiele pracy, a to oznaczało, że jego ukochany znowu wykazał się pedantyzmem i sam posprzątał, przynajmniej częściowo. Kukły nie miały więc za wiele do roboty, pewnie poza wymyciem plam z mebli i podłogi, no i ewentualnym pozbieraniem resztek śmieci.
        Mitra wstał od stołu przepraszając Aldarena gestem, gdy w progu pojawiły się manekiny. Kazał im tu przyjść - wcześniej wydał rozkaz, aby pozbierały wszystkie narzędzia osobno, a śmieci osobno, a wynik swojej selekcji mu pokazały, bo wolał nie stracić przypadkiem żadnego skalpela ani igły, bo to był naprawdę dobry sprzęt, kupiony gdy jeszcze nie wszystko zapomniał z pracy w wojskowym szpitalu.
        - Pokaż - zwrócił się do kukły, która niosła dwa kosze ze śmieciami. Z zadowoleniem spostrzegł, że wywiązały się świetnie ze swojego zadania i żadne z narzędzi nie trafiło do kubła z rzeczami do wyrzucenia… Dostrzegł tam jednak coś, co przykuło jego uwagę i trochę zakuło go w serce. Złożona na cztery kartka, którą poprzedniego dnia zostawił na poduszce Aldarena. Zacisnął usta, nie wiedząc co o tym myśleć. Gdyby leżała na szafce albo na łóżku, manekiny by jej nie zabrały - musiała walać się gdzieś na podłodze. Nekromanta nie wiedział, czy została tam umyślnie rzucona, czy zignorowana albo zupełnie przypadkiem niezauważona i nie wiedział co z tym począć. Trochę niezręcznie było pytać wprost, bo bał się usłyszeć pewnych odpowiedzi… zaraz jednak pomyślał, że Aldaren by tak nie postąpił, zresztą był w złym stanie i pewnie to przypadek… Zebrał się więc w sobie, westchnął głośno by dodać sobie odwagi, po czym sięgnął do kosza i wyjął z niego kartkę. Poprawił jej zagięcia, po czym kontrolnie spojrzał na wampira i podszedł do niego.
        - Chyba… się zawieruszyło - mruknął, podając mu poskładany rysunek. Otworzył usta, jakby coś jeszcze miał dodać, ale widać było, że był tak zestresowany, że odjęło mu mowę. Nerwowo zaczął sprzątać swoje nakrycie po skończonym posiłku, byle tylko czymś się zająć.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        - Ha! - wykrzyknął z podstępnym triumfem wymalowanym na twarzy. Był rozbawiony tym jak łatwo Mitra dał się złapać w jego pułapkę, co też z arystokratycznym zarozumialstwem zaraz postanowił mu udowodnić. - Czyli jednak jestem usypiający! - Wyszczerzył się niemalże od ucha do ucha, eksponując światu swoje białe, wampirze uzębienie.
        Zaraz jednak przestał się tym aż tak bardzo chełpić i stonował swój uśmiech, zmieniając go w bardziej pokrzepiający. Położył dłoń na dłoni nekromanty, którą delikatnie pogładził kciukiem, a po chwili ujął i uniósł ją do swoich ust, by musnąć nimi jego bladą skórę. Po tym przyłożył do niej swój policzek i się nim lekko otarł.
        - Nigdy bym cię w taki sposób nie skrzywdził - mruknął łagodnie, patrząc z uwielbieniem na blondyna, jakby był co najmniej jakimś bóstwem. - Jesteś i zawsze będziesz jedynym, jak już wcześniej wspomniałem, to na ciebie musiałem czekać, to ciebie Prasmok dla mnie wyśnił. Wiem, że nie jesteś pierwszym, który skradł moje serce, ale jesteś pierwszym, którego los nie chce mi odebrać. I teraz wiem dlaczego tak się działo. Jesteś moim przeznaczeniem Mitro, moim dawno utraconym życiem i ciepłem - podsumował, odpowiadając również na pytanie, które wczoraj zostało zadane, a które z powodu minionych wydarzeń i emocji zostało przemilczane. Puścił dłoń ukochanego, by wyciągnąć do niego ramiona, jakby chciał go przytulić, ale wyglądało, jakby na moment się zawahał.
        - Chciałbym cię teraz przytulić mocno do siebie - uprzedził niebianina nim porwał go w swoje objęcia i przycisnął lekko do swej klatki piersiowej. Nawet jeśli jego tłumaczenia wydałyby się Mitrze bez sensu, Aldaren i tak wiedział swoje. Wiedział, że z Mitrą jest i będzie inaczej, że tego związku nawet śmierć nie zniszczy. Po prostu czuł, że darzy go inną miłością, dużo silniejszą i bardziej szczerą wobec własnych uczuć. Wiedział, że jeśli nekromanta odejdzie, wampir nie będzie miał już nigdy nikogo innego. Co prawda wiązało to się z tym, że żywot skrzypka zakończy się wraz z ich miłością, nie ważne czy będzie ona spowodowana zerwaniem w gniewie znajomości z nieumarłym, czy ze śmiercią niebianina, koniec dla Aldarena w obu przypadkach był ten sam, bez względu na to co powiedziałby nekromanta. W sumie gdyby był na wampira zły to raczej mało prawdopodobne, że obchodziłoby go to jak by się potoczyły dalej losy jego krwiopijczego ex-partnera.
        Nie "dusił" jednak długo kruchego niebianina, wypuścił go ze swych objęć i zaczął z pobrzmiewającą w głosie przyjemnością opowiadać jak doszło do tego, że Mitra obudził się w ramionach lazurowookiego.

        - Doktorze Mitro, hmm... - powtórzył i zamyślił się nad tym. Zaświtała mu w głowie bardzo śmiała i... może ciutkę niezbyt przyzwoita myśl odnośnie tego w jakich jeszcze okolicznościach mógłby tak mianować swojego partnera, ale... lepiej będzie jeśli zostanie to wyłącznie w wampirzej główce z dala od uroczej niewinności i nieświadomości blondyna. Tak... będzie dla obu najbezpieczniej, a przede wszystkim dla świetlistej przyszłości ich związku.
        Dobrze się złożyło, że niebianin wyszedł ze swoim retorycznym pytaniem, a wampir jak zwykle usłużył pomocą w udzieleniu odpowiedzi na nie. Temat zręcznie został zmieniony i chyba nawet Mitra niczego nie zauważył, gdyż zaczął się poważnie zastanawiać nad skrzypkową wypowiedzią.
        Aldaren wybałuszył oczy na niego i zaciągając głośno powietrze, odchylił się na oparcie krzesła, z przestrachem i wielkim zaskoczeniem przykładając aktorsko dłoń do piersi.
        - Jesteś łowcą wampirów?! - Niemalże wykrzyknął, starając się jeszcze bardziej odchylić na siedzeniu, by tylko zwiększyć odległość między sobą i domniemanym zagrożeniem, na wieść o tym, że kilka z podpunktów wymienionych przez nieumarłego, blondyn przed nim spełniał. Oczywiście Aldaren musiał przyczepić się do tych najmniej prawdopodobnych, byle by tylko podroczyć się z ukochanym, a kto wie, może i znowu obrócić jakieś słowa przeciwko niemu. Chyba zaczynało wchodzić mu to w krew. Kto by pomyślał, że bycie w związku może być takie zabawne. Z Lorerin i Gregeviusem nie miał ku temu okazji, a z Faustem takie gierki nie wchodziły nawet w grę - od razu zostałby skarcony za coś takiego w dość nieprzyjemny dla siebie (nie dla niego) sposób. - No i fakt, z cierpliwością również jest ciężko, w końcu pogoniłeś mnie już kilka razy, że mieliśmy gdzieś iść - wytknął z błyskającymi psotnie oczami, szczerząc się przy tym jak głupi do sera - z obnażonymi zębami i wystawionym językiem, mając lekko uniesioną głowę.
        - Istnieje więcej niż jeden Mitra? - rzucił z może zbyt wielkim, a na pewno podejrzanym entuzjazmem. Oczy natomiast wyglądały u niego jak dwa złote gryfy. Nie było wątpliwości, że zaświtało mu w głowie coś bardzo głupiego i irracjonalnego. Na tą myśl omal nie posiał się ze szczęścia, aż zatracając się w swoich marzeniach o domu pełnym Mitr, zarumieniony na policzkach, rozpływając się na swoim miejscu. Oczywiście się nabijał, bo choć marzenie wywoływało ekstazę na samą myśl, to jednak po pierwsze nie było to realne nawet przy pomocy magii, po drugie... czy wtedy by nie zdradził tego pierwszego, prawdziwego Mitry? Wtedy byłby problem z rozpoznaniem który jest który, a przecież jakiś czas temu zapewnił nekromantę, że jest i zawsze będzie jedyny w sercu wampira. Tak! To marzenie byłoby kategorycznie zbyt problematyczne, szybko więc umarło śmiercią naturalną, a skrzypek uśmiechnął się z jedyną i prawdziwą miłością do lubego przed nim. Tak było też bezpiecznie i dla samego krwiopijcy, no bo przecież miłowanie tylu zazdrośników - w jednym kawałku by z tego nie wyszedł.
        - Mitra! - poderwał się gwałtownie z krzesła ze zmartwieniem w oczach widząc, że blondyn się niemal nie zakrztusił. Ale zaraz odetchnął z niemałą ulgą, gdy sytuacja zdawała się tylko tak strasznie wyglądać. - Nie można parskać, chrząkać, charkać, prychać i Prasmok wie co jeszcze, kiedy się je. Omal nie zszedłem na zawał! - burknął łapiąc się za serce dla nadania prawdziwości swoim słowom. W prawdzie to lazurowooki był winny temu wypadkowi, bo w ogóle tego nie przemyślał, ale Mitra również powinien uważać, nawet jeśli potraktowanie blondyna metodą usta-usta wydawało się aż nazbyt kuszące.

        Widząc zbliżającego się niebianina z całym swoim orszakiem, Xargan był gotowy do walki w każdej chwili, choć nadal był rozwalony na kanapie. Nie było wątpliwości, że podjąłby się tego z przyjemnością i źle by się to skończyło dla Mitry, gdyby Aldaren w porę nie zareagował. Poza tym również był zły za to jak źle demon potraktował jego ukochanego. Interwencja nie spodobała się jednak nekromancie, gdyż zostało posłane wampirowi rozgniewane spojrzenie. Nie zamierzał jednak siedzieć, jakby nigdy nic i patrzeć jak się w jego ukochanym gotuje. Wstał od stołu i powoli do niego podszedł - jak do dzikiego, rozszalałego zwierzęcia, którego zaufanie trzeba zdobyć - z lekko wyciągniętymi ramionami, dając tym jednoznaczny sygnał, że chce przytulić ukochanego, który w końcu znalazł się w chłodnych objęciach nieumarłego.
        - Przepraszam cię za niego, już więcej się tu nie pojawi. Przysięgam na swoje nieżycie - szepnął łagodnie, kojącym tonem, chcąc uspokoić błogosławionego, by już się nie denerwował, bo od tego można było zachorować. - Rozmówię się też z nim odpowiednio i na pewno kara go nie ominie - zapewnił bez wahania, gotów w każdej chwili się tym zająć, gdyby Mitra wyraził taką chęć. Wypuścił go od razu jak tylko poczuł, że ten się zaczął uspokajać, czego dowodem było chociażby to odetchnięcie.
        Nie usiadł z powrotem na krześle, a przynajmniej na razie nie, i obserwował poczynania ukochanego, czekając w gotowości, gdyby blondyn zaczął zaraz szaleć przez tłumioną wściekłość albo obróciłby ją przeciw skrzypkowi i postanowił zaatakować. Aldaren miał do siebie pretensje, że dopuścił do takiej sytuacji, ale teraz będzie już mądrzejszy na przyszłość i na pewno nie pozwoli, by Xargan pałętał się w zasięgu wzroku niebianina. Zapewne będzie ciężko, ale zrobi wszystko by spełnić prośbę partnera.
        W końcu usiadł, po tym jak blondyn się już całkiem uspokoił podczas oglądania przyniesionych kukieł. Upił nawet łyk ze swojego kieliszka, nim podjął się wyjaśnień okrężną drogą, dlaczego kupił je choć wcale nie musiał.
        - Nigdy cię o to nie podejrzewałem i nigdy nie będę - zapewnił odstawiając swój kieliszek z powrotem na blat stołu. - Mam jednak swój honor i zawsze biorę odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje. Po prostu nie mógłbym żyć ze świadomością, że ci coś zniszczyłem i nawet nie próbowałem tego w jakiś sposób zrekompensować. Nie martw się, o ścianie, choć ją zasłoniłeś gobelinem, nadal pamiętam i zostanie naprawiona, chciałem się tym zająć jutro, ale jeśli miałbym już... - mruknął dość podstępnie podchodząc do sprawy ściany, ale taka była prawda. Wystarczyło tylko jedno słowo blondyna.
        - Jakie o? - zainteresował się, słysząc chwilę później ten cichy "komentarz". Przechylił się lekko na krześle, by lepiej widzieć to co nekromanta właśnie oglądał i zaraz zaskoczył. - Mam nadzieję, że będzie pasować. Brałem na oko, bo nie znam dokładnego wymiaru łóżka, które mi użyczyłeś na tych kilka nocy, a nie mogłem nie odkupić ci pościeli, skoro to moja krew zabrudziła tą z góry - wyjaśnił trochę skrępowany, choć właściwie nie widział logicznego powodu czemu miałby się czuć zawstydzony, jakby zamiast być ranny i się tam położyć to się co najmniej zmoczył przez sen.
        Dość szybko się jednak uspokoił w tej kwestii, gdy zaczął opowiadać o zbroi,a humor poprawił mu się jeszcze bardziej, gdy Mitra nazwał go wariatem. Niby negatywne słowo, ale wampirowi było od niego tam miło i ciepło na sercu... Nie rzucił jednak żadnym czerstwym tekstem w swoim stylu, że jest wariatem przez niebianina, na którego punkcie zwariował albo coś w podobnym guście, bo blondyn zaraz zaczął się wydawać jakiś taki przybity, czy może zatroskany, gdy gmerał widelcem w jedzeniu. Nie musiał jednak długo czekać by się dowiedzieć, co go tak przybiło. Położył mu rękę na dłoni i lekko pogładził, uśmiechając się przy tym łagodnie, z czułością i pokrzepiająco, z niemym zapewnieniem w oczach, że wszystko będzie dobrze, nie odrywając od niego ani na chwilę wzroku.
        - Nie ważne co zrobię, czy kupię, według mnie zawsze i wszystko będzie niewystarczającą ceną za twoją miłość. Za to, że mogę być przy tobie, słyszeć cię, widzieć, czuć twój odurzający zapach, czy ciepło. Przyprawiłem ci niepotrzebnych trosk za co z całego serca przepraszam. Żyję tylko i wyłącznie dla ciebie i tak długo jak będę mógł nadal cię słyszeć i czuć twoje ciepło, tak długo jak będziesz mnie kochał, wszystko inne poza tobą nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia - zapewnił może nie do końca na temat, a jak już to tak pogmatwany, że sam się przy tym pogubił, ale przekaz w sumie pozostawał ten sam. Po chwili jednak się wyrwał z tej podniosłości i z zakłopotaniem prychnął cicho - Aż tak przesadziłem z tym przypaleniem? - zapytał w kiepskim żarcie, gdy to jak rana została nadpalona, wymienione zostało niemal na równi z jej ropieniem i głębokością.
        - Rozumiem, że co do uszkadzania mnie, wolałbyś się zajmować tym osobiście? - rzucił w jawnym droczeniu się już ze śmielszym rozbawieniem. Zwłaszcza, że ta mina na niewinną na pewno nie wyglądała.
        - Szczerze ci powiem, że nie mam pojęcia. Podobno ma się poruszać sama z siebie na każdy rozkaz swojego właściciela, do którego została przypisana i to bez użycia przez niego magii. Ale pewnie będzie to podobne do twojego zaklinania. Sprzedawca z tego co się orientuję zna się oprócz magii duchów również na magii śmierci - odpowiedział, ale zaraz lekko posmutniał, że nie za wiele mógł ukochanemu wyjaśnić, bo po pierwsze prawie w ogóle się na tym nie znał, po drugie nie dopytał mężczyzny, u którego zbroję zamówił, o szczegóły.
        Bardzo się starał jakoś usatysfakcjonować swoją odpowiedzią partnera, ale ciężko mu to szło aż w pewnym momencie nie przybyły manekiny. Były ratunkiem dla główkującego skrzypka. Kiwnął z uśmiechem głową Mitrze, gdy ten wstał od stołu i dopił do końca kieliszek dużo spokojniej już układając sobie w głowie myśli. Niestety nie wiele to pomogło i to wcale nie przez to, że z zainteresowaniem obserwował blondyna z manekinami. Nie rozumiał o co chodziło, nie wiedział, że zostały wysłane do zrobienia porządku, ale... mina nekromanty gdy wrócił do niego wcale nie wyglądała na szczęśliwą. Aldaren miał złe przeczucia. Czyżby w jego pokoju znajdowało się coś co nie powinno? Ale co to miało by być, przecież prócz skrzypiec ubrań i notatnika Fausta niewiele tam miał swoich rzeczy. Czyżby chodziło o porzuconą gdzieś o jedną butelkę za dużo?
        - Hm? - mruknął przechylając lekko na bok głowę, nie rozumiejąc za bardzo o co chodzi. - Liścik miłośny? - zapytał z przerażeniem i ściśniętym gardłem, gdy Mitra podał mu złożoną starannie kartkę. Czyżby to sprawka Nihimy? Nie spodziewałby się po niej czegoś takiego, poza tym skąd miałaby wiedzieć, gdzie wampir się ukrywał odkąd jego zamek był remontowany. Ale to by wyjaśniało dlaczego Mitra był taki spięty i przygnębiony. - Mitra... nie wiem skąd to się wzięło, ale cokolwiek jest w środku napisane, kocham tylko i wyłącznie... - mówił rozgorączkowanym głosem, niemal zrozpaczonym, myśląc, że jego związek wisi na włosku. Wstał po otrzymaniu kartki i zaczął lekko przybrudzony krwią pergamin rozkładać kiedy zaczął się tłumaczyć. Gdy w końcu dostał się do treści, powietrze zaczęło z niego ulatywać. - ...ciebie - wydobyło się z jego ust dokończenie jego wypowiedzi wraz z ostatnim oddechem. Po prostu zamarł i otworzonymi ustami wpatrywał się oniemiały w rysunek młodszego Mitry. Tak jak na samym początku trzymał kartkę ze zdenerwowaniem i oburzeniem, nie wiedząc kto mógł mu podrzucić liścik z podejrzaną treścią, tak teraz trzymał ją delikatnie, bojąc się, że ją przez przypadek podrze albo kartka zamieni się w pył. W jego oczach szybko pojawiły się i zaczęły z nich uciekać łzy. Jakby jeszcze nie dowierzając w to co widzi, w to jaki prezent otrzymał, przesunął palcami jednej drżącej dłoni po konturach włosów i policzka papierowego Mitry, aż w końcu ze szczęścia i natłoku innych emocji nogi się pod nim nie ugięły i nie padł na kolana tuląc ostrożnie kartkę do swej piersi. Serce go bolało, że dostał tak wspaniały prezent i nawet go nie zauważył. Że przez prawdopodobnie niedbalstwo krwiopijcy został potraktowany jak zwykły śmieć, sądząc po koszach trzymanych przez manekina.
        - Przepraszam - załkał żałośnie, bo zrozumiał jak musiał się poczuć jego ukochany, gdy znalazł przed chwilą znajomą sobie kartkę, skrywająca w sobie własną podobiznę, sprzed kilku, może kilkunastu lat. Niestety wątpił by istniały takie słowa, które potrafiłyby naprawić błąd skrzypka i załatać ranę błogosławionego.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Okrzyk Aldarena sprawił, że Mitra wyglądał na bardzo zaskoczonego. Co powiedział nie tak? No tak! Znowu dał się nabrać na te jego słowne gierki!
        - Znowu łapiesz mnie za słowa! - parsknął, niby nadąsany. Wyraz jego twarzy zmienił się jednak od razu, gdy i uśmiech skrzypka uległ zmianie. Bez żadnej dyskusji i bez cienia oporu pozwolił, by wampir złapał go za dłoń i tylko odrobinę odwrócił wzrok, gdy ją pocałował - podobały mu się te czułości, był po prostu do nich nieprzyzwyczajony. Nie był zły, wiedział, że to była tylko gra, te ich przepychanki słowne, ale chętnie posłuchał wyjaśnień. Cóż, robiło mu się po prostu miło, ciepło na sercu, komfortowo. Naprawdę jakby odzyskiwał dawno utracone sił, gdy słuchał tych wszystkich pięknych słów. I jeszcze tego zapewnienia, że choć nie jest pierwszy, to jednak jest wyjątkowy. Wierzył mu i nie zamierzał tego podważać, kłócić się, że przesadza. Dla Mitry Aldaren również był wyjątkowy, a że pierwszy i jedyny to już jakby tylko jako dodatek.
        - Dobrze, chętnie - przystał na słowa skrzypka, który ostrzegł go, nim go przytulił. Mimo to lekko stęknął, gdy objęły go silne ramiona skrzypka. Faktycznie mocno… Ale nie tak, by zrobić mu krzywdę. Po prostu tak, że nie mógłby z niego uciec… Wcale jednak nie miał takiego zamiaru, nie myślał o tym, bo było mu dobrze. Chciałby częściej być tak przytulany, ale tylko przez niego. Tylko i wyłącznie przez niego, do końca życia.

        Biedny niewinny Mitra, nie miał pojęcia co też roiło się w głowie Aldarena. Nawet nie przypuszczałby, że nazywanie kogoś doktorem może nieść za sobą sprośne myśli. Ciekawe jak by zareagował, gdyby skrzypek przyznał mu się do swoich wizji. Albo więcej: gdyby doszło do ich realizacji! Pewnie nie umiałby się w tym odnaleźć, ale być może sprawiłoby mu to przyjemność… Kiedyś pewnie się przekonają. Może nie tego wieczoru, ale w końcu do tego dojdzie. Na razie niech wampir pielęgnuje swoje marzenia.

        - Niech to, zdradziłem się! - warknął, jakby był zły na samego siebie, że wampir rozpoznał w nim łowcę wampirów. Nawet uderzył pięścią w stół z niezadowoleniem. Zaraz jednak przeniósł wzrok na Aldarena i uważnie mu się przyjrzał z góry na dół.
        - Ale ciebie upolowałem nim się zorientowałeś - zauważył cwaniackim tonem. Nie obraził się też za wytknięcie braku cierpliwości, bo to był fakt, a on miał tego pełną świadomość. Pokiwał jedynie głową ze zrozumieniem. Zaskoczony zrobił się później.
        - Więcej niż jeden? Prasmoku uchowaj! - odparł natychmiast, jakby ta wizja naprawdę go przeraziła. Uważał, że był trudny do zniesienia w pojedynkę, a co dopiero jakby było ich dwóch albo więcej… Nie spodziewał się nawet, że Aldaren miał na ten temat zupełnie inne zdanie, choć nie wiadomo czy był bardziej rozentuzjazmowany, czy w rozterce. Na pewno później był zmartwiony, gdy Mitra zakrztusił się jedzeniem. Błogosławiony uniósł co prawda rękę na znak, że sytuacja jest opanowana, ale skrzypek i tak był zatroskany na tyle, że musiał zrobić mu małą połajankę.
        - Już nie będę, oszczędzę twoje biedne serce, staruszku - zapewnił go polubownie nekromanta, chociaż w jego oczach widoczna była satysfakcja kota, który zrzucił szklankę ze stołu. Cha! Odgryzł się!

        Trudno było to co prawda dostrzec, ale Mitra nie był zły na Aldarena. Po prostu jeszcze nie zszedł z niego gniew na Xargana i dlatego spojrzał na niego takim zabójczym wzrokiem. W gruncie rzeczy jednak, gdy już wyszedł z tego amoku, cieszył się, że miał przy sobie skrzypka.
        - Przepraszam, że tak wybuchłem - zwrócił się do niego i zaraz, gdy tylko dostrzegł jego wyciągnięte ramiona, podszedł i sam w nie wręcz wpadł. Objął Aldarena trochę przez to, że sam tego potrzebował, a trochę przez to, że chciał go wesprzeć, przeprosić. Nie prosił już o żadne konkretne kary dla Xargana, choć przez moment korciło go zaproponować, by na kolanach wypastował wszystkie podłogi w szpitalu, gdy tylko ten będzie gotowy. Niech cierpi jego samcza duma.
        - Dziękuję - powiedział tylko na koniec, gdy już się uspokoił. Wysmyknął się z ramion ukochanego i zabrał się za oględziny manekinów, worków i tego wszystkiego, co przyniósł demon.
        - Och, daj spokój ze ścianą, zrobi się to jak będzie wolna chwila - zbagatelizował jego słowa o obiecanym przed podróżą remoncie. - A manekiny zniszczył ten rogaty dupek… Ale nie będziemy już się o to kłócić. Kiedyś załatamy tę dziurę w ścianie, na razie może zostać, gdyby mnie nostalgia złapała - dodał, by trochę udobruchać skrzypka.
        - Będzie dobra - ocenił, gdy oglądał przyniesioną pościel. - Dziękuję. Każę ją przeprać i ubrać ci ją dziś wieczorem.
        Mitra był rozluźniony - Aldaren bardzo wyraźnie dał do zrozumienia, że to on kupił tę pościel, więc poczucie intymności nekromanty nie zostało zachwiane. Ze spokojem przeszedł do rozmowy o zbroi, a później z ogromną czułością patrzył na skrzypka, który skutecznie próbował go udobruchać i przekonać, że to nie był wcale daremny wydatek. Cóż, podziałało. No dobrze, może nie do końca.
        - Same takie słowa są warte wszystkiego - zapewnił z rozmarzeniem. To prysnęło jak bańka mydlana, gdy Aldaren złapał go za słówko z tym przypalaniem.
        - Strasznie, choć dobrze, że to zrobiłeś, nie krwawiło aż tak - przyznał troszkę niechętnie. - I tak, uszkadzać ciebie mogę tylko ja - zgodził się z powagą, choć zaraz zmrużył oczy i uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
        - Czy skorzystam to nie wiem, ale na pewno nikomu innemu nie pozwolę - dodał zuchwale przed przejściem do spraw technicznych. Nie zdziwiło go wcale, że skrzypek nie umiał udzielić mu precyzyjnej, fachowej odpowiedzi, bo w końcu nie był specjalistą w tej dziedzinie. Jednak to co powiedział wystarczyło.
        - Dziękuję, poradzę sobie z tym - zapewnił.

        Mitra był bardzo zaskoczony komentarzem Aldarena. Liścik miłosny? Czy… On o czymś nie wiedział? Nie, niemożliwe, to pewnie były żarty, w końcu wampir lubił się zgrywać. Tylko nekromancie wcale nie było do śmiechu, denerwował się i to strasznie! Ledwo powstrzymywał ręce przed drżeniem i wprost nie mógł patrzeć na to jak Aldaren rozwija kartkę, dlatego szybko zabrał się za sprzątanie. Zgarnął talerz, sztućce i szklankę i odniósł je na szafki kuchenne. Cały czas ukradkiem zerkał w stronę skrzypka, ale jego reakcje trudno było odczytać. Chociaż nie, to był przede wszystkim szok, tylko trudno było określić czy dobry czy zły. Czy mu się podobało, czy uznał, że to drobiazg, po prostu rysunek, nawet bez tła. Nim jednak Mitra pogrążył się w domysłach, odstawił szybko naczynia i obrócił się do swojego ukochanego. Widział zmiany w jego twarzy, jak szok ustępował miejsca… rozpaczy? Oczy mu się zaszkliły, a łez nie dało się przeoczyć.
        - Ren… - jęknął z przestrachem niebianin, gdy jego ukochany runął na kolana. Sam zaraz się przy nim znalazł i przyklęknął przy nim na jedno kolano. Wyciągnął do niego rękę, aby dotknąć jego ramienia i upewnić się, że wszystko w porządku. Skrzypek wyglądał strasznie, jakby mu się życie zawaliło, a Mitra nie umiał pojąć, jak to się mogło stać. Przecież… A może to nie był wcale ten rysunek? Błogosławiony spojrzał na tuloną przez Aldarena karteczkę i odchylił ukradkiem jej brzeg, by upewnić się czy to na pewno był ten stary portret, czy może faktycznie jakaś wiadomość, napisana po prostu na podobnym papierze. Ale nie, to był ten podrzucony przez niego prezent. Mitra z ulgą odetchnął, podnosząc wzrok na skrzypka.
        - Ren, nie płacz - poprosił go szeptem niebianin, delikatnie dotykając jego twarzy i próbując sprawić, by na niego spojrzał. - Co się stało, najdroższy? Co się dzieje?
        Mitra dalej przytrzymywał twarz ukochanego jedną dłonią, a drugą pogłaskał go z czułością po głowie. Patrzył mu w oczy z czułością i troską, wzrok jednak cały czas uciekał mu w stronę mokrych śladów po łzach… Starł jeden z nich kciukiem i ponownie spojrzał skrzypkowi w oczy.
        - Nie płacz, proszę - powtórzył. - To ja cię przepraszam, nie wiedziałem, że… doprowadzę cię tym do łez. Chciałem dobrze…
        I by udobruchać skrzypka i poprawić mu trochę humor, scałował pozostałe łzy z jego policzków. Z początku lekko się zawahał, spojrzał kontrolnie na twarz ukochanego i w jego oczy, jakby pytał o pozwolenie, ale zrobił to i bez niego. Delikatnie dotknął wargami miejsca, w którym widniała najgrubsza łza, a później kolejne. Gdy policzki wampira były w miarę suche, przytulił go i pogłaskał po głowie.
        - Wybacz, nie wiedziałem - powtórzył. - To… ostatni portret, jaki narysowałem - zaczął tłumaczyć szeptem. - Myślałem, że może chciałbyś coś takiego mieć, gdybyśmy się długo nie widzieli… Pomyślałem o tym, gdy dla mnie grałeś, chciałem dać ci coś w zamian i tak sobie pomyślałem, że skoro dostałem od ciebie koncert, to powinienem dać ci rysunek, również podzielić się tym, co robię dla przyjemności… Zostawiłem go na twojej poduszce, ale chyba musiał spaść na ziemię. Nie narysowałem ciebie, bo chciałbym to zrobić dobrze, ładnie i porządnie, a nie tylko taki prosty szkic. Ale obiecuję, że to nadrobimy - dodał, jakby chciał go tym udobruchać. Westchnął cicho, kątem oka zerkając na wampira, którego nadal trzymał w objęciach.
        - Już spokojnie, kochany? - upewnił się. - Nie puszczę cię aż się nie uspokoisz - zagroził jeszcze z czułością.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        - Ha! Widzisz? Przejrzałem cię! Muszę jednak przyznać, że prawie ci się udało, ale mojego błyskotliwego umysłu nic nie jest w stanie przechytrzyć. Bua ha ha ha ha - zaśmiał się nisko rozkładając na boki ręce jakby to miało nadać złowrogiej aury całej scenie.
        Zaraz jednak roześmiał się już normalnie i z prawdziwym rozbawieniem omal nie spadając z krzesła, gdy wyjawił, że mogłoby być więcej niż jednego Mitrę. Fakt, było by z tym prawdziwe urwanie głowy, jeśli każdy miałby takie same problemy odnośnie relacji społecznych i tych bardziej miłosnych. Całymi dniami wampir musiałby chyba siedzieć ze wszystkimi Mitrami z osobna, by dojść z nimi do takiego poziomu jaki osiągnął z tym jednym jedynym. Poza tym nadal miał wątpliwości czy to faktycznie byłby taki dobry pomysł. Owszem, kochał Mitrę całym swoim jestestwem i chciałby poświęcić mu każdą cząstkę siebie i każdą wolną chwilę, ale gdyby było ich więcej zostałby pewnie żywcem rozerwany. No i przyzwyczajanie Mitry do bliskości nie byłoby dla skrzypka już tak satysfakcjonującym, przyjemnym celem w życiu, a raczej przykrą koniecznością, skoro chciałby być traktowany przez wszystkich Mitrów z takim samym uczuciem. Kategorycznie wolał tego swojego jednego jedynego i nie zamierzał tego zmieniać, bo był najszczęśliwszą istotą na ziemi w obecnym stanie rzeczy.
        - Nie czuję się najlepiej, coś mi mówi, że będę potrzebował kontrolnego badania i konsultacji z medykiem - stęknął z prawdziwą boleścią w głosie, krzywiąc się przy tym okrutnie i również drugą rękę przyciskając do swej "obolałej" piersi. Zerknął ukradkiem skrzącym się psotnie okiem, czekając jednak niecierpliwie jak pies, gdy wie, że zaraz dostanie nagrodę za dobrze wykonaną sztuczkę. Kontroli u Mitry nigdy za wiele, bo nigdy nie było pewności, czy kontrola nie przerodzi się czasem w coś dużo przyjemniejszego dla obu stron.

        - Nie masz za co przepraszać, zasłużył sobie na to - mruknął łagodnym tonem przytulając blondyna do siebie, gdy ten wpadł mu w ramiona. Bardzo się cieszył i był Mitrze wdzięczny, że ten jasno pokazał, że również chce tego typu bliskości, a nie, że Aldaren go do tego zmusza. Wtulił policzek we włosy ukochanego i pocałował go lekko w głowę, po czym poluźnił uścisk, by Mitra mógł w każdej chwili uciec bez trudności.
        - Nostalgia do ściany? - parsknął dusząc w sobie rozbawienie, które jedynie objawiło się uśmiechem na twarzy nieumarłego, a nie wybuchem śmiechu. Droczył się tym pytaniem z nekromantą, bo choć próbował sobie wyobrazić takie zjawisko, to jednak było to bardzo trudne i chyba jeszcze bardziej zabawne niż brzmiało. - Ściano tynkowa moja, tyś jest jak zdrowie! - wydobyło się z jego gardła, zerwane z łańcucha wraz z dumnie wypiętą piersią, do której przyłożona była lewa dłoń, a prawa lekko uniesiona żywo gestykulowała chcąc nadać swojej wypowiedzi patetycznego charakteru. Po części chciał tym odwrócić uwagę od karygodnego zachowania Xargana, po części chciał zwyczajnie rozweselić swojego ukochanego. Nie wiedział jednak, że był to sprawnie zarzucony przez Mitrę haczyk, na który Aldaren dał się złapać, samemu zapominając o sytuacji sprzed chwili z rozszalałym blond demonem, żądnym krwi i mordu, i tym drugim robakiem, który został na ten moment odesłany do stworzonego przez wampira "więzienia".
        - Tak też myślałem, mój ty łowco wampirów - odparł z rozbawieniem, gdy Mitra bez wahania wyjawił, że osobiście zająłby się uszkadzaniem wampira, gdyby zaszła taka sposobność i żadna kukła, zbroja, demon czy golem, czy cokolwiek innego nie odbierze mu tej przyjemności. Dla większości pewnie byłby to nieprzyjemny żart, czy nawet wizja, ale nie dla Aldarena, który z prawdziwym, może i ślepym, ale zawsze oddaniem dałby się Mitrze uszkodzić wedle fantazji blondyna i to bez najmniejszego burknięcia pełnego niezadowolenia.

        Aldaren od samego początku widział, że sprawa z tą tajemniczą karteczką jest poważna, a dla Mitry ogromnie ważna. Stąd właśnie od razu pomyślał, że ktoś chciałby wrobić wampira w niewierność swojemu partnerowi, byleby ich do siebie skłócić. To właśnie dlatego nerwowo mocował się z rozwinięciem papieru, przy jednoczesnym wyjaśnieniu, że nie ważne co jest w środku, jest to kłamstwem. Nie podejrzewał jednak, że może być to coś dużo ważniejszego niż fałszywe oskarżenia, których mógł nie zauważyć i nie byłoby tragedii, ale w tym przypadku... To właśnie było głównym powodem rozpaczy krwiopijcy. Że otrzymał od swojego ukochanego tak wspaniały prezent i nawet go nie zauważył! Zapewne sam nieświadomie strącił go na podłogę albo do kosza na śmieci, doprowadzając do tego, że został potraktowany jak zwykły śmieć. Świadomość tego rozdzierała mu żywcem serce i duszę na strzępy, ale chyba najbardziej to, jak okropnie musiał się poczuć jego partner, gdy dokonał tego makabrycznego odkrycia. Aldaren był wściekły na siebie.
        Wtulił się w nekromantę, który zaraz się przy nim znalazł spanikowany i zaczął go jakoś pocieszać oraz uspokajać. Pokręcił głową po chwili dłonią wygładzając z prawdziwym namaszczeniem pogięte krawędzie, gdy Mitra zaczął go przepraszać.
        - Prezent... jest... wspaniały - wysapał dla rozwiania na początku wszelkich wątpliwości. - Najwspanialszy... na... świecie... - podkreślił, podciągając nosem i przymykając lekko oczy, gdy nekromanta starł jeden z mokrych od łez policzków wampira.
        Czułość i troska ze strony błogosławionego, a przede wszystkim jego ciepło oraz bliskość były najlepszym lekarstwem na zaleczenie krwawiącego serca i ukojenie zrozpaczonej duszy. Co prawda skrzypek nadal miał żal do siebie, że do czegoś takiego w ogóle doprowadził, ale nie podchodziło to już pod takie załamanie jak jeszcze przed chwilą.
        Trwając przytulony do drobniejszego od siebie mężczyzny, słuchał jego wyjaśnień i jeden z jego kącików lekko drgnął, by następnie nieznacznie się unieść w subtelnym uśmiechu. Znów pokręcił głową i biorąc głęboki oddech, postanowił wyjaśnić skąd to całe zamieszanie. Wciąż mu się w sumie serce krajało na wspomnienie tego, ale Mitrze należały się wyjaśnienia, bo biedny jeszcze zacznie żałować, że w ogóle postanowił dać coś od siebie wampirowi.
        - Przeoczyłem twój... prezent - podciągnął nosem raz jeszcze i westchnął głęboko zbierając się w garść. - Przeze mnie... przez moje niedbalstwo został potraktowany jak zwykły śmieć i źle się przeze mnie poczułeś. Rozdarło mi to serce, gdy sobie to uświadomiłem - przyznał z wyrzutami sumienia i przytulił niebianina, upajając się jego słodkim zapachem. Na pytanie czy już jest dobrze pokiwał głową.
        - Dziękuję ci i przepraszam, że tak wyszło - powiedział smutno, zaraz jednak przegnał resztki rozpaczy i starannie złożył kartkę po wcześniejszych zagięciach, po czym włożył ją do niewielkiej kieszonki z lewej story, u góry koszuli, tuż przy swoim nieumarłym sercu.
        - Naprawdę, wybacz to moje chwilowe... załamanie - westchnął dochodząc już całkiem do siebie, z cicho pobrzmiewającym w głosie wstydem, że aż tak emocjonalnie zareagował. Naprawdę był żałosny, tak jak co chwila wypominał mu kiedyś Zabor i teraz stara się wyrabiać dzienną normę Xargan.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Aldaren potrafił być złowrogi i można było się go bać - o tym Mitra przekonał się chociażby poprzedniego wieczoru, a i wcześniej się zdarzyło, że “pokazał kły” dosłownie i w przenośni. Teraz jednak nekromanta nie mógłby uwierzyć w jego aurę zła, którą próbował stworzyć pozą i niskim, bardzo charakterystycznym śmiechem.
        - Och, mistrzu intryg - zakpił lekko, chyląc przed nim pokornie czoła. Zrobił to nim jeszcze padł ten niedorzeczny pomysł o tym, że mogłoby być więcej. I to nie, że powinien przytyć, ale dosłownie, chodziło o kilka dodatkowych egzemplarzy. Pomysł ten wywołał dziwną mieszankę zachwytu i rozterki Aldarena oraz zdecydowany sprzeciw głównego bądź co bądź zainteresowanego. Dobrze, że nie rozwinęli tej wizji, bo mogłoby zrobić się niesmacznie.
        - Twój osobisty medyk ma wolne terminy wieczorem… Zapisać, czy stan jest tak kiepski, że musimy wezwać Adama? - dodał chytrze, choć pierwsze zdanie wypowiedział bardzo przyjemnym tonem, jakby sugerował coś miłego.

        - Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi! - fuknął, gdy Aldaren złapał go po raz kolejny za słówko, tym razem w kwestii nostalgii do dziury w salonie. Nawet uderzył lekko skrzypka w ramię w wyrazie swojego oburzenia. Dąsał się, gdy wampir odstawiał swój teatrzyk z recytowaniem ody albo jakiegoś miłosnego wiersza do ściany, ale trochę mu przeszło, gdy został nazwany łowcą wampirów.
        - Jesteś dziwnie zachwycony tym pomysłem - zauważył może ciutkę kąśliwie.

        Aldaren chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ciepło na sercu zrobiło się nekromancie, gdy usłyszał, że prezent mu się spodobał. Ba, powiedział nawet, że był “najwspanialszy na świecie”. To było miłe, Mitra co prawda nie uważał tego autoportretu za dzieło sztuki, ale nie dyskutował, bo cieszył go ten komplement. Radość byłaby jeszcze większa, gdyby nie te łzy i łkanie, które przeszkadzały skrzypkowi w mówieniu, ale cóż, można było coś na to zaradzić.
        - Cieszę się, że tak myślisz - zapewnił czułym szeptem. Chciał poprawić Aldarenowi nastrój, nie oczekiwał od niego kajania się, przeprosin ani tłumaczenia. Trochę nurtowało go to co mogło zajść, ale to już przeszłość. Dobrze, że rysunek się odnalazł, bo naprawdę niewiele brakowało, aby przepadł razem z resztą śmieci…
        Mitra zorientował się, że jego ukochany chce porozmawiać, coś powiedzieć, być może nawet w swoim stylu żartować albo dyskutować, a błogosławiony nie zamierzał mu w tym przeszkadzać - poluzował swoje objęcia, by mógł się odsunąć. Nie puścił jednak całkowicie, bo nie rzucał słów na wiatr, a obiecał, że nie puści dopóki nie zrobi mu się lepiej. Nim jednak się zorientował, sytuacje się odwróciły i to wampir go przytulał w pocieszającym geście. Nie było to aż takie potrzebne: Mitrze być może nieprzyjemnie się słuchało o tym jak blisko było, aby portret wylądował na śmietniku, ale nie załamywał się. Teraz już było dobrze.
        - Tak podejrzewałem - przyznał. - Mogłem to lepiej rozegrać, ale nie spodziewałem się, że wrócisz tak… w takim stanie - dokończył. Przede wszystkim dlaczego nie wręczył rysunku osobiście? Bo nie był przekonany o jego wartości, po prostu. Nie chciał widzieć wymuszonego uśmiechu, gdyby nie trafił. W końcu jak miał się taki portret w stosunku do tych wszystkich skarbów, którymi zasypywał go Aldaren? A to jeszcze nie wszystko…
        - Wybaczone - przyznał, gdy skrzypek go ostatni raz przeprosił. Wysmyknął się z jego ramion i wstał otrzepując kolana. W jego oczach widać było zadowolenie, gdy dostrzegł jak skrzypek chował złożoną w cztery kartkę: zarówno to namaszczenie w gestach, jak i samo miejsce.
        - Nic się nie stało - zapewnił go po kolejnych przeprosinach, tym razem za chwilę słabości. Wyciągnął do niego rękę, by pomóc mu pozbierać się z ziemi. - To pewnie przez zmęczenie i stres z nocy - dodał. - Masz zalecenie od lekarza, by się nie przemęczać i przez najbliższe parę dni jak najwięcej odpoczywać. Leżenie na kanapie, czytanie, gra na skrzypcach, to są dozwolone aktywności. Świat się bez ciebie nie zawali, a większość rzeczy przypuszczam, że możesz załatwić za pośrednictwem Xargana. No, to teraz idź odpoczywać, a ja zaraz dołączę - oświadczył, wracając do zbierania naczyń ze stołu. Oczywiście, że nie zamierzał sam tego zmywać, bo choć daleko mu było do szlachetnie urodzonego, był tak wygodnicki, że planował zlecić to zadanie swoim manekinom. Ale to już po tym, jak te skończą zdanie, do którego teraz zmierzały - zaniesienia nowych, jeszcze niezaklętych kukieł do piwnicy. Niestety teraz Mitra miał pewne braki w służbie, więc musiał wydawać polecenia kolejno i czekać na ich realizację.
        - Mam parę rzeczy do zrobienia w pracowni, ale dołączę do ciebie dosłownie za chwilę - zwrócił się do Aldarena, na wypadek gdyby ten zamierzał ociągać się z pójściem na zasłużony odpoczynek. - Spokojnie, nie będę teraz zajmował się zaklinaniem - zastrzegł, bo zaklęcie które musiał spleść na tę okazję było trudne i czasochłonne, a on chciał przypilnować swojego ukochanego. Wróci do tego na następny dzień, bo wtedy będzie mógł poświęcić na to cały dzień. Przynajmniej jedną kukłę postawi za ten czas na nogi.
        Co zamierzał więc zrobić? Sprawdzić pokój, w którym poprzedniej nocy pracował z grymuarem. Liczył, że może znajdzie tam wskazówki w kwestii tego, co go spotkało. Jednak na samo wspomnienie tego potwornego uczucia pustki w głowie, które dotknęło go zaraz po przebudzeniu, robiło mu się nieswojo.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        Słysząc pełny uznania (ironiczny) komplement Mitry, Aldaren wyprostował się dumnie na swoim krześle, prężąc dumnie pierś, łapiąc się pod boki i unosząc w charakterystyczny sposób głowę, lekko zwróconą swoim lepszym profilem do rozmówcy. Jeszcze chwila i obrósł by w piórka. W sumie, gdyby nie rana na boku, już byłby pokryty piórami, gdyż przyjąłby kruczą formę dla podkreślenia swojego dowcipu, ale niestety póki co musiał się zadowolić wyłącznie pozowymi popisami.
        Entuzjazm Aldarena nieco zmalał przez rzucony po tym pomysł duplikacji Mitry, wampir sam do końca nie wiedział czy rzeczywiście byłoby z czego się w tej kwestii cieszyć. Ostatecznie po dłuższej rozterce doszedł do wniosku, że najlepiej jest jednak tak, jak jest obecnie i nigdy nie zmieniłby tego stanu rzeczy (bał się, że w gronie Mitr nie znalazłby tego swojego jedynego któremu kilka dni temu wyznał miłość). Zaraz jednak na nowo w jego oczach lśniły radosne iskierki, które rozpierała witalna energia nieumarłego. Tym razem powodem jego ekscytacji była obietnica spędzenia wieczoru ze swoim ukochanym, co też blondyn sam zaproponował.
        - Wieeesz... aż tak źle to ze mną nie jest by zawracać głowę panu dell Amerdzie - mruknął, uśmiechając się specyficznie, jakby z zakłopotaniem, drapiąc się przy tym po karku. Dało się dostrzec, że o ile pomysł wspólnego spędzenia czasu za kilka godzin bardzo się skrzypkowi spodobał, o tyle opcja zaprzęgnięcia gburowatego elfa, nawet w ramach zasugerowanej w żartach pomocy medycznej krwiopijcy już mu wyraźnie nie przypadła do gustu. Nie przepadał za długouchym to raz, szanował go jednak jako dobrego medyka, ale to nie zmieniało faktu, że nie chciałby być przez niego dotykanym nawet gdyby wampir umierał, a Adam był jedynym ratunkiem w odległości dużego smoka. Nawet nie pozwoliłby mu się dobić.
        - Wytrzymam do wieczora. Na ciebie i dla ciebie zawsze warto czekać - dodał zaraz z przymilnym grymasem na twarzy, jak u radosnego kota, mrużącego oczy (o ile te stworzenia potrafią być radosne wbrew swojej diabelskiej naturze).

        - Oh, doprawdy? - zapytał z udawanym zaskoczeniem, z którym się nawet nie krył, dając tym do zrozumienia, że jest w pełni świadom swojej nawet bardzo pozytywnej reakcji na wieść, że tylko Mitra może go uszkodzić. - Co ja poradzę, że byłaby to dla mnie czysta przyjemność, jak zresztą wszystko z twojej strony i co ma z tobą związek. Poza tym, choć obecnie nie spieszno mi na tamtą stronę, nadal chciałbym umrzeć z twojej ręki, za ciebie, w obronie ciebie lub w imię naszej miłości. Tak, tamta oferta z możliwością zasztyletowania mnie jest nadal aktualna, acz obecnie nie ma na nią przeceny i tak łatwo się nie dam - powiedział z rozbawieniem, wystawiając zadziornie przez zęby język, z głupkowatym przy tym uśmiechem.

        Z objęć ukochanego nie miał najmniejszego zamiaru się tak szybko wyswobadzać, nawet gdy już się uspokoił i przestał ronić łzy, po tym jak wyjaśnił sytuację i zostało mu przebaczone. Uwielbiał Mitrę, był szczęśliwy gdy to nekromanta wychodził z inicjatywą nawet subtelnych czułości, czego po nim jeszcze sprzed miesiąca by się nie spodziewał, biorąc pod uwagę jego przykre doświadczenia z przeszłości. Poza tym jak tu nie skorzystać z takiej okazji do bliskości z blondynem, wiedząc, że następna taka może zdarzyć się dopiero za kilka godzin (dla wampira stanowczo za długo). I właśnie dlatego w pewnym momencie role się odwróciły i to skrzypek obejmował i przytulał błogosławionego.
        - W sumie sam tego nie planowałem - zamyślił się teatralnie, a po chwili udał obrażonego. - Wypraszam sobie takie insynuacje, wróciłem kompletnie trzeźwy - uśmiechnął się zaczepnie i pocałował ukochanego w czoło.
        Gdy wszystko było już ustalone, a Aldaren doszedł do siebie i poskładał się psychicznie, puścił Mitrę i zaraz sam też wstał, przyjmując jego dłoń. Oczywiście podciągnął się na niej jedynie delikatnie, by nie przewrócić partnera na siebie (choć dla krwiopijcy byłby to bardzo przyjemny i wcale niezamierzony wypadek).
        - Zapewne - rzucił od razu w odpowiedzi na usprawiedliwienie swojej chwili słabości. Nie chciał się kłócić, nie chciał też okłamywać Mitry, ani za specjalnie główkować nad sensowniejszym wyjaśnieniem. A w teorii nekromanty mogło leżeć ziarenko prawdy, więc czemu by się z nim nie zgodzić. W sumie rzeczywiście był zmęczony, ale przecież nie przyzna mu się do tego. Fakt, wtedy pewnie blondyn nie odstępowałby go na krok, co oznacza więcej chwil razem, ale strasznie by się przy tym martwił, a to już nie było tego warte. Błogosławiony miał wystarczająco własnych zmartwień zapewne i Aldaren nie musiał mu przysparzać kolejnych.
        - Niby racja, ale... wyjść niestety będę musiał - mruknął z lekkim zakłopotaniem, uciekając spojrzeniem w bok i drapiąc się dłonią z tyłu głowy. W mgnieniu oka jednak humor mu się na powrót poprawił i powrócił na twarz promienny uśmiech. - Nie martw się. Myślę, że uda mi się przełożyć spotkanie na trzecią nad ranem, by móc więcej czasu z tobą spędzić. Niestety o ile spotkanie z Lilianną będę mógł przełożyć na inny dzień, o tyle niestety z lordem Turillim będzie z tym zapewne problem, a Xargana wolę raczej nie posyłać i to w obu przypadkach.
        - Heh, w porządku. Będę na ciebie czekał Mitro, tylko samobójca sprzeciwia się zaleceniom własnego lekarza - powiedział rozbawiony. Ujął delikatnie policzek niebianina i ucałował go w czoło po czym poszedł do salonu by zająć miejsce na kanapie.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        - Słuszny wybór - przytaknął z zadowoleniem błogosławiony, gdy Aldaren uznał, że wytrzyma do wieczora na to aż to on się nim zajmie. Straszenie Adamem było tylko niewinnym szturchańcem, a nekromanta nawet nie zdawał sobie sprawy, że jego ukochany tak bardzo nie przepada za elfim medykiem.

        Mitra wyglądał na trochę zaskoczonego wyznaniem skrzypka. Wiedział, że ten chciał umrzeć z jego ręki, bo prosił go o to niejednokrotnie… I chociaż teraz zastrzegł, że nie ma już myśli samobójczych, dziwnie słuchało się o tym jaką śmierć sobie wymarzył. Było to jednak jednocześnie miłe w swój osobliwy sposób.
        - Mauryjska romantyczność - westchnął Mitra. - Zapamiętam to sobie, wrócimy do tematu za jakieś kilkadziesiąt lat… Albo i później. Bo chcę z tobą zostać jak najdłużej, nie dam innym się tobą opiekować - zastrzegł z czułością, choć akurat to który z nich którym się opiekował było kwestią mocno sporną.

        Mitra parsknął.
        - Pijany… Jeszcze tego by brakowało - nadąsał się teatralnie i rozpogodził momentalnie, gdy dostał całusa. Wstał i pomógł wstać ukochanemu, nie zwracając uwagi na to jak delikatnie przyjął on jego dłoń.
        Zakłopotanie Aldarena było w pełni uzasadnione, bo ledwo przyznał się, że będzie musiał jednak wyjść, Mitra już wsparł się pod boki i spojrzał na niego z dezaprobatą. Zdziwił się trochę, że wampir mimo wszystko po pierwszym zakłopotaniu uśmiechnął się w ten swój rozbrajający sposób. Chyba wydawało mu się, że ma świetny pomysł i udobrucha nim błogosławionego, lecz niestety się przeliczył. Aresterra nadal wyglądał na nieco nabzdyczonego. Mimo to opanował swoje nerwy, odetchnął i odezwał się całkiem spokojnie.
        - Lilianna może przyjść tutaj - zaproponował. - O ile nie wstydzisz się jej tu przyjmować… To… Nie musi w końcu wiedzieć, że jesteśmy razem, po prostu uznajmy, że ja ją do siebie zapraszam tak przy okazji, by się zapoznać. Nie wiedziałem, że się z nią umówiłeś - mruknął ni to z wyrzutem, ni to z zakłopotaniem. Zaraz pomyślał, że musiałby przygotować jakieś miejsce na to spotkanie i zaraz uznał, że chyba najlepszy będzie ten mały gabinet, w którym chciał składować księgi, on był najmniej zagracony i brudny. Niech to, naprawdę miał za mało manekinów, by ogarnąć tak od razu całą tę posiadłość… Gdyby kazał kukłom sprzątać na bieżąco, nie doszłoby do tej sytuacji. Ale kiedyś po prostu było inaczej.
        - Do zobaczenia - powiedział Mitra w progu i zaraz udał się w stronę zejścia do piwnicy. Drzwi prowadzące tam były otwarte, bo manekiny były właśnie w trakcie znoszenia swoich jeszcze nieożywionych współpracowników do miejsca, gdzie błogosławiony tchnie w nie życie. Jak to pięknie, romantycznie brzmiało, syf zaczynał się dopiero, gdy wchodziło się w szczegóły. W to, że to nie była magia życia, a magia śmierci, a życie nie oznaczało dziecka czy przywrócenia bicia serca choremu, tylko ożywienie czegoś, co nigdy nie powinno żyć - drewnianej kukły.
        - Osz… - mruknął z niezadowoleniem Mitra, marszcząc przy tym nos, gdy tylko zszedł schodami na sam dół. W piwnicy unosił się zapach jednocześnie mdły i kwaśny. Taki, który Mitrze kojarzył się z salą chorych, których trawiła gorączka i pocili się w bardzo specyficzny sposób, jakby oczyszczali się z toksyn. No i ten smród wymiocin… Był pewny, że kazał to wcześniej posprzątać, ale najwyraźniej tylko miał taki zamiar. Zaraz to jednak poprawił. Gdy kukły zostały złożone w jednej z pracowni, zwolnione manekiny zabrały się za umycie podłogi w pokoju, gdzie pracował przez ostatnie tygodnie Aresterra. On zaś pętał się między nimi i rozglądał, jakby szukał jakiś śladów, niczego jednak nie widział ani nie czuł. Poza tym zapachem, który naprawdę działał mu na nerwy. Nawet na poziomie magii niczego nie było. Ślady nekromancji, chaotyczna magia kłębiąca się wokół grymuaru i jego własne znamię odciśnięte na tym miejscu. Mitra z irytacją aż zawarczał pod nosem i kopnął grymuar, który leżał na ziemi tam gdzie go zostawił. W jego zamku nadal tkwił specyficzny zamek zrobiony z wisiorów braci Krazenfir. Błogosławiony podniósł połączone artefakty i spróbował wyciągnąć klucz z kłódki, lecz ten ani drgnął.
        - No i go do jasnej cholery jeszcze zaciąłem - syknął, ale już nie rzucał księgą, choć strasznie go korciło. Zamiast tego przeklął, choć nie miał tego w zwyczaju, ale faktycznie zrobiło mu się ciutkę lżej dzięki temu. Odłożył księgę na blat, zacisnął dłonie tak że wbił sobie paznokcie w skórę i zrobił dziesięć głębokich wdechów. Uspokoił się myśląc o tym, że na górze czeka na niego Aldaren. Że leży na kanapie ze swoimi długimi nogami wyciągniętymi na podłokietniku, odpoczywa, oczy ma lekko przymrużone, a jego błękitne tęczówki spozierające spomiędzy czarnych rzęs odbijają światło kominka… Miły widok. Warto było dla niego darować sobie tę mordęgę z grymuarem i po prostu wyjść, a manekiny niech robią w międzyczasie swoje.

        - Jestem - powiedział cicho Mitra, wkraczając do salonu.
        Na chwilę zwolnił, patrząc na Aldarena. Jakby sobie to wyśnił - jego ukochany leżał na kanapie i zgodnie z zaleceniami odpoczywał. Mitrze przyszło do głowy, by położyć się z nim, bo pewnie zrobiłoby mu się miło, ale przez wzgląd na jego ranę wolał to sobie darować - musiałby w końcu częściowo leżeć na nim, a to byłoby na pewno bolesne. Ale to nic. Nekromanta zafiksował swój wzrok na skrzypku i obszedł kanapę. Nachylił się przez oparcie w jego stronę i patrzył na niego z błogim wyrazem twarzy.
        - Grzeczny pacjent - zamruczał z zadowoleniem, wyciągając rękę by dotknąć policzka Aldarena. Jego skóra była trochę chłodna, ale przyjemna w dotyku, nie wywoływała w Mitrze uczucia, że coś mu dolega. Wręcz przeciwnie, był przekonany, że wraca do zdrowia. Mimo wszystko nie zamierzał mu dać się forsować. Poza jednym ustępstwem.
        - Myślałem chwilę nad tym co mówiłeś - zaczął cicho. - Nie znam tego Alexandra Turillego, ale wydaje mi się, że może nie trzeba przesuwać tego spotkania, po co ryzykować, że urazi się jego delikatną czystokrwistą dumę… - zakpił z syna generała, których ród słynął z hopla na punkcie własnego pochodzenia. - Wolałbym tylko, byś nie szedł sam. Na wypadek gdybyś miał się słabo poczuć albo… Gdyby Zabor miał się jeszcze raz pojawić - dodał wyraźnie gorzko. - W porządku? Jak nie będziesz szedł sam, to lekarz ci pozwoli - dodał dla rozluźnienia atmosfery, nie przestając głaskać swojego ukochanego po włosach i twarzy.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        Mitra ani przez moment nie wydawał się być pocieszony wieścią, że ranny wampir mimo wszystko będzie musiał wyjść. Nie dziwił mu się w sumie, bo gdyby to nekromanta był ranny (dla niego pojęcie "ranny Mitra" obejmowało również pyłek w oku, zacięcie się kartką i złamany paznokieć, oczywiście oprócz tych poważniejszych obrażeń jak złamania, stłuczenia, czy faktyczne rozerwanie skóry i tkanki mięśniowej charakterystyczne dla każdej rany), nosiłby go zapewne na rękach i nie odstępowałby go ani na krok. Co prawda kwestia eskortowania go do toalety za potrzebą i nadzorowania czy w trakcie nic mu nie groziło, niespecjalnie przypadłaby niebianinowi do gustu, ale było to do obgadania i na pewno dałoby się to jakoś polubownie załatwić. Na rozumieniu jego motywacji jednak się kończyło, bo niestety choćby Aldaren bardzo chciał, nie mógłby od tak odwołać spotkania z lordem Turillim i to przez zwykłe draśnięcie. Nie chodziło tu wcale o utratę okazji jakiś wyjątkowych profitów dla szpitala. Po prostu odrzucenie zaproszenia wampira Czystej Krwi i to jeszcze przez byle wampirzydło, które było kiedyś człowiekiem uznane by zostało za zniewagę. Nie tylko nie mógłby w przyszłości robić z Alexandrem interesów, miałby go również za swojego wroga, a tych Aldaren wolał mieć jak najmniej. Zwłaszcza, że jego poczynania w Maurii należały raczej do mało mu sprzyjającej przeszłości. Może i zrobił wiele dobrego, ale niejednokrotnie podjął się haniebnych działań, za które albo mieszkałby właśnie przez wieczność w lochu, a nie z Mitrą, albo zostałby już dawno stracony. Po prostu musiał iść na to spotkanie, skoro sam ustalił kiedy miałoby się odbyć. Przełożenie godziny również mogło się wiązać z nieprzyjemnościami, ale było to jeszcze jakoś uznawane i nie niosło ze sobą tak poważnych konsekwencji jak odmowa, więc w tę stronę skrzypek mógł coś wymyślić.
        Widząc, że jego starania i najszczersze chęci przyniosły raczej kiepski rezultat, spuścił i odwrócił nieco wzrok z wyraźnie wymalowaną skruchą na twarzy. Nie chciał sprawiać Mitrze przykrości, ale był niestety przyparty obecnie do muru. Nie czuł się zbyt dobrze będąc między młotem a kowadłem. Z zaskoczeniem jednak spojrzał na lubego, gdy ten w końcu się odezwał i to wcale nie z pretensją, jak się skrzypek spodziewał po tym surowym wyrazie twarzy błogosławionego.
        - Oczywiście, że się nie wstydzę! Co to w ogóle za pomysł?! - uniósł się nieco, jakby właśnie ktoś nagle i bez żadnej przyczyny wylał na niego kubeł lodowatej wody. - Nie mam powodów by się wstydzić czegokolwiek co z tobą związane - dodał już dużo łagodniej. - Po prostu... to nie jest mój dom i nie mi decydować o tym kto może tu przychodzić, a kto nie - wyjaśnił, po czym znów się zasępił. - Wybacz, że nie wspomniałem o umówieniu się z nią na spotkanie, całkiem wypadło mi to z głowy - mruknął ze wstydem przyznając się do tego, że zapomniał o tak ważnej sprawie. Nie chciał jednak kłopotać Mitry sprowadzaniem kogoś do jego domu, jak już wcześniej wspomniał i myślał nad innym rozwiązaniem swojego problemu.
        - Spokojnie, zaproszę ją do zamku, nie będziesz musiał się przejmować jej wizytą tutaj - rzucił dla złagodzenia sprawy, mając nadzieję, że to wystarczy do przekonania blondyna, bo niestety miał niewiele argumentów by mu się sprzeciwić jeśli ten się uprze.

        - Już tęsknię - rzucił wesoło z miłością w głosie, gdy Mitra się z nim na ten moment pożegnał, by zniknąć na chwilę w swojej pracowni w piwnicy.
        Stosując się do jego zaleceń, wampir przeszedł do salonu i zaraz spoczął na kanapie. Przez moment siedział, opierając głowę na zaciśniętej w pięść dłoni, łokieć wbijając w podłokietnik i przyglądając się z błogim uśmiechem rysunkowi jaki otrzymał od ukochanego, a który wyjął z kieszeni chwilę po tym jak usiadł. Przyjemnie się patrzyło na lico tak urodziwego młodzieńca, a jego uśmiech, choć stonowany, chwytał za serce. Niestety im dłużej podziwiał delikatne rysy Mitry sprzed lat, tym większy rósł w skrzypku smutek. Sportretowana podobizna oraz nekromanta, pod którego dachem chwilowo sypiał były do siebie bardzo podobne, ale jednak wiedział, że są to pod względem psychicznym zupełnie dwie różne osoby. Bolało nieumarłego to, że ktoś tak bardzo zniszczył jego partnera, że odebrano mu całą radość życia.
        Ale... w sumie kim Aldaren był by to w ogóle oceniać? By potępiać oprawców niebianina? Przecież sam kilkakrotnie zniszczył komuś życie, poczynając od najbliższych, kończąc na Najwyższemu ducha winnym chłopcu, którego najpierw opróżnił z krwi nie mogąc powstrzymać swojej żądzy, a po tym zesłał na niego klątwę wampiryzmu byleby tylko chłopiec mógł żyć dalej. Owszem, okrutnie było się porównywać do tych co skrzywdzili Mitrę, bo choć nie wiedział co się wydarzyło, domyślał się co mogło biorąc pod uwagę to jak bardzo nekromanta stroni od kontaktu z innymi ludźmi, a zwłaszcza jakie problemy ma z bliskością czy wyrażaniem własnych uczuć. Do czegoś takiego nigdy by się nie posunął, bo sam był ofiarą podobnych działań, jednakże to nie znaczyło, że nigdy nikogo nie skrzywdził w inny może nawet równie okrutny sposób.
        Rana na boku go dziwnie zapiekła, przez co się skrzywił i odrzucił od siebie te wszystkie czarne myśli. Złożył rysunek i włożył z powrotem do kieszeni koszuli, po czym z niewielką trudnością położył się płasko na kanapie. To było jednak ogromnym błędem, ponieważ zaraz zrobiło mu się strasznie sennie. Wyciągnął się mocno jak kot wygrzewający się na słońcu i spuścił jedną rękę z kanapy, szorując zgiętymi palcami po podłodze, a drugą wsunął sobie pod głowę coby mu się wygodniej leżało. Odetchnął głęboko i przymknął na moment oczy.
        Spokoju jednak nie zaznał, a co za tym idzie i odpoczynek był marny, a winny tego wszystkiego był nie kto inny jak Xargan, a raczej to jak dobry miał humor wracając od lichki. Najwidoczniej było mu jeszcze mało, ale właśnie zamierzał się zemścić za to jak został potraktowany, po tym jak ładnie spełnił rozkazy Aldarena odnośnie przyniesienia kukieł do domu Mitry.
        - "Rozejrzyj się po mieście, skup się na okolicach zamku i domu Mitry czy Zabor się tu nigdzie nie kreci" - polecił demonowi, mając nadzieję, że tym sposobem wybije upiorowi z głowy to co wywołało jego dobry nastrój i uniknie jego zemsty jakakolwiek by nie była. Nie miał ochoty wchodzić z nim w bezowocne dyskusje, z których i tak by się nie dowiedział co Xargan planował. - "Trzymaj się z dala od karczmy Nihimy" - dodał jeszcze.
        - "Oh, a czemuż to? Czyżbyś się bał, że dowiem się czegoś, co mogłoby zniszczyć twój ognisty romans z pewnym skrzywionym psychicznie nekromantą, gdyby przez przypadek wymsknęło się przy nim to i owo?" - zapytał podstępnie, szczerząc się przy tym szyderczo.
        - "Po twoich ostatnich wygłupach nie jesteś tam mile widziany" - odparł oschle, kończąc kategorycznie temat. Zaskakujące jak bardzo jeden demon potrafił podnieść ciśnienie. Żeby się uspokoić Aldaren potrzebował chwili i kilku głębszych oddechów, ale na szczęście się to udało jeszcze nim powrócił jego luby.

        Słysząc jak błogosławiony wraca w ogóle nie drgnął, leżąc cały czas i oddychając spokojnie, jakby spał. Po prostu upajał się otaczającym go, coraz to intensywniejszym zapachem ukochanego. Co prawda wyczuwał w powietrzu unosząca się nutę stęchlizny i przyprawiającego o mdłości bliżej niezidentyfikowanego odoru, ale czemu się dziwić skoro Mitra wyszedł z piwnicy, gdzie miał swoją pracownię, również tą alchemiczną. Pewnie sprawdzał co miał na stanie, albo robił pobieżny porządek w miksturach i stąd ten zapach, który wampir zaraz zignorował, skupiając się w pełni na słodkiej woni partnera.
        - Jakże bym mógł sprzeciwić się tak wspaniałemu medykowi - odaprł rozleniwionym głosem otwierając w końcu oczy i wtulając policzek w dłoń ukochanego. Uśmiechnął się do niego czule, znów przymykając oczy i odetchnął głęboko jakby się inhalował zapachem błogosławionego.
        - Yhmm - zamruczał przeciągle, nie otwierając oczu i nie za specjalnie skupiając się na tym o które "tym co mówiłeś" chodziło niebianinowi. Kiedy jednak padło imię wampira, skrzypek otworzył oczy i spojrzał z zainteresowaniem na partnera. Zaraz się jednak lekko spiął, gdy mitra z taką lekkością obraził syna generała Turillego. W prawdzie miało to miejsce w zaciszu domowym i nekromanta nie poniesie żadnych konsekwencji tej zniewagi, ale sam fakt się liczył, że kiedyś blondyn bez większego namysłu palnąć coś takiego w obecności czystokrwistych i wtedy będzie miał spore problemy, z których Aldaren nie będzie w stanie go wyciągnąć skoro nie był "czystym" wampirem.
        - Rozumiem, że doktor Mitra chce się ze mną wybrać na rekonwalescencyjny spacer by mieć mnie na oku? - spytał przenikliwie, lekko się zmarszczył i usiadł, zabierając nogi z kanapy by zrobić ukochanemu miejsce. W sumie to pytanie wydawało się bez sensu, bo sądząc po wypowiedzi blondyna, ten się na pewno z nim wybierze jako wsparcie. Niestety podczas spotkania i tak zostaną rozdzieleni, bo przecież miała to być rozmowa w cztery oczy. Mitra będzie musiał poczekać za drzwiami, a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia w zamku, mogłoby to nie być zbyt bezpieczne dla nekromanty rozwiązanie, ale gdyby miał go obserwować Xargan...
        - Jakieś jeszcze są zalecenia lekarza? - mruknął namiętnie ujmując rękę blondyna i z błogim, pełnym spokoju wyrazem twarzy, z lekko zmrużonymi oczami otarł się o nią policzkiem, a po tym musnął ustami w delikatnych pocałunkach skórę poniżej nadgarstka, która została odsłonięta przez zsunięty rękaw jego odzienia.
        Zaraz go jednak puścił, jakby dotarło do niego co robi i się nagle opamiętał, po czym się przeciągnął leniwie dla odwrócenia uwagi i przeczesał palcami włosy. W głowie zaświtała mu pewna myśl, która mogłaby podnieść jego pozycję w wampirzej hierarchii i niewątpliwie ułatwić krwiopijcy życie jeszcze bardziej (nie musiałby już kulić ogona i odwracać wzroku w obecności Czystokrwistych), lecz żeby mieć pewność i podzielić się tym pomysłem z ukochanym, musiał uważniej przyjrzeć się sprawie i ją zbadać. Trochę się ich przez to narobiło, ale przynajmniej nie będzie przez to narzekał na nudę, gdy Mitra będzie czymś zajęty, a skrzypek będzie mu tylko przeszkadzał. Chociaż... czy gdyby załatwił to bez wiedzy Mitry, nie byłaby to dla niego niespodzianka, gdy to osiągnie? Na pewno będzie wtedy szczęśliwy i nie będzie się już musiał martwić o Aldarena, a ten bez problemu będzie w stanie wyciągnąć go z tarapatów czy obronić. To był genialny pomysł! Co prawda nie słyszał by jakiś inny przemieniony wampir tego próbował, a tym bardziej by komuś się to udało, ale w sumie też raczej nie było sytuacji, w której przemieniony zabija swojego mistrza i przejmuje w spadku cały jego majątek, jako jedyny i prawowity dziedzic (w końcu Faust go przygarnął i był dla niego jak rodzony syn, co się niestety pozmieniało po tym jak Aldaren został wampirem, ale prawo dziedziczenia nadal mu przysługiwało przynajmniej).

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 4 miesiące temu

        Mitra odruchowo się cofnął, gdy Aldaren podniósł na niego głos, choć twarz miał kamienną - jakby wcale się nie wystraszył, tylko chciał być dalej od źródła dźwięku. Wrócił zresztą, gdy skrzypek trochę stonował. Spuścił wzrok, jakby dopiero teraz zrobiło mu się przykro, a nie wcześniej, gdy złożył swoją propozycję. Nie brał w ogóle pod uwagę tego, co przyszło do głowy jego ukochanemu.
        - Drobiazg - zapewnił Aldarena, gdy ten go przeprosił za to, że nie wspomniał o spotkaniu z Lilianną. Znowu podniósł na niego spojrzenie. - Nie gniewam się.
        Słowa wampira utkwiły jednak w jego głowie i nie mógł ich tak zostawić.

        Mitra lekko uniósł brwi. Nie sugerował Aldarenowi swojego towarzystwa trochę z premedytacją - przypuszczał, że na spotkaniu wampirzych arystokratów jego obecność może być bardzo niepożądana. Liczył, że być może jego ukochany zabierze ze sobą Xargana, bo choć błogosławiony go szczerze nienawidził, wierzył, że demon może ochronić swojego pana, a w razie czego przyniesie go na własnych plecach do domu, tak jak to zrobił w nocy. Skoro jednak Aldaren sam zaproponował jego obecność…
        - Z przyjemnością - oświadczył, prostując się. Wampir nie musiał mu mówić, że może sobie usiąść obok, bo zrozumiał go bez słów. Przysiadł się więc, przysuwając tak blisko skrzypka, że ich uda się stykały. Znać było pewną ostrożność w jego ruchach, ale nie było tak źle jak w poprzednich dniach - uczył się powoli bliskości.
        - Będę spokojniejszy o samopoczucie i zdrowie mojego najważniejszego pacjenta - zapewnił, wracając do poprzednich pieszczot. Gdy obrócił się bokiem do Aldarena, by oprzeć się łokciem o oparcie kanapy, poczuł jak coś strzyknęło mu w kręgosłupie, więc odpuścił i po prostu głaskał ukochanego po głowie drugą ręką.
        - Nie będzie problemu, jeśli pójdę z tobą? - upewnił się. - Nie muszę chodzić dwa kroki za wami, mogę się tylko kręcić gdzieś po okolicy w razie czego… - dodał, by nie stawiać Aldarena w kłopotliwej sytuacji. Był przekonany, że odległość trzech, czterech sążni da wampirom swobodę rozmowy, a on sam i tak da radę zainterweniować na odległość - w końcu był magiem.
        - Oczywiście, powinieneś… - zaczął, lecz gdy poczuł usta Aldarena na swoim nadgarstku zupełnie stracił wątek. Głęboko nabrał powietrza i z ukontentowaniem przymknął oczy, w milczeniu chłonął to uczucie, które urastało w jego wnętrzu. Pocałunki skrzypka były niezwykle przyjemne, Mitrze miękły od nich nogi, a on robił się zupełnie bezbronny, ale mu to nie przeszkadzało. Gdyby Aldaren całował go tak jeszcze przez jakiś czas, mógłby zrobić z nim co chce - na przykład spróbować czegoś więcej. Może nie poszliby na całość, ale z pewnością skrzypek mógłby jeszcze odrobinę przesunąć granicę ich intymności. Nie wspominając, że nekromanta przez moment myślał, czy ukochany go nie pokąsa. Po takich pocałunkach ugryzienie być może by nie bolało? Aldaren odzyskałby nieco sił, a Mitra… Na pewno nie miałby nic przeciwko. Nie znał jednak obaw swojego ukochanego o utratę kontroli nad własnym pragnieniem. Naiwnie chyba przypuszczał, że to co ich łączy by go obroniło.
        Chwila przyjemności jednak błyskawicznie przeminęła, a błogosławiony znowu poczuł się, jakby obudzono go z przyjemnego, błogiego snu.
        - Nie przeciągaj się tak bo szwy puszczą! - zaprotestował gwałtownie, zaraz kładąc dłoń na brzuchu swojego ukochanego, tak jakby chciał przytrzymać szycie, które trzymało brzegi rany. Ręką, na której ukochany składał pocałunki, złapał go za ramię i lekko docisnął do oparcia kanapy, by ograniczyć jego ruchy. Spojrzał na niego z lekką obawą.
        - Uważaj trochę - poprosił, jakby strofował niesforne dziecko. Nie był zły, po prostu się o niego troszczył. Westchnął, a jego spojrzenie trochę złagodniało, może nawet zrobiło się nieco senne. Patrzył Aldarenowi w oczy myśląc o tym jak bardzo cieszy go ten widok, ta nadzieja, że może będzie mógł tak codziennie mieć go przy sobie i go podziwiać. Że będzie miał kogoś, komu zależy na jego dobru.
        - Ren… - zaczął cicho mówić. - Chciałbym, byś myślał o tym domu jak o swoim. Byś czuł się tu jak u siebie tak długo, jak nie przeniesiemy się do zamku… Chodzi mi również o to spotkanie z Lilianną. Nie chodziło mi o to, że mógłbyś się wstydzić się mnie tylko tego domu. Cóż… Wiem, że nie jest piękny. Wiem, że to brudna nora, nie ukrywam tego, choć staram się to zmienić. Ale na przyszłość gdybyś miał taką potrzebę, możesz tu przyprowadzać gości. Daj tylko troszkę wcześniej znać, dom jest duży, na pewno nie będziemy sobie przeszkadzać - zapewnił. Po chwili na jego obliczu pojawił się nikły, ale jednocześnie jakiś taki jakby cwany uśmiech.
        - Powinieneś się położyć - uznał. - Żebyś nie uciskał tej rany i trochę mógł odpocząć.
        Nekromanta odsunął się od Aldarena, ale nie wstał z kanapy. Przesunął się na jej skraj, zabierając nawet leżące tam poduszki, aby być jak najbliżej podłokietnika. Rzucił je niedbale na fotel (jedna spadła na podłogę), po czym spojrzał na swojego ukochanego i poklepał wymownie swoje udo.
        - Położysz się? - zapytał, na wypadek jakby skrzypek miał mieć jeszcze jakieś wątpliwości. To chyba będzie dla niego wystarczający substytut tego, że nie mogli leżeć razem? A i dla Mitry będzie to na pewno łatwiejsze do zniesienia.
        Błogosławiony nie zamierzał jednak naciskać i gdyby przypadkiem skrzypek wolał posiedzieć, mógł się na to zgodzić. Byle odpoczywał, bo to było mu potrzebne. Może nawet zachęciłby go do drzemki, ale z tego co wiedział wampiry nie regenerowały się w ten sposób, nie tak jak ludzie. Wystarczyło więc, że się nie ruszał i nie przemęczał. Należało mu się takie spokojnie popołudnie. Mitra nie chciał go przerywać nawet cichą rozmową. Było dobrze jak było. Może i chciałby poruszyć jakieś tematy, może nurtowały go pewne wcześniej poruszone kwestie, ale nie chciał psuć nastroju ani Aldarenowi, ani sobie. Myślał jednak… Wspominał. Roztrząsał tematy. Przypomniał mu się poranek i noc, ich bliskość, to jak rozmawiali… Nie poprawiało mu to humoru, ale przy Aldarenie łatwiej radził sobie z takimi ciężkimi sprawami. Mimo to widać było, że wzrok miał utkwiony gdzieś w ścianie, a jego dłoń dość machinalnie głaskała ukochanego. Twarz miała wyraz głębokiego namysłu. Po dłuższej chwili jednak błogosławiony westchnął jakby się poddał i spojrzał na skrzypka z czułością.
        - Ren… - zagaił go. - Mogę cię narysować czy nie masz tyle czasu przed wyjściem?
        W jego oczach widać było, że bardzo mu zależało, by zrealizować ten pomysł. Pomyślał, że to im obu pozwoli się rozluźnić. A na pewno jemu będzie lżej, jeśli zajmie się czymś przyjemnym.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 4 miesiące temu

        Widząc to jak Mitra uniósł brwi po jego pytaniu, lekko przechylił głowę ze wzrokiem jakby mówiącym: "co, nie zgadłem?" Zaraz jednak wyszczerzył się przebiegle z nieukrywaną satysfakcją, gdy się jednak okazało (według niego), że był to jednak podstępny plan niebianina. Powstrzymał się jednak od komentarza typu: "ha, wiedziałem!" bądź "tak jak myślałem", i poprawił się na kanapie, zmienił swoją pozycję, by Mitra mógł obok niego usiąść, a nie kucać przy własnej kanapie.
        - Z taką asekuracją moje samopoczucie będzie na najwyższym poziomie - odparł z rozbawieniem zatrzymując dla siebie raczej złośliwą uwagę poprawiającą jego słowa, że był jego jedynym obecnie pacjentem, która przyszła mu w pierwszej chwili do głowy. Niestety byłaby tylko zabawnym i niewinnym przytykiem wyłącznie dla wampira, a przecież nie chciałby urazić swojego ukochanego, gdyż naprawdę bardzo się cieszył, że blondyn "zaproponował" swoje wsparcie podczas tego spotkania z lordem Turillim.
        - Spotkanie ma miejsce w mojej posiadłości, więc Turilli nie powinien mieć pretensji o twoją obecność tam. Poza tym powinien to zrozumieć biorąc pod uwagę wczorajszy atak na mnie i ogólnie burzliwe nastawianie wobec mojej skromnej osoby ze strony byłych podwładnych Fausta. Nie martw się o to - zapewnił łagodnie i uśmiechnął się ciepło Co prawda nie powinien przed Mitrą pokazywać, że na poczekaniu i bez mrugnięcia okiem potrafi wykreować korzystne dla siebie tłumaczenia, które w rzeczywistości nadal pozostają wyłącznie kłamstwami, ale czy rzeczywiście jest kłamstwem coś co mogłoby być prawdopodobnie prawdą? Przecież wystarczyłoby wyjść do Mitry z propozycją czy nie chciałby zostać jego ochroniarzem tego wieczoru. Więc czy nadal będzie można o wampirze mówić jako kłamcy przez to, że niebianin będzie z nim w zamku jako partner i medyk, a nie ochroniarz? - Podczas rozmowy będziesz niestety musiał poczekać za drzwiami, ale nic mi się nie powinno stać. Wątpię by Alexander czyhał na moje życie mając generała miejskiej straży za ojca, no chyba, że zagada mnie na śmierć, wtedy niestety nawet twoje bezpośrednie wsparcie by mnie nie uratowało. - Zaśmiał się beztrosko ze swojego żartu. Zaraz też pocałował Mitrę w czoło powstrzymując się przed objęciem go. Miał świadomość, że już taka bliskość była dla blondyna ciężka do zniesienia i wyczerpująca psychicznie, a co dopiero jakby wampir go jeszcze przy tym "uwięził" swym ramieniem.
        - Chociaż w sumie czy rzeczywiście powinienem przejmować się śmiercią? W końcu znam wspaniałego nekromantę, który wydarłby skopałby mi tyłek gdybym umarł, wydał z najgłębszych czeluści Piekła i jeszcze raz skopał za to, że dałem się zabić - rzucił po chwili. Tym razem śmiał się krócej, a to jak przyłożył dłoń do rannego boku jasno dawało do zrozumienia co było powodem jego skróconego ataku wesołości.
        Po tym jednak, gdy uśmiechnął się do ukochanego i zaczepnie zapytał o inne zalecenia lekarskie, jakby stracił panowanie nad sobą i pozwolił przejąć kontrolę miłości oraz pożądaniu jakimi darzył błogosławionego, co objawiło się tym, że właściwie przestał słuchać tego co mówił upajając się samym jego głosem i ujął jego dłoń, zaczynając muskać ją nieznacznie ustami w skromnych pocałunkach. Uległość Mitry w tej sytuacji to, że nawet przez myśl mu nie przeszło, by powstrzymać krwiopijcę przed tym co robił, w ogóle nie działała na korzyść ich obu. Nekromanta mógłby się w tym zatracić i gdyby było coś nie tak mogłoby być już za późno, a Aldaren przez ten brak sprzeciwu czuł się dodatkowo zachęcony. Szczęściem było jednak, że zdołał zachować resztki świadomości i w porę przestać. Absolutnie sobie nie ufał i w sumie nie zamierzał zaufać. Tak będzie najbezpieczniej - jeśli będzie trzymał w ryzach swoje czyny i pragnienia. Nie chciał stracić Mitry, bo w przeciwieństwie do nekromanty, nie mógłby go później wskrzesić. No, chyba że... NIE!!! Kategorycznie nie! Prędzej własnoręcznie wyrwałby sobie serce i przebił srebrnym kołkiem, niż zesłał na miłość swojego życia to przekleństwo.
        Dla uniknięcia nieprzyjemnej sytuacji, wiecznych przeprosin i zwykłego odwrócenia uwagi od tego co przed chwilą miało miejsce, przeciągnął się mocno zapominając w sumie o swojej ranie za co od razu zaczął skarcony. I to nie tylko przez błogosławionego, bo zabolało jak cholera.
        - Wierz mi, że same zaprotestowały przed takim traktowaniem - mruknął z rozbawieniem, szczerząc się z lekkim zakłopotaniem i drapiąc przy tym po karku, ale przynajmniej Mitra nie wydawał się jakby chciał poruszyć temat tych pocałunków. I dobrze. Ale... żeby takim kosztem? Jakby stado piranii spod skóry na boku chciało się przeżreć na zewnątrz. Mógł to lepiej przemyśleć, ale mauryjczyk mądry po szkodzie.
        - No już, już. Przepraszam, więcej nie będę.
        Uniósł na wysokość ramion dłonie w geście poddania i zaraz opuścił, a uśmiech i chochliki w oczach ani na moment go nie opuszczały. Stonował jednak swoją wesołość i nieco spoważniał słysząc wezwanie ukochanego. Spojrzał na niego łagodnie i słuchał uważnie.
        - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem najdroższy - odpowiedział od razu, gdy tylko poznał w czym rzecz. Źle mu się zrobiło na sercu, gdy po tej uwadze uświadomił sobie, że Mitrę mogło boleć czy czuć się komfortowo za każdym razem, jak tylko wampir podkreślał, że nie jest to jego dom i jest tu tylko chwilowym gościem, a on nie chciał się po prostu panoszyć i udawać pana na cudzym. Jeśli jednak blondyn miałby się przez to poczuć lepiej, Aldaren mógłby w sumie zmienić swoje nastawienie do obecnego pomieszkiwania w tej kamienicy.
        - I raz jeszcze powtórzę, nie mam się czego wstydzić, a zwłaszcza nie tego co z tobą związane - powiedział łagodnie i spojrzał na blondyna z delikatnym uśmiechem, który zaraz urósł. - W końcu spotkam się z wampirzym lordem w zakurzonym, na wpół rozebranym, na wpół remontowanym zamku - zaznaczył z rozbawieniem.
        - A? Przepraszam - rzucił lekko zaskoczony jego nagłym poleceniem, w którym było sporo sensu i w sumie wampir przyjął je z ulgą, bo faktycznie gdy siedział rana może nie tyle bolała, co po prostu sprawiała dyskomfort.
        Myślał, że Mitrze z tym położeniem się chodziło o pójście do pokoju wampira, ale nim ten w ogóle pomyślał o tym by wstać, nekromanta już się przycisnął niemal do samego podłokietnika, pozbywając się ograniczających jego miejsce poduszek i dał skrzypkowi jasny sygnał jak on to widział. Aldaren prychnął z rozbawieniem i niedowierzaniem kręcąc głową, lecz mimo to widoczny był na jego licu cień ulgi - nie chciał zostać odseparowany od ukochanego, nawet jeśli ten miałby być za drzwiami czy piętro niżej.
        - Z przyjemnością.
        Lekko się skrzywił gdy się obrócił, by wciągnąć nogi na siedzisko i zaraz się położyć, lecz gdy tylko jego głowa spoczęła lekko na udzie Mitry (nie chciał mu narobić siniaków, czy żeby go później noga bolała, więc nie opierał się nią rozluźniony jak na poduszce), na jego twarzy pojawił się pełen szczęścia i błogości, delikatny uśmiech. Odetchnął głęboko i przymknął oczy rozkoszując się tą niezwykłą chwilą bliskości z partnerem, jego cudnym zapachem i ciepłem. Kiedy do tego wszystkiego zaczął jeszcze być przez nekromantę głaskany po głowie, niemalże całkiem się rozpłynął i to dosłownie. Mruczał przy tym cicho jak kot i zapomniał by nie opierać się całkiem głową na delikatnym ciele błogosławionego. Nic, później najwyżej zrobi maść na powstałe przy tym siniaki i powinno być dobrze.
        Coś jednak było nie tak. Mitra zdawał się być w tej chwili gdzieś zupełnie indziej i już nawet nie chodziło o to, że nie poświęcał uwagi krwiopijcy, a jedynie stwarzał pozory. Jego ruchy jakby wykonywane bez świadomości, a jedynie przez "przyzwyczajenie" i oddech, choć spokojny i miarowy to jednak zadumany, dowodziły temu, że niebianin nad czymś intensywnie myślał i to całym swoim duchem. Może coś go gnębiło.
        Kiedy to sobie uświadomił, Aldaren przestał skupiać się na przyjemności, którą tylko on miał w tej sytuacji odczuwać, był już cicho i oddychając spokojnie patrzył lekko przymrużonymi, lazurowymi oczami zdradzającymi rozleniwienie i błogość na swojego lubego.
        - Dla ciebie zawsze mam czas. Poza tym to będzie dla mnie zaszczyt - odparł z lekkim uśmiechem, ale widać było troskę na jego twarzy, gdy się podniósł do pozycji siedzącej by wypuścić spod siebie błogosławionego. Kiedy się obrócił na siedzisku, by spuścić nogi i przycisnąć plecy do oparcia, wstrzymał na moment oddech, byle by tylko nie pokazać po sobie, że rana dała o sobie znać. Nie spuszczał z blondyna spojrzenia i zaraz też się odezwał: - Nie to cię jednak męczy, prawda? - spytał, ale jakoś specjalnie nie naciskał na niego by się dowiedzieć w czym rzecz. Nie zapytał w końcu "co", na które należało by udzielić wyczerpującej odpowiedzi. Niebianin powiedziałby mu i bez tego pytania, gdyby zechciał się swoim problemem podzielić z wampirem. Mu, przez to jak sformułował swoje pytanie, zależało wyłącznie na krótkim potwierdzeniu, bądź zaprzeczeniu jego podejrzeń.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 3 miesiące temu

        Mitrze spodobało się to jak Aldaren bez większej dyskusji zgodził się na jego towarzystwo w trakcie spotkania z Alexandrem Turillim.
        - Postaram się, by właśnie tak było - przytaknął na wzmiankę o dobrym samopoczuciu. Nie wspomniał o tym, że najlepiej, by w ogóle nie wychodził, bo wiedział, że niektórym niestety nie można było odmówić, aby nie kusić losu. Postanowił tylko, że nie da Aldarenowi się przeciążać przez następne dni… Tylko jak zmusić tego wariata by nie szalał w kuchni? Pomyśli o tym później. Została jeszcze kwestia omówienia detali spotkania z Turillim.
        - Zagada albo zanudzi - podpowiedział ochoczo nekromanta. - Ta rodzina to straszni sztywniacy z tego co mi wiadomo… Cóż się dziwić, skoro stary Nikolaus napisał połowę kodeksu karnego Maurii, widać jaki typ musi mieć charakter, a ponoć ten syn wdał się w ojca - śmiało wygłosił swój sąd Mitra, nie przejmując się ani trochę tym, że chyba nie wypada, aby taki byle kto jak on wypowiadał się w ten sposób o jednym z najbardziej wpływowych rodów tego kraju.
        - A wracając do sedna: nie ma problemu, będę trzymał się tak daleko jak to konieczne, ale ani kroku dalej. Chcę chociaż czuć twoją aurę, będę wtedy spokojniejszy - przyznał szczerze błogosławiony, czule dotykając policzka partnera. Zrobiło mu się jeszcze milej, gdy Aldaren wspomniał o znajomości z doskonałym nekromantą. Chciał co prawda zaprotestować, że wcale tak dobry nie jest, ale ciąg dalszy wypowiedzi zupełnie go rozbroił. Parsknął.
        - Dokładnie tak będzie, wysoki sądzie - oświadczył z zadowoleniem. Skrzypek zaskakująco trafnie ocenił możliwości i sposób działania nekromanty: chyba za dobrze go już znał.

        - Nauczka na przyszłość - przytaknął Mitra, gdy Aldaren poczuł jak gwałtownie zaprotestowały jego szwy podczas przeciągania się. - Wiem, że blizny są pociągające, ale ty już nie musisz nic poprawiać, więc uważaj na siebie.
        Atmosfera była całkiem przyjemna - nawet gdy Mitra poruszył zdawać by się mogło, że poważny temat, to jednak nie był on na tyle ciężki, by zepsuć te chwile. Dopiero pogrążając się we własnych myślach nekromanta zrobił się bardziej ponury, ale nie na tyle, by z tego nie wyjść - dzięki propozycji wykonania portretu Aldarena. O ile ten nie będzie miał nic przeciwko…
        Widać było, że Mitrę ucieszyła zgodna odpowiedź wampira - nawet uśmiechnął się samym kącikiem ust, gdy pomagał Aldarenowi się podnieść. Jego radość jednak zaraz zgasła, gdy dostrzegł wyraz twarzy ukochanego. Co zrobił nie tak? Zaniepokoił się, czy przypadkiem nie zmusił skrzypka do zmiany pozycji, która go zabolała albo była zbyt niekomfortowa i to był wyraz tłumionego niezadowolenia, bólu. Asekurował go bijąc się z myślami czy zapytać co go dręczy, ale czując na sobie jego wzrok sam uciekał spojrzeniem. W końcu to wampir zadał to pytanie, a nekromancie nie zostało nic poza westchnieniem.
        - No nie - przyznał szczerze. Dosłownie chwilę walczył ze sobą czy w ogóle powinien zaczynać tę rozmowę czy uspokoić Aldarena i udawać, że wszystko w porządku, ale po prostu nie mógł. I tak miał już przed nim za dużo sekretów, by dokładać do nich jeszcze ten.
        - Trochę się zamyśliłem na temat zeszłej nocy - wyznał. - Tego co się stało, o czym rozmawialiśmy… Ale nie wracajmy do tego teraz - poprosił. - Wolałbym to popołudnie spędzić przyjemniej, a na poważne tematy porozmawiać, gdy będzie spokojniej, gdy nie będą nas ograniczały żadne spotkania… Dobrze? Na przykład jak wrócimy z zamku? - zaproponował.
        - Nie martw się - dodał i by dodać mocy swoim słowom, nachylił się do Aldarena i delikatnie, ale z miłością pocałował go w usta. Później odsunął się od niego i zabrał za przygotowania do malowania. Najważniejszy był oczywiście model i to na nim się skupił.
        - Usiądź tak, by było ci wygodnie - zaproponował. - Nie będę cię ustawiał, chciałbym by to był taki...naturalny rysunek, po prostu. Nie nadęty portret, bo coś takiego do ciebie nie pasuje - oświadczył, podnosząc na niego czułe spojrzenie, lecz zaraz uciekając. - I… chcę też mieć taki rysunek do noszenia przy sobie - wyznał, wstając już z kanapy. Kucnął przy niej i bez robienia żadnych sekretów wyciągnął spod spodu swoje szkicowniki oraz wciśnięty głębiej drewniany piórnik z rysikami. Wyglądał na naprawdę przejętego tym, że ma narysować portret Aldarena, bo krzątał się jak nastolatka w obecności chłopaka, w którym się podkochuje. Nawet spojrzenia posyłał mu podobne. W końcu jednak zasiadł w fotelu i oparł szkicownik na podciągniętych na siedzenie nogach. Spojrzał na Aldarena, tym razem w zupełnie inny sposób - oceniając kompozycję.
        - Możemy rozmawiać jakby co - zastrzegł. - Gdybym potrzebował, byś siedział bez ruchu, to dam ci znać.
        To powiedziawszy Mitra odetchnął i spojrzał na pustą kartkę przed sobą. Później podniósł wzrok na swojego ukochanego… I tak się zagapił. Choć miał ocenić od czego zacząć, jak wszystko zaaranżować, to jednak jego uwagę w całości zaabsorbowała uroda skrzypka. Patrzył rozmarzonym wzrokiem na linię jego żuchwy, włosy, na piękne niebieskie oczy w konturze ciemnych rzęs. Kilka razy przykładał rysik do kartki i go odrywał, jakby obawiał się zacząć… W końcu jednak przełamał się i zaczął rysować. Dawno nic nie sprawiało mu takiej przyjemności. Nawet te pierwsze linie, sam szkic, który miał pomóc mu w zachowaniu proporcji i aranżacji, stawiał z jakąś taką lekkością, której wcześniej nie miał. Później zaś z czułością stawiał kolejne linie, nieustannie zerkając na oryginał.
        - Jesteś naprawdę nieziemsko przystojny - westchnął z przyjemnością, gdy zdecydowanymi pociągnięciami rysował włosy Aldarena. - Aż czuję się trochę jak bluźnierca, próbując uwiecznić twoją twarz.
        Mimo to Mitra nie przerywał rysowania. Pochylał się nad portretem z nikłym i trochę nieobecnym, ale prawdziwym uśmiechem. Skupiony na tej cudownej chwili zapomniał o wszystkim, co mu gniotło do tej pory wątrobę, a czas jakby przestał dla niego istnieć. Skupiony na rysowaniu niestety nie inicjował rozmowy, choć jeśli wampir go zagadywał, to odpowiadał.
        - Gotowe - uznał po pewnym czasie, wcale nie tak długim jak na jego wcześniejsze pytanie o dyspozycyjność Aldarena. Chwilę z zadowoleniem podziwiał to co powstało na jego kartce, później zaś podniósł błyszczące oczy na swojego ukochanego. Trochę jakby się zawstydził, ale nie zamierzał chować tego co stworzył. Nieśmiało obrócił szkicownik i pokazał Aldarenowi jego portret. Był namalowany w podobnym stylu co podobizna Mitry, samym rysikiem, ale widać było, że rysownik bardzo się starał, by wyszło naturalnie. Skupił się przede wszystkim na twarzy, dość dokładnie narysował też szyję, a ramiona zaznaczył tylko kilkoma liniami. Może nie wyszło idealnie, może brakowało pewnych szczegółów czy miejscami było zbyt topornie, ale widać było jak wielką wagę nekromanta przyłożył do oczu ukochanego, ust wygiętych w subtelnym uśmiechu.
        - I jak się podoba? - zapytał z nadzieją Mitra, gdy już dał swojemu modelowi chwilę, by się napatrzył.

Awatar użytkownika
Aldaren
Kroczący w Snach
Posty: 229
Rejestracja: 2 lat temu
Kontakt:

Post autor: Aldaren » 3 miesiące temu

        - Zagadać na śmierć można nawet niewielką ilością słów. Osobom słabym psychicznie, zestresowanym, znajdującym się pod silną presją wystarczy zadać jedno krótkie pytanie, na które nie znałyby odpowiedzi, albo nie mogłyby odpowiedzieć, by doprowadzić je do takiego szaleństwa, że same by ze sobą skończyły - odpowiedział jałowo, mimo delikatnego uśmiechu na twarzy. - Przesłuchania w miejskim lochu, choć oszczędne w słowa ze strony strażników, dość często kończą się śmiercią oskarżonego jeśli ten nie chce mówić, jeśli wyjawi prawdę i zostanie wypuszczony na wolność, a miał kontakty z przestępczymi grupami też raczej długo nie pożyje. Inny przykład: gdybyś mi w tej chwili powiedział, bez powodu, że masz mnie już dość, nie chcesz mnie więcej widzieć, czy mnie nienawidzisz moje życie przestałoby mieć dla mnie jakikolwiek sens i niedługo po zejściu ci z oczu, moja dusza byłaby w połowie drogi do Czeluści Piekielnych - powiedział łagodnie w ostatniej chwili zmieniając końcowy przykład ze skłóconego małżeństwa, gdzie jedna ze stron dopuściła się zdrady, w bliższą im sytuację, bardziej dosadną, jaka mogłaby mieć miejsce w rzeczywistości. W końcu Aldaren nie jednokrotnie zaznaczał Mitrze, że tylko dzięki niemu i dla niego nadal żyje i że wraz z końcem ich związku, wampir zakończy swój nędzny żywot na tym łez padole.
        - Ale! - rzucił nagle, co mogło by wystraszyć tak gwałtownym "zwrotem akcji" i wyszczerzył się energicznie oraz promiennie, rozwiewając tę chłodną atmosferę jaka zapanowała po jego ciężkich słowach. - W jakikolwiek sposób Alexander mnie zabije, czy przez zagadanie, czy przez zanudzenie, jestem pewien, że wyrwiesz mnie z objęć zaborczej śmierci - powiedział z pełnym przekonaniem, przez które w ogóle się nie przejmował utratą życia (nawet jeśli wcześniej jej pragnął bardziej niż właśnie dalszej możliwości istnienia, no i nie brał pod uwagę czy Mitra faktycznie byłby w stanie go ożywić gdyby przyszło co do czego).
        Po chwili nawet rozwinął jak dokładnie wyglądałoby to przywrócenie mu znów oddechu i się roześmiał przez to jak ożywił się nekromanta, gdy Aldaren odgadł co ten by zrobił.
        - Mam dziwne wrażenie jakbyś nie mógł się tego doczekać. Chyba najbardziej tego podwójnego skopania mi rzyci - zaśmiał się z rozbawieniem.

        - Jaki okrutny... - jęknął ze zrozpaczoną miną, ale zaraz się rozpromienił słysząc jego ciekawą uwagę, od której pojawił się w oku wampira charakterystyczny błysk, widoczny za każdym razem, gdy tylko skrzypek podłapie trop by obrócić słowa Mitry przeciw niemu. Wyszczerzył się przy tym szeroko, jakby chwalił się swoimi kłami. - Nigdy bym nie pomyślał, że będą cię kręcić blizny. Będę musiał zacząć na ciebie uważać, bo jeszcze zaczną cię bardziej interesować niegrzeczni chłopcy, pokroju najemników czy innego awanturniczego tałatajstwa. W sumie to zawsze ciekawsze niż jakaś stara, nudna, zdziadziała pijawka - droczył się z nim. Niech ma w ramach zemsty, za brak współczucia. Widziałby go kto, jeszcze będzie przytakiwał kaprysom krnąbrnej rany. Tak dobrze to nie ma.

        Mitra od razu się rozpogodził, gdy tylko Aldaren przystał na propozycję by zostać sportretowanym. Nie zwiodło go to jednak, gdyż mina jego ukochanego sprzed chwili, gdy tak intensywnie myślał, wcale nie sugerowała nieśmiałości i skrępowania pytaniem o możliwość namalowania wampira, a właśnie bardziej jakby coś nekromantę gryzło. To właśnie dlatego skrzypek się mimo wszystko zainteresował sprawą, choć nie zależało mu na wchodzeniu w szczegóły. Chciał jedynie by Mitra po prostu był szczery sam ze sobą i nie udawał ze względu na nieumarłego, że wszystko było w porządku jeśli tak nie było.
        Aldaren od razu się rozluźnił, złagodniał i na powrót ciepło się uśmiechnął, gdy niebianin przyznał, że to nie kwestią rysowania tak się denerwował. Zaraz, gdy tylko zaczął się tłumaczyć, skrzypek parsknął z rozbawieniem i pokręcił głową. Otworzył usta by się odezwać, a wtedy został zaatakowany z zaskoczenia pocałunkiem błogosławionego. Nie miał jednak zamiaru się po nim zamknąć i nawet z jeszcze większą satysfakcją dorzucił swoje pięć ruenów na koniec tematu. Był przy tym bardzo z siebie dumny i jednocześnie niewinny, brakowało tylko by podniósł dłonie w jawnym przedstawieniu, że miał czyste ręce.
        - Ale to przecież ty do tego wracasz, ja tylko grzecznie zapytałem, oczekując wyłącznie odpowiedzi "tak" lub "nie" - wyszczerzył się jak głupi do sera, bardzo szeroko i przymykając oczy.
        Mitra sam się zdradził, więc w sumie do wampira nikt nie powinien mieć pretensji. W prawdzie chciałby ukoić nerwy ukochanego i rozwiać jego wszelkie wątpliwości, zwłaszcza, że temat nie był łatwy i przyjemny, skoro tak męczył niebianina, ale Aldaren nie zamierzał mu psuć obecnie humoru. Kiedy blondyn poczuje, że to już najwyższy czas, sam do niego przyjdzie i omówi sprawy, z którymi miał problemy. Tak samo w końcu było z ich bliskością i związkiem, albo raczej podobnie, bo choć starał się niebianina nie zmuszać do niczego, to jednak to przez krwiopijcę tyle się już w ich relacji wydarzyło. Ale mniejsza już, w końcu wiadomo o co chodzi.
        - Tak żeby było mi wygodnie, teraz to mi ćwieka zabiłeś - prychnął lekko skrępowany i spojrzał najpierw w lewo, po tym w prawo jakby szukał sobie jakiegoś pomysłu, punktu odniesienia, czy po prostu pomocy. Darował już sobie żartobliwą uwagę, że najpierw Mitra mu każe leżeć, by nie obciążać rany, a teraz siedzieć, że mógłby się zdecydować w końcu.
        Siedzenie na samym środku kanapy nigdy nie należało do najwygodniejszych, bo problem ze znalezieniem sobie oparcia dla ramion. Co prawda te mógłby zarzucić na oparcie, ale... wiązało się to niestety z napięciem mięśni i naciągnięciem skóry tułowia, a niestety ze świeżą raną na boku nie był to najlepszy pomysł. No i Mitra znów by go skarcił. On to się z nim miał.
        - Rysując mnie wcześniej też byłeś taki zdenerwowany? - zapytał uśmiechając się przebiegle i nie kryjąc wcale tego, że widział tamten rysunek przedstawiający jak grał na skrzypcach. - Bez stresu, nie zjem cię przecież, a już na pewno nie za to, że dorysujesz mi rogi, pirackie oko i diabelską bródkę - dodał dla rozluźnienia ukochanego.
        W końcu jednak skrzypek przysunął się do lewego podłokietnika, na którym oparł się i lekko zaciśniętą w pięść dłonią podtrzymywał swoją głowę. Lekko wygięty w łuk ranny bok nie był naciągnięty, a przez to na twarzy krwiopijcy widoczny był cień ulgi. Siedział więc tak nieco przechylony na lewo, w rozkroku i nie było najmniejszych wątpliwości co do tego, że rzeczywiście było mu tak wygodnie. Odetchnął głęboko, na moment przymykając oczy, mógłby tak nawet odpoczywać, ale na to będzie pora później. Lazurowe, pełne czułości i namiętności spojrzenie zostało wlepione w widocznie onieśmielonego sytuacją nekromantę siedzącego już w fotelu. Widać było, że tak jak Mitra chłonął widok nieumarłego by go uwiecznić na kartce papieru, tak wampir upajał się obrazem swojego ukochanego, skupionego na swoim zadaniu. Uśmiechał się do niego uwodzicielsko za każdym razem, gdy blondyn tylko na niego spojrzał.
        - Teraz tylko czekać aż wyjdziesz z domu i zostawisz mnie samego, bym mógł wpełznąć pod kanapę i sprawdzić jakie jeszcze interesujące skarby tam trzymasz - rzucił z rozbawieniem, by nie siedzieć w absolutnej ciszy, tym bardziej, że teraz była okazja do podjęcia jednego dość interesującego tematu, który zaświtał w głowie lazurowookiego, gdy po raz pierwszy zobaczył szkicownik partnera, a po tym otrzymał od niego mitraśny portret.
        - Nie dobry ty mój bluźnierco, w zamku szykowany już jest dla ciebie stos z jedwabiu, puchu i pierza - rzucił w rozbawieniu, acz w jego oczach zawitała drapieżna iskierka, jakby sugerująca jakieś mroczne obietnice, ale zaraz na szczęście wyparowała. Nie chciał zrazić do siebie ukochanego, a poza tym nie mógł o nim myśleć w taki sposób, bo przecież prawdopodobnie przez coś takiego nabawił się kiedyś swoich traum. Acz... Mitra sam wczoraj powiedział, że kiedyś na pewno będą się kochać. Zawstydził się nieco i utkwił obojętne spojrzenie gdzieś w bok. Pragnął tego, nawet okrutnie tego pragnął, ale jednocześnie też się bał. W końcu Mitra był śmiertelny i taki delikatny w porównaniu do nieumarłych, nie mógł pozwolić by cokolwiek mu się stało, zwłaszcza, że chyba najwięcej zagrożeń czyhało na blondyna ze strony skrzypka. Nie był to jednak najlepszy moment na tego typu myśli, obaj mieli się zrelaksować i odpocząć, a jak na razie tylko nekromanta się do tego zastosował.
        - Tak się zastanawiam - odezwał się dla pozornego usprawiedliwienia swojego poważnego zasępienia. - Nie myślałeś nigdy o pracy dla generała Turillego? Chodzi mi o sporządzanie listów gończych czy portretów pamięciowych, ze swoim talentem niemałe pieniądze byś na tym zarabiał - podjął w końcu, wątpiąc by coś takiego przeszło blondynowi przez myśl. Zaraz się do niego ciepło uśmiechnął i znów skupił na nim swój wzrok wypełniony miłością.

        - O! Już? - zapytał zaskoczony, bo wydawało mu się, że jednak będzie to trwało dłużej, zwłaszcza przez wcześniejsze pytanie ukochanego, czy czas im na to pozwoli.
        Wstał z miejsca i zbliżył się do Mitry by zobaczyć efekty jego pracy, zakładając, że nekromanta nie będzie chciał mu ich pokazać, tak jak nie chwalił się rysunkiem grającego na skrzypcach Aldarena. Zatrzymał się jednak i stojąc przyjrzał się rysunkowi z poważna miną jakiegoś surowego i wiecznie niezadowolonego krytyka. Mógłby kucnąć coby tak nie strofować ukochanego staniem nad nim, ale o ile ze samym zniżeniem nie byłoby problemu, o tyle wątpił by wstanie nie skończyło się kolejnymi protestami szwów i boku.
        - Mam nadzieję, że to nie jest mój zły brat bliźniak i nie zostanie ożywiony na moje zastępstwo, inaczej się mocno obrażę - ocenił na swój aldarenowy sposób i uśmiechnął się czule do partnera. Zbliżył się jeszcze, stając naprzeciw niego i pochylił się, opierając dłońmi o podłokietniki fotela. Pocałował delikatnie i krótko nekromantę w usta, po czym oparł się swoim czołem o jego.
        - Nagroda za to jak wspaniały i utalentowany jesteś mój Mitro - mruknął uwodzicielsko. - Ostrzegam jednak, że jeśli kiedykolwiek narysujesz innego mężczyznę rozszarpię mu gardło i przyniosę tu jego głowę dla Żabona do zabawy. Nie lubię się dzielić tym co kocham - dodał zaborczo, w jego głosie nic jednak nie wskazywało na to, że żartował, przeciwnie, on obiecywał zaistnienie takiej sytuacji. Zapomniał jednak przy tym o swojej sugestii, że Mitra mógłby dla miejskiej straży pracować rysując podobizny poszukiwanych przestępców, co kolidowałoby jednak z groźnym żądaniem wampira sprzed chwili, gdyby nekromanta rzeczywiście chciał się takiej pracy, choćby dorywczej podjąć.
        Przez swoje ostrzeżenie nie usłyszał cichego pukania do drzwi, choć wydawało mu się, że coś słyszał. Teraz jednak, gdy nastała chwila ciszy, rozległo się ono ponownie i to już dużo wyraźniejsze, głośniejsze niż to pierwsze. Zaskoczony krwiopijca wyprostował się i cofnął od blondyna, wpatrując się w stronę przedpokoju i drzwi wyjściowych. Po tym przeniósł pytające spojrzenie na niebianina.
        - Spodziewasz się gości? - zapytał nieco zakłopotany zaistniałą sytuacją, czuł się jak nastolatek, którego ktoś właśnie przyłapał na bliższej, dużo bardziej intymnej relacji z ukochaną osobą.
        - P-panie Aresterra... - dobiegł zza drzwi, bardzo cichutki i spłoszony dziewczęcy głos. - J-jest pan w domu?
        Patrząc znów na blondyna uniósł wymownie jedną brew, gdy okazało się, że gość jest kobietą i to jeszcze taką, co zna Mitrę. Albo jego mistrza... Kojarzy, gdzie Aresterra mieszka i wie do kogo należy ta kamienica. Już chciał rzucić do Mitry zgryźliwą uwagę by otworzył w końcu swojej PRZYJACIÓŁCE, ale w porę wampir sobie uświadomił, że skądś zna ten głos.
        - Daj mu czas, pewnie jest baaardzo zajęty - dało się usłyszeć kąśliwą aluzję Xargana i w tej chwili wszystko stało się jasne.
        Wnerwiony wampir jeszcze nim podszedł do drzwi, telepatycznie rozkazał demonowi osobiście przetestować czy piły w tartaku pod miastem sprawnie działają i jak ładne deski można stworzyć z przeklętego upiora, i pozwolił sobie otworzyć drzwi domu nekromanty, stając na przeciw zaniepokojonej lichki.
        - Aldaren? - zapytała zaskoczona nie spodziewając się, że w ogóle go tu zobaczy. - Ale przecież ty... T-twój chowaniec...
        - Nie jestem chowańcem, chodząca kupo kości! - rzucił oburzony demon, który przez całą drogę tłumaczył nieumarłej, że nie jest chowańcem, a ta i tak dalej swoje. Niestety za to jak potraktował biedną, zestresowaną Liliannę, porwany został do krainy cieni i na ten moment w niej uwięziony, aż nie będzie znów potrzebny Aldarenowi.
        - Przepraszam za niego i nie bierz do siebie tego co mówi - powiedział łagodnie do bliskiej płaczu przyjaciółki. Zerknął na moment w stronę Mitry nie wiedząc co począć. Niby niebianina kazał mu się czuć jak u siebie, zawiadamiając wcześniej jeśli przyjdą jacyś goście, ale... jak to działało, gdy nawet sam wampir o niczym nie wiedział. Nie wpuścił jej do środka i nie zamierzał bez decyzji pana tych włości. - Co tu w ogóle robisz? - zapytał niezbyt miło biorąc pod uwagę to jak łagodnie odnosił się do nekromanty.
        - T-twój chowaniec powiedział... - zaczęła cicho ze smutnym wyrazem ogników skrzących się w pustych oczodołach - że nie mo-możemy się dziś spotkać, b-bo jesteś śmiertelnie ranny, twoje d-dni są policzone i tylko człowiek imieniem Are-sterra wie gdzie jesteś i jak ci p-pomóc, ale... Wybacz moje najście! - wykrzyknęła spanikowana nagle, skłoniła się zamaszyście, aż skryte pod ubraniem kości zagrzechotały nieprzyjemnie jakby miały się zaraz posypać, po czym odwróciła się nie mogąc już tego wszystkiego znieść.
        Aldaren westchnął i podniósł rękę by się podrapać po karku, nie robiąc nic by ją zatrzymać. Nie ruszył się też z miejsca, gdy zobaczył, że nogi kościotrupki zaplątały się w jej suknię i kwestią czasu było jak ta roztrzaska swoje kości na ziemi. Mitra byłby przecież zły, gdyby wampir nie myśląc o ranie rzucił się teraz na ratunek przyjaciółce, który mógłby się skończyć popękaniem szwów. I to jeszcze przez jakąś kobietę. Co prawda źle mu było patrzeć na jej ucieczkę, ale w sumie i tak nie miał dziś czasu, za dwie godziny miał się przecież spotkać z Alexandrem, a Lilianę odwiedzi jutro. Z resztą Xargan ją o tym poinformował inaczej nie było by jej teraz przed domem Mitry.
        Odwrócił się w stronę przedpokoju i zamknął za sobą drzwi, akurat gdy Liliana traciła właśnie równowagę trzy sążnie od progu domu nekromanty i miała pocałować ziemię. Miał obecnie ważniejsze sprawy na głowie niż spotkanie towarzysko-integracyjne z lichką.

Awatar użytkownika
Mitra
Szukający Snów
Posty: 174
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Mitra » 3 miesiące temu

        Mitra wyglądał na mocno skonsternowanego słowami Aldarena. Atmosfera zrobiła się nagle ciężka i nieprzyjemna, bo i argumenty były… cholernie ciężkie.
        - Przesłuchania nie są takie najgorsze - powiedział cicho Aresterra, ze skrępowaniem patrząc gdzieś w bok. - Przerabiałem to już parokrotnie. Jako oskarżony - dodał, patrząc wymownie wampirowi w oczy. Nie ściemniał, nie blefował i nie histeryzował. Przez ostatnie lata trzykrotnie był postawiony w stan oskarżenia - prawo mauryjskie działało na zasadzie domniemania winy, dlatego zawsze gdy padały jakieś podejrzenia, przesłuchiwany był traktowany z góry jak przestępca, dopóki nie udowodnił, że był niewinny. Mitra zaś nie miał ani wpływowych znajomych, ani nie cieszył się dobrą opinią w sąsiedztwie - był nieznanym nikomu dziwakiem, który na dodatek po przybranym ojcu odziedziczył skłonności do nekromancji. Stąd pojawiały się na niego donosy, którym musiał stawić czoła i dzięki którym całkiem nieźle otrzaskał się z podstawowymi paragrafami dotyczącymi jego dziedziny magii. Kilka razy szczęśliwie udało się wyjaśnić sprawę bez wychodzenia z domu, ale właśnie: kilkakrotnie Mitrze zdarzyły się wizyty w siedzibie straży. To było jednak w tej chwili nieistotne, bo kolejny argument podjęty przez wampira był o wiele poważniejszy.
        - Naprawdę… - zaczął słabym głosem, lecz Aldaren przerwał mu swoim “Ale!”. Niewypowiedziana kwestia pozostała jednak w sercu Mitry niczym zadra. Naprawdę skrzypek myślał, że on mógłby zrobić coś takiego? Ta myśl wywoływała w nekromancie na tyle duży dyskomfort, że nie był już tak chętny do ciągnięcia niektórych żartów w nieskończoność, te więc umarły po ostatnich kwestiach skrzypka.

        Mitra nie miał problemów przyznać, że coś go gryzło, gdy jednak Aldaren znowu złapał go za słówko, nie spodobało mu się to. Już na końcu języka miał “nie to nie”, ale przełknął te słowa i tylko postanowił sobie, że teraz sam się nie odezwie na ten temat. Jak wampir był taki cwany, by go wiecznie łapać za język, to niech się nie dziwi, że nekromanta przestanie mówić.
        Mitra momentalnie się spiął, jakby Aldaren wypomniał mu coś bardzo wstydliwego - nie to, że znalazł rysunek grającego na skrzypcach ukochanego, a zbiór wyjątkowo wyuzdanych grafik z roznegliżowanymi kobietami. Tak jak wcześniej był lekko zdenerwowany, tak teraz miał ochotę wyjść. Łypnął na skrzypka jakby miał odpowiedzieć, ale w ostatniej chwili przełknął cisnące się na język słowa.
        - Widziałeś tamten rysunek? - mruknął z wyraźnym brakiem entuzjazmu. Uwaga o dorysowanych pirackich atrybutach wcale nie poprawiła jego humoru. Nie miał w sumie o co się gniewać, bo szkicownik zostawił na widoku, ale liczył, że to ten podarowany portret był pierwszym rysunkiem, jaki zobaczył Aldaren. Zrobiło mu się nieprzyjemnie i trudno było mu pozbyć się tego niesmaku.
        - Tamten narysowałem w dzień, gdy powiedziałeś, że wyjeżdżasz - wyznał szeptem, jak winny który się tłumaczył, choć nie miało to już sensu. - I… nie. Nie byłem, bo… wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ważny dla mnie jesteś… Nawet nie wiedziałem, że znikniesz na ten miesiąc. Od dawna o nim wiesz? - zapytał jeszcze głucho. Wcale nie miał nastroju, gdy siadał ze szkicownikiem w fotelu, ale później to minęło. Skupił się na tym co lubił, w towarzystwie, które było mu wyjątkowo miłe… Zachwycał go uśmiech Aldarena - tak bardzo, że wiele uwagi poświęcił temu, aby go uchwycić. W końcu rysował ten portret z myślą, by móc go nosić przy sobie i chciał, aby widoczne było to jak ukochany na niego patrzył…
        - Poza szkicownikiem i piórnikiem nic tam więcej nie było - mruknął trochę nieobecnym głosem, skupiony na rysowaniu. - Chyba, że coś mi tam przypadkiem wpadło… Szkicowniki w swoim pokoju też przeglądałeś? - zapytał, na krótko podnosząc na Aldarena wzrok. Założył, że raczej nie, a jak już to tylko te z wierzchu, bo w przeciwnym razie widziałby również portret, który dostał - w końcu był wśród znajdujących się tam rysunków.
        - Litości, tylko nie pierze! - podłapał ten żart, gdzie zamiast stosu szykowane było na niego łoże. Gdy jednak dotarło do niego jakiego typu “tortury” mogłyby tam na niego czekać… Zrobiło mu się nieswojo. To chore, lecz czasami myśli o pieszczotach przychodziły mu łatwiej, a czasami tak jak teraz, wyjątkowo trudno. To właśnie sceneria niejednokrotnie ułatwiała mu przełknięcie takich wizji: świadomość, że robiłby to z ukochanym, na spokojnie, w czystej sypialni z pachnącą pościelą, a nie na deskach za namiotem w ciemną, zimną noc, czując woń uryny, przetrawionego alkoholu i niemytych ciał…
        Mitra spojrzał na Aldarena z takim zaskoczeniem, jakby ten zaczął mówić w innym języku. Długo zwlekał z odpowiedzią, przez moment bezsensownie gryzmoląc rysikiem po kartce - całe szczęście w tym momencie zakolorowywał włosy wampira.
        - Nie - przyznał w końcu. - Nigdy mi to nie przyszło do głowy… A moje rysunki widziałeś tylko ty. Nie zwykłem ich pokazywać, bo nikogo by to nie obeszło… Zresztą, jak wspominałem, ze strażą mamy raczej oziębłe stosunki, wątpię by chcieli ze mną chociażby rozmawiać. Niby zawsze uniewinniony, a jednak kartotekę ma. Zresztą, teraz obrałem znacznie lepszą drogę kariery - oświadczył, patrząc na ukochanego znacząco. Pomysł z zostaniem portrecistą był dobry do rozważenia trzydzieści lat temu, teraz zaś Mitra zdecydowanie wolał poświęcić się medycynie i zostać przy boku swojego ukochanego. Turilli tyle setek lat radził sobie bez niego, że i te kolejne kilkadziesiąt przełknie.
        - Naprawdę uważasz, że to jest aż tak dobre? - zapytał w końcu, jakby nie wierzył, że otrzymał aż taki komplement. Nigdy nie zastanawiał się nad tym jak dobre były jego prace. Rysował, bo lubił to robić i potrafił ocenić która praca poszła mu lepiej czy gorzej, ale nie porównywał ich nigdy z cudzymi dziełami.

        - Już - przytaknął Mitra. - Innym razem narysuję ci portret do powieszenia na ścianie.
        Nie kłamał, to nie była czcza obietnica - zamierzał stworzyć duży, szczegółowy i zadbany rysunek, taki by Aldaren nie wstydził się go pokazać. Nie był co prawda utalentowanym rysownikiem, którego prace można by powiesić w salonie (zwłaszcza gdy było się arystokratą), ale gdzieś w jakimś prywatnym pokoju… Zresztą gdy już coś takiego powstanie, skrzypek sam wybierze najlepsze miejsce dla niego, a Mitra zamierzał się nie wtrącać.
        - Nie chcę żadnych ożywionych bliźniaków, zdecydowanie wolę oryginał - odparł natychmiast na komentarz skrzypka. Domyślił się, że Aldaren uznał podobiznę za wierną, ale czy mu się podobało? Tego nie usłyszał, za to przekonał się o tym w zupełnie inny sposób. Czujnie obserwował skrzypka, gdy ten się nachylił, a gdy już dotarło do niego do czego to zmierzało, zamknął oczy i nadstawił usta do pocałunku.
        - Mmmm - zamruczał. - Możesz być spokojny, do końca życia chcę rysować tylko ciebie - zapewnił. Nawet nie tyle cieszył go ten komplement co to, jak wampir powiedział “mój Mitro”. Bardzo mu się to podobało, zresztą powiedział to już kiedyś i pewnie przez to Aldaren tak chętnie zwracał się do niego w ten sposób. Zadowolony nekromanta, w nastroju na pieszczoty, zamknął oczy i odkładając gdzieś na bok szkicownik wyprostował się, aby jeszcze raz pocałować ukochanego… Jego już jednak w tym miejscu nie było. A Mitra w jednej chwili mocno się zirytował - kto śmiał im przeszkadzać?! Gniewnie obrócił wzrok w stronę drzwi frontowych, ale nie wydał manekinowi rozkazu, by otworzył. Podniósł spojrzenie na Aldarena - w jego oczach widać było spore zaskoczenie.
        - Kogo niby? - prychnął, bo wiadomo było, że on znajomych raczej nie miał i mało prawdopodobne, by ktoś przyszedł. - Chyba, że któryś sąsiad doniósł na mnie jak się o Turillich wyrażam…
        Pudło - za drzwiami stała jakaś kobieta. Mitra spojrzał jeszcze raz w tamtą stronę z wyrazem twarzy “co, kurwa?”. W mniejszym szoku by chyba był, gdyby usłyszał “otwórz, jestem twoim ojcem!”. Zrozumiał jednak co się wyprawia w tej samej chwili, w której Aldaren - gdy usłyszał głos Xargana. Natychmiast wstał wtedy z fotela i poszedł do biurka, które stało w salonie. W tym czasie jego ukochany poszedł otworzyć, a Mitra mu tego nie zabronił - najwyraźniej to była jakaś jego znajoma. Nekromanta przypuszczał nawet, że to ta Lilianna, o której rozmawiali - w końcu pozwolił, by spotkali się u niego w domu. Tylko zupełnie nie był przygotowany na to, aby w tej chwili przyjmować gości - nerwowo przeglądał zawartość biurka szukając maski, którą z reguły gdzieś tu miał, ale w tym bałaganie… Jest! Błogosławiony szybko nałożył ją na twarz i naciągnął kaptur. Gdy był pewny, że jest już odpowiednio osłonięty, udał się na korytarz. Wyjrzał ostrożnie, jakby był znajomym Aldarena, którego wcale nie powinno w tym domu być, a nie gospodarzem, do którego tak naprawdę liszka przyszła - w końcu wołała go przez drzwi. Z progu salonu obserwował moment, gdy akurat kobieta odwróciła się i praktycznie uciekła sprzed jego domu… Dziwna scena. Zaskoczyło go również zachowanie skrzypka - nie zatrzymywał jej, choć zdawało się, że taki gest leżał w jego charakterze.
        - Ren, co się stało? - zapytał, podchodząc do wampira. Ręce miał zaplecione na piersi, nie zdjął też maski i kaptura. Noszenie ich było dla niego tak naturalne, że po prostu o nich zapomniał.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Mauria”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość