[Mauria i okolice] Pragnienie


Miasto położone na północny-zachód od Mglistych Bagien, otoczone gęstą puszczą, jedyną droga prowadząca do miasta jest dolina Umarłych lub też nie mniej niebezpieczne bagna. Niewielu tutaj przybywa miasto zaczyna wymierać, gdyż młodzi jego mieszkańcy uciekają stąd jak najdalej od tajemniczej Doliny Umarłych.

Postprzez Mitra » Pt mar 01, 2019 11:21 pm

        Muzyka skrzypiec zdawała się wypełniać cały dom, co Mitrze bardzo się podobało. Lubił ciszę, był z nią oswojony, lecz gra Aldarena była naprawdę piękna i pozwalała trochę uspokoić zmysły. Jednocześnie jednak raz na jakiś czas Aresterra przypominał sobie, że gdzieś tam na piętrze przebywał wampir, z którym bardzo chciał wypracować pozytywne relacje, lecz na drodze stała jedna główna przeszkoda: on sam. On ze swoimi fobiami, lękami, manierami, ze wszystkimi cechami, które go określały i razem były tak zupełnie nie do zniesienia. Które sprawiały, że nie mógł funkcjonować w społeczeństwie i budować więzi z innymi, o ile nie były one oparte na strachu albo zwykłym biznesie. Aldaren się starał i zależało mu, lecz cały czas trafiał na mur, od którego się odbijał, a choć Mitra sam postawił tę przeszkodę, nie umiał jej już sam zburzyć.

        - To nie jest złość - mruknął nekromanta gapiąc się na swoje dłonie obejmujące jedną z grubszych ksiąg. - I nie konflikt. Po prostu chciałem wiedzieć co się stało, bo wierz mi, nie ma nic gorszego niż niewiedza i pozwolenie, by to moja własna głowa dopowiedziała resztę historii… Nakręcam się. Wyobrażam sobie sytuacje tak abstrakcyjne, pewnie przy tym tak żałośnie głupie… Ale wczoraj tyle się wydarzyło, tyle… Próbuję walczyć ze swoimi lękami, ale nie jestem w stanie tak tego przezwyciężyć w jeden dzień. Proszę, nie patrz na mnie, nie chcę widzieć w twoich oczach co o tym myślisz. Wiem, że nie jestem normalny. Nikt normalny nie boi się cudzego dotyku… Myślałem wczoraj, że może coś drgnęło, bo gdy mnie przytuliłeś wtedy pierwszy raz, w piwnicy, zdawało mi się, że poczułem to co naprawdę powinienem, że zrozumiałem dlaczego to może być… Dlaczego nie muszę się tego bać. Ale to nie jest łatwe. Bo to nadal męczy. I tego było za wiele. I im bardziej świadomy byłem własnego ciała, tego kontaktu… To było nie do zniesienia.
        Mitra westchnął. Nakręcał się w swoim monologu i czuł, że nie przekazuje nic, a jego słowa brzmią jak bełkot. Nie umiał się wysłowić i jasno wyrazić swoich myśli. Odłożył w końcu zbierane księgi i usiadł. Podświadomie wsunął dłoń pod rękaw na drugiej ręce i wbił paznokcie w skórę, aby bólem przywrócić się do porządku.
        - Przeniosłeś mnie na kanapę? Na rękach? - upewnił się. Przeszedł go dreszcz, gdy to sobie wyobraził, świadomość tego wywołała w nim mdłości, lecz postarał się je zwalczyć. W końcu Aldaren chciał dobrze. Chciał pomóc. A jego skruszony ton sprawił, że Mitrze łatwiej było uwierzyć w jego słowa i dobre zamiary, pomógł też chociaż po części pogodzić się z tym co zaszło. Co wcale nie znaczyło, że nekromanta się rozluźnił - na to potrzebował jeszcze czasu.

        - Nie jadłem – skłamał Mitra. Może mógłby powiedzieć prawdę, w sumie co mu szkodziło, pomyślał jednak, że może tak będzie łatwiej. Niech Aldaren mu coś przygotuje w ramach symbolicznych przeprosin, jeśli to ma zapewnić mu spokój ducha. Gdyby odmówił przyjęcia takiego gestu, być może zostałoby to odczytane jako nadal pielęgnowana uraza. A poza tym posiłek byłby dobrym pretekstem do zdjęcia maski – błogosławiony nie był w stanie w niej jeść, bo nie miała otworu na usta. Mitra czasami potrzebował takiego dodatkowego bodźca.
        - Umiesz robić jajecznicę? – zapytał, jakby rzucał mu wyzwanie. Chyba miał gdzieś w kuchni jakieś jajka, w końcu to się tak szybko nie psuło.

        Już w kuchni Mitra usiadł przy stole i pozwolił wampirowi działać, instruując go tylko gdzie co może znaleźć. Półleżał na stole, wspierając brodę na obandażowanej lewej dłoni i patrzył na niego. Kaptur zsunął mu się do połowy głowy, wypuszczając na wolność potargane złote loki.
        - Al, nie gniewam się na ciebie - wyjaśnił cicho błogosławiony po dłuższej chwili milczenia. - Chciałeś mi tylko pomóc… I uszanowałeś wiele z moich dziwactw. Nie dziwię ci się, że nie dałeś rady wszystkim. Nikomu się to jeszcze nie udało.
        Mitra westchnął cicho. Wyprostował się - gdy tak się podpierał na tamtej dłoni, zaczynała go ona boleć. Położył ją na blacie, zacisnął i wyprostował kilka razy, by przywrócić sobie odpowiednie krążenie i trochę sobie ulżyć. Wydawało mu się, że wkrótce będzie musiał pomyśleć nad jakimś nowym opatrunkiem albo zabiegiem. Teraz jednak myślał nad czymś innym - nad pewnym słowem.
        - Nie jesteś intruzem - poprawił Aldarena nawiązując do jego wcześniejszej wypowiedzi. - Jesteś gościem. Intruz wyleciałby stąd już dawno - oświadczył, jakby była to subtelna groźba, a na poparcie jego słów gdzieś na korytarzu poruszył się jeden z jego manekinów.
        - Gdybym uważał cię za intruza, moi słudzy wyrzuciliby cię na bruk… I nie oddawałbym ci mojego starego pokoju… Chyba, że jednak coś było w nim nie tak? - upewnił się, zerkając na wampira.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » N mar 03, 2019 11:24 pm

        Choć błogosławiony zapewnił Aldarena, że nie jest zły i wyjaśnił powody swojej dociekliwości, wampir nie poczuł się ani odrobinę lepiej. Podejrzewał, że Mitra zapewne nie chciał mu jedynie sprawiać przykrości, albo miał dość ostatnich, nazbyt częstych, kłótni między nimi, więc kolejnej chciał najzwyczajniej w świecie uniknąć. Te myśli również nie pocieszały skrzypka, ale najbardziej prośba Mitry by w ogóle na niego nie patrzył, bo nekromanta się bał tego co myślał o nim krwiopijca.Nie mniej uśmiechnął się i cofnął o krok, gdzie przystanął by nie naruszać bezpiecznej przestrzeni spłoszonego blondyna.
        - Może nie chcesz wiedzieć co myślę, ale pozwól, że ci powiem. Myślę, że tak zaciętego i upartego skurczybyka jeszcze w życiu nie spotkałem - oświadczył łagodnie ze szczerością i podziwem w głosie. - I choć mówisz o strachu, odwagi niejeden wojownik powinien się od ciebie uczyć, bo trzeba mieć nie lada odwagę by mówić głośno o swoich lękach będąc mężczyzną, a ty dodatkowo mierzysz się z nimi z taką determinacją. Jesteś silny, a gdy tylko zechcesz potrafisz być piekielnie zajadły, wierzę, że byle fobie są dla ciebie marnym przeciwnikiem. Kwestia tylko tego byś się nie poddawał, uwierzył w siebie i po prostu zechciał się ich pozbyć. Wybacz, że to powiedziałem, choć nie chciałeś wiedzieć co myślę, ale uznałem, że musisz o tym wiedzieć - powiedział pogodnie, nieco się rozluźniając, gdy wszystko zostało wyjaśnione.
        - Poza tym, obecnie mało kto jest normalny, żeby daleko nie szukać spójrz na mnie, który wampir miał takie problemy z krwią jak ja. Sam mówiłeś, że pierwszy raz takiego spotkałeś, więc nie jesteś sam w swojej nienormalności - zauważył z rozbawieniem.

        Gdy doszli do kwestii przygotowania Mitrze śniadania w ramach odszkodowania za wyrządzoną na jego psychice krzywdę, Aldarenowi z nadzieją zaświeciły się oczy, gdy przyjaciel odpowiedział, że jeszcze nic nie jadł i poprosił o zrobienie mu jajecznicy. W prawdzie wydawało mu się, że na oczy widział coś takiego tylko raz w całym swoim długim życiu, ale przecież nie mógł o tym powiedzieć nekromancie, który mógłby się po takiej informacji rozmyślić, albo w ogóle nie wziąć do ust niczego co stworzyły ręce skrzypka. Zawziął się więc w sobie by wyglądać pewnie i się uśmiechnął przyjaźnie.
        - Dam radę! Dopilnuję byś zjadł najlepszą jaczenicę jaką kiedykolwiek jadłeś - powiedział z prawdziwym zapałem i przekonaniem, że na pewno mu się uda, nawet jeśli poprawne wypowiedzenie nazwy nie do końca mu wyszło.
        - "Wiesz jak się robi jeczajnicę?" - zapytał w myślach Drugiego, a ten zmaterializował się zaraz obok niego i zerknął konspiracyjnie przez ramię na Mitrę.
        - "Dobrze się zaczyna" - prychnął drwiąco, po czym westchnął i się zastanowił.

        Zaczął się z Aldarenem dzielić swoimi wspomnieniami odnośnie tego dania, szczególnie z czego było zrobione i jak wyglądało, a wraz z instrukcjami nekromanty, wampir w trybie ekspresowym przystąpił do pracy. Nie miał zielonego pojęcia co i jak robić, bo pierwszy raz gotował. Nie chciał jednak denerwować tą informacją Mitry, a obecnie wydawał się pogrążony we własnych myślach, więc i tak pewnie nie za wiele by mu pomógł gdyby nawet zapytał. Skrzypek więc zakasał rękawy i postanowił samemu się z tym uporać, choć z drobną pomocą Drugiego. O dziwo gotowanie nie było takie trudne jak myślał. Bez trudu uporał się z obraniem i pokrojeniem jednej cebuli (z której wywalił z pięć pierwszych warstw myśląc, że obiera się ją jak ziemniaki) oraz przestały go już piec załzawione od jej zapachu oczy.
        - Daj już spokój, zapewniam, że to już się więcej nie powtórzy - odparł wyrozumiale kręcąc się przy blacie i palniku, odwrócony plecami do blondyna, na którego co rusz zerkał stojący przy wampirze cień.
        Gdy wszystko było gotowe postawił patelnię na palniku i wbił na nią jajka, zaraz sypiąc do nich garść cebuli. Drugi podpowiadał, że jadł ją z mięsem, ale Mitra o tym nie wspomniał, więc Aldaren, żeby nie wyjść na idiotę całkowicie pominął ten element i zastąpił go po prostu większą ilością soli i pieprzu. Nie miał pojęcia co zrobić z masłem, więc pół kostki położył na wierzchu przypalającej się brei.
        - Nie wątpię w to - odarł święcie przekonany o prawdziwości słów przyjaciela, a tym bardziej słysząc ledwo dający się wychwycić odgłos poruszającego się na korytarzu manekina. Był jednak dużo bardziej skupiony na przygotowywaniu, obecnie intensywnym mieszaniu śniadania dla niebianina, którego kolejne słowa z łatwością wyrwały go z tego kuchennego transu. Aldaren odwrócił się do gospodarza.
        - Twojego starego pokoju? - zdziwił się, bo o tym nie miał pojęcia. Co prawda spędził tam całą noc, ale za specjalnie nie przykuwał większej uwagi do wystroju, czy poukładanych w biblioteczce ksiąg. Czy gdyby bardziej się zainteresował, sam doszedłby do tego, że śpi w starym pokoju Mitry? - Co? Ah, nie! Wszystko było w porządku, nie zadręczaj się tym. Jeśli cię to uspokoi dodam, że nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem, co powinno dziwić, bo wampiry nie czują potrzeby snu i potrafi im być całkowicie zbędny - odpowiedział zgodnie z prawdą i pogodnie, choć zapach jajek, cebuli i spalenizny robił się coraz intensywniejszy.
        - "Panie szef kuchni, skup się pan na żarciu" - upomniał go Drugi.

        Aldaren jak oparzony, odwrócił się natychmiast do patelni i ją zdjął, zeskrobując łopatką całą jej zawartość na talerz. Na szycie nawet dla dekoracji udało mu się położyć jakiś listek znaleziony tam skąd wziął jajka i cebule wedle instrukcji nekromanty.
        - To... na pewno tak wyglądało? - zapytał cicho z lekkim niepokojem w głosie, drapiąc się po karku i patrząc na przywęgloną, bliżej nieokreśloną breję, która jakimś cudem przybrała zielonkawo-żółtego koloru.
        - "Myślę, że to przez cebulę, za dużo jej dałeś i brak mięsa" - obruszył się demon gładząc się po niewidocznej, czarnej jak on sam brodzie z konsternacją. - "Przypomina coś co wyszło hydrze spod ogona. Rozumiem już dlaczego wampiry wolą się ograniczać jedynie do spożywania krwi."  
        - "Mógłbyś nie kopać leżącego?"
        - "Wątpię żeby to było jadalne."
        - "Drugi..."
        - "Skończ z tym Drugim! Jestem starszy, czemu nie określisz mnie jako Pierwszy?! Prędzej czy później będę pierwszy, więc możesz się już zacząć przyzwyczajać! T-t-to się poruszyło?!" - zapytał z niepokojem upiór przyglądając się niepokojącej brei. Aldaren przełknął ślinę z obawą.
        - M-Mitro... - odezwał się biorąc talerz i odwracając się z nim do nekromanty.
        - "Czekaj! Nie możesz mu tego dać! Jestem pewien, że nawet nekromanta nie będzie w stanie tego przeżyć!"
        - Drugi... - wyjąkał wampir na głos zaniepokojony i zaskoczony reakcją demona.
        - "Xargan do diabła!" - Wnerwił się i zniknął w ciele Aldarena, który skrzywił się i omal nie upuścił na ziemię talerza z "jedzeniem". - Mendo, żarcie! - zawołał małego demona zaraz po przejęciu kontroli nad wampirem i gdy tylko pokraka przybiegła w ekspresowym tempie, zgarnął wszystko z talerza do jego otwartej szeroko paszczy jak do śmietnika. Uszaty zaraz zaczął syczeć, charczeć i prychać wywalając żółty jęzor na wierzch i chwytając się łapkami za gardło jakby się dusił. Trwało to dłuższą chwilę, aż maszkara tocząc pianę z pyska nie padła sztywno na ziemię wpatrując się tępo rozbieganymi nienaturalnie i gasnącymi oczami.

        - Widzisz? Mówiłem, że nekromanta by tego nie przeżył - powiedział na głos do Aldarena odciętego w tej chwili od władzy nad swoim ciałem i trącił pokurcza butem. Ten zabulgotał nagle na całe gardło tak, że aż demon się zląkł i oddał stery wampirowi. Żabon beknął siarczyście na całą kuchnię, po czym wstał i skamląc uciekł czym prędzej z pomieszczenia, w którym przebywali obaj mężczyźni i jeszcze dalej od skrzypka.
        - Mitra, ja... - Spuścił głowę ze wstydem i żałością. - Ja... postaram się bardziej. Tym razem na pewno mi się uda, daj mi tylko jeszcze jedną szansę - poprosił z niemałą determinacją. Zrobiłby wszystko by naprawić swój błąd i rzeczywiście przyrządzić przyjacielowi, może nie najwspanialsze danie na Łusce (bądźmy realistami), ale przynajmniej coś zjadliwego, by nekromanta mógł napełnić żołądek, bez najmniejszej obawy o swoje życie.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn mar 04, 2019 10:02 pm

        Powód, dla którego Mitra nie chciał wiedzieć, co myśli Aldaren, był oczywisty: spodziewał się pogardy, pobłażliwości, złości, jakiejkolwiek manifestacji braku zrozumienia. Wyrozumiałość każdego miała swoje granice tak samo jak cierpliwość, a nekromancie zdawało się, że właśnie nadwyrężał granice i jednego i drugiego. Nawet zamierzał zaprotestować, gdy Aldaren oświadczył, że i tak zamierza podzielić się z nim swoimi przemyśleniami, już na końcu języka miał prośbę, by ten przestał, ale pomyślał, że to byłoby zbyt żałosne. Jakoś zniesie gorzkie słowa prawdy.
        Tymczasem skrzypek zupełnie go zaskoczył. Już sam jego ton był zaskakujący - ciepły, miły, jakby pełen podziwu. Mitra zerknął na wampira by przekonać się, czy aby nie interpretuje źle tego co słyszy. Zaraz szybko opuścił wzrok, ale był pewny, że mu się nie przewidziało ani nie przesłyszało - Aldaren naprawdę mówił to, co miał na myśli, to nie była ironia, kpina ani żadne podchody, by wbić mu szpilę.
        Mitra skulił ramiona. Słowa skrzypka były miłe, ale on nie potrafił ich przyjąć ze szczególną łatwością. Nie zgadzał się z wieloma z nich. Owszem, był zawzięty, był zajadły i gdy postawił sobie cel, realizował go nieraz wręcz z psychopatyczną skrupulatnością. Nigdy jednak nie powiedziałby o sobie, że był odważny, bo nie uważał przyznawania się do słabości za przejaw odwagi. Gdyby naprawdę był odważny, nie dałby się wpędzić w swoje fobie. Postawiłby na swoim, przeciwstawił się temu, co działo się z nim przez całe życie.
        Choć z drugiej strony to właśnie od jego oporu wszystko się zaczęło. Bo może gdyby odstąpił tamtego dnia od rannego nie trafiłby do niewoli tamtych żołnierzy…  I teraz nie przelewałby własnej krwi tylko po to, że dać upust swoim frustracjom… ”Jestem słabszy niż myślisz, Aldarenie…”, pomyślał, ale już nie dyskutował, bo są pewne tajemnice, których nie ujawnia się nawet przyjaciołom.
        Lecz może Aldaren miał rację? Może miał szansę by sobie z tym poradzić. Ale to uda mu się tylko jeśli będzie wierzył, że to ma sens i cel, a nie jest to walka dla samej idei.
        - Mówię o nich tylko dlatego, że to ty słuchasz - wyznał cicho, bardzo cicho, a jego tłumiony przez maskę głos mogło dodatkowo zagłuszyć stukanie książek o blat stołu, gdy wyrównywał kolejny stos.
        - Dziękuję - odezwał się już głośniej, normalnym tonem, w końcu podnosząc wzrok na Aldarena. Naprawdę wydawało mu się, że atmosfera jakoś się oczyściła mimo tego, że nie zdjął jeszcze maski.

        ”Słuszna decyzja”, ocenił Mitra, gdy tylko spostrzegł, że jego dobra wola w kwestii przygotowania sobie śniadania wywołała u skrzypka taki entuzjazm. Jego samego również to trochę cieszyło… Ale chwila, czy Aldaren powiedział “jaczenicę”? Nie, błogosławionemu musiało się przesłyszeć, przecież każdy wie czym jest jajecznica.
        Oj Aresterra wkrótce miał się przekonać, jak naiwna była wiara w powszechną wiedzę kulinarną.

        Mitra niby był zamyślony i niby nie wtrącał się w to, co robił Aldaren, ale i tak obserwował jego poczynania. A nawet gdyby ich nie śledził jakoś uważnie, zapach zwróciłby jego uwagę na to, jak bardzo wampir nie radził sobie w kuchni. Nekromanta trochę zaczynał żałować, że dał skrzypkowi takie zadanie - mógł poprosić o chleb z miodem, wtedy już dawno byłoby po kłopocie.
        Mimo to na razie błogosławiony się nie wtrącał. Mówił Aldarenowi co gdzie może znaleźć, ale nie proponował pomocy i nie komentował, choć powoli zdejmowało go przerażenie. Zgodził się na tę całą szopkę ze śniadaniem by rytualnie sobie wybaczyć, ale coraz bardziej nabierał wątpliwości, czy aby na pewno był to dobry pomysł. Tak, gdy dotarł do niego swąd palonych jajek i cebuli, zaczął się wręcz obawiać o swoje zdrowie albo wręcz życie, ale przecież sam się głupi na to zgodził… W jego głowie zaraz zrodziła się przebiegła idea, aby może dyskretnie skarmić to świństwo Żabonowi, tylko musiałby go jakoś do siebie przywołać. Ta mała pokraka na pewno zeżre wszystko…
        - Yhm… - przyznał, gdy w trakcie tej kuchennej katastrofy Aldaren nagle zainteresował się informacją na temat swojego gościnnego pokoju. - Sarazil był jaki był, ale dał mi swój kąt… Lubiłem widok z tamtego okna - powiedział bardzo luźnym tonem, jakby nie oczekiwał żadnej odpowiedzi na to wyznanie, ba, może wręcz jakby nie czynił go w stronę skrzypka, tylko tak po prostu, w przestrzeń.
        Mitra nie słyszał o czym dyskutowali Aldaren i Drugi - krzątali się jak dwaj spiskowcy przy tej kuchni, a rezultat ich pracy śmierdział coraz bardziej. Nekromanta miał już na końcu języka, że jednak nie jest głodny, bo nie chciał dać się zabić tylko po to by nie robić skrzypkowi przykrości.
        - Wiesz… - zaczął ostrożnie, lecz wtedy nagle zainterweniował Drugi. Mitra nie ufał demonowi ani odrobinę, dlatego gwałtownie wstał od stołu widząc jak ten wkroczył w ciało wampira, lecz zamarł - kto by nie nabrał wątpliwości usłyszawszy “mendo, żarcie!”? Rzeczona menda jednak doskonale wiedziała, że to o niej mowa i Żabon sprintem przyleciał do kuchni, by zjeść to, co zabiłoby każdą normalną osobę. Chociaż… Mitra aż przysiadł, z fascynacją patrząc na to jak demon wił się w katuszach po spróbowaniu przygotowanej przez Aldarena jajecznicy. Nie spodziewał się, że będzie tak źle, czekał jednak by się upewnić, czy jego pupil faktycznie w tym momencie zdechnie, czy może to tylko jego wrodzone poczucie dramatyzmu. Niestety to drugie. Aresterra lubił patrzeć na śmierć, więc poczuł lekki zawód, gdy Żabon ocknął się i zwiał z kuchni… Niestety nie miał względem niego aż takiego sentymentu, by go żałować.
”Jakim cudem można tak spierdolić jajecznicę?”, zachodził w głowę nekromanta. Widywał osoby, które nie umiały gotować albo roztrzepanych kucharzy, którzy może teorię znali, ale nie umieli jej pogodzić z praktyką. Aldaren był jednak wybitnym antytalentem kulinarnym, co może nie powinno aż tak bardzo dziwić, skoro był ponad pięćsetletnim wampirem, więc mógł zapomnieć czym jest prawdziwe jedzenie, ale no naprawdę, jajecznicy nie umieć zrobić?
        Wampir po swojej prośbie o drugą szansę mógł usłyszeć dobiegające spod maski Mitry parsknięcie, któremu było zadziwiająco blisko do śmiechu - jakąkolwiek minę miał nekromanta, na pewno udało się skrzypkowi poprawić mu nastrój.
        - Ech, Al, nie potrafię być na ciebie zły, choć chciałeś mnie otruć - oświadczył lekkim tonem. - Masz jeszcze jedną szansę za to, że się tak starałeś. Ale tym razem porządnie.
        Mitra westchnął i powoli wstał od stołu.
        - Weź czystą patelnię - zwrócił się do Aldarena spokojnym tonem, ruchem ręki wskazując szafkę, w której znajdowały się garnki. Podszedł do kuchennego blatu i z założonymi rękami oparł się o niego biodrami. Czekał, aż wampir wypełni jego polecenie, ale niczego dodatkowo nie wyjaśniał. Oczywiście, że planował nim teraz trochę pokierować, by żadne z nich już się nie stresowało.
        - Postaw ją na piecu i daj łyżkę masła - instruował dalej. - Teraz cebula… Obierz… Tak trzymaj, bo inaczej zatniesz się w palce i koniec z grą na skrzypcach - poprawił go, pokazując jak powinien uchwycić krojone warzywo. Cierpliwie czekał aż skrzypek upora się z krojeniem, patrzył mu jednak przy tym nieustannie na ręce, by w razie czego uchwycić błąd i go poprawić.
        - Wrzuć na patelnię i zamieszaj. Teraz niech się chwilę smaży. Weź czystą miskę i wbij do niej trzy jajka, tylko uważaj na skorupki. Szybkim, zdecydowanym ruchem. Prawie wyszło, bierz łyżkę i wyciągaj - oświadczył, gdy dostrzegł, że na dnie miski jednak coś pływało. Gdyby był miłosierny to by to zignorował, ale wtedy pewnie cała ta jajecznica stanęłaby mu w gardle. Niech się chłopak uczy.
        - Przemieszaj i wlej na patelnię. Dodaj sól… Nie tyle! Jedną trzecią tego. Dobrze. I teraz mieszaj… Całą powierzchnię, nie tylko na okrętkę. Gotowe - oświadczył na koniec jakby z odrobiną dumy. Poczekał aż Aldaren przełoży wszystko na talerz i przyjął go od niego.
        - Dziękuję - powiedział, po czym przesunął maskę na szczyt głowy, wziął widelec i skosztował tej drugiej jajecznicy. Pokiwał z uznaniem głową. - I potrafisz - pochwalił z zadowoleniem, nim wziął do ust kolejny kęs. Chwilę żuł, nim go połknął i ponownie się odezwał.
        - Nie przeszkadza ci, że mówię na ciebie “Al”? - zapytał tak od czapy, bo przecież mówił tak do niego od wczoraj. Czekając na odpowiedź wpakował do ust kolejny kawałek jajecznicy, kontrolnie zerkając na skrzypka.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Wt mar 05, 2019 3:24 pm

        Trochę się rozwinął z przekazywaniem swojej opinii na temat dziwactw nekromanty i tego jaki był, ale po prostu nazbyt się skupił na tym co mówił i ciężko mu było wszystko zamknąć w dwóch zdaniach. Mitrze najwyraźniej to nie przeszkadzało, bo inaczej przecież wprost by powiedział, że wampir plecie głupoty i żeby zaprzestał tych działań jeśli by mu się coś nie spodobało. I to czy mógłby tym sprawić przykrość skrzypkowi czy nie, nie miało najmniejszego znaczenia, w końcu, gdy tylko Mitra chciał, potrafił być niemal boleśnie bezpośredni, choć dość często miał problemy z wyjawianiem tego co siedziało mu w głowie i boku, tym bardziej miał trudności w dobieraniu odpowiednich słów. Niemniej starał się, obaj się starali nie zniszczyć ich wzajemnej relacji, która kosztowała życie jednego wampira i masę krwi, nie wspominając już o stresie, nerwach i garści nieporozumień. Ale! Wyglądało na to, że powoli wszystko miało się ku lepszemu.
        Słowa Mitry będące kontrargumentem na opinię Aldarena o odwadze blondyna w kwestii otwartego wyjawiania swoich lęków, choć ciche, przytłumione i wymruczane raczej z niechęcią by ktokolwiek je dosłyszał, zostały wyłapane przez wampirze uszy, lecz skrzypek tylko się uśmiechnął i w żaden sposób ich nie skomentował, nie dał też jednoznacznego dowodu na to, że w ogóle zostały przez niego pochwycone. Co prawda znów mógł źle zrozumieć i sobie dopowiedzieć niewiadomo co, gdyż zinterpretował je jakby Mitra uznał krwiopijcę za kogoś wyjątkowego, jakby nikt inny nie był godzien posiadania takiej informacji, albo jakby tylko skrzypek naprawdę słuchał nekromanty i okazywał mu w tym względzie całkowitą uwagę. Cokolwiek blondyn miał na myśli, przez jego słowa zrobiło się wampirowi miło na sercu, a przez to czuł się już bardziej spokojny, jakby incydent z przeniesieniem niebianina na kanapę stracił na sile i znaczeniu. Konflikt zażegnany.

        Nie nacieszył się jednak długo bezstresowym stanem psychicznym, gdyż zaraz, na własne życzenie, został postawiony przez garami i jeszcze zapewnił, że będzie to najbardziej wyśmienita jajecznica jaką kiedykolwiek błogosławiony jadł. Aldaren wychowując się w arystokratycznym dworze i żyjąc jak arystokrata po pierwsze, choć pomagał w kuchni ze zmywaniem czy podawaniem potrzebnych rzeczy, nigdy niczego sam nie ugotował, nie miał takiej potrzeby skoro do pewnego momentu to służący zajmowali się przygotowywaniem dla niego posiłków, w karczmie naturalnie stawiane jest zawsze gotowe danie, a nawet gdy na jakiś czas zaszył się w domu swojej ukochanej, wtedy ona pichciła a nie on. I tak wielkim wyczynem już było, że wziął patelnię a nie rondel czy cedzak do przygotowania jajecznicy. Drugą właśnie kwestią jest to, że ową jajecznicę, albo coś podobnego, widział tylko raz w jednej karczmie na wschodzie, a w zamku nigdy nie było to przygotowywane ze względu na wysoki status społeczny opiekującego się nim Fausta, bo przecież jajeczna breja to pasza pospólstwa. Mitra jednak miał obecnie ochotę na tę paszę i wampir musiał zrobić wszystko co w jego mocy by powierzone zadanie wykonać jak najlepiej. Na szczęście Drugi, albo jak się później okazało Xargan, choć sam nigdy jajecznicy nie robił, miał dużo większe pojęcie na jej temat niż krwiopijca i to tylko dzięki niemu udało się Aldarenowi zrobić coś co pomimo wszechobecnego węgla można było jajecznicą nazwać.
        - Tak, widok jest rzeczywiście przepiękny, tym bardziej, że Mauria po zmroku jest naprawdę urokliwym miastem, przynajmniej według mnie. Zastanawiam się więc, dlaczego w nim nie zostałeś i wolisz pokój poniżej. Pytam jedynie z ciekawości, jeśli nie chcesz nie musisz odpowiadać - zapewnił uprzejmie, powoli kończąc przygotowywane śniadanie.

        Cały jego wysiłek z pichceniem poszedł na marne, gdy dobroduszny demon postanowił uratować znienawidzonego nekromantę przed okrutną śmiercią i wysypał całą zawartość talerza do paszczy Żabona jak do śmietnika, po czym zostawił wampira z niebianinem samego. Aldaren niemal nie zapadając się żywcem pod ziemię ze wstydu, nawet był bliski padnięcia na kolana i błagania o miłosierdzie, ale w sumie Mitra nie chciał ściąć mu za to głowy, a do tego już sama jajecznica wystarczyła by pociągnąć dumę skrzypka na samo dno, nie potrzebował się jeszcze dodatkowo pogrążać i upokarzać. Natomiast przytłumione parsknięcie, mogące być oznaką rozbawienia blondyna, skutecznie pomogło nieumarłemu pozbierać się po tej kulinarnej porażce.

        - Nie chciałem cię otruć - powiedział załamany żałosnym tonem, spuszczając głowę i się do tego jeszcze garbiąc, na szczęście radość ducha mu wróciła gdy usłyszał, że może jeszcze raz spróbować.
        - "Nie słuchaj go, chciał cię otruć wierz mi, przecież byle idiota potrafi zrobić jajecznicę. Na twoim miejscu natychmiast wykopałbym go na zbity pysk" - odezwał się do Mitry Drugi pojawiając się nad ramieniem Aldarena jako czarny obłoczek dymu z czerwonymi, świecącymi oczami.
        - Przymknij się Xarganie - zbeształ go bez cienia zainteresowania skrzypek.
        - "Co? Skąd znasz moje imię?!" - Zaniepokoił się, w ogóle nie pamiętając, że sam się z tym zdradził.

        Aldaren z beztroskim, może nieco szatańskim, zadowolonym z siebie uśmieszkiem przestał na niego zwracać już uwagę i skupił ją w pełni na Mitrze, który postanowił przyuczyć nieumarłego z zakresu przyrządzania jajecznicy. Stosując się do jego poleceń w pierwszej kolejności wziął nową patelnię. Czekając na kolejne instrukcje zerknął na niego kątem oka, a widząc jak się oparł o blat, stanął rozluźniony niemal na wyciągnięcie ręki... Oderwał od niego wzrok czując przyjemne, acz niepokojące ciepło rozlewające się po jego ciele. Zaraz się skarcił za to co właśnie zamierzało wykiełkować w jego myślach i odetchnął cicho, praktycznie niezauważalnie i w pełni oddał się obecnemu zadaniu.
        Wziął łyżkę i nałożył nią masła na patelni, zaraz po tym znów czekało go spotkanie z cebulą, od czego na samą myśl zaczęły go już piec i mu łzawić. Czy można by przez to uznać, że Mitra jest okrutny? Tak, kategorycznie! Zwłaszcza kiedy poinformował go, że nieodpowiednie trzymanie cebuli może zakończyć jego muzyczną karierę. Uśmiechnął się z rozbawieniem, bo przecież nic by mu się wielkiego nie stało, palce by odrosły i wciąż mógłby z równą sprawnością co obecnie tworzyć muzykę. Mitra natomiast zdawał się coraz częściej zapominać, że skrzypek był wampirem i myśleć o nim jak o zwykłym człowieku. To było niezwykle miłe i absolutnie nie chciał poprawiać nekromanty, choćby uwagą, że jeśli nie jest to SREBRNY nóż, nic wielkiego mu się nie stanie. Zamiast tego skupił się na kolejnych poleceniach.
        Większy problem niż z cebulą okazał się być z jajkami, dla których miał być jednocześnie delikatny i stanowczy. Tak wybijał do miski jajka, że praktycznie palce miał po tym obślizgłe od białka, a po tym jeszcze musiał się babrać w tym glucie koloru smarków, żeby wyłowić skorupkę, nie dziwił się więc, że w zamku nigdy nie robiono takich dziwactw. Na szczęście jajka zaczęły już lepiej wyglądać jak tylko zostały wylane na rozgrzaną patelnię, przy czym i wampir stracił zielonego odcienia z twarzy. Gdy nadeszła kolej na dodanie soli był gotów wysypać praktycznie całą solniczkę, ale Mitra w porę go powstrzymał. Najbardziej nudne w tym wszystkim było mieszanie, bo sporo go było, ale zapach... Bez porównania obecne męczarnie były tego warte.
        - "Nie czuję spalenizny, to na pewno dobre?" - wtrącił się Xargan, który niemal wypełzł z piekarnika i unosząc się nad patelnią przyglądał się z ciekawością faktycznie udanej jajecznicy.

        W końcu Mitra oświadczył, że danie gotowe i Aldaren przełożył je na talerz po czym wręczył przyjacielowi do zjedzenia. Z zapartym tchem wbijał w niego spojrzenie czy tym razem mu się udało i odetchnął z niemałą ulgą gdy nekromanta go pochwalił. To było niezwykłe uczucie, szczególnie, że nie często słyszał pochwały inne niż te odnośnie jego gry na skrzypcach. Nie kojarzył w ogóle by kiedykolwiek od Fausta usłyszał: "Dobra robota, Aldarenie", ale to już zamknięty rozdział.
        Rozmyślając o tym nie zwrócił uwagi na to, że cały czas się gapi na jedzącego towarzysza i głupkowato się uśmiecha, lecz sam się o tym zorientował i zaraz odwrócił do góry brudnych naczyń pozostałych po samym przygotowywaniu dwóch jajecznic. Gotowanie było dla niego udręką, ale z jakiegoś powodu był zadowolony. Nawet przez myśl mu przeszło, czy nie znaleźć i nie kupić książki kucharskiej by się bardziej doedukować w zakresie kulinarnym. Póki co na ten moment zabrał się za zmywanie i sprzątanie po sobie.

        - Miałem wspaniałego nauczyciela, to ja powinienem podziękować - powiedział może nieco z opóźnieniem, ale zawsze. Tego dnia nic chyba nie mogło popsuć jego humoru. Niestety ledwo o tym pomyślał i zaraz sobie przeczytał co przeczytał w ciągu nocy. Nie chciał jednak dać się temu pochłonąć, to nie był ani czas ani odpowiednie miejsce na zagłębianie się w szarą i ponurą przeszłość, którą choć go dotyczyła, w ogóle nie miał o niej do tej pory pojęcia.
        - Szczerze? Nie - odpowiedział przyjacielowi, którego pytanie przegnały resztki rozmyślań o dzienniku Fausta. - Co prawda nieraz nie do końca wiem czy rzeczywiście do mnie mówisz, bo jesteś pierwszym, który tak się do mnie zwraca, nie jestem wiec przyzwyczajony. Ba! Nie sądziłem, że moje imię da się się skrócić. Dziękuję ci, to naprawdę miłe, że tak na mnie mówisz - rozwinął i uśmiechnął się do blondyna, gdy zerknął na niego przez ramię. Nie chciał jednak go ani krępować, ani przerywać posiłku, dlatego zaraz poświęcił uwagę szorowanej intensywnie z węgla patelni.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Wt mar 05, 2019 8:55 pm

        Mitra długo milczał i zdawało się, że nie odpowie dlaczego zmienił sypialnię. W końcu jednak poruszył się w sposób, który zwiastował, że się odezwie.
        - Bo z moją aktualną sypialnią nie wiązały się żadne wspomnienia - zaczął. - I jest niżej, gdy ze zmęczenia ledwo umiałem chodzić to miało znaczenie… Na górę zaglądałem, gdy miałem ochotę popatrzeć albo rysować. Ale spokojnie, teraz tam nie wejdę bez twojej zgody.
        Choć może pierwszy argument zabrzmiał dramatycznie, nie było wcale aż tak źle, jak mogło się wydawać. Mitra nigdy nie zaznał krzywdy w swoim pokoju, a w każdym razie nie fizycznej. Nawet nigdy się w nim nie ciął. Po prostu to miejsce kojarzyło mu się z tym, jak bardzo się zmienił. Do Maurii trafił już psychicznie wypaczony, a przesiadując nocami sam na sam ze swoimi myślami pogłębiał swój stan. To czego doświadczał za dnia tylko dolewało oliwy do ognia. Zaś sypialnię Sarazila przed jego śmiercią widział raz, no, może dwa razy - nigdy tam nie wchodził, bo i nie miał po co, a i jego stary mistrz go tam nie ciągnął.

        - Wiem, wiem - mruknął trochę lekceważąco nekromanta, gdy Aldaren chyba nie złapał jego żartu i zaczął się tłumaczyć, że wcale nie chciał go otruć. Oj, gdyby Mitra złapał go na takiej prawdziwej próbie, to marny jego los. Wtedy na pewno Aresterra pokusiłby się o sprawdzenie czy nekromancja pozwala mu na kontrolowanie wampirów, a gdyby mu się to udało… Skrzypka spotkałby okrutny koniec.
        - O, Xargan, tak? - podłapał momentalnie, gdy to imię padło z ust Aldarena. Zdecydowanie bardziej wolał tę wersję niż tę ksywkę “Drugi”, bo nie sugerowała, że demon i wampir mają coś ze sobą wspólnego. Poza tym, że Xargan pasożytował na skrzypku… Choć może to wcale nie było to? Aldaren niby tłumaczył mu, że został przez niego kilka razy obroniony, ale jednak to niewiele dla Mitry znaczyło. Tak samo jak czynione przez Drugiego próby oczernienia skrzypka. Cała trójka wiedziała, że to nie ma sensu.

        Wspólne gotowanie było… W sumie całkiem przyjemne. Aldaren uśmiechał się, był zadowolony, chyba nie dręczyły go już żadne wyrzuty sumienia. Gdy już mówiło mu się co miał robić, dobrze sobie z tym radził - manualnie był bardzo sprawny. No, prawie - jajka go jednak pokonały.
        - Masz, wytrzyj się - zaproponował mu Mitra, podając ścierkę, która leżała gdzieś na blacie, po czym znowu odrzucił ją w jakieś losowe miejsce. Cóż, nie od dziś było wiadomo, że Mitra do najporządniejszych osób nie należał.

        To pełne wyczekiwania spojrzenie Aldarena wywoływało u Mitry przekorną chęć przeciągnięcia do granic możliwości momentu, gdy wygłosi swoją opinię na temat tej stworzonej wspólnymi siłami jajecznicy. Nie zrobił tego jednak, ocenił kulinarne dzieł skrzypka (naprawdę w porównaniu do pierwszej próby to było dzieło) gdy tylko go skosztował. Wampir wyglądał na niezmiernie uradowanego, a sam Aresterra musiał przyznać, że również miał całkiem dobry humor. Lecz mimo to zaraz poczuł, że był czujnie obserwowany, że skrzypek patrzył się na niego i śledził każdy gest. Uśmiechał się. W ogóle Aldaren bardzo często się uśmiechał, jakby wprawienie go w dobry nastrój nie było wcale trudne. Tylko niech to, jego spojrzenie było tak intensywne… Nim jednak Mitra spanikował, skrzypek sam się ocknął i kulturalnie obrócił w stronę stosu talerzy i garnków, które należało wymyć.
        - Weź się nie wygłupiaj – zganił go nekromanta. – Przecież po to mam służących, by oni teraz męczyli się z myciem. Tylko… Tamtą patelnię weź wyrzuć – dodał, wskazując widelcem ofiarę pierwszej kulinarnej próby wampira. Może i dałoby się ją uratować, ale pytanie czy była to gra warta świeczki.
        Swoją drogą, skoro niby miał od tego służących, czemu w jego domu był taki straszny syf? Nawet poleceń nie chciało mu się wydawać?
        - Przesadzasz - skwitował uwagę o dobrym nauczycielu, po czym wziął do ust bardzo duży kęs i trochę mu zajęło, nim go przeżuł i połknął.

        - O… - Mitra wyglądał na zaskoczonego. Był pewny, że ta skrócona forma imienia była dla wampira naturalna, w końcu to samo cisnęło się na usta. A jednak on był pierwszy… Ciekawe. Jak więc zwracała się do niego jego ukochana? Albo Faust, bądź co bądź jego ojciec? No dobra, ten przykład był akurat chybiony, no ale jednak skrzypek miał rodzinę, czy oni zawsze wołali go pełnym imieniem? Korciło by zapytać… I jednocześnie ciekawe, jak dałoby się skrócić jego własne imię. Też nigdy tego nie słyszał i nawet nie umiał sobie tego wyobrazić. Zawsze wołano go pełnym imieniem albo jakimś przezwiskiem. Aniołek - tego nienawidził najbardziej. Gdy był jednak dzieckiem zwracano się do niego właśnie jak do dziecka: mały, złociutki albo po prostu “ej, ty”… Ale to były dawne czasy.
        - Drobiazg… Al - odezwał się w końcu, zerkając na wampira, by przekonać się jak tym razem skrzypek zareaguje. Coś zawisło jednak między nimi w powietrzu, dało się wyczuć, że Mitra chciał jeszcze coś powiedzieć. Nim jednak do tego doszło, podszedł do stołu i usiadł przy nim, by w spokoju zjeść resztę jajecznicy jego autorstwa.
        - Jak w takim razie zwracali się do ciebie bliscy? - zapytał w końcu prosto z mostu. Czasami subtelność go zawodziła, a zwłaszcza teraz, bo niezwykle go ten temat intrygował.
        Nekromanta ruchem uzbrojonej w widelec ręki zachęcił Aldarena, by ten usiadł przy stole, skoro mieli teraz chwilę na spokojnie porozmawiać.
        - Muszę dzisiaj wyjść z domu - zakomunikował, dziobiąc w zawartości swojego talerza. - Ale możesz tu zostać pod moją nieobecność, jeśli masz ochotę. Albo wyjść… Gdybyś przyszedł i mnie nie było, po prostu zapukaj, manekiny cię wpuszczą, wydam odpowiednie rozkazy - zapewnił Aldarena, bo jego gościna była nadal aktualna. - Nie wiem czy w nocy znowu wezmę się za ten grymuar… Zależy co uda mi się załatwić w ciągu dnia. Mam pewne rachunki do wyrównania - oświadczył, mrużąc gniewnie oczy na samo wspomnienie tego na kim ma się zemścić i jak bardzo skrupulatny zamierza przy tym być. Szkoda, że nie wiedział, że skrzypek zna się na torturowaniu, bo pewnie zaprosiłby go do wspólnej zabawy przy pastwieniu się nad parą duchów, które miały czelność zajść mu za skórę…
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Śr mar 06, 2019 11:13 pm

        Gdy Mitra odpowiedział na jego pytanie odnośnie powodów, dla których opuścił swój pokój, Aldarenowi nie za specjalnie spodobało się to co usłyszał. Nie wiedział i wolał nie wiedzieć co spotkało nekromantę w tym pokoju, do tego niekomfortowo się poczuł na samą myśl, że spędził tam noc. Niemniej naprawdę rozumiał Mitrę, w końcu sam starał się unikać zachodzenia choćby w pobliże zamczyska Fausta, a co dopiero myśleć o spędzeniu tam nocy i odpoczęciu. Niestety nie mógł w nieskończoność uciekać od zamku, wszak był to jego dom, jedyny jaki miał, bez względu na to czego doświadczył wewnątrz jego murów, do tego musiał zapewnić ochronę i spokojny spoczynek zmarłym w tamtejszych kryptach, ale chyba najważniejsze - nie mógł wiecznie gnieździć się u Mitry. Westchnął cicho nad przygotowywaną, przypalającą się pierwszą jajecznicą. Cieszył się, że był odwrócony tyłem do przyjaciela, przez co blondyn nie mógł zobaczyć jego wyrazu twarzy, Aldaren nie chciał go martwić.
        - Daj spokój, przecież to twój dom. Muszę ci raz jeszcze podziękować za gościnę i przenocowanie mnie. - Uśmiechnął się do niego uprzejmie przez ramię, jakby specjalnie podkreślając to ostatnie.
        Był to naprawdę bardzo miły gest i z przyjemnością by tu został gdyby taka była wola Mitry, nie mniej... Wiedział, że to mogła być jedynie kwestia czasu nim znów między nimi narośnie jakiś konflikt, a przyzwyczajonemu do spokoju i ciszy zacznie przeszkadzać towarzystwo wampira, którego można by uznać za przeciwieństwo błogosławionego. W końcu dla Aldarena najbardziej pożądaną ciszą była ta, którą mógł wypełnić swoją muzyką, a więc żadna cisza w jego pobliżu praktycznie nigdy nie nastąpi, a spokój natomiast wiązał się z miłym, beztroskim towarzystwem przyjaciół, czyli również żaden spokój. Wolał uniknąć nieporozumień i oszczędzić Mitrze męczarni.

        Również dla Aldarena wspólne gotowanie było niezwykłym przeżyciem i godną zapamiętanie przygodą, choć pierwszy efekt swoich kulinarnych talentów wolał pogrzebać głęboko w odmętach zapomnienia, acz z drugiej strony gdyby nie to nigdy pewnie nie doszłoby to tego, że pichciłby wraz z Mitrą. Może jednak warto było również i tę przygodę zachować w pamięci.
        - Dziękuję. - Przyjął kawałek trzymanej przez nekromantę ścierki i wytarł ręce. Chciał ją przyzwoicie złożyć i położyć na blacie obok, a nóż się jeszcze przyda, lecz blondyn był szybszy, gdyż widząc, że Aldaren skończył się wycierać wyrwał ją i odrzucił gdzieś na bok. Zaskoczyło to skrzypka, ale zaraz się uśmiechnął i pokręcił jedynie pobłażliwie głową rozbawiony.

        Chwila gdy jajecznica była gotowa do spożycia była dla krwiopijcy niezwykle trudna. Co prawda robił wszystko zgodnie z instrukcjami niebianina, ale aż nazbyt przekonał się o swoich kulinarnych umiejętnościach i to nie tak dawno temu, a dowód tego wciąż wisiał w powietrzu w postaci nie wywietrzonych jeszcze oparów spalenizny, przez to właśnie strasznie się bał czy i obecna próba, choć ładnie wyglądała, nie skończy się silnym zatruciem dla Mitry. Naprawdę nie chciał go skrzywdzić, a nawet poświęciłby się i pierwszy by spróbował, czy danie jest bezpieczne. Niestety to nie było możliwe przez to, że był wampirem i spożycie czegoś co nie było krwią, alkoholem czy miksturami, nie ważne jak dobre by było, to właśnie dla niego skończy się silnym zatruciem, a w następstwie osłabieniem ciała. Jedyne co mu pozostało to trzymanie kciuków, by Mitra przeżył to spotkanie z jajecznicą i by była chociaż zjadliwa. Tylko dlaczego to się tak niemiłosiernie dłużyło? Mitra rzeczywiście był okrutny, któż by się tego spodziewał?
        Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i skrzypek mógł odetchnąć z ulgą. Przyglądając się jak Mitra jadł, przypomniały mu się czasy gdy samemu mógł się jeszcze delektować jedzeniem. Czasem gorszym, gdy pijany pod wpływem znajomych zgodził się coś zjeść w pierwszej lepszej karczmie po drodze do domu, ale zawsze było to jakieś zróżnicowanie posiłku i nie ograniczanie się wyłącznie do jednego. Tęsknił za tym, choć krew również bywała w smaku gorsza i lepsza, jedne były bardziej słodkie, inne jak wino, z delikatnym, charakterystycznym, metalicznym posmakiem, jednakże to nie było to co pieczony bażant, czy choćby słodkie bułki od miłej staruszki z bazaru. Dlatego na tak długo zapatrzył się w towarzysza. Na szczęście w porę się zorientował i uciekł do naczyń, nie tylko po sobie posprzątać, ale oddać Mitrze naruszony komfort.
        - To mój bałagan, więc to ja powinienem go posprzątać. Poza tym mokre drewno szybciej pleśnieje, nie chcę byś musiał przeze mnie kupować nowe manekiny, albo wymieniać spleśniałe części starym. Wystarczy mi, że jestem ci już i tak winny patelnię. - Zaśmiał się i za poleceniem gospodarza wyrzucił zwęgloną z każdej strony patelnię, zmycie reszty nie było więc już niczym trudnym ani czasochłonnym.
        - Pewnie tak, choć ja tak nie uważam - odparł łagodnie na oświadczenie Mitry, że skrzypek jedynie przesadza.

        Zerknął przez ramię gdy przeskoczyli na temat skróconego imienia wampira. Zaskoczenie nekromanty było w pewnym stopniu niezrozumiałe dla lazurowookiego, w końcu zdrobnienia niczego sobą nie reprezentowały, nic szczególnego nie wnosiły i chyba nawet nie były popularne. Były? Poza tym wprowadzały tylko zamieszanie i mogły być poważną kością niezgody międzyludzkiej, w końcu nie każde imię dało się zdrobnić. Choćby take Faust, albo Żabon. Z samym imieniem Mitry przecież był problem no bo jak? Mit? Ra? Mi... Mimi? Parsknął mentalnie na swoje myśli i pokręcił głową.
        - "Taaak, Mimi, pasuje do niego jak ulał. Jeszcze różową kokardkę we włosy, fartuszek w kwiatuszki i blond ślicznotka jak znalazł" - burknął drwiąco Drugi, lecz zaraz zaczął rozdzierać sobie gardło, wijąc się w męczarniach pochłonięty bezlitosnym płomieniem.
        Aldaren zgasił płomień, który jeszcze przed chwilą trawił demona i uśmiechnął się ciepło do nekromanty, który wydawało się tym razem celowo powiedział "Al". Było to naprawdę niezwykle miłe. Nie dość, że ogarniało wampira za każdym razem gdy to słyszał przyjemne uczucie, to jeszcze jak za sprawą zaklęcia, zsyłany był na jego ducha błogi spokój. Dość ciężko było to dokładnie i jednoznacznie określić. Niestety samo określenie "miłe" było stanowczo za płytkie i niewystarczająco oddające istotę tego, jak naprawdę nieziemsko się wtedy wampirowi robiło na sercu.
        - Po prostu Aldaren - odparł dość szorstko, wzruszył przy tym ramionami, bo choć miło mu było słyszeć z ust Mitry swoje skrócone imię, naprawdę nie miało dla niego znaczenia jak ktoś się do niego zwracał. Byleby tylko miał przyjazne stosunki. Poza tym w pewnym stopniu sam był zaskoczony jak surowo zabrzmiała jego odpowiedź, przez co nieco spochmurniał i westchnął. Wypowiadając swoje imię przypomniał sobie to co przeczytał w nocy. Skończył zmywać, wytarł dłonie i widząc groźnie wycelowany w swoją stronę widelec posłusznie usiadł naprzeciwko gospodarza.
        - Nie zrozum mnie źle, żyłem w innych czasach. Wszyscy wtedy zbierali się po długiej wojnie i nikt za specjalnie nie zwracał uwagi na to czy zwracać się do kogoś inaczej czy skróconym imieniem. Priorytety były inne i choć spokój zaczynał powoli ogarniać nie tylko Maurię, ale i resztę Alaranii, mieszkańcy mieli ważniejsze sprawy na głowie niż to by kogoś zdrobniale nazywać. Poza tym wśród szlachty i arystokracji nie do pomyślenia jest by nie zwrócić się do kogoś pełnym imieniem, a najlepiej jeszcze tytułem i rodem, inaczej może być to wzięte za lekceważenie i obrazę danej osoby, a to dość rzadko kończyło się dobrze - wyjaśnił przyjacielowi, by jakoś się usprawiedliwić ze swojej oschłej reakcji na jego pytanie.
        - Imię było twoją dumą i nie można jej było skrócić do "du", niejedna z nieprzychylnych ci osób bez skrupułów dodała by do tego "pa" i nie dość, że zostajesz publicznie ośmieszony, to jeszcze dość szybko zaczyna cierpieć na tym twoja reputacja, imię, ród, duma, a także wspomniana dupa. Nie powiem, raz po kilku strzemiennych znajomy dhampir nazwał mnie "Ren" bo język mu się plątał za każdym razem jak chciał się do mnie zwrócić, lecz to był jednorazowy przypadek. Zwłaszcza, że na następny dzień jego córka przyprowadziła do domu kulawego psa, z większą ilością pcheł niż mieszkańców na Łusce i nazwała go właśnie Ren. Ładniej i sensowniej to brzmiało niż "ręka" a konkretniej łapa, której psiak nie miał. Poza tym zdaje mi się, że chyba na wschodzie w niektórych wioskach, czy też plemionach określa się tak właśnie wszelkiego rodzaju kaleki. Jeśli więc przyjąć "Aldarena" jako moją dumę, "Ren" niewątpliwie byłby wtedy moją dupą za przeproszeniem. - Uśmiechnął się rozbawiony zastanawiając się czy dostatecznie jasno to wyjaśnił niebianinowi, czy może jedynie skomplikował sprawę. Teraz do niego zaczęło dochodzić, że mógł sobie odpuścić wzmiankę o arystokracji i dumie-dupie, bo mogłoby to zostać źle odebrane przez nekromantę i już nigdy więcej nie będzie chciał się zwracać do wampira po prostu "Al". Skrzypek nie chciał by blondyn przestał tak mu mówić, obawiał się, że w ostateczności, żeby wszystko naprawić będzie musiał powiedzieć o tym co wyczytał w dzienniku Fausta i że takowy w ogóle ma, a akurat tym wolał przyjaciela nie męczyć.

        - Rozumiem, że to osobista sprawa i lepiej ci nie towarzyszyć. - Bardziej stwierdził niż zapytał i pokiwał przy tym głową. Z drugiej strony obecnie przebywanie kogokolwiek w towarzystwie wampira na mieście mogło nie być zbyt bezpieczne, ale dzięki temu łatwiej było się Aldarenowi pogodzić z tym, że nie będzie mógł pomóc blondynowi.
        Poza tym sam miał nie mało rzeczy do załatwienia. Zamek, Ariszia, dowiedzenie się czegoś o Zarelu - jako priorytety, przy czym najlepiej będzie spotkać się w pierwszej kolejności z wampirzą królową, z którą przy okazji będzie mógł formalnie załatwić sprawę zamku, w końcu póki nie zostanie oficjalną głową rodu przemienieni Fausta nie dadzą mu spokoju, a przez to wypytywanie o Zarela i odnawianie swoich kontaktów będzie raczej ciężkim wyzwaniem niż kwestią poświęconego czasu i zwykłą formalnością.
        - Jak już mówiłem, muszę spotkać się z Ariszią, więc nie przejmuj się mną. W porządku, zajdę do ciebie i ewentualnie poczekam gdy już wszystko załatwię - obiecał, przyjaźnie się uśmiechając.
        - Potrzebujesz czegoś? Mogę po drodze zrobić zakupy - zaproponował, przy czym chodziło mu bardziej o to jak już będzie wracał, bo raczej spokojne zakupy za dnia... Choć w sumie oni byli podrzędnymi wampirami, słabymi i niezbyt odpornymi na słońce, wychodzili jedynie po zmierzchu. Niemniej nie będzie przecież z torbami prosił o audiencję. Po pierwsze nie był samobójcą, po drugie miał szacunek i naprawdę lubił krwiopijczą władczynię, a przy okazji daleką kuzynkę Fausta. Córka z matki dziadka siostry wuja strony, czy jakoś tak. Piąta woda po kisielu, ale jakby nie patrzeć wciąż to jednak rodzina.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Cz mar 07, 2019 11:27 pm

        Mitra lekko się spiął, zaskoczony tym jak nagle Xargan zajął się ogniem. Patrzył na wijący się w męczarniach kontur sylwetki stworzonej z dymu, ale się nie wtrącał – ich sprawa jak załatwiają waśnie między sobą… Niemniej był ciekawy.
        - Czym sobie zasłużył? – zapytał Aldarena, wymownie spoglądając na Drugiego, który już co prawda nie płonął, ale dymu było wokół niego jakby więcej.  

        Mitra westchnął dramatycznie.
        - Ale ty jesteś uparty - zganił wampira, gdy ten upierał się przy zmywaniu. - Już dobra, jak ci tak zależy to niszcz sobie dłonie, bo manekinów przecież szkoda - prychnął, wzruszając do tego ramionami. Nie był wcale aż tak bardzo obrażony ani zirytowany jak mogło się wydawać, ale też jego własna uprzejmość miała swoje granice. Bardzo cienkie granice tak naprawdę, dlatego zamiast dalej nalegać odpuścił, na koniec werbalnie kąsając skrzypka. Gdyby Mitra był normalny i miał tyle lat na ile wygląda, można by podejrzewać, że w ten sposób domaga się atencji i czułości, by Aldaren go przeprosił i trochę przy tym porozpieszczał… Lecz to był Aresterra, więc tego typu prowokacja raczej nie wchodziła w grę.

        Zdawało się, że Mitra trafił na jakiś drażliwy temat, drążąc kwestie zdrobnień, spieszczeń i całej tej reszty. Aldaren sprawiał wrażenie, jakby nie chciał o tym rozmawiać i ucinał ciągnięcie tej kwestii, nekromancie zaś nie zależało na tych informacjach na tyle, by się z nim kłócić albo zmuszać go do kontynuowania. Skupił się więc przez moment na jedzeniu, gdy jednak skrzypek sam z siebie rozwinął myśl, chętnie słuchał.
        - No tak... Wybacz zainteresowanie smarkacza - mruknął, ale bez urazy. Zabawne, że mimo swojego wieku nadal był w stosunku do Aldarena prawie jak dziecko. Tymczasem od chwili gdy trafił do Maurii postarzał się fizycznie może o dwa, trzy lata. Tego tak bardzo zazdrościł mu Sarazil, który jako zwykły człowiek magią starał się wydłużyć sobie życie, ale i tak nie zachował sprawności i urody... Choć wysoce prawdopodobne było, że nawet mając te dwadzieścia lat urodziwy nie był - nic na to nie wskazywało, gdy patrzyło się na jego pomarszczone, powykrzywiane ciało.
        Aldaren tymczasem miał kilkaset lat na karku. Do świadomości Mitry z trudem docierały informacje o tym, że jego przyjaciel był tak stary, by pamiętać wojnę z Maurią. Fakt, to wiele zmieniało… Wtedy na pewno zwyczaje były inne. Nie dało się również ukryć, że obaj pochodzili z diametralnie różnych środowisk. Aldaren był arystokratą, musiał pilnować się z tym co mówi i jak mówi, aby nie dać nikomu pretekstu do rozpętania jakiegoś konfliktu. Mitra… Chyba śmiało mógłby powiedzieć, że zaczynał jako margines społeczny. Teraz dorobił się powiedzmy, że statusu mieszczanina, ale to nie zmieniało faktu, że nie cechowała go specjalna ogłada. Tym uważniej słuchał… Chociaż może w całym tym słowotoku skrzypka nie było tak ważne to co wypada a czego nie (i czym się różni duma od dupy), ale to, że znowu opowiedział coś o sobie. Mitra lubił słuchać tych historii, widać to było nawet po tym jak przerwał na moment jedzenie, zapatrzony z uwagą w skrzypka. Z początku nawet podobała mu się opcja, by jego imię skrócić do “Ren” - ładnie wybrzmiewało i nie brzmiało tak plebejsko jak “Al”. Jednak… tego dodatkowego znaczenia nie znał. I gdy je poznał, odeszła mu ochota na zmiany.
        - To zabawne - skomentował po wszystkim. - Nie ma w tobie zadęcia typowego dla arystokraty i przez to często zdarza mi się o tym zapominać… Ale zapamiętam twoją lekcję - skwitował, wracając do posiłku. Naszły go wątpliwości, czy powinien mówić do wampira tak jak zwracał się do niego do tej pory. Szybko jednak znalazł rozwiązanie: przy obcych będzie używał pełnego imienia, a gdy będą sami, będzie wracał do spieszczenia. Wtedy chyba wszyscy będą zadowoleni - bo skrzypkowi najwyraźniej takie zawołanie przypadło do gust - a duma wampira nie ucierpi.


        - Nie przejmować się, chociaż idziesz na audiencję do Ariszii? – W głosie nekromanty słychać było zwątpienie i lekką kpinę. Dla niego to były stanowczo za wysokie progi i nie spodziewał się, by taka audiencja mogła być przyjemna. Spodziewał się długiego czekania, a później rozmowy, w której trzeba baczyć na każde słowo, by nie urazić wariatki, od której zależało powodzenie tego, z czym przyszedłeś... Nie miał poszanowania dla władzy.
        - No dobrze – odpuścił po chwili. – Powodzenia w takim razie… Nie wspomniałeś do tej pory, po co do niej idziesz - zauważył z wyraźną ostrożnością. - Wspominałeś tylko, że przy okazji wypytasz o Zarela… Czy to twój główny powód, że tam idziesz?
        Mitra dał Aldarenowi czas na ułożenie odpowiedzi albo nawet zignorowanie pytania, a sam w tym czasie dokończył posiłek.
        - Dzięki za śniadanie - odezwał się jeszcze z pełnymi ustami, ale zasłaniając je dłonią podczas mówienia. Później przeżuwając ostatni kęs wstał od stołu i zaniósł talerz do zlewu, do którego wrzucił brudne naczynia, lecz w przeciwieństwie do skrzypka nie zamierzał sam zmywać - niech to zrobią jego słudzy. Albo niech leży i czeka, kiedyś w końcu ktoś to zmyje. Tymczasem pora wrócić do stołu i do rozmowy z Aldarenem.
        - Nie, nie trzeba, w zasadzie teraz jestem mobilny i mogę już sobie sam wszystko załatwić. Albo wysłać służbę - dodał. Tak naprawdę mógł to zrobić już wcześniej, ale to jak Aldaren przynosił mu jedzenie było w sumie całkiem przyjemne i przede wszystkim zupełnie dla niego zaskakujące, bo nie spodziewał się takiej troski po wampirze, dlatego nigdy mu tego nie zabronił. Teraz miał taką możliwość i skorzystał.
        - Chociaż… - zastrzegł jeszcze, jakby coś przyszło mu do głowy. - Gdybyś był w stanie przynieść mi jeszcze kilka pomarańczy, byłbym zobowiązany. Ale tym razem oddam ci za nie pieniądze, powiedz tylko ile. I nie próbuj się wymigać, bo nie chcę puścić cię z torbami swoimi kaprysami - zastrzegł, bo już widział, jak skrzypek otwiera usta by protestować.
        - Teraz pozwolisz, że pójdę do siebie, chcę jak najszybciej wyjść… muszę odwiedzić sporo miejsc - usprawiedliwił się, nim opuścił kuchnię. Udał się do swojej sypialni, by przebrać się tak, aby móc wyjść na ulicę. Przy Aldarenie był wyjątkowo swobodny, lecz poza domem miał być stokroć bardziej czujny i skryty - tak jak do tej pory. Nie musiał jednak za wiele zmieniać. W pierwszej kolejności zdecydował się na kolejną maskę - tym razem czarną, matową, taką, która była doszyta do kaptura, nie było więc mowy o tym, aby przypadkiem zsunęła mu się z twarzy. Okrył się jeszcze płaszczem, który był obszerny i dość dokładnie maskował jego sylwetkę. Do kieszeni wepchnął rękawiczki, które założy dopiero na zewnątrz. Gdyby nie jego zbyt płynne i złożone ruchy łatwo byłoby go pomylić z jakimś ożywieńcem - oni wyglądali podobnie…

        - Wychodzę - oświadczył Aldarenowi, stając w progu pomieszczenia niczym jakiś mroczny duch. - Gdy sam będziesz wychodził po prostu normalnie zamknij drzwi, zatrzasną się. Do zobaczenia.
        To powiedziawszy Mitra skierował się do wyjścia, przed którym zatrzymał się tylko na chwilę, aby pochować po kieszeniach sakiewkę i jeszcze kilka drobiazgów, po czym wyszedł.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » So mar 09, 2019 1:18 am

        Podczas karania Drugiego całkowicie na moment zapomniał o obecności Mitry, a ten ani trochę nie wydawał się zachwycony tym, że ogromne męki znowu spotkały demona. Niestety jego pytanie okazało się jeszcze gorsze niż to, że prawdopodobnie nieco przestraszył, albo chociaż zaniepokoił błogosławionego. Wampir przez moment zaniemówił i zakłopotany uciekł w bok spojrzeniem, pocierając przy tym kark, jakby go rozmasowywał by nie bolał.
        - Wiesz... nie jestem pewien czy powinienem ci to powtarzać... - mruknął niezbyt przekonany czy byłby to dobry pomysł. Tego, że odpowiedź się nekromancie nie spodoba był tak samo pewien jak tego, że stoi tu i teraz w kuchni Mitry, najbardziej się przy tym obawiał, że blondyn mógłby w gniewie rzucić się skrzypkowi do gardła jako, że to on był nośnikiem demona, któremu ciężko było zrobić jakąkolwiek krzywdę. Spostrzegając jednak, że Mitra wciąż na niego patrzy, westchnął ciężko i wrócił do zmywania. - Zastanawiałem się nad zdrobnieniem twojego imienia i Xargan zasugerował, że "Mimi" bardzo by ci pasowało, wraz z różową kokardką i kwiecistym fartuszkiem do kompletu, nie bij! - wytrajkotał na jednym wdechu i zasłonił się profilaktycznie patelnią (nie tą przypaloną), po której ociekała piana i woda. Nie żeby to nędzne naczynie miało go uchronić przed niszczycielskim gniewem towarzysza, ale zawsze była to jakaś tarcza i kryjówka. Poza tym tak łatwiej było wampirowi nie zerkać nekromancie w oczy... jeszcze bardziej by się rozsierdził i co wtedy biedny krwiopijca miałby począć?

        - Nigdy bym nie pomyślał, że mógłbym być uparty, a przynajmniej nigdy, albo rzadko bywałem jak do tej pory - odparł z rozbawieniem, słysząc jednak kąśliwą uwagę przyjaciela, jego radość nieco się zredukowała. Było to jednak chwilowe, gdyż zaraz uśmiechnął się do siebie pod nosem. Co prawda dość szorstko nekromanta wyraził swoje niezadowolenie, ale z drugiej strony to miłe, że pomyślał o tym, iż jednorazowe zmycie naczyń zniszczy wampirowi dłonie. Gdyby nie sytuacja, można by pomyśleć, że Mitra się o niego troszczył. Obecnie jednak miało to jedynie na celu zaatakowanie skrzypka jego własnym argumentem i okazanie swojego niezadowolenia za to, że lazurowooki mu się sprzeciwił. Trochę jak z dorastającym nastolatkiem w okresie buntu, który zawsze musi zostawić swoje na wierzchu. Urocze.

        - Smarkacza? - prychnął rozbawiony i spojrzał na Mitrę śmiejącymi się oczami. - Akurat smarkaczem to ja jestem, uwierzyłbyś? Heh... Będę chyba najmłodszą głową rodu od początków wampirzych dziejów. Bo czymże jest pięćset lat w porównaniu do czterech czy nawet sześciu tysięcy lat. Skoro więc ty jesteś smarkaczem w odniesieniu do mnie, ja również nim jestem w stosunku do innych wampirzych patriarchów - powiedział beztrosko i zasiadł do stołu naprzeciw przyjaciela, po czym zaczął mówić o zdrobnieniach i skracaniu imion.

        - Hm? - spytał zaskoczony gdy Mitra po całej wypowiedzi wampira stwierdził, że coś go rozbawiło. Chodziło mu o historię z psem? - Ah! Hehe, doprawdy? - Uśmiechnął się z rozbawieniem, po czym na moment zamyślił. - Wiesz, nie byłem wampirem czystej krwi, nie byłem nawet wampirem, gdy Faust wziął mnie pod skrzydła i uczynił swoim synem. Choć wychowywałem się u arystokraty i egzystowałem jak arystokrata, traktowany raczej byłem jak piąte koło u wozu przez wszystkich domowników, prócz Fausta rzecz jasna. Byłem jedynie kaprysem ich pana i lekarstwem na nudę, ale o tym już ci wspominałem. Wierz mi, że bliżej mi do pospolitego mieszczucha, acz życie poza murami miasta jest dużo spokojniejsze - stwierdził lekko z cieniem nostalgii przemykającym mu przez twarz. Zaraz jednak się ocknął i bardziej przytomnie spojrzał na towarzysza, jakby dotarło do niego co przed chwilą mu opowiadał.
        - Niech ci przez myśl nie przejdzie zaprzestanie zwracania się do mnie zdrobnieniami. Naprawdę miło jest usłyszeć coś takiego, tym bardziej z ust najlepszego przyjaciela. - Wyszczerzył się pogodnie jak dziecko. - Ah! I jeszcze jedno, możesz mi śmiało mówić Ren jeśli bardziej ci to odpowiada. W końcu tu jest Mauria, nie wschód Środkowej Alaranii - zaznaczył łagodnie.
        W prawdzie bardziej wolał tę drugą wersję, bo mniej się kojarzyła z jego imieniem niż "Al", a obecnie jego imię może nie tyle napawało go obrzydzeniem co... po prostu niezbyt dobrze się czuł przez to co przeczytał. Tym bardziej, że Faust zabrał go z ulicy, wyczyścił pamięć i nadał nowe imię jak jakiemuś burkowi. W takim wypadku nie dziwił się, że inne wampiry w domu jego Mistrza go źle traktowały, natomiast pan domu chuchał na niego i dmuchał jak na największy skarb na Łusce. Nie zamierzał o tym wspominać  Mitrze, bo nie chciał psuć mu humoru. Kiedyś na pewno mu o tym powie, ale kategorycznie nie dzisiaj.

        - Czemu to brzmi jakbym zamierzał zejść do najniższej części Piekielnych Czeluści i już nigdy nie wrócić? - zapytał zadziornie i z rozbawieniem przyjrzał się nekromancie. - Władca jak władca, wiadomo, że nie przyjmuje z miejsca każdego kto chciałby z nią porozmawiać i do tego byle kogo. Poza tym musi wykazywać się surowością i stanowczością inaczej inni współwładcy by ją zjedli, a wampiry prawdopodobnie straciłyby swoje przywileje i stałyby się po prostu zwykłym miejskim tłumem i zwierzyną dla bardziej uprzywilejowanych. Mimo to ona jest naprawdę miłą i dobrą osobą jak na wampirzycę wywodzącą się praktycznie bezpośrednio od Morgotha. Naprawdę nie masz się o co martwić - zapewnił uprzejmie i się ciepło uśmiechnął do przyjaciela, by uspokoić jego obawy.
        - Hm, nie, nie idę tam w sprawie Zarela. Szczerze, nawet mi to do głowy nie przyszło - odpowiedział lekko i się nad czymś przez moment zastanowił. - Chodziło mi bardziej o oficjalne przejęcie przeze mnie obowiązków głowy rodu oraz zaostrzenie prawa, albo zwiększenie ilości patroli w wampirzej dzielnicy, bo wydawało mi się raz, że wampirzyca zaczepiała małego chłopca i nikt na to nie zwrócił uwagi - odpowiedział i było to całkowicie zgodne z prawdą. To, że nie powiedział Mitrze o swoich przewidzeniach będących marami utraconych wspomnień (jak się dowiedział zeszłej nocy) nie było przecież kłamstwem, co najwyżej pominięciem niewygodnych szczegółów, a niewygodnych dlatego, że wampir obecnie sam jeszcze sobie tego nie poukładał i za specjalnie nie wiedział co o tym myśleć. Miał mętlik w głowie i póki sobie tego nie uporządkuje, wolał pozostawić te kwestie nietknięte i pozwolić im się kurzyć póki co.

        - W porządku. - Pokiwał głową delikatnie gdy Mitra wyraził, że pomoc skrzypka z zakupami nie będzie mu potrzebna. - Hm? Oh... Nie ma problemu, ale... Eh, wątpię by cena za jedną ci się spodobała, a co dopiero za chociażby pół siatki... - odparł nieco zakłopotany i podrapał się po karku. - Złoty gryf za całą reklamówkę wyjawił posłusznie cenę, choć nie patrzył przy tym na Mitrę. Czuł ogromny wstyd, że nie rozegrał tego lepiej i nekromanta będzie musiał tracić pieniądze. Ale cóż jeśli błogosławiony tego właśnie chciał...
        - Ależ oczywiście, nie krępuj się. - Uśmiechnął się serdecznie do niego i został jeszcze moment przy stole zamykając oczy jakby chciał uciąć sobie drzemkę. Prawda była taka, że starał się znaleźć w pamięci... sam do końca nie wiedział czego, ale to wcale nie odwiodło go od jego działania.

        - W porządku. Miłego dnia Mitro i do zobaczenia - pożegnał się z nim przebudzając się z tego transu i jak tylko drzwi się zamknęły przeciągnął się i samemu wstał. Obejrzał się w stronę zlewu i z trudem powstrzymał przemożną chęć pozmywania wszystkiego co tam stało.

        Niedługo po nekromancie, z jego domu wyszedł również skrzypek dostosowując się do jego rady i zamykając za sobą drzwi po prostu poprzez zatrzaśnięcie ich. Przeobraził się w kruka i dość szybko poleciał do siedziby wampirzej władczyni. Niestety na swoją kolej musiał poczekać, tym bardziej, że w między czasie Ariszia gdzieś uciekła, ale dzięki temu mógł zebrać myśli przed rozmową, rozważyć, czy rzeczywiście powinien prosić ją o zaostrzenie prawa. Znów mógł się przez to stać zdrajcą dla wampirzej wspólnoty, który staje po stronie pożywienia. To nie mogło się dobrze skończyć...
        W pewnym momencie, siedząc i rozmyślając, spostrzegł dwie służące przechodzące przed nim i rozmawiające o problemach z miejskim szpitalem. Budynek od dobrej dekady zaczął popadać w ruinę i tracić wykwalifikowany personel, aż z czasem ci co dalej zajmowali się sporadycznymi pacjentami dosyć często nadużywali swoich przywilejów i pozycji medyków by na boku spuszczać krew i ją sprzedawać albo wykorzystywać do własnego użytku, jeśli lekarzem był wampir. Lata świetności miał już dawno za sobą, a najbardziej cieszył się uznaniem za czasów wojny. Obecnie większość mieszkańców nie wiedziała po co tak naprawdę jest w mieście szpital, który swoim zapuszczeniem straszył jedynie po nocach.
        Gdy czekanie się skrzypkowi wydłużyło zamierzał zapytać o to również oczekującego na Ariszię generała straży sir Turillego, lecz ich rozmowa skończyła się po aldarenowym "Witaj", gdyż został wezwany do zabieganej władczyni. Miała prawdziwe urwanie głowy, co zaowocowało narastającym rozdrażnieniem, jednak Aldarena to nie odrzucało. Cierpliwie poczekał, aż wampirzyca przestanie gorączkowo krążyć po komnacie audiencyjnej, nieco ukoi nerwy i skupi się na skrzypku. Kiedy to nastąpiło, ledwo otworzył usta i został przez nią uprzedzony. Czytanie w myślach podwładnych było oszczędnością jej cennego czasu, choć ingerowało to w ich strefę prywatną i bezpieczeństwa nie mniej faktycznie dosyć sprawnie wszystko przebiegło. Aldaren praktycznie od ręki został głową rodu i mógł już odejść, lecz zatrzymał się przed wyjściem z sali.
        - Słucham - powiedziała twardo, a skrzypek się do niej odwrócił frontem.
        - Chodzi o stary szpital, czy...
        - Nie ma sensu tracić na to pieniędzy - odparła po przeczytaniu myśli Aldarena, który spochmurniał i zawiedziony zwrócił się do wyjścia. - Zaczekaj, van der Leeuw. Mogłabym się raz jeszcze zastanowić nad wydaniem ci pozwolenia odnośnie otworzenia lecznicy wraz z przytuliskiem w starym zamku twojego mistrza, jednakże ty się zastanów czy nie znalazłbyś czasu wybrać się do Trytonii z pilną wiadomością dla tamtejszych władz, a w drodze powrotnej odwiedzić Rapsodię i zagrać tam na balu mojej dobrej przyjaciółki. Rozumiem, że masz... ważniejsze sprawy na głowie, jednakże zastanów się nad tym i daj mi znać, a ja się zastanowię czy dać ci to pozwolenie czy nie. Do zobaczenia - odparła szorstko dając jasno do zrozumienia że dyskusja dobiegła końca. Wampir się skłonił i wyszedł.
        Teraz gdy miał względny spokój od sługusów Fausta, mógł się swobodniej kręcić po mieście i zaglądać do różnych sklepów, od księgarni po skromny sklepik alchemiczny. W tym pierwszym kupił do przewertowania dwie książki kucharskie raczej z prostymi i podstawowymi daniami jak na przykład faszerowane, zapiekane ziemniaki, w alchemicznym sklepiku rozejrzał się jedynie co tam mają i uzupełnił swoje skromne zapasy, które miał przy sobie. W głównej mierze pobrał składniki, które mogłyby mu pomóc stworzyć jego miksturę niwelującą na jakiś czas łaknienie krwi. Przy okazji zapytał sprzedawczynię o Zarela, ale nic o nim nie wiedziała w obu przypadkach. Po drodze nieco go przysuszyło i postanowił wstąpić do "Trupiej Główki" na jednego, może dwa kieliszki. Tam szczęście się do niego uśmiechnęło i jeden lich powiedział mu, że był kiedyś nieco nawiedzonym i naiwnym, a przy tym niezwykle utalentowanym skrzypkiem, który obecnie wącha kwiatki od spodu już od przeszło pół milenium. Nie była to pocieszająca informacja, ale zawsze jakaś.
        Po chwili wytchnienia wypił jeszcze strzemiennego z właścicielką lokalu - Nihimą i poszedł Mitrze po pomarańcze, a gdy miał już wszystko i zaczął kierować się pod wieczór w stronę jego domu, powoli dopadały go wątpliwości czy powinien przyjmować propozycję Ariszi, czy nie zostać i nie sprzedać zamku. Miał straszny dylemat z tym związany przez co nie zauważył kiedy znalazł się przed drzwiami do domu Mitry. Westchnął ciężko i zapukał, po czym czekał cierpliwie ciekaw jak poszło jego przyjacielowi i czy wszystko mu się udało.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » So mar 09, 2019 5:58 pm

        Mitra jakby momentalnie zamienił się w posąg - stał z widelcem w ustach i gapił się na Aldarena, który z tak rozbrajającą szczerością opowiedział o głupich pomysłach Xargana. Jedzenie urosło mu w gardle i nie umiał go przełknąć, bo chcąc nie chcąc wyobraził sobie siebie w takiej niewieściej stylizacji z kokardką we włosach i z falbankami przy fartuchu. Było to z jednej strony groteskowe i obrzydliwe, a z drugiej… Komiczne. Aldaren zaś sprawiał wrażenie jakby wcale go ten pomysł nie pociągał albo szanował Mitrę na tyle, by mu o tym nie mówić, a to podobało się nekromancie.
        - Należało mu się - oświadczył więc tak po prostu, spokojnym tonem. - Następnym razem przypal go mocniej - dodał jeszcze i to był już koniec tematu. Choć nekromanta jeszcze chwilę zastanawiał się co by zrobił, gdyby Aldaren naprawdę zwrócił się do niego kiedyś “Mimi”... Nie, niestety nie, chyba nie puściłby tego płazem. Takie spieszczenie biło się o pierwsze miejsce w kategorii najbardziej znienawidzonych z “aniołkiem”. Dobrze więc, że skrzypek miał zgoła odmienny gust niż zamieszkujący jego ciało demon.

        W oczach Mitry pojawiło się uznanie.
        - Celna uwaga - zgodził się. - Ale moim zdaniem akurat w twoim przypadku ten młody wiek jest imponujący. Najmłodsza w dziejach głowa wampirzego rodu… - powiedział, jakby sprawdzał jak to brzmi. Z zadowoleniem kiwnął głową, bo brzmiało w istocie dumnie. Spojrzał jednak na Aldarena by przekonać się, czy on podziela jego zdanie. A później rozmowa potoczyła się dalej, skrzypek mówił, a nekromanta jedząc słuchał.
        - Przeszło mi to przez myśl, ale szybko poszło - przyznał Mitra, gdy wampir z takim zdecydowaniem zabronił mu odejść od używania zdrobnienia. - Uznałem jednak, że zatrzymam to na chwile, gdy będziemy rozmawiać w cztery oczy. Nie będę robił ci wstydu przed znajomymi - zapewnił. Nie przyznał tego, ale zrobiło mu się przyjemnie gdy Aldaren nazwał go najlepszym przyjacielem i obdarzył go takim przywilejem spoufalania się.
        - Czyli Ren, tak? - upewnił się. - Al… Ren… Dobrze, spróbuję. Podoba mi się brzmienie tego spieszczenia, ale nie wiem czy się przestawię, okaże się - zastrzegł. - Przyznam ci się, że w moim odczuciu Ren jest bardziej szlachetne.

        - Wiesz, ja to dokładnie tak odbieram. Ale brzmi jakbyś dobrze znał Ariszię - zauważył z odrobiną podziwu, gdy Aldaren tak precyzyjnie ocenił wampirzą królową. Przyznał mu w myślach rację w całej rozciągłości, ale to co dla skrzypka było oczywistą koleją rzeczy, z którą się godził, dla Mitry było irytujące i męczące. Zauważył, że w tym miejscu po raz kolejny przejawia się różnica w tym w jakich środowiskach się wychowali.
        - Ach, no tak - przyznał lekko, gdy skrzypek nakreślił mu swój plan zbliżającej się audiencji. - Powodzenia w takim razie w formalnościach… I w naprawianiu świata - dodał po chwili wahania, ale mimo to szczerze. - Naprawdę… oby ci się udało - zakończył, choć chciał powiedzieć coś innego. Na usta cisnęła mu się obserwacja, że w istocie Aldaren dawał swoim postępowaniem dowód tego, że jednak na tym świecie istnieje dobro, nawet jeśli miał on być jedynym tego przykładem w całym dotychczasowym życiu nekromanty. Jak by to jednak brzmiało, gdyby to powiedział? Wyszedłby na sentymentalnego durnia, dlatego zachował tę obserwację dla siebie i tylko w jego spojrzeniu widać było pewien specyficzny blask uznania dla tego jakie wartości reprezentował sobą Aldaren.


        Drzwi przed Aresterrą otworzyła jakaś kobieta o smutnej twarzy, z gładko zaczesanymi krótkimi włosami. Mitra nie wiedział czy to ktoś z członków tej rodziny czy służąca, ale to nie miało dla niego większego znaczenia – nie przyszedł tu na pogaduszki tylko w interesach.
        - Zastałem pana domu? – zapytał. Z kieszeni wydobył płynnym ruchem niewielki liścik i trzymając go między środkowym i wskazującym palcem podał go kobiecie bez żadnych dodatkowych wyjaśnień. Ona przyjęła papier i zerknęła co jest na nim napisane.
        - Proszę poczekać – odparła, ale nie wpuściła go do środka. Mitra zirytował się, że kazano mu czekać na ganku jakby był jakimś bezpańskim kundlem, ale nie awanturował się, bo w końcu przyszedł tu z interesem, po co więc drażnić potencjalnego wspólnika? Poprzednie dwie osoby odesłały go z kwitkiem, nie chcąc pakować się w jakieś szemrane, półlegalne układy z dziwacznym niebianinem, więc Mitra musiał wykrzesać z siebie jeszcze trochę pokory, by i tym razem go nie wykopano. Nie znał więcej egzorcystów w tym mieście.
        Nie przyszło mu jednak długo czekać – nim zaczął spacerować z nudów przed drzwiami, te otworzyły się po raz kolejny, a w progu stała ta sama kobieta co ostatnio. Obrzuciła go nieprzychylnym spojrzeniem, jakby liczyła, że tak potraktowany jednak sobie pójdzie.
        - Proszę wejść – oświadczyła, robiąc nekromancie miejsce w drzwiach. Mitra bez słowa skorzystał z zaproszenia, bo kto wie, czy moment wahania nie sprawiłby, że straciłby swoją szansę – to babsko dokładnie tak wyglądało. Kto to był? Nieważne, bo to nie do niej nekromanta miał interes. Skierował więc swe kroki prosto do gabinetu, gdzie spodziewał się zastać Flameta - to do niego przyszedł.
        - Witaj, Aresterra - przywitał się z nim pan tego domu, mężczyzna o pociągłej twarzy i lekko wyłupiastych oczach.
        - Wybacz to najście bez zapowiedzi - odparł grzecznościowo Mitra, choć w jego głosie nie było słychać cienia skruchy. Przyszedł w końcu z propozycją, za którą nikt by nie przepraszał.
        - Co cię do mnie sprowadza? - zapytał gospodarz, wcześniejsze przeprosiny zbywając machnięciem ręki.
        - Interesy - odparł lekko Aresterra. Zareagował na nieme zaproszenie maga by usiąść i zajął miejsce we wskazanym krześle.
        - Konkrety? - poprosił gospodarz.
        - Mam pewien nawiedzony przedmiot, który wymaga egzorcyzmów. To jednak nie jest tak prozaiczna propozycja jak się wydaje - zastrzegł, unosząc dłoń w geście wstrzymania, bo zdawało mu się, że gospodarz ma jakieś obiekcje. Kontynuował po krótkiej, trochę może dramatycznej przerwie. - Zależy mi na odesłaniu w zaświaty dusz, które w nim są... Ale bez subtelności. A wręcz im bardziej będą przy tym cierpieć tym lepiej. Bez obaw, to dusze, których nie obejmują wprowadzone przez Turillego regulacje.
        - Jakim cudem?
        - Skazani na śmierć, wyrok był prawomocny i wykonany. Poza tym nie ma kto wnieść za nich doniesienia na straż. Chcę by było skutecznie i efektownie. Możesz się rozerwać… - dodał głosem jakby kuszącym. Flamet słuchał go z uwagą, ale i ostrożnością, a gdy propozycja już wybrzmiała, chwilę milczał.
        - Zapłacę ci - dodał jeszcze Aresterra i to był argument, który zadziałał na jego korzyść i najwyraźniej przekonał maga. Teraz należało jedynie ustalić cenę, a że egzorcyście zależało na pieniądzach, a nie przysługach czy barterze, więc Mitra poczuł się swobodnie. Wiedział, że wkrótce będzie miał z głowy problem Krazenfirów.

        Później tego dnia Flamet zapukał do drzwi Aresterry, a ten wpuścił go i zaprowadził do piwnicy, gdzie nadal leżał nawiedzony naszyjnik. Mag widział krążące po pomieszczeniu duchy tak samo jak gospodarz.
        - To jest to? - upewnił się egzorcysta, patrząc wymownie na skomplikowane dzieło kreomagii.
        - Owszem - zgodził się Aresterra, który nie zamierzał opuścić piwnicy, bardzo chciał zostać i być świadkiem tego, co się tu wydarzy. Cały czas patrzył to na jednego bliźniaka, to na drugiego i w jego oczach widać było całą nienawiść, jaką ich darzył.
        - Trzeba było ze mną nie zadzierać - warknął przez zęby, a Flamet słysząc tę groźbę jedynie na moment podniósł wzrok na swojego zleceniodawcę, bo domyślił się, że to nie do niego były te słowa skierowane.
        - Czym sobie zasłużyli na taką nienawiść? - zapytał jakby było to bardzo niezobowiązujące pytanie, byle tylko nie było cicho.
        - Za bardzo się szarogęsili - odparł lekko Aresterra, ale słychać było, że nie zamierza rozwijać tematu. - Możesz zaczynać?

        Krzyk rozdzieranych dusz jest dziwny - niepokojący, a choć niemy to ogłuszający, wywołujący lęk i poczucie winy. Mitry z początku ten dźwięk i widok nie ruszały, ale z czasem poczuł dyskomfort. Mimo to jednak nie wyszedł z piwnicy, a został i nadzorował cały proces egzorcyzmów. Radował go sadyzm Flameta i zapał, z jakim zabrał się do roboty - do serca wziął sobie to, że jego ofiary mają cierpieć i odejść na dobre. Aresterra zapytał go jeszcze co stanie się z braćmi Krazenfir, choć nie użył oczywiście ich imion, a egzorcysta wyjaśnił mu, że nie unicestwi ich definitywnie, a jedynie odeśle do świata, do którego już dawno powinni się udać. To jednak wystarczyło niebianowi, gdyż miał przeczucie, że nawet gdyby jakimś cudem wrócili, nie będą już mieli odwagi, by z nim zadzierać. Wystarczyło zobaczyć, jak cierpieli w tym momencie.
        Nagle ból ogarnął również Mitrę. Poczuł się, jakby ktoś rozżarzonymi do białości szczypcami rozdzierał mu serce i wydłubywał oczy. Zabrakło mu tchu, a w uszach usłyszał nieludzki wrzask, z którego nie dało się rozróżnić żadnych słów. To wszystko jednak błyskawicznie minęło, a Aresterra szybko nabrał pewności, że to jeden z braci próbował go opętać, by być może w ten sposób ocalić skórę, nie dał jednak rady utrzymać się w jego ciele. Ten krótki moment cierpienia dał jednak Mitrze olbrzymią satysfakcję, gdyż wiedział już, co przeżywały jego ofiary… Dokładnie to, czego im życzył.

        Egzorcyzmy Flameta trwały raptem godzinę, po której to w całym domu panował pewien rozgardiasz, gdyż cierpiące duchy potrafiły poruszać drobnymi przedmiotami, rozrzucając je gdzie popadnie. Sam naszyjnik jednak nie był już z nimi w żaden sposób związany, to można było wyczuć po jego aurze, która znacznie straciła na sile.
        - Jak się czujesz po tym co zaszło? - zapytał egzorcysta zbierając się do wyjścia.
        - W pełni usatysfakcjonowany - przyznał bez wahania Aresterra, sięgając po przygotowany dla maga mieszek.
        - Nie masz wyrzutów sumienia po tym, co zobaczyłeś?
        - Ani trochę - odparł Mitra. - Ze mną się nie zadziera - dodał, jakby to miało być najlepsze wytłumaczenie jego dobrego nastroju.
        - Zapamiętam. I polecam się na przyszłość - dodał Flamet nim pożegnał się i wyszedł.

        Te godziny, które dzieliły odejście egzorcysty i powrót Aldarena Mitra spędził na odpoczynku, wcześniej zlecając jedynie manekinom, by ogarnęły to, co nabałaganili Krazenfirowie. Miał dobry nastrój, więc po raz pierwszy od bardzo dawna wyciągnął z czeluści biurka swój szkicownik i zaczął rysować. Swojej ulubionej rozrywce oddał się w salonie, siedząc na kanapie i opierając szkicownik na własnych nogach. Nalał sobie szczodrze koniaku, ale swojego, nie ruszył tego co znajdowało się w skrzynce od Zarela, a jedynie łypnął na nią niechętnie. Później zajął się rysowaniem. Jak zawsze robił to bez planu, tworząc wiele małych ilustracji na jednej stronie. Pierwszy powstał naszyjnik Krazenfirów, później niewielkie widokówki z Thulle, jakieś ornamenty, które zapamiętał z grobowców. Ostatnim obrazkiem, który zmieścił się na kartce, były skrzypce - takie zwykłe, na jakich na początku grał Aldaren. Aresterra zaczął w uszach słyszeć muzykę, którą grał wampir i to podsunęło mu pomysł na kolejny rysunek, który zaczął na świeżej kartce i był on znacznie większy niż poprzednie. Aldaren w trakcie gry. Niebianin - ku własnemu zaskoczeniu - zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział go gdy grał, bo zawsze był on w innym pomieszczeniu. To przysparzało pewne trudności - jak wampir trzymał skrzypce, jak układał palce na smyczku, na strunach? Mitra pocił się i kombinował, ale w końcu prawie mu się udało, Aldaren na jego obrazku był uwieczniony od pasa w górę, lekko pochylony w stronę instrumentu, z zamkniętymi oczami. Nekromanta był całkiem zadowolony ze swojego dzieła, choć czuł jednocześnie specyficzny niepokój - to pierwsza osoba, którą narysował od dobrych kilkunastu lat.
        Pukanie do drzwi sprawiło, że Mitra podskoczył w miejscu. Domyślając się, że to Aldaren, Aresterra odrzucił na bok swój szkicownik i podszedł do drzwi.
        - Dobry wieczór - przywitał się ze skrzypkiem i po tonie jego głosu słychać było, że miał za sobą całkiem dobry dzień. Zaraz odsunął się, by wpuścić Aldarena dalej. Gdzieś na końcu korytarza słychać było krzątanie się drewnianych sług, którzy nadal sprzątali.
        - Jak poszło u Ariszii? - zapytał Mitra, gdy już drzwi się za nimi zamknęły. - Napijesz się czegoś?
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pn mar 11, 2019 11:59 am

        Odpowiedź nekromanty w kwestii powodów, przez które demon został przypalony, po części zaskoczyła wampira. Znaczy, domyślał się, że Mitra nie będzie zadowolony gdy dowie się co też Xargan o nim pomyślał, to akurat było do przewidzenia, ale najbardziej zadziwiające było to, że blondyn nie przestraszył się, dalej chciał mieć towarzystwo wampira i ich przyjaźń nie wydawała się zagrożona, choć Aldaren tak impulsywnie, bez najmniejszego wahania czy mrugnięcia okiem podpalił upiora, a co za tym idzie z własnej ręki i inicjatywy sprawił, że ktoś (bez znaczenia jak bardzo zły czy winny karze) cierpiał ogromne katusze. Dopiero po czasie dotarło do skrzypka, że swoją reakcją mógłby zabić przyjaźń z niebianinem, niemałą więc ulgą było dla niego, gdy ten zamiast kazać mu się wynosić wyzywając od psycholi, przyklasnął mu takiego zachowania, a nawet zastrzegł by następnym razem jeszcze bardziej się postarać.
        - "Co z ciebie za anioł do diabła?!" - jęknął wściekle upiór ledwo zbierając się z podłogi, a kontury jego postaci płatami odchodziły i rozsypując się jak popiół niknęły w powietrzu gdy odpadały od jego ciała. - "Khh..." - prychnął cicho z niezadowoleniem gdy spostrzegł, że Aldaren na niego zerka ostrzegawczo ze ściągniętą twarzą w niebezpiecznym wyrazie. Xargan wyparował, uciekł do tej części umysłu skrzypka gdzie mógł się czuć bezpiecznie, choć praktycznie nie miał tam żadnego wpływu na wampira. Był przysłowiowym swędzeniem z tyłu głowy, cieniem jakiejś myśli, z którą nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi i jaka ona jest. Po prostu nieszkodliwy cień - niby jest, ale nie ma najmniejszego znaczenia.
        - Mam nadzieję, że nie zostanę do tego zmuszony - odpowiedział z uśmiechem i pobrzmiewającą w głosie ulgą. Naprawdę bał się, że Mitra mógłby się od niego przez to odwrócić. Na szczęście temat został zamknięty, a przynajmniej do następnego wygłupu Xargana.

        - To zależy od punktu widzenia, ale dziękuję - odpowiedział i zaśmiał się krótko z rozbawieniem, gdy Mitra powtórzył tytuł jaki otrzyma po załatwieniu wszelkich formalności związanych z odziedziczeniem rodu Van der Leeuw po Fauście. Najbardziej wampira rozłożyła na łopatki jego aprobata wraz z kiwnięciem głową. Po tym, gdy już opanował śmiech, zaczął opowiadać o zdrobnieniach imienia, jak to wyglądało w przypadku krwiopijcy.
        - Wstydu? - zapytał i wybuchnął śmiechem, kręcąc przy tym głową. - Nie wiem czy ktoś jest w stanie narobić mi większego wstydu niż ja sam - zripostował z rozbawieniem. - Naprawdę nie musisz się tym przejmować, bo jak już wspomniałem obecnie są inne czasy i inne relacje między ludzkie. Znam arystokratów, którzy mają tak dobre stosunki ze swoją służbą, że ta powszechnie zwraca się do swojego pana w pieszczotliwy sposób, a co dopiero przyjaciele. Poza tym wątpię by takie spotkanie było dal ciebie komfortowe - powiedział łagodnie z pełnym uszanowaniem fobii Mitry.
        - To chyba faktycznie do mnie nie pasuje - odparł i znów się zaśmiał na oświadczenie Mitry, że "Ren" jest bardziej szlachetnym zdrobnieniem niż "Al". - Decyzję pozostawiam tobie, bo naprawdę mi miło, gdy skracasz moje imię - dodał szczerze nie tracąc uśmiechu z twarzy. - A u ciebie jak to wygląda? Ktoś kiedyś zdrobnił twoje imię? Przyznam ci się szczerze, że próbowałem, ale nie bardzo mi wychodziło, wybacz. Myślałem nad "Mit" albo "Ra", ale wydały mi się zbyt trywialne. Nie to żebyś był uosobieniem śmiertelnej powagi, surowości i zgorzknienia, ale jednak oba te zdrobnienia wydają mi się być niegodne i według mnie może nieco nawet obraźliwie. Jeśli jednak masz inne zdanie na ten temat i chciałbyś bym inaczej się do ciebie zwracał... to będzie dla mnie czystą przyjemnością. - Uśmiechnął się sympatycznie, naprawdę chciał dobrze, chciał by Mitra był szczęśliwy, bo naprawdę na to zasługiwał. - Według mnie jednak "Mitra" jest wspaniałe i intrygujące podobnie jak czerwona róża. Niby delikatna i niepozorna, ale uzbrojona w niebezpieczne kolce - dodał lekko.

        - Kiedy elita i arystokracja nie ma co robić, urządza bale i wieczorki. By zachować pokój i równowagę w wampirzej części społeczności zapraszane są głowy wszystkich rodów do wspólnej zabawy, co ma zapobiegać konfliktom. Faust mnie dość często zabierał na takie bale z początku po to bym się uczył wymaganej etykiety i tego jak wyglądał ten arystokratyczny świat, bym wiedział jak najlepiej reprezentować i załatwiać sprawy w jego imieniu gdyby z jakiegoś powodu nie mógł uczestniczyć osobiście. Po tym zapraszany byłem już nie jako osoba towarzysząca, a pełnoprawny gość by grać dla gości - wyjaśnił spokojnie nie tracąc uśmiechu z twarzy. Nie przeszło mu nawet przez myśl, by potępiać Mitrę, czy wyśmiewać za jego niewiedzę w tej kwestii, bo gdyby nie Faust, również ona sam nie miałby o tych sprawach zielonego pojęcia. Interesowałaby go zapewne jedynie rodzina i praca czy to w tartaku czy na niewielkiej faremce jako prosty chłop, co do skrzypiec nie wiedziałby zapewne co to w ogóle jest. Chociażby przez to był po części wdzięczny Faustowi, że przyjął go do swojego domu i starał się wychowywać jak własnego syna. Mimo wszystko wciąż bolało wampira to, że zamiast po ludzku zająć się resocjalizacją małej sieroty, on poszedł na łatwiznę i wyczyścił mu kompletnie pamieć, po czym nadał imię jak psu. A może się bał, że przybłęda będzie chciała szukać swoich rodziców... W sumie... miło by było gdyby wiedział chociaż jak miał wcześniej na nazwisko, choćby po to by odwiedzić grób swoich rodziców. Łatwiej byłoby mu też znaleźć wampira, który przemienił jego matkę i się z nią spotkać, ale niestety...
        - Oh, tak. Dziękuję i wzajemnie, Mitro - uśmiechnął się do przyjaciela wyrwany z rozmyślań i odprowadził go wzrokiem do wyjścia z kuchni. Po niedługim czasie od wyjścia nekromanty z kuchni, wyszedł również wampir i skierował się w stronę Czarnego Dworu.

        Załatwiając swoje sprawy całkiem stracił poczucie czasu, przez co był trochę zdezorientowany i zagubiony gdy zaczęło się już robić ciemno, a przecież jeszcze przed chwilą było tak jasno. Po drodze pozwolił sobie zajść jeszcze do dwóch sklepów, by kupić produkty potrzebne do zrobienia faszerowanych ziemniaków. Przeglądając w księgarni książkę kucharską bardzo spodobał mu się ten przepis i chciał go wypróbować, przy okazji przygotowując Mitrze kolację. Miał pewne obawy czy nekromanta nie będzie zły na niego, że specjalnie dla blondyna zrobił nadprogramowe zakupy i jeszcze będzie robił dla niego kolację, której krwiopijca nie będzie nawet w stanie skosztować. A może Mitra zechce razem z nim przygotować zapiekane ziemniaki? To by było bardzo miłe, nawet niewyobrażalnie miłe, jak wtedy, gdy wspólnie przygotowywali jajecznicę. Miał nadzieję, że będzie niebianinowi smakować i będzie zadowolony.
Pochłonięty tymi myślami nie zwrócił uwagi na to kiedy znalazł się z powrotem pod drzwiami przyjaciela przełożył torby z zakupami do jednej ręki a drugą zapukał i czekał cierpliwie, oddając się z powrotem rozważaniom na temat faszerowanych ziemniaków. Nigdy czegoś takiego nie jadł i raczej nigdy nie będzie, nie mniej wydawały się być smaczne z tego co przeczytał.
- Witaj. - Uśmiechnął się do niego ciepło słysząc, że humor dopisywał blondynowi i wszedł do środka gdy Mitra go wpuścił. Na moment przystanął nasłuchując uważnie, po czym poszedł z błogosławionym do salonu.
        - Poszło... - zaczął z uśmiechem tchu, zaraz się jednak zawahał, a jego entuzjazm przygasł, wypuścił powietrze z płuc wzdychając ciężko. - Poszło... - powtórzył nieco zawiedziony. - Ah, poproszę - odparł na propozycję towarzysza i poszedł do kuchni zostawić tam torby z produktami do jedzenia i nową patelnią dla Mitry. Pomarańcze zostawił w salonie. Co do alkoholu nie miał specjalnych życzeń więc zdał się wyłącznie na Mitrę w tej kwestii. - Nie była zbyt zachwycona gdy przyszedłem, miała masę spraw na głowie, co skończyło się tym, że przemyśli moją prośbę jeśli... coś dla niej zrobię. - Westchnął ciężko bez cienia uśmiechu na twarzy i zerknął przez ramie na Mitrę przywdziewając na lico milszy i cieplejszy grymas. - Jadłeś już kolację? Mógłbym skorzystać z twojej kuchni i coś ci przygotować? - zapytał uprzejmie wyjmując z torby mięso mielone, cebulę, ziemniaki i nowiuteńką, żeliwną patelnię.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn mar 11, 2019 7:30 pm

        W oczach nekromanty widać było, że nie podzielał rozbawienia skrzypka – był trochę zirytowany i trochę zdezorientowany. Wydawało mu się, że Aldaren się z niego nabija, choć on mówił poważnie. Zacisnął jednak zęby i nie odezwał się słowem, spuścił wzrok by nie było widać jego niezadowolenia, które jedynie pogłębiało się z każdym kolejnym słowem. Myślał, że jest miły, wydawało mu się, że naprawdę wybrał najlepszą możliwą opcję i w ten sposób zadowoli i swojego przyjaciela i społeczeństwo… Ale najwyraźniej daremny trud. Naprawdę szkoda się starać by się dostosować, skoro i tak na koniec został za to wyśmiany.
        Mitra spojrzał na Aldarena z wielkim zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, na moment przerwał też wszystko inne co robił. Z trudem przełknął, po czym pokręcił głową i wrócił do posiłku. To oczywiście była reakcja na słowa o róży, które wywołały w nim reakcję, której się nie spodziewał i którą trudno było mu nazwać. Chętnie zmieniłby temat byle tylko o tym nie myśleć, ale nie mógł – w końcu skrzypek zadał mu konkretne pytanie.
        - Nikt nigdy nie skracał mojego imienia – oświadczył cicho, mówiąc do talerza i dla siebie zachowując komentarz, że przecież nawet nie miał kto, bo taka poufałość wymagałaby chociaż szczątkowej zażyłości. Zgorzkniały i nieufny nekromanta odmawiał zamordowanym felczerom, wśród których żył tyle lat prawa do polubienia go i budowania więzi – umocnił w sobie przeświadczenie, że był po prostu pomocny, nic więcej.
        - Jeśli już, to gdy byłem mały wymyślano dla mnie ksywki, takie zwykłe, jak to do dziecka – podjął. – A gdy już miałem te kilkanaście lat i później, zwracano się do mnie bezosobowo albo imieniem… choć Sarazil najczęściej zwracał się do mnie "mój uczniu", gdy miał dobry nastrój - "niebianinie", a gdy coś przeskrobałem... Dopiero wtedy mówił po imieniu. Ale i tak je lubię - przyznał, jakby było to coś, czego powinien się tak naprawdę wstydzić. - Ponoć oznacza "przyjaźń"... - dodał już znacznie ciszej.
        - Zwracaj się do mnie jak chcesz. Jak sam coś wymyślisz to to przyjmę – oświadczył jeszcze, zerkając na Aldarena. – Ale nic ci nie będę narzucał… Tylko nie „aniołku”, za to cię zabiję – dodał mówiąc tym samym tonem co do tej pory, choć była to jak najbardziej poważna groźba.


        Mitra całkiem szybko domyślił się, że Aldaren miał gorszy dzień niż on – słyszał to w jego głosie i nawet dostrzegł w jego sylwetce, stąd też poniekąd wynikała jego propozycja napicia się czegoś. Alkohol zawsze rozluźniał, choćby tylko przez to, że pozwalał przez chwilę niezobowiązująco milczeć i zebrać myśli, szklanka zajmowała dłonie… Więc gdy wampir zgodził się na poczęstunek, Mitra poszedł do salonu i nalał Aldarenowi szklankę koniaku - tego samego, który sam pił - a gdy już wracał z pełnymi szkłami ukradkiem zamknął swój szkicownik, aby skrzypek nie widział, że został przez niego sportretowany. Jeszcze by sobie coś pomyślał, a nekromancie zdecydowanie na tym nie zależało - już i tak ich relacja była budowana na kruchych podstawach. Aresterra nie chciałby po raz kolejny przechodzić piekła kłótni i nieporozumień i dawać przyjacielowi kolejne podstawy do tego, by ten mógł zacząć pałać do niego odrazą. Nadal miał obawy, że jego potencjalne ciągoty mogłyby wywołać w Aldarenie niechęć, choć ten chyba przyznał się do tego, że był w jego życiu pewien wyjątkowy mężczyzna…
        - Czyli… Nie, nie jadłem – odpowiedział zgodnie z prawdą, gdy skrzypek szybko zmienił temat. Nie powstrzymał wyrazu zainteresowania, który pojawił się na jego twarzy na wieść, że wampir chce gotować. Co więcej miał już składniki i nawet nową patelnię. Mitra przyglądał się temu wszystkiemu przez moment z zaskoczeniem, dopiero po chwili przypominając sobie, że w ręce nadal trzyma szklankę koniaku dla Aldarena.
        - Proszę – zreflektował się szybko, podając mu ją. – Mam nadzieję, że nie jest to ciąg dalszy twoich przeprosin, bo wiesz, że w takim razie to zbędne? No chyba, że gotowanie ci się spodobało? Jeśli tak to nie krępuj się, możesz z niej korzystać kiedy tylko najdzie cię ochota… A co to będzie? – zapytał po chwili ostrożnie. Na gotowaniu znał się tylko trochę lepiej niż skrzypek i poza tym, że te wszystkie przyniesione przez wampira składniki można usmażyć nie przychodziło mu nic do głowy.
        - Pomóc ci? – zaproponował. Niekoniecznie zamierzał stać nad Aldarenem jak poprzednim razem i nim dyrygować, mógł pracować z nim ramię w ramię lecz musiał wiedzieć co planuje skrzypek.
        - Skąd przyszedł ci pomysł na to danie? – dopytywał. W międzyczasie umył ręce i podwinął rękawy, by wziąć się do roboty. Zrobił to podświadomie, ale uważny obserwator zwróciłby uwagę, że Mitra bardzo się pilnował, żeby nie odsłaniać nawet tak niewielkich fragmentów ciała - to oznaczało, że znowu zaczął czuć się przy Aldarenie swobodnie.
        - Jakiej przysługi zażądała od ciebie Ariszia? - dopytywał. - Chyba, że nie chcesz o tym mówić?
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pt mar 15, 2019 9:44 pm

        Aldaren nie miał pojęcia jak jego rozluźnienie i rozbawienie zostało odebrane przez niebianina. Nie miał nic złego na myśli, chciał mu tylko przekazać, żeby aż tak się nie przejmował jak miałby się zwracać do wampira w towarzystwie osób trzecich, co najwidoczniej przyniosło odwrotne skutki do zamierzonego. Bez wątpienia mógł powiedzieć w prost, żeby Mitra się nie wygłupiał i bez skrępowania zdrabniał jego imię przy innych, ale niestety czasu już nie cofnie. Pogorszenia się humoru przyjaciela przez to nie był w stanie zauważyć bo prowadzili dość dynamiczną rozmowę, która co chwila zmieniała główne elementy obranego tematu. Poza tym zaraz to Mitra stał się mówcą, a Aldaren słuchał go z należytą uwagą i ciekawością. W pewnym momencie jego oczy na ledwie uderzenie serca się rozszerzyły gdy jego uszy wychwyciły coś intrygującego z całej wypowiedzi. Nim zdołał to chociaż w minimalnym stopniu przemyśleć, dał upust swojej ciekawości.
        - Zawsze wiedziałem, że mistrz Sarazil, pokój jego duszy, był dość... intrygującym człowiekiem, ale nie do końca rozumiem jego rozumowanie. W krypcie powiedziałeś mi, że nienawidzisz swojego niebiańskiego pochodzenia, a mistrz Sarazil nazywał cię niebianinem jak miał dobry humor. Biorąc to na prostą logikę, bardziej pasowałoby stosowanie tego określenia właśnie wtedy gdybyś coś przeskrobał, natomiast gdy był na ciebie zły używał twojego imienia. - Nieco się skrzywił starając się rozpracować tę zagwozdkę, ale nie do końca mu dobrze szło. W końcu się poddał. - Niby rozumiem formę stosowania pełnego imienia w ramach reprymendy, bo kilka razy się zdarzyło, że Faust wołał za mną wtedy "Aldarenie Van der Leeuw!", gdy odkrywał, że bawiłem się w jego biurze, albo jak już byłem starszy, gdy wymykałem się z domu bez jego wiedzy i aprobaty. Mój znajomy na przykład miał wymieniane przy tym wszystkie cztery imiona i na końcu nazwisko, ale nadal nie rozumiem mistrza Sarazila.
        W ostatniej kwestii związanej z zastrzeżeniem jakie Mitra miał odnośnie nazywania go jakkolwiek, nawet nie wiedział jak wielki popełnił błąd podając znienawidzone przez siebie przezwisko. Skrzypek nie był nawet w najmniejszym stopniu świadomy niecnego planu w ramach zemsty jaki umyślił sobie Xargan za to, że został przypalony. Co prawda demon miał świadomość, że jego nosiciel może mieć przez to poważne, a nawet śmiertelne kłopoty, niemniej był gotów podjąć i stawić czoła ryzyku konsekwencji swoich działań za zniewagę jakiej wobec niego dopuścił się wampir. W końcu jakaś tam podrzędna pijawka bez jaj nie miała prawa pomiatać tak wielkim wojownikiem jak on. A przede wszystkim prawdziwym mężczyzną jakim demon był za życia!
        - Mógłbym się do ciebie zwracać "Przyjacielu", ale jak już wspomniałem, "Mitra" wydaje mi się być bardziej magiczne - powiedział szczerze, acz uprzejmie, co też podsumował ciepłym uśmiechem.

        - To dobrze - odparł pod nosem i odetchnął z ulgą. Zaraz się jednak uświadomił sobie co powiedział i nieco się zaniepokoił. Spojrzał nerwowo na blondyna. - To znaczy nie dobrze, że nie jadłeś, ale w sumie dobrze, że nie jadłeś, choć niedobrze, że głodny obecnie jesteś... Grrr - zaczął się nieudolnie tłumaczyć i plątać w zeznaniach, co skończyło się wyrazem niezadowolenia na jego twarzy i nerwowym potarciu się po karku. - Pozwolisz, że zrobię ci kolację? Tym razem nic nie spalę, obiecuję - powiedział po prostu, jak każdy normalny człowiek zamiast bawić się w dochodzenia do sedna niemożliwie zawiłą i strasznie długą, dość skomplikowaną drogą. Niemniej dalej był zażenowany swoim faux pas.
        - O, dziękuję - przyjął z uśmiechem podarowaną szklankę z alkoholem i z tego całego zakłopotania niemalże połowę na raz wypił, po czym westchnął ciężko. Trochę mu po tym ulżyło, przez co był niezmiernie wdzięczny Mitrze za poczęstowanie go alkoholem. Zaczął również w niepamięć popychać swoją gafę sprzed chwili, by skupić się na tym co dużo ważniejsze. Na niebianinie i kolacji dla niego. W końcu miał niczego nie spalić, więc musiał poświęcić temu całą swoją uwagę.
        - Co? Nie to nie są przeprosiny - odparł z uśmiechem z początku nieco zaskoczony tak nagłym pomysłem. - Szczerze nawet mi to do głowy nie przyszło, chciałem ci tylko zrobić przyjemność i podziękować, a mam za co dziękować.
        Było w tym sporo racji i nie chodziło w tym momencie o ten alkohol, który pomógł mu zwalczyć chwilę słabości sprzed pięciu minut. W głównej mierze Aldaren miał na myśli przyjaźń z błogosławionym, każdą wspólnie spędzoną chwilę, to, że Mitra wybaczył mu masę przewinień. Również nie mógł zapomnieć o pozwoleniu na spędzenie nocy pod dachem niebianina, a także tak względnie błahej nauce robienia jajecznicy. Tak więc trochę się tego wszystkiego nazbierało i wampir miał świadomość, że jedną kolacją może nie podziękować wystarczająco mocno, jednakże to nawet dobrze się składało, bo będzie miał możliwość jeszcze nie raz podziękować przyjacielowi, w końcu ich przyjaźń cię dziś nie skończy.
        - Chcę zrobić to! - niemal wykrzyknął z entuzjazmem jak dziecko i praktycznie przed twarzą otworzył Mitrze książkę kucharską na zaznaczonej już stronie z faszerowanymi, pieczonymi ziemniakami z ręcznie magicznie nałożoną na stronę przed przepisem ilustracją jak takie danie powinno wyglądać.
        - Byłoby mi niezmiernie miło gdybyś zechciał zrobić to razem ze mną - powiedział mając oczywiście na myśli przygotowanie kolacji, co warto zaznaczyć, bo akurat tak niefortunnie sformułowane zdania zazwyczaj były rozumiane dwojako i niejednokrotnie potrafiły ściągnąć kłopoty na głowę wypowiadającego.
        - Przez przypadek. W księgarni przeglądałem pobieżnie książkę ciekawy czy jest w niej coś interesującego i to przykuło mój wzrok w pierwszej kolejności. Wyglądało na tyle apetycznie i od razu mnie sobą urzekło, że nawet przez moment miałem wrażenie, że czułem jak przepysznie to pachnie. Wierz mi, że aż mi ślinka pociekła - zaśmiał się krótko z rozbawieniem. - Od razu więc pomyślałem, że może tobie posmakuje skoro tak ładnie wygląda. Zazdroszczę ci - powiedział z ciepłym uśmiechem i uszykował im miejsce pracy, wszystko staranie już układając tak by to co potrzebne w pierwszej kolejności było jak najbliżej pod ręką. Co najmniej jakby się przygotowywał do skomplikowanej operacji, a nie zwykłego pichcenia.
        Po tym jak Mitra skończył myć ręce i on poszedł to zrobić, wcześniej jednak zdjął płaszcz i podwinął rękawy koszuli, rozpinając przy tym dwa guziki pod samą szyją. Kamizelki nie miał potrzeby zdejmować w końcu akurat ona w żaden sposób nie krępowała ruchów, nie to co taki płaszcz. Zaraz też zabrał się z niebianinem do pracy, jemu dając do przekrojenia i włożenia do gotowania ziemniaków oraz doprawienie odpowiednio mięsa na farsz, w końcu Mitra najlepiej będzie wiedział czy lubi bardziej słone, czy pieprzne, a może ostre albo słodkie mięso - Aldaren nie ograniczał się podczas zakupów jedynie do pieprzu i soli i pozwolił sobie kupić ze cztery niewielki mieszki z różnymi przyprawami, a jedno nawet z mieszanką przypraw. On sam natomiast podjął się niewdzięcznego zadania związanego z obraniem i pokrojeniem cebuli, od której znów łzy lały mu się z oczu strumieniami, a wierzch jego dłoni po chwili był tak mokry, że ocieranie nim oczu nie miało już większego sensu. Ale czego się nie robi dla przyjaciela.
        - Nie mówiła nic, że są to jakieś poufne informacje - odpowiedział i przez moment się zastanowił, sprawdzając pamięć czy może czasem mu coś nie umknęło. Na jego twarzy jednak nie było widać nawet minimalnego entuzjazmu czy radości z tego co miał zrobić w zamian za wydanie mu pozwolenia na przebudowę rodowego zamku na nowy miejski szpital i przytulisko, nie tylko dla mieszkańców, od których szczęście się odwróciło, ale nawet dla przejezdnych. Nie zamierzał przed nikim zamykać drzwi zamku jeśli jego marzenie się ziści.
        - Mam być gońcem i dostarczyć do Trytonii jakiś list, podobno niezwykle ważny. W drodze powrotnej natomiast mam udać się do Rapsodii, gdzie chce abym zagrał na balu jej przyjaciółki. To spory kawał i... - westchnął ciężko pochmurniejąc co wraz z płynącymi łzami i spuchniętymi lekko od cebuli oczami wyglądało dość mizernie, a nawet jakby wampir był na skraju załamania. - Nie zrozum mnie źle, bo dla niejednego wydałaby się to śmieszna cena za możliwość otworzenia własnego szpitala z przytuliskiem, ale... Co najmniej miesiąc mi zejdzie zanim znów będę mógł cię zobaczyć. - Przerwał krojenie i przez moment po prostu stał i smutno się wpatrywał w pokrojoną drobno, acz miejscami nierówno cebulę. - Zastanawiam się czy nie zrezygnować ze swoich planów - dodał bo wydało mu się dość ważną kwestią. Poza tym... w Maurii szpital wydawał się tak samo potrzebny dziura w moście, natomiast ich przyjaźń mogła nie przetrwać tak długiego okresu czasu. Zrobił by absolutnie wszystko by tylko do tego nie doszło i to nie ważne za jaką cenę, byleby tylko móc spędzić czas z niebianinem i by ten miał choć trochę w życiu szczęścia, bo naprawdę na nie zasługiwał.
Avatar użytkownika
Aldaren
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Selim, Mana,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Mitra » Pn mar 18, 2019 11:14 am

        Mitra parsknął z irytacją.
        - Intrygujący, dobre sobie - mruknął, ale dał Aldarenowi skończyć mówić jak on to rozumiał. Co chwilę mruknął jakieś “yhm” albo pokiwał głową, bo tak, wampir miał rację ze swojego punktu widzenia… Ale jednocześnie nie wiedział wszystkiego. Aresterra nie zamierzał zachowywać prawdy dla siebie, bo skoro już zaczął temat, musiał go skończyć.
        - On nie wiedział co ja czuję… Albo go to nie obchodziło - dodał. - Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ja sam z siebie nic nie mówiłem, bo co by to dało? On był… Tak zafiksowany na tym jak bezcenną istotą byłem, że niespecjalnie było dla niego ważne co czuję. Byłem aniołem, który żył pod jego dachem i mógł zostać wykorzystany gdy tylko było to konieczne. I miałem talent do nekromancji, mógł mnie uczyć. A że coraz bardziej się zamykałem, coraz bardziej ukrywałem, tak dosłownie, to nic. Nie liczył się mój nastrój tylko jego, a gdy miał dobry humor tym bardziej cieszył się tym co posiadał.
        Aresterra wzruszył ramionami, jakby już dawno się z tym pogodził. Przypomniał sobie jednak to jak Sarazil potrafił tak po prostu wsunąć mu dłoń pod koszulę, by dotknąć skóry pokrytej tatuażem skrzydeł albo jak czasami przeczesywał mu włosy palcami jakby był jakimś długowłosym kotem.
        - Więc niech będzie po imieniu - zgodził się w końcu, odpychając nieprzyjemne wspomnienia. Podniósł wzrok na Aldarena. - Będzie mi miło - przyznał.

        Mitrę nawet bawiło to jak skrzypek nagle zaczął się motać w swoich wyjaśnieniach. Tym razem wyjątkowo zrozumiał o co chodziło wampirowi i nie trzeba było go udobruchać, ale nie przerywał mu… Odetchnął, kręcąc z rozbawieniem głową.
        - Rozumiem, gotuj - zgodził się z Aldarenem i by jakoś go ugłaskać poklepał go po ramieniu, a później zajął się alkoholem dla niego i dla siebie. Atmosfera w końcu się rozluźniła, a wręcz skrzypka ogarnął zadziwiająco świeży, młodzieńczy entuzjazm. Mitra pomyślał, że gotowanie faktycznie musiało mu się bardzo spodobać, skoro oczy tak mu się świeciły na samą myśl o tym, że może poszaleć w kuchni.
        Mitra cofnął się o włos, gdy Aldaren podstawił mu pod twarz książkę z przepisem. Zaraz jednak się rozluźnił i ogarnął wzrokiem tekst, po czym delikatnie wyjął księgę z rąk wampira i dokładniej doczytał recepturę, co jakiś czas podnosząc wzrok na skrzypka, który tłumaczył mu jak wpadł na pomysł gotowania. Wspólnego gotowania, gdyż Aresterra zamierzał mu przy tym pomóc.
        - To faktycznie wygląda całkiem apetycznie... Po tylu latach nadal tęsknisz do bycia człowiekiem? - zapytał cicho, gdy Al wspomniał o tym jak zazdrości mu możliwości jedzenia.
        O dziwo całkiem nieźle dogadywali się podczas pracy - zadania zostały rozdzielone, każdy zajął się swoją działką, ale nie wtrącali się sobie do garów i robota szybko posuwała się do przodu. Mitra dostał proste zadanie - ziemniaki akurat umiał przygotować, a na przyprawach znał się na tyle, że może daleko mu było do wirtuozerii, ale przynajmniej dało się to zjeść. No chyba, że ktoś nie lubił pikantnego jedzenia, bo Aresterra przepadał za jedzeniem, które piekło w język i paliło w przełyku.

        Mitra w milczeniu czekał na odpowiedź Aldarena, co jakiś czas zerkając na niego z zainteresowaniem. Nie znał Ariszii, nie miał nawet żadnych przypuszczeń jaka mogła być jej cena za przysługę względem świeżo upieczonej głowy rodu, Aldaren zaś przyznał, że nie było żadnych przeciwwskazań, by podzielić się informacjami o czekającym go zadaniu… Ale mimo wszystko milczał. Nekromanta go nie poganiał i w końcu w ciszy się doczekał. Skinął głową. W jego ocenie zrobienie z Aldarena gońca było oznaką, że wampirza królowa prosiła go o przysługę jedynie dla formalności, no bo nie było to nic wymagającego, trudnego. A gra na balu u przyjaciółki - o to akurat mogłaby go poprosić pewnie i bez żadnego pretekstu. Skrzypek grał przepięknie i sam przyznał, że niejednokrotnie swoimi umiejętnościami umilał czas na balach i wieczorkach arystokracji. Aldaren miał więc bez większego wysiłku dostać to, czego pragnął… A mimo to nie wyglądał na szczęśliwego. Mitra przerwał na moment pracę przy przygotowywaniu ziemniaków i obrócił wzrok na wampira.
        - Ren… - wezwał go szeptem, widząc jak bardzo zmarnowany wyraz twarzy miał wampir. Coś przeskoczyło w sercu Aresterry i nagle poczuł gwałtownie narastający niepokój. Nie wiedział, co kryło się za tym urwanym zdaniem i czy być może Ariszia miała jeszcze jedną prośbę, znacznie trudniejszą od poprzednich i Aldaren miał problem jak ubrać w słowa to co usłyszał od królowej. A to jak w końcu zaczął - słowami “nie zrozum mnie źle”, wcale nie napawało optymizmem. Mitra był coraz bardziej zaniepokojony. Nie mogąc opanować emocji wrócił do mieszania mięsa, by czymś zająć ręce. Gdy jednak skrzypek w końcu wyraził powód swojego wahania, Aresterra wyglądał, jakby tego nie usłyszał - zawzięcie maltretował mięso łyżką i nawet mu powieka nie drgnęła… Ale wszystko słyszał. I zrobiło mu się dziwnie nieswojo. Aldaren w bardzo specyficzny sposób ujął swoje wątpliwości - powiedział “miesiąc, nim znów będę mógł cię zobaczyć”. Nie tak po prostu, że miesiąc nim wróci do domu, że miesiąc go nie będzie, cokolwiek. Nie, powiedział konkretnie “nim będę mógł cię zobaczyć”. Jakby mu zależało. Nie, co za głupota - żadne “jakby” tylko po prostu mu zależało i to był główny powód tego, że się wahał. Gdy to dotarło do Mitry zacisnął mocno wargi i skulił ramiona. Stali tak obok siebie przy kuchennym blacie i milczeli, po czym błogosławiony pokręcił głową, odłożył gwałtownie łyżkę i obrócił się w stronę Aldarena.
        - Jesteś śmieszny - zarzucił mu. - Możesz spełnić swoje pragnienie, założyć ten szpital i przysłużyć się tylu osobom… A ty się wahasz. I to przeze mnie? - dodał z niedowierzaniem, wskazując samego siebie dłonią.
        - Powinieneś jechać - oświadczył. - Myśl szerzej. Przecież to twoja przyszłość. Będziesz mógł pomagać ludziom, a chyba to sprawia ci radość. Ten miesiąc… Naprawdę chcesz dla tego miesiąca wszystko zaprzepaścić? Być może setki lat twojego przyszłego życia? To nie jest tego warte, Ren - dodał, znowu kręcąc głową. Obrócił się w stronę blatu.
        - Twoje szczęście jest ważniejsze - powiedział ze zwieszoną głową. Nie dodał dla kogo: dla wampira czy dla niego samego, bo chyba miał oboje na myśli. Nie mógł obiecać skrzypkowi, że ten miesiąc niczego nie zmieni, bo tego nie wiedział. Zdawał sobie sprawę z tego jak krucha była ich relacja i nie mógł nawet sam sobie obiecać, że wytrwa ten miesiąc, by po powrocie Aldarena móc podjąć jej budowanie od tego miejsca, a nie od samego początku. Sam się tego obawiał… Ale nie zamierzał stawać na drodze pragnieniom przyjaciela. Wiedział, że to dla niego ważne i być może szpital stanie się celem jego życia, dlaczego miał mu stawać na drodze? Tak, być może go straci, ale to nieistotne, skoro skrzypek miał być spełniony i szczęśliwy przez następne stulecia, nawet wiele lat po jego śmierci.
        - Nie rezygnuj z tego szpitala - podjął po chwili milczenia, tonem już ewidentnie proszącym. - Nie przeze mnie, bo… Być może rozłąka zniszczy naszą więź, być może… Ale wyrzuty zrobią to na pewno - wyjaśnił.
        Cały przyjemny nastrój trafił szlag.
Avatar użytkownika
Mitra
Przybysz z Krainy Rzeczywistości
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Błogosławiony
Aura: Kiedy odwrócisz głowę, skuszony wyrazistością emanacji, dotrze do Ciebie niemal od razu jej świetlisty blask - nieskalany, anielski, kojący - migoczący żywo wśród zapachu fiołków, błogosławionego kwiecia. Po gładkich licach spływają jednak słone łzy, nie mające nic wspólnego z radością, a z ust oblepionych srebrną krwią płyną co prawda słowa łagodne, lecz także ostre i padające znienacka. Ale kto usłyszałby je wśród rozdzierających duszę krzyków agonii, gdy poczucie dojmującej straty tępi zmysły i każe spojrzeć głęboko w pełne goryczy oczy, gdzie w smętnej poświacie turmalinu odbija się nieprzewidywalna jaskrawość topazu? Błyska jak nagłe zafascynowanie i ginie niczym zduszone pragnienie, po czym pojawia się znowu, nie dając pozbierać myśli i gwałtownie przyspieszając puls. Może ukojenie przyniosą falujące swobodnie pod stopami atłasy w kolorze kobaltu, które ujrzysz gdy spłoszony w końcu spuścisz wzrok? Nie. Pod nimi ukryte są połamane kości. Resztki tworów z cynku, o brzegach ostrych i niebezpiecznych, nadal całkiem twarde, choć możesz na nie nastąpić licząc, że pokruszą się prędzej niż przebiją podeszwę buta. Jeśli tak się nie stanie, zbrukasz je posoką, lecz jeżeli siła będzie po Twojej stronie, wtedy pozostanie po nich jedynie miałki, miedziany pył, po którym wyjdziesz na zewnątrz.
Wygląd: Po ulicach Maurii włóczy się postać jakich wiele. Wysoka na równe sześć stóp, szczupła, na pewno żaden wojownik, raczej mag albo sługa. Chodzi szybko i porusza się energicznie, nie jest to więc żaden z nieumarłych. Ma szczupłe dłonie o długich palcach bez zgrubień w stawach, a krótkie i szerokie płytki paznokci świadczą o tym, że właściciel kiedyś obgryzał paznokcie. ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Mauria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron