[Shari i okolice] W poszukiwaniu Najwyższego


Wielka równina ciągnąca się przez setki kilometrów. Z wyrastającym na środku miastem Valladon. Wielkim osiedlem ludzi. Pełna tajemnic, zamieszkana przez dzikie zwierzęta i niebezpieczne potwory, usiana niezwykłymi ziołami i lasami.

Postprzez Selim » So gru 29, 2018 8:43 pm

        Czy Selim łudził się, że podróż będzie sprawna i przyjemna, odbyta w błogim spokoju i ciszy? Oczywiście! Jakże jednak głupi był mając nadzieję na coś tak niemożliwego, jak milczenie ze strony Kassandy przez kilka najbliższych godzin... No może przez pięć minut chociaż. Ból głowy w ramach wdzięczności za uratowanie czyjegoś życia nie był żadną wdzięcznością. A jeszcze nawet nie ruszyli! Niebianin w pewnym momencie zaczął się zastanawiać, całkowicie ignorując rozwścieczoną towarzyszkę, czy czasem nie porzucić tego zadania i nie poderżnąć sobie gardła. Jeśli nie będzie mógł się już zregenerować i odejdzie do nicości to przynajmniej tam znajdzie w końcu spokój. A może by tak pozbyć się również dziewczyny by oszczędzić tych cierpień innym?
        - "Denerwujecie mnie oboje" - burknął poirytowany Najwyższy w jego umyśle. Zauważył jednak, że jego podwładny chce specjalnie dopuścić i wykorzystać wykorzystać prawdopodobną karę za niesubordynację na swoją korzyść. Świetlisty Pan nie mógł do tego dopuścić, przez co postanowił zmienić zasady gry.
- "Nie dam wam umrzeć jeśli coś mi się nie spodoba. A jeśli będziecie oszukiwać skarzę was na wspólne towarzystwo na całą wieczność" - oświadczył śmiertelnie poważnym tonem po czym zniknął zostawiając w spokoju oszołomionego i zaniepokojonego ducha Selima, choć jego cielesna powłoka nie była w stanie pokazać po sobie choćby cienia emocji.

        Po chwili niebianin otrząsnął się z tego transu i obserwował uważnie wygłupy Kassandy, która nagle upadła na ziemię pod wpływem indywidualnego komunikatu Najwyższego. Cokolwiek jego szef jej powiedział, najwidoczniej nie przypadło to do gustu krnąbrnej i nieposłusznej czarodziejce, która dosłownie zaczęła miotać gromami, choć jedynie nad swoją głową.
        Nie zamierzał się mieszać, stanowczo zbyt dużo czasu zmarnowali na jej wydziwianie i jeszcze zdradzała ich położenie najbliższej okolicy w promieniu zapewne jednej stai, zagłuszając przy tym odgłosy jego kroków. To nie tak, że chciał ją tu zostawić całkowicie samą. Po prostu wyszedł z założenia, że jeśli odejdzie wystarczająco daleko od niej, a ona w końcu się o tym zorientuje uspokoi się, albo przerazi i z płaczem i przeprosinami zacznie zanim biec na złamanie karku jak rozwydrzony dzieciak. Tego jednak co rzeczywiście nastąpiło nie spodziewałby się nawet za poprzedniego życia. Ona... nawrzeszczała na niego...

        Ze stoickim spokojem, a raczej wyprany z emocji zatrzymał się i odwrócił w jej stronę głowę. Nie odezwał się jednak słowem kiedy postanowiła obarczyć go winą za rozdartą sukienkę. Jakby to jeszcze była jego sprawka mógłby to jakoś zrozumieć, ale żeby mu tak bezpodstawnie wyrzucać tylko dlatego, że był jedynym humanoidalnym obiektem w okolicy, na którym mogła się wyżyć? To już z lekka podchodziło pod przesadę. Poczekał cierpliwie jeszcze chwilę, a gdy zaczęła swoje przekleństwa postanowił interweniować.
        Zbliżył się do niej nawet najdrobniejszym grymasem czy mową ciała nie zdradzając swoich zamiarów i tego co kierowało jego duchem do podjęcia takiego działania. Chwilę po tym jak upadła i oddała się całkowitej rozpaczy, ukucnął przy niej i ją objął, napinając mięśnie jeśli chciałaby mu się wyrwać. Chciał by w pełni wyładowała na nim swoje negatywne emocje, a gdy miał pewność, że powinno być już dobrze, puścił ją, wstał i skierował się na północ.
        - Ruszajmy - rzucił ponad ramieniem bez emocji, acz ze spokojem i wolnym krokiem zaczął iść przed siebie, chcąc zapewnić jej nieco przestrzeni do całkowitego pozbierania się jeśli jej dusza by tego potrzebowała do osiągnięcia pełni spokoju.
Avatar użytkownika
Selim
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Mana,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Bardzo duża siła emanacji jest odczuwalna już z oddali. Otula ją delikatnie wyblakłe obsydianowe światło. Gdzieniegdzie wciąż widać jeszcze ametystowe drobinki, podobne do świetlików, latających leniwie w losowych kierunkach. Słychać wyraźne trzaski płomieni, którym towarzyszy miłe ciepło. Niespodziewanie wszystko cichnie, jakby ktoś właśnie wygasił kominek i rozpoczyna się niezwykły pokaz akustyczny. Najpierw na scenie pojawia się harmonijna melodia, faluje ona, będąc raz tak, by po chwili całkiem zmienić kurs. Trwa to dłuższą chwilę i pojawia się kolejny aktor, przyjazna, wesoła nuta wywołująca rozkoszną błogość. Na zakończenie natomiast zamiast aplauzu pojawia się szczery śmiech dzieci, nie drwiący, nie ironiczny, zwyczajnie szczęśliwy. Przy tym wszystkim swawolna woń lilli zdaje się nasilać i słabnąć w konkretnych miejscach. Powłoka charakteryzuje się niebywałą twardością i nadzwyczajnie ostrymi brzegami oraz idącą z tym w parze równie sporą elastycznością. Ponadto w smaku jest gorzka i lepi się koszmarnie, skutecznie odwracając uwagę od wszystkiego innego.
Wygląd: Ten dobrze zbudowany mężczyzna mierzy sobie sążeń i pół piędzi wzrostu (188,1 cm), ważąc przy tym około dwóch cetnarów (ok. 81,1 kg). Swoją sylwetkę i rzeźbę zawdzięcza nie tyle wstąpieniu do zastępów niebiańskich, co myśliwską profesją jaką wykonywał za swojego poprzedniego życia. Na jego skórze nie ostały się żadne ślady po dawnych bliznach zostawionych przez ... (Więcej)

Postprzez Zenith » Cz sty 10, 2019 8:46 pm

Rozpacz i szaleństwo, którym się oddała, zostały przerwane, kiedy poczuła ciepło na swoim ciele. Zamarła na moment. Była bardzo zdziwiona, a zdziwienie ustąpiło po chwili nieokreślonemu, przyjemnemu uczuciu. Jego źródłem była bliskość. Ciepłe ramiona Selima, które  przytrzymywały jej zmarznięte ciało, kryjące zmaltretowaną duszę... To było piękne, ale... Zenith prędko otrząsnęła się i przypomniała sobie jak znalazła się w tym uścisku. Ponownie wezbrała w niej złość. Spróbowała skumulować swoją nędzną siłę fizyczną, żeby się wyrwać, ale jej miotanie się było niczym, w porównaniu do potęgi mięśni anioła. Nawet magia powietrza nie dała rady. Żadne krzyki, czy groźby. Im bardziej była niespokojna, tym bardziej czuła jak jego ciało zaciska się na niej. W końcu zaczynała słabnąć, tak jak jej gniew, aż została tylko nieprzenikniona pustka. Ale jak to mówią, nie ma takiej pustki, której nie da się zapełnić. Ponownie poczuła miłe łaskotanie związane z ciepłem drugiej osoby. Po chwili i jej drobne ręce objęły go mocno. Wyszeptała :
 - Co jest ze mną nie tak? - Nie czekając na odpowiedź, jakby w ogóle ją ona nie obchodziła, szepnęła mu "dziękuje".
Po wszystkim rozpoczęli podróż. Czarodziejka postanowiła nie marudzić za dużo i bez zbędnych słów, wolnym krokiem podążyła za niebianinem. Nie narzucał on specjalnie szybkiego tempa, więc bez problemu nadążała. W razie kryzysu, zawsze mogła skorzystać z "chmurki" i przebyć część drogi lecąc. Kassandra podjęła również bardzo trudną i o dziwo niebezpieczną, uważaną za niemal niewykonalną próbę. Przestała w końcu mówić. Patrzyła tylko przed siebie, badała wzrokiem teren, wypatrywała potencjalne zagrożenia, czy przeciwników oraz zerkała przelotnie (lub też po prostu gapiła się) na plecy anioła. Starała się raczej iść za nim, chociaż zdarzało się czasami, że szli obok siebie. Zenith nie nawiązywała dialogu, w sumie nie nawiązywała żadnego kontaktu.
Avatar użytkownika
Zenith
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Rubinento, Fikiria, Zanahoria,
Rasa: Półkrwi Czarodziejka
Aura: Połyskujące wokół umiarkowanym blaskiem, choć intensywne srebro, nie jest jednolite. Upiększają je subtelne dodatki cyny i topazowy blask, sprawiając, że aura nie znudzi się tak szybko. Jeśli jednak kolory wydadzą się mało urozmaicone, ciekawszych doznań dostarczą dźwięki. Grzmoty walczą tu z szeptem wiatru, prowadząc potyczkę bez zwycięzcy. W tle jakby chcą im zawtórować kakofonia pomieszana z dziwnymi dźwiękami, są one jednak stłumione i ledwie słyszalne. Woń kadzidła unosi się oparami, ładnie współgrając z miękkością i umiarkowaną giętkością emanacji. Delikatna gładkość pasuje równie dobrze, na przekór pojawiającej się tu też ostrości. Smak jest zrównoważoną mieszanką kwaskowych i pikantnych nut, których odczucia pogłębia lepkość.
Wygląd: Eterna to piękna, młoda kobieta. Ma bardzo szczupłe, lekko zaokrąglone ciałko. Jej włosy o orzechowym kolorze są długie i proste. Bardzo łatwo się układają i nie potrzebują specjalnej pielęgnacji.
Jej skóra jest blada, ale nie śnieżnie tylko bardziej naturalnie. Ma duże, niebieskie oczy otoczone milionem długich rzęs. Jej brwi są brązowe i gęste. Ma duże usta ...
(Więcej)

Postprzez Selim » So sty 12, 2019 8:01 pm

        Kiwnął głową, gdy mu podziękowała i ją puścił, widząc, że już się uspokoiła. Wybrała sobie nie najlepszą chwilę na wpadanie w histerię, a nie chciał zbędnymi uwagami pogarszać jej stanu bo jeszcze więcej czasu by zapewne zmarnowali. Co prawda przegnali zagrożenie, ale nie na długo. Tym bardziej, że skoro póki co nie zostali ponownie zaatakowani, nie oznaczało to, że nie byli śledzeni. Selim niemal całym sobą czuł, że gdzieś tam czają się na nich wrogie Panu plugastwa i tylko wyczekują odpowiedniej chwili, z którą przybywało ich sił.

        Domyślał się też, że droga do Maurii była by dla nich najbezpieczniejsza, bo w państwie umarłych zapewne nawet pióra nie zostałyby z niebianina, strach więc pomyśleć co spotkałoby Kassandrę. Może znów wróciłaby do ciemności, postanowiłaby oddać się jej i wznieść swoje nieczyste moce na wyszczy poziom? To było by wielce prawdopodobne, tym bardziej, że czarodziejka od dłuższego czasu miała ten przeklęty artefakt, ale pomoc jej przybyła dopiero niedawno. Chciałby wiedzieć dlaczego, choć z drugiej strony nie czuł aż takiej potrzeby. Najwyższy pewnie znał jej powody i dlatego podjął taką a nie inną decyzję, wydał taki a nie inny rozkaz, co było dla Selima najważniejsze. Skoro Najwyższy tak chciał i nie wchodził w szczegóły, najpewniej reszta po prostu nie miała znaczenia.

        Ich najlepszym w tym momencie wyjściem było dotarcie do Thenderionu, najlepiej w jednym kawałku lecz przeprawiając się przez równiny będą musieli uważać. Może i kierując się na północ Selim dokładał im późniejszej drogi do pokonania, ale jeśli uda im się natrafić na jakąś wioskę, zakupić w niej ciemny ubiór i przeczekać do nocy, ich szanse bez wątpienia wzrosną. Jednakże najpierw trzeba było dojść do osady. Miał nadzieję, że nie będzie daleko.

        Podczas marszu kilka razy się odwracał, bo przez szum drzew czy własne kroki niekiedy nie słyszał, czy czarodziejka dalej za nim idzie. Tym bardziej, że o dziwo szła w całkowitej ciszy. To było aż niewiarygodne. Mężczyzna zadarł głowę ku niebu ale nie otrzymując żadnej odpowiedzi na swoje nieme pytanie opuścił ją i skupił się na drodze. I mógłby w takiej błogiej ciszy iść i do samej Demary, gdyby nie spowalniało go ciągle odwracanie się i sprawdzanie czy dziewczyna dalej za nim idzie. Westchnął ciężko, ale nie odwracał się do niej, ani nie przerywał marszu.
        - Milczysz... - rzucił jedynie jakby w tym jednym słowie była zawarte było pytanie dlaczego czarodziejka milczy i jednocześnie cały esej na ten temat wraz z uwagą, że to nie zmieni ich sytuacji, ani nie przerwie wysłanego za nimi pościgu.

        Szli dłużej niż zakładał, ale w końcu dotarli do niewielkiej skromnej osady, do której zapraszał podróżnych niewielki ołtarzyk ku czci Najwyższego stojący na rozwidleniu prowadzącym z lewej do wioski, z prawej na równiny i dalej na północ aż do Mrocznych Dolin. Selim od razu podszedł do kapliczki i oddał się krótkiej modlitwie dziękczynno-wychwalającej. Spojrzał chłodno na towarzyszkę.

        Po wkroczeniu do miasta w pierwszej kolejności poszukał kupca i nie pytając Kassandę o nic, wybrał dla niej strój na przebranie. Zero kiecek i falbanek. Prosta koszula, wygodne spodnie, gruba płachta z kapturem i ciemny szal, którym można by zakryć sobie pół twarzy. Uważał jednak by nikt nie dostrzegł jakie konkretnie kroje i materiały były kupowane, by mieć pewność, że ich oprawcom trochę zajmie zorientowanie się się przebrali. Selim kupił sobie jedynie koszulę, płachtę i chustę, po czym zerknął na dziewczynę.
        - Idziemy - oświadczył krótko i wszedł do jedynej oberży w tym mieście. Co chwila upewniał się czy czarodziejka wciąż przy nim jest, jakby miała zaraz wyparować w niewyjaśnionych okolicznościach.

        - Prześpisz się i... - nie dokończył gdyż zobaczył jak z karczmy wychodzą nieco zataczający się dwaj mężczyźni.
        - Selim! Kopę lat, mordo! - zakrzyknął jeden z nich i w zastraszającym tempie znaleźli się przy niebianinie i pradawnej. Jeden stanął obok łucznika, drugi obok czarodziejki, tak by nie zatrzymywać ich marszu w stronę karczmy.
        - Widzę, że wyleczyłeś się już z tamtej pokusicy, a może Najwyższy dał ci za zadanie nawrócenie tutejszego zamtuzu? - szydził drugi, niemal pożerając wzrokiem dziewczynę. Wpadła mu w oko. - Chyba najwyższa pora nieco poużywać sobie z życia, a nie wiecznie obowiązki, obowiązki, obowiązki. Może nas sobie przedstawisz, co? - uśmiechnął się przyjaźnie do Kassandy, ale po jego twarzy aż zbyt dobrze było widać jakie miał myśli odnośnie znajomości z nią.
        - Nie słuchaj go i powiedz czy to nie wy rozpętaliście piekło w Shari? - spytał z ciekawością pierwszy, przerzucając aniołowi ramię przez szyję i się na nim wspierając. Selim na niego nie spojrzał nawet kątem oka, cały czas szedł w stronę karczmy.
        - Oboje jesteście tak samo nudni! Może zechcesz się ślicznotko oprowadzić po tej sympatycznej mieścinie i nacieszyć nieco innym towarzystwem, odpocząć od tego gbura, co? - Starał się skupić na sobie całą jej uwagę i nawet poczuł się na tyle pewnie pod wpływem wypitego alkoholu, że wyciągnął dłoń w stronę policzka czarodziejki by zgarnąć kilka kosmyków za jej ucho. Nie zdołał jednak choćby musnąć jej skóry, gdy błyskawicznie dłoń Selima zacisnęła się na jego nadgarstku i uniemożliwiła mężczyźnie dotknięcie dziewczyny. Wzmocnił uścisk, na twarzy podpitego wykwitł grymas bólu, a sama kość cichutko chrupnęła jakby zaczęła się kruszyć i powoli pękać.
        - Zajmijcie się swoją misją - burknął chłodno i choć nie było widać by był wściekły, atmosfera wokół niebezpiecznie zgęstniała. Puścił tamtego i zasłonił sobą Zenith rozpościerając szeroko skrzydła choć bolało jak diabli.
        - Nie zapomniałeś się czasem Kanon? Bo mi się wydaje, że chodzisz ze stanowczo zbyt wysoko uniesioną głową jak na bezmyślną imitację prawdziwego anioła - warknął pierwszy nagle trzeźwiejąc i patrząc surowo na łucznika już nie jak na kompana do pica, ale podwładnego, niższego rangą.
        - Kh... Daj spokój, kukiełka i tak nie zrobi niczego, czego nie zażyczyłby mu Najwyższy - prychnął ten przystawiający się do Kassandy, rozmasowując napuchnięty nadgarstek.

        Selim złożył skrzydła, schował je i chwytając Zenith za ramię wszedł do karczmy zostawiając tamtych za sobą, na zewnątrz. Był spięty przez co mógł stracić wyczucie i może nie do końca delikatnie zaciskać palce na wątłym ramieniu towarzyszki.
Avatar użytkownika
Selim
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Mana,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Bardzo duża siła emanacji jest odczuwalna już z oddali. Otula ją delikatnie wyblakłe obsydianowe światło. Gdzieniegdzie wciąż widać jeszcze ametystowe drobinki, podobne do świetlików, latających leniwie w losowych kierunkach. Słychać wyraźne trzaski płomieni, którym towarzyszy miłe ciepło. Niespodziewanie wszystko cichnie, jakby ktoś właśnie wygasił kominek i rozpoczyna się niezwykły pokaz akustyczny. Najpierw na scenie pojawia się harmonijna melodia, faluje ona, będąc raz tak, by po chwili całkiem zmienić kurs. Trwa to dłuższą chwilę i pojawia się kolejny aktor, przyjazna, wesoła nuta wywołująca rozkoszną błogość. Na zakończenie natomiast zamiast aplauzu pojawia się szczery śmiech dzieci, nie drwiący, nie ironiczny, zwyczajnie szczęśliwy. Przy tym wszystkim swawolna woń lilli zdaje się nasilać i słabnąć w konkretnych miejscach. Powłoka charakteryzuje się niebywałą twardością i nadzwyczajnie ostrymi brzegami oraz idącą z tym w parze równie sporą elastycznością. Ponadto w smaku jest gorzka i lepi się koszmarnie, skutecznie odwracając uwagę od wszystkiego innego.
Wygląd: Ten dobrze zbudowany mężczyzna mierzy sobie sążeń i pół piędzi wzrostu (188,1 cm), ważąc przy tym około dwóch cetnarów (ok. 81,1 kg). Swoją sylwetkę i rzeźbę zawdzięcza nie tyle wstąpieniu do zastępów niebiańskich, co myśliwską profesją jaką wykonywał za swojego poprzedniego życia. Na jego skórze nie ostały się żadne ślady po dawnych bliznach zostawionych przez ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Równiny Andurii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron