[Shari i okolice] W poszukiwaniu Najwyższego


Wielka równina ciągnąca się przez setki kilometrów. Z wyrastającym na środku miastem Valladon. Wielkim osiedlem ludzi. Pełna tajemnic, zamieszkana przez dzikie zwierzęta i niebezpieczne potwory, usiana niezwykłymi ziołami i lasami.

Postprzez Selim » So gru 29, 2018 8:43 pm

        Czy Selim łudził się, że podróż będzie sprawna i przyjemna, odbyta w błogim spokoju i ciszy? Oczywiście! Jakże jednak głupi był mając nadzieję na coś tak niemożliwego, jak milczenie ze strony Kassandy przez kilka najbliższych godzin... No może przez pięć minut chociaż. Ból głowy w ramach wdzięczności za uratowanie czyjegoś życia nie był żadną wdzięcznością. A jeszcze nawet nie ruszyli! Niebianin w pewnym momencie zaczął się zastanawiać, całkowicie ignorując rozwścieczoną towarzyszkę, czy czasem nie porzucić tego zadania i nie poderżnąć sobie gardła. Jeśli nie będzie mógł się już zregenerować i odejdzie do nicości to przynajmniej tam znajdzie w końcu spokój. A może by tak pozbyć się również dziewczyny by oszczędzić tych cierpień innym?
        - "Denerwujecie mnie oboje" - burknął poirytowany Najwyższy w jego umyśle. Zauważył jednak, że jego podwładny chce specjalnie dopuścić i wykorzystać wykorzystać prawdopodobną karę za niesubordynację na swoją korzyść. Świetlisty Pan nie mógł do tego dopuścić, przez co postanowił zmienić zasady gry.
- "Nie dam wam umrzeć jeśli coś mi się nie spodoba. A jeśli będziecie oszukiwać skarzę was na wspólne towarzystwo na całą wieczność" - oświadczył śmiertelnie poważnym tonem po czym zniknął zostawiając w spokoju oszołomionego i zaniepokojonego ducha Selima, choć jego cielesna powłoka nie była w stanie pokazać po sobie choćby cienia emocji.

        Po chwili niebianin otrząsnął się z tego transu i obserwował uważnie wygłupy Kassandy, która nagle upadła na ziemię pod wpływem indywidualnego komunikatu Najwyższego. Cokolwiek jego szef jej powiedział, najwidoczniej nie przypadło to do gustu krnąbrnej i nieposłusznej czarodziejce, która dosłownie zaczęła miotać gromami, choć jedynie nad swoją głową.
        Nie zamierzał się mieszać, stanowczo zbyt dużo czasu zmarnowali na jej wydziwianie i jeszcze zdradzała ich położenie najbliższej okolicy w promieniu zapewne jednej stai, zagłuszając przy tym odgłosy jego kroków. To nie tak, że chciał ją tu zostawić całkowicie samą. Po prostu wyszedł z założenia, że jeśli odejdzie wystarczająco daleko od niej, a ona w końcu się o tym zorientuje uspokoi się, albo przerazi i z płaczem i przeprosinami zacznie zanim biec na złamanie karku jak rozwydrzony dzieciak. Tego jednak co rzeczywiście nastąpiło nie spodziewałby się nawet za poprzedniego życia. Ona... nawrzeszczała na niego...

        Ze stoickim spokojem, a raczej wyprany z emocji zatrzymał się i odwrócił w jej stronę głowę. Nie odezwał się jednak słowem kiedy postanowiła obarczyć go winą za rozdartą sukienkę. Jakby to jeszcze była jego sprawka mógłby to jakoś zrozumieć, ale żeby mu tak bezpodstawnie wyrzucać tylko dlatego, że był jedynym humanoidalnym obiektem w okolicy, na którym mogła się wyżyć? To już z lekka podchodziło pod przesadę. Poczekał cierpliwie jeszcze chwilę, a gdy zaczęła swoje przekleństwa postanowił interweniować.
        Zbliżył się do niej nawet najdrobniejszym grymasem czy mową ciała nie zdradzając swoich zamiarów i tego co kierowało jego duchem do podjęcia takiego działania. Chwilę po tym jak upadła i oddała się całkowitej rozpaczy, ukucnął przy niej i ją objął, napinając mięśnie jeśli chciałaby mu się wyrwać. Chciał by w pełni wyładowała na nim swoje negatywne emocje, a gdy miał pewność, że powinno być już dobrze, puścił ją, wstał i skierował się na północ.
        - Ruszajmy - rzucił ponad ramieniem bez emocji, acz ze spokojem i wolnym krokiem zaczął iść przed siebie, chcąc zapewnić jej nieco przestrzeni do całkowitego pozbierania się jeśli jej dusza by tego potrzebowała do osiągnięcia pełni spokoju.
Avatar użytkownika
Selim
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Mana,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Bardzo duża siła emanacji jest odczuwalna już z oddali. Otula ją delikatnie wyblakłe obsydianowe światło. Gdzieniegdzie wciąż widać jeszcze ametystowe drobinki, podobne do świetlików, latających leniwie w losowych kierunkach. Słychać wyraźne trzaski płomieni, którym towarzyszy miłe ciepło. Niespodziewanie wszystko cichnie, jakby ktoś właśnie wygasił kominek i rozpoczyna się niezwykły pokaz akustyczny. Najpierw na scenie pojawia się harmonijna melodia, faluje ona, będąc raz tak, by po chwili całkiem zmienić kurs. Trwa to dłuższą chwilę i pojawia się kolejny aktor, przyjazna, wesoła nuta wywołująca rozkoszną błogość. Na zakończenie natomiast zamiast aplauzu pojawia się szczery śmiech dzieci, nie drwiący, nie ironiczny, zwyczajnie szczęśliwy. Przy tym wszystkim swawolna woń lilli zdaje się nasilać i słabnąć w konkretnych miejscach. Powłoka charakteryzuje się niebywałą twardością i nadzwyczajnie ostrymi brzegami oraz idącą z tym w parze równie sporą elastycznością. Ponadto w smaku jest gorzka i lepi się koszmarnie, skutecznie odwracając uwagę od wszystkiego innego.
Wygląd: Ten dobrze zbudowany mężczyzna mierzy sobie sążeń i pół piędzi wzrostu (188,1 cm), ważąc przy tym około dwóch cetnarów (ok. 81,1 kg). Swoją sylwetkę i rzeźbę zawdzięcza nie tyle wstąpieniu do zastępów niebiańskich, co myśliwską profesją jaką wykonywał za swojego poprzedniego życia. Na jego skórze nie ostały się żadne ślady po dawnych bliznach zostawionych przez ... (Więcej)

Postprzez Zenith » Cz sty 10, 2019 8:46 pm

Rozpacz i szaleństwo, którym się oddała, zostały przerwane, kiedy poczuła ciepło na swoim ciele. Zamarła na moment. Była bardzo zdziwiona, a zdziwienie ustąpiło po chwili nieokreślonemu, przyjemnemu uczuciu. Jego źródłem była bliskość. Ciepłe ramiona Selima, które  przytrzymywały jej zmarznięte ciało, kryjące zmaltretowaną duszę... To było piękne, ale... Zenith prędko otrząsnęła się i przypomniała sobie jak znalazła się w tym uścisku. Ponownie wezbrała w niej złość. Spróbowała skumulować swoją nędzną siłę fizyczną, żeby się wyrwać, ale jej miotanie się było niczym, w porównaniu do potęgi mięśni anioła. Nawet magia powietrza nie dała rady. Żadne krzyki, czy groźby. Im bardziej była niespokojna, tym bardziej czuła jak jego ciało zaciska się na niej. W końcu zaczynała słabnąć, tak jak jej gniew, aż została tylko nieprzenikniona pustka. Ale jak to mówią, nie ma takiej pustki, której nie da się zapełnić. Ponownie poczuła miłe łaskotanie związane z ciepłem drugiej osoby. Po chwili i jej drobne ręce objęły go mocno. Wyszeptała :
 - Co jest ze mną nie tak? - Nie czekając na odpowiedź, jakby w ogóle ją ona nie obchodziła, szepnęła mu "dziękuje".
Po wszystkim rozpoczęli podróż. Czarodziejka postanowiła nie marudzić za dużo i bez zbędnych słów, wolnym krokiem podążyła za niebianinem. Nie narzucał on specjalnie szybkiego tempa, więc bez problemu nadążała. W razie kryzysu, zawsze mogła skorzystać z "chmurki" i przebyć część drogi lecąc. Kassandra podjęła również bardzo trudną i o dziwo niebezpieczną, uważaną za niemal niewykonalną próbę. Przestała w końcu mówić. Patrzyła tylko przed siebie, badała wzrokiem teren, wypatrywała potencjalne zagrożenia, czy przeciwników oraz zerkała przelotnie (lub też po prostu gapiła się) na plecy anioła. Starała się raczej iść za nim, chociaż zdarzało się czasami, że szli obok siebie. Zenith nie nawiązywała dialogu, w sumie nie nawiązywała żadnego kontaktu.
Avatar użytkownika
Zenith
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Rubinento, Fikiria, Zanahoria, Megona,
Rasa: Półkrwi Czarodziejka
Aura: Połyskujące wokół umiarkowanym blaskiem, choć intensywne srebro, nie jest jednolite. Upiększają je subtelne dodatki cyny i topazowy blask, sprawiając, że aura nie znudzi się tak szybko. Jeśli jednak kolory wydadzą się mało urozmaicone, ciekawszych doznań dostarczą dźwięki. Grzmoty walczą tu z szeptem wiatru, prowadząc potyczkę bez zwycięzcy. W tle jakby chcą im zawtórować kakofonia pomieszana z dziwnymi dźwiękami, są one jednak stłumione i ledwie słyszalne. Woń kadzidła unosi się oparami, ładnie współgrając z miękkością i umiarkowaną giętkością emanacji. Delikatna gładkość pasuje równie dobrze, na przekór pojawiającej się tu też ostrości. Smak jest zrównoważoną mieszanką kwaskowych i pikantnych nut, których odczucia pogłębia lepkość.
Wygląd: Eterna to piękna, młoda kobieta. Ma bardzo szczupłe, lekko zaokrąglone ciałko. Jej włosy o orzechowym kolorze są długie i proste. Bardzo łatwo się układają i nie potrzebują specjalnej pielęgnacji.
Jej skóra jest blada, ale nie śnieżnie tylko bardziej naturalnie. Ma duże, niebieskie oczy otoczone milionem długich rzęs. Jej brwi są brązowe i gęste. Ma duże usta ...
(Więcej)

Postprzez Selim » So sty 12, 2019 8:01 pm

        Kiwnął głową, gdy mu podziękowała i ją puścił, widząc, że już się uspokoiła. Wybrała sobie nie najlepszą chwilę na wpadanie w histerię, a nie chciał zbędnymi uwagami pogarszać jej stanu bo jeszcze więcej czasu by zapewne zmarnowali. Co prawda przegnali zagrożenie, ale nie na długo. Tym bardziej, że skoro póki co nie zostali ponownie zaatakowani, nie oznaczało to, że nie byli śledzeni. Selim niemal całym sobą czuł, że gdzieś tam czają się na nich wrogie Panu plugastwa i tylko wyczekują odpowiedniej chwili, z którą przybywało ich sił.

        Domyślał się też, że droga do Maurii była by dla nich najbezpieczniejsza, bo w państwie umarłych zapewne nawet pióra nie zostałyby z niebianina, strach więc pomyśleć co spotkałoby Kassandrę. Może znów wróciłaby do ciemności, postanowiłaby oddać się jej i wznieść swoje nieczyste moce na wyszczy poziom? To było by wielce prawdopodobne, tym bardziej, że czarodziejka od dłuższego czasu miała ten przeklęty artefakt, ale pomoc jej przybyła dopiero niedawno. Chciałby wiedzieć dlaczego, choć z drugiej strony nie czuł aż takiej potrzeby. Najwyższy pewnie znał jej powody i dlatego podjął taką a nie inną decyzję, wydał taki a nie inny rozkaz, co było dla Selima najważniejsze. Skoro Najwyższy tak chciał i nie wchodził w szczegóły, najpewniej reszta po prostu nie miała znaczenia.

        Ich najlepszym w tym momencie wyjściem było dotarcie do Thenderionu, najlepiej w jednym kawałku lecz przeprawiając się przez równiny będą musieli uważać. Może i kierując się na północ Selim dokładał im późniejszej drogi do pokonania, ale jeśli uda im się natrafić na jakąś wioskę, zakupić w niej ciemny ubiór i przeczekać do nocy, ich szanse bez wątpienia wzrosną. Jednakże najpierw trzeba było dojść do osady. Miał nadzieję, że nie będzie daleko.

        Podczas marszu kilka razy się odwracał, bo przez szum drzew czy własne kroki niekiedy nie słyszał, czy czarodziejka dalej za nim idzie. Tym bardziej, że o dziwo szła w całkowitej ciszy. To było aż niewiarygodne. Mężczyzna zadarł głowę ku niebu ale nie otrzymując żadnej odpowiedzi na swoje nieme pytanie opuścił ją i skupił się na drodze. I mógłby w takiej błogiej ciszy iść i do samej Demary, gdyby nie spowalniało go ciągle odwracanie się i sprawdzanie czy dziewczyna dalej za nim idzie. Westchnął ciężko, ale nie odwracał się do niej, ani nie przerywał marszu.
        - Milczysz... - rzucił jedynie jakby w tym jednym słowie była zawarte było pytanie dlaczego czarodziejka milczy i jednocześnie cały esej na ten temat wraz z uwagą, że to nie zmieni ich sytuacji, ani nie przerwie wysłanego za nimi pościgu.

        Szli dłużej niż zakładał, ale w końcu dotarli do niewielkiej skromnej osady, do której zapraszał podróżnych niewielki ołtarzyk ku czci Najwyższego stojący na rozwidleniu prowadzącym z lewej do wioski, z prawej na równiny i dalej na północ aż do Mrocznych Dolin. Selim od razu podszedł do kapliczki i oddał się krótkiej modlitwie dziękczynno-wychwalającej. Spojrzał chłodno na towarzyszkę.

        Po wkroczeniu do miasta w pierwszej kolejności poszukał kupca i nie pytając Kassandy o nic, wybrał dla niej strój na przebranie. Zero kiecek i falbanek. Prosta koszula, wygodne spodnie, gruba płachta z kapturem i ciemny szal, którym można by zakryć sobie pół twarzy. Uważał jednak by nikt nie dostrzegł jakie konkretnie kroje i materiały były kupowane, by mieć pewność, że ich oprawcom trochę zajmie zorientowanie się, że się przebrali. Selim kupił sobie jedynie koszulę, płachtę i chustę, po czym zerknął na dziewczynę.
        - Idziemy - oświadczył krótko i wszedł do jedynej oberży w tym mieście. Co chwila upewniał się czy czarodziejka wciąż przy nim jest, jakby miała zaraz wyparować w niewyjaśnionych okolicznościach.

        - Prześpisz się i... - nie dokończył gdyż zobaczył jak z karczmy wychodzą nieco zataczający się dwaj mężczyźni.
        - Selim! Kopę lat, mordo! - zakrzyknął jeden z nich i w zastraszającym tempie znaleźli się przy niebianinie i pradawnej. Jeden stanął obok łucznika, drugi obok czarodziejki, tak by nie zatrzymywać ich marszu w stronę karczmy.
        - Widzę, że wyleczyłeś się już z tamtej pokusicy, a może Najwyższy dał ci za zadanie nawrócenie tutejszego zamtuzu? - szydził drugi, niemal pożerając wzrokiem dziewczynę. Wpadła mu w oko. - Chyba najwyższa pora nieco poużywać sobie z życia, a nie wiecznie obowiązki, obowiązki, obowiązki. Może nas sobie przedstawisz, co? - uśmiechnął się przyjaźnie do Kassandy, ale po jego twarzy aż zbyt dobrze było widać jakie miał myśli odnośnie znajomości z nią.
        - Nie słuchaj go i powiedz czy to nie wy rozpętaliście piekło w Shari? - spytał z ciekawością pierwszy, przerzucając aniołowi ramię przez szyję i się na nim wspierając. Selim na niego nie spojrzał nawet kątem oka, cały czas szedł w stronę karczmy.
        - Oboje jesteście tak samo nudni! Może zechcesz się ślicznotko oprowadzić po tej sympatycznej mieścinie i nacieszyć nieco innym towarzystwem, odpocząć od tego gbura, co? - Starał się skupić na sobie całą jej uwagę i nawet poczuł się na tyle pewnie pod wpływem wypitego alkoholu, że wyciągnął dłoń w stronę policzka czarodziejki by zgarnąć kilka kosmyków za jej ucho. Nie zdołał jednak choćby musnąć jej skóry, gdy błyskawicznie dłoń Selima zacisnęła się na jego nadgarstku i uniemożliwiła mężczyźnie dotknięcie dziewczyny. Wzmocnił uścisk, na twarzy podpitego wykwitł grymas bólu, a sama kość cichutko chrupnęła jakby zaczęła się kruszyć i powoli pękać.
        - Zajmijcie się swoją misją - burknął chłodno i choć nie było widać by był wściekły, atmosfera wokół niebezpiecznie zgęstniała. Puścił tamtego i zasłonił sobą Zenith rozpościerając szeroko skrzydła choć bolało jak diabli.
        - Nie zapomniałeś się czasem Kanon? Bo mi się wydaje, że chodzisz ze stanowczo zbyt wysoko uniesioną głową jak na bezmyślną imitację prawdziwego anioła - warknął pierwszy nagle trzeźwiejąc i patrząc surowo na łucznika już nie jak na kompana do pica, ale podwładnego, niższego rangą.
        - Kh... Daj spokój, kukiełka i tak nie zrobi niczego, czego nie rozkazałby mu Najwyższy - prychnął ten przystawiający się do Kassandy, rozmasowując napuchnięty nadgarstek.

        Selim złożył skrzydła, schował je i chwytając Zenith za ramię wszedł do karczmy zostawiając tamtych za sobą, na zewnątrz. Był spięty przez co mógł stracić wyczucie i może nie do końca delikatnie zaciskać palce na wątłym ramieniu towarzyszki.
Avatar użytkownika
Selim
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Mana,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Bardzo duża siła emanacji jest odczuwalna już z oddali. Otula ją delikatnie wyblakłe obsydianowe światło. Gdzieniegdzie wciąż widać jeszcze ametystowe drobinki, podobne do świetlików, latających leniwie w losowych kierunkach. Słychać wyraźne trzaski płomieni, którym towarzyszy miłe ciepło. Niespodziewanie wszystko cichnie, jakby ktoś właśnie wygasił kominek i rozpoczyna się niezwykły pokaz akustyczny. Najpierw na scenie pojawia się harmonijna melodia, faluje ona, będąc raz tak, by po chwili całkiem zmienić kurs. Trwa to dłuższą chwilę i pojawia się kolejny aktor, przyjazna, wesoła nuta wywołująca rozkoszną błogość. Na zakończenie natomiast zamiast aplauzu pojawia się szczery śmiech dzieci, nie drwiący, nie ironiczny, zwyczajnie szczęśliwy. Przy tym wszystkim swawolna woń lilli zdaje się nasilać i słabnąć w konkretnych miejscach. Powłoka charakteryzuje się niebywałą twardością i nadzwyczajnie ostrymi brzegami oraz idącą z tym w parze równie sporą elastycznością. Ponadto w smaku jest gorzka i lepi się koszmarnie, skutecznie odwracając uwagę od wszystkiego innego.
Wygląd: Ten dobrze zbudowany mężczyzna mierzy sobie sążeń i pół piędzi wzrostu (188,1 cm), ważąc przy tym około dwóch cetnarów (ok. 81,1 kg). Swoją sylwetkę i rzeźbę zawdzięcza nie tyle wstąpieniu do zastępów niebiańskich, co myśliwską profesją jaką wykonywał za swojego poprzedniego życia. Na jego skórze nie ostały się żadne ślady po dawnych bliznach zostawionych przez ... (Więcej)

Postprzez Zenith » Wt sty 29, 2019 11:06 pm

Dotrzymywała mu kroku, zachowując stałą odległość kilku sążni. W momentach, kiedy zamyślała się za bardzo i odległość pogłębiała się, Eterna przyśpieszała nieco, wspomagając się magią powietrza. W skupieniu świdrowała wzrokiem plecy anioła. Jednocześnie myślała o jego ranie, o urazach, które do niego żywiła, ale także o tym, jak się czuła w jego ramionach. Zdawało jej się, że był czującą istotą. Teraz zachowywał się inaczej, niż wtedy, kiedy się poznali. W końcu jednak wyrzucił z siebie to, co go denerwowało, chociaż zdawkowo i nieco okrężnie.
- Owszem, milczę. Czy to dziwne? Ty milczysz dużo częściej. Nie spodziewałam się, że będzie ci to przeszkadzać. - Faktycznie mogło to wyglądać dość dziwnie, zważywszy na fakt, że dotąd nigdy nie zdarzyło jej się wytrzymać choćby kilku minut bez słowa. Zaczęła się zastanawiać, jakim cudem on potrafi przekazać jednym zdaniem tak wiele spraw i szczegółów.

Jakiś czas później zobaczyli pierwsze, choć niewielkie zabudowania. Pierwszym śladem, zwiastującym obecność ludzi, był ołtarzyk, do którego Selim ochoczo poszedł.
 - Co ty robisz? - spytała. Po chwili domyśliła się, że towarzysz modlił się. W dodatku oczywiście nie pokazał jej jak ona ma to robić, co miała mu za złe. No bo skąd ona, biedna, miała to wiedzieć, skoro nigdy tego nie robiła?

Następnie weszli do miasta. Kassandra nie zwróciła uwagi na to co kupił Kanon, to się działo po prostu za szybko. Kiedy w końcu zobaczyła swoje nowe ubrania, monety dawno leżały już w sakiewce kupca. I mimo faktu, że Zenith nie zamierzała wybrzydzać i robić scen, musiała przynajmniej zwrócić uwagę, że to raczej nie jest jej styl. Miała wspomnieć o tym aniołowi, ale najpierw on zaczął jej udzielać instrukcji, a potem... doszli do nich jacyś Selima znajomi. Ci nie wyglądali na sztywniaków, milczków, prowadzących skromny, czy pobożny tryb życia, ani nie wykazywali żadnych innych cech, które byłyby przynajmniej zbliżone do kanonu cech Kanona. Na początku przestraszyła się i rozrzuciła dookoła siebie osłonę. Potem jednak była oburzona. Że ona i zamtuz? Jak w ogóle można było coś takiego pomyśleć?! Zbliżyła się nieco bardziej do niebianina i nie uległa cudownemu uśmiechowi nowo poznanego mężczyzny. Za to chłopak idący obok jej obrońcy, wydawał się być całkiem miły. Przynajmniej ten nie próbował jej wykorzystać, czy sprowadzić do jakiegoś pierwszego lepszego burdelu.
Nie odzywając się, ciągle komentowała i oceniała zachowanie mężczyzny w myślach. Ona nudna? Ha! Niech tylko da jej szansę, żeby się wykazać. Taka okazja miała miejsce, kiedy ten starał się jej dotknąć. Ograniczyła swoją tarczę, dostosowując jej kształt, do kształtu swojego ciała. Jednocześnie wzmocniła moc napięcia na jej powierzchni do niemal śmiertelnej dawki. Niestety nieszczęśnik otrzymał mniejszy wymiar kary, czyli co najwyżej złamaną rękę.

Nagle, dobrzy koledzy anioła zaczęli go obrażać. Być przy tym, słuchać tego i nie reagować... to było dla dziewczyny zbyt trudne. Poczuła, że jest w obowiązku go bronić, bo wiedziała, że dla niego będzie to niepotrzebna strata czasu.
 - Dość! - krzyknęła, wysuwając się nieco do przodu i wychodząc z bezpiecznej strefy. Nie zmniejszyła siły swojej obrony, przez co Selim nie był w stanie ciągnąć jej do przybytku, jak prawdopodobnie miał w planach. Wiązka energii przeszyła go z głośnym sykiem.
 - Kukiełka może nic nie zrobi, ale ja jestem w stanie. Sai eleisa teranomachi kreota! Na mocy dekretu Lore, przyzywam cię! Powstań o wielka pani, strażniczko świętego Prawa Kary! - Czarodziejka plotła swoją inkantację, prawdopodobnie zaskakując i tak zszokowanych już mężczyzn. Przed nią utworzył się wirujący czarny krąg, z którego powoli wylatywały hebanowe wióry. Saphirra wyrwała kilka swoich włosów i rzuciła w krąg. To była ofiara.
 - Odpowiedz na me wezwanie i przejdź przez bramę!
Zanim krąg zajaśniał ogniem, światło księżyca wyłoniło się zza chmur, ujawniając olbrzymią siłę srebrzystego blasku, która skrępowała byłą demonolożkę. Ta osłabła, czar całkowicie zniknął. Wtedy pradawna uderzyła jednego z tych kolesi w ramię, co niemal natychmiastowo odczuła na sobie i krzyknęła z zaskoczenia i bólu. W jej głowie rozległ się boski głos "Jeśli nie będziesz dotrzymywać warunków paktu, stracisz błogosławieństwo niebios"
Osłupiała, odwróciła się w stronę karczmy i powoli zaczęła iść w akompaniamencie pijackich śmiechów.
Avatar użytkownika
Zenith
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Rubinento, Fikiria, Zanahoria, Megona,
Rasa: Półkrwi Czarodziejka
Aura: Połyskujące wokół umiarkowanym blaskiem, choć intensywne srebro, nie jest jednolite. Upiększają je subtelne dodatki cyny i topazowy blask, sprawiając, że aura nie znudzi się tak szybko. Jeśli jednak kolory wydadzą się mało urozmaicone, ciekawszych doznań dostarczą dźwięki. Grzmoty walczą tu z szeptem wiatru, prowadząc potyczkę bez zwycięzcy. W tle jakby chcą im zawtórować kakofonia pomieszana z dziwnymi dźwiękami, są one jednak stłumione i ledwie słyszalne. Woń kadzidła unosi się oparami, ładnie współgrając z miękkością i umiarkowaną giętkością emanacji. Delikatna gładkość pasuje równie dobrze, na przekór pojawiającej się tu też ostrości. Smak jest zrównoważoną mieszanką kwaskowych i pikantnych nut, których odczucia pogłębia lepkość.
Wygląd: Eterna to piękna, młoda kobieta. Ma bardzo szczupłe, lekko zaokrąglone ciałko. Jej włosy o orzechowym kolorze są długie i proste. Bardzo łatwo się układają i nie potrzebują specjalnej pielęgnacji.
Jej skóra jest blada, ale nie śnieżnie tylko bardziej naturalnie. Ma duże, niebieskie oczy otoczone milionem długich rzęs. Jej brwi są brązowe i gęste. Ma duże usta ...
(Więcej)

Postprzez Selim » Pt lut 01, 2019 10:41 pm

        Słysząc jej wyrzut, po swoim stwierdzeniu faktu, zerknął na nią jedynie kątem oka i nawet słowem tego nie skomentował. Po co miał jej się tłumaczyć, że zaczął podejrzewać czy czasem nie została podmieniona, albo czy się nie zgubiła. Szczerze, nie przejmował by się tym nawet gdyby jakiś misiek ją zjadł, ale niestety wciąż miał w pamięci ostrzeżenie Najwyższego, który jakoby miałby sprawić, że anioł zostanie na wieki skazany na jej towarzystwo. Naprawdę już wolałby się dać rozerwać piekielnym i demonom na strzępy, nawet jeśli miałby się już nie odrodzić.
        Może i kiedyś cieszył się z towarzystwa przy swoim boki i sam mógłby prawić o błahostkach do białego rana, lecz to była przeszłość. Obecnie relacje między ludzkie były dla niego jedynie niepotrzebną stratą czasu, a towarzysze byli prawdziwą kulą u nogi odciągającą jedynie od obowiązków. Kiedy stał się aniołem stronił od reszty niebiańskiego społeczeństwa, wykluczając jedynie swojego niebiańskiego trenera i mentora. Niestety jak na złość został przydzielony na anioła stróża, a takiemu to przecież ze świecą jedynie szukać samotności. W sumie... gdy pradawna szła w milczeniu nie była nawet takim złym towarzystwem, choć naprawdę nie zdziwiłby się gdyby się nagle zgubiła, albo siedziała cicho, bo coś kombinowała. Ta myśl kategorycznie wystarczyła, by zwolnić jeszcze kroku i uważniej obserwować kątem oka czarodziejkę, czy aby się nie czai by wbić mu nóż na drugiej połowie pleców tak dla zachowania symetrii.

        - Oddaję cześć Najwyższemu. Też powinnaś - burknął chłodno, gdy zapytała co robił, gdy doszli do ołtarzyka, mającego zapewniać ochronę wioski przed złymi mocami. Jego modlitwa była krótka, ale konkretna, bardziej nawet można by rzec formalna, dzięki czemu szybko skończył się ich postój i chciał iść dalej, lecz zauważył, że dziewczyna choćby nie udawała modlenia się i patrzyła na niego jakby mu co najmniej poroże jelenia wyrosło z głowy. Westchnął ciężko, stracą niepotrzebnie czas przez to, że Kassandra nie wie jak oddać cześć Panu. Ale w sumie na naukę mogli nie mieć lepszej okazji.
        - Stajesz przed ołtarzem, schylasz głowę, splatasz ręce i skupiasz wolę na Najwyższym. W zależności jaką modlitwę do niego kierujesz dziękujesz, prosisz, przepraszasz, lub wychwalasz. W każdej musisz okazać swoją pokorę i cześć Jemu - wyjaśnił ustawiając pradawną przed ołtarzem, w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał niebianin. - Streszczaj się, nie mamy całego dnia - dodał dla sprostowania sytuacji i stojąc za nią z założonymi na piersi rękami, przypatrywał się jej poczynaniom bez najmniejszego cienia emocji w matowych oczach.

        Spotkania z aniołami się w ogóle nie spodziewał i gdyby miał taką możliwość, najchętniej by go uniknął jednakże najwyraźniej Najwyższy tak chciał. Na ich zaczepki i obelgi pod adresem Selima oraz jego towarzyszki, nie zwracał najmniejszej uwagi. Chciał się jedynie dostać do karczmy, zjeść coś ciepłego i wykupić dla czarodziejki pokój. Szczerze? Całkowicie ignorował to co mówili napotkani niebianie, nie dochodziły do niego ich słowa. Nie mógł jednak dalej pozostawać obojętnym, gdy Kassandra niemal wtuliła się w jego ramię, a Ran zaczął sobie przez wypity alkohol śmielej poczynać. Niestety interwencja anioła stróża nie spodobała się Tovanowi, a po tym było już tylko gorzej, bo oczywiście urażona księżniczka musiała się wtrącić.
        Chciał ją powstrzymać i bez dalszej zwłoki zaciągnąć do zajazdu, lecz został porażony przez nią prądem. Krzywiąc się z bólu od razu zabrał rękę i spojrzał na nią surowo.
        - Nie będzie mi rozkazywała byle lada... - urwał nagle Ran, gdy usłyszał wypowiadaną przez nią inkantację, po której pojawił się portal. Tovan zaklął paskudnie i zatrzymał czas wokół nich, by nie wzbudzać paniki ze strony mieszkańców oraz by żaden pijaczyna się nie napatoczył pod ostrze miecza.
        - Ona jest chędożonym demonologiem! Czego jej bronisz?! - wydarł się wściekły Tovan na Selima, przywalił mu w twarz, a po tym rozpościerając szeroko skrzydła, by uniemożliwić mu dojście do Zenith i bronienie jej, złapał łucznika za gardło.
        - Wy... macie swoje... zadanie... ja... swoje - wysapał starając się złapać oddech, choć wcale nie walczył z niebianinem wyższej od siebie rangi.

        Ran w tym czasie nastawił sobie rękę i poczekał aż się zregeneruje, by z obrzydzeniem i pogardą w oczach zbliżyć się do czarodziejki. Zamachnął się na nią swoim mieczem, życząc by zdychała w plugawych męczarniach, lecz ostrze w ogóle jej nie dotknęło. Odbiło się od niewidzialnej bariery otaczającej dziewczynę. Owa bariera sprawiła również, że oręż niebianina się wyszczerbił, a on cofnął się oniemiały oraz zszokowany.
        "Ona ma moje błogosławieństwo, jest waszym sprzymierzeńcem, nie wrogiem" - rozbrzmiało w ich głowach znajome echo z eteru, przez które dwaj aniołowie odpuścili. Złożyli skrzydła, schowali bronie, Tovan rozproszył swoje zaklęcie manipulujące czasem i puścił Selima, któremu udało się ustać na nogach i właśnie chwytał łapczywie powietrze rozmasowując posiniałe gardło. Since zaraz zaczęły się regenerować i zanikać. Świetliści rzucili Selimowi na odchodne zimne i pełne pogardy spojrzenie, po czym skierowali się w stronę, z której Stróż przyszedł ze swoją podopieczną.
        Gdy mężczyzna się już pozbierał i doszedł do siebie, spojrzał na młódkę boleśnie chłodnym spojrzeniem. Co prawda nic nie powiedział, ale również nie poczekał na nią i sam wszedł do karczmy. Tam od razu podszedł do lady i w pierwszej kolejności wynajął pokój na jedną noc. Obecnie był w trakcie składania zamówienia na posiłek dla siebie i nieusłuchanej dziewczyny, która jednak była utrapieniem.
Avatar użytkownika
Selim
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Mana,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Bardzo duża siła emanacji jest odczuwalna już z oddali. Otula ją delikatnie wyblakłe obsydianowe światło. Gdzieniegdzie wciąż widać jeszcze ametystowe drobinki, podobne do świetlików, latających leniwie w losowych kierunkach. Słychać wyraźne trzaski płomieni, którym towarzyszy miłe ciepło. Niespodziewanie wszystko cichnie, jakby ktoś właśnie wygasił kominek i rozpoczyna się niezwykły pokaz akustyczny. Najpierw na scenie pojawia się harmonijna melodia, faluje ona, będąc raz tak, by po chwili całkiem zmienić kurs. Trwa to dłuższą chwilę i pojawia się kolejny aktor, przyjazna, wesoła nuta wywołująca rozkoszną błogość. Na zakończenie natomiast zamiast aplauzu pojawia się szczery śmiech dzieci, nie drwiący, nie ironiczny, zwyczajnie szczęśliwy. Przy tym wszystkim swawolna woń lilli zdaje się nasilać i słabnąć w konkretnych miejscach. Powłoka charakteryzuje się niebywałą twardością i nadzwyczajnie ostrymi brzegami oraz idącą z tym w parze równie sporą elastycznością. Ponadto w smaku jest gorzka i lepi się koszmarnie, skutecznie odwracając uwagę od wszystkiego innego.
Wygląd: Ten dobrze zbudowany mężczyzna mierzy sobie sążeń i pół piędzi wzrostu (188,1 cm), ważąc przy tym około dwóch cetnarów (ok. 81,1 kg). Swoją sylwetkę i rzeźbę zawdzięcza nie tyle wstąpieniu do zastępów niebiańskich, co myśliwską profesją jaką wykonywał za swojego poprzedniego życia. Na jego skórze nie ostały się żadne ślady po dawnych bliznach zostawionych przez ... (Więcej)

Postprzez Zenith » Pn lut 04, 2019 11:39 pm

Nauka modlitwy była wyjątkowo krótka, szybka, ale i konkretna. Na początku robiła wszystko według instrukcji. Pokornie schyliła głowę. Splotła ręce na wysokości bioder i starała się skupić na tej specyficznej, choć w gruncie rzeczy słabej więzi. Ostatecznie ledwo musnęła tamtą istotę swoim umysłem. Zrozumiała, że sposób modlitwy, który pokazał jej Selim, zupełnie się dla niej nie sprawdzi. On był cichy, małomówny, oszczędny w słowach i emocjach. Ona była inna. Miała gadane. Była również bardzo wylewna, jeśli chodzi o uczucia, myśli, przeżycia... Ona byłą inna. Dlatego czciła Pana w swój, unikalny sposób. Najpierw skupiła się na więzi ledwie częścią umysłu, niemal nie wykazując większej uwagi. Potem dodawała do tego stopniowo, coraz więcej atencji. Później przemierzyła więź radarem energetycznym, emitując dookoła swojego materialnego i eterycznego "Ja" niewielkie, choć wyczuwalne wiązki magii. Szybko rozpostarła szeroko ręce, wołając głośno :
- Oto ja! Twoja córa, córa sprawiedliwości, Dharama! Dzięki ci, o wielki Wszechpotężny, za błogosławieństwo, którego raczyłeś mi udzielić i za wszelkie twoje dary! Dziękuję ci także za mego towarzysza, Selima, który naprowadził mnie na właściwą drogę - dodała nieco ciszej, a jej głos nieco zmiękł. - Proszę cię także Niebiański o potęgę prawdy. O oświecenie dla moich ślepych oczu. O twoją pomoc, gdyż nie umiem kroczyć twoją ścieżką. - Kassandra przesunęła lewą stopą po ziemi, obracając ją o około 40 stopni, po czym posunęła w lewo, tworząc większy rozkrok. Opuściła prawą rękę, a lewą złożyła palcami do góry i umieściła ją w odległości około stopy od twarzy.
- Przepraszam, byłam złą wiedźmą. To znaczy dobrą i dlatego dobrowolnie i w pełni świadomie zsyłałam na ludzi demony, przepowiadałam przyszłość za pomocą mrocznych, obrzydliwych dla ciebie technik. Czuję, że mimo twego błogosławieństwa, będę potrzebowała jeszcze dużo siły, by w pełni się od tego uwolnić. Kończąc już moją modlitwę, gdyż czuję niemal zniecierpliwienie twojego sługi, nawet jeśli on je wypiera. Żegnaj, Boże.
Nie byłą pewna, czy tak powinna to skończyć, więc zrobiła jak uważała, potem skinęła tylko Selimowi głową, na znak, że to już koniec, chociaż była prawie pewna, że ten słyszał jej modlitwę. Zresztą... Kto w odległości co najmniej 20 sążni (w cichszych momentach może w granicach pięciu) jej nie słyszał?

Walka, którą rozpętała, bynajmniej nie była zamierzona, czy planowana. Czarodziejka zamierzała wywołać potężnego demona i uwolnić jego niszczycielski gniew. To, że przez przypadek ucierpiałoby kilkoro, czy nawet kilkunastu (ba! Nawet całe miasto) niewinnych, w ogóle nie przemawiało do, jakby nie patrzeć BYŁEJ demonolożki. A byłej tylko dlatego, że postanowiła posłuchać niebiańskiego boga, by uwolnić się z rzuconych na siebie własnoręcznie, choć równie przypadkowo, okowów. Przeraziła się nie na żarty, gdy zobaczyła, że jeden z kolegów anioła (ten, który dotąd uważany był przez Zenith jako ten rozsądniejszy) zaczął dusić jej strażnika. Co prawda, przez rozpostarte skrzydła dusiciela, widoczność była dość ograniczona. Następnie cudem uniknęła cięcia mieczem. Spostrzegła go w ostatniej chwili i nie zdążyła nawet wznieść osłony. Pomimo tego, ostrze odbiło się od jaśniejącej zasłony. Mlecznobiała poświata otaczała ją, falując delikatnie, niczym jedwabne firany na porannym, letnim wietrze. Wiadomość jaką Najwyższy przekazał swoim podwładnym, nie została nadana również do pradawnej. Z tego powodu, Eterna mogła jedynie domyślać się powodu poddania się mężczyzn. Założyła, że po prostu przeraziła skrzydlatych swoją mocą i potęgą, a także użytkowaną domeną. W dodatku bronił jej sam Najwyższy.

Wbrew temu, co Kassandrze mogło się wydawać, jej towarzysz wcale wdzięczny nie był. Tak właściwie to wręcz przeciwnie. Tylko spojrzał na nią, a ona z jego spojrzenia wyczytała... Pustkę. Nie było tam nic, ale czarodziejka wiedziała, co czuł anioł. Na pewno był rozczarowany jej postawą. A ona sądziła, że może uda jej się mu zaimponować. Niestety jeszcze bardziej pogorszyła sprawę. Po pierwsze, ślady złej mocy, nawet znikome, są bardzo dobrze wyczuwalne, szczególnie jeśli tropiący również znali tę magię, przez co byli jeszcze bardziej na nią wyczuleni. Po drugie, kłótnia z niebianinami również działała na niekorzyść Saphirry, która zamiast sojuszników, zostawiła za sobą wrogów. Po trzecie zawiniła u Najwyższego. Czy powinna się teraz pomodlić? Prosić o przebaczenie? Niestety jedyna osoba, która mogłaby rozwiać jej wątpliwości, była też tą, do której pradawna wolała chwilowo się nie odzywać. Tak bardzo się bała, że tylko pogorszy sytuację.

Weszła do przybytku ze łzami w oczach. A obiecała sobie, że będzie silna. W każdym razie, tym razem nie da się tak łatwo uspokoić. Ale również nie wybuchnie tak, jak wtedy. Cicha uraza i chłodna zemsta jest najlepszym rozwiązaniem. I pomyśleć, że nawet była w stanie go polubić, chociaż przez moment. Milcząc, podeszła do lady i spojrzała skrzydlatemu prosto w oczy. Wszystko jedno jej było co robił. Jej to nie interesowało. Póki co, muszą teraz grać w tę szurniętą grę wspólnie. Co jednak stanie się, kiedy pojawią się inne pionki, niekoniecznie im przychylne?
Avatar użytkownika
Zenith
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Rubinento, Fikiria, Zanahoria, Megona,
Rasa: Półkrwi Czarodziejka
Aura: Połyskujące wokół umiarkowanym blaskiem, choć intensywne srebro, nie jest jednolite. Upiększają je subtelne dodatki cyny i topazowy blask, sprawiając, że aura nie znudzi się tak szybko. Jeśli jednak kolory wydadzą się mało urozmaicone, ciekawszych doznań dostarczą dźwięki. Grzmoty walczą tu z szeptem wiatru, prowadząc potyczkę bez zwycięzcy. W tle jakby chcą im zawtórować kakofonia pomieszana z dziwnymi dźwiękami, są one jednak stłumione i ledwie słyszalne. Woń kadzidła unosi się oparami, ładnie współgrając z miękkością i umiarkowaną giętkością emanacji. Delikatna gładkość pasuje równie dobrze, na przekór pojawiającej się tu też ostrości. Smak jest zrównoważoną mieszanką kwaskowych i pikantnych nut, których odczucia pogłębia lepkość.
Wygląd: Eterna to piękna, młoda kobieta. Ma bardzo szczupłe, lekko zaokrąglone ciałko. Jej włosy o orzechowym kolorze są długie i proste. Bardzo łatwo się układają i nie potrzebują specjalnej pielęgnacji.
Jej skóra jest blada, ale nie śnieżnie tylko bardziej naturalnie. Ma duże, niebieskie oczy otoczone milionem długich rzęs. Jej brwi są brązowe i gęste. Ma duże usta ...
(Więcej)

Postprzez Selim » Wt lut 12, 2019 11:30 pm

        Gdy skończył czarodziejce, na swój oszczędny w słowach sposób, tłumaczyć jak powinna się modlić i tak mniej więcej taka podstawowa modlitwa wygląda, stanął bardziej rozluźniony, choć raczej by pasowało "wygodnie" i założył ręce na piersi przyglądając się uważnie jej poczynaniom i słuchając modlitwy. Wspominał, że nie musiała nic mówić ustami? Cóż i tak będzie musiała nad tym... baaardzo dużo popracować i się podszkolić, ale on już o to zadba. Dobrze, że Najwyższy był wyrozumiały i znał ich sytuację, inaczej anioł wątpił czy to co odstawiła dziewczyna zostałoby tak pozytywnie przyjęte. Najpewniej też w wiosce, niektórzy mieszkańcy będą się z nich, a przynajmniej dziewczyny śmiać, bo wątpił by żaden przypadkowy przechodzień nie usłyszał "modlitwy" Kassandry, jednakże był to jedynie nic nieznaczący pyłek na ubraniu w porównaniu do prawdziwego problemu jaki mieli, a mianowicie pogoni depczącej im po piętach. Miał tylko nadzieję, że wielmożna panienka przełknie swoją dumę i nie zrobi żadnego głupstwa.

        Musiał przyznać, czarodziejka była prawdziwą mistrzynią w niszczeniu cudzych nadziei, w przypływie oburzenia nawet przeszło niebianinowi przez myśl, że pradawna powinna wytatuować sobie na czole "porzućcie wszelką nadzieję, Wy, którzy mnie spotykacie". Czyżby po spotkaniu nierozgarniętej i roztrzepanej dziewczyny zaczęły się w nim budzić jakieś emocje? Wątpił by cynizm był pocieszającym początkiem, a szczególnie dobrym znakiem. Chociaż... skoro wszystko jest wolą Najwyższego to może nie powinien wybrzydzać, a z pokorą i oddaniem mu podziękować za taki dar?
        Nie był to jednak najlepszy moment na tego typu dywagacje, gdyż właśnie wisiała nad głowami niebian i całego miasteczka katastrofa, która miała nastać na osobiste życzenie czarodziejki. Tego było już za wiele! W pełni rozumiał gniew przełożonych i pobratymców, jeszcze do niedawna sam, bez żadnego słowa, pociąłby pradawną na drobne kawałki by mieć pewność, że nie będzie w stanie się w jakikolwiek sposób zregenerować. Niestety dostał misję od Pana i nie miał innego wyboru jak tylko być posłusznym jego woli. W końcu sprzeciwienie się Najwyższemu, czy podważenie jego słowa stało (przynajmniej dla Selima) na równi z herezją i bluźnierstwem. Nie ważne co anioł sam sądził czy czuł, po prostu musiał chronić dziewczynę.

        Przy ladzie zerknął na nią obojętnie, gdy do niego podeszła i zamówił dwa razy po połowie bochenka chleba, do tego kawałek kiełbasy i sera i woda. Karczmarz nie patrzył na Selima zbyt przychylnie, bo na takich świętoszkach więcej tracił niż zyskiwał, bo przecież każdy inny człowiek z ulicy, wędrowiec, który zechciałby u niego wynająć pokój na noc zawsze obżerał się droższymi niż "mnisi zestaw" posiłkami przed snem, a do tego do późnej nocy potrafił siedzieć i zalewać się kolejnymi kuflami piwa. Niestety niebianin najpierw zamówił pokój, a gdy zostały mu wydane klucze przypomniał sobie, że należałoby także coś zjeść. Choć może nie będzie tak źle... Grunt to odpowiednia siła perswazji, a najlepsza jest taka długonoga, ponętna w krótkiej spódnicy i gorsecie. Miło jest mieć nadzieję.

        - Powinnaś wypocząć przed jutrzejszą podróżą, to twój pokój - powiedział oschle i przesunął po ladzie w jej stronę kluczyk z numerem 15. - Możesz się wykąpać. Wrócę po ciebie z rana - dodał bez większego zainteresowania i zaczął jeść przy ladzie zamówiony "posiłek", choć w rzeczywistości skubnął nieco chleba i jeszcze mniej sera, za to opróżnił całą wodę ze szklanki. Nie miał apetytu jakby wyczuwał wiszące w powietrzu napięcie.
Oczywiście Najwyższy nie mógł tego tak zostawić. Tym bardziej, że sprawa coraz śmielej panoszących się po Łusce piekielnych z dnia na dzień coraz bardziej się komplikowała. Bez pełnej mobilizacji i gotowości do walki wszystkich zdolnych do tego niebian, niewinni mieszkańcy Alaranii mogliby mieć spore kłopoty. Postanowił więc dać Selimowi nową misję, natomiast czarodziejkę póki co będzie wspierał i ochraniał osobiście.
Gdy Selim zjadł, zapłacił za posiłek i pokój swojej towarzyszki, a następnie wyszedł z karczmy. Na zewnątrz rozpostarł skrzydła i kierując się rozkazem Najwyższego poleciał w tylko sobie znanym kierunku.

Ciąg Dalszy: Selim
Avatar użytkownika
Selim
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Veryvin, Mana,
Rasa: Anioł Ducha
Aura: Bardzo duża siła emanacji jest odczuwalna już z oddali. Otula ją delikatnie wyblakłe obsydianowe światło. Gdzieniegdzie wciąż widać jeszcze ametystowe drobinki, podobne do świetlików, latających leniwie w losowych kierunkach. Słychać wyraźne trzaski płomieni, którym towarzyszy miłe ciepło. Niespodziewanie wszystko cichnie, jakby ktoś właśnie wygasił kominek i rozpoczyna się niezwykły pokaz akustyczny. Najpierw na scenie pojawia się harmonijna melodia, faluje ona, będąc raz tak, by po chwili całkiem zmienić kurs. Trwa to dłuższą chwilę i pojawia się kolejny aktor, przyjazna, wesoła nuta wywołująca rozkoszną błogość. Na zakończenie natomiast zamiast aplauzu pojawia się szczery śmiech dzieci, nie drwiący, nie ironiczny, zwyczajnie szczęśliwy. Przy tym wszystkim swawolna woń lilli zdaje się nasilać i słabnąć w konkretnych miejscach. Powłoka charakteryzuje się niebywałą twardością i nadzwyczajnie ostrymi brzegami oraz idącą z tym w parze równie sporą elastycznością. Ponadto w smaku jest gorzka i lepi się koszmarnie, skutecznie odwracając uwagę od wszystkiego innego.
Wygląd: Ten dobrze zbudowany mężczyzna mierzy sobie sążeń i pół piędzi wzrostu (188,1 cm), ważąc przy tym około dwóch cetnarów (ok. 81,1 kg). Swoją sylwetkę i rzeźbę zawdzięcza nie tyle wstąpieniu do zastępów niebiańskich, co myśliwską profesją jaką wykonywał za swojego poprzedniego życia. Na jego skórze nie ostały się żadne ślady po dawnych bliznach zostawionych przez ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Równiny Andurii

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron