Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Post autor: Maximilaan » 3 miesiące temu

Poprzednia służba

        Całe dwa dni wolnego - dla Maxa były to prawie wakacje. Jego bardzo obowiązkowy charakter sprawiał, że nie umiał zbyt długo wypoczywać i gdyby nie było go na służbie przez okrągły tydzień, pewnie w drugiej jego połowie miałby już wyrzuty sumienia, że się obija. Zresztą co miałby robić z tak długim czasem bezczynności? Nie miał rodziny, którą mógłby odwiedzać, nie miał domu, który by wykańczał, nie miał również potrzeby, by poznawać inne kraje i podróżować. Jemu wystarczyło to, co zapewniało mu Irrasil, a gdyby tak się zastanowić, to tak naprawdę wybór atrakcji miał w tym mieście całkiem spory. Cóż się dziwić: jako stolica i siedziba rodziny królewskiej miasto przyciągało rzesze artystów, podróżników i kupców, tętniło życiem praktycznie przez całą dobę, w dzień skupiając się na obowiązkach, a w nocy na przyjemnościach. No, może ten tryb dnia nie dotyczył typów spod ciemnej gwiazdy, dla których kolejność była odwrotna i kilku specyficznych zawodów, ale nie ma co wgłębiać się w szczegóły.
        Jeśli ktoś tak jak Max lubił od czasu do czasu oddać się czystej rozrywce, obejrzeć jakiś występ artystyczny, potańczyć czy rozerwać się w inny sposób w gronie znajomych, w Irrasil mógł znaleźć coś dla siebie niemal codziennie. Zwłaszcza, gdy tak jak teraz nadchodziła noc letniego przesilenia i całe miasto cieszyło się atmosferą tego święta natury. Wiele niezamężnych dziewcząt chodziło w tych dniach z wiankami na włosach, a podczas wieczornych tańców ofiarowywały je swoim nieformalnym partnerom bądź mężczyznom, którzy dopiero takowymi mogliby zostać, zaś szczęściarze, którzy zostali w ten sposób wybrani, zakładali sobie owe wianki na szyje i nosili je dumnie niczym medale. W tym czasie o wiele łatwiej było poznać kogoś nowego i ciekawego do takiej wymiany wianków, gdyż święto przyciągało do Irrasil wielu podróżników, którzy przyjeżdżali tylko po to aby się bawić. Karczmy, zajazdy i jadłodajnie miały w tym czasie prawdziwie złote żniwa, a w dzień przed samym przesileniem znalezienie jakiegoś noclegu graniczyło z cudem, nawet jeśli szukało się w najpodlejszych lokalach najgorszych dzielnic.
        No i właśnie dzisiaj był ten dzień. Max cieszył się, że królowa dała mu wolne akurat w takim okresie. To było święto takich jak on: samotnych. W noc przesilenia nie było zwyczaju, aby rodziny zbierały się na wspólne biesiadowanie, a wręcz przeciwnie, był to czas gdy ci żyjący w pojedynkę mogli wyjść do innych. Drakon więc zamiast pełnić kolejną senną wartę albo siedzieć w domu i wspominać bliskich, których już dawno nie miał, brał udział w każdej możliwej zabawie, jaka przypadła mu do gustu. Miał powodzenie i każdego wieczora dostawał mu się co najmniej jeden wianek. Dziewczyny lubiły takich jak on: atletycznie zbudowanych i zadbanych, ale jednocześnie zadziornych przez blizny na jego policzku. Lubiły wyobrażać sobie, że mają do czynienia z jakimś bohaterem i z dumą prowadzały się z nim pod ramię przez ten jeden wieczór. O więcej z reguły nie chodziło - jako to się mówi, noc była zbyt młoda, a poza tym kot pilnujący jednej mysiej dziury zdechnie z głodu, każdy więc dawał sobie kolejną szansę, by najwyżej wrócić z podkulonym ogonem… A Maximilaan nie starał się specjalnie. Żadna z dziewczyn nie przykuła specjalnie jego uwagi. Miłe, ładne, ale jednak nie w jego typie. Szkoda byłoby jednak akurat tę jedną noc spędzić bez nikogo, bo jakoś akurat teraz żadna się nim nie interesowała, a i on nikogo interesującego nie widział.
        Gdy nadszedł już wieczór, lecz ze względu na długi dzień było jeszcze jasno, drakon przybył razem z dwójką swoich kolegów ze straży na rynek. Choć się nie umawiali, żaden z nich nie przyszedł w swojej kurtce strażnika, które mogli nosić je również poza pałacem i był to prawdziwy lep na dziewczyny. Istniały jednak jakieś granice i przy tak ciepłym dniu noszenie ich byłoby mordęgą. Max był więc ubrany w białą tunikę z rękawami sięgającymi łokci, zdobioną czerwonymi haftami charakterystycznymi dla okolic Nandar-Ther oraz czarne spodnie - strój był wygodny i całkiem klimatyczny, a jasny materiał dobrze podkreślał jego trochę ciemniejszą cerę. Jego koledzy nosili zwykłe tuniki.
        - Z bronią? - Max wyglądał na zdegustowanego, gdy dostrzegł przy ich paskach miecze. - Oczadzieli?
        - Odruchu wyszło - zbył go jeden z nich. - Nie będę przecież wracał do domu by go odnieść. Piwo? - zmienił szybko temat, gdy dostrzegł, że drakon nie wyglądał na specjalnie przekonanego.
        - Piwo - przytaknął zaraz Maximilaan, odpuszczając temat mieczy. Strażnik, który zaproponował by się napić, udał się w stronę otoczonego przez wianuszek spragnionych stoiska z lokalnego browaru, a pozostała dwójka przysiadła przy jednym ze stołów dla biesiadników. Nigdy nie rozmieniali się na drobne: gdy pili razem, każdy po kolei stawiał jedną kolejkę aż wszyscy nie mieli dość.
        - Mało ludzi coś - ocenił drugi z kolegów Maxa.
        - Bo jeszcze wcześnie - odparł drakon z lekkim wzruszeniem ramion. - Nawet jeszcze do tańca nie grają - dodał, wymownie patrząc na grajków rozkładających się ze swoimi instrumentami. Zresztą, nie tylko muzykanci byli jeszcze niegotowi, to samo tyczyło się sporej rzeszy innych atrakcji, w tym wróżbitów, iluzjonistów i akrobatów, a poza tym również straganów z jadłem, choć te akurat w większej części były już gotowe: w końcu nawet jeśli ktoś nie zamierzał się bawić, mógł wpaść kupić coś ciepłego na kolację.
        - Widzę, że nie udało się nikogo znaleźć - zagaił kolega Maxa, wymownie patrząc na jego gołą szyję.
        - Nie, jakoś nie wyszło - przyznał bez żalu drakon.
        - A ta dziewczyna z twojej kamienicy, wiesz, ta blondynka?
        - O nie, nie ma mowy. Nie będę się mieszał z córką gospodyni - odparł zdecydowanie Max. To, że rzeczona panna się w nim podkochiwała stanowiło tajemnicę, którą znali wszyscy, choć jej się chyba wydawało, że jest zgoła odwrotnie. Wystarczyło jednak uchwycić jej wzrok gdy mijała się na schodach z Maximilaanem, by od razu wiedzieć co się święci. Dlaczego strażnik nie dał jej szansy? Nie była w jego typie - trochę zbyt głupiutka i zdecydowanie za młoda, bo miała chyba szesnaście czy siedemnaście lat, co nie było może nielegalne, ale na pewno niestosowne. Zwłaszcza, gdy jej matce płaciło się czynsz za mieszkanie. Jednak przy okazji święta przesilenia bardzo starała się, by złapać go na korytarzu i wręczyć mu wianek, ale Max przeczuwając, że to nie skończy się dobrze, zawsze wymykał się potajemnie, byle tylko nie musieć jej odmawiać albo zmuszać się do przyjęcia podarku, bo jedna wersja była dla niego gorsza od drugiej.
        - A co żeś taki ciekawy, może was sobie przedstawić, hm? - zapytał nagle drakon uśmiechając się cwaniacko.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 3 miesiące temu

Avellana odwróciła się natychmiast, słysząc krzyk kogoś obcego. Przyjrzała się dziwnej istocie i lekko uniosła brwi. Czym była? I co tu robiła? Kto to wiedział... A niby latająca mysz miała być niecodzienna…
Brunetka już miała zadać pytanie, gdzie von Lippenstein chce ją wysłać, ale nie zdążyła. Wszystko nagle zniknęło. Przez chwilę widziała ciemność, gdy nagle oślepił ją blask zachodzącego słońca? Jednakże nie to było problem - ona spadała. Przynajmniej nie długo, bo szybko wylądowała na czyimś stoliku. Ze względu na ciepłe dni karczmarze zadbali też o miejsca do siedzenia przed karczmą.
Plusem sytuacji był fakt, iż nie wpadła w żadne danie, minusem zaś fakt, że ze stolika mimowolnie sturlała się na kolana jakiegoś mężczyzny. Nie mogła od razu wstać, trochę zakręciło jej się w głowie i odczuwała ból w kilku miejscach. Będą siniaki.

- Najmocniej przepraszam, te portale… – Podniosła się chwiejnie i rozejrzała wokół. – Czy mógłby mi pan powiedzieć w jakim mieście się znajduję? I już więcej nie będę państwa niepokoić. – Spostrzegła czerwieniącą się powoli ze złości wybrankę owego mężczyzny. No trudno, to nie jej wina, że ma pecha do takich zdarzeń.
- Irrasil… - powiedział zdezorientowany, rozmasowując kolano, w które piekielna przypadkiem wbiła swój łokieć przy spadaniu.
- Dziękuję. – Upadła oddaliła się od karczmy, nie chcąc kłopotów i przystanęła na moment. Musiała pomyśleć, co się stało i co powinna zrobić. Jej uwagę przykuły wianki na głowach wielu dziewcząt. Niedaleko stała jedna z całym koszykiem wianków dla leniwych, którym się nie chciało zrobić własnych lub nie mieli na to czasu. Brunetka podeszła do niej.

- Wianki, wianki! Jedynie jeden ruen! – wykrzykiwała. – Proszę. – Założyła wianek Avellanie. – Należy się jeden ruen. – Uśmiechnęła się przekonująco.
- Dziękuję... – Po chwili namysłu Av zdecydowała się zakupić. – Jestem tu przejazdem, co to za święto? – spytała zaciekawiona.
- Och! Jak możesz nie wiedzieć! – pisnęła kobieta i natychmiast zabrała się do szczegółowego wyjaśniania, zdecydowanie zbyt obfitego w detale.

Upadła z trudem przerwała rozmowę, wciąż w grzeczny sposób, i ruszyła w głąb centrum. Nie bardzo wiedziała, jakie plany ma Lippenstein, ale skoro to jego sprawka to może i z Bjornolfem oraz Spinką wszystko było w porządku, w końcu byli mu potrzebni.
Póki nie wiedziała co robić ani gdzie iść. Kojarzyła mniej więcej gdzie leży Irrasil i było ono dość daleko od Szczytów
Fellarionu - znowu zrobiła potężny skok na mapie… niestety. Pozostało jej albo siedzieć gdzieś i czekać bezczynnie, albo dać wciągnąć się w tutejsze święto. Z dwojga złego to drugie było lepsze, a może przy okazji znajdzie jakiś nocleg.
Widziała, jak co niektóre dziewczyny ofiarują swoje wianki mężczyznom. To było całkiem urocze. Później upadła zaczęła dostrzegać, jak większość osób dopiero się przygotowuje i rozkłada czy to instrumenty, czy to budki gdzie można było kupić coś ciekawego, smacznego lub przydatnego. W mieście dopiero zaczynało się życie, mimo iż dzień zmierzał ku końcowi. Nagle spostrzegła jak jedna osoba, będąca całkiem „przy sobie”, wyciąga jakieś rzeczy z wielkiego, zdobionego kufra. Mężczyzna był bardzo niski, wręcz mały, miał całkiem wysoki i kolorowy kapelusz oraz równie chaotyczne w swej barwie ubrania, kompletnie do siebie niedopasowane i niesymetryczne. Przyciągnął uwagę nie tylko jej, wielu ludzi zatrzymywało się i patrzyło, co im zaprezentuje dziwny grubasek. Najwyraźniej zirytowało go, że wszyscy spoglądają na przygotowania i zaprosił za chwilę, prosząc, aby na razie ludzie się rozeszli. Avellana wzruszyła ramionami i poszła przed siebie. Nie oddaliła się jednak zbytnio, chciała zobaczyć, co dziwny jegomość ma do zaprezentowania, więc postanowiła przysiąść sobie przy pobliskim stoliku podlegającym pod tutejszy browar, zamierzała chwilę poczekać. Nim jednak dała odpocząć swym nogom, jeden z mężczyzn, będący już w opór pijany i wyrwany prawdopodobnie z jakiejś bójki wpadł prosto na nią, więc po raz kolejny tego wieczoru się wywróciła na kogoś, na szczęście był to inny mężczyzna, była tego pewna - tamten nie miał blizn na policzku.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 3 miesiące temu

        - Już myślałem, że ty dopiero chmiel zbierasz na to piwo - prychnął Max, gdy ich kolega wrócił nareszcie z trzema solidnymi kuflami z drewna, w których mieściła się szczera kwarta złocistego trunku zwieńczonego sprężystą pianką, której w tych stronach się nie ścinało, bo to przecież marnotrawstwo.
        - ...No ale wybaczymy - dodał wymownie drakon, bo oprócz kufli jego znajomy miał jeszcze jedne łup: wianek zawieszony na szyi. A gdy kumple przy stoliku dojrzeli jego trofeum, wręcz pękał z dumy.
        - Co to za księżniczka się na ciebie złapała?
        - Barmanka, a jak - oświadczył Max, a pozostali dwaj spojrzeli na niego z zaskoczeniem: skąd on to niby wiedział? Drakon nie kazał im długo czekać na rozwiązanie tej zagadki.
        - Zawsze się tak wyrywasz po nową kolejkę i zawsze ci to tyle czasu zajmuje, gdy ona jest… Chłopie, miałem siostrę, a teraz pilnuję jej wysokości, myślisz, że ja nie widzę takich rzeczy? Wiesz jak to się mówi, gdy masz syna pilnujesz tylko jego, ale gdy masz córkę pilnujesz pół miasta.
        - Gadasz jakbyś był jej starym…
        - Mógłbym być - przytaknął Maximilaan po chwili namysłu, jakby dopiero rachował czy to było technicznie wykonalne. Liczyć jednak nie musiał, bo dobrze pamiętał, że on praktycznie pracował w pałacu tyle, ile jego królowa miała lat.
        - Ej… A nie kojarzysz czy ona… Ach, kurw…!
        - Należało ci się - warknął ostrzegawczo Max, bo to on kopnął kumpla pod stołem z całą siłą, nim ten dokończył pytanie. Dobrze wiedział czego miało ono dotyczyć: czy Valerija również bawi się w wianki. Albo bawiła się, gdy zdarzało jej się wymykać z pałacu. Max wiedział jaka jest prawda, ale postanowił o tym nie mówić, by nie robić swojej podopiecznej złej sławy, bo nieważne co by powiedział, można to było zinterpretować na co najmniej dwa sposoby.
        - Jesteś poza służbą - burknął drugi strażnik, rozmasowując sobie obolałą piszczel.
        - W tym zawodzie nie ma czegoś takiego. Wypijmy za to - zaproponował, wznosząc swój kufel. Poczekał chwilę nim napił się solidny łyk.
        - Max, a ty nigdy…
        Nim pytanie zostało dokończone (a ciekawski strażnik tym razem zasłużył sobie na kopniak łamiący nogę), nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Mianowicie rozmowy o babach sprawiły, że jedna z nich dosłownie się zmaterializowała na kolanach Maxa. No, może nie do końca zmaterializowała, bo nie była to kwestia magii, a zwykłego potknięcia się. Drakon zadziałał machinalnie i szybko, jak na jego rasę przystało, złapał niewiastę wpół, a drugą rękę w której dzierżył kufel odsunął od siebie, by nie wylać piwa. Spojrzał na pannę, która przewróciła się na jego kolana. No… lepiej nie można było chyba trafić. Zgrabna, ładna - żaden kawaler na miejscu Maxa by się nie obraził. I w sumie on też nie miał zamiaru, ale zaskoczony sytuacją nie miał czasu tego roztrząsać - otworzyło się jego smocze oko, jak zawsze w sytuacji potencjalnie niebezpiecznej.
        - Ej! - huknął gwałtownie, obracając się w miejsce, w którym pewnie wcześniej stała dziewczyna. Dojrzał tam pijanego w sztok jegomościa, który ledwo gramolił się z ziemi. Zdawało się, że sam mógł być ofiarą jakiejś trwającej niedaleko przepychanki, ale tego drakon nie dociekał: delikwent nie wyglądał na sponiewieranego, więc mógł być pociągnięty do odpowiedzialności .
        - Przeproś panią i zjeżdżaj stąd, a już! - nakazał mu Maximilaan tonem zarezerwowanym dla strażnika na służbie. Wzbudzał respekt, zwłaszcza gdy widziało się jego oblicze poprzecinane bliznami i tych dwoje odmiennych oczu. Pijaczek momentalnie się zląkł i międląc w rękach własną czapkę wydukał przeprosiny, po czym czmychnął, by nie narażać się już nikomu więcej. To nie był najwyraźniej jego dzień.
        Max zaś momentalnie się uspokoił. Odetchnął, a gdy mrugnął jego oczy miały już ten sam brązowy kolor. Zorientował się jednocześnie, że nadal obejmuje dziewczynę, która przypadkiem na niego spadła. Puścił ją.
        - Przepraszam - mruknął, trochę połykając ostatnią sylabę. - Nic się pani nie stało?
        - Pannie… - poprawił go teatralnym szeptem jeden z jego kumpli, wymownie gapiąc się na wianek nieznajomej, który trochę przekrzywił się przy upadku.
        - To nie był chyba znajomy, co? - dociekał ostrożnie drakon. Nie wykonał przy tym żadnego gestu, aby pozbyć się dziewczyny... Byłby głupi, gdyby to zrobił.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 3 miesiące temu

Avellana ucieszyła się nawet, że drakon zdołał ją złapać - już dość dziś nazbierała siniaków. Przez te kilka sekund, gdy upadła dochodziła do siebie po tej nieprzyjemnej sytuacji, mogła w miarę dokładnie przyjrzeć się mężczyźnie. Uśmiechnęła się do niego, nawet wygodnie jej było w jego ramionach. Nie chciała jednak przedłużać tego momentu, żeby nie zrobił się niezręczny i przestał być jednym z tych mile wspominanych.
Nim jednak to zrobiła, pradawny krzyknął ku temu pijusowi, który sprawił, że tu się znalazła. To miłe, że zwrócił uwagę na tego dziadygę, nawet nakazał mu przeprosić. No, no, chyba musiał być kimś ważnym, a przynajmniej szanowanym. Jego ubranie tylko upewniało Av w tych podejrzeniach. "Czy on miał dwukolorowe oczy, a teraz są normalne? Chyba za mocno uderzyłam się w głowę" – pomyślała, przypominając sobie czy faktycznie miało to miejsce wśród tego całego poturbowania.

- To ja przepraszam, dałabym sobie z nim radę, ale jestem trochę oszołomiona tym wieczorem – stwierdziła zgodnie z prawdą. – Przeżyję – odpowiedziała drakonowi z uśmiechem.

Dopiero zdała sobie sprawę, że nadal była w jego objęciach. Od razu wstała. Poprawiła kosmyki włosów opadające jej na czoło i podziękowała za pomoc, bo nawet jeśli poradziłaby sobie z pijakiem, to jednak kultura wymagała.

- Avellana – odpowiedziała na ciche pytanie, które jednak usłyszała od drugiego mężczyzny. – Nie, nie – zaprzeczyła natychmiastowo. – Dopiero co przybyłam do tego miasta, jestem niemal pewna, że nie ma tu żadnych moich znajomych – powiedziała, chcąc zagaić rozmowę.

Nim jednak porządnie się rozgadali, ten drobny grubasek zaczął wykrzykiwać, że wszystkich do siebie zaprasza. Najwyraźniej już był gotowy i chętny do zaprezentowania tego, co miał w zanadrzu. Ludzie zaczęli się schodzić i wkrótce już mało co było widać, ponieważ szybko zajęli miejsca z przodu, dosłownie otoczyli jego stoisko. Niższe dzieciaki przepychały się między nogami dorosłych, byle też coś widzieć. Najwyraźniej było to niebywale warte uwagi.

- Wiecie, o co w tym chodzi? – spytała Maxa i jego kolegów.
- Zapraszam, zapraszam! Panie i panowie! - Niziołek przy kości zwoływał jeszcze więcej ludzi. Jak wcześniej wszystkich rozganiał, tak teraz pragnął, jak najwięcej widzów.

Upadła miała ochotę podejść, ale było już tak tłoczno, że równie dobrze mogła siedzieć tutaj, bo to i tak było całkiem dobre miejsce. Szczególnie, że barwnie ubrany mężczyzna miał niezwykle donośny i wyraźny głos.

- Wszyscy możecie wygrać! – zawołał, a przez tłum przeszła fala radosnych i zaciekawionych szeptów. – Aczkolwiek! – Zamilkł na moment i poczekał, aż napięcie osiągnie znacznie wyższy poziom. – Nie wszystkim się uda! – Aktorsko posmutniał. – Na szczęście dla przegranych też będzie niespodzianka – zachichotał.

Mieszkańcom Irrasil bardzo przypadło to do gustu i zaczęli wykrzykiwać pytania, jaki rodzaj zabawy przygotował pocieszny grubasek, co mają zrobić i jakie nagrody mają szansę wygrać.

- Już, już! Posłuchajcie! Gdzieś na terenie miasta poukrywałem takie oto żetony. – Wyjął jednego z kieszeni i podniósł wysoko, choć niewiele to dało przy jego wzroście. Moneta była całkiem duża, miała rozmiar kobiecej dłoni i była na niej niedbale wyrzeźbiona czterolistna koniczyna. – Oprócz monet możecie natrafić na wskazówki, które doprowadzą was do ukrytej większej ilości. Kto znajdzie najwięcej, dostanie najlepsze nagrody! – Wyciągnął ze swojej skrzyni artefakty, od których emanowała magia, złote przedmioty, worek z ruenami, a także mnóstwo innych skarbów. – Jedna zasada, musicie działać w parach! – W tym momencie zaczął wyrzucać ze skrzyni bransoletki. Były różne, ale każda miała swoją „bliźniaczkę” i jak się okazało, ludzie musieli odnaleźć tego, kto ma takową, by wystartować w zabawie.

Avellanie dosłownie na głowę spadła jedna z nich. Wyglądała bardzo prosto, pojedynczy czerwony koralik na ciemnym rzemyku. Założyła ją ochoczo. "A co mi tam" – pomyślała i zaczęła rozglądać się za swym partnerem lub partnerką.

Nie musiała daleko szukać, bo już po chwili zauważyła jak jedna spada pod nogi drakona. Sama nie wierzyła w taką zagrywkę losu, ale stało się, może nawet mieliby szansę wygrać coś cennego.

- Spróbujemy szczęścia? – spytała pradawnego, licząc, że odpowiedź będzie twierdząca.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 3 miesiące temu

        Drakon wcale nie musiał być kimś ważnym, by inni się go słuchali - był dobrze zbudowany, miał donośny głos i odpowiednią postawę, by wzbudzać respekt nawet gdy był po służbie. Zakładał zresztą, że po pierwsze: nikt nie będzie go kojarzył z pałacu, gdyż przeciętni mieszczanie rzadko tam bywali, a dwa: jego pozycja również nie zrobiłaby na większości wrażenia. On sam w sobie wystarczył, zwłaszcza gdy przyszło mu ustawić do pionu takiego pijaczynę, któremu mógłby złamać kark jedną ręką jak zapałkę. Nawet zrobiło mu się trochę żal tego typa, ale gdy dostrzegł podziw w oczach dziewczyny, w której imieniu interweniował, żal mu trochę zelżał.
        Jego koledzy zaś patrzyli na tę scenę z niedowierzaniem - obojgu przyszło do głowy, że ten to miał farta, oni starali się o wianki, a tymczasem Maxowi na szyję rzuciła się od razu dziewczyna. Oczywiście wiedzieli, że to tak proste nie jest, ale drakon nie był w ciemię bity i jeśli to przeznaczenie to nie pozwoli, by przeszło mu koło nosa. Farciarz. I jeszcze ta panna całkiem wygadana - tak bez żadnego krygowania się powiedziała jak się nazywa i wcale nie czmychnęła od nich.
        - Maximilaan - przedstawił jej się strażnik, również wstając, bo nie wypadało by rozmawiał z nią siedząc, podczas gdy ona wstała. Reszta też podała swoje imiona, ale jakoś się w tej sytuacji nie liczyli.
        Nim jednak zaczęła się jakakolwiek rozmowa, całą uwagę zgarnął grubas na stoisku nieopodal, wokół którego momentalnie zebrały się tłumy, a i Avellana sprawiała wrażenie, zainteresowanej.
        - Nie wiem… - mruknął w odpowiedzi strażnik. - Chyba jakaś loteria… - rzucił przypuszczeniami. Dał jednak szefowi tego zamieszania zdradzić co miał w zanadrzu i nie zabiegał przez moment o uwagę Avellany, która słuchała z zainteresowaniem.
        Max wykazywał się raczej umiarkowanym entuzjazmem co do tej zabawy. Fakt, nie miał ciekawszych pomysłów na wieczór, ale jakoś bieganie po mieście w poszukiwaniu fałszywych monet i to jeszcze w parze z kimś zupełnie obcym nie brzmiały dla niego wystarczająco zachęcająco, by ruszyć tyłek od stołu. Zwłaszcza, że miał jeszcze pół piwa. Siedział w miejscu i obserwował deszcz bransoletek tak długo, aż nie zobaczył, że jedna leciała prosto w kierunku ich stolika, a swój lot zakończyła we włosach Avellany. Był ciekaw jej reakcji. O dziwo dziewczyna podeszła do pomysłu z większym entuzjazmem od niego i praktycznie od razu założyła swoją bransoletkę, po czym natychmiast zaczęła szukać drugiej osoby z rzemykiem ozdobionym czerwonym koralikiem.
        - Poważnie? - wyrwało się zaskoczonemu drakonowi, gdy bliźniacza bransoletka Avellany spadła prosto między jego nogi. Nie czuł się w żaden sposób zobligowany ani zmuszony do tego, by ją podnieść - uważał, że tak długo jak jej nie podniesie, nie są w stanie zmusić go do wzięcia udziału w tej grze ani tym bardziej grozić mu karami. Gdy więc w końcu się po nią schylił, zrobił to z własnej nieprzymuszonej woli. Zdecydował się na udział w zabawie za sprawą Avellany. Co prawda nie znał jej w ogóle i nie wiedział jak będzie im się współpracować, ale uznał, że to na pierwszy rzut oka miła dziewczyna i może warto poznać ją bliżej. Udział w tej grze będzie do tego doskonałą okazją. A zresztą, może akurat uda im się przy okazji coś wygrać.
        - Jak z tobą to chętnie - oświadczył, schylając się po bransoletkę i zakładając ją na nadgarstek. O dziwo zarówno na nim, jak i na Avellanie ta prosta biżuteria leżała idealnie, nie wpijała się w rękę ani nie spadała, choć nie dało się jej regulować.
        - Jeszcze coś! - zawołał mistrz ceremonii, dramatycznym gestem wyciągając zza stolika dużą klepsydrę. - Od tej pory aż do świtu ta klepsydra obróci się dziesięć razy. Za każdym razem, gdy przesypie się w niej piasek, zaczną pojawiać się pewne... utrudnienia w naszej grze - wyjaśnił uśmiechając się niby słodko, ale jednak też trochę jadowicie. Zaraz podniosły się pytania co to za utrudnienia.
        - Niespodzianka! - odparł karzełek. - Pamiętajcie o nagrodach i bawcie się dobrze! Czas start!
        Wykrzyczawszy sygnał do rozpoczęcia poszukiwań grubas obrócił klepsydrę, w której powoli zaczął przesypywać się proszek wyglądający jak czyste złoto. Jednocześnie drugą ręką wyrzucił coś w górę - Maxowi wydawało się, że to monety, ale szybko pojął, że to jakieś magiczne kulki, które wzleciały znacznie wyżej niż nakazywała logika. Drakon w mig pojął co to będzie. Trzema potężnymi łykami dopił swoje piwo, otarł usta przedramieniem i złapał swoją partnerkę za rękę.
        - Szykuj się do biegu - mruknął do Avellany, obserwując bacznie świecące na żółto punkty. Gdzieś za nim jego koledzy zagwizdali, ze śmiechem życząc im powodzenia w zawodach.
        Nagle świecące punkty zatrzymały się na pewnej wysokości, gdzie zaczęły kręcić się coraz szybciej i szybciej, aż w końcu wystrzeliły we wszystkich kierunkach jakby wypadły z jakiegoś potężnego bębna.
        - Chodź! - zawołał równocześnie Max, biegnąc w tym samym kierunku, co jedna z kulek. Niewiele innych par od razu pojęło ten zamysł, więc w pogoń za wskaźnikami ruszyła jeszcze tylko garstka osób, reszta zaś nadal kłębiła się przy straganie karzełka próbując dojść o co chodzi.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 2 miesiące temu

Wszyscy się zapoznali, jednakże Avellana miała wątpliwości czy dobrze usłyszała imię w tym gwarze. „Maximilaan? Może się przesłyszałam i chodziło o Maximiliana. Najlepiej będzie mówić Max” – pomyślała, bo było już ciut za późno, aby poprosić o powtórzenie. Teraz całą uwagę kradł dziwny jegomość. Niestety drakon też nic o nim nie wiedział, jednakże skoro to coś w rodzaju loterii to warto było posłuchać, a może los się uśmiechnie? Wieczór zapowiadał się coraz ciekawiej, zwłaszcza w momencie, gdy druga bransoletka spadła pod nogi Maxa. Jego reakcja rozbawiła Avellanę - nieszczególnie chciał się w to bawić, ale piekielna miała wrażenie, że mimo wszystko przystanie na jej propozycje. Po chwili jej przypuszczenia zostały potwierdzone. Uśmiechnęła się do pradawnego. To będzie miła odmiana po ostatnich przygodach. Choć nawet tu miały czekać ich jakieś tajemnicze utrudnienia.

- Hmm. – Upadła zaczęła rozważać, co mężczyzna może mieć na myśli, ale było zbyt wiele możliwości. Wszyscy dowiedzą się dopiero w trakcie gry, pytanie tylko jak szybko. – Nie ma co zwlekać – stwierdziła i spojrzała wokoło, próbując zadecydować gdzie zacząć poszukiwania.

W trakcie jej decydowania o najlepszym miejscu rozpoczęcia, Av przegapiła moment, gdy niziołek rzucał coś w górę. Na szczęście pradawny pozostał czujny, choć nagły i niespodziewany chwyt za rękę pełny stanowczości nie należał do zbyt przyjemnych. Nic jej się nie stało, aczkolwiek przez ułamek sekundy miała wrażenie, iż to znowu jeden z pijaków coś od niej chce.

- A…? – nie zdążyła nawet zadać pytania. Usłyszała tylko gwizdanie za plecami i zobaczyła te niesamowite punkty na niebie. Już na początku były niezwykłe, ale gdy wystrzeliły, wielu ludzi stanęło jak słupy soli i zwyczajnie zamarło zaskoczone i w większości zachwycone.

Po chwili już biegła, nie wiedziała nawet, jak wystartowała, wszystko działo się nad wyraz szybko. Refleks godny podziwu, tylko dokąd prowadziła ich ta kulka? Upadła usiłowała nie spuszczać jej z oczu, ale ta nagle zwyczajnie wleciała do stajni i zaczęła chować gdzieś obok pozostawionego tu konia.

- Musimy się tu rozejrzeć – powiedziała stanowczo upadła i dokładnie obejrzała konia.

Nie mogła nic znaleźć, a świecąca kulka zniknęła. Avellana przeszła się po stajni. Były tu jeszcze inne konie i dużo słomy. Nie pachniało najprzyjemniej więc Av miała nadzieję, że jak najszybciej wypełnią pierwsze zadanie.
Dopiero po chwili zauważyła dwie, drobne kartki z obrazkami przybite gwoździem do ściany. Na jednej widniała podkowa, a na drugiej widły. Mieli szczęście, najwyraźniej mogą tu znaleźć więcej niż jedną monetę.

- Hmmm, sprawdź konie, a ja poszukam tu. – Chwyciła widły leżące w pobliżu i zaczęła przerzucać leżące tu siano.

To było trochę jak w tym przysłowiu z igłą. Upadła sama nie wiedziała, czy znajdzie kilka losowo rozrzuconych monet, a może będą w mieszku? To tylko zmuszało ją do dokładności, co opóźniało poszukiwania. W końcu już trochę zdemotywowana miała zamiar wbić widły w losową jeszcze nieprzekopaną kupkę i odpocząć, właśnie wtedy narzędzie w coś uderzyło.

- Huh? – Przyjrzała się temu miejscu i odgarnęła słomę.

Znalazła niewielki kuferek. Był brązowy i zdobiony złotymi zawijasami. Bez problemu go otworzyła, co ją zaskoczyło, bo widząc zamek podejrzewała, iż będzie zamknięty.
W środku niestety nic nie znalazła. Tylko kolejną karteczkę, tym razem z jakimś tekstem.

- „Nie dwoje, lecz dziesięć” – przeczytała na głos, aby Max również usłyszał. O ile to z obrazkami było w miarę proste, to teraz nie bardzo wiedziała, o co chodzi. Liczyła, że może mężczyzna prędzej coś wymyśli, choć sama również rozważała różne opcje – Czy to znaczy, że mamy poszukać kogoś jeszcze? Ale to bez sensu mieliśmy chodzić w parach – gdybała pod nosem.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 2 miesiące temu

        Max miał to do siebie, że gdy dostawał zadanie, skupiał się na nim w całej rozciągłości - nawet jeśli była to tylko kwestia wygranej w jakimś konkursie. Brał w nim jednak udział ze względu na Avellanę i nie mógł jej zawieść. Nie to, że chciał się przed nią popisać, by zdobyć jej względy... A w każdym razie nie w pierwszej kolejności, bo może gdzieś w czwartym rzędzie potrzeb znajdowało się zaimponowanie nowej znajomej. Chodziło mu jednak głównie o to, że ona mu zaufała, proponując wspólny udział w grze, a zaufanie było dla niego rzeczą świętą. Gdy coś obiecał, do czegoś się zobowiązał, nigdy nie łamał słowa. Nie zmieniły tego nawet lata babrania się w syfie półświatka - miał charakter opiekuna, obrońcy, rycerza na białym koniu. Avellana nieźle trafiła.
        A gdy zaczynała się akcja, Max przeobrażał się w psa gończego. Tak jak teraz - w mig pojął co się święci z tymi świecącymi kulami i już był gotowy do działania. Pytanie co by zrobił, gdyby Avellana mu się wyrwała (no bo co to za łapanie jej tak bez pytania) albo nie nadążyła za jego tempem. Całe szczęście nie trzeba było myśleć nad ewentualnościami - zrozumieli się i gdy drakon wystrzelił w pogoń, ona pobiegła razem z nim. Była szybka i miała kondycję, z czego Maximilaan zdał sobie sprawę dopiero po dłuższej chwili, gdy już prawie dotarli do stajni.
        - Jakbym przesadzał to mów - zasugerował tylko dziewczynie, gdy już trochę zwalniali.
        - Popieram - przytaknął jej pomysłowi, by wejść do stajni i tam szukać, bo również zobaczył, że tam zniknęła kulka, za którą gonili. Do środka wszedł pierwszy, nawet gdyby musiał się wepchnąć Przed Avellanę. Odruch strażnika: do nowego nieznanego miejsca pierwszy powinien wejść on, aby w razie zasadzki osłonić swoją podopieczną. Tym razem jednak nie było mowy o zagrożeniu: to była najzwyklejsza w świecie stajnia. No, może tylko trochę mniej zadbana niż na przykład te królewskie.
        Konie zareagowały niepokojem na pojawienie się świecącego punktu w przestrzeni, ale ludzie nie zrobili już na nich takiego wrażenia. Patrzyły się na gości flegmatycznie, wyczuwając zapewne, że ci nie mają względem nich złych zamiarów. A niech sobie łażą gdzie chcą, tak długo jak dają im spokój.
        No i właśnie gdy Max i Avellana zaczęli szukać czegoś wokół jednego z wierzchowców, ten zaczął okazywać zniecierpliwienie zarzucając łbem i drobiąc w miejscu.
        - O, o, o, spokojnie - odezwał się do niego łagodnym głosem drakon. Złapał go za uzdę i uspokajająco pogłaskał między oczami, powtarzając uspokajające zaklęcia. Nie czarował, nie potrafił korzystać z magii, ale sam ton jego głosu wystarczył. Nim jednak ogier złagodniał, Max zabawił przy nim na tyle długo, że to Avellana znalazła pierwsze wskazówki. Strażnik podszedł do niej z zainteresowaniem, gdy zaprezentowała mu kartki z podpowiedziami w formie obrazków. Jej pomysł na podział ról nie przypadł mu jednak do gustu.
        - Ty masz widłami machać a ja sprawdzać konie? Duma mi na to nie pozwala - oświadczył, no bo jak to, kobieta miała harować gdy on będzie robił coś znacznie lżejszego? Avellana była jednak zdeterminowana do tego podziału ról, a on nie zwykł się kłócić z kobietami o takie bzdury. Bez względu na użyte przez nią argumenty (albo po prostu bezczelne zignorowanie jego niezadowolenia) poszedł rozejrzeć się wśród zwierząt.
        Nie do każdego boksu dało się wejść - niektóre były zamknięte na kłódki, jakby znajdowały się w nich wyjątkowo cenne sztuki. Póki co Maximilaan się tam nie pchał, uznając, że w ostateczności będzie w stanie wskoczyć do środka górą - wszak był wystarczająco sprawny. Wydawało się jednak, że nie będzie takiej potrzeby.
        - Mam jedną! - zawołał do dziewczyny, gdy wśród siana przy nogach jednego z koni znalazł pierwszą monetę, dokładnie taką jak ta pokazana przez karzełka, który zainicjował całą zabawę. Żeton był spory i ciężki, ale nie wyglądał na wykonany z prawdziwego złota - to była raczej podróbka. Max nigdy się wyceną nie interesował, ale widział kilka razy jak wygląda prawdziwa sztaba złota i to jej nie przypominało. Ale nieważne - drakon schował ogromną monetę do swojej sakiewki (zajęła większość wolnego miejsca) i wrócił do poszukiwań.
        - Pomóc ci? - upewnił się, gdy dostrzegł, że Avellana była już zniechęcona tym machaniem widłami. Jakby jednak nie chcąc dać drakonowi tej satysfakcji, akurat w tym momencie dziewczyna natknęła się na szkatułkę z kolejną podpowiedzią, którą zaraz przeczytała swojemu partnerowi w grze.
        - Może o te kartki chodzi? - zaproponował. - Były dwie, może jest ich tu więcej? Jakiś… rebus, czy coś. No bo szukanie innych to faktycznie bez sensu, co by to była za rywalizacja. I jeszcze aż dziesięć...
        Max nie zwrócił uwagi na taki detal, że w podpowiedzi było użyte słowo “dwoje” a nie “dwie”. Nie był na tyle wykształcony, by łapać takie niuanse. By jednak nie stać i nie gdybać po próżnicy wrócił do szukania monet w boksach, uznając, że może jednocześnie patrzeć i rozmawiać z Avell o rozwiązaniu zagadki.
        - A może o numer boksu chodzi? - podsunął, gdy stanął przed zamkniętą na cztery spusty dziesiątką.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 2 miesiące temu

Avellana odetchnęła widząc jak koń się uspokaja za sprawą drakona. Oberwanie z kopyta było ostatnią rzeczą, której teraz potrzebowali. Zwłaszcza że Upadła szybko trafiła na pierwsze wskazówki i na tym chciała się skupić.

- Nieźle sobie z nim radzisz, a mi się nic nie stanie jak trochę nimi powymachuję. – Uśmiechnęła się i zaczęła robić swoje.

Poszukiwania trwały w najlepsze. Pierwszy zatriumfował Max, piekielna oczywiście się ucieszyła i mu pogratulowała. Tylko trochę zaczęło ją irytować, że ona wciąż nie może niczego znaleźć. Nawet już miała przyjąć propozycje pomocy od mężczyzny, ale los uśmiechnął się także do niej. Niestety to nie była skrzynia pełna monet, tylko pełna pytań bez odpowiedzi. Avellanie coś nie pasowało z podaną przez Maxa propozycją, ale lepsze to niż nic.

- Nie jestem pewna, ale możemy się rozejrzeć – zgodziła się i zaczęła chodzić po stajni, szukając karteczek. Poprzednie były w dość widocznym miejscu, inne też powinny, o ile o nie się rozchodziło. – Albo jesteśmy ślepi, albo nie zgadłeś – zaśmiała się. Nawet nieźle się bawiła.

Przystała również na pomysł sprawdzenia boksów. Upadła przyglądała się ogierowi z dziesiątego boksu oraz jego otoczeniu. Nic nadzwyczajnego. Najwyraźniej nie chodziło też o to. Jednakże koń obok miał coś na tylnej nodze. Wyglądało to trochę, jakby ktoś przewiązał jego kopyto jakimś materiałem, był ciemny i ledwo widoczny. Praktycznie zlewał się z maścią wierzchowca.

- Tam coś jest – zawołała Maxa i wskazała na swoje odkrycie.

Ostrożnie podeszła, pogłaskała konika, by pokazać, że nie ma złych zamiarów, po czym delikatnie odwiązała materiał z nogi zwierzęcia. Na szczęście nie musiała go zmuszać, by podniósł nogę - zrobił to sam, ukazując ukrytą w środku podkowy monetę, która niepodtrzymywana już niczym zwyczajnie wypadła na ziemię.

- Chyba niedokładnie szukałeś – zaśmiała się, po czym policzyła boksy. Chciała się upewnić, w którym znalazła monetę. – Dziewiąty... Mieliśmy szczęście, ale nie rozwiązaliśmy zagadki raczej – próbowała przeanalizować jeszcze raz zagadkę, przez co popadła w głębokie zamyślenie i w efekcie wróciła do skrzynki, by jeszcze raz się jej przyjrzeć. – A może coś przeoczyłam? To może teraz ty trochę nimi pomachasz. – To powiedziawszy z uśmiechem podała mu widły. Sama natomiast stanęła i omiatała wzrokiem stajnie. Zauważyła światełko, takie samo jak wcześniej. Migotało przy wyjściu ze stajni. Możliwe, że nastał czas sprawdzić kolejne miejsca, aczkolwiek Upadłej szkoda było zostawiać nierozwiązaną zagadkę.

- Spójrz! – Wskazała na światełko, które z każdą chwilą migotało coraz szybciej.

W tym momencie jednak jej uwagę od dziwnego zjawiska odwróciła karteczka wyłaniająca się spod sterty siana. Podniosła ją - była trochę większa niż poprzednie. Została na niej odciśnięta para dłoni.

- Brawo, Max, chyba mamy jakąś podpowiedź – ucieszyła się. – W samą porę, bo mam wrażenie, że to światełko chce nas zaprowadzić już gdzieś indziej – stwierdziła.

Ostatecznie mogliby wziąć wskazówki i ewentualnie skrzynkę ze sobą, ale to przecież by jedynie utrudniało im poszukiwania i było zbędnym balastem.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 2 miesiące temu

        Max nie złościł się o to, że jego partnerka w zabawie śmiała się i co chwilę rzucała, że nie zgadł - no nie zgadł, takie życie. To były jego luźne pomysły, pierwsze co przyszło mu do głowy. Już i tak byli do przodu o dwie monety - gdy drakon odbierał od Avellany tą znalezioną przez nią, rzucił do niej krótkie “dzięki” i chuchnął na żeton jakby ten miał mu przynieść szczęście. Wcześniej jednak nie przeszkadzał dziewczynie w tym jak majstrowała przy koniu - zwierzę wyglądało na spokojnie, a gdyby on zerwał się by jej pomagać, mógłby tym zirytować wierzchowca i sprawić, że ten mógłby kopnąć pierwszą osobę, jaka się nawinie. Lepiej nie, to byłoby kiepski początek znajomości - żadna dziewczyna nie polubi faceta, który wyśle ją do szpitala z połamanymi kośćmi twarzy, nawet jeśli będzie ją tam na rękach jak księżniczkę niósł.

        Max uśmiechnął się krzywo do Avellany i bez słowa protestu wziął od niej widły. Co więcej to jego spojrzenie można było zinterpretować jako nieme “a nie mówiłem?”. Zaraz wziął się do pracy, wywijając widłami metodycznie i z werwą jakby miał w tym wprawę, choć w życiu na roli nie pracował. Był jednak chłopakiem robotnym i z naturalnym drygiem, dlatego szło mu naprawdę nieźle.
        Gdy jednak jego partnerka w grze go zawołała, przystanął na chwilę i wspierając się na widłach spojrzał w stronę światełka. Kiwnął głową i coś tam mruknął pod nosem wracając do pracy. Chyba powiedział “no widzę”. A później już wyraźnie “o!”, gdy coś w sianie się jednak znalazło. Odgarnął jeszcze widłami odrobinę siana, a Avellana schyliła się po odkryte przez niego znalezisko. Maximilaan zaraz zbliżył się, by przez ramię spojrzeć co było na tej kartce. Westchnął.
        - Kolejna zagadka - skomentował, bo dla niego to podpowiedź nie była, nic mu nie dawała. Z kamiennym wyrazem twarzy spojrzał w stronę wejścia do stajni, gdzie mrygało światełko wysłane przez mistrza tej gry. Ciekawe co będzie jak za nim nie pobiegną, znajdą je jeszcze czy będzie to oznaczało dla nich koniec gry? Szkoda by było, bo Avellanie wyraźnie zależało.
        - Nie dwoje lecz dziesięć i rysunek dłoni? - podsumował to co znaleźli do tej pory. - Co, chodzi o dłoń jako długość? Dziesięć… To tak kawałek nad głową - oszacował, podnosząc rękę na wysokość, o której mówił. Rozejrzał się.
        - O Prasmoku, nie nadaję się do tego - mruknął. Ależ by jego kumple mieli używanie widząc, jak ten sławny Max, jeden z najlepszych strażników, osobisty opiekun królowej, nie umie sobie poradzić z festynową zagadką.
        - A może chodzi o coś z jazdą? - gdybał dalej. - Nie jazda we dwoje tylko dziesięć osób? Czyli… Jest tu gdzieś wóz albo coś podobnego? - upewnił się, zaraz rozglądając się po stajni. Wiedział, że mieli mało czasu i jego ruchy nabrały wyraźnego wigoru, jak zawsze gdy musiał się spinać i działać na pełnych obrotach. Chodź zdarzało mu się ględzić, nie zamierzał się poddawać.

Awatar użytkownika
Avellana
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Avellana » 3 tygodnie temu

Avellana udała, że nie zauważyła tego wymownego spojrzenia drakona. To wcale nie chodziło o to, że już nie dawała rady. Po prostu nie chciała, by pradawny czuł się źle, gdy ona wykonuje tę ciężką robotę. Jednakże musiała przyznać, tylko nie na głos oczywiście, że radził sobie znacznie lepiej niż ona.
Gdy zastanawiała się nad światełkiem i już miała zaproponować porzucenie tego miejsca i ruszenie dalej szukać, właśnie wtedy Max coś chyba znalazł. Ucieszyła się i podeszła bliżej.

- Co my tu właściwie mamy... – Wzięła znalezisko, które same w sobie skarbem nie było a jedynie wskazówką, niestety albo stety. Szkoda, że czas w tym miejscu się kończył. – Dłoń, długość – myślała na głos i spoglądała, jak unosi dłoń nad głowę. – Czekaj, nie ruszaj się! – zatrzymała go, gdy miał rękę na wysokości oczu.

Myślała chwilę, spoglądając na skrzynkę. I uśmiechnęła się szeroko, nawet nie wyjaśniając, na co wpadła. Przykucnęła przy zagadkowym schowku i na ślepo zaczęła go badać z pomocą palców. Niespodziewanie, gdy wewnętrzne ścianki dotknęła wszystkimi palcami, coś stuknęło i udało się wyjąć wewnętrzną część skrzynki, która ukazało drugie dno, gdzie widniały, aż cztery monety, jednakże były tak ciasno upakowane, że nie miały wcześniej prawa grzechotać przy potrząśnięciu.

- Jesteś genialny! – Uściskała go, bo bez niego nie wpadłaby na ten pomysł. Zabawnie wyszło, bo dosłownie sekundę wcześniej wspomniał, że się do tego nie nadaje i gdyby Avellana zdążyła skupić się na jego kolejnych słowach, pewnie nie rozwiązałaby zagadki.

Tymczasem światełko akurat w tym momencie wystrzeliło jak z procy. Wygląda na to, że zdążyli w ostatniej chwili... Tylko co by się stało, jakby nie zdążyli? Upadła nie była pewna, ale obawiała się, że skoro już na początku nie było łatwo to prędzej czy później mogą się o tym przekonać.
W każdym razie tym razem to ona chwyciła go za rękę i rozpoczęła pogoń za magicznym drogowskazem. Poprowadził ich w całkiem inne miejsce, do sporego budynku, w którym mieściła się miejska biblioteka. Były tu bardzo wysokie sufity dostosowane do równie wysokich półek na książki. W powietrzu unosiła się woń starych pergaminów, a w miejscach, gdzie przez okno wpadały jeszcze ostatnie promienie zachodzącego słońca, widać było unoszące się drobinki kurzu. Miejsce było prawie puste, ale nie całkiem. Siedziało tu przy świecach kilku starszych panów, zapewne jakichś uczonych. Każdy z nich spojrzał na upadłą i drakona, gdy tak bezceremonialnie i z rozpędu wpadli do miejsca, gdzie zwykle panuje cisza. Wszyscy jak na zawołanie przyłożyli palec do ust i ich „cichnęli”.
Upadła uśmiechnęła się i wyszeptała ciche „przepraszam”, co po części podziałało - oburzone spojrzenia obecnych zniknęły na rzecz tego, czym byli zajęci wcześniej. Światełko natomiast jakby wniknęło w jeden z regałów.

- Zdecydowanie ciekawsze miejsce niż stajnia. – Avell z uśmiechem podeszła do książek i zaczęła je przeglądać.

Szczególnie jedna pozycja wpadła jej w oko, miała na grzbiecie złoty okrąg wyglądający jak jedna z monet, których szukali. Bez wahania ją otworzyła, a w środku były specjalnie wycięte kartki, które skrywały klucz. Był spory i srebrny, a przy nim leżała karteczka z podpowiedzią zapewne.

- Zobacz, Max – powiedziała, starając się utrzymywać cichy ton głosu i pokazała drakonowi kartę z trzema oznaczeniami, zapisanymi równo pod sobą „A13, N10, Z12”.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Błądzący na granicy światów
Posty: 12
Rejestracja: 1 rok temu
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 2 tygodnie temu

        Max lekko uniósł brew i to był ostatni ruch jaki wykonał przed tym, gdy zgodnie z wolą Avellany przestał się ruszać. Nawet się nie odzywał widząc, że ona ma ewidentnie jakiś grubszy pomysł, po prostu pozwolił jej działać. Zawsze to lepsze niż jego strzelanie na ślepo... Tym bardziej, że dość szybko okazało się, że miała rację i w końcu znalazła rozwiązanie głównej zagadki w tej stajni.
        - Gratulacje - odezwał się do niej z zadowoleniem Max. Zignorował wszelkie komentarze o tym, jakoby miał się do czegokolwiek w tym osiągnięciu przyczynić - przecież nic nie zrobił poza marudzeniem. Zgarnął odnalezione przez nią monety i schował je do sakiewki.

        Max był jak zawsze gotowy do biegu - w końcu całe jego życie polegało na tym, że musiał zachować nieustanną czujność, najpierw by przeżyć w slumsach, później w półświatku Irrasil, a na koniec by strzec swojej królowej. Gdy więc Avellana złapała go za rękę i pociągnęła, nie spotkała się z żadnym oporem - prawie tak, jakby wcześniej go uprzedziła "biegniemy!". Drakon pewnie złapał ją za dłoń i pognał za nią. Na ulicy zrównali się, a tam gdzie istniało ryzyko, że na kogoś wpadną, Max lekko przyspieszał i nadstawiał bark, osłaniając w ten sposób swoją towarzyszkę. Jego krótki ostrzegawczy okrzyk z reguły jednak wystarczył, by uniknąć kolizji i tylko spotkać się z komentarzem o niewychowanej, pijanej młodzieży (i nic to, że ta "młodzież" z reguły była starsza od tych, którzy na nią złorzeczyli...).
        Strażnik pałacowy lepiej znał miasto od Avellany i rozpoznał budynek biblioteki miejskiej od razu gdy tylko go zobaczył. Nie, by często tu zachodził, bo jakoś nigdy nie był wielkim entuzjastą literatury - może przez to, że czytać nauczył się dopiero po trzydziestce... Burakiem jednak nie był i wiedział jak się zachować w takim miejscu - nie była to wielka filozofia, wystarczyło zachować ciszę. Dlatego pewnie wtargnięcie jego i Avellany wywołało takie oburzenie. Strażnik - świadomy, że narobił bydła - skłonił się przed gośćmi biblioteki z ręką przyłożoną do serca na znak przeprosin, choć ani na moment się nie zatrzymał, ciągnięty dalej przez ścigającą świetlik dziewczynę.
        Gdy już ich magiczny przewodnik zniknął, a oni znaleźli się między półkami z książkami, drakon puścił w końcu dłoń Avellany. Na jej ciche komentarze odpowiadał pomrukami, samemu rozglądając się wśród zgromadzonych w tym miejscu woluminów. Księgę ze złotym krążkiem dostrzegł w tym samym momencie co ona, dał jej jednak pierwszeństwo gdy po nią sięgnęła. Z ciekawością zerkał jej nad ramieniem
        - Widzę - szepnął, choć przez tembr jego głosu i tak brzmiał trochę za głośno w tak cichym pomieszczeniu. - Może trzeba znaleźć te książki na półce? Dwunastą pod literą A, dziesiątą pod N i tak dalej? Sprawdzę tę pod A - oświadczył i od razu skierował się w odpowiednie miejsce, by sprawdzić swoją hipotezę. Nie spodziewał się co może tam zastać, by mogło mieć związek z kluczem: może jeden z tomów będzie stanowił ukrytą skrzynkę, może wśród kartek będą kolejne wskazówki. Liczył po prostu, że będzie to coś oczywistego, a nie że przyjdzie mu czytać cały znaleziony tom i dociekać co autor miał na myśli.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość