Irrasil[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Ogromne, warowne miasto i przylegające do niego wioski znajdują się na północnym stoku Wzgórz Mirinton. Miasto to zamieszkują głównie ludzie, elfy i naturianie, którzy uciekli z lasu. Z jakich przyczyn - to już widzą tylko oni sami. Tak, czy inaczej Irrasil jest ośrodkiem multikulturowym. Budynki zbudowane są z ciosanego drewna i kamienia.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Maximilaan
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 9 miesiące temu
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

[Centrum miasta] Prawda czy wyzwanie

Post autor: Maximilaan » 1 tydzień temu

Poprzednia służba

        Całe dwa dni wolnego - dla Maxa były to prawie wakacje. Jego bardzo obowiązkowy charakter sprawiał, że nie umiał zbyt długo wypoczywać i gdyby nie było go na służbie przez okrągły tydzień, pewnie w drugiej jego połowie miałby już wyrzuty sumienia, że się obija. Zresztą co miałby robić z tak długim czasem bezczynności? Nie miał rodziny, którą mógłby odwiedzać, nie miał domu, który by wykańczał, nie miał również potrzeby, by poznawać inne kraje i podróżować. Jemu wystarczyło to, co zapewniało mu Irrasil, a gdyby tak się zastanowić, to tak naprawdę wybór atrakcji miał w tym mieście całkiem spory. Cóż się dziwić: jako stolica i siedziba rodziny królewskiej miasto przyciągało rzesze artystów, podróżników i kupców, tętniło życiem praktycznie przez całą dobę, w dzień skupiając się na obowiązkach, a w nocy na przyjemnościach. No, może ten tryb dnia nie dotyczył typów spod ciemnej gwiazdy, dla których kolejność była odwrotna i kilku specyficznych zawodów, ale nie ma co wgłębiać się w szczegóły.
        Jeśli ktoś tak jak Max lubił od czasu do czasu oddać się czystej rozrywce, obejrzeć jakiś występ artystyczny, potańczyć czy rozerwać się w inny sposób w gronie znajomych, w Irrasil mógł znaleźć coś dla siebie niemal codziennie. Zwłaszcza, gdy tak jak teraz nadchodziła noc letniego przesilenia i całe miasto cieszyło się atmosferą tego święta natury. Wiele niezamężnych dziewcząt chodziło w tych dniach z wiankami na włosach, a podczas wieczornych tańców ofiarowywały je swoim nieformalnym partnerom bądź mężczyznom, którzy dopiero takowymi mogliby zostać, zaś szczęściarze, którzy zostali w ten sposób wybrani, zakładali sobie owe wianki na szyje i nosili je dumnie niczym medale. W tym czasie o wiele łatwiej było poznać kogoś nowego i ciekawego do takiej wymiany wianków, gdyż święto przyciągało do Irrasil wielu podróżników, którzy przyjeżdżali tylko po to aby się bawić. Karczmy, zajazdy i jadłodajnie miały w tym czasie prawdziwie złote żniwa, a w dzień przed samym przesileniem znalezienie jakiegoś noclegu graniczyło z cudem, nawet jeśli szukało się w najpodlejszych lokalach najgorszych dzielnic.
        No i właśnie dzisiaj był ten dzień. Max cieszył się, że królowa dała mu wolne akurat w takim okresie. To było święto takich jak on: samotnych. W noc przesilenia nie było zwyczaju, aby rodziny zbierały się na wspólne biesiadowanie, a wręcz przeciwnie, był to czas gdy ci żyjący w pojedynkę mogli wyjść do innych. Drakon więc zamiast pełnić kolejną senną wartę albo siedzieć w domu i wspominać bliskich, których już dawno nie miał, brał udział w każdej możliwej zabawie, jaka przypadła mu do gustu. Miał powodzenie i każdego wieczora dostawał mu się co najmniej jeden wianek. Dziewczyny lubiły takich jak on: atletycznie zbudowanych i zadbanych, ale jednocześnie zadziornych przez blizny na jego policzku. Lubiły wyobrażać sobie, że mają do czynienia z jakimś bohaterem i z dumą prowadzały się z nim pod ramię przez ten jeden wieczór. O więcej z reguły nie chodziło - jako to się mówi, noc była zbyt młoda, a poza tym kot pilnujący jednej mysiej dziury zdechnie z głodu, każdy więc dawał sobie kolejną szansę, by najwyżej wrócić z podkulonym ogonem… A Maximilaan nie starał się specjalnie. Żadna z dziewczyn nie przykuła specjalnie jego uwagi. Miłe, ładne, ale jednak nie w jego typie. Szkoda byłoby jednak akurat tę jedną noc spędzić bez nikogo, bo jakoś akurat teraz żadna się nim nie interesowała, a i on nikogo interesującego nie widział.
        Gdy nadszedł już wieczór, lecz ze względu na długi dzień było jeszcze jasno, drakon przybył razem z dwójką swoich kolegów ze straży na rynek. Choć się nie umawiali, żaden z nich nie przyszedł w swojej kurtce strażnika, które mogli nosić je również poza pałacem i był to prawdziwy lep na dziewczyny. Istniały jednak jakieś granice i przy tak ciepłym dniu noszenie ich byłoby mordęgą. Max był więc ubrany w białą tunikę z rękawami sięgającymi łokci, zdobioną czerwonymi haftami charakterystycznymi dla okolic Nandar-Ther oraz czarne spodnie - strój był wygodny i całkiem klimatyczny, a jasny materiał dobrze podkreślał jego trochę ciemniejszą cerę. Jego koledzy nosili zwykłe tuniki.
        - Z bronią? - Max wyglądał na zdegustowanego, gdy dostrzegł przy ich paskach miecze. - Oczadzieli?
        - Odruchu wyszło - zbył go jeden z nich. - Nie będę przecież wracał do domu by go odnieść. Piwo? - zmienił szybko temat, gdy dostrzegł, że drakon nie wyglądał na specjalnie przekonanego.
        - Piwo - przytaknął zaraz Maximilaan, odpuszczając temat mieczy. Strażnik, który zaproponował by się napić, udał się w stronę otoczonego przez wianuszek spragnionych stoiska z lokalnego browaru, a pozostała dwójka przysiadła przy jednym ze stołów dla biesiadników. Nigdy nie rozmieniali się na drobne: gdy pili razem, każdy po kolei stawiał jedną kolejkę aż wszyscy nie mieli dość.
        - Mało ludzi coś - ocenił drugi z kolegów Maxa.
        - Bo jeszcze wcześnie - odparł drakon z lekkim wzruszeniem ramion. - Nawet jeszcze do tańca nie grają - dodał, wymownie patrząc na grajków rozkładających się ze swoimi instrumentami. Zresztą, nie tylko muzykanci byli jeszcze niegotowi, to samo tyczyło się sporej rzeszy innych atrakcji, w tym wróżbitów, iluzjonistów i akrobatów, a poza tym również straganów z jadłem, choć te akurat w większej części były już gotowe: w końcu nawet jeśli ktoś nie zamierzał się bawić, mógł wpaść kupić coś ciepłego na kolację.
        - Widzę, że nie udało się nikogo znaleźć - zagaił kolega Maxa, wymownie patrząc na jego gołą szyję.
        - Nie, jakoś nie wyszło - przyznał bez żalu drakon.
        - A ta dziewczyna z twojej kamienicy, wiesz, ta blondynka?
        - O nie, nie ma mowy. Nie będę się mieszał z córką gospodyni - odparł zdecydowanie Max. To, że rzeczona panna się w nim podkochiwała stanowiło tajemnicę, którą znali wszyscy, choć jej się chyba wydawało, że jest zgoła odwrotnie. Wystarczyło jednak uchwycić jej wzrok gdy mijała się na schodach z Maximilaanem, by od razu wiedzieć co się święci. Dlaczego strażnik nie dał jej szansy? Nie była w jego typie - trochę zbyt głupiutka i zdecydowanie za młoda, bo miała chyba szesnaście czy siedemnaście lat, co nie było może nielegalne, ale na pewno niestosowne. Zwłaszcza, gdy jej matce płaciło się czynsz za mieszkanie. Jednak przy okazji święta przesilenia bardzo starała się, by złapać go na korytarzu i wręczyć mu wianek, ale Max przeczuwając, że to nie skończy się dobrze, zawsze wymykał się potajemnie, byle tylko nie musieć jej odmawiać albo zmuszać się do przyjęcia podarku, bo jedna wersja była dla niego gorsza od drugiej.
        - A co żeś taki ciekawy, może was sobie przedstawić, hm? - zapytał nagle drakon uśmiechając się cwaniacko.

Awatar użytkownika
Avellana
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Shirkhana, Avellana, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Avellana » 1 tydzień temu

Avellana odwróciła się natychmiast, słysząc krzyk kogoś obcego. Przyjrzała się dziwnej istocie i lekko uniosła brwi. Czym była? I co tu robiła? Kto to wiedział... A niby latająca mysz miała być niecodzienna…
Brunetka już miała zadać pytanie, gdzie von Lippenstein chce ją wysłać, ale nie zdążyła. Wszystko nagle zniknęło. Przez chwilę widziała ciemność, gdy nagle oślepił ją blask zachodzącego słońca? Jednakże nie to było problem - ona spadała. Przynajmniej nie długo, bo szybko wylądowała na czyimś stoliku. Ze względu na ciepłe dni karczmarze zadbali też o miejsca do siedzenia przed karczmą.
Plusem sytuacji był fakt, iż nie wpadła w żadne danie, minusem zaś fakt, że ze stolika mimowolnie sturlała się na kolana jakiegoś mężczyzny. Nie mogła od razu wstać, trochę zakręciło jej się w głowie i odczuwała ból w kilku miejscach. Będą siniaki.

- Najmocniej przepraszam, te portale… – Podniosła się chwiejnie i rozejrzała wokół. – Czy mógłby mi pan powiedzieć w jakim mieście się znajduję? I już więcej nie będę państwa niepokoić. – Spostrzegła czerwieniącą się powoli ze złości wybrankę owego mężczyzny. No trudno, to nie jej wina, że ma pecha do takich zdarzeń.
- Irrasil… - powiedział zdezorientowany, rozmasowując kolano, w które piekielna przypadkiem wbiła swój łokieć przy spadaniu.
- Dziękuję. – Upadła oddaliła się od karczmy, nie chcąc kłopotów i przystanęła na moment. Musiała pomyśleć, co się stało i co powinna zrobić. Jej uwagę przykuły wianki na głowach wielu dziewcząt. Niedaleko stała jedna z całym koszykiem wianków dla leniwych, którym się nie chciało zrobić własnych lub nie mieli na to czasu. Brunetka podeszła do niej.

- Wianki, wianki! Jedynie jeden ruen! – wykrzykiwała. – Proszę. – Założyła wianek Avellanie. – Należy się jeden ruen. – Uśmiechnęła się przekonująco.
- Dziękuję... – Po chwili namysłu Av zdecydowała się zakupić. – Jestem tu przejazdem, co to za święto? – spytała zaciekawiona.
- Och! Jak możesz nie wiedzieć! – pisnęła kobieta i natychmiast zabrała się do szczegółowego wyjaśniania, zdecydowanie zbyt obfitego w detale.

Upadła z trudem przerwała rozmowę, wciąż w grzeczny sposób, i ruszyła w głąb centrum. Nie bardzo wiedziała, jakie plany ma Lippenstein, ale skoro to jego sprawka to może i z Bjornolfem oraz Spinką wszystko było w porządku, w końcu byli mu potrzebni.
Póki nie wiedziała co robić ani gdzie iść. Kojarzyła mniej więcej gdzie leży Irrasil i było ono dość daleko od Szczytów
Fellarionu - znowu zrobiła potężny skok na mapie… niestety. Pozostało jej albo siedzieć gdzieś i czekać bezczynnie, albo dać wciągnąć się w tutejsze święto. Z dwojga złego to drugie było lepsze, a może przy okazji znajdzie jakiś nocleg.
Widziała, jak co niektóre dziewczyny ofiarują swoje wianki mężczyznom. To było całkiem urocze. Później upadła zaczęła dostrzegać, jak większość osób dopiero się przygotowuje i rozkłada czy to instrumenty, czy to budki gdzie można było kupić coś ciekawego, smacznego lub przydatnego. W mieście dopiero zaczynało się życie, mimo iż dzień zmierzał ku końcowi. Nagle spostrzegła jak jedna osoba, będąca całkiem „przy sobie”, wyciąga jakieś rzeczy z wielkiego, zdobionego kufra. Mężczyzna był bardzo niski, wręcz mały, miał całkiem wysoki i kolorowy kapelusz oraz równie chaotyczne w swej barwie ubrania, kompletnie do siebie niedopasowane i niesymetryczne. Przyciągnął uwagę nie tylko jej, wielu ludzi zatrzymywało się i patrzyło, co im zaprezentuje dziwny grubasek. Najwyraźniej zirytowało go, że wszyscy spoglądają na przygotowania i zaprosił za chwilę, prosząc, aby na razie ludzie się rozeszli. Avellana wzruszyła ramionami i poszła przed siebie. Nie oddaliła się jednak zbytnio, chciała zobaczyć, co dziwny jegomość ma do zaprezentowania, więc postanowiła przysiąść sobie przy pobliskim stoliku podlegającym pod tutejszy browar, zamierzała chwilę poczekać. Nim jednak dała odpocząć swym nogom, jeden z mężczyzn, będący już w opór pijany i wyrwany prawdopodobnie z jakiejś bójki wpadł prosto na nią, więc po raz kolejny tego wieczoru się wywróciła na kogoś, na szczęście był to inny mężczyzna, była tego pewna - tamten nie miał blizn na policzku.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 9 miesiące temu
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 6 dni temu

        - Już myślałem, że ty dopiero chmiel zbierasz na to piwo - prychnął Max, gdy ich kolega wrócił nareszcie z trzema solidnymi kuflami z drewna, w których mieściła się szczera kwarta złocistego trunku zwieńczonego sprężystą pianką, której w tych stronach się nie ścinało, bo to przecież marnotrawstwo.
        - ...No ale wybaczymy - dodał wymownie drakon, bo oprócz kufli jego znajomy miał jeszcze jedne łup: wianek zawieszony na szyi. A gdy kumple przy stoliku dojrzeli jego trofeum, wręcz pękał z dumy.
        - Co to za księżniczka się na ciebie złapała?
        - Barmanka, a jak - oświadczył Max, a pozostali dwaj spojrzeli na niego z zaskoczeniem: skąd on to niby wiedział? Drakon nie kazał im długo czekać na rozwiązanie tej zagadki.
        - Zawsze się tak wyrywasz po nową kolejkę i zawsze ci to tyle czasu zajmuje, gdy ona jest… Chłopie, miałem siostrę, a teraz pilnuję jej wysokości, myślisz, że ja nie widzę takich rzeczy? Wiesz jak to się mówi, gdy masz syna pilnujesz tylko jego, ale gdy masz córkę pilnujesz pół miasta.
        - Gadasz jakbyś był jej starym…
        - Mógłbym być - przytaknął Maximilaan po chwili namysłu, jakby dopiero rachował czy to było technicznie wykonalne. Liczyć jednak nie musiał, bo dobrze pamiętał, że on praktycznie pracował w pałacu tyle, ile jego królowa miała lat.
        - Ej… A nie kojarzysz czy ona… Ach, kurw…!
        - Należało ci się - warknął ostrzegawczo Max, bo to on kopnął kumpla pod stołem z całą siłą, nim ten dokończył pytanie. Dobrze wiedział czego miało ono dotyczyć: czy Valerija również bawi się w wianki. Albo bawiła się, gdy zdarzało jej się wymykać z pałacu. Max wiedział jaka jest prawda, ale postanowił o tym nie mówić, by nie robić swojej podopiecznej złej sławy, bo nieważne co by powiedział, można to było zinterpretować na co najmniej dwa sposoby.
        - Jesteś poza służbą - burknął drugi strażnik, rozmasowując sobie obolałą piszczel.
        - W tym zawodzie nie ma czegoś takiego. Wypijmy za to - zaproponował, wznosząc swój kufel. Poczekał chwilę nim napił się solidny łyk.
        - Max, a ty nigdy…
        Nim pytanie zostało dokończone (a ciekawski strażnik tym razem zasłużył sobie na kopniak łamiący nogę), nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Mianowicie rozmowy o babach sprawiły, że jedna z nich dosłownie się zmaterializowała na kolanach Maxa. No, może nie do końca zmaterializowała, bo nie była to kwestia magii, a zwykłego potknięcia się. Drakon zadziałał machinalnie i szybko, jak na jego rasę przystało, złapał niewiastę wpół, a drugą rękę w której dzierżył kufel odsunął od siebie, by nie wylać piwa. Spojrzał na pannę, która przewróciła się na jego kolana. No… lepiej nie można było chyba trafić. Zgrabna, ładna - żaden kawaler na miejscu Maxa by się nie obraził. I w sumie on też nie miał zamiaru, ale zaskoczony sytuacją nie miał czasu tego roztrząsać - otworzyło się jego smocze oko, jak zawsze w sytuacji potencjalnie niebezpiecznej.
        - Ej! - huknął gwałtownie, obracając się w miejsce, w którym pewnie wcześniej stała dziewczyna. Dojrzał tam pijanego w sztok jegomościa, który ledwo gramolił się z ziemi. Zdawało się, że sam mógł być ofiarą jakiejś trwającej niedaleko przepychanki, ale tego drakon nie dociekał: delikwent nie wyglądał na sponiewieranego, więc mógł być pociągnięty do odpowiedzialności .
        - Przeproś panią i zjeżdżaj stąd, a już! - nakazał mu Maximilaan tonem zarezerwowanym dla strażnika na służbie. Wzbudzał respekt, zwłaszcza gdy widziało się jego oblicze poprzecinane bliznami i tych dwoje odmiennych oczu. Pijaczek momentalnie się zląkł i międląc w rękach własną czapkę wydukał przeprosiny, po czym czmychnął, by nie narażać się już nikomu więcej. To nie był najwyraźniej jego dzień.
        Max zaś momentalnie się uspokoił. Odetchnął, a gdy mrugnął jego oczy miały już ten sam brązowy kolor. Zorientował się jednocześnie, że nadal obejmuje dziewczynę, która przypadkiem na niego spadła. Puścił ją.
        - Przepraszam - mruknął, trochę połykając ostatnią sylabę. - Nic się pani nie stało?
        - Pannie… - poprawił go teatralnym szeptem jeden z jego kumpli, wymownie gapiąc się na wianek nieznajomej, który trochę przekrzywił się przy upadku.
        - To nie był chyba znajomy, co? - dociekał ostrożnie drakon. Nie wykonał przy tym żadnego gestu, aby pozbyć się dziewczyny... Byłby głupi, gdyby to zrobił.

Awatar użytkownika
Avellana
Szukający drogi
Posty: 47
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Shirkhana, Avellana, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Avellana » 4 dni temu

Avellana ucieszyła się nawet, że drakon zdołał ją złapać - już dość dziś nazbierała siniaków. Przez te kilka sekund, gdy upadła dochodziła do siebie po tej nieprzyjemnej sytuacji, mogła w miarę dokładnie przyjrzeć się mężczyźnie. Uśmiechnęła się do niego, nawet wygodnie jej było w jego ramionach. Nie chciała jednak przedłużać tego momentu, żeby nie zrobił się niezręczny i przestał być jednym z tych mile wspominanych.
Nim jednak to zrobiła, pradawny krzyknął ku temu pijusowi, który sprawił, że tu się znalazła. To miłe, że zwrócił uwagę na tego dziadygę, nawet nakazał mu przeprosić. No, no, chyba musiał być kimś ważnym, a przynajmniej szanowanym. Jego ubranie tylko upewniało Av w tych podejrzeniach. "Czy on miał dwukolorowe oczy, a teraz są normalne? Chyba za mocno uderzyłam się w głowę" – pomyślała, przypominając sobie czy faktycznie miało to miejsce wśród tego całego poturbowania.

- To ja przepraszam, dałabym sobie z nim radę, ale jestem trochę oszołomiona tym wieczorem – stwierdziła zgodnie z prawdą. – Przeżyję – odpowiedziała drakonowi z uśmiechem.

Dopiero zdała sobie sprawę, że nadal była w jego objęciach. Od razu wstała. Poprawiła kosmyki włosów opadające jej na czoło i podziękowała za pomoc, bo nawet jeśli poradziłaby sobie z pijakiem, to jednak kultura wymagała.

- Avellana – odpowiedziała na ciche pytanie, które jednak usłyszała od drugiego mężczyzny. – Nie, nie – zaprzeczyła natychmiastowo. – Dopiero co przybyłam do tego miasta, jestem niemal pewna, że nie ma tu żadnych moich znajomych – powiedziała, chcąc zagaić rozmowę.

Nim jednak porządnie się rozgadali, ten drobny grubasek zaczął wykrzykiwać, że wszystkich do siebie zaprasza. Najwyraźniej już był gotowy i chętny do zaprezentowania tego, co miał w zanadrzu. Ludzie zaczęli się schodzić i wkrótce już mało co było widać, ponieważ szybko zajęli miejsca z przodu, dosłownie otoczyli jego stoisko. Niższe dzieciaki przepychały się między nogami dorosłych, byle też coś widzieć. Najwyraźniej było to niebywale warte uwagi.

- Wiecie, o co w tym chodzi? – spytała Maxa i jego kolegów.
- Zapraszam, zapraszam! Panie i panowie! - Niziołek przy kości zwoływał jeszcze więcej ludzi. Jak wcześniej wszystkich rozganiał, tak teraz pragnął, jak najwięcej widzów.

Upadła miała ochotę podejść, ale było już tak tłoczno, że równie dobrze mogła siedzieć tutaj, bo to i tak było całkiem dobre miejsce. Szczególnie, że barwnie ubrany mężczyzna miał niezwykle donośny i wyraźny głos.

- Wszyscy możecie wygrać! – zawołał, a przez tłum przeszła fala radosnych i zaciekawionych szeptów. – Aczkolwiek! – Zamilkł na moment i poczekał, aż napięcie osiągnie znacznie wyższy poziom. – Nie wszystkim się uda! – Aktorsko posmutniał. – Na szczęście dla przegranych też będzie niespodzianka – zachichotał.

Mieszkańcom Irrasil bardzo przypadło to do gustu i zaczęli wykrzykiwać pytania, jaki rodzaj zabawy przygotował pocieszny grubasek, co mają zrobić i jakie nagrody mają szansę wygrać.

- Już, już! Posłuchajcie! Gdzieś na terenie miasta poukrywałem takie oto żetony. – Wyjął jednego z kieszeni i podniósł wysoko, choć niewiele to dało przy jego wzroście. Moneta była całkiem duża, miała rozmiar kobiecej dłoni i była na niej niedbale wyrzeźbiona czterolistna koniczyna. – Oprócz monet możecie natrafić na wskazówki, które doprowadzą was do ukrytej większej ilości. Kto znajdzie najwięcej, dostanie najlepsze nagrody! – Wyciągnął ze swojej skrzyni artefakty, od których emanowała magia, złote przedmioty, worek z ruenami, a także mnóstwo innych skarbów. – Jedna zasada, musicie działać w parach! – W tym momencie zaczął wyrzucać ze skrzyni bransoletki. Były różne, ale każda miała swoją „bliźniaczkę” i jak się okazało, ludzie musieli odnaleźć tego, kto ma takową, by wystartować w zabawie.

Avellanie dosłownie na głowę spadła jedna z nich. Wyglądała bardzo prosto, pojedynczy czerwony koralik na ciemnym rzemyku. Założyła ją ochoczo. "A co mi tam" – pomyślała i zaczęła rozglądać się za swym partnerem lub partnerką.

Nie musiała daleko szukać, bo już po chwili zauważyła jak jedna spada pod nogi drakona. Sama nie wierzyła w taką zagrywkę losu, ale stało się, może nawet mieliby szansę wygrać coś cennego.

- Spróbujemy szczęścia? – spytała pradawnego, licząc, że odpowiedź będzie twierdząca.

Awatar użytkownika
Maximilaan
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 9 miesiące temu
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Maximilaan » 3 dni temu

        Drakon wcale nie musiał być kimś ważnym, by inni się go słuchali - był dobrze zbudowany, miał donośny głos i odpowiednią postawę, by wzbudzać respekt nawet gdy był po służbie. Zakładał zresztą, że po pierwsze: nikt nie będzie go kojarzył z pałacu, gdyż przeciętni mieszczanie rzadko tam bywali, a dwa: jego pozycja również nie zrobiłaby na większości wrażenia. On sam w sobie wystarczył, zwłaszcza gdy przyszło mu ustawić do pionu takiego pijaczynę, któremu mógłby złamać kark jedną ręką jak zapałkę. Nawet zrobiło mu się trochę żal tego typa, ale gdy dostrzegł podziw w oczach dziewczyny, w której imieniu interweniował, żal mu trochę zelżał.
        Jego koledzy zaś patrzyli na tę scenę z niedowierzaniem - obojgu przyszło do głowy, że ten to miał farta, oni starali się o wianki, a tymczasem Maxowi na szyję rzuciła się od razu dziewczyna. Oczywiście wiedzieli, że to tak proste nie jest, ale drakon nie był w ciemię bity i jeśli to przeznaczenie to nie pozwoli, by przeszło mu koło nosa. Farciarz. I jeszcze ta panna całkiem wygadana - tak bez żadnego krygowania się powiedziała jak się nazywa i wcale nie czmychnęła od nich.
        - Maximilaan - przedstawił jej się strażnik, również wstając, bo nie wypadało by rozmawiał z nią siedząc, podczas gdy ona wstała. Reszta też podała swoje imiona, ale jakoś się w tej sytuacji nie liczyli.
        Nim jednak zaczęła się jakakolwiek rozmowa, całą uwagę zgarnął grubas na stoisku nieopodal, wokół którego momentalnie zebrały się tłumy, a i Avellana sprawiała wrażenie, zainteresowanej.
        - Nie wiem… - mruknął w odpowiedzi strażnik. - Chyba jakaś loteria… - rzucił przypuszczeniami. Dał jednak szefowi tego zamieszania zdradzić co miał w zanadrzu i nie zabiegał przez moment o uwagę Avellany, która słuchała z zainteresowaniem.
        Max wykazywał się raczej umiarkowanym entuzjazmem co do tej zabawy. Fakt, nie miał ciekawszych pomysłów na wieczór, ale jakoś bieganie po mieście w poszukiwaniu fałszywych monet i to jeszcze w parze z kimś zupełnie obcym nie brzmiały dla niego wystarczająco zachęcająco, by ruszyć tyłek od stołu. Zwłaszcza, że miał jeszcze pół piwa. Siedział w miejscu i obserwował deszcz bransoletek tak długo, aż nie zobaczył, że jedna leciała prosto w kierunku ich stolika, a swój lot zakończyła we włosach Avellany. Był ciekaw jej reakcji. O dziwo dziewczyna podeszła do pomysłu z większym entuzjazmem od niego i praktycznie od razu założyła swoją bransoletkę, po czym natychmiast zaczęła szukać drugiej osoby z rzemykiem ozdobionym czerwonym koralikiem.
        - Poważnie? - wyrwało się zaskoczonemu drakonowi, gdy bliźniacza bransoletka Avellany spadła prosto między jego nogi. Nie czuł się w żaden sposób zobligowany ani zmuszony do tego, by ją podnieść - uważał, że tak długo jak jej nie podniesie, nie są w stanie zmusić go do wzięcia udziału w tej grze ani tym bardziej grozić mu karami. Gdy więc w końcu się po nią schylił, zrobił to z własnej nieprzymuszonej woli. Zdecydował się na udział w zabawie za sprawą Avellany. Co prawda nie znał jej w ogóle i nie wiedział jak będzie im się współpracować, ale uznał, że to na pierwszy rzut oka miła dziewczyna i może warto poznać ją bliżej. Udział w tej grze będzie do tego doskonałą okazją. A zresztą, może akurat uda im się przy okazji coś wygrać.
        - Jak z tobą to chętnie - oświadczył, schylając się po bransoletkę i zakładając ją na nadgarstek. O dziwo zarówno na nim, jak i na Avellanie ta prosta biżuteria leżała idealnie, nie wpijała się w rękę ani nie spadała, choć nie dało się jej regulować.
        - Jeszcze coś! - zawołał mistrz ceremonii, dramatycznym gestem wyciągając zza stolika dużą klepsydrę. - Od tej pory aż do świtu ta klepsydra obróci się dziesięć razy. Za każdym razem, gdy przesypie się w niej piasek, zaczną pojawiać się pewne... utrudnienia w naszej grze - wyjaśnił uśmiechając się niby słodko, ale jednak też trochę jadowicie. Zaraz podniosły się pytania co to za utrudnienia.
        - Niespodzianka! - odparł karzełek. - Pamiętajcie o nagrodach i bawcie się dobrze! Czas start!
        Wykrzyczawszy sygnał do rozpoczęcia poszukiwań grubas obrócił klepsydrę, w której powoli zaczął przesypywać się proszek wyglądający jak czyste złoto. Jednocześnie drugą ręką wyrzucił coś w górę - Maxowi wydawało się, że to monety, ale szybko pojął, że to jakieś magiczne kulki, które wzleciały znacznie wyżej niż nakazywała logika. Drakon w mig pojął co to będzie. Trzema potężnymi łykami dopił swoje piwo, otarł usta przedramieniem i złapał swoją partnerkę za rękę.
        - Szykuj się do biegu - mruknął do Avellany, obserwując bacznie świecące na żółto punkty. Gdzieś za nim jego koledzy zagwizdali, ze śmiechem życząc im powodzenia w zawodach.
        Nagle świecące punkty zatrzymały się na pewnej wysokości, gdzie zaczęły kręcić się coraz szybciej i szybciej, aż w końcu wystrzeliły we wszystkich kierunkach jakby wypadły z jakiegoś potężnego bębna.
        - Chodź! - zawołał równocześnie Max, biegnąc w tym samym kierunku, co jedna z kulek. Niewiele innych par od razu pojęło ten zamysł, więc w pogoń za wskaźnikami ruszyła jeszcze tylko garstka osób, reszta zaś nadal kłębiła się przy straganie karzełka próbując dojść o co chodzi.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Irrasil”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość