Duch nauki.


Miasto Teravis położone w środkowej części Równiny Magenar otoczone jest zewsząd grubym murem, z pomarańczowej cegły. Jako, że z każdej strony narażone jest na najazdy posiada tylko jedną bramę wjazdową strzeżoną dzień i noc przez dziesiątki strażników.

Postprzez Iru » Pn cze 18, 2018 5:56 pm

        W odróżnieniu od Crewila, Iru uwielbiała spędzać czas wśród rówieśników. Czuwanie nad chłopakiem szamanka podzieliła na warty, a gdy rola ta akurat przypadała Skoczkowi, dziewczyna miała czas, aby poznawać miasto widziane oczyma młodocianych łobuzów. Dzieciaki chętnie pokazywały jej tajemnice Teravis, a w zamian za to Iru czasem uczestniczyła w ich spektakularnych akcjach. Na przykład tych związanych z polowaniem na słodkie bułki. Szamanka miała cichy i lekki krok, doskonałą koordynację ruchową, pozwalającą jej wspinać się na dachy budynków, a także niezwykłą umiejętność rozkładania ciężaru swojego ciała, w taki sposób, że potrafiła przejść po starych dachówkach, nie krusząc ani sztuki. Była przy tym niezwykle silna, co idealnie wpasowywało się w plan zdobycia przysmaków piekarni. Kluczem do sukcesu w tej próbie okazywało się doskonałe wyczucie czasu, a jej głównym etapem było wejście na dach i spuszczenie małej przez komin, tak aby mogła wykraść wypieki prosto z rusztu. Rzecz jasna dla bezpieczeństwa najpierw do liny przywiązywało się mysz, opuszczało gryzonia na dół, a następnie sprawdzało czy ten aby się nie przypalił czy też udusił. Dopiero wówczas do akcji wkraczała najmniejsza z bandy. Jednocześnie para chłopaków zajmowała się tak zwaną dywersją, na przykład tarzając się w smole i strasząc eleganckie damy przed piekarnią.
        Dzięki temu Iru wiedziała, że piegus, gruby i mysz, tak naprawdę nazywają się „szmiertelne bządło”, „goszki” i „ciepła łapa”. Iru szczególnie polubiła tą ostatnią. Mała dziewczynka uczesana w warkocze, była wyjątkowo dzielna, pomysłowa i sprytna, a co równie ważne, jej pomysły zazwyczaj były dużo prostsze w interpretacji niż zawiłe koncepcje Crewila. Bo z tej ostatniej szamanka zrozumiała tylko jedno słowo. Ucieczka. Nareszcie. Najwyraźniej bohaterski czyn Świszczącego Kotła obudził w ludziach pragnienie wolności. Crewil zapragnął wydostać się z szponów bestii, a dziewczyna była gotowa zrobić wszystko by pomóc mu dokonać tego wielkiego czynu.
        - Kamienny Ślimak nie podda się łatwo – powiedziała uroczyście. - Wszędzie ma swoje oczy, a wszystkie one obserwują tych, który marzą o wydostaniu się z jego trzewi. Teraz zaś, gdy Świszczący Kocioł wybił mu zęby, tym bardziej wzmógł swoją czujność, ponieważ zrozumiał, że ludzie potrafią oprzeć się jego woli. Ale bez obaw. Szamanka wyprowadzi nas stąd, w taki sposób że nikt tego nie zauważy. Wiem wszystko o duchach a co za tym idzie wiem tez jak sprawić abyśmy rozpłynęli się w powietrzu. Widziałam też jak żylaste ramię potwora wciąga różne rzeczy na jego grzbiet, co podsunęło mi myśl, że sami również możemy skorzystać z tej metody. Ostatecznie droga przez pysk bestii nie jest jedyną, którą można wydostać się z jego żołądka.  
        Obserwując minę Crewila, łatwo można było się zorientować, że w chwili obecnej Iru i wynalazca zdawali się myśleć w zupełnie innych kategoriach. Na szczęście nawet bujna wyobraźnia chłopaka nie działała tak sprawnie, by podsunąć mu do głowy obraz Skoczka, którego szamanka zamierzała opuścić na linach z wysokości murów, tylko po to by chwilę później ta samą drogą przemycić Crewila i Pyłka. Za to pomysł, aby przemalować całą drużynę łobuzów spodobał się wszystkim. No, prawie wszystkim nie licząc upartego Szmiertelne Bządło.
        - To dobrze, że chcesz upamiętnić wyczyn Świszczącego Kotła. Jego duch będzie ci wdzięczny – uznała Iru widząc jak Crewil mocuje na głowie dziewczynki resztki z dzielnego golema. Szamanka nie wiedziała co to ma dać, za to doskonale czuła powagę jaką niosły z sobą wszelkiej maści rytuały pogrzebowe, a szczegół w postaci tego, iż nieboszczyk był jedynie z drewna i metalu, w żaden sposób nie odbierał powagi temu wydarzeniu. Fakt, iż Goszkiego przebrano za koński zadek, dziewczyna dyskretnie postanowiła przemilczeć. Była tu obca wiec powinna szanować tradycje miejscowych. Dlatego też z powagą rysowała wzory na twarzach dzieciaków.
        Gdy wszystko było już gotowe, Crewil dał znak, aby każda z grup ruszyła w swoją stronę. Chłopak upierał się, aby przed wielką ucieczką po raz ostatni zajrzeć do jego chaty, a szamanka uznała, że powinna pozwolić mu na takie pożegnanie. Poza tym pozorowany powrót do warsztatu mógł okazać się sprytnym manewrem mającym osłabić czujność bestii.  
        Nieoczekiwanie okazało się, że chata chłopaka nie jest pusta.
        - Wejdźcie proszę. Czekając na was postanowiłem się nieco rozgościć – powiedział mężczyzna, który z zainteresowaniem studiował pergaminy porozrzucane po całej pracowni. – Tak jak się domyślałem, ten błazen Feline nie stanowił dla pana wyzwania, panie Rudhof. Co zresztą bardzo mnie cieszy, ponieważ to co zamierzam zaproponować przeznaczone jest tylko dla wybranych uszu.
        Iru próbowała przypomnieć sobie kim jest ów człowiek. Wiedziała, że miejscowi nazywają go Lordem Protektorem, chociaż znaczenia żadnego z tych słów nie była w stanie zrozumieć.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » So cze 23, 2018 6:39 pm

        Maie z zachwytem przyglądała się przebierankom, śmiejąc się z oburzenia piegowatego chłopca. Kiedy dziewczynka w warkoczykach poprosiła ją o pomoc w zamocowaniu rogów, Melika zajęła się tym z powagą i dużym zaangażowaniem. Patrząc na jej skupioną minę i wysunięty koniuszek języka mogłoby się wydawać, że nie istnieje nic ważniejszego na całym szerokim świecie.
Efekt końcowy był wspaniały! Żadne z dzieci ani odrobinę nie przypominało swoich pierwowzorów, ale najważniejsze elementy zostały zachowane - fartuch i gogle, pióra i czerwone wzory, a także fioletowa twarz i coś na kształt rogów. Z daleka (bardzo, bardzo daleka i na dodatek w tłumie) można by ich nawet pomylić. A dokładnie o to chodziło. Łobuziaki rozbiegły się na wszystkie strony, ustalając między sobą tajemne symbole i dźwięki, którymi będą się porozumiewały. Dumna Melika uśmiechnęła się szeroko
- Teraz jest mnie dwie! - powiedziała refleksyjnie, posłusznie wędrując z powrotem w głąb miasta.
        Szli krętymi uliczkami, a pomarańczowe ściany i poruszające się na lekkim wietrze szyldy coraz bardziej jej się podobały. W zaułkach, z dala od gwaru głównego placu, panowała aura tajemniczości. Nie była to okolica niebezpieczna, raczej taka, w której późnym wieczorem można spotkać załatwiających lewe interesy kapłanów. Ludzi mijali niewielu i mało kto zwracał na nich uwagę. Jedna czy dwie osoby obrzuciły ich bardziej zainteresowanym spojrzeniem, jednak dojrzawszy Crewila odwracały wzrok, mrucząc pod nosem “No tak” albo “To ten dziwak”. Dziewczynka uśmiechała się do wszystkich, nieświadoma faktu, że stała się uciekinierem tak jak reszta jej towarzyszy.
        Wnętrze chaty Crewila wyglądało intrygująco. Wypełnione szpargałami i dokumentami sprawiło, że fioletowa przez chwilę nie zauważyła mężczyzny, który rozsiadł się wygodnie w fotelu. Słyszała co prawda szelest kartek i czyjś spokojny oddech (czubki jej uszu poruszały się przy każdym głębokim wdechu), jednak nie zwracała na niego najmniejszej uwagi. W mieście było tak wiele dźwięków, że starała się odgrodzić od nich i wyciągać na pierwszy plan tylko te najpotrzebniejsze. Kiedy odezwał się, podskoczyła zaskoczona i spojrzała na niego szeroko otwartymi, srebrnymi oczami. Miał miły głos. Niski, aksamitny i idealnie pasujący do pociągłej twarzy ozdobionej srebrno-czarną brodą. Wyglądał sympatycznie. Nie wiedziała czym się zajmuje, ale polubiła go. Miał duże dłonie osoby, która mimo wysokiego pochodzenia przepracowała niejeden dzień i elegancki, bordowy płaszcz wyszywany złotą nicią.
- Dzień dobry! - powiedziała wesoło w jego kierunku.
- Dzień dobry - odparł uprzejmie, momentalnie kierując swoją uwagę z powrotem na Crewila. - Nie sądziłem, że będziesz miał towarzystwo, ale może to lepiej. Twoi przyjaciele mogą ci pomóc w zadaniu, które chciałbym ci powierzyć.
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Wt cze 26, 2018 11:59 am

        Uwaga Crewila skoncentrowana była głównie na tym, aby jak najszybciej zabrać z sobą cenną własność i kontynuować ucieczkę z miasta, dlatego też gościa w swoim domu chłopak zauważył dopiero w momencie, gdy lord protektor odezwał się do nowo przybyłych. Wynalazca podskoczył jak oparzony, natychmiast próbując ruszyć w kierunku drzwi, jednak na jego drodze stanęła niczego nieświadoma Iru, która z ciekawością wepchnęła chłopaka prosto przed oblicze człowieka, którego bało się całe miasto, a przynajmniej bała ta część mieszkańców, mająca jakieś pojęcia o tym kto w Teravis pociąga za sznurki.
        Na pierwszy rzut oka Lord Protektor sprawiał wrażenie sympatycznego, zadbanego mężczyzny o nienagannych manierach. Smukła sylwetka, pogodna twarz z charakterystyczna starannie przyciętą trójkątną bródką, idealnie zaczesane włosy i łagodny głos, w niczym nie sugerowały iż człowiek ten mógłby być niebezpieczny. Zresztą rola obrońcy miasta wcale nie sprowadzała się do tego, by toczyć w jego imieniu heroicznie pojedynki, a pełniący tę funkcję powinien charakteryzować się przede wszystkim dociekliwym umysłem, nie zaś rozbudowaną muskulaturą. Uczciwie trzeba było przyznać, że sprawujący ją obecnie człowiek idealnie nadawał się do takich zadań.
        Niewielu wiedziało jak Lord Protektor nazywa się naprawdę, za to on wiedział wszystko co działo się wewnątrz miejskich murów. Siatka jego szpiegów działała perfekcyjnie. Wśród mieszkańców krążyło powiedzenie, że jeśli interesuje cię kim zostanie twoje nienarodzone dziecko, powinnaś zapytać w Wieży Szeptów. Lord protektor już to wiedział. Mężczyzna ten nie tylko skrupulatnie gromadził wszystkie informacje na temat działań mieszkańców, ale też doskonale potrafił je analizować i jeśli trzeba było, przeciwdziałać. Nic się przed nim nie ukryło. Z przypalonej patelni bez trudu był w stanie wywnioskować co jadłeś na śniadanie dwa dni temu. Jednak tym co przede wszystkim charakteryzowało Lorda Protektora była jego chorobliwa podejrzliwość, której efektem był rozkaz śledzenia samego siebie. W jego opinii każdy mógł okazać się zdrajcą, a zatem nikogo nie nalazło wykluczać z groma podejrzanych.
        - Aaa.. pan.. pan.. …pan… co za miła nie niespodzianka – wydukał Crewil.
        - Nie. To ja jestem zaszczycony mogąc pana poznać, panie Rudhof. Wiele słyszałem o pańskich dokonaniach, jednak nie dawałem im wiary dopóki nie zobaczyłem tego. – Mężczyzna położył na blacie czytaną przed chwilą książkę. – Interesująca teoria.
        - Proszę nie brać wszystkiego dosłownie. Ludzie wyolbrzymiają – natychmiast zaprotestował Crewil, przekonany iż temat dotyczy zniszczonej bramy. Stres jaki udzielił się wynalazcy sprawił iż ten nie był w stanie trzeźwo myśleć, całą swoja uwagę skupiając tylko na tym, by jakoś wyłgać się z oskarżeń. – Poza tym to wszystko przez te pomalowane dzieciaki. Doprawdy zachodzę w głowę dlaczego nas z nimi mylą.
        - Nie przyszedłem rozmawiać o dzieciach…
        - Oczywiście biorę na siebie część winy – jak najszybciej wyrzucił z siebie chłopak. – czasem nie zdajemy sobie sprawę kogo i do czego zainspirujemy. Dlatego też godzę się pokryć koszty.
        - Koszty? – zdziwił się Lord Protektor.
        - No … bramy.
        - Jakiej bramy?
        - Co? Nie. Nie powiedziałem bramy. Raczej ramy, znaczy się gramy. Albo barany. Proszę zapomnieć – miotał się Crewil.  
        - Panie Rudhof, oboje jesteśmy ludźmi światłymi, którym los przypisał niezwykle istotne zadania. Chyba nie muszę panu przypominać jak bardzo nie na miejscu jest marnowanie naszego czasu? – zauważył mężczyzna.
        - Rozumiem. Pan mówi, a ja słucham.
        - Tak lepiej. A zatem naprawdę istnieje mechanizm zdolny zatrzymać światło tylko po to, by uwolnić je w danej chwili? – spytał obrońca królestwa. - Wszystkie te pryzmaty, absorpcja i energia.
Crewil dopiero po chwili zorientował się, że tym razem jego gość oczekuje odpowiedzi.
        - To tylko teoria. Jakiś stary krasnoludzki projekt. Zresztą uważam, że jego autor jest w błędzie i należałoby przesunąć ogniskową…
        - Nieważne. Darujmy sobie szczegóły. Skupmy się raczej na tym, iż na moim miejscu ktoś bardziej podejrzliwy mógłby uznać, że tworzy pan broń.
        - Broń? Nigdy w życiu! Po co? – dziwił się wynalazca.
        - Mnie interesuje bardziej pytanie dla kogo – oświadczył Lord Protektor. – Gorąco wierzę, że tak jak ja, przede wszystkim ma pan na uwadze bezpieczeństwo naszych czcigodnych obywateli, a wszystko co pan robi, czynione jest z myślą aby ich ochronić. Po prostu zapomniał pan mnie o tym poinformować. Konkluzja z tego jest natomiast taka, że skoro pragniemy tego samego, to czemuż nie mieliśmy sobie wzajemnie pomagać?
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » Śr cze 27, 2018 12:56 pm

        Iru niezmiernie rzadko decydowała się wchodzić do wnętrza jaskiń zwanych przez Crewila domem. Chciała poznać miejscowe zwyczaje i przyjemniej spróbować zrozumieć motywy, dla których ludzie decydują się mieszkać w czymś takim, jednak za każdym razem gdy przekraczała wejście do siedziby chłopaka, musiała przełamywać wewnętrzny opór. Mimo pozytywnego nastawienia, nie potrafiła znaleźć w tym żadnej logiki. Zagracone terytorium kojarzyło jej się z uwięzionym w klatce ptakiem, który chcąc zrobić na złość swojemu właścicielowi, buduje wewnątrz swojego więzienia jeszcze mniejszą i ciaśniejszą klatkę, tylko po to by odgrodzić się od wzroku oprawcy. Fakt, iż w środku nie dało się oddychać, nie miał dla ptaka żadnego znaczenia. Najważniejsze, że on był tu, a cała reszta świata gdzieś na zewnątrz. W swoim kamiennym tipi wynalazca zgromadził tyle różnych przedmiotów, że poruszanie się w ich gąszczu praktycznie stawało się niemożliwe, do tego stopnia że nawet mająca kocie ruchy Iru, raz za razem coś przewracała.
        Szamanka próbowała przekonać chłopaka, że ten powinien zrezygnować z kamiennych murów na rzecz namiotu. Takie rozwiązanie gwarantowałoby mu przestrzeń osobistą, a jednocześnie nie przywiązywały człowieka do miejsca. Namioty oferowały schronienie przed deszczem, wiatrem i mrozem, a zarazem nie odcinały  właściciela od bodźców zewnętrznych, czy chociażby dopływu świeżego powietrza. Iru wyobrażała sobie jakby to było gdyby ”ile koń na nóg oczy” należał do jej plemienia. Zapewne postawiłby największy namiot jaki tylko potrafiłby dźwignąć, a następnie w myśl zasady, że wszystkie swoje dobra należy trzymać w środku, wprowadziłby tam konia, tylko po to by uznać, że wciąż jest mu ciasno. A jeśli miałby też kozę?
        Z drugiej strony Crewil również podejmował starania, aby wytłumaczyć dziewczynie swój punkt widzenia, jednak podobne rozmowy zwykle generowały tylko więcej nieporozumień niż możliwych wyjaśnień, w skutek czego każda ze stron jeszcze bardziej obstawała przy swoich argumentach.
        - Mieszkania budujemy dlatego, że ludzie w mieście niekoniecznie powinni wiedzieć o wszystkich rzeczach jakie ty posiadasz. Wyobraź sobie, że masz coś hmm… wyjątkowego albo bardzo osobistego, coś czym nie chcesz kłuć innych w oczy.
        - Mówisz o wstydliwej chorobie? – zgadywała Iru.
        - Do licha, nie! Mówię o przedmiotach!
        - Ale po co ci wstydliwe przedmioty? Lepiej je wyrzucić.
        Szamanka nie była w stanie zrozumieć Crewila. Słowa i rzeczy brała takimi jakie są, lub jak sama je sobie wyobrażała. Do tej pory nigdy nie spotkała się z intrygami, oszustwem czy skrytą niegodziwością, dlatego też założyła że Lorda Protektor jest przyjacielem wynalazcy. Musiał być mu bliski albo ewentualnie reprezentować kogoś z tutejszej rady plemiennej, która w ramach podziękowań za dokonania chłopaka i Świszczącego Kotła, oferowała mu najwspanialszą z możliwych nagród. Możliwość wyprawy poza kamienne mury.
        - Podsumowując – kontynuował swoja przemowę mężczyzna. – Moi doradcy powątpiewają w istnienie Kamieni Żywiołów i jakichkolwiek innych magicznych minerałów mogących posiadać opisane tutaj właściwości, a jeszcze w większą wątpliwość poddają fakt, iż byłby pan w stanie sięgnąć chmur by takowe zdobyć. W zasadzie to nikt nie dawał panu szansy nawet na przebycie Bezkresnych Równin, ale jak widzę przynajmniej tym ostatnim problemem już się pan zajął – swoją wypowiedź Lord Protektor zakończył dyskretnym skinieniem w stronę obu dziewczyn, dając do zrozumienia, że akceptuje je obie jako przewodniczki w misji Crewila.
        Kompletnie skołowany chłopak zdawał się nie rozumieć o czym mowa. Iru również, ale dla niej liczyło się przede wszystkim to, że wkrótce znów znajdzie się na otwartej przestrzeni, mając przed sobą jedynie linię horyzontu.
        - Pozostaje zatem kwestia mojego wkładu w  wyprawę. Czyli, raz: jej finansowanie, a dwa: utrzymanie w tajemnicy. Przyślę do pana kogoś kto zobowiąże się skrupulatnie notować i pokryć bieżące wydatki. Tylko bez szaleństw proszę.
        - Dziękujemy - odpowiedziała za wszystkich uradowana Iru. – Skoczek będzie zachwycony. Mam nadzieję, że ten Finansowanie jest dobrym jeźdźcem.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » Cz lip 05, 2018 10:23 pm

        Melika nie miała bladego pojęcia, że w języku istnieje takie określenie jak “nie mieć bladego pojęcia". Pojęcie, choć oczywiście miało swoje unikatowe brzmienie, nie mogło mieć przecież koloru! Gdyby znała to powiedzenie, stwierdziłaby zapewne, że jest ono bez sensu. Doskonale oddałoby jednak stan, w którym się znajdowała, skacząc wzrokiem od Crewila do Lorda Protektora i z powrotem. Nie miała bladego pojęcia o czym rozmawiali.
        Wzruszyła ramionami i zaintrygowana otoczeniem pełnym przedmiotów o dziwnych kształtach i całym mnóstwie pokręteł i zaworów, ruszyła w głąb pomieszczenia.
- Zostań! - ostry głos Lorda Protektora momentalnie zatrzymał ją na miejscu. Skuliła się i spojrzała na niego oczami skarconego psa. Skąd u osoby o tak miłym głosie wzięło się słowo brzmiące niczym ostry sztylet? Mężczyzna zerknął na nią przelotnie, upewniając się, że spełniła jego rozkaz i wrócił do rozmowy z wynalazcą.
        Dziewczynka próbowała nadążyć za tym co mówił, ale asorpcja, psymaty i jakieś śmieszne kamienie były dla niej czymś zupełnie obcym. Z tego co zrozumiała mieli się jednak wybrać na wycieczkę! Podekscytowana tą perspektywą, patrzyła z niecierpliwością na Lorda, nie mogąc się doczekać aż skończy i przestępując nerwowo z nogi na nogę.
- Ech… - westchnął ciężko mężczyzna, którego wygibasy maie ewidentnie wybijały z rytmu - Uspokój się dziewczynko, dobrze? A panu, panie Rudhof, życzę powodzenia z takimi towarzyszkami podróży. Niech pan o nie dobrze dba. Jeśli pokaże się pan w mieście bez przedmiotów, o które prosiłem, nie tylko pana życie zawiśnie… na włosku - dokończył, delektując się grą słów, której właśnie użył. Spojrzał znacząco na chłopca i podniósł się powoli z krzesła, strzepując niewidzialny brud z bordowego płaszcza. Prostując się dumnie minął Melikę, która wykrzywiła się za jego plecami i pokazała mu język. Błyskawicznie odwróciła się i zerknęła wyczekująco na Crewila, świdrując go spojrzeniem swoich dużych, srebrnych oczu. To ruszamy na tę wycieczkę czy nie?!
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Pt lip 06, 2018 8:50 am

        Zrezygnowany Crewil czuł się jakby jego ramiona ważyły tyle co miejska dzwonnica. Teoretycznie chłopak powinien być zadowolony z faktu, iż po spotkaniu z wężem wciąż pozostaje na wolności, jednak Lord Protektor w swojej mowie zawarł między wierszami tyle gróźb, iż można byłoby nimi obdzielić kilka wiosek. Dla wynalazcy pocieszenia nie mógł stanowić tez fakt, że oto stanął przed szansą realizacji jednego z większych projektów, ponieważ czym innym jest próba udowodnienia jakiejś teorii tylko po to by zaakcentować własne rację, a czym innym działanie pod presją i z widmem konsekwencji, które może przynieść brak efektów. Najgorsze w tym wszystkim było jednak poczucie osamotnienia i świadomość, iż jest się jedynym członkiem drużyny, który rozumie powagę sytuacji i ewentualne następstwa jakie może przynieść porażka. Iru i fioletowa zapewne nie rozumiały nawet jaki jest cel ich misji, a śmiertelnie niebezpieczne przedsięwzięcie nazywały „wycieczką”. W zasadzie zamiast nich Crewil równie dobrze mógłby zabrać z sobą bandę pomalowanych dzieciaków.
        - Się porobiło – podsumował Rudhof widząc oczekiwanie w oczach obu dziewcząt. – No ale przecież nie będziemy załamywali rąk. Czas brać się do pracy. Błagam, powiedzcie tylko że nadążałyście za tym co mówił Lord Protektor i przynajmniej z grubsza zdajecie sobie sprawę w co nas wpakowano? Ponieważ jakkolwiek opisana tu krasnoludzka teoria dotycząca ujarzmiania światła słonecznego jest fascynująca, to jednak wciąż pozostaje jedynie mrzonką. A niestety wytłumaczenie naszemu zleceniodawcy faktu, iż uganiał się za marzeniami, może być bardzo trudne.
        Chłopak zrobił ceremonialną pauzę, chcąc się upewnić jaka będzie reakcja Iru i Pyłka. Starał się zainteresować obie informacjami zawartymi w księdze, jednak równie dobrze mógłby pokazywać im i mówić o skarpetach które nosi tydzień temu. Inspiracja tematem była w tym przypadku podobna.
        - W porządku, w takim razie postaram się mówić nieco prościej. Wprowadzamy w życie plan awaryjny. To znaczy uciekamy z miasta, zaszywamy się w najbardziej odległej części kontynentu, po czym ja zamierzam zmienić nazwisko, zapuścić brodę, przytyć i nauczyć się jakiegoś bełkotliwego dialektu. Wam radzę uczynić podobnie. Może wówczas podejrzliwa żmija nas nie odnajdzie.
Mając już sprecyzowany plan Crewil zajął się jego realizacją. Przynajmniej przez chwilę znów mógł zacząć myśleć optymistycznie. Akurat organizacja wszelkiego rodzaju zadań była jego mocna stroną.
        - Przede wszystkim skupmy się na tym co mamy. Iru, twoje plemię słynie z umiejętności przetrwania, dlatego liczę że możesz poprowadzić nas bezpiecznie w każde miejsce. Jeśli zaś chodzi o ciebie fioletowa, Pyłku czy jak tam masz na imię … właściwie to czym ty jesteś? Bez urazy, ale pierwszy raz widzę kogoś takiego. Masz jakieś moce magiczne? Albo szczególne dary? Może czytasz w myślach? Przesuwasz przedmioty siłą woli? Kontrolujesz pogodę? Albo jakiekolwiek inne cuda?
        Wynalazca nerwowo rozglądał się po swoim warsztacie. Ucieczka to jedno, ale przecież nie mógł zostawić tu dorobku swojego życia. Wszystko było cenne. Narzędzie, materiały, aparatura alchemiczna, projekty, plany, notatki czy chociażby pozostałości po golemie, którego ostatecznie zamierzał wskrzesić. Crewil nie mógł tego wszystkiego zostawić, a jednocześnie miał świadomość, że nie da rady zabrać z sobą tyle rzeczy. Zwłaszcza, że musieli się spieszyć, zanim dołączy do nich szpieg Lorda Protektora z zamiarem przejrzenia ich spisku.
        - Na ścięte gwinty, mogłem wcześniej opracować jakiś pomniejszacz albo coś co sprawiłoby, że wszystko to stanie się lżejsze. Gdybyśmy już teraz odbudowali golema, on mógłby nieść te przedmioty. Chyba że… no jasne, przecież wcale nie musimy iść, skoro możemy polecieć.
        Chłopaka nagle olśniło. W pośpiechu zaczął przesuwać stoły, tylko po to by na środku pomieszczenia postawić ogromną balie.  
        - Szybko! Nie ma czasu do stracenia. Ładujcie wszystko co się da do środka. Każdą rzecz jaka może nam się przydać w podróży. Ja tymczasem przygotuję stelaż, palnik i materiał do wykonania balonu. Ha, genialne. Znikniemy zanim ktokolwiek się zorientuje – tryumfował pochłonięty pracą Rudhof. Przekonany, iż dziewczyny bez wahania poprą jego pomysł, wykonując swoja cześć zadania, Crewil nawet nie zdawał sobie z sprawy z faktu, iż nieopatrznie użył sformułowania „przydatne” co w wyobraźni Iru i Pyłka miało zupełnie inną kategorie niż u wynalazcy.
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » N lip 08, 2018 4:51 pm

        Pomimo wewnętrznej ekscytacji związanej ze zbliżającą się wyprawą, Iru pamiętała nauki jakie wiedząca starała się wbić jej do głowy, nakazujące przyszłej szamance zawsze zachowywać się dumnie, poważnie i bez okazywania emocji, tak aby godnie reprezentować plemię w wielkim świecie. Dlatego też dziewczyna nie dała się ponieść entuzjazmowi Crewila, w milczeniu i na spokojnie przypatrując się zachowaniu wynalazcy, który wyglądał jakby przeturlano go przez łąkę pełną parzydełek. Ile koń ma nóg oczy demolował swoją siedzibę, tylko po to by w jej centralnym punkcie postawić coś, co przypominało wielgachną dzieżę, wzbogaconą o rzędy metalowych ramion na górze. Iru nawet nie próbowała zgadywać jaki był sens tego wszystkiego. Postanowiła zaufać chłopakowi. Obserwując ludzi usiłujących pokonać Bezkresne Równiny, szamanka zetknęła się z tak zwanymi powozami. Ludzie z miasta lubili poruszać się przy pomocy podobnych wynalazków. Co prawda tamte miały koła i ciągnęły je zwierzęta, ale skoro Świszczący Kocioł nie potrzebował niczyjej pomocy by się poruszać, to być może Wędrująca Miska równie wyruszy w swoją podróż sama z siebie.
        Zamiast próbować dociekać jak miałoby się to dokonać, Iru z satysfakcją uznała że jej Skoczek będzie zadowolony z faktu, iż zamiast pełnić rolę konia pociągowego dla dziwacznego wynalazku, zajmie wygodne miejsce w jego wnętrzu. Ostatecznie Crewil właśnie to chciał zrobić. Umieścić wewnątrz wszystko co niezbędne w czasie długiej podróży. Znaczy się wszystko i wszystkich, co w praktyce musiało obejmować również wierzchowca.
        - Przyprowadzę go – oznajmiła szamanka, wychodząc na zewnątrz i donośnym gwizdem przywołując swojego przyjaciela. Zwierzę przybiegło natychmiast, jednak wprowadzenie go do pomieszczenia nastręczyło sporo problemów, ponieważ opinia Skoczka na temat miejscowych domów była jeszcze bardziej krytyczna niż ta głoszona przez Iru.
        - No chodź. To tylko na chwilę. Nie daj się prosić – zachęcała szamanka. – Wkrótce wracamy do siebie. A wówczas znów pościgami się z chmurami. No i spotkamy Złośnicę.
        Przeprowadzenie konia przez próg stanowiło nie lada trudność, natomiast umieszczenie go w zbrojonej dzieży okazało się wyzwaniem iście karkołomnym. Zwierzak bronił się ze wszystkich sił, zapierając się kopytami o podłogę, prychając, szarpiąc i bijąc ogonem w twarz Iru próbującej pchać jego zad. Ostatecznie cała operacja zakończyła się sukcesem. O dziwo pochłonięty swoimi pracami Crewil zdawał się nawet nie zauważać tego co działo się wokół.
        - Pilnuj go Pyłku, aby nie wyszedł. Przyniosę jeszcze łuk, włócznie i bukłak na wodę. A potem możemy ruszać – powiedziała szamanka po raz kolejny wybiegając z domu, tylko po to by za chwile wrócić doń z swoją bronią. - Będzie nam w środku trochę ciasno, ale na szczęście Crewil chyba nie zamierza brać ze sobą wiele rzeczy. Już nie mogę się doczekać aż przedstawię wam swoje plemię. Na pewno przyjmą nas serdecznie.
        Iru z zadowoleniem spojrzała w stronę pracującego wynalazcy. Chłopak już teraz wyglądał na szczęśliwego. Zresztą nic dziwnego. Wkrótce miał się przekonać czym jest prawdziwa wolność. Co więcej zyska też szansę by stać się mężczyzną. Był w odpowiednim wieku, więc jeśli ona zaświadczy o jego męstwie, wódz powinien bez przeszkód zgodzić się na poddanie go próbie.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Postprzez Mel » N lip 15, 2018 9:04 am

- Awarrrryjny. Awarrrrryjny - powtarzała za nim Melika, smakując na języku pikantnie brzmiące “rrrrr” pośrodku użytego przez Crewila słowa. Zmarszczyła lekko brwi, starając się zapamiętać jego znaczenie. Nie spotkała się dotychczas ze słowem, które zawierałoby w sobie tyle innych. Jaki wspaniały język!
        Kiedy Crewil zwrócił się bezpośrednio do niej, parsknęła uroczym, dziewczęcym chichotem.
- Nazywam się Melika, głuptasie. Ale Pyłek to bardzo ładne imię, które nadała mi Iru. Jestem maie powietrza - powiedziała dumnie, powtarzając słowa, jakimi dawno temu określił ją staruszek z gór. Jak dawno? Przez chwilę zrobiło jej się smutno na myśl, że pewnie minęło już dużo czasu i jej opiekun zdążył się za nią stęsknić. Szybko jednak otrząsnęła się z tego wrażenia, słysząc kolejne, bardzo trafne stwierdzenie.
- Tak! Kontroluję wiatr i dźwięki! - zawołała klaszcząc w dłonie, a leżące wszędzie dookoła kartki poderwały się w pełnym gracji tańcu. Uśmiechnęła się szeroko, dumna ze swoich umiejętności. Ona też przyda się w drużynie!
        Z uwagą obserwowała wynalazcę, który miotał się pośrodku pokoju niczym kot ugryziony przez osę. Poodsuwał pod ściany stoły, organizując na środku wolną przestrzeń. Dziewczynka w mig zrozumiała jego intencje i skinieniem ręki przeniosła duży fotel pod okno. Wiatr szarpnął kolejnymi szpargałami, ale to chyba nie będzie problemem, skoro w pokoju panuje aż tak duży bałagan?
        Ze skupieniem zmarszczyła brwi, rozglądając się za tym, co może się przydać w podróży. Nie miała pojęcia po co ładować to wszystko do wielkiej wanny, ale większość zachowań innych istot była dla niej niezrozumiała. Wzruszyła więc tylko ramionami i z największym poświęceniem oddała się wygrzebywaniu jej zdaniem ważnych szpargałów
- Szczotka! But! Miotła! - wołała za każdym razem, kiedy znosiła kolejny przedmiot do balii. Wszystko co przypominało jej chatkę staruszka uważała za ważne. Z błyszczącymi oczami minęła zestaw kluczy i śrubokrętów, dojrzawszy wyrzeźbioną w jasnym kamieniu figurkę golema. Tak, to na pewno się przyda!
        Melika zastrzygła uszami, kiedy nieprzyjemne ostry gwizd przeszył powietrze. Przez chwilę stała bez ruchu, z miną kota, który dostał do powąchania cytrynę. Po chwili zauważyła jednak Skoczka, którego Iru bezskutecznie namawiała do wejścia do pomieszczenia i momentalnie zapomniała o jakichkolwiek dolegliwościach.
- Konik! - zawołała, ciągnąc do niego niczym mucha do lepu. Dotychczas obserwowała galopujące konie tylko z powietrza i był to pierwszy przedstawiciel tego gatunku, który dawał jej się głaskać i drapać za uszami. Na prośbę szamanki skinęła głową - będzie go pilnować, choćby miała za nim polecieć w powietrze! Poświęciła mu całą uwagę, mówiąc do niego i z powagą słuchając jego parsknięć. Potrafiła w kilka chwil zrozumieć język każdego stworzenia, a ten był wyjątkowo krótki i prosty.
- Iru jest miła i mądra! Ale każe mi stać w misce! Nie chcę stać w misce! Miska jest straszna i dziwnie pachnie!
Mel wciągnęła powietrze, jednak nie wyczuła nic poza wonią stęchlizny i kurzu. Nic dziwnego, w końcu była duszkiem, a nie koniem!
- Nie bój się koniku! Iru nigdy nie zrobiłaby ci nic złego, a Crewil jest bardzo mądry, wiesz? Jeżeli coś wymyślił, na pewno jest to coś fajnego! Tak jak Świszczący kocioł, który goniliście po mieście! Sam zbudował kolegę do zabawy w berka! Widzisz, jaki jest mądry?
Argument o berku najwidoczniej przekonał konia, bo uspokoił się i tylko z lekką rezygnacją obserwował krzątającego się dookoła wynalazcę.
        Kiedy wróciła Iru, rumak natychmiast się ożywił, parskając i podskakując. Dziewczynka natomiast po raz kolejny zastrzygła uszami, wyłapując zbliżający się do nich dźwięk.
- Czy Skoczek zamierza zabrać ze sobą kolegę? - zapytała szamankę, zadzierając głowę. Zmartwiła się nieco, bo w załadowanej balii faktycznie zrobiło się już dosyć ciasno - Słyszę jeszcze jednego konia, który idzie w naszą stronę. Siedzący na nim mężczyzna nuci taką ładną melodię… - przekrzywiła głowę, usiłując wyłowić ze zgiełku miasta dokładne nuty. Zaczęła mruczeć pod nosem, powtarzając zasłyszane dźwięki, a jej srebrny głosik rozniósł się echem po pomieszczeniu.
Avatar użytkownika
Mel
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire,
Rasa: maie powietrza
Aura: Jest to w pełni ukształtowana i dorosła aura, choć może cię to nieco zszokować. Lotna i lekka niczym powietrze w swej czystej postaci, niesie ze sobą woń wiosennego kwiecia i ciepłego wiatru. W ten właśnie sposób otoczy cię całą sobą, wywołując przyjemny nastrój i uczucia, dopiero po chwili skupiając się w sobie, by nabrać bardziej wyrazistych kształtów. Wśród zmysłowych szeptów, krążących wokół wyczujesz namacalną miękkość. Delikatne grzmoty rozlegające się gdzieś w tle dadzą znać o nieco ostrawych aspektach. Od razu jednak wiesz, że jej brzmienia są przyjazne, niezależnie czy trafisz na aksamitnie gładkie połacie, czy trafi się jakiś delikatnie sztywny fragment emanacji. Aura wciąż powoli będzie się zagęszczać wesoło nabierając barwy barachitu urozmaiconego radosną cyną. Połysk szafiru pojawi się jako ostatni, wraz z lepkością przylegającą do twoich ust, która nabierze przyjemnie kwaśnego smaku doprawionego subtelną pikanterią.
Wygląd: Melika pojawiła się na ziemi pod postacią drobnej, niziutkiej dziewczynki o fioletowej skórze. Jej delikatne ręce i nogi wydają się tak kruche, że mogłyby się połamać od samego patrzenia. Na szczęście nie jest aż tak źle i dotąd duszek nie doznał jeszcze żadnych urazów. Jej figura jest dosyć dziecięca, ukryta w prostej, różowej bluzeczce i brązowych spodniach, które ... (Więcej)
Uwagi: melika (łac. melica; gr. melikos - śpiewny, melodyczny)

Postprzez Crewil » Pn lip 16, 2018 5:35 pm

        - To fantastycznie. – Powiedział Crewil skoncentrowany na próbie spasowania zaworu z palnikiem. Chłopak nie miał pojęcia czym jest maie. Jako człowiek nauki, podchodził do magii z dużym dystansem. Można wręcz powiedzieć iż negował jej istnienie. Dla wynalazcy wszystko obracało się w sferze przyczynowo skutkowej, mając silne oparcie w mechanice, a powyższe założenie stanowczo wykluczało aby dany przedmiot poruszał się tylko pod wypływem myśli, czy wypowiedzianego zaklęcia. W opinii Crewila kluczowym był jednak fakt, iż Melika określiła się mianem maie powietrza, a z kolei powietrze było tym żywiołem, nad który wynalazca starł się właśnie zapanować. Siłą rzeczy jej obecność musiała zatem być przydatna. Skoro w najnowszym wynalazku Rudhofa znalazł zastosowanie zbiornik powietrza, dysza powietrza i wskaźnik powietrza, to i maie powietrza powinna dać się jakoś wykorzystać. A na ustalenie co to takiego, przyjdzie jeszcze czas.
        Chłopak kończył właśnie kleć łaty na poszyciu balona, skupiając się na największych rozdarciach. Z braku czasu przyjął założenie że te małe dziury nie powinny mieć wpływu na stabilność lotu. Pochłonięty własną pracą nie przykładał większej wagi do tego co robią dziewczyny. W końcu co można było zawalić przy tak prostym zadaniu? Wydawało się że absolutnie nic. Jednak Crewil nie docenił swoich pomocnic. Na widok konia zajmującego połowę przestrzeni na pokładzie balona, armatura trzymana w dłoniach wynalazcy z hukiem wylądowała na podłodze.
        - No nie! Co to ma być? To ja tu wychodzę z siebie aby wyciągnąć nas z krytycznej sytuacji, a w wbijacie mi konia w szprychy? Znaczy się kija w szprychy! Argh… - Chłopak ugryzł się w język, czując że i tak nic nie wskóra, bez względu na to jak poukładane, sensowne i wyraziste będą jego argumenty.  Mógłby stracić godziny tłumacząc Pyłkowi i Iru jak wielkim zagrożeniem jest obecność Skoczka. Według szybkich szacunków Crewil szacował możliwość katastrofy na jakieś czterdzieści procent. Zwierzę było za duże, za ciężkie i nazbyt ruchliwe. A każdy jego przechył zmieniał środek ciężkości, którego chłopak nie mógł równoważyć, chociażby dlatego, że przy obecności Skoczka brakowało miejsca na jego rzeczy. Oczywiście brał też pod uwagę to że dziewczyny nie będą wiedziały czym jest równowaga sił i wektorów, więc swoich tłumaczeniach powinien zastosować bardziej obrazowe dowody.
        - Posłuchajcie. W przyrodzie pewne rzeczy nie powinny mieć miejsca. Tak jak prostokąty się nie kręcą, a koła nie stoją prosto, tak konie nie latają w balonach. Nie i już! – Zaakcentował Crewil jednocześnie zdając sobie sprawę, że jago sprzeciw oznaczał mnie więcej „nie, chyba że wy obie macie inne zadanie”. A one zdecydowanie miały. – No ale mieliśmy działać dyskretnie. A czy waszym zdaniem koń unoszący się w powietrzy to szczyt dyskrecji? Dobra, nieważne. Lecimy. Bylebym tylko nie dostał miejsca przy zadzie. I weźmy z sobą chociaż części do odbudowania golema.
        Crewil westchnął ciężko. Wcześniej próbował wytłumaczyć dziewczynom rzeczy proste. I wyszło jak wyszło. Natomiast teraz czekał go znacznie trudniejszy wykład.
        - A teraz skupcie się proszę. Zapewne obie zastanawiacie się w jaki sposób nasz balon wydostanie się z tego budynku. – Powoli tłumaczył Rudhof, robiąc przy tym ceremonialne pauzy. – A zatem spieszę z wyjaśnieniem. Widzicie tą dźwignię przy belce stropowej? To właśnie ona uchyla dach. Jedna z was będzie musiała ją przesunąć, w czasie gdy ja odkręcę zawór i podam ciśnienie z palnika.
        Gdyby mógł wybierać, Crewil najchętniej sam zająłby się uruchomieniem mechanizmu rozsuwającego dach, jednak w tym przypadku musiałby jednocześnie powierzyć komuś sterowanie armaturą balona. A biorąc pod uwagę jakie miał możliwości, najszybciej wybrałby tu Skoczka.  
        - Tak, rozumiem że obie zastanawiacie się dlaczego nie umieściłem jej niżej. Jednak musicie brać pod uwagę straty jakie powstałyby na cięgnie. Do tego naprężenia i konieczność zwolnienia blokady gdy szpara w dachu będzie na tyle duża aby zmieścił się w niej balon. Innymi słowy, ochotniczka ciągnie za dźwignie, dach się otwiera, balon unosi ku górze, a nasza dzielna dama wskakuje na pokład. Jakieś pytania?
Avatar użytkownika
Crewil
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sjans,
Rasa: Człowiek
Aura: Młoda aura może i nie szczyci się siłą, ale połyskuje zaczepnie, niemo dopominając się o uwagę. Pyszni się złocistymi refleksami i kusi miękkością wcale nie sztywnych materiałów o chropowatych i gładkich fakturach. Jest przy tym nieco sucha, a ostrymi krawędziami daje znać, że nie z nią byle numery! Choć tonąc w głębokiej miedzi zdarza jej się przeoczyć pewne oczywistości. Pomaga sobie jednak rtęciową bystrością, a turmalinowa i szmaragdowa poświata stale kłócą się o to, która kiedy ma podejmować wiążące decyzje. Ich pikantny posmak oraz gorycz zmieszana ze słodyczą sugerują, że bardzo różnie bywa, zaś unoszący się wokół zapach farb i narzędzi - że i tak mają jeden, wspólny cel, do którego ramię w ramię dążą.
Wygląd: Crewil to młody, groteskowo wyglądający chłopak, w przypadku którego proces dojrzewania ciała wyraźnie nie nadąża za wiekiem i rozwojem umysłu. Niewielki wzrost i patyczkowata, nieproporcjonalna sylwetka, sugeruje obserwatorowi że ma do czynienia z dzieciakiem, a nie młodzieńcem lada chwila mającym stać się mężczyzną. Młody wynalazca niewiele sobie z tego robi, jako że ... (Więcej)

Postprzez Iru » Wt lip 17, 2018 11:04 pm

        - Co to jest balon? – Bez cienia zażenowania spytała Iru, rozsiadając się wygodnie obok Skoczka. Dziewczyna już dawno doszła do wniosku, że nie ma sensu próbować zrozumieć tego co mówi Crewil. Wynalazca miał swoje sposoby manifestowania dobrego nastroju, zwykle objawiające się szybkim, nieskładnym mamrotaniem pod nosem i nieustanną próbą nadawania metalom dziwnej formy, w bliżej nieokreślonych celach. Szamanka uznała iż powinna uszanować te osobliwe rytuały. Jeśli czasem zabierała głos w takiej dyskusji, to robiła tak z względów grzecznościowych. Dziwne słowo, o którym nigdy wcześniej nie słyszała, wydało jej się ważne tylko, dlatego iż Crewil wypowiadał je niemal w każdym zdaniu. W rzeczywistości zaś, Iru zastanawiała się nad zupełnie inną kwestią.
        Po raz pierwszy ona i chłopak cieszyli się z tego samego. Zwykle było tak, że w sytuacjach które Iru uznawała za zabawne, Crewil tylko wzruszał ramionami, albo zamiast śmiechu reagował złością. Na przykład gdy Skoczek zjadł jego pasek od spodni albo gdy chłopakowi udało się wybuchnąć barwioną wodę, w skutek czego jego twarz pokryła się malunkami, tak jak u myśliwych z jej plemienia. Z drugiej strony gdy wynalazca zaczął się czymś ekscytować, szamanka najczęściej nawet nie była w stanie domyślić się co jest tego przyczyną. Jednak ucieczka z trzewi kamiennego potwora była wydarzeniem niezwykłym. Żeby nie powiedzieć epokowym. Takim, które nawet w najróżniejszych umysłach budzi te same odczucia. Dlatego też emocje jakie udzielały się chłopakowi były w pełni zrozumiałe. Nawet jeśli ten nie we wszystkim miał rację.
        - To nieprawda. Niektóre konie mają skrzydła i potrafią latać. – Sprostowała Iru. – Chociaż nie jest to ich wybór i wcale nie są z tego powodu szczęśliwe. Wiedząca opowiadała mi kiedyś historię króla mustangów, najszybszego z koni, tego który z pełnym cwale mógł ścigać się z wiatrem, a który to w swojej pysze i zuchwałości rzucił wyzwanie pra orłowi. Mądry ptak wiedział iż w tym wyścigu nie ma szans. Żadne zwierzę nie miało. Chciał jednak dać nauczkę zarozumiałemu królowi, dlatego też najpierw długo kazał się namawiać, a potem zażądał aby przegrany spełnił jedno życzenie zwycięscy. Tak jak się spodziewał, gdy dotarł na metę, mustang już tam czekał i bez zastanowienia zażyczył sobie posiąść ptasie skrzydła. Władczy mustang chciał się przekonać jak to jest móc patrzeć na wszystko z góry. Nie doceniał tego co ma i faktu, iż nie istnieje nic piękniejszego niż tętent kopyt uderzających o ziemię. Zamiast tego zrozumiał że same skrzydła to nie wszystko. Do lotu potrzebna jest odpowiednia sylwetka. Koń z skrzydłami wciąż poruszał się niezdarnie, a co gorsze opór powietrza jakie powodowały skrzydła, sprawił że mustang nie potrafił biec tak szybko jak wcześniej. Wściekły król natychmiast zażądał od pra orła by ten zabrał mu pióra, jednak zmyślny ptak zdecydował iż tylko zwycięzca ma prawo oczekiwać spełnienia prośby. A od momentu przemiany, to on był szybszym z tej dwójki.
        Iru przemawiała powoli i spokojnie, całkowicie ignorując przy tym rosnącą irytację chłopaka. Nie mogła przecież winić go za to że czegoś nie wie. Ona też nie wiedziała wielu rzeczy. Na przykład co to jest balon albo dźwignia? Była jednak zdeterminowana aby zrozumieć do czego ludziom służą wszystkie te przedziwnie przedmioty. Odkąd przybyła do tak zwanego miasta, dowiedziała się o istnieniu wielu niesamowitych rzeczy. Na przykład czym są domy i że buduje się je ścian i drzwi. W zamian za naukę, starała się odwdzięczyć Crewilowi opowiadając mu o przyrodzie Bezkresnych Równin. Niestety nawet najlepszy opis nie oddawał wrażenia jakie dawało zobaczenia czegoś z bliska.
        - Rogi stepowego bawoła wychodzą znad uszu. Są długie, ostre i idealne gładkie, tak że nie da się zarzucić pętli na jego pysk. A tą twoją dźwignie to każdy może złapać. Tylko po co skoro ona i tak nigdzie nie biegnie? – Zastanawiała się Iru jednocześnie prezentując jak zręcznie zarzucić lasso na podwieszony pod ścianą mechanizm. W ten sposób szamanka bezwiednie wykonała połowę z zadania jakim obdarzył je wynalazca. Niestety gdy tylko spróbowała dostać się na górę by odzyskać cenną linę., Skoczek natychmiast zaczął wierzgać , protestując przeciwko kolejnej próbie oddalenia się dziewczyny.
        W tym samym czasie dał się słyszeć odgłos pukania do drzwi.
        - Panie Rudhof! To ja Feline! Proszę otworzyć! Musimy porozmawiać! Szybko!– Herold przemawiał błagalnym głosem. Po jego dotychczasowej pewności siebie nie pozostał nawet ślad. – Pospiesz pan się! Zanim ona tu przyjdzie.
Avatar użytkownika
Iru
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Winka, Nurdin, Bluen, Awel, Groszek, Nyllef, Escrim,
Rasa: Człowiek
Aura: Aura odziana w blask młodości, powoli, ale uparcie rozwija swoją siłę, starając się zalać umysł czytelnika barachitowym bezkresem doznań o surowej naturze. Czysta, obsydianowa poświata wypełnia dostępne przestrzenie, wykorzystując swą giętkość, by wić się pomiędzy cynowymi skałami, o naturalnie twardej strukturze i szorstkiej powierzchni. Ostry zapach stepu, wiatru i ludzkiej skóry kłuje w nozdrza, a tajemniczo rozkołysana trawa lepi się niemiłosiernie do bosych stóp, nie dając uciec zbyt szybko od rozlegającego się w okół, przejmującego zawodzenia upiorów. Na koniec zaś dobitnie gorzki i łagodny smak wypełnia usta wędrowca, by tym sposobem uczciwie go pożegnać i zakończyć to krótkie, ale jakże owocne spotkanie.
Wygląd: Szamanka jest wysoka i smukła. Jej wygląd przykuwa uwagę, od razu sugerując odbiorcy iż ten ma do czynienia z osobą której droga biegnie daleko od cywilizacji. Skóra dziewczyny jest ciemniejsza niż u większości mieszkańców kontynentu. Długie czarne włosy, przyozdobione ptasimi piórami, okalają owalną twarz pokrytą charakterystycznym czerwoną farbą wokół oczu. Mina Tifcane ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Teravis

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron