Na'Zahir[Trakt] Obowiązki wzywają

Orientalne miasto na wschodnim krańcu Wielkiej Pustyni Słońca, słynące z eksportu płytek ceramicznych, niebieskiego barwnika oraz egzotycznych roślin i zwierząt. Zamieszkiwane przez ludzi, pustynne elfy i leonidów, rzadko odwiedzane przez turystów, jednak wyjątkowo dla nich gościnne, chociaż jak każde posiada bardziej niebezpieczne dzielnice.
Awatar użytkownika
Talen
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 54
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Tristan, Troy, Tauros, Tenebris, Malachi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [Trakt] Obowiązki wzywają

Post autor: Talen » 4 miesiące temu

Talen spał lekkim snem. Nie słuchał jednak rozmowy Sadika i Mai. Mało go obchodziło o czym pieprzyli. Był zmęczony i zły na cały świat, chociaż wycieczka do ich poprzedniego obozu i powrót trochę go uspokoiła. Nie myślał zbyt wiele, po prostu leżał i odpoczywał. Przez pewien czas przeszkadzały mu głosy, które dochodziły od strony ogniska, ale w końcu nawet to przestało mieć znaczenie. Nie wiedział ile spał, ale kiedy Sadik go obudził była jeszcze noc. Podniósł wielki, czarny łeb i spojrzał na mężczyznę. I on niby był strażnikiem? "Takie to marne jakieś, takie zniewieściałe", przeszło mu przez myśl. Talen wstał. Przeciągnął się leniwie, ziewnął i zamruczał. Jego ogon falował w powietrzu. Nie przemienił się, nie tak od razu. Poczłapał w stronę ogniska w postaci pantery. Jego szerokie łapy połamały kilka gałązek, na które stąpnął. Usiadł niedaleko ognia w kociej postaci i spojrzał żółtymi oczami na Maię. Kiedy spała była nawet znośna. Nie trzeba było słuchać jej patetycznych mów, ani w ogóle niczego co wychodziło z tych jej małych usteczek. Nie, nie, kiedy tak leżała i nic nie mówiła można było myśleć o niej zupełnie inaczej. Była drobna, spokojna i trzeba rzec, że nawet urodziwa. Jakoś wcześniej tego nie zauważył, bo kiedy otwierała gębę to nawet gdyby miała koronę na głowię i kieckę na dupie doprowadzałaby go do szału. Przeciągnął się raz jeszcze i tym razem spojrzał w stronę Sadika, który układał się do snu. Potem rozejrzał się po otoczeniu. Las był cichy i spokojny. Żadnych niepokojących dźwięków. Przez pewien czas siedział w zwierzęcej postaci, ale kiedy ognisko zaczęło przygasać przemienił się i dołożył do niego kilka gałęzi.

Napar z mięty był zimny i niesmaczny, ale nie chciał oddalać się od obozowiska i iść nad strumień, żeby się napić, w jego bukłakach nie została już woda, a w rzeczach Sadika grzebać nie chciał. Zjadł to co mu zostawiono, ale bez większego przekonania. Miał wisielczy humor. Godziny mijały zaskakująco powoli. Jego czułe uszy wychwytywały nawet drobne dźwięki, rozglądał się jednak uważnie. Ale jedyne co udało mu się zwęszyć to błądzącego gdzieś w oddali borsuka, a potem szopa. I tyle. Kiedy wreszcie ciemne, nocne niebo zaczęło zmieniać kolor na szaro-niebieski, wstał. Wziął bukłaki i poszedł nad rzekę je uzupełnić. Napoił też konie i zaczął porządkować rzeczy w jukach. Nie był szczególnie głodny, ale uznał, że powinien zjeść coś by nabrać sił. Nie był szczególnym fanem suszonego mięsa, ale lepsze to niż nic. Zakładał, że w następnym obozie będzie miał czas i okazję zapolować chociaż na jakiegoś królika albo zająca. Nie obudził jeszcze reszty towarzystwa. Było dość wcześnie. Uznał, że wkrótce sami się obudzą.

Awatar użytkownika
Maia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 55
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Maia » 3 miesiące temu

        Na przeprosiny strażnika tylko skinęła głową. I wcześniej to nie była reprymenda z jej strony, a subtelne przypomnienie mężczyźnie o jego miejscu. Poza tym wciąż była zamyślona, a jej umysł pracował na pełnych obrotach. Z zadowoleniem zauważyła, że mimo spędzenia ostatnich miesięcy na trakcie, jako rzecz do nabycia, mogąc myśleć tylko o przetrwaniu następnego dnia albo nawet następnej godziny, wrócenie myślami na sprawy państwowe przyszło jej z łatwością. Rozum wręcz domagał się powrotu na znajome tory i teraz księżniczka jednocześnie słuchała Sadika, na zmianę goniąc go i wyprzedzając w planowaniu.
- Znam lokalizację posterunków – powiedziała spokojnie, chociaż z lekkim westchnieniem.
        Zastanawiała się, czy strażnik świadomie czy odruchowo analizuje z nią najprostsze rzeczy. Była wyrozumiała dlatego, że nie spędzał z nią wcześniej czasu w królestwie i wiedział o niej tyle co większość. Ukochana przez lud księżniczka. Tylko pałacowa gwardia znała Maię od strategicznej strony, nie raz uprzedzając ją subtelnie o nieplanowanych naradach, na których miał pojawić się jej pijany w sztok ojciec, by w razie potrzeby interweniowała. Mimo wszystko jednak zdawała sobie sprawę z tego, jak młodo wygląda oraz, że jej pozycja w tej chwili pozostawia wiele do życzenia. Sam Sadik wyglądał na jakieś dziesięć lat od niej starszego. Nic do czego ona nie byłaby przyzwyczajona, ale zapewne dla wykonującego zawsze polecenia dojrzałych wiekiem mężczyzn strażnika mogła to być nowość. Poza więc podstawowym szacunkiem, którego wymagała, dawała mu spore fory.
        Zaś co do posterunków na pustyni, były to jedyne o niezmiennych pozycjach, przynajmniej te umieszczone głęboko między złotymi piaskami. Ich stacjonowanie ograniczało otoczenie, a dokładniej niewielkie oazy, odnalezione lub utworzone na te potrzeby, w których postawiono niewielkie budynki lub kompleksy namiotów. Pojedynczy strażnicy patrolowali granice między nimi, jednak nie sposób było pokryć takiego obszaru nieustannym nadzorem, dlatego lokalizacja posterunków zagęszczała się dopiero głębiej w stronę Na’Zahiru, by wyłapać tych, którym udało się przeciec przez sito patrolu. Strażnik jednak dobrze rozumował. To wciąż była ich najlepsza szansa na przekroczenie granicy pozostając niezauważonym jak najdłużej.
- Będziemy musieli być ostrożni – potwierdziła, skinąwszy głową i napiła się herbaty, wciąż zapatrzona gdzieś w las. Dopiero gdy po chwili usłyszała swój tytuł, przeniosła puste spojrzenie na Sadika.
- Tak, czeka nas długa droga – zgodziła się i odstawiła pusty kubek. Wciąż myśli kłębiły jej się w głowie, ale skłamałaby mówiąc, że nie czuje zmęczenia. Całe ciało jakby sprzysięgło się przeciwko niej, ciążąc do ziemi jakby było z ołowiu. Mięśnie nóg jęknęły, gdy wstawała, powoli szarpane zakwasami po rozpaczliwym biegu przez las. Skóra bolała jak w gorączce, a po karku spłynęła kropla zimnego potu. Nie, nie może się teraz rozchorować, jeszcze nie teraz, ma za dużo do zrobienia. Musi wytrzymać chociaż do momentu dostania się do pałacu. Później… później się okaże, co dalej.

        Zasnęła od razu, na przyszykowanym jej posłaniu. Spała źle, ale głęboko, gdy organizm usilnie próbował się zregenerować. Nie słyszała ani momentu gdy Sadik zmieniał się z Talenem, ani gdy przed świtem pierwsze ptaki zaczęły swój śpiew. Zawsze ktoś ją budził, czy to w pałacu czy podczas ostatniej niewoli. Czasem zrywała się niekontrolowanie, gdy poczuła zagrożenie, rzeczywiste lub wyimaginowane, ale to wciąż były odruchy chaotyczne, których nie można było nazwać instynktem.
Dlatego niebieskie oczy ujrzały świat dopiero, gdy Sadik zbudził ją ostrożnie. Podniosła się zaraz, krzywiąc lekko i przetarła powieki, zamierając, gdy jej wzrok padł na spoczywającą nieopodal panterę. Przyglądała się chwilę zwierzęciu, przypominając sobie jak wcześniej, zdawałoby się sto lat temu, głaskała wielki łeb z uśmiechem. To był dziwny moment, kiedy się nie nienawidzili. Później jakoś wszystko wróciło do normy.

        Podróżowali kilka dni, zatrzymując się zawsze gdzieś na trakcie lub głębiej w lesie, nigdy we wioskach. Nawet poza granicami Na’Zahiru istniało ryzyko, że ktoś ją rozpozna. Maia oczywiście krytycznie uznawała, że sama by się teraz w lustrze nie poznała, ale wolała nie ryzykować. Nie była rozmowna. Odpowiadała tylko zaczepiona, wstrzymując się nawet z pytaniami do Sadika. Poprosiła, by powiedział jej wszystko, co wie o najeźdźcy, jakkolwiek błahe mu się to nie wyda, oraz o stanie państwa, w miarę jego wiedzy. Pytania zadawała rzadko, jedynie nakierowujące, większość czasu milcząc ze wzrokiem utkwionym przed sobą.
Z Talenem rozmowa szła opornie, chociaż w trakcie podróży Maia się do niej zmusiła. Nie czuła potrzeby sympatii ze strony panterołaka, ale skoro mieli współpracować, to naprawdę musiał przestać na nią tak łypać spode łba. Kolejną przyczyną konfliktu okazało się żądanie oddania jej sztyletów, ale i tu w końcu osiągnęli porozumienie, bardziej ze względu na zmęczenie podróżą niż prawdziwą zgodę. Mimo to jednak zdawało się, że panterołak powoli przestaje się boczyć.
        Z każdą przebytą stają robiło się coraz cieplej, a gdy zaczęli przeprawiać się przez sawannę, poprosiła Sadika by w najbliższej osadzie nabył dla niej i Talena jakieś chusty na głowę. Zarówno dla ochrony przed słońcem i piaskiem, jak również by aż tak szybko jej nie rozpoznano. Później weszli na pustynię.
Maia była przyzwyczajona do gorąca i wręcz przywitała je z ulgą, jako coś kojarzące się nieodmiennie z domem, jednak to nie oznaczało, że skwar jej nie dokuczał. O spinaniu włosów nie było mowy, wytatuowany na karku księżyc był jak godło rodowe, informując wszystkich wokoło o tym, że mają do czynienia z członkiem rodziny królewskiej. Znad sprawnie zawiniętej, białej chusty było więc widać tylko niebieskie oczy i subtelnie zarysowane czarne brwi, podczas gdy reszta twarzy, włosów i ramion, skryta była pod materiałem. Jeszcze tylko trochę…

Awatar użytkownika
Sadik
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Mniszek, Mitra, Rianell, Rael, Maximilaan, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sadik » 3 miesiące temu

        Taka podróż w intensywnym tempie daje się we znaki bez względu na wiek i kondycję, dlatego Sadik nie mógł powiedzieć, że był rześki i wypoczęty. Niemniej był w o wiele lepszej kondycji niż księżniczka i Talen, którzy najwyraźniej przeszli przez jakieś większe tarapaty. Logiczne było więc dla niego, że starał się ich trochę odciążyć biorąc trochę dłuższe warty czy czasami bez dodatkowych uzgodnień zajmował się tą gorszą pracą podczas postojów. Co konkretnie przeszło tych dwoje, że byli w takim stanie - tego strażnik nie wiedział, nie pytał, to nie była jego sprawa. Ograniczył się jedynie do bardzo ogólnych pytań o stan Mai - jak się czuje, czy czegoś potrzebuje, czy trzeba ją opatrzyć. To była jednak twarda dziewczyna i te kilka zadrapań i dyskomfort jej nie zrażały, niestrudzenie parła przed siebie. To w oczywisty sposób napawało Sadika dumą: w końcu to była jego księżniczka, osoba, którą tak uwielbiali poddani, obdarzona wieloma zaletami, które teraz udowadniała, że naprawdę posiada, a nie tylko jest o nie posądzana. Z początku w oczywisty sposób traktował ją trochę jak młodszą siostrę, którą chciał się zaopiekować i zapewnić jej komfort, ale po pierwszej reprymendzie i kilku rozmowach zorientował się, że nie tędy droga: mimo młodego wieku to była dojrzała dziewczyna, wręcz kobieta i powinien się raczej jej słuchać, a nie narzucać swoje przywództwo.

        Na początku, w poranek zaraz po ich jakże fortunnym spotkaniu, Sadik wstał mniej więcej o wschodzie słońca, gdy jednak otworzył oczy Talen już wrócił z bukłakami i krzątał się po obozie. Sadik podniósł się ze swojego posłania ziewając dyskretnie i pozdrowił gestem panterołaka. Poprawił włosy, które podczas snu mu się potargały i teraz wyglądał przez nie jak kuracjusz domu dla umysłowo chorych - efekt dodatkowo podkreślało siwe pasmo na jego grzywce. Zaraz jednak przeczesał dłońmi skołtunioną fryzurę i związał wszystko w typową dla niego kitkę - od razu wyglądał lepiej. Zerknął w tym momencie na księżniczkę - jeszcze spała. Póki co Sadik nie zamierzał jej budzić, bo nie musieli się spieszyć, niech więc odpocznie przez kolejne kilka minut, gdy oni będą przygotowywać jakieś prowizoryczne śniadanie i zwijać obóz. Dopiero gdy to było gotowe podszedł do Mai na wyciągnięcie ręki i przyklęknął przy niej.
        - K’amina - wezwał ją. - Słońce już wzeszło, wkrótce ruszamy.
        No i ruszyli. Sadik zaproponował, by księżniczka jechała z nim na koniu - mieli tylko dwa wierzchowce i jakoś musieli sobie póki co radzić. Strażnik mógł, czy wręcz może powinien, zaproponować Mai swojego konia i samemu iść pieszo, ale to by ich strasznie spowolniło, co wiedziała cała trójka i nie musieli nawet mówić o tym na głos. A to, by dwoje ludzi jechało razem było już tylko logicznym następstwem - w końcu Sadik warzył z pewnością mniej niż Talen i miał bardziej wypoczętego wierzchowca, więc lepiej było dociążyć właśnie jego. Było to zresztą rozwiązanie chwilowe, gdyż w trakcie drogi el-Bihtu zaoferował się, że zajdzie do jednej z mijanych wiosek i kupi jeszcze jednego konia. Pieniędzy miał dość, bo dowództwo przydzieliło mu całkiem niezły budżet na drogę, w razie właśnie takich niespodziewanych wydatków albo przedłużających się poszukiwań. Dokupiony wierzchowiec nie był może królewskim ogierem, ale sprawdzał się nieźle tak długo, jak trzymali się ubitych dróg i równego, lecz nie aż tak powolnego tempa. Nie musieli zajeżdżać zwierząt, bo nie gonił ich żaden termin - byle tylko nie marnotrawić czasu.

        Sadik może nie był typem władczego wojownika, ale jednego nie można było mu odmówić: organizacyjnie radził sobie całkiem nieźle. Gdy zrobiło się znacznie cieplej, zadbał o zmianę prawie całego ich ekwipunku. O ubrania poprosiła go Maia, zaś on sam zaopatrzył ich w dodatkowe bukłaki, zupełnie inne jedzenie, a co najważniejsze gdy zrobiło się już naprawdę ciepło, przehandlował ich konie na zwierzęta, które lepiej znosiły ten klimat. Nie wielbłądy, bez przesady - nie byli karawaną, która spędzi całe miesiące w piaskach. Po prostu inną odmianę koni. To nie było trudne, gdyż często w mieścinach na granicy pustyni napotykało się podróżnych zmierzających w obu kierunkach - wystarczyło na kogoś takiego trafić i się zamienić. Oczywiście pamiętając przy tym, by nie dać sobie wcisnąć zajechanej chabety, ale to akurat Sadikowi nie groziło.
        Poza sprawami organizacyjnymi el-Bihtu nie starał się organizować nikomu czasu. Z początku może zagajał jakieś rozmowy, ale spostrzegł, że nikogo to nie bawiło, z nim włącznie. Każdy był skupiony na własnych sprawach, które co prawda miały wspólny mianownik, ale zbyt słaby, by integrował grupę. Nie było sensu na siłę się zaprzyjaźniać. Tym bardziej, że pewnych granic nie dało się zatrzeć - na przykład tego, że on był zwykłym strażnikiem, a Maia księżniczką, albo tego, że Talen przez moment był jej “właścicielem” (podłe słowo, Sadik za nim wyjątkowo nie przepadał) i to rzutowało w znaczący sposób na ich relację. Całe szczęście dni w drodze mijał szybko, a wąskie drogi i konieczność jechania gęsiego jakoś usprawiedliwiały tę podróż niby razem, ale jednak osobno.

        Drugi dzień byli na pustyni. Granicę sawanny i piasków przekroczyli rankiem poprzedniego dnia i od tamtej pory nie posunęli się do przodu tak daleko, jak to bywało do tej pory. Podróż w takich warunkach miała swoje prawa - nie mogli wystawiać się na południowe słońce, bo udar mieliby wtedy gwarantowany. W nocy zaś robiło się wyjątkowo zimno, musieli więc dbać o rozłożenie porządnego obozu, nie aż tak byle gdzie. Jakoś jednak szło, droga była całkiem nieźle utrzymana i można było z niej skorzystać, bo niewielu podróżnych wybierało ten szlak.
        Jednego jednak nie przewidzieli.
        Ruszyli gdy było jeszcze szaro, by jak najdłużej skorzystać z w miarę komfortowych temperatur. Gdy jednak słońce wzeszło wyżej, Sadik zwrócił uwagę na to, że drąży w gorącym powietrzu horyzont był dziwnie mętny, a biało-żółty kolor piasku przechodził płynnie przez szarość w błękit nieba… Strażnik zaklął.
        - Burza piaskowa - oświadczył reszcie, wskazując dłonią chmurę malującą się przed nimi. - Być może w nią nie wjedziemy, ale drogi mogą być zasypane, przystanki zniszczone. No a wjechanie w nią będzie bardzo niebezpieczne - zauważył, choć może niepotrzebnie. Maia to doskonale wiedziała, a Talen pewnie miał dość wyobraźni, by samemu dodać dwa do dwóch. Niemniej należało podjąć decyzję czy jadą dalej, czekają czy też się cofają, a Sadik nie śmiał się tego podejmować w chwili, gdy jechali z księżniczką, która już udowodniła, że była bardzo władcza.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Na'Zahir”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość