Równina MagenarPowiedz, gdzie cię boli

Wielka równina rozciągająca się od Nandan-Theru po Lasy Eriantur. Malowniczy teren pokryty trawami zakończony na południu Wzgórzami Mirinton. W centrum owej równiny znajduje się wielkie miasto Teravis.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Mel
Szukający drogi
Posty: 25
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Powiedz, gdzie cię boli

Post autor: Mel » 1 miesiąc temu

Jak Melika wpakowała się w kłopoty

        Melika w swoim długim życiu przeszła naprawdę wiele. Już jako kropla energii, targana wichurami i rozerwana na pół, straciła brata bliźniaka, drugą połowę swojego istnienia. Później, zbyt osłabiona by przybrać materialną formę, podróżowała na grzbiecie wiatru, który zabierał ją w najbardziej egzotyczne zakątki świata. Tam na przestrzeni lat uzupełniła energię z której była zbudowana. Tak mała maie zgromadziła w sobie tysiące dźwięków, które później stały się fundamentem jej istnienia.
        Fioletowoskóra dziewczynka nie pamięta jednak żadnego z tych wydarzeń. Mowa wiatru, gwiazd i liści była dla niej czymś oczywistym, tak samo jak władza nad powietrznym żywiołem. Gdy obudziła się pod Drzewem Świata, była już w pełni ukształtowana - przynajmniej zewnętrznie. Zamieszkała ze Starcem z Gór, który otoczył ją opieką, rozpoznając w niej ducha natury. Od tego czasu z ciekawością odkrywała świat, wściubiając rogi w nie swoje sprawy i z łatwością nawiązując nowe przyjaźnie.
        Staruszek pokazał jej podstawowe zdobycze kultury, jednak nie przygotował jej na kłopoty, które istniały poza jego bezpieczną chatką. Dotychczas wrodzony optymizm i radość, jakie wypełniały duszka, pozwalały mu unikać większych przykrości. Teraz jednak, siedząc w podskakującej na wozie klatce, Melika czuła jak kiełkuje w niej cała gama nowych, nieprzyjemnych emocji. Objęła kolana ramionami i siąpnęła cicho nosem.
- Co to za uczucie, drogi ptaszku? - zapytała, głaszcząc po głowie ptaka, który przysunął się bliżej jej chudziutkiego ciałka.
- Ściska mnie w brzuchu i mam ochotę płakać. To strasznie niefajne uczucie - poskarżyła się.
        Mężczyźni, którzy ją złapali, byli nieuprzejmi i brzydko pachniało im z ust. Wpakowali ją do klatki, zupełnie nie pytając o zdanie! A ona tylko chciała wrócić do przyjaciół!
        Westchnęła ciężko na wspomnienie Iru i Crewila, którzy na pewno zamartwiali się teraz o nią. Nie miała pojęcia w którą stronę jedzie i jak daleko się znalazła. Miała jednak nadzieję, że w końcu ktoś ją stąd wyciągnie!
        Początkowo próbowała wołać Iru, później po prostu wołała. Jednak paskudni panowie zagrozili, że obetną jej język, jeśli nie przestanie krzyczeć. Siedziała więc skulona, bojąc się głośniej odezwać, żeby nie zwrócili na nią uwagi. Nie mogła zamienić się w pyłek, choć próbowała parę razy. Blokował ją strach, który ściskał gardło i brzuch. Poza tym nie zostawiłaby w klatce biednego ptaka, który tak dzielnie jej towarzyszył! Popatrzyła na niego z czułością i jeszcze raz pogłaskała go po głowie.
- Nazwę cię Skrzek. Bo tak śmiesznie skrzeczysz. Jesteś jeszcze pisklakiem, prawda? To dlatego cię złapali? Nie umiesz dobrze latać?
Wielkie ptaszysko niezgrabnie pokiwało głową osadzoną na kształtnej, brązowej szyi. Przypominało nieco olbrzymie pisklę orła, choć miało w sobie szczyptę magii, wyczuwalną w powietrzu. Teraz było jednak tylko bezbronnym dzieckiem, tak jak ona zamkniętym w klatce.
- Chciałabym móc coś zrobić - westchnęła ciężko i opuściła głowę.

Awatar użytkownika
Rakka
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Hirondelle, Kalayaan, Shiru
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Rakka » 3 tygodnie temu

Ciesząc się grzejącymi ją promieniami słońca, Rakka raźnym krokiem przemierzała kolejne staje. Po wyczerpującej wędrówce przez Szepcący Las podczas której burza zwalała jej na głowę ułamane konary, a niekiedy również całe pnie drzew, zatrzymała się na parę dni w Nandan-Ther zanim kontynuowała dalszą podróż do Teravis. Dzięki temu wypoczęła, wyprała i wyczyściła wszystko, co wyprane i wyczyszczone zostać musiało, a teraz nawet udało się jej pozbyć na chwilę wizerunku obdartej dzikuski. Rześki wiaterek przeczesywał rude włosy czarodziejki, wśród których mieniły się kolorami błyszczące kamienie, piórka, sznurki, gałązki, a gdzieniegdzie bieliła się nawet jakaś kość. Zaklęcia tańczyły po skórze czarodziejki, ich delikatne złote linie migotały i sprawiały, że Rakka wydawała się promieniować.

Rozsiewając wokół siebie delikatny zapach jaśminu i pomarańczy, podróżowała zatopiona w myślach, po raz kolejny próbując rozszyfrować tajemniczą wiadomość otrzymaną od starego przyjaciela z Teravis, która skłoniła Rakkę do skierowania swych kroków właśnie do tego miasta.

wiosenny deszcz
zwilża
suche spojówki

poranne słońce
razi oczy
odbiera wzrok

szum wiatru
wśród drzew
wzbudza trwogę

nadchodzi śmierć
mistrz szuka
panaceum


"Nigdy nie miał zapędów do pisania poezji, o ile można ten twór określić tym szlachetnym mianem" - rozmyślała z lekkim rozdrażnieniem, jednak ciągle gnało ją przed siebie pragnienie zdobycia konkretniejszych informacji niż garstka marnych prób ułożenia haiku zawierających opis objawów nietypowej choroby.

Pogrążona w myślach mijała innych podróżnych nie zauważając ich ani pełnych ciekawości spojrzeń rzucanych na jej ubranie i osobliwą fryzurę. Gdy jednak natknęła się na większą grupę, podróżującą z wozem i zajmującą całą szerokość traktu, nie sposób było ich zignorować. Choć Rakka nie poddawała się bez walki i usilnie próbowała nie opuszczać swojego pałacu myśli. Niestety, zderzenie z owłosioną i cuchnącą klatą idącego z naprzeciwka osiłka skutecznie zdołało zniweczyć jej plany i brutalnie sprowadzić czarodziejkę na ziemię.

- Przepraszam, przepraszam, nie patrzyłam gdzie idę... - zaczęła odruchowo pacyfikować sytuację, jednak w tej samej chwili stwierdziła, że mądrzej byłoby uciekać ile sił w nogach. Szybko odskoczyła od źródła nieprzyjemnego zapachu i obrzuciła wzrokiem towarzyszącą mu grupę. Oszacowała, że zaczynająca właśnie okrążać ją grupa liczy przynajmniej piętnastu mężczyzn, w chwili obecnej wyglądających dość nieprzyjaźnie. Paru mierzyło ją oceniającym spojrzeniem, lecz Rakka nie rozumiała ich zamiarów dopóki nie przyjrzała się dokładniej "wozowi". Okazał się on być klatką na kołach, w dodatku znajdowało się w niej już jakieś dziecko i imponujących rozmiarów ptaszysko. Nie, nie dziecko. Szybkie czytanie aur pozwoliło czarodziejce stwierdzić, że w okolicy nie ma magicznych istot poza więźniami. Oznaczało to, że spotkani handlarze niewolników, czy też raczej istot magicznych, mimo bycia tylko ludźmi byli na tyle potężni by schwytać i uwięzić maie. A teraz najwyraźniej byli zainteresowani schwytaniem kolejnej osobliwej zdobyczy, to jest Rakki.

- Panowie, cóż to? - spytała z wymuszonym uśmiechem, zwracając do potencjalnych napastników otwarte dłonie w uspokajającym geście.

- Hehe... Tóż to, mości waćpanno - zarechotał jednooki zbir mogący poszczycić się gęstą brodą przypominającą czarną wiechę. - Jakże to wypada młodej dziewczynie włóczyć się samotnie po gościńcu?
- Wstyd, hańba panienki ojca i braci...
- A drogi tak niebezpieczne...
Zabrzmiały głosy, można by pomyśleć, życzliwych dżentelmenów.

- Panienka widać podróżuje do Teravis? Tak się składa, że my również zmierzamy w tym kierunku. Oferuję, a wręcz nalegam, by resztę podróży spędziła panienka w naszym towarzystwie - łaskawie zaprosił czarnobrody, po czym wyszczerzył spróchniałe zęby i gnijące dziąsła w krzywym uśmiechu. Rakka poczuwszy woń, na chwilę przestała oddychać.

"Skoro zapraszają... Uciekać teraz i tak nie ma jak" - stwierdziła, zerkając na otaczających ją ścisłym kręgiem mężczyzn. "Tak długo jak ulotnię się przed dotarciem do miasta, wszystko będzie w porządku"
Wdzięcznie oddała uśmiech, udając, że kupiła całe to przedstawienie.

- Nie wędrowali panowie jednak w zupełnie inną stronę? - wyraziła swoje zmartwienie, niebezpodstawne, gdyż zderzyła się z całą pewnością z grupą nadchodzącą z naprzeciwka.
- Ależ niech panienka się nie martwi, szukaliśmy tylko jakiego zagajnika, by zebrać chrustu na noc - zełgał szybko czarnobrody.
- Skorzystam więc z tak życzliwej oferty - odpowiedziała lekko, zastanawiając się jak długo będą próbowali ukrywać przed nią fakt, że stała się niewolnicą. Zaskoczyło to ukrywających za plecami różnej maści broń zbójów, którzy stali przez chwilę po prostu patrząc na nią z niedowierzaniem. Zaraz jednak herszt otrząsnął się i szarmancko zaprosił czarodziejkę do klatki, tłumacząc, że powóz ten jest najnowszym krzykiem mody, nie dość że przestronny, to jeszcze przewiewny, masło maślane z marmoladą.

Siedząc już w klatce, rozłożyła się wygodnie, zamierzając spędzić tę podróż jak najbardziej komfortowo.
- Cześć, mała - zagadnęła skuloną w kącie istotkę przytuloną do ptaszyska. - Jak się miewasz?

Awatar użytkownika
Mel
Szukający drogi
Posty: 25
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Yva, Fobos, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Mel » 3 dni temu

        Wiatr powoli ustał i po burzy nie było już nawet śladu. Niebo rozpogodziło się, pozwalając słońcu na wydobycie z trawy najintensywniejszych barw. Cała równina pokryta była odbijającymi promienie kropelkami deszczu, które poruszały się lekko niczym małe żyjątka. Pachniało mokrą ziemią i liśćmi. Krzewy otaczające trakt zaszeleściły, niepokojąc stado żółtych motyli, które poderwały się w powietrze. Melika na chwilę przerwała chlipanie i z otwartymi ustami patrzyła jak dziesiątki delikatnych skrzydeł z powrotem osiadają na gałęziach. Były przepiękne! Z namysłem jeszcze raz pociągnęła nosem, jednak nie miała czasu ponownie się rozpłakać, bo na drodze pojawiła się przyczyna przepłoszenia motyli.
        Nieznajoma była niesamowicie kolorowa i to spodobało się dziewczynce najbardziej. Ubrana w nieco dziwne, obdarte szaty, miała burzę rozwichrzonych, czerwonych włosów. Melika zastrzygła uszami, słysząc jak zaplecione na kosmyki kostki i kamyczki delikatnie stukają o siebie. Dla niej, obdarzonej niezwykłym słuchem, brzmiało to jak muzyka opisująca czarodziejkę - szelest piórek łączył się z odległym szmerem głosu, odmawiającego mantrę w aurze Rakki. Maie nie potrafiła czytać aur, jednak dostrzegała je na podstawowym poziomie. Dlatego po chwili, tuż obok zapachu owoców, do jej nosa doleciał aromat kadzideł i poczucie radosnego bezpieczeństwa.
        Z trudem oderwała się od tego przyjemnego doznania, które spowodowało, że zapadła w błogi trans. Zogniskowała spojrzenie na skórze kobiety, po której przeskakliwały złote błyskawice. Ta dziwna nieznajoma była uosobieniem najskrytszych marzeń każdej typowej, małej dziewczynki - połączenia tęczy, magicznego kucyka i energicznej wojowniczki. Być może nie reprezentowała wszystkich cech poszczególnych postaci, ale taka właśnie wizja pojawiła się w głowie Meliki.
        Zachwyt i rozkojarzenie wywołane przez nietypowe atrybuty nowej istoty spowodowały, że fioletowa nie usłyszała ani słowa z prowadzonej przez Rakkę rozmowy. Spojrzała na nią zdumiona, gdy ta wpakowała się do klatki (i to zupełnie z własnej woli!), rozsiadając się w niej wygodnie. Nie znając zwyczajów ludzi zaczęła podejrzewać, że być może ci paskudni panowie w gruncie rzeczy byli mili i takimi dziwnymi słowami zaproponowali, że zawiozą ją do przyjaciół. Jednak rzucane w jej stronę groźby nie brzmiały uprzejmie, jakkolwiek by na to nie patrzeć.
        Starła z policzków ostatnie łzy i postanowiła natychmiast wyjaśnić to rudowłosej.
- Beznadziejnie. Zgubiłam moich przyjaciół i poprosiłam tych panów o pomoc… Ale oni chyba nie chcą mi pomóc - dodała konspiracyjnym szeptem, nachylając się w stronę czarodziejki.
- Czemu dałaś im się tu zamknąć? Ja i Skrzek bardzo chętnie byśmy się stąd wydostali.
Wspomniany ptaszek podniósł zaintrygowany łeb słysząc swoje nowe imię i skrzeknął głośno na potwierdzenie jej słów. Pogłaskała go po głowie, czując, że skrzydlaty dzieciak boi się dużo bardziej niż ona.
- Znasz może Crewila albo Iru? Zgubiłam się i pewnie się o mnie martwią - wyjaśniła strapiona, wspominając pozostawionych w tyle towarzyszy. Po chwili przed jej oczami stanął Staruszek, który zawsze upominał ją, że przy poznaniu nowej osoby należy się najpierw przedstawić. Zreflektowała się, uśmiechnęła szeroko i wyciągnęła do nieznajomej fioletową łapkę.
- Nazywam się Melika, a ty?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Równina Magenar”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość