[Żelazna Twierdza] Przyjaciółka z przed lat.


Twierdza wznosząca się na wzgórzu górującym nad miastem Rododendronia. Jej ściany w przeciwieństwie do większości tego typu budowli zostały wykonane z żelaza i kamienia. Twierdza jest bardzo stara, a sposób jej powstania ginie w pomrokach dziejów. Legenda głosi, iż mury twierdzy pamiętają jeszcze czasy świetności Środkowego Królestwa.

Postprzez Ivo » Pt lis 09, 2018 10:32 am

W trakcie wypowiedzi królowej chłopak był istną karuzelą emocjonalną. Najpierw stwierdzenie, że ta nie potrafi mu pomóc. Potem odbicie w stronę nadwornych magów, śledzone zaraz zruganiem za zuchwałość. To prawda, Ivo miał ogromne szczęście. Zresztą nie pierwszy raz dostał to czego chciał, dzięki swojemu niebywałemu szczęściu. Ba! Nie pierwszy raz przeżył dzięki swojemu niebywałemu szczęściu.

  Kiedy mężczyzna sięgnął do obroży Ivo, ten delikatnie zadrżał. Obawiał się, że Pierwszy momentalnie zawładnie jego ciałem i rozpocznie swój morderczy taniec. Nic takiego się jednak nie stało. Mało tego, irytujące szczypanie ze strony ducha również ustało, jakby ten chciał się odwdzięczyć. Kowal pogładził gardło i odchrząknął. Na słowa Illi uśmiechnął się szeroko i puścił jej oko. Miał ochotę ją również przytulić, ale w ostatniej chwili powstrzymał się. Nie wiedział jak odbiorą to inni. Na odchodne rzucił tylko swoim zwyczajowym tonem: “Tylko mnie nie zostaw” i ruszył za Xandorem.

  Czarodziej w towarzystwie dwóch strażników wyprowadził Ivo z zamku i przecinając dziedziniec weszli do znacznie mniejszego, ale dużo ciekawszego budynku. Garnizon magów, chociaż bardziej pasowało do niego określenie “komnata tajemnic” był całkiem sporym zabudowaniem z zewnątrz podobnym stylistycznie do samego pałacu. W środku natomiast nie przypominał on niczego, co wcześniej dane było chłopakowi widzieć. Korytarze oświetlone były magicznymi błyskami, czy też kulami światła unoszącymi się w powietrzu. Poza blaskiem biło od nich również przyjemne, wręcz kojące ciepło. Prosty chłopak, wychowany na wsi nie mógł się napatrzeć, a kiedy odruchowo spojrzał w górę omal nie przyklęknął. Tam gdzie powinien znajdować się sufit unosiło się milion błyszczących punkcików wkomponowanych w granatowe sklepienie. Nieświadomie chłopak przystanął, tak że strażnik idący za nim wpadł na chłopaka
 - Przepraszam, ale…- zająknął się młodzian.
 - Robi wrażenie, co? Za każdym razem - odparł strażnik, niby tonem profesjonalnym, a jednak nieco przyjacielskim.
 - Iluzja - Xandor machnął ręką i sufit wrócił na swoje miejsce, żeby za chwilę na powrót zmienić się w nieboskłon, tym razem jasny, błękitny. - Przyjemniejsza dla oka niż martwe cegły.
Po krótkim spacerze korytarzami garnizonu stanęli w końcu przed drzwiami. Zwykłymi, najzwyklejszymi drzwiami z drewna.
 - Poczekaj w środku. Za chwilę przyjdzie do ciebie mój pomocnik z odzieniem zmiennym - odparł czarodziej i nie czekając na reakcję Ivo zawrócił na pięcie, żeby zaraz zniknąć za rogiem.
Pomieszczenie było skromne ale wyglądało jak zwyczajny pokój. Ivo odetchnął z ulgą, miał dość lochów i więzień. Usiadł na krześle i wciągnął głośno powietrze nosem. Próbował się rozluźnić, ale napięcie w jakim był trzymany było zbyt wielkie. Co oni chcą z nim zrobić? Czy wypędzą Pierwszego na zawsze? Co ważniejsze, czy Ivo na pewno chciał się pozbyć nieproszonego towarzysza. Bądź co bądź wielokrotnie go uratował, nawet jeśli robił to w sposób brutalny. Czy mógłby nad nim zapanować? Taka moc! Tyle możliwości! Mógłby pomagać miejscowym, a w kuźni pracowałby za pięciu. Ha! typowy Ivo. Nawet posiadając nadludzkie zdolności jego uwaga skupiała się na kuźni.
Jego rozmyślania przerwało nadejście zapowiedzianego pomocnika. Ów jegomość był mniej więcej w wieku Ivo, aczkolwiek nosił się jak starszy, dojrzały mężczyzna. Wyciągnął przed siebie złożoną w kostkę, białą szatę.
 - Włóż to - odczekawszy kilka sekund nakazał Ivo iść za nim. - Zanim przystąpimy do działania, mistrz Einhart zada ci kilka pytań.
Ręką wskazał kolejne drzwi, które prowadziły do pomieszczenie podobnego do tego, w którym czekał kowal. Na środku stał drewniany stół, a po jego obu stronach dwa krzesła. na blacie leżał rozwinięty pergamin, pióro i kałamarz. Na jednym z krzeseł siedział starszy mężczyzna z długą siwą brodą, odziany w granatową szatę. Iście książkowy czarodziej.
 - Witaj chłopcze. Nazywam się Remus Einhart. Specjalizuję się w magii związanej z duchami, duszami etcetera etcetera. Zadam ci szereg pytań, na które oczekuję szczerej i treściwej odpowiedzi. Skup się, gdyż od tego może zależeć twoje życie, z tego co się dowiedziałem.
Wywiad wyglądał podobnie jak ten prowadzony wcześniej przez krasnoludzkiego oszusta. Pytania była jednak bardziej treściwe, dokładniejsze, a starzec drążył każdą odpowiedź, aż nie uzyskał zadowalającej ilości informacji.
 - Muszę przyznać, że jestem nawet zaskoczony. Słyszałem o Płonących Jeleniach, chociaż uważałem to raczej za ciekawostkę, niźli przydatną informację. Pozwól, że zaczerpnę trochę wiedzy z naszego księgozbioru. Idarze, przynieś mi proszę “Zapomniane plemiona Alaranii” - na pytający wzrok Ivo czarodziej uśmiechnął się tylko - Drogi Ivo, mamy księgi na każdy temat. To królewskie zbiory.
Pomocnik nazwany Idarem wrócił nad wyraz szybko, niosąc pod pachą grube tomiszcze oprawione w podniszczoną już skórę. Delikatnie ułożył ją przed Einhartem i otworzył na zaznaczonej zawczasu stronie.
 - Pozwoliłem sobie przewertować ją po drodze.
 - Dziękuję ci bardzo. Ah! Płonące Jelenie. Ciekawe swoją drogą, kto wymyśla te nazwy. Druidyczny klan, zamieszkujący północną część Alaranii. Jak to druidzi, żyjący w zgodzie z naturą, czczący jej siły i opiekujący się okolicznymi lasami. Znani byli z dobroci serca i szczerej chęci niesienia pomocy, jak to druidzi. Tu jest napisane, że ostatniego Płonącego widziano kilka dekad temu. - skierował wzrok na chłopaka i zmrużył oczy. - Nie bardzo pasujesz mi do opisu, ale czy to możliwe...taaak, to bardzo prawdopodobne. Ta sytuacja w lochach tego Bractwa. Możliwe, że jednak częściowo zdążyli zrobić to, co mieli w planach, cokolwiek to było. Wcześniej potrafiłem sterować, nie to za dużo powiedziane...komunikować się ze zwierzętami. Muzyką również wpłynąłeś na ludzi. Po sytuacji w lochach zmieniłeś się w krwiożerczą bestię, która na domiar złego próbuje cię wygryźć z własnego ciała. Być może to było planem nekromantów. Mnie z kolei wydaje się, że możemy ci pomóc. Pomóc oczyścić Pierwszego. Bądź co bądź, jako mistrz sztuk magicznych, oraz uczony byłbym bardziej niż szczęśliwy, mogąc przywrócić do życia niemal wymarły ród druidyczny. Ostateczna decyzja jednak należy do ciebie. Chcesz się pozbyć jegomościa, czy zapanować nad nim. Wchłonąć go i stać się jednością.
 - Jak bardzo zmieniłoby to moje życie? Jestem tylko uczniem kowala i wolałbym nim pozostać.
 - Nie wiem. Nie mogę ci niczego obiecać. Nie wydaje mi się, że z dnia na dzień musiałbyś zapuścić białą brodę i zamieszkać w lesie, ale czy wciąż byłbyś tym samym młodzianem co teraz? Tego nie wie nikt.

 - Zgoda - odparł po krótkim namyśle. - Chcę zachować Pierwszego. Nie jestem wykształcony, ale od zawsze wiedziałem, że druid jest dobry. Poza tym, to co zrobiłem temu dzikowi...i strażnikom...to było magiczne, chcę tak móc robić.
 - Zatem postanowione. Chodźmy przygotować rytuał. Idarze, powiadom proszę resztę zgromadzenia o oczyszczeniu, a ty Ivo chodź ze mną.
Einhart zachowywał się, jakby przeprowadzał taki rytuał codziennie, ale mina Idara mówiła wszystko. Nie było to raczej stałym punktem w rozkładzie dnia nadwornych magów.

  Przygotowania polegały głównie na malowaniu dziwnych znaków na kamiennej posadzce oraz na ciele Ivo. Wszystko to wyglądało tak podobnie do wydarzeń z krasnoludzkiej świątyni, że przez chwilę chłopak zastanawiał się, czy jest ponownie oszukiwany. To nadworni magowie, raczej wiedzą co robią Nakazano mu położyć się na łożu, a jego kończyny przypięto grubymi pasami. Nałożono mu również knebel z drewnianego kołka
 - Uwierz mi, będziesz tego potrzebował - odrzekł Idar, po czym odsunął się poza wyrysowany okrąg
Do środka natomiast weszło pięciu mężczyzn, wśród których znajdował się Einhart oraz Xandor. Stanęli w okręgu i rozpostarli ręce na boki. Z ich palców wystrzeliły błękitne iskierki, które po chwili zmieniły się w jeden ciąg wyładowań elektrycznych. Rytuał się zaczął. Czarodzieje mruczeli coś niezrozumiale, a z każdą wypowiedzianą mantrą iskry były coraz silniejsze. Nagle ciałem Ivo targnęły spazmy. Chłopak wgryzł się w drewniany knebel, jęcząc i krzycząc. Na wierzch powyłaziły wszystkie żyły, które teraz mieniły się na czerwono. Ból jaki przeszywał jego ciało był niewyobrażalny.
 - Wzywamy cię, Pierwszy z Pierwszych! Wzywamy cię Płonący Jeleniu!
Oczy Ivo zaszły mgłą, a z jego ust wydobywał się czerwony dym, który uformował się w bliżej nieokreśloną istotę.
 - Głupcy! Co wy robicie!? - głos istoty był szorstki i niejako przerażający. - Myślicie, że się mnie pozbędziecie!? Ha!
Demon zawirował i wypuścił z siebie dymną mackę, która z impetem uderzyła w jednego z magów. Na szczęście ci pomyśleli o zabezpieczeniu, gdyż mag jedynie zachwiał się, a lwią część ciosu przyjęła magiczna bariera.
 - Przepadnij wstrętna kreaturo! Wypędzamy cię z ciała tego chłopaka!
W odpowiedzi demon wystrzelił ponownie z podobnym skutkiem. Widać było jednak, że z każdym kolejnym uderzeniem bariera słabła. Rytuał ciągną się już drugą godzinę, która upływała na nieustającej walce z demoniczną istotą. Obie strony powoli traciły siły, aż Einhart ponownie zakrzyknął
 - Przybądź Pierwszy! Ten którego zwali Kay Niin Dooral! Przybądź i odzyskaj swego następcę!
  O dziwo inkantacje Einharta przyniosły skutek. Demon jakby walczył ze sobą, miotając się na wszystkie strony i rozmywając, aż pozostało po nim błękitne światełko, unoszące się nad spokojnym już ciałem kowala.
Avatar użytkownika
Ivo
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Morgan, Yorgen, Deganaan, Olivia,
Rasa: Człowiek
Aura: Mimo, że słaba to jednak huczna w swych gestach emanacja, na stałe związała się z barwą miedzi oraz cyny. Lśni bardzo nikłą poświatą w kolorze szafiru, w której wewnątrz kłębi się istna… bezdźwięczność. Jest to niezwykle zaskakujący fakt, bowiem gdy spojrzy się na ruchy aury dostrzec można taneczną giętkość, przyjemną gładkość, a nawet kuszącą ostrość. Jest nieco twarda, ale wciąż pozostawia po sobie pozytywne wrażenie. Ileż zabawy gości w tych cechach! Czuć wiec jest zapach ludzkiego potu, jakby zmęczona była właśnie ów tańcem w tłumie. Jednak jej atoniczny charakter z pewnością koryguje sama osobowość posiadacza tejże struktury. Smakuje niczym gorzki wywar podawany na hulankach, który pozostawia nieznaczną suchość w ustach.
Wygląd: Ivo jest wcale przystojnym mężczyzną, a jego kręcone, brązowe włosy dodają mu łobuzerskiego uroku. Z tym wszystkim idealnie współgrają wąskie oczy piwnego koloru. Na środu jego oblicza osadzony jest zgrabny, nieco zadarty nos, a niżej wąskie, wyćwiczone (na Lutni rzecz jasna) usta. Ładna twarz to jednak nie wszystkie jego atuty estetyczne. Ivo może również pochwalić się ... (Więcej)
Uwagi: Imię `Ivo` się nie odmienia.

Poprzednia strona

Powrót do Żelazna Twierdza

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron