ArrantalisNajczystsze złoto najłatwiej traci blask

Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 63
Rejestracja: 4 lat temu
Inne Postacie: Anastasja, Antar, Aurea, Delia, Esmeralda, Imelda, Luna, Mari, Nadeya, Nimfea, Rozalie, Sakura, Sechmet, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Najczystsze złoto najłatwiej traci blask

Post autor: Delia » 1 miesiąc temu

Od wyjazdu Dżariego i oficjalnego przedstawienia księżniczki minął cały rok. Delia nawet nie zauważyła, jak czas szybko leciał, tak wiele działo się wokoło, owszem tęskniła i to bardzo, nieraz w nocy, gdy była sama pojedyncza łza spłynęła po jej policzku połączona ze wspomnieniem pożegnalnej pieśni Dżariela. Wiedziała jednak, że musi być twarda i wierzyć, że jeszcze trochę i jej ukochany powróci, a wtedy w końcu będą mogli być razem. Starała się teraz jak najwięcej czasu poświęcać Evangeline, ona była jej szczęściem i siłą. Podczas tych parunastu miesięcy naprawdę poczyniła spore postępy. Na pierwszy ogień poszła nauka czytania i pisania co poszło bardzo sprawne, oczywiście księżniczka wciąż ćwiczy, głównie przez przepisywanie wierszy i ich recytowanie zgodnie z zaleceniem nowego tymczasowego opiekuna. Został on zatrudniony kilka dni po odejściu Lakiego. Przedstawiał się jako Zik i był najlepszym kandydatem, poważny, odpowiedzialny oraz niezwykle oddany swej pracy. No i warto również dodać, że dobrze wykształcony. Zawsze chodził elegancko ubrany, miał krótko podcięte czarne włosy i dwubarwne tęczówki, jedna była brązowa, a druga niebieska. Czasem również udawało się z nim pożartować i pośmiać mimo surowego stylu bycia, bardzo chętnie rozmawiał, łatwo mu się dogadywało ze wszystkimi bez względu na wiek, płeć czy rasę. Niezwykle efektownie uzupełniał wiedzę księżniczki w aspekcie etykiety, aby zapobiec drastycznym gafom.

Delia zaś po pierwszych dwóch miesiącach od wyjazdu Dżariela zdecydowała się nauczyć Evangeline latać, była za duża, by wciąż z tym zwlekać. Na początku tylko co kilka dni latały nisko nad plażą, by w razie czego młoda spadła na miękki piasek, gdyby Del nie zdołała jej złapać. Później wychodziły niemal każdego ranka i wieczoru, by szlifować umiejętności latania, a gdy były zmęczone, wchodziły orzeźwić się w morskiej wodzie, która również nie uchroniła złotej anielicy przed nauką nowych rzeczy, królowa zadbała także o to, by jej córeczka pewnie czuła się wśród fal i nie miała problemów z pływaniem. Gdy w końcu do tego doszło, wybierały się na lotnicze wycieczki wokół niezaludnionego wybrzeża.

Po powrocie do zamku prawie zawsze witały ich kociaki, Róża i Ventus, znacznie podrosły i teraz ganiały po korytarzach chętne do psot. Najgorzej miał Valak, gdy maluchy go znajdowały. Uznawały go za mysz i mogłyby ganiać w nieskończoność, miał szczęście, że przez czarodzieja skończył ze skrzydłami i miał jak się ukryć gdzieś wysoko. Yro był skłonny zrozumieć szczura, tyglewiątka bardzo często skakały na niego, chcąc się bawić, przez co kończył z podrapanymi do krwi nogami i porozdzieranym ubraniem. Nie miał im tego za złe, ale wolał ich unikać. Ponadto lwio-tygrysie hybrydy przyciągały wzrok służby i również o nich rozeszła się plotka po wyspach. Skutkiem tego było kilka propozycji kupna kociaków, na które Delia stanowczo odmawiała. Apokalipsa była jej przyjaciółką, nie mogłaby tak po prosto sprzedać jej dzieci. Pewnie ze względu na swą wyjątkowość mogłyby się zmarnować w jakimś cyrku. Rodziny nie powinno się rozdzielać, Del tylko utwierdzała się w swej stanowczości na ten temat, gdy widziała, jak Eden wraz z lwicą bawią się ze swoimi dziećmi, tu było im najlepiej. Piorun natomiast jeszcze bardziej wziął sobie za cel pilnowanie niebianek i systematycznego doglądania co u nich, nawet gdy spały. Szmer zaś wcale się nie zmienił.

Na pierwszy rzut oka wszystko się układało, ale to nie była prawda. W miarę upływu czasu coraz więcej łez przelewała Delia każdej nocy zaniepokojona brakiem wieści od ukochanego. Popełniła też okropny błąd. Wprawdzie starała się poświęcać córce jak najwięcej czasu i nawet asystowała jej ona przy królewskich sprawach, zadbała nawet, by księżniczka miała swój własny tron, ale nie zauważyła, że od czasu tamtego pierwszego, oficjalnego przejazdu ulicami Arranty wewnętrzny blask Evangeline jakby osłabł.

Niestety kolejne wydarzenia wcale nie ułatwiały niczego, za długo było spokojnie więc w końcu przez Arrante przeszedł niewielki wstrząs, ale nie mógł zostać zignorowany, klątwa ponownie dała o sobie znać. Rozpoczęła się więc migracja ludności na drugą wyspę, Delia pilnowała, aby Evangeline była wtedy przy niej, za żadne skarby nie chciała jej pozostawiać pod cudzą opieką, nawet jeśli bardzo ufała w kompetencje Zika.
Najpierw wydała rozkazy i zarządziła, jak ma przebiegać sprawna ewakuacja wyspy, strażnicy uwijali się z tym, jak mrówki i zostali też wysłani ludzie, którzy mieli uspokajać tych spanikowanych. Wprawdzie większość Arrantalian już przywykła do tej klątwy, ale wciąż byli tacy, którzy bali się tego jak ognia, a ostatnie czego chcieli to wybuch ogólnej paniki w sytuacji kryzysowej.
Gdy wszyscy wiedzieli już co robić, Delia przykazała córce, by leciała wraz z nią pod niebo gdzie mogły objąć wzrokiem większość Arranty. Anielica użyła wtedy swej magii, ponieważ potrzebowali jeszcze trochę utrzymać ląd nad powierzchnią wody, a wstrząsy pojawiały się coraz częściej, z każdym kolejnym wyspa była coraz niżej. Evangeline była obok swej mamy, a ludzie, mimo iż przerażeni zadzierali głowy do góry i strażnicy nawet musieli ich poganiać, bo nadal znajdowali się tacy, co chcieli załapać się na darmową garść złotego pyłu.
Ostatecznie jednak wszystko odbyło się dość sprawnie. Najważniejsze rzeczy z zamku również zostały przewiezione na Talianis do starego pałacu. Delia była już wtedy naprawdę zmęczona i trochę przygnębiona, gdyby tylko znała sposób na pozbycie się tej klątwy. Dobrze, że wielu ludzi przyjmowało Arrant, którzy nie mieli gdzie się podziać pod swoje dachy. Dawne podziały na szczęście niemal całkiem odeszły w niepamięć.
Władczyni nie przepadała za pobytem w starym pałacu, biła od niego nieprzyjemna aura, która kojarzyła się jej z przeszłością Arrantalis oraz kryzysami związanymi z klątwą. Del podczas pobytu na Talianis dużo opowiadała Evangeline, która teraz rozumiała już znacznie więcej o historii dwóch wysp. Musiała w końcu się wytłumaczyć, dlaczego Arranta zatonęła, a jakoś wcześniej nie miała czasu wspomnieć o przypadłości tej wyspy.
Na szczęście całe zamieszanie trwało zaskakująco krótko, raptem kilka dni więc ludzie uznali to za dobry znak i powiązali w jakiś sposób ze zbliżającą się rocznicą przybycia do nich złotej księżniczki. Zaczęli plotkować o tym, że jest ona darem dla ich kraju od samego Prasmoka, niektórzy zaś wspominali o Panu lub innych bogach, których czcili.

Każde zatopienie nawet krótkie wywoływało pewne szkody, więc ludziom zajęło trochę czasu, by dojść do siebie po tym wszystkim. Tego dnia jednak nikt nie myślał o nieprzyjemnym incydencie, ponieważ wieczorem miał się odbyć królewski bal na cześć Evangeline, która już cały rok jest księżniczką oraz Delii, której urodziny wypadały kilka dni temu. Złotowłosa niebianka teraz miała już w czym wybierać, co chwilę dostawała jakieś nowe sukienki od Ediana. Mimo to nawet dziś służące przyniosły jej nowe odzienie. Kreacja bardzo jej pasowała, miała kolor ciemnego złota, a pył krążący wokół księżniczki tylko nadawał jej blasku. Na dodatek błękitne, drobne kokardki, aby pasowały do znaków na jej ciele. Poza tym miała dość klasyczny krój, miała wyróżniać się kontrastowymi kolorami i idealnym dopasowaniem do właścicielki.
Zik czekał pod drzwiami do komnaty swej podopiecznej, był już adekwatnie do balu ubrany, ale nie niecierpliwił się, nie przebierał nogami, nie bawił się rękami. Zwyczajnie stał prosto z lekko uniesioną głową niemal bez ruchu.
W środku prócz służek były jeszcze Ventus z Różą, z zainteresowaniem przyglądały się procesowi ubierania.

- A dlaczego ludzie potrzebują pomocy przy zmienianiu skóry? – zapytał Ventus.
- Aleś ty głupi! – pacnęła go Róża – Ona jest aniołem, nie widzisz skrzydeł? Ludzie nie zmieniają skóry.
- Czyli anioły tak? Ale przecież widziałem, że niektórzy mieli inną czasami, a czasem wracali do swoich starych… jak to działa? – dopytywał zaciekawiony.
- Nie bądź niegrzeczny Ventus – fuknęła na niego – Mi się bardzo podoba ta nowa skóra – połasiła się do nóg Evangeline, licząc, że za komplement zostanie pogłaskana albo Evangeline się z nimi pobawi.

Tymczasem w komnacie Deli było zdecydowanie mniej tłoczno, była już ubrana i patrzyła w lustro, zastanawiając się, czy wygląda dobrze. Towarzyszyła jej Apokalipsa i Eden. Oni oboje również byli przygotowani na bal, czyści, wyczesani. Ich obecność była obowiązkowa na balu, w końcu byli podarowani od najzamożniejszych rodzin z Arranty i Talianis. Byli więc kolejnym symbolem zjednoczonego królestwa. Fakt ten podkreślały ich dzieci, ale były zbyt psotne i ruchliwe by również mogły przebywać na sali balowej.

- Czy wyglądam dobrze? – spytała Del, spoglądając na swe odbicie, jej włosy były upięte w zgrabny kok i miała na sobie czerwoną suknię usianą maleńkimi diamencikami.
- Pięknie – stwierdziła lwica, a tygrys jej przytaknął.
Królowa uśmiechnęła się lekko i wykrztusiła z siebie ciche „dziękuję”, po czym usiadła na krawędzi swego łóżka.
- Chodzi o Dżariego? – zapytał Eden, widząc zatroskanie na twarzy kobiety.
- Tak, nie… Nie wiem.
- Przejrzysta odpowiedź – westchnęła lwica.
- Po części tak, ale też martwi mnie Evangeline, wydaje mi się, że coś jest nie tak, ale nie wiem co, a ona na nic się nie skarżyła, ale mam takie dziwne przeczucie…
- Kochana, nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma. Postaraj się zwyczajnie cieszyć wieczorem, to wasza noc – poradziła Apokalipsa.
- Dziękuję. – Del faktycznie zrobiło się trochę lepiej na sercu i ruszyła ze swymi zwierzęcymi przyjaciółmi w stronę sali balowej.

Przed wejściem poczekała chwilę na Evangeline, którą przyprowadził Zik. Rozpromieniła się na widok córki, aż lekko poruszyła skrzydłami.

- Ślicznie wyglądasz kochanie.
- Obie wysokości wyglądają zjawiskowo – dodał Zik kłaniając się królowej. – Proszę się nie obawiać o umiejętności taneczne, dołożyłem wszelkich starań, by księżniczka nikomu nie deptała po nogach – uśmiechnął się wesoło.
- Dziękuję Zik, myślę, że już za chwilę się przekonamy czy twoje nauki nie poszły w las.

Tygrys i lwica zasiedli przy tronach bardzo dumni ze swego znaczenia, nim jednak zaczęły się tańce, trzeba było przejść nudny rytuał powitania wszystkich gości, których imiona były odczytywane, jak tylko przekraczali próg. Trochę to trwało, ale Delia dzielnie to wytrwała, w końcu można było dać znać orkiestrze, aby zaczęła grać muzyka.

- Evangeline – Del dała jej znać by zeszła na parkiet i znalazła czym prędzej partnera do tańca.

Nie było to trudne, bardzo szybko poprosił ją do tańca pewien młodzieniec o zielonych oczach, ciemnych włosach i mocno piegowatej twarzy.

- Eryk von Kuehdihn, bardzo mi miło — przedstawił się, gdy tylko zaczęli tańczyć. — To dla mnie zaszczyt księżniczko — wyraźnie cieszył się poznaniem Evangeline i patrzył jej prosto w oczy, o dziwo nie zwracał najmniejszej uwagi na złoty pył.

Awatar użytkownika
Evangeline
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 52
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Evangeline » 2 tygodnie temu

        Nadszedł dzień bardzo wielkiej uroczystości, która była czymś niezwykle ważnym dla każdego mieszkańca Arrantalis, bez względu na status i pochodzenie. Właściciele karczm i restauracji, handlarze, a nawet przewoźnicy morscy spodziewali się znacznie zwiększonych obrotów, przez co w bardziej zaludnionych częściach wysp panował nieustanny zgiełk. Prości ludzie uznawali ten dzień za święto, i to jedno z najważniejszych w kalendarzu, przez co wyciągano pamiątkową zastawę, stoły przykrywano najdroższymi obrusami, a i zapraszano najbliższych pod jeden dach. Nawet siły zbrojne miały zajęcie, choć były to rzeczy bardziej skupione na dopilnowaniu, aby na ten jeden dzień obie wyspy były równie mocno chronione jak królewski zamek. Tylko dwie anielice na całej wyspie mogły z całą szczerością powiedzieć, że ten szczególny dzień jest dla nich ważny z innego powodu.

        Delia już kilka dni temu osiągnęła wiek stu dwudziestu lat. Kiedyś zostałoby to uczczone w dokładnie ten sam dzień, coby urodziny istoty, dzięki której obie wyspy zawdzięczają harmonię i dobrobyt, były zarazem ukazaniem tego, jak wdzięczny jest lud Arrantalis dla swojej wybawicielki. Teraz jednak, w ten dokładnie dzień, miała zostać świętowana wraz z urodzinami Delii inna, całkiem nowa rocznica - minął bowiem cały rok, odkąd oczy Delii spoczęły na złotej anielicy w klatce. Evangeline, choć wiele razy była pytana, nie znała daty, kiedy przyszła na świat - ta informacja była nic niewarta dla bandytów, którzy ją przetrzymywali, więc nigdy o tym nie mówili, więc złotoskrzydła nigdy nie usłyszała tej wyjątkowej daty. Nic więc dziwnego, że rolę urodzin zastąpiła rocznica przyjęcia Evangeline w królewskie progi.

        Poranek był bardzo ruchliwy - Evangeline została zbudzona, nim jeszcze pierwsze promienie słońca łaskawie otuliły królewskie mury. Nie była tym zdziwiona, a wręcz przeciwnie, już była przyzwyczajona do realiów życia jako członkini rodziny królewskiej. Przez jeden rok przewinęło się wiele mniej lub bardziej oficjalnych uroczystości, na których to Evangeline musiała się adekwatnie prezentować. Rzecz jasna, ona sama nie musiała robić praktycznie nic - służki, które ją zbudziły, a których to liczne sylwetki krzątały się po jej pokoju, bezbłędnie przeprowadzały córkę królowej przez kolejne etapy szykowania do uroczystości, która miała nadejść. Nic nie było bezpieczne od burzy szczotek, perfum, oraz zwinnych rąk, w wyniku czego o ciało młodocianej dbano niczym o świątynie.

        Podczas tego wszystkiego znalazł się moment, kiedy księżniczka została ustawiona przed wysokim lustrem, na tyle dużym, by gładka tafla zajęła niemal całe pole widzenia złotowłosej Po drugiej stronie lustra stała przepiękna kobieta, złota anielica ze skrzydłami, wokół której to szalały służki próbujące dokończyć szykowanie na czas. Wracając jednak do anielicy, Evangeline zaczęła przyglądać się temu, jak sylwetka w lustrze zmieniła się przez ostatni rok. Już wtedy jej ciało było po okresie zwanym dojrzewaniem, więc nie dało się dostrzec drastycznych zmian. Bez wątpienia niebianka zyskała dwie piąte palca w wysokości, a może i trochę więcej. Jednocześnie nie było wątpliwości, że jej ciało zyskało po roku królewskiej diety - wcześniej uformowana figura nabrała jeszcze lepszych proporcji, zyskując tam, gdzie było to potrzebne, aby jeszcze bardziej upiększyć tą, która dla wielu już wcześniej była niczym z najsłodszego snu. A tymczasem skrzydła zyskały odrobinkę na rozpiętości, jakby dopasowując się do zmian, jakie to zaszły w pozostałych rejonach.

        Nie tylko te zmiany złotowłosa dostrzegła w zwierciadle, było tego bowiem o wiele więcej. Obecnie anielica była ubrana w najznakomitsze odzienie prywatne, równie piękne, co wygodne. Wkrótce jednak miało to zostać zakryte przez kreację, która musiała być albo krawieckim arcydziełem, albo też darem od samego Najwyższego Pana - doskonale dopasowana suknia o kolorze ciemnego złota może i nie miała wykwintnego kroju, ale dzięki uroczym błękitnym kokardkom oraz temu, jak idealnie kreacja pasowała do otaczającego anielicę złotego pyłu, była ona wprost idealnym wyborem dla księżniczki. Długa niemal do ziemi, ale przy tym niekrępująca ruchów i lekka, ta konkretna kreacja była idealnym wyborem na królewski bal, podczas którego przewidziany był taniec.

        Evangeline skierowała wzrok na jedyny widoczny w odbiciu niebieski tatuaż, znajdujący się na prawej części jego lica. Wiedziała, że te symbole mogące zniszczyć niemal wszystko w kwestii kilku minut są o wiele liczniejsze i że w większości są schowane pod suknią, a mimo to się nie bała. Wiedziała, że zarówno ta sukienka, jak i setki innych, które otrzymała przez ostatni rok, były nasiąknięte ochronną magią, która niwelowała niechciany efekt wzorów na jej ciele. Tę samą magię wpleciono w każdy przedmiot w jej pokoju, a nawet we wszystkie zamkowe mury. Wszystko, co tylko zostało uznane, że może kiedykolwiek mieć jakikolwiek kontakt z księżniczką, zostało zawczasu na nią uodpornione, co choć nie było ani łatwym, ani też tanim przedsięwzięciem, to jednak prace zostały ukończone dziewięć miesięcy po zjawieniu się Evangeline.

        Rzuciła przelotnie okiem na służki - nie bezpośrednio, a poprzez lustro oczywiście - po czym bezgłośnie uznała, że choć twarze ich się zmieniają, nieraz na te należące do całkiem innych kobiet, to jednak zarówno jakość ich pracy, jak i oddanie, z jakim wykonują zlecone im zadania, nie zmieniły się ani trochę, co było bardzo pozytywnym komentarzem w obliczu tego, jak doskonale wszystko przebiegało. To jednak, co bardziej rzucało się w oczy, to dwie puchate kuleczki na słodziutkich łapkach, od których to obecności aż milej robiło się na sercu. Ventus i Róża byli dla Evangeline jak bliska rodzina - może nie był to odpowiednik rodzeństwa, ale bez wątpienia traktowała ich bardzo dobrze i uwielbiała spędzać z nimi wolne chwile, przez co można by powiedzieć, że dla Evangeline byli niczym bardzo bliskie kuzynostwo. Ich rodzice, a także pozostałe zwierzaki Delii, także były integralną częścią otoczenia księżniczki, nawet jeśli obecnie nie znajdowali się w jej komnacie.

- Jesteście uroczy... A i dziękuje za komplement Różo. - przemówiła do malutkich niby-kociąt, patrząc się na nie wzrokiem, jakby zaraz miała się rozpłynąć nad tym, jak niewinne i urokliwe są z nich stworzenia. Pewnie by i pogłaskała i wytarmosiła obydwoje, ale nie miała jak w obecnej sytuacji. - Teraz nie za bardzo jest na to czas, ale jestem pewna, że wasi rodzice prędzej czy później wytłumaczą wam, co mam na sobie i czemu tak często to zmieniam.

        Szykowania, choć trwały znaczną chwilę, w końcu dobiegły końca. Evangeline, przyodziana w swoją nową suknię oraz z dokładnie zaczesanymi włosami, które to opadały niczym mieniący się złotem wodospad na jej ramiona, została zaprowadzona przed służki pod same drzwi komnaty. Gdy te zostały otworzone, po drugiej stronie już czekała elegancka sylwetka mężczyzny w kwiecie wieku - Zik już trwał w lekkim ukłonie, z dłonią wyciągniętą ku Evangeline, był on bowiem odpowiedzialny za przyprowadzenie gotowej księżniczki prosto w ręce królowej w ten szczególny dzień.

        W normalne dni ten człowiek o doskonałych manierach i poczuciu taktu graniczącym z jasnowidzeniem był nowym opiekunem Evangeline. Dżariel Laki, pierwszy opiekun księżniczki, już od wielu miesięcy przebywał daleko, gdzieś na kontynencie, uganiając się za osobą, która zagrażała całemu Arrantalis. Evangeline pamiętała Dżariego, tak jak księżniczka uwięziona w wieży pamięta swego wybawiciela posiadającego białego wierzchowca. Dżari zdawał się wkładać całe swoje serce, całą swoją wiedzę w to, co mówił do księżniczki. Zachowywał się w sposób, który Evangeline kiedyś nie rozumiała, a który obecnie mogłaby opisać jako ojcowski i wyjątkowo opiekuńczy. Jakby tego było mało, Laki wykraczał poza bycie opiekunem - był on zarazem przyjacielem, a może i nawet nieoficjalnym członkiem rodziny. Każda chwila z nim, której to wspomnienie przebiegało przez umysł Evangeline, była czystą radością, która to do dziś objawia się ciepłem w miejscu, gdzie znajduje się złote serce młodej anielicy.

        Tymczasem Zik był... inny. Jego wiedza bez wątpienia była ogromna, niemal na pewno bardziej obszerna i dokładna niż to, co oferował Dżari. Zachowanie jego było bezbłędnie oficjalne i pozbawione niepotrzebnych dodatków, przez co łatwo było skupić się na tym, o czym mówił i wpoić to w pamięć długoterminową. Wszelkie lekcje pod jego okiem, choć nieraz trwały długo, nigdy nie uleciały z głowy Evangeline, pomimo tego, jak wiele informacji, faktów, zasad i reguł potrafił on przekazywać w swych słowach. Jakby tego było mało, w chwilach odpoczynku pozwalał sobie na luźną pogawędkę z księżniczką, dzięki czemu nawet najbardziej intensywne okresy nauki nie były wyzwaniem.

        Miał on też jednak cechy, które w oczach Evangeline z góry przekreślają jego szansę na zostanie godnym zastępstwem Dżariego. Choć maniery jego były bezbłędne, a i nie unikał on kontaktu ze złotą anielicą, to jednak nie był on niczym więcej, niż świetnym nauczycielem czy pracowitym opiekunem. Nie licząc tych dwóch kwestii, Zik to była kompletnie obca osoba, którą nieszczególnie obchodzą emocje kotłujące się wewnątrz serca księżniczki. Inną kwestią było to, że jego nauczanie było pozbawione spersonalizowania. Dżari próbował zrobić z Evangeline mądrzejszą, bardziej doświadczoną osobę, ale wciąż dbał o to, co czyniło z niej właśnie Evangeline, a nie kogoś innego. Tymczasem Zik próbuje z marnej księżniczki zrobić doskonałą księżniczkę, przez co nie wszystko, czego nauczał, było szczególnie “łatwostrawne” dla Evangeline.

        Pod jego opieką opanowała czytanie i pisanie w zadowalającym stopniu, choć jeszcze były drobne niedociągnięcia, nad którymi wciąż pracowała. Jeśli chodzi o etykietę, to tą niemalże znała na pamięć, przynajmniej te fragmenty, które mogą kiedykolwiek tyczyć się jej osoby, ze wszystkim innym zaś została zapoznana na tyle mocno, by czuć się pewnie w każdej sytuacji, która może nastać w królewskim dworze. Wszystkie inne aspekty życia codziennego, zbyt liczne, by je wymienić, także przestały być jej obce, coby godnie reprezentowała siebie w miejscach mniej lub bardziej publicznych. Z wiedzy teoretycznej miała wiele do nadrobienia, jednak to po prostu oznaczało, że czeka ją jeszcze wiele nauki. Na razie była zapoznawana z niezbyt szczegółowym opisem tego, co można by nazwać zbiorczo światem. Rośliny, zwierzęta, geografia, magia i wiele, wiele innych tematów, o których to wiedziała bardzo niewiele albo nic, wciąż były uwzględniane w jej lekcjach, choć nie były one priorytetem. Zamiast tego, ostatnimi czasy szczególną uwagę Zik poświęcał na tematy, które dla Evangeline były niemal kontrowersyjne, jak na przykład polityka oraz wszystkie jej aspekty, z których to niektóre podpadały pod manipulację czy oszustwo, czy też zagwozdki kontaktów międzyludzkich, które różniły się w każdym miejscu, a które to nie zawsze współgrały ze zdrowym rozsądkiem. Najbardziej księżniczka kwestionowała tak zwane “Arystokrackie Szachy”, jak to zwykł zwać Zik, czyli wszelkie rzeczy, których dopuszczają się i dopuszczać się będą liczni przedstawiciele wysokich warstw społecznych w celu spełnienia swoich planów i zachcianek. Szczególnie drastyczne wydawało się krótkie wyjaśnienie nazwy, którym została uraczona.

- Pionkami jesteśmy ja, ty, cała rodzina królewska i wszyscy, którzy są na tyle wpływowi, aby być znani przez pozostałe pionki. Planszą to szlachecki dwór, a także każde miejsce, w którym można znaleźć co najmniej dwa pionki. Stawką zaś, o którą się gra, jest status społeczny oraz dobrobyt, można to wszystko bowiem zarówno zdobyć, jak i stracić, poprzez ledwie jedną decyzję, zupełnie jak w prawdziwych szachach. - Te słowa Zika, wciąż rozbrzmiewały w głowie Evangeline, księżniczka rozmyślała bowiem każdego wieczoru nad tym, i nad innymi implikacjami tego, co wpajał jej Zik.

        Niemal nigdy nie była u Delii w sprawie tych lekcji. Delia ufała Zikowi, może i równie mocno co Dżarielowi, dlatego też po prostu próbowała zaakceptować nowe nauki bez względu, jak nagłą zmianę w stosunku do metod Lakiego one reprezentowały. Nigdy nie wyraziła otwartego sprzeciwu wobec czegokolwiek, co mówił Zik, po części dlatego, że wiedziała, że to po prostu surowa prawda, pozbawiona drobnych ułagodnień, którymi bez wątpienia uraczył ją niejednokrotnie pierwotny opiekun. Z tego też powodu, mimo iż tęskniła za Lakim, nie miała tego za złe Zikowi, wiedziała bowiem, iż stara się on jak tylko może, co by nadrobić ponad piętnaście lat utraconej nauki.

- Zik. - Stała przed nim jeszcze chwilę z poważną miną, lecz po chwili przełamała się, racząc go łagodnym powitalnym uśmiechem. Nawet złoty pył zawirował wokół Evangeline szybciej jakby popchnięty odrobiną wesołości. - Dziękuje ci, za wszystko. Bez ciebie nigdy nie zdołałbym uczestniczyć w nadchodzącym balu. - Położyła swoją lewą dłoń delikatnie w objęciach jego wyciągniętej prawej, pozwalając, aby poprowadził ją na spotkanie z najważniejszą osobą w zamku, Królową Arrantalis, Delią.

        Nim jednak doszło do spotkania właściwego, coś innego przykuło oko Evangeline. Szli do sali balowej, kiedy to nagle przeleciał obok ogromny, otyły papugo-szczur, który zarówno w paszczy, jak i w łapkach trzymał kawałki sera wielkości jego samego. Lotny gryzoń, widocznie zadowolony ze swej zdobyczy, uciekł w kierunku przeciwnym do królewskiej kuchni, a tuż za nim biegł jego pościg, złożony z tutejszych kucharek, które były nieoficjalną jednostką do spraw zwalczania Valaka w spiżarni.

        Oprawiony w papuzie skrzydła szczurkowaty, choć sprawiał problemy w zamku, stał się najlepszym, jeśli nie jedynym, bliskim przyjacielem księżniczki w ciągu ostatniego roku. To z nim spędzała wiele odpoczynków, to z nim ganiała po korytarzach, gdy nadarzyła się okazja, to jemu oddawała nadmiar sera i podobnie smacznych produktów, gdy sama już najadła się posiłkiem. To jemu też zwierzała się z emocji, lęków i wątpliwości, które targały jej duszą od dłuższego czasu. Odkąd bowiem ujrzała prawdę o ludzkiej naturze, nie zdołała w pełni zaakceptować tego, jaka jest prawda.

        Musi podtrzymywać siłą negatywne emocje przy ludziach, którzy to w jej oczach wydają się napędzani przez żądzę posiadania. Czy to bogactwo, czy też wiedza, czy też miłość, a nawet jej złoty pył, każdy przedstawiciel ras rozumnych zachłannie pragnie czegoś i jest gotowy poświęcić wiele, a w szczególności inne istoty, aby osiągnąć swój cel. Fakt ten z początku był szokujący, obecnie jednak budził w anielicy gniew, przechodzący momentami w obrzydzenie. Każda interakcja ze służbą, arystokracją czy też kimkolwiek innym wywoływała niemalże mdłości, z którymi Evangeline musiała aktywnie walczyć. Z tego też powodu każdy uśmiech wobec kogoś takiego, jak na przykład ten, którym obdarowała Zika, był zazwyczaj wymuszony, nie potrafiła już bowiem uśmiechać się tak często, jak dawniej. Jedynym wyjątkiem od tego była jej przybrana mama oraz Dżariel - oni bowiem byli w jej oczach nie tylko wyjątkiem od okropnej reguły, ale i bardzo bliską rodziną, więc nigdy nie odważyłaby się porównać ich do zwykłych osób - oraz właśnie Valak.

        Papugo-szczurowi było daleko do bycia świetlistym przykładem zachowania i samokontroli, szczególnie w kwestii jedzenia, ale mimo to Evangeline czuła się dobrze w jego obecności, odkąd go tylko poznała. W głębi duszy widziała w gryzoniu kogoś, kto nigdy nie pozwoliłby, by ktokolwiek cierpiał przez jego obżarstwo. Jakby nie patrzeć, królewskie spiżarnie były obszerne i niemal zawsze wypełnione po brzegi, więc bez względu na to, co mówią kucharki, nawet armia Valaków nie zrobiłaby różnicy w kwestii zamkowego dobrobytu, dlatego też nawet jego regularne kradzieże sera nie były dla księżniczki problemem.

        Valak był więc kimś, z kim Evangeline omawiała tematy, którymi nie chciała zadręczać swojej mamy - ostatnie bowiem, co chciała robić złotowłosa, to zniszczyć szczęście Delii swoimi osobistymi sprawami. On ją wysłuchiwał, a kiedy mógł, to próbował doradzić, a jeśli nie, to była z niego na tyle dobra przytulanka, że dzięki niemu anielica mogła, choć na chwilę zapomnieć o swoich zagwozdkach. Czasami jednak było nieco inaczej między zwierzęciem a adoptowaną księżniczką, były bowiem chwile, kiedy to Valak przemawiał, a księżniczka uważnie się wsłuchiwała.

        Evangeline wiedziała, że Zik nie nauczy jej wszystkiego - było wiele rzeczy, które choćby i kontem oka zaobserwowała za czasów, gdy była więziona w klatce przez bandytów, a o których to przez cały rok Zik nawet nie napomknął. Dlatego też nie raz prosiła o pomoc Valaka. Szczur, jeszcze przed nabyciem skrzydeł u królewskiego czarodzieja, był w wielu miejscach. W wielu z nich gryzoń miał okazję być świadkiem wielu zachowań czy czynów, o których nigdy nie powinno się mówić księżniczce. Mroczne, nieraz złe sekrety skrywane przez ciemne alejki, opuszczone magazyny oraz piwnice czarnoksiężników spływały do Evangeline pod postacią słów Valaka, pozwalając jej na posiadanie wiedzy, która niejednokrotnie graniczyła z tabu nawet dla najbardziej plugawych bandytów. Nie wszystko mile się słuchało, o niektórych rzeczach wolała nigdy nie słyszeć... Ale dzięki temu miała pełen, niezakłamany obraz tego, jaki jest świat. To te informacje sprawiły, że przykładała się z całych sił do wszelkiej nauki - musiała bowiem być najlepszą osobą, jaką mogła zostać, jeśli miała w przyszłości zaradzić niegodziwościom tego świata.

        W końcu nadszedł moment, kiedy Evangeline, pod opieką Zika, znalazła się pod drzwiami do sali balowej. Tam też czekała już na nich Delia: Królowa Arrantalis; która zjednoczyła obie wyspy; Anielica, która dba o dobrobyt swoich poddanych; Przybrana matka złotej niebianki; Stęskniona kochanka Dżariela Lakiego. Delia była i jest symbolem wszystkiego, co w świecie dobre, szczególnie dla przybranej córeczki. Królowa ofiarowała bowiem wszystko, co mogła złotoskrzydłej i wciąż stara się, by nic a nic w życiu jej nie zabrakło. Księżniczka docenia te starania i w zamian za bezwarunkową miłość pochodzącą od jej mamy stara się, aby Delia nigdy nie była smutna, gdy Evangeline jest w pobliżu. To dla niej jest w stanie wykrzesać z siebie najszczerszy, najprawdziwszy uśmiech, pod którym nie skrywa się ani jedna zła myśl czy intencja.

        Gdyby nie obowiązki królowej, Delia pewnie spędziłaby każdą sekundę swego życia w obecności swej adoptowanej córki. Nic więc dziwnego, że pomimo natłoku obowiązków, królowa stara się przejąć jak najwięcej aspektów wychowania swojej przybranej córki na siebie. Wspólne lekcje latania i pływania, odbywające się głównie w okolicy zapierających dech w piersiach plaż Arrantalis, przypominały bardziej rodzinny odpoczynek niż lekcje. Delia nie oczekiwała efektów - ona po prostu spędzała miło czas ze swoją córką, ciesząc się zarazem z każdego uśmiechu Evangeline. To, że w międzyczasie coraz lepiej szło jej zarówno w powietrzu, jak i w wodzie było jedynie przydatnym dodatkiem do chwil, podczas których matka i córka cieszyły się nawzajem swoim istnieniem. To także przez te chwile Evangeline postanowiła milczeć w kwestii swoich prywatnych problemów - nie chciała kiedykolwiek odebrać swej mamie tej bezgranicznej radości, jaką widziała w niej podczas wspólnych lotów oraz godzin spędzonych na wspólnym pływaniu.

        Nie tylko jednak te chwile były ważne, czy też raczej ważne dla Evangeline. Równie mocno zapadł jej w pamięć okres otaczający tymczasowe zatonięcie Arranty, co miało miejsce ledwie kilka tygodni temu. Była pozytywnie zaskoczona tym, jak bardzo Delia poświęcała się dla ludu - widok jej mamy utrzymującej całą wyspę, co by ostatnie osoby mogły ją bezpiecznie opuścić, był inspirujący, a nawet piękny. Patrzyła na nią, dumna, że może być jej córką, aż nawet nie zauważyła chciwości tych, którzy szli pod nią. Dopiero czas, podczas którego przenieśli się na stary zamek Talianis, przypomniał jej o korupcji serc ludzkich. Delia odkryła przed nią okropny fragment historii, zabarwiony krwią postronnych i niewinnych. To był pierwszy raz, kiedy Evangeline zostały wyjaśnione realia powiązane z konfliktem na większą skalę, kiedy to ilość ofiar sprawia, że zamiast nazwisk bliskich słychać bezimienne liczby. Tego dnia Evangeline płakała do końca dnia i przez całą noc, ciężar śmierci bowiem był zbyt duży, a i bezduszność tych, co tę śmierć zadali, przerosła najśmielsze domniemania anielicy. Wtedy też zaczęła ona wątpić, czy dla rasy, która zdolna jest do wyniszczania siebie nawzajem w tak bezduszny, jest jakikolwiek ratunek.

- Dziękuje, ale to nie mnie powinnaś chwalić mamo. Gdyby nie służące, nigdy nie byłabym tak gustownie wystrojona - odpowiedziała Evangeline na komentarz swej przybranej matki. Wysłuchała cicho zapewnień Zika o jej zdolnościach tanecznych i w myślach przyznała mu rację, lekcje tańca bowiem były nie tylko każdego dnia przez ostatni czas, ale też i każda była jeszcze bardziej wymagająca od poprzedniej. Złotowłosa była pewna, że lepiej przygotowana być nie mogła.

        Po wejściu na salę balową Evangeline szła u boku swej matki w stronę królewskich tronów, które były po przeciwległej ścianie z perspektywy głównego wejścia, na drobnym podwyższeniu pozwalającym wszystkim podziwiać rodzinę królewską, a rodzinie królewskiej nacieszyć oczy widokiem reszty sali. Wewnętrzna część sali, oddzielona od części wewnętrznej poprzez barierki obniżenie, wymuszające obecność schodów, była parkietem przeznaczonym do tańca. W jednym z rogów parkietu stworzono miejsce dla dziesięcioosobowej orkiestry. Zewnętrzna część sali zawierała rozstawione pod ścianami krzesła oraz stoliki, na których to rozstawiono niezbędne elementy takie jak jadło, napoje oraz ozdoby, coby cieszyć oczy szlachciców i arystokracji. Wszystko to rozświetlały liczne żyrandole nad częścią taneczną, świeczniki w części zewnętrznej oraz ogromny witraż, przedstawiający Delię unifikującą obie wyspy, który znajdował się za tronami, a który to zajmował niemal całą ścianę.

        Gdy nadszedł czas właściwego balu, najpierw trzeba było przebrnąć przez żmudne ogłaszanie nadchodzących gości. Evangeline, tak jak się tego spodziewała, niemal ziewnęła na oczach szlachty, gdy do środka weszła kolejna osoba, której tytuł wymawiało się, tak długo, że kolejni w kolejce musieli z niecierpliwością czekać. Pamiętając nauki Zika, jak i również swoje własne dotychczasowe doświadczenia z ludźmi, wiedziała, że większość z nich pewnie nawet nie chce tu być. Po prostu przyszli, żeby zaprezentować się, tak jak paw prezentuje swoje pióra. W ten oto sposób mogli mówić, że byli na balu u królowej, co podobno było argumentem, który potrafił przeważać przy wielu negocjacjach. Czasami też celem takowych było odnalezienie wpływowych ludzi i zaskarbienie sobie ich wdzięczności poprzez czułe słowa i piękne, wyuczone na pamięć gesty... Na myśl o tym mdłości zaatakowały Evangeline, lecz na szczęście księżniczka była już na tyle przyzwyczajona do tego, że zdołała stłamsić to uczucie, upychając je w najdalszy kąt swojego umysłu. Do momentu zakończenia balu musiała zachowywać się bezbłędnie, inaczej może zagrozić temu, jak wyższe warstwy społeczne spoglądają na rządy Delii. Ludzie bowiem są płytcy i powierzchowni, więc mogą przenieść to, jak zachowuje się księżniczka, do tego, jak Delia zarządza krajem. A królowa, która straciła zaufanie i poparcie poddanych, nie jest królową.

        W końcu powitania dobiegły końca, a bal mógł zostać oficjalnie rozpoczęty. Nie minęło długo, nim miały rozpocząć się pierwsze tańce, nie zaskoczyło więc złotowłosej to, że Delia dosyć szybko dała jej znak, aby udać się na parkiet. Uważając na kreację, która zdobiła jej ciało, wstała z tronu i skierowała się schodami w stronę parkietu, na którym wkrótce będzie musiała zatańczyć z pierwszą osobą, która ją o to poprosi. Każdy krok czyniła z gracją, przez co jej suknia zdawała się płynąć wraz z nią, choć w międzyczasie niepewność sprawiała, że ręce Evangeline drżały. Jej postawa była nienaganna, plecy wyprostowane, głowa uniesiona, skrzydła przy ciele tylko okazjonalnie drgnęły w rytm bicia serca księżniczki. Mimo tego Evangeline musiała przełknąć ślinę, która od stresu zapełniła jej usta. Na jej twarzy gościła pewność siebie, uśmiech, a okazjonalne skinienia głowy witały tych, których mijała, lecz jej emocje opanował strach i nieład. Gdyby nie to, że obecność ubrań zakrywających znaczną część jej ciała obniża ilość złotego pyłu, który ją otacza, to wokół niej panowałaby złota burza, pełna szalejących od nadmiaru emocji drobin złota, gotowych porysować parkiet i zniszczyć każdą tkaninę w zasięgu wzroku. Na całe szczęście drobiny były na tyle nieliczne, że ich ruchy wyglądały losowo, ale nie chaotycznie, a co za tym idzie, ciężko było odczytać z nich prawdziwy stan emocjonalny Evangeline.

        Gdy nastał ten moment, Evangeline nie miała zbyt wielu oczekiwań. Eryk von Kuehdihn zdawał się kimś, kto uczył się pod osobami takimi jak Zik przez całe swoje życie. Jego maniery były nienaganne, słownictwo płynne niczym poezja zaś postawa podręcznikowa. Mówiąc w skrócie, był kolejnym arystokratą, którego przycięto tak, aby pasował idealnie w to środowisko. Przez pierwszą sekundę księżniczka miała nadzieje, że może spotka kogoś takiego jak ona, ale ta nadzieja umarła, była bowiem pewna, że młody chłopiec przed nią nie różni się absolutnie niczym od wszystkich dorosłych, którzy przybyli na ten bal. Z tego też powodu, bez słowa zaakceptowała jego zaproszenie do tańca - chwyciła jego dłoń, pozwalając, aby prowadził ją w tańcu. Dopiero gdy nastał moment przywitania, odpowiedziała mu tym samym.

- Evangeline... Z rodu Antelion. - Niemal zapomniała, by dodać tytuł, który zyskała wraz z chwilą, gdy została zaadoptowana przez Delię. Byłby to błąd, co gorsza taki, którego nie da się ukryć. Na całe szczęście zdążyła dopowiedzieć brakujące słowa, nim Eryk się zorientował. - Dziękuje ci, zarówno za twe ciepłe słowa, jak i za zaproszenie do tańca.

        Patrzył jej prosto w oczy, a z jego własnych ciężko było odczytać coś więcej niż szczęście. Jego taniec był idealny, Evangeline ledwo nadążała za nim, szczególnie przez kocioł emocji, który rozrywał jej serce. Ledwie kilka chwil minęło, a już wiele oczu spoglądało na nich. księżniczka czuła, jak wzrok zgromadzonych przeszywa ją na wskroś, oceniając wszystko, co robi, każdy najmniejszy oddech. Musiała się postarać, aby nie popełnić błędu, od niej zależała reputacja Delii. Musiała zadowolić tych wszystkich ludzi. Bezwzględnych, ślepo podążających za swoimi pustymi prag-!

        Potknęła się. W ostatnim momencie tańca, kiedy tancerze powinni powoli zwalniać swój obrót, po czym obie strony wykonują ukłon, gdy już zatrzymają się w miejscu. Zaczęła spadać do tyłu, z dala od Eryka. Całe jej starania, cały trud Zika, cała wiara Delii przeznaczona na nią z okazji tego tańca. To wszystko miało runąć wraz z nią na podłogę. Przy odrobinie szczęścia, roztrzaska się na tak wiele kawałków, że pozostanie po niej tylko pył. Nie poczuła jednak upadku. Zamiast tego, ciepło i bliskość. Jej talię podpierała ręka, obejmująca ją mocno. Prawa dłoń wciąż była trzymana przez jej partnera, który nie puścił i nie zamierzał puścić. Tuż przed jej twarzą była jego twarz, tak blisko, że czuła każdy jego oddech. Mogła się wpatrywać bez trudu w głębie jego zielonych oczu, które z jednej strony przemawiały o zmartwieniu, a z drugiej wyrażały ulgę. Był pochylony nad nią, jego ciało tak blisko, że na granicy tego, co było poprawne na królewskim balu. Po chwili ciszy rozległy się rozmowy na sali. A może wiwaty? Wszyscy teraz na nich patrzyli. Nie byli zszokowani, może co najwyżej onieśmieleni tym, co zobaczyli... Tylko co oni zobaczyli?

- Co się... Czemu...?
- Mój nauczyciel nauczył mnie mniej oficjalnej wersji tego tańca. Podobno jego kroki są przeznaczone tylko dla zakochanych. Nigdy nie sądziłem, że jego końcówka zostanie przeze mnie wykorzystana, coby ocalić taką piękność jak księżniczkę - wyszeptał Eryk, tak, by tylko do uszu księżniczki doszły jego słowa.

        Momentalnie umysł anielicy zalały myśli i emocje. Nagłe i burzliwe, jak to, co ją spotkało. Taniec tylko dla zakochanych? Piękność? To, połączone z tym, jak zmysłowy wydawał się jego szept, oraz fakt, że wciąż był niepoprawnie blisko niej, sprawiło, że umysł księżniczki zalała fala wyobrażeń, których nigdy wcześniej nie doświadczyła. Jej twarz przybrała o wiele intensywniejszy złoty kolor - co było dla Evangeline odpowiednikiem rumieńca - a ona sama spuściła wzrok na bok. To, co insynuowała sytuacja, było bardzo niepoprawne. Bardzo, bardzo i jeszcze raz bardzo. Szczególnie dla kogoś takiego jak ona. Była onieśmielona, zawstydzona, ale najmocniejszym uczuciem było to, jak bezbronna się czuła w jego objęciach... W myślach przeklinała wiedzę, którą przekazał jej Valak, a która teraz zaśmiecała jej myśli obrazami, których imienia nie wolno wymawiać. Przynajmniej mogła podziękować Najwyższemu, że nie dał aniołom mocy czytania w myślach, w przeciwnym wypadku Delia nie dałaby jej żyć, gdyby się dowiedziała, z czym to jej córka już została zaznajomiona.

Z pomocą Eryka wstała na własne nogi, po czym ukłoniła się w podziękowaniu za taniec, w międzyczasie próbując ukryć rumieniec wielki na całe jej lico.

- Dziękuje za taniec, Eryku von Kuehdihn. Bez twojej interwencji... - wyszeptała w jego stronę Evangeline, lecz nie zdołała dokończyć, gdyż Eryk przerwał jej skinieniem dłoni.
- Nie masz za co dziękować, księżniczko Evangeline. To byłaby plama na moim honorze, gdybym pozwolił, aby moja partnerka ucierpiała. Choć mam nadzieje, że zatańczymy pełen taniec, już bez zmiany stylów, w niedalekiej przyszłości.

        Gdyby miała czerwoną krew, Evangeline od stóp do głów miałaby prezencję świeżo umytego buraka. W pośpiechu graniczącym z kompletną paniką skinęła głową w stronę Eryka, wyszeptując na prędko “z miłą chęcią”, po czym zaczęła oddalać się z parkietu z prędkością na tyle niską, by nie zwrócić na siebie uwagi, ale też na tyle dużą, aby nie marnować ani sekundy. Gdy tylko mogła, dosiadła się do Delii, siadając na swój tron. Z trudem zachowując jakiekolwiek pozory, odezwała się cicho do swej matki.

- Chyba miało miejsce moje pierwsze zauroczenie. I chyba zgodziłam się na kolejne spotkanie z obiektem mojego zauroczenia. I chyba jestem pewna, że on mnie pożąda. I chyba nie mam nic przeciwko...

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arrantalis”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość