ArrantalisNajczystsze złoto najłatwiej traci blask

Arrantalis leży daleko na Oceanie Jadeitów, zajmuję dwie wyspy – Arrante i Talianis, których jedynym połączeniem jest kamienny most. Rządzi mim piękna anielica królowa Delia.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Delia
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 63
Rejestracja: 4 lat temu
Inne Postacie: Anastasja, Antar, Aurea, Delia, Esmeralda, Imelda, Luna, Mari, Nadeya, Nimfea, Rozalie, Sakura, Sechmet, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Najczystsze złoto najłatwiej traci blask

Post autor: Delia » 1 tydzień temu

Od wyjazdu Dżariego i oficjalnego przedstawienia księżniczki minął cały rok. Delia nawet nie zauważyła, jak czas szybko leciał, tak wiele działo się wokoło, owszem tęskniła i to bardzo, nieraz w nocy, gdy była sama pojedyncza łza spłynęła po jej policzku połączona ze wspomnieniem pożegnalnej pieśni Dżariela. Wiedziała jednak, że musi być twarda i wierzyć, że jeszcze trochę i jej ukochany powróci, a wtedy w końcu będą mogli być razem. Starała się teraz jak najwięcej czasu poświęcać Evangeline, ona była jej szczęściem i siłą. Podczas tych parunastu miesięcy naprawdę poczyniła spore postępy. Na pierwszy ogień poszła nauka czytania i pisania co poszło bardzo sprawne, oczywiście księżniczka wciąż ćwiczy, głównie przez przepisywanie wierszy i ich recytowanie zgodnie z zaleceniem nowego tymczasowego opiekuna. Został on zatrudniony kilka dni po odejściu Lakiego. Przedstawiał się jako Zik i był najlepszym kandydatem, poważny odpowiedzialny oraz niezwykle oddany swej pracy no i warto również dodać, że dobrze wykształcony. Zawsze chodził elegancko ubrany, miał krótko podcięte czarne włosy i dwubarwne tęczówki, jedna była brązowa, a druga niebieska. Czasem również udawało się z nim pożartować i pośmiać mimo surowego stylu bycia, bardzo chętnie rozmawiał, łatwo mu się dogadywało ze wszystkimi bez względu na wiek, płeć czy rasę. Niezwykle efektywnie uzupełniał wiedzę księżniczki w aspekcie etykiety, aby zapobiec drastycznym gafom.

Delia zaś po pierwszych dwóch miesiącach od wyjazdu Dżariela zdecydowała się nauczyć Evangeline latać, była za duża, by wciąż z tym zwlekać. Na początku tylko co kilka dni latały nisko nad plażą, by w razie czego młoda spadła na miękki piasek, gdyby Del nie zdołała jej złapać. Później wychodziły niemal każdego ranka i wieczoru, by szlifować umiejętności latania, a gdy były zmęczone, wchodziły orzeźwić się w morskiej wodzie, która również nie uchroniła złotej anielicy przed nauką nowych rzeczy, królowa zadbała także o to, by jej córeczka pewnie czuła się wśród fal i nie miała problemów z pływaniem. Gdy w końcu do tego doszło, wybierały się na lotnicze wycieczki wokół niezaludnionego wybrzeża.

Po powrocie do zamku prawie zawsze witały ich kociaki, Róża i Ventus, znacznie podrosły i teraz ganiały po korytarzach chętne do psotów. Najgorzej miał Valak, gdy maluchy go znajdowały. Uznawały go za mysz i mogłyby ganiać w nieskończoność, miał szczęście, że przez czarodzieja skończył ze skrzydłami i miał jak się ukryć gdzieś wysoko. Yro był skłonny zrozumieć szczura, tyglewiątka bardzo często skakały na niego, chcąc się bawić, przez co kończył z podrapanymi do krwi nogami i porozdzieranym ubraniem. Nie miał im tego za złe, ale wolał ich unikać. Ponadto lwio-tygrysie hybrydy przyciągały wzrok służby i również o nich rozeszła się plotka po wyspach. Skutkiem tego było kilka propozycji kupna kociaków, na które Delia stanowczo odmawiała. Apokalipsa była jej przyjaciółką, nie mogłaby tak po prosto sprzedać jej dzieci. Pewnie ze względu na swą wyjątkowość mogłyby się zmarnować w jakimś cyrku. Rodziny nie powinno się rozdzielać, Del tylko utwierdzała się w swej stanowczości na ten temat, gdy widziała, jak Eden wraz z lwicą bawią się ze swoimi dziećmi, tu było im najlepiej. Piorun natomiast jeszcze bardziej wziął sobie za cel pilnowania niebianek i systematycznego doglądania co u nich, nawet gdy spały. Szmer zaś wcale się nie zmienił.

Na pierwszy rzut oka wszystko się układało, ale to nie była prawda. W miarę upływu czasu coraz więcej łez przelewała Delia każdej nocy zaniepokojona brakiem wieści od ukochanego. Popełniła też okropny błąd. Wprawdzie starała się poświęcać córce jak najwięcej czasu i nawet asystowała jej ona przy królewskich sprawach, zadbała nawet, by księżniczka miała swój własny tron, ale nie zauważyła, że od czasu tamtego pierwszego, oficjalnego przejazdu ulicami Arranty wewnętrzny blask Evangeline jakby osłabł.

Niestety kolejne wydarzenia wcale nie ułatwiały niczego, za długo było spokojnie więc w końcu przez Arrante przeszedł niewielki wstrząs, ale nie mógł zostać zignorowany, klątwa ponownie dała o sobie znać. Rozpoczęła się więc migracja ludności na drugą wyspę, Delia pilnowała, aby Evangeline była wtedy przy niej, za żadne skarby nie chciała jej pozostawiać pod cudzą opieką, nawet jeśli bardzo ufała w kompetencje Zika.
Najpierw wydała rozkazy i zarządziła, jak ma przebiegać sprawna ewakuacja wyspy, strażnicy uwijali się z tym, jak mrówki i zostali też wysłani ludzie, którzy mieli uspokajać tych spanikowanych. Wprawdzie większość Arrantalian już przywykła do tej klątwy, ale wciąż byli tacy, którzy bali się tego jak ognia, a ostatnie czego chcieli to wybuch ogólnej paniki w sytuacji kryzysowej.
Gdy wszyscy wiedzieli już co robić, Delia przykazała córce, by leciała wraz z nią pod niebo gdzie mogły objąć wzrokiem większość Arranty. Anielica użyła wtedy swej magii, ponieważ potrzebowali jeszcze trochę utrzymać ląd nad powierzchnią wody, a wstrząsy pojawiały się coraz częściej, z każdym kolejnym wyspa była coraz niżej. Evangeline była obok swej mamy, a ludzie, mimo iż przerażeni zadzierali głowy do góry i strażnicy nawet musieli ich poganiać, bo nadal znajdowali się tacy, co chcieli załapać się na darmową garść złotego pyłu.
Ostatecznie jednak wszystko odbyło się dość sprawnie. Najważniejsze rzeczy z zamku również zostały przewiezione na Talianis do starego pałacu. Delia była już wtedy naprawdę zmęczona i trochę przygnębiona, gdyby tylko znała sposób na pozbycie się tej klątwy. Dobrze, że wielu ludzi przyjmowało Arrant, którzy nie mieli gdzie się podziać pod swoje dachy. Dawne podziały na szczęście niemal całkiem odeszły w niepamięć.
Władczyni nie przepadała za pobytem w starym pałacu, biła od niego nieprzyjemna aura, która kojarzyła się jej z przeszłością Arrantalis oraz kryzysami związanymi z klątwą. Del podczas pobytu na Talianis dużo opowiadała Evangeline, która teraz rozumiała już znacznie więcej o historii dwóch wysp. Musiała w końcu się wytłumaczyć, dlaczego Arranta zatonęła, a jakoś wcześniej nie miała czasu wspomnieć o przypadłości tej wyspy.
Na szczęście całe zamieszanie trwało zaskakująco krótko, raptem kilka dni więc ludzie uznali to za dobry znak i powiązali w jakiś sposób ze zbliżającą się rocznicą przybycia do nich złotej księżniczki. Zaczęli plotkować o tym, że jest ona darem dla ich kraju on samego Prasmoka, niektórzy zaś wspominali o Panu lub innych bogach, których czcili.

Każde zatopienie nawet krótkie wywoływało pewne szkody, więc ludziom zajęło trochę czasu, by dojść do siebie po tym wszystkim. Tego dnia jednak nikt nie myślał o nieprzyjemnym incydencie, ponieważ wieczorem miał się odbyć królewski bal na cześć Evangeline, która już cały rok jest księżniczką oraz Delii, której urodziny wypadały kilka dni temu. Złotowłosa niebianka teraz miała już w czym wybierać, co chwilę dostawała jakieś nowe sukienki od Ediana. Mimo to nawet dziś służące przyniosły jej nowe odzienie. Kreacja bardzo jej pasowała, miała kolor ciemnego złota, a pył krążący wokół księżniczki tylko nadawał jej blasku. Na dodatek błękitne, drobne kokardki, aby pasowały do znaków na jej ciele. Poza tym miała dość klasyczny krój, miała wyróżniać się kontrastowymi kolorami i idealnym dopasowaniem do właścicielki.
Zik czekał pod drzwiami do komnaty swej podopiecznej, był już adekwatnie do balu ubrany, ale nie niecierpliwił się, nie przebierał nogami, ni bawił się rękami. Zwyczajnie stał prosto z lekko uniesioną głową niemal bez ruchu.
W środku prócz służek były jeszcze Ventus z Różą, z zainteresowaniem przyglądały się procesowi ubierania.

- A dlaczego ludzie potrzebują pomocy przy zmienianiu skóry? – zapytał Ventus.
- Aleś ty głupi! – pacnęła go Róża – Ona jest aniołem, nie widzisz skrzydeł? Ludzie nie zmieniają skóry.
- Czyli anioły tak? Ale przecież widziałem, że niektórzy mieli inną czasami, a czasem wracali do swoich starych… jak to działa? – dopytywał zaciekawiony.
- Nie bądź niegrzeczny Ventus – fuknęła na niego – Mi się bardzo podoba ta nowa skóra – połasiła się do nóg Evangeline, licząc, że za komplement zostanie pogłaskana albo Evangeline się z nimi pobawi.

Tymczasem w komnacie Deli było zdecydowanie mniej tłoczno, była już ubrana i patrzyła w lustro, zastanawiając się, czy wygląda dobrze. Towarzyszyła jej Apokalipsa i Eden. Oni oboje również byli przygotowani na bal, czyści, wyczesani. Ich obecność była obowiązkowa na balu, w końcu byli podarowani od najzamożniejszych rodzin z Arranty i Talianis. Byli więc kolejnym symbolem zjednoczonego królestwa. Fakt ten podkreślały ich dzieci, ale były zbyt psotne i ruchliwe by również mogły przebywać na sali balowej.

- Czy wyglądam dobrze? – spytała Del, spoglądając na swe odbicie, jej włosy były upięte w zgrabny kok i miała na sobie czerwoną suknię usianą maleńkimi diamencikami.
- Pięknie – stwierdziła lwica, a tygrys jej przytaknął.
Królowa uśmiechnęła się lekko i wykrztusiła z siebie ciche „dziękuję”, po czym usiadła na krawędzi swego łóżka.
- Chodzi o Dżariego? – zapytał Eden, widząc zatroskanie na twarzy kobiety.
- Tak, nie… Nie wiem.
- Przejrzysta odpowiedź – westchnęła lwica.
- Po części tak, ale też martwi mnie Evangeline, wydaje mi się, że coś jest nie tak, ale nie wiem co, a ona na nic się nie skarżyła, ale mam takie dziwne przeczucie…
- Kochana, nie szukaj problemu tam, gdzie go nie ma. Postaraj się zwyczajnie cieszyć wieczorem, to wasza noc – poradziła Apokalipsa.
- Dziękuję – Del faktycznie zrobiło się trochę lepiej na sercu i ruszyła ze swymi zwierzęcymi przyjaciółmi w stronę Sali balowej.

Przed wejściem poczekała chwilę na Evangeline, którą przyprowadził Zik. Rozpromieniła się na widok córki, aż lekko poruszyła skrzydłami.

- Ślicznie wyglądasz kochanie.
- Obie wysokości wyglądają zjawiskowo – dodał Zik kłaniając się królowej – Proszę się nie obawiać o umiejętności taneczne, dołożyłem wszelkich starań, by księżniczka nikomu nie deptała po nogach – uśmiechnął się wesoło.
- Dziękuję Zik, myślę, że już za chwilę się przekonamy czy twoje nauki nie poszły w las.

Tygrys i lwica zasiedli przy tronach bardzo dumni ze swego znaczenia, nim jednak zaczęły się tańce, trzeba było przyjść nudny rytuał powitania wszystkich gości, których imiona były odczytywane, jak tylko przekraczali próg. Trochę to trwało, ale Delia dzielnie to wytrwała, w końcu można było dać znać orkiestrze, aby zaczęła grać muzyka.

- Evangeline – Del dała jej znać by zeszła na parkiet i znalazła czym prędzej partnera do tańca.

Nie było to trudne, bardzo szybko poprosił ją do tańca pewien młodzieniec o zielonych oczach, ciemnych włosach i mocno piegowatej twarzy.

- Eryk von Kuehdihn, bardzo mi miło — przedstawił się, gdy tylko zaczęli tańczyć — To dla mnie zaszczyt księżniczko — wyraźnie cieszył się poznaniem Evangeline i patrzył jej prosto w oczy, o dziwo nie zwracał najmniejszej uwagi na złoty pył.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Arrantalis”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość