Menaos[Centrum Menaos] W pogoni za koszulą.

Miasto położone na skraju Szepczącego Lasu, zamieszkałe przez ludzi. Nad miastem wznosi się przepiękny pałac króla Dariana. Szerokie, jasne ulice, marmurowe chodniki i wieża zamieszkała przez czarodzieja to tylko początek tego co może spotkać Cie w Menaos.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

[Centrum Menaos] W pogoni za koszulą.

Post autor: Emma » 10 miesiące temu

        Jeszcze chwilę temu zdjęta zmartwieniem twarz syreny wygładziła się nagle i nawet nieco spoważniała, na widok wesołego uśmiechu chłopaka. Chwilę później jej brwi uniosły się lekko w zdziwieniu, a usta zacisnęły, gdy Irs puścił do niej oczko. Dowcipniś. Prychnęła bezgłośnie i dopiero gdy zmiennokształtny stał o własnych nogach uśmiechnęła się lekko, chociaż chyba bardziej z grzeczności. Floric nie miał już takich zahamowań i od razu ofuknął przyjaciela, który przez chwilę rzeczywiście wydawał się w lepszej kondycji, niż oboje zakładali. Dopiero, gdy w ramach prezentacji klepnął się w żebra, a jego twarz zbladła, wystraszona Emma na nowo wyciągnęła ręce, by go podtrzymać, a elf wywrócił oczami aż błysnęły białka. Wtedy kobieta uśmiechnęła się już szczerzej, chociaż z lekkim politowaniem, gdy białowłosy łapał oddech, wsparty o kolana. Wymieniła spojrzenia z Latoneillem, wzruszając lekko ramionami, a gdy królewski doradca rozpoczął swoją tyradę pogłaskała delikatnie ramię Irsa w pocieszającym geście i odeszła do Mariny, tłumacząc jej, że „w porządku” jeszcze nie jest, ale niedługo będzie.

        Obozowali tam, gdzie się zatrzymali, uznając, że stracili już wystarczająco dużo czasu na to całe zamieszanie z koniem i jeleniem w roli głównej. Kobiety rozwinęły swoje posłania przy jednej stronie paleniska, a Floric z Irsem po drugiej. Ten pierwszy przez chwilę pełnił wartę, ale gdy wszyscy ułożyli się do snu, roztoczył jedynie magiczną kopułę wokół nich, która chociaż intruza by nie powstrzymała, wybudziłaby elfa ze snu, by mógł interweniować. Dalszą część nocy przespali więc wszyscy i Emmę obudził dopiero wrzask Latoneille’a. Zerwała się natychmiast, przekonana o nadciągającym zagrożeniu, jednak okazało się tylko, że Irs po raz kolejny zalazł przyjacielowi za skórę swoją niefrasobliwością. Początkowo syrena nie wtrącała się do dyskusji (mającej właściwie formę wrzeszczanego monologu Florica, który informował całą okolicę o swoim rozczarowaniu wyczynami chłopaka) i dopiero gdy elf cały poczerwieniał postanowiła interweniować, odciągając go delikatnie od zbierającego baty chłopaka. Początkowo zajęła jego uwagę błahostką, przy pomocy Mariny zagadując mężczyznę o dalsze plany, co do podróży. Guwernantka okazała się nieoceniona, jeśli chodzi o wymyślanie absurdalnych problemów, które mogliby napotkać i oczekując natychmiastowego przedstawienia potencjalnych rozwiązań. Dopiero, gdy wyruszyli i Floric wyglądał już na wystarczająco skołowanego i roztargnionego, Emma poruszyła temat Irsa.
        - Wiem, że może to nie moje miejsce na takie uwagi…
        - Nie, mów śmiało – elf westchnął, oglądając się jeszcze na krnąbrnego podopiecznego, po czym zrównał konia z syreną.
        - Sam mówiłeś, że Irs nieczęsto opuszcza puszczę…
        - Ha, nigdy jej jeszcze nie opuścił.
        - No właśnie. Więc rozumiesz, że… jego rozsądek może pozostawiać wiele do życzenia? Rozumiem, że się o niego martwisz, ale obawiam się, że trzeba mu czegoś więcej niż bury, by pojął powagę niektórych sytuacji.
        - Ah, wiem – prychnął elf. – Przyzwyczajony jest do tego, że się wszystko na nim zagoi, ale tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jak poważne są obrażenia. Teraz jest jednak pod moją opieką i jeśli chociaż włos spadnie mu z głowy to król wywróci mnie na lewą stronę. A on nie ułatwia…
        Emma pokiwała głową ze zrozumieniem. Bardziej miała na celu uspokojenie mężczyzny niż podsuwanie jakichś konkretnych rozwiązań, bo prawdę mówiąc nie miała takowych. O dziwo ta cała wycieczka z obstawą była najbezpieczniejszą formą zapoznawania Irsa ze światem. Miała jednak wrażenie, że dopóki nie opuszczą lasów, chłopak będzie się po prostu czuł wciąż jak u siebie, nie bardzo rozumiejąc jak bardzo świat różni się od jego wyobrażeń.

        Po kilku godzinach drogi puszcza zaczęła się przerzedzać, a spomiędzy koron drzew przebijało w końcu słońce, grzejąc przyjemnie podróżnych i dzięki rzucanym cieniom pozwalając łatwiej określić upływ czasu. Las jednak ciągnął się jeszcze kilka staj, nim w końcu mogli dostrzec majaczącą nad drzewami wieżę pałacu Menaos, a późnym popołudniem dotarli do miasta. Pogrążona w rozmowie z Mariną (która w końcu przekonała się do niej na tyle, by nie spoglądać ciągle na odsłonięte z jednej strony szyi skrzela) Emma nie skupiała się na rozmowie Florica i Irsa, zadowolona tylko, że znów się normalnie porozumiewają. Dopiero specyficzny dźwięk, którego źródła nie mogła zlokalizować, zwrócił jej uwagę i syrena odwróciła się, spoglądając na jeleniołaka akurat na czas, by być świadkiem stopniowo pomniejszających się rogów. Szeroko otwarte oczy wyrażały niepomierne zdziwienie, a pytanie młodzika przepełniło czarę i Emma zaśmiała się krótko, nie mogąc powstrzymać rozbawienia. I to wcale nie widokiem zmiennokształtnego, teraz wyglądał jak zwykły elf, ale właśnie jego niezrozumieniem.
        - Nie, nic nie masz – uśmiechnęła się i sięgnęła w jego stronę, krótkim ruchem poprawiając pasmo białych włosów, by lepiej zakrywało resztkę poroża w postaci zaledwie wzgórka kostnego. Zaraz złapała wodze i znów się uśmiechnęła. – Nie mogłeś zrobić tego, gdy zaplątałeś się w krzaki? – zapytała wciąż rozbawiona.

        Gdy dotarli do Menaos zostawili konie przy jednej z karczm, gdzie Floric uzgodnił z właścicielem, że nie ma nic przeciwko. Okazało się bowiem, że czeka ich mała wycieczka. Skonsternowana Rosa przyjęła monety, chowając je do kieszeni i spoglądając na Irsa. Rzeczywiście, chłopak rzucał się w oczy nie tylko brakiem górnej części odzieży, ale też bosymi stopami i rozkojarzonym wzrokiem, którym toczył po mieście. Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała prowadzić go za rękę.
        - Coś znajdziemy – odparła, znów pilnując młodzieńca wzrokiem, jakby bała się, że faktycznie zaraz skoczy gdzieś w bok i przepadnie w gęstwinie ludzi.
        - Chodź Irs, znajdziemy ci coś do ubrania – uśmiechnęła się lekko i gestem głowy ponagliła chłopaka.
        Sama odrzuciła na plecy spoczywające zawsze na jednym ramieniu włosy i kilkoma ruchami rozdzieliła je na dwie części, znów przeciągając do przodu, tak że zakrywały biust. Chodziło jednak o ukrycie skrzeli znajdujących się po obu stronach jej szyi. Barwne włosy, odsłonięte plecy i ramiona oraz niemalże półnagi białowłosy elf i tak przyciągały spojrzenia przechodniów, jednak tylko zaintrygowane, nie wrogie, i wolała by tak pozostało.
        Plan okazał się prostszy niż myślała, głównie dzięki temu, że zakładała absolutną apokalipsę i chaos, gdy tylko zostaną sami. Irs jednak był stosunkowo grzeczny i tylko kilka razy musiała złapać go za dłoń, by powstrzymać od podążenia w któryś z losowych kierunków lub w stronę co bardziej wybujałej witryny. Sama zaś rozglądała się na równi za straganem lub kramem, w którym mogliby dostać odzież na niego, jak również za potencjalnym zagrożeniem. To jednak obecnie przejawiało się tylko w postaci niepojętej ilości zachwyconych dziewcząt, które na widok zmiennokształtnego szeptały do siebie ukradkiem i zarumienione chichotały, uciekając zaraz z szelestem sukni. Dzieciaki.
        - Chodź tutaj! – pociągnęła Irsa za rękę, gdy w końcu natrafili na kram z materiałami i gotową odzieżą. Okolica była porządna, ale jeszcze nie zamożna, więc powinni dostać tu coś w rozsądnej cenie.
        Naprzeciw wyszedł im mężczyzna około czterdziestki, ubrany w pełen garnitur, z kamizelką włącznie, co już pomijając temperaturę było godne podziwu, a w porównaniu do aktualnego stanu Irsa, sprzedawca wyglądał jak sam książę. Skierował się też najpierw w stronę Emmy, nauczony że to głównie kobiety zainteresowane są jego produktami, mężczyzn ciągnąc za sobą tylko w ramach sakiewki, jednak twarz mu zrzedła na widok zmiennokształtnego w samych płóciennych spodniach. Kramarz na moment stracił mowę, o dziwo ewidentnie bardziej przeżywając brak obuwia chłopaka niż koszuli, ale w końcu odzyskał władzę nad językiem.
        - Witam Państwa! – odezwał się dziarsko, prezentując przepisowy ukłon, zmieniony tylko przez nieustanny kontakt wzrokowy z ewenementem, jakim były bose stopy w jego sklepie. – Emm… rozumiem, że szukamy dla panicza…
        - Wszystkiego – dopowiedziała z uśmiechem syrena, a mężczyzna skinął głową. – I w miarę możliwości coś wygodnego. Mój przyjaciel nie przywykł do odzieży – dodała, jak gdyby nigdy nic, a jegomość prychnął lekko pod nosem.
        - Ewidentnie. Ale zaraz to naprawimy! Zapraszam!

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 10 miesiące temu

        Thili był oszołomiony ilością istot w mieście, bo w końcu pierwszy raz postawił stopę w granicach takowego. Gdzie nie obrócił głowy, tam mógł zobaczyć tłumy jak mrówek przy wejściu do mrowiska. Stanowczo miasto kojarzyło mu się z ogromnym mrowiskiem, a nawet przerastało jego najśmielsze wyobrażenia o takowym. Spojrzenia, które na niego padały, wcale nie ułatwiały sprawy.
        Solidne budynki, które nie dorównywały kunsztem architekturze elfów, wciąż budziły w nim respekt. Ile czasu zajęło, aby stado wybudowało takie cudy. Jeleniołak czuł się totalnie zagubiony, bo w końcu wywodził się raczej ze skromnej linii koczujących jeleniaków. Przez całe życie był otoczony naturą, stąd rosnący w nim niepokój praktycznie go paraliżował.
        Stanowczo osaczony próbował szybko się ulotnić, ale syrena niestety czuwała. Gdy łapała go za dłoń i ciągnęła przez tłumy, czuł się trochę bezpieczniej i pewniej. Parę razy nawet próbował to jakoś przekazać słowami, aby zawsze sobie przypominał sytuację ze spiżarni. Sam młodzieniec tego nie rozumiał, ale coś mu mówiło, że syrena coś ukrywa. Ciężko było mu to ubrać w słowa, ale prawdopodobnie jako pół-zwierzę był wrażliwy na takie zachowania. Z tego powodu odpuścił, wiedząc, że postawiłby różowogłową w niezręcznej sytuacji, a może wręcz wzbudziłby w niej niechęć. W końcu nic nie wiedział o tajemniczej syrenie, a mało tego została nie z własnej woli wpakowana w podróż z nim. Irs był naiwny, ale czuł, że niespecjalnie była z tego szczęśliwa.
        Po nieprzyjemnym dla półnagiego jeleniołaka przeciskaniu się przez tłumy, zatrzymali się w końcu przy czymś, co prawdopodobnie nazywało się kramem. Częściowo z ciekawości, a częściowo z przezorności zaczął rozglądać się po nim. W większości zapchany materiałami różnej maści, których dzikus nawet nie potrafił nazwać. Nie wspominając już o różnych, dziwnych ubraniach. Skrzywił się, dosyć głośno wyrażając swój szok z tego powodu.
        — Jak można w tym biegać w puszczy albo pływać w jeziorze?
        Pytanie nie było skierowane ani do sprzedawcy, ani do syreny. Młodzieniec najwyraźniej nie mógł pojąć, czemu ktoś miałby ograniczać swoją swobodę takimi ubraniami.
        Spojrzenie chłopaka mimowolnie powędrowało na syrenę rozmawiającą z dziwnie ubranym mężczyzną, którą zlustrował już nie pierwszy raz, od kiedy się poznali. Grzeszyła urodą, a to gubiło całkowicie znoszone już ubrania. Przyglądał się zwłaszcza tym ostatnim, zdając sobie sprawę, że musiała już od dłuższego czasu podróżować. Ubiór syreny mógł pewnie nie jedną historię opowiedzieć z jej podróży. Pomijając fakt, że leżała na niej po prostu dobrze, a może nawet za dobrze.
        Większość czasu podczas przepychania się przez tłumy spędził, patrząc na syrenie plecy. Nie był też jedynym, bo mężczyźni z tłumu wręcz oblepiali ją spojrzeniami, a zwłaszcza poniżej pasa. Nie rozumiał czemu byli tak zainteresowani zadem syreny w ludzkiej postaci. Czy czegoś nie wiedział o ludzkiej kulturze? Czy bardziej powinien poświęcać przy rozmowie z nią czas na obserwowanie jej sylwetki niż twarzy? Jeleniołak zamierzał wykorzystać świeżo zdobytą wiedzę przy następnej okazji.
        Nie przedłużając, jak i aby nie przyłapała go na gapieniu się na nią, zbliżył się do rozmawiającej dwójki. Stojąc przy boku syreny, rozglądnął się po różnych materiałach, jak i gotowych ubraniach. Z tego, co wywnioskował z rozmowy, toczącej się wcześniej bez niego, ludzka kultura średnio tolerowała nagość.
        — Spodnie nie wystarczą? — Spojrzał trochę błagalnym wzrokiem na syrenę, ale we wzroku towarzyszki bynajmniej nie było przychylności.
        Właściciel kramu zareagował na owo zdanie z trochę kwaśną miną, jakby obchodził się z czymś niewłaściwym. Zastanawiał się nawet skąd taka piękność wytrzasnęła takiego wieśniaka z patyków, co on w ogóle z nią robił? Nie wtrącał się jednak w rozmowę, mając nadzieje na jakiś zysk.
        — Niech panicz się rozglądnie, na pewno znajdzie coś dla siebie — powiedział zachęcająco właściciel, zapraszając głębiej do kramu.
        Thili nie był specjalnie obyty w zwracaniu się do innych istot, więc dosyć nieufnym spojrzeniem zmierzył mężczyznę. Przeszedł ostatecznie obok niego obojętnie i skierował się prosto do jednego ze stołów zapełnionych ubraniami. W oczy od razu rzuciła mu się najzwyklejsza w świecie koszula, wykonana z taniego materiału. Samego jeleniołaka zainteresowała bardziej prostota niż cokolwiek innego.
        — Można śmiało przymierzyć — dodał kupiec, czując okazję na pozbycie się słabej jakości towaru. Trafił mu się prawdziwy jeleń tym razem.
        Młodzieniec zachęcony zaczął podchodzić do ubrania koszuli, ale wychodziło mu to słabo. Nigdy nie nosił niczego, więc skakał spojrzeniem pomiędzy koszulą a syreną. Ewidentnie potrzebował w tym pomocy, a miał przy tym spojrzenie jak zagubiony szczeniak.

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 10 miesiące temu

        Emma tylko przywitała się ze sprzedawcą i pokrótce przedstawiła, czego będzie mógł się spodziewać, gdy zauważyła, że Irs wreszcie do niej dołączył, stając u jej boku niepewnie. Powstrzymała się od uwag, bo domyślała się, jak chłopak musi się tutaj dziwnie czuć. Pierwszy raz był w mieście i od razu zabrała go do kramu, to mógł być niezły szok dla przyzwyczajonego tylko do lasów i polan jeleniołaka. Widząc jego zmieszanie wzrok lekko jej zmiękł i postanowiła być nieco milsza dla niego niż zazwyczaj, gdy niespecjalnie się tym przejmowała.
        - Do biegania i kąpieli będziesz je ściągał. To tylko do miasta, Irs – pocieszyła chłopaka, uśmiechając się lekko i zaraz spojrzała na niego karcąco. – Nie, same spodnie nie wystarczą.
        Równie karcąco spojrzała jednak na krzywiącego się sprzedawcę, który szybko pochylił głowę przed dumnie uniesioną brodą syreny. Spoglądać z góry sięgając komuś do ramienia nauczyła się już dawno, a ustawianie do pionu tych, którym wydawało się, że są ważniejsi niż w rzeczywistości, miała w małym paluszku. Gdy tylko więc kramarz zorientował się w błędzie, zaprosił i ją gestem do wnętrza.
        Stanęła kawałek od Irsa, żeby mu nie przeszkadzać, ale młodzieniec pierwsze co, to złapał jakąś płócienną koszulę, która już teraz prześwitywała, tak cienki był materiał. Co więcej obracał ją na wszystkie strony i Emma w końcu interweniowała w obawie, że zaraz włoży rękę w rękaw od złej strony.
        - Chodź, pomogę ci – uśmiechnęła się w końcu łagodnie, zabierając Irsowi materiał z dłoni. Odłożyła go jednak na miejsce i poprowadziła chłopaka do ściany, gdzie na materiałowych stojakach imitujących ludzkie sylwetki znajdowały się trzy inne koszule, o wiele lepszej jakości.
        - Tą prosimy – wskazała na znajdującą się pośrodku białą koszulę, z grubego, ale miękkiego i przyjemnego materiału, który nie powinien tak wadzić nieprzyzwyczajonemu do odzieży chłopakowi.
        Sprzedawca czym prędzej do nich doskoczył, ukłonił się i czmychnął na zaplecze w poszukiwaniu odpowiedniego rozmiaru. Wyłonił się po chwili, podając dziewczynie koszulę, a ta sprawdziła ją jeszcze dłonią, czy to na pewno ta sama. Podziękowała skinieniem i przyszpiliła spojrzeniem mężczyznę na tyle długo, by ewakuował się poza zasięg jej wzroku. Wówczas sprawnie rozpięła wszystkie guziki i rozchyliła poły koszuli.
        - Odwróć się i włóż tutaj ręce – wskazała brodą na rękawy koszuli i pomogła mu zarzucić tkaninę na plecy. Później cofnęła się o krok, odruchowo pozwalając chłopakowi ubrać się do końca, ale ponownie odnalazło ją zagubione spojrzenie i znów się uśmiechnęła.
        - Tylko ten jeden raz, później musisz się sam nauczyć – powiedziała i podeszła do jeleniołaka, by zapiąć mu guziki. Z pochyloną głową pilnowała palców i raz tylko zerknęła w górę, na twarz chłopaka, uśmiechając się lekko i zaraz wracając do tego, co robiła.
        - No, prawie gotowe – odsunęła się szybko i odgarnęła włosy, które opadły jej na twarz. – Teraz jeszcze tylko spodnie i buty. Floric dał tyle monet, że starczyłoby ci na jeszcze jeden komplet, ale chyba ograniczymy się do jednego, hm? – szepnęła ciszej, żeby sprzedawca nie słyszał i nie próbował im czegoś jeszcze wcisnąć, a domyślała się, że Irs jest już przerażony jednym zestawem odzienia i wybieranie drugiego będzie ponad jego siły. Poza tym nie chciała wydać wszystkiego, resztę odda elfowi.
        Przy pomocy sprzedawcy dobrała jeszcze jedne porządniejsze spodnie i miękkie, sznurowane buty. Z takim pakunkiem już popchnęła Irsa za parawan, by się przebrał, zaznaczając, że tu już mu nie pomoże i musi poradzić sobie sam. Sprzedawca z jakichś przyczyn również nie palił się do pomocy, dołączając do syreny, gdy tylko jego klient zniknął za przepierzeniem.
        - A panienka może czegoś potrzebuje? Mamy piękne suknie – krawiec znów zwrócił na siebie jej uwagę i podążyła spojrzeniem za jego gestem.
        Przeciwległa strona pomieszczenia poświęcona była damskim ubraniom i materiałom na suknie, czego wcześniej nie zaobserwowała, skupiając się na zadaniu ubrania Irsa. Teraz pozwoliła się poprowadzić do manekinów odzianych w szerokie balowe suknie, wąskie, lejące się materiały i kuszące koronki. Z błyskiem nostalgii w oczach przesunęła dłonią po gorsecie i szerokiej spódnicy, palcami muskając fałdki materiału.
        Przypomniał jej się zamek, bale, muzyka i płomienie świec odbijające się w kryształach. Bogate tkaniny, służki na wezwanie, gorące kąpiele w baliach… wszystko to było piękne i kuszące i wszystko trwało krótko, do czasu, gdy gospodarze dowiadywali się o jej prawdziwej naturze. Zabrała dłoń.
        - Nie, dziękuję. Mam wszystko, czego mi potrzeba.

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 10 miesiące temu

Irs nie potrafił odróżnić jakości materiałów. Wszystkie ubrania wydawały się mu takie same pod tym względem, dlatego zaciągnięty przez syrenę do spróbowania innych nie protestował. Syrena w oczach jeleniołaka była uosobieniem księżniczki, a do tego pierwszej, jaką spotkał. Co prawda nie miał pewności, ale swoim zachowaniem bardzo mu przypominała elfie damy, które czasami spotykał w zamku króla elfów. Miała też większe pojęcie o takich sprawach jak ubiór, gdzie jeleniołak mógł paradować rozebrany do rosołu bez odrobiny wstydu. Pozostawienie więc wszystkie w dłoniach syreny wydawało się czymś oczywistym, ale oświecanie przybyło do niego o wiele później. Początkowo przytłoczony nowym otoczeniem nie wiedział gdzie się podziać, więc pomoc syrenki okazywała się nieoceniona.
Najgorszą częścią tego wszystkiego był fakt, że z każdym jej uśmiechem jeleniołacze serce biło jak dziób dzięcioła o twardy dąb. Głośnie i szybciej im bardziej stawał się świadomy tego, jak towarzystwo świeżo poznanej dziewczyny oddziaływało na niego. Do tego obce mu uczucie rozlewającego się przy tym ciepła i przyjemnych ciarek przechodzących przez plecy.
Za każdym razem jak Emma się zbliżała za bardzo do niego, odnosił wrażenie, jakby jego serducho chciała wybić dziurę w klatce piersiowej.

Jeleniołak trochę nieprzytomnym wzrokiem obserwował syrenę, próbując rozgryźć zagadkę tego, co się z nim dzieje. Ona w końcu najwidoczniej zdecydowała się na jakąś koszulę do wypróbowania dla niego. Zdążył też zauważyć dotykanie tkaniny, czego nie do końca rozumiał.
Właściciel kramu dziwnie się na nich patrzył, co trochę stresowała go mimo tych wszystkich emocji serwowanych przez obecności towarzyszki. Na szczęście jedno spojrzenie od syreny załatwiło sprawę. Thili był za to niezmiernie wdzięczny, bo jakoś nie mógł znieść tego spojrzenia tego mężczyzny. Widział je wiele razy w spojrzeniach polujących ludzi, chociaż nie wiedział dokładnie jak to opisać.

Podążając ze słowami różowowłosej, odwrócił się do niej plecami trochę spięty. Następnie wsadził dłonie w dziwne otwory w materiale, zakończone czymś w rodzaju nogawki jak w spodniach.
„Czy to są po prostu spodnie do noszenia na górze? Czemu są rozcięte w pół?” — zadał sobie pytanie w myślach, próbując analogicznie rozwiązać zagadkę wyglądu koszuli.
Zgodnie z wcześniejszymi słowami syreny ubrał na siebie koszulę, która spoczywała na nim rozpięta, poprawiając leżący na nim materiał dosyć długo i niezręcznie. Odwrócił się do niej z podobnym wzrokiem jak wtedy, gdy trzymał poprzednią koszulą, nie wiedząc co dalej. Nieme wołanie o pomoc został szybko wyłapane. Tylko następnego ruchu z jej strony się nie spodziewał.
„Za blisko, za blisko. Usłyszy cię, przestań bić cholerne serducho” — lamentował w myślach, gdy zbliżyła się do niego z własnej woli tak blisko.
Wszystko uderzyło w niego silniej niż zazwyczaj. Syrenia aura, zapach, każdy jej ruch, a wszystko sfinalizowało przypadkowe muskanie palców o skórę jeleniołaka, gdy zapinała sprawnie koszulę. Ostatnim gwoździem do trumny okazał się moment, gdy podniosła głowę i posłała mu lekki uśmiech. Z ledwością się powstrzymał, aby nie chwycić biednej syreny w ramiona. Odetchnął z ulgą, gdy się odsunęła, ale jednocześnie dziwny żal. W sumie mógł dawać wrażenie przerażonego, ale chyba całkiem w innej kwestii niż mogłoby się syrenie wydawać.

Myśląc, że to już koniec ubraniowych szaleństw, został popchnięty za dziwny parawan, a syrena wcisnęła mu na pożegnanie w ramiona spodnie i buty. Na szczęście z tymi częściami ubioru miał doświadczenie, dlatego poszło mu to wręcz błyskawicznie. Zastanawiał się tylko, co ma zrobić z koszulą, ale ostatecznie wzorując się na tym, co widział w ciasnych uliczkach miasta, wepchnął ją do spodni.
W pełnym ubiorze czuł się dziwne, bo nie był przyzwyczajony. Uczucie też nie było takie straszne, jak mu się początkowo wydawało. Koszula leżała na nim dobrze, ale nie była ani za ciasna, ani nie wisiała. Syrena miała dobre oko, bez dwóch zdań.
Nie lamentował jednak nad zmianami zbyt długo, bo większą uwagę przyciągnęła syrena zaproszona przez krawca w inny kąt kramu. Jeleniołak zlustrował przelotnym wzrokiem liczne ubrania, których w życiu na oczy nie widział. Na myśli same się nasuwały przymiotniki z wszelkimi pochodnym słowa „ładne” i „piękne”, bo jeleniołakowi raczej obce było słowa „elegancja”.
Gdzieś w tym czasie dotarły do niego też słowa rozmowy pomiędzy dwójką.
— A panienka może czegoś potrzebuje? Mamy piękne suknie — rzekł mężczyzna.
„Suknie, tak to się nazywa. Czyli Emma może nosić suknie? CHCE ZOBACZYĆ!” — trochę podekscytowany zmniejszył dystans, zbliżając się do dwójki, prawie że biegiem.
— Nie, dziękuję. Mam wszystko, czego mi potrzeba — odpowiedziała syrena, zabierając dłoń z jednej z sukni.
Wtedy też wkroczył do akcji jeleń, który zagłuszył zdanie Emmy, stojąc tuż za nią jak cień. Uśmiechnął się do sprzedawcy, mimo że wciąż uważał go za podejrzanego typa. Tutaj jednak ich łączyła wspólna nić interesu. Sprzedawca pragnął coś jeszcze sprzedać, a jeleniołak pragnął zobaczyć syrenę w tym, co przed chwilą krawiec nazwał „suknią”.
— Ależ oczywiście! Poprosimy tą… tą… — Jeleniołak zająknął się przez chwilę swoim kulawym Wspólnym — Czarną i ładną.
Irs wskazał palcem na czarną suknię ulokowaną w kącie, trochę skrytą w cieniu. Od razu rzuciła się chłopakowi w oczy, bo materiał wydawała się nawet trochę błyszczeć. Nie była to matowa czerń, ale hipnotyzująca i przyjemna do oka. Materiał poruszał się z każdym powiewem powietrze w kramie, więc nie wydawała się ciężka. To wszystko to raczej była dedukcja na podstawie analogi do czegoś w lesie niż prawdziwa znajomość jeleniołaka na sukniach. W końcu widział je na oczy pierwszy raz.
Sprzedawca zaklaskał dłońmi, nie ukrywając ani trochę wielkiego uśmiechu wymalowanego na jego twarzy. Prawie w podskokach, wręczając suknię w dłonie syreny, która najwidoczniej jeszcze nie wiedziała, co się dzieje. Jednak nim zdążyła czynnie zaprotestować, chłopak zdążył ją delikatnie złapać za ramiona i popchnął ją do miejsca, gdzie i on się przebierał niedawno. Co prawda spotkał się z lekkim oporem i protestem z jej strony, ale był na to całkowicie głuchy.
Spojrzenie i wyraz twarzy Emmy po drugiej stronie niezasłoniętej jeszcze kotary, która zdążyła się popatrzeć na niego przez ramię, ścisnęło mu żołądek. Była rozgniewana i to bardzo.
— Nie śpiesz się, mamy czas — rzekł i bezceremonialnie zasunął zasłonę, posyłając towarzyszce sklepowych przygód ostatni uśmiech.

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 10 miesiące temu

        Syrena starała się ukryć lekki uśmiech, widząc zagubienie Irsa. Nie chciała by odniósł wrażenie, że się z niego naśmiewa, bo wcale tak nie było. Ta jego lekka nieporadność była po prostu całkiem urocza i siłą rzeczy wzbudzała sympatię, zrodzoną w przekonaniu o niewinności chłopaka. Poza tym pamiętała jeszcze swoje pierwsze chwile w mieście. Była wtedy od niego o wiele młodsza, a tym samym nieco bardziej otwarta na nowe doznania, ale z drugiej strony wszystko wydawało się większe, głośniejsze, bardziej przytłaczające. Podobało jej się, ale i tak chętnie wróciła do swojego morza.
        Teraz w oczach jeleniołaka odbijało się to znajome zagubienie i Emma zwyczajnie chciała pomóc mu przebrnąć przez te pierwsze trudne doznania. Z koszulą radził sobie wręcz okropnie, spoglądając na rękawy podejrzliwie, jakby miał na stałe stracić ręce, czym wywoływał niezmiennie uśmiech na twarzy syreny. Podobne rozpaczliwe wołanie o pomoc miało miejsce, gdy został sam z rozpiętym materiałem i dziewczyna znów ruszyła na ratunek. Tym razem jednak wyczuła nieco zmieniającą się aurę. Sprawnie zapięła wszystkie guziki, mimowolnie jednak muskając palcami skórę chłopaka. Czuła wtedy jak się spina i wyjątkowo błędnie, jak na siebie, odczytała to jako niechęć do odzieży, więc zaraz pocieszyła go lekkim uśmiechem. Nawet wtedy widziała strach w oczach młodzika, wciąż więc nie podejrzewała niczego innego.
        Mimo lekkich wyrzutów sumienia, za parawan wygoniła go już samego, bo aż tak naiwny nie był, by ubieranie go w resztę odzieży mogłoby być w jakimkolwiek stopniu niewinne. Może i czasem zachowywał się jak dziecko, ale z pewnością nim nie był. Pozwoliła więc w międzyczasie poprowadzić się w stronę sukni, oglądając je z beznamiętnym wyrazem twarzy, ale uważnie i jednocześnie dotykając delikatne materiały. Tyle wspomnień…
        Zakupu nie miała jednak zamiaru dokonywać, nie tylko ze względu na swoją przeszłość, ale z czystego pragmatyzmu. Bo gdzie niby teraz miałaby się pokazywać w takich strojach? Nawet jeśli czasem dawała jakieś występy, grając lub śpiewając, były to miejsca zdecydowanie nie wymagające formalnego stroju. Od razu więc podziękowała, ale po chwili drgnęła zaskoczona, zdając sobie sprawę, że jeleniołak nie tylko już zdążył się ubrać, ale stoi zaraz za nią.
        - Co? Nie, Irs, nie potrzebuję sukienki – mruknęła niedbale, przekonana, że to zupełnie zamyka temat.
        Jednak młodzieniec razem z kupcem złapali nić porozumienia i nim dziewczyna zdążyła oddalić się o dwa kroki, wciśnięto jej w dłonie czarną suknię, którą złapała odruchowo, by ta nie spadła na ziemię. Spojrzała na mężczyzn bez zrozumienia, zastanawiając się czy jej nie usłyszeli, czy naprawdę są tacy nachalni. Ten moment konsternacji wystarczył jednak, by Irs przejął prowadzenie i złapał ją za ramiona, prowadząc w stronę przymierzalni. Zesztywniała w nagłym uchwycie, ale zaparła się tylko raz, myśląc że jeszcze zatrzyma ten absurdalny bieg wydarzeń. Prowadzono ją jednak dalej i Emma miała zamiar zachować twarz, niezależnie od tego, na jaki durny pomysł wpadł jeleniołak. Odwróciła się w jego stronę dopiero gdy ją puścił, a z jej oczu strzelały gromy.
        - Chyba powiedziałam, że nie chcę… - zaczęła, ale młodziak uśmiechnął się jeszcze do niej i zasunął kotarę. Nie widział więc już, jak dziewczyna obnażyła drapieżnie zęby.

        - Proszę bardzo – syknęła cicho, ściągając buty, ze złością rozpinając spodnie i zsuwając je z siebie, by gwałtownym ruchem zrzucić je z nogi. – Syrenka w sukience, atrakcja stara jak świat – mruczała niemal bezgłośnie, szarpnięciami rozsznurowując gorset i ściągając go przez głowę, by rzucić na stos.
        Zatrzymała się tylko na moment, przesuwając dłońmi po sukni, którą miała w rękach. Nie wiedziała, dlaczego Irs wybrał akurat tą i niespecjalnie ją to obchodziło. Była zła, że tak się co do niego pomyliła, ale przede wszystkim, że straciła czujność, dając się nabrać na niewinne minki i bezradność. Była też zła, że sukienka jej się podoba. Nigdy nie nosiła czarnych sukni, wiedząc że jasne barwy znacznie lepiej podkreślają jej urodę, ale do tej pory nie widziała jeszcze takiego materiału. Czerń nie była głęboka ani matowa, a w świetle połyskiwała jak łuski, miejscami dając wręcz perłowe refleksy. Lekka jak piórko, cienka jak pajęczyna, a jednocześnie skromna – sięgała do samej ziemi, zakrywając ramiona i ukazując tylko niewielką część dekoltu. Sylwetkę opływała jednak bezczelnie dokładnie, a dopóki syrena nie zapięła jedynego guzika z tyłu przy karku, odsłaniała całe plecy, opadając połami na boki. To zaś Emma miała zamiar wykorzystać.
        - Irs? – wychyliła głowę zza kotary. – Możesz teraz ty mi pomóc? Nie sięgam do guzika – uśmiechnęła się bezradnie i poczekała chwilę, nim chłopak podszedł, wpuszczając go do środka. Nawet jeśli kupiec chciał coś powiedzieć to nie zdążył.
        - Tu, z tyłu – powiedziała cicho, odwracając się do młodzika tyłem, gdy skryła ich już opadającą na nowo kotarą. Odgarnęła włosy na jedną stronę i pochyliła lekko głowę, odsłaniając nagie aż do krzyża plecy, które miał zasłonić materiał dopiero po zapięciu guzika. Z jednym powinien sobie poradzić o ile nie przestanie myśleć.
        Czekała cierpliwie, a gdy poczuła, że suknia leży już tak jak powinna, odwróciła się do Irsa przodem, jednocześnie cofając o krok.
        - Jak wyglądam? – zapytała, okręcając się powoli wokół własnej osi. Za przepierzenie wpadało niewiele światła, ale i tak było doskonale widać mieniącą się tkaninę. Podeszła bliżej, zadzierając głowę, by spojrzeć w turkusowe oczy. – Podobam ci się w sukience? – zapytała melodyjnym głosem, niewinnie bawiąc się guzikami koszuli chłopaka. – A może mam przymierzyć jeszcze jakąś, żebyś mógł zobaczyć? Albo w ogóle się rozebrać? - Kojący głos niezauważalnie twardniał, ostatnie pytanie padło wręcz lodowatym tonem, a chłód objął również oczy syreny. Odsunęła się sztywno.
        - Nie jestem twoją zabawką Irs, żebyś mnie sobie ubierał jak ci się podoba, tylko po to, by móc popatrzeć. Są na to specjalne miejsca, ale będziesz musiał wyłudzić od Florica więcej monet. Chociaż kto wie, może pójdzie z tobą, w końcu jesteście wszyscy po jednych pieniądzach – syknęła i jednym ruchem odsłoniła kotarę, popychając chłopaka na zewnątrz i zasłaniając ją zaraz za nim. W nosie miała jego intencje. Błyskawicznie przebrała się z sukienki w swoje ubranie (bezbłędnie radząc sobie z guzikiem) i wypadła zza parawanu wściekła jak osa.
        - To za jego strój – położyła monety na ladę. – Suknia piękna, ale podziękuję. Do widzenia – rzuciła i nie oglądając się na jeleniołaka opuściła kram. Dość niańczenia.

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 10 miesiące temu

Sytuacja rozpędziła się trochę poza wyobrażenia jeleniołaka. Nie mógł z siebie wydusić słowa, bo syrenie sukienka pasowała naprawdę olśniewająco. Stanowczo było to niebezpieczne dla jego biednego serca, ale jednak nie na długo. Nim zdążył się nacieszyć i zapamiętać pięknego obrazek, dziewczyna po prostu wybuchła, ziejąc gniewem jak wulkan magmą. Zaskoczony zrobił parę kroków w tył, szukając drogi ucieczki. Zrobił to nieświadomie, bo był wyczulony na drapieżników. Ona teraz tak właśnie się zachowywała. Jednak nie rzuciła się na niego ani krew się nie polała, ale pod skórą wciąż to czuł. To spojrzenie mówiło, że była gotowa, a mu się poszczęściło. Zanim się otrząsnął z szoku po takim wybuchu, rozglądnął się za po kramie, ale po syrenie nie było śladu.
Podbiegł do krawca i złapał go za ramiona, trochę nerwowo nim potrząsając.
— Gdzie? — korzystając ze swoich niezbyt wybitnych umiejętności w Mowie Wspólnej, wyrzucił z siebie najprostsze lakoniczne zdanie.
— Oh, pańska towarzyszka? Zapłaciła i wyszła w prawo.
Jeleń skinął głową i wybiegł z kramu jak wystrzelony ze strzały, wpadając na jego z przechodniów.
— Jak chodzisz bałwanie!
Pozbierał się z ziemi szybko i zniknął w tłumie, unikając ewentualnych konsekwencji. Jednak ilość ludzi, zapachów i aur zbytnio go przetłaczała. Walczył ze swoją dzikością, a jednocześnie obrazem wyobraźni rozgniewaną, ale też zawiedzioną twarz syreny. Jaki był sens, aby ubierała się w suknię, gdy nie mógł widzieć jej uśmiechu.
Dobrą wolą ani chęciami nie był jednak w stanie teraz wszystkiego naprawić. Wiedział, że coś zrobił źle, ale sam do końca nie był pewny. Nie miał też czasu, bo Emma rozgniewała się na tyle, że przepadła w tłumie. W normalnych leśnych warunkach odnalazłby ją bez problemu, zapamiętał jej zapach, ale nie pod postacią człowieka…
„Jako jeleń… ale...” — zatrzymał się w tłumie, znajdując się na jakimś większym skrzyżowaniu dróg.
Rozsądek mu podpowiadał, że to zły pomysł, ale znając ryzyko, wciąż to zrobił.
— Wybacz Floric — mruknął sam do siebie, zamykając oczy.
Sporo osób przeciskających się koło młodziaka zostało odrzuconych na różne strony. Jednak nikt nie mógł skierować żadnych zażaleń, bo nikt nie miał odwagi podnieść głosu do wielkiego jelenia, który znikąd pojawił się na środku drogi. Początkowo nie było żadnego odzewu, ale w zaledwie parę sekund ulica wybuchła w panikę. Korzystając z zamieszania, Irs ruszył przed siebie, a raczej za zapachem syreny. Nie było to łatwe, ale wykonalne. W końcu dokładnie ją obwąchał przy pierwszym spotkaniu. Potrafił wyłowić ten jeden zapach z setek innych.
Ludzie sami odskakiwali mu z drogi, stąd bez problemu mógł poruszać się przez ciasne uliczki. Zachowanie jeleniołaka jednak wzbudziło również na nogi miejskich strażników, którzy zaczęli siedzieć mu na uparcie na ogonie. Pełen galop całkowicie odpadał, bo mógłby zrobić komuś krzywdę, ale w końcu odnalazł perłę oceanu, której tak szukał. Co prawda nie przyjrzał się dokładnie jej wyrazowi twarzy, gdy jako jedyna nie odsunęła mu się z drogi. Nie wiedział, czy była zdziwiona, czy cokolwiek.
Gdy wydawało się, że zwierzę staranuje syrenę na śmierć, jasne światło błysnęła w miejscu zwierzęcia. Irs wrócił do ludzkiej postaci bez poroża i chwycił syrenę zwinnie w obie ręce, niosąc ją jak księżniczkę, chociaż on sam sobie nie zdawał sprawy, że takie pojęcie nawet istnieje. W głowie teraz miał, aby ulotnić się przed ściągającymi go ludźmi. Coś mu podpowiadało, że są strasznie wkurzeni. Z owych też powodów nie spojrzał na twarzy syreny, skupiając się przed sobą.
Nie było na nim również śladu zakupionych ubrań, które zamienił się w strzępki szmat po przemianie.

Irs nie znał miasta, ale szukając ucieczki od tłumów, skręcił w jedną z mniejszych uliczek. Okazało się to trafnym wyborem, bo ilości ludzi się przerzedziła i miał większe pole manewru. Po paru takich zmianach i dywagacjach pomiędzy ulicami a uliczkami zgubili pościg strażników.
Zwolnił kroku i w końcu się zatrzymał. Znajdowali się gdzieś głębiej w mieście, otoczeni licznymi budynkami, gdzie uliczki ledwo pozwalały na przejściu dwóch osoby idących ramie w ramię. Panująca tu cisza również bardziej pasowała jeleniołkakowi, ale syrena w końcu wyrwała się z jego rąk i wylądowała na ziemi.
Nie wiedząc za bardzo co zrobić, złapał ją za ramiona i obróciła do siebie, a następnie oparł ją o jedną ze ścian budynków. Czuł z jego wyrazu twarzy i spojrzenie wciąż gniew zmieszany z innym i emocjami, ale był tylko dzikusem, więc ciężko było mu coś więcej odczytać.
Floric kiedyś mu powiedział, że czasem lepiej być najlepszą wersją siebie niż najlepszą wersją kogoś innego. Jeleniołak rzecz jasna nie do końca rozumiał to sformułowanie, ale jeżeli będzie z nią szczery, może całe to nieporozumienie przepadnie.

Początkowo nie potrafił przełamać milczenia, bo syrena praktycznie zsyłała na niego spojrzeniem gromy. Uciekał spojrzeniem, chciał stąd uciec jak najdalej. Sfrustrowany całą sytuacją podniósł jedną z dłoni z ramienia syreny, tak jakbym chciał ją uderzyć w twarz. Wszystko odbyło się gwałtownie, ale ostatecznie zaciśnięta pięść nie wylądowała na twarzy Emmy, a na ścianie budynku tuż obok jej głowy. Tylko powiew tym spowodowany „uderzył” ją po policzku.
Jeleniołak jednak nie zwrócił uwagi na pokaleczoną dłoń, z której już ociekały niewielkie strużki krwi. Był tchórzem, od kiedy pamiętał, zawsze ukrywając się za fasadą zwierzęcej formy. Jednak teraz ten ból pozwalał mu myśleć klarowanie, zamiast znowu uciekać.
— Mam ochotę uciec z tego miasta jak najdalej. Od tego murów, tłumów, zgiełku, chaosu — wymamrotał, łapiąc z nią kontakt wzrokowy, którego nie mógł już uniknąć.
— Jestem w końcu tylko przerośniętym jeleniem — dodał cicho, trochę z żalem w głosie skierowanym do siebie samego. — Dlatego pewnie nie zrozumiem tego, jak się czujesz, ani tego, co wzbudziło w tobie gniew — zaśmiał się cicho sam z siebie.
— Zapewne masz swoje powody, jak i ja mam powody, dla których zrobiłem te wszystkie rzeczy dzisiaj. Sny, nigdy nie miałem snów, a przynajmniej póki z klasą nie wpadłaś do jeziora ten pierwszy raz. Co nocy odgrywa się ta sama w moich snach, twoje nagłe objawienie, zaskoczenie, ucieczka, upadek — chłopak kontynuował monolog trochę mniej spiętym głosem.
— Zawsze uważałem się za kogoś rozsądnego, ale gdy perła oceanu się uśmiecha, cały świat się może się walić, a mój rozsądek przepada gdzieś w czeluściach tych twoich błękitnych oczu. Aby ratować posiadaczkę tego pięknego uśmiechu, rzuciłbym się i za tobą w przepaść, nawet gdyby miała to być ostatnia rzecz w życiu, jaką bym zrobił. — Uśmiechnął się mimowolnie, lustrując ją po twarzy, ale nie trwało to zbyt długo, bo atmosfera trochę go przytłaczała.
Odwrócił głowę w bok, bo słabo sobie radził z tym świdrującym go spojrzeniem, a do tego zbliżał się do części, gdzie po prostu spaliłby się ze wstydu. Białe włosy częściowo zasłoniły jego profil. Samo myślenie o tym sprawiało, że paraliżował go to dziwne uczucie.
— Nie wiem co się ze mną dzieje. Jak jesteś w pobliżu, ogarnia mnie dziwna bezwładność, nie mogę pozbierać myśli. Wystarczy, abyś się uśmiechnęła, a moje serce bije, jakbym przebiegł całą puszczę. Ani nie rozumiem tego rozlewającego się po ciele ciepła. To takie obce, przeraza mnie to. Ledwo się powstrzymałem, aby ciebie nie objąć, gdy mi pomagałaś z koszulą — westchnął ciężko z rozpaloną od wstydu twarzą.
W tym momencie nawet nie potrzebował lustra, aby wiedzieć, jak wygląda jego twarz po tym krótkim wyznaniu do syreny. Nie był świadomym, o czym mówił, ale jakoś takie otwarcie mówienie o tym, zawstydzało jego do samego centrum duszy.
Zebrał w siebie resztki odwagi, nie myśląc za głęboko o tym, co może stać się za chwilę. Na to było już za późno, mógł tylko przeć do przodu.
— Nie do końca rozumiem, co znaczy, że nie jesteś moją zabawką. O ile wiem, co to zabawka, nie umiem tego połączyć na lini w kontaktach między ludzkich. Czy mężczyźni bawią się kobietami jak dzieci zabawkami? Jeżeli tak to przykro mi, że przeze mnie tak się poczułaś — przerwał na chwilę, nie ukrywając słabszego, ale smutnego tonu.
Zaczynało dopiero powoli docierać wszystko do niego, łączyło się w całość, przez co mogła przejść syrena. Co okropnego zrobił oraz jak bezmyślnie się zachował.
— Wybrałem tę czarną suknię przez moje sny. Przypominała mi nocne niebo tamtej nocy — potrząsnął gwałtownie głową, próbując zdusić cisnące się do oczu łzy, ale nie potrafił — samolubnie chciałem raz jeszcze zobaczyć ten piękny uśmiech, oczy niespokojne jak wzburzony ocean i te gęste fale różowych włosów w towarzystwie czerni tak ich podkreślających. Dla mnie jesteś jak bogini zrodzona z fal tego jeziora. Tajemnicza, piękna i niebezpieczna.
W twarzy jeleniołaka nie było nic atrakcyjnego, przykry obrazek załzawionego, zagubionego młodziaka, ale mimo łez się uśmiechnął. Sam do końca nie wiedział, czy płacze ze smutku, a może czegoś innego. Zranioną dłonią pogładził ją czule po policzku opuszkami palców, jakby miała się zaraz pod nimi nieuchronnie rozpłynąć jak poranna mgła.
Jednak zaprzestał po krótkim kontakcie, nie miał prawa jej dotykać po tym, jak się przez niego poczuła. Odsunął się krok do tyłu, oddając syrenie swobodę decyzji. Nie umiał jej spojrzeć teraz w oczy, robiło mu się słabo z nerwów. Bał się znowu zobaczyć to rozgniewane spojrzenie, ale zasłużył sobie. Był tacy jak inni, bawił się nią. Owe słowa odbijały się jak w głowie Thiliego w kółko. Z opuszczoną głową tylko patrzył na ziemię i kawałek nóg syreny.

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 9 miesiące temu

        Rozgniewana syrena szła ulicą, co rusz na kogoś wpadając i przepraszając ruszała dalej. Była zła, rozczarowana i winna, chociaż żadnego z tych uczuć nie mogła uzasadnić. Powinna wiedzieć, czego się spodziewać, więc dlaczego ją to zaskoczyło? Naprawdę spodziewała się, że młodziak zachowa się inaczej niż każdy inny facet? Dlaczego widok jego zaskoczonej miny budził w niej gniew, a strach w jego oczach poczucie winy? Należało mu się! Wszystkim im się należało.
        - Hej! Patrz przed siebie paniusiu!
        - Przepraszam – mruknęła, omijając mężczyznę i ruszyła dalej, pocierając czoło w zamyśleniu.
        Co teraz? Pal diabli złamane słowo, niech Floric radzi sobie sam, ona się na niańkę nie nadaje. Zresztą nawet nie wiedzieli kogo proszą, kim ona jest i co zrobiła. Nigdy nie zostawiliby z nią tej całej „legendy” samej. Odwróciła się gwałtownie, słysząc krzyki ludzi i gwizdki straży, i przyspieszyła kroku. Co ten chłopak znowu wymyślił? Szybkim krokiem przebijała się przez ludzi, ale pośród miejskiego harmidru dosłyszała w końcu coś, co sprawiło, że zamarła i odwróciła się zszokowana. Stukot kopyt.
        - Losie, niech to będzie koń – jęknęła, ale ludzie nie uskakiwaliby w takim popłochu przed zwykłym jeźdźcem.
        Nienawidziła mieć racji. Potężne poroże widniało nad przerażonym tłumem, a już po chwili potężna biała pierś roztrąciła ostatnich przechodniów, docierając do syreny.
        - Oszalałeś! – syknęła Emma, już chcąc się odwrócić na pięcie i zignorować zmiennokształtnego, ale oślepiło ją białe światło, odbierając cenne chwile na reakcję, a już po chwili poczuła, że ktoś ją chwyta.
        - Zostaw mnie! – szarpnęła się, ale silne ramiona złapały ją pod uda i plecy, i poniosły w tłum.
        Irs nawet na nią nie spojrzał, biegnąc przed siebie i syrenie nie pozostawało nic innego, jak objąć szyję chłopaka i postarać się nie spaść. Nad jego ramieniem widziała ścigające ich straże i zaniechała już szamotaniny, zaciskając tylko usta z bezsilności, gdy mknęli uliczkami. Różowe włosy powiewały za nimi jak kurtyna i Emma w pierwszej chwili była przekonana, że strażnicy skręcą za nimi w wąską uliczkę, ale ci ewidentnie poszukiwali wciąż wielkiego jelenia i pobiegli prosto główną drogą. Ona i zmiennokształtny znaleźli się zaś w mniej uczęszczanej alei, a później już w opustoszałej, gdzie chłopak zatrzymał się, rozglądając. Rosa zaś nabrała już oddechu po ucieczce i poskromiła galopujące myśli po wcześniejszym zaskoczeniu.
        - Puszczaj– mruknęła już ciszej, wyrywając się ze słabszego już objęcia, niepomna na to, że po prostu pozwolono jej się wydostać.
        Obróciła się gwałtownie, planując odejść tak jak wcześniej, wszak nic się nie zmieniło, ale Irs złapał ją za ramiona i oparł o ścianę, przygważdżając do niej silnie. Emma spojrzała na niego ze złością, jednocześnie unosząc wyzywająco podbródek. Wpatrywała się w chłopaka nie ukazując strachu, chociaż jej aktualna pozycja nie nastrajała do nadmiernej pewności siebie. Nie miała jednak specjalnie wyboru. Najbliższym źródłem wody były ścieki, a jeszcze tak zdesperowana nie była. Sama z siebie niewiele mogła wykrzesać i planowała zostawić to na bardziej newralgiczny moment, jeśli zajdzie taka konieczność.
        Nie zdążyła się ucieszyć, gdy uwolniono jej ramię, gdyż dłoń białowłosego zaraz zwinęła się w pięść i Emma mimowolnie skuliła się, uciekając twarzą w bok i zaciskając oczy w oczekiwaniu na cios. Zadrżała, gdy cel został osiągnięty, ale okazała się nim ściana obok jej głowy. Nieśmiało otworzyła oczy, spoglądając na Irsa, z trudem skrywając już obawę w spojrzeniu. Jednak gdy złapała z nim kontakt wzrokowy, chłopak zaczął mówić. Nie przerywała, słuchając nieco bez zainteresowania, chcąc wyrwać się i też uciec jak najdalej stąd, w tym oboje się zgadzali. Słysząc jednak wzmiankę o tym, że jest tylko przerośniętym jeleniem, spojrzenie jej na moment złagodniało. Nie chciała by tak o sobie myślał, podobnie jak nie pozwalała wyzywać się od ryby. Byli ludźmi, po prostu… nieco inni. Ale jeleniołak mówił dalej.
        Teraz zaczął już gadać od rzeczy… nieco. Emma przyglądała mu się otwarcie, zdając się w ogóle nie przejmować stanem młodzika. Z beznamiętnym spojrzeniem słuchała jego wyznań, siłą powstrzymując się od komentarza. Nie by jego słowa nie zrobiły na niej wrażenia, nie była bez serca. Jednak… miała swoje doświadczenia, a słowa Irsa, choć szczere i kwieciste, nie były dla niej nowe, jakkolwiek narcystycznie by to nie brzmiało. Syrena miała po prostu swoje własne zdanie na ten temat i wiedziała, że mężczyźni są wstanie powiedzieć wszystko, by osiągnąć swój cel, a piękne komplementy nie oznaczają prawdziwych uczuć. Jeleniołaka ratowało właściwie tylko jego zmieszanie i ewidentny wstyd, zdradzając szczerość wyznania. Rumieńce rozlewały się już właściwie na całą jego twarz i dziewczynie prawie zrobiło jej się go żal. Spojrzenie jej złagodniało i poruszyła się niespokojnie, wciąż unieruchomiona pod ścianą, ale przytłoczona lejącymi się wciąż na nią wyznaniami, o wiele bardziej intensywnymi niż zwykłe puste komplementy. Biedny chłopak miał szczere serce, ale w oczach tak mylne jej wyobrażenie.
        - Irs… - powiedziała cicho, chcąc mu przerwać, ale on mówił dalej, powoli krusząc surową maskę na twarzy Emmy. Łagodne spojrzenie błękitnych oczu spoczęło na łzach płynących po twarzy jeleniołaka. Usta wygięły się w czymś na kształt smutnego uśmiechu, gdy nazwano ją boginią jeziora. Pozwoliła pogładzić się po policzku, nieświadoma krwawych smug, jakie pozostawił po sobie ten dotyk. W końcu chłopak cofnął się nieznacznie, ale syrena nie wyrwała się i nie uciekła, opierając wciąż o ścianę. W końcu podniosła powoli dłonie i objęła nimi policzki zmiennokształtnego, delikatnie ocierając jego twarz z łez.
        - Irs… to… piękne, co mówisz, naprawdę. Wierzę, że szczerze tak myślisz, ale idealizujesz mnie w swoich oczach – mówiła powoli, głaszcząc go wciąż po policzku. – Nie jestem taka jak myślisz. Dajesz się zwieźć urodzie. To jak… trująca roślina – odszukała na szybko porównanie mogące dotrzeć do niedoświadczonego chłopaka. – Może mieć piękne kwiaty, ale wyrządzić ogromną krzywdę, zaledwie jednym dotknięciem. Chciałabym być taka jak mnie widzisz – westchnęła. – Ale nie jestem. Mogę pomóc ci poznać świat, ale on też nie będzie piękny, nie cały. Momentami możesz żałować, że opuściłeś swoją puszczę, ale nabierzesz doświadczeń, może przeżyjesz przygody – mówiła, uśmiechając się słabo. – A to co przy mnie czujesz… to nic złego, ale szkoda na mnie twojego serca. Jest jeszcze młode, wrażliwe i szczere, oddaj je w dobre ręce – zakończyła, zabierając dłonie do siebie, ale nie odchodząc. Gniew już jej przeszedł, pozostawiając tylko emocjonalne zmęczenie i coraz bardziej zakorzeniając troskę o tego młodzika przed nią.

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 9 miesiące temu

        Gdy skończyła do niego mówić i zabrała dłonie, jeleniołak obrócił się przodem do wyjścia z uliczki. Zrobił parę kroków, ale momentalnie się zatrzymał w miejscu, podnosząc głowę i spoglądając przez wąską szczelinę między budynkami w niebo.
Od początku może chciał to powiedzieć. Nie do końca może zdawał sobie sprawę, że to mowa bardzo barwna, bogata, trochę oderwana od rzeczywistości. Wiele tych słów po prostu zasłyszał na elfim dworze, chociaż prawidłowym określeniem byłoby „podsłuchał”.
        — Myślę, że się mylisz, Emma — pokręcił przecząco głową. — Moja mama — przerwał na chwilę, a w jego słowach było czuć szacunek, jednak po chwili milczenia ponowił — zawsze powtarzała mi, że miłość jest ślepa, bo idealizujemy kochane osoby przez nasze uczucia. Kiedyś tego nie rozumiałem — zaśmiał się cicho sam z siebie, pamiętając swą wylewność sprzed chwili.
        Obrócił się do niej, powoli i bez pośpiechu się do niej zbliżając. Miał słońce bezpośrednio za sobą, więc wyraz jego twarzy skrywał po prostu cień. Podszedł na wyciągniecie ręki do syreny, a uśmiechnięty wyraz twarzy jeleniołaka stał się widoczny. Chociaż na jego twarzy pozostawały wciąż ślady niedawnej wylewności. Żywym, wręcz wesołym spojrzeniem odnalazł jej oczy, gdzie zazwyczaj tego unikał.
        — Masz piękne oczy, ale stają się odległe i pochmurne jak niebo przed burzą, gdy tylko czułaś mój dotyk. Dzisiaj u tego dziwnego człowieka… — umilknął na chwilę, szukając odpowiedniego określenia — w twoim gniewie krył się strach — dodał, wyciągając niepewnie do niej dłoń. Nie był to gwałtowny, nagły ruchy, ale powolny. Jakby chłopak się zastanawiał czy powinien to robić albo obawiał się tego, co nastąpi. Ostatecznie jednak wydawał się rozluźnić, bo ruch stał się płynniejszy, a dłoń spoczęła raz jeszcze dzisiejszego dnia na gładkim policzku syreny. Pogładził ją po nim delikatnie, jakby miała się za chwilę rozsypać pod opuszkami jego palców, tak jak zazwyczaj traktował rzadkie i delikatnie kwiaty w leśnej puszczy. Nawet wydawała się pachnieć jak jeden, ale Thili uznał, że ów wiedzę zachowa dla siebie.
        — Trujące kwiaty nie są trujące z wyboru, a z powodu tego, że się bronią Emma — powiedział cicho z naciskiem na jej imię, nie odrywając wzroku od wpatrującego się w niego błękitu. To był pierwszy raz, że miał okazję świadomie patrzeć w jej oczy tak długo. Nie mógł nic poradzić, że dudniło mu z tego powodu serce, a on najzwyczajniej się zarumienił nie pierwszy już raz.
        — Gdy się odpowiednio o nie zadba, wcale nie są gorsze od innych roślin czy kwiatów, a może nawet piękniejsze, bo w końcu mogą leczyć i ratować życie. O ile ma się wiedzę jak z nimi postępować, odwdzięczają się swoim darami. — zakończył krótki monolog, z widoczną niechęcią odsuwając swój dotyk od niej, a może nawet z nutką smutku wypisaną na twarzy.
Cokolwiek nie powiedziałaby, jej trucizna dawno rozeszła się po jego ciele i dawno dotarła do serca, jak i umysłu. Słodka trucizna, na którą nie była lekarstwa oprócz życia do przodu i pozostawienie wszystkiego w dłoniach czasu. Chciał jej powiedzieć, że w tym krótkim czasie owo uczucie zakorzeniało się w nim za głęboko, ale się powstrzymał. Stawiał ją w wystarczająco trudnej sytuacji.
        — Emma — powtórzył po raz trzeci jej imię łagodnym, ciepłym tonem — Nie ja ciebie idealizuje, a moje uczucia. — Poklepał się w miejscu serca dłonią, dodając następnie — Ja pragnę tylko chronić twój uśmiech i błękit tych oczu, aby nikt więcej ciebie nie skrzywdził. Jesteś, jaka jesteś, a miłość to sztuka akceptacji, zrozumienia i kompromisów.
        Ostatnie zdanie słyszał od Florica, stąd był pewny, że jest w nim ukryta mądrość doświadczonej osoby. Może nawet trochę to rozumiał, ale wciąż brzmiało to dla niego równie tajemniczo, jak magia. Przypomniał też jej przy okazji, aby obmyło sobie policzek z jego krwi. Czuł się strasznie głupio, ale w tłumie mogłoby zwrócić na nich niepotrzebną uwagę. Rzecz jasna całkowicie zapomniał o własnej dłoni w całym zamieszaniu.

        Obrócił się powoli i ruszył w stronę wyjścia. Widząc, że ona ciągle pozostaje w miejscu, odwrócił się do niej bokiem i niepotrzebnie podkreślonym gestem wystawił dłonią w jej stronę. Może uciekał, nie wiedział do końca. Czuł się lekko.
— Księżniczka pozwoli, świta na nas czeka — zażartował z figlarnym uśmiechem, próbując rozluźnić trochę panującą między nimi atmosferę.

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 9 miesiące temu

        Pozwolił jej mówić, spoglądając na nią spokojnie, co na równi ją zadowalało i niepokoiło. Gdy skończyła, stanęła prosto, z opuszczonymi wzdłuż ciała rękami, oczekując na… sama nie wiedziała na co. Nie wiedziała, co temu chłopakowi chodzi po głowie, naprawdę. Na zmianę gotowa była mu zarzucić agresywność w zachowaniu i łagodną niewinność. Gdy zmiennokształtny odwrócił się w stronę wyjścia z alei i postąpił parę kroków w tamtą stronę, odetchnęła z ulgą, niemal wypuszczając z siebie całe powietrze. Po części czuła żal, że ta znajomość zakończy się tak szybko, a na dodatek tak przewidywalnie. Ale tak było najlepiej dla nich obojga. I o dziwo bardziej cieszyła się, że jeleniołakowi oszczędzi swojego towarzystwa, niż że sama uwolni się od chłopaka. Ten jednak przystanął, spoglądając w górę, a Emma zerknęła na niego z ciekawością.
        Gdy padły pierwsze słowa wręcz wywróciła oczami, niemal szykując się do kłótni. Myli się! Też coś. Owszem, nieomylna może nie była, ale doskonale zdawała sobie sprawę, jak zgubne może być jej towarzystwo, a na pewno lepiej niż on. Nie mogła się powstrzymać od sprowadzania młodzieńca do poziomu smarkacza, mimo że mógł być zaledwie kilka lat młodszy od niej, a może nawet w podobnym wieku. Nie była pewna, jak u zmiennokształtnych upływają lata, ale samo zachowanie Irsa, nawet zakładając jego wychowanie się w puszczy, wskazywało na młody wiek. Wiedziała, że to niesprawiedliwe, ale było poza jej mocą.
Nie przerywała mu, zaciskając usta w wąską kreskę, gdy chłopak wspomniał matkę. Milczała z szacunku. Nie chciała kłócić się, gdy wspominał słowa kogoś tak dla niego ważnego, nie gdy sama oddałaby wszystko, by sama mieć mamę. Zdębiała dopiero słysząc o miłości i otworzyła szerzej oczy.
- Miłość! – prychnęła cicho, marszcząc gniewnie brwi, gdy chłopak znów skierował się w jej stronę, ale nie cofnęła się. Nawet nie miała gdzie. Słuchała spokojnie, chociaż w jej twarzy jasno widać było sceptycyzm. Miłość. Co za bzdura. Zadurzył się chłopak i tyle, przejdzie mu. Nie do końca rozumiała też nagłą wesołość młodzieńca.
Komplement zbyła milczeniem, spinając się cała dopiero na wzmiankę o strachu. Bzdura! Była wściekła, bo zaspokajał swoje zachcianki jej kosztem. Bo chociaż sądziła, że jest inny, to okazał się taki jak wszyscy. Bo się myliła. Może zareagowała zbyt gwałtownie, ale przecież powtarzała, że nie chce przymierzać tej przeklętej sukni. Ech, cholerny ciuch, naprawdę przesadziła. Ale strach?
        Wciąż milczała jak zaklęta, przenosząc wzrok z twarzy Irsa na jego dłoń, jakby pilnowała, co robi. Jednocześnie wciąż zastanawiała się nad jego słowami, pozwalając gładzić się delikatnie po policzku. Dzieciak naprawdę nie chciał źle, widziała to w jego oczach. Słysząc swoje imię ponownie przeniosła wzrok na jeleniołaka, łagodniejąc z każdą chwilą. A co jeśli miał rację? Co jeśli była tak zajęta ukrywaniem swojego strachu, by nie okazać go przed innymi, by nie pokazać słabości, że sama przestała go zauważać? Bała się?
Przyglądała się turkusowym oczom, w pewnym momencie nie mogąc powstrzymać łagodnego uśmiechu, gdy zobaczyła, że chłopak się rumieni. Słodki był, naprawdę. Nie powinna być dla niego tak surowa. Westchnęła bezgłośnie, nieco puszczając mimo uszu rozwijającą się metaforę o trujących kwiatach. Brzmiało mądrze, ale na los, z ust młodzieńca wciąż jak mrzonka. Mówił pięknie, ale czy rozumiał, co mówi?
Kolejne tchnienie wydobyło się z rozbrojonej już syreny. Noż co ona ma z tym chłopakiem. Na moment wzięła jego dłoń, głaszcząc ostrożnie, ale bardziej opiekuńczo niż czule. Już niemal otwierała usta, by zapytać, co on na bogów może wiedzieć o miłości. Jest za młody. Zbyt naiwny. Sam fakt, że to właśnie jej wyznaje swoje uczucia świadczy o absolutnym braku instynktu samozachowawczego. Ale z drugiej strony… co ona wiedziała o miłości? Nawet jeśli uważała, że Irs tylko niegroźnie się zadurzył i przejdzie mu z czasem, to czy miała prawo wydrwić jego słowa? Był taki… łagodny.
        Puściła go i korzystając z tego rozproszenia pochyliła głowę, zbierając na otwartej dłoni nieco wody i obmywając najpierw rękę chłopaka, a później swój policzek. Zamyślona pocierała chwilę skórę, a gdy podniosła wzrok, Irs czekał już w wyjściu z uliczki, dworsko podając jej dłoń. Uśmiechnęła się mimowolnie, zastanawiając się u kogo to podpatrzył. Podeszła jednak i chociaż zignorowała podawaną jej rękę to uśmiechnęła się nieco cieplej.
- Nie nazywaj mnie księżniczką – mruknęła karcąco, ale łagodnym tonem i wciąż czymś rozbawiona ruszyła z jeleniołakiem z powrotem do kramu krawca. Czy tego chciał czy nie, wciąż musieli go ubrać.
- Tym razem nie podrzyj już ubrań, bo nie mamy więcej monet.

        Wrócili na miejsce spotkania pierwsi. Florica i Mariny nie było nigdzie widać, a szkoda, bo Emma była ciekawa, czy rozpoznaliby Irsa z daleka. Chłopak na nowo schował swoje rogi, które zniknęły pod bujną czupryną białych włosów. Na sobie miał jasną, lekko profilowaną na niego koszulę i proste lniane spodnie. Niezbyt wytrzymałe, ale na skórzane nie było ich już stać, a syrena podejrzewała też, że znowu by je podarł. Tych chociaż nie będzie tak szkoda. Do tego proste buty i Irs prezentował się jak mieszczanin.
Prawdopodobnie dlatego przechodzący strażnicy nie zwrócili na niego uwagi. Emma na wszelki wypadek przyciągnęła go za rękę do siebie, gdzie opierała się o bandę przy wierzchowcach. Wątpiła, by ktoś zwrócił na chłopaka uwagę nim ten przeistoczył się w wielkiego jelenia. Pewnie dopiero wtedy zaczął przyciągać spojrzenia. I tak jak podejrzewała, strażnicy tylko na nich zerknęli przechodząc, a i tak większym zainteresowaniem obdarzyli dziewczynę niż towarzyszącego jej białowłosego. Syrena jak zawsze odpowiedziała beznamiętnym wzrokiem i odwróciła się do nich bokiem, w stronę swojego towarzysza.

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 8 miesiące temu

        Jeleniołak okuty w mieszczańskie odzienie czuł się co najmniej dziwnie. Wizualnie ubrania mu nie przeszkadzały, ale w wolności ruchu już tak. Do kompletu dostał niezłą reprymendę od syreny za bezmyślną przemianę w środku miasta, która zniszczyła nowiutki komplet rzeczy. Nie był to ten sam poziom złości co przed ich rozmową, zmiennokształtny odczuwał w tym głosie trochę więcej troski niż gniewu.
        Wcześniejsza rozmowa w zaułku ciągle pałętała się chłopakowi po głowie. Obrazy wyrazu twarzy i jej spojrzenia ostro się wypaliły w jego pamięci. Wracając myślami do tych wydarzeń, wydawały mu się tak żywe i prawdziwe, że syrena z niezadowoleniem go szturchała, bo po prostu jej nie słuchał. Za każdym razem ze zmieszaniem mówił „Przepraszam”, rozmówca w końcu niczym sobie nie zasłużył na jego ignorancję. Z drugiej strony był to dla niego również pretekst, aby popatrzeć na twarzy syreny.
        „Jak mam jej nie nazywać jak księżniczką, jak wygląda jak jedna” — marudził w myślach, lustrując profil pięknej eskorty. Sądził, że się ucieszy, iż tak o niej myśli. Kobiety wydawały mu się skomplikowane, zwłaszcza że nigdy nie miał okazji na tak długą interakcję z jedną, jak teraz.

        Powrócili na miejsce spotkania przed resztą, co cieszyło młodziaka. Dziwność bycia ubranym go nie opuszczała, w końcu hasał jeszcze do niedawna po lesie jak wielki byk, albo w samych spodniach jak humanoid. Zaczynał tęsknić za to swobodą, ale te ubrania wybrała dla niego syrena. Pocieszał się trochę tym faktem, czując do tego niewytłumaczalny sentyment, stąd nie marudził zbyt wiele.
        Thili w przeciwieństwie do syreny nie zwracał większej uwagi na strażników, zajęty obserwowaniem miasta i wchodzących, jak i opuszczających go mas ludzi i wozów. Stąd nagłe przyciągnięcie syreny zaskoczyło go i zamrugał pytająco, badawczo obserwując tą z pozoru niewinną buźkę.
        — Coś się stało Emma? — zapytał, czyżby zrobił coś nieodpowiedniego, albo po prostu źle się zachował. Dopiero śledząc spojrzenie syreny, zauważył jej beznamiętne spojrzenie na strażnikach, którzy przechodzili w pobliżu.
Lustrowali oni ciało towarzyszki oczami wygłodniałych psów, poczuł się najzwyczajniej odrzucony i zniesmaczony ich spojrzeniami. Zwierzęta przynajmniej kierowały się instynktem, a oni? Często miał okazję widzieć podobne spojrzenia ludzkich kupców odwiedzających elfy.
        Zasłonił syrenę własną sylwetką, chociaż do masywnych nie należał. Strażnicy odeszli, klnąc coś pod nosem w jego stronę ani nie brzmiało to zbyt przyjaźnie. Oparty dłońmi bandę, do której przywiązywano wierzchowe, zwrócił na siebie uwagę syreny takim zachowaniem. Zmieniło się też spojrzenie w jej oczach, co również go ucieszyło, bo nie potraktowała go tym samym chłodnym, beznamiętnym spojrzeniem. Delikatnie się uśmiechnął w jej stronę, ale wciąż pozostawiając syrenie na tyle przestrzeni, aby nie naruszyć jej prywatności.
        Nie mógł co prawda zaprzeczyć temu, że syrena wpadała w oko jak piasek na plaży, a każdy raczej wie jak ciężko tego diabelstwa się później pozbyć. W tym wypadku owo ziarenko piasku było wyjątkowo przyjemnym dla oczu diabelstwem. Jednak był pewny, że sam nie chciałby być oceniany samą atrakcyjnością własnego humanoidalnego wyglądu, ani wielkością korzenia. Chociaż jeleniołak oceniał trochę inaczej atrakcyjność kobiety niż typowi mężczyźni.
Zamyślony zjechał z twarzy syreny, lądując wzrokiem na biuście kobiety. Nie trzeba było długo czekać, aby zaraz padło pytanie.
        — Co mężczyźni widzą w piersiach? To przecież do karmienia dzieci, prawda? — zagadnął, podnosząc spojrzenie na ładną twarz dziewczyny. Pytanie wcale nie było dziwne, a wręcz na miejscu, a przynajmniej według niego. Ton głosu chłopaka też nie wydawał się żartobliwy, a po prostu ciekawski. Wychował się w lesie, więc kontakty pomiędzy kobietami a mężczyznami była dla niego dosyć nowym terytorium.
        — To źle, że chcę mieć twoje oczy i uśmiech tylko dla siebie, zamiast twoich piersi? — Trochę strapiony własnymi myślami, nie grzeszył dyskretnością, bo pytanie usłyszeli wszyscy przechodzący w pobliżu.
Reakcje były różne, ale najbardziej reagowały kobiety. Jedne łapały się za policzki, zawstydzone taką bezpośredniością jeleniołaka. W końcu to jak publiczne oświadczenie, że chce kobietę przed sobą, chociaż sam jeleniołak żył w swoim świecie, nie zdając sobie sprawy ze swojej gafy i wagi wypowiedzianych słów. Jeszcze inne kobiety zakrywały usta, patrząc ze współczuciem na parkę, zwłaszcza na ryżowłosą, a już nie wspominając o krytycznych spojrzeniach na nietaktownego białowłosego.
        Thili wydawał się jednak głuchy na cały szum wokół siebie, który po prostu się gubił w reszcie panującego wokół chaosu, a do tego zawiał jeszcze mocniejszy wiatr, który zakrył większość twarzy syreny kaskadami różowych włosów. Trochę odruchowo sięgnął dłonią i odgarnął jej włosy za ucho płynnym ruchem, wyprzedzając w tym zaskoczoną przez wiatr towarzyszkę. Wiatr jednak znowu się wzmógł, ale tym razem jeleniołak był szybszy od natury. Złapał dziewczynę za talię i przyciągnął do siebie, gdy sam obrócił się plecami do nadchodzącego wiatru, robiąc za swoisty mur. Zajęty nijako szlachetnym czynem, nie zwrócił uwagi, że użył trochę za dużo siły w pośpiechu. Z tego powodu syrena wylądował na nim, opierając się o niego całym ciałem.
        W końcu zwrócił na nią uwagę z trochę przepraszającą miną, nie zauważając przekroczonej przez niego dawno granicy przyzwoitości. Odezwał się trochę troskliwym tonem.
        — Wybacz, mogłem przynajmniej ostrzec. Wszystko w porządku?

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 6 miesiące temu

        Przeniosła spojrzenie ze strażników na Irsa, jakby przez moment nie wiedziała, o co mu chodzi. Dopiero, gdy ten przysłonił ją sobą przed czujnymi spojrzeniami, uśmiechnęła się lekko.
- Nic się nie stało. O ciebie mi chodziło. Zastanawiam się ile osób widziało, jak widowisko przemieniasz się w jelenia pośrodku zatłoczonej ulicy – powiedziała, tonem głosu lekko karcąc jeleniołaka, ale nie wyglądała na zagniewaną. Gdyby coś się miało wydarzyć, to już by się stało. Raczej byli bezpieczni.
        Przyglądała się chłopakowi, obserwując, jak on przygląda się jej. Pozwoliła sobie na tą krótką chwilę, wciąż lekko zaniepokojona jego zauroczeniem, ale też jakoś dziwnie spokojna w jego towarzystwie. Był taki… z jakiegoś powodu czuła się bezpiecznie. Kompletnie nie znał granic, ale mimo wszystko było widać, że naprawdę nie ze złych intencji, co najwyżej z braku obycia… a przynajmniej tak sądziła do momentu, aż nie spuścił wzroku na jej biust.
        Oczy syreny zbladły w wyrazie rozczarowania i irytacji, gdy usłyszała pytanie, które strąciło ją z pantałyku. Zerknęła na jeleniołaka ze zmarszczonymi lekko brwiami, jakby myślała, że ten żartuje, ale gdy padło hasło o karmieniu dzieci nie wytrzymała i wybuchnęła śmiechem. Emma nigdy nie śmiała się głośno, ale teraz starała się dodatkowo powstrzymać, zakrywając usta dłonią i trzęsąc się lekko z tłumionego chichotu. Nim się opanowała, Irs zdążył zabłysnąć po raz kolejny, oburzając wszystkie damy w zasięgu ich słuchu, co po raz kolejny rozbawiło syrenę, mimo że jego słowa nie były już aż tak zabawne. Gestem przeprosiła kilka bardziej oburzonych kobiet, nim urządziłyby na młodzieńcu publiczny lincz, chcąc ją przed nim uratować.
        Co do słów zmiennokształtnego, nie wiedziała co odpowiedzieć. Zachowywał się zupełnie, jakby nie przeprowadzili chwilę temu rozmowy na ten temat i nie wiedziała już, co jeszcze może mu powiedzieć. Spuściła głowę zamyślona, nie mając już nawet siły karcić chłopaka, bo przecież nie zrobił właściwie nic złego. A gdy się wyprostowała, wiatr zarzucił jej twarz zasłoną z różowych włosów. Emma zamknęła szybko oczy, na omacku sięgając do twarzy, gdy poczuła na niej dłoń Irsa, delikatnie odgarniającego jej pukle za ucho. Uśmiechnęła się lekko w podziękowaniu, mrużąc lekko oczy, gdy kolejny powiew wzbił pył z bruku, ciskając w nich podmuchem.
- Oj – wyrwało jej się, gdy jeleniołak złapał ją nagle w talii, przyciągając do siebie i odwracając się tyłem do wiatru. Na moment przyzwoliła na to, pochylając głowę i skrywając ją pod brodą chłopaka, a gdy wiatr ustał, odsunęła twarz, wciąż jednak przytulona do Irsa.
- Nic się nie stało. To tylko wiatr, Irs, nie bądź niemądry – powiedziała, ale bez kpiny w głosie, uśmiechając się za to łagodnie i przesuwając zrezygnowanym spojrzeniem po twarzy przejętego młodzieńca. Uniosła dłoń i pogłaskała go niepewnie po policzku, dopiero po chwili składając ją nieco pewniej.
- Jesteś uparty, co? – zapytała cicho. Zabrała dłoń i obie oparła o pierś jeleniołaka, wspinając się na palce i całując go delikatnie w policzek. – Dziękuję za ratunek – dodała już nieco żartobliwie i oparła ręce mocniej, odsuwając się od chłopaka, aż nie puścił jej talii.
        W ostatniej chwili, bo zaraz zza rogu wyłonił się elf, prowadząc pod ramię Marinę i sprawnie lawirując między ludźmi. Wydawał się czymś bardzo zadowolony.
- Możemy ruszać!
- Gdzież to znów? – zapytała surowo syrena, a Floric rozciągnął usta w szerokim uśmiechu.
- Do miłościwie panującej w Menaos królowej Tanyi Arhibito-Dragoryan – powiedział z zadowoleniem, sprawiając, że oczy Emmy rozszerzyły się do granic możliwości. Była jednak tak zaskoczona, że nie wypowiedziała słowa protestu, chociaż obiekcje prześcigały się w jej głowie.
- Królowa bardzo chciałaby poznać naszego Irsa, a gdy usłyszała, że jesteśmy w mieście, postanowiła podjąć nas kolacją i niewielkim przyjęciem – dodał z zadowoleniem elfi doradca, nie bez satysfakcji obserwując konsternację syreny. Zaraz przerzucił spojrzenie na Thiliverna. – O, jesteś ubrany, jaka miła odmiana. Oczywiście na wieczór będziemy wszyscy potrzebować czegoś bardziej odpowiedniego, ale o to zatroszczymy się już w pałacu.
- W pałacu? – żachnęła się oprzytomniała w końcu naturianka. – Chyba żartujesz!
- Ani trochę moja droga. To doskonała okazja, by Irs nabył kolejne doświadczenia, poprzebywał trochę pośród socjety…
- Może powinieneś zacząć jednak od wytłumaczenia mu podstaw – prychnęła syrena, przerywając mężczyźnie w pół zdania i ten spojrzał na nią zdziwiony. Na początku zacisnęła usta, ale na myśl o tym, że jeszcze tego dnia mają się znaleźć pośród arystokratów, uznała że powinien wiedzieć. Podeszła więc bliżej i zadarła lekko głowę, mówiąc mu coś na ucho.
Oczy elfa zrobiły się wielkie jak spodki i oczywiście najpierw odruchowo opadły na biust szepczącej syreny nim wystrzeliły w stronę Irsa. Ciężko było powiedzieć, czy doradca króla elfów jest bardziej przerażony czy rozbawiony, bo te dwie emocje targały nim solidnie na dwie różne strony. Marina przyglądała im się mrużąc oczy, a gdy naturianka w końcu odsunęła się o krok, spojrzała pytająco na Florica, któremu chyba pierwszy raz zabrakło słów. Spojrzał na guwernantkę, drapiąc się pod brodą, wyraźnie nie mając w tej chwili rozwiązania.
- Wymyślimy coś na miejscu, na pewno sobie poradzicie – powiedział w końcu i ruszył do koni.
- My? – Emma spoglądała na niego zaskoczona.
- Będziesz przecież towarzyszyć Irsowi, prawda? Ja już mam swoją damę – powiedział, szarmancko całując Marinę w dłoń, po czym pomógł jej wsiąść na konia.
        Rosa zaś stała jeszcze przez chwilę analizując, co się właściwie znowu wydarzyło, nim westchnęła ciężko i dosiadła swojego wierzchowca. To będzie bardzo, bardzo długi dzień.

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 6 miesiące temu

        Młodzieniaszek przejął się sytuacją dosyć poważnie, bo pamiętał sytuację z uliczki. Ciężko zapomnieć takie wydarzenie w tak krótkim czasie, jaki minął od tamtego momentu. Bliskość ciała syreny i jej zapach wcale mu nie pomagały w utrzymaniu spokoju i opanowania, a wszystko przez jego odruchową reakcję na zwykły wietrzyk.
        „To ona taka niebezpieczna...” — zadumał się przelotnie, gdy stało się coś spoza jego jakichkolwiek oczekiwań, wyrywając go ze świata wewnętrznych przemyśleń. W końcu po części był zwierzęciem w duszy, więc dosyć płochliwie reagował na niespodziewane bodźce.
        Życie w puszczy to była ciągła walka o przetrwanie nawet dla jeleniołaka. Jednak im dłużej przebywał w towarzystwie syreny, tym bardziej dochodził do wniosku, że to jak on czuje się przy niej, jest o wiele bardziej niebezpieczne. Coś odbierało mu wolność myślenia i beztroskiego życia, a były to jego kłopotliwie ulokowane uczucia w syrenie.
        „Albo ja niedoświadczony”.
        — Nic się nie stało. To tylko wiatr, Irs, nie bądź niemądry — powiedziała Emma, ale bez kpiny w głosie, a następnie uniosła dłoń i pogłaskała go niepewnie po policzku, dopiero po chwili składając ją nieco pewniej.
        — Jesteś uparty, co? — zapytała cicho.
        Irs wyłapał w spojrzeniu różowogłowej coś na wzór zrezygnowania, ale wypełniało je łagodność, której ciężko było szukać na co dzień w jej obyciu. Zawsze odnosił wrażenie, że syrena była jak zimna, wykuta stal. Czy to przez to, co skrywała jej przeszłość, czy może coś innego?
        Dla kogoś jak on, kto prowadził życie daleko od cywilizacji, ciężko było sobie wyobrazić jej troski. Możliwe, że ich losy nigdy nie miały prawa się spleść razem, Możliwe, że ich drogi z czasem się rozejdą bez względu na wszystko, co może się między nimi stać. Możliwe, że będzie się czuł z tym okropnie i nie będzie umieć o niej zapomnieć. Jednak to wszystko nie miało teraz znaczenia.
        Póki miał możliwość, chciał być dla niej i dać jej komfort, odpędzając przeszłość i nadpisać to czymś barwniejszym. Może i było to naiwne myślenie, w końcu był niedoświadczony i trochę raczkował, jeśli chodzi o płeć przeciwną. Chciał przynajmniej spróbować, dlatego nie pozostał cicho, gdy nazwała go upartym.
        — Nie bardziej niż ty. Uratuje cię — szepnął jej na ucho, ale chwile po tym odsunęli się od siebie, gdy on zlustrował ją niesforną, upartą dziewczynkę. Chociaż z lekkim trudem utrzymywał opanowanie po tym pocałunku w policzek. Niestety nie miał siły nad tym, aby się nie zarumienić po takim podarku od kobiety, za którą się ugania. Miał do niej słabość, mogłaby go owinąć wokół palca, ale tego nie robiła.
        „Nie potrafisz odgrywać złej, co?” — dodał w myślach rozbawiony, przypominając sobie uliczkową rozmowę. Na pewien sposób było to urocze, chociaż syrena na pewno była bardziej obyta niż on sam.

        Wszystko stało się w dobrym czasie, bo akurat wróciła reszty ich grupy. Irs był jedną osobą, która nie miała zielonego pojęcia, co się właśnie stało. Przerzucał tylko spojrzeniem od osoby do osoby jak zagubiona owieczka, ale nie miał nawet okazji dojść do słowa. Wszyscy wskoczyli na wierzchowce, więc nieco z opuszczonymi ramionami ze zrezygnowania westchnął i zrobił to samo co wszyscy.
        Przez większość rozmowy trochę był głową w chmurach, więc nie wszystko do niego docierało. Raczej nie groził mu nic gorszego, niż ubranie się jak wypadało. Nawet nie miał pojęcia, jak bardzo się mylił, a o czym miał się przekonać jeszcze tego wieczoru.

        Przechodząc przez kolejne korytarze w pałacu, czuł się mały, nic nieznaczący, a przede wszystkim przestraszony. Miał ochotę dać dyla w stronę lasu, ale Floric najwidoczniej przewidział to, bo przemierzał korytarze razem z jeleniołakiem i służbą.
        Nim się obejrzał, trafili do sporego pomieszczenia, gdzie już czekały na nich różne ubiory. Emma i guwernantka prawdopodobnie trafiły do podobnego pomieszczenia, ale z ubraniami dla dam. Przynajmniej tak sądził, przypominając sobie coś o czymś „bardziej odpowiednim” w słowach elfiego przyjaciela.

        — Na co czekasz? — zapytał elf, zapinając ostatni guzik eleganckiej koszuli. — Emma mi powiedziała, o co ją zapytałeś. Ciężko byłoby ci wytłumaczyć takt i ogładę w tak krótkim czasie, ale po prostu pomyśl dwa razy, zanim o coś zapytasz kobietę.
        — Czemu? — Zainteresował się jeleniołak rozpoczętym tematem.
        — Aby nie wyjść na chama i świnię. Słuchaj mnie uważnie. Kobiety lubią uwagę i gdy się poświecą im czas. Jednak równie bardzo nie lubią, gdy zagląda im się w biust czy łapczywie się je lustruje. Rozmawiając z kobietą, patrz jej w twarz, w oczy, a nie w cycki do bogów. W niedzikim społeczeństwie, bez urazy młody, zwracanie lub pytanie kogoś o piersi jest wulgarne i szybko możesz skończyć spoliczkowany.
        — Spoliczkowany? — Thili przekrzywił głowę, nie rozumiejąc obcego mu słowa.
        — Dostaniesz po twarzy.
        — Ah...a — wydukał jeleniołak, do którego docierało, iż zachował się po prostu źle. Jednak syrena nie wydawała się zła, ale mogło mu to po prostu umknąć. Postanowił ostrożniej prowadzić rozmowy z Emmą od tego momentu, ale wciąć nie do końca rozumiał powagę sytuacji.

        Floric po przebraniu się chciał poszukać eleganckiego ubrania również dla przyjaciela, ale młodzieniec nie mógł się na nic zdecydować. Przytłoczony sytuacją, nie wiedział co się dzieje wokół niego, dlatego ostatecznie skończył w prawie identycznym ubiorze jak elf. Zaczynało brakować im czasu, a ostatnią rzecz, jaką chcieli zrobić to spóźnić się, gdy zostali zaproszeni przez samą królową.
        Białowłosy skończył w jedwabnej koszuli, która była w sam raz. Nie była idealna, ale leżała na nim po prostu dobrze. Doszły do tego przeciętne, czarne spodnie, ale jakościowo naturalnie odbiegające od tych sprzedawanych na ulicach. Oprócz tego biała kamizelka z roślinnymi zdobieniami ze złotych nici. Całość dopełniał czarny jak smoła płaszcz, posiadający złote zdobienia przy krawędziach, sięgający młodzieńcowi gdzieś do połowy nóg. Ekstrawagancki wygląd dodał mu charakteru panicza z bogatych progów. Związane z koński ogon włosy również sprawiły, że wyglądał trochę poważniej niż zazwyczaj. Jedyne co pozostało ze „starego” Thiliego to młodzieńcza twarz, podkreślona bardziej niż zazwyczaj przez taki, a nie inny ubiór. Zmiennokształtny mógł dawać wrażenie bycia elfem w takiej postaci, ale prawdziwy elf od razu rozpoznałby w nim inną rasę.

        Irs i Floric stali przed drzwiami pomieszczenia, do którego mieli zaraz wejść. Młodziak zerkał spod kąta na elfa, zastanawiając się, jak on może zachowywać taki spokój wepchany w takie niewygodne ubrania. Miał wrażenie, jakby się dusił. Do tego zza drzwi dochodziły do jego uszu liczne dźwięki i głosy, przez co spiął się jeszcze bardziej.
        Gdy weszli do wnętrza pomieszczenia, wiele par oczu zwróciło na nich uwagę. Dawali wrażenie męskiego ojca i młodego panicza, chociaż oboje byli daleko od arystokratycznego status. Ubrania potrafiły zmienić pozornie to, jak spostrzegają kogoś inni, Thili właśnie zaczynał to rozumieć. Nie czuł się jednak za dobrze, zwłaszcza że ledwo zrobili parę kroków i drogę zastawiły im młode elfie panny. Każda w ubiorze podkreślającym ich i tak już ponadprzeciętną urodę, stąd w przeciwieństwie do Florica, młody jeleniołak nie miał pojęcia, gdzie ma zawiesić swe spojrzenie na nich. Ostatecznie podążył za wskazówką elfa i skupił się na twarzy kobiet.
        Wszystko było pod kontrolą, a przynajmniej do czasu, gdy jedna z kobiet chwyciła go [Irsa] odważniej za dłoń i pociągnęła w stronę parkietu. Floric najwidoczniej nie miał zamiaru jej zatrzymywać, tylko z głupim uśmiechem pomachał mu, jakby starał się powiedzieć „Powodzenia!”.
        — Czekaj, ja nie umiem tańczyć?! — spróbował jakoś się ratować z sytuacji, ale elfka zaśmiała się łagodnie, gdy już zaciągnęła go gdzieś na środek sali.
        — Nie szkodzi, nie jesteś pierwszym, ani ostatnim, który próbować się ratować tym argumentem. — Szybko zamknęła mu wszystkie drogi ucieczki i westchnęła.
        — Połóż jedną dłoń na mojej talii. — Zaczęła nim kierować, ale Irs nie trafił na talię, a na pośladek kierujacej nim elfki. — Ekhem… wyżej. — odchrząknęła z rumieńcami na jasnej cerze.
        Początkowo najzwyczajniej w świecie dostałby po twarzy, ale jego zagubione spojrzenie i sztywne reakcje na cokolwiek sprawiały, że wydawała się nieświadomy własnych akcji. Jednak był to dla niej pierwszy raz, że mężczyzna tak śmiało się przy niej zachowywał.         Potraktowała to jako nowe doświadczenie i przygodę, coś odświeżającego od sztywnie trzymających się najmniejszy detali arystokratycznych paniczów.
        W taki sposób krok po kroku został nauczony prostych kroków, ale w jego ruchach było brak płynności i stanowczości, jaką powinien wykazywać się partner w tańcu. Wbrew pozorom elfka świetnie się bawiła, bo cała sytuacja była dla niej czymś nowym. W tych sferach raczej nie trafiało się na takiego nierozgarniętego panicza zbyt często.

        W końcu do tańczącej dwójki podszedł Floric, który zaskakująco płynnie uwolnił jeleniołaka od młodej elfki, przepraszając ją i trzymając się wszelakiej etykiety. W oczach Irsa był jak zstąpienie boga. Momentami nawet musiał sporo pomyśleć, aby rozszyfrować pewne wymawiane przez niego zdania.
        — Zaraz będą wchodziły nasze damy, a ty tu zabawiasz się i macasz młode elfki. Ty graczu... — Elf rzucił mu rozbawione spojrzenie, gdy mu dogryzał.
        — Ja… to było przypadkowo! Ja,.. ahh. Daj spokój — westchnął ciężej jeleniołak, masując się po skroniach. Z jakiegoś powodu czuł się strasznie zmęczony. Nie był przyzwyczajony do takiej atmosfery ani takich tłumów.
        Oboje doszli do jednych z drzwi, które powoli zaczęły się otwierać z pomocą służby. Jednym z panujących zwyczajów wśród elfów było, że partnerki nigdy same nie mogą wejść na salę. Nijako muszą zostać odeskortowane do wnętrza pomieszczenia. Przynajmniej tyle zrozumiał młody jeleniołak z całego wywodu elfa po drodze, chociaż nie rozumiał tego. W sumie jak wielu rzeczy, ale podniósł spojrzenie na otwierające się przed nimi drzwi, nie do końca wiedząc czego się spodziewać. Mimowolnie przez myśl przypomniała mu się suknia z dzisiejszego dnia, ale potrząsnął głową. Doskonale pamiętał rozgniewaną Emmę.
        Mimowolnie zlustrował sam siebie, nie mogąc odpędzić myśli co ona sobie o nim po myśli. Tym jak teraz wygląda. Doskonale pamiętał rozmowę z uliczki, więc czemu nie potrafił po prostu sobie darować. Nie wiedział, w czym tkwi problem i czemu nagle się przejmuje własnym wyglądem, gdzie niedawno hasał pół–nago i beztrosko.

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 3 miesiące temu

        Uratuje ją. Też wymyślił. Ratunku potrzebowała tylko od niego, bo nie wiadomo kiedy stała się przewodnikiem młodzika po „dorosłym świecie” czyli zwyczajnym, jednak pełnym zasad, których jeleniołak albo nie pojmował, albo mu się nie podobały i je ignorował, jak z tą odzieżą chociażby. Nie skomentowała więc deklaracji, postanawiając tylko uważniej się pilnować, by w razie takiego „ratunku” zdążyła opanować sytuację.
        Odsunęła się już od uroczo zarumienionego Irsa i wymieniła kilka zdań z przybyłymi elfami. Nie spodziewała się co prawda, że Floric zarządzi krótką przerwę i powrót do puszczy, ale kolacji w pałacu nie spodziewałaby się nigdy. I chociaż elf wyglądał na pewnego siebie, pomagając Marinie dosiąść konia i samemu wskakując na wierzchowca, syrena stała wciąż skonsternowana i niepewna. Może teraz po prostu powiedzieć, że to wystarczy, że ona zrobiła swoje? Ale przecież taki bal to dopiero sprawdzian dla jeleniołaka.
        Spojrzała na niego krótko i westchnęła ukradkiem. No przecież go tak nie zostawi, pożrą go żywcem. Wsiadła więc na konia i podążyła za resztą.

        - Ekhm, Emmarillo?
        Marina jak zwykle odnosiła się do syreny z dystansem, ale w trakcie podróży zdążyła się z nią oswoić na tyle, by nie traktować dziewczyny tylko przez pryzmat jej rasy. Wciąż też była przyjemnie zaskoczona jej manierami oraz postawą, a przede wszystkim tym, że naturianka sama poprosiła o jej towarzystwo w podróży. Rozsądna, młoda kobieta nie chce podróżować sama w towarzystwie dwóch mężczyzn, nikt tego nie rozumiał lepiej od panny Classe. Mimo wszystko dzisiejsza młodzież zachowywała się momentami tak swawolnie, że guwernantka nie wiedziała już, czy zaostrzyć swoje kary czy też świat zmienił się tak bardzo, że jej zasady stały się kompletnie nieadekwatne. Nie miała tylko pojęcia, kiedy do tego doszło!
        Znajdowały się teraz w niewielkiej garderobie, wypełnionej jednak po brzegi gotowymi sukniami, a także gorsetami i spódnicami do dowolnego skomponowania. Wielu gości nie zawsze było przygotowanych na wystawne przyjęcia, stąd standardem było posiadanie w pałacu czegoś na wzór prywatnego krawca oraz sporego zapasu gotowych szat. Panie mogły teraz dosłownie przebierać w mieniących się materiałach.
        Marina miała na sobie suknię dość pokaźnych rozmiarów, ale wyraźnie przywiązana była do klasyki, wyrównując ją stonowaną barwą szaty. Srebrny, ale matowy atłas opinał gorsetem szczupłą sylwetkę elfki, rozbijając się dopiero na szerokim kloszu spódnicy. Jedynym dodatkiem do sukni była czarna kokarda nad kuprem i naszyjnik z pereł. Włosy upięte zawsze w surowy kok, rozluźniono teraz, pozwalając wymknąć się kilku kosmykom, by otuliły twarz. Panna Classe wyglądała pięknie. Potrzebowała jednak pomocy, by poprawić kokardę, którą miała za plecami.
        - Pięknie wyglądasz – powiedziała, spoglądając w odbiciu na elfkę. Poprawiła kokardę i cofnęła się o krok, a Marina obróciła się, zamiatając spódnicą ziemię.
        - Dziękuję. Ty również. Naprawdę przepięknie – powiedziała szczerze, przyglądając się naturiance.
        Ciężko powiedzieć, czy Emma ubrana była skromnie, czy wręcz przeciwnie. Suknia miała krój idealnie prosty, bez żadnych usztywnień, zamiast tego opływając sylwetkę syreny zwiewnym materiałem. Dziewczyna nie chciała zbyt wyróżniać się na przyjęciu, więc wybrała kolorystykę podobną do elfki, z tym że jej materiał mienił się perliście przy każdym ruchu, przypominając jej połyskujące w słońcu łuski. Suknia nie posiadała żadnego rozporka ani nie podkreślała sylwetki zbyt obcisłym krojem. Wrażenie skromności psuł jednak wyjątkowo głęboki dekolt, odsłaniający pokaźny biust oraz cienki materiał szaty. Nawet Marina Classe nie dopatrzyłaby się niestosowności stroju, nie dało się jednak ukryć, że przy elfce syrena wyglądała, jakby ledwo obrzucona woalem. Ramiona otulały perłowe listki, podtrzymujące suknię. Spod długiej tkaniny wystawały czubki srebrnych pantofli na wysokim obcasie. To, lekki makijaż oraz turkusowe kolczyki były jedynymi dodatkami.
        Emma czuła się lepiej niż by chciała, w takim wydaniu. O dziwo to właśnie wysokie szpilki i eleganckie suknie były jej znajome, podobnie jak gwar gości, gdy szły z Mariną korytarzem. Za ścianą było już słychać toczące się przyjęcie, a gdy otwarto przed nimi drzwi, pierwsze co rzuciło się w oczy to blask blisko setek świec oraz sala pełna gości. Dopiero później jej wzrok padł na odświętnie odzianego Florica oraz Irsa, który wyglądał równie przystojnie co nieszczęśliwie.
        Elf z pełnym pietyzmem poprowadził Marinę na salę, a Emma ujęła pod ramię jeleniołaka, pomagając mu nieco odnaleźć się w sytuacji, gdy szli za elfami. Zatrzymali się dopiero pod jedną ze ścian, by w spokoju porozmawiać. Floric odebrał kieliszki od przechodzącego obok kelnera, podając paniom szampana, oraz ostatecznie podając szkło też zmiennokształtnemu. Właściwie nie sprawdzał nigdy, jak działają na chłopaka procenty, ale czas się dowiedzieć. Poza tym niech oswaja się z cienkim szkłem.
        - Królowa się pojawi? – zapytała Emma. Nie było to oczywiste, bo gdyby koronowane głowy miały pojawiać się na wszystkich swoich przyjęciach, to nie robiłyby nic innego. I zgodnie z jej podejrzeniami Floric pokręcił głową.
        - Zobaczymy się z nią później. Chce porozmawiać z Irsem – powiedział, spoglądając z uśmiechem na przyjaciela, ale też lekko zawieszając głos. Marina uśmiechała się lekko, jakby wiedziała coś, czego oni nie wiedzą, więc Emma była pewna, że jej się nie wydawało.
        - Coś jeszcze nas tutaj czeka? – zapytała niewinnie, a elf zawahał się, spoglądając znów na jeleniołaka, na dłoń Emmy oplatającą lekko jego przedramię oraz na drzwi. Nie było wątpliwości, oceniał szanse, że młodziak da dyla.
        - Taak… właściwie to jest pewnego rodzaju konkretne przyjęcie – zaczął niezbyt zgrabnie, wciąż jednocześnie rozbawiony i czujny, by w razie czego łapać zmiennokształtnego.
        - Otóż Irs, drogi przyjacielu, są to twoje zaręczyny – powiedział w końcu z zadowoleniem. - Królowej bardzo zależy na przyjaźni z naszym królem i wspólnie z jej doradcami uznaliśmy, że twoje małżeństwo z jej bratanicą będzie doskonałym węzłem tej znajomości – oznajmił z zadowoleniem i zaraz szybko dodał. – Nie martw się, dziewczyna jest śliczna, naprawdę!

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 3 miesiące temu

        Jeleniołak rozglądał się po sali, widocznie znudzony czekaniem na dwie kobiety, które zaginęły bez słychu. Odnosił wrażenie, że pojęcie słowa chwila różniła się dramatycznie w jego ujęciu, a w ujęciu elfiego przyjaciela. Podziwiał upartość i cierpliwość elfa, który ciągle wpatrywał się w drzwi bez większych i zbędnych ruchów.
        Do tego dochodziła ciężka atmosfera otoczenia. Panujący ścisk i specyficzny zapach w powietrzu ani trochę nie pomagał mu się rozluźnić. Wiele słyszał o „balach”, wtedy podziwiał i chciał zobaczyć, jak to jest. Teraz? Teraz żałował, że jego nogi przekroczyły próg w tym pomieszczeniu. Z jego perspektywy, bardziej to przypominało wyrafinowaną klatkę niż cokolwiek innego. Do tego dochodziło mnóstwo zasad co można, a czego nie można. Nie umiał zrozumieć, czemu wszyscy tu obecni dobrowolnie nakładali na własną wolność kajdany. Smucił go ten fakt strasznie, bo prawdopodobnie nigdy nie będą wiedzieli, co sobie sami odebrali. On nie potrafiłby tak żyć, bo wtedy coś w nim umarłoby na zawsze. Owa myśl sprawiła, że miał dosyć nieszczęśliwy wyraz twarzy, akurat, gdy dwie zguby się odnalazły.
        Odwrócił głowę w stronę otwieranych drzwi i oniemiał. O ile elfka wyglądała jak większość kobiet na sali, syrena była jak diament rzucony w morze węgla. W słowniku jeleniołaka wątpliwie było poszukiwać przymiotników, aby opisać, jak dobrze teraz wyglądała. Posłał jej zmieszany, ale łagodny uśmiech. Śledził jej wędrówkę od otwartych drzwi, ale spojrzał na nią całą tylko raz.
        Powód był całkiem prosty, nie mógłby oderwać od niej oczu. Jeżeli uznałoby się, że matka natura ma swoje bardziej lubiane dzieci i mniej, Emma plasowałaby się w czołówce ulubienic z posiadanymi wdziękami.
Wbrew pozorom Thili miał do czego porównywać, bo żył w zgodzie z przystojnymi elfami, jak i pięknymi, elfickimi kobietami. Uroda różowowłosej syrenki jednak miała całkiem inną odsłonę, bardziej egzotyczną i niepozwalającą oderwać oczu. Jakby starały się powiedzieć, że chcą się nacieszyć tym widokiem. Gdy stanęła przed nim, naśladował elfa, ale wychodziło mu to co najmniej kiepsko.
        Gdy już połączyli się w pary i dystans pomiędzy nimi się zwiększył, młodziak w końcu przełamał lód.
        — Moja matka miała słabość do opowieści o morzu. Piraci, masa wody, syreny. Chociaż nawet jako kobieta z puszczy miała słabość do pięknych rzeczy jak, chociażby perły. — Zrobił krótką pauzę, patrząc się przed siebie w dystans i uśmiechnął się tajemniczo, patrząc na profil partnerki. — Ucieszyłaby się z pewnością, jakbym pokazał jej najpiękniejszą, różową perłę, jako ukrywała w sobie morskie odmęty.
        Zamyślił się chwilę, lustrując opanowaną i dającą wrażenie bezinteresownej twarzy syreny. Ona ten świat już znała, świat balów i przyjęć. Sposób jako się obnosiła i zachowywała, nawet on to potrafił zauważyć.
        — Cieszę się, że jesteś. — dodał lakonicznie, chociaż w jego głosie brakowało radości, a raczej czaił się w nim dziwny mrok. Mrok zrozumienia, jak daleko tak naprawdę od siebie byli, jak w różnych światach oboje żyli i wychowywali.

        Jeleniołak kategorycznie odmówił wzięcia alkoholu, sam zapach sprawiał, że się krzywił. Po krótkiej dyspucie Floric odpuścił, doskonale wiedząc, że w tym jeleniu płynęła bardzo duża ilość krwi upartego muła. Do tego nie zależało mu na tym, aby zwrócić na siebie uwagę pobliskich uczestników balu.
Irs pewny, że to ostatni wyskok elfa, bardzo się zawiódł na kimś, kogo uważał za przyjaciela. Pojęcie zaręczyn nie było mu obce, w końcu niektóre osobniki w stadzie również tak łączyły się w stałe pary. Zabolało go jednak, że nigdy go nie zapytał o jego zdanie. Dopiero do niego docierało, jaki był naiwny, oddając swój los w ręce króla i elfów. Koniec końców i oni chcieli go wykorzystać, podobnie jak i stado, z którego uciekł.
        — Haha, nawet tutaj są tacy — zaśmiał się gorzko i westchnął ze zrezygnowaniem, a goszczący na jego twarzy uśmiech przepadał — Nie masz prawa mnie nazywać przyjacielem. Tylko tyle dla ciebie znaczyło moje zaufanie?! — warknął dosyć głośno i zmrużył oczy, jakby patrzył na coś odrażającego i pełzającego pod jego nogami.
Floric zamrugał parę razy, najwyraźniej spodziewając się czegoś innego i nie mógł zrozumieć, co się działo. Znali się trochę, ale nigdy nie miał okazji widzieć takiej reakcji od młodego jeleniołaka.
        — Nie jestem i nie będę polityczną figurką na waszej szachownicy. Lubię beztroskę i wolność, ale jeżeli sądziliście, że nie mam własnego zdania, to grubo się przeliczyliście. Niczym się nie różnicie od starszyzny w stadzie, robi mi się niedobrze od samego patrzenia na ciebie, Floric. Upadłeś naprawdę nisko. — pokręcił głową, nie mogąc uwierzyć w to, co się działo.
        „Cios w plecy zawsze boli najbardziej od tych nam najbliższych” — przypomniał sobie słowa ojca i wyszarpał dłoń od elfa, aby pomasować się po skroni. Narobił zamieszania, na sali zapanował szmer i setki spojrzeń były właśnie na nich.         Zerknął na syrenę i zmusił się do dosyć wymuszonego, przepraszającego uśmiechu.
        — Muszę się przewietrzyć, wybacz — wymamrotał z dłonią na pękającej mu od bólu skroni i po chwili przemierzył salę, aby zniknąć w jednych z licznych drzwi prowadzących na ogromny balkon.
        O ile balkon wypełniała mniejsza ilość ludzi, nie miał ochoty teraz patrzeć na nikogo. Walcząc z narastającym bólem i irytacją, zszedł po schodach do ogrodu. Normalnie zrobiłoby na nim wrażenie, ale teraz jedyne co wyrwało się z jego ust to:
        — Paskudne — stwierdził dosyć marudnym głosem. Nie mogło to się nawet umywać do pierwiastka piękna prawdziwej puszczy, ale musiał się zadowolić tym, czym miał. Potrzebował chwilę, aby wszystko przetworzyć w głowie i zastanowić się co zrobić dalej.
        Zawędrował w mniej odwiedzaną część ogrodu i lęgnął ze zmęczonym wyrazem twarzy pod drzewem. Oparł się o nie i przymknął powieki, wsłuchując w dosyć ubogą naturę, ale naturę.
        Siedząc tak chwilę, zaczął się śmiać sam do siebie, przypominając sobie, jak ruszył w dziką pogoń za syreną przez ciasne uliczki miasta. Czuł się wtedy odpowiedzialny, że tracił w niej złe źdźbło trawy. Myśli o niej wprawiały go w konsternację i nie wiedział co ze sobą zrobić. Rzucił się na trawę i począł się po niej turlać tam i z powrotem.
        Ostatecznie leżąc na plecach, zasłonił oczy przed ramieniem i wymamrotał cicho sam do siebie. Ból trochę ustąpił, chociaż wciąż był obecny.
        — Złość nie pasuje do twojej uroczej twarzy, Emma — westchnął sam do siebie głośniej, próbując zapomnieć o wydarzeniach sprzed chwili.

Awatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 56
Rejestracja: 3 lat temu
Kontakt:

Post autor: Emma » 2 miesiące temu

        Chociaż wyglądali jak większość par na sali, mężczyzna prowadzący swoją partnerkę, to Emma kierowała ich krokami. Delikatnie ujmując przedramię Irsa, wyrównała ich krok i sprawiła, że nie wyróżniali się z tłumu. Spojrzała na chłopaka, gdy się odezwał, początkowo z uprzejmym zainteresowaniem i miłym uśmiechem na ustach. Och, morze! Ileż ona mogłaby o nim opowiadać. Słuchała więc z zainteresowaniem, nim niespodziewany komplement wyłonił się wreszcie z wypowiedzi jeleniołaka, jak zawsze barwny i wzniosły, jak zawsze rozbrajająco szczery i niewinny. To były jedyna jego forma, z którą Emma sobie nie radziła, podświadomie zawsze szukając drugiego dna. Zawsze znajdywała, bo szczerze, ile osób prawi komplementy zupełnie bezinteresownie? Białowłosy młodzieniec jednak zaliczał się do tego skromnego grona, regularnie już poruszając naturiankę, nim ta na nowo wzięła się w ryzy. W odpowiedzi położyła tylko drugą dłoń na przedramieniu Irsa, obejmując ją szczupłymi palcami. Podziękowań nie mogła jednak zostawić bez słowa, zwłaszcza tak smutnych.
        - Nie ma za co – powiedziała cicho i znów uścisnęła rękę chłopaka w ramach wsparcia.

        Przydało mu się ono prędko. Emma nieco oniemiała słuchała elfa, kątem oka zerkając na Irsa, bojąc się jak młodzieniec zareaguje. Opanowanie nie było jego mocną stroną i po raz kolejny okazało się, że dla tego jelonka okoliczności nie mają znaczenia. Chłopak dosłownie wybuchnął, a chociaż syrena rozumiała to w jak niekomfortowej sytuacji go postawiono, nie miała chęci na bycie w centrum sceny. Już teraz goście spoglądali na nich ukradkiem, gdy zmiennokształtny kłócił się z elfem. Zacisnęła delikatnie palce na jego przedramieniu, chcąc zwrócić jego uwagę i uspokoić, ale on tylko się rozkręcał. Teraz spoglądali już na nich niemal wszyscy.
        Rosa pokiwała w milczeniu głową, odprowadzając młodzieńca spojrzeniem, po czym zerknęła na Florica.
        - Niezbyt zgrabnie to rozegrałeś – powiedziała cicho, mocząc usta w szampanie, podczas gdy doradca króla pocierał czoło w roztargnieniu.
        Goście na sali jeszcze przez chwilę interesowali się nimi, ale gdy białowłosy opuścił komnatę, każdy powoli wracał do swoich spraw. Chociaż wiadomo jaki teraz będzie temat do rozmów dla wszystkich obecnych.
        - Myślałem, że tak będzie lepiej – mruknął Latoneille, wzdychając ciężko. – Przecież gdybym mu to powiedział od razu to nigdy by tu nie przyjechał. To przymierze jest nam potrzebne – powiedział dosadnie, spoglądając na Emmę, która potaknęła ze zrozumieniem. Dopiero po chwili zorientowała się, że elf nie spuszcza z niej oczu i zmieszała się.
        - Tak?
        - Jeśli ja do niego pójdę to tylko bardziej go zdenerwuję…
        - Och, na Matkę Naturę! – syknęła Emma, dynamicznie odkładając kieliszek na tacę przechodzącego obok kelnera, który aż się zachwiał, by nie strącić szkła. – Przepraszam – rzuciła w jego stronę, po czym chmurne spojrzenie padło znów na Florica, który spoglądał na nią wyczekująco.
        Najgorsze w tym wszystkim było to, że elf naprawdę wydawał się zraniony zachowaniem Irsa. A nieważne jak bardzo Rosa próbowała odciąć się od tego wszystkiego to odruchowo postawiła się w jego sytuacji. Z jednej strony odpowiedzialność i obowiązki wobec króla, z drugiej delikatna przyjaźń z młodym zmiennokształtnym. I na co oni ją w to wszystko wplątali!
        - Proszę, Emmarillo… - powiedziała Marina, kładąc dłoń na ramieniu różowowłosej, która siłą powstrzymała się, by jej nie strącić. Ona nie miała żadnych zobowiązań wobec nich. Mogłaby po prostu odejść. Ale przecież i tak sprawdziłaby najpierw, jak się ma chłopak.
        - Dobrze już, zobaczę co da się zrobić – mruknęła wyraźnie niezadowolona, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia z komnaty, złorzecząc w myślach.

        Nietrudno było go znaleźć. Niektórzy goście i służba pałacu wciąż nie doszła do siebie po szarży zmiennokształtnego, a gdy tylko syrena wahała się w którą stronę podążyć, po krótkim opisie poszukiwanego, ktoś wskazywał jej drogę. Z lekko zadartą suknią zbiegała zgrabnie ze schodów, nie zważając na wysokie obcasy. Dopiero, gdy wyszła do ogrodów i zeszła ze żwirowanej ścieżki, potknęła się, niemal przewracając, gdy jedna ze szpilek zapadła jej się w trawę aż po podeszwę.
        - Szlag by to – warknęła pod nosem, korzystając z okazji, że nikt jej nie słyszy. Pochyliła się, sprawnie ściągając pantofle i niosąc je w dłoni za paski, boso przemierzała trawnik.
        Tu już nikt nie wskazałby jej drogi, ale długo też nie musiała szukać. Znajomy śmiech nakierował ją jeszcze głębiej w zarośla, a gdy w końcu znalazła jeleniołaka, ten tarzał się w trawie. Jasne odzienie było oczywiście już umorusane na zielono do tego stopnia, że nie było opcji, by chłopak wrócił na salę, nawet gdyby chciał. Emmie zaś szybko przeszło współczucie dla Irsa i zacisnęła z niezadowoleniem usta. Nie wiedziała, czy jeleniołak ją dostrzegł, czy gadał od rzeczy, ale odezwał się do niej. Prychnęła krótko, pokonując odległość dzielącą ją od młodzieńca i stanęła nad nim, rzucając cień.
        - Urocze są ponoć małe pieski i króliczki. Ja nie – powiedziała krótko. – A nie byłabym zła, gdyby pewien jeleń nie wybiegł z przyjęcia i nie kazał się ścigać po ogrodach, niszcząc buty – fuknęła, machając szpilkami w rękach i rozejrzała się za jakąś ławką. Oczywiście nic, chłopak zawędrował tam gdzie chyba nawet ogrodnik pojawiał się rzadziej niż w innych częściach ogrodu. Przestąpiła więc tylko z nogi na nogę, bo przecież nie będzie siadała na trawie w tej sukni.
        - Irs… - zaczęła ostrożnie, powoli uspokajając się i przypominając, że jakimś cudem musi nakłonić chłopaka nie tylko do powrotu, ale też do przebrania się. Westchnęła cicho i głos jej złagodniał.
        - Chyba trochę przesadziłeś – powiedziała w końcu łagodnym głosem. – Floric nie zrobił tego złośliwie, nie miał wyboru. A ty też mógłbyś najpierw poznać tę dziewczynę, zanim zaczniesz narzekać, że odbiera ci się wolność! Co ty możesz o tym wiedzieć – dodała już ciszej, z goryczą w głosie. Opanowała się znów szybko, ale dalej nie wiedziała, jak nakłonić chłopaka do powrotu i westchnęła. – Musisz nauczyć się normalnie rozmawiać, nawet, gdy coś ci nie odpowiada, a nie zawsze uciekać.

Awatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
Posty: 38
Rejestracja: 2 lat temu
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Thilivern » 1 miesiąc temu

Irs spodziewał się, że ktoś za nim ruszy w pogoń, prędzej stawiałby na przyjaciela, ale najwidoczniej tym razem historia odbywała się inaczej.
        — Naprawdę? A potrafisz ugryźć równie mocno co one — dodał trochę uszczypliwie.
Widział więcej niż zwykły, zauroczony głupiec. Winić można zwierzęcy instynkt, który nigdy nie żałował mu ostrożności. Czy to w bieganiu po lesie, czy w zalotach. Stąd nie mógł się powstrzymać i odgryźć syrence.
        — To też część twojego uroku na swój sposób — stwierdził, podnosząc się z ziemi w zniszczonym i zabrudzonym ubraniu. Kwaśno się uśmiechnął, i to wcale nie z powodu ubrań, a tego jak szybko poległy w starciu z nim.
Stojąc już o dwóch nogach, otrzepał się delikatnie, chociaż wydawało mu się to już zabiegiem bezskutecznym.         Jednocześnie śledził syrenę wzrokiem. Nijako już się przyzwyczaił do tego, że była zjawiskowa, ale aktualny ubiór kobiety był aż nadto zbyt dopasowany do figury owej przedstawicielki.
        Uśmiechnął się delikatnie na własną myśl, że jeżeliby miały istnieć morskie kwiaty, ona z pewnością byłaby jednym z nich. Bliska kuzynka róży, z którą trzeba jeszcze więcej cierpliwości i podejścia, a czego jemu najzwyczajniej brakowało. Im dłużej z nią przebywał tym bardziej odczuwał między nią, a sobą niewidzialną barierę. Byli blisko, ale jednocześnie daleko.
        Jeżeli miałbym porównać to do znanego mu elementu w przyrodzie, byłoby to jak biegnięcie w stronę zachodzącego słońca. Można biec ile sił w nogach, ale w końcu zajdzie i zabierze ze sobą swe ciepłe. Czy ona też miała być dla niego takim elementem? Westchnął ciężko, czując lawinę myśli nie tylko z tym tematem.

        Wysłuchał jej, ale tylko pokręcił głową przecząco. Spojrzał na nią zrezygnowanym, ale też trochę odległym spojrzeniem. Możliwe, że pierwszy raz od kiedy mieli okazję się spotkać.
        — Nie zrobił tego pierwszy raz, ile razy mam pozwolić wodzić się za nos? — podsumował krótko, rzucając zapewne tym samym spory kubeł informacji na biedną syrenę. — Królowa i ten stary, elfi dziadek próbują mnie od dłuższego czasu zeswatać. Ciągnie się ta farsa od chyba trzech lat, jeżeli pamięć mnie nie myli. Jesteś tylko pionkami w ich grze, powinnaś być równie niezadowolona jak ja — kontynuował, próbując rzucić światło na sens pierwszego zdania. — Jak i jest mały szczegół, o którym nikt nie wie.
        Zanim jednak zdążył cokolwiek wytłumaczyć, za pobliskiej ogrodowej roślinności wyłoniła się zakapturzona, kobieca sylwetka. Nowo-przybyła dołączyła do nich, jakby to było czymś naturalnym w danym momencie i chwili. Irs nie wydawał się zaskoczony tym biegiem wydarzeń.
        — Jelonek nie kłamie w ostatniej kwestii — wtrąciła się w ich rozmowę delikatnie, łapiąc kaptur za boki i ściągając go z głowy. — Bycie rozpoznawalną personą na dworze utrudnia życie — wymamrotała bardziej do siebie niż do dwójki obecnych.
        Ukazała się im twarz nastoletniej dziewczyny z łagodnym wyrazem twarzy, jak i urodziwą jak na jej młody wiek urodą. Z pewnością ustępowała syrenie pod względem kobiecości, jako młodsza z ich dwójki. Sposób jej wymowy był składny, a ruchy miał pewną dozę gracji.
        Dziewczyna pierwsze zlustrowała jeleniołaka, ale szybko zmieniła obiekt zainteresowań na syrenę.
        — Tylko chwilę się nie widzieliśmy, a ty już szalejesz z innym kobietami — stwierdziła żartobliwie, mierząc się spojrzeniami z Emmą. — Tak więc wygląda Emmarilla Rosa, a jednak nie kłamali — wypowiedź kobiety nie trzymała się całości i bardziej dawała wrażenie myśli wymawianych na głos.
        — Emma, poznaj „dziewczynę” — wtrącił się Thili zgryźliwie, śledząc rozmowę pomiędzy pięknościami ze średnim zainteresowaniem.
        — Wypraszam sobie, mam imię! — fuknęła nowa przybyła i zdzieliła bez zastanowienia jelenia po głowie. Poprawiła na sobie niezbyt reprezentacyjne ciuchy i wykonała dworskie przywitanie, charakterystyczne dla dam wyższego urodzenia. — Przyjemność poznać, księżniczka Yvonne do usług — zaświergotała z zadowoleniem w głosie.
Jeleniołak w końcu wyczuł dobry moment, aby bardziej rozjaśnić sytuację syrenie.
        — Księżniczka zgubiła się kiedyś w lesie. Od tamtego momentu jesteśmy przyjaciółmi, więc poznanie jej jeszcze raz nic nie zmieni. Wre… — Zanim młodzieniec zdążył skończyć, księżniczka depnęła mu po nodze solidnie, lustrując go niebezpiecznym wzrokiem. — Piękna, cudowna i kochana persona! — wysyczał przez zaciśnięte z bólu zęby, a sprawczyni uśmiechnęła się niewinnie.
        Biedny Thili schylił się, aby rozmasować obolałą stopę. Tak długo się nie widzieli, że zapomniał o wybuchowym charakterze przyjaciółki. Zwłaszcza gdy była w jego towarzystwie, puszczały jej chyba wszystkie wyuczone zasady życia dworskiego.
Yvonne powróciła uwagą do Emmy, nie tracąc przy tym ani krzty dobrego humoru.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Menaos”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość