[Centrum Menaos] W pogoni za koszulą.


Miasto położone na skraju Szepczącego Lasu, zamieszkałe przez ludzi. Nad miastem wznosi się przepiękny pałac króla Dariana. Szerokie, jasne ulice, marmurowe chodniki i wieża zamieszkała przez czarodzieja to tylko początek tego co może spotkać Cie w Menaos.

Postprzez Emma » So gru 01, 2018 5:31 pm

        Jeszcze chwilę temu zdjęta zmartwieniem twarz syreny wygładziła się nagle i nawet nieco spoważniała, na widok wesołego uśmiechu chłopaka. Chwilę później jej brwi uniosły się lekko w zdziwieniu, a usta zacisnęły, gdy Irs puścił do niej oczko. Dowcipniś. Prychnęła bezgłośnie i dopiero gdy zmiennokształtny stał o własnych nogach uśmiechnęła się lekko, chociaż chyba bardziej z grzeczności. Floric nie miał już takich zahamowań i od razu ofuknął przyjaciela, który przez chwilę rzeczywiście wydawał się w lepszej kondycji, niż oboje zakładali. Dopiero, gdy w ramach prezentacji klepnął się w żebra, a jego twarz zbladła, wystraszona Emma na nowo wyciągnęła ręce, by go podtrzymać, a elf wywrócił oczami aż błysnęły białka. Wtedy kobieta uśmiechnęła się już szczerzej, chociaż z lekkim politowaniem, gdy białowłosy łapał oddech, wsparty o kolana. Wymieniła spojrzenia z Latoneillem, wzruszając lekko ramionami, a gdy królewski doradca rozpoczął swoją tyradę pogłaskała delikatnie ramię Irsa w pocieszającym geście i odeszła do Mariny, tłumacząc jej, że „w porządku” jeszcze nie jest, ale niedługo będzie.

        Obozowali tam, gdzie się zatrzymali, uznając, że stracili już wystarczająco dużo czasu na to całe zamieszanie z koniem i jeleniem w roli głównej. Kobiety rozwinęły swoje posłania przy jednej stronie paleniska, a Floric z Irsem po drugiej. Ten pierwszy przez chwilę pełnił wartę, ale gdy wszyscy ułożyli się do snu, roztoczył jedynie magiczną kopułę wokół nich, która chociaż intruza by nie powstrzymała, wybudziłaby elfa ze snu, by mógł interweniować. Dalszą część nocy przespali więc wszyscy i Emmę obudził dopiero wrzask Latoneille’a. Zerwała się natychmiast, przekonana o nadciągającym zagrożeniu, jednak okazało się tylko, że Irs po raz kolejny zalazł przyjacielowi za skórę swoją niefrasobliwością. Początkowo syrena nie wtrącała się do dyskusji (mającej właściwie formę wrzeszczanego monologu Florica, który informował całą okolicę o swoim rozczarowaniu wyczynami chłopaka) i dopiero gdy elf cały poczerwieniał postanowiła interweniować, odciągając go delikatnie od zbierającego baty chłopaka. Początkowo zajęła jego uwagę błahostką, przy pomocy Mariny zagadując mężczyznę o dalsze plany, co do podróży. Guwernantka okazała się nieoceniona, jeśli chodzi o wymyślanie absurdalnych problemów, które mogliby napotkać i oczekując natychmiastowego przedstawienia potencjalnych rozwiązań. Dopiero, gdy wyruszyli i Floric wyglądał już na wystarczająco skołowanego i roztargnionego, Emma poruszyła temat Irsa.
        - Wiem, że może to nie moje miejsce na takie uwagi…
        - Nie, mów śmiało – elf westchnął, oglądając się jeszcze na krnąbrnego podopiecznego, po czym zrównał konia z syreną.
        - Sam mówiłeś, że Irs nieczęsto opuszcza puszczę…
        - Ha, nigdy jej jeszcze nie opuścił.
        - No właśnie. Więc rozumiesz, że… jego rozsądek może pozostawiać wiele do życzenia? Rozumiem, że się o niego martwisz, ale obawiam się, że trzeba mu czegoś więcej niż bury, by pojął powagę niektórych sytuacji.
        - Ah, wiem – prychnął elf. – Przyzwyczajony jest do tego, że się wszystko na nim zagoi, ale tak naprawdę nigdy nie wiadomo, jak poważne są obrażenia. Teraz jest jednak pod moją opieką i jeśli chociaż włos spadnie mu z głowy to król wywróci mnie na lewą stronę. A on nie ułatwia…
        Emma pokiwała głową ze zrozumieniem. Bardziej miała na celu uspokojenie mężczyzny niż podsuwanie jakichś konkretnych rozwiązań, bo prawdę mówiąc nie miała takowych. O dziwo ta cała wycieczka z obstawą była najbezpieczniejszą formą zapoznawania Irsa ze światem. Miała jednak wrażenie, że dopóki nie opuszczą lasów, chłopak będzie się po prostu czuł wciąż jak u siebie, nie bardzo rozumiejąc jak bardzo świat różni się od jego wyobrażeń.

        Po kilku godzinach drogi puszcza zaczęła się przerzedzać, a spomiędzy koron drzew przebijało w końcu słońce, grzejąc przyjemnie podróżnych i dzięki rzucanym cieniom pozwalając łatwiej określić upływ czasu. Las jednak ciągnął się jeszcze kilka staj, nim w końcu mogli dostrzec majaczącą nad drzewami wieżę pałacu Menaos, a późnym popołudniem dotarli do miasta. Pogrążona w rozmowie z Mariną (która w końcu przekonała się do niej na tyle, by nie spoglądać ciągle na odsłonięte z jednej strony szyi skrzela) Emma nie skupiała się na rozmowie Florica i Irsa, zadowolona tylko, że znów się normalnie porozumiewają. Dopiero specyficzny dźwięk, którego źródła nie mogła zlokalizować, zwrócił jej uwagę i syrena odwróciła się, spoglądając na jeleniołaka akurat na czas, by być świadkiem stopniowo pomniejszających się rogów. Szeroko otwarte oczy wyrażały niepomierne zdziwienie, a pytanie młodzika przepełniło czarę i Emma zaśmiała się krótko, nie mogąc powstrzymać rozbawienia. I to wcale nie widokiem zmiennokształtnego, teraz wyglądał jak zwykły elf, ale właśnie jego niezrozumieniem.
        - Nie, nic nie masz – uśmiechnęła się i sięgnęła w jego stronę, krótkim ruchem poprawiając pasmo białych włosów, by lepiej zakrywało resztkę poroża w postaci zaledwie wzgórka kostnego. Zaraz złapała wodze i znów się uśmiechnęła. – Nie mogłeś zrobić tego, gdy zaplątałeś się w krzaki? – zapytała wciąż rozbawiona.

        Gdy dotarli do Menaos zostawili konie przy jednej z karczm, gdzie Floric uzgodnił z właścicielem, że nie ma nic przeciwko. Okazało się bowiem, że czeka ich mała wycieczka. Skonsternowana Rosa przyjęła monety, chowając je do kieszeni i spoglądając na Irsa. Rzeczywiście, chłopak rzucał się w oczy nie tylko brakiem górnej części odzieży, ale też bosymi stopami i rozkojarzonym wzrokiem, którym toczył po mieście. Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała prowadzić go za rękę.
        - Coś znajdziemy – odparła, znów pilnując młodzieńca wzrokiem, jakby bała się, że faktycznie zaraz skoczy gdzieś w bok i przepadnie w gęstwinie ludzi.
        - Chodź Irs, znajdziemy ci coś do ubrania – uśmiechnęła się lekko i gestem głowy ponagliła chłopaka.
        Sama odrzuciła na plecy spoczywające zawsze na jednym ramieniu włosy i kilkoma ruchami rozdzieliła je na dwie części, znów przeciągając do przodu, tak że zakrywały biust. Chodziło jednak o ukrycie skrzeli znajdujących się po obu stronach jej szyi. Barwne włosy, odsłonięte plecy i ramiona oraz niemalże półnagi białowłosy elf i tak przyciągały spojrzenia przechodniów, jednak tylko zaintrygowane, nie wrogie, i wolała by tak pozostało.
        Plan okazał się prostszy niż myślała, głównie dzięki temu, że zakładała absolutną apokalipsę i chaos, gdy tylko zostaną sami. Irs jednak był stosunkowo grzeczny i tylko kilka razy musiała złapać go za dłoń, by powstrzymać od podążenia w któryś z losowych kierunków lub w stronę co bardziej wybujałej witryny. Sama zaś rozglądała się na równi za straganem lub kramem, w którym mogliby dostać odzież na niego, jak również za potencjalnym zagrożeniem. To jednak obecnie przejawiało się tylko w postaci niepojętej ilości zachwyconych dziewcząt, które na widok zmiennokształtnego szeptały do siebie ukradkiem i zarumienione chichotały, uciekając zaraz z szelestem sukni. Dzieciaki.
        - Chodź tutaj! – pociągnęła Irsa za rękę, gdy w końcu natrafili na kram z materiałami i gotową odzieżą. Okolica była porządna, ale jeszcze nie zamożna, więc powinni dostać tu coś w rozsądnej cenie.
        Naprzeciw wyszedł im mężczyzna około czterdziestki, ubrany w pełen garnitur, z kamizelką włącznie, co już pomijając temperaturę było godne podziwu, a w porównaniu do aktualnego stanu Irsa, sprzedawca wyglądał jak sam książę. Skierował się też najpierw w stronę Emmy, nauczony że to głównie kobiety zainteresowane są jego produktami, mężczyzn ciągnąc za sobą tylko w ramach sakiewki, jednak twarz mu zrzedła na widok zmiennokształtnego w samych płóciennych spodniach. Kramarz na moment stracił mowę, o dziwo ewidentnie bardziej przeżywając brak obuwia chłopaka niż koszuli, ale w końcu odzyskał władzę nad językiem.
        - Witam Państwa! – odezwał się dziarsko, prezentując przepisowy ukłon, zmieniony tylko przez nieustanny kontakt wzrokowy z ewenementem, jakim były bose stopy w jego sklepie. – Emm… rozumiem, że szukamy dla panicza…
        - Wszystkiego – dopowiedziała z uśmiechem syrena, a mężczyzna skinął głową. – I w miarę możliwości coś wygodnego. Mój przyjaciel nie przywykł do odzieży – dodała, jak gdyby nigdy nic, a jegomość prychnął lekko pod nosem.
        - Ewidentnie. Ale zaraz to naprawimy! Zapraszam!
Avatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Syrena
Aura: Poznaj tę wyraźną aurę, której moc może i jest przeciętna, ale obraz jej swoją wyjątkowością na pewno zapadnie Ci w pamięć. Na początek zobaczysz morskie fale o soczystym kolorze cyny, w których na przekór rozsądkowi dostrzeżesz melancholię, jakby pragnęły one innej barwy. Chwilę później delikatny smutek rozproszy się, gdy przed Twymi oczyma, woda wykreuje harfę. Struny jej utworzone są z błyszczącej miedzi oraz lśniącego srebra i aż proszą by mogły zagrać, całkowicie przyćmiewając wszelkie frasunki. Początkowo całość mieni się jasnym szafirem, doskonale komponując się z pozytywną energią harfy, by na wzór doskonałej symfonii, na przekór łagodnym nutom, rozbłysnąć rubinem. Poświaty pienią się i wirują, niczym niespokojne morze, jakby toczyły ze sobą bój o świetlany solowy występ. Wtóruje im muzyczne tło, grane przez potężny wodospad, którego dojmujący huk nie pozwoli Ci nawet chwili odetchnąć, strasząc Cię zatopieniem w swoich odmętach. Czymże było by morze, bez swojego zapachu ? Dlatego od samego początku otacza cię wyraźna i rześka woń oceanu. Cała aura, chociaż przyjemnie miękka i gładka w dotyku niczym najlepszy atłas, zwinnie wyśliźnie się spomiędzy twoich palców, swoją giętkością utrudniając złapanie i zagrozi Ci swoimi ostrymi brzegami. W smaku emanacja jest delikatnie sucha, ale bynajmniej nie mdła gdyż uzupełnia ją wyraźnie kwaśny smak.
Wygląd: Emma księżniczką nie jest, lecz zdecydowanie na taką wygląda. Szczupła, prosta jak struna sylwetka sięga prawie 3 łokcie ponad ziemię. Kobieta wygląda jak malowana, ze swoją alabastrową skórą, delikatnymi rysami twarzy i zamyślonym spojrzeniem błękitnych oczu. Pełne usta są w kolorze soczystego różu, podobnie jak długie, gęste włosy. Jako człowiek Emma zaczesuje je na ... (Więcej)

Postprzez Thilivern » Cz gru 06, 2018 8:55 pm

        Thili był oszołomiony ilością istot w mieście, bo w końcu pierwszy raz postawił stopę w granicach takowego. Gdzie nie obrócił głowy, tam mógł zobaczyć tłumy jak mrówek przy wejściu do mrowiska. Stanowczo miasto kojarzyło mu się z ogromnym mrowiskiem, a nawet przerastało jego najśmielsze wyobrażenia o takowym. Spojrzenia, które na niego padały, wcale nie ułatwiały sprawy.
        Solidne budynki, które nie dorównywały kunsztem architekturze elfów, wciąż budziły w nim respekt. Ile czasu zajęło, aby stado wybudowało takie cudy. Jeleniołak czuł się totalnie zagubiony, bo w końcu wywodził się raczej ze skromnej linii koczujących jeleniaków. Przez całe życie był otoczony naturą, stąd rosnący w nim niepokój praktycznie go paraliżował.
        Stanowczo osaczony próbował szybko się ulotnić, ale syrena niestety czuwała. Gdy łapała go za dłoń i ciągnęła przez tłumy, czuł się trochę bezpieczniej i pewniej. Parę razy nawet próbował to jakoś przekazać słowami, aby zawsze sobie przypominał sytuację ze spiżarni. Sam młodzieniec tego nie rozumiał, ale coś mu mówiło, że syrena coś ukrywa. Ciężko było mu to ubrać w słowa, ale prawdopodobnie jako pół-zwierzę był wrażliwy na takie zachowania. Z tego powodu odpuścił, wiedząc, że postawiłby różowogłową w niezręcznej sytuacji, a może wręcz wzbudziłby w niej niechęć. W końcu nic nie wiedział o tajemniczej syrenie, a mało tego została nie z własnej woli wpakowana w podróż z nim. Irs był naiwny, ale czuł, że niespecjalnie była z tego szczęśliwa.
        Po nieprzyjemnym dla półnagiego jeleniołaka przeciskaniu się przez tłumy, zatrzymali się w końcu przy czymś, co prawdopodobnie nazywało się kramem. Częściowo z ciekawości, a częściowo z przezorności zaczął rozglądać się po nim. W większości zapchany materiałami różnej maści, których dzikus nawet nie potrafił nazwać. Nie wspominając już o różnych, dziwnych ubraniach. Skrzywił się, dosyć głośno wyrażając swój szok z tego powodu.
        — Jak można w tym biegać w puszczy albo pływać w jeziorze?
        Pytanie nie było skierowane ani do sprzedawcy, ani do syreny. Młodzieniec najwyraźniej nie mógł pojąć, czemu ktoś miałby ograniczać swoją swobodę takimi ubraniami.
        Spojrzenie chłopaka mimowolnie powędrowało na syrenę rozmawiającą z dziwnie ubranym mężczyzną, którą zlustrował już nie pierwszy raz, od kiedy się poznali. Grzeszyła urodą, a to gubiło całkowicie znoszone już ubrania. Przyglądał się zwłaszcza tym ostatnim, zdając sobie sprawę, że musiała już od dłuższego czasu podróżować. Ubiór syreny mógł pewnie nie jedną historię opowiedzieć z jej podróży. Pomijając fakt, że leżała na niej po prostu dobrze, a może nawet za dobrze.
        Większość czasu podczas przepychania się przez tłumy spędził, patrząc na syrenie plecy. Nie był też jedynym, bo mężczyźni z tłumu wręcz oblepiali ją spojrzeniami, a zwłaszcza poniżej pasa. Nie rozumiał czemu byli tak zainteresowani zadem syreny w ludzkiej postaci. Czy czegoś nie wiedział o ludzkiej kulturze? Czy bardziej powinien poświęcać przy rozmowie z nią czas na obserwowanie jej sylwetki niż twarzy? Jeleniołak zamierzał wykorzystać świeżo zdobytą wiedzę przy następnej okazji.
        Nie przedłużając, jak i aby nie przyłapała go na gapieniu się na nią, zbliżył się do rozmawiającej dwójki. Stojąc przy boku syreny, rozglądnął się po różnych materiałach, jak i gotowych ubraniach. Z tego, co wywnioskował z rozmowy, toczącej się wcześniej bez niego, ludzka kultura średnio tolerowała nagość.
        — Spodnie nie wystarczą? — Spojrzał trochę błagalnym wzrokiem na syrenę, ale we wzroku towarzyszki bynajmniej nie było przychylności.
        Właściciel kramu zareagował na owo zdanie z trochę kwaśną miną, jakby obchodził się z czymś niewłaściwym. Zastanawiał się nawet skąd taka piękność wytrzasnęła takiego wieśniaka z patyków, co on w ogóle z nią robił? Nie wtrącał się jednak w rozmowę, mając nadzieje na jakiś zysk.
        — Niech panicz się rozglądnie, na pewno znajdzie coś dla siebie — powiedział zachęcająco właściciel, zapraszając głębiej do kramu.
        Thili nie był specjalnie obyty w zwracaniu się do innych istot, więc dosyć nieufnym spojrzeniem zmierzył mężczyznę. Przeszedł ostatecznie obok niego obojętnie i skierował się prosto do jednego ze stołów zapełnionych ubraniami. W oczy od razu rzuciła mu się najzwyklejsza w świecie koszula, wykonana z taniego materiału. Samego jeleniołaka zainteresowała bardziej prostota niż cokolwiek innego.
        — Można śmiało przymierzyć — dodał kupiec, czując okazję na pozbycie się słabej jakości towaru. Trafił mu się prawdziwy jeleń tym razem.
        Młodzieniec zachęcony zaczął podchodzić do ubrania koszuli, ale wychodziło mu to słabo. Nigdy nie nosił niczego, więc skakał spojrzeniem pomiędzy koszulą a syreną. Ewidentnie potrzebował w tym pomocy, a miał przy tym spojrzenie jak zagubiony szczeniak.
Avatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Erremir, Sherreri, Celine, Creighton,
Rasa: Jeleniołak
Aura: Chociaż wyczulisz swoje zmysły, choćbyś był mistrzem czytania emanacji, aura ta zwinnie niczym spłoszona łania będzie kryła swoją prawdziwą potęgę. W taki sposób, mimo jej znacznej siły, sprytnie umknie w gąszcz drzew, kryjąc się w chaszczach uniemożliwiając Ci zbyt dokładne jej czytanie. Jedyne co pozwoli Ci dostrzec, to przepiękna wiekowa puszcza. Puki możesz, naciesz oczy wysokimi drzewami, o soczyście barachitowych liściach. Większość z nich ma lśniące cynkowe pnie, ale pośród nich znajdziesz brzozy o platynowej korze i rosłe kobaltowe dęby, kryjące się samotnie pośród innych drzew. Knieję rozświetla jasna i wyraźna szafirowa łuna, odbijająca się radosnymi iskierkami w listach i korze, dając poczucie bezpieczeństwa Tym o pokojowych zamiarach. Na próżno będziesz szukał szumu wiatry pośród gałęzi. Nie napotkasz tu żadnego dźwięku, ale jego brak zrekompensuje Ci bogactwo zapachów. Poczujesz aromat lasu, ubogacony wonią leśnego kwiecia i płynnego miodu. Mimo pozornej delikatności, w dotyku emanacja jest giętka i dość twarda, czyniąc drzewa nieustępliwymi, podczas gdy elastyczne gałązki umykają przed dotykiem. Kora drzew w większości jest gładka i aksamitna, ale napotkasz też nieco szorstkie miejsca. Uważaj jednak na liście o niebezpiecznie ostrych krawędziach. Smak jest raczej jednolity, intensywnie lepki i kleisty, chociaż poczujesz też nuty kwaśne niczym młode leśne borówki.
Wygląd: Humanoidalalny:
ஐ Mierzy około jeden sążeń wysokości (178,2 cm) z umiarkowaną wagą. Nie jest ani za chudy, ani za gruby, odnajdując miejsce pomiędzy dwoma skrajnościami. Nie posiada umięśnionej sylwetki, aczkolwiek zaczątki muskulatury zdradzają, że ruchu mu nie brakuje.

ஐ Twarz gładka, blada z zadartym nosem oraz z jasnymi, seledynowymi oczami wypełnionymi ...
(Więcej)

Postprzez Emma » Cz gru 13, 2018 7:36 pm

        Emma tylko przywitała się ze sprzedawcą i pokrótce przedstawiła, czego będzie mógł się spodziewać, gdy zauważyła, że Irs wreszcie do niej dołączył, stając u jej boku niepewnie. Powstrzymała się od uwag, bo domyślała się, jak chłopak musi się tutaj dziwnie czuć. Pierwszy raz był w mieście i od razu zabrała go do kramu, to mógł być niezły szok dla przyzwyczajonego tylko do lasów i polan jeleniołaka. Widząc jego zmieszanie wzrok lekko jej zmiękł i postanowiła być nieco milsza dla niego niż zazwyczaj, gdy niespecjalnie się tym przejmowała.
        - Do biegania i kąpieli będziesz je ściągał. To tylko do miasta, Irs – pocieszyła chłopaka, uśmiechając się lekko i zaraz spojrzała na niego karcąco. – Nie, same spodnie nie wystarczą.
        Równie karcąco spojrzała jednak na krzywiącego się sprzedawcę, który szybko pochylił głowę przed dumnie uniesioną brodą syreny. Spoglądać z góry sięgając komuś do ramienia nauczyła się już dawno, a ustawianie do pionu tych, którym wydawało się, że są ważniejsi niż w rzeczywistości, miała w małym paluszku. Gdy tylko więc kramarz zorientował się w błędzie, zaprosił i ją gestem do wnętrza.
        Stanęła kawałek od Irsa, żeby mu nie przeszkadzać, ale młodzieniec pierwsze co, to złapał jakąś płócienną koszulę, która już teraz prześwitywała, tak cienki był materiał. Co więcej obracał ją na wszystkie strony i Emma w końcu interweniowała w obawie, że zaraz włoży rękę w rękaw od złej strony.
        - Chodź, pomogę ci – uśmiechnęła się w końcu łagodnie, zabierając Irsowi materiał z dłoni. Odłożyła go jednak na miejsce i poprowadziła chłopaka do ściany, gdzie na materiałowych stojakach imitujących ludzkie sylwetki znajdowały się trzy inne koszule, o wiele lepszej jakości.
        - Tą prosimy – wskazała na znajdującą się pośrodku białą koszulę, z grubego, ale miękkiego i przyjemnego materiału, który nie powinien tak wadzić nieprzyzwyczajonemu do odzieży chłopakowi.
        Sprzedawca czym prędzej do nich doskoczył, ukłonił się i czmychnął na zaplecze w poszukiwaniu odpowiedniego rozmiaru. Wyłonił się po chwili, podając dziewczynie koszulę, a ta sprawdziła ją jeszcze dłonią, czy to na pewno ta sama. Podziękowała skinieniem i przyszpiliła spojrzeniem mężczyznę na tyle długo, by ewakuował się poza zasięg jej wzroku. Wówczas sprawnie rozpięła wszystkie guziki i rozchyliła poły koszuli.
        - Odwróć się i włóż tutaj ręce – wskazała brodą na rękawy koszuli i pomogła mu zarzucić tkaninę na plecy. Później cofnęła się o krok, odruchowo pozwalając chłopakowi ubrać się do końca, ale ponownie odnalazło ją zagubione spojrzenie i znów się uśmiechnęła.
        - Tylko ten jeden raz, później musisz się sam nauczyć – powiedziała i podeszła do jeleniołaka, by zapiąć mu guziki. Z pochyloną głową pilnowała palców i raz tylko zerknęła w górę, na twarz chłopaka, uśmiechając się lekko i zaraz wracając do tego, co robiła.
        - No, prawie gotowe – odsunęła się szybko i odgarnęła włosy, które opadły jej na twarz. – Teraz jeszcze tylko spodnie i buty. Floric dał tyle monet, że starczyłoby ci na jeszcze jeden komplet, ale chyba ograniczymy się do jednego, hm? – szepnęła ciszej, żeby sprzedawca nie słyszał i nie próbował im czegoś jeszcze wcisnąć, a domyślała się, że Irs jest już przerażony jednym zestawem odzienia i wybieranie drugiego będzie ponad jego siły. Poza tym nie chciała wydać wszystkiego, resztę odda elfowi.
        Przy pomocy sprzedawcy dobrała jeszcze jedne porządniejsze spodnie i miękkie, sznurowane buty. Z takim pakunkiem już popchnęła Irsa za parawan, by się przebrał, zaznaczając, że tu już mu nie pomoże i musi poradzić sobie sam. Sprzedawca z jakichś przyczyn również nie palił się do pomocy, dołączając do syreny, gdy tylko jego klient zniknął za przepierzeniem.
        - A panienka może czegoś potrzebuje? Mamy piękne suknie – krawiec znów zwrócił na siebie jej uwagę i podążyła spojrzeniem za jego gestem.
        Przeciwległa strona pomieszczenia poświęcona była damskim ubraniom i materiałom na suknie, czego wcześniej nie zaobserwowała, skupiając się na zadaniu ubrania Irsa. Teraz pozwoliła się poprowadzić do manekinów odzianych w szerokie balowe suknie, wąskie, lejące się materiały i kuszące koronki. Z błyskiem nostalgii w oczach przesunęła dłonią po gorsecie i szerokiej spódnicy, palcami muskając fałdki materiału.
        Przypomniał jej się zamek, bale, muzyka i płomienie świec odbijające się w kryształach. Bogate tkaniny, służki na wezwanie, gorące kąpiele w baliach… wszystko to było piękne i kuszące i wszystko trwało krótko, do czasu, gdy gospodarze dowiadywali się o jej prawdziwej naturze. Zabrała dłoń.
        - Nie, dziękuję. Mam wszystko, czego mi potrzeba.
Avatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Syrena
Aura: Poznaj tę wyraźną aurę, której moc może i jest przeciętna, ale obraz jej swoją wyjątkowością na pewno zapadnie Ci w pamięć. Na początek zobaczysz morskie fale o soczystym kolorze cyny, w których na przekór rozsądkowi dostrzeżesz melancholię, jakby pragnęły one innej barwy. Chwilę później delikatny smutek rozproszy się, gdy przed Twymi oczyma, woda wykreuje harfę. Struny jej utworzone są z błyszczącej miedzi oraz lśniącego srebra i aż proszą by mogły zagrać, całkowicie przyćmiewając wszelkie frasunki. Początkowo całość mieni się jasnym szafirem, doskonale komponując się z pozytywną energią harfy, by na wzór doskonałej symfonii, na przekór łagodnym nutom, rozbłysnąć rubinem. Poświaty pienią się i wirują, niczym niespokojne morze, jakby toczyły ze sobą bój o świetlany solowy występ. Wtóruje im muzyczne tło, grane przez potężny wodospad, którego dojmujący huk nie pozwoli Ci nawet chwili odetchnąć, strasząc Cię zatopieniem w swoich odmętach. Czymże było by morze, bez swojego zapachu ? Dlatego od samego początku otacza cię wyraźna i rześka woń oceanu. Cała aura, chociaż przyjemnie miękka i gładka w dotyku niczym najlepszy atłas, zwinnie wyśliźnie się spomiędzy twoich palców, swoją giętkością utrudniając złapanie i zagrozi Ci swoimi ostrymi brzegami. W smaku emanacja jest delikatnie sucha, ale bynajmniej nie mdła gdyż uzupełnia ją wyraźnie kwaśny smak.
Wygląd: Emma księżniczką nie jest, lecz zdecydowanie na taką wygląda. Szczupła, prosta jak struna sylwetka sięga prawie 3 łokcie ponad ziemię. Kobieta wygląda jak malowana, ze swoją alabastrową skórą, delikatnymi rysami twarzy i zamyślonym spojrzeniem błękitnych oczu. Pełne usta są w kolorze soczystego różu, podobnie jak długie, gęste włosy. Jako człowiek Emma zaczesuje je na ... (Więcej)

Postprzez Thilivern » Pt gru 14, 2018 6:49 pm

Irs nie potrafił odróżnić jakości materiałów. Wszystkie ubrania wydawały się mu takie same pod tym względem, dlatego zaciągnięty przez syrenę do spróbowania innych nie protestował. Syrena w oczach jeleniołaka była uosobieniem księżniczki, a do tego pierwszej, jaką spotkał. Co prawda nie miał pewności, ale swoim zachowaniem bardzo mu przypominała elfie damy, które czasami spotykał w zamku króla elfów. Miała też większe pojęcie o takich sprawach jak ubiór, gdzie jeleniołak mógł paradować rozebrany do rosołu bez odrobiny wstydu. Pozostawienie więc wszystkie w dłoniach syreny wydawało się czymś oczywistym, ale oświecanie przybyło do niego o wiele później. Początkowo przytłoczony nowym otoczeniem nie wiedział gdzie się podziać, więc pomoc syrenki okazywała się nieoceniona.  
Najgorszą częścią tego wszystkiego był fakt, że z każdym jej uśmiechem jeleniołacze serce biło jak dziób dzięcioła o twardy dąb. Głośnie i szybciej im bardziej stawał się świadomy tego, jak towarzystwo świeżo poznanej dziewczyny oddziaływało na niego. Do tego obce mu uczucie rozlewającego się przy tym ciepła i przyjemnych ciarek przechodzących przez plecy.
Za każdym razem jak Emma się zbliżała za bardzo do niego, odnosił wrażenie, jakby jego serducho chciała wybić dziurę w klatce piersiowej.

Jeleniołak trochę nieprzytomnym wzrokiem obserwował syrenę, próbując rozgryźć zagadkę tego, co się z nim dzieje. Ona w końcu najwidoczniej zdecydowała się na jakąś koszulę do wypróbowania dla niego. Zdążył też zauważyć dotykanie tkaniny, czego nie do końca rozumiał.
Właściciel kramu dziwnie się na nich patrzył, co trochę stresowała go mimo tych wszystkich emocji serwowanych przez obecności towarzyszki. Na szczęście jedno spojrzenie od syreny załatwiło sprawę. Thili był za to niezmiernie wdzięczny, bo jakoś nie mógł znieść tego spojrzenia tego mężczyzny. Widział je wiele razy w spojrzeniach polujących ludzi, chociaż nie wiedział dokładnie jak to opisać.

Podążając ze słowami różowowłosej, odwrócił się do niej plecami trochę spięty. Następnie wsadził dłonie w dziwne otwory w materiale, zakończone czymś w rodzaju nogawki jak w spodniach.
„Czy to są po prostu spodnie do noszenia na górze? Czemu są rozcięte w pół?” — zadał sobie pytanie w myślach, próbując analogicznie rozwiązać zagadkę wyglądu koszuli.
Zgodnie z wcześniejszymi słowami syreny ubrał na siebie koszulę, która spoczywała na nim rozpięta, poprawiając leżący na nim materiał dosyć długo i niezręcznie. Odwrócił się do niej z podobnym wzrokiem jak wtedy, gdy trzymał poprzednią koszulą, nie wiedząc co dalej. Nieme wołanie o pomoc został szybko wyłapane. Tylko następnego ruchu z jej strony się nie spodziewał.
„Za blisko, za blisko. Usłyszy cię, przestań bić cholerne serducho” — lamentował w myślach, gdy zbliżyła się do niego z własnej woli tak blisko.
Wszystko uderzyło w niego silniej niż zazwyczaj. Syrenia aura, zapach, każdy jej ruch, a wszystko sfinalizowało przypadkowe muskanie palców o skórę jeleniołaka, gdy zapinała sprawnie koszulę. Ostatnim gwoździem do trumny okazał się moment, gdy podniosła głowę i posłała mu lekki uśmiech. Z ledwością się powstrzymał, aby nie chwycić biednej syreny w ramiona. Odetchnął z ulgą, gdy się odsunęła, ale jednocześnie dziwny żal. W sumie mógł dawać wrażenie przerażonego, ale chyba całkiem w innej kwestii niż mogłoby się syrenie wydawać.

Myśląc, że to już koniec ubraniowych szaleństw, został popchnięty za dziwny parawan, a syrena  wcisnęła mu na pożegnanie w ramiona spodnie i buty. Na szczęście z tymi częściami ubioru miał doświadczenie, dlatego poszło mu to wręcz błyskawicznie. Zastanawiał się tylko, co ma zrobić z koszulą, ale ostatecznie wzorując się na tym, co widział w ciasnych uliczkach miasta, wepchnął ją do spodni.
W pełnym ubiorze czuł się dziwne, bo nie był przyzwyczajony. Uczucie też nie było takie straszne, jak mu się początkowo wydawało. Koszula leżała na nim dobrze, ale nie była ani za ciasna, ani nie wisiała. Syrena miała dobre oko, bez dwóch zdań.
Nie lamentował jednak nad zmianami zbyt długo, bo większą uwagę przyciągnęła syrena zaproszona przez krawca w inny kąt kramu. Jeleniołak zlustrował przelotnym wzrokiem liczne ubrania, których w życiu na oczy nie widział. Na myśli same się nasuwały przymiotniki z wszelkimi pochodnym słowa „ładne” i „piękne”, bo jeleniołakowi raczej obce było słowa „elegancja”.
Gdzieś w tym czasie dotarły do niego też słowa rozmowy pomiędzy dwójką.
— A panienka może czegoś potrzebuje? Mamy piękne suknie — rzekł mężczyzna.
„Suknie, tak to się nazywa. Czyli Emma może nosić suknie? CHCE ZOBACZYĆ!” — trochę podekscytowany zmniejszył dystans, zbliżając się do dwójki, prawie że biegiem.
— Nie, dziękuję. Mam wszystko, czego mi potrzeba — odpowiedziała syrena, zabierając dłoń z jednej z sukni.
Wtedy też wkroczył do akcji jeleń, który zagłuszył zdanie Emmy, stojąc tuż za nią jak cień. Uśmiechnął się do sprzedawcy, mimo że wciąż uważał go za podejrzanego typa. Tutaj jednak ich łączyła wspólna nić interesu. Sprzedawca pragnął coś jeszcze sprzedać, a jeleniołak pragnął zobaczyć syrenę w tym, co przed chwilą krawiec nazwał „suknią”.
— Ależ oczywiście! Poprosimy tą… tą… — Jeleniołak zająknął się przez chwilę swoim kulawym Wspólnym — Czarną i ładną.
Irs wskazał palcem na czarną suknię ulokowaną w kącie, trochę skrytą w cieniu. Od razu rzuciła się chłopakowi w oczy, bo materiał wydawała się nawet trochę błyszczeć. Nie była to matowa czerń, ale hipnotyzująca i przyjemna do oka. Materiał poruszał się z każdym powiewem powietrze w kramie, więc nie wydawała się ciężka. To wszystko to raczej była dedukcja na podstawie analogi do czegoś w lesie niż prawdziwa znajomość jeleniołaka na sukniach. W końcu widział je na oczy pierwszy raz.
Sprzedawca zaklaskał dłońmi, nie ukrywając ani trochę wielkiego uśmiechu wymalowanego na jego twarzy. Prawie w podskokach, wręczając suknię w dłonie syreny, która najwidoczniej jeszcze nie wiedziała, co się dzieje. Jednak nim zdążyła czynnie zaprotestować, chłopak zdążył ją delikatnie złapać za ramiona i popchnął ją do miejsca, gdzie i on się przebierał niedawno. Co prawda spotkał się z lekkim oporem i protestem z jej strony, ale był na to całkowicie głuchy.
Spojrzenie i wyraz twarzy Emmy po drugiej stronie niezasłoniętej jeszcze kotary, która zdążyła się popatrzeć na niego przez ramię, ścisnęło mu żołądek. Była rozgniewana i to bardzo.
— Nie śpiesz się, mamy czas — rzekł i bezceremonialnie zasunął zasłonę, posyłając towarzyszce sklepowych przygód ostatni uśmiech.
Avatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Erremir, Sherreri, Celine, Creighton,
Rasa: Jeleniołak
Aura: Chociaż wyczulisz swoje zmysły, choćbyś był mistrzem czytania emanacji, aura ta zwinnie niczym spłoszona łania będzie kryła swoją prawdziwą potęgę. W taki sposób, mimo jej znacznej siły, sprytnie umknie w gąszcz drzew, kryjąc się w chaszczach uniemożliwiając Ci zbyt dokładne jej czytanie. Jedyne co pozwoli Ci dostrzec, to przepiękna wiekowa puszcza. Puki możesz, naciesz oczy wysokimi drzewami, o soczyście barachitowych liściach. Większość z nich ma lśniące cynkowe pnie, ale pośród nich znajdziesz brzozy o platynowej korze i rosłe kobaltowe dęby, kryjące się samotnie pośród innych drzew. Knieję rozświetla jasna i wyraźna szafirowa łuna, odbijająca się radosnymi iskierkami w listach i korze, dając poczucie bezpieczeństwa Tym o pokojowych zamiarach. Na próżno będziesz szukał szumu wiatry pośród gałęzi. Nie napotkasz tu żadnego dźwięku, ale jego brak zrekompensuje Ci bogactwo zapachów. Poczujesz aromat lasu, ubogacony wonią leśnego kwiecia i płynnego miodu. Mimo pozornej delikatności, w dotyku emanacja jest giętka i dość twarda, czyniąc drzewa nieustępliwymi, podczas gdy elastyczne gałązki umykają przed dotykiem. Kora drzew w większości jest gładka i aksamitna, ale napotkasz też nieco szorstkie miejsca. Uważaj jednak na liście o niebezpiecznie ostrych krawędziach. Smak jest raczej jednolity, intensywnie lepki i kleisty, chociaż poczujesz też nuty kwaśne niczym młode leśne borówki.
Wygląd: Humanoidalalny:
ஐ Mierzy około jeden sążeń wysokości (178,2 cm) z umiarkowaną wagą. Nie jest ani za chudy, ani za gruby, odnajdując miejsce pomiędzy dwoma skrajnościami. Nie posiada umięśnionej sylwetki, aczkolwiek zaczątki muskulatury zdradzają, że ruchu mu nie brakuje.

ஐ Twarz gładka, blada z zadartym nosem oraz z jasnymi, seledynowymi oczami wypełnionymi ...
(Więcej)

Postprzez Emma » Pt gru 14, 2018 8:21 pm

        Syrena starała się ukryć lekki uśmiech, widząc zagubienie Irsa. Nie chciała by odniósł wrażenie, że się z niego naśmiewa, bo wcale tak nie było. Ta jego lekka nieporadność była po prostu całkiem urocza i siłą rzeczy wzbudzała sympatię, zrodzoną w przekonaniu o niewinności chłopaka. Poza tym pamiętała jeszcze swoje pierwsze chwile w mieście. Była wtedy od niego o wiele młodsza, a tym samym nieco bardziej otwarta na nowe doznania, ale z drugiej strony wszystko wydawało się większe, głośniejsze, bardziej przytłaczające. Podobało jej się, ale i tak chętnie wróciła do swojego morza.
        Teraz w oczach jeleniołaka odbijało się to znajome zagubienie i Emma zwyczajnie chciała pomóc mu przebrnąć przez te pierwsze trudne doznania. Z koszulą radził sobie wręcz okropnie, spoglądając na rękawy podejrzliwie, jakby miał na stałe stracić ręce, czym wywoływał niezmiennie uśmiech na twarzy syreny. Podobne rozpaczliwe wołanie o pomoc miało miejsce, gdy został sam z rozpiętym materiałem i dziewczyna znów ruszyła na ratunek. Tym razem jednak wyczuła nieco zmieniającą się aurę. Sprawnie zapięła wszystkie guziki, mimowolnie jednak muskając palcami skórę chłopaka. Czuła wtedy jak się spina i wyjątkowo błędnie, jak na siebie, odczytała to jako niechęć do odzieży, więc zaraz pocieszyła go lekkim uśmiechem. Nawet wtedy widziała strach w oczach młodzika, wciąż więc nie podejrzewała niczego innego.
        Mimo lekkich wyrzutów sumienia, za parawan wygoniła go już samego, bo aż tak naiwny nie był, by ubieranie go w resztę odzieży mogłoby być w jakimkolwiek stopniu niewinne. Może i czasem zachowywał się jak dziecko, ale z pewnością nim nie był. Pozwoliła więc w międzyczasie poprowadzić się w stronę sukni, oglądając je z beznamiętnym wyrazem twarzy, ale uważnie i jednocześnie dotykając delikatne materiały. Tyle wspomnień…
        Zakupu nie miała jednak zamiaru dokonywać, nie tylko ze względu na swoją przeszłość, ale z czystego pragmatyzmu. Bo gdzie niby teraz miałaby się pokazywać w takich strojach? Nawet jeśli czasem dawała jakieś występy, grając lub śpiewając, były to miejsca zdecydowanie nie wymagające formalnego stroju. Od razu więc podziękowała, ale po chwili drgnęła zaskoczona, zdając sobie sprawę, że jeleniołak nie tylko już zdążył się ubrać, ale stoi zaraz za nią.
        - Co? Nie, Irs, nie potrzebuję sukienki – mruknęła niedbale, przekonana, że to zupełnie zamyka temat.
        Jednak młodzieniec razem z kupcem złapali nić porozumienia i nim dziewczyna zdążyła oddalić się o dwa kroki, wciśnięto jej w dłonie czarną suknię, którą złapała odruchowo, by ta nie spadła na ziemię. Spojrzała na mężczyzn bez zrozumienia, zastanawiając się czy jej nie usłyszeli, czy naprawdę są tacy nachalni. Ten moment konsternacji wystarczył jednak, by Irs przejął prowadzenie i złapał ją za ramiona, prowadząc w stronę przymierzalni. Zesztywniała w nagłym uchwycie, ale zaparła się tylko raz, myśląc że jeszcze zatrzyma ten absurdalny bieg wydarzeń. Prowadzono ją jednak dalej i Emma miała zamiar zachować twarz, niezależnie od tego, na jaki durny pomysł wpadł jeleniołak. Odwróciła się w jego stronę dopiero gdy ją puścił, a z jej oczu strzelały gromy.
        - Chyba powiedziałam, że nie chcę… - zaczęła, ale młodziak uśmiechnął się jeszcze do niej i zasunął kotarę. Nie widział więc już, jak dziewczyna obnażyła drapieżnie zęby.

        - Proszę bardzo – syknęła cicho, ściągając buty, ze złością rozpinając spodnie i  zsuwając je z siebie, by gwałtownym ruchem zrzucić je z nogi. – Syrenka w sukience, atrakcja stara jak świat – mruczała niemal bezgłośnie, szarpnięciami rozsznurowując gorset i ściągając go przez głowę, by rzucić na stos.
        Zatrzymała się tylko na moment, przesuwając dłońmi po sukni, którą miała w rękach. Nie wiedziała, dlaczego Irs wybrał akurat tą i niespecjalnie ją to obchodziło. Była zła, że tak się co do niego pomyliła, ale przede wszystkim, że straciła czujność, dając się nabrać na niewinne minki i bezradność. Była też zła, że sukienka jej się podoba. Nigdy nie nosiła czarnych sukni, wiedząc że jasne barwy znacznie lepiej podkreślają jej urodę, ale do tej pory nie widziała jeszcze takiego materiału. Czerń nie była głęboka ani matowa, a w świetle połyskiwała jak łuski, miejscami dając wręcz perłowe refleksy. Lekka jak piórko, cienka jak pajęczyna, a jednocześnie skromna – sięgała do samej ziemi, zakrywając ramiona i ukazując tylko niewielką część dekoltu. Sylwetkę opływała jednak bezczelnie dokładnie, a dopóki syrena nie zapięła jedynego guzika z tyłu przy karku, odsłaniała całe plecy, opadając połami na boki. To zaś Emma miała zamiar wykorzystać.
        - Irs? – wychyliła głowę zza kotary. – Możesz teraz ty mi pomóc? Nie sięgam do guzika – uśmiechnęła się bezradnie i poczekała chwilę, nim chłopak podszedł, wpuszczając go do środka. Nawet jeśli kupiec chciał coś powiedzieć to nie zdążył.
        - Tu, z tyłu – powiedziała cicho, odwracając się do młodzika tyłem, gdy skryła ich już opadającą na nowo kotarą. Odgarnęła włosy na jedną stronę i pochyliła lekko głowę, odsłaniając nagie aż do krzyża plecy, które miał zasłonić materiał dopiero po zapięciu guzika. Z jednym powinien sobie poradzić o ile nie przestanie myśleć.
        Czekała cierpliwie, a gdy poczuła, że suknia leży już tak jak powinna, odwróciła się do Irsa przodem, jednocześnie cofając o krok.
        - Jak wyglądam? – zapytała, okręcając się powoli wokół własnej osi. Za przepierzenie wpadało niewiele światła, ale i tak było doskonale widać mieniącą się tkaninę. Podeszła bliżej, zadzierając głowę, by spojrzeć w turkusowe oczy. – Podobam ci się w sukience? – zapytała melodyjnym głosem, niewinnie bawiąc się guzikami koszuli chłopaka. – A może mam przymierzyć jeszcze jakąś, żebyś mógł zobaczyć? Albo w ogóle się rozebrać? - Kojący głos niezauważalnie twardniał, ostatnie pytanie padło wręcz lodowatym tonem, a chłód objął również oczy syreny. Odsunęła się sztywno.
        - Nie jestem twoją zabawką Irs, żebyś mnie sobie ubierał jak ci się podoba, tylko po to, by móc popatrzeć. Są na to specjalne miejsca, ale będziesz musiał wyłudzić od Florica więcej monet. Chociaż kto wie, może pójdzie z tobą, w końcu jesteście wszyscy po jednych pieniądzach – syknęła i jednym ruchem odsłoniła kotarę, popychając chłopaka na zewnątrz i zasłaniając ją zaraz za nim. W nosie miała jego intencje. Błyskawicznie przebrała się z sukienki w swoje ubranie (bezbłędnie radząc sobie z guzikiem) i wypadła zza parawanu wściekła jak osa.
        - To za jego strój – położyła monety na ladę. – Suknia piękna, ale podziękuję. Do widzenia – rzuciła i nie oglądając się na jeleniołaka opuściła kram. Dość niańczenia.
Avatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Syrena
Aura: Poznaj tę wyraźną aurę, której moc może i jest przeciętna, ale obraz jej swoją wyjątkowością na pewno zapadnie Ci w pamięć. Na początek zobaczysz morskie fale o soczystym kolorze cyny, w których na przekór rozsądkowi dostrzeżesz melancholię, jakby pragnęły one innej barwy. Chwilę później delikatny smutek rozproszy się, gdy przed Twymi oczyma, woda wykreuje harfę. Struny jej utworzone są z błyszczącej miedzi oraz lśniącego srebra i aż proszą by mogły zagrać, całkowicie przyćmiewając wszelkie frasunki. Początkowo całość mieni się jasnym szafirem, doskonale komponując się z pozytywną energią harfy, by na wzór doskonałej symfonii, na przekór łagodnym nutom, rozbłysnąć rubinem. Poświaty pienią się i wirują, niczym niespokojne morze, jakby toczyły ze sobą bój o świetlany solowy występ. Wtóruje im muzyczne tło, grane przez potężny wodospad, którego dojmujący huk nie pozwoli Ci nawet chwili odetchnąć, strasząc Cię zatopieniem w swoich odmętach. Czymże było by morze, bez swojego zapachu ? Dlatego od samego początku otacza cię wyraźna i rześka woń oceanu. Cała aura, chociaż przyjemnie miękka i gładka w dotyku niczym najlepszy atłas, zwinnie wyśliźnie się spomiędzy twoich palców, swoją giętkością utrudniając złapanie i zagrozi Ci swoimi ostrymi brzegami. W smaku emanacja jest delikatnie sucha, ale bynajmniej nie mdła gdyż uzupełnia ją wyraźnie kwaśny smak.
Wygląd: Emma księżniczką nie jest, lecz zdecydowanie na taką wygląda. Szczupła, prosta jak struna sylwetka sięga prawie 3 łokcie ponad ziemię. Kobieta wygląda jak malowana, ze swoją alabastrową skórą, delikatnymi rysami twarzy i zamyślonym spojrzeniem błękitnych oczu. Pełne usta są w kolorze soczystego różu, podobnie jak długie, gęste włosy. Jako człowiek Emma zaczesuje je na ... (Więcej)

Postprzez Thilivern » Pt gru 14, 2018 11:02 pm

Sytuacja rozpędziła się trochę poza wyobrażenia jeleniołaka. Nie mógł z siebie wydusić słowa, bo syrenie sukienka pasowała naprawdę olśniewająco. Stanowczo było to niebezpieczne dla jego biednego serca, ale jednak nie na długo. Nim zdążył się nacieszyć i zapamiętać pięknego obrazek, dziewczyna po prostu wybuchła, ziejąc gniewem jak wulkan magmą. Zaskoczony zrobił parę kroków w tył, szukając drogi ucieczki. Zrobił to nieświadomie, bo był wyczulony na drapieżników. Ona teraz tak właśnie się zachowywała. Jednak nie rzuciła się na niego ani krew się nie polała, ale pod skórą wciąż to czuł. To spojrzenie mówiło, że była gotowa, a mu się poszczęściło. Zanim się otrząsnął z szoku po takim wybuchu, rozglądnął się za po kramie, ale po syrenie nie było śladu.
Podbiegł do krawca i złapał go za ramiona, trochę nerwowo nim potrząsając.
— Gdzie? — korzystając ze swoich niezbyt wybitnych umiejętności w Mowie Wspólnej, wyrzucił z siebie najprostsze lakoniczne zdanie.
— Oh, pańska towarzyszka? Zapłaciła i wyszła w prawo.
Jeleń skinął głową i wybiegł z kramu jak wystrzelony ze strzały, wpadając na jego z przechodniów.
— Jak chodzisz bałwanie!
Pozbierał się z ziemi szybko i zniknął w tłumie, unikając ewentualnych konsekwencji. Jednak ilość ludzi, zapachów i aur zbytnio go przetłaczała. Walczył ze swoją dzikością, a jednocześnie obrazem wyobraźni rozgniewaną, ale też zawiedzioną twarz syreny. Jaki był sens, aby ubierała się w suknię, gdy nie mógł widzieć jej uśmiechu.
Dobrą wolą ani chęciami nie był jednak w stanie teraz wszystkiego naprawić. Wiedział, że coś zrobił źle, ale sam do końca nie był pewny. Nie miał też czasu, bo Emma rozgniewała się na tyle, że przepadła w tłumie. W normalnych leśnych warunkach odnalazłby ją bez problemu, zapamiętał jej zapach, ale nie pod postacią człowieka…
„Jako jeleń… ale...” — zatrzymał się w tłumie, znajdując się na jakimś większym skrzyżowaniu dróg.
Rozsądek mu podpowiadał, że to zły pomysł, ale znając ryzyko, wciąż to zrobił.
— Wybacz Floric — mruknął sam do siebie, zamykając oczy.
Sporo osób przeciskających się koło młodziaka zostało odrzuconych na różne strony. Jednak nikt nie mógł skierować żadnych zażaleń, bo nikt nie miał odwagi podnieść głosu do wielkiego jelenia, który znikąd pojawił się na środku drogi. Początkowo nie było żadnego odzewu, ale w zaledwie parę sekund ulica wybuchła w panikę. Korzystając z zamieszania, Irs ruszył przed siebie, a raczej za zapachem syreny. Nie było to łatwe, ale wykonalne. W końcu dokładnie ją obwąchał przy pierwszym spotkaniu. Potrafił wyłowić ten jeden zapach z setek innych.
Ludzie sami odskakiwali mu z drogi, stąd bez problemu mógł poruszać się przez ciasne uliczki. Zachowanie jeleniołaka jednak wzbudziło również na nogi miejskich strażników, którzy zaczęli siedzieć mu na uparcie na ogonie. Pełen galop całkowicie odpadał, bo mógłby zrobić komuś krzywdę, ale w końcu odnalazł perłę oceanu, której tak szukał. Co prawda nie przyjrzał się dokładnie jej wyrazowi twarzy, gdy jako jedyna nie odsunęła mu się z drogi. Nie wiedział, czy była zdziwiona, czy cokolwiek.
Gdy wydawało się, że zwierzę staranuje syrenę na śmierć, jasne światło błysnęła w miejscu zwierzęcia. Irs wrócił do ludzkiej postaci bez poroża i chwycił syrenę zwinnie w obie ręce, niosąc ją jak księżniczkę, chociaż on sam sobie nie zdawał sprawy, że takie pojęcie nawet istnieje. W głowie teraz miał, aby ulotnić się przed ściągającymi go ludźmi. Coś mu podpowiadało, że są strasznie wkurzeni. Z owych też powodów nie spojrzał na twarzy syreny, skupiając się przed sobą.
Nie było na nim również śladu zakupionych ubrań, które zamienił się w strzępki szmat po przemianie.

Irs nie znał miasta, ale szukając ucieczki od tłumów, skręcił w jedną z mniejszych uliczek. Okazało się to trafnym wyborem, bo ilości ludzi się przerzedziła i miał większe pole manewru. Po paru takich zmianach i dywagacjach pomiędzy ulicami a uliczkami zgubili pościg strażników.
Zwolnił kroku i w końcu się zatrzymał. Znajdowali się gdzieś głębiej w mieście, otoczeni licznymi budynkami, gdzie uliczki ledwo pozwalały na przejściu dwóch osoby idących ramie w ramię. Panująca tu cisza również bardziej pasowała jeleniołkakowi, ale syrena w końcu wyrwała się z jego rąk i wylądowała na ziemi.
Nie wiedząc za bardzo co zrobić, złapał ją za ramiona i obróciła do siebie, a następnie oparł ją o jedną ze ścian budynków. Czuł z jego wyrazu twarzy i spojrzenie wciąż gniew zmieszany z innym i emocjami, ale był tylko dzikusem, więc ciężko było mu coś więcej odczytać.
Floric kiedyś mu powiedział, że czasem lepiej być najlepszą wersją siebie niż najlepszą wersją kogoś innego. Jeleniołak rzecz jasna nie do końca rozumiał to sformułowanie, ale jeżeli będzie z nią szczery, może całe to nieporozumienie przepadnie.

Początkowo nie potrafił przełamać milczenia, bo syrena praktycznie zsyłała na niego spojrzeniem gromy. Uciekał spojrzeniem, chciał stąd uciec jak najdalej. Sfrustrowany całą sytuacją podniósł jedną z dłoni z ramienia syreny, tak jakbym chciał ją uderzyć w twarz. Wszystko odbyło się gwałtownie, ale ostatecznie zaciśnięta pięść nie wylądowała na twarzy Emmy, a na ścianie budynku tuż obok jej głowy. Tylko powiew tym spowodowany „uderzył” ją po policzku.
Jeleniołak jednak nie zwrócił uwagi na pokaleczoną dłoń, z której już ociekały niewielkie strużki krwi. Był tchórzem, od kiedy pamiętał, zawsze ukrywając się za fasadą zwierzęcej formy. Jednak teraz ten ból pozwalał mu myśleć klarowanie, zamiast znowu uciekać.
— Mam ochotę uciec z tego miasta jak najdalej. Od tego murów, tłumów, zgiełku, chaosu — wymamrotał, łapiąc z nią kontakt wzrokowy, którego nie mógł już uniknąć.
— Jestem w końcu tylko przerośniętym jeleniem — dodał cicho, trochę z żalem w głosie skierowanym do siebie samego. — Dlatego pewnie nie zrozumiem tego, jak się czujesz, ani tego, co wzbudziło w tobie gniew — zaśmiał się cicho sam z siebie.
— Zapewne masz swoje powody, jak i ja mam powody, dla których zrobiłem te wszystkie rzeczy dzisiaj. Sny, nigdy nie miałem snów, a przynajmniej póki z klasą nie wpadłaś do jeziora ten pierwszy raz. Co nocy odgrywa się ta sama w moich snach, twoje nagłe objawienie, zaskoczenie, ucieczka, upadek — chłopak kontynuował monolog trochę mniej spiętym głosem.
— Zawsze uważałem się za kogoś rozsądnego, ale gdy perła oceanu się uśmiecha, cały świat się może się walić, a mój rozsądek przepada gdzieś w czeluściach tych twoich błękitnych oczu. Aby ratować posiadaczkę tego pięknego uśmiechu, rzuciłbym się i za tobą w przepaść, nawet gdyby miała to być ostatnia rzecz w życiu, jaką bym zrobił. — Uśmiechnął się mimowolnie, lustrując ją po twarzy, ale nie trwało to zbyt długo, bo atmosfera trochę go przytłaczała.
Odwrócił głowę w bok, bo słabo sobie radził z tym świdrującym go spojrzeniem, a do tego zbliżał się do części, gdzie po prostu spaliłby się ze wstydu. Białe włosy częściowo zasłoniły jego profil. Samo myślenie o tym sprawiało, że paraliżował go to dziwne uczucie.
— Nie wiem co się ze mną dzieje. Jak jesteś w pobliżu, ogarnia mnie dziwna bezwładność, nie mogę pozbierać myśli. Wystarczy, abyś się uśmiechnęła, a moje serce bije, jakbym przebiegł całą puszczę. Ani nie rozumiem tego rozlewającego się po ciele ciepła. To takie obce, przeraza mnie to. Ledwo się powstrzymałem, aby ciebie nie objąć, gdy mi pomagałaś z koszulą — westchnął ciężko z rozpaloną od wstydu twarzą.
W tym momencie nawet nie potrzebował lustra, aby wiedzieć, jak wygląda jego twarz po tym krótkim wyznaniu do syreny. Nie był świadomym, o czym mówił, ale jakoś takie otwarcie mówienie o tym, zawstydzało jego do samego centrum duszy.
Zebrał w siebie resztki odwagi, nie myśląc za głęboko o tym, co może stać się za chwilę. Na to było już za późno, mógł tylko przeć do przodu.
— Nie do końca rozumiem, co znaczy, że nie jesteś moją zabawką. O ile wiem, co to zabawka, nie umiem tego połączyć na lini w kontaktach między ludzkich. Czy mężczyźni bawią się kobietami jak dzieci zabawkami? Jeżeli tak to przykro mi, że przeze mnie tak się poczułaś — przerwał na chwilę, nie ukrywając słabszego, ale smutnego tonu.
Zaczynało dopiero powoli docierać wszystko do niego, łączyło się w całość, przez co mogła przejść syrena. Co okropnego zrobił oraz jak bezmyślnie się zachował.
— Wybrałem tę czarną suknię przez moje sny. Przypominała mi nocne niebo tamtej nocy — potrząsnął gwałtownie głową, próbując zdusić cisnące się do oczu łzy, ale nie potrafił — samolubnie chciałem raz jeszcze zobaczyć ten piękny uśmiech, oczy niespokojne jak wzburzony ocean i te gęste fale różowych włosów w towarzystwie czerni tak ich podkreślających. Dla mnie jesteś jak bogini zrodzona z fal tego jeziora. Tajemnicza, piękna i niebezpieczna.
W twarzy jeleniołaka nie było nic atrakcyjnego, przykry obrazek załzawionego, zagubionego młodziaka, ale mimo łez się uśmiechnął. Sam do końca nie wiedział, czy płacze ze smutku, a może czegoś innego. Zranioną dłonią pogładził ją czule po policzku opuszkami palców, jakby miała się zaraz pod nimi nieuchronnie rozpłynąć jak poranna mgła.
Jednak zaprzestał po krótkim kontakcie, nie miał prawa jej dotykać po tym, jak się przez niego poczuła. Odsunął się krok do tyłu, oddając syrenie swobodę decyzji. Nie umiał jej spojrzeć teraz w oczy, robiło mu się słabo z nerwów. Bał się znowu zobaczyć to rozgniewane spojrzenie, ale zasłużył sobie. Był tacy jak inni, bawił się nią. Owe słowa odbijały się jak w głowie Thiliego w kółko. Z opuszczoną głową tylko patrzył na ziemię i kawałek nóg syreny.
Avatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Erremir, Sherreri, Celine, Creighton,
Rasa: Jeleniołak
Aura: Chociaż wyczulisz swoje zmysły, choćbyś był mistrzem czytania emanacji, aura ta zwinnie niczym spłoszona łania będzie kryła swoją prawdziwą potęgę. W taki sposób, mimo jej znacznej siły, sprytnie umknie w gąszcz drzew, kryjąc się w chaszczach uniemożliwiając Ci zbyt dokładne jej czytanie. Jedyne co pozwoli Ci dostrzec, to przepiękna wiekowa puszcza. Puki możesz, naciesz oczy wysokimi drzewami, o soczyście barachitowych liściach. Większość z nich ma lśniące cynkowe pnie, ale pośród nich znajdziesz brzozy o platynowej korze i rosłe kobaltowe dęby, kryjące się samotnie pośród innych drzew. Knieję rozświetla jasna i wyraźna szafirowa łuna, odbijająca się radosnymi iskierkami w listach i korze, dając poczucie bezpieczeństwa Tym o pokojowych zamiarach. Na próżno będziesz szukał szumu wiatry pośród gałęzi. Nie napotkasz tu żadnego dźwięku, ale jego brak zrekompensuje Ci bogactwo zapachów. Poczujesz aromat lasu, ubogacony wonią leśnego kwiecia i płynnego miodu. Mimo pozornej delikatności, w dotyku emanacja jest giętka i dość twarda, czyniąc drzewa nieustępliwymi, podczas gdy elastyczne gałązki umykają przed dotykiem. Kora drzew w większości jest gładka i aksamitna, ale napotkasz też nieco szorstkie miejsca. Uważaj jednak na liście o niebezpiecznie ostrych krawędziach. Smak jest raczej jednolity, intensywnie lepki i kleisty, chociaż poczujesz też nuty kwaśne niczym młode leśne borówki.
Wygląd: Humanoidalalny:
ஐ Mierzy około jeden sążeń wysokości (178,2 cm) z umiarkowaną wagą. Nie jest ani za chudy, ani za gruby, odnajdując miejsce pomiędzy dwoma skrajnościami. Nie posiada umięśnionej sylwetki, aczkolwiek zaczątki muskulatury zdradzają, że ruchu mu nie brakuje.

ஐ Twarz gładka, blada z zadartym nosem oraz z jasnymi, seledynowymi oczami wypełnionymi ...
(Więcej)

Postprzez Emma » So gru 29, 2018 1:17 pm

        Rozgniewana syrena szła ulicą, co rusz na kogoś wpadając i przepraszając ruszała dalej. Była zła, rozczarowana i winna, chociaż żadnego z tych uczuć nie mogła uzasadnić. Powinna wiedzieć, czego się spodziewać, więc dlaczego ją to zaskoczyło? Naprawdę spodziewała się, że młodziak zachowa się inaczej niż każdy inny facet? Dlaczego widok jego zaskoczonej miny budził w niej gniew, a strach w jego oczach poczucie winy? Należało mu się! Wszystkim im się należało.
        - Hej! Patrz przed siebie paniusiu!
        - Przepraszam – mruknęła, omijając mężczyznę i ruszyła dalej, pocierając czoło w zamyśleniu.
        Co teraz? Pal diabli złamane słowo, niech Floric radzi sobie sam, ona się na niańkę nie nadaje. Zresztą nawet nie wiedzieli kogo proszą, kim ona jest i co zrobiła. Nigdy nie zostawiliby z nią tej całej „legendy” samej. Odwróciła się gwałtownie, słysząc krzyki ludzi i gwizdki straży, i przyspieszyła kroku. Co ten chłopak znowu wymyślił? Szybkim krokiem przebijała się przez ludzi, ale pośród miejskiego harmidru dosłyszała w końcu coś, co sprawiło, że zamarła i odwróciła się zszokowana. Stukot kopyt.
        - Losie, niech to będzie koń – jęknęła, ale ludzie nie uskakiwaliby w takim popłochu przed zwykłym jeźdźcem.
        Nienawidziła mieć racji. Potężne poroże widniało nad przerażonym tłumem, a już po chwili potężna biała pierś roztrąciła ostatnich przechodniów, docierając do syreny.
        - Oszalałeś! – syknęła Emma, już chcąc się odwrócić na pięcie i zignorować zmiennokształtnego, ale oślepiło ją białe światło, odbierając cenne chwile na reakcję, a już po chwili poczuła, że ktoś ją chwyta.
        - Zostaw mnie! – szarpnęła się, ale silne ramiona złapały ją pod uda i plecy, i poniosły w tłum.
        Irs nawet na nią nie spojrzał, biegnąc przed siebie i syrenie nie pozostawało nic innego, jak objąć szyję chłopaka i postarać się nie spaść. Nad jego ramieniem widziała ścigające ich straże i zaniechała już szamotaniny, zaciskając tylko usta z bezsilności, gdy mknęli uliczkami. Różowe włosy powiewały za nimi jak kurtyna i Emma w pierwszej chwili była przekonana, że strażnicy skręcą za nimi w wąską uliczkę, ale ci ewidentnie poszukiwali wciąż wielkiego jelenia i pobiegli prosto główną drogą. Ona i zmiennokształtny znaleźli się zaś w mniej uczęszczanej alei, a później już w opustoszałej, gdzie chłopak zatrzymał się, rozglądając. Rosa zaś nabrała już oddechu po ucieczce i poskromiła galopujące myśli po wcześniejszym zaskoczeniu.
        - Puszczaj– mruknęła już ciszej, wyrywając się ze słabszego już objęcia, niepomna na to, że po prostu pozwolono jej się wydostać.
        Obróciła się gwałtownie, planując odejść tak jak wcześniej, wszak nic się nie zmieniło, ale Irs złapał ją za ramiona i oparł o ścianę, przygważdżając do niej silnie. Emma spojrzała na niego ze złością, jednocześnie unosząc wyzywająco podbródek. Wpatrywała się w chłopaka nie ukazując strachu, chociaż jej aktualna pozycja nie nastrajała do nadmiernej pewności siebie. Nie miała jednak specjalnie wyboru. Najbliższym źródłem wody były ścieki, a jeszcze tak zdesperowana nie była. Sama z siebie niewiele mogła wykrzesać i planowała zostawić to na bardziej newralgiczny moment, jeśli zajdzie taka konieczność.
        Nie zdążyła się ucieszyć, gdy uwolniono jej ramię, gdyż dłoń białowłosego zaraz zwinęła się w pięść i Emma mimowolnie skuliła się, uciekając twarzą w bok i zaciskając oczy w oczekiwaniu na cios. Zadrżała, gdy cel został osiągnięty, ale okazała się nim ściana obok jej głowy. Nieśmiało otworzyła oczy, spoglądając na Irsa, z trudem skrywając już obawę w spojrzeniu. Jednak gdy złapała z nim kontakt wzrokowy, chłopak zaczął mówić. Nie przerywała, słuchając nieco bez zainteresowania, chcąc wyrwać się i też uciec jak najdalej stąd, w tym oboje się zgadzali. Słysząc jednak wzmiankę o tym, że jest tylko przerośniętym jeleniem, spojrzenie jej na moment złagodniało. Nie chciała by tak o sobie myślał, podobnie jak nie pozwalała wyzywać się od ryby. Byli ludźmi, po prostu… nieco inni. Ale jeleniołak mówił dalej.
        Teraz zaczął już gadać od rzeczy… nieco. Emma przyglądała mu się otwarcie, zdając się w ogóle nie przejmować stanem młodzika. Z beznamiętnym spojrzeniem słuchała jego wyznań, siłą powstrzymując się od komentarza. Nie by jego słowa nie zrobiły na niej wrażenia, nie była bez serca. Jednak… miała swoje doświadczenia, a słowa Irsa, choć szczere i kwieciste, nie były dla niej nowe, jakkolwiek narcystycznie by to nie brzmiało. Syrena miała po prostu swoje własne zdanie na ten temat i wiedziała, że mężczyźni są wstanie powiedzieć wszystko, by osiągnąć swój cel, a piękne komplementy nie oznaczają prawdziwych uczuć. Jeleniołaka ratowało właściwie tylko jego zmieszanie i ewidentny wstyd, zdradzając szczerość wyznania. Rumieńce rozlewały się już właściwie na całą jego twarz i dziewczynie prawie zrobiło jej się go żal. Spojrzenie jej złagodniało i poruszyła się niespokojnie, wciąż unieruchomiona pod ścianą, ale przytłoczona lejącymi się wciąż na nią wyznaniami, o wiele bardziej intensywnymi niż zwykłe puste komplementy. Biedny chłopak miał szczere serce, ale w oczach tak mylne jej wyobrażenie.
        - Irs… - powiedziała cicho, chcąc mu przerwać, ale on mówił dalej, powoli krusząc surową maskę na twarzy Emmy. Łagodne spojrzenie błękitnych oczu spoczęło na łzach płynących po twarzy jeleniołaka. Usta wygięły się w czymś na kształt smutnego uśmiechu, gdy nazwano ją boginią jeziora. Pozwoliła pogładzić się po policzku, nieświadoma krwawych smug, jakie pozostawił po sobie ten dotyk. W końcu chłopak cofnął się nieznacznie, ale syrena nie wyrwała się i nie uciekła, opierając wciąż o ścianę. W końcu podniosła powoli dłonie i objęła nimi policzki zmiennokształtnego, delikatnie ocierając jego twarz z łez.
        - Irs… to… piękne, co mówisz, naprawdę. Wierzę, że szczerze tak myślisz, ale idealizujesz mnie w swoich oczach – mówiła powoli, głaszcząc go wciąż po policzku. – Nie jestem taka jak myślisz. Dajesz się zwieźć urodzie. To jak… trująca roślina – odszukała na szybko porównanie mogące dotrzeć do niedoświadczonego chłopaka. – Może mieć piękne kwiaty, ale wyrządzić ogromną krzywdę, zaledwie jednym dotknięciem. Chciałabym być taka jak mnie widzisz – westchnęła. – Ale nie jestem. Mogę pomóc ci poznać świat, ale on też nie będzie piękny, nie cały. Momentami możesz żałować, że opuściłeś swoją puszczę, ale nabierzesz doświadczeń, może przeżyjesz przygody – mówiła, uśmiechając się słabo. – A to co przy mnie czujesz… to nic złego, ale szkoda na mnie twojego serca. Jest jeszcze młode, wrażliwe i szczere, oddaj je w dobre ręce – zakończyła, zabierając dłonie do siebie, ale nie odchodząc. Gniew już jej przeszedł, pozostawiając tylko emocjonalne zmęczenie i coraz bardziej zakorzeniając troskę o tego młodzika przed nią.
Avatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Syrena
Aura: Poznaj tę wyraźną aurę, której moc może i jest przeciętna, ale obraz jej swoją wyjątkowością na pewno zapadnie Ci w pamięć. Na początek zobaczysz morskie fale o soczystym kolorze cyny, w których na przekór rozsądkowi dostrzeżesz melancholię, jakby pragnęły one innej barwy. Chwilę później delikatny smutek rozproszy się, gdy przed Twymi oczyma, woda wykreuje harfę. Struny jej utworzone są z błyszczącej miedzi oraz lśniącego srebra i aż proszą by mogły zagrać, całkowicie przyćmiewając wszelkie frasunki. Początkowo całość mieni się jasnym szafirem, doskonale komponując się z pozytywną energią harfy, by na wzór doskonałej symfonii, na przekór łagodnym nutom, rozbłysnąć rubinem. Poświaty pienią się i wirują, niczym niespokojne morze, jakby toczyły ze sobą bój o świetlany solowy występ. Wtóruje im muzyczne tło, grane przez potężny wodospad, którego dojmujący huk nie pozwoli Ci nawet chwili odetchnąć, strasząc Cię zatopieniem w swoich odmętach. Czymże było by morze, bez swojego zapachu ? Dlatego od samego początku otacza cię wyraźna i rześka woń oceanu. Cała aura, chociaż przyjemnie miękka i gładka w dotyku niczym najlepszy atłas, zwinnie wyśliźnie się spomiędzy twoich palców, swoją giętkością utrudniając złapanie i zagrozi Ci swoimi ostrymi brzegami. W smaku emanacja jest delikatnie sucha, ale bynajmniej nie mdła gdyż uzupełnia ją wyraźnie kwaśny smak.
Wygląd: Emma księżniczką nie jest, lecz zdecydowanie na taką wygląda. Szczupła, prosta jak struna sylwetka sięga prawie 3 łokcie ponad ziemię. Kobieta wygląda jak malowana, ze swoją alabastrową skórą, delikatnymi rysami twarzy i zamyślonym spojrzeniem błękitnych oczu. Pełne usta są w kolorze soczystego różu, podobnie jak długie, gęste włosy. Jako człowiek Emma zaczesuje je na ... (Więcej)

Postprzez Thilivern » Cz sty 03, 2019 8:56 pm

        Gdy skończyła do niego mówić i zabrała dłonie, jeleniołak obrócił się przodem do wyjścia z uliczki. Zrobił parę kroków, ale momentalnie się zatrzymał w miejscu, podnosząc głowę i spoglądając przez wąską szczelinę między budynkami w niebo.
Od początku może chciał to powiedzieć. Nie do końca może zdawał sobie sprawę, że to mowa bardzo barwna, bogata, trochę oderwana od rzeczywistości. Wiele tych słów po prostu zasłyszał na elfim dworze, chociaż prawidłowym określeniem byłoby „podsłuchał”.
        — Myślę, że się mylisz, Emma — pokręcił przecząco głową. — Moja mama — przerwał na chwilę, a w jego słowach było czuć szacunek, jednak po chwili milczenia ponowił — zawsze powtarzała mi, że miłość jest ślepa, bo idealizujemy kochane osoby przez nasze uczucia. Kiedyś tego nie rozumiałem — zaśmiał się cicho sam z siebie, pamiętając swą wylewność sprzed chwili.
        Obrócił się do niej, powoli i bez pośpiechu się do niej zbliżając. Miał słońce bezpośrednio za sobą, więc wyraz jego twarzy skrywał po prostu cień. Podszedł na wyciągniecie ręki do syreny, a uśmiechnięty wyraz twarzy jeleniołaka stał się widoczny. Chociaż na jego twarzy pozostawały wciąż ślady niedawnej wylewności. Żywym, wręcz wesołym spojrzeniem odnalazł jej oczy, gdzie zazwyczaj tego unikał.
        — Masz piękne oczy, ale stają się odległe i pochmurne jak niebo przed burzą, gdy tylko czułaś mój dotyk. Dzisiaj u tego dziwnego człowieka… — umilknął na chwilę, szukając odpowiedniego określenia — w twoim gniewie krył się strach — dodał, wyciągając niepewnie do niej dłoń. Nie był to gwałtowny, nagły ruchy, ale powolny. Jakby chłopak się zastanawiał czy powinien to robić albo obawiał się tego, co nastąpi. Ostatecznie jednak wydawał się rozluźnić, bo ruch stał się płynniejszy, a dłoń spoczęła raz jeszcze dzisiejszego dnia na gładkim policzku syreny. Pogładził ją po nim delikatnie, jakby miała się za chwilę rozsypać pod opuszkami jego palców, tak jak zazwyczaj traktował rzadkie i delikatnie kwiaty w leśnej puszczy. Nawet wydawała się pachnieć jak jeden, ale Thili uznał, że ów wiedzę zachowa dla siebie.
        — Trujące kwiaty nie są trujące z wyboru, a z powodu tego, że się bronią Emma — powiedział cicho z naciskiem na jej imię, nie odrywając wzroku od wpatrującego się w niego błękitu. To był pierwszy raz, że miał okazję świadomie patrzeć w jej oczy tak długo. Nie mógł nic poradzić, że dudniło mu z tego powodu serce, a on najzwyczajniej się zarumienił nie pierwszy już raz.
        — Gdy się odpowiednio o nie zadba, wcale nie są gorsze od innych roślin czy kwiatów, a może nawet piękniejsze, bo w końcu mogą leczyć i ratować życie. O ile ma się wiedzę jak z nimi postępować, odwdzięczają się swoim darami. — zakończył krótki monolog, z widoczną niechęcią odsuwając swój dotyk od niej, a może nawet z nutką smutku wypisaną na twarzy.
Cokolwiek nie powiedziałaby, jej trucizna dawno rozeszła się po jego ciele i dawno dotarła do serca, jak i umysłu. Słodka trucizna, na którą nie była lekarstwa oprócz życia do przodu i pozostawienie wszystkiego w dłoniach czasu. Chciał jej powiedzieć, że w tym krótkim czasie owo uczucie zakorzeniało się w nim za głęboko, ale się powstrzymał. Stawiał ją w wystarczająco trudnej sytuacji.
        — Emma — powtórzył po raz trzeci jej imię łagodnym, ciepłym tonem — Nie ja ciebie idealizuje, a moje uczucia. — Poklepał się w miejscu serca dłonią, dodając następnie — Ja pragnę tylko chronić twój uśmiech i błękit tych oczu, aby nikt więcej ciebie nie skrzywdził. Jesteś, jaka jesteś, a miłość to sztuka akceptacji, zrozumienia i kompromisów.
        Ostatnie zdanie słyszał od Florica, stąd był pewny, że jest w nim ukryta mądrość doświadczonej osoby. Może nawet trochę to rozumiał, ale wciąż brzmiało to dla niego równie tajemniczo, jak magia. Przypomniał też jej przy okazji, aby obmyło sobie policzek z jego krwi. Czuł się strasznie głupio, ale w tłumie mogłoby zwrócić na nich niepotrzebną uwagę. Rzecz jasna całkowicie zapomniał o własnej dłoni w całym zamieszaniu.

        Obrócił się powoli i ruszył w stronę wyjścia. Widząc, że ona ciągle pozostaje w miejscu, odwrócił się do niej bokiem i niepotrzebnie podkreślonym gestem wystawił dłonią w jej stronę. Może uciekał, nie wiedział do końca. Czuł się lekko.
— Księżniczka pozwoli, świta na nas czeka — zażartował z figlarnym uśmiechem, próbując rozluźnić trochę panującą między nimi atmosferę.
Avatar użytkownika
Thilivern
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Erremir, Sherreri, Celine, Creighton,
Rasa: Jeleniołak
Aura: Chociaż wyczulisz swoje zmysły, choćbyś był mistrzem czytania emanacji, aura ta zwinnie niczym spłoszona łania będzie kryła swoją prawdziwą potęgę. W taki sposób, mimo jej znacznej siły, sprytnie umknie w gąszcz drzew, kryjąc się w chaszczach uniemożliwiając Ci zbyt dokładne jej czytanie. Jedyne co pozwoli Ci dostrzec, to przepiękna wiekowa puszcza. Puki możesz, naciesz oczy wysokimi drzewami, o soczyście barachitowych liściach. Większość z nich ma lśniące cynkowe pnie, ale pośród nich znajdziesz brzozy o platynowej korze i rosłe kobaltowe dęby, kryjące się samotnie pośród innych drzew. Knieję rozświetla jasna i wyraźna szafirowa łuna, odbijająca się radosnymi iskierkami w listach i korze, dając poczucie bezpieczeństwa Tym o pokojowych zamiarach. Na próżno będziesz szukał szumu wiatry pośród gałęzi. Nie napotkasz tu żadnego dźwięku, ale jego brak zrekompensuje Ci bogactwo zapachów. Poczujesz aromat lasu, ubogacony wonią leśnego kwiecia i płynnego miodu. Mimo pozornej delikatności, w dotyku emanacja jest giętka i dość twarda, czyniąc drzewa nieustępliwymi, podczas gdy elastyczne gałązki umykają przed dotykiem. Kora drzew w większości jest gładka i aksamitna, ale napotkasz też nieco szorstkie miejsca. Uważaj jednak na liście o niebezpiecznie ostrych krawędziach. Smak jest raczej jednolity, intensywnie lepki i kleisty, chociaż poczujesz też nuty kwaśne niczym młode leśne borówki.
Wygląd: Humanoidalalny:
ஐ Mierzy około jeden sążeń wysokości (178,2 cm) z umiarkowaną wagą. Nie jest ani za chudy, ani za gruby, odnajdując miejsce pomiędzy dwoma skrajnościami. Nie posiada umięśnionej sylwetki, aczkolwiek zaczątki muskulatury zdradzają, że ruchu mu nie brakuje.

ஐ Twarz gładka, blada z zadartym nosem oraz z jasnymi, seledynowymi oczami wypełnionymi ...
(Więcej)

Postprzez Emma » Cz sty 10, 2019 4:53 pm

        Pozwolił jej mówić, spoglądając na nią spokojnie, co na równi ją zadowalało i niepokoiło. Gdy skończyła, stanęła prosto, z opuszczonymi wzdłuż ciała rękami, oczekując na… sama nie wiedziała na co. Nie wiedziała, co temu chłopakowi chodzi po głowie, naprawdę. Na zmianę gotowa była mu zarzucić agresywność w zachowaniu i łagodną niewinność. Gdy zmiennokształtny odwrócił się w stronę wyjścia z alei i postąpił parę kroków w tamtą stronę, odetchnęła z ulgą, niemal wypuszczając z siebie całe powietrze. Po części czuła żal, że ta znajomość zakończy się tak szybko, a na dodatek tak przewidywalnie. Ale tak było najlepiej dla nich obojga. I o dziwo bardziej cieszyła się, że jeleniołakowi oszczędzi swojego towarzystwa, niż że sama uwolni się od chłopaka. Ten jednak przystanął, spoglądając w górę, a Emma zerknęła na niego z ciekawością.
        Gdy padły pierwsze słowa wręcz wywróciła oczami, niemal szykując się do kłótni. Myli się! Też coś. Owszem, nieomylna może nie była, ale doskonale zdawała sobie sprawę, jak zgubne może być jej towarzystwo, a na pewno lepiej niż on. Nie mogła się powstrzymać od sprowadzania młodzieńca do poziomu smarkacza, mimo że mógł być zaledwie kilka lat młodszy od niej, a może nawet w podobnym wieku. Nie była pewna, jak u zmiennokształtnych upływają lata, ale samo zachowanie Irsa, nawet zakładając jego wychowanie się w puszczy, wskazywało na młody wiek. Wiedziała, że to niesprawiedliwe, ale było poza jej mocą.
Nie przerywała mu, zaciskając usta w wąską kreskę, gdy chłopak wspomniał matkę. Milczała z szacunku. Nie chciała kłócić się, gdy wspominał słowa kogoś tak dla niego ważnego, nie gdy sama oddałaby wszystko, by sama mieć mamę.  Zdębiała dopiero słysząc o miłości i otworzyła szerzej oczy.
- Miłość! – prychnęła cicho, marszcząc gniewnie brwi, gdy chłopak znów skierował się w jej stronę, ale nie cofnęła się. Nawet nie miała gdzie. Słuchała spokojnie, chociaż w jej twarzy jasno widać było sceptycyzm. Miłość. Co za bzdura. Zadurzył się chłopak i tyle, przejdzie mu. Nie do końca rozumiała też nagłą wesołość młodzieńca.
Komplement zbyła milczeniem, spinając się cała dopiero na wzmiankę o strachu. Bzdura! Była wściekła, bo zaspokajał swoje zachcianki jej kosztem. Bo chociaż sądziła, że jest inny, to okazał się taki jak wszyscy. Bo się myliła. Może zareagowała zbyt gwałtownie, ale przecież powtarzała, że nie chce przymierzać tej przeklętej sukni. Ech, cholerny ciuch, naprawdę przesadziła. Ale strach?
        Wciąż milczała jak zaklęta, przenosząc wzrok z twarzy Irsa na jego dłoń, jakby pilnowała, co robi. Jednocześnie wciąż zastanawiała się nad jego słowami, pozwalając gładzić się delikatnie po policzku. Dzieciak naprawdę nie chciał źle, widziała to w jego oczach. Słysząc swoje imię ponownie przeniosła wzrok na jeleniołaka, łagodniejąc z każdą chwilą. A co jeśli miał rację? Co jeśli była tak zajęta ukrywaniem swojego strachu, by nie okazać go przed innymi, by nie pokazać słabości, że sama przestała go zauważać? Bała się?
Przyglądała się turkusowym oczom, w pewnym momencie nie mogąc powstrzymać łagodnego uśmiechu, gdy zobaczyła, że chłopak się rumieni. Słodki był, naprawdę. Nie powinna być dla niego tak surowa. Westchnęła bezgłośnie, nieco puszczając mimo uszu rozwijającą się metaforę o trujących kwiatach. Brzmiało mądrze, ale na los, z ust młodzieńca wciąż jak mrzonka. Mówił pięknie, ale czy rozumiał, co mówi?
Kolejne tchnienie wydobyło się z rozbrojonej już syreny. Noż co ona ma z tym chłopakiem. Na moment wzięła jego dłoń, głaszcząc ostrożnie, ale bardziej opiekuńczo niż czule. Już niemal otwierała usta, by zapytać, co on na bogów może wiedzieć o miłości. Jest za młody. Zbyt naiwny. Sam fakt, że to właśnie jej wyznaje swoje uczucia świadczy o absolutnym braku instynktu samozachowawczego. Ale z drugiej strony… co ona wiedziała o miłości? Nawet jeśli uważała, że Irs tylko niegroźnie się zadurzył i przejdzie mu z czasem, to czy miała prawo wydrwić jego słowa? Był taki… łagodny.
        Puściła go i korzystając z tego rozproszenia pochyliła głowę, zbierając na otwartej dłoni nieco wody i obmywając najpierw rękę chłopaka, a później swój policzek. Zamyślona pocierała chwilę skórę, a gdy podniosła wzrok, Irs czekał już w wyjściu z uliczki, dworsko podając jej dłoń. Uśmiechnęła się mimowolnie, zastanawiając się u kogo to podpatrzył. Podeszła jednak i chociaż zignorowała podawaną jej rękę to uśmiechnęła się nieco cieplej.
- Nie nazywaj mnie księżniczką – mruknęła karcąco, ale łagodnym tonem i wciąż czymś rozbawiona ruszyła z jeleniołakiem z powrotem do kramu krawca. Czy tego chciał czy nie, wciąż musieli go ubrać.
- Tym razem nie podrzyj już ubrań, bo nie mamy więcej monet.

        Wrócili na miejsce spotkania pierwsi. Florica i Mariny nie było nigdzie widać, a szkoda, bo Emma była ciekawa, czy rozpoznaliby Irsa z daleka. Chłopak na nowo schował swoje rogi, które zniknęły pod bujną czupryną białych włosów. Na sobie miał jasną, lekko profilowaną na niego koszulę i proste lniane spodnie. Niezbyt wytrzymałe, ale na skórzane nie było ich już stać, a syrena podejrzewała też, że znowu by je podarł. Tych chociaż nie będzie tak szkoda. Do tego proste buty i Irs prezentował się jak mieszczanin.
Prawdopodobnie dlatego przechodzący strażnicy nie zwrócili na niego uwagi. Emma na wszelki wypadek przyciągnęła go za rękę do siebie, gdzie opierała się o bandę przy wierzchowcach. Wątpiła, by ktoś zwrócił na chłopaka uwagę nim ten przeistoczył się w wielkiego jelenia. Pewnie dopiero wtedy zaczął przyciągać spojrzenia. I tak jak podejrzewała, strażnicy tylko na nich zerknęli przechodząc, a i tak większym zainteresowaniem obdarzyli dziewczynę niż towarzyszącego jej białowłosego. Syrena jak zawsze odpowiedziała beznamiętnym wzrokiem i odwróciła się do nich bokiem, w stronę swojego towarzysza.
Avatar użytkownika
Emma
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara,
Rasa: Syrena
Aura: Poznaj tę wyraźną aurę, której moc może i jest przeciętna, ale obraz jej swoją wyjątkowością na pewno zapadnie Ci w pamięć. Na początek zobaczysz morskie fale o soczystym kolorze cyny, w których na przekór rozsądkowi dostrzeżesz melancholię, jakby pragnęły one innej barwy. Chwilę później delikatny smutek rozproszy się, gdy przed Twymi oczyma, woda wykreuje harfę. Struny jej utworzone są z błyszczącej miedzi oraz lśniącego srebra i aż proszą by mogły zagrać, całkowicie przyćmiewając wszelkie frasunki. Początkowo całość mieni się jasnym szafirem, doskonale komponując się z pozytywną energią harfy, by na wzór doskonałej symfonii, na przekór łagodnym nutom, rozbłysnąć rubinem. Poświaty pienią się i wirują, niczym niespokojne morze, jakby toczyły ze sobą bój o świetlany solowy występ. Wtóruje im muzyczne tło, grane przez potężny wodospad, którego dojmujący huk nie pozwoli Ci nawet chwili odetchnąć, strasząc Cię zatopieniem w swoich odmętach. Czymże było by morze, bez swojego zapachu ? Dlatego od samego początku otacza cię wyraźna i rześka woń oceanu. Cała aura, chociaż przyjemnie miękka i gładka w dotyku niczym najlepszy atłas, zwinnie wyśliźnie się spomiędzy twoich palców, swoją giętkością utrudniając złapanie i zagrozi Ci swoimi ostrymi brzegami. W smaku emanacja jest delikatnie sucha, ale bynajmniej nie mdła gdyż uzupełnia ją wyraźnie kwaśny smak.
Wygląd: Emma księżniczką nie jest, lecz zdecydowanie na taką wygląda. Szczupła, prosta jak struna sylwetka sięga prawie 3 łokcie ponad ziemię. Kobieta wygląda jak malowana, ze swoją alabastrową skórą, delikatnymi rysami twarzy i zamyślonym spojrzeniem błękitnych oczu. Pełne usta są w kolorze soczystego różu, podobnie jak długie, gęste włosy. Jako człowiek Emma zaczesuje je na ... (Więcej)


Powrót do Menaos

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron