ThenderionNa koszt państwa.

Thenderion zbudowany jest głównie z kamienia, więc domy są tu masywne i trwałe, ale ich wnętrza są zimne mimo dość ciepłego klimatu. Budynki mieszkalne mają zazwyczaj jedno lub dwa piętra, zaś budynki użyteczności publicznej są zwykle wyższe i bardziej rozległe jak np. gmach sądu. Okna masywniejszych budowli zdobią barwne witraże. W mieście znajduje się rezydencja króla Arina, sprawuję on głównie władzę nad miastem.
Awatar użytkownika
Ruu
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Na koszt państwa.

Post autor: Ruu » 2 miesiące temu

        Smoczyca zmarszczyła brwi w zastanowieniu, gdy oszust ujawnił cel swojego działania. Tego nie do końca się spodziewała. O wiele logiczniejszym było dla niej kogoś zniszczyć i na tym się wzbogacić, coś sobie wziąć, niż zrujnować bogacza finansowo... i nic sobie nie zgarnąć do własnej jaskini. To wyraźnie wskazywało, że wystąpił tu powód mocno osobisty. Podobny do jej pobudek, tylko ona liczyła chociaż na garść rubinów.
        Kłamca przybrał ciało markiza, ale ani trochę nie uśmiechał się podobnie. Rayruu dziwiła się, że jeszcze nikt nie dostrzegł jakiejś niezgodności. Veryvin poruszał się zupełnie inaczej, gardził ludnością wokół, ale nie nienawidził. Po prostu obojętny był mu los nieinteresujących go jednostek. W dupie miał wszystko i wszystkich dopóki nie zahaczało to o jego interes. Jegomość przed nią wyrażał nieco sprzeczną ideę. Wydawało się, że lubi być w centrum zainteresowania a oblepianie go komplementami wyraźnie podbijało jego ego, co Ruu nie przypadło do gustu. Konflikt interesów, gdy spotykają się dwie jednostki lubiące/ wymagające komplementy/ów.
        Oszust również gardził innymi, robił to jednak niczym pies zaczepno-obronny. Mógł zaatakować każdego obok, tego kogo uważał za gorszego, byleby tylko pokazać swoją wyższość. A że wszyscy bez wyjątku byli gorsi, włącznie z Ruu, to odnalezienie celu nie było dla niego trudne. Musiał ciągle fundamentować swoją wyższość. Tak przynajmniej, w pierwszej chwili, odebrała go pradawna.
        Raryuu drgnęła, gdy mężczyzna położył na jej ramieniu dłoń. Nie zachowywał się jak Veryvin. Pachniał inaczej, oczy miał jakoś mniej jadowite, a parszywy uśmiech Vinka nadal był gorszy a przez to ładniejszy niż nieznajomego. Dziwnym było widzieć fizycznie markiza w zupełnie innej odsłonie. A mimo to nadal ulegała niewyjaśnionej słabości. Wystarczyło, że go przypominał, a jej serce rozrywało się na pół. Odczuwała niebywale wielki ból, gdy wściekłość ustępowała miejsca żalu i rozpaczy.
        Jego słowa brzmiały niebywale paskudnie, na swój sposób podniecająco, gdyby nie fakt, że akurat dotyczyły Vinka i jakby Ruu nie spotkałaby się wcześniej z prawdziwym Veryvinem to teraz z pewnością rzuciłaby się na oszusta rozszarpując go ostrymi zębiskami na drobno mielone. Podtrzymywałaby jego gardło zrywając z niego skórę, nie upewniając się nawet czy to co mówi jest prawdą. Wystarczył głupi żart by uznać tę karę za stosowną.
        Spojrzenia obu, w tak bliskim kontakcie, było nieuniknione. Miała jeszcze złudną nadzieję, że choć trochę kłamca zastąpi jej Veryvina, lecz jego oczy zupełnie odbiegały od oryginału. Nie patrzyły na nią... tak jak widział ją markiz.
Ruu odwróciła głowę chcąc ukryć szklistą powłokę pojawiającą się w jej oczach. Przez niego jest taka słaba. Odebrał jej słońce, a teraz i rozum!
        Czuła narastające napięcie. Osobowość jegomościa powoli przygniatała smoczycę, zdominował ją, choć jedyną jego przewagą był wygląd do cna przypominający Veryvina.
        - A który krasnolud nie jest krótki, brodaty i gruby? - odruchowo odpyskowała łapiąc się na tym, że chciała obronić Owo.
        „Na Prasmoka i ojca swego solarnego, co ty u licha robisz głupkowaty gadzie?!” skarciła siebie w myślach. Czuła rosnącą agresję wobec gościa, ale przecież to Veryvin ją oszukał! Nie musiała się z typem lubić, chodziło o zemstę! Cholera jasna!
        Aż nadeszła chwila bezpośredniego pytania do niej, które mogła potraktować na dwa sposoby. Albo przyznać, że Veryvin żyje albo wybronić się brakiem informacji. Nie wiedziała, że nemorianin opuścił jaskinie. Wciąż była przekonana, że arystokrata przebywa u boku swej żony wylizując się z ran, a to oznaczało, że nadal jest słaby. Nie chciała doprowadzić oszusta do kopalni pełnej jaszczurowatych dzieci, zdecydowała się je oszczędzić. Szczególnie jednego słodkiego gada, a tak poza tym... kopanie leżącego było dla Rayruu żałosne. Lepiej by Vinek odzyskał pełnię sił i wówczas go stratować... prawda?
        - Skoro leży pogrzebany w kopalni to pewnie nie wie – powiedziała niczym obrażona nastolatka. - Nie sądziłam, że go gdzieś przetrzymujesz. Mógł się równie dobrze pałętać po mieście co Ty – powiedziała, choć mina zrobiła się jej niesmaczna.
        - Skoro ukrywasz te szuje to jaki masz plan by doprowadzić go do bankructwa? Bo zgaduję, że masz zamiar go potem wypuścić... Chyba, że pogrzebałeś go na wieki wieków... choć wtedy nie mógłbyś zobaczyć jego porażki - spytała z długim uśmiechem na nowo nabierając pewności siebie i odzyskując werwę do działania. Ach, jak ona lubowała się w przekrętach!
        - I zastanawia mnie... - dodała po krótkiej pauzie cmokając i spoglądając kusząco na oszusta – jaki jest powód takiej zemsty?

Awatar użytkownika
Veryvin
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: River, Yve, Aldaren, Valerian, Kiraie, Dantalian, Dragosani, Selim, Mana
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Veryvin » 2 miesiące temu

        Ingvar spojrzał na smoczycę poirytowany słysząc jej ripostę w temacie charakterystycznych cecha anatomicznych krasnoludów. Ani trochę nie podobał mu się ten brak szacunku wobec swojej osoby ze strony zielonowłosej, przecież to było niedopuszczalne by byle elfia kurtyzana odnosiła się tak lekceważąco do nemorianina! Powinien ją za to ukarać, ale nie miał zbytnio czasu na zabawy, musiał szybko uporać się ze wszystkimi sprawami swojego brata w Thenderionie by móc opuścić to miasto jeszcze przed przybyciem ich dziadka. Bo jeśli ktoś z ich rodziny dowie się, że Veryvin nie żyje i nie daj Prasmoku komuś przyjdzie do głowy powiązać tę tragedię z kilkudniowym zniknięciem Ingvara z posiadłości, nie będzie dla młodszego Raronara zbyt przyjemnie. Szczególnie, gdy całą sprawą zajmie się ich dziadek.
        - Nie ma takiej możliwości by się przechadzał po mieście! - warknął na kobietę z obawą czającą się w oczach. Choć ciężko było to jednoznacznie określić.
        Z jednej strony dobrze by było dla niego gdyby Veryvin jednak żył, bo Ingvar nie będzie miał kłopotów przez to, że go zabił, z drugiej jednak wcale nie był pewien czy ominą go konsekwencje, czy brat się na nim nie zemści i czy przypadkiem cała strona i tak nie zostanie zgłoszona głowie ich rodu. Jeśli chodziło o zdrajców Veryvin nie był litościwy. Inni członkowie rodziny tak, o ile sprawa nie dotyczyła ich bezpośrednio, ale markiz... Ingvar mógłby zapłacić jeszcze wyższą cenę za swoje występki gdyby okazało się, że markiz jednak przeżył i pałęta się beztrosko po mieście jakby nic mu się w ogóle nie stało.
        - Ja go nie ukrywam! - powiedział rozsierdzony, nie podobało mu się takie wypytywanie o tego żałosnego demona, którego przecież z taką łatwością pokonał.
        Nie było go już, nie istniał, a mimo to inni nadal cały czas myśleli i mówili tylko o nim, jakby nikt inny na świecie się już nie liczył! Jak niby Ingvar ma wyjść z cienia swojego brata, gdy mimo tego, że go w pobliżu, że w ogóle go już nie ma i tak dalej nie jest w stanie choćby postawić stopy poza obrębem cienia markiza?! Tak było cały czas, zawsze tylko Veryvin, Veryvin, Veryvin! Rodzina dokładała wszelkich starań by to on był najcenniejszym diamentem rodziny, najlepszym jej reprezentantem, to dla niego dziadek był w stanie zrobić absolutnie wszystko i zjawiał się jak pies na każde zawołanie.
        Nawet gdy Veryvin postanowił zapomnieć o rodzinnej hodowli i zająć się własną działalnością, niemalże urywając kontakt z rodziną, oni nadal go ubustwiali, podczas gdy Ingvara uważano za zakałę całego rodu, choć starał się jak tylko mógł, by wszystko robić nawet lepiej niż brat, by nikogo nie zawieść i choć na chwilę skupić na sobie uwagę. Nienawidził tych niewdzięcznych sierściuchów jakie hodowane były od pokoleń w ich rodzinie, a mimo to był gotów mimo własnej niechęci zadbać o rodzinny interes, ale to i tak nikogo nie obchodziło, bo przecież Veryvin założył własny biznes i jest nawet bogatszy niż ich rodzina. A przynajmniej był póki nie został okradziony najpierw przez swoją narzeczoną, a teraz nie zostanie doszczętnie zrujnowany przez własnego młodszego brata. Sprawiedliwości w końcu stanie się zadość.
        - Został pogrzebany na wieki, a o moją satysfakcję z jego porażki wcale nie musisz się martwić. Niech twoja zielona łepetyna będzie o to spokojna, elfko - burknął odzyskując panowanie nad sobą, choć miał już dość jej towarzystwa i ciągłych pytań.
        - Powód już jest raczej mało istotny skoro zniknął wraz z tym durniem nie uważasz? - odparł lekko, raz jeszcze poprawiając swoje ubranie i odpychając niezbyt delikatnie od siebie Ruu, by zakończyć tę rozmowę i po prostu odejść. - Teraz jeśli już skończyłaś, pozwolisz, że wrócę do pracy. Mam jeszcze masę spraw do załatwienia - powiedział z pogardą.

        Ledwo jednak zniknął za rogiem, gdy został napadnięty przez kolejną kobietę. Tym razem, to Gorgona bez wężowej, dolnej połowy ciała przyrżnęła jego plecami o ścianę kamienicy.
        - Gor...
        - Coś ty zrobił Veryvinowi?! - wrzasnęła na młodszego kuzyna, który zaniepokoił się wyraźnie jej pytaniem, ale nie zamierzał wziąć się tak łatwo pod włos.
        - A co ty zrobiłaś z Bazyliszkiem? Widziałem go ostatnio z jakąś wyjątkowo urodziwą jaszczurzycą, chyba nawet miała nogi z tego co zauważyłem, w przeciwieństwie do ciebie kuzyneczko - wysyczał równie jadowicie co ona, co niestety skończyło się bliskim kontaktem jego twarzy z jej pięścią, która roztrzaskała mu nos.
        Iluzja Ingvara została rozproszona, on wrócił do swej prawdziwej postaci i nie czekając długo z kontratakiem przyzwał dwa rozszalałe demony, nad którymi nie był w stanie długo utrzymać kontroli i nie dość, że rzuciły się na wężową, to jeszcze na niego samego.

Awatar użytkownika
Ruu
Błądzący na granicy światów
Posty: 19
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr, Paank
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Ruu » 1 tydzień temu

        Mimo, że znała prawdę to rzucona informacja o pogrzebaniu Veryvina na wieki była mroźna i chłodna. A gdyby tak naprawdę się stało? Gdyby markiza zabił ten dziwny typ a nie ona? Odebrano by jej prawo do słodkiej zemsty, do wymierzenia własnej sprawiedliwości, bo jakiś naburmuszony buc też miał powód. Najwidoczniej życie Vinka nie było tak kolorowe i spokojne, jak prezentowały to letnie czy też zimowe wieczory. Kolejne kłamstwa!
Elfie uszy Rayruu delikatnie opadły a turkusowe oczy stały się okrągłe, nieco zagubione, jakby nie chciały wierzyć wypowiedzianym słowom. Nie odrywała od mężczyzny spojrzenia, śledząc go aż do zniknięcia na pożegnanie mrucząc jedynie:
        - Racja...
        Smoczyca obróciła się tyłem do znikającego mężczyzny i zacisnęła pięści. Co za zadufany gbur! On odrzuca jej pomoc! Właściwie, jeżeli był przekonany o śmierci Veryvina to faktycznie wydawała mu się niepotrzebna, ale jakże bezczelnie jej odmówił Pomocną, smoczą dłoń! Pradawna zazgrzytała zębami drżąc na całym ciele, czy nie postąpiła by podobnie na jego miejscu? Jeżeli pragnęła zemsty na arystokracie to powinna temu nieznajomemu powiedzieć prawdę! Albo chociaż część prawdy, te potrzebną część – „Veryvin żyje, durniu!” - tak pragnęła krzyczeć, a jednak nie potrafiła.
Uszy smoczycy uniosły się do góry, gdy tylko dotarły do niej pierwsze dźwięki zza rogu. Ruu podbiegła do budynku wyciągając szyję, ale już po chwili wyskoczyła widząc dwa twory atakujące zarówno mężczyznę i kobietę.
        - Gorgona! - krzyknęła automatycznie smoczyca zwracając na siebie uwagę demona, który po tym jak pazurami zranił wężycę, matkę pięćdziesięciorga dzieci, uśmiechnął się paskudnie. To co jednak faktycznie go rozjuszyło to kamień jakim rzuciła zielonowłosa by sprowokować go do ataku. Uczyniła to wystarczająco skutecznie, a gdy ten ruszył w jej kierunku, ona z pewnym wybiciem także pobiegła. Patrzyła prosto w puste ślepa otwierającego paszczę potwora, tak zaślepiony wizją szybkiego wyeliminowania kobiety, że już nie myślącego o tym, co też ta może mu uczynić. A Ruu myślała równie szybko co bestia, bo planu żadnego nie miała – chciała po prostu odgonić demona. Dopiero w ostatniej chwili nastąpiło delikatne światło, źrenice smoczycy uszczuplały do miary niewielkich szparek, a następnie potwór wpadł do portalu, podczas gdy pradawna wykonała zgrabny (jak na gada przystało) ślizg tuż pod nim. Prawdopodobnie wysłany został tam, gdzie niegdyś urzędowała smoczyca przedstawiając się jako córka wielkiego Prasmoka lub jako sam duch Prasmoka i teraz niedowiarki cierpiały ów bytem będącym ich obecnie klątwą. To jednak mogła potwierdzić jedynie sama Rayruu, której pamięć w takich ekstremalnych sytuacjach była równie ulotna co bogactwo Veryvina w jej rękach.
        Przyszedł jednak czas na uratowanie oszusta. Gorgona była gotowa rzucić się do pomocy, lecz smoczyca pchnęła ją w tył, jakby chciała całkowicie odgrodzić od tej sytuacji demonicę. Wszak miała pięćdziesiąt dzieci na karku, miałyby stracić matkę?! W tym gronie znajdował się przecież Sylar...
        Z okrzykiem rzuciła się na drugiego demona. Oderwała go od mężczyzny i poturlała się z nim kawałek, aż ostatecznie to potwór nad nią górował unosząc mgliste łapska nad jej ciałem. W czarnym otworze gębowym zalśnił kły ustawione w jednym rzędzie. Zaskoczona smoczyca wysunęła gwałtownie ręce przed siebie, po czym wcisnęła je w nieokreślone ciało demona. Z paniką machała palcami próbując coś uchwycić, potwór był coraz bliżej niej, chuchając na jej twarz oddechem otchłani zmieszanej z nicością. Nagle poczuła jego gości. Chwyciła je mocno, a potwór zakwiczał.
        - Nie na mojej warcie – wycedziła z morderczą dzikością, co łatwo było dostrzec na jej twarzy, a szczególnie w rozjuszony oczach.
        Dłonie smoczycy stały się palące, niszczycielskie, gdy naciskała kości potwora. Warknięcie przemieniło się w paskudny i nieco psychodeliczny śmiech. Była gotów zniszczyć twór we własnych rękach, ale ten wyrywał się z całych sił, aż w końcu omiótł Ruu mglistą i duszącą czernią. Na tyle uciążliwą, że ostatecznie musiała go odrzucić na bok by zaczerpnąć powietrza. To nie zniechęciło kobiety do działania, lecz akurat teraz stanęła przed wyborem. Albo ten chłopaczyna albo potwór. Oszust zatoczył się do tyłu chcąc zostawić upierdliwą kurtyzanę, a tym bardziej kłopotliwą kuzynkę, by same zajęły się demonem a on własnym interesem.
        Rozwścieczona smoczyca miała w głowie inne priorytety. Porzuciła demona, który wyślizgnął się bokiem, w głąb Thenderionu, a w swoje dłonie pochwyciła za ubranie nieznajomego.
        - Ty... - warknęła zdziczała uspokajając swój oddech i obracając ku sobie młodzieńca.
        - Ty jesteś... - warknęła kolejny raz, gdy serce niemalże stanęło jej w miejscu. W jednej chwili sprawa nabrała jeszcze większych komplikacji. On nazwał Gorgonę kuzyneczką. Nie było nic dziwnego w tym, że kuzynostwo się ze sobą łączyło w związku małżeńskim, ale wygląd oszusta, jego zachowanie, jego słowa wskazywały na to, że...
        - Jesteś bratem Veryvina – wydusiła z siebie osłupiała, nadal jednak uciążliwie trzymając nemorianina.
        - Nic z tego nie rozumiem... - jęknęła zagubiona i jeszcze bardziej pogrążona w rozpaczy smoczyca.
        - Kim jest Bazyliszek? - Ruu zmierzyła wzrokiem Gorgonę.
        - I u diaska, nikt nie zna się bardziej na starszych braciach jak ja! - odpowiedziała naburmuszona puszczając młodzieńca, chyba, że temu zachciało się uciec to była gotów go powalić na ziemię.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Thenderion”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość