Rynek w centrum miasta


Rododendronia od wieków strzeże północnych krańców Środkowego Królestwa, zapewniając położonym bardziej na południe miastom względny spokój. Na północy krążą hordy potworów, których to dzielni wojownicy - swoją drogą jedni z najlepszych - usiłują trzymać z daleka od spokojnych ziem na południu. Królestwo Rododendroni posiada kopalnie najczystszego żelaza, z którego lokalne kuźnie wytapiają najznakomitszą stal, co zdecydowania ułatwia zadanie obrońcom.

Postprzez Azajasz » Śr lip 11, 2018 8:26 pm

Azajasz jakby na chwilę ogłuchł i przez kilka sekund nie odpowiadał. Dopiero usłyszawszy głos Safiry wrócił do rzeczywistości. Dziewczyna mówiła coś, ale dla anioła było to zupełnie nie zrozumiałe. Za to krew którą kaszlała była sygnałem, że nie ma na co czekać. Musiał się zgodzić na teleportowanie jej do miasta. Było gorzej niż sądził. Magia Safiry, Malachiego i Azajasza powinna postawić ją do pionu, tymczasem nie było z nią dobrze. Mężczyzna w głębi duszy był przerażony jak nigdy dotąd, bo z Safiry uchodziło życie. Jedna część jego duszy chciała być przy niej, druga, ta bardziej świadoma wiedziała, że jedyną sensowną decyzją była teleportacja.
- Weźcie ją - odpowiedział, gdy dotarł do niego również krzyk dowódcy. Azajasz nie zachowywał się normalnie i z pewnością jego kompani to zauważyli. Jednak mało go to obchodziło, bo liczyła się Safira i tylko ona.
- Niech zabierze ją do królewskiej uzdrowicielki - powiedział już bardziej rzeczowo.
- Ona na pewno coś poradzi. W zamku są magowie, oni też muszą pomóc. Strzała musiała być zatruta, inaczej nie kaszlała by krwią. Musi mieć krwotok wewnętrzny, którego nie zdołaliśmy uleczyć. A jeśli my tego nie potrafimy, to musimy zawierzyć ją magom z twierdzy. Tylko oni mają silniejsze moce.Jej płuca zalewa krew. Jeśli szybko jej nie pomogą, to się udusi - Azajasz mówił już całkiem do rzeczy, krzyk Malachiego całkowicie wyrwał go z letargu. Wstał biorąc na ręce omdlałą Safirę. Była cała we krwi. Tunikę miała w plamach, po ręce ciekła jej stróżka czerwonej posoki. Z resztą Malachi i Azajasz nie wyglądali lepiej. W końcu próbowali ratować przyjaciółkę.
- Bierz ją, już! - ponaglił współtowarzysza Ananke.
- Nie można czekać...
Avatar użytkownika
Azajasz
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Niara, Villemo, Saira, Aruviel, Jasmina, Nani, Sava, Siren, Ziva, Zayra, Aurelia, Rumianek, Sasanka, Nivalia, Anette,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Jest to już niezbyt połyskliwa aura, chociaż do leciwych przydymionych barw wciąż jej daleko. Nie przywita cię ona zbyt chętnie. Od razu da się tutaj wyczuć chłód skłaniający do zachowania dystansu i rozsądku, chociaż emanacja wybrzmiewa przyjaznym i harmonijnym tonem licznych głosów. Próżno też czekać wywołanych przez nią pogodnych wrażeń. Jej smak jest pełen goryczy, ubarwiony delikatnie lepkim aspektem. Dominuje tutaj żelazo, będąc jakby całym sednem tej aury. Jest gładko wypolerowane i wystarczająco twarde jak na ten metal. Nie brak w nim również ostrych krawędzi. Jedynie miejscami wypatrzysz niewielkie skazy pośród stali, drobne opiłki cyny i cynku mieszające się ze sobą, z jednej strony sprzeczne, z drugiej opowiadające niespokojną drogę emanacji. Intensywny obsydian odbijający się we wszystkich powierzchniach, zdaje się być wręcz żałobnym. Wraz z ciężką wonią mirry stanowią wyraziste połączenie, dobrze komponujące się z resztą srogiej w odbiorze aury. Na koniec da się tu wyczuć ledwie uchwytny cień kwaskowego posmaku dobrze zamaskowanego przez resztę doznań, a może tylko ci się wydawało...
Wygląd: Azajasz jest postawnym mężczyzną o szerokich barkach i stosunkowo wąskich biodrach. Mierzy 190 cm wzrostu, co czyni go wysokim, choć przy dowódcy i tak wygląda na niskiego. Ogółem jednak spokojnie można pokusić się o stwierdzenie, że jest potężnym mężczyzną o sporej muskulaturze. Ma wyćwiczone ramiona od miecza. Jego brzuch jest płaski i twardy dzięki codziennym ćwiczeniom. ... (Więcej)

Postprzez Ananke » Śr lip 18, 2018 6:25 pm

        Ananke stała wyraźnie spięta i rozdarta między chęcią natychmiastowego działania w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, a szacunkiem wobec żalu Azajasza oraz niechęcią do wyszarpywania mu rannej z ramion. Czas jednak płynął nieubłaganie. Krwotok został zatamowany, ale strzały nie były zwykłe. Ich groty musiały być otrute lub zaklęte, bo Saphira zachowywała się co najmniej jak odurzona lub wciąż ranna mimo tak licznych magicznych ingerencji w jej organizm, który powinien dawno już poradzić sobie z obrażeniami. Potrzebna była jednak interwencja Malachiego, by Azajasz się opamiętał i Ananke nie czekała już na kolejne potwierdzenie. Skinęła tylko głową i Bastien doskoczył do anielicy, ostrożnie przejmując ją w ramiona. Nawet nie kłopotał się ze wstawaniem, tylko zniknął tak jak klęczał, z kobietą w objęciach.
        Zapadła nienaturalna cisza. Wysłana na polowanie grupa smoczych jeźdźców oddaliła się już na tyle, że nie było słychać nawet ciężkich kroków ich wierzchowców po udeptanym trakcie. Ananke, Malachi i Azajasz stali zaś niby wrośnięci w ziemię, spoglądając w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżała anielica. Teraz po niej i Bastienie zostały tylko plamy krwi, powoli wsiąkające w ziemię. Pierwsza otrząsnęła się elfka.
        - Chyba i my powinniśmy wracać – powiedziała cicho i odwróciła się, kierując w stronę Iana. Zatrzymała tylko na moment przy Azajaszu. Nie znała go zbyt dobrze, więc powstrzymała się od pokrzepiającego gestu i ręce trzymała przy sobie.
        - Nic jej nie będzie. Już są na miejscu i otrzyma niezbędną opiekę – stwierdziła krótko, ale miękkim tonem. – Może jedź przodem? Będziemy zaraz za tobą.
        Po tych słowach podeszła do swojego smoka i sprawnie wspięła się na jego grzbiet. Znajomym już gwizdem dała sygnał reszcie swojego oddziału i wszyscy jej ludzie zawrócili swoje łuskowate wierzchowce na trakcie, przez moment czyniąc tym małe zamieszanie, ale już po chwili ruszając formacją w stronę miasta.
Avatar użytkownika
Ananke
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa,
Rasa: Lodowy Elf
Aura: Aura jest wyrazista i silna, nie pozostawiając wątpliwości czy niedomówień. Pierwsze zobaczysz lśniące, wypolerowane żelazo, jednak nie daj się tak łatwo zwieść, gdyż w morzu stali tkwi znacznie więcej barw. Na całej powierzchni możesz dostrzec srebrne opiłki tworzące wraz z żelazem metaliczną mozaikę, dodatkowo upstrzoną kroplami barachitu. Całości dopełniają niknące po chwili smugi kobaltu, oraz wstęgi cyny pojawiające się raz gęściej raz rzadziej, by w najmniej oczekiwanym momencie zniknąć ucięte cieniutkim, acz nieustępliwym łańcuszkiem platyny. Całość lśni piękną szafirową poświatą, gdy zaś wsłuchasz się swym zmysłem w brzmienie aury, dosłyszysz pojedynczy dźwięk niby kurant wybijający godzinę, by momentalnie zostać przywitany radosnym śmiechem licznych dzieci. Gdy przeniesiesz się z wesołego harmidru, ukoi Cię zapach mroźnego lasu, gdzie woń igliwia i żywicy, miesza się z mroźnym wiatrem i rześkim zimowym powietrzem. Próbując dotknąć aury, będzie się ona gięła zwinnie umykając zmysłom, gładka niby jedwab, jednak gdybyś spróbował nacisnąć mocniej spotkasz niezłomny opór twardej powierzchni, która przywita Cię swoimi ostrymi krawędziami. W smaku lepkość doznań jest wręcz trudna do zniesienia, jakby chciała uwięzić Cię na wieki w swej kleistej toni. Cały czas towarzyszyć Ci będzie intensywnie kwaśny posmak, czasem delikatnie przełamany subtelną goryczką.
Wygląd: Ananke już na pierwszy rzut oka kojarzy się z zimnem. Długie, śnieżnobiałe włosy układają się na jej plecach, ucięte równo w połowie ich długości. Niemal zawsze wyglądają na lekko zmierzwione, jakby dziewczyna dopiero co zsiadła z konia lub smoka. Dwa pasma opadają z przodu na jej pierś, splecione niedbale, odsłaniając spiczaste, zakolczykowane uszy. Owalną twarz o ... (Więcej)
Uwagi: Imienia Ananke się nie odmienia, w przeciwieństwie do skrótu - Ana.

Poprzednia strona

Powrót do Rododendronia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron