Dalekie Krainy[Randil] Witamy w Piekle.

Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Kimiko
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 2 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

[Randil] Witamy w Piekle.

Post autor: Kimiko » 3 miesiące temu

        Gdy zniknęli spod kamienicy, Kimiko nawet nie miała czasu się zastanowić nad słowami Dagona. Zrozumiała je dopiero, gdy rozpoznała pokój w zajeździe w Demarze. Nie odzywała się wtedy wiele, równie zszokowana, co Rika, ale o wiele lepiej sobie z tym radziła. Przejęła od Laufeya płaczącą dziewczynkę i zniknęła z nią w sypialni, pozwalając diabłu miotać się w spokoju. Próbowała uśpić niemowę, ale ta otwierała z paniką oczy, gdy tylko złodziejka próbowała wstać. Została więc z nią przez prawie godzinę, głaszcząc po głowie i czekając aż dziewczynka ukoi się płaczem do snu. Dopiero wtedy ostrożnie wstała i dołączyła do pijącego Laufeya w salonie. Ustalili tylko tyle, że do aukcji nie mają co pokazywać się w Nowej Aerii. Najlepiej będzie jeśli w ogóle rozdzielą się na jakiś czas i spotkają tutaj dopiero przed aukcją, bo Dagon i tak będzie pojawiał się i znikał. Złodziejka głównie słuchała, przysiadując na brzegu kanapy i pijąc drinka rozmyślała nad własnymi sprawami, przytakując w milczeniu. Nie przyznawała na głos, że jej też to odpowiadało. Musiała nabrać dystansu.
Chociaż zniknęli z miasta prawie nad ranem, w Demarze dopiero zapadł zmrok. Gdy Dagon mruknął, że o reszcie porozmawiają rano, pocałowała go tylko na dobranoc i wróciła do śpiącej Riki. Ułożyła się na moment obok dziewczynki, ale nie spała, rozmyślając wciąż nad wszystkim. Po dwóch godzinach po prostu wstała i zaczęła zbierać swoje rzeczy, gdy nagle drobna dłoń zacisnęła się na diablej koszuli. Kimiko spojrzała na Rikę, która z załzawionymi oczami kręciła przecząco głową.
- Ciii, wszystko będzie dobrze. – Wysiliła się na uśmiech i przysiadła jeszcze na łóżku, ale młoda kucharka pokazywała na jej torbę. – Też potrzebuję trochę czasu, będziesz z Dagonem bezpieczna. – Puściła oko do szatynki i pogłaskała ją po głowie, przytulając mocno do siebie. Znalazła skrawek papieru i naskrobała na nim kilka słów, po czym wcisnęła Rice to ręki. Po pytającym spojrzeniu dziewczynka zajrzała do liściku, ale były tam tylko słowa „Wybacz, nie lubię pożegnań. Do zobaczenia.”
- Dasz mu rano? – zapytała, a Rika pokiwała głową, ale wciąż trzymała złodziejkę za koszulę. – Poleżę z tobą aż nie zaśniesz, dobrze? Rano będzie lepiej, obiecuję – mruczała, układając się z dziewczynką na wielkim łóżku. Gładząc ją powoli po włosach wsłuchiwała się w oddech Riki, a gdy była pewna, że ta zasnęła już głęboko, zabrała swoje rzeczy i po cichu wyszła z sypialni. Jarzące się w ciemności zielone ślepia odnalazły jeszcze sylwetkę śpiącego diabła i Kimiko uśmiechnęła się lekko pod nosem. Później bezszelestnie opuściła pokój.

        Po trzech tygodniach od tamtych wydarzeń Kimiko wylądowała w Randil. Jakoś tak wyszło. Gdzieś na początku podróży natknęła się na Setha, podczas nowiu oczywiście. Później się dupek przyczepił, a z czasem i dziewczyna przestała narzekać na towarzystwo. Do miasta trafili dwa dni temu i dzisiaj Kimiko miała zamiar ruszać w drogę powrotną do Demary, ale postanowiła jeszcze jeden wieczór świętować.
No i teraz była lekko wstawiona. Do bycia pijaną brakowało jej jeszcze dobrych paru godzin, ale miała zamiar dojść do tego etapu w najbliższym czasie, a wyjątkowo przyjazny barman pomagał jej w tym, konsekwentnie uzupełniając kieliszek.
- Ale czym się w sumie różni kotołak od panterołaka? – pytał dalej, opierając się z rozbawieniem o blat i spoglądając w błyszczące zielone ślepia. Uśmiechnął się szerzej, gdy dziewczyna prychnęła obruszona.
        Splecione od czubka głowy w gęsty warkocz włosy odrzucone były na plecy i tylko kilka pasm opadało na twarz, odsłaniając okrągłe uszka, które poruszały się lekko za źródłem dźwięku. Wesoła brunetka, z bujającym się nieustannie ogonem, zwracała uwagę chyba każdego mężczyzny w lokalu. Obcisłe czarne spodnie, z przywiązaną do paska bandycką chustą, i rozpięta skórzana kurtka, męska na dodatek, pod którą dziewczyna miała tylko nieco bardziej zabudowany pod mostkiem czarny biustonosz, nie pomagały nikomu w pilnowaniu własnego nosa. Złodziejka każdego jednak konsekwentnie spławiała, subtelnie i z miłym uśmiechem lub, w przypadku większych natrętów, kładąc uszy po sobie i pokazując kły (lub nóż), by później wrócić niezmiennie pogodna do rozmowy z nim.
- A, przepraszam bardzo, widziałeś kiedyś kota?
- Przecież nie urodziłem się wczoraj. Pałęta się to tałatajstwo po resztki każdego wieczoru.
- No. A widziałeś panterę?
- Hmm… w sumie nie, ale to taki większy kot, nie? – zapytał, ze złośliwym rozbawieniem drażniąc dumę dziewczyny, która wyprostowała się na stołku, ewidentnie nie mogąc pomieścić w sobie tyle oburzenia. Mruczała chwilę pod nosem, przyglądając się groźnie barmanowi, ale machnęła tylko ręką.
- Meh, nieważne, później ci pokażę. – Wyszczerzyła się i wychyliła kolejny kieliszek.

        Złodziejka siedziała w jednej z portowych knajp. Nawet nie najgorszej dziurze, ale całkiem przyzwoitej i klimatycznej nadmorskiej spelunie. Była też w całkiem niezłym humorze. Zrabowany niedawno towar opchnęła szybko w innym mieście i teraz mogła spokojnie się upić. Siedziała więc na wysokim stołku przy ladzie i gadała z barmanem, który okazał się wyjątkowo sympatycznym człowiekiem, gdy już pogodził się z dwiema nieudanymi próbami podrywu, a co najważniejsze, miał sporą wiedzę o mieście, wtajemniczając zainteresowaną okolicą dziewczynę.
        Ta teraz odwróciła lekko głowę, unosząc ją i poruszając płatkami nosa, co obserwował z zainteresowaniem właściwym ludziom, którzy nieczęsto mieli styczność ze zmiennokształtnymi. Później zaś za jej wzrokiem podążył w stronę wejścia do baru, gdzie pojawiła się dziewczyna. Zwróciła uwagę Kimiko nietypowym tutaj pięknym zapachem, subtelnym, na szczęście dla jej wrażliwego nosa, zazwyczaj nie tolerującego sztucznych pachnideł, ale w tym miejscu wybijającym się wyraźnie, jak zapalona w ciemnościach świeca. Sama przybyła była piękna niczym jutrzenka. Złotowłosa, o nieskazitelnej, jasnej cerze i różowych ustach, zaciśniętych teraz nerwowo, podczas gdy ciemnoniebieskie oczy rozglądały się trwożliwie po miejscu, do klimatu którego z pewnością nie była nawykła. Długa ciemnozielona suknia była skromna, ale gatunkowo bogata i idealnie dopasowana do drobnej, chudej niemalże sylwetki. Dziewczyna postąpiła niepewnie kilka kroków, kierując się do szynkwasu, a tam przysiadła na barowym stołku z taką ostrożnością, jakby bała się mieć kontakt z czymkolwiek wokół siebie. Nawet dłonie splotła na podołku, zamiast oprzeć je na drewnianej ladzie, na której beztrosko spoczywały łokcie złodziejki.
        Gdyby nie promieniejąca z blondynki niepewność, przypominałaby do złudzenia Lilię Moris. Ta jednak zamiast okręcać sobie kolejnych zaczepiających ją mężczyzn wokół palca, próbowała spławiać ich z przestraszonym spojrzeniem i uprzejmymi wciąż słowami. Póki co działało, ale nie trwało długo, nim wokół dziewczyny pojawiła się większa grupka, niemal przysłaniając na nią widok i Kimiko teraz tylko wyczuwała bijący od niej strach. Zsuwała się ze swojego stołka, gdy nagle na jej przedramieniu zacisnęła się ostrożnie dłoń barmana. Kimiko znacząco spojrzała na obejmujące jej rękę męskie palce, po czym powoli podniosła ostrzegawcze spojrzenie. Dłoń cofnęła się natychmiast.
- Nie wtrącaj się lepiej – powiedział tylko cicho, dolewając jej tequili.
- Bo co? – prychnęła, niemal uśmiechając się na nieświadomość mężczyzny, który zamiast ją powstrzymać tylko upewnił w przekonaniu, co do słuszności jej działań.
- Bo to ludzie lokalnego bossa. Ten teren jest jego.
- I co, mogą sobie jego chłopcy robić co chcą? – syknęła na dobre już rozdrażniona, ale barman uniósł lekko dłonie w pojednawczym geście, ale nawet słowem nie zaprotestował. Złodziejka uniosła brwi i wychyliła kieliszek. – Jeszcze czego – warknęła już pod nosem i ruszyła w stronę grupki, która powoli przechodziła z rozmów na „niewinne” nagabywanie dotykiem. Tu jeden trącił złote loki, drugi objął ramieniem. Dziewczyna zaś zdawała się na skraju płaczu.
        Złodziejka podeszła bezszelestnie za plecy największego z nich i ostentacyjnie popukała go palcem w plecy. Odwrócił się ze zirytowanym spojrzeniem, ale gdy padło ono na uśmiechniętą brunetkę, natychmiast odwzajemnił wesoły grymas.
- Tak? Mogę w czymś ci pomóc? – zapytał uprzejmym tonem i z uśmiechem znanym złodziejce aż za dobrze.
- Właściwie to tak. Bierz swoich kumpli i zostawcie ją w spokoju – powiedziała Kimiko pewnym siebie głosem.
        Nawet na moment nie straciła pogodnego wyrazu twarzy, co na chwilę zbiło bruneta z tropu, nim w pełni dotarły do niego jej słowa. Wtedy skrzywił się minimalnie, próbując zachować uśmiech na twarzy. Zwróciła już też na siebie uwagę jego ziomków, co przyjęła z ulgą, aż do momentu, gdy zorientowała się, że blondynka w opresji nie ucieka, mając do tego okazję. Dziewczyna jakby wrosła w taboret, spoglądając przestraszona na rozgrywającą się scenkę i Kimiko tylko westchnęła. Narobi sobie kłopotów, jak bum cyk.
- A dlaczego miałbym to robić? – zapytał drab, przeciągając gierkę. – My tylko dotrzymujemy panience towarzystwa, siedzi tak sama, toż to nie wypada. Ale… jeśli chcesz, możesz się dosiąść, pięknych pań nigdy zbyt wiele. Nazywam się Danny – ciągnął z uśmiechem, podchodząc krok bliżej do panterołaczki i obejmując ją w talii pod rozpiętą kurtką. Kimiko odwzajemniła uśmiech, z tym, że w pełni ukazując kły i błyszczące ostrzeżeniem zielone ślepia. Ogon śmignął, przecinając powietrze za jej plecami.
- Zabieraj łapę, Danny, bo ją stracisz – warknęła, a gdy wbrew jej słowom uścisk tylko się wzmocnił, przysunęła się bliżej i facet zamarł w bezruchu, czując ostrze noża wystarczająco mocno przyciśnięte do jego krocza, by nie warto było wykonywać gwałtownych ruchów. Darował sobie już też uśmiech i przez moment spozierał wściekle na panterołaczkę, która teraz była już pewna, że wpakowała się w tarapaty. Ale co tam, czym jest życie bez odrobiny emocji?
Nikt nie zauważył krótkiego impasu i po chwili para znów uśmiechała się do siebie, nieco sztucznie, ale wstawionym klientom w życiu by to nie przyszło na myśl. Brunet odsunął się i skinął na kolegów.
- Panie jednak nie życzą sobie naszego towarzystwa, nie będziemy się przecież narzucać – powiedział, chociaż ton jego głosu nie był w najmniejszym stopniu układny. Kimiko już teraz próbowała sobie przypomnieć na którą stronę portu wybiegało tylne wyjście.
        W końcu jednak faceci odeszli, a złodziejka spojrzała na przestraszoną blondynkę, siedzącą wciąż w tym samym miejscu. Westchnęła i schowała nóż do pochwy przy udzie, podchodząc do dziewczyny i wskakując na stołek obok niej. Panienka drgnęła na jej obecność i Kimiko przyjrzała jej się uważnie.
- Wiesz, gdyby nie te typy to dla śmiechu zapytałabym cię, co tak piękna dziewczyna robi w tak paskudnym miejscu – zażartowała gestem zamawiając sobie tequilę. – Zawsze chciałam to powiedzieć. Teraz jestem tylko ciekawa, czemu nie zwiałaś, jak nadstawiałam dla ciebie karku.
- Nie wiedziałam co robić – odezwała się blondynka słodkim głosem z tak pańskim akcentem, że złodziejka spojrzała na nią znów zaskoczona i podrapała się za uchem. Ale jaja.
- Mam na imię Kimiko.
- Alicja Raspberry Northon. – Szlachcianka niemal dygnęła na stołku, a Kimi parsknęła w swój kieliszek.
- Tak mi się właśnie wydawało. Co ty tu do cholery robisz? – zapytała już wprost, ignorując nawet drgnięcie niebieskookiej na, w jej mniemaniu zapewne, wulgaryzm.
- Miałam się tu z kimś spotkać – powiedziała niepewnie i jej rozmówczyni znowu uniosła wysoko brwi. Złodziejka miała wrażenie, że wpadła w środek jakiejś komicznej sztuki teatralnej.
- Ty? Tutaj? Z kim niby? Planujesz morderstwo męża i szukasz frajera do brudnej roboty? – parsknęła rozbawiona, znów ignorując drgnięcie dziewczyny, która aż się zarumieniła na podobne insynuacje.
- Z koleżankami, dla twojej wiedzy!
- Uhm, ładne mi koleżanki.
- Owszem! To miał być mój wieczór panieński. Jutro wychodzę za mąż. – Wyprostowała się dumnie i uśmiechnęła lekko, a spojrzenie jej złagodniało. Kimiko przyglądała się temu z zainteresowaniem, samej zastanawiając nad czymś chwilę. W końcu potrząsnęła lekko głową, odpędzając myśli.
- I kto wpadł na genialny pomysł zorganizowania ci go tutaj? Czy wy nie macie raczej jakichś bali z ciasteczkami w rezydencjach, a później w jedwabnych piżamkach bijecie się na poduszki?
- Noo… zazwyczaj to właśnie tak, ale Marcia stwierdziła, że powinnyśmy zrobić coś wyjątkowego.
- Marcia?
- Siostra Francisa, mojego narzeczonego i moja przyszła szwagierka. Bo wiesz, ja właściwie jestem z Rapsodii, przyjechałam tutaj, żeby wyjść za mąż. Trochę się obawiałam, ale Francis jest naprawdę cudowny! – westchnęła z uśmiechem, który udzielił się Kimiko, ale złodziejka nagle zamarła z kieliszkiem w połowie drogi do ust i zamrugała, gdy coś do niej dotarło.
- Zaraz, zaraz, moment, bo chyba się pogubiłam. – Potrząsnęła głową i spojrzała na Alicję. – Chcesz mi powiedzieć, że przyjechałaś tu taki kawał, żeby wyjść za faceta, którego nawet nie znałaś? – zapytała kpiąco, ale jej rozmówczyni jakby tego nie usłyszała i zwyczajnie pokiwała głową. Kimiko wciąż mrugała, szukając odpowiednich słów.
- Otrzymałam wcześniej jego portret! - Blondynka próbowała nieco jej wyjaśnić.
- Zgłupiałaś? – palnęła złodziejka, a Alicja aż się zapowietrzyła.
- Wypraszam sobie!
- Wyproś sobie Francisa do cholery, nie znasz faceta!
- Przyjechałam już trzy dni temu!
- Nie no, to świetnie, zapamiętałaś kolor jego oczu – zakpiła Kimiko, dopijając w końcu drinka i gestem wołając o następnego.
- Owszem, ma piękne, orzechowe oczy – wzdychała jej towarzyszka, a złodziejka przyglądała jej się, jak egzotycznemu zwierzątku. Właściwie trochę takim przecież była.
- Dobra, nieważne. Co to za Marcia i jej głupi pomysł spotkania się tutaj? Gdzie ona w ogóle jest? – Lekko już wstawiona Kimiko rozglądała się z przymrużonymi oczami, ale nie dostrzegła nigdzie nikogo równie absurdalnie niepasującego do tego wnętrza.
- No Marcia, czyli siostra Francisa i jej dwie przyjaciółki obiecały zorganizować mi cudowny wieczór panieński – zaczęła Alicja, obracając się w stronę Kimiko na stołku i opowiadając z przejęciem. Dłonie miała wciąż splecione na podołku, a plecy idealnie proste, chociaż jej rozmówczyni prawie leżała na blacie, podpierając czarnowłosą głowę na dłoni i z rozbawieniem przysłuchując się szlachciance, a ta perorowała dalej.
- Marcia jest od niego kilka lat młodsza, ale trochę starsza ode mnie, a jej przyjaciółki są w jego wieku, bo są córkami zaprzyjaźnionej z Northonami rodziny…
- Mówiłaś, że ty jesteś Northon – przerwała jej może lekko pijana, ale wciąż trzeźwa na umyśle brunetka.
- Noo… wiesz, już jutro będę Northon, to tak się przedstawiłam…
- Dobra, nieważne, kontynuuj.
- Tak więc, jak mówiłam, Marcia, jej przyjaciółka i przyjaciółka Francisa…
- Zaraz – przerwała jej znowu Kimiko. – To czyje te przyjaciółki są?
- No ich obojga, tylko jedna w wieku Marcii, więc jakoś się zawsze trzymały razem, a ta druga w wieku Francisa i oni się w sumie wychowywali razem. Ona tyle o nim wie! Dużo mi opowiadała, właściwie całe dnie potrafi o nim mówić, tak wiele się dzięki niej o nim dowiedziałam! Na początku chyba za mną nie przepadała, ale później wymyśliły z Marcią ten wieczór panieński i na pewno chce się pogodzić!
- No na bank… ech. Alicjo. Moja droga. Wydajesz się niezwykle sympatyczną osobą i przykro mi, że to ja ci to muszę mówić, ale ta twoja droga przyszła bratowa…
- Szwagierka.
- …jeden pies, zrobiła cię w jajo.
- Słucham? – dziewczyna zapytała uprzejmie, a Kimiko spojrzała w niewinne niebieskie oczy i znów podrapała się za panterzym uchem. Tam też przeniosło się spojrzenie szlachcianki. - Masz ładne kolczyki.
- Dziękuję.
- To białe złoto?
- Chyba tak.
- Bardzo ładne.
- Dzięki. Teraz słuchaj. Ta przyjaciółka Francisa się w nim kocha, a te dwie małpy jej kibicują, więc cała trójka wysłała cię w to zapomniane przez Prasmoka miejsce, żebyś zwyczajnie stąd nie wróciła, a jeśli by ci się udało to na pewno nie w stanie, w którym Francis by cię wziął… na żonę – odchrząknęła rozbawiona i gestem zawołała kelnera. – Co pijesz?
- Różowe wino, słodkie. Może być ciepłe… z czego się śmiejesz?
- Ach, z niczego. Lane, mój drogi, daruję ci grzechy, ale podaj nam dwie tequile.
- To nie jest dobry pomysł… - zaczęła protesty Alicja.
- Podobnie, jak przychodzenie tutaj – odparowała Kimiko, wbijając bystre spojrzenie w dziewczynę, która chyba wciąż nie przetrawiła informacji. Nie miała więcej niż szesnaście lat.
- To co ja mam zrobić? – zapytała, opierając w końcu łokcie na blacie i wzdychając ciężko.
- Nie mam pojęcia.
- No przecież skoro wiesz to wszystko, to powiedz mi co mam robić! – jęknęła Alicja, ale jej towarzyszka tylko parsknęła śmiechem.
- Po pierwsze, nikomu nie pozwalaj mówić ci, co masz robić – powiedziała poważniejąc i podsuwając blondynce kieliszek pod nos. – Po drugie, jak już musisz wychodzić za mąż to trudno, ale nigdy nie trać głowy dla faceta. Nie warto, uwierz mi. A po trzecie… napij się, skoro już tu jesteś – zakończyła pogodnym tonem i podała oszołomionej blondynce limonkę do ręki i posypała jej soli na dłoń. - Poliż, wypij, zagryź – poinstruowała, z uśmiechem przyglądając się jej pierwszej próbie, po czym parsknęła w głos, gdy dziewczyna się skrzywiła.
- Niedobre…
- Zagryź! – śmiała się panterołaczka, podtykając dziewczynie limonkę do ust i chichocząc bez opamiętania, gdy ta wciąż się krzywiła.
- Nadal niedobre…
- Po trzeciej ci zasmakuje. Lane! – Kimiko machnęła na kelnera.

        - Witam piękne panie. Pijesz beze mnie, kotku?
Seth pojawił się za jej plecami znienacka, zaraz obchodząc dziewczynę i kurtuazyjnie kłaniając się jej towarzyszce, której tequila zdążyła już dodać rumieńców na policzkach.
- Mało masz barów w okolicy? I mówiłam ci, żebyś mnie tak nie nazywał.
- Tu podoba mi się towarzystwo. – Panterołak wyszczerzył zęby, puszczając mimo uszu kolejne pouczenie, podczas gdy złodziejka przewracała oczami. Sam musiał przedstawić się Alicji, która przyglądała mu się z zafascynowaniem, skacząc spojrzeniem od uszu dziewczyny do uszu jej towarzysza.
- Jesteście parą? – zapytała, zaraz znów strzelając skonsternowanym wzrokiem, gdy usłyszała dwie odpowiedzi na raz.
- Tak – wyszczerzył zęby panterołak.
- Nie – prychnęła złodziejka i Seth zaraz obrócił się w jej stronę, gotów do przekomarzania się.
- To czemu chodzisz w mojej kurtce?
- Bo mi się podoba...
- I niby tylko ona…?
- …a mój płaszcz spłonął. Poza tym ją ukradłam, więc jest moja – mruknęła butnie brunetka i tym razem ona uniknęła odpowiedzi, spoglądając nagle uważniej na Setha, jakby coś wpadło jej do głowy. Ten zaś zmarszczył brwi.
- Nie podoba mi się ten wzrok – westchnął już poważniej, wyczuwając kłopoty na staję.
- Seth, mój drogi…
- A to już w ogóle.
- …może odprowadzisz Alicję do domu?
- Ale ja się dopiero zaczynam dobrze bawić! – wtrąciła się pierwszy raz od dawna blondynka i czknęła cicho na potwierdzenie swoich słów, zaraz speszona zakrywając usta dłonią.
- No widzisz? A noc młoda… - Panterołak uśmiechnął się szelmowsko do blondynki i zaraz zgarnął kuksańca od złodziejki.
- Nawet o tym nie myśl. Ona ma jutro ślub, po prostu weź ją bezpiecznie odstaw do domu, co?
- A co ja będę z tego miał? – zamruczał kocur, przenosząc czujne ślepia na Kimiko. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Dobry uczynek na koncie? – spróbowała, ale teraz to Seth już zaśmiał się w głos, spoglądając na nią z jawnym rozbawieniem i niedowierzaniem zarazem.
- Kotku, proszę cię, czy my się od wczoraj znamy?
- Jenyyy… widzisz jak ona wygląda? Na pewno są dziani. Odstaw ją do domu i powiedz, że uratowałeś ją z rąk bandytów. Będziesz bohaterem i na pewno coś ci się skapnie – wymyśliła na szybko i spojrzała na Alicję, która trzymała wciąż rękę przy ustach, chichocząc niepohamowanie. Kimiko westchnęła. – I powiedz, że ją odurzyli, czy coś…
- Mhm. Co ci tak zależy w ogóle?
- Jest milutka. A ja nigdy nie miałam koleżanki!
Złodziejka umyślnie wydęła smutno usta i zatrzepotała rzęsami, spoglądając na panterołaka, który na zmianę prychał i rechotał, kręcąc głową. W końcu jednak przetarł twarz dłońmi, zmierzwił nieco dłuższe już włosy i westchnął, co oznaczało zgodę i Kimiko mogła się już normalnie uśmiechnąć, ukazując swoje pełne zadowolenie.
- Nie szczerz się tak. Jesteś mi dłużna. I flaszką się nie wykpisz. A w ogóle to mogłaś sama ją odprowadzić, a nie siedzieć i upijać.
- Mam ogon – odpowiedziała Kimiko spokojnie, na dłużej przyciągając złote ślepia. Seth wciąż się uśmiechał, ale widziała, że spoważniał.
- Tych trzech cwaniaków? Gapią się na was odkąd przyszedłem, ale założyłem, że to twój tyłek ich tak zahipnotyzował.
- Boki zrywać.
- Poważnie mówię, masz...
- Dokończ to zdanie to ci walnę.
- No już, już, nie jeż się. Poradzisz sobie z nimi?
- Ta.
- Na pewno?
- A co, martwisz się o mnie? – Teraz to złodziejka wyszczerzyła się zaczepnie, otrzymując w zamian karcące spojrzenie złotych ślepi. Seth zaraz spojrzał na barmana, który pilnie udawał, że nie podsłuchuje i dopiero teraz zwrócił uwagę na klientów.
– Nie polewaj jej już, co?
- Idź już, tato – parsknęła Kimi, popychając kocura.
- Oby jej rodzinka faktycznie była dziana… – mruczał Seth pod nosem, pomagając Alicji. Blondynka zaraz zachwiała się i oparła na oplatającym ją ramieniu i drugim, które podpierało jej dłoń. Panterołak mruczał coś jeszcze pod nosem, ale skierował się do drzwi, pewnie podtrzymując dziewczynę i Kimiko odetchnęła z ulgą. Został jej tylko jeszcze jeden problem…

        Dopiła ostatniego drinka, polanego przez uczynnego barmana, który zaraz wskazał jej brodą na kogoś za nią. Właściwie trzech ktosiów. Kimiko odwróciła się z westchnieniem, a ten, z którym wcześniej zadarła, z uprzejmym uśmiechem wskazał jej tylne wyjście. Mruknęła coś pod nosem, ale że szybko ją otoczono, posłusznie opuściła bar.
Przyjemnie chłodne, chociaż nie najświeższe powietrze, otrzeźwiło ją nieco, gdy zamknęły się za nią drzwi. Idący za nią blondyn sięgnął do jej uda, by dziewczynę rozbroić, ale momentalnie dostał łokciem w nos, aż poszła pierwsza krew tego wieczoru. Wszyscy cofnęli się o krok, a Kimiko spoglądała po nich kolejno, jeszcze spokojnie bujając za sobą ogonem.
- Spodziewałem się, że skorzystasz z okazji i uciekniesz z kolegą. – Danny skupił na sobie kocie ślepia.
- Nie, nie. Jestem tą… no… - mruczała złodziejka i pstryknęła palcami, pokazując ząbki w uśmiechu, udając, że przypomniała sobie słowo. – Dywersją.
- Pewna siebie, hm? Nie rozumiem tylko dlaczego nie mogliśmy sobie kulturalnie wypić drinka w barze, czemu musiałaś dramatyzować?
- Pyta facet, który z dwoma kumplami wychodzi na zewnątrz za dziewczyną, która go spławiła – parsknęła Kimiko ze szczerym rozbawieniem, opuszczając lekko głowę, a gdy ją podniosła, dostała na odlew w twarz, co skutecznie zmyło uśmiech z jej ust.
- Już nie jest ci wesoło? – zapytał brunet, któremu odpowiedział posłuszny śmiech pozostałej dwójki.
– Ostatnie ostrzeżenie… - warknęła złodziejka, której rzeczywiście humor przeszedł jak ręką odjął.
- Ojej, i co wtedy, kicia? Pokażesz pazurki? – zaśmiał się inny z trójki, popychając ją na ścianę i szarpnięciem zabierając pochwę z nożem od opasającego udo paska.
- Ja tam lubię drapanie po plecach – mruknął dryblas, teraz dociskając złodziejkę do muru i z wrednym uśmiechem wpychając jej jedną rękę pod kurtkę, drugą zaś przeciągając po rzucającym się wściekle ogonie. Tego było już za wiele.
        Wściekły ryk rozdarł nocną ciszę, tylko o sekundy poprzedzając agonalny wrzask faceta, któremu pantera rozszarpała właśnie gardło. Danny zmarł jeszcze zanim upadł na ziemię, a i na to zmiennokształtna nie czekała, skacząc na następnego mądrego. Szarpnięta za ogon zdołała tylko zacisnąć kły na jego barku, nim puściła ofiarę, odwijając się wściekle, ale znów udało jej się jedynie wgryźć w udo kolejnego cwaniaka.
Dlatego nie lubiła przemieniać się w panterę pod wpływem alkoholu. W zwierzęcej formie regenerowała się szybciej, więc procenty ulatywały z niej z każdym oddechem, ale za to wyczulone zmysły były przez ten czas atakowane niczym nawałnicą. Pantera z rykiem zachwiała się na łapach i odskoczyła, starając się oddalić jak najbardziej. Nie chciała przecież nikogo zabijać, jeśli nie musiała, ale ciężko wyjść z szamotaniny z drapieżnikiem i nie mieć rozszarpanej żadnej głównej arterii. Kocica przesadziła chwiejnie kilka susów i odbiła od ściany. Niezadowolona potrząsnęła łbem i wróciła do ludzkiej postaci, łapiąc oddech i oglądając się przez ramię. Jeden już się nie podniesie, pozostali powoli zbierali się do pościgu. Rzuciła się pędem przed siebie, z każdym kolejnym krokiem odzyskując trzeźwość umysłu i równowagę.
        Nie musiała już spoglądać przez ramię, by wiedzieć, że jej nie dogonią. Zignorowała też nadchodzącego z naprzeciwka marynarza ze zwojem liny na ramieniu. Nawet jeśli pofatygowałby się na pomoc rannym, jej już dawno tu nie będzie. Nie przewidziała tylko, cholera jasna, że oni się znają.
- Clint! Zatrzymaj ją! – Usłyszała już za swoimi plecami i tylko przyspieszyła. Mowy nie ma, żeby ją dogonili. Zaniepokoił ją tylko świst liny, której fragment właśnie zobaczyła opadający z góry przed nią.
- Co do cholery… - mruknęła pod nosem, a po chwili krzyknęła odruchowo, gdy coś ciasno oplotło jej kostki, a ona z całym pędem runęła jak długa na bruk.
        Słyszała tupot nóg, ale już nawet nie chciało jej się wstawać. Była obolała jak diabli i coś ciągle ściskało ją mocno w kostkach. Co za wieczór, naprawdę… Odwróciła się z trudem na plecy i spojrzała na zbliżającego się marynarza, zwijającego linę na ramię. Pociągnęła zmęczonym spojrzeniem do jej końca, ciasno oplecionego wokół jej nóg.
- Niezła sztuczka – mruknęła ze szczerym uznaniem, podnosząc się z trudem na łokciach. Blondyn uśmiechnął się sympatycznie.
- Dziękuję. A co tu się właściwie dzieje?
- Zabiła Danny’ego, to się stało! – Kulejący oprych zdążył już do nich dokuśtykać, razem z tym, któremu ręka jakoś dziwnie zwisała. I ten właśnie próbował zamachnąć się, by kopnąć dziewczynę w głowę, ale marynarz go powstrzymał.
- Weź, leży związana. Co wam się do cholery stało?
- Ona się stała!
- Ostrzegałam – warknęła tylko złodziejka i odchyliła się, gdy znów zamierzono się na nią z buciorem. Tym razem dostała jednak w żołądek.
- Dobra, spokój, moment. Sorry, mała – mruknął Clint, przyklękając przy niej i przewracając dziewczynę na brzuch. Nim zdążyła się zorientować, sznur skrępował jej za plecami nadgarstki i marynarz dopiero wtedy rozwiązał jej nogi, prostując się z drugim końcem liny w ręku.
        Powstrzymała się od jęknięcia, słysząc nad sobą głosy i ostrożnie poruszyła rękami, usiłując poluźnić więzy. Nic z tego. Pieprzone portowe miasta z ich cholernymi marynarzami i piekielnymi węzłami. Za dawnych czasów Amarok nauczył ją kilku żeglarskich supłów, które potrafiła wykonać szybko i precyzyjnie, jednak małomówny, ale przyjazny elf zniknął z ich bandy, zanim zdążył nauczyć dziewczynę, jak z takiego cudu się wyplątać. Zakuta w metalowe kajdany mogłaby sobie wystawić kciuk i wysmyknąć dłoń, ale przy zaplecionej ciasno, grubej linie, nie miało to najmniejszego sensu. Nie pozostawało jej więc nic innego, jak leżeć na bruku i słuchać.
- No i co teraz? Zabijemy ją czy co?
- Zgłupieliście do reszty? To tylko jedna dziewczyna. Puśćcie ją i już, nie wygląda na taką, co poleci na straż.
- A co powiemy szefowi? Że mi ramię samo wypadło ze stawu? Że Jim stracił kawałek uda, bo źle obstawił w kasynie? A Danny wkurzył zgraję portowych kotów, więc te rozszarpały mu gardło?!
- Szlag by to trafił. Zachciało mu się panienki…
- Bierzemy ją do szefa i powiemy, że pierwsza zaatakowała. Dostanie za Danny’ego i może ją jeszcze szef opchnie gdzieś.
- Nie licz, że ci coś z tego skapnie, durniu.
- Masz kuźwa lepszy pomysł!?
- A jak powie, jak było?
- A komu szef uwierzy? Nam czy jakiejś lalce?
- Decydujcie szybko, bo mi zaraz łapa odpadnie! Co robimy?
- Rozwiążcie mnie i won stąd, to was nie pozabijam – sapnęła z ziemi Kimiko, próbując podnieść się chociaż na kolana, ale dociśnięto ją butem do bruku. Durne cwele. Tyle dobrego, że już się tak nie cieszyli. Uśmiechnęła się krzywo pod nosem i jęknęła, gdy poderwano ją brutalnie na nogi. Szarpnęła się, próbując zarzucić sobie na bark opadającą z niego brązową kurtkę i spojrzała hardo na faceta przed nią. Wciąż miał jej sztylet.
- Mało ci? Zawsze możemy dokończyć zabawę – prychnął, spoglądając na dziewczynę, ale ta wciąż spoglądała na niego ze złośliwym uśmiechem, co najmniej jakby miała przewagę.
- Idź do diabła – powiedziała niemal uprzejmie, ale między nią, a krwawiącym brunetem pojawił się blondyn, najspokojniejszy chyba z nich wszystkich, chociaż już nie taki uśmiechnięty.
- Żebyś się nie zdziwiła… - mruknął do niej, wywołując błysk konsternacji w oczach dziewczyny. Obrócił ją i kładąc rękę na jej ramieniu poprowadził przed sobą.

        Przeszli w milczeniu kilka przecznic. Kimiko nie przerywała ciszy, próbując wciąż wysupłać dłonie z więzów, w miarę potajemnie, ale szło jej tak samo beznadziejnie, jak wcześniej. Z kolejnej ulicy przeszli do jakiegoś lokalu. Nie przodem, ale od zaplecza. Mnogość zapachów różnych ludzi i alkoholi biła po nozdrzach, ale Kimiko marszczyła brwi, wyczuwając coś jeszcze, coś znajomego, co trącało ją uporczywie, ale nie mogło wydrzeć się ponad wonny chaos. Gdzie do cholery idą? Jedne drzwi, korytarz, kolejne drzwi. Więcej głosów. Sami faceci. Na napastliwe spojrzenia tylko uniosła brodę, a gdy jeden złośliwie podstawił jej nogę, by się potknęła, posłusznie zahaczyła stopę, ale później szarpnęła, posyłając żartownisia na ziemię. Prawie wywołała tym bójkę w wąskim przejściu i Clint przyspieszył kroku, po drodze łapiąc coś ze stolika. Chwilę później czarny materiał przysłonił jej wzrok.
- Teraz? Jak już wiem, gdzie jesteśmy?
- To dla twojego dobra. Może jeszcze się z tego wyplączesz, więc lepiej, byś za dużo nie wiedziała.
- Ej, wszyscy marynarze umieją takie cuda z liną? – zapytała i usłyszała śmiech nad głową.
- Nie, wychowałem się na dalekim zachodzie, tam się tak łapie dzikie konie.
- No wiesz… I na dziewczynę z takimi sztuczkami – mruczała karcąco, uśmiechając się pod materiałem na jawne rozbawienie marynarza. W sumie sympatyczny gość. – Wybaczę ci, jak mnie tego nauczysz.
- Jak stąd wyjdziesz o własnych nogach to nauczę.
        Otworzyły się kolejne drzwi i Clint pchnął mocniej dziewczynę do przodu, chyba na pokaz. Postawiła kilka szybszych kroków, łapiąc równowagę i zadarła lekko głowę, przechylając ją jednocześnie na bok. Węszyła. Po chwili zaś zamarła, niedowierzając własnemu nosowi.
- Niemożliwe – zamruczała powoli, a spod materiału dobiegł stłumiony chichot.
Ktoś zdjął jej worek i dziewczyna potrząsnęła lekko głową, dmuchając w opadające na twarz kosmyki włosów. Lekko tylko rozczochrana, nawet nie nosiła większych śladów bójki poza lekkim ogólnym sponiewieraniem. Po posoce należącej do martwego i aktualnie cierpiących większych śladów na niej nie było, pantera skrupulatnie oblizała pysk. Teraz zielone ślepia błysnęły w nikłym świetle, a na widok znajomej twarzy złodziejka wyszczerzyła ząbki w zadziornym uśmiechu.
- Cześć, Dagon.

Awatar użytkownika
Dagon
Szukający Snów
Posty: 153
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani, Amarok
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Dagon » 2 miesiące temu

        Życie prostego człowieka nie było łatwe. Brak trosk i sielanka były dla bogaczy i szlachty. Biedota, jak zwykli mówić członkowie tych bardziej prominentnych grup społecznych, musieli wypracować w pocie i trudzie każdą kromkę chleba, a każdy kolejny dzień okupować licznymi wyrzeczeniami. Brak dostatków i blichtru rekompensowała jedynie wzajemna troska i ciepło charakterystyczne dla domów gdzie jedyną stałą wartością byli bliscy. Tak przynajmniej było gdy mimo wszystko oszczędzono ci pełnego pecha i urodziłeś się w uczciwie pracującej rodzinie. Niektórzy nie mieli nawet tego szczęścia, Rika nie miała aż tyle farta.
Matkę kiedyś miała, w końcu jakąś musiała mieć, z niektórych słów ojca domyślała się, że rodzicielka zwyczajnie odeszła w siną dal. W sumie nawet się temu nie dziwiła. Gdyby mogła też by uciekła. Czemu nie zabrała ich ze sobą, szybko przestała pytać domyślając się przyczyny. Kto chciałby tak bezużyteczną córkę. Jako dziecko swojego ojca nie była dość dobra by się nią przejmować, zresztą razem z siostrą. Bo siostrę też miała, kilka lat starszą, którą przeciwnie do matki pamiętała, chociaż słabo.
Siostra spłaciła długi, gdy Rika miała może z pięć lat. Nie, nie własne, bo dziewczynki na swoje nieszczęście miały też ojca. Ten zaś z pracą rozmijał się częściej niż się jej poświęcał. Za to chętnie przegrywał lub przepijał posiadane pieniądze, a najchętniej robił jedno i drugie na raz, zaciągając niekończące się długi. Starsza siostra została zabrana przez jakiegoś suterena właśnie na poczet tych zaległości i Rika więcej jej już nie spotkała.
W takich chwilach pozostawała tylko wiara i Rika początkowo wierzyła gorliwie, że z niebios przybędzie anioł z przepięknymi białymi skrzydłami i ją uratuje jeśli tylko będzie grzeczną dziewczynką. Szczerze modliła się co wieczór o pomoc i starała się jak mogła by być dobrym człowiekiem godnym niebieskich obietnic. Grzecznie znosiła bicie i burczenie w brzuchu. Dbała o dom i zapitego ojca. Próbowała być najlepszą córką jaką tylko mógł sobie wymarzyć, tak jak nakazywał dobry bóg.
Czy wpierw przestała mówić czy wierzyć w ratunek, nigdy się nie zastanawiała, jedno i drugie zatarł pył codzienności. Później zamiast wiary gdy nadzieja na zmianę i ocalenie upadła, wciąż jeszcze pozostał lęk przed karą. Tej zaznała nieraz i jej istnienia była pewna, a spod rezygnacji zamiast rozgoryczenia przebijały się myśli, że musiała uczynić coś strasznego za co teraz czyniła pokutę. Nie chciała jej rodzona matka więc tym bardziej nie była godna niebiańskiego ratunku. I chociaż nie wiedziała co robiła źle, starała się dalej w towarzystwie przekonania iż poniesie konsekwencje swoich przewin.
        Miała dziesięć lat, chyba, nie obchodziła urodzin i miała jedynie mgliste pojęcie co do swojego wieku wynikające z mijających miesięcy. Aniołowie nie zjawili się nigdy z czym już dawno zdążyła się pogodzić, przybył za to diabeł.
Dostrzegła rogaty cień za elegancko odzianym mężczyzną, potem ze strachu zamknęła oczy. Czart na pewno był ubrany lepiej niż wszyscy poprzedni wierzyciele, ale przecież tak piekło zwodziło ludzi. Wpierw zabrano jej siostrę, teraz przyszła kolej na nią. Przez chwilę nawet zastanawiała się kto miał większego pecha, siostra, którą zabrał podejrzany typ, czy ona.
Z czasem zorientowała się, że to było najlepsze co spotkało ją w życiu. Ratunek, którego oczekiwała od boga, przyszedł z rąk piekieł.
Podczas pożaru ponownie była rozpaczliwie przekonana o swojej zgubie. Tego wieczora diabeł uratował ją po raz drugi i Rika drugi już raz uznała, że w takim razie chyba wolała piekło, bo tylko ono o niej nie zapomniało gdy zrobił to bóg. Podobno tak właśnie diabły kusiły słabych. Obiecywały wygodne życie i mamiły zmysły, i wychodziło im to doskonale, bo Rika w swoim krótkim życiu była szczęśliwa dopiero żyjąc w zamtuzie i jeśli to miało kosztować ją duszę, była gotowa zapłacić tę cenę i nie żałować. Chociaż i co do ceny zaczęła mieć wątpliwości. W końcu kto tak naprawdę był winien, pracująca dziewczyna, która zwykle nie miała innego wyjścia, ten który sprowadził na nią okrutny los czy może klienci domów uciech korzystający na ich nieszczęściu. Szef pewnie jako diabeł tak czy inaczej był potępiony, ale z drugiej strony dziewczynka dawno zweryfikowała i te poglądy. Jedyna dobroć jakiej doświadczyła pochodziła z czarcich łap, podobne rzeczy opowiadały inne, przecież znacznie bardziej doświadczone życiowo dziewczyny.
I chociaż bies długo budził jej lęk, teraz był dla dziewczynki jedyną ostoją bezpieczeństwa. Siedząc na przedramieniu mężczyzny mocniej zaplotła ręce wokół jego karku i wcisnęła zapłakaną buźkę w szyję czarta ani myśląc go puścić, gdy płomienie pochłaniały zamtuz.

        A Dagon trzymał dziewczynkę pozwalając jej łkać w swoją skórę. Starał się unikać nadmiernych zażyłości ze swoją własnością, ale chociaż każda z dziewczyn miała swoją historię, Rika była nietypowym nabytkiem, swojego rodzaju maskotką w burdelu.
        Laufey był wszechstronnym biznesmenem i nie przepuszczał żadnej szansy na zarobek. Wykupywanie weksli zatwardziałych dłużników należało do jednej z obiecujących dziedzin, gdyż czart jak nikt potrafił skłaniać opornych do hojności. Tego wieczora jednak nie poszło tak gładko jak powinno. Pamiętał tę transakcję jakby była wczoraj. Musiał pofatygować się osobiście, czego oczywiście bardzo nie lubił, gdy jego człowiek nie wiedział co czynić z jednym cwaniakiem. Łańcuchowy kundel byłby więcej wart niż córka, którą próbował im wcisnąć i pewnie też byłby mniej zawszony.
Spojrzał z góry na klęczące i błagające o litość ścierwo, które moment temu posłał na klepisko słusznie poirytowany faktem, że ktoś wciskał mu niezły bubel. Tyle, że pijak rzeczywiście nie miał dosłownie nic innego, poza własną skórą i nędznym życiem. Chałupa ledwie stała, trzymając się ostatkiem swoich sił. W środku nic nie przypominało wyposażenia. Pod jedną ze ścian, w zardzewiałym wiadrze stała resztka wody, ciężko powiedzieć czy przyniesiona czy może nałapana dziurami w dachu podczas ostatniego deszczu. Kilka potłuczonych skorup w kącie obok miało chyba robić za naczynia. W drugim kącie kałdun ze szmat obrzydliwych nawet na odległość najwyraźniej robił za siennik. Na nim zaś zwinięta w najżałośniejszy kłębek jaki kiedykolwiek widział, z kolanami ciasno pod brodą i plecami wciśniętymi w sypiący się mur, siedziała jedyna zapłata za weksel jaką mógł wymusić. Dlatego właśnie pracownik nie wiedział co robić. Ktokolwiek był tak durny by pozwolić menelowi na zaciąganie długów, teraz uczynił interes życia pozbywając się problemu robiąc z czarta frajera.
Kopnął zasrańca, chociaż szkoda mu było brudzić butów i podszedł do obrazu nędzy i rozpaczy w najczystszej czy raczej najbrudniejszej postaci. Dziewczynka skuliła się jeszcze bardziej chociaż wydawało się to niemożliwe, jakby przygniótł ją cień piekielnika. Bez dalszych ceregieli bies złapał ją za kark i zniknął z rudery.
        W domu nalał sobie whisky i siadł z rozmachem na kanapie by lepiej przyjrzeć się nabytkowi. Chude, posiniaczone i dygoczące ze strachu nieszczęście bało się nawet uciekać. Czart zmrużył oczy masując nasadę nosa i westchnął ciężko. W żaden sposób nie przypominało to dziewczynki. Szatynka mocniej zadrżała, gdy ciemne spojrzenie biesa znów skupiło się na niej.
        - Umiesz gotować? - Tak gorliwe potakiwanie nie było częstym widokiem.
Dziecko okazało się pracowite i szybko stało się ulubienicą dziewczyn, przydając się mocniej niż diabeł mógłby przypuszczać.
        Poza tym jednak w ogólnym rozrachunku miał dość wygodne życie składające się z raczej udanych interesów, przynajmniej do czasu pojawienia się gada.

        Gdy znikali z Nowej Aerii plan był prosty, nie wychylać się. Szybko ustalili, że prościej będzie rozdzielić się, niż włóczyć się razem, tym bardziej, że Dagon nie planował siedzieć w miejscu, ale jeszcze nie wiedział co tak naprawdę chciał uczynić. A kocica nawet się nie pożegnała wymykając się chyłkiem gdy przysnął na chwilę. Uśmiechnął się jedynie pod nosem czytając liścik będący kwintesencją kociej natury. Podpalił nim cygaro czekając aż powoli dochodząca do siebie dziewczynka zje śniadanie. Potem opuścił Demarę.
Czart też nie cierpiał z powodu takiego rozwiązania, a że Kimiko wróci, nie miał wątpliwości. Jeśli nie tak po prostu z braku wrażeń i dreszczyku emocji to przecież wisiał jej kasę.

        Kolejne tygodnie upłynęły Dagonowi na tym w czym był najlepszy, na kombinowaniu i machlojkach. Nie zaszył się w Trytonii nie mając pewności jak przebiegło spotkanie jaszczurki i Scarlett. Zresztą w chwili gdy spłonął mu cały dom, jednocześnie zapragnął nowych wyzwań i świętego spokoju, co nijak nie szło w parze, więc w diablim umyśle toczyła się cała batalia pomysłów pomieszanych z wściekłością, bo przede wszystkim potrzebował ludzi. W końcu jedno pragnienie nie podlegało dyskusji - zemsta, bies szczerze pragnął gadziej krwi.
        Ostatecznie wylądował w Randill. Spodobała mu się sprawa z całym tym przemytem, a skoro tak się składało, że znał już jednego aroganckiego kapitana, przez minione dni sumiennie budował swoją małą społeczność. Po cichu zaczął kontrolować jedną z dzielnic miasta, a plan nowego biznesu krok po kroku zaczynał nabierać coraz wyraźniejszych kształtów, a to był dopiero początek. Bies coraz częściej i chętniej uznawał, że na dobre skończył z pozorami i legalnym biznesem.

        Właśnie omawiał szczegóły transportu, gdy do pokoju na zapleczu wpadło trzech jego ludzi ze związaną dziewczyną.
        - Co to za cyrk? - warknął diabeł, skupiając spojrzenie na przybyłych.
        - Zaatakowała nas i okaleczyła - zaczął jeden z rannych.
        - I do tego skrwawiła w alejce Dannego - dodał drugi, podczas gdy piekielnik do nich podszedł. Jedynie Clint milczał większą uwagę poświęcając podłodze, przeżuwając własne emocje.
Bies stanął naprzeciw dziewczyny i ze zmrużonymi oczami podniósł worek zasłaniający jej twarz.
        - Kimi... - wychrypiał przyglądając się złodziejce z nieodgadnionym wyrazem twarzy, co wywołało zmieszanie w szeregach oskarżycieli. Worek ponownie opadł na twarz panterołaczki, a rogaty okrążył brunetkę i stanął przed swoimi ludźmi.
        - Nie lubię się powtarzać - zaczął niskim tonem.
        - Ale to ona zaczęła - zaoponował jeden z poszkodowanych.
        - Nie lubię też głupoty - Laufey kontynuował w głębokim poważaniu mając wymówki swoich ludzi, a pewne siebie miny powoli były wypierane przez strach.
        - Nie sra się do swojego gniazda. Nie robi się brud na swoim terenie, szczególnie takich, których nie umie się wygrać i nie zostawia się niesprzątniętych trupów - skończył stając za Jimem, który głośno przełknął ślinę bojąc się odwrócić. To była ostatnia rzecz jaką zrobił. Potem rozległ się trzask kręgów i wiotkie ciało mężczyzny upadło na podłogę, a w pokoju zapanowała grobowa cisza. Drugi z rzezimieszków próbował nawet uciekać, był w połowie ni to kroku ni obrotu by spojrzeć na rogatego, gdy dołączył do towarzysza.
        - Kto umie dobierać sobie przeciwników dłużej żyje, a jeśli ktoś jeszcze nie potrafi we trzech chłopa pokonać jednej kobiety to niech ich nie zaczepia - wywarczał, chociaż obecni patrzyli na oblicze piekielnika raczej nierozumnie, dopiero trawiąc zdarzenie, którego byli świadkami.
        - Zamierzacie czekać aż Danny zmartwychwstanie i przylezie do dziupli na własnych nogach czy może aż znajdzie go straż miejska? - dopiero to pytanie otrzeźwiło mężczyzn, którzy z nowym zapałem ruszyli znaleźć nieboszczyka.
        - Szefie… - dopiero teraz odezwał się Clint, przyglądając się wydarzeniom z zaciekawieniem i nutką strachu. - A co z dziewczyną?
        - A interesuje cię to bo? - Czart zmrużył oczy.
        - Bo to chyba nie do końca jej wina - odpowiedział na tyle spokojnie na ile udało mu się opanować.
        - Weszła na teren jednego bossa z piekła rodem i narobiła bałaganu, podczas gdy miała trzymać głowę nisko i unikać kłopotów - wychrypiał łapiąc dziewczynę w pół i przerzucając ją sobie przez ramię.
        - Będzie musiała się wykupić - dokończył zabierając linę z rąk blondyna. Zaraz potem Dagon zniknął zostawiając marynarza samego z dwoma trupami. Ten westchnął splątany, skupiając się na tym co najważniejsze. Właśnie przypadło mu zadanie sprzątnięcia trucheł.

        Zmaterializował się w komnacie opuszczonego i zniszczonego zamczyska. Zapomniane ruiny stały w lesie porastającym nadbrzeżny klif. Większość budowli była zniszczona i powoli niknęła pochłaniana przez naturę. Jednak południowe skrzydło, a w zasadzie jakaś jego część oparła się czasowi i siłom przyrody, teraz stając się diablą kryjówką. Ocalone pomieszczenia zaś były już względnie doprowadzone do porządku i używalności.
Upuścił dziewczynę na materac obszernego łóżka. Klęknął nad nią, opierając się na rękach i dopiero ściągnął worek z głowy zmiennokształtnej.
        - I co teraz zrobisz panterko? - wychrypiał czarnymi oczami przyglądając się złodziejce. Niegdyś bez spinek nie ruszał się z domu. Teraz korzystał z nich raczej sporadycznie, ponieważ w nowych przedsięwzięciach rogaty wygląd stał się bardziej atutem niż przeszkodą.

Awatar użytkownika
Kimiko
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 2 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Kimiko » 2 miesiące temu

        Z zainteresowaniem, lekko okraszonym rozbawionym niedowierzaniem, przysłuchiwała się rozmowie Laufeya z jego ludźmi. Nie miała wątpliwości, że to on, nawet zanim jeszcze się odezwał. Niski głos gdzieś poza materiałem był tylko potwierdzeniem zapachu, który rozpozna już wszędzie. Swawolny grymas jednak szybko zszedł z jej ust, gdy usłyszała łgarstwa mężczyzn, ale że pamiętała też jak tę wersję ustalali, prychnęła tylko pogardliwie pod nosem, powstrzymując się od komentarza. Dopiero, gdy czarci palec zadarł worek, na moment uwalniając kocią głowę, przywitała się z uśmiechem, jak zawsze gdy widziała tę rogatą facjatę. Na swoje imię tylko przymrużyła zgodnie ślepia, przechylając lekko głowę i próbując dopatrzeć się czegoś więcej u znajomego, gdy nagle materiał worka na powrót przysłonił jej świat.
        - Hej!! – prychnęła, na diable szczęście oburzona tak, że na moment ją zapowietrzyło, a tym samym uciszyło. Później już tylko warknęła zwierzęco pod workiem, nieświadomie przyciągając krótkie ukradkowe spojrzenia, podczas gdy ogon smagał powietrze, okazując światu jawne niezadowolenie zmiennokształtnej. Co za bezczelny typ, naprawdę, że też ona ma do niego cierpliwość.
        Uspokoiła się szybko, jak zawsze, uznając że podsłuchanie wymiany zdań między biesem a jego ludźmi jest ważniejsze niż urażona duma. Już tylko lekko obrażona strzygła więc uchem, gdy Laufey wykładał podstawy przedsiębiorczości w światku przestępczym, a za chwilę zamarła zaskoczona, słysząc trzask kręgów. Obróciła lekko głowę, uspokajając ogon, a za chwilę dźwięk się powtórzył do wtóru kolejnego upadającego bezwładnie ciała i dziewczyna uniosła brwi. „No proszę, skala diablej tolerancji dość drastycznie spadła ostatnimi czasy”, pomyślała z mieszaniną fachowego uznania i bardziej osobistej już niepewności, jako że mimo wszystko ona również nieco podpadła, nawet jeśli niechcący.
Uśmiechnęła się jednak z zadowoleniem, słysząc że Clint mimo wszystko posunął się nawet do powiedzenia czegoś na jej obronę. Sympatyczny i odważny, proszę jaka przyjemna niespodzianka w czarcich szeregach. To, że przed chwilą jego dwóch kumpli odwróciło głowy o pełen obrót jakoś nie powstrzymało go od wyrażenia swojego zdania. Może jakoś dłużej się z Bajem znają?
        Na odpowiedź Laufeya tylko wywróciła oczami. „Trzymać głowę nisko i unikać kłopotów”, też coś. Przecież nie napadła na bank do cholery, tylko nie pozwoliła sobie spuścić łomotu!
- Aj! – pisnęła odruchowo, niespodziewanie złapana w pół. Nie nawykła do tego, że miała unieruchomione ręce, bardzo dawno nie udało się nikomu związać jej na dłużej. Teraz jeszcze ze skrępowanymi na plecach nadgarstkami została przerzucona przez czarcie ramię, nie mając żadnej możliwości manewru, ani nawet karcącego przywalenia bezczelnemu rogaczowi. Taki brak wpływu na własne poczucie równowagi znosiła wyjątkowo źle, a do tego dochodziło diable poczucie humoru. Wykupić się, dobre sobie…
- Chyba sobie jaja robisz! – warknęła, wierzgając nogami, ale wystarczyło, by bies zrobił jeden krok do przodu, a kocica znieruchomiała. Czarny ogon śmignął po łuku, owijając się wokół szyi Dagona i przylegając kurczowo do jego pleców, gdy Kimiko próbowała odnaleźć się w nietypowo dla niej bezbronnej pozycji.
        Raczej podświadomie wyczuła to, przed czym diabeł jej nie uprzedził i zdążyła pozbierać myśli. Znikną. Ciała zostaną sprzątnięte pod ich nieobecność. A ten martwy padalec ma jej nóż!
- Clint, mój nóż! – zdążyła tylko rzucić, nim coś szarpnęło ją znów w okolicach pępka.

        Nie wiedziała jednak nawet, czy blondyn ją usłyszał, bo miała wrażenie, że zdanie skończyła już gdzieś indziej. A gdzie… to osobna sprawa. Mimo zupełnie niegrzecznego przetransportowania jej, wstrzymała dalszy opieprz, podnosząc lekko głowę i węsząc przez worek. Pachniało starością, zimnem, kamieniem, morzem…
Znów pisnęła, czując, że spada i spięła się cała, usiłując powstrzymać odruch obrócenia się w locie. Szybko jednak wylądowała na czymś miękkim i po krótkiej chwili na rozeznanie rozluźniła się nieznacznie. Mruknęła coś, czując jak materac wokół niej się ugina, a nad nią pochyla się sylwetka. W końcu na dobre zdjęto jej worek i znów potrząsnęła głową, już mniej zadowolona, łypiąc na wiszącego nad nią Laufeya.
- Dobrze się bawisz? – fuknęła na niego, spoglądając w czarne ślepia i odruchowo przenosząc wzrok wyżej, na rogi. Na ochrypłe pytanie tylko zmrużyła oczy, znów wypuszczając powietrze przez nos.
        Zupełnie nie spodziewała się go spotkać w tym mieście, a już na pewno nie w takich okolicznościach. Po głowie kołatało się wiele pytań z nimi związanych, ale w tej chwili musiały poczekać. Bajer znów próbował na niej swoich sztuczek, których zdążyła się już nauczyć o tyle, by nie dać się na nie nabrać, nawet jeśli przed chwilą była świadkiem dość znacznej zmiany w postępowaniu zachowawczego dotychczas biznesmena. Znudziły mu się czyste mankiety? Wciąż był wściekły o Nową Aerię? Ktoś mu wylał drinka? Tak czy siak, nie sądziła by zmieniło się coś znacznie w kwestii ich wzajemnego zaufania, więc zupełnie nie wyglądała na przejętą, a i niezadowolenie powoli jej przechodziło, przeradzając się w zwyczajowe stawianie się nazbyt pewnemu siebie rogatemu. Poza tym skoro już zna się trochę czyjeś zwyczaje, zawsze można zagrać mu na nosie i je uprzedzić.
        Złodziejka podniosła się lekko na łokciach, wyciągając szyję i sięgając twarzą do wiszącego nad nią biesa. Przysunęła nos i usta tak blisko jego skóry, że mógł czuć jej oddech i lekkie mrowienie, mimo że dziewczyna praktycznie go nie dotykała, z cichym pomrukiem obwąchując tylko okolicę diablich ust i policzka, i przyglądając mu się uważnie. W końcu opadła znów na materac, a usta wykrzywił jej zaczepny półuśmiech.
- Wiesz, stęskniłam się nawet i mogłabym przyciągnąć cię za krawat i pocałować tak, że by ci się rogi wyprostowały – zamruczała powoli, spoglądając na Laufeya spod rzęs, nim ślepia błysnęły ostrzej. – Ale po pierwsze w ogóle sobie na to nie zasłużyłeś, przerzucając mną, jak workiem z owsem – prychnęła, - a po drugie i tak mam związane ręce. Dosłownie. Więc, czy mógłbyś? – zapytała, unosząc lekko biodra i znacząco poruszając związanymi pod plecami rękami. – Ten twój Clint zna się na więzach, za cholerę się nie mogę z tego wyplątać – mruknęła już z przebijającym się przez obojętny ton niezadowoleniem, jak za każdym razem, gdy musiała się przyznać do porażki lub słabości, i kręcąc wciąż dłońmi, jakby mimo wszystko miała nadzieję, że jednak poradzi sobie sama.
– A rzuć mną raz jeszcze, to pożałujesz!
        Nie mogła powstrzymać się od ostatniej uwagi. Przez ramię to sobie wiejską dziewkę może przewiesić, ale kotem się nie rzuca! Zwłaszcza drapieżnym. Nie będzie związana w nieskończoność, więc niech sobie uważa, cwaniak.

Awatar użytkownika
Dagon
Szukający Snów
Posty: 153
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani, Amarok
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Dagon » 2 miesiące temu

        Nowe schronienie było jeszcze lepszą kryjówką niż mieszkanie nad burdelem. W końcu kto szukałby bandyty i przemytnika w zapomnianym, opuszczonym zamczysku. Do tego jeszcze takiego zawsze eleganckiego i w odprasowanym gajerze. No może strzał nie wydawał się aż tak bezsensowny jeżeli nie zwracać większej uwagi na garderobę, o ile by o owym zamku wspomnieć. Wpierw jednak należało o nim wiedzieć. Natomiast o ruinach mało kto wiedział, a jeśli wiedział, to wolał ich unikać w związku z jakimiś lokalnymi legendami, więc bies czuł się raczej bezpiecznie niepodejrzewany o schronienie w tym miejscu. Na okoliczne bujdy i bajania nie zwracał większej uwagi, przecież mało co było gorsze niż diabeł. Z kolei z samej ciekawości wypytywać nie zamierzał, by niepotrzebnie nie ściągać niczyjej uwagi. Wpierw tylko na własną rękę upewnił się czy aby nie mieszka ze smokiem. Nie, nie z gadziną z Nowej Aerii ale takim prawdziwym, bo bądź co bądź taki pełnokrwisty gad plasował się w poprzednio napomnianej kategorii “mało co" równającej się, że "jednak czasem coś". Z grzeczności lepiej omińmy fakt, że niepełnokrwisty jak się okazało nie tak dawno, również w tę kategorię wchodził, chociaż bies pilnie pracował by ten drobiazg zmienić.
Gdy zaś okazało się, że żaden smok, bazyliszek ani inny demon tu nie gościł, piekielnik zaprzestał szukania dziury w całym i powitał nowe lokum z otwartymi ramionami. Ba, nawet widoki można było polubić.
        Jakoś się złożyło, że po drodze nie sprzedał Riki starając się nie dopuszczać do siebie myśli jakoby nagle przybyło mu sentymentów, co potem okazała się być całkiem rozsądną decyzją. Bez Zefir nie miał kto zajmować się czarcią garderobą. Do tego sprzątnięcie nowego domu również spadło z jego barków.
Dziewczynka zaś prawie doszła do siebie po ostatniej tragedii, ciesząc się z tego co dobrego niosło życie, które i tak wyglądało wręcz różowo w porównaniu z jej poprzednimi losami. Po zakupy chodziła pieszo, przyjemną, w niektórych miejscach sekretną leśną ścieżką. Tylko zamek trochę ją przerażał, więc trzymała się sprawdzonej części. I tak sobie wygodnie żyli, chociaż diabła częściej nie było niż był. Ale Rika na nudę nie narzekała, miała co robić na takiej powierzchni, a samotność była kwestią dość względną i nie doskwierała jej wręcz wcale, przeciwnie do poprzedniego życia jak czasem sama określała w myślach, u boku ojca. Ostatnio zaczęła nawet oswajać szczura, który za nic miał sobie nowych gości i bezczelnie buszował w okolicy zapasów. Zwierzątko było mądre i dość butne by Rika powoli zyskiwała przyjaciela. Zawsze chciała mieć zwierzaka, teraz wreszcie miała taką możliwość. W zamtuzie nie było miejsca na futrzaki.

        Dzisiaj Dagon sam nie wiedział czy ucieszył się na widok pantery, czy może poirytował z powodu niespodziewanego zawirowania. Ale patrząc w rozgniewane kocie oczyska, które ukazały się po zdjęciu worka, gdy już mógł ze spokojem się nad tym zastanowić, uznał, że chyba jednak to pierwsze. Uśmiechnął się kątem ust, gdy pantera uskuteczniała swoje powitanie, wybuchając rechotem gdy skończyła na połajance.
        - Yhm - mruknął z aprobatą, jak się okazało wobec Clinta. - Całkiem bystry facet i fakt, zna się na swojej robocie - przytaknął jakby zupełnie ignorując poprzednią część wypowiedzi. Dopiero po chwili jakby przypomniał sobie resztę zarzutów, z kolan przetoczył się na bok układając obok złodziejki.
        - To mówisz, że się stęskniłaś... - podłapał mrucząco, mrużąc z zadowoleniem czarne ślepia. - Ale skąd w ogóle pomysł, że taki pocałunek jest możliwy. Nie słyszałaś nigdy “Nie ucz ojca dzieci robić"? - drwił sobie dalej, nie spiesząc się z pomocą Kimiko.
        - I nie rzuciłem, upuściłem - podsumował z bezczelnym uśmiechem. Ostatecznie uznał chyba, że dla własnego rogatego dobra starczy żartów. Usiadł na brzegu łóżka, jednocześnie chwytając dziewczynę za ramię, jej również pomagając usiąść, by nie było, że tylko sobie kpił. Zza pleców wyciągnął nóż i rozciął kocie więzy, po czym wstał i skierował się w stronę komódki, która robiła za cóż by innego jeśli nie za barek.
        - Co ty tutaj robisz, Kimi? - zapytał całkiem wesoło, nalewając whisky do dwóch szklanek, jednocześnie przyglądając się złodziejce.

Awatar użytkownika
Kimiko
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 2 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Kimiko » 2 miesiące temu

        Laufey wydawał się przez cały czas wybitnie rozbawiony, co coraz bardziej drażniło złodziejkę i tylko nakręcało jej prychanie na niego. Będzie się szczerzył zamiast pomóc i jeszcze zadowolony. Gdy zaś na końcu zaczął z niej wręcz rechotać w głos, zmrużyła oczy i podkurczyła jedną nogę, ostrzegawczo napierając kolanem na męską dumę diabła. Cholera wie, czy by się odważyła, bo jeśli miałaby się potłuc z czartem to wolałaby jednak mieć wszystkie cztery łapy wolne, ale też nie byłaby sobą, gdyby drwiny odpuściła bez żadnych konsekwencji. Swojego chłopaka jeszcze pochwalił, zamiast złapać aluzję, ale przetoczył się już na bok, więc Kimiko mogła tylko łypnąć na niego gniewnie.
        Wypomniane jej stęsknienie, w połączeniu z zadowolonym spojrzeniem, które mogło oznaczać tylko fakt, iż znów napompowała diable ego, skomentowała wywróceniem oczami. Dopiero dalsza drwina sprawiła, że złodziejka spojrzała na diabła z mieszaniną rozbawienia, zaskoczenia i pobłażania, unosząc wysoko brwi. Musiała zacisnąć usta, których kąciki unosiły się do góry, by nie odpyskować od razu, bo powiedzenie znała inne, ale jemu by się nie spodobało. Pewnie i tak odwróciłby kota ogonem (ha), ale nie było co ryzykować. O ile zazwyczaj nie przejmowała się diablimi reakcjami, drocząc bezczelnie z Dagonem, to jednak na tyle dużo czasu spędziła w towarzystwie mężczyzn, by wiedzieć, że są tematy, z których kpić nie należy, a już na pewno nie zmuszać do obrony w tej materii. Wtedy nawet niewinna przepychanka słowna, może niekontrolowanie eskalować. Poza tym… wciąż jej wolność zależała od czarciej fanaberii, więc jeśli chciała się tych cholernych więzów pozbyć, to musiała chociaż przez chwilę być grzeczna.
- No teraz już się nie dowiemy – odpowiedziała więc tylko, uśmiechając się układnie i starając nie kopnąć Dagona za opieszałość w uwalnianiu jej. Nawet ratunkiem tego nazwać nie można, bo uwiązana była tylko i wyłącznie przez niekompetencję jego ludzi. Drapieżnik we wnykach, co za hańba…
        W końcu jednak wstał i podniósł ją za sobą do siadu, szybko rozcinając linę splatającą jej nadgarstki. Westchnęła z ulgi i wyciągnęła ręce przed siebie, rozgrzewając zastygłe mięśnie, do pleców odchodzącego Laufeya zaś strzeliła minę, korzystając z tego, że nie widzi. Może i dziecinne, ale poprawiło jej humor. Usiadła wygodniej, jedną nogę zostawiając na ziemi, drugą podkurczając na łóżku. Poprzeciągała się jeszcze, kręcąc na boki, a później rozcierając poranione nadgarstki, które już zaczynały się goić. Pantera była teraz w doskonałej formie i taka powierzchowna rana znikała dosłownie na oczach. Podniosła spojrzenie na Laufeya, słysząc pytanie i uśmiechnęła się. Przynajmniej wrócił miły ton.
- Mogłabym zapytać ciebie o to samo. Ale już słyszałam, że jesteś lokalnym bossem – powiedziała, z lekką drwiną przeciągając ostatnie słowa. – Ale te twoje nowe dziewczyny to takie średnio sprytne muszę powiedzieć. Poza Clintem to drugi bystry się nie znalazł. Jeszcze jakiś frajer podłożył mi nogę w korytarzu, sorry Bajer, ale trochę masz tu przedszkole – mruknęła, zanim zdążyła się ugryźć w język i chyba dopiero wtedy przypomniała sobie, że alkohol dopiero z niej ulatuje. Teraz mogła się tylko uśmiechnąć i szybko zmienić temat.
- Na stałe tu sobie gniazdo wijesz, czy tylko tymczasowo, aż smoka nie wykurzysz z Nowej Aerii? Bo domyślam się, że taki jest plan? – zapytała, przechylając lekko głowę, a za chwilę coś jej się przypomniało i wyprostowała się z tłumionym warknięciem.
- Mam nadzieję, że sukinkot będzie na tej aukcji, ciągle ma mój medalion – mruknęła z niezadowoleniem, dotykając nagiego dekoltu.
        Źle się czuła bez swojej ochrony. Pazurami i kłami mogła bronić się przed normalnymi atakami i napastnikami, ale w tej chwili była wobec magii kompletnie bezbronna i nawet by nie zauważyła momentu, w którym oberwała. A teraz jeszcze jej nóż został z trupem. Cholera, oby Clint ją słyszał albo chociaż faktycznie był taki bystry, jak Laufey mówi. Nie no, na pewno przeszuka trupa zanim go wywali, pytanie tylko czy o swoją własność będzie musiała się wykłócać czy nie. A nóż nożowi nie równy, musiała odzyskać ten konkretny.
- Dzięki. – Podniosła wzrok na Dagona, gdy podawał jej whisky, wyrywając się z zamyślenia.
        Zaraz też uśmiechnęła się słodko i nie opuszczając jeszcze szklanki, znacząco zapukała w szkło kolejno czterema palcami, którymi je obejmowała z jednej strony. Trzy bezgłośne dotknięcia opuszków i jedno stuknięcie, gdy metal zderzył się z kryształem, zwracając na siebie uwagę.
- Ach, no i możesz mi pogratulować – zamruczała z uśmiechem i wciąż trzymając szklankę zaprezentowała serdeczny palec z pierścionkiem zaręczynowym. Złota obrączka była cienka jak sznureczek, a w równie złotym gnieździe spoczywał niewielki, ale czysty i błyszczący szmaragd. Panterołaczka spojrzała z uczuciem na nową biżuterię.
- Normalnie polubiłam zielony przez tą sukienkę z Demary – uśmiechnęła się, podnosząc znów wzrok na diabła.

Awatar użytkownika
Dagon
Szukający Snów
Posty: 153
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Indigo, Max, Pagani, Amarok
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Dagon » 1 miesiąc temu

        Panterze fochy nie były diabłu straszne. Wręcz odnosiło się zupełnie odmienne wrażenie. Bies właśnie wyraźnie zaczynał się świetnie bawić. Droczenie się z kotką chociaż na chwilę, ale przyciągało bezpieczne, niemal nostalgiczne czasy beztroski gdy biznes szedł gładko a wyzwania stawiał sobie bardziej z nudy niż konieczności. Nie musiał też obawiać się o swoje plecy, które właśnie zrelaksowany odwrócił w stronę dziewczyny. To dopiero był rarytas i niecodzienny komfort, nawet w czasach dobrobytu.
Kąt diablich ust powędrował w górę, gdy w szkle odbiła się nieco zniekształcona, ale bezczelnie zwymyślająca go mina dziewczyny. Chociaż nie zamierzał się do tego przyznać bardziej niż to konieczne, też brakowało mu obecności złodziejki. Pomagała się odprężyć w nieszkodliwy sposób, na chwilę chociaż pozwalając nie myśleć o konsekwencjach i możliwych komplikacjach.
        Na wzmiankę o bossie, czart zasalutował pustą jeszcze szklanką, nie kryjąc pogardy malującej się na twarzy. Przy podwładnym celowo użył dość górnolotnego określenia. Traktuj siebie tak jak chcesz by inni cię traktowali. Nadmierna szczerość czy skromność nigdy nie były w cenie. Przynajmniej nie gdy chciałeś się wybić, wyrobić renomę czy zażądać posłuchu i szacunku. Mogły przynieść co najwyżej obiektywne i oceniające opinie. W końcu jeżeli sama zainteresowana osoba skupiała się na swoich brakach, niedociągnięciach czy wadach to musiały być one wyjątkowo istotne, czyż nie? Wtedy to one stawały się kwintesencją danej osoby, a raz odmalowanego wizerunku nie szło zmienić. Chociaż jednak diabeł był arogantem a jego poczuciu własnej wartości jeżeli czegoś brakowało to właśnie odrobiny krytycyzmu, to i on miewał umiar jak dziwnie by to nie brzmiało.
Boss, dobre sobie. Koło bossa chwilowo nawet nie stał, chociaż celowo tak siebie nazwał. O pretendowaniu do tego miana też raczej nie było co wspominać. Opanował jedną dzielnicę, nie mniej, ale niestety też nie więcej. Nawet ekipy nie miał porządnej, co zresztą również nie uszło kociej uwadze.
Niesmak wobec własnej osoby został wyparty przez gorzki uśmiech, który rozciągnął diable usta gdy nalewał trunek.
        - A mówią, że uroda nie idzie w parze z intelektem… - Zamiast bronić rzezimieszków, podchwycił niezbyt przychylną opinię, nawet nie komentując określenia bandy mężczyzn dziewczynami.
        - To potworna obelga. Dziewczyny…? - zaczął obruszony. - Jedna Minnie warta była dziesięciu - mruknął ostatecznie, wyjaśniając kogo ta obelga obrażała.
        - Ale nie mów mi, że podkładanie nogi nie jest w twoim stylu - odgryzł się złośliwie. Tak naprawdę miał tu gorzej niż w pieprzonym przedszkolu. Czuł się jakby prowadził przytułek dla niemot specjalnej troski. Ale pilnie prowadził wspomaganą selekcję naturalną. Na czymś budować musiał i sam całej roboty nie był w stanie wykonać. Nie potrzebował geniuszy, nawet nie wielkich zakapiorów, czasami wystarczał posłuszny motłoch, te wybitne jednostki zdarzały się przecież rzadko. Trzeba je było znaleźć niczym perły na dnie oceanu, a resztę kadry uzupełniało się bezwolnym mięsem armatnim. W końcu nie był już pośrednikiem bazującym jedynie na jednostkach kompetentnych, planował zostać no właśnie… kim… Tego jeszcze nie był pewien, ale jedno było niezmienne, organizacja taka czy inna miała swoje prawa. Opierała się na wielu pionkach, którymi to zarządzały ważniejsze figury. Wpierw potrzebował właśnie pionków. Figurą na dzień dzisiejszy był on. Dopiero w miarę rozwoju gry powinno przybywać lepszych graczy.
Wypełnił jedną szklankę i wziął się za drugą. Trunek nie był zły, miał potencjał, chociaż dopiero co zdążył wyleżeć swoje w beczce oddając anielską daninę, by w zeszłym miesiącu zostać uwięzionym w butelkach. Po degustacji zakupił całą skrzynkę, swoim zwyczajem jedną z butelek zostawiając by dojrzewała do specjalnej okazji. Jego nowy zamek miał jeszcze jedną zaletę - piwnicę doskonałą do przechowywania alkoholi, która niczym uśmiech od losu była w ocalałej części ruin. Oby tylko wyjątkową okazją nie był kolejny pożar całego jego dobytku.
        - Na pewno zamierzam zrobić z niego buty - warknął przyglądając się falującemu bursztynowi przypominające maleńkie morze zamknięte w kanciastym szkle.
        - Ale nie wiem czy chce mi się wracać do Aerii - kontynuował, zakorkowując butelkę.
        - Strasznie dużo z tym zachodu. Wielu się na mnie wypięło gdy tylko zrobiło im się cieplej koło dupy, drugie tyle sprzedałoby moją skórę za marne kilka ruenów. Złapać to tałatajstwo za mordę i ponownie ustawić do pionu, nie chce mi się i nie wiem czy warto… - wyjaśnił podając dziewczynie szklankę.
        - Będzie. I ma podobną nadzieję na ponowne spotkanie. Nie sądzę by przywykł do braku współpracy, również w zakresie umierania - odparł z pełną pewnością, siadając obok dziewczyny na łóżku. Zaraz potem spojrzenie Dagona zbystrzało, a w czerni oczu odbiła się zieleń klejnotu.
        - Nieładnie koteczku… - zamruczał, wolną ręką biorąc dłoń dziewczyny by lepiej przyjrzeć się pierścionkowi.
        - Upolowałaś jakiegoś chłopaczka i już chciałaś go zdradzać z dawnym znajomym… - zawiesił na moment głos przyglądając się Kimiko i jej pierścionkowi uważnie.
        - Czy może to mnie chciałaś brutalnie nęcić a potem porzucić by wrócić do ukochanego? - zakończył, powoli przyciągając dłoń dziewczyny bliżej.
        - Królowa łowców, mów co chcesz… - wychrypiał przenosząc wzrok z biżuterii na tęczówki brunetki. - Słuszny wybór, do twarzy ci, oddaje kolor oczu... niemalże - dodał całując wierzch palców dziewczyny. - Też mi ciebie brakowało panterko. - Uśmiechnął się, po raz pierwszy tego wieczora w pełni się rozluźniając i wychylił whisky. Zaraz potem wstał by uzupełnić szklanki.

Awatar użytkownika
Kimiko
Szukający Snów
Posty: 194
Rejestracja: 2 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Kimiko » 1 miesiąc temu

        Poza naturalnymi żartami, prychaniem i docinaniem sobie, Kimiko uważnie obserwowała Dagona, pierwszy raz kryjąc się przed nim z prawdziwymi intencjami. Nie spodziewała się spotkać go tutaj i nagle miała o wiele mniej czasu na wybadanie tematu i odpowiednie odniesienie się do niego. Okazało się jednak, że nie jest tak zielona w swojej robocie, jak czasem się przy nim czuła. Gdyby spotkali się planowo pewnie od razu przedstawiłaby sprawę, ale teraz ze zwykłego zaskoczenia i autentycznego zadowolenia z ujrzenia tej aroganckiej facjaty, pozwoliła sobie na chwilę grania na zwłokę, nim ich i tak dziwna relacja na dobre wróci do interesów.
Rzuciła kilka pytań, z ciekawością słuchając odpowiedzi i poznając diable plany i przemyślenia. Nie było idealnie, ale zdecydowanie mogła ze spokojem powiedzieć mu o wszystkim. Może nawet zmieni zdanie.
        Jednak jeszcze zanim to nastąpi, podrażniła się trochę ze starym znajomym, machając błyszczącym na palcu pierścionkiem. Uśmiechnęła się kątem ust słysząc „reprymendę”. Szklanką w jednej dłoni podparła lekko brodę i usta, nad szkłem zerkając na kradnącego jej dłoń diabła. Wesoły uśmiech panterołaczki zdradzał jej rozbawienie, chociaż buzię trzymała zamkniętą, nawet dając Bajerowi dokończyć nim rozpoczęła przepychankę.
- Nie gustuję w „chłopaczkach” – odpowiedziała cicho, w podobnym mu tonie, ale tylko na to jedno słowo położyła nacisk. Oddała dalej dłoń, upijając trochę whisky i znów się uśmiechając, nim przechyliła głowę, wbijając złośliwe spojrzenie w Laufeya i przygryzając krawędź szklanki.
- Widzisz Dagon, i to jest kolejna rzecz, której już się nie dowiemy – zamruczała niezmiennie rozbawiona i teraz już nawet zadowolona z obrotu rzeczy, skoro tylko mogła dzięki temu pokpić z diabła, nawet tak niewinnie.
Przymrużyła jednak ślepia, z przyjemnością przyjmując komplement i pocałunek, a słysząc ostatnie słowa diabła, uśmiechnęła się ciepło. Nawet, jeśli zielone ślepia wciąż zerkały czujnie na Laufeya. Gdy diabeł wyciągnął rękę po szklankę, dopiła whisky i oddała szkło, spoglądając za oddalającym się mężczyzną.
- Jesteś podejrzanie milutki – powiedziała wprost. Podciągnęła drugą nogę na łóżko i skrzyżowała je przed sobą, opierając się łokciami na kolanach i przechylając lekko głowę. – Przyjemne, ale podejrzane. Znowu chcesz, żeby coś dla ciebie ukraść? – dodała rozbawiona, ale raczej nie przejęta, myślami błądząc już przy innym temacie.

        Milczała przez chwilę po czym wstała, pierwszy raz porządnie rozglądając się po komnacie. Zbyt wiele tutaj nie było, na czym można by oko zawiesić. Wielkie, lekko podstarzałe łóżko z kontrastującą na nim nową pościelą. Robiąca za barek komódka i osmolona wnęka na kominek, którego rozmiary pozwalały na to, by panterołaczka mogła tam spokojnie wejść i przejść się parę kroków, jeśli by chciała. Poza tym nic, poza gołymi murami i świszczącym przez okna wiatrem, wywołującym gęsią skórkę na odsłoniętym brzuchu dziewczyny. Kimiko poruszyła znów nosem, czując morze.
- Gdzie właściwie jesteśmy? – zapytała zaintrygowana, podchodząc do okna, ale z góry widziała tylko gęsty las i morze, nawet nie widząc samego wybrzeża. Widok piękny, ale nieznajomy, więc nie umiała go docenić. Odwróciła się nagle od okna. – Błagam, powiedz, że wciąż chociaż w okolicach Randil! – jęknęła, spoglądając na biesa. – Zostawiłam rzeczy w mieście.
I jednego ogoniastego dupka”, dodała w myślach, ale tym się już nie dzieliła, opierając o parapet i odbierając kolejnego drinka. Nie napiła się jednak tylko kręciła trunkiem w szkle, pozwalając by upłynęła chwila i zbierając się do podjęcia w końcu najważniejszego tematu.
        - Właściwie to wiem, że Reed będzie na aukcji, kłamałam – powiedziała wprost, podnosząc wzrok. Złapała spojrzenie biesa i niezrażona mówiła dalej, odstawiając szkło za sobą i opierając się rękami o parapet z tyłu. Ogon bujał się za nią spokojnie, więc dziewczyna albo nauczyła się nad nim panować, albo mimo tego co chciała powiedzieć, wcale nie czuła się zagrożona.
- Jakiś czas temu znalazła mnie ta kobieta, która pracowała z Villainem. Nemorianka. Nazywa się Shoshanna, nazwiska nie podała. Chce się z tobą spotkać… Właściwie to ja nalegałam, żeby się z tobą spotkała, bo ona chciała omówić wszystko ze mną. Nie przepada za tobą – powiedziała i kącik jej ust drgnął mimowolnie.
        Gdyby miała być bardziej precyzyjna to powinna powiedzieć, że nemorianka ma zarówno smokołaka, jak i diabła, za „dwójkę napompowanych własnym ego samców, którym nie idzie przemówić do rozsądku, ani z nimi pracować, bo zachowują się jak zwierzęta w cyrku”. Panterołaczka uznała, że mówienie tego Dagonowi nie jest dobrym pomysłem z wieeelu różnych powodów. Z troski o własną skórę począwszy, na powodzeniu przedstawianego planu kończąc.
- Ja jednak na intrygach się nie wyznaję i jeśli to ma zadziałać to musicie pogadać. Twierdzi, że jest po naszej stronie – powiedziała, ale zaraz skrzywiła się i machnęła lekko głową, prostując własne myśli. – No nie po naszej stronie, ale ewidentnie Reed całkiem solidnie wyprowadził ją z równowagi. Ona i tak się z Aerii wynosi, więc jej wszystko jedno, co tam się stanie, dopóki Villain będzie już po drugiej stronie. Mówi, że mogła by go sama zabić, ale zwyczajnie „chce patrzeć, jak gad pełznie” – mruknęła panterołaczka, palcami przy głowie zaznaczając cytat.
        Kimiko przerwała na moment, jakby pozwalając, żeby Laufey poukładał sobie w głowie to, co powiedziała i pomyślał o wątpliwościach, które miała zamiar właśnie rozwiać. W międzyczasie napiła się whisky opróżniając szklankę i odepchnęła się z nią od parapetu, robiąc kilka kroków po komnacie i bawiąc się szkłem.
- Nie mówię, że jej wierzę i ufam, ale sama przyznała, że żadnego z was nie trawi, jednak ty chociaż próbowałeś zachować rozsądek. Jej samo ukatrupienie gada nie wystarczy i wygląda jakby chętnie poobserwowała jak on obrywa od tego, którego sam zaczepił – powiedziała i znacząco wskazała biesa szklanką. –Wygląda na znudzoną, wiesz? – dodała, jakby w zamyśleniu. Nie mogła powiedzieć, by doskonale wyznawała się na ludziach, ale też nemorianka nie kryła się specjalnie za żadną maską, wręcz z pogardliwą łatwością rzucając opcjami, które wcześniej były absolutnie poza zasięgiem złodziejki i diabła.
- Jeżeli mówi prawdę… mógłbyś zostać w Nowej Aerii. – Spojrzała znów na Dagona, tym razem przedstawiając już własne myśli. – Chyba lepiej by wyglądało, gdybyś odzyskał tę przewagę i władzę, którą straciłeś, „złapać tałatajstwo za pysk”, jak powiedziałeś, niż zaczynać gdzieś indziej od nowa. Myślę, że bardziej by cię szanowali – dodała, zakładając, że może sobie pozwolić na takie opinie. I tak byli sami.
- Ta nemorianka… – Złodziejka z jakiegoś powodu unikała mówienia jej po imieniu. Wciąż też nie wyglądała na zachwyconą z tego spotkania. – Zaprotestowała, gdy potraktowałam to jako gest dobrej woli z jej strony, znów tylko prychnęła, wzruszając ramionami… ale przyniosła jakieś twoje dwie księgi. Jedną tą, którą oglądaliśmy wcześniej, tę gadającą, i jakąś drugą. Nie otwierałam żadnej – mruknęła. Ciekawość ciekawością, ale do gadających ksiąg miała stosunek raczej ostrożny i zawinięte w płótno tomiszcza spoczywające na dnie jej torby raczej nie spędzały jej snu z powiek.
- Mówiła, że już tego wieczoru chciała do nas przyjść, ale już wszystko płonęło. Książki wzięła, bo się darły i też uznała, że szkoda by było gdyby spłonęły.
        Teraz chyba już ewidentnie dziewczyna skończyła mówić. A przynajmniej dała czas diabłu na reakcję. Do powiedzenia pewnie by coś się jeszcze znalazło, ale teraz nie przychodziło jej do głowy i wyjdzie pewnie w trakcie przesłuchania, które ją czeka. Zatrzymała się wyprostowana, kręcąc szklanką między dłońmi i spoglądając na Laufeya. To by było na tyle jeśli chodzi o miłe słówka.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość