Dalekie Krainy[Nienazwana wyspa] Nawet bohater potrzebuje odpoczynku

Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Sakura
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

[Nienazwana wyspa] Nawet bohater potrzebuje odpoczynku

Post autor: Sakura » 1 rok temu

Na Archipelagu Farrahin było wiele wysp, mniej lub bardziej zamieszkałych, wszystkie jednak znajdowały się niedaleko od siebie. Natomiast kawałek dalej była niewielka wyspa, nikomu nieznana, bez żadnego imienia. Można by pomyśleć, że była bardzo samotna. Nie była to jednak prawda. Po minięciu plaży i gęstych drzew, wśród których kryły się egzotyczne rośliny i groźne zwierzęta. Trzymając się liany, mijając drzewa, huśtała się czerwonowłosa dziewczyna. W pewnym momencie zawisła dość wysoko nad ziemią i podziwiała widok na morze. W tym miejscu był lekki spadek, więc drzewa były niżej i nie zasłaniały krajobrazu. Słońce górowało wysoko nad ziemią, a na horyzoncie jak zwykle, ani jednej, nawet drobnej sylwetki statku. Jak się spojrzało na północną stronę wyspy, widać było jasne góry, na południu natomiast rysował się delikatnie kontur domku Sakury.
Zaczęła się ruszać do przodu i do tyłu, aż do czasu, gdy przy jednym wahnięciu pokonywała sporą odległość, dzięki temu mogła doskoczyć do drugiej liany, przenosząc na nią siłę rozpędu. Skakała z jednej na drugą. W dość szybkim czasie znalazła się na drewnianym podeście. Był on też swego rodzaju tarasem pod daszkiem na planie koła, w którego centrum było drzewo tak jak w większości platform podtrzymujących cały dom upadłej. Od tarasu prowadził mostek do części typowo mieszkalnej i najbardziej zabudowanej. Z oddali wyglądała, jakby była połączeniem różnych budynków, być może to za sprawą tego, iż Saki bardzo lubi ulepszać swoją „skromną chatkę”. Po jej lewej stronie jest pomieszczenie przypominające drobną i prymitywną wieżyczkę obserwacyjną. Przed frontowymi drzwiami, zamykanymi za pomocą druta zahaczonego w odpowiednie miejsce są schody prowadzące na sam dół. Po drodze są dwie platformy. Ze względu na dzikie zwierzęta i chęć spokojnego snu, upadła zawsze przed nocą je podnosi, by nic z dołu nie mogło się do niej dostać i zaatakować, gdy będzie najbardziej bezbronna. Wracając do głównej części, tam, gdzie powinien być już dach, znajduje się piętro z wielkim balkonem.
Oczywiście piekielna mogłaby w ogóle nie używać schodów, lian, bo przecież miała skrzydła, aczkolwiek wielką przeszkodą były tu drzewa, będące tak blisko siebie, że aż utrudniające latanie, szczególnie na takich wielkich skrzydłach. Nie oznaczało to, że wcale ich nie używała, nic z tych rzeczy! Za bardzo to kochała, jeszcze wczoraj ścigała się z młodymi smoczycami na plaży, czy też nad plażą.
Sakuriela z uśmiechem na ustach przekroczyła mostek i weszła do środka bocznym wejściem. W środku wszystko było z drewna i tego, co oferowała im wyspa. Upadła rzuciła się na swoje wygodne łóżko, za jego miękkość odpowiadały skóry zwierząt, które specjalnie przygotowała jedna z córek jej przyjaciela. Nie była to jakaś specjalność, ale ważne, że działała. Często nawet nocą nie trzeba było się okrywać z powodu temperatury, aczkolwiek przychodziły i takie naprawdę zimne.
Stolik, który tu stał i krzesła były zwyczajnymi pieńkami, nieco ociosanymi. Mimo tak skąpych środków, dla anielicy to miejsce było niczym pałac. Tyle miejsca, przestrzeni, po prostu spokój i natura.
Gdy odrobinkę odpoczęła postanowiła zobaczyć co tam u Sargerasa. Niedawno jadła spore śniadanie z jego liczną gromadką, a wedle relacji Eclipsy, tatuś spał jak zabity. Ciekawe co on takiego robił w nocy…
Weszła więc na samą górę i z rozbiegu wskoczyła na jedną z lian. Zawsze towarzyszył temu dreszczyk emocji, odrobinka strachu i przyjemna nutka adrenaliny. Dobrze znała drogę, więc nie musiała się już długo rozglądać za kolejnymi, by przeskoczyć. Po chwili z impetem wpadła do jaskini, jadąc kawałek po ziemi niczym na lodzie. Nie wahała się ani przez chwilę, potrafiła odpowiednio utrzymać równowagę, by się nie przewrócić.
Dumna z siebie omiotła wzrokiem jaskinię w poszukiwaniu pradawnego śpiocha, który spał niczym Prasmok! Szybko odnalazła go po silnych podmuchach wiatru, które tak naprawdę były jego oddechem. Anielica rozłożyła skrzydła, tu było duuuużo miejsca. Podleciała do smoczyska i siadła mu na pysku, po czym ze wszystkich swoich sił krzyknęła mu do ucha:

- OBUDŹ SIĘ ŚPIOCHUU! – Po czym zastygła w powietrzu tuż przed jednym z jego ślepi, dając mu znak, by przybrał elfią formę, aby mogli na spokojnie pogadać, jak równy z równym.

Poczekała, aż dotrą do niego jej słowa i ich sens, po czym znalazłszy znudzone dziewczynki, nie spały już jakiś czas, a Sargi był zbyt nadopiekuńczy, by je gdzieś puścić bez opieki, zaproponowała wspólne pływanie, a nawet nurkowanie, co było niesamowitym przeżyciem, zważywszy na rafę koralową.

Awatar użytkownika
Sargeras
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sargeras » 1 rok temu

        Świat śpiewał jego imię, gdy tylko była chwila, nie ważne, gdzie obecnie się znajdował. Każdy, najmniejszy fragment złota był podpisany jego imieniem. Wszystkie kobiety nie tylko widziały w nim obiekt swych westchnień, ale nawet dobrowolnie oddawały się w jego objęcia. Nie istniało nic, co przetrwałoby jego płomień. Złe istoty spopielał tak, że nawet popiół, który powinien po nich zostać, ulegał wiecznemu zniszczeniu. Żadna rana, ni klątwa nie mogła zaś przetrwać jego magicznych płomieni przeplecionych z dobrą magią. Potrafił tupnięciem kształtować kontynenty. Był niczym Prasmok. Nie! Był kimś o wiele wspanialszym! On był…

“Śpiochem…?!”

        Aż musiał potrząsnąć głową na nie, nie zgadzając się ze słowami, które zniszczyły iluzję, jaką sen wymusił na jego smoczym umyśle. Ten ruch ciała zakończył żywot sennych marzeń, które go otulały, na skutek czego pradawny otworzył powoli swoje ślepia. Przez chwilę zastanawiał się nad spaleniem rozmazanego kształtu, który miał przed okiem. Nim jednak tego dokonał, przebudził się w pełni, dzięki czemu rozmyślił się w kwestii spopielania rudowłosej piękności, bo tym okazała się istota zakrywająca część jego pola widzenia. Zamrugał kilka razy, nim dotarło do niego, że Sakura wpatruje się w niego intensywnie. Na tyle długo znał ją, że wiedział, co oznacza tego typu pobudka - czas wstać i przyjąć znacznie mniejszą formę.

        Zwykle preferował rozpocząć dzień od rozciągnięcia swojego łuskowatego ciała, jednak wiedział, że Sakura nie da mu chwili, a będąc tak blisko niego, byłaby w ryzyku, że zostanie przez przypadek uderzona lub zmiażdżona przez monstrualnego smoka, jakim był niebieskołuski. Dlatego też jedynie lekko potrząsnął swoim ciałem, po czym rozpoczął transformację swojej okazałej formy. Sylwetka smoka traciła zwierzęce aspekty na rzecz tych humanoidalnych, zmniejszając się zarazem z każdą chwilą. Tuż przed momentem, gdy był już niemal w pełni pod postacią elfa, jego nagie ciało otoczył magiczny blask, który przybrał swoją formę w tym samym momencie, kiedy to Sargeras był już pozbawiony resztek smoczego wyglądu. Oczywiście z magii wyłoniło się specyficzne ubranie pradawnego - wykwintny, szyty na miarę strój w kolorach czerni, złota i fioletu. Zaklęcie Lai’nome, choć wymagało ponownego rzucenia co kilkanaście przemian, sprawowało się na medal, przechowując w perfekcyjnym stanie zarówno odzienie smoka, jak i młodszych smoczyc.

- Na twoim miejscu podziękowałbym, że postanowiłem obudzić się po twych niemiłych słowach! - rzekł do upadłej, przyjmując pozę skrzywdzonego przez los śmiałka. Z jedną dłonią na piersi, a drugą ręką wycelowaną wraz ze spojrzeniem w niebiosa, mówił dalej swym aż nazbyt dramatycznym tonem. - Tyle istnień uratowałem, tyle potworów pokonałem! Moje heroiczne czyny, jak i sława, która obiega całą Alaranię, są wielkim ciężarem, który prędzej czy później zmęczy nawet kogoś tak wspaniałego, jak ja!

        Szybko zakończył jednak ten akt swojego drobnego przedstawienia, po czym przybrał mniej aktorską pozę, patrząc w stronę swej rozmówczyni z iskrą pychy w oczach.

- Spokojnie, nie mam ci twej niewiedzy za złe. Wciąż jeszcze młodaś i niedoświadczona w przeciwieństwie do takiego bohatera jak ja. W końcu co jak co, ale ciężko zrozumieć, a co dopiero osiągnąć, moją wspaniałość. - Jakby słowa nie wystarczały, przeciągnął także palcami po swoim majestatycznym wąsie, jakby chcąc pochwalić się tym gestem jego perfekcją. - No nic, zapomnijmy o tym temacie. Sakuro, piękności ty moja, myślę, że już czas, by rozpocząć dzień, co proponujesz na początek?

        Nie musiał czekać na odpowiedź, bo niemal bez słowa czarnoskrzydła zaczęła iść w kierunku wyjścia z jaskini, do miejsca, skąd dochodziły liczne kobiece głosy. Sargeras cieszył się, że córki nie złamały jego prośby - kiedy on spał, one wciąż były blisko. Był aż dumny ze swych kochanych smocząt, że tak grzecznie słuchają tatusia. Aż uśmiech ojcowski zagościł na jego mocno ubrwionej twarzy.

        Wszystkie córki Sargerasa - Eclipsa, Exelria, Persea , Sandye, Lai'nome, Riandyosa, Ayla oraz Kalli - siedziały w kółku wokół ogniska, rozmawiając o wszystkim i niczym. Głównie o kontynencie, aczkolwiek każda dziewczyna mówiła o czymś innym. Najstarsza twierdziła, że samo pójście na kontynent będzie wymagało dyscypliny, jeżeli nie chcemy skończyć lotu na środku oceanu, nie wspominając o tym, że nie wiadomo, czy przypadkiem żadna wojna nie wybuchła w czasie, kiedy oni wszyscy byli na wyspie. Exelria wzdychała, tęskniąc za miastem i atrakcjami pod postacią wina i facetów. Persea marudziła, że miejsce, które posprzątała, znów jest pełne kurzu i liści. Sandye, wierząc w ojca, nie śmiała narzekać, wręcz przeciwnie, uważała, że sam pobyt tutaj to świetny trening dla ciała i umysłu. Lai’nome chciała powiedzieć, że dawno nie odwiedziła biblioteki, ale ledwo zaczęła, a jej sadystyczna siostrzyczka Riandyosa, wtrąciła jej się w słowo, twierdząc, że jej w sumie się tu podoba. Ayla, wiercąc się w miejscu, mówiła, że zwiedziła już całą wyspę, która teraz wydaje się nudna, bo jest po prostu za mała. I w połowie spalona po ostatnim wyczynie Sakury. Kalli tymczasem stwierdziła, że jej pluszowy kot bardzo chciałby wrócić na kontnent i pomiauczeć z innymi kotkami od czasu do czasu.

        Oczywiście, gdy tylko zauważyły, że Sargeras i Sakura nadchodzą, zamilkły, co by przywitać się głośno i - mniej lub bardziej - radośnie ze swoim ojcem i jego bliską przyjaciółką. Sakura szybko oznajmiła, że pogoda jest dobra, by nieco zmoczyć skórę. Wszystkie dziewczyny się ucieszyły - tutaj, wśród roślinności, owady lubiły dręczyć, więc wypad na plażę był bardzo przyjemną wizją. Wszyscy spokojnie ruszyli w stronę, gdzie kończyły się drzewa, a trawa ustępowała piaszczystej plaży, którą otulały gorące promienie słońca. Wyspa, jak zwykle, otoczona była przez wyjątkowo spokojną pogodę. Najwyraźniej taki był urok tego miejsca, rzadko kiedy bowiem nawiedzały ich kaprysy matki natury.

- No dobra córeczki, pamiętajcie o tym, co wam wcześniej wasz wspaniały ojczulek-bohater wspominał odnośnie zagrożeń czyhających w wo… - Nawet nie zdążył wypowiedzieć kolejnej litery tego słowa, a już Ayla była w połowie drogi do wody. Ubrania, które z siebie zrzuciła, nawet nie zdążyły jeszcze spaść na piasek. - Ayla, na wszystko, co wspaniałe, słuchaj, kiedy tatuś mówi o czymś ważnym! - burknął, jednak nie ze złością, a z troską. - No dobra. Idźcie już, tylko ostrożnie! - rzekł, po czym zaczął spokojnie pozbywać się wszystkiego poza czarnymi spodniami. Ubrania rzucił z dala od wody na piasek, po czym wszedł do niej. Wkrótce po tym w ślad jego i Ayli poszła cała reszta wesołej, kobiecej gromadki.

        Wszystkie córki Sargerasa, nie licząc najmłodszej Kalli, poszły popływać bez choćby skrawka odzienia - ich nadopiekuńczy ojciec wychowywał je, więc przed nim nie miały co ukryć, zaś do Sakury przyzwyczaiły się, do tego stopnia, że równie dobrze mogłaby być członkiem ich rodziny. Czasami traktowały ją nawet jak siostrę, szczególnie ostatnimi czasy, gdyż na wyspie ciężko było odizolować się od pozostałych.

        Sargeras, popisując się jak zwykle, popłynął na głębszą wodę. Nie był może wspaniałym pływakiem, ale umiał się utrzymywać na powierzchni, a silne ciało pozwalało mu przemieszczać się w tym środowisku w miarę szybko. Oczywiście co jakiś czas przepływał blisko Sakury, celowo zatrzymując się i naprężając pokazowo swoje mięśnie. Eclipsa pływała bez celu, choć tak naprawdę pilnowała wszystkich dookoła. Nie miała może oczu z tyłu głowy, ale starała się w razie czego pilnować każdej siostry.

        Exelria zanurzyła się w wodzie, potaplała się chwilę, po czym zdecydowała, że położy się na brzuchu w miejscu, gdzie plaża stykała się z oceanem, dzięki czemu mogła pławić się w słońcu, kiedy od barków w dół woda muskała jej ciało. Persea pływała tam, gdzie woda sięgała do pasa. Chociaż bardziej przypominało to chodzenie po dnie - nie chciała, by słony akwen zniszczył jej włosy, już kiedyś bowiem przekonała się, jak bardzo to szkodzi na fryzurę. Jej bliźniaczka, Sandye, chciała zaimponować ojcu i płynęła za nim. Szło jej całkiem nieźle, aczkolwiek widać było, jak przewraca oczami, kiedy Sargeras podpływał na podryw upadłej.

        Lai’nome i Riandyosa bawiły się w nurkowanie. To znaczy Riandyosa, kiedy widziała, że Eclipsa nie patrzy, łapała swoją “kochaną siostrzyczkę” za głowę i pchała ją pod wodę. Nie pierwszy raz tak robiła i wiedziała, kiedy uwolnić swoją ofiarę, by ta nie cierpiała fizycznie tylko psychicznie. Lai’nome jakoś próbowała się bronić, ale brak wiary w siebie, jak i zaklęcie, które nie pozwalało jej wymówić ani słowa, a które to zostało na nią nałożone kilka chwil temu, nie pomagało w tej sprawie.

        Ayla udawała rekina. To znaczy, że podpływała pod wodą do kogoś i szczypała mocno, celując zazwyczaj w tyłek. Szczególnie upodobała sobie za cel Eclipsę, gdyż ta, zbyt przejęta na przyglądaniu się innym, nie pilnowała własnego otoczenia. Kalli zaś siedziała niedaleko Exelrii. Z nogami w wodzie, bawiła się pluszowym kotkiem, którego uczyła pływać. Uwielbiała pluskać, co było widać po jej uśmiechniętej buzi. Kot nie wyrażał dezaprobaty, więc najwyraźniej nie przeszkadzało mu to.

        Przez jakiś czas tak to było. Wciąż ta sceneria trwała przy plaży także wtedy, kiedy to Sargeras na dłuższy moment przystanął przy Sakurze.

- Słuchaj, czy moglibyśmy później naszykować w tym drewnianym domku wśród gałęzi coś w rodzaju uczty? Złapałbym nieco mięsa, wydobył nieco kosztowności z wnętrza jaskini dla siebie i Exelrii na ząb, dziewczyny by pomogły ci z szykowaniem wnętrza i zbieraniem ewentualnych roślin, co by urozmaicić posiłek. Co ty na to? - spytał, a po jego głosie było słychać, że jakaś okazja skrywa się za jego planami. - Oczywiście musielibyśmy się postarać, by to była uczta godna takiego bohatera jak ja! A i oczywiście nie chcę, by dziewczynkom czegoś zabrakło, dlatego też myślę, że należałoby zacząć szykowania wcześnie, może i zaraz. Co ty na to, moja pomocnico w czynach heroicznych?

Awatar użytkownika
Sakura
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sakura » 1 rok temu

Sakura zachichotała, gdy spostrzegła, że jej smoczy towarzysz w końcu wybudził się z głębokiego snu. Zleciała z jego pyska i wylądowała na ziemi, czekając, aż stanie się jej w miarę równym. Wtedy też przyjacielsko go uściskała, nie zważając na jego marudzenie. Miała dzisiaj wyśmienity humor.

- Ktoś tu wstał lewą łapą… - szepnęła pod nosem. – Co ty bredzisz, Sargi? Na tej wyspie jesteśmy tylko my i twoje córki, z łatwością możesz odpocząć od swej wieeeelkiej sławy. – Oparła ręce na biodrach i zrobiła zawadiacką minę.

Jednakże Sargeras nadal odstawiał istną dramę, jakby występował w teatrze, na co anielica przewróciła oczami.
– Czemu mam wrażenie, że nawet jeśli urodziłabym się te 1793 lat wcześniej, to nadal miałbyś mnie za młodą i niedoświadczoną? – Uniosła jedną brew wyżej.
Na szczęście w końcu przestał się panoszyć ze swoim przerośniętym ego, choć na drobną chwilę i nawet ją skomplementował! Wywołało to piękny uśmiech na jej piegowatej twarzy. Komplementy zawsze wywoływały u niej rumieńce, a wiedząc, że jej przyjaciel to istny kobieciarz, szybko poleciała naprzód, w sensie do jego córek, by tego nie spostrzegł i by się z nimi przywitać.
Ledwo co wymieniła wszystkie ich imiona, już leciały do wody, a Sargeras nawet nie zdążył wygłosić mowy o bezpieczeństwie dla swych w większości dorosłych córek. Upadła, aż spojrzała do tyłu, by zobaczyć jego minę. Była tego warta, aż zaśmiała się na głos, po czym postanowiła jak najszybciej dołączyć do reszty.
Rozłożyła skrzydła i śmignęła niczym błyskawica do plaży. Czasem wolała latać na lianach i skakać z drzewa na drzewo, innym zaś razem wolała wzbić się ponad ich korony i choć przez chwilę przypomnieć sobie jak to kiedyś było. Czuła wiatr we włosach, promienie słońca delikatnie muskały jej skórę, tworząc delikatną opaleniznę. Gdy była już na tyle wysoko, że w zasięgu wzroku miała całą wyspę, złożyła skrzydła i zaczęła spadać. Zamknęła oczy i z pełnym uczuciem spokoju leżała jak gdyby nigdy nic. Oddychała spokojnie, na twarzy gościł uśmiech i dopiero gdy była już niedaleko tafli wody ustawiła się odpowiednio, wyciągnęła ręce naprzód i sprawiła, iż jej skrzydła zniknęły. Był to naprawdę widowiskowy skok, któremu towarzyszył olbrzymi plusk.
Upadła anielica z ogromną prędkością poleciała ku dnie, nim jednak do niego dotarła, zdążyła zatoczyć łuk, by resztka prędkości posłużyła jej do wypłynięcia na powierzchnie, co również zrobiła dość gwałtownie, łapczywie nabierając w płuca powietrza.
Później już relaksowała się, pływając w spokojniejszy znacznie sposób. Bawiło ją to, jak pradawny się przed nią popisuje. W końcu przestała jednak zwracać na to większą uwagę i po prostu dryfowała sobie, leżąc na plecach, wykonując okazjonalne ruchy rękami lub nogami, by nie zatonąć. Wtem Sargi zaczął gadać coś o uczcie, a przecież ledwo co przyszli w praktyce. Sakuriela westchnęła, zwłaszcza że zirytowały ją ostatnie słowa.

- Po pierwsze, zetnę ci te wąsy i brwi, jeśli będziesz mnie wciąż traktował jak jakiegoś giermka, zamiast wspólniczki, w końcu jestem czarnym rycerzem, zapomniałeś? – Uniosła jedną brew wyżej. – Po drugie, uważam, że to dobry pomysł z ucztą, ale nieco… wczesny, tak miło się pływa…

Niespodziewanie anielica zamilkła i zapatrzyła się w horyzont zaskoczona. Przymrużyła oczy i jeszcze bardziej zaskoczona, że to nie jedynie przewidzenie, spostrzegła statek. Ewidentnie kierował się w stronę ich wyspy. Był jeszcze daleko, ale skoro już był widoczny, to zbyt długo nie będą musieli czekać, aż zrzuci kotwicę.

- Sargi… - Wskazała mu to niezwykłe zjawisko w tych stronach. – Hmm, okej, trzeba szybko przyrządzić ów ucztę i zająć się naszymi gośćmi… Pewnie zbłądzili, a może poszukiwacze skarbów… Albo PIRACI! – krzyknęła, zacierając rączki. – Ale najpierw jedzonko – powiedziała już spokojniej i wyszła z wody. Napotkała tam najmłodsza z córek smoka. – Ouh, Kalli, twój kotek będzie teraz bardzo długo się suszył... – skrzywiła się, widząc przemoczonego pluszaka. – Będziesz musiała go później wypłukać w jakimś źródełku, bo będzie cały w soli… PERSEA! – zawołała. – Pomożesz siostrze umyć jej przyjaciela? Ja z Eclipsą za ten czas zajmiemy się przyrządzaniem posiłku, czyż nie – skierowała wzrok w jej stronę i powiedziała na tyle głośno, by usłyszała. – Sandye i Exelria, wy pójdziecie z ojcem, a reszta ze mną – wydała polecenia niczym jakiś dowódca i ruszyła do swej chaty w koronach drzew.

Po drodze dziewczyny pozbierały potrzebne składniki, a w środku wspólnymi siłami, na czele z Eclipsą, która na przyrządzaniu posiłków znała się najlepiej ze wszystkich obecnie pomieszkujących na wyspie, dokonały cudu i stworzyły ucztę na całe dziesięć osób, starczyło nawet miejsca na wyimaginowany posiłek w zabawkowej misce dla futrzaka najmłodszej smoczycy. W międzyczasie dziewczyny mogły ze sobą spokojnie pogadać, ogólnie bliźniaczki i Alya były raczej zajęte sobą, więc dla piekielnej jedyną rozmówczynią była pierworodna Sargiego.
Wszystko tak idealnie się zgrało, jakby w zamian za nadchodzące kłopoty. Stół został przygotowany całkowicie akurat, gdy pozostała piątka weszła do domku upadłej. Wszyscy zasiedli do uczty, anielica tylko co chwilę wypatrywała, jak statek jest już całkiem blisko i niebawem zrzuci kotwicę. Starała się jednak aż tak tym nie przejmować.

- No dobrze Sargeras, może nam wreszcie wyjawisz, czemu odbywamy tak uroczystą ucztę? – spytała, starając się powstrzymać wzrok, który pragnął wciąż spoczywać na przybijającym do brzegu okręcie.

Awatar użytkownika
Sargeras
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sargeras » 10 miesiące temu

        Czerwonoowłosy pomagier płci żeńskiej wydawał się dziś niezwykle marudny - najpierw sugerowała ona, iż Sargeras wstał lewą nogą, później pytała o jakże oczywiste rzeczy - bowiem odpowiedź na to, czy byłaby młoda i niedoświadczona, gdyby miała niemal dwa tysiące lat więcej, brzmiała tak - a na koniec jeszcze mówiła o tym, jak to niby jest na równi z nim! Rzecz jasna miała częściowo rację w ostatniej kwestii - tak, byli wspólnikami na “równych” zasadach, jednak z pewnych bardzo, bardzo, baaardzo oczywistych względów smok był tym bardziej równym wspólnikiem.

        Tyle dobrego, że przeciwko uczcie nie miała zbyt wiele słów na przeciw - szczególnie po pojawieniu się statku na horyzoncie. Sargeras spojrzał w stronę jednostki morskiej, a coraz to kolejne smoczyce także zaczynały patrzeć. Milczały, czekając na to, co zdecydują “dorośli”. Na całe szczęście Sakura mówiła nie tylko z sensem, ale także w sposób, który spodobał się jakże wielkiemu bohaterowi, który to w odpowiedzi na jej plan, co i jak, pokiwał głową na tak.

        Zresztą nie tylko on zgodził się z Sakurą. - Kalli, po przyjrzeniu się swojemu kociemu towarzyszowi, przyznała rację upadłej, Persea zaś z uśmiechem na ustach złapała swoją siostrzyczkę za rękę i od razu skierowała się w stronę źródła czystej, pozbawionej soli wody. Eclipsa w bardzo dojrzały sposób zgodziła się na przygotowywanie jedzenia - to znaczy natychmiast ruszyła brać się do roboty, nie mówiąc zbędnych słów.

        Sargeras z pomocą Sandye i Exelrii ruszył upolować coś soczystego na ząb dla większości, jak i również wydobył nieco kamieni szlachetnych dla tych z bardziej wyrafinowanymi gustami. Pozostałe dziewczyny zaś posłusznie ruszyły za upadłą. Wszystko poszło sprawnie dzięki temu, że Sakura miała nie tylko zaufanie dziewczyn, ale też szacunek z ich strony - była samowystarczalną i samodzielną kobietą, a to było niedostępne dla wiecznie skrytych pod skrzydłami ojca smoczyc. Dlatego też, gdy piekielna o coś prosiła, nie było ani słowa sprzeciwu, no chyba, że Sargeras miał coś bohatersko-mądrego do powiedzenia.

        Pomimo braku wyrafinowanych narzędzi czy naczyń, obiad został wykonany nie tylko sprawnie, ale też i smacznie i z sercem. Kolorowe potrawy były w przemyślany sposób ułożone na ręcznie robionej, prostej, prymitywnej nawet, zastawie. Nie brakowało ani słodkości, ani wyrazistych smaków, były potrawy rozpływające się w ustach, jak i również te, które trzeba było potraktować zębami, co by przeszły przez gardło. Rzecz jasna, ponieważ każdy znał każdego tutaj, a szczególnie Eclipsa, to też dania zostały ułożone według gustu każdej osoby, dzięki czemu każdy miał w zasięgu ręki to, co lubił.

- Jak to dlaczego? Przecież to oczywiste! - zaczął, gdy tylko Sakura zadała swoje pytanie. Jego córki uciszyły swoje własne rozmowy, żeby nie zagłuszyć tego, co mówił ich ojciec. O ile cokolwiek, co on mówi tym swoim donośnym głosem, pełnym pychy i dumy, można by było w ogóle zagłuszyć bez wywoływania kataklizmu na skalę łuski Prasmoka… - Z dwóch powodów! Powód pierwszy był powodem pierwotnym zarazem. Spędziliśmy tu bowiem wiele czasu, zacieśniając nasze więzi, odpoczywając od zgiełku kontynentu oraz pławiąc się w blasku mej chwały. Czuje jednak, że nadszedł czas, by istoty Alaranii po raz kolejny usłyszały o moich wyczynach, tych starych, jak i tych nowych, do których dojdzie, gdy powrócimy na większy ląd. Tak więc powiedzieć można, iż uczta ta ma na celu zebranie zapasów sił dla każdego z nas, co byśmy zdołali dolecieć bez potrzeby wielu postojów.

- Drugi powód zaś to...

Statek zaczął zwalniać, gdy tylko kotwica poszła w dół i zanurzyła się w wodzie. Kapitan jednostki dobrze wyczuł chwilę, zatrzymując łajbę tak blisko, jak to było możliwe - kilka sekund spóźnienia kosztowałoby ich dziurą w kadłubie, płytkie wody pełne kamieni mieli bowiem tuż przed sobą. Rzecz jasna mógł zatrzymać się dalej… A nie, jednak nie. W końcu, co za szaleniec pozbawiłby się szansy zarobku pod postacią garści kosztowności w imię czegoś tak nieważnego, jak bezpieczeństwo swojego statku?

- Rozumiecie więc tą sytuację, tak? Jeżeli to goście, to ich przywitamy jadłem i historiami o moich wyczynach. Jeśli wróg, to też ich przywitamy. Ogniem i pazurami rzecz jasna! W końcu co jak co, ale nikt nie będzie zadzierał z rodziną wspaniałego Sargerasa! - Zakończył pradawny, po czym wziął gryza jednego z większych kamieni szlachetnych, delektując się smakiem, który normalnej istocie już dawno połamałby zęby i rozszarpał dziąsła na kawałki.

Awatar użytkownika
Sakura
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sakura » 10 miesiące temu

Sakura wraz z córkami Sargerasa i nim samym kończyli jeść smaczny posiłek. Oczywiście wszystkim po głowie chodził ten tajemniczy, dopływający właśnie do ich wyspy statek. Jednakże ciekawy był również powód wydania tak odświętnej uczty. Piekielna uniosła lekko brwi, patrząc na smoka. Przeczuwała, o co może mu chodzić, ale jakoś nie mogła dopuścić tego do swoich myśli.
Gdy jednak powrót na kontynent okazał się znacznie bardziej realny, niż Saki mogłaby się spodziewać, już nie było jej tak wesoło. Nie czuła się gotowa do powrotu, nawet poczuła niepokój, bo co jeśli wyszła z wprawy podczas tego całego czasu spokojnego w miarę życia tutaj? No i anioły, na stałym lądzie była znacznie łatwiejszym celem. No, ale był jeszcze jakiś drugi powód, więc postanowiła najpierw wysłuchać całości, a potem dopiero się sprzeciwiać.

- Sargeras, rozumiem cię, ale czy to aby na pewno dobry moment, by wracać na stały ląd? Nawet ze mną wcześniej o tym nie rozmawiałeś, nie wiem, czy jestem gotowa… Poza tym, jeśli chodzi o tych gości to mam inny pomysł i propozycję nie do odrzucenia. Najpierw sprawdzę, jakie mają zamiary, a potem zachowamy się adekwatnie. Chyba nie chciałbyś narażać swoich córek, czyż nie? – Miała nadzieję, że to dotrze do tego gadziego łba zakutego w istną zbroję z wybujałego ego.

Dlatego, gdy tylko upadła skończyła się posilać, stwierdziła, że poleci na zwiady, sama. Za dobrze znała pradawnego, on miał zdecydowanie zbyt mocne wejścia. Tu natomiast potrzeba było subtelnego obserwatora, takiego jak ona.
Poleciała więc aż do ostatniej linii drzew i palm przed piaskiem wyznaczającym początek plaży. Schowała skrzydła i podeszła ostrożnie, najbliżej miejsca, gdzie miały dobić do brzegu szalupy wypełnione ludźmi.
W pierwszej siedział ktoś, kto zdecydowanie wyglądał na kapitana. Dumnie postawił pierwszy krok na lądzie, jakby był jakimś zdobywcą. Czerwonowłosa prychnęła w myślach, już jej się nie podobał. Miał w oczach coś takiego… Jakby składał się tylko z chciwości i pragnienia zysków, idąc po trupach do celu. Zaczekał, aż reszta szalup również dopłynie. Wszyscy byli poubierani niezwykle gustownie. Kompletnie to nie pasowało do kogoś, kto chciał osiedlić się na wyspie albo ukryć tu jakiś skarb to wyglądało na… turystów. Na dodatek bardzo zamożnych. Upadła westchnęła.

- Jak państwo widzicie, wyspa jest częściowo wciąż spalona, jednakże nie ma tu żadnego wulkanu, prawdopodobnie jest tu tak gorąco, że co jakiś czas wybuchają pożary – stwierdził jakiś drobny mężczyzna z dziwnymi szkiełkami przed oczami, to się chyba nazywa okulary. Był strasznie chudy i trzymał grubą książkę w dłoni, do której co rusz zaglądał.

- Samoistnie powstały pożar… jasne – skrzywiła się w myślach, przypominając sobie tę feralną kłótnię z Sargim.

- Mimo wszystko miejsce jest niesamowite, z chęcią postawiłbym tu pałac i się przeprowadził… Taka prywatna wyspa to coś niesamowitego – stwierdził jakiś inny mężczyzna przesadnie elegancko ubrany.
- Żyć tak w dziczy, odizolowanym od społeczeństwa wśród tych… wstrętnych zwierząt i obrzydliwego robactwa? Ty już do reszty rozum straciłeś! – sprzeciwiła się bardzo gruba kobieta, prawdopodobnie małżonka ów jegomościa.
- Proszę państwa, na razie pozwolicie, że oprowadzę was po wyspie.
- A czy na pewno dobrze pan ją zna? – spytała jedna z tych zgrabniejszych i młodszych dziewczyn, może czyjaś córka.
- Ależ oczywiście, bywałem tu setki razy – zapewnił kapitan.

- Co za wierutne kłamstwo! – oburzyła się Saki. Gdyby tu był tak często, jak mówił, z pewnością by zauważyła, a jak nie ona to jej przyjaciel albo któraś ze smoczyc. Miała ochotę ów kapitanowi porządnie nagadać, ale…

Jak ona w ogóle wyglądała? Porządnie prześwitująca biała koszula, wciąż jeszcze nieco mokra po wcześniejszym pływaniu. Podobnie proste spodnie, nieumiejętnie przycięte na dole, przez co lekko podarte. Nawet butów nie miała, tylko bose i brudne od łażenia bez butów stopy. Na dodatek rozczochrane włosy. Jak nic wzięliby ją za jakiegoś dzikusa. Mogła pomyśleć i nim poszła na zwiady ubrać coś bardziej… stosownego.

- Świetnie, po prostu świetnie – skarciła samą siebie.

Po chwili zaś musiała szybko cofnąć się w krzaki, bo ludzie zaczęli wchodzić w gąszcz w celu zwiedzenia wyspy. I niestety kierowali się w stronę jej domku i smoczej jaskini. Dlatego, gdy wszyscy weszli w zarośla, to upadła anielica po prostu wyszła na plaże i rozłożyła skrzydła, odlatując w stronę swojej chatki.
Niestety nie wiedziała, że pewna osoba, która pozostała na statku ją widziała i jeszcze nawet śmiała przez dłuższy czas obserwować przez lunetę, póki nie zniknęła w koronach drzew.

- Wygląda na to, że mamy… bogatych turystów – powiedziała, wchodząc do chatki. Nie była zadowolona, to miała być ich ostoja bez żadnych gości.

Awatar użytkownika
Sargeras
Zbłąkana Dusza
Posty: 4
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sargeras » 7 miesiące temu

        Rozmowa dotycząca statku oraz tego, jak postąpić z faktem, iż ten w ogóle się pojawił, była jedynie między upadłą a ojcem wszystkich obecnych tu smoczyc. Była to naturalna kolej rzeczy - Sargeras był uparty jak osioł i tylko Sakura była w stanie mu się postawić. Jego córki albo zbyt go szanowały, albo też wiedziały, że dla nich nie było szans na przebicie się do zakutego łba tatusia. Niektóre zaś po prostu nie chciały przedstawiać swojego zdania. Dlatego też każda z nich, od Eclipsy aż po Kalli, skupiła się na jedzeniu tego, co było na stole, jedynie co jakiś czas patrząc to na Sargerasa, to na czerwonowłosą.

        Bohaterski smok nie spodziewał się odpowiedzi Sakury. Ale za to spodziewał się tego, że nie będzie się spodziewał tego, co ona powie - była to rzecz, która według niego charakteryzowała damskiego pomagiera. W każdym razie, po usłyszeniu argumentu Sakury odłożył kryształ, który miał zamiar pochłonąć, po czym wpadł w zamyślenie, opierając dramatycznie brodę o swoją dłoń. Ku zdziwieniu wszystkich jego córek - Eclipsa aż zakrztusiła się wodą, którą piła - jego odpowiedź była krótka. I niepokojąca.

- Masz rację, nie chce, by cokolwiek im się stało. Idź na te zwiady, czy też jak tam wolisz to nazwać.

        Najstarszy w pomieszczeniu smok uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób, czyli jakby właśnie ktoś miał zamiar namalować jego idealne ząbki, po czym wrócił do objadania się bogactwami na stole. Nie znaczyło to jednak, że jego dzieci tak po prostu wróciły do jedzenia po tym, co się właśnie stało. Exelria, Persea, Sandye oraz Lai'nome zamarły, z jedzeniem w rękach, które zawisły w powietrzu. Nawet Riandyosa przestała dźgać pod stołem swoją bliźniaczkę widelcem. Jedynie dwie najmłodsze smoczyce, nie przejmowały się tym, były bowiem zbyt przejęte pysznościami, którymi napychały sobie usta niczym dwa chomiki.

        Dopiero po jakimś czasie, gdy Sakura najadła się i znikła, aby szpiegować przybyszów ze statku, Eclipsa i jej siostry odzyskały zarówno zdolność ruchu, jak i mowę.

- Czy… Ty się z nią zgodziłeś? - Exelria nie kryła zszokowania.
- Dobra, przyznać się, kto go otruł? Albo jeszcze lepiej, zaczarował?- spytała Persea.
- Nie wiem… Może to wina R… AU! - wyszeptała Lai’nome, tylko po to, by jęknąć z bólu, gdy widelec wbił się w jej udo mocniej niż wcześniej.
- Roznoszących się w powietrzu chorób? Dobry pomysł bliźniaczko, ale mówimy tu o naszym tatusiu. Jestem pewna, że nawet śmierć jest na tyle mądra, by się trzymać od niego z daleka - dokończyła sadystka.
- Może się go po prostu spytajcie… Tato, to do ciebie niepodobne. O co chodzi? - Sandye i jej bezgraniczna wiara w ojca nie pozwalała jej na ślepe domysły.
- Co ty knujesz? - powiedziała bez ostrzeżenia Eclipsa, a jej głos był tak donośny, że wszystkie inne siostry zamilkły. Na dźwięk jej słów Sargeras przestał jeść i uśmiechnął się tak szeroko, jak tylko mógł.
- Dokładnie to, co trzeba, moja pierworodna córko. W końcu prawdą jest to, że najważniejsze jest wasze bezpieczeństwo. Sprawdzenie zamiarów potencjalnego wroga także jest rozsądne. Ale…
- Ale co?! - Ayla wykrzyknęła, nie mogąc powstrzymać ekscytacji. Szybko jednak, pod naciskiem spojrzeń sióstr, zachichotała i wróciła do jedzenia, widząc swój błąd. - Przepraszam tatku, kontynuuj.

        Sargeras, nadal dzierżąc uśmiech na twarzy niczym najpotężniejszą broń w swym arsenale, wstał od stołu, po czym przemówił niczym generał motywujący swoje wojska. Donośnie i zasilając każde słowo pewnością, która graniczyła z czystą głupotą.

- Przecież nie będę czekał, aż tu wróci! Jeśli ci, którzy przybyli na statku, mają złe zamiary, to muszę dostać się do nich jak najszybciej! Jeśli przybywają w pokoju, to też muszę się z nimi zapoznać natychmiast, co by czuli się ugoszczeni w naszych skromnych progach! - Tuż po tych słowach ruszył w stronę wyjścia z chatki. - Nie ruszajcie się stąd dziewczynki, tatuś wszystkim się zajmie!

Cisza panowała nad stołem, przy którym siedziały smoczyce.

- A to zwiady nie są po to, aby nie iść na ślepo w coś, co może być niebezpieczne? - Kalli odezwała się nagle. Nikt nie kwestionował tego, że wie, czym są zwiady, bowiem każda z sióstr co jakiś czas spędza z nią czas i opowiada jej o mniej lub bardziej ważnych rzeczach, co sprawiało iż młodocianą główkę przepełniała wiedza najróżniejszego sortu.
- Są, oj są... Po prostu dla niego, “Wielkiego i Bohaterskiego Sargerasa”, nic nie klasyfikuje się jako “niebezpieczne”... - Westchęła Eclipsa, po czym wszystkie dziewczyny wróciły do jedzenia swoich porcji.

        Sakura wróciła do chatki i podzieliła się swoimi wieściami o turystach natychmiast po przekroczeniu progu. Dopiero po kilku chwilach dotarło do niej, że… brakuje Sargerasa. Nim zdążyła zareagować na ten fakt, Eclipsa zrelacjonowała jej przebieg wydarzeń.

- Tato uznał w swej nieskończonej mądrości, że lepiej będzie jak poleci na miejsce, na wypadek, gdybyś potrzebowała pomocy. Albo, gdyby przybysze chcieli posłuchać jego opowieści… Idź znajdź go, póki jeszcze nie zjadł tym całym turystom pierścieni wprost z palców za to, że ośmielą się istnieć w blasku jego chwały. - Widać było, że dla Eclipsy to chleb powszedni. Jakby nie patrzeć, przeżyła wiele wieków pod skrzydłem Sargerasa, więc nie dziwiły ją już wybryki jej ojca.

        Tymczasem Sargeras, wciąż w swej elfiej postaci, kierował się w stronę statku. Nic więc dziwnego, że natknął się na turystów kierowanych przez kapitana statku. Rzecz jasna, jego pierwsze słowa były równie powalające, co jego uroda.

- Witajcie, czyżbyście odszukali mnie na tej wyspie, co by składać pokłony mnie i moim wielu dzielnym czynom? - Mówiąc te słowa, przyjął pozę, jakby był bohaterem baśni o rycerzu, co ocalił świat przed zagładą. Pierś jego dumnie wypięta była, ręce oparte twardo o jego boki, a wzrok wpatrywał się gdzieś w dal, jakby pozował do malowidła. Nie trzeba chyba mówić, że zamurowało nowo przybyłych?

Awatar użytkownika
Castalea
Zbłąkana Dusza
Posty: 3
Rejestracja: 6 miesiące temu
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina, Quarantio, Tierõ, Freyr,
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Castalea » 4 miesiące temu

        Vistrianna zaczynała być zmęczona życiem. Dla Castalei to było więcej niż oczywiste, choć zaskakiwało ją - jej siostra naprawdę była okazem entuzjazmu i siły życiowej, której wielu mogłoby zazdrościć. Daleko jej było od spania całymi dniami i rzucania kiepskimi żartami przy każdej okazji, ale smoczyca wolała nie ryzykować, że to się dalej rozwinie. Mała potrzebowała wakacji! Najlepiej gdzieś, gdzie nie ma mowy, że będzie się musiała czymkolwiek przejmować. Wyprawa na bezludną wyspę w otoczeniu bogatych snobów… tak, to brzmiało odpowiednio. Dlatego też Casta zaczęła udawać, że ma ostatnio wyjątkowo kiepski czas. Nawet jak na nią. Podziałało to nadzwyczaj szybko, gdyż legendarna niemal empatia jej siostry szybko wyczuła zmianę zachowania - no i w dodatku mimo wszystko troszczyła się strasznie o Castę; od razu powzięła kroki, aby zbadać tego przyczyny, jednak Casta nie pozwalała jej tego dociec zbytnio, dając jej fałszywe tropy, aż w końcu podsunęła jej myśl o wakacjach - oczywiście w sposób, aby to Vistrianna myślała, że na niego wpadła. Także na pomysł, aby dostać się na rejs na tropikalną wyspę. Udały się we dwie do odpowiedniego biura organizującego to; młodsza siostra stwierdziła, że ludzka empatia i wyrozumiałość powinny wystarczyć, aby przekonać urzędników do tego, aby ratować zdrowie Casty i pokazanie im, że od tego zależy los biednej istoty sprawi, iż znajdą miejsce na statku przeznaczonym dla bogaczy. Cóż, zadziałało - to jest przy drobnej pomocy worka złota, który Castalea przekazała pod stołem. Vistria opuściła więc budynek z przekonaniem w ludzką dobroć i z rozemocjonowaniem myśląc o wyprawie.
        Jednak zanim mogły wejść na pokład, pojawiło się kilka spraw do załatwienia! Głównie zdobycie odpowiednich ubrań, ponieważ wydawało się, że czeka ich podróż w bardzo eleganckim gronie. Vistrianna uparła się, że muszą się dopasować, dlatego ich kroki skierowały się do starej znajomej, która akurat znajdowała się w porcie, a która zdecydowanie mogła im pomóc - Ijumary. Poznały się na pewnym rejsie, siostry szukały potwora morskiego, a kapitan zaoferowała im przewózkę w zamian za ochronę statku. Było warto, bo po drodze doszło do napaści, podczas której Vistria nieźle się nawet spisała, ale samą siebie to przeszła Casta - udało jej się znokautować jednego z napastników, który nie zauważył ją leżącą na podłodze i upadł na głowę. Wracając jednak, Iju bardzo ochoczo zabrała się za poszukiwanie stroju dla Vistrii, spędziły nieco czasu przymierzając różne kreacje, aż w końcu wybrały błękitny strój, przypominający mocno elegancki mundur. Z pasem na miecz, podzieloną spódnicą, wysokimi butami i białą, wąską peleryną prezentował się naprawdę pięknie. Doszło też prób doprowadzenia Castalei do porządku, ale wysiłki skończyły się na zapewnieniu jej jako tako porządnej fryzury, która i tak pewnie nie miała długo przetrwać. Smoczyca broniła się przed zmianą ubrań jak kot przed kąpielą. W ostateczności doszło do tego, że raczej będzie chować się za siostrą, jeżeli będzie potrzeba.
        Przy wejściu rzeczywiście napotkały problem - to jest Vistria została przywitana z godnościami, ale uprzedzono ją, że nie może zabrać ze sobą na pokład bezdomnego. To doprowadziło do małej dyskusji, którą na szczęście Casta rozwiązała w momencie, gdy jej siostra oddaliła się, aby znaleźć kapitana i tak obydwie mogły w końcu wejść na statek turystyczny. Szybko okazało się, że było to bardzo urocze miejsce. Snobizm podróżujących nie był jakoś wybitnie uprzykrzający, a Casta udawała, że miała najlepsze chwile swojego życia, więc Vistria także była zadowolona. W sumie smoczyca uważała, że całkiem niezły był ten statek. Goście inni obrzucali ją potępieńczym, pogardliwym spojrzeniem, ale do tego zdążyła się przyzwyczaić. Mogła jednak leżeć przez cały dzień i jej siostra nie miała zbytnio jak zmusić ją do robienia czegoś, w dodatku na statku było tyle miejsc do drzemki! No i darmowe jedzenie. W dodatku masa służących, którzy musieli jej przynieść darmowe jedzenie za darmo do jej miejsca drzemki! To naprawdę wyglądało jak raj na ziemi. Także otoczenie niemal wołało o konstruowanie kiepskich żartów. Ale to, co naprawdę cieszyło Castaleę, to fakt, że chociaż Vistria wyglądała na sfrustrowaną jej podstawą, to w istocie jej młodsza siostra cieszyła się, że udało jej się sprawić, aby Casta miała się lepiej. Więc Casta cieszyła się z tego, że Vistria czuła się dzięki temu lepiej.
        Katastrofa zaczęła się trzeciego dnia, kiedy skończył się alkohol. Winnego poszukiwano długo, ale dzięki temu, że poprzedniego wieczoru Vistria zastała Castę śpiącą w stosie pustych butelek w ich pokoju i oburzyła się przez ten bałagan, wyrzuciła wszystkie do morza, więc nikomu nie zdołano niczego udowodnić. Obwiniano duchy morza. Duchy morza o bardzo dobrym smaku i wielu życiowych problemach. Najtrudniej bez trunków wytrzymać było oczywiście smoczycy, ale ta jednak dzięki obecności siostry zdołała przetrwać kolejne tygodnie. W sumie stały się dosyć popularne wśród podróżujących. Ich ekscentryzm przykuwał uwagę, choć z reguły stawał się albo powodem obaw albo wyśmiewania. Tutaj raczej chodziło o drugie, więc siostry stały się swoistą atrakcją. Casta jednak zdołała wykorzystać to, aby dowiedzieć się wielu tajemnic, zarówno statku, jak i gości. Lenia nikt nigdy nie posądza o posiadanie wiedzy zdolnej zabić. Było więc specyficznie, ale ciekawie.
        Aż w końcu dotarli do wyspy. Casta i Vistria były obie na łodziach płynących do wybrzeża, choć Casta bardziej drzemała oparta o jej krawędź, podczas gdy jej siostra z zachwytem obserwowała zbliżający się ląd. Jej umysł powędrował do legend, których tyle słyszała, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że w głuszy czeka na nią jakieś wyzwanie, które pozwoli wykazać się jej. Kiedy w końcu dotarły na ląd, musiała dźwignąć siostrę, która jednak po chwili się obudziła i zaczęła sama dreptać za nią. Nic dziwnego jednak, że oczy upadłej nie dostrzegły jedynej nieubranej osoby, łatwo ginącej w tłumie znacznie wyższych osób. Casta pociągnęła siostrę za rękaw.
        - Oczywiście i nie spadajcie - powiedziała, na co jedna z kobiet zachichotała, a Vistria schowała twarz w dłoni. Ale kontynuowali wędrówkę i dzicz szybko zafascynowała młodszą siostrę na tyle, że zmartwienia ją opuściły. Okolica była naprawdę urocza. Tylko brakowało potworów do pokonania, upadłych rycerzy do pojedynkowania i nieszczęśników do ratowania! Kiedy więc rozległo się szumienie liści, oczy Vistrii rozbłysnęły, a dłoń powędrowała do rękojeści miecza, jednak kiedy wyłoniła się osoba, zamurowało ją, podobnie jak resztę osób - może poza Castaleą, która wpatrywała się w Saregerasa z uśmiechem ograniczonego zainteresowania i rozbawienia, po czym wyjęła ukryte w rękawach dłonie z kieszeni szaty i zakryła sobie uszy. Kiedy jednak słowa smoka się skończyły, wszystkie zwierzęta z okolicy natychmiast czmychnęły z okolicy, a wszyscy turyści dostali ataku serca, gdyż rozległ się przeszywający powietrze pisk zachwytu, a po chwili z grupy wyrwała się Vistria, spoglądająca na Sargerasa z uwielbieniem w oczach.
        - Nie wierzę! Sargeras Bohater! To naprawdę ty?! Ja chyba śnię! To naprawdę naprawdę ty?! Znam tyle historii o tobie! Jesteś żywą legendą! Nie sądziłam, że dane mi będzie cię spotkać! O rety, ja chyba śnię!
        Nikt z reszty grupy nigdy nie słyszał o żadnym Sargerasie, ale po słowach dziewczyny zaraz zgromadzili się wokół niego, potakując Vistrii i spoglądając z niedowierzaniem na smoka, udając, że doskonale wiedzą, kim jest, poleciały pytania, dosyć bezpieczne, oprócz tych zadawanych przez Vistrię, której zaraz potakiwano. A ona wypytywała o przygody Sargerasa ze sporym znawstwem tematu. Jedynie Castalea pozostała na miejscu. Choć nie, po chwili spojrzała na drzewo obok, drzewo, które wprost zapraszało w swoje objęcia, więc kobieta oparła się o nie, pochyliła głowę i zaczęła drzemać. Zanosiło się na dłuższy postój, Vistri nic nie groziło, więc mogła sobie pozwolić na taką chwilę. Szybko zjechała po pniu, uderzając tyłkiem o ziemię i zostając już na niej w tej pozycji siedzącej, śpiąc w najlepsze.

Awatar użytkownika
Sakura
Zbłąkana Dusza
Posty: 6
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Sakura » 3 tygodnie temu

Sakura uśmiechnęła się zadowolona i gdy tylko dokończyła posiłek, poleciała na zwiady. Trochę ją zdziwiła reakcja Sargerasa, tak po prostu przyznał jej rację. To niepokojące, miała wrażenie, że coś knuje, ale na razie wyszło tak, jak chciała, więc mogła w pełni realizować swoje zadanie.
Nie poszło jednak po myśli upadłej, zbyt szybko poleciała, kompletnie się nie przygotowując. Musiała więc wrócić do swojej chatki. Przynajmniej udało jej się zebrać część informacji, więc nie wracała z całkiem pustymi rękami.
Gdy tylko wylądowała na jednym z balkoników, schowała skrzydła i poszła podzielić się informacjami z resztą. Zdążyła wtrącić jedną rzecz, po czym zorientowała się, iż brakuje pewnej osoby. Jakże by inaczej…

- A gdzie jest... – Nim Saki zdążyła zadać pytanie, Eclipsa zaraz pośpieszyła z odpowiedzią, która ani trochę nie polepszała humoru czerwonowłosej, była wręcz zdenerwowana – ŻE CO?! – krzyknęła aż ale wiedziała, jak ostatni atak gniewu się skończył. Wzięła głęboki oddech i odetchnęła – Dobrze, jestem spokojna… - powiedziała bardziej do siebie, ale też do smoczyc, w końcu nie chciała podpalić drewnianego domku, to byłoby niebezpieczne, a Sargi nigdy by jej tego nie wybaczył, gdyby coś się stało młodym.

Piekielna ruszyła w stronę miejsca, gdzie trzymała swoją zbroję, domyślała się, że skoro niebieskołuski bohater idzie na zwiady, to na pewno nie pozostanie w ukryciu, więc ona też nie może, jeśli ma go pilnować. Nie miała jednak zamiaru zdradzać swojej tożsamości. Dawno już nie nosiła zbroi, miała nadzieję, że dyskomfort nie będzie zbyt wielki. Przyodzianie pancerza zabrało jej tylko krótką chwilę, jednak wciąż była w tym wyćwiczona. Na koniec założyła hełm i rzuciła jeszcze drobny czar na swój głos, aby nie zdradzał nawet jej płci.

- Ruszam, Eclipsa zajmij się tu wszystkim – powiedziała do najstarszej nieswoim głosem, aż sama poczuła się nieswojo, długo już nie używała tej sztuczki.

Zbroja nieco ją ograniczała, bo nie mogła rozwinąć skrzydeł, więc szła na piechotę, okazjonalnie używając nieco mocniejszych lian. W końcu dotarła tam, gdzie jeszcze niedawno obserwowała turystów.
Teraz całą uwagę skradł bohaterski smok i to naprawdę porządnie, jeszcze zanim wróciła do swojego, przypomniała sobie reakcje niektórych kobiet na smoka. Wygląda na to, iż jej przyjaciel miał tu wierną fankę, a nawet cały tłum.
Upadła wyszła zza krzaków, także się w końcu ujawniając. Większość ludzi nie bardzo wiedziała kim jest Sargeras i tylko udawali, że wiedzą, by nie wyjść na niedoinformowanych. Jednakże inaczej się sprawa miała w stosunku do czarnego rycerza, tu znaczna większość kojarzyła tajemniczego wybawcę.
Saki stanęła obok pradawnego i teraz oboje byli całkiem otoczeni przez zamożnych turystów. Przewodnik postanowił to wykorzystać, najwyraźniej był bardzo łasy na kasę.

- Drodzy goście, oto bohaterowie, jakich świat potrzebuje, specjalnie zaprosiliśmy ich na tę wyspę, abyście mogli jako jedni z nielicznych poznać ich osobiście. Myślę, że kilka ruenów w pełni pokryje koszty tej niespodzianki – uśmiechnął się chciwie i zaczął zbierać pieniądze od mocno zaintrygowanych bogaczy, którzy dawali mu to, o co prosił, chcąc, tylko by przestał im zakłócać spotkanie z czarnym rycerzem oraz bohaterskim smokiem.
- Chwileczkę, co? – zapytała upadła zirytowana nieszczerymi słowami chciwca, jednakże tłum to zagłuszył i musiała bardzo się starać, aby nie zdjęli jej hełmu, bo z jakiegoś powodu obrali sobie to za główny cel.

Natomiast najbliżej pradawnego zebrała się spora grupa kobiet, którym imponował swym męstwem, kilka nawet pokręciło się obok piekielnej, ale szybko zrezygnowane podeszły do Sargerasa, czarny rycerz wyraźnie dał im znać, że nie jest zainteresowany.

- Jak długo zamierzacie pozostać na wyspie? – spytała Sakura, starając oddalić się od tłumu.
- To zależy, jak bardzo im się spodoba drogi Czarny Rycerzu– chciwiec wskazał na grupę bogaczy.

Upadła westchnęła niepocieszona, beztroskie dni właśnie prysnęły w jednej chwili. Teraz trzeba coś wykombinować, by ich dom pozostał ostoją, nawet jeśli wrócą na stały ląd. To była ich wyspa i miała taką pozostać, tylko jak przegnać ciekawskich jednocześnie nie tracąc twarzy?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dalekie Krainy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość