[Głębiny Morza] Pieśń stęsknionej krwi


Wszystkie krainy znajdujące się poza terenami Środkowej Alaranii. Tu można zakładać wątki dziejące się na przykład na Dalekiej Północy, lub innych krainach poza Alaranią, które nie widnieją na mapie.
Dziki świat poza Alaranią, nieznany i tajemniczy dla większości mieszkańców kontynentu. Krainy mroczne i zimne, ale też gorące i egzotyczne. Pełne nieznanych ludziom Alaranii zwyczajów i obrzędów.

Postprzez Rheyaen » Śr lip 11, 2018 11:37 pm

        Zastępy mórz są nieznane… Nawet najśmielsi żeglarze już nie odważyliby się zbadać tych wód, tych tajemniczych miejsc, które według wielu legend pachniały zdradą i topielcami… Jak zatem cuchnie takie wiarołomstwo, zapytasz, młody wędrowcze? Otóż nie da się tego opisać, bowiem ci, którzy doznali tejże obłudy, zginęli w głębinach mrocznych mórz i jezior… Nikt nie pozna tego zapachu, dopóki sam tego nie doświadczy; a gdy już napotka taką okazję, nie zdąży jej przekazać innym.
        Morze było niespokojne. Od samego świtu Rheyaen czuła wzburzenie i gniew morskich stworzeń. Aczkolwiek syrena doskonale rozumiała ich niepokój, bowiem zbliżała się wielka rewolucja.
Naturianie z Głębi tak właśnie nazwali historyczne wydarzenie, do którego miało dojść już tego wieczoru. Wszyscy od rana pływali jak kopnięci, byleby zająć czymś umysł i przygotować się. Rhey natomiast wolała odpocząć od tego chaosu na skałach, spokojnie obserwując fale.

        Syrena westchnęła po raz któryś, po czym ponownie zaczęła śpiewać wszelakie melodie, znane tylko mieszkańcom Głębi. To tutaj Rheyaen się wychowała i to właśnie to miejsce nazywała domem. Syreny i trytony nauczyli ją wszystkiego, co potrzebne, aby przetrwać. Tak więc naturianka śpiewała, tym razem bez nadziei na sprowadzenie przypadkowego statku na dno.
        - Tak raczej nie wygrasz walki, Rhey. - Za plecami syreny pojawiła się Salie, jej stara przyjaciółka. Dziewczyna zawsze wiedziała, kiedy się zjawić, za co naturianka była jej wdzięczna. To dzięki Salie, Rheyaen nie pozwalała swoim chaotycznym myślom opanować umysłu i zwariować do reszty, zwłaszcza po wydarzeniach z tajemniczym czarodziejem…
        - Ale na pewno wymyślę coś, dzięki czemu wygramy - odparła Rhey, a jej białe ząbki zalśniły w szyderczym uśmiechu. - Poza tym, nudzą mnie przemyślenia Teriego. On wydaje się rządzić…
        - ...mimo że wszyscy wybrali ciebie na przywódcę - dokończyła Salie, oddając uśmiech.
        - Naprawdę? - zapytała zaskoczona syrena. Dopiero teraz tak naprawdę wyszło, kto powinien dowodzić całą armią zbuntowanych wyrzutków; naturianie jednogłośnie zgodzili się, że dawanie tak dużej władzy jednej osobie na samym początku planowania akcji jest za bardzo zgubne. Mieszkańcy Głębi uznali, że chcą czuć się na równi i tak właśnie omówić swój plan. W ten sposób żaden pomysł nie musi być akceptowany przez jedną syrenę czy trytona, lecz za pomocą głosowania. W ten sposób każdy miał prawo do słowa.
        - Poważnie. Dostajesz orkę - rzekła Salie, śmiejąc się i chlapiąc przyjaciółkę. Rheyaen wyprostowała się dumnie i spojrzała ponownie w dal. Przez chwilę przeszły ją wspomnienia. “Ciekawe, czy Ophelia ma się dobrze... “, pomyślała, nagle pochmurniejąc. Ophelia była najbliższą przyjaciółką, siostrą Rheyaen, więc jej strata dotknęła naszą bohaterkę. Mimo że jako “ta wiecznie zła syrena” nie wiedziała, jak nazwać to uczucie, to doskonale je znała.
To tęsknota. Ale Rheyaen nie wie, że to właśnie to.
        - Wygramy to w takim razie! - krzyknęła dumnie Rhey, po czym wskoczyła do wody i popłynęła do swoich braci i sióstr. Teraz już wiedziała, że na jej głowie spoczywa los wszystkich wyrzutków Głębi.
Avatar użytkownika
Rheyaen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Aureola,
Rasa: Syrena
Aura: Aura nie posiada zbyt wielkiej siły, aczkolwiek da się wyczuć drzemiący w niej potencjał. Całość otula świecąca rubinowym światłem, niepokojąca mgiełka. Po powłoce podróżują kobaltowe rybki, skacząc nad srebrzystymi falami w stronę miedzianego słońca. Można niemalże poczuć wszechobecną wilgoć i usłyszeć szum morza. Przez moment w oddali ujrzeć można nadpływający statek i wydobywające się z niego krzyki agonii, mrożące krew w żyłach. Jednakże zmysłowy szept i słodka woń perfum mąci w głowie i odwraca od tego uwagę. Niesie ze sobą woń typowo morską, która jednocześnie zawiera coś słodkiego, niczym zapach kwiatów. W dotyku miękka niczym wodorosty, choć miejscami nieco stwardniała. Gnie się subtelnie z gracją, prezentuje ostre krawędzie pokryte aksamitnym puchem, układającym się w kształt łusek. Pozostawia po sobie nieznośną lepkość, sklejając wargi nawet na dłuższy czas.
Wygląd: Rheyaen cechuje niesamowita uroda. Kobieta mierzy niecałe 168 cm wzrostu, jest kształtna, wręcz idealna, chciałoby się rzec.
Syrena ma bardzo gładką skórę, która w okolicach kręgosłupa, łokci oraz brzucha jest porośnięta łuskami, które znikają podczas przemiany w człowieka. Z pleców oraz przedramion Rhey wyrastają błony, które ułatwiają jej pływanie.
Twarz ...
(Więcej)

Postprzez Ophelia » Pt lip 20, 2018 10:15 pm

        Woda była mętna. Sól wciskała się między łuski i drażniła skórę. Szczypały oczy, a zesztywniałe od zaciskania w pięści dłonie, wydawały się ciążyć ku skalistemu dnu.
        Wydawało się, że wszystko stoi, a przecież jasne było, że dzieje się więcej niż w jakimkolwiek innym dniu Królestwa. W oddali żołnierze zbroili się po zęby. Gońcy przemykali w tę i z powrotem, zahaczając ogonami o koralowiec. Ona też powinna poczynić przygotowania do nieuniknionego, ale na razie nie była w stanie robić niczego innego niż obserwować.
        Cisza. Cisza przed burzą. Cisza jest tłoczna i gwarna. Pełna napięcia, strachu.
- Mamo, czy złe syreny nas zjedzą?
        Kobieta oderwała wzrok od błyszczącego trójzęba jednego z trytonów. Spojrzała na córkę i uśmiechnęła się blado.
- Oczywiście, że nie, skarbie. Nasz król nas obroni.
        Król... Stary, trzęsący się anemik wyśle twoich starszych kolegów na rzeź.
- A książe też będzie walczył?
- Będzie. To dzielny tryton, dzięki niemu zwyciężymy.
        Dziewczynka mocno trzymała mamę za dłoń.
- A Ophelia? Nie chcę, żeby zjadły ją syreny.
        Matka przeczesała perłowe włosy córki, które napłynęły jej na oczy.
- Książe ją obroni.


        Wojny miewają swoje tradycje. Piękna rasa syren i trytonów wiedziała o tym dobrze z doświadczenia. Niektórym ciężko jest sobie wyobrazić, że morscy strażnicy są zdolni do tak okropnych i wielkich czynów, jak zbiorowe mordowanie w imię idei, dla zasobów, czy też chwały. A jednak głęboko pod znaną szczurom lądowym taflą wody żyło się podobnie jak na lądzie. Działy się tu rzeczy rodem z koszmarów. Lecz czy koszmarem można nazwać tradycję? Skoro coś jest kultywowane i akceptowane, oznacza to, że kultywujący muszą być do tego przyzwyczajeni. Coś stawało się oczywiste i nie rozpatrywało się tego w kategorii dobra, czy zła. Jedną z takich tradycji – syrenich tradycji wojennych – było zjadanie ciała pierwszego pokonanego przeciwnika. Wiązało się to z wiarą, że pierwsza krew jest święta i uszlachetnia ciało, w którego żyłach płynie – sprawia, że kryje w sobie żródło potęgi. Dlatego rekiny byly tak silne. Każdego dnia prowadziły małe bitwy, zwabione świetością krwi. Pochłaniając ciało swej ofiary, stawały się coraz mocarniejsze. Ich życie było wojną. Można więc było pozwolić drapieżnikom rosnąć w siłę, bez stoczenia pojedynku (takie stworzenie stawało się wówczas złe, ponieważ tylko krew, którą samemu się utoczyło, mogła uszlachetnić zjadane ciało), albo samemu rosnąć w siłę.
        Jeśli byłeś wierny tradycji, dbałeś zarówno o dobro własne, rekinów, jak i tych, którzy mogliby paść ofiarą ich zła.
        Ophelia zawsze bała się tego rytuału, jakkolwiek wiele szkód była w stanie wyrządzić za życia w Głębi. Teraz jednak strach był potężniejszy. W tym momencie łączył się z wizją zabicia i zjedzenia ciała jednego z braci lub sióstr, których kochała. Może nawet samej Rheyaen.
        ”Całe szczęście” rodzina królewska nie mogła sobie pozwolić na wejście w środek bitwy. Od tego było wojsko, by inni niezdolni lub zbyt „cenni”, zostali przez nie obronieni. Rodzina królewska miała – poza królem, który poprowadzi żołnierzy do boju – strzec samego pałacu, na wypadek przedarcia się wroga na teren miasta. I planować.
        Bynajmniej nie oznaczało to spokoju ducha. Choć Ophelia miała szansę nie umoczyć własnych dłoni we krwi sióstr, dawała na to przyzwolenie swoją biernością i nieodpowiednią stroną w starciu. Lecz co miała zrobić? Nie chciała przecież również śmierci nikogo z Królestwa. Była więc zmuszona czekać i patrzeć na śmierć obojga stron. Nie była w stanie zapobiec śmierci ludzi, których kochała. I nie mogła nikomu o tym powiedzieć. Jeśli tylko ktoś z Głębi ją zobaczy... Wszystko wyjdzie na jaw i nie będzie już dla niej ratunku.
        Księżna zapragnęła być pierwszą ofiarą.


- Ophelio... – niski głos księcia rozległ się tuż za jej plecami. Po chwili poczuła na policzku ciepłą, twardą dłoń. Przymknęła oczy.
- Xeonisie...
        Książe był już opancerzony: lekki napierśnik i naramienniki ze skorup żółwi, spiralne, regularne barwy wojenne. Brakowało mu tylko słynnej włóczni o ostrzu długim jak przedramię i najeżonej kłami orki.
- Boisz się. – szepnął.
        Kiedy ją przytulił, krawędzie pancerza wbiły się w jej piersi i obojczyki, a jednak czując to, wtuliła się w niego jeszcze bardziej. Tak bardzo pragnęła powiedzieć mu, co czuje...
        Była śmiertelnie przerażona.
- Wszystko będzie dobrze, kochanie. Głębia jest potężna, ale nie posiada broni, którą my mamy.
        Ophelia spojrzała na niego, nie rozumiejąc.
        Oni będą mordować z zemsty, a my ze strachu.
- Jest nas więcej... – powiedziała bez przekonania. Tak naprawdę wiedziała, że mieli niewielką przewagę liczebną i wiedzieli niewiele na temat wroga. A ona nie mogła i nawet nie wiedziała, czy chciała, zdradzić sekrety wygnańców.
        Książę uśmiechnął się tajemniczo, jego jasne oczy błyszczały. Ujął jej podbródek i pocałował w usta.
- Nie to jest najważniejsze.
        Odpłynął dopiero, gdy odważyła się spojrzeć mu w oczy, ściągnąć ramiona i uśmiechnąć się.
        ”Grzeczna dziewczynka. Prawdziwa księżna przyszła królowa.”
        Kiedy się oddalał, usłyszała głębokie smutne zawodzenie. Odwróciła się w stronę okna, akurat, by zobaczyć potęgę płetwali. Nadciągał oddział żyworodnych. Księżna opuściła komnatę.
Avatar użytkownika
Ophelia
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Kerhje, Smilla, Eldrizze, Umm, Zgniłek, Øra, Spinka,
Rasa: syrena
Aura: Emanacja charakteryzuje się niewielką siłą magiczną. Wokół stale, leniwie przelatują szmaragdowe kule światła, przypominające coś w rodzaju gwiazd. Powłoka pokryta jest grubą, miedzianą warstwą, na której widnieją wyryte różne nutki, czasem, gdy zbliży się do nich ucho, można usłyszeć dźwięk, za jaki odpowiadają. Niekiedy wychodzą ze swych pięciolinii i zaczynają tańczyć, zostawiając za sobą kobaltowe zawijasy. Można też usłyszeć szum morskich fal i poczuć ich woń, jakby właśnie się stało na plaży. Ponadto gdzieś w oddali rozbrzmiewa niezwykła pieśń. Powierzchnia ponadto jest niezwykle miękka i elastyczna, potrafi przybrać naprawdę dziwaczne kształty. Posiada także bardzo ostre krańce, które kryją się gdzieś z tyłu na wszelki wypadek, zwykle jednak prezentowany jest przyjemny meszek z przodu. W ustach niespodziewanie można odczuć dziwną lepkość, a gdy wszystko inne znika, pozostaje jedynie ten ślad.
Wygląd: Ogień migocący pod ciemną taflą wody. Zdaje się tylko przywidzeniem. "To zachodzące słońce odbija się w wodzie." Utwierdzasz się w tym przekonaniu zauważając złote refleksy goniące płomień. Z tyłu głowy jednak jedna myśl niebezpiecznie uderza w czaszkę i wzmaża czujność. "Wpłynąłeś na strzeżone terytorium." Spoglądasz więc jeszcze raz na wodę, ... (Więcej)

Postprzez Rheyaen » Pn wrz 03, 2018 10:29 pm

        - Rheyaen! - krzyczał tłum, kiedy syrena pojawiła się na głównym placu Głębi. Miejsce nie wyróżniało się niczym specjalnym, nie zachwycało niczym. A już na pewno nie dorównywało Królestwu, tak zwanej “Perle Oceanów i Mórz”. Głębia nie posiadała szczególnych znaków, miejsc… Każda syrena i każdy tryton błąkali się wokół wielkiego placu, na środku którego znajdowała się zepsuta podróbka pomnika jakiegoś nieznanego wojownika. Wokół rozstawione były namioty, małe budynki ze spróchniałego drewna i kamieni. Tak właśnie żyją wyrzutki.
        Bardowie i powieściopisarze opowiadają w swoich dziełach często o różnicy dobra ze złem. Zło przedstawiają jako brzydkie, smutne, w ciemnych kolorach, natomiast dobro ma barwy tęczy, szczęścia… Właśnie. Często ci źli to po prostu pechowcy, którym los nie szczędził okrutnych chwil. Jeśli więc “ci źli” to tylko nieszczęśliwi ludzie, dlaczego los karze ich jeszcze bardziej?
Rheyaen urodziła się w Głębi. A teraz miała poprowadzić jej mieszkańców do szczęścia, które większości się należało.
        - Myślisz, że damy sobie radę wywalczyć prawa? - zapytała Salie, bawiąc się po drodze dziwną szkatułką. Syrena od zawsze interesowała się znaleziskami z ludzkich wraków. Salie myślała, że pewnego dnia znajdzie “wszystko, co jest na lądzie”.
        - Nie chcieli nam ich dać po dobroci. Dzieci wyrzutków nie mogą uczęszczać do szkół. Nawet nasze wyjścia na ląd są karalne… Musimy wziąć sprawiedliwość siłą. Nie ma innej opcji. - Rheyaen westchnęła, po czym spojrzała na plac. Siedzieli na nim wojownicy, czekający na jej rozkaz. Syrena w każdej chwili mogła dać znak do ataku, mogła odwołać akcję… Tyle władzy w rękach złej i jednocześnie niewinnej kobiety.
        - Rheyaen - odezwał się wysoki tryton. Trzymał w dłoni trójząb bez jednego zęba, lecz nawet mimo tego defektu, dumnie spoczywał w dłoniach mężczyzny. - Jesteśmy gotowi. Orki są w drodze. - Mężczyzna spuścił wzrok w geście “pokłonu”. Ludzie z Głębi nie okazują pokory w sposób, w jaki okazują ją pozostali mieszkańcy Alaranii. Każdy wyrzutek pragnie być chociaż odrobinę szanowany, więc w psychice takowego delikwenta utwierdza się przekonanie, że okazanie hierarchicznego podejścia do osób rzekomo “wyższych” jest czymś bardzo poniżającym. Pokorę w Głębi ukazuje się więc poprzez odwrócenie wzroku od rozmówcy. To działa tak samo jak z psami - utrzymanie kontaktu wzrokowego pobudza zwierzę do walki o władzę. Spuszczenie oczu oznacza swego rodzaju rezygnację z rywalizacji.
        - Dobrze… Kiedy ruszamy? - zapytała Rhey, podnosząc głowę wyżej. “Nie mogę ich zawieść”, pomyślała syrena. Musiała pokazać wszystkich, że jest odważna, jednakże znając egoistyczną naturę naturianki, kobieta mogłaby uciec z pola walki lub zaprzepaścić dobrą sytuację na zwycięstwo przez głupi rozkaz ochrony siebie samej.
        - Kiedy tylko rozkażesz, Rheyaen - odpowiedziała Salie, uśmiechając się. Lud szykował trójzęby, noże, niektórzy posiadali nawet dziwne bronie, znalezione na wrakach. Syrena rozejrzała się. “Jesteś dowódcą. Działaj”.
        - Teraz.
Avatar użytkownika
Rheyaen
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Aureola,
Rasa: Syrena
Aura: Aura nie posiada zbyt wielkiej siły, aczkolwiek da się wyczuć drzemiący w niej potencjał. Całość otula świecąca rubinowym światłem, niepokojąca mgiełka. Po powłoce podróżują kobaltowe rybki, skacząc nad srebrzystymi falami w stronę miedzianego słońca. Można niemalże poczuć wszechobecną wilgoć i usłyszeć szum morza. Przez moment w oddali ujrzeć można nadpływający statek i wydobywające się z niego krzyki agonii, mrożące krew w żyłach. Jednakże zmysłowy szept i słodka woń perfum mąci w głowie i odwraca od tego uwagę. Niesie ze sobą woń typowo morską, która jednocześnie zawiera coś słodkiego, niczym zapach kwiatów. W dotyku miękka niczym wodorosty, choć miejscami nieco stwardniała. Gnie się subtelnie z gracją, prezentuje ostre krawędzie pokryte aksamitnym puchem, układającym się w kształt łusek. Pozostawia po sobie nieznośną lepkość, sklejając wargi nawet na dłuższy czas.
Wygląd: Rheyaen cechuje niesamowita uroda. Kobieta mierzy niecałe 168 cm wzrostu, jest kształtna, wręcz idealna, chciałoby się rzec.
Syrena ma bardzo gładką skórę, która w okolicach kręgosłupa, łokci oraz brzucha jest porośnięta łuskami, które znikają podczas przemiany w człowieka. Z pleców oraz przedramion Rhey wyrastają błony, które ułatwiają jej pływanie.
Twarz ...
(Więcej)

Postprzez Ophelia » Pn wrz 17, 2018 4:10 pm

        Królestwo swą wielkość zawdzięczało położeniu. Podczas gdy Głębia znajdowała się w rowie oceanicznym, Perła Oceanów i Mórz zbudowana została w rozległym podwodnym basenie. Był to wyjątkowo bogaty teren w surowce naturalne, dzisiaj jednak liczyło się coś innego: od południa i wschodu naturalną granicę wyznaczało rozległe pasmo górskie, przypominające te lądowe. Różnica polegała nie tylko na jego oczywistym położeniu i składzie, ale też trudności w pokonaniu. Teoretycznie w wodzie nie powinno być z tym problemu - w końcu syreny mogły przebywać na każdej głębokości, więc przekroczenie pasma było tylko kwestią czasu. Ale właśnie - czasu. Ten liczył się w tej części świata tak samo jak wszędzie. Podróż ponad górami nie była łatwa i nie zapewniała raczej elementu zaskoczenia w przypadku działań wojennych. Choć z drugiej strony... Skoro wszyscy tak myśleli, to czy ktokolwiek strzegł tego miejsca, by w porę dostrzec zbliżające się z niego zagrożenie?
        Ophelia unosiła się tuż obok wystawionego na straży trytona. Był wyraźnie zestresowany, choć oczywiste było, że w zawodzie pracuje od lat. Znajdowali się na granicy królestwa, poza pałacem i dziewczyna wiedziała, że tak jak ona powinna bardziej troszczyć się o siebie, tak rodzina królewska powinna być bardziej ostrożna. Nikt nie wierzył, że Głębia mogłaby zaatakować z tej strony, nawet księżna nie mogła być tego pewna. Gdyby się na to zdecydowano, wojsko musiałoby przebyć długą drogę, nim w końcu by zaatakowało. Dom wyrzutków znajdował się na północy, musieliby więc okrążyć Królestwo, najlepiej aż do samego południa, gdyż tutaj pasmo górskie było najsłabiej chronione, lecz przy tym najwyższe. Poza tym taki krok, oznaczałby, że Głębia nie ma zamiaru zaprezentować swej dumy i walczyć o prawa. Zero negocjacji, tylko władza, inwazja. To był ten niepewny element - dyplomaci już przygotowywali posłańców, by przede wszystkim próbować najpierw zapobiec rozlewowi krwi, ale z drugiej strony mobilizowano wszystkie siły. Wysyłano zwiadowców, sprowadzano oddziały żyworodnych, obstawiano północ, zachód. To z tych kierunków spodziewano się ataku.
        W każdym razie, z tego co wiedziała księżna, obstawiano dwie możliwości, dwie strony. Najprawdopodobniejsza wydawała się walka o prawa, która zakładała stanięcie twarzą w twarz z wrogiem. Więc północ. Pusta, równa północ. Rolnicza. Z drugiej strony, Głębia to przestępcy, mogli pragnąć wyłącznie zemsty, dlatego jeżeli nie mają potężnej armii, ogromnego samozaparcia i wytrwałości - zaatakują z zachodu. Zachód również był naturalną granicą, złożoną z podwodnych gejzerów i wulkanów. Wciąż jednak nie były na tyle liczne, by nie poradzić sobie z przepłynięciem pomiędzy nimi. Ophelia jednak znała Głębię i choć nie mogła przewidzieć ich planów, była pewna jednego - trzeba było się liczyć z każdą możliwością.
        Do tej pory, podczas narad, głosowano za skupieniem sił na północy i zachodzie. Tylko na jednej pozwolono uczestniczyć księżnej i z niechęcią przyznano rację, że pasmo górskie również wymaga należnej uwagi. Widziała jednak brak przekonania i niechęć do jej osoby w oczach zgromadzonych. Po naradzie nic już nie wskazywało na to, by jej sugestie faktycznie postanowiono wykorzystać.
        Ophelia pokręciła głową. Tym bardziej podejrzane byłoby gdybym  zdradziła informacje o Głębi - takie w które wszyscy uwierzą.
- To nie może skończyć się dobrze... - mruknęła do siebie. Strażnik spojrzałby na nią jak na przemądrzałe dziecko, gdyby nie groziła mu za to porcja batów. Oczywiście, że nie może się dobrze skończyć. To wojna. Nie powiedział jednak nic. Skinął tylko głową i w tym momencie kątem oka dostrzegł ruch. Powoli odwrócił się od pasma górskiego. Ophelia spojrzała za nim. Na jej twarzy pojawił się blady uśmiech. A jednak....
- Wasza wysokość...  - niski głos dowódcy oddziału zsiadowczego był niepewny. Nakazał jej wygładzić czoło i unieść podbródek. Mężczyzna był zaskoczony widokiem przyszłej królowej w takim miejscu. Rozejrzał się w poszukiwaniu kogokolwiek, kto mógł tu przybyć razem z nią. Na darmo.
- Wasza wysokość, zdaje się, że jest Pani szukana na dworze. Każę komuś  odprowadzić księżnę.
        Ophelia nie zamierzała się tłumaczyć.
- Dziękuję, Neosie. Wrócę sama. - odparła mijając go.
- Pani! Wydaje mi się, że najlepiej będzie udać się od razu na salę obrad.
        Zaskoczona syrenka zatrzymała się. Dlaczego mieliby jej potrzebować tuż przed bitwą? Czy coś się wydarzyło? Czy... Już wiedzą? Nie odwróciła się jednak. Bała się, że teraz każdym spojrzeniem może się zdradzić. Skinęła za to głową i odpłynęła, mijając kolejny oddział - włóczników.

        A więc jednak! Kochany Xeonisie, tylko ty jesteś nadzieją tego królestwa. Syrena nie miała wątpliwości, kto przekonał króla do jej planu. Oczywiście, pewnie oficjalnie w dyskusji to nie jej słowa się liczyły, ale ich poparcie jednego ze syrategów. Sam książę był początkowo sceptycznie nastawiony do pomysłu kolejnego podziału sił, ale nie raz z nim o tym rozmawiała i dostrzegła wachanie nawet co do słuszności własnych założeń. Wyglądało na to, że w końcu się zdecydował i obrał odpowiednią z jej perspektyw stronę.
        Decyzja ta przyniosła jej ulgę. Przyłapała się na tym, że gdy Głębię traktuje tylko jako problem do rozwiązania, to w momencie, w którym jeszcze bezpośrednio (wręcz fizycznie) nie ma z nim do czynienia, jest w stanie odstawić na bok emocje i myśleć chłodno, rozsądnie i skupiając się na tym co ma TERAZ. Niestety to była tylko kwestia czasu iw  tej chwili - osiągnąwszy już coś - miała nadzieję, że nie będzie już jej dane przechylać szali na którąkolwiek stronę. Były to złudne nadzieję. Tylko śmierć mogła być wybawieniem.

☽☸☾

        Gdy nie patrzysz w oczy, łatwiej jest zataić prawdę. W Głębi nie miała czego ukrywać, jednak nauczyła się, że oznaką  szacunku jest nienarażanie nikogo na wyzwanie, mogące czaić się w spojrzeniu. Ostatecznie pozwalała sobie patrzeć w oczy tylko Rheyaen i młodszych od siebie. Nigdy nie znaczyła wiele wśród wyrzutków, ale była jednym z nich i nawet jeśli pozwalano jej wierzyć we własną słabość, to wciąż akceptowano i chroniono jak każdego członka rodziny. Tutaj jednak, w Królestwie, wszystko było inaczej i wielokrotnie - nawet po tylu latach nowego życia - to właśnie spojrzenie ją zdradzało. Jako członek rodziny królewskiej musiała nauczyć się postawy wyprostowanej i codziennej walki na spojrzenia, której unikać powinna wyłącznie przed samym królem, królową i czasem księciem. To przed nią powinni podziwiać posadzkę królewskiego pałacu, czy własny ogon. Wystarczyło jednak, że poczuła się niepewnie i traciła nad tym kontrolę. Zresztą nigdy nie czuła się wyższa i ważniejsza od innych. Pozwalała uśmiechać się oczyma zarówno dzieciakom z ulicy, jak i każdemu innemu, który ją kochał. A ona to odwzajemniała.
        Przemierzając pałac patrzyła cały czas przed siebie. Jej starania, by się nie ujawnić mogły wydać się jeszcze gorsze, ale zbliża się bitwa, prawda? Wszyscy są zdenerwowani... Wszyscy zachowują się dziwnie. A jak miała teraz spojrzeć komukolwiek w oczy, wiedząc, że jej brak przeszłości wkrótce stanie się kłamstwem, a kłamstwo uznane zostanie za zdradę? Co jeśli spoglądała teraz na syreny i trytony, w których krwi będzie niedługo maczać dłonie? A jeśli nie... Jeśli to po ich stronie stanie, to czy w obliczu prawdy, nie zażądają od niej dowodów bezwzględnego oddania?
        Nie, nie mogła doprowadzić do tego, by prawda wyszła na jaw. Nie cierpiała kłamstwa, ale skoro żyje w nim już od tak dawna, nie mogła teraz pozwolić wszystkiemu się rozpłynąć. Tylko jak to zrobić, nie wbijając jednocześnie sztyletu w pierś Głębi?
        Ophelia czuła, jak wokół jej ciała zaciska się sieć, którą sama sobie utkała. Jedynym rozwiązaniem wydawała się ucieczka. Ale czy tego ją uczono? Czy zarówno Rheyaen, jak i Xeonis nie powtarzali, że bez względu na wszystko, nie wolno się poddawać? Nie wolno jej było odejść jako przegrana. Nawet jeśli miałaby umrzeć, nie mogła to być śmierć bezcelowa. Wydawało się, że od urodzenia przygotowywano ją do tej roli. Może bogowie już dawno zaplanowali, że zostanie księżną-zdrajczynią, która w ostatniej swej walce o godność umrze samotnie, lecz nie bez krzyku.
        O Jadyonie, panie wody, królu życia... Jakie masz wobec mnie plany? Co powinnam zrobić? Dla mórz i oceanów całej łuski Prasmoka, ześlij mi swą mądrość, żebym mogła zrozumieć Twoje plany...
        Strażnik otworzył drzwi, kiedy tylko się do nich zbliżyła. Jego oczy błyszczały.
        Sala była ciemna, mimo nietypowych białych ścian. Rozjaśniał ją tylko pojedynczy blask błękitnego kryształu, który zamykał się w ścianach pozbawionych okien. Przy owalnym stole, który był zarazem mapą Królestwa i okolic zrobioną z żywego koralowca, stało czterech mężczyzn: prezentujący się groźnie, lecz i rozważnie król, Xeonis, dyplomata i ostrzyżony na krótko wojownik ubrany w reprezentacyjną, lekką kolczugę i łuskę obronną na ogonie.
        Ophelia ukłoniła się królowi. Nie przepadł za nią, ale doceniał jej zasługi.
- Wzywaliście mnie.
- Tak - Xeonis był wyraźnie zdenerwowany. W takich momentach robił się nieprzyjemny. - Zdaje się nawet, że ładny kawałek czasu temu.
        Nie odpowiedziała. Popatrzyła tylko na niego przepraszająco, ale on szybko odwrócił wściekłe spojrzenie..
- Ophelio - król zignorował syna. - chcielibyśmy żebyś wyruszyła z Erl-evizem na negocjacje z Głębią.
        Księżna milczała. Spojrzała na kryształ, który od razu oślepła ją w oczy. Zabolało. Kiedy jednak znów spojrzała na zgromadzonych nie miała wątpliwości, że przed chwilą wydarzyło się coś ważnego. To nie były jej wyobrażenia. Serce jej zamarło, by po chwili rozszaleć się na dobre. Jadyon przemówił. Król przemówił. Oto została dana jej szansa na uniknięcie rozlewu krwi i zdrady. Nie myślała już nawet jak zaskakujący był wybór jej na negocjatorkę. Wiedziała, że potrafi rozmawiać.
        Xeonis zaczął pływać w tę i z powrotem.
- Twoja obecność będzie propozycją. - mówił dalej król - "Chcemy załatwić to pokojowo, macie szansę, którą podajemy wam z dobrej woli." Jeśli jednak odrzucą tę propozycję, Erl-eviz, nasz najlepszy wojownik, będzie zapowiedzią ich przyszłości.
        Król przerwał marszcząc brwi i patrząc na syna. Po chwili kontynuował:
-To przestępcy, wróg, ale nie wolno nam ich lekceważyć. Utworzyli niepodległe ciało o bardzo ostrych pazurach. Musimy ich odpowiednio potraktować. Z rozwagą.
        Xeonis prychnął.
- Tak jak oni traktowali nasze prawo, dobra, naszych ludzi a nawet swoje rodziny.
        Król walczył by zachować cierpliwość.
- Nie bądź głupi. Musimy być rozsądni. Sami jesteśmy winni tej rewolucji.
- Nie jestem! Nie wykluczam negocjacji, oczywiście, że chcę ograniczyć straty do minimum, ale warunki, które chcecie im przedstawić to ucałowanie ich na dzień dobry. Może nie zadbaliśmy o własne bezpieczeństwo należycie, ale to nie zmienia tego, kim są i dlaczego utworzyli tę samozwańczą bandę.
- To nie banda, Xeonisie. To siła wielkości małego państwa.
- Tego nie możemy być pewni. Relacja jednego emisariusza, TAKIEGO emisariusza, to zdecydowanie za mało. Równie dobrze mogą być wielkości dwóch Królestw.
        Podobno emisariusz był dzieckiem Głębi, znalezionym przez dowódcę jednego z oddziałów Królestwa.
- Powinieneś odstawić uprzedzenia na bok chociaż teraz.
        Książę westchnął. Podpłynął do Opheli.
- To nie uprzedzenia. Ja po prostu wiem, że nie przyjmą oferty światła.
        Jego palce przesuwające się po jej policzku były gorące i szorstkie. Dopiero teraz, z niepokojem i żalem, spojrzała mu w oczy. Były niezwykłe. Zwierzęce, a przy tym tajemniczo mądre. Teraz zaniepokojone. Bał się o nią. Był jedynym, który ją naprawdę chronił.
        Trwało to krótko. Po chwili zniknął za drzwiami. Księżna odwróciła się gotowa za nim ruszyć, ale... Zrezygnowała. Było jej ciężko na sercu, ale jeśli teraz odmówi, to serce przestanie bić na zawsze. Odwróciła się w stronę zgromadzonych.
- Więc jakie są warunki?

☽☸☾

         Na granicach tłoczyli się wojownicy, wymieszani z ludem. Panował chaos. Jedni popychali drugich, przekrzykiwali się, płakali. Próbowali uciekać. Zarówno dzieci, starcy, chorzy, jak i kobiety i mężczyźni zdolni do walki. Tych ostatnich początkowo próbowano chwytać i siłą stawiać do szeregu. Z każdą godziną okazywało się to coraz mniej możliwe, gdy tłum zaczynał się przelewać i rozpierzchać we wszystkie (poza północą) strony. Pustoszało. Po drodze zgniatano się nawzajem nieostrożnymi uderzeniami ogonów i ku powierzchni wędrowały utracony dobytek i nieprzytomni.
        Krążyła wieść, że widziano już pierwszą grupę wynalowanych w nieznane barwy wojenne wojowników.
Czy królestwo było bezpieczne?
Avatar użytkownika
Ophelia
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Kerhje, Smilla, Eldrizze, Umm, Zgniłek, Øra, Spinka,
Rasa: syrena
Aura: Emanacja charakteryzuje się niewielką siłą magiczną. Wokół stale, leniwie przelatują szmaragdowe kule światła, przypominające coś w rodzaju gwiazd. Powłoka pokryta jest grubą, miedzianą warstwą, na której widnieją wyryte różne nutki, czasem, gdy zbliży się do nich ucho, można usłyszeć dźwięk, za jaki odpowiadają. Niekiedy wychodzą ze swych pięciolinii i zaczynają tańczyć, zostawiając za sobą kobaltowe zawijasy. Można też usłyszeć szum morskich fal i poczuć ich woń, jakby właśnie się stało na plaży. Ponadto gdzieś w oddali rozbrzmiewa niezwykła pieśń. Powierzchnia ponadto jest niezwykle miękka i elastyczna, potrafi przybrać naprawdę dziwaczne kształty. Posiada także bardzo ostre krańce, które kryją się gdzieś z tyłu na wszelki wypadek, zwykle jednak prezentowany jest przyjemny meszek z przodu. W ustach niespodziewanie można odczuć dziwną lepkość, a gdy wszystko inne znika, pozostaje jedynie ten ślad.
Wygląd: Ogień migocący pod ciemną taflą wody. Zdaje się tylko przywidzeniem. "To zachodzące słońce odbija się w wodzie." Utwierdzasz się w tym przekonaniu zauważając złote refleksy goniące płomień. Z tyłu głowy jednak jedna myśl niebezpiecznie uderza w czaszkę i wzmaża czujność. "Wpłynąłeś na strzeżone terytorium." Spoglądasz więc jeszcze raz na wodę, ... (Więcej)


Powrót do Dalekie Krainy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron