Księstwo KarnsteinTaniec ze śmiercią

Miasta Karnsteinu są istnym kotłem, do którego wrzucono wielość nacji i upodobań architektonicznych. Wystawne domy w kolorach purpury i złota sąsiadują tutaj z dzielnicami, w których budowle mają być przede wszystkim funkcjonalne. Proste domy ułożone wśród wąskich, równoległych uliczek, wyłożonych kamieniami, zamieszkiwane są głównie przez mroczne elfy, dla których przepych jest zbędny. Po przeciwnej stronie są budowle, które zaskakują dbałością o szczegóły. Kolumny z głowicami przedstawiającymi sceny z legend.
Awatar użytkownika
Loneyethe
Zbłąkana Dusza
Posty: 7
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Keira, Eliae, Sevi, Quillithea, Aureola, Rheyaen
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Taniec ze śmiercią

Post autor: Loneyethe » 3 miesiące temu

        Gdyby serce wampirzycy mogło bić, zapewne teraz waliłoby w jej klatkę piersiową jak dzwon. Sytuacja na balu nie zapowiadała się radośnie. Zwykle w takich paskudnych sytuacjach objawiają się trzy reakcje ludzkie; pierwsza to oczywiście panika. Każdemu nagle puszczają wodze i wszyscy stają się winni, wytykają palcami pozostałych, żeby tylko gra, która się dopiero rozpoczęła, dobiegła końca. Druga to eliminacja słabszych, naturalna selekcja. Goście zasłaniają się osobami o niskiej pozycji społecznej, szczątkowym majątku lub odmiennej rasy. Na balu martwego hrabiego za najlepszy cel uznano jedyną przedstawicielkę rasy ludzkiej za winną, tłumacząc oskarżenia chęcią zgarnięcia przez młódkę całego majątku hrabiego. Wytłumaczenie tak samo racjonalne jak całe zajście. Trzecim zachowaniem w podobnych przypadkach jest stosunkowo rzadkie, a najlepsze; opanowanie i próba ochrony własnej osoby. Loneyethe po przeczytaniu tajemniczego listu zaczęła wzrokiem przeczesywać salę w poszukiwaniu wspomnianego skrytobójcy. Wampirzyca nie robiła tego, żeby zagrać w tej paskudnej grze, oczywiście. Bardziej pchało ją pragnienie wiedzy, którą może posiadać owy zabójca. No i ochrona własnego siedzenia. Przecież nie bez powodu miała odnaleźć skrytobójcę, nieprawdaż? Loneyethe, jak przystało na jej charakter, mocno wierzyła, że uda jej się w jakiś sposób przechytrzyć wroga, jednakże na razie nie powinna rzucać się w oczy.
        - A co, jeśli to ty jesteś zabójcą, panie? - Oczywiście gdzieżby Lukas de Viliers wytrzymał minutę bez zwracania na siebie uwagi gości? Hrabia stanął między Alespertą i czarodziejką, do której anioł się zwracał. Szlachcic wydawał się pewny swych oskarżeń, jak każdy na tej sali. - Użyłeś, panie, magii, aby zamienić brudny płaszcz na nowy. Czy przypadkiem w tym magicznym urządzeniu nie schował pan broni, która zabiła hrabiego?
        - Tak, a teraz pewnie jeszcze się ukrywa tym, że idzie go zbadać! - krzyknął starszy mężczyzna z tłumu, popierając de Viliersa. Loneyethe westchnęła. “Raczej właśnie dlatego go nie zabił, bo był zbyt zajęty tym durnym płaszczem. Ale bawcie się, dzieci, dalej”. Wampirzyca skupiła wzrok i wróciła do swojego ulubionego zajęcia; obserwacji. Szukanie skrytobójcy, istoty perfekcyjnie wyćwiczonej w tajemnej sztuce ukrywania swojej obecności, wcale nie było łatwe.
        - Do tego jeszcze śmierdzi siarką… - rzucił panicz Yiorlet w kierunku upadłego anioła. Nieumarła wówczas stanęła bliżej stolików po brzegi wypełnionych przekąskami, zostając tym samym w odosobnieniu, z dala od skupionego wokół ciała tłumu. Mogła tylko liczyć, że skrytobójca dostał podobną wiadomość, oznajmiającą mu odnalezienie wampirzycy, jednakże szanse na taką zbieżność były nikłe. “Liczymy zatem na szczęście”. Loneyethe ustaliła zatem, że wyszkolonym zabójcą musi być osoba, która najmniej na mordercę wygląda.
        I wybór padł na niepozorną kobietę w widocznie lekkiej sukni. Skromna kreacja musiała ułatwiać jej poruszanie się, co stanowiło kolejny argument dla wampirzycy, przemawiający za tożsamością damy. Loneyethe powoli ruszyła w jej kierunku, upewniając się, że szlachta dalej robi to, co wychodzi jej najlepiej; wytyka palcami słabszych i wychwala własne dupsko. Kiedy nieumarła znalazła się blisko upatrzonej kobiety, ta szybko zwróciła na nią uwagę.
        - Panienka…?
        - Vonderheide. Loneyethe Vonderheide, córka Cristinii. Miło mi - oznajmiła wampirzyca, lecz ta informacja nie spodobała się jej rozmówczyni.
        - Anastazja Mary Campbell. Znałam ojca panienki. - To już stanowiło konkretne zaskoczenie dla Loneyethe. Nie wspominając już o drugim imieniu damy, które momentalnie nasunęło nieumarłej wspomnienie zmarłej przyjaciółki z czasów akademii (zwłaszcza że wśród wampirów popularne jest nadawanie potomstwu drugiego imienia po rodzicu). Mary uciekła z cyganami, co momentalnie przekreśliło jej przyszłość jako arystokratki i przyniosło hańbę całej rodzinie. “Mary tak bardzo nie chciała krzywdzić bliskich…”. Jednakże Anastazja nie była w ogóle do niej podobna. Odrzucając wspomnienie jedynej przyjaciółki, jaką posiadała nieumarła, Loneyethe skupiła się na drugiej części.
        - Skąd, jeśli mogę wiedzieć, znasz mojego ojca? - zapytała wampirzyca, starając się nie spoglądać na kobietę wzrokiem rodem z piekła, zwiastujący mordercze zamiary. Przybrała najmilszy możliwy wyraz twarzy, co wyglądało jak istna parodia uśmiechu.
        - Moja guwernantka pewnego razu, jak nas odwiedził panienki ojciec, pobiegła za nim. Naopowiadał jej coś o krukach, więc jak głupia zapragnęła bohatersko ocalić jego i całą resztę wygnańców. - Kobieta zdawała się nie przejmować powagą sytuacji, jaka spotkała ich na balu hrabiego von Goose, opowiadała tę historię zdawkowo, od niechcenia wymawiając każde kolejne zdanie. Niepewność zagościła w sercu Loneyethe na chwilę, kiedy jej rozmówczyni wspomniała o nauczycielce. “Musi się ukrywać. To jest ona. Jej mam się trzymać... “
        Ta myśl okazała się błędem. Tak jak i wybór wampirzycy, albowiem ponownie nastała ciemność, która wywołała kolejną falę paniki wśród arystokracji. Loneyethe także poczuła ową bojaźń, przytłaczającą i nagłą, jakby uczucie to zostało spowodowane przez samo powietrze. “Używa tanich sztuczek…”, pomyślała nieumarła, mrużąc oczy i próbując dostrzec cokolwiek. Kilka sekund później światła ponownie rozjaśniły pomieszczenie.

I wtedy Loneyethe zrozumiała, że popełniła pierwszy błąd w grze tajemniczego lalkarza.

        Anastazja leżała nieruchomo tuż obok nieumarłej. Wampirzyca rozszerzyła oczy ze zdziwienia, ściskając kolejny tajemniczy list w dłoni, który zignorowała. Loneyethe uklękła koło swojej rozmówczyni, unosząc delikatnie jej głowę i układając ją sobie na kolanach. Momentalnie zrozumiała, że Anastazja jest martwa; brak pulsu, szok wymalowany na jej twarzy oznajmiał, że zmarła nagle. I na pewno w taki sam sposób jak gospodarz.
        - Nie żyje - wyszeptała nieumarła, zdając sobie sprawę, że większość oczu szlachty jest zwróconych na nią. Mimo wszystko Loneyethe nie spuszczała wzroku z kobiety. Szukała czegoś, co pomoże jej zrozumieć przyczynę śmierci Anastazji. Wampirzyca spostrzegła na szyi swojej wcześniejszej rozmówczyni dwa ukłucia, które szybko przywodziły na myśl wampira.         
W końcu wiśniowowłosa postanowiła przeczytać kolejną tajemniczą wiadomość. Treść tylko bardziej ją zdenerwowała.

“Nie ta. Szukaj dalej.
Ps, powodzenia w tłumaczeniach”

        - Ty chędożony popaprańcu…

ODPOWIEDZ

Wróć do „Księstwo Karnstein”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość