Szepczący LasZacznijmy wszystko od nowa...

Utopijna kraina druidów, zwierząt i wszystkich baśniowych istnień. Miejsce przyjazne dla każdego stworzenia. Ogromny las położony w górskiej dolinie, gdzie nic nie jest takie jak się wydaje.
Awatar użytkownika
Nathanea
Szukający drogi
Posty: 48
Rejestracja: 4 lat temu
Inne Postacie: Semirian, Verfnir, Ariatte, Anetheron, Namalia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Zacznijmy wszystko od nowa...

Post autor: Nathanea » 2 tygodnie temu

Pomoże jej się oswoić? Czy to możliwe, że ktoś tak wysoko postawiony zawraca sobie głowę kimś, kto w każdej chwili może wybuchnąć i narobić tak wiele szkód? Belli podejrzanym zaczynał się stawać fakt, że Jorge od tak po prostu zadaje sobie trud i bierze na siebie odpowiedzialność za niestabilną wampirzycę. Co prawda nie wiedziała, że sytuacja na świecie, jeśli idzie o stosunki między "ludźmi", jest beznadziejna i była w stanie uwierzyć w każdą obietnicę, lecz ktoś taki jak Miecz Zimy ma zapewne mnóstwo obowiązków i otacza się zaufanymi ludźmi, z którymi może porozmawiać. Na co była mu ona? Nic nie pamiętająca, młoda, zagubiona wampirzyca? Dlaczego dodawał sobie kolejnego obowiązku, który mógł się przerodzić w tragiczną w skutkach decyzję? Tak, na pewno go o to zapyta. Nie wie, czy tej nocy, ale na pewno w najbliższym czasie.
Gdy wymieniał tak zalety bycia wampirem poczuła się... lepiej. Nie dlatego, że poczuła się lepsza od niego. Nic z tych rzeczy. Zdawała sobie sprawę, że wojownik nie bez powodu jest prawą ręką upadłego anioła. Musiał posiadać duże umiejętności. Według Nate bardzo prawdopodobnym było, że bez żadnej broni potrafi walczyć równie skutecznie co z nią. Chodziło raczej o to, że nie była zwykłym, szarym człowiekiem, niczym niewyróżniającym się z tłumu. Cieszyło ją to, że w razie niebezpieczeństwa mogła wykorzystać atuty wynikające z tego, czym była. Dawało jej to zwiększone poczucie bezpieczeństwa. Nie czuła się już taka bezbronna. Napawało ją to dumą. Zrodziła się w niej nawet nadzieja na to, że może okazać się pomocna Jorgowi, gdy ten zdecyduje się ją zabrać w dalszą drogę. O ile w ogóle.
Niestety mężczyzna szybko ją utemperował, przedstawiając jej słabe punkty. Czosnek? Oczywiście. Była w stanie go unikać. O to się właściwie nie martwiła. Wyobrażając sobie jego smak doszła nawet do wniosku, że to akurat nie będzie żaden problem. Nawet, gdyby nie była wampirem trzymałaby się od niego z daleka. Srebro? Tu coś było dla niej niejasne. Rany? Tak, zrozumiała w stu procentach. Silny ból? W tej kwestii musiała zadać Jorgowi pytanie.
- Czy zwykłe dotknięcie srebrnego przedmiotu będzie mnie boleć, czy chodziło ci o to, że zacznę odczuwać ból dopiero po zranieniu się owym... srebrem? - Wlepiła w niego wzrok, który zdradzał jednocześnie powagę, ale też mocne zaciekawienie.
Gdy wojownik definitywnie skazał próby walki z uzależnieniem na porażkę, wampirzyca widocznie posmutniała. Jej ciało mogło dać mylne wrażenie, gdyż zachowało się, jakby Nate odetchnęła z ulgą. To jest: zapadło się i rozluźniło wszystkie mięśnie. Jedynym sygnałem podłamania Belli było to, że od razu odsunęła się lekko od rozmówcy i zatopiła czoło w dłoniach. "Jak to skazana na porażkę?", "Jedyne pożywienie?", "Nie dam rady się z tym uporać i temu przeciwstawić?" - takie pytania pojawiały się same w jej myślach. Czuła się, jakby do jej żołądka spadło nagle kilka ton głazów wielkości tego, o który uderzyła jakiś czas temu. Nawet fakt, że nie musiała martwić się ani o jedzenie, ani o picie nie zdołał załagodzić sytuacji.
- Ja... - wymamrotała cicho. - Dziękuję, za szczerość. - Gdzieś spośród palców wyrwał się stłumiony głos elfiej wampirzycy. Próbowała przetrawić to wszystko, co mówił jej w tej chwili Jorge. W pewnym momencie zaczęła nawet myśleć poważnie o podróży do tej całej Maurii. Pomysł ten jednak szybko uznała za bardzo zły, gdyż na ten moment czuła się... istotą przypisaną do swego wybawcy. Chciała mu się odwdzięczyć i nie wyobrażała sobie wyruszenia w świat bez niego. Nawet gdyby chciała się od niego oddalić, to prawdopodobnie zginęłaby po zaledwie kilku dniach. Z tego stanu wyrwała ją jednak propozycja Miecza Zimy. Mocno zaskoczona, jakby przestraszona czymś, co usłyszała za oknem, szybkim ruchem skierowała swój wzrok najpierw na odkryte nadgarstki wojownika, a potem spojrzała prosto w jego oczy. W spojrzeniu Belli łatwo mógł dostrzec niedowierzanie, powstrzymywaną żądzę, a nawet... złość. Tak, zdenerwowała się na niego. Dlaczego w ogóle śmiał zaproponować jej coś takiego? Doskonale wiedział, że próbuje z tym walczyć. Że nie chce nikogo skrzywdzić. Dlaczego więc podstawiał ten zakazany, kuszący owoc pod nos? To była jej pierwsza reakcja. Po paru sekundach dotarło jednak do niej, że sam przyznał się do bezradności w tej kwestii. Skoro nie wiedział, co ma robić, umożliwienie Nate posilenia się swoją własną krwią mogło wydawać mu się jedynym rozsądnym wyjściem. Nie mogła go o to winić. Dlatego też po chwili Miecz Zimy mógł dostrzec zmianę. Na jej twarzy nadal widniał wyraz, który zdradzał chęć skorzystania z okazji i zatopienia kłów w jego skórze, jednak po chwili złagodniał, jakby cały zebrany przed chwilą gniew po prostu się ulotnił. Nate siedziała tak przez krótki okres czasu, przyglądając się nadgarstkom wybawcy i potencjalnego żywiciela. Przysunęła się do niego i powoli oraz łagodnie wyciągnęła dłonie w stronę rąk Jorge'a. Na początku mogło to wyglądać, jakby bez zastanowienia zdecydowała się na kolację, i tak rzeczywiście było, lecz gdy dotknęła ciała mężczyzny, przez głowę przeleciała jej myśl, że nie może tak mu się odwdzięczyć. Dlatego też od razu chwyciła palcami za podwinięte rękawy i zaczęła je z powrotem odwijać.
- Jak sam powiedziałeś - muszę to przemyśleć. Nie podejmę teraz decyzji. - Spojrzała mu prosto w oczy, po czym kontynuowała: - Zaufaj mi i daj czas do jutra. Nie sprawię żadnych kłopotów. - Uśmiechnęła się, jednak uśmiech ten wypełniony był bardziej żalem niż radością. - Oczywiście większych niż do tej pory. Wiesz... póki jest okazja - chciałam cię przeprosić za wcześniejsze żarty. Te pod bramą. Nie chciałam cię w żaden sposób urazić. Nie do końca łapię, jak powinnam się zachować w określonych sytuacjach. Ale wiedz, że jestem ci bardzo wdzięczna i nie zamierzam zawieść twoich oczekiwań. Dam sobie ze sobą radę. Jeszcze przez jakiś czas. - Tym razem uśmiechnęła się życzliwie, spoglądając w jego niebieskie oczy. - Gdybym mogła ci jakoś w jakikolwiek sposób z czymś pomóc, to z chęcią to uczynię. - Dopiero teraz zorientowała się, że w dalszym ciągu trzyma nadgarstki wojownika. Zarumieniła się lekko i szybkim ruchem cofnęła swoje dłonie, nie chcąc krępować rozmówcy. - Wybacz mi. - Wbiła wzrok w podłogę, przeklinając się w duchu.

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 189
Rejestracja: 5 lat temu
Inne Postacie: Sanaya, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Jorge » 1 tydzień temu

        - Z tego co wiem będzie bolało - przyznał szczerze Jorge. - Jakby cię parzyło. Jak mocne to będzie chyba też zależy od tego jak czystej jest się krwi, ale tego nie jestem pewny. No i tego ile srebra będzie w tym, co cię dotknie. Wiesz, próby są różne - rzucił, bo na biżuterii może nie znał się jakoś wybitnie, ale o próbach jubilerskich zdarzyło mu się słyszeć.
        Szermierz cały czas starał się przypomnieć sobie każdy możliwy szczegół z tego, czego do tej pory dowiedział się o wampirach, by niczego nie pominąć. Widział, jak było to ważne dla Belli, widział każdy przejaw radości, niepokoju,wątpliwości. Szkoda, że ulga nie była w tej mieszance dominująca, ale czegóż się spodziewał - dla niej to na pewno bardzo trudna sytuacja. Zastanawiał się przez moment jak sam by się zachował, gdyby stracił pamięć. Byłoby mu o tyle łatwo, że jego płaszcz doprowadziłby go prosto do jego sekty, a tam już by poznał swoją historię… O ile wcześniej nie dopadliby go rycerze Pana, bo wtedy zostałby powieszony na najbliższej gałęzi, być może po intensywnej sesji tortur… Przestał jednak nad tym rozmyślać, wracając myślami do Belli i jej problemów. Biedna wyraźnie się załamała, gdy brutalnie pozbawił ją nadziei na to, że przestanie pić krew. Nie było jednak co czarować, lepiej by wiedziała o wszystkim od razu, a nie dowiedziała się po wielu nieudanych próbach. Może powinien ją jednak pocieszyć…
        - Przykro mi, że nie mam lepszych wieści - odparł na jej pozbawione entuzjazmu podziękowania. Chciał jej jednak pomóc i w swoich próbach posunął się do ryzykownej propozycji…

        Jorge widział po zmianach w twarzy Belli, że jego propozycja wywołała w niej bardzo skrajne emocje. Nie zamierzał się jednak wycofać - nie, dopóki nie usłyszy odpowiedzi. Widział strach i gniew, ale dał jej czas, by to przemyślała. Jemu samemu również nie było lekko, miał pewne obawy, wszak zamierzał dać się pokąsać wampirzycy, którą znał krócej niż dzień. Dlaczego? Chyba czuł się po prostu za nią odpowiedzialny. Widok jej bezradności i zagubienia sprawił, że chciał się nią zaopiekować, by za jakiś czas mogła poradzić sobie sama. Może był to tylko pretekst, by nadać swojemu życiu sens - jego tułaczka od jednego zakonu do drugiego powoli przestawała mieć znaczenie, a jego poszukiwania rozmywały się.
        Po chwili jednak wyraz twarzy Belli złagodniał. Szermierz zaś nadal patrzył na nią z uwagą, cierpliwie, nie odwracając wzroku w bok nawet na sekundę. Może było to z jego strony trochę natarczywe, ale on tego tak nie odbierał - miał to do siebie, że sam nie uginał się pod niczyim spojrzeniem i nie miał dość wyczucia, by pamiętać, że innych to może peszyć.
        Jorge uciekł wzrokiem w dół, gdy wampirzyca w końcu złapała go za nadgarstki. Kto wie, może jej wyczulone zmysły zarejestrowały to jak mocno biło mu serce i jak lekko spłycił się jego oddech, choć wyraz twarzy miał nadal spokojny. Jego oblicze zaraz jednak przeszło zmianę i w jasny sposób ukazało zaskoczenie szermierza, gdy Bella zaczęła opuszczać jego rękawy. Domyślił się, że to odmowa, nim jeszcze dziewczyna cokolwiek powiedziała, miał jednak problem z określeniem czy bardziej odczuł z tego powodu ulgę, czy zmartwienie. Sam był bezpieczny i nie musiał martwić się tym czy da radę ją powstrzymać jeśli wpadnie w amok, ale wiedział, że przez to Bella nie ugasi swojego pragnienia i będzie trzeba szybko wymyślić na to sposób.
        Spojrzeli sobie w oczy. Jorge bez słowa komentarza kiwnął głową, przyjmując jej decyzję w całej rozciągłości. Patrzył na nią łagodnie, by nie czuła się winna temu co zrobiła, by zrozumiała, że on był tu by ją wesprzeć, nieważne jaka będzie jej decyzja.
        - Ach… - żachnął się, gdy Bella go przeprosiła. Subtelnie zabrał ręce, gdy dziewczyna je puściła, ale nie sprawiał wrażenia, jakby ten wcześniejszy kontakt miał dla niego jakiekolwiek znaczenie. Ani na niego nie liczył, ani się go nie wstydził - po prostu był. Większe wrażenie zrobiły na nim jej słowa.
        - Nie musisz mnie przepraszać - zapewnił ją życzliwie. - To być może ja zareagowałem zbyt gwałtownie. Jestem… Trochę dupkiem - oświadczył zadziwiająco bezpośrednio. - Łatwo urazić moją dumę, za bardzo przywykłem do tego, że się mnie podziwia. Wybacz, że tak cię zrugałem - dodał w ramach rewanżu za jej przeprosiny, tak by byli kwita. Chwilę milczał, jakby w ten sposób chciał dodać wagi swoim słowom.
        - Nie oczekuję od ciebie żadnego rewanżu, pomogłem ci bezinteresownie - zapewnił ją. - Nie mógłbym zostawić rannej dziewczyny w lesie, honor mi na to nie pozwala. Jesteś mi wdzięczna i twoje podziękowania mi wystarczą, nie musisz czuć się względem mnie zobowiązana… Ale niestety nie wszyscy, których napotkasz na swojej drodze, tacy będą. Zwłaszcza gdy poznają twoją rasę - dodał, patrząc jej wymownie w oczy. - Ludzie boją się wampirów i mogą cię zaatakować. Obrona przez atak. Musisz być w przyszłości ostrożna… Mogę nauczyć cię walczyć - zaproponował po chwili wahania. - Konkretniej mogę nauczyć cię samoobrony… Na naukę szermierki chyba nie będziemy mieli dość czasu. Może ktoś w Zakonie będzie mógł ci pokazać coś jeszcze, ale tego dowiemy się za dnia. Oczywiście może się zdarzyć tak, że w chwili największego zagrożenia zadziała twój instynkt i poradzisz sobie bez żadnych sztuk walki, ale lepiej byś umiała kończyć konflikty w bardziej subtelny sposób… Przykro mi, że nie mam dla ciebie lepszych wieści. Pewnie bardziej cię dołuję niż ci pomagam, ale nie chcę dawać ci fałszywych nadziei… Z czasem na pewno się w tym odnajdziesz i zrobi ci się lżej, a ja póki co postaram się, by ci to ułatwić. Proszę, masz do mnie jeszcze jakieś pytania na teraz czy już dość namieszałem ci w głowie? - zapytał, starając się przybrać lekki ton, aby nie czuła się przytłoczona rozmową z nim i nie posądziła go o złe intencje ani próby zbycia jej.

Awatar użytkownika
Nathanea
Szukający drogi
Posty: 48
Rejestracja: 4 lat temu
Inne Postacie: Semirian, Verfnir, Ariatte, Anetheron, Namalia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 1 tydzień temu

Wdzięczna była, że nie zareagował na jej gafę, lecz zdziwiło ją to, że potraktował to zupełnie... Właściwie to w ogóle tego nie potraktował. Przez chwilę zastanawiała się jak to odebrać, ale jedyne, do czego doszła, to to, że im dłużej nad tym myśli, tym większy wstyd odczuwa.
Nie wiedząc dlaczego, domyślała się, że Miecz Zimy zapewni ją o braku długu wobec niego. Przewidywała to zupełnie jakby jakiś, niedługi, czas temu ktoś zachowywał się w ten sam sposób. Nie wiedziała kto, ale była w stanie stwierdzić, że napotkała już w swoim przeszłym życiu wiele razy takie zachowanie. Być może pamięć, wspomnienia, które utraciła, dalej kłębiły się gdzieś w mrocznych odmętach jej nieznanego umysłu. Uznała to za dobry znak, gdyż napawał on ją nadzieją, że jest szansa na powrót odzyskać utraconą przez nią przeszłość.
Gdy z kolei usłyszała przeprosiny od swego wybawiciela, pokręciła przecząco głową, nie chcąc przyjąć do wiadomości, że ktoś, kto robi dla niej tyle dobrego odczuwa jeszcze potrzebę uzyskania wybaczenia.
- Jorge... - Spojrzała mu prosto w oczy z litościwym uśmiechem. - Za wiele dla mnie robisz, byś miał powód przepraszać mnie za cokolwiek. Mimo tego chciałabym ci się na coś przydać. No wiesz... nie chcę jedynie zawadzać.
Wysłuchała uważnie następnych słów szermierza. Jego ostrzeżenie postanowiła wziąć sobie do serca i przyrzekła sama sobie, że nigdy nie podejdzie do nieznajomego bez należytej ostrożności. Już teraz widziała, że miał rację. Przypomniała sobie scenę na dziedzińcu, gdy syn Vitalisa patrzył na nią nieżyczliwie, nie mając żadnych powód, by odczuwać do niej animozję. Sam Vitalis też prawdopodobnie zareagowałby tak samo, gdyby nie Jorge. Ten fakt sprawił, że tym bardziej podziwiała wojownika. Wielkimi krokami docierało do niej, ile szczęścia miała, że trafiła akurat na niego. Jorge rzeczywiście mógł pomóc jej się pozbierać i odnaleźć w nieznanym świecie. Tylko na jak długo się spotkali? Jak długo będzie w stanie się nią w pewien sposób opiekować? Czy jego obowiązki nie zmuszą go, by odprawił wampirzycę zaraz po kilku dniach?
Z wielkim entuzjazmem zareagowała na kolejną propozycję. Tak! Chciała umieć walczyć! Może jeszcze nie do końca wiedziała, dlaczego czuje do tego taki pociąg, ale stwierdziła, że biorąc pod uwagę okoliczności, na pewno przyda jej się umiejętność samoobrony. Żałowała tylko, że Jorge wspomniał o braku czasu na szermierkę. Czy to oznaczało, że niedługo się rozstaną? Przybiło ją to. Poczuła, jak coś mocno uderza w jej żołądek. Nie była to jednak niczyja pięść. Odpowiedzialny był za to nagły atak stresu i niepokoju. Nie mając ochoty siedzieć na miejscu, podniosła się z delikatnością godną damy, po czym podeszła do okna. Spojrzała na świecący księżyc, myśląc w tym czasie nad odpowiedzią. Po krótkiej chwili odwróciła się w stronę Miecza Zimy i stanęła tak, by być w zasięgu jego wzroku. Oparła się o ścianę, założyła na siebie ręce, po czym odrzekła:
- Tak, chciałabym nauczyć się bronić. - Jej ton był poważny i zdradzał lekkie przygnębienie, spowodowane oczywiście lękiem przed koniecznością rozejścia się tak wcześnie. - I jednak wolałabym nauczyć się również posługiwać czymś, co może mi też pomóc w obronie przed takimi jak ty. - Przerwała na chwilę, zrozumiawszy, jak to mogło zabrzmieć. Na jej twarzy pojawiło się lekkie zakłopotanie, po czym zachichotała cicho, dodając: - Nie, nie myśl tylko w ten sposób. Miałam na myśli kogoś, kto nie wygląda na prostego chłopa, który nie potrafi dobrze złapać swoich wideł.
Tak szybko, jak się rozbawiła, również spochmurniała. Jej nastrój i odczucia powróciły do poprzedniego stanu zaniepokojenia.
- Chciałabym się ciebie zapytać jeszcze o kilka rzeczy. Co znaczy, że nie będziemy mieli czasu? Nie będę przed tobą tego skrywać, ale mocno martwi mnie to, co ze mną będzie. No wiesz, jutro, za dwa dni, trzy, może nawet za tydzień. Jak długo mogę się cieszyć twym wsparciem? Odpowiedz mi szczerze, nie chcę, byś czuł się zobowiązany mi pomagać. Nie chcę być dla ciebie utrapieniem. Chcę po prostu być pewna, na co mam się przyszykować. Skoro nie masz czasu nauczyć mnie czegoś więcej, to znaczy, że niedługo się rozstaniemy, tak? - wypowiadając to zdała sobie sprawę, w jakiej beznadziejnej sytuacji byłaby, gdyby ją teraz zostawił. Zaczęła już nawet próbować wymyślić sposób, w jaki mogłaby przeżyć. W tym momencie znów to poczuła. Zapach krwi Jorga. Zdała sobie sprawę, że jego obecność sprawiła, że zapomniała o swoim głodzie. Miał w sobie to coś, co pomagało jej się skupić na czymś innym. Ale teraz... Teraz, gdy o tym pomyślała, to znów wróciło. Czuła, jak krew przepływa we wszystkich jego żyłach. I mimo że nie potrafiła tego wytłumaczyć, to wiedziała, gdzie powinna się wgryźć, by móc wyssać z niego najwięcej życiodajnej energii. Przecież mogła to zrobić. Kto ją powstrzyma? On? Przecież jest słabszy. Sam to przyznał. Jest tylko człowiekiem, a ona wampirem. Jest szybsza, silniejsza...
W tym czasie wojownik mógł zwrócić uwagę, jak Bella chciwie wlepia w niego swoje krwiste ślepia. Musiałby być głupkiem, by przynajmniej nie domyślić się, o co chodzi. Na szczęście po krótkiej chwili Nate zdołała się opanować, co potwierdziła pokręceniem przecząco głową. Zaraz po tym ześliznęła się plecami po ścianie, upadając na swoje mięśnie siedzenia i łapiąc się prawą ręką za głowę. Przymknęła na chwilę oczy, po czym odczuła wstyd, że już teraz dała ponieść się swemu instynktowi. Przecież obiecała Jorgowi, że wytrzyma do jutra. Nie mogła go zawieźć. Jak mógł jej ufać, skoro już po paru minutach objawiła się chęć zaatakowania kogoś?
- Przepraszam. Nie przejmuj się, dam radę - zapewniła, nie będąc przekonaną, czy Miecz Zimy uwierzy.

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 189
Rejestracja: 5 lat temu
Inne Postacie: Sanaya, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Jorge » 6 dni temu

        - W takim razie jeśli będę potrzebował pomocy na pewno się do ciebie zgłoszę - zapewnił polubownie, gdy Bella nalegała, że nie chce tylko brać, ale również dać coś od siebie. Rozumiał ją, jemu samemu przyzwoitość nie pozwalałaby tak na kimś żerować, nawet gdyby dana osoba zapewniała o swojej bezinteresowności.

        Jorge źle zinterpretował nastrój Belli - uznał, że jej napięcie spowodowane było jego słowami o walce i nastawieniu ludzi do jej rasy, a nie tym, że ich drogi się rozejdą... Zaświtała mu myśl czy nie spróbować jej pocieszyć, lecz nim się odezwał, wampirzyca powiedziała coś, co go szczerze rozbawiło - zaśmiał się na wzmiankę o "takich jak on".
        - Spokojnie, nie uraziłaś mnie - zapewnił nadal wesołym tonem. - To w sumie nawet pochlebne, że uznałaś mnie za groźniejszego od większości ludzi, w końcu z tym wiąże się moja funkcja...
        Taki już był Miecz Zimy - można było nazwać go chamem i odmówić mu choćby odrobiny dobrego wychowania i to nie poruszyłoby w nim żadnej struny, lecz na kpienie z jego umiejętności szermierczych reagował czasami bardzo ostro - tak jak wcześniej przed bramą zakonu.
        - Słucham - przytaknął szermierz, gdy Bella wyraziła chęć zadania mu jeszcze kilku pytań. Nie przerywał jej, jego wtrącenie zmieściło się w przerwie między jednym zdaniem a drugim. Później już grzecznie słuchał, choć nie ukrywał przy tym zaskoczenia tym co ją gnębiło. Nie spodziewał się, że tak go zrozumie i co więcej, że tak się tym przejmie. Im dłużej jednak mówiła, tym lepiej rozumiał jej lęk - była sama w świecie, którego nie rozumiała, a póki co tylko on wyciągnął do niej pomocną dłoń. Po chwili jednak szermierz dostrzegł zmianę w wyrazie jej twarzy i widać było, że trochę się spiął, choć nadal patrzył na nią spokojnie. Dosłownie w jednej chwili jej źrenice się zwęziły, wargi minimalnie uniosły, a mięśnie spięły w gotowości do ataku. To trwało jednak zaledwie chwilę, gdy jednak dziewczyna się opanowała i zsunęła po ścianie, szermierz powstrzymał rycerski odruch pomocy - wiedział, że to jej wcale niczego nie ułatwi, a dla niego będzie na pewno niebezpieczne. Siedział więc na swoim miejscu i jedyne co mógł zrobić to patrzeć na wampirzycę ze współczuciem i niepokojem.
        - Nie masz mnie za co przepraszać - zapewnił ją. - Obiecuję ci, że zajmiemy się twoim problemem z samego rana.
        Jorge dał Belli jeszcze chwilę na to by w miarę doszła do siebie, a gdy dostrzegł, że już wyraźnie się uspokoiła i w miarę rozluźniła, mógł wrócić do wcześniejszego tematu rozmowy.
        - Pytałaś o brak czasu, o którym wspomniałem - zagaił na wstępie. - Nie chodziło mi o to, że za dwa dni cię porzucę i pojadę dalej. Jestem na tyle odpowiedzialny, by doprowadzić sprawę do końca, nieważne ile będziesz potrzebowała czasu na oswojenie się z tym światem... Dzień, tydzień, miesiąc, ile będziesz potrzebowała. Chodziło mi tylko o naukę szermierki i to nie o to, byś nie łapała za ostry koniec, ale tak by zrobić to dobrze. A to już kwestia raczej lat niż miesięcy. Sam by osiągnąć zadowalający mnie poziom trenowałem pięć lat, a później okazało się, że to tak naprawdę połowa drogi... Oczywiście jeśli będziesz chciała, postaram się nauczyć cię ile zdołam... Nie spodziewałem się też, że będziesz chciała ze mną tak długo zostać - przyznał szczerze, bo wydawało mu się, że Bella z własnej woli posiedzi z nim kilka dni i później odejdzie, jak to samotny drapieżnik.
        - Bell… Może już zdążyłaś sama wysnuć takie wnioski, ale ja nigdzie nie zagrzeję miejsca na długo. Tu co prawda mogę zostać trochę dłużej, odpoczynek dobrze zrobi nam obojgu, ale za jakiś czas będę chciał… będę musiał wyruszyć dalej. Jeśli będziesz chciała jechać ze mną, chętnie będę z tobą podróżował - zapewnił ją całkowicie szczerze.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Szepczący Las”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość