Szepczący LasZacznijmy wszystko od nowa...

Utopijna kraina druidów, zwierząt i wszystkich baśniowych istnień. Miejsce przyjazne dla każdego stworzenia. Ogromny las położony w górskiej dolinie, gdzie nic nie jest takie jak się wydaje.
Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Re: Zacznijmy wszystko od nowa...

Post autor: Nathanea » 4 miesiące temu

Odetchnęła z ulgą widząc, że nieufność nieznajomego stopniowo malała. Poczuła się bardziej śmiała, gdy tylko rycerz zdjął dłoń z rękojeści miecza. Mimo tego postawiła swą stopę o krok w tył, gdy ten zaczął kierować się w jej stronę. Był to odruch bezwarunkowy. Tak naprawdę sama nie wiedziała, dlaczego tak postąpiła. Przecież nie miała powodów, by nie ufać nowo przybyłemu. To znaczy miała, w końcu to obca osoba, ale z jej, ograniczonego, punktu widzenia nie musiała bać się kogoś, kto nie rzuca w nią ognistymi kulami całkowicie bez powodu.
Pierwsze wrażenie, jakie wywarła na wampirzycy twarz nieznajomego było dość nietypowe, to jest: Nathanea stwierdziła, że rycerz ma lekko kobiece lico. Jednak lico to nie raziło swoją kobiecością. Zazwyczaj mówi się o mężczyźnie, że jest przystojny. W tym przypadku pierwszym określeniem, jakie przyszło krwiopijczyni na myśl to... ładny. Tak, ten mężczyzna był po prostu ładny i zadbany. Mimo tego wyżej wspomniana przeczuwała, że nie jest to byle kto. Nie ktoś, kto jest obiektem drwin ze strony rówieśników. Wyglądał jak zaradny, potrafiący machać mieczem wojownik. Bez wątpienia swą prezencją wzbudzał respekt. Co się spodobało wampirzycy? Na pewno jego zainteresowanie zaistniałą sytuacją. Odkąd pojawiła się w tym lesie nie spotkała jeszcze nikogo, kto swoim zachowaniem wyrażałby choć odrobinę zdrowego rozsądku. A ten stojący tutaj wydawał się być inny... jakby bardziej rozgarnięty. No i te włosy. Tak, dla Nate miały idealny kolor i długość... Ale to już na marginesie.
- Nie, nie napadł mnie... - Na twarzy wampirki wyraźnie zawitało zmieszanie. Zaczęła uciekać wzrokiem od nieznajomego, po czym chwyciła się jedną ręką za przedramię drugiej i spojrzała w ziemię. - Chyba go przeraziłam i próbował się przede mną bronić...
Uniosła twarz i spojrzała wojownikowi w oczy. Na jej facjacie pojawił się lekki uśmiech, sprawiający wrażenie tłumaczącego właścicielkę słowami: "Ona jest niewinna!". W tym momencie Jorge wyraźnie mógł dostrzec odbijające blask księżyca kły i krwistoczerwone ślepia poszkodowanej istoty. Jednak gdy ten ponownie próbował się zbliżyć, Nate znów odruchowo cofnęła się w tył. Nie wiedziała dlaczego, ale nie miała kontroli nad ciałem. To działo się samo, jak gdyby mózg dziewczyny przejmował stery i starał się bronić od kontaktu fizycznego na swoje, jakże banalne, sposoby.
- Naprawdę, dziękuję. Jeśli to nie jest kłopot, skorzystam z pomocy. Obudziłam się tutaj jakiś czas temu. Jedyne co pamiętam to błysk i... ból głowy. - Gdy nieznajomy przedstawił swe imię Nathanea skinęła lekko głową. - A ja nazywam się...
Krwiopijczyni urwała, jak gdyby coś nagle odebrało jej mowę. Nagle na jej twarzy pojawił się wyraz zdradzający przerażenie i smutek.
- O nie... - Złapała się za głowę dłonią, powoli podeszła pod drzewo i oparła się o nie drugą ręką. - Ja... - Pokręciła nerwowo głową, lecz zaraz tego pożałowała. Syknęła z bólu, odruchowo łapiąc się obiema dłońmi za czoło. Straciła równowagę i upadła prosto na swe mięśnie siedzenia. Odczuła mocny ból na całym ciele, które cały czas było mocno wrażliwe na tego typu nieprzyjemności. Na jej ubrudzonej twarzy pojawił się żałosny grymas niezadowolenia, bezradności i zrezygnowania.
- Nie pamiętam, jak się nazywam. - skwitowała po chwili ciszy.

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 4 miesiące temu

        Dziewczyna odsunęła się od niego, więc Jorge już nie próbował zmniejszać odległości między nimi - doszedł do wniosku, że musiała się go bać albo co najmniej być ostrożna. Trudno jej się dziwić, była sam na sam z uzbrojonym mężczyzną, który może i zachowywał się łagodnie i deklarował chęć pomocy i troskę, ale to mogły być pozory, byle tylko się do niej zbliżyć i zrobić krzywdę… Mógł zapewniać, że nie miał nic złego na celu, ale kto by w coś takiego uwierzył? Żaden bandyta nie przyznałby się do swoich zamiarów.
        ”Dlaczego ja jej nadal nie wierzę?”, zastanawiał się Jorge, gdy dziewczyna zapewniła po raz kolejny, że tamten jegomość nie chciał jej skrzywdzić. Może łatwiej byłoby mu dać wiarę jej słowom, gdyby mówiąc to nie była tak strasznie zmieszana i nie uciekała wzrokiem. Ale cóż, nie naciskał - nie zwykł ponawiać swoich propozycji ani pytań. Już miał się wycofać i zmienić szybko temat, ale nagle ona wysunęła nową hipotezę - że niby tamten blondyn się jej bał. To zaskoczyło szermierza - aż lekko uniósł brew w niedowierzaniu. W sporo wymówek mógł uwierzyć, ale nie w to, że ktoś mógłby bać się jej - delikatnej, uroczej dziewczyny… ”O proszę…”, pomyślał jednak, gdy podniosła na niego wzrok i dostrzegł, że wcale taka niewinna nie była. Jego oczy delikatnie się zwęziły - widać było, że nabrał nieco czujności. Ręce jednak nadal trzymał swobodnie, nie łapał za broń. Widział jej czerwone tęczówki, dostrzegł również kły i domyślił się, że ma do czynienia z wampirzycą - w końcu niedawno obcował z tą rasą… I przez tamte doświadczenia nie reagował na nią paniką ani agresją. Wiedział, że nie wszyscy przedstawiciele jej gatunku byli źli - potrafili się zachować, nie zawsze polowali na ludzi, czasami pożywiali się za obopólną zgodą. Owszem, byli szybcy i silni, mogłaby więc próbować go napaść, ale niestety straciła już efekt zaskoczenia, który by jej na to pozwolił - teraz na pewno nie poddałby się jej bez walki. Ale nie wierzył w to, że próbowałaby go zaatakować - cofała się przed nim jakby nadal była przerażona jego obecnością.
        Zaproponował jej pomoc, a gdy zastrzegła, że nie chce sprawiać kłopotu, uspokajająco potaknął ruchem głowy - nie zaproponowałby czegoś, co byłoby mu nie w smak i tak naprawdę wolałby usłyszeć odmowę. Nawet teraz, gdy wiedział jakiej była rasy, nie zamierzał jej tu zostawiać.
        I nagle powoli wszystko zaczęło zaskakiwać, choć z początku Jorge był zaniepokojony tym jak zachowywał się dziewczyna. Dukała, wyglądała na przerażoną, zataczała się - w pierwszej chwili skojarzyło mu się to z przypadłością, która go nękała, ale szybko odrzucił te podejrzenia, bo z tego co wiedział bym ewenementem ze swoją padaczką. Ona była raczej… przestraszona. Oszołomiona. Jorge odruchowo się do niej zbliżył by ją asekurować, chociaż wampirzyca za każdym razem się przed nim cofała. Aż w końcu wyznała, co ją tak przeraziło. Szermierz westchnął i spojrzał na nią współczującym wzrokiem. Chwilę milczał, by dać jej czas na próbę uspokojenia się samodzielnie.
        - Spokojnie, może to nic złego - odezwał się w końcu. - To może być chwilowe. Jesteś poobijana, boli cię głowa - możliwe że się uderzyłaś i przez to dopadła cię amnezja, ale to powinno minąć z czasem. Może za kilka dni albo za kilka godzin. Pozwolisz, że zapytam: nic nie pamiętasz? Żadnych wspomnień, osób? Znajomości miejsc, historii, jakiś umiejętności? Nie martw się imieniem, obejdziemy się jakoś bez niego… Możemy coś wymyślić tymczasowego, może jakąś ksywkę? - zaproponował nieco weselszym tonem, by dziewczyna nie była taka załamana. Wiedział, że to nie jest coś, z czego można żartować, liczył się z tym, że ona może nigdy nie odzyskać pamięci, ale on osobiście nie był w stanie nic zrobić. Zaopiekuje się nią, zabierze ze sobą do zakonu i być może tam jej pomogą. Albo chociaż będą wiedzieli gdzie ją zaprowadzić, by mogła odzyskać utracone wspomnienia.
        - Potrzebujesz chwili? - upewnił się, na wypadek gdyby wampirzyca potrzebowała samotności, by uspokoić emocje i myśli.

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 4 miesiące temu

Pomimo chaosu, jaki panował w tej chwili w jej głowie, starała się zapanować nad wichurą swych myśli. Tak, Jorge mógł mieć racje. To mógł być tylko chwilowy zanik pamięci. Przecież mocno uderzyła się w głowę, jej ciało było w opłakanym stanie, a ona sama nadal jest w lekkim szoku, połączonym z niedowierzaniem w to, co wokół niej ma miejsce. Być może potrzebuje tylko chwili na odpoczynek. Kilka godzin na dojście do siebie i poukładanie sobie wszystkiego w głowie. To wszystko działo się zbyt szybko. Najpierw utrata przytomności i uderzenie w głaz. Potem dziwnie zachowujący się mroczny elf. Diabeł. Bohaterski młodzieniec, finalnie wrogo do niej nastawiony przez to, kim jest. To zbyt dużo jak na kogoś, kto nawet nie wie, w jaki sposób znalazł się tu, gdzie właśnie siedzi. Wampirzyca pomasowała głowę obiema dłońmi, po czym skierowała swój wzrok wyżej, na rycerza. Kręciła przecząco głową na wszystko, o co jegomość wypytywał. Mimo wszelkich starań włożonych w próby przypomnienia sobie czegokolwiek, Nathanea nie była w stanie znaleźć niczego w swojej pamięci. Była tam ogromna luka, w tym momencie wydająca się nie do zapełnienia.
- Nie, myślę, że nie mamy czasu - odpowiedziała nowo poznanemu na pytanie, znów powstając i próbując zachować równowagę. Istotnie, potrzebowała czasu, by to wszystko sobie poukładać, ale nie zamierzała tego robić pod gołym niebem w samym środku lasu. W dodatku ledwo żyjąc. Cały czas miała wrażenie, że ten diabeł ją obserwuje i gdy tylko będzie ku temu dobra okazja, wyskoczy zza drzewa i rozerwie ją na strzępy.
- Przed chwilą, razem z tamtym chłopakiem, uciekaliśmy przed jakimś demonem. Był tam też jakiś elf. Zajęli się sobą, ale nie wiem na jak długo - wyjaśniła, już pewnie stojąc przed Jorgem. Chciałaby również, by było wiadomo, jak się do niej zwracać. Zaproponowanie ksywki było dobrym pomysłem, jednak wampirzyca nie miała pomysłu, jakie to przezwisko chciałaby sobie wybrać. Przecież pseudonimy otrzymuje się od rówieśników, gdy ci zauważą w tobie jakąś ciekawą cechę charakteru, wyglądu lub nawet wychwycą zabawny akcent w imieniu albo nazwisku. - Mów do mnie tak, jak tylko przyjdzie ci do głowy - odpowiedziała łagodnie. - Nie mam pojęcia kim jestem i jak się zachowywałam przed utratą pamięci, więc trudno mi jest siebie określić. Jeśli nie masz nic przeciwko, to chciałabym już ruszać. Mam dość tego miejsca.
Wampirzycy marzył się ciepły pokój z kominkiem i wygodne łóżko, jednak domyślała się, że na chwilę obecną nie ma nawet co liczyć na takie rarytasy. Z drugiej strony była bardzo ciekawa, gdzie zabierze ją Jorge.
- I jeszcze jedno... Bardzo chcę mi się pić - to ostatnie powiedziała już nieco speszona. Obawiała się, że jej towarzysz domyśli się, o co chodzi i zbyt pochopnie zareaguje. Nie była pewna, czy to pragnienie można było ugasić jedynie krwią. Póki była w stanie, to chciała spróbować rozwiązać ten problem w inny sposób. Przecież nie rzuci się na swoją jedyną deskę ratunku i nie wgryzie się jej w szyję. Nawet, gdyby jej się to udało, to prawdopodobnie zostałaby pozbawiona głowy szybciej niż pamięci.

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 4 miesiące temu

        - Oczywiście - zgodził się łagodnie szermierz. Skoro wolała wziąć się w garść, jemu w to graj, też wolał już się ruszyć z tego lasu. Nie by się bał, ale jednak perspektywa dotarcia do zakonu bardzo go kusiła ciepłą kolacją, łóżkiem, a może nawet kąpielą.
        - Tym bardziej powinniśmy ruszać - przytaknął na wieść o piekielnym i całej reszcie potencjalnych nieszczęść, które mogły im się zaraz zwalić na głowę. Powoli postąpił kilka kroków w stronę swojego wierzchowca, by dać dziewczynie sygnał, że jak dla niego mogli już ruszać. Widać było, że w jego ruchach brakowało nerwowości - pewność siebie mocno go trzymała.
        - To pozwolisz, że będę cię nazywał Bella? - podłapał momentalnie, gdy wampirzyca oddała mu inicjatywę z wyborem ksywki. Ton głosu miał pogodny, przyjazny, nawet gdyby miał to być podryw to raczej niewinny. Powiedział jej oczywisty komplement, bo naprawdę uważał ją za piękną dziewczynę. To, że jego raczej nie ruszała… cóż, urodę mógł w każdym razie docenić.
        - Ruszajmy - przytaknął, gdy wampirzyca znowu go ponagliła. Uprzejmie jednak zwrócił na nią uwagę, gdy zagaiła do niego z ostatnią prośbą. Wyglądał jednak na lekko zszokowanego, gdy ta przyznała się do swojego pragnienia - szerzej otworzył oczy i lekko odchylił głowę do tyłu, jakby tak naprawdę chciał się cofnąć, ale ostatecznie dał radę utrzymać się w miejscu.
        - Och… - mruknął, prostując się i stając normalnie. Nie bał się jej, bo gdyby zamierzała posilić się na nim, nie ostrzegała go i nie była taka skrępowana. Był po prostu zaskoczony, że tak od razu przyznała się do swojego pragnienia. I, cóż, nie za bardzo wiedział w pierwszej chwili jak jej pomóc. Zaraz jednak odzyskał rezon. Odetchnął, zaczesał dłonią włosy do tyłu i wtedy spojrzał na nią, gotowy by odpowiedzieć.
        - Ponoć alkohol może na chwilę zaspokoić pragnienie - zaczął, przypominając sobie to wszystko, czego nauczył się od braci Gemellich. - Ale to na pewno nie ugasi go na dłużej niż do rana… - odetchnął, bo właśnie miał zadać dość trudne dla niego pytanie. - Pozwól, że zapytam. Jak u ciebie wygląda kwestia picia zwierzęcej krwi?
        Szermierz nie był zwolennikiem udawania i półsłówek (o ile nie był to element flirtu), dlatego choć mogło się to wydawać dziwne dla postronnych, wolał wprost zapytać wampirzycę czy pożywia się tylko na ludziach, czy też może jest mniej wybredna. A jeśli jednak trzymała ścisłą dietę, cóż… Wtedy będzie się martwił.
        - Na przekąskę mogę się podzielić tym… - dodał, cofając się do swojego wierzchowca i trochę po omacku wyciągając z sakwy butelkę wina, którą zaraz zaoferował wampirzycy. Była napoczęta, ale brakowało w niej ledwie kilku łyków. Smak trunku wybitnie odpowiadał gustom szermierza - czerwone wytrawne wino, taninowe, z wyraźnym aromatem wiśni i dymno-słodowej nuty, jakby dojrzewało w beczce po koniaku.

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 3 miesiące temu

A więc od tej pory miał na nią mówić "Bella". Nate nie widziała przeciwwskazań, toteż przytaknęła skinięciem głowy, po czym jeszcze raz skupiła się na próbie przypomnienia sobie czegokolwiek. Niestety na tę chwilę nie było to możliwe i mimo że wybrana przez Jorga ksywka nie brzmiała źle, to dziewczyna czuła się trochę dziwnie, wyobrażając sobie sytuację, w której ktoś ją tak nazywa. Ale to przecież tylko kwestia przyzwyczajenia, czyż nie?
Na początku wydawało jej się, że Jorge dobrze rozumiał, o co może chodzić. To znaczy o głód krwi. Jednak wampirzyca chciała przekonać się, czy aby na pewno jedynym wyjściem jest napicie się życiodajnej cieczy. Przestraszyła się lekko, widząc jak rycerz zareagował na jej słowa. Miała wrażenie, że od razu zmienił do niej podejście, jednak ku jej uldze okazało się to błędnym wnioskiem. Odetchnęła, gdy wojownik zaczął rozważać i proponować jej inne trunki.
- Alkohol? - zapytała, aby upewnić się, czy aby na pewno dobrze słyszała. Nie była co do tego pewna, gdyż nie potrafiła sobie wyobrazić, jak alkohol może mieć jakikolwiek związek z chęcią wypicia krwi. Czuła się jak dziecko, które nic nie wie o świecie, któremu wszystko trzeba tłumaczyć od podstaw. Poczuła wstyd, gdy okazało się, że Jorge może wiedzieć o niej więcej niż ona sama.
- Źle mnie zrozumiałeś - powiedziała łagodnie, kręcąc lekko głową oraz unosząc otwarte dłonie, jakby chcąc powiedzieć "to wcale nie ja". - Chodziło mi o zwykłą wodę.
Wampirzyca zamyśliła się na chwilę, rozważając, czy aby na pewno chce brnąć w ten temat dalej. Oczywiście cała sytuacja stałaby się o wiele prostsza, gdyby przyznała się do tego, na co właśnie miała ochotę. Ale czy nowo poznany zdoła się opanować i nie przetnie jej w pół przy pierwszej lepszej okazji? Jednak po chwili zdecydowała się postawić krok w przód w tej nowej relacji. Postanowiła być szczera wobec Jorga. Tylko tak mogła w łatwy sposób sobie pomóc, a jednocześnie zdobyć choć trochę zaufania rycerza.
- To znaczy... - zawahała się jeszcze przez ułamek sekundy, po czym dosyć spięta wytłumaczyła, co jest na rzeczy. - Chce mi się pić. Odczuwam dziwne pragnienie odkąd się przebudziłam. Zdążyłam już wypić połowę kałuży z nadzieją, że to pomoże, jednak nic z tego nie wyszło. - Opuściła wzrok, ponownie odczuwając wstyd. Właśnie dotarło do niej, że stoi przed dość urodziwym i pociągającym mężczyzną cała brudna, w błocie, piachu i zaschniętej krwi. W dodatku przyznała się, że piła wodę z kałuży! Jak nisko można upaść?
- Tak, upokorzyłam się, ale to jest silniejsze ode mnie. Martwi mnie jedynie to, że poczułam się o wiele lepiej, gdy zdołałam wypić odrobinę swojej krwi przy starciu z tym diabłem. Chciałabym ugasić pragnienie czymś innym. Przecież nie mogę zabijać wszystkich napotkanych tylko po to, by móc próbować egzystować!
Wizja mordowania niewinnych bardzo nie przypadła do gustu wampirzycy. Nie chciała stać się tak podłym stworzeniem. Dopiero gdy Jorge wspomniał o piciu krwi zwierząt, Nate uniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy.
- Zwierzęcej? Ja... nie wiem. Dotykanie ustami dzikich zwierząt wydaje mi się obrzydliwe. - Krwiopijczyni wyobraziła sobie, jak wgryza się w futrzastą wiewiórkę. Ohyda. Królik? Nie! Zbyt dużo brudu. To może sarna? Też nie wiadomo, gdzie się szlaja i po czym tarza. - Nie. Chyba nie dałabym rady się przełamać.
Gdy rycerz wspomniał coś o przekąsce, wampirzyca z zaciekawieniem zaczęła mu się przyglądać. Ucieszył ją fakt, że miała okazję sprawdzić, czy alkohol będzie w stanie przystopować jej popęd. Chociaż Jorge zapewnił, że to nie może działać zbyt długo, to Nate z wielką nadzieją pochwyciła butelkę z alkoholem i przyjrzała jej się dokładnie. Wino miało ładny, czerwony kolor. Prawie niczym krew. Oczy, teraz już Belli, rozszerzyły się wyraźnie, a na jej twarzy zawitał lekki uśmiech.
- Dużo mam tego wypić? - zapytała zadowolona, po czym cały czas wlepiając swój wzrok w butelkę skierowała się w stronę wierzchowca jej towarzysza. - Chyba jestem gotowa. Właściwie, to dokąd mnie zabierzesz?

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 3 miesiące temu

        Ach to napięcie, prawie że namacalne. Jorge zaczynał powoli nabierać wątpliwości czy Bella nie bała się go bardziej niż to on powinien bać się jej - teoretycznie to ona była w tym momencie drapieżnikiem. Nie umiał jednak nic poradzić na to, że widział w niej nie krwiopijcę, a zagubioną dziewczynę, która nawet jeśli miała jakieś nadludzkie umiejętności to nie umiała z nich korzystać albo nawet o nich nie wiedziała. Mógł… Mógł jej o niczym nie mówić. Ludzkość by mu zapewne za to podziękowała. Ale on taki nie był - cechowała go duża wrodzona tolerancja, którą dodatkowo wzmagała przynależność do kultu. Wiedział, że wampir nie musiał równać się mordercy, a on miał doskonałą okazję, by przekazać jej, że wcale nie musiała stać się potworem z legend - zamierzał to wykorzystać.
        - Alkohol - przytaknął. - Przyjaciele mi o tym swego czasu wspominali.
        Sapnął cicho pod nosem i samym spojrzeniem poprosił dziewczynę, żeby się nie zgrywała, gdy ta próbowała zmienić nagle strategię w tej rozmowie. Domyślił się, że nie chodziło jej o wodę, bo nikt nie wstydziłby się o to pytać. Na dodatek uważał, że zareagował nadzwyczaj spokojnie na wieść o jej pragnieniu, więc nie było sensu bawić się w te gierki. A jeśli w ten sposób chciałaby uśpić jego czujność, cóż… za późno. Już zobaczył i usłyszał tyle, że nie dało się go oszukać. Dobrze więc, że jednak dała się przekonać do gry w otwarte karty: tak było łatwiej dla nich obojga.
        - Jesteś wampirem, nie możesz obyć się bez krwi, nie ugasisz pragnienia niczym innym - wyjaśnił jej łagodnie, bo widział, że nie umiała sobie z tym poradzić. - Co wcale nie czyni z ciebie od razu potwora. Znałem wampiry, które żyły w normalnym społeczeństwie, pili krew zwierząt albo ludzką w granicach rozsądku. Nie musisz zabijać, by się posilić - dodał, by na pewno to do niej dotarło. - Ale zostawmy te dywagacje na później, bo to może być długa rozmowa.
        W myśl tej zasady Jorge nie drążył tematu zwierzęcej krwi: skoro na ten moment myśl o posilaniu się w ten sposób była dla Belli odstręczająca, oznaczało to dla niego tylko tyle, że nie mógł jej zaproponować, by spróbowała krwi jego wierzchowca. Swojej własnej jej nie oferował, nie w tych warunkach. Kręciła go co prawda swego czasu myśl o tego typu ukąszeniu, ale wolałby doprowadzić do tego w odpowiednich warunkach, a nie w środku lasu, w nocy. Dlatego na ten moment pozostała im jedynie próba zagłuszenia głodu wampirzycy winem. Zdawało się, że jej ta opcja całkiem się podobała, więc oby tylko zadziałała.
        - Nie wiem szczerze powiedziawszy - przyznał szermierz, gdy ta zapytała go o ilość, która uśpi na chwilę jej pragnienie. - Więc pij ile tylko masz ochotę, tylko się nie upij - zastrzegł. Mógł zaoferować, że się nią zaopiekuje gdyby jednak przesadziła z alkoholem, ale to zabrzmiałoby, cóż, dość dwuznacznie, a nie chciał jej straszyć. Nie bardziej, niż zrobił to chwilę później.
        - Do zakonu mego kultu - odpowiedział gładko na jej kolejne pytanie. Wiedział, że wieść o udaniu się do świątyni może przerazić nieumarłą dziewczynę, ale lubił brutalną szczerość. Nie zamierzał jej jednak straszyć, zaraz więc pospieszył z dalszymi wyjaśnieniami. - Spokojnie, nie jestem wyznawcą Pana, nasz kult bazuje co prawda na tej wierze, ale jest o wiele bardziej liberalny i nie wykluczamy innych istot tylko przez ich pochodzenie. Jestem z kultu Wiecznej Zimy. Pewnie nic ci ta nazwa nie mówi… Mogę ci o tym trochę opowiedzieć, ale w drodze, dobrze?
        Jorge chwilę majstrował przy siodle swojego rumaka, układając na jego grzbiecie dodatkową derkę dla wampirzycy. Sprawdził czy wszystko dobrze się trzyma, po czym wskoczył na grzbiet wierzchowca. Jego peleryna nakryła zad zwierzęcia, ale zaraz zgarnął ją na bok i wyciągnął rękę do znajdującej się nadal na ziemi dziewczyny.
        - Pani pozwoli? - zapytał czarującym tonem. - Butelkę możesz schować do sakwy, da się do niej sięgnąć w trakcie jazdy gdybyś miała ochotę - poinstruował ją jeszcze widząc, że nadal trzyma w rękach butelkę z winem.
        Średnio podobała mu się perspektywa, że za swoimi plecami ma mieć głodną wampirzycę, ale nie miał chyba lepszego wyjścia. Mogli zamienić się miejscami i to on mógł zajmować miejsce na derce, a ona w siodle, wtedy jednak albo to ona musiałaby powozić, albo on zza jej pleców - to zaś nie dość, że mogłoby być niekomfortowe dla Belli (wiecznie obejmowałby ją obcy mężczyzna) to na dodatek zmusiłoby szermierza do trzymania wyprostowanych rąk, które na pewno wkrótce by ścierpły.
        - Dobrze siedzisz? Śmiało możesz się mnie trzymać, choć nie zamierzam jechać jakoś specjalnie wyczynowo - wyjaśnił, pozostawiając jej wyborowi czy będzie trzymała się jego czy siodła. Gdyby wybrała to pierwsze z pewnością mogłaby poczuć, że szermierz używał dobrej jakości korzennych perfum, które trzymały się na jego skórze nawet po całym dniu w drodze.
        - Jak się czujesz? Wino coś pomogło? - zagaił, gdy już ruszyli.

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 3 miesiące temu

A więc nie musiała zabijać... To, co powiedział jej Jorge natchnęło ją nadzieją. Sprawiło, że przynajmniej psychicznie poczuła się lepiej. Mogła obyć się bez ataków na ludzkie istoty. A nawet jeśli, to mogła po prostu wypić odrobinę ich krwi, a potem odejść w spokoju, ciesząc się byciem napojonym bez większych konsekwencji. No i sprawa krwi zwierząt. Brzydziła się dotykać ich ustami i wgryzać się w ich ciało, ale gdyby mogła wcześniej jakimś sposobem spuścić trochę tę życiodajną ciecz do jakiegoś naczynia... Tak, bez wątpienia są sposoby, by żyć jako wampir i nie być mordercą. Jorge właśnie ją w tym uświadomił. Była mu za to wdzięczna. Przez głowę Nate przeszła nawet myśl, że ten wojownik spadł jej prosto z nieba tylko po to, by pomóc jej wyjść z tej beznadziejnej sytuacji.
Sprawa się pokomplikowała, gdy wspomniał o zakonie. Na początku w spojrzeniu wampirki można było dojrzeć nutę przerażenia i nieufności. Nie była pewna, czy aby na pewno chce jechać razem z Jorgem w planowane miejsce. Co to za zakon? Czym się zajmował? Z drugiej strony Nathanea nie była świadoma tego, że na świecie są tego typu organizacje, które z wielką chęcią położyłyby łapy na niczego niespodziewającym się wampirze. Nie mogła wiedzieć, że wielu starałoby się wykorzystać jej bezradność w brutalny sposób. Dlatego też wątpliwości szybko ustąpiły. Popatrzyła tylko na swego towarzysza i stwierdziła, że jak do tej pory nie zrobił jej krzywdy, a wręcz przeciwnie. Wzbudził w niej zaufanie, przez co wierzyła w jego słowa. Może słusznie, a może nie. Dla niej świat wyglądał teraz inaczej i jeśli ktoś o czymś zapewnia, to tak na pewno jest. Przecież niemożliwe, by ludzie byli aż tak podli i nie dotrzymywali słowa, prawda?
Przytaknęła głową na pytanie zakonnika. Istotnie, chciałaby dowiedzieć się nieco więcej o Jorgu i jego przynależności. Musiała przyznać, że jego uprzejmość i troskliwość sprawiły, że zainteresowała się nim. Otworzyła naczynie z winem i nie namyślając się dłużej wzięła z niego mocny łyk. Od razu poczuła charakterystyczne uderzenie alkoholu, gdy wypije się go za dużo na jeden raz. Gwałtownie oderwała butelkę od ust i zaczęła kaszleć, z przerażeniem uświadamiając sobie, że im więcej powietrza stara się nabrać, tym bardziej coś wypalało wnętrze jej jamy ustnej.
- Chyba zapomniałam również, jak należy pić tego typu rzeczy - powiedziała przez łzy, lekko się uśmiechając. Po chwili jednak, już bardziej ostrożnie, wypiła kolejny łyk. Poczuła charakterystyczny aromat wiśni. Z łatwością można go było wyczuć i przyrównać z tym właśnie owocem. Dobrze. Mimo że Nate nie pamiętała, czy spożywała kiedykolwiek wiśnie, to wystarczyło jej posmakowanie trunku, by stwierdzić, że musiały być naprawdę smaczne. Po bardzo krótkiej chwili, w której smakowała napój, przestała się krępować i zaczęła pić otrzymany prezent raz po razie. Dopóki nie przestał jej smakować rzecz jasna. Jak można się domyślić stało się to szybko. Nate odczuła nieprzyjemne uczucie w brzuchu. Właśnie zorientowała się, że jak tak dalej pójdzie i nie przystopuje, to cała zawartość jej żołądka wyląduje w okolicznej trawie.
- Oczywiście, że pozwolę - odpowiedziała Jorgowi i uśmiechnęła się kokieteryjnie. Nie w celu podrywu, lecz miała być to teatralna odpowiedź na ton mężczyzny. Wbrew wszystkiemu ta scena musiała wyglądać zabawnie. O ile Nate nie miałaby problemu z uwodzeniem płci przeciwnej, tak w tej sytuacji mogła to sobie darować. No bo jak brudną wampirkę ze sklejonymi krwią włosami można było uznać za czarującą? Jednak oprócz tego chciała pokazać, że z nią wszystko w porządku i wcale nie czuje się źle po swoim głupim i nieprzemyślanym piciu alkoholu. Przecież nie mogła się dalej pogrążać. Jorge nie mógł wiedzieć o chęci zwrócenia przez wampirzycę ostatniego posiłku tuż pod jego stopy. Skorzystała również z pomocy zakonnika. Zaraz po zamknięciu butelki i schowaniu jej do sakwy, pochwyciła jego dłoń i z jego pomocą wsiadła na konia. Nie obyło się bez silnego bólu w prawie wszystkich mięśniach, jednak nie chciała tego pokazywać i dzielnie przeklinała jedynie w duchu. Nie chcąc, by to wszystko wyglądało zbyt "podejrzanie" najpierw chwyciła się siodła. Nie chciała, by Jorge odbierał jej zachowanie jako celowe uwodzenie. Jasne, był przystojny i wpadł w oko wampirzycy, ale nie oznaczało to, że musi go od razu napastować. W czasie jazdy próbowała utrzymać się w ten sposób, jednak pozycja, w jakiej musiała trzymać ręce zdecydowanie nie należała do przyjemnych. Nie w jej stanie. Dlatego też po chwili stwierdziła, że jednak chwyci się talii Jorga. Tak też zrobiła. Zbliżyła się do jego pleców, usadzając się nieco wygodniej.
- Wybacz, jeśli pozwolisz, to jednak wybiorę ten sposób. Jest o wiele mniej... bolesny. - Poczuła jego perfumy i zaczęła się zastanawiać, czy używa ich jedynie dla zapachu, czy mają może jakieś magiczne właściwości. - Jak się czuję? - Nate zwróciła uwagę na przelewające się płyny w jej wnętrznościach. - Świetnie! - skłamała. - Wino... no chyba... troszkę pomogło. Jakoś mniej chce mi się pić. Jorge, powiedz mi, o co chodzi z wyznawaniem tego... "Pana"? - zmieniła temat, gdyż czuła, że niezbyt dobrze kłamie. - I czym jest twój kult? Czcicie jakiegoś boga?

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 3 miesiące temu

        Jorge kątem oka dostrzegł jej przerażenie na wieść, że zabiera ją do zakonu - to utwierdziło go tylko w tym, że musiał jej trochę więcej o sobie i o kulcie powiedzieć. Chociaż zastrzec, że oni byli inni niż wyznawcy Pana, że on sam był inny i nigdy nie pozwoliłby, aby wiara go ograniczyła. Przy nim Bella mogła czuć się bezpiecznie… Ale to mógł powiedzieć każdy, nawet ten, kto chciałby się jej po prostu pozbyć. Niech więc zamiast słów przemawiają czyny.
        - Hah, ostrożnie - skomentował lekko, gdy wampirzyca zachłysnęła się winem. Wyciągnął rękę na wszelki wypadek, gdyby dziewczyna wymagała wsparcia, ale jednak jakoś sobie poradziła bez jego pomocy. A skoro już się sparzyła, to później pójdzie jej lepiej, dlatego Jorge już się z nią tak nie pieścił tylko zajął się przygotowaniami do podróży. Urocza była, pewnie niejednemu zawróciłaby w głowie. Ta jej odrobina nieporadności wyzwalała w mężczyznach chęć opieki, a urody i czarownego uśmiechu nie można jej było odmówić nawet teraz, gdy była brudna i poobijana. Miecz Zimy mógłby przysiąc, że próbowała go czarować gdy wsiadała z nim na konia, ale nie zaprzątał sobie tym głowy - i tak nie był zainteresowany. Szkoda tylko, że w parze z tym nie szły jego czyny.
        - Nie krępuj się - odpowiedział jej, gdy jednak zdecydowała się złapać jego, a nie siodła. Czuł, że mimo wszystko była trochę zdystansowana, jakby mu nie ufała albo krępowała się tak poufale dotykać obcego mężczyznę. Nie przekonywał jej, by się rozluźniła, to jej sprawa. O samopoczucie jednak zapytał, a jej odpowiedź przyjął za prawdziwą. Nawet wyglądał na usatysfakcjonowanego tym, że to małe oszustwo z winem pomogło na jej pragnienie. Wiedział, że to rozwiązanie tymczasowe, ale jemu to wystarczyło, bo mógł się jeszcze chwilę zastanowić nad rozwiązaniem jej problemu. Na nic nowego póki co nie wpadł, ale może w końcu go olśni…
        Jorge nie był fanatykiem nawracającym innych na swoją wiarę - nie radził sobie najlepiej z płomiennymi przemowami i wciskaniem innym kitu. W życiu prywatnym też taki był: nie namawiał. Przedstawiał swoje zdanie, ale gdy nie spotykał się ze zrozumieniem, zwykł odpuszczać. Dlatego do Kultu Zimy nowych kultystów werbowali kapłani, a on jedynie służył za zbrojne ramię reprezentujące Pana Nawałnic i jego wyznawców. Jednak chętnie zabrał się za odpowiadanie na pytania Belli, nawet nie podejrzewając, że był to fortel mający na celu odwrócenie jego uwagi od jej złego samopoczucia.
        - Wiara w Pana jest popularna w Alaranii - zaczął. - To on stworzył Niebiosa, dom aniołów i miejsce, gdzie według niektórych trafiają dusze po śmierci, dusze ludzi, którzy byli dobrzy za życia. Potężna istota, która objawia się jako czyste światło, a jej symbolem jest gwiazda dwunastoramienna… Nasz kult jest zaś tworem stosunkowo nowym… Nieskromnie przyznam, że sam brałem udział w powstaniu tego kultu… Naszym przywódcą jest upadły anioł, Pan Nawałnic, Baldrughan. Gdy dopełni się czas, sprowadzi on na świat Wieczną Zimę, którą przeżyją tylko ci, którzy będą czyści. Wierzymy w dążenie do perfekcji i nawrócenie, choć każde z nas jest z natury grzeszne, możemy stać się godni w służbie Pana Nawałnic. Każdy znajdzie u nas swoje miejsce, zarówno człowiek szlachetny jak i nawrócony bandyta. Musi to być jednak prawdziwe nawrócenie i dążenie do perfekcji, bo to siła wiary się liczy.
        Jorge przerwał na chwilę. Gdy wcześniej mówił, w jego głosie słychać było, że wierzył w to co mówi i był prawdziwym wyznawcą Pana Nawałnic. Cóż się dziwić…
        - Wyznawcy Pana nie przepadają za nami - przyznał szczerze szermierz, podejmując swoją opowieść po przerwie, którą zrobił, aby Nate mogła przetrawić to co usłyszała. - Mamy opinię zbieraniny bandytów, którzy pod przykrywką wiary nadal są takimi samymi zbirami co przed nawróceniem… Jak widzisz to nieprawda. Choć sam bandytą nigdy nie byłem - zastrzegł. - Wkrótce i tak pewnie się o tym przekonasz, ale mnie przypadł w udziale honor noszenia tytułu Pierwszego Miecza Zimy - jestem drugi po naszym Panie, jego zbrojnym ramieniem.
        Jorge zerknął nad ramieniem na wampirzycę, jakby chciał ocenić czy zrobił na niej wrażenie. Tej cechy jeszcze się nie wyzbył - był trochę pyszny. Swój tytuł nosił z dumą i lubił, gdy inni go dzięki niemu podziwiali.
        - Czyli, żeby była jasność, tak naprawdę odwróciliśmy się od Pana, wierzymy w Pana Nawałnic i to, że to on nas nagrodzi za godne życie - podsumował. - To tak naprawdę skrót, nie jestem kapłanem i nie potrafię o tym opowiadać tak pięknie jak oni. W kulcie jestem raczej człowiekiem czynu… Ale jeśli będzie cię ten temat interesował, w zakonie na pewno rozwieją wszelkie twoje wątpliwości.
        Po krótkiej jeździe Jorge i Bella w końcu wydostali się z lasu na szlak. Szermierz przystanął wtedy na chwilę, rozglądając się po okolicy, aż w końcu sięgnął po mapę, by skonfrontować okolicę z zapiskami otrzymanymi od znajomego kultysty. Pokiwał sam do siebie głową.
        - Jesteśmy blisko - oświadczył z satysfakcją. Schował mapę i skierował się w odpowiednim kierunku. - Chwila cierpliwości i będziemy na miejscu - zakomunikował Belli. - Póki jesteśmy sami… Pamiętaj, że jesteś ze mną i jeśli coś będzie nie tak, od razu mi o tym mów. Wątpię, by moi współwyznawcy byli ci nieprzychylni, ale jak wiadomo ludzie są różni. I jeśli ty będziesz się źle czuła, również mnie o tym poinformuj, coś postaram się zaradzić.
        Jorge nie mylił się - ledwo ujechali kawałek traktem, gdy szermierz skierował swojego wierzchowca na zarośniętą boczną drogę. Prowadziła ona lekko pod górę, na wzniesienie, które górowało nad drogą. Na nim zaś wznosiła się masywna budowla, która kiedyś mogła być wartownią albo kasztelem. Teraz widać było, że miejsce to lata swojej świetności miało za sobą, a szermierz był wręcz skłonny przypuszczać, że lata stało opustoszałe i dopiero kultyści zaadaptowali ruiny na swoją nową siedzibę, więc stan, który teraz zastali, był nie popadaniem w ruinę, a podnoszeniem się z niej. Wyglądało na to, że pierwszą poczynioną tu inwestycją była solidna brama wjazdowa, zamknięta na noc na głucho. Jorge załomotał w zaryglowane wrota pięścią, po czym parsknął z niezadowoleniem, poprosił Bellę by się nie wystraszyła i wyciągnął swoją szablę, by tym razem powtórzyć pukanie głowicą - łomot poniósł się aż wśród koron drzew, ale i tak nikt w warowni na to nie zareagował.
        - Przyjdzie nam czekać tu do rana - mruknął z niezadowoleniem. Nagle jednak coś go tknęło. Spojrzał z niepokojem na Bellę.
        - Pewnie nie wiesz, jaka jest twoja tolerancja na słońce? - upewnił się.

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 3 miesiące temu

Słuchała go z zainteresowaniem, jednocześnie patrząc w bok, gdzieś w głąb lasu. Tak naprawdę nie dbała o to, co widzi, gdyż usłyszane wyjaśnienia starała sobie zobrazować w wyobraźni. Wyobrażała sobie niebiańską i bardzo potężną istotę. To był rzecz jasna Pan. Mimo tego, że nawet nie wiedziała, jaką ma postać. Po prostu wyrabiała sobie jego wyobrażenie jako niematerialny byt, którego jej wątły i słaby umysł nie jest w stanie pojąć. Wyobrażała sobie także proces tworzenia owych niebios. Chociaż tak naprawdę to nie był proces tworzenia, a forma, w jakiej ten wymiar funkcjonuje. Nie wiedziała dlaczego, ale zamiast wyobrazić to sobie jako coś, co występuje w barwach błękitu i granatu (bo przecież takie jest niebo), to według wampirzycy był to wymiar wypełniony właśnie światłem, eleganckimi budowlami i nieskazitelną bielą. Chociaż Nate wątpiła, by to "istniało" naprawdę, to musiała przyznać, że była to chwytająca za serca wizja. Można by powiedzieć, że dająca nadzieję tym, którzy boją się śmierci i tego, co jest po niej. Zrozumiała również, że jest to także niezły hamulec moralny. Jorge powiedział, że trafiają tam dusze tych, którzy byli dobrzy za życia. Nie znaczy to tyle, że mieszkańcy Alaranii będą chcieli być dobrymi właśnie po to, by tam trafić?
Następne informacje mocno wstrząsnęły Bellą. Na tyle mocno, że przestała wgapiać się w pustą przestrzeń między drzewami i coraz to bardziej odchylała się od pleców towarzysza, by finalnie wybałuszyć na niego swe szkarłatne ślepia. Jak to przywódcą kultu Jorga jest upadły anioł? Czyli aniołowie istnieją naprawdę? Skoro istnieją, to znaczy, że Pan również istnieje. Przecież to on stworzył im dom. Nate nie była pewna, czym różni się upadły anioł od anioła, ale już sam przedrostek "upadły" dawał jej do myślenia. No i dlaczego Pan toleruje ten kult, skoro, według wyobrażenia wampirzycy, mógłby ich po prostu roznieść? W dodatku Jorge... Prawdopodobnie poczułaby się całkowicie bezpieczna przy "zbrojnym ramieniu" upadłego anioła, gdyby nie fakt, że to wszystko było mocno podejrzane. Skoro był tak wysoko w hierarchii ich kultu, to musiał widzieć się z Baldrughanem chociaż raz. Czy on nie widział tego, że coś tu nie pasowało? Bella stwierdziła, że na chwilę obecną jedynie skinie głową na znak, że rozumie krótkie wyjaśnienia wojownika. Zamierzała zadać mu tyle pytań, ale jednocześnie wiedziała, że to nie jest odpowiednia pora. Chciałaby najpierw dojść ze sobą do ładu, przynajmniej pod względem higieny, a potem na spokojnie móc powiedzieć, czego w tym wszystkim nie rozumie.
Gdy przystanęli dziewczyna ostrożnie sięgnęła do sakwy i wyjęła na powrót butelkę z winem. Nie czuła się dobrze. Cały czas coś leżało jej na żołądku, a oprócz tego zaczynała mieć dziwne wrażenie. Jakby świat oddalił się ciut od jej świadomości. Wiedziała, że to wpływ alkoholu na głowę, lecz mimo tego wszystkiego musiała się napić. Jorge przedstawił jej zbyt interesujące i niepokojące informacje. No, niepokojące dla niej. Upiła więc spokojnie kolejne kilka łyków, po czym otarła usta przedramieniem, zamknęła butelkę i odłożyła na miejsce w sakwie.
Informację, że są już niedaleko przyjęła z ulgą. Była gotowa na o wiele dłuższą podróż, jednak wizja odpoczynku skutecznie spuściła z niej napięcie. Nawet zapomniała całkowicie o swoim pragnieniu.
- Jasne. Jestem bardzo wdzięczna i nie będę przeszkadzać "zbrojnemu ramieniu" kultu. - Przydomek Jorga wypowiedziała z lekką drwiną. Nie taką, by obrazić, a bardziej rozluźnić atmosferę delikatnym przekomarzaniem się. - Mimo tego wolałabym się nie oddalać od Miecza Zimy zbyt daleko, jeśli tylko Miecz ten pozwoli. - Gdyby Jorge popatrzył wtedy na twarz wampirzycy, zobaczyłby na niej niewinny uśmiech. Nie miała zamiaru dogadywać swemu wybawcy. Oczywiście szanowała go i traktowała na poważnie, jednak może to przez fakt, że ją uratował, a może przez wpływ alkoholu poczuła się pewniej niż wcześniej.
Gdy wampirzyca zobaczyła ruiny budowli, do jakiej się kierowali, odczuła lekki zawód. Nie spodziewała się złotych pałaców, jednak nie sądziła, że przyjdzie im spędzić noc w czymś tak niezadbanym. Po chwili jednak doszła do wniosku, że to, co na pierwszy rzut oka wygląda niezbyt dobrze, w środku tak naprawdę może okazać się znośne. Stwierdziła, że tak naprawdę przeżyje wszystko, nawet gołe niebo, byleby tylko miała okazję wziąć kąpiel i zmyć wreszcie z siebie ten kurz, piach i zaschniętą krew. Przynajmniej bramę mieli wyglądającą na solidną.
Gdy Jorge starał dobijać się do swoich kultystów, wampirzyca ostrożnie, nieporadnie, ale jednak skutecznie starała się zejść z konia. Ku jej zdziwieniu udało się to nawet bez większego bólu. Co prawda odczuła kilka stawów i kości, jednak nie mogło się to równać z tym, co jakiś czas temu przeżywała przed spotkaniem wojownika. Wyraźnie spochmurniała na wieść o czekaniu do rana bez kąpieli. Czuła się brudna i już miała tego dość. W dodatku zwróciła uwagę na swój strój, który według niej mogła nosić jedynie jakaś wojownicza kurtyzana. A może nią właśnie była przed utratą pamięci? Szykowała pytanie o odzież, jednak doszła do wniosku, że póki co muszą dostać się do środka. O ubranie zapyta się później.
- Jak to jest, że drugi człowiek w hierarchii kultu nie ma klucza do drzwi? - zachichotała niewinnie, po czym oparła się biodrami o większy głaz i założyła na siebie ręce. Uśmiech zniknął z jej twarzy, gdy Jorge zapytał się jej o tolerancję na słońce. Mimowolnie skrzywiła się, gdy to usłyszała. Tak naprawdę to sama nie wiedziała, dlaczego jej twarz postanowiła przyjąć grymas tak dużego niezadowolenia.
- Przepraszam, chyba jakiś skurcz mięśni - pospieszyła z wyjaśnieniami, nie będąc świadoma swojej słabości do światła dziennego. - Co masz na myśli? - Zadała to pytanie, ale już w trakcie wypowiadania ostatniego słowa dotarło do niej, jaka może być odpowiedź. - Chyba nie zasugerowałeś mi, że mogę być na nie uczulona, prawda?

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 3 miesiące temu

        Jorge nie wiedział jak Bella reagowała na jego krótki wykład z wybranych zagadnień teologii - nie widział jej, a też nie odzywał się i mu nie przerywała. Poczuł jedynie, że w pewnym momencie zwiększyła się odległość między nimi i już nawet miał sprawdzić czy wampirzyca nie spadła, ale wtedy poczuł dotyk jej nogi na swojej łydce i to uspokoiło go na tyle, że nawet się nie obrócił. I tak jechali, a czas mijał im szybciej, niżby mieli to czynić w milczeniu.
        Już na trakcie szermierz zerknął na Bellę kątem oka, gdy ta pochyliła się do sakw. Obserwował ją dyskretnie gdy piła, aż do momentu, gdy otarła usta i próbowała zakorkować butelkę - wtedy bez słowa jej ją odebrał. No co? Jemu też mogło zwyczajnie chcieć się pić. A że wina w szkle było już dość niewiele, obrócił się lekko bokiem do wampirzycy by jej nie uderzyć i z rozmachem odchylił głowę z wprawą człowieka, który wie jak się dobrze bawić. On się nie zakrztusił tak jak Bella w chwili gdy pierwszy raz się napiła - gdy odjął butelkę od warg westchnął jedynie z ukontentowaniem, po czym zwrócił ją dziewczynie. Gdy wycofywał rękę, dyskretnie otarł nasadą kciuka kącik ust. Dostrzegł, że Belli skrzyły się oczy i chyba miała już dość, ale nie mówił tego na głos. Wrócił do prowadzenia wierzchowca i szukania drogi, by nie przeoczyć zarośniętej drogi do zakonu. Posłał jej jednak jeszcze jedno spojrzenie, gdy z taką lekką drwiną się o nim wypowiadała. Może i wiedział, że to żart, ale go to ruszyło, przez co popatrzył na nią z wyraźną dezaprobatą. Nie odezwał się jednak słowem - chwilę popatrzył i wrócił do jazdy. Spiął swojego wierzchowca piętami, by go trochę pospieszyć i nie było w tym żadnej próby wyładowania złości na własnym zwierzaku. Aż tak małostkowy nie był.

        - Lepiej ci, gdy tak ze mnie drwisz? - sarknął w końcu na wampirzycę, gdy ta po raz kolejny wypomniała mu jego wysoką pozycję, którą się jej nieopatrznie pochwalił. Z sykiem schował swoją broń, która najwyraźniej nie pomogła mu zostać usłyszanym i położył dłoń na bramie, jakby chciał ją zbadać czy przypadkiem nie udałoby mu się jej jakimś cudem otworzyć. Pytanie jakim skoro miał tak na bakier z magią. Pozostało dobijanie się albo kulturalne czekanie… To drugie jednak najwyraźniej nie wchodziło w grę, bo Bella na pytanie o jej tolerancję słońca zareagowała naprawdę źle.
        - Spokojnie - zwrócił się do niej polubownym tonem, nawet wyciągając przed siebie rękę dla poparcia swoich słów. - Spokojnie. Wampirom szkodzi światło słońca, parzy je i może nawet doprowadzić do ich śmierci. Od ich wieku i czystości krwi zależy to jak silne są objawy, najgorzej mają ci najmłodsi, świeżo przemienieni. Myślałem, że to wiesz… Lepiej jednak nie ryzykować, skoro nie znasz swoich możliwości…
        Jakby w odpowiedzi na ich problem, nim jeszcze Jorge zaczął kombinować nad rozwiązaniem, za bramą prowadzącą do zakonu coś się zaczęło dziać. Dało się słyszeć jakieś poruszenie, a później odryglowywanie zamków. Skrzydła wrót rozchyliły się na dwa palce i pojawiła się w nich brodata twarz mężczyzny, który przyjrzał się przybyłym nie jakby widział ich po raz pierwszy, ale jakby upewniał się czy wcześniej go oczy nie myliły.
        - A niech mnie! - zawołał. - To znaczy… To zaszczyt, że do nas przybyłeś, Mieczu Zimy! Nie spodziewaliśmy się ciebie tak szybko.
        - Najwyraźniej zapomniałem wspomnieć, że zmierzam prosto do was - odparł lekko szermierz zsiadając z konia. - Wpuścisz nas, Vitalisie?
        - Nas? - mruknął kultysta wyraźnie zdezorientowany, podążył jednak za spojrzeniem Miecza Zimy i dojrzał Bellę. - O, tak, tak, oczywiście. Najmocniej przepraszam - dodał szerzej otwierając wrota.
        Jorge pierwszy wszedł na teren zakonu, prowadząc za uzdę swojego wierzchowca, cały czas jednak zerkał kontrolnie na wampirzycę, by mieć pewność, że ta za nim szła no i że niczego głupiego nie zrobiła.

        Podwórze zabudowań wyglądało znacznie lepiej niż okolica. Ktoś postarał się, aby wyplewić wszelkie chwasty, które urosły między płytami dziedzińca, a braki w bruku uzupełniono. Część zabudowań była wyraźnie zamieszkała - były w nich nowe solidne okiennice, załatano mury. Pod ścianami nadal walały się wiadra i sprzęt, które pewnie za dnia służyły odbudowie tego miejsca. Musiało tu mieszkać pewnie z tuzin osób, lecz o tej porze na dziedzińcu było prawie pusto - poza wampirzycą i szermierzem pod bramą znajdowało się jedynie dwoje kultystów. Pierwszym z nich był poznany już poniekąd Vitalis - mężczyzna trochę niższy od Miecza Zimy, krzepkiej budowy przywodzącej na myśli pracującego w polu gospodarza. Miał on krótko przystrzyżoną brodę i trochę dłuższe włosy, o tej porze rozczochrane, ale za dnia być może porządnie uczesane, bo generalnie sprawiał wrażenie zadbanego mężczyzny. Towarzyszył mu chłopak na oko czternasto-, może piętnastoletni, szczupły tak, jak szczupłe bywają roczne koty - nie wiadomo czy to kwestia niedożywienia czy przyszłej smukłej sylwetki. Z twarzy wyglądał jak jasnowłosa i oczywiście młodsza i ogolona wersja Vitalisa.
        - Panie, pozwól że przedstawię, to mój syn, Dareg - zagaił starszy kultysta, rozwiewając już wszelkie wątpliwości co do pokrewieństwa jego i chłopaka.
        - Miło mi cię poznać, jestem Jorge - przedstawił mu się szermierz, podając mu rękę do uściskania, chociaż blondyn wyglądał na wyraźnie zdezorientowanego i dopiero po chwili odwzajemnił gest, jakby jednak jeszcze do ostatniej chwili wahał się, czy ukłon nie byłby stosowniejszy. Pewnie nie spodziewał się takiej poufałości ze strony kogoś tak ważnego.
        - Pozwólcie - zagaił Jorge, gdy poznał już gospodarzy. - To moja towarzyszka, Bella. Potrzebuje naszej pomocy, ma za sobą ciężki czas - oświadczył oględnie, wyciągając rękę do dziewczyny, aby ta podeszła bliżej i się przywitała. Od razu dostrzegł, że czujny Dareg patrzył na nią podejrzliwie. Jorge zaraz pojął, że nie ma co się zgrywać, zagrał więc w otwarte karty.
        - Bella jest wampirzycą - oświadczył bez ogródek. - Nie zrobi jednak żadnemu z was krzywdy, spokojnie. Odpowiadam za nią - dodał z naciskiem, by wiedzieli, że jednocześnie ręczy za to, że dziewczyna nie zrobi głupoty, jak i że nie pozwoli jej skrzywdzić.
        Vitalis pokiwał głową, biorąc na wiarę zapewnienia Miecza Zimy, Dareg jednak sprawiał wrażenie bardziej nieufnego, gdyż zmierzył Bellę raczej nieprzychylnym i na pewno nadal bardzo czujnym wzrokiem. Trudno jednak było stwierdzić, czy to przez młodzieńczy bunt i niechęć do całego świata czy uprzedzenia rasowe.
        - Jest środek nocy, a ja byłem cały dzień w siodle - oświadczył Jorge widząc, że rozmowa się nie klei. Mówił tonem arystokraty, który przywykł do tego, że nie musiał jasno wyrażać swoich próśb. Miał szczęście, bo faktycznie Vitalis w mig pojął o co chodzi.
        - Oczywiście, panie - zreflektował się. - Dareg, zajmij się wierzchowcem, a potem przygotuj jakąś komnatę dla gości…
        - Dwie komnaty - zastrzegł natychmiast Jorge. - O ile to możliwe, jeśli nie to zapewnijcie przede wszystkim komfort jej, ja mogę zająć łóżko we wspólnym dormitorium - dodał łagodniejszym tonem. Chciał aby było jasne, że nie należało traktować ich jak parę.
        - Dwie, oczywiście - przytaknął Vitalis, zerkając znacząco na syna, który pokiwał głową na znak, że odnotował prośbę. Później złapał za uzdę wierzchowca i klikając na niego językiem poprowadził go gdzieś dalej, pewnie do stajni, ukradkiem jeszcze zerkając na gości zza osłony końskiego grzbietu.
        - Nie mam nastroju na kolację, napiłbym się jednak z tobą i posłuchał co w trawie piszczy - kontynuował ze swoim snuciem planów szermierz, nim spojrzał na Bellę. - Czego ci trzeba? - zapytał ją z troską, bo nie zamierzał za nią decydować czy potrzebuje kąpieli, snu, posiłku czy lekarza. To ona najlepiej wiedziała jak się czuje i nawet jeśli nie będzie umiała sama znaleźć remedium na swoje bóle, na pewno powie jakie one są. Taką przynajmniej miał nadzieję.

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 3 miesiące temu

W mig pojęła, że zaczepianie wybawcy lekkimi i niewinnymi drwinami nie było dobrym pomysłem. Najwidoczniej przyjął to do siebie aż nazbyt poważnie i wampirzycy zrobiło się wstyd, że w taki sposób okazuje swoją wdzięczność. Z jej twarzy zniknął uśmiech nie tylko z powodu przejęcia się możliwą wrażliwością na blask słoneczny, ale i też właśnie dlatego, że w pewnym sensie zrobiło jej się żal rycerza. Żal z powodu tego, że ktoś, kogo uratował i ratuje dalej, wyśmiewa się z niego. Być może wyolbrzymiała to wszystko, jednak ilość alkoholu, jaką spożyła, bez wątpliwości zaczęła już na nią oddziaływać. Wyciągnęła do niego rękę w przepraszającym geście i już otwierała usta, by zaprzeczyć pytaniu Jorga i wytłumaczyć, że to wcale nie tak, jednak odgłosy za bramą nie pozwoliły jej na to. Zdaje się, że usłyszała je szybciej niż Jorge, co pokazało jej, że prawdopodobnie słyszy lepiej od niego. Niby oczywiste, jednak dla Nate miało to w tym momencie ogromne znaczenie. Mimo tego Miecz Zimy również zorientował się, że coś dzieje się za wrotami. Wampirzyca nagle zapomniała o nieporozumieniu, a żal zastąpił nagły przypływ stresu. Nie miała pojęcia, jak na nią zareagują. Nawet nie miała pojęcia, gdzie się pakuje i co ją tam czeka. Z jednej strony Jorge zapewniał o bezpieczeństwie, ale z drugiej... Gdy brama się uchyliła Nathanea stanęła niedaleko wybawcy, jakby sama jego bliskość gwarantowała jej bezpieczeństwo. Tak naprawdę, to tak właśnie się teraz czuła. Nieświadoma warunków na świecie ufała ślepo rycerzowi i nawet jeśli jego "podwładni" nie zaakceptują jej przypadku, to przy nim nie mogło stać się nic złego. Nie przysłuchiwała się tej krótkiej wymianie słów. Rozmowa dwóch mężczyzn nie wydawała się jej interesująca, gdyż była już właściwie pewna, że za chwilę wejdą do środka. Skoro Jorge był tak wysoko w hierarchii tego kultu, to mógł mieć w nim wszystko, na co ma ochotę. A przynajmniej tak się dziewczynie wydawało. Jej uwagę przykuł natomiast szelest krzaków, dobiegający ją gdzieś zza ich pleców. Niby zwykły, mógł być spowodowany jedynie podmuchem wiatru, jednak podejrzanym dla niej wydało się to, że razem z nim z drzew wzbiła się w powietrze chmara ptaków. Przez chwilę zastanawiała się, czy dzisiejsza noc nie udzieliła jej się zbyt mocno. Prawdę mówiąc dalej bała się diabła, którego zostawiła już za sobą. Od tamtego momentu próbowała wyzbyć się myśli, że za jakiś czas okaże się, że była przez ten cały czas przez niego śledzona.
Odetchnęła, gdy kultysta ich wpuścił. Podążyła zaraz za Jorgem, przyglądając się uważnie starcowi, który przywitał ich w drzwiach. Biorąc pod uwagę fakt, że nie przysłuchiwała się rozmowie, to nie dosłyszała imienia kultysty. Nawet nie była pewna, czy było wypowiedziane. Gdy uchwyciła spojrzenie Jorga, posłała mu delikatny uśmiech, po czym z zainteresowaniem zaczęła rozglądać się po dziedzińcu. Widok natchnął ją nadzieją, że jednak będzie mogła mieć okazję odpocząć w ciepłym pomieszczeniu. Ze zdziwieniem stwierdziła, że skąpo wyglądająca z zewnątrz świątynia za swymi murami miała do zaoferowania całkiem zacny przyczółek. Widząc porozstawiane narzędzia doszła do wniosku, że to pozytywne wrażenie można było odnieść dzięki ciężkiej pracy mieszkańców. Tym razem wampirzyca czekała, aż nawiąże się jakaś rozmowa. Spoglądnęła na kultystę i stojącego obok niego chłopaka. Zakręciło jej się ledwo w głowie, po czym poczuła nagły zapach, którego nie potrafiła nazwać. Mogła się tylko domyślać, co poczuła. Zapach ten przypomniał jej o pragnieniu. Odwróciła się do wierzchowca, po czym wyjęła z sakwy butlę z winem. Otworzyła ją i wzięła łyk, będąc pewną, że to pomoże. Zaraz po tym zamknęła naczynie i odłożyła je na miejsce. Rzuciła Jorgowi chwilowe spojrzenie, podejrzewając, że domyślił się, dlaczego to zrobiła.
W końcu usłyszała, jak starzec przedstawia swojego syna. Nie musiała mu się długo przyglądać. Od razu odczuła niechęć do swojej osoby. Była tylko ciekawa, czym jest ona spowodowana. Przecież nawet się nie znają, a ona nie miała okazji się mu naprzykrzyć. Przynajmniej miała taką nadzieję, gdyż nie chciała odpowiadać za tę siebie z przeszłości.
Podeszła do Jorga, gdy ten wyciągnął do niej rękę. Z początku nie wiedziała, co ma zrobić. Czy ma ją pochwycić? Zignorować? A może dać się objąć? Jak należy się w takiej sytuacji zachować? Postanowiła jednak po prostu się do niego zbliżyć tak, by w razie czego to on miał możliwość przejęcia inicjatywy.
- Zgadza się. Mam na imię... Bella, jak Jorge powiedział. Postaram się nikomu nie sprawiać kłopotów - powiedziała poważnym, lecz łagodnym tonem. Urozmaiciła swoją wypowiedź lekkim uśmiechem, starając się nie powiedzieć o sobie za dużo, by potem Miecz Zimy nie musiał jej prawić lekcji na temat tego, co powinno się mówić, a co niekoniecznie. Patrzyła się na twarz starca, by po krótkiej chwili zerknąć na Darega. Zrozumiała, że chłopak musi być od niej parę lat młodszy. Spokoju jednak nie dawał jej fakt, że syn starszego kultysty zdaje się cały czas być do niej negatywnie nastawiony.
Gdy Jorge zagadnął do drugiego mężczyzny, Nate postanowiła, że da im swobodnie porozmawiać i nie będzie się narzucać swemu wybawcy. Zdaje się, że zrozumiała, że ktoś taki jak Jorge musi mieć sporo obowiązków, a ona nie chciała mu w nich przeszkadzać. Sytuacja temu sprzyjała, gdyż zapytana o to, czego potrzebuje postanowiła wreszcie doprowadzić się nieco do porządku.
- Kąpieli - odpowiedziała Jorgowi. - Kąpieli i może... - Spojrzała po sobie, po czym zwróciła się do starca łagodnym głosem. - Ubrań. Właściwie to chciałabym się wykąpać, przebrać i położyć. Czy jest to możliwe? - Gdy skończyła, patrzyła to na kultystę, to na Jorga. Nie była pewna, do kogo powinna kierować prośbę. Z jednej strony Jorge był wyżej postawiony w kulcie, a z drugiej, to ojciec Darega wydawał się tutaj kimś, kto pełni rolę swego rodzaju starosty.

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 3 miesiące temu

        Jorge nie złapał Belli, gdy wyciągnął do niej rękę - chciał ją tylko zachęcić do podejścia, a nie nadmiernie się spoufalać. Nie zależało mu na fałszywych wnioskach jednej czy drugiej strony. I tak musiał być teraz ostrożny, by nie zrazić swoich braci do dziewczyny. Całe szczęście ona sama świetnie sobie radziła. Była uprzejma i uśmiechała się uroczo - na tyle uroczo, że Vitalis również się uśmiechnął, gdy skinął jej głową i odruchowo podał jej swoje imię. Miecz Zimy pomyślał, że póki co wszystko szło gładko.

        Jorge skinął ze zrozumieniem głową – prośba Belli była jego zdaniem całkowicie zasadna, bo, cóż, on nie oceniał, ale faktycznie kąpiel mogła jej się przydać. Nie wyglądała najlepiej, a gdy zmyje z siebie cały brud i krew z pewnością poczuje się lepiej. No i wtedy wyjdą też na wierzch wszystkie rany i stłuczenia, które mogłaby mieć na ciele – łatwiej będzie je opatrzyć. Choć wampiry chyba tak nie postępowały… O ile dobrze pamiętał, ich wrodzona regeneracja była na tyle rozwinięta, że wszelkie obrażenia leczyły się same w przeciągu chwili. Było to jednak zależne od kondycji danego osobnika, a niestety jego towarzyszka nie stanowiła na ten moment okazu zdrowia i sił witalnych.
        No i właśnie tu pojawiał się kolejny problem – jej pragnienie. Szermierz przypomniał sobie to jak gwałtownie Bella sięgnęła po butelkę z winem: musiała być bardzo spragniona, głodna. Póki co nad sobą panowała, ale Miecz Zimy mógłby postawić sporą sumę na to, że w końcu oszaleje i rzuci się na kogoś, jeśli szybko czegoś nie wymyślą… ON szybko czegoś nie wymyśli. Obawiał się, że niestety na nią nie może liczyć – była zupełnie zagubiona i nie znała nawet podstawowych informacji na temat swojej rasy. Mogła przez to zrobić sobie lub innym krzywdę, a on zobowiązał się do tego nie dopuścić.
        - Oczywiście – milczenie przerwał Vitalis. – Zaraz zbudzę jakąś dziewczynę by pannie pomogła… No bo my to wiadomo… - zaczął się tłumaczyć z zażenowaniem, lecz Jorge przerwał mu wymownym gestem dłoni.
        - Zrób co uważasz za konieczne – oświadczył. – Ale nie przesadzaj, nie jesteśmy parą książęcą. Traktuj nas jak rodzinę – dodał lekko.
        - Jasne – przytaknął kultysta równie swobodnym tonem, choć szermierz i tak wątpił, by miało to oznaczać dostosowanie się do jego prośby. Prędzej spodziewał się, że Vitalis i tak zrobi po swojemu i będzie im nadskakiwał. W przeciwnym razie teraz nie udałoby się tak dziarskim krokiem w stronę zabudowań. Jorge zaś, skoro został z Bellą sam pod bramą, również powoli zaczął przemierzać dziedziniec.
        - Poczekaj na mnie nim się położysz – poprosił cicho, jakby bał się zburzyć nocną ciszę. – Chciałbym z tobą jeszcze chwilę porozmawiać – wyjaśnił oględnie, lecz wampirzyca z pewnością dała radę wyczytać z jego oczu, że nie chodzi o przyjacielską pogawędkę a raczej jedną z tych poważniejszych. W jej położeniu nietrudno domyślić się jaką.
        Nie mieli czasu by dłużej porozmawiać, gdyż na dziedzińcu ponownie pojawił się Vitalis z dziewczyną ubraną w giezło do samej ziemi, na które zarzuciła obszerny płaszcz. Włosy miała schowane pod czepkiem jak jakaś babcia, choć nie była stara - wyglądała na jakieś trzydzieści lat.
        - To tobą mam się zająć? - zapytała Belli, opatulając się płaszczem jakby było jej znacznie zimniej niż w rzeczywistości. - Chodź, zaprowadzę cię do łaźni… Ale ty jesteś szczupła, w moich sukniach to się utopisz… - skomentowała bez złośliwości, bo faktycznie, sama zaliczała się do tych kobiet, u których jest co przytulać. Nie przedstawiając się ani nie wdając w żadną czczą pogawędkę zaprowadziła wampirzycę pod mur kasztelu, do którego przytulony był budynek mieszkalny - tam w rogu były niewielkie drzwiczki, które kultystka uchyliła i wpuściła Bellę przodem do środka. Znalazły się w niewielkim przedsionku, z którego drzwi prowadziły w dwie strony.
        - Na lewo - mruknęła dziewczyna. We wskazanym przez nią pomieszczeniu znajdowały się ławki i jedna półka, na której leżały ścierki, myjki, ręczniki i stos kostek mydła, których nierówne kształty wskazywały, że musiał to być ręczny wyrób.
        - Tam dalej jest już łaźnia - wyjaśniła kultystka, wskazując kolejne drzwi. - Nie wchodź do balii zanim się nie umyjesz. Masz tam krzesełko, wiadro, poradzisz sobie, prawda? Zaraz ci przyniosę coś na przebranie, zostawię ci tu w razie czego, a gdy skończysz przyjdź tam, skąd wyszłam wcześniej to cię położę spać. Wszystko w porządku, poradzisz sobie? - upewniła się, nim zostawiła wampirzycę samą, by dać jej trochę intymności.
        Za wskazanymi przez dziewczynę drzwiami znajdowała się łaźnia z potężną balią wypełnioną czystą wodą oraz zgodnie z zapowiedzią niskie taboreciki i wiaderka z nabierakami. Wszystko było ładnie poustawiane pod ścianami w równych rzędach - widać było, że ktoś bardzo dbał o czystość i porządek w tym klasztorze.
        Po kąpieli zaś na wampirzycę czekał w szatni stosik nowych ubrań, przeznaczonych jednak od razu do spania niż do pokazywania się w niej na salonach - była to długa luźna suknia z białego płótna, bielizna oraz bardzo prosta suknia wierzchnia, chyba zielona choć równie dobrze mogła być niebieska, w tym świetle trudno było ocenić. Wszystko było trochę za długie, ale przynajmniej czyste i praktyczne.

        Jorge z Vitalisem zasiedli z butelką wina i ziołowymi podpłomykami przy kominku w pomieszczeniu, które na ten moment pełni większość funkcji dziennych, od jadalni przez bawialnię po salę lekcyjną. Gospodarz wyjaśnił, że dopiero się urządzali i jeszcze nie wyremontowali wystarczającej ilości pokoi, by to rozdzielić. Ich priorytetem były dormitoria i kaplica, za co Miecz Zimy ich pochwalił.
        - Wczoraj w dzień trafił do nas wędrowiec - poinformował Vitalis, gdy zaczęli wymieniać się wieściami. - Był ranny, ciężko ranny, ale nikt go nie napadł, bo cały majątek miał ze sobą. Koń go jednak zrzucił i chyba nawet przez moment wlókł za sobą, bo był bardzo poturbowany. Dotarł jednak jakimś cudem pod bramę zakonu. Nie dało się z nim za bardzo rozmawiać, ale to chyba jakiś inteligent. Miał w torbie dziennik, taki gruby - wyjaśnił swoje przypuszczenia brodacz, rozstawionymi palcami pokazując jak bardzo opasłe było to tomiszcze.
        - Pomyślałem, że może będziecie mieli okazję porozmawiać rano? Wyglądał na bardzo poruszonego gdy wyjaśniłem mu gdzie trafił.
        - Możemy spróbować - przytaknął Jorge. Jego wysokie buty stały obok fotela, gdy wystawiał stopy do kominka, sennie półleżąc w fotelu. Fakt, był zmęczony, ale poczucie obowiązku kazało mu zamienić te kilka słów z Vitalisem, bo spodziewał się, że od rana to on stanie się nieformalnym gospodarzem tego miejsca - ze względu na jego rangę będą go pytać o zdanie na każdy możliwy temat, lepiej więc by rozeznał się w sytuacji zawczasu.

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 2 miesiące temu

Poczuła nagły zawrót głowy, spowodowany alkoholem i przypływem stresu. Wampirzyca nie chciała, by ktokolwiek się nią zajmował. Dlatego też odruchowo pokręciła głową chcąc zaprotestować. Jednak Jorge nie dał jej ku temu możliwości. Nie chcąc sprzeczać się ze swoim wybawcą dodała tylko do Vitalisa:
- Tak, nie trzeba nikogo kłopotać. Naprawdę czuję się lepiej, niż wyglądam. - odgarnęła ręką włosy, które opadły jej na twarz. Na ten moment wyobrażała sobie, że zaoferowana pomoc będzie polegała na dosłownej opiece nawet podczas kąpieli. Nie chciała, by ktokolwiek podglądał ją nagą, nawet jeśli miała być to druga kobieta. Bella była przekonana, że wystarczy pokazać jej miejsce, w którym mogłaby się umyć. Oprócz tego zażyczyłaby sobie, by ktoś przyniósł jakąś odzież na zmianę. Tylko tylko tyle i nic poza tym. Zawiodła się, gdyż zarządca przybytku nie posłuchał i poszedł w stronę, prawdopodobnie zamieszkanych, domostw.
Widząc, że Jorge także powoli ruszył w swoją stronę, wampirzyca chcąc poczuć się nieco pewniej postanowiła potowarzyszyć mu jeszcze przez chwilę. Zdziwiła się, gdy ten kazał na siebie poczekać. Miecz Zimy nie musiał tłumaczyć, o co mu chodziło. Nathanea od razu pojęła, o czym będzie ta rozmowa. To znaczy nie domyśliła się dokładnie, ale możliwości były dwie. Albo chodziło o jej pragnienie, albo o to, co z nią będzie, gdy nadejdzie kolejny dzień. Po chwili przystanęła, pochmurniejąc lekko. Spojrzała na wybawcę i doszła do wniosku, że nie potrafi mu się sprzeciwić. Nie było to spowodowane strachem. Nie sprawiał pozoru kogoś, kto uważa się za tyrana. Po prostu musiała przyznać, że jego postawa wzbudza w niej ogromny respekt. Z resztą, nie tylko w niej. Na prośbę rozmówcy skinęła głową.
- Rozumiem. Nie zamierzam iść spać, ale myślę, że lepiej mi się zrobi, gdy po prostu odpocznę w łóżku. - zapewniła. - Gdy uporam się z doprowadzaniem siebie do ładu, ruszę do komnaty, którą mi wskażą i na ciebie poczekam. Zakładam, że nie będziesz miał żadnego problemu z odszukaniem mnie. - powiedziała tonem zdradzającym skupienie. Znała powagę sytuacji, w której się znalazła i nie zamierzała udawać, że wcale się nie martwi.
W tym samym momencie, w którym skończyła mówić, dojrzała Vitalisa z kobietą, która, jak wampirzyca się domyśliła, ma się nią zająć. Nie czekała długo na potwierdzenie. Wciąż nie wiedziała, jak ma wyglądać ta "opieka", ale w dalszym ciągu odczuwała przybijające napięcie z tym związane. Na delikatną uwagę przybyłej zareagowała lekkim uśmiechem i odruchowym spojrzeniem w stronę rycerza. Mimo że sama nie zwróciła na to uwagi, to jej podświadomość chciała sprawdzić w ten sposób, czy właścicielka aby nie wpadła w oko swojemu wybawcy. Wampirzyca nie miała jednak wiele czasu na rozeznanie się w sytuacji, gdyż przewodniczka prawie że od razu ruszyła w stronę zabudowania. Nate oczywiście ruszyła za nią, na początku przyspieszając i starając się dogonić towarzyszkę. Nie czuła się zbyt dobrze, co znacząco utrudniało pochód, jednak otuchy dodawała jej myśl, że już za parę chwil będzie mogła zmyć z siebie cały ten brud i zakrzepłą krew.
Posłusznie usłuchała kobiety i gdy weszła do budynku skierowała się w lewą stronę. Z zaciekawieniem przyglądała się pierwszemu pomieszczeniu, a gdy słuchała podawanych instrukcji, w myślach wyobrażała sobie również, którego ręcznika i w jaki sposób użyje. Nawet nie zorientowała się, że właśnie została o coś zapytana.
- Hmm... Tak, wydaje mi się, że sobie poradzę. Dziękuję. - Odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że jednak dostała zwykłą przewodniczkę, a nie prywatną służkę. Nie mogła się doczekać kąpieli, dlatego też odprowadziła towarzyszkę wzrokiem, jakby to miało pomóc w szybszym opuszczeniu przez nią tego miejsca. Gdy tylko usłyszała dźwięk charakterystyczny dla zamykanych drzwi, od razu przystąpiła do działania. Poszła po jeden z taboretów, po czym ustawiła go w rogu pomieszczenia. Następnie poszła po kilka wiaderek z wodą, by ułatwić sobie całe zadanie i mieć wszystko pod ręką. Gdy cel misji został spełniony usiadła na taborecie i przystąpiła do zdejmowania z siebie tego, co służyło za pancerz lub... ubranie? Na początku z trudem i bólem rozwiązała węzeł, który utrzymywał napierśnik na swoim miejscu, po czym zdjęła go razem ze spodniami i butami. Po paru chwilach, w których obejrzała swoje poobijane ciało stwierdziła, że część z ran zdążyła już się zagoić, a druga część była w całkiem znośnym, i o wiele lepszym niż zaraz po przebudzeniu, stanie. Mocno ją to zdziwiło i na początku ciężko jej było w to uwierzyć, jednak doszła do wniosku, że ta regeneracja to kolejna z licznych właściwości jej wampiryzmu. Nie zwlekając jednak szybko zaczęła swoją przygodę z wymywaniem, a następnie relaksowaniem się w wodzie.

Po dłuższym czasie wyszła z budynku. Ubrana w białą suknie i dostępne w szatni obuwie, wampirzyca czuła się już zdecydowanie lepiej. Stan upojenia alkoholowego stopniowo malał, ból był coraz mniejszy, no i wreszcie czuła się świeżo. Mimo tego na jej ciele dalej można było dostrzec dużo obtłuczeń, siniaków i zadrapań. Szczególnie rzucała się w oczy mocno sina łopatka i ciężko zranione czoło. To właśnie te dwa miejsca bolały ją najbardziej. Miała nadzieję, że Jorge nie próbował jeszcze się z nią spotkać. Musiała przyznać, że bardzo dobrze czuła się w wodzie, przez co całkowicie zapomniała o wszystkim wokół. Z tego powodu czuła lekką presję, ale przekonywującym był fakt, że dla Miecza Zimy nie było tutaj tajemnic i najprawdopodobniej dowiedziałby się od razu, gdyby tylko chciał, gdzie znajduje się wampirzyca. Nate natomiast stała teraz w umówionym miejscu i rozglądała się za kobietą, która wcześniej ją tutaj przyprowadziła.

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 2 miesiące temu

        - W istocie - przytaknął cicho Jorge. Pewnie, że nie miałby problemu ze znalezieniem Belli. Raz, że mógł zapytać, a dwa: był przekonany, że Vitalis i bez tego wskaże mu jej pokój. Nie wiadomo co konkretnie sobie myślał, ale na pewno uważał, że wampirzyca jest dla Miecza Zimy kimś ważnym. Ważniejszym niż w rzeczywistości.
        - Do zobaczenia - zwrócił się cicho do swojej towarzyszki, gdy ta odeszła z kultystką.
        Bella po obróceniu się w stronę szermierza faktycznie mogła zauważyć, że Jorge się jej przyglądał, ale w jego oczach nie było nic, co można by uznać za zainteresowanie albo nieme przyznanie racji kultystce, która skomentowała jej figurę. Owszem, wampirzyca miała ładną figurę i też od tego wzięło się imię, które jej nadał… Ale nie było w niej nic, co by go pobudzało. Miał zupełnie inne preferencje, a sercem dalej był oddany komu innemu. Nawet jeśli niedawno zdarzył mu się skok w bok - jedna noc zapomnienia z innym, by może zapomnieć, bo przecież jego uczucia zostały odrzucone… Ale nie pomogło. Nic po prostu nie zmieniło.

        Wampirzyca nie musiała zbyt długo czekać - kultystka, która się nią zajmowała, musiała najwyraźniej siedzieć gdzieś w oknie i jej wyglądać, bo pojawiła się ledwo chwilę po Belli we wskazanym miejscu.
        - Chodź do środka, bo się przeziębisz - zwróciła się do niej, gdy wyłoniła się z jednych drzwi i zaraz poprowadziła dziewczynę w kolejne, za którymi znajdowały się prowadzące na górę spiralne schody. Po nich kobiety weszły na pierwsze piętro, gdzie ciągnął się długi korytarz ze szpalerem drzwi po obu stronach. Tylko dwoje było otwarte - jedne na samym końcu korytarza, a drugie kawałek wcześniej. To do nich kobieta poprowadziła Bellę, lecz nim wpuściła ją do środka, zerknęła tam kontrolnie.
        - To twoja komnata - zakomunikowała. - Ciasna, ale własna. Na oknie masz wodę, a jeśli chodzi o jakieś ubrania to pomyśli się o tym rano, dobrze? Teraz... Czegoś ci trzeba? Skoro nie to dobranoc - zakończyła, na koniec ziewając szeroko, po czym powlokła się gdzieś do jednego z wcześniejszych zamkniętych pokoi.
        Pokój wampirzycy był faktycznie ciasny, ale własny. Nie było w nim prawie żadnych mebli: pościelone białą pościelą łóżko, szeroki taboret, stolik, na którym ustawiono misę i zostawiono kilka szmatek. W głębokim okiennym wykuszu stał cynowy dzbanek i kubek z drewna, rzeźbiony w motyw winogron, a obok ustawiono trzy pękate świece, których żółty płomień falował leniwie, jasno sygnalizując, że okiennice były szczelne i w komnacie nie hulał wiatr. To wszystko, jak w całym zakonie skromnie, ale czysto.

        - Vitia... - W drzwiach prowadzących do pokoju dziennego pojawiła się dziewczyna, którą kultysta oddelegował do Belli. - Już ją położyłam spać, mogę iść? - zapytała, w ostatniej chwili tłumiąc ziewnięcie.
        - Idź, idź, dziękuję za pomoc - zbył ją Vitalis.
        - Dziękuję, że się nią zajęłaś - dodał Jorge znacznie milszym tonem, salutując jej swoim kubkiem z winem. Kobieta uśmiechnęła się jednym kącikiem ust, zadowolona z jego słów uznania, może przez to, że wypowiedział je ktoś młody i przystojny, a może przez to, że był ważny. Gdy odeszła, Miecz Zimy dopił swoje wino i wstał.
        - Dziękuję za rozmowę - zwrócił się do brodatego rozmówcy. - Jest już jednak późno. Wskażesz mi, gdzie są nasze sypialnie?
        Vitalis przytaknął i nawet powieka mu nie drgnęła, gdy Jorge użył słowa "nasze", a nie "moja". Co sobie pomyślał, to pomyślał, on w to nie zamierzał wnikać, bo sam najlepiej wiedział jakie ma intencje i że daleko im do niecnych. W ciszy podążył za kultystą, a ten odezwał się dopiero, gdy znaleźli się na schodach prowadzących na górę.
        - Mieczu Zimy, zgodzisz się poprowadzić jutrzejszą modlitwę poranną?
        - Owszem - przytaknął Jorge po chwili namysłu. - Przyjdź jednak po mnie, bo nie wiem gdzie macie kaplicę ani kiedy zaczynacie. Życie w drodze trochę rozregulowało mi poczucie dnia i nocy... - usprawiedliwił się. Nie było mu w smak zrywać się na jutrznię, ale nie mógł odmówić, nie wypadało. Uznał, że dośpi w ciągu dnia.

        Pokój szermierza był inny niż ten od jego towarzyszki - już na pierwszy rzut oka przestronniejszy i bogatszy. Cóż się dziwić, Jorge był wszak bardzo ważnym gościem. Co nie znaczyło, że czekały na niego luksusy, do których jako arystokrata był przyzwyczajony. Jego łóżko było trochę solidniejsze, nakryte kapą, a poza tym miał kufer na ubrania i to w zasadzie wszystko. Więcej jednak nie wymagał. Tak naprawdę najlepsze wrażenie zrobiło na nim to, że Aleg (zakładał, że to był on) przyniósł tu już jego sakwy podróżne - to docenił, bo był już na tyle zmęczony, że chyba nie chciałoby mu się wlec do stajni. Wiedział jednak, że i tak nie ma czasu na odpoczynek - obiecał rozmowę Belli. Pozwolił sobie więc jedynie na zmianę butów na lżejsze i pozbycie się wszelkiej zbędnej odzieży - płaszcza, rapci, paska. W samej koszuli i spodniach udał się do pokoju, który wskazał mu Vitalis. W szczelinie pod drzwiami dostrzegł mdłe światło świadczące o tym, że w środku paliły się świece. Uznał, że wampirzyca jeszcze nie spała. Nie wtargnął jednak do środka - zapukał i czekał, aż dziewczyna go zaprosi albo wpuści.
        - Jestem - mruknął, gdy już był w środku. Ze względu na panującą w budynku senną ciszę sam mówił niemal szeptem. - Wybacz, że kazałem ci czekać... Ładnie ci w tej sukience.
        Przeprosił, choć wcale nie był pewny, czy Bella długo na niego czekała - wydawało mu się, że zamienił z Vitalisem ledwie kilka zdań i nie obalili nawet jednej butelki, więc być może Bella ledwie weszła do siebie. Niemniej kultura wymagała, aby coś powiedzieć.
        - Czeka mnie jutro dużo pracy, więc będę się streszczał - oświadczył. - Usiądźmy.
        A z racji tego, że w pokoju nie było za wielkiego wyboru, szermierz sam zajął miejsce na brzegu jej łóżka i czekał, aż ona również usiądzie.
        - Zacznę może od pytania, może wydać się idiotyczne, ale przemyśl dobrze odpowiedź - zastrzegł. - Jesteś świadoma tego, że jesteś wampirzycą i co się z tym wiąże? Jakie cechy ma twoja rasa, jakie mocne strony i słabości? Przypuszczam, że nie wiesz pewnie czy się taka urodziłaś czy zostałaś przemieniona?

Awatar użytkownika
Nathanea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 50
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Nathanea » 2 miesiące temu

Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła otwierające się drzwi, a w nich jej "przewodniczkę". Nie, żeby czekanie na nią w tym miejscu było stresujące, jednak przez odbytą przed chwilą kąpiel i przemęczony organizm młodej wampirzycy zrobiło się zimno. Posłusznie usłuchała nakazu przybyłej i skierowała się w stronę wskazanych przez nią drzwi. Gdy znalazła się w środku, oznajmiła jej, że zostawiła w łaźni swoje poprzednie, wyczyszczone odzienie i chciałaby je odebrać, gdy już trochę przeschnie. Co prawda nie zamierzała używać go w jakiś szczególnych celach, jednak na ten moment dziwna zbroja była jedynym łącznikiem z przeszłością. Nie wiedziała, dlaczego ją nosiła i skąd ją miała. Mogła mieć jakieś magiczne właściwości niezbędne do przetrwania.
Dopiero na schodach poczuła zapach jednocześnie obcy, a zarazem dobrze znany. Nie potrafiła stwierdzić, z czym jej się kojarzy i do czego najprościej go przyrównać. Tak naprawdę, gdyby nie to, że cały czas chciała posmakować jego źródła, to nie wiedziałaby, że czuje życiodajną ciecz. Nate, a raczej na ten moment Bella, zaczęła starać się skupić na czymś innym. Rozglądała się we wszystkie strony szukając czegoś, co zwróci jej uwagę i sprawi, że zapomni o swym nałogu. Na szczęście droga do pokoju nie była długa. Gdy dotarły, wampirzyca zaczekała, aż "gospodyni" skończy przeprowadzać rekonesans, po czym ze zniecierpliwieniem wysłuchała tego, co ta chciała jej powiedzieć. Na szczęście informacji nie było dużo, toteż krwiopijczyni bez zastanowienia zaprzeczyła pytaniu o swoje potrzeby. Wdzięczna była losowi, że jej rozmówczyni była chyba bardziej zmęczona od niej i najwidoczniej również zależało jej, by jak najszybciej udać się na spoczynek. Gdy odchodziła, wampirzyca wpadła do swego tymczasowego pomieszczenia, po czym od razu usiadła na łóżku, zatapiając głowę w dłoniach. Chwilę starała się dojść do siebie i opanować swoją żądzę. Ku jej zdziwieniu udało się to. Przestawała czuć ten okropny zapach i potrzebę zatopienia kłów w czyimś ciele. Mało tego, nic nie wskazywało na to, by był to tylko chwilowy stan spokoju. Mimo że wszystko ustawało, to siedziała tak jeszcze przez chwilę, jakby nie chcąc rozbudzać kładącej się spać, wewnętrznej bestii. Gdy wreszcie była pewna, że to już nie wróci, rozluźniła się nieco i odkrywając oczy rozejrzała się dokładniej po pomieszczeniu. To, że było ciasne nie ujmowało mu, przynajmniej w postrzeganiu wampirzycy. Dostała więcej niż sobie mogła zażyczyć. Co prawda nie było kominka, ale pomimo tego pokój był ciepły i czysty. To drugie rzuciło się w oczy Nate do tego stopnia, że postanowiła zdjąć obuwie i postawić je pod łóżkiem, dając tym samym więcej swobody ciału. Powstała z łóżka i skierowała się w stronę okna, przez które do komnaty wpadały promienie świecącego księżyca. Wzięła do ręki jedną ze świec i ostrożnie przestawiła ją na stolik. Następnie powróciła i oparła się dłońmi o wolną przestrzeń pod oknem. Wlepiła swój wzrok w jasną kulę na niebie, wpadając w zachwyt nad tym, jak wspaniale potrafiła zarówno sobą, jak i swym blaskiem przyozdobić krajobraz. Dopiero teraz Nate mogła przyjrzeć się temu osobliwemu zjawisku w spokoju, bez lęku przed tym, że ktoś z zaskoczenia wyskoczy i wbije jej nóż w plecy. Niestety nie trwało to długo, gdyż jej uszu najpierw dobiegł dźwięk cichych kroków, a następnie pukanie do drzwi. Jednak ku jej zdziwieniu nikt nie wszedł do środka. Odczekała chwilę będąc pewną, że nie musi nikogo tutaj zapraszać, ale gdy nie zobaczyła w drzwiach nikogo, postanowiła podejść i je otworzyć. Uśmiech sam pojawił się na jej twarzy, gdy jej oczom ukazał się widok znacznie milszy i bardziej pokrzepiający niż światło księżyca.
- Cieszę się, że przyszedłeś. - Od razu zeszła mu z drogi, zapraszając do siebie, a gdy tylko wszedł zamknęła drzwi. Zarumieniła się i wbiła wzrok w ziemię, gdy usłyszała komplement.
- Dz... dziękuję - odpowiedziała lekko speszona. Osobiście wolałaby ubrać się w coś o mniejszych rozmiarach. Coś, co podkreślałoby jej sylwetkę. Ale przecież nie mogła wybrzydzać. Ci ludzie i tak zapewniali jej wszystko, czego potrzebowała, w dodatku nie żądając nic w zamian. Nie zamierzała zachowywać się jak niewdzięczna księżniczka. Poza tym - narobienie wstydu i kłopotów Jorgowi nie wchodziło w grę.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać - zapewniła, gdy zawstydzenie ustąpiło. - Poza tym, dopiero wróciłam z kąpieli. Trochę się tam zasiedziałam - dodała z niewinnym uśmiechem. Na prośbę Miecza Zimy skinęła głową, po czym usiadła obok niego, skierowawszy się w jego stronę. Nareszcie nie musiała się krępować przed nim swoim stanem. Co prawda na jej twarzy i dłoniach Jorge mógł dostrzec liczne zadrapania, ale to było co innego niż brud, piach i błoto. Jak się okazało wcześniejsze domysły się sprawdziły. Wojownik chciał porozmawiać o tym, co w tej chwili stanowiło dla niej jedną, wielką niewiadomą. Chociaż mogła od razu odpowiedzieć prostym "nie", to wzięła sobie do siebie to, o co poprosił ją jej wybawca. Nad każdym zadanym pytaniem zastanowiła się chwilę, po czym dochodząc do pewnych wniosków zaczęła tłumaczyć to, co wiedziała. Było tego niewiele, ale czuła, że każdy szczegół może przydać się w tym momencie towarzyszowi.
- Oczywiście tego, że jestem wampirzycą jestem już świadoma. Nie wiem, czy taka się urodziłam. Nie wiem też nic o wampirach. To znaczy nic więcej, niż mi powiedziałeś. Zauważyłam natomiast, a przynajmniej mam takie wrażenie, że moje rany goją się... szybciej. Spójrz... - W tym momencie odgarnęła włosy i pokazała swoją ranę na czole. Wyglądała poważnie, jednak krew była już zakrzepnięta i wszystko wyglądało tak, jak gdyby Nate ucierpiała kilka dni temu. - Niecałe kilka minut przed spotkaniem z tobą ta rana mocno krwawiła. Zadrapania... - Teraz ukazała dłonie. - One również były dosyć głębokie, a mimo tego teraz nie wyglądają już tak poważnie. Po lekkich zranieniach i stłuczeniach nie ma śladu. Wydaje mi się też, że słyszę lepiej od ciebie. No i...
Nate wyraźnie się zawahała. Po chwili krótkiego, lecz zauważalnego namysłu stwierdziła, że kto jak kto, ale Jorge musi wiedzieć.
- I czuję... krew. Zapach krwi. - W tym momencie przeraziła się, zdając sobie sprawę z tego, że odkąd wojownik zjawił się w progu drzwi, jej nozdrzy znów dobiegał ten zapach. Zapach, który powoli wydawał się być odorem zwiastującym nieszczęście. - Nawet w tej chwili mogę wyczuć, gdzie przepływa jej w tobie najwięcej. - Tym razem na jej twarzy pojawił się żal. - Przy tej kobiecie miałam chęć... - Miała nadzieję, że nie będzie musiała tłumaczyć i przyznawać, o co chodziło. - Nie wiem, ile tak zdołam, Jorge. To ten zapach nakręca mnie jeszcze bardziej. - Spuściła swój wzrok, po czym przypomniała sobie o jednym rozwiązaniu. - Może powinnam jednak spróbować krwi zwierzęcej?

Awatar użytkownika
Jorge
Szukający Snów
Posty: 190
Rejestracja: 5 lat temu
Kontakt:

Post autor: Jorge » 2 miesiące temu

        Kobieta pokiwała sennie głową.
        - Jak będą suche z rana to ci je przyniosę, a jak nie to najwyżej jeszcze powieszę na sznurek by doschło - zapewniła spokojnie. Widać, że była senna, bo zupełnie nie pomyślała o tym jak ma powiesić do suszenia zbroję. Ale to detale.

        Jorge z łagodnym wyrazem twarzy skinął Belli głową, gdy zapewniła, że dopiero niedawno dotarła do swojej sypialni. Nie musiała się tłumaczyć, jego uwaga była grzecznościowa, ale jej tego nie tłumaczył - to byłoby chyba bardziej niezręczne niż takie potaknięcie i przejście do dalszych tematów, które bądź co bądź dla obojga były niezwykle ważne.
        Jorge słuchał odpowiedzi Belli z uwagą i spokojem. Dawał jej czas na ubranie myśli w słowa, nie poganiał. Jego spojrzenie było łagodne, mówiło “ile tylko czasu potrzebujesz”. Może i był zmęczony, ale przecież to tylko chwila, a on poruszał z pewnością trudny dla wampirzycy temat… I tak naprawdę dla niego też. Wydawało mu się, że stąpał po kruchym lodzie - temat znał dobrze, ale kto wie jak dobrze. Sporo wypytywał braci Gemelli o ich umiejętności i żywot, ale nie miał pewności, czy wie wszystko i czy te same zasady będą tyczyły się Belli - wiedział, że istniała różnica między przemienionymi, a czystokrtwistymi wampirami, a nie wiedział, do której grupy należała jego znajoma. Nie chciał jej zaszkodzić, dawać jej fałszywych nadziei czy czegoś nie powiedzieć nie specjalnie, a przez nieuwagę. Tym bardziej, że widział jak trudno jej było podczas tej rozmowy.
        W końcu dziewczyna skończyła mówić, co szermierz przyjął ze skinieniem głowy, choć widać było jak wcześniej na krótko się spiął gdy wspomniała o “miejscach, gdzie przepływa w nim więcej krwi. Z pewnością chodziło jej o główne naczynia, jak tętnice na szyi, ale jemu to się skojarzyło. Nie zamierzał się jednak zdradzać ze swoimi kosmatymi skojarzeniami i zaraz odpowiedział na jej wszystkie wątpliwości, jakby właśnie takich słów się od niej spodziewał i swoją przemowę miał już dawno ułożoną.
        - Miałem do czynienia z twoją rasą, pomogę ci się oswoić na ile będę w stanie - zapewnił na wstępie… Choć może już jej o tym mówił? Niech to, był senny, już nie wszystko kojarzył. Ale co tam, do przodu.
        - Wszystko to co zauważyłaś to racja - przytaknął jej. - Faktycznie wampiry regenerują się znacznie szybciej niż zwykli ludzie, wasze rany goją się szybciej i szybciej odzyskujecie siły. Macie dużo czulsze zmysły, wszystkie: wzrok, węch, słuch. Jesteście urodzonymi drapieżnikami, bo jesteście również szybcy i silni. Nic jednak nie przychodzi za darmo, nie jesteście wolni od wad czy problemów. Istnieją trzy czynniki, które mogą wam bardzo zaszkodzić: to słońce, srebro i czosnek. Wasza skóra jest niezwykle wrażliwa na promienie słoneczne, gdy jesteście na nie bezpośrednio wystawieni pali was jak żywy ogień. Istnieją od tego wyjątki: są to wampiry czystej krwi, zrodzone ze związku dwóch wampirów, oni są bardziej odporni na słońce. Nie wiem niestety czy to twój przypadek i nie będę cię namawiał do sprawdzenia tego… Jeśli zaś chodzi o czosnek, powoduje on silne dolegliwości żołądkowe, a srebro sprawia, że rany się nie goją i powoduje bardzo silny ból.
        Jorge zrobił krótką pauzę, aby dać Belli chwilę na przyswojenie zasłyszanych informacji, jednak sposób, w jaki zaakcentował ostatnie zdanie świadczył jasno o tym, że jeszcze nie skończył. Jego oczy w niemy sposób pytały “wszystko jasne?”.
        - Jeśli zaś o krew chodzi… - zagaił kolejny temat, spodziewając się, że pewnie ten będzie dla niej znacznie ważniejszy i, cóż, również znacznie bardziej drażliwy. Nie każdy był tak otwarty jak wampirzy bliźniacy, by mówić o tym bez zahamowań. Nawet jemu było trochę trudno, choć uchodził raczej za osobę bezpośrednią i wręcz bezczelną.
        - To twoje główne pożywienie, poza nią możesz tylko pić alkohol, ale nie możesz przyjmować stałych pokarmów. To normalne - oświadczył, jakby faktycznie tak było. Jakby był ojcem tłumaczącym córce czym jest miesiączka: temat równie naturalny, co krępujący, zwłaszcza gdy żadne nie miało z tym bezpośredniego doświadczenia.
        - Nie można z tym walczyć, bo to walka z góry skazana na przegraną - kontynuował. - Niestety nie nauczę cię pozyskiwania krwi tak, by było to dla ciebie najlepsze… Opcji jest wiele, większość wampirów pożywia się jednak ludzką krwią, ponoć jest najbardziej energetyczna. Łatwo jednak się domyślić, że niewielu jest to w smak… Wampir może wypić tyle krwi, że z reguły zabija swoją ofiarę. Z tego co zrozumiałem wystarczy pić częściej, ale niewielkie ilości, żeby temu zaradzić. Zawsze pozostaje krew zwierząt, bo je nawet jeśli się zabije, to mniejszy żal… Sama jednak słusznie zauważyłaś, że to trochę obrzydliwe. Nie wiem jak to robili ci, których znałem, a pili właśnie krew zwierzęcą. Cóż, sama będziesz musiała rozważyć wszystkie za i przeciw obu opcji. Pożywianie się na ludziach jest trudniejsze i bardziej ryzykowne, ale w smaku pewnie lepsze, zwierzęta zaś dają większy spokój… To tak w skrócie. Co mogę jeszcze osobiście podsunąć, niekoniecznie musisz na ludzi polować. Znajdą się tacy, którzy pozwolą się pokąsać. Czasami za pieniądze, czasami dla przyjemności, a czasami dla dreszczu emocji. W Maurii, kraju na północny-zachód stąd, wampiry mogą podpisywać pakty krwi z ludźmi, którzy zobowiązują się ich karmić za wymierne korzyści, ale nie znam szczegółów.
        Jorge znowu zamilkł, by Bella mogła sobie przetrawić jego słowa. Niespiesznie zaczął podwijać rękawy swojej koszuli.
        - Nie będę owijał w bawełnę - oświadczył. - Nie mam pojęcia jak pomóc ci z twoim pragnieniem. Innego, niż zaoferować ci własną krew - doprecyzował, pokazując jej swoje nadgarstki i patrząc na nią bardzo poważnym wzrokiem. - Widzę, że jest z tobą coraz gorzej i nie chcę, byś oszalała. Nie będę cię też w tym momencie wlókł do stajni, bo nie mam pojęcia jak to ogarnąć, a nie będę teraz kombinował i robił afery, jeśli zwierzęta się spłoszą. Wiedz, że robię to bez przymusu, ale liczę, że nim przyjmiesz bądź odrzucisz moją pomoc, dobrze to przemyślisz. Czy uważasz, że dasz radę mnie puścić jeśli ci każę. Wiedz, że będę się bronił i nie zawaham się zrobić ci krzywdy, jeśli zauważę, że odpłynęłaś - ostrzegł. Był jak to on, butnie przekonany, że jeśli Bella wpadnie w amok, to on sobie z nią poradzi. Była może wampirem, ale jednak drobniejszym i słabszym od niego. Wiedział, że w trakcie picia ta proporcja się zmieni, lecz to go nie martwiło.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Szepczący Las”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość