FargothDaleko od domu.

Miasto położone na granicy Równiny Drivii i Wschodnich Pustkowi, jedno z głównych miast środkowej Alarani, położone na szlaku handlowym, prowadzącym przez Opuszczone Królestwo aż do Wybrzeża Cienia.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Rakel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 107
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Daleko od domu.

Post autor: Rakel » 1 tydzień temu

        Niesiona na rękach przez półnagiego demona, Rakel stwierdziła, że to całe „tylko przyjaźnienie się” może być trudniejsze niż myślała. Płonącą twarz skryła w jedynym miejscu, w jakim mogła, to jest w szyi demona, co wcale nie zmniejszyło jej zmieszania, a wręcz przeciwnie. Odpowiedzią na komentarz Luciena było tylko zduszone, niemalże buntownicze mruknięcie, bo musiała jednak przyznać, że zemstę sobie znalazł idealną, a kpina zabrzmiała praktycznie jak komplement więc Rakel konsekwentnie kryła uśmiech.
        Odstawiona na ziemię skryła twarz w dłoniach, bo może i wyglądało to śmiesznie, ale zdecydowanie nie chciała, żeby demon zobaczył jej rumieńce, które zdawały się tak go bawić. Przytulić i pocałować na dobranoc jednak chciała sama. Wydawało jej się, że od pewnego momentu może już sobie pozwolić na ten jeden krok więcej i to nie będzie nic złego, a teraz po prostu tego chciała. Właściwie to chciała, żeby Lucien został i żeby mogła się do niego przytulić i tak zasnąć, ale prędzej ją piekło pochłonie niż powie to głośno, a poza tym to, że by tego chciała, nie znaczy zaraz, żeby się odważyła. Mimo wszystko przecież… miało zostać jak było.
        Uśmiechnęła się wesoło, słysząc że demon nie wypiera się już swojego nowego tytułu i odprowadziła go jeszcze wzrokiem, po czym zwinęła się na płaszczu i prawie od razu zasnęła.
        Obudziło ją jednocześnie słońce, które zdążyło wpełznąć na jej twarz i przebijać się przez powieki oraz śpiew ptaków, przy lesie głośny niby orkiestra. Lucien był już z powrotem i po chwili zebrali się i wyruszyli z obozu.

        Do Fargoth dojechali pod wieczór. Chyba oboje mieli już dosyć siodła, ale widząc światła na murach miasta, Rakel wyprostowała się w podekscytowaniu i nawet Onyx przyspieszył zainteresowany.
        Ledwo dojechali pod bramy, a dziewczyna ucieszyła się, że są w mieście tak późno. Przed bramą była dosłownie kolumna ludzi czekających na wjazd i Rakel nie wyobrażała sobie nawet, co tu się musiało dziać w ciągu dnia. Mimo zniecierpliwienia musieli cierpliwie odczekać swoje, chociaż brunetka co chwila prostowała się i wykukiwała pomiędzy głowami ludzi przed nią, by zobaczyć coś więcej. Okazało się, że kontrola wcale nie była zbyt szczegółowa, tylko po prostu miasto pękało w szwach. Strażnik tylko rzucił na nich okiem, chwilę dłużej przyglądając się Onyxowi, nim machnął na nich ręką, przenosząc swoją uwagę na następnych wjeżdżających.
        Główną drogą miasta poruszali się jeszcze konno, bo tak było wygodniej, a przynajmniej ludzie rozstępowali się chętniej przed piekielną bestią niż dwójką podróżnych. Na ulicach tłum przyjezdnych mieszał się z tymi, którzy pojawili się wcześniej oraz mieszkańcami, a wszyscy kierowali się do karczm. Dopiero teraz Rakel zrzedła mina na myśl o tym, jak przepełnione muszą być gospody.
        - Mam nadzieję, że w ogóle znajdziemy wolne pokoje – powiedziała do Luciena, odwracając się lekko przez ramię.
        Ułatwieniem okazała się przezorność gospodarzy, którzy mając już pełne obłożenie, po prostu wywieszali ogłoszenie na drzwiach, że nie mają już u siebie miejsc. W ten sposób dwójka podróżnych mogła spokojnie przemieszczać się konno środkiem ulicy i szukać wzrokiem czegoś wolnego. A szukali długo. Na głównej ulicy nie było ani jednej gospody z chociażby jednym wolnym pokojem. Podobnie na wszystkich uliczkach otaczających rynek i dopiero jeden okręg dalej pojawiła się szansa na nocleg. Ominęli jeszcze kilka gospód, przy których nie było stanowisk dla koni; Onyx też musiał gdzieś przenocować. Rakel wypatrywała też wszędzie znajomej jabłkowitej klaczy, ale Echo nigdzie nie było widać. Elfa nawet nie próbowała wypatrzeć w tym tłumie.
        - Nie wiem, jak się tu znajdziemy z Remym. Co za młyn!
        Mimo zmęczenia, w głosie dziewczyny wciąż bardziej przebijało się podekscytowanie, nie zniechęcenie. Przeszkadzał jej brak torby z rzeczami, ale nie chciała wlec Luciena przez całe miasto o tej godzinie w poszukiwaniu znajomego. Jeszcze jeden dzień się przemęczy.
        W końcu wypatrzyli niewielką, ale całkiem przyzwoitą gospodę, przy której jedno stanowisko dla wierzchowca było wolne, a na drzwiach nie wisiało znajome obwieszczenie.
        - Pójdę zająć pokoje – powiedziała, z trudem już zsiadając z Onyxa. Tyłek miała obity jak nigdy. Po drodze do drzwi wejściowych zatrzymał ją krzyk, na który prawie podskoczyła.
        - BABA!
        Rakel odwróciła się skonsternowana, ale nim zdążyła zareagować, coś w nią uderzyło. A właściwie ktoś.
        - Na Łuskę! – sapnęła, zgnieciona w ciasnym uścisku przez zupełnie obcą krasnoludzicę, która bez najmniejszej krępacji objęła dziewczynę wielkimi ramionami w udach i podniosła. Rakel była pewna, że właśnie łamią jej kości. W końcu kobieta ją odstawiła i cofnęła się o krok, rozpromieniona i zupełnie niezrażona szokiem na twarzy dziewczyny. Ta bowiem nawet nie wiedziała co powiedzieć, tylko spoglądała lekko nierozumnie, aż w końcu krasnoludzica parsknęła śmiechem i klepnęła ją w ramię z taką siłą, że Rakel zrobiła krok w bok.
        - Dobrze, że jesteś, dziewczyno!
        - Emm… my się znamy?
        - Ależ skąd! Ale tu sami faceci są, musimy się wspierać, co nie? Anna jestem!
        - No tak… Ja mam na imię Rakel – przedstawiła się, próbując wzrokiem odszukać Luciena, ale jej nowa znajoma już spoglądała gdzieś za nią i ryknęła znów tak, że zbrojmistrzyni drgnęła jak spłoszony koń.
        - BABA!
        Rakel odwróciła się, by obserwować jak krasnoludzica szarżuje w stronę pięknej, ciemnowłosej elfki. Dwaj towarzysze długouchej cofnęli się z dziwnymi minami, a sama zainteresowana miała minę, jakby chciała wyjąć na kobietę miecz, ale w końcu odpuściła i z westchnięciem pozwoliła się zgnieść w uścisku. Zbrojmistrzyni tylko uśmiechnęła się zmęczona i widząc Luciena, wskazała mu rozbawionym spojrzeniem nietypową scenkę rodzajową, po czym weszła do gospody.
        Hałas był ogłuszający. Zebrali się wszyscy ci, którzy tu nocowali i teraz spożywali kolację, oraz inni goście i mieszkańcy, którzy po prostu wpadli na piwo lub coś mocniejszego. Gospoda pękała w szwach. Rakel podeszła do lady, widząc za nią zabieganą dziewczynę.
        - Przepraszam, są jeszcze wolne pokoje? Dwa pojedyncze.
        - Nie ma. Został nam jeden pokój z podwójnym, jeden pojedynczy i jeden czteroosobowy – wyrzuciła z siebie szybko kelnerka, kątem oka strzelając już w stronę czekających gości.
        Rakel zaklęła w myślach, widząc wchodzącą za nimi trójkę elfów. Świat nie sprzyjał jej i Lucienowi w zachowaniu dystansu.
        - To jak? – ponaglała dziewczyna.
        - Podwójny. – Rakel położyła monety na ladzie, a kelnerka zgarnęła je sprawnie i skierowała się w stronę kolejnej trójki podróżnych. Dziewczynie pozostało tylko wziąć klucz i podjąć próbę przebrnięcia do schodów przez tumult.

Awatar użytkownika
Lucien
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Lucien » 5 dni temu

        Droga była żmudna i monotonna, gdy starali się nadrobić czas zmarnotrawiony (przynajmniej w opinii demona) w Otchłani, a pod koniec drugiego dnia nawet Lucien miał serdecznie dość siodła, chociaż wydawałoby się, że możliwość trzymania Rakel tuż przy sobie powinna rekompensować wszelkie niedogodności. W końcu światła na horyzoncie zaczęły zwiastować nadchodzące wytchnienie.
        Targi zbrojeniowe były pojęciem abstrakcyjnym dla nemorianina, ale to co było mu dane zobaczyć szybko przerosło jego oczekiwania. Co prawda z samymi targami jeszcze nie zdążyli się zetknąć i wciąż stanowiły one sporą niewiadomą, ale kolejka podróżników oczekująca wpuszczenia do miasta była obrazkiem dostatecznie szokującym by Lucien zaczął się zastanawiać z czym w takim razie będą musieli zmierzyć się w mieście.
        Całe szczęście strażnicy mieli odrobinę litości wobec znużonego szpaleru tłoczącego się noga za nogą z nadzieją znalezienia miski strawy i noclegu po trudach drogi, lub co bardziej prawdopodobne, sami byli niewiele mniej wycieńczeni monotonną służbą, którą chcieli jak najszybciej zakończyć by wrócić do domów na zasłużony odpoczynek.
        Ulicami kluczyli jeszcze wierzchem, chociaż Lucien podobnie pewnie jak Rakel marzył o rozprostowaniu nóg. Z siodła jednak lepiej widać było szyldy informujące o braku wolnych pokoi, i co ważniejsze znacznie łatwiej było przeciskać się przez zagęszczone grupki ludzi.
        Przytaknął dziewczynie skinieniem głowy w jej obawach o znalezienie miejsca do odpoczynku, gdy oddalali się stępem od kolejnej gospody, odzywając się dopiero po chwili.
        - W życiu bym nie przypuszczał, że do jednego miasta można spędzić aż tylu ludzi - skomentował, dosłownie zmuszając pieszych do ustąpienia przed wierzchowcem. Większość ludzi umbris straszył wyglądem dostatecznie by zrobili przejście, bardziej opornych spychał napierając ciałem prowadzony w ten sposób przez jeźdźca, który do listy marzeń na dzisiejszy wieczór, do odpoczynku i pokoju powoli dodawał niezatłoczony kawałek ziemi.
        O znalezieniu w tych warunkach znajomego elfa nawet nie śnił, przynajmniej nie w tej chwili. Może z wypoczętym umysłem i w spokojniejszych warunkach potrafiłby wykazać się większą kreatywnością. W tym momencie zaś tłum dosłownie przytłaczał i odbierał zdolności racjonalnego myślenia otaczając i niemalże namacalnie dusząc demona nienawykłego do takiego zaludnienia. Pech chciał, że gdy się rozdzielali nie było czasu ustalić detali ponownego spotkania. Na dobrą sprawę Lucien pewnie nie pomyślałby o czymś tak przyziemnym. Znalezienie się przebywając w tym samym mieście brzmiało raczej nieskomplikowanie. Jednak to co działo się wokół całkowicie przekraczało wszelkie wyobrażenia szlachcica. Zupełnie jakby cała Alarania przyjechała się zbroić, pokazując Lu jak bardzo mógł się mylić.
W pewnym sensie pewnie tak było. Tłum był wyjątkowo rozmaity i pstrokaty śmiało sugerując, że demon nie mylił się aż tak bardzo i faktycznie do Fargoth zjechali się przybysze nawet z bardzo odległych zakątków Łuski.
        Dopiero po dłuższej, bezproduktywnej wędrówce, gdy mężczyzna powoli zaczynał się niepokoić i frustrować brakiem widoków na odpoczynek w godziwych warunkach, jakiś opiekuńczy duch czy zwykły los uśmiechnął się do dwójki podróżników, pozwalając znaleźć im jeszcze nie wypełniony zajazd wraz z miejscem dla wierzchowca.
        Demon skinął głową, zostawiając pokoje na barkach Rakel, samemu zaś zaprowadził ogiera do stajni. Jak zwykle w międzyczasie musiał przeprowadzić uspokajającą rozmowę z koniuszym, który jak często się zdarzało, wzbraniał się rękoma i nogami przed przyjęciem piekielnego wierzchowca. Lu nawet zdążył już nabrać wprawy w podobnych dysputach. W końcu stajenny skapitulował, a brunet mógł zostawić, bądź co bądź również zmęczonego, na wpół przysypiającego Onyxa, zabrać dobytek w postaci niewielkich juków i pokrowca ze skrytym rapierem by dołączyć do dziewczyny, która jak się okazało daleko nie uszła. Zerknął na dziwny byt w postaci krasnoludzicy rzucającej się na jakąś niewinną elfkę i pokręcił głową z westchnięciem. Dziwna nacja.
        W samej karczmie zaśzupełnie jakby nastąpiło zapętlenie czasoprzestrzeni i sytuacja, która już się wydarzyła jakby zatoczyła koło. Demon uśmiechnął się pod nosem gdy dziewczyna odbierała klucze po czym rozpoczęli wspinaczkę po schodach, tocząc znacznie bardziej nierówną walkę z wszechobecnym tłumem niż z uprzywilejowanej pozycji umbrisowego grzbietu. Pokój nie dał aż takiego schronienia przed wszechobecnym gwarem jakiego można by oczekiwać, ale sam fakt czterech ścian i drzwi odgradzających niewielką przestrzeń od motłochu, dawał delikatne poczucie ulgi. Wtedy wzrok demona padł na wspólne łóżko.
        - Przeznaczenie czy złośliwość losu - szepnął sam do siebie, a zaraz potem rozbawione oczy odnalazły dziewczynę.
        - Niby brak wolnych miejsc a wszystko zaczyna przypominać przyzwyczajenie - zażartował z kolejnej okazji do spania w jednym pokoju. Wcześniej nawet nie zwróciłby uwagi na dzielenie łóżka, a teraz… Dlatego zbyt wiele pytań nie prowadziło do niczego dobrego, a pocałunek wydawał się coraz większym błędem. Rozglądając się po niewielkim pomieszczeniu juki zostawił pod ścianą, obie klingi położył na materacu i ostatecznie usiadł na brzegu koca.
        - Idziemy zjeść kolację i orientacyjnie rozejrzeć się po mieście, żeby jutro łatwiej odnaleźć się w tym kotle, czy zostawiamy wszystko na poranek? Nie ukrywam, że ten tłum dosłownie mnie przeraża, ale zakładam, że jutro bynajmniej nie będzie lepiej - odezwał się pogodnie.
Był zmęczony, ale na pewno w inny sposób niż Rakel. Najbardziej doskwierało mu sztywne ciało, które miało dość monotonnej podróży, więc odpoczywać mógł zarówno leżąc jak swobodnie spacerując. Przez ostatnie dwa dni rany się wygoiły nie pozostawiając po sobie żadnego widocznego śladu. Jedynie sam demon odczuwał pozostałości osłabienia, ale i one w najbliższym czasie powinny ustąpić. Tym szybciej gdy nie używał magii.

        Szybki taktyczny odwrót z Otchłani przynajmniej częściowo wyrzucił z umysłu demona nieprzyjemne myśli związane z obowiązkami i planami rodziny. Niestety ucieczka, jak dosłownie powinno się nazwać nagły wyjazd z rodzinnej posiadłości, nic nie zmieniała, a poruszone przez głowy rodów koło toczyło się dalej swoim rozpędem, niezależnie od skali wyparcia uskutecznianego przez najstarszego z synów. Lucien nieraz grywał na zwłokę i odwlekał wszelkie nieprzyjemności właśnie poprzez swoje znikanie. Tym razem jedynie tracił w ten sposób wgląd w bieżącą sytuację, w najmniejszym stopniu nie opóźniając przygotowań do wielkiego pojednania.

Awatar użytkownika
Rakel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 107
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Rakel » 3 dni temu

        Rakel zesztywniała do bólu, z czego zdała sobie sprawę wchodząc po schodach. W pokoju tylko spojrzała z wyrzutem w stronę łóżka, jakby kpiło ono sobie z niej i Luciena oraz ich planów. Zdążyła jednak zrobić raptem krok, gdy okazało się, że demona to całkiem bawi i to na niego padło błyszczące spojrzenie barwnych oczu.
        - Założyłam, że szlachta jest ponad to, by spać w wieloosobowym pokoju – odgryzła się nieco złośliwie, ale z cieniem uśmiechu na ustach. – A wolę już żebyś udawał, że śpisz, a nie siedział na parapecie i patrzył jak ja śpię – mruknęła już ciszej, nieświadoma zupełnie, że Lucien przygląda jej się tak czy owak. Zresztą lepiej dla niej, by pozostała w tej niewiedzy, bo inaczej oka nie zmruży.
        Za swoją myślą jednak podeszła zaraz do okna, w starym nawyku otwierając je na oścież. Skrzywiła się lekko, słysząc jak odgłosy popijawy stały się głośniejsze, ale chciała chociaż trochę tu przewietrzyć.
        - Szczerze? Nie chce mi się – powiedziała wprost. – Jutro może i będzie tłok, ale będziemy wypoczęci. Poza tym wolę poranny zgiełk niż wieczorne libacje.
        W roztargnieniu już ściągając buty jeden o drugi, skierowała się do łazienki. Nie tylko kąpiel miała w planach. Gdy tylko się umyła, uprała bieliznę i bluzkę, siadając na koniec do najcięższego zadania. Wahała się początkowo czy ryzykować, bo jak sobie spali ubranie to nie będzie miała nawet w czym wyjść do pokoju, ale stwierdziła, że w razie dramatu wyśle Lucka po cokolwiek, co mogłaby na siebie włożyć. Była jednak bardziej zmobilizowana, by osiągnąć sukces i, powtarzając sobie, że to jak pieczeń w piekarniku – podgrzewać, ale nie spalić, zaczęła osuszać ubrania.
        Nie było jej więc trochę dłużej niż zwykle, a gdy w końcu wyszła z łazienki, to w obłokach pary i z włosami skręconymi jeszcze bardziej niż zwykle, ale z triumfem na twarzy. Ściągacze w bluzce były jeszcze gdzieniegdzie wilgotne, ale i tak poczytywała sobie za sukces, że nie puściła nic z dymem. Do zwykłego zmęczenia jazdą dołączyło jednak teraz wyczerpanie magiczne. Rakel z półprzymkniętymi oczami powędrowała do okna, zamykając je niemal na ślepo po czym, w znany pewnie demonowi sposób, dosłownie padła na łóżko, podskakując jeszcze z impetem materaca. Zagrzebaną w poduszce twarz zarzuconą lokami, przekręciła lekko, dmuchając we włosy, by móc normalnie oddychać, ale oczu już nie otwierając.
        - Dobranoc, Lucien – mruknęła tylko i zasnęła.

        Mylili się myśląc, że rano będzie tak samo tłoczno, jak wieczorem. Rakel obudziła się wcześnie, zgodnie z własnym wewnętrznym zegarem, i przez chwilę leżała, nasłuchując. Cisza wokół była wręcz namacalna, a dziewczynę natchnęła nadzieja, że być może zdążą się trochę przejść po mieście zanim wszyscy wstaną.
        Ze śniadania zrezygnowała, natrętnego demona odganiając pomrukami, a w ostateczności zapewniając, że kupi sobie coś na targowisku. Tak też zrobiła, gdy tylko dotarli spacerem do centrum, a dziewczynie zaświeciły się oczy na widok owoców i zapach pieczywa. Chwilę później pogryzała już jakąś słodką bułeczkę, a w drugiej ręce czekała kolejna tego ranka mała pomarańcza. W Valladonie mieli tylko zwykłe – duże i słodkie. Te były malutkie i przyjemnie kwaskowate, a skórka prawie sama odchodziła, pozwalając pogryzać po drodze małe cząstki, którymi odruchowo poczęstowała Luciena, nim przypomniała sobie, że demon nie jada.
        - Wiesz co, chodźmy najpierw na pocztę – powiedziała w pewnym momencie, zatrzymując się i rozglądając. – Napiszę do Doriana, bo pewnie już myśli, że nie żyję – zażartowała, ale była pewna, że gdyby jej brat miał najmniejsze podejrzenia, że coś może jej grozić, to dawno by już tu był. Mimo wszystko czuła się w obowiązku go uspokoić, zwłaszcza, że na targach pojawili się parę dni później niż powinni. Oczywiście o tym w liście nie wspomni.
        Po raz kolejny gratulując sobie pomysłu wczesnego spaceru, weszła do prawie pustego budynku poczty. Prawie. W samym progu, na moment tracąc ostrość widzenia, gdy wchodziła z pełnego słońca w ciemne wnętrze, wpadła na kogoś, dosłownie odbijając się od niego i cofając o krok.
        - Ojej, przepraszam.
        - Rakel?
        - Remy?
        Ciężko powiedzieć, kto był bardziej zdziwiony, bo przez moment oboje wytrzeszczali na siebie oczy, gdy nagle elf objął dziewczynę, jakby nie widział jej sto lat i oparł brodę na jej głowie, przymykając oczy.
        - Będę żył – westchnął z autentyczną ulgą, nim puścił skołowaną Rakel i przywitał się z Lucienem. – Czekam na was od dwóch dni, właśnie napisałem do Doriana. Nic ci nie jest? – Dopiero teraz przyjrzał się dziewczynie uważniej, jednocześnie cofając się do środka, by nie zagradzać przejścia, ale brunetka zesztywniała, wytrzeszczając oczy.
        - Jak to napisałeś do Doriana?! Co mu napisałeś? Kiedy? – zarzuciła elfa pytaniami, a ten obrócił się w stronę lady, chyba chcąc odpowiedzieć, że właśnie w tej chwili, ale Rakel jakby czytała mu w myślach i dosłownie szarpnęła w stronę kontuaru.
        - Przepraszam panią – zaczepiła kobietę, która spojrzała na nią znad oprawek okularów. – Ten pan przed chwilą nadał list do Valladonu, chcemy go wycofać – mówiła szybko, a kobieta uniosła brwi i przeniosła spojrzenie na faktycznego nadawcę, który oszołomiony i wciąż trzymany za koszulę mógł tylko potaknąć. Wtedy urzędniczka westchnęła ciężko i wstała, kierując się w stronę jednego z worków czekających przy tylnym wyjściu. Wzięła kopertę dosłownie z samego wierzchu i łaskawie oddała blondynowi, który już chciał odchodzić.
        - Przepraszam, a uiszczona opłata? – odezwała się Rakel, już spokojniejsza i z powrotem w swoim żywiole, podczas gdy pracownica poczty wyglądała na wyjątkowo zirytowaną faktem, że swoim morderczym spojrzeniem nie położyła jeszcze impertynenckiej klientki trupem. Remy stał już tyłem i szczerzył zęby do Luciena, tylko nasłuchując, a gdy na ladzie niemal z hukiem wylądowały dwie monety, elf zacisnął usta, żeby nie parsknąć w głos. W końcu odeszli kawałek od lady i Rakel wcisnęła mu rueny w dłoń, jednocześnie zabijając wzrokiem.
        - Oszalałeś naprawdę, żeby do Doriana pisać – fukała zirytowana.
        - A co miałem zrobić? Znikasz mi gdzieś w portalu z jakimiś demonami, wybacz Lucien, masz wrócić na targi, trzy dni mijają, a ciebie nie ma. Jak myślisz, kto by się z tego tłumaczył? Pierwszy raz na oczy cię widzę i gubię przed upływem doby! Dorian dosłownie wyprułby mi flaki – odpowiadał elf, jednocześnie obrazowo pokazując rękami swoje wypadające wnętrzności.
        - Przesadzacie wszyscy, dorosła jestem. – Rakel wywróciła oczami, tylko upewniając się w swojej decyzji, by napisać do brata i go uspokoić.
        Naprawdę zaczynało ją irytować, że wszyscy traktują ją jak zagubione dziewczątko. Zawsze sobie sama radziła, a teraz co chwila to kolejna samozwańcza niańka. Na wszelki wypadek zabrała jeszcze elfowi jego list, a jego pytającemu spojrzeniu odpowiedział podejrzanie niewinny uśmiech, gdy Rakel dosłownie w momencie spopieliła kopertę na dłoni do tego stopnia, że ledwo posypał się po niej pył.
        - Serio? – zapytał Bennet, tłumiąc śmiech.
        - Ja do niego napiszę – powiedziała spokojnie, otrzepując dłonie.
        Remy spoglądał z lekkim rozbawieniem, jak dziewczyna niemal agresywnie wyskrobuje uspokajające słowa dla Doriana, zapewniając, jak dobrze się bawi i jak bardzo jest bezpieczna. Starała się jak mogła, ale ironia i tak biła z listu, więc Evans dodała, że spotkała Remy’ego i naprawdę wszystko u niej w porządku. Poskładała kartkę, zapakowała w kopertę i zalakowała, korzystając z pocztowej pieczęci i wosku. Później ze podała list kobiecie za ladą, która spoglądając na ten sam adres i adresata, co przed chwilą sapnęła przez nos i łypnęła na monety na ladzie. Rakel oddaliła się, zanim baba zacznie pluć jadem. Podeszła do mężczyzn, akurat by usłyszeć, jak elf zagaduje Luciena.
        - To gdzie byliście?

Awatar użytkownika
Lucien
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 106
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Elleanore, Dagon, Indigo, Max, Pagani, Amarok
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Lucien » 1 dzień temu

        Demona cała sytuacja bawiła. Cóż innego pozostało? Rozpaczać? Nie było powodów. Siadać w drugim kącie? Owszem metaforycznie związane ręce irytowały, ale nie po raz pierwszy miał być obok Rakel z zupełnie czystymi intencjami. Po jednym pocałunku przecież nie zamierzał się na nią rzucić. Co najwyżej wewnętrzny i ogólnie przyjęty zakaz, którego wcześniej nie było, drażnił. Jednocześnie Lucien odczuwał potrzebę, żeby się spod niego uwolnić i precyzyjniej dowiedzieć co wtedy, jak wtedy potoczy się cała historia. Jednym słowem chciał wykręcić się od przymusowego mariażu, żeby przestać pretendować na nieszczęsnego narzeczonego wbrew woli. Nie wiedział tylko jeszcze jak.
        Rakel podchodziła do sprawy trochę mniej swobodnie, zresztą jak zawsze, ale i u niej rozbawienie zaplątał się gdzieś w oczach gdy postanowiła się odgryźć.
        - Bardzo słusznie założyłaś. - Lu niezrażony złośliwością uśmiechnął się bezczelnie. - Bardzo lubię patrzeć jak śpisz, ale gdybym miał przebywać z tym motłochem w jednym pokoju? Dla bezpieczeństwa najpewniej spałbym na twoich kolanach jak Onyx - kontynuował, a uśmiech bruneta tylko się poszerzył, gdy ten wyraźnie świetnie się bawił dość ciekawą wizją.
Odprowadził dziewczynę wzrokiem do okna i jak ona skrzywił się na jazgot, który dostał się do pokoju. Potem skinął głową, ale orientując się, że dziewczyna może go słabo widzieć dodatkowo przytaknął cichym pomrukiem.
        Rakel zniknęła w łazience na dłuższy czas i demon miał chwilę na pogrążenie się w myślach. Broń oparł o nocną szafkę. Wyjrzał przez okno z niewielkim niesmakiem. Czy naprawdę musieli aż tak wyć, nie byli zmęczeni? Ogólnie obserwacje ludzi zawsze były ciekawe, nawet jeśli ci czynili głupoty, ale po długiej podróży nawet jego nerwy szarpali. Chciał wypocząć. Potem przespacerował się po pokoju oglądając kąty, w których przyszło im nocować, jednocześnie z ulgą stwierdzając, że już prawie odzyskał swoje dawne ciało i jeszcze dzień może dwa a będzie dysponował pełnym potencjałem.
        Potem promieniejąca Czarnulka wyszła z łazienki. Przyczyny radości nie był świadom, mógł jedynie się jej domyślać lub doszukiwać, ale wolał pocieszyć nimi oczy. Doczłapała do okna, potem niemal po omacku dotarła do łóżka i padła jak stała.
        Uśmiechnął się łagodnie spoglądając na czarujący obrazek i zniknął w łazience. A gdy już sam doprowadził się do porządku, zgodnie z obawami dziewczyny chwilę poświęcił znajomemu i uroczemu widokowi. Najpierw przykrył dziewczynę połą kołdry, której drugą połowę przytrzasnęła padając bezwładnie, potem położył się obok głowę opierając na łokciu. Wolną ręką zupełnie jakby chciał brunetkę pogłaskać odgarnął większą część włosów, pod którymi zniknęła dziewczyna. Potem palcami powoli i delikatnie, z zamkniętych oczu zsuwał pozostałe czarne serpentynki. Ciemne rzęsy i rozluźnione usta pokazały się niedługo później. Demon patrzył przez jakiś czas na kuszący obrazek. Opuszkami musnął jeszcze policzek dziewczyny szepcząc cicho - Dobranoc Rakel - i również zamknął oczy. Może nie musiał spać, ale potrzebował odpoczynku niewiele mniej od dziewczyny, ze szczególnym uwzględnieniem źrenic obolałych od jaskrawego słońca otwartych przestrzeni.

        Śniadania oczywiście zjeść nie chciała, na co demon marudził coś nieszkodliwie pod nosem, poddając się równie szybko jak dziewczyna wypadła z karczmy.
Po drodze zahaczyli o targowisko jak Rakel obiecała więc wszystko było w jak najlepszym porządku. Z chęcią powąchał mały pomarańczowy owoc trzymany przez brunetkę, przytrzymując sobie jej rękę przy twarzy, ale za jedzenie już podziękował z łagodnym uśmiechem. Spokój jaki wokół panował był wręcz nie do opisania, zupełnie jakby wszyscy jeszcze spali po libacji. Dopiero teraz mógł przyjrzeć się miastu, ale nie wyglądało jakoś wybitnie interesująco. Podobnie jak budynek poczty, do którego udali się w pierwszej kolejności na co demon przystał bez zastanowienia. Jednak to kogo tam spotkali było bardziej zaskakujące niż cisza panująca w mieście wczoraj wyglądającym jakby przechodziło oblężenie. Elf, ten sam, którego obawiali się w ogóle nie być w stanie znaleźć.
        Demon popatrzył przechylając głowę jak w sumie całkiem obcy mężczyzna, bo jedynie znajomy rodziny, wita się wylewnie z jego Czarnulką, przytulając ją z ulgą godną najlepszego przyjaciela, któremu w okrutny sposób odebrano towarzyszkę. Chyba Rakel po prostu takie uczucia budziła, uznał w myślach obserwując jak właśnie przemocą dziewczyna i zawłaszczony na zakładnika elf wycofują list nadany do najstarszego z Evansów. Dobrze, to by oszczędziło kłopotów, przyznając brunetce rację - też pomysł, żeby do Doriana pisać.
Rozumiał czyn patrząc na to z rozsądkiem i jednocześnie zwyczajnie logicznie się zastanawiając byłby niezły dym. Już sam fakt, że miał z Rakel jechać kowal a ten siedział w areszcie. Demon wolał nie być w skórze kowala. Sam by go owej skóry pozbawił gdyby to on był na miejscu starszego brata i chodziłoby o Rakel. Tak więc informowanie Doriana było jak najbardziej zrozumiałe i w równym stopniu potencjalnie uciążliwe i trudne do późniejszego naprostowania. Mimo wszystko potaknął na wyjaśnienia elfa i zaraz z niewielkim uśmiechem, zamykając oczy pokręcił głową milcząco przyznając, że nie miał blondynowi nic za złe. Rozsądne podejście, był demonem jakby nie patrzeć i za swoją nację nie poręczyłby włosami a co dopiero dłonią.
        - Z jednym się jednak nie zgodzę. Ty dopiero Rakel spotkałeś, ja ją zabrałem najpierw z Valladonu, potem z Alaranii, jak myślisz kogo pierwszego Dorian by wypatroszył? - zażartował demon uśmiechając się szerzej z racji buntu dziewczyny. Było dwa do jednego, może wreszcie dałoby się coś tej czarnej kręconej makówce przekazać, nie by wierzył, że przyzna im rację, ale może chociaż fukać będzie mniej.
        - To nie tak, że nie wierzymy, że sobie nie poradzisz, tylko nam zależy więc się martwimy, prawda? - zagaił, spoglądając na uszatego w oczekiwaniu na opiekuńczą koalicję.
        Z jakiegoś powodu przy Rakel demon łatwiej oswajał się z innymi bytami z tej Łuski, przynajmniej tymi, które ona darzyła sympatią. Szybciej tracił chłodny dystans i z większa lekkością przychodziły brunetowi rozmowy czy nawet żarty. Świat się kończył, ale chyba tego właśnie pragnął szukając miejsca poza Otchłanią.
Uśmiechnął się jeszcze pod nosem patrząc na płonącą kartkę i skrobany potem list. Miał jakieś dziwne wrażenie, że i tak będzie miał okazję posmakować wymownego spojrzenia Doriana, niezależnie co Rakel nie napisze. A wyrwany pytaniem zerknął na elfa.
        - U mnie w domu. Sprawy rodzinne mnie wezwały, a ponieważ mam durnego najmłodszego brata, matce przy okazji zachciało się poznać Rakel. Stąd całe zamieszanie - Lucien odpowiedział bez ogródek wolnym krokiem wychodząc z budynku z towarzystwem rozszerzonym o jedną osobę.

        W tym czasie niewielki błękitny ognik gnał ulicami miasta. Z cichym szmerem błądził zakrętami podlatując do przechodniów i mieszkańców przez nikogo niezauważony i z niezadowolonym sykiem startował w kolejny szalony sprint. Wreszcie wypadł zza rogu poczty i doskoczył do czarnowłosej dziewczyny, z radosnym skwierczeniem kominkowych iskierek zakręcił wokół Rakel serpentynę aż zawisł na wysokości jej twarzy. Wewnątrz można się było dopatrzeć ciemnych plam wyglądających jak oczy i wielkiego uśmiechu, który nagle rozciągnął się wewnątrz świecącej główki z uradowanym sykiem. Lucien odwrócił się gwałtownie w kierunku dziewczyny, ale w tym samym mgnieniu płomyk zniknął nie zostawiając żadnych śladów. Demon obserwował otoczenie jeszcze przez chwilę, ale nic niepokojącego nie dostrzegł.

Awatar użytkownika
Rakel
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 107
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Callisto, Leila, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Rakel » 1 dzień temu

        Lucien miał szczęście, że Rakel była zbyt zmęczona, by z nim dyskutować, bo to co bawiło demona, ona niekoniecznie uznawała za tak beztrosko nieszkodliwe. Już i tak z trudem przełknęła uwagę, że brunet lubi na nią patrzeć, gdy śpi. Chwilowo było zbyt… niepokojące, by było miłe. W każdym razie darowała sobie dyskusje, chociaż korciło ją, by zapytać demona, co niby ją odróżnia od tego „motłochu”, poza stanem upojenia alkoholowego. Lucien jednak szybko zgasił ją kolejnym komentarzem i Rakel zwyczajnie uciekła już do łazienki. Na kolanach by spał, no jużci. Wystarczy już zamieszania na jej biedną głowę. Skoro i tak musiała udawać, dla własnego dobra, że wczorajszy pocałunek nie miał miejsca, demon mógłby łaskawie nie utrudniać.
        Później już praktycznie nie kontaktowała. Gorąca kąpiel przyjemnie rozluźniła mięśnie, ale też rozleniwiła i tak zmęczoną dziewczynę. Ta dołożyła sobie jeszcze magią i praktycznie nie pamiętała, jak znalazła się w łóżku. A tego, że ktoś ją później głaskał po policzku i odgarniał poskręcane włosy z twarzy, nie była w ogóle świadoma.

        Spotkanie z Remym było niespodziewane, ale wieści, którymi ją powitał momentalnie zajęły pierwsze miejsce. Praktycznie porzuciła na moment obu mężczyzn, by zapobiec katastrofie, która miałaby miejsce, gdyby Dorian dowiedział się, że jego siostrzyczka po drodze na targi, na które nie chciał, żeby jechała, wpadła jeszcze z wizytą do Otchłani. Normalnie cyrk. Nawet Rand by go nie uspokoił, gdyby był w domu.
        Podczas gdy ona spisywała na szybko relację dla brata, Remy zagadywał Luciena. Ulżyło mu, że demon nie był specjalnie przewrażliwiony na swoim punkcie, bo Los mu światkiem, że nawet z niektórymi elfami nie można było o „elfach” nic powiedzieć, by się nie obruszyły. Gdy zaś usłyszał rozwinięcie swojej myśli, widocznie już odpuścił sobie wszystkie grzechy. Dziewczyna cała i jeszcze znajdzie się jeszcze jeden bardziej winny na drodze Doriana, no lepiej być nie mogło.
        - Fakt. I wybacz, ale bardzo się cieszę, że tak się stało, więcej zniesiesz – stwierdził, już z grzeczności nie wspominając, że przyjaciel mógłby demona tłuc do woli i jedyne co by uzyskał to zwiększony poziom frustracji. Zaraz też odezwała się Rakel, butna jak chyba każda dziewczyna ze starszymi braćmi. W odpowiedzi jednak wyręczył go Lucien.
        - Z ust mi to wyjąłeś, otóż to, troska nic innego – potakiwał gorliwie, tłumiąc rozbawienie i starając się nie drażnić bardziej, podejrzliwiej chwilowo, brunetki. Później się dowie, przed czym tak ją chronią. Może sobie być dzielna i ognista, ale targi zbrojeniowe to nie piknik na polanie. Zostawiając już dziewczynę w spokoju odwrócił się znów do nemorianina.
        - A, to już w ogóle nie ma o czym mówić. Wiesz, wyglądało poważnie – wyjaśniał Remy, oglądając się na wychodzącą za nimi Rakel. – Idziesz, Evans? – rzucił odruchowo, jak do przyjaciół, ale dziewczyna też zareagowała, przyspieszając kroku. Spojrzenie tylko miała dziwnie rozbiegane. – Wszystko w porządku?
        - Tak… ja… - zająknęła się rozglądając za siebie i mrugając, ale po chwili przetarła oczy i potrząsnęła głową. – Słońce mnie poraziło chyba – mruknęła, przekonując sama siebie, podczas gdy Remy prychnął rozbawiony.
        - Nietoperek – rzucił lekko złośliwie i ruszył dalej, podczas gdy Rakel wciąż nie doszła do siebie.
        No bo przecież chyba nie widziała przed chwilą małego niebieskiego ognika, unoszącego się przed jej nosem? I to z oczami i uśmiechem! No jeszcze czego!
        Złapała spojrzenie Luciena, który obejrzał się nagle i uśmiechnęła się lekko, jakby jednocześnie chciała uspokoić siebie i jego. Wydawało jej się, ot co. Za szybko wyszła z budynku na pełne słońce i miała mroczki w oczach, nie pierwszy raz przecież. Wcześniej nie miały oczu, no ale już! Nie ma tematu.
        - Remy, gdzie się zatrzymałeś? – zapytała.
        - W gospodzie nieopodal. Twoja kobyłka też bezpieczna na stanowisku, nie martw się. Wy macie gdzie się zatrzymać?
        - Dzięki. Tak, coś znaleźliśmy – mruknęła okrętnie. – A tam u ciebie nie ma nic wolnego? Bo i tak muszę juki zabrać, a dla Echo u nas już nie ma miejsca.
        - No właściwie są jeszcze dwa pojedyncze pokoje, ale stanowisk nie ma już wolnych, a wy pewnie na tym twoim piekielnym rumaku wróciliście? – zapytał, spoglądając na Luciena. - Jak im tam, umbrisy, o.
        Rakel przygryzła wargę, zastanawiając się. Bez sensu przenosić się do Remy’ego, skoro i tak nie ma gdzie Onyxa zostawić, no bo przecież nie będzie stał tak daleko od nich. Ale też chyba byłoby jej lepiej we własnym pokoju. Towarzystwo Luciena jak zawsze było miłe, ale mimo wszystko przydałaby jej się chwila prywatności. Pomijając już fakt, że i tak musieliby odnieść jej rzeczy do gospody… Nie no, chyba zostanie, jak jest. Z każdej innej kombinacji musiałaby się tłumaczyć, a chwilowo brakowało jej argumentów, które byłaby skłonna wypowiedzieć na głos.
        - No dobrze, to ja bym zabrała tylko swoje rzeczy.
        - Jasne, są u mnie.
        Od rana zaliczyli więc całkiem przyzwoity spacer, bo do tego umyślnego z rana po targowisku, doszedł teraz kurs do gospody, w której zatrzymał się Remy i z powrotem do nich z torbą Rakel, którą oczywiście niósł Lucien, w ogóle nie podejmując dyskusji na ten temat. Poczekała z Remym na dole, gdy demon zanosił jej rzeczy na górę, po czym wszyscy wrócili na rynek.

        - Chodźcie, pokażę wam z czym to się je, szczury lądowe – żartował, prowadząc ich na główny plac, a tam do potężnego drewnianego słupa, do którego poprzybijane były obwieszczenia. W miejscach, w których nie było żadnego pergaminu, widać było poharatane od gwoździ drewno, pokazujące jak wiele razy coś tutaj wieszano i ściągano. Remy w tym czasie odnalazł właściwe obwieszczenie i kiwnął na Rakel, która z zainteresowaniem zerknęła na pergamin.
        - Łoł…
        - Wiem, wiem – zaśmiał się elf, widząc wielkie oczy dziewczyny.
        Długi na prawie sążeń zwój pergaminu musiał być przybity na górze i u dołu, by nie rolował się ciągle i nie łopotał na wietrze. Eleganckimi zawijasami skryby wypisany był plan całych targów z rozbiciem na 7 dni, przez które trwało wydarzenie, oraz pokrótce spisane najważniejsze zasady, na końcu odsyłające do pełnego kodeksu, znajdującego się w ratuszu.
        - „Zakazuje się handlu towarem przekraczającym normy detaliczne miasta. Zakazuje się wstępu na teren treningowy dzieciom poniżej dwunastego roku życia. Zakazuje się rzutów toporem po zmroku przez osoby będące pod wpływem alkoholu…” a co, przed zmierzchem już można?
        - Luka prawna. A tam zasady czytasz, zobacz co w planie na dziś.
        Rakel czytała losowe punkty regulaminu, sunąc po nich palcem, tylko po to, by odkryć kolejny tuzin poniżej. Posłusznie jednak przeszła do planu dnia.
        - „Od przedpołudnia do wczesnego popołudnia wolne targi. Od późnego popołudnia do zachodu słońca otwarte treningi. Po zmierzchu festyn…”
        - Dobra, tu czytaj - niecierpliwił się elf, stukając palcem w odpowiednie miejsce.
        - „O zmierzchu start gry terenowej. Grupy od dwóch do czterech osób rejestruje się w…”
        - Zgłosiłem nas – przerwał jej Remy.
        - Co? – Rakel wyprostowała się, porzucając czytanie i spoglądając na zmianę na elfa i na Luciena.
        - No zgłosiłem naszą trójkę – wyjaśnił uśmiechnięty blondyn i zerknął na demona. – Lucien, jak chcesz się wymiksować to nie ma sprawy, możemy iść sami z Rakel – powiedział uprzejmie, mając na względzie oczywiście rzucającą się w oczy powagę szlachcica. – Rozumiem, że pełzanie w błocie może cię nie bawić – powiedział, a Rakel zaśmiała się ukradkiem. No to byłby ciekawy widok.
        - Będziemy pełzać w błocie?
        - Ostatnio pełzali.
        - Ale czekaj, co to w ogóle jest… podchody takie? – dopytywała.
        Spodobała jej się już sama nazwa, ale nie była pewna, co do udziału. Nigdy nie uczestniczyła w żadnych grach grupowych… czy grach w ogóle. Poza tym ewidentnie okazywała zbyt mały entuzjazm, bo Remy westchnął, porzucając na moment swoją podekscytowaną pozę i rozpoczął tłumaczenie.
        - Niby tak, jak podchody. Tylko trwają od zmierzchu dzisiaj, do jutra do północy. Nie wiem jeszcze dokładnie, jaki będzie przebieg, bo tego dowiemy się dopiero na starcie, ale ogólnie chodzi o to, by cała grupa dotarła do wyznaczonego miejsca, jako pierwsza. Oczywiście po drodze masz jakieś wyzwania, przygody, walki…
        - Walki?
        - No wiesz, niektórzy to traktują dość poważnie i przed samą flagą nie raz są bójki, ale spokojna twoja kręcona głowa, nic nam nie będzie.
        - No i co tam się dzieje?
        - Generalnie brniesz na przełaj tak, jak pokazuje mapa, albo na skróty, jak się znasz. Po drodze masz jakieś zadania, od banalnych i fizycznych po te bardziej skomplikowane, z wiedzy o broni, historii i tak dalej. Ogólnie całkiem niezła zabawa. Coś się musi w końcu dziać poza targami, bo ludzie tylko by chlali.
        - Brzmi fajnie! Idziesz, Luc? – zapytała, wyraźnie wskazując, że ona się zdecydowanie wybiera.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fargoth”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość