FargothKaer Natherini

Miasto położone na granicy Równiny Drivii i Wschodnich Pustkowi, jedno z głównych miast środkowej Alarani, położone na szlaku handlowym, prowadzącym przez Opuszczone Królestwo aż do Wybrzeża Cienia.
Awatar użytkownika
Cerau
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 70
Rejestracja: 4 lat temu
Inne Postacie: Cerau, Stayer, Srdan, Riordian
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: Kaer Natherini

Post autor: Cerau » 6 miesiące temu

Prezencja. To jest to, na co każdy ma wpływ. W jakim stopniu? To zależy tylko i wyłącznie od swojego podejścia. Jedną rzeczą jest to, jak się ubierze - bo to taka pierwsza wizytówka. Drugie to... no właśnie, coś co ciężko opisać i ciężko opanować. No a przecież ubiór jest tylko czymś powierzchownym. Są ludzie... i nie tylko ludzie, którzy potrafią zobaczyć u kogoś te cechy. Cerau jest człowiekiem, który potrafi u swojego rozmówcy, czy nawet osób, które zwrócą na niego uwagę wywołać takie wrażenie, jakie jest mu akurat na rękę. Oczywiście, nie u wszystkich, są osoby, które potrafią przejrzeć taką otoczkę. Cerau jest całkiem niezłym aktorem, ale przede wszystkim potrafi zachowywać się tak, by wzbudzić odpowiednie emocje, to chyba jest coś, co jest ważne w aktorstwie.
Wampira kompletnie nie zdziwiło, że praktycznie wszyscy w pomieszczeniu zareagowali dość nerwowo na pojawienie się jednostki o innej rasie, z pewnością rzadko spotykanej. To była sytuacja, kiedy wszyscy spotkali coś... kompletnie nowego. Ludzie mają w większości do siebie to, że boją się nieznanego, innego. Zwłaszcza innych istot. W końcu niejednokrotnie spotykali się w historii z różnymi zamieszkami, walkami, na pewno nawet wojnami na tle rasowym. Oczywiście tutaj mowa o całej historii Alaranii.
Cerau przede wszystkim zdawał sobie sprawę z jednego - zachował się tutaj źle. Powinien rozegrać trochę inaczej tę ich rozmowę, jednak w tej chwili było na to już za późno. W końcu nie można się cofnąć w czasie. Zwrócił uwagę na reakcję innych - którzy zareagowali zaskoczeniem, niepewnością, może część strachem. A czy on był lepszy? Czy pojawił się u niego strach? Nie. Niepewność? Tak. Miszmasz emocji, który się u niego pojawił był czymś naprawdę rzadko spotykanym i jak już było to zauważone - źle się z tym czuł. Natomiast jedną z wielu, można to nazwać, umiejętności, które posiadał było to, że w każdej chwili potrafił zahamować jakiekolwiek emocje i przejść do chłodnej kalkulacji.
Zresztą... pan półświatka był osobą bardzo ciekawską, mimo, że tego nie pokazywał. A to, że jest taki ciekawski jest powiązany z jeszcze z czymś innym, mianowicie - nie lubi czegoś nie wiedzieć. Jeżeli czegoś nie wie, to go to irytuje i chce to jak najszybciej zmienić.
Pasjonatką niezwykłości? Dobre mi sobie. To Ty jesteś teraz tą niezwykłością. Pomyślał. Nie potrafił odpowiedzieć w myślach, w głowie. Natomiast obdarzył ją delikatnym ukłonem i przywołał na twarz uprzejmy uśmiech.
        - Nazywam się Carlo. Jestem tylko posłańcem, pośrednikiem. - Skłamał w taki sposób, że jeżeli ktoś nie czyta w myślach, czy że nie potrafi rozpoznać najlepszego kłamstwa, to nie powinien się tego kłamstwa dopatrzyć. Natomiast musiał w tej chwili ciągnąć swoją szopkę. Zauważył - nie było to trudne - obrócenie twarzy w kierunku kowalki. Czyli to ona miała podjąć decyzję. Więc Cerau również obrócił się delikatnie w jej kierunku, tak by mieć obie rozmówczynie mniej więcej po równi przed sobą. I tutaj najpewniej pojawi się trudny orzech do zgryzienia.
I zgodnie z jego oczekiwaniami, nie miała zamiaru mu ułatwić dowiedzenia się czegoś więcej. Może nie planowała mu utrudnić tego, za to w tym kierunku po jej wypowiedzi to miało ruszyć. W tej sytuacji... Cerau odwrócił się do ochroniarzy i burdel mamy, którzy doszli w miarę do siebie i wskazał lekkim ruchem dłoni rzezimieszków. A wtedy burdelmama wreszcie przestała stać jak wryta. I zajęła się postawieniem dwójki awanturników do pionu i zorganizowaniem na szybko swoich ochroniarzy, żeby zaczęli coś robić. Natomiast Cerau...
        - Rozumiem, że bierzesz udział w turnieju Mota? Znakomicie! Natomiast... w tej sytuacji myślę, że będziecie najlepszymi świadkami sytuacji, która zaszła. W końcu brałyście w niej udział. Nie chciałbym jednak natomiast przeszkadzać Wam w przygotowaniach do turnieju, jednakże... - I tutaj odwrócił się bezpośrednio do Quarantio - nie mogę powstrzymać mojej ciekawości. Pierwszy raz widzę istotę taką jak Ty. Skąd pochodzisz? - Oczywiście nie zatrzymywał ich w środku, dosłownie kilka sekund po opuszczeniu domu uciech dopadł do nich. Improwizacja, może i trochę nieudolna, ale często działa najlepiej. A tutaj... po prostu było to jedyne co wpadło mu do głowy.

Awatar użytkownika
Quarantio
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Quarantio » 6 miesiące temu

        Quarantio spojrzała… cóż, nie można powiedzieć, aby jej wzrok cokolwiek wyrażał, gdyż był skryty za światłem, który skutecznie uniemożliwiał identyfikację żadnych emocji. Tak czy owak - Kaer Natherini poczuła poważne wątpliwości w solidność podejrzeń kowalki, a także irytację spowodowanej tym, że najwyraźniej cały ten pościg okazał się nie przynosić żadnych korzyści. Jedynie straty energii magicznej, którą potrafiła uzupełnić, jednak wymagało to od niej kolejnych straconych chwil. Nie mówiąc już o tym, jakie zamieszanie spowodowała pościgiem i wtargnięciem na ten teren. Jeżeli służby ścigania dewiacji się nimi nie zainteresują… to pewnie będą miały szczęście. Nie liczyła na to, zwłaszcza, że… Iskierka… no tak, prawie by zapomniała. Powinny szybko wrócić do warsztatu, zanim jakiś mag zechce zbadać nietypowe zjawisko albo kapłan zegzorcyzmować je; magiczny wąż strasznie robił się nerwowy przy takich próbach. Dlatego odetchnęła z ulgą, gdy znalazły się w końcu na zewnątrz - znaczy się odetchnęłaby, gdyby miała usta. Choć po chwili natknęła się na kolejne jakże irytujące zjawisko - dziesiątki oczu wpatrzonych w nią. Jej myśli z tęsknotą powędrowały do wielkiego stworzenia z Otchłani; mogła już teraz dokonywać na nim sekcji, a zamiast tego postanowiła zatroszczyć się o człowieka i dała się zaprowadzić do ich skupiska… czuła się nieco winna, że czuje z tego powodu irytację, ale w takim środowisku beznadziejnie się jej myślało. ”Może przynajmniej w warsztacie będzie w końcu chwila spokoju.”
        - Aby spowodować u mnie wrażenie szaleństwa, musisz się naprawdę mocno postarać
- powiedziała do Feyli i tylko niej. - Istoty żywe są w wielu przypadkach przewidywalne, w szczególności proste formy. Obserwacja: sami nawzajem siebie używacie w znacznym stopniu i jesteście używani przez innych. Aczkolwiek przez przyzwyczajenie najpewniej nie wydaje się wam to tak dziwne, podczas kiedy użycie drobiu uznawanego jako pocisk do zoptymalizowania odległości najprawdopodobniej ma tyle odbiega od waszych codziennych praktyk, że uznajecie to za zabawne. Humor to skomplikowane zjawisko… Nieistotne, wracajmy naprawdę do warsztatu, naprawdę przydałaby mi się…
        Tok myśli został przerwany - prawdopodobnie na szczęście dla głowy kowalki - przez jegomościa z burdelu, który ich dogonił i kontynuował rozmowę, którą Feyla chciała zakończyć. Quarantio westchnęła w myślach, po czym zignorowała treść skierowaną do kowalki, zamiast skupiać się na człowieku rozglądając się wokół na tych wszystkich ludzi wlepiających w nią spojrzenia - również tych, którzy od dawna nie żyli. Nie cierpiała tłumów; szczególnie tych, których widok sprawiał jej największy problem, czyli istot już od dawna nieżyjących. Przez nią. Otrząsnęła się w momencie, w którym mężczyzna skierował słowa już do niej, w zasadzie to one sprawiły, że wyrwała się z zamyślenia.
        Spojrzała na mężczyznę. A potem spojrzała głębiej. Przechyliła głowę. Kusił. Szczególnie, że… spojrzała na niebo, a potem ponownie na osobnika, przyglądając się dokładnie głębi tego, co miał przy sobie. Nic. Intrygujące. Ale czy dostatecznie, aby zajmować tym głowę? Nie wiedziała jeszcze, jeżeli będzie dalej za nimi podążać, pewnie w końcu się przekona.
        - Znad oceanu - odpowiedziała tylko do niego, nie precyzując przy tym, że chodzi o ocean magii na pograniczu Otchłani; nie kłamała, a i była to najprostsza odpowiedź. Bardzo dużo osób nie zdawało sobie sprawy o istnieniu jej ojczyzny, a z tych, którzy o niej wiedzieli, mało pałało sympatią do jej mieszkańców. Raczej nie bez powodów. No i dając taką odpowiedź dawała też zagadkę, która mogła na chwilę zająć jego umysł. - Skąd właściwie wniosek, że zdajesz sobie sprawę, jakim rodzajem istoty jestem? Domyślam się, że w dużej części to przez mój pancerz, więc uznam to za słowa uznania mojej pracy. Doceniam je. Pytanie: nie jest dzisiaj nieco zbyt słonecznie jak na twój gust?
        Dwuznaczne pytanie zawisło i Quarantio nie zamierzała zbytnio więcej drążyć kwestii natury osobnika - w istocie robiła ona dla niej o wiele mniejszą różnicę. Pewnie przez brak krwi w ciele. I uwarunkowań kulturowo-religijnych. Ale nie miała okazji, bo jeżeli już o kulturowo-religijnych aspektach mowa… Przed kuźnią Feyli zebrał się nawet spory tłum, rozstawiony w okrąg. Wysoka Quarantio nie miała problemu w dostrzeżeniu całej sceny znad głów przechodniów. A się działo… Iskierka znajdowała się w samym środku kręgu, owinięta ciasno wokół młodzieńca w białej szacie. Widać było, że jest przerażony, zresztą nie było co się dziwić, gdy magiczna istota wyciskała z niego powietrze niczym wąż dusiciel, a zgromadzony tłum, także panikujący, z pewnością nie ułatwiał zachowania spokoju. Przed uwięzionym przez Iskierkę stał drugi mężczyzna, zdecydowanie starszy, a jego szata posiadała złote zdobienia. Ach, no i miał towarzystwo dwóch strażników miejskich, którzy przyglądali się wszystkiemu ze zniecierpliwieniem i zdenerwowaniem. Starzec wykonywał inkantację, a Quarantio szybko zrozumiała, że doskonale zna się na rzeczy.
        - Dajcie chwilę, ja się tym zajmę - powiedziała do swoich towarzyszy, a potem zaczęła się przepychać przez tłum, jednocześnie wysyłając polecenie do Iskierki; magiczny wąż, widząc swoją panią szybko się uspokoił i uwolnił akolitę, który opadł na ramiona starszego kapłana, szybko asekurującego osłabionego człowieka. Starzec jednak równocześnie spojrzał na Quarantio oczami, w których czaiło się wiele. Zatrważająco niemal. Gdyby była czymś innym, mogłaby się przestraszyć tego spojrzenia powalającego niemal na kolana siłą większą od ludzkiej. Szczęśliwie była czym była. - Wiem, że wiesz, kim jestem. I wiem, że chciałbyś mnie pozbyć się jak najprędzej. Ale oferuję rozwiązanie lepsze dla nas obojga. Nie jestem tutaj jako intruz, zostałam zaproszona. Nie interesuje mnie krzywdzenie kogokolwiek, jestem tutaj dla spraw czysto naukowych. I nie, nie mam zamiaru rozsiewać żadnej zakazanej wiedzy. Ani kraść waszej. Większość takich jak ja stwarza wam dużo problemów, lecz nie jest to moją intencją - jednakże może się to zmienić, jeżeli zastosujesz agresję w stronę moją lub mojej istoty. Wiem, że zaatakowała, ale czy wasze psy także by nie zaatakowały, jeżeli zostałyby same w obcym terenie? Nie powtórzy się to. Nie proszę cię o wyjątek z ufności o moje dobre zamiary, proszę o to z ufności w to, że wyrządze o wiele, wiele mniejsze szkody dla każdego, jeżeli unikniemy walki i pozwolisz mi zrobić swoje i odejść. Ufam, że…
        - Nie mamy zamiarów tolerować demona w naszym mieście - stwierdził surowo kapłan, a jego oczy niebezpiecznie rozbłysły groźną magią. - Radzę ci opuścić te mury zanim posunę się do użycia siły. Pozwalam wam żyć jedynie ze względu na wiernych, którzy mogą ucierpieć z ręki twojej i twego parszywego stworzenia.
        Quarantio przechyliła głowę z niezadowoleniem. Iskierka najeżyła się pióropuszem elektrycznych iskier, ale jej pani podniosła jedynie dłoń, nakazując jej sposób, a następnie uruchomiła odpowiedni mechanizm w swojej zbroi. Kaer Natherini zniknęła pośród tłumu, a jej zwierzątko podążyło za jej energetycznym szlakiem. Minęła dwójkę swoich towarzyszy bez oglądania się na nich; priorytety się zmieniły, a ona nie miała zamiaru ryzykować konfliktu z całym miastem. Nie była jeszcze gotowa na koniec swojego istnienia. Niedługo potem demoniczna dwójka dotarła do bramy miasta, a potem do portalu, aby zniknąć i długo nie powrócić do tych okolic.

Ciąg dalszy: Quarantio

ODPOWIEDZ

Wróć do „Fargoth”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość