Las Driad[Las Driad] W poszukiwaniu odpowiedzi i pewnego czarodzieja

Kraina baśniowych stworzeń, gdzie mgliste polany i rozległe lasy zamieszkują majestatyczne pegazy i jednorożce, a gdzieś w głębokimi lesie spotkać możesz cudownie piękne, leśne Driady. To właśnie w tym lesie położony jest wielki Jadeitowy Pałac Królowej Driad i ich święte miasto ze Źródłem Nadziei i Ołtarzem Nocy.
Awatar użytkownika
Yva
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [Las Driad] W poszukiwaniu odpowiedzi i pewnego czarodzieja

Post autor: Yva » 2 miesiące temu

        Yva wyczuła zgodę, która zawisła w powietrzu po jej ostatnich słowach. Być może nie byli przyjaciółmi. Być może sobie nawet nie ufali. A jednak dogadali się i postanowili ruszyć razem w dalszą drogę. To mówiło o nich samych więcej, niż mogli się spodziewać - że każde z nich tak naprawdę nadal było w głębi duszy dzieckiem, rozpaczliwie potrzebującym akceptacji. Oczywiście żadne nie myślało w ten sposób, a nawet gdyby przez którąś głowę przeszła myśl, że są dla siebie tak ważni, nikt nie powiedziałby tego głośno. Mimo opanowanej reakcji Noi Yva obrała jednak pomarańczę i cicho podeszła do przysypiającego już lekko dhampirka. Spojrzała na niego z góry, ułożonego na obrusie i zawiniętego jak naleśnik w płaszcz elfa. Na jej twarzy, zacienionej przez padające zza pleców, nikłe światło księżyca, zagościł przez chwilę lekki uśmiech. Oderwała cząstkę pomarańczy i wsunęła ją w dłoń Noi. W powietrzu rozszedł się słodki, cytrusowy zapach, przywodzący na myśl szczęście z dziecięcych lat.
- Proszę - powiedziała cicho, podając drugi kawałek Louinowi, który siedział obok towarzysza. Odsunęła się o parę kroków (jednak nie za daleko, mimo wszystko bezpieczniej było spać w grupie) i usiadła na ziemi. Podała cząstkę pomarańczy Petro, który - zaskakująco jak na niego - również nic nie powiedział, jedynie kiwnął poważnie głową. W tej chwili wydał jej się dużo doroślejszy niż dotychczas. Być może ta podróż naprawdę zmieniła ich wszystkich?
        Ostatni kawałek zostawiła dla siebie, a pozostałe dwa zawinęła i schowała do torby. Przez chwilę podziwiała delikatną, pomarańczową błonkę, prześwietloną blaskiem księżyca. Wyraźnie wiedziała rysujące się w środku żyłki, pulsujące lekko magią. Odetchnęła głęboko i rozgryzła ją, czując jak słodki, orzeźwiający sok wypływa na język.
- Dobranoc - rzuciła w powietrze i rozciągnęła się na trawie, kładąc ręce pod głowę.

        Powietrze było ciężkie i tak gęste, że każdy oddech przypominał łyk kisielu. Oświetlone słońcem drzewa rysowały się intensywną zielenią na tyle ciemnych, burzowych chmur. Wioska wypełniona była bezruchem i nawet owady przestały buszować w trawie. Yva biegła przez pole, chcąc zdążyć przed deszczem do domu. Ciężko było ośmioletniej dziewczynce przedzierać się przez zboże, ale z uporem rozgarniała rękami wysokie kłosy. Zbiegała ze wzgórza, na szczycie którego jeszcze przed chwilą podziwiała ocean - potężną taflę błękitu pod rozciągającymi się nad nią, granatowymi kłębami. W dole widziała mamę i tatę, czekających na nią i wołających ją z uśmiechem do siebie…
        Sen, jak sny to mają w zwyczaju, przeskoczył gwałtownie z jednego punktu do drugiego. Yva - tym razem już dorosła, z grzywą rozwianych, czarnych włosów - pędziła w stronę burzowego nieba na grzbiecie ogromnego smoka. Stwór - biały jak śnieg i miękki niczym puch, był długi i giętki, a na tle granatowych chmur przypominał błyskawicę. Dziewczyna dostrzegła pioruny uderzające w morze i z zawadiacką miną skierowała swojego wierzchowca właśnie w tę stronę. Nie towarzyszył im huk grzmotów, a każde wyładowanie rozjaśniało niebo przepięknymi barwami. Wpadła w chmury, które mieniły się teraz fioletem, błękitem i czerwienią, po czym zapikowała i wzbiła się pionowo w górę. Przez chwilę pędzili z zapartym tchem - ona i jej wierny smok. Po paru sekundach znaleźli się ponad burzową zawieruchą, otoczeni przez spokojne, nocne niebo. Tysiące gwiazd błyszczały nad ich głowami, gdy płynęli nad Alaranią, spokojni i wolni niczym wiatr…

Awatar użytkownika
Noa
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Noa » 2 miesiące temu

        Noa nie stawiał się jakoś wybitnie - w zasadzie położony na ziemi i zakutany w pachnący elfem płaszcz, sam zdawał się nasiąkać jego potulnością. Wciśniętą mu w w rękę pomarańczę objął leciutko palcami, a nieodgadnione, kocie spojrzenie rzucane do tej pory spod przymrużonej powieki na Yvę przesunęło się z ciekawością na kawałek owocu.
        Magia.
        Tylko to mogło w tej chwili zmusić dhampirka do uniesienia głowy.
        Nie podziękował za podarunek, ale zajął się nim z całą uwagą, przewracając na brzuch i z rozmysłem obracając cząsteczkę w łapkach.
        - Dziękujemy. - Wyręczył go Lou, kiedy otrzymał swoją część i upominająco dźgnął go w plecy.
        - Yhymp - mruknął rudzielec nawet się nie odwracając.

        Między nimi zapanowało zgodne milczenie. Równymi oddechami uspokajali nawzajem swoje zmysły, a mruczenie demonów zagłuszało odgłosy nocnego życia lasu.

        Noa, początkowo rozciągnięty, gdy zasypiał skulił się lekko na upiornie białym obrusie, a sześciooki kociak zajął miejsce kocyka, z czułością układając się na kruchym ciałku. Drugi zazdrośnie ocierał się pyszczkiem o włosy rudzielca, aż wymyślił, że może obejść go dookoła i zająć zaszczytne miejsce w nogach. Łysym, czarnym ogonem oplótł blade kostki, całym bokiem przylegając do odsłoniętej skóry i wkopując się pod złotą szatę.
        Louin przełknął ślinę. Do tak zapieczętowanego dhamirka nie miał nawet odwagi się zbliżyć - a przydałoby mu się trochę cudzego ciepła. Nie miał już nawet swojego okrycia… Ale nie szkodzi. Może i lepiej jeśli przy ludziach nie będą spać wtuleni w siebie.
        Chcąc się rozgrzać potarł dłońmi ramiona, po czym ułożył w bezpiecznej odległości od demonów i nieco dalej niż chciał od przyjaciela.
Umyślnie nie zjadł swojej cząstki pomarańczy chcąc zachować czujność, a może kiedyś, w razie potrzeby oddać ją Noi. Jego częściej dręczyły koszmary. A nawet jeśli nie to gorzej sobie z nimi radził.
        Westchnął i przymknął oczy. Pogrążony w ciemności, mimo pomruków bestyjek słyszał każdy szept, każde słowo lasu. Trzepot skrzydeł. Cichy brzęk owadów. Kroki stawiane przez patykowate nogi saren; łamane gałązki. I omal nie podskoczył, gdy koci pysk dotknął jego szyi. Nuko zakradła się bezszelestnie, a elfowi przeleciała przez głowę absurdalna myśl, że właśnie tak zginie - potwór otworzy paszczę i… i…! ale nosek demona musnął rumiany policzek; zwierzę przednią część ciała ułożyło na elfich barkach, by resztą giętko opadać na ziemię, a łapami dosięgnąć dhampira, tworząc żywy most między nimi.
        Sparaliżowany elf przez dłuższy czas bał się poruszyć, by nie rozzłościć drapieżcy, ale w końcu rozgrzany, zaufał mu, rozluźnił i powoli zasnął…


        Słodkie sny, tak?

        Siedział na łóżku. Bogatym, choć nie wielkim, miękkim, z satynową pościelą w delikatnym odcieniu. Wokół czuł zapach czystości; luksusu i mydła oraz świeże powietrze… był na zewnątrz. Baldachim rozpłynął się w jednej chwili, by odsłonić jasne niebo. Wokół biegały jakieś dzieciaki - jego rówieśnicy. Nie widział ich wyraźnie, ale słyszał roześmiane głosy. Wiedział, że bawią się piłką i skaczą między kamieniami. On też był w tym dobry. Nawet mógł podnieść taki kamień i rzucić nim daleko, daleko… wszystkim się to podobało. Ale teraz nie miał ochoty do nich dołączyć - choć wiedział, że mógł. I ta świadomość mu wystarczała. Rozłożył się wygodnie i czekał, aż ktoś bardzo ważny do niego przyjdzie. Chyba, żeby mu pogratulować….
        Aż w końcu zapomniał, że czeka - dzieci zniknęły, także drzewa, a nawet pobliski budynek. Siedział na kocu, a młodą, ciepłą łąkę zalewała woda. Intensywnie błękitna, wspaniała - dawał jej moczyć swoje stopy i ręce. Woda… ciekawe skąd się tam wzięła. Nawet nie lubił wody. Ale przyjemnie było mu obok niej; czuć wyjątkowy spokój i… i radość. Nie drażniły go ptaki, a poza ptakami nie widział żadnych zwierząt. Trawa była wolna od robactwa, a jedyny jednorożec w tej krainie pasł się daleko stąd… Spojrzał na intensywne barwy, które go otaczały. Było ich tak niewiele - jasna zieleń, błękity i żółte połacie kwiatów… A gdzie purpura? Wtedy też dostrzegł, że koc, na którym siedzi jest w rzeczywistości szatą tego koloru. Zadowolony owinął się nią i obserwował jak niebieska woda ustępuje odcieniom czerwieni. Skuszony zmieniającym się obrazem, zaczerpnął w dłonie ogrzanej cieczy i skosztował. A była to najsłodsza rozkosz jaka kiedykolwiek została mu darowana - napełniająca spełnieniem i budująca harmonię. Miała smak krwistego morza oraz pomarańczy…


        A tuż obok, pod kocim strażnikiem, jego przyjaciel znów tonął.


♦︎ ♢ ♦︎ ♢ ♦︎


        - AAAAAAAAAAAAA!
        Gwałtowny krzyk i stuknięcie pleców o pień było dzisiaj sygnałem na pobudkę. Noa przyparty do drzewa, ściskał w ręku złoty materiał starając się nim zasłonić, a demoniczne koty skakały dookoła prychając i mentalnie się jeżąc (ostatecznie były nagie). Tuż nad dhampirem z kolei stało potężne zwierzę, lśniące od srebrzystej bieli, kopytami brudzące obrusik. Jednorożec o masie mięśniowej buhaja pochylał wielki łeb nad rudzielcem, rogiem zawadzając o korę, ale uporczywie starając się zbliżyć i obwąchać ofiarę. Louin patrzył na to z boku zupełnie spokojnie, kiedy już oprzytomniał - zaśmiał się i pogłaskał gościa po pęcince.
        - To nie jest zabawne! - wyszeptał w złości Noa, nie wiedząc, w którą stronę zrobić unik. - Zabierz go!
        - Ale on cię lubi!
        - Wątpię! Niby za co!? Nie zbliżaj się! - Starał się odepchnąć koński pysk rękami, ale te w porównaniu z końską głową zdawały się jeszcze bardziej drobne niż zazwyczaj.
        Zwierzę sapnęło, przystanęło z nogi na nogę i uniosło łeb, by po chwili znów zaryć rogiem w pień.
        - Chce mnie nadziać! Mówiłem!
        - Oczywiście, że nie chce! Po prostu daj mu się poznać…
        - To ja go niedługo poznam - od środka! Wszystko według planu! To złe stworzenie jest! Posłaniec sił nieczystych…
        - Nie obrażaj się, on tak zawsze - szepnął elf do konika, a Noa aż prychnął.
        - No już, już, chodź. - Louin wstał i łagodnym gestem poprowadził gościa, by zszedł z obrusu. - To jego widzieliśmy wczoraj - wyjaśnił z uśmiechem Yvie i Petro, mając nadzieję, że będą równie zachwyceni jak on. Albo chociaż zniechęceni nieco mniej niż Noa.

Awatar użytkownika
Yva
Szukający drogi
Posty: 41
Rejestracja: 1 rok temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/perla.png[/img]
Inne Postacie: Vestra, Hashira, Fobos, Mel, Bjornolf, Deidre, Sapphire, Nick, Vera, Barabasz, Mimi, Saskia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Yva » 3 tygodnie temu

        Petro był ważny. Szedł dumnie wyprostowany przez elegancki klub prosto do nakrytego jasnym obrusem stolika. Takie obrusy - śnieżnobiałe, bez najmniejszej plamy - były dla niego wyznacznikiem najwyższej wykwintności. Lokal nie był meliną, do której miał wstęp ktokolwiek. To tu spotykała się śmietanka towarzyska Rubidii. A on był jego stałym bywalcem.
        Chłopak górował nad wszystkimi bardziej niż zazwyczaj - jego szerokie ramiona ciasno opinał idealnie dopasowany smoking. Piękna, rudowłosa kobieta uśmiechnęła się do niego, gdy ją mijał. Odwzajemnił uśmiech, odgarniając z czoła zabłąkany kosmyk. Był jednak zbyt skupiony by rozpraszać się teraz amorami. Na nie zawsze mógł znaleźć czas.
        Usiadł przy stoliku, a w jego dłoni pojawiła się szklaneczka whisky. Była przyjemnie chłodna, a pływający w bursztynowej cieczy lód delikatnie grzechotał o ścianki naczynia. Petro pociągnął łyk, napawając się łagodnym, lekko słodkim smakiem alkoholu. Nie zakrztusił się, jak zwykł to czynić gdy był młody i usiłował pić bimber. Teraz był szanowanym detektywem i nawet picie whisky przychodziło mu z wrodzoną elegancją.
        Przez chwilę przyglądał się pięknej elfce, która śpiewała na scenie niskim, lekko zachrypniętym głosem w przyćmionym blasku lampionów. Miała na sobie ciemnozieloną suknię mieniącą się cekinami. Jej twarz - o lekko skośnych oczach i szczerym uśmiechu - przypominała mu twarz kogoś znajomego. Puściła mu oko i skierowała się w jego stronę. Nim zdążył odpowiedzieć, do stolika dosiadł się jednak inspektor, który potrzebował jego pomocy. Kiwnął poważnie głową i przesunął po blacie akta najnowszej sprawy. Bez niego nie dadzą sobie z tym rady… Petro poluźnił kołnierzyk koszuli i z uwagą przekartkował otrzymane materiały. Piosenkarka patrzyła na niego z podziwem, nucąc cicho piosenkę o miłości i zbliżając się do stolika miękkim, kocim krokiem…

        Wrzask wyrwał go ze snu tak gwałtownie, że chłopak podskoczył i zamachał pięściami. Był pewien, że atakuje go jakiś rzezimieszek, któremu pokrzyżował przestępcze szyki! Jako detektyw miał wielu wrogów, jednak z każdej walki wychodził zwycięsko.
        Kiedy rozejrzał się nieprzytomnie i dostrzegł potarganą Yvę, z niezadowoleniem uświadomił sobie, że to był tylko sen. Przesunął wzrokiem po sylwetce jednorożca i już zamierzał umościć się z powrotem do spania, gdy… Zaraz! Jednorożca?! Otworzył szerzej oczy i wpatrzył się zdumiony w parzystokopytne zwierzę, które mieniło się srebrem i bielą na ich niewielkiej polanie.
- Coooo? - zaskrzypiał wyjątkowo niemęskim głosem, po czym odchrząknął speszony.
- Yva, czy ja nadal śpię? Uszczypnij mnie, co?

        Yva, która obudziła się już chwilę temu, siedziała bez ruchu, bojąc się głośniej odetchnąć i wodziła wzrokiem za jednorożcem. Czy był prawdziwy? A może to kolejna fatamorgana wiedźmy? Od kiedy była mała marzyła, że spotka jednorożca! A teraz stał tuż obok i obwąchiwał Noę, który najwyraźniej miał tego serdecznie dosyć.
- Spotkaliście go już wcześniej? Kiedy? - zapytała cichym głosem, nie chcąc przepłoszyć konia.
- Jest piękny. Myślisz, że mogę go dotknąć? - zapytała Louina, wstając ostrożnie. - Sądziłam, że jednorożce to stworzenia z bajek. Magiczny…
Podziwiała jego długi, lśniący niczym wypolerowana stal róg, zupełnie nie zwracając uwagi na to, jak ostry wydaje się być. Srebrna grzywa przypominała pajęczynę, a ciało aż lśniło od najczystszej bieli.
        ”Jak takie stworzenie ukrywa się przed drapieżnikami?”, przemknęło jej przez myśl. ”Może jest zbyt dobre by cokolwiek mogło je zaatakować?”.
Wyciągnęła dłoń i ostrożnie dotknęła ciepłego boku.
- Prawdziwy - szepnęła do siebie i pogładziła koński grzbiet.
- Oczywiście, że jest prawdziwy - odezwał się głęboki, męski głos za jej plecami. - Bardzo dziękuję, że znaleźliście mojego konika. Potrafi być wyjątkowo nieposłuszny jak na wierzchowca półboga.
Odwróciła się gwałtownie, a jej oczom ukazała się potężnie umięśniona sylwetka z burzą kędzierzawych włosów, otoczona jaskrawym blaskiem wstającego dnia. Zamrugała oślepiona i zmrużyła oczy, próbując dostrzec, kto określił się mianem “półboga”.

Awatar użytkownika
Noa
Szukający drogi
Posty: 29
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Kana, Funtka, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Noa » 3 tygodnie temu

        Rozdrażniony własnym przerażeniem Noa nie potrzebował większej zachęty od Petro, by boleśnie dźgnąć go w ramię. Co prawda to Yva miała go uszczypnąć, ale ile można na nią czekać. A przecież prosił!
        Nie zamierzał też próbować rozumieć dlaczego Lou i Yva tak lubią czworonożnego drapieżcę, który tylko czeka, by zrobić z nich szaszłyki na własnym łbie. Ale był pewien, że temu babsztylowi spodoba się to ohydztwo - chyba miała słabość do tego co paskudne i napakowane (tak, pomyślał też o dorosłym Puto). Cieszył się jedynie, że krzyk chłopaka był niemal tak niewieści jak jego własny - a młodzika nie broniła reputacja doskonałego aktora. Był zwyczajnym tchórzem.
        Nieco podniesiony na duchu poranną dozą krytyki, odetchnął, kiedy Lou w końcu odsunął od niego ten chodzący rożen. Zaczął uspokajać swoje demoniki, głaszcząc je po grzbietach i ostentacyjnie ignorując spojrzenia rzucane mu przez jednoroga. A niech się gapi! Byle trzymał swój pysk z daleka. I… i całą resztę jeszcze dalej.
        W końcu oparł się w geście zmęczonej obojętności o pień, pod którym spali, o mało nie zawadzając przy tym Pato, którego najwidoczniej potrafił już zignorować. Ostatecznie lepił się on do swojej przyjaciółeczki, więc nie miał gustu, a i żadnego majątku, o który warto by było zawalczyć… tak, tego chłopczyka można było już zostawić w spokoju. Ale…
        Sześciookie koty, nadal nieufna wobec jednorożca, okręciły się wokół nóg Yvy i Louina.

        Elf jak zwykle wzdrygnął się przy tym lekko, ale tym razem niemal niezauważalnie - zbyt rozradowany był obecnością kopytnego gościa i entuzjazmem dziewczyny.
        - Wczoraj natknęliśmy się na niego, w zasadzie niedługo przed tym jak was znaleźliśmy - wyjaśnił z uśmiechem, głaszcząc olbrzyma po boku (tam gdzie jeszcze sięgał). - Śmiało - zachęcił ją do pieszczot, a zwierzę otrzepało łeb, sypiąc srebrne paproszki na nogi Noi. No co za!…
        - Hah, mówiłem, że cię lubi! - Wyszczerzył się elf, ale rudzielec spojrzeniem kazał mu się odczepić. Sam jednak z pogardliwym zainteresowaniem przyjrzał się srebrnym drobinkom oblepiającym jego skórę. Widząc jego zaangażowanie, Lou poczuł się usatysfakcjonowany i już miał znowu zagadać Yvę, gdy tubalny głos całkowicie go spłoszył.
        Zamarł w chwilowym bezruchu, gdy tak jak towarzyszka przyglądał się obcemu. Z jego słów najbardziej skupił się na tych mówiących o przynależności jednorożca.
        - No tak, takie bydle nie mogło należeć do kogoś normalnego - wyrwało się Noi, który gładząc swoje nagie nóżki, nawet nie raczył się podnieść. Nie, był wściekłą dziewuchą zagubioną w lesie i zamierzał się tej roli trzymać, bo była niesamowicie wygodna. Swoboda w marudzeniu to to czego potrzebował najbardziej.
        - A… ach, no tak, proszę, oddajemy. - Elf naparł na jednorożca, starając się zatrzeć słowa dhampira w ogólnej niepamięci i zwrócić zwierzę w stronę właściciela. Ale ogier parsknął tylko obojętnie i nachylił się, by poskubać trawy. Niemal trafił przy tym na palce rudzielca.
        - Świetnie! - Ten zerwał się, poirytowany. - Bardzo dobrze, że pan się zjawił. Może zabierze pan łaskawie to coś z naszego obozu? - Wyciągnął rękę, wskazując zwierzę, ale gdy tylko się ruszyło, skulił się i przezornie odsunął. Przesadził też z nazywaniem rozłożonego pod drzewem obrusu ,,obozowiskiem”, ale nie za bardzo obchodziło go co też obcy jegomość sobie pomyśli. Ugh… był jeszcze bardziej obleśny niż jego rumak. Już mniejsza, że jak ostatni dekiel nazywał się ,,półbogiem” (tego nie zrobiłby nawet Puto, choćby wyrósł na bogatego łamacza serc w smokingu), ale jego…. wszystko było bardzo nieapetyczne. Tak, nie szpetne - po porostu nie w guście dhampira. I każdego, kto po męskim przedstawicielu rozumnej rasy oczekiwał choć odrobiny subtelności. Nie, ten kloc był przy takim kwiatku jak Noa kupą porosłych kamieni, rzuconych na stertę gdzieś za stodołą i zostawioną słońcu na spalenie.
        Tak, ten jednorożec był z pary ładniejszy. I kto wie czy nie bardziej inteligentny.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Las Driad”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość