Rapsodia[Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...

Mówi się o niej Miasto Elfów. Owe osiedle nie zostało jednak założone przez elfy, a przez ludzi, pierwszym jego królem był człowiek, niestety jego dość niefortunne rządy doprowadziły do konfliktu pomiędzy władzą a ludem, wtedy to władzę obijał pierwszy elfi król, od tego czasu co raz więcej efów zaczęło przybywać do miasta, mimo, że oddalone o wiele dni drogi od głównych elfich osiedli ściągało do niego mnóstwo elfich braci, a zwłaszcza tkaczy zaklęć. Miasto położone nad legendarnymi wodospadami, w pięknej i... magicznej okolicy nie mogło zostać nie zauważone przez magów, czarodziejów i elfich tkaczy zaklęć...
Awatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Sargeras, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [Rapsodia i okolice] Odnajdę cię...

Post autor: Elion » 8 miesiące temu

- Uh?

        Dante wydawał się mocno zaskoczony tym, że Azra zadał mu pytanie. Trochę to wyglądało tak, jakby tak mocno skupił się na przypominaniu sobie drogi powrotnej do wnętrza miasta, że całkiem zatracił się w myślach, w wyniku czego nagły bodziec pod postacią głosu szlachcica niemalże wystraszył go. Rzeczywistość jednak była całkiem, całkiem inna. Przez cały czas, odkąd ruszyli z miejsca całą grupą w kierunku wyjścia, piekielna trójka milczała, a to dlatego, że zamiast marnować czas na słowa, wymieniali się pomysłami, planami i knowaniami poprzez czytanie nawzajem swoich myśli. Tak bardzo wciągnęli się w dyskusje, że szli niczym przez sen. Łatwe to było do zauważenia przez Nefertiti, która, choć była trzymana za rękę przez Elion, to jednak za każdym razem, gdy patrzyła siostrze w oczy, widziała zamyślenie tak głębokie, że przypominało głęboką hipnozę.

        Zira, nie będąc u boku żadnej z istot piekielnych i celowo ustawiona w jak najgorszej pozycji do obserwacji, miała utrudnione zadanie z wyłapaniem tego. A przynajmniej taką mieli nadzieje wszyscy piekielni - nie znali bowiem pełni jej możliwości, dlatego też mieli nadzieje, że rozplącze jej się język podczas wspólnego picia przy stole. Co do Azry zaś, wyglądał na bystrego, ale zagrożenia w nim nie było, a przynajmniej nie dał on jeszcze powodów, by zostać uznanym za zagrożenie.

        W każdym razie, gdy tylko Dante został, możnaby powiedzieć, wyrwanym z rozmowy dziejącej się w myślach jego i pokus, Anabelle i Elion także ocknęły się z tego stanu. Zrozumieli wszyscy bowiem, że zbyt oderwali się od rzeczywistości tą rozmową, a to mogło ich kosztować bardzo dużo, może i nawet życie. Dlatego też Elion w końcu spojrzała na swoją siostrzyczkę, dając jej najcieplejszy szczery uśmiech, jaki mogła z siebie wykrzesać, zaś druga pokusa ziewnęła, jakby widok tych korytarzy nudził ją coraz bardziej z chwili na chwilę. Dante tymczasem, po chwili dezorientacji, potrząsnął swoją głową, jakby strząsając zamyślenie ze swego umysłu.

- Wybacz, zbyt skupiłem się na korytarzach. Znam drogę, ale zastanawiałem się, czy nie istnieje może szybsza, która nas zaprowadzi bliżej budynku, którego szukamy. Co do twojego pytania… - Wyraz zamyślenia pojawił się na jego twarzy, po części udawany, po części prawdziwy, musiał bowiem na szybko wyjaśnić sprawę tak, by wyglądało to realistycznie. - Można powiedzieć, że jesteśmy najemnikami, ale nie wiem, czy jest to wystarczająco precyzyjne słowo, by opisać to, co robimy. Zajmujemy się różnymi rzeczami, zależnie od tego, co się natrafi. Nie jesteśmy w tym może dobrzy, ale żyjemy i to nie na ulicy, a to już coś, bo zanim się spotkaliśmy, każde z nas było na samym dnie.

        Spojrzał na Azre po tym, gdy tylko przerwał na chwilę wytłumaczenie, w które wplótł zarys prawdy. W jego oczach można było zobaczyć coś na kształt niepewności, które po chwili odeszło, gdyż zostało ono zakryte przez grubą warstwę łgarstwa oraz udawany uśmiech.

- W kwestii tego, do kogo celowałeś… Nie rzezimieszki, ani też nie kupcy. Po prostu troje ludzi, którzy próbują wspólnymi siłami przeżyć kolejny dzień. Nawet jeśli oznacza to picie ramię w ramię z kimś, kto chciał ich załatwić czymś tak rzadko spotykanym jak broń palna! - Zaśmiał się, próbując rozluźnić atmosferę. Co jak co, ale chciał zawrzeć z Azrą więź przyjaźni, nawet jeśli tylko po to, by go później wykorzystać.

        Gdy byli na zewnątrz, każdy z piekielnej trójki odreagował na swój sposób pobyt na zewnątrz. Dante niemal natychmiast zaczął myśleć o tym, co się stanie, jeśli natkną się na strażników, nie przejmując się wcześniejszymi wydarzeniami. Anabelle otrzepała swój płaszcz, jakby spodziewała się, iż ten całkiem zakurzył się podczas pobytu w labiryncie korytarzy. Elion tymczasem zrobiła to, co poczuła, iż musi zrobić - podniosła lekko płaszcz po swej lewej stronie, po czym przyciągnęła do siebie swoją mysią siostrzyczkę, tak, że ta mogła wtulić się w nią przez piękną, czarną suknię, którą starsza siostra skrywała pod swym płaszczem. Poprawiła płaszcz, tak, by nie przeszkadzał myszołaczce, ale by zarazem okrywał ją częściowo zarówno przed światłem słońca, które wciąż tańcowało na niebie, jak i również przed wzrokiem okolicznych ludzi - skoro była znaną złodziejką, musiała uważać, by nikt jej nie rozpoznał. Poza tym, w ten sposób mogła cały czas obejmować młodocianą swoją lewą ręką.

- Rozumiem, że nasz sposób ubioru jest dosyć nietypowy, ale z płaszczami się nie rozstajemy, kiedy jesteśmy poza domem… - odpowiedział Azrze, próbując uniknąć sytuacji, gdzie odkryty zostanie sposób, w jaki Anabelle lubi się przyodziewać. - Można powiedzieć, że są one dla nas symbolem tego, że jesteśmy razem i pracujemy razem. Tak więc, na dobre i na złe, nosimy je i przestać nie zamierzamy.

- Poza tym, słyszałeś chyba, co nasza pana Zira powiedziała - wtrąciła się Anabelle. Co jak co, ale czasami starsza pokusa miała wrażenie, że Łowca Dusz nie wie, gdzie leży granica między dobrym kłamstwem, a słowotokiem. - Niech gapią się na nas, ile tylko chcą, skoro nie będziemy mieli żadnych problemów z tym związanych. Poza tym, nie wiem jak wy, ale ja uznaje każde spojrzenie skierowane w moją stronę za pochwałę mojej urody… Nawet jeśli ta jest skryta! - poprawiła się, coby fakt obecności płaszcza nie burzył logiki jej zdań.

        Elion zachichotała, słysząc swoją piekielną towarzyszkę. Anabelle oczywiście prychnęła z oburzenia w odpowiedzi, ale na tym drobne złośliwości między dwiema kobietami się skończyły. Ale nie dlatego, że tego chciała Elion - ona z chęcią droczyłaby się ze swą bliską przyjaciółką przez całą resztę drogi, ale w paradę weszły jej dwie myszy, które, jak na zwinne gryzonie przystało, bez problemu wdrapały się na Elion, jakby chcąc się z nią zapoznać.

- Spokojnie, wiem, że to twoi najlepsi przyjaciele, dlatego też kocham ich tak mocno, jak ciebie.

        Stwierdziła, gdy tylko Nefertiti zabrała myszki z powrotem, osadzając je na swoim ramieniu. Elion aż postanowiła, w ramach pokazania swoich dobrych intencji wobec zwierzątek, wyciągnąć wolną, prawą dłoń ku ich główkom, które pogłaskała tak delikatnie, jak tylko mogła. W międzyczasie cały czas trzymała Nefertiti blisko siebie z pomocą lewej ręki, jakby martwiła się, że w przeciwnym wypadku mogłoby dojść do czegoś tragicznego.

- A, tak poza tym… - Zniżyła głowę w jej stronę, po czym zaczęła jej szeptać, niemal na uszko. - Wybacz, że byłam taka straszna. Po prostu bycie… mną… zobowiązuje do tego i owego. Ale spokojnie, dla ciebie zawsze będę tą samą Elizabeth, choćbym nie wiadomo co zrobiła, dobrze? - Skończyła szeptać i wyprostowała się, po czym, ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, po raz kolejny zburzyła jej czuprynę kilkoma szybkimi ruchami ręki. - Nie martw się o to, jak tylko będzie okazja, kupię ci najwspanialszy grzebień, jaki tylko znajdziemy w mieście, dobrze? Akurat dziś wzięłam nieco waluty na drobne zachcianki, ale specjalnie dla ciebie będziemy mogli je wydać na twoje - stwierdziła z uśmiechem, nieświadoma, że jej złodziejska siostra już dawno podwędziła jej dopiero co wspomniane pieniądze.

        Nim ktokolwiek zaczął narzekać na to, że idą już dosyć długo, zdołali dotrzeć do domu handlarza imieniem Fredy, który - jak się okazało - znał panią detektyw, która to najwyraźniej była, jeśli nie dobrą przyjaciółką, to kimś z kim człowiek przy kości znał się na dobrych warunkach. Przywitanie było ciepłe, zgoda na skorzystanie z jego zapasów zaś niezaprzeczalna. Handlarz niemal natychmiast po przywitaniu z Zirą zauważył, że jeden z gości prowadził konia, dlatego też wesołym głosem rzucił szybko w stronę Azry.

- To pana koń, tak? Proszę go po drugiej stronie uwiązać, o tam. - Wskazał dłonią na przeciwległy budynek, który wyglądał na coś na kształt karczmy. Było tam faktycznie miejsce, gdzie można było pozostawić konia. Były tam paliki, część już zajęta, przy których znajdowało się koryto z wodą, a nawet ktoś rzucił obok nieco słomy, co by zwierzęta miały co skubać. - Kilku moich znajomych często tak robi, gdy przyjeżdża z innego miasta, więc myślę, że i pan będzie mógł tak zrobić. I proszę się nie martwić o rumaka, ten przybytek to ulubiona knajpa dużej części straży miejskiej, prędzej wojna wybuchnie, niż ktoś odważy się cokolwiek ukraść w takim miejscu.

        I tak by było, gdyby nie to, że handlarz zrozumiał, skąd zna te specyficzne płaszcze, gdy tylko wszyscy byli już w środku jego domu. Kiedy przyszli do niego w sprawie “interesów” bodajże dwa lata temu, było ich tylko dwóch - Dante i Anabelle, a i ich wygląd był zupełnie inny. Przez chwilę widać było, że ma ochotę odwołać to wszystko i wygonić ich precz, ale ten zamiar zepsuł Dante, który nie tyle, co uspokoił handlarza, co raczej zastraszył go do pewnego stopnia.

- Spokojnie, spokojnie. Chcemy tylko zjeść i napić się, masz moje słowo. - Handlarz z niechęcią, ale odetchnął. - Poza tym, nie pozwólmy, by dawne sprawy nam dziś przeszkadzały, dobrze? - Łowca Dusz spojrzał na grubego człowieka, a ten nie musiał pytać by rozumieć, co się właśnie dzieje. Piekielny czytał w jego myślach, a to oznacza, że oczekiwał, aby handlarz wyjaśnił sprawę tak, by nie było żadnych wątpliwości co do fałszywej tożsamości jego i jego towarzyszek.

- No dobrze, no dobrze. Ale muszę przyznać... to, że zgubiliście połowę mojego towaru podczas transportu, śni mi się po nocach!

        Odpowiedział, nieco nerwowo, ale starał się grać, najlepiej jak umiał. A co jak co, ale to umiał dobrze - miał dwa lata doświadczenia po tym, gdy zawarł pakt z siłami nieczystymi, i chociaż tego żałował, to jednak korzyści z tego płynące były niezaprzeczalne, dlatego też dzielnie uczył się sztuki oszukiwania, co by jego mroczny sekret nie wyszedł na jaw.

- Mam wrażenie, że kiedy będzie wolna chwila, to chciałabym usłyszeć tę historię. Ale nie teraz rzecz jasna, nie ma co rozkopywać przeszłości, kiedy można, zamiast tego, najeść się i wypić w imię nowo poznanych znajomych - stwierdziła Elion, która najpierw patrzyła na Dantego, ale później przeszła wzrokiem na handlarza, który w tym momencie zyskał pewność, iż trzecia, nieznana mu jeszcze kobieta, także reprezentuje Piekielne Czeluści.

        Wiedząc, że nie wszyscy byli wcześniej w jego przybytku, handlarz przeszedł kilkanaście kroków przez parter swego domu, po czym gestem ręki wskazał uchylone drzwi, za którymi znajdowało się pomieszczenie, do którego skierowali się wszyscy po kolei.

        W środku było przytulnie - pomieszczenie nie było spore, przypominało raczej coś, co kiedyś mogło służyć za sypialnie jedno bądź dwuosobową. Obecnie jednak większość pomieszczenia zajmował ogromny stół, który kiedyś był okrągły i w całości, a który obecnie został przecięty na pół, a każdą z części dostała dodatkowe nogi, co by mogły być stabilne, nawet kiedy nie opierają się o siebie. W ten sposób mieli niejako dwa stoły, każdy w kształcie półkola, między którymi była wąska szczelina, w której nie było żadnych krzeseł. Zamiast tego krzesła były porozstawiane dookoła, ciągnąć się wzdłuż kiedyś jednolitej krzywizny.

        Światło dostarczały dwie rzeczy - pierwszą było drobne okienko, umiejscowione wysoko na ścianie przeciwległej do drzwi, resztę światła dostarczały świece, które musiały palić się od jakiegoś czasu - były już w połowie stopione, a wosk wyraźnie spływał po zdobionych, srebrnych stojakach. Pewnie tuż przed nimi ktoś inny skorzystał z gościnności handlarza.

        Wpierw usiedli piekielni. Elion wybrała pierwsze lepsze krzesło, a że ciąglę obejmowała lewą reką swoją siostrzyczkę, to też ta została niejako zmuszona, by usiąść po lewej stronie młodszej pokusy. Anabelle z uśmiechem na ustach, usiadła też tuż przy Elion, tyle że po prawej. Dante, mając do wyboru Anabelle, a Nefertiti, zdecydował, że mniejszym złem będzie myszołaczka, to bowiem obok niej dał odpocząć swoim nogom. Cztery miejsca były zajęte, z czego wszystkie cztery znajdowały się przy jednej połówce stołu. Było jeszcze jedno wolne miejsce po tej stronie, jak i również pięć pozostałych krzeseł przy drugim półkole.

- Nie będę się wciskał do środka, bo jeszcze utknę w drzwiach, co już raz się zdarzyło! - Usłyszeli zza wciąż uchylonych drzwi pomieszczenia, kiedy już wszyscy wygodnie się usadowili. Po części mówił prawdę, po części nie miał ochoty przebywać z piekielnymi dłużej, niż to konieczne. - Powiedzcie głośno, co każdy z was chce, a moje córki zejdą z piętra i wam to raz-dwa przyszykują i przyniosą!

- Świeże piwo, duży kufel - odezwał się donośnie w stronie drzwi Dante, który najwyraźniej już zawczasu rozważał, co chce spożyć.

- Wino, im słodsze, tym lepsze! Koniecznie w ładnym kieliszku! - Można było przysiądz, że Anabelle próbowała naśladować tutejszą arystokrację sposobem mówienia, kiedy tylko otworzyła usta i wymówiła swe pragnienie.

- Butelkę najsłabszego słodkiego wina, jakie zdołasz znaleźć, a do tego dwa małe kieliszki. - Elion, po wymówieniu tych słów, odwróciła głowę w stronę swej mysiej siostry, na którą spojrzała z zadziornym uśmiechem. - Sama tego chciałaś, panno “Mogę pić to, co wy”. Jeśli będziesz w stanie utrzymać się na nogach po łyku czy dwóch, to może uwierzę, że dorosłaś. Przynajmniej w kwestii dojrzewania umysłowego. W to, że ciałem dorosłaś, nie mam jak zaprzeczyć. - Zaśmiała się pod nosem, przypominając sobie to, jak wyglądała Nefertiti, zanim zostały rozdzielone. Była wtedy taka młoda i niewinna, a teraz to niemal zazdrościła swojej siostrzyczce urody. - Ale jak jesteś głodna, to mów śmiało, nie ma sensu przecież głodować, gdy smakołyki są tuż obok i tylko czekają, by je zawołać.

- Panno Ziro, Panie Azro? - odezwała się nagle Anabelle, która najwyraźniej nie mogła pohamować ciekawości, skakała bowiem wzrokiem to na człowieka, to na zmiennokształtną. - A wy czego sobie zażyczycie?

- Ja mam lepsze pytanie - stwierdził Dante, wcinając się pokusie, nim ta odezwała się po raz kolejny. - Kim wy jesteście? My, w pewnym stopniu, wyjawiliśmy wam, co robimy i czym się zajmujemy na co dzień, wy nieszczególnie. Nie sądzicie, że przydałoby się odwdzięczyć tym samym?

- O, aż sobie przypomniałam. - Spojrzała na Zirę wzrokiem, który graniczył między ciekawością a czymś, co można by było określić “knowaniem”. - Nazwał cię, jak to było, tancereczką z głową na karku, tak? Bez urazy, ale to przedziwne połączenie. Może podzielisz się z nami tym, czym zasłużyłaś na takie przezwisko? Nie wspominając o tym, że połowa ludzi, którą mijaliśmy po drodze, słała pozdrowienia i uśmiechy w swoją stronę… Aż tak dobrze tańczysz? - Jej uśmiech zdawał się jednoznacznie sugerować, że Anabelle złośliwie szukała w odniesieniach do tańca czegoś o wiele mniej poprawnego.

Awatar użytkownika
Nefertiti
Szukający drogi
Posty: 26
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Nefertiti » 8 miesiące temu

Nefertiti uśmiechnęła się do Azry i pogłaskała wspaniałego wierzchowca, gdy mężczyzna zasugerował, że później będzie mogła go dosiąść, aż oczy jej się zaświeciły. Była ciekawa czy jazda konna jest trudna, nigdy nie miała okazji się przekonać i nauczyć.

- Ładne imię – jeszcze troszkę pogładziła ogiera. – Bardzo bym chciała – starała się odpowiedzieć grzecznie i ze spokojem, ale miała na twarzy tyle entuzjazmu, że jej opanowany na siłę głos w tym połączeniu sprawiał, że wyglądała komicznie.

Po chwili wszyscy zaczęli omawiać, gdzie najlepiej pójść i coś zjeść. Po dłuższym rzucaniu wymagania z każdej strony w końcu udało się wyłonić idealne miejsce, a mężczyzna nawet zaoferował, że za wszystko zapłaci. Myszołaczka patrzyła teraz na niego jak na anioła. Był taki miły. Zestresowało ją jednak pytanie o to, kim są, choć było bardziej skierowane do Dantego i tej jego koleżanki, Nef odetchnęła. Inaczej musiałaby powiedzieć, że jest złodziejką albo nikim, a w obu przypadkach nie brzmiało to najlepiej. Spojrzała na siostrę, ale ta popadła w jakąś zadumę. Westchnęła więc w myślach i szła w ciszy, wciąż ślepo wierząc w to, że może jednak uniknie konsekwencji prawnych za swoje kradzieże. Trochę jej mina zrzedła, była coraz bardziej zmartwiona, piekielni, detektyw… jedynie ten człowiek trochę podniósł ją na duchu, wprawdzie odnalazła siostrę, ale ta była teraz diablicą. Robiła złe rzeczy, a przecież ostatnio jak się widziały, to była niczym anioł… Gdy tylko Elion została wyrwana z zamyślenia, obdarowała Nef uśmiechem, ta odpowiedziała jej tym samym, ale po jej oczach łatwo było się domyślić, że nadal ma mętlik w głowie.
Gdy wyszli z labiryntu, w przeciwieństwie do większości zmiennokształtna już zaczynała za nim tęsknić. Starsze towarzystwo mówiło o niezwracaniu na siebie uwagi, a teraz byli niczym jakiś cyrk na kółkach. Dziewczyna nie czuła się najlepiej. Już zaczynała się gubić w tym, kogo okradła i kto widział wtedy jej twarz, a kto nie. Zirę bardzo wiele osób pozdrawiało, myszka pochyliła głowę i schowała uszy pod włosami, licząc, iż w tle ona sama im umknie i ten jej nietypowy kolor czupryny też się zgubi gdzieś w tle. Wtem Eliza pozwoliła się jej częściowo okryć swoim płaszczem. Zmiennokształtna od razu odczuła ulgę i poczucie bezpieczeństwa. Przy swojej starszej siostrze zawsze się tak czuła przed ich rozdzieleniem, teraz wrócił do niej ten skrawek przeszłości, a na twarzy zagościł uśmiech, tym razem znacznie szczerszy niż poprzedni. Na dodatek piekielna nie zezłościła się na parę łobuzerskich myszek. Dodatkowo pogłaskała je, ale zarówno Bielinka, jak i Rudy złapali jej palce i zaczęli wąchać oraz szukać, czy nie ma na nich resztek jedzenia.

- Żarłoki z was – zachichotała Nef, widząc ich zachowanie. – Czyli pokusy muszą być straszne? – również szeptem spytała siostry. – Mhm… A właściwie czemu przedstawiłaś się jako Elion? – Wcześniej Nefertiti nie zwróciła na to większej uwagi, ale teraz przykuło to jej uwagę.

Nagle fryzura myszki stała się istnym chaosem, w sumie brakowało jej tego droczenia się z siostrą, ale gdy ta wspomniała, że kupi jej grzebień, Nef lekko zbladła. Za co niby? Przecież ją okradła? Jak mogła oskubać z pieniędzy własną siostrę? Niestety nie była w stanie się przyznać i oddać jej mieszek.

- Dzięki… - uśmiechnęła się słabo z lekkim stresem, strasznie jej było głupio.

W każdym razie byli już przy karczmie prowadzonej przez kolejnego znajomego pani detektyw.

- Straż miejska…? – Nefertiti wprost nie mogła uwierzyć w swoje „szczęście”. Wtuliła się w siostrę okropnie zaniepokojona, chowając twarz w jej ramieniu i wciskając się w płaszcz, jakby chciała nagle zniknąć.

Pochłonięta własnymi problemami, nie zwróciła uwagi na znajomość piekielnych z gospodarzem, po prostu chciała wejść do środka i usiąść gdzieś w kącie, by nikt nie musiał się na nią zbytnio gapić. W końcu się tak stało, była obok Elizy i w sumie to rozmyślała, czy nie dałoby się gdzieś zwędzić jakiegoś barwnika, co by jej włosy nie raziły aż tak swoim fioletem. Jednakże po chwili obok niej usiadł Dante. Zaprzestała wtedy swych rozważań i dyskretnie przysunęła się jeszcze bliżej Elion.

- Najsłabszego? – Nef rzuciła siostrę oburzone spojrzenie. - Oczywiście, że dorosłam – dodała z wyrzutem. – Chcę coś mocniejszego, nie traktuj mnie jak bachora. – Wcale nie była aż tak urażona, ale nie chciała wyjść na słabą w tym całym towarzystwie. – Hmm, zjadłabym coś ciepłego… Co byś mi poleciła? – Spojrzała pytająco na pokusę. Zwykle jadła jedzenie na zimno lub owoce albo warzywa, łatwiej było to ukraść.

Nim ta zdołała odpowiedzieć, Anabelle już zaczęła przeprowadzać wywiad z Zirą i Azrą. Nef w końcu się zainteresowała, w sumie dobre pytanie, jeśli chodzi o tego mężczyznę, choć był miły i nie był on powodem do zmartwień. Ciekawsze było, co odpowie pani detektyw, skłamie, ominie prawdę? A może się przyzna? Ale czy to wtedy nie pociągnie ze sobą nieprzyjemnych konsekwencji? Myszołaczka zadrżała z niepokojem; albo to w brzuchu jej burczało, nie była pewna.

Awatar użytkownika
Azra
Błądzący na granicy światów
Posty: 11
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Aki, Lav, Arios, Barbarossa, Azra, Hanti, Arno
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Azra » 7 miesiące temu

Im głębiej zapuszczali się w miasto, w tym większy tłum się pakowali, ale nic nie zapowiadało, by mieli tu utknąć. Ludzie, jak gdyby instynktownie, sami usuwali się z drogi, tworząc dla nietypowej zgrai szeroki korytarz, zamykany zaraz za ich plecami, przez co mogli oni swobodnie przejść bez obaw, że kogoś potrącą. Nie uszło uwadze Azry, że dzieje się tak tylko dlatego, że prowadziła ich trójka dość tajemniczych person w czarnych płaszczach. Mężczyźni i kobiety zdawały się malec w porównaniu z sylwetką Dantego, choć ci pierwsi dość szybko zmieniali obiekt zainteresowania, szczerząc swoje lica do Anabell. Nawet Hamnisz w zakątkach swojego umysłu nie pozostał w tej sprawie obojętny. Rzeczywiście, dziewczyna była ładna, to przyznał od razu, niczego jej nie brakowało, a idąc zaraz za nią odnosił wrażenie, iż kroczy ona w sposób mający spodobać się wszystkim. W tym także i jemu. Domniemania, jak mogła się prezentować pod płaszczem, zostały jednak w sferze domysłów, których rozwinięcie nie powinno się odbywać o pustym żołądku i suchym gardle. Azra miał tylko nadzieję, że nikt z towarzystwa nie potrafi odczytać jego myśli, choć po prawdzie sama mina i rozmyte spojrzenie w zupełności wystarczyło. Szybko jednak doprowadził się on do porządku, kiedy rozbrzmiały mu pod czaszką słowa przewodnika - Dantego.

- Od razu załatwić... - skwitował Azra, zerkając z ukosa na zatknięty za pas pistolet. Dopiero później powrócił do przerwanej myśli. - Po prostu zanim na was wpadłem, miałem styczność z pewną niezbyt sympatyczną grupą. Tamten koniokrad z jaskini nie był jedynym. Była ich cała hanza, która z całą pewnością niejednemu zepsuła udany dzień. Zresztą człowiek w obliczu nieznanego ma tendencję do reagowania w różny sposób. Ja wolałem zadbać o środki ostrożności już na początku. I choć w tamtej chwili nie wiedziałem, czy pistolet w ogóle wypali, miło słyszeć, że nie chowasz urazy.
Oczywiście nie uszło uwadze Hamnisza, iż Dante zainteresował się jego bronią. Gdy byli jeszcze w labiryncie dostrzegł jego spojrzenie na ów przedmiot. Ciekawość połączona z chęcią posiadania. Rzeczywiście podobnych urządzeń było na świecie niewiele - krasnoludy zabierały ze sobą tajemnice jej tworzenia do grobu, same przy tym nie produkowały jej w dużych ilościach. Głównie ze względu na zniszczenia, jakie powodowała, jak i same koszty obróbki i ilości potrzebnej do tego magii. Mimo to poszczególne egzemplarze trafiały na czarny rynek, a stamtąd w ręce co bogatszych nikczemników. Ojciec Azry, co sam często przyznawał za życia, za młodu świętym nie był, choć starał się jak mógł, a pistolet, który dziś dzierży jego syn, otrzymał w prezencie od norda, któremu ocalił życie. Niestety z braku zastosowań na farmie wisiał na ścianie i latami zbierał kurz. Do czasu, aż najmłodszy syn sam się nim nie zainteresował. Pewnie Dante rozmyślał teraz o tym samym, o czym Azra przed laty, co mógłby uczynić, mając w rękach podobny przedmiot. No cóż, jak się okazało, niezbyt wiele.

- Nieodłączny symbol profesji - tymi słowami Hamnisz podsumował tę część, odnoszącą się do czarnych płaszczy. - Nie najgorsze wyjaśnienie i tyle zarazem mi wystarczy. Wybacz, ale jestem ciekawy z natury, a podobny ubiór w słoneczny dzień nie jest czymś, co przejdzie bez zainteresowania. Choć pani po lewej w czerni jest do twarzy - zwrócił się do Anabelle, uśmiechając się pod wąsem na tyle przyjaźnie, na ile pozwalały mu ostre rysy. Ktoś, kto by spotkał Azrę samego w ciemnym zaułku, odniósłby wrażenie, że to nie pierwszy z brzegu chłystek i że na jego koncie widnieje kilka co ciekawszych bójek. W stosunku do, bądź co bądź, nieznajomej kobiety postanowił być szarmancki i uprzejmy, jak do większości przedstawicielek płci pięknej, z którymi miał do czynienia.

Na dłuższą rozmowę nie było jednak co liczyć, ponieważ zaraz cała grupa została ciepło przywitana przez grubszego karczmarza z pyzatą, uśmiechniętą od ucha do ucha twarzą. Jego przybytek nie różnił się zbytnio od tych, w których Azra dotychczas jadał, stąd z miejsca już wiedział, co tu serwują i czym będzie pachnieć po wejściu do alkowy. Na propozycję pozostawienia Bohuna pod dachem wraz z innymi końmi przystał bez wahania i odprowadzając przyjaciela, nakazał mu czekać w osobnym, pustym boksie, zaraz obok bel siana. Wiedział, że kompan nigdzie nie odejdzie, toteż zbędne było zamykanie go na rygle, czy też uwiązywanie do pali.
- Niedługo wrócę - szepnął, zostawiając mu jabłko. - Bądź grzeczny.

Do stołu Azra zasiadł ostatni, wybierając miejsce po drugiej stronie, naprzeciwko Anabelle i Dantego. Z początku nie wiedział, co zrobić z bronią, zwykle gospodarze nie byli przychylni, by goście z nią paradowali, ale temu najwyraźniej to nie przeszkadzało. Stąd gdy tylko szabla znalazła się przy nodze krzesła, a pistolet głębiej wciśnięty za pas, mężczyzna spojrzał przyjaźnie na towarzystwo i uśmiechnął się szczerze.
- Niech będą trzy kufle piwa - odpowiedział, nie pozostawiając domysłów, dla kogo były one przeznaczone, skoro Dante zamówił tylko jeden. - Najlepiej zimne i do tego coś tłustego z wołowiny.

Następnie rozmowa przeszła na nieco inne tory, przybierając formę małego przesłuchania. Azra, który nie miał nic do ukrycia, opadł na oparcie krzesła i splótł ręce na piersi.
- W przeciwieństwie do was, ja nie mam stałego zajęcia. Jestem, jak to się mówi, turystą. Pochodzę spod Demary, mam tam posiadłość, kilka łanów pola, bogatą stajnię i tym podobne. Niestety pewne okoliczności zmusiły mnie do opuszczenia domu, tak że teraz jestem tylko podróżującym szlachcicem.

Awatar użytkownika
Zira
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Esmeralda , Sechmet , Luna, Antar , Rozalie , Aurea , Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Sakura, Imelda, Shirkhana, Xenja, Yrin, Zira
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Zira » 6 miesiące temu

Zira nie śmiała narzekać ani wyprzedzać reszty grupy, to mogłoby być normalne najwyżej dla takiego małolata jak Nefertiti. Mimo wszystko jednak starała się mieć wszystko na uwadze. Nie umknęło jej zamyślenie całej trójki, ale akurat do tego nie przywiązała większej wagi.

- Najemnicy – prychnęła w myślach wilkołaczka, utwierdzając się w przekonaniu, że jak na piekielnych, to straszni z nich słabeusze. W końcu prawdziwy diabeł czy diablica nie dałaby sobie tak grozić i zrobił lub zrobiłaby coś bardziej diabolicznego niż próby załagodzenia sytuacji.

Przez chwilę też uważnie słuchała, co mówił Azra o grupie koniokradów. Trzeba będzie to sprawdzić, przecież nie pozwoli, by takie rzezimieszki kręciły się na jej terenie.
Gdy wyszli na zewnątrz, Dante jeszcze zapragnął wytłumaczyć się z ich płaszczy, które miały służyć jakoby za ich znak rozpoznawczy, całkiem ciekawe i pewnie po części prawdziwe. Niech im już będzie, zmiennokształtna postanowiła nie ciągnąć ich dalej za języki w tej kwestii.
Znacznie ciekawsza była relacja małej złodziejki z piekielną. Fioletowowłosa miała szczęście, ciemnoskóra poczuła ukłucie w sercu, wciąż rozwiązuje tyle spraw, a własnej nie może, jakby jej siostra zapadła się gdzieś pod ziemię. Zacisnęła lekko dłoń, na której miała znamię, przynajmniej nie mogła dzięki temu zapomnieć.
Nie mogła się niestety zamyślać, nie w tej robocie. Wróciła więc do bieżących wydarzeń, czyli do karczmy i jej właściciela. Ziriel spojrzała to na łowcę dusz, to na karczmarza, nie podobał jej się wzrok jej znajomego. Bał się, czyli może ta gromadka nie była taka beznadziejna? Choć Fredy też do najodważniejszych nie należał. Uniosła lekko brew i rzuciła handlarzowi nieufne spojrzenie na słabą wymówkę. Ten tylko lekko się speszył i zaczął kierować wzrok wszędzie, byle nie na wilkołaczkę. Brunetka westchnęła w duchu, niech mu będzie.
Weszli więc do środka bez większych rozważań czy dociekań. Do sporego stołu najpierw zasiadła cuchnącą siarką trójka oraz fioletowowłosa złodziejka. Zira postanowiła zaczekać i zająć ostatnie wolne miejsce, gdyby usiadła szybciej, wiele szczegółów mogłoby jej umknąć. Jednakże tak jakoś wyszło, że Azra ją przepuścił, a wilkołaczka nie zamierzała się o to kłócić, plan i tak został prawie zrealizowany, była przedostatnia, to też coś.
Po chwili też zaczęły padać zamówienia. Wilkołaczka pomyślała nad winem, ale musiała myśleć trzeźwo i być czujną. Aczkolwiek nie chciała aż tak odstawać od reszty, postanowiła więc nieco wesprzeć Nefertiti.

- Dla mnie też to słabe wino, byle słodkie – powiedziała, puszczając oczko do myszołaczki, niestety jej plany nieco pokrzyżował mężczyzna siedzący tuż obok niej, aczkolwiek coś z wołowiny brzmiało przepysznie, zmiennokształtna miała ochotę się oblizać.

Wtem Dante zadał pytanie trudne, bo zmiennokształtna mogła odpowiedzieć naprawdę różnorako, a miała dosłownie kilka sekund na podjęcie najdogodniejszej wersji. Na szczęście w tym czasie wypowiedział się szlachcic, co dało jej jeszcze chwilkę. Nim jednak sama zdążyła się odezwać, Anabelle musiała rzucić w jej stronę stos kolejnych pytań, które jednak nie zmartwiły brunetki, wręcz rozbawiły.

– Ah tak – zachichotała. – Owszem, jestem tancerką, czasem też gram na lutni albo śpiewam. A odnośnie do tego, co powiedział Fredy, raz czy dwa mu zarzuciłam pomysłem na biznes, który się sprawdził, i to pewnie dlatego – uśmiechnęła się z dumą, po części mówiła prawdę, ale to wystarczyło, by jej mimika pozostała szczera. – Natomiast ci ludzie, wiadomo, jak się występuje na ulicy, to nie tylko talentu potrzeba, ale i charyzmy, jak publika by się obraziła, to mogłoby być ciężko wyżyć, dobrze więc pozostać w przyjaznych stosunkach ze swymi widzami – wyjaśniła, mówiąc z całkowitym przekonaniem.

Wiedziała, że za chwilę ktoś, czyli pewnie Anabelle, będzie żądać dowodu na jej muzykalną duszę. Nie czekała na to, wstała z krzesła, wyciągnęła swoją ukochaną lirę i zaczęła brzdąkać na niej melodie. Z początku była ona cicha, ale w miarę upływu czasu stawała się coraz intensywniejsza i żywsza, jakby chciała z pomocą nut wykrzyczeć pewną historię, którą zmiennokształtna skrywała w dźwiękach instrumentu. Niespodziewanie ucichła, a struny drgały nieśmiało, chcąc zagrać smutek i ból. Zaczął on się jednak zmieniać szybko w coś agresywnego, jakby historia, którą tworzyła, nabrała tempa, miało to w sobie tyle emocji, że serca wręcz zaczynały bić szybciej, jakby chcąc dostosować się do rytmu. Na koniec zostało jedynie parę dźwięków, które nie chciały ucichnąć, wciąż niosąc się echem w umysłach słuchaczy.

Wilkołaczka ukłoniła się i ponownie usiadła, chowając swój instrument do torby, targały nią uczucia, które pobudziła, by przelać na swój występ, ale powoli się uspokajała. Właśnie nadchodziły córki Fredy’iego. One w przeciwieństwie do tatusia nie były wcale grube, wręcz przeciwnie, szczupłe i obie rude, tylko jedna jeszcze była dzieckiem w wieku Nefertiti, a druga dorosła.

Awatar użytkownika
Elion
Zbłąkana Dusza
Posty: 8
Rejestracja: 1 rok temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Sargeras, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Elion » 3 miesiące temu

        Płomyki tańczyły na szczytach świec, stanowiąc atrakcję dla oczu tych, którzy mogli czuć się znudzeni czekaniem. Ruszały się one żwawo pomimo znajdowania się w pomieszczeniu, aż możnaby pomyśleć, że to magia zachęca języki żaru do wygibasów. W rzeczywistości jednak to okno, choć oszklone, nie było w pełni szczelne. Z każdą chwilą wpadało do środka świeże powietrze wprost z zewnątrz, podsycając ogień nad woskiem, jak i również niosąc ze sobą strzępki tego, co działo się na zewnątrz. Ludzkie rozmowy, zlewające się w odległy szum, odgłosy butów uderzających o drogę między budynkami, a nawet dźwięki gwaru, który panował w budynku, gdzie biesiadowała straż miejska. - To wszystko sprawiało, że przy stole, nawet gdy wszyscy milczeli, nigdy nie panowała absolutna cisza. Piekielna trójka uważała to za zaletę tego miejsca - gdy panuje cisza, zwykli ludzie dostrzegają szczegóły, których zazwyczaj nie widzą, takie jak choćby to, że Anabelle, Dante oraz Elion spoglądają niezwykle często na siebie nawzajem, ale nie wymieniają przy tym ani słowa na głos, zamiast tego rozmawiając poprzez czytanie myśli swoich towarzyszy.

        Elion, wciąż obejmując swoją siostrę niczym pirat skrzynię ze skarbami, błądziła myślami nad pytaniami, na które wcześniej nie odpowiedziała. O ile pytanie o imię, czy też raczej, o jej obecny pseudonim, było po prostu niewygodne ze względu na to, że wpadłaby w kłopoty, gdyby ktoś usłyszał tłumaczenia pokusy, o tyle pytanie o to, czy istoty takie jak ona muszą być straszne, było niezwykle trudne dla niej, gdyż nigdy wcześniej nie myślała nad tym, a odpowiedzi takie jak “tak” lub “nie” zdawały się zbyt płytkie, by ukazać prawdę tego zagadnienia. Pewnie by Elion spędziła resztę dnia nad tym, gdyby nie to, że mysia siostrzyczka zadała pytanie dotyczące dostępnego tu jedzenia, przy okazji marudząc, jak to ona chce wypić coś mocnego.

- Nigdy tu nie byłam, moja droga, ale moja intuicja chyba ma pomysł na to, co ci zaoferować do zjedzenia. A mocniejsze wino czy inne trunki to po jedzeniu może, bo na pusty żołądek to nawet doświadczeni nie piją, z tego co mi wiadomo.- Rzecz jasna, owa intuicja, o której Elion wspomniała, siedziała tuż obok, pod postacią dwóch istot piekielnych, które znały dobrze możliwości spiżarni ich obecnego gospodarza. Dlatego też, po chwili młodsza pokusa odezwała się głośno w stronę drzwi, chcąc, by głos jej dotarł do uszu osób, które są odpowiedzialne za napełnienie ich brzuchów - Pieczone na ogniu ziemniaki zróbcie, jeśli takowe serwujecie, a do tego kawałek sera na deser, bo kiedyś słyszałam, że w tym mieście ser dobry, bez względu na rodzaj.

        Tak jak wcześniej, na wypowiedziane zamówienie nie odpowiedział żaden ludzki głos. Ci, którzy uważnie słuchali, mogli usłyszeć nikłe dźwięki kuchennego zgiełku, które oznaczały, że jedzenie jest w trakcie przyrządzania, a trunki wkrótce zostaną przelane do bardziej adekwatnych naczyń. Co jakiś czas dolatywało do nich dźwięczne nucenie, które, choć słyszalne, było na tyle ciche, by nie zakłócać rozmów i tego, co działo się w pomieszczeniu, które było przez najbliższy czas zarezerwowane tylko dla nich.

        Ręka młodszej pokusy objęła mocniej Nefertiti, gdy tylko doszło do momentu, gdy Dante i Anabelle zaczęła zadawać pytania. Elion zrobiła to nieświadomie, wiedząc, że rzadko kiedy wszystko idzie dobrze, gdy zabierają się za to ona i jej towarzysze z piekielnych czeluści. W głowie już wyobrażała sobie, jak niewłaściwa kombinacja słów może wzbudzić agresję, a nawet otwartą wrogość, u szlachcica. Rzecz jasna, problemem była także ta kobieta - szczególnie ze względu na to, gdyż miała zaufanie tutejszych, a co za tym idzie, jej słowo było o wiele potężniejsze od ich własnych. Całe szczęście, że rozmowa zdawała się, póki co, nadzwyczaj przyjacielska, pomimo tego, że wszyscy byli tutaj dla siebie nawzajem praktycznie obcy.

        W takich momentach jak ten obecnie skryta pod postacią młodej, czarnowłosej szlachcianki istota zastanawiała się, czemu po prostu nie spróbują czytać w myślach swoich ofiar. Nie musiała jednak długo przeczesywać wspomnień, gdy przypomnieć sobie, że nadużywanie tej zdolności wprowadzało ich w kłopoty niemal zawsze. Nie wolno bowiem lekceważyć cudzych umysłów, szczególnie gdy samemu nie jest się nikim potężnym. Nie raz, nie dwa groziła im śmierć, bo ktoś, kto nawet nie włada magią, wyczuł cudzą obecność w swojej własnej głowie. Zdarzył też się też kiedyś mag, ukrywający swoje zdolności, a którego to zaklęcia ochronne wywołały bardzo potężne i długotrwałe bóle głowy u każdego, kto chciał zapoznać się z wnętrzem jego umysłu. Wszystkie te przeszłe i nieraz bolesne doświadczenia sprawiły, że czytanie w myślach u osób, które o tym nie wiedziały, zawsze było grą losową, w którą to trójka nieudanych piekielnych nadzwyczaj często przegrywała.

        W czasie, gdy to wszystko kotłowało się głowie siostry myszołaczki, Anabelle i Dante wpatrywali się w szlachcica, który jako pierwszy odpowiedział na ich słowa. Łowca Dusz uważnie wysłuchał każdego słowa, w międzyczasie patrząc nieprzerwanie na rozmówcę, co by okazać mu szacunek, gdy ten przemawiał. Wyglądał przez to na poważnego, choć może też był zbyt też zbyt sztywny, ale przynajmniej widać było, że poświęca całą uwagę Azrze. Znacznie inaczej reprezentowała się Anabelle w tej sytuacji. Najwyraźniej wciąż pamiętając to, jak została skomplementowana przez człowieka podczas spaceru, Zachowywała się w sposób, który możnaby opisać jako “Zainteresowana, ale znacznie rozmówcą bardziej, niż rozmową” . Wpatrywała się w niego, co jakiś czas trzepocząc rzęsami, jak gdyby próbując w ten sposób zwrócić na swoją twarzyczkę wzrok wąsatego jegomościa. Nie, żeby faktycznie była nim zainteresowana, po prostu chciała się wczuć w rolę kobiety, której faktycznie mógł przypaść do gustu ktoś taki, jak mężczyzna, z którym obecnie mieli doczynienia. Anabelle zawsze bowiem, gdy ukrywała swą tożsamość, miała tendencję do przesadnego grania swej roli.

- “Niestety”, “pewne okoliczności” i “zmusiły”? Ciekawy dobór słów, Azro. - Stwierdził Dante, gdy tylko człowiek z Demary skończył mówić. Jego słowa były jednak dosyć ciche, porównywalne do mamrotania pod nosem, ale zarówno Zira, jak i Azra, nie mieli problemu z ich usłyszeniem. Chwile później, łysy mężczyzna przyłożył lekko zaciśniętą dłoń do swoich ust, a wzrok spoczął na wciąż pustym stole, co zrobił świadomie, stwarzając pozory, iż zastanawia się nad tym, co powiedział człowiek. W rzeczywistości bowiem już był pewien, że sytuacja Azry niemal na pewno była okazją na “pracę” dla niego i jego pokusich towarzyszek.

        Szybko zainteresowanie większości tu obecnych - czyli piekielnej trójki - przeszło na Zirę oraz to, jak wytłumaczyła się w obliczu pytań, które wypełzły z ust Anabelle niczym jadowite od złośliwości węże. Ku niezadowoleniu starszej pokusy, wilkołaczka o wielu talentach obróciła to wszystko w sytuację, dzięki której nie tylko opowie co nieco o sobie, ale w której to zademonstruje swoje umiejętności na instrumencie muzycznym. Dopóki Zira przemawiała, miała pełną uwagę całej nieświętej trójki, jednak gdy tylko zaczęła grać, reakcje były różne. Anabelle wymamrotała pod nosem coś w stylu “Pfff, też tak bym mogła, gdybym chciała”, po czym odchyliła głowę do tyłu, szukając ciekawszych rzeczy niż słuchania byle brzdąknięć. Elion, która wciąż pamiętała o tym, że Nefertiti się bała Ziry, nie pozwoliła sobie na żaden większy przejaw cieszenia się muzyką, choć ta była w jej mniemaniu bardzo ładna. Dlatego też jedynie spoglądała w stronę wilkołaczki, gdy ta wprowadzała melodię do tego miejsca. W miarę udolnie ukrywała niechęć do osoby, która objawiała się jako niebezpieczeństwo dla jednej z niewielu istot, na której jej zależało, jednak w wyniku tego wyglądała, jakby niezbyt szczególnie podobała jej się nuta pochodząca z lutni.

        Jedynie Dante otwarcie wyraził swoje zadowolenie, gdy utwór muzyczny dobiegł końca. Porzuciwszy pozę zamyślonego człowieka, zaklaskał trzykrotnie, a kąciki jego ust uniosły się nieznacznie, sugerując coś na kształt nikłego uśmiechu. Zarówno Anabelle, jak i Elion domyślały się, że to tylko kłamstwo mające pomóc w zyskaniu zaufania Ziry. Szybki wgląd w myśli łowcy dusz ujawnił jednak, że on faktycznie uznał to, co dotarło do jego uszu, za zadowalający jego zmysły utwór.

- Dziękuje za podzielenie się z nami swoim talentem, panno Ziro. - Powiedział Dante do “tancereczki”, gdy tylko ta z powrotem usiadła na swoje miejsce. Ton jego był spokojny, ale nawet to zdawało się szczytem zachwytu, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę to, jak bardzo wyglądał obecnie na człowieka, którego nie interesują sprawy natury artystycznej. - Nie znam się na muzyce ani tym bardziej nie słyszałem nigdy wcześniej dźwięków instrumentu, który pani dzierżyła, ale przyznać muszę, z chęcią wysłuchałbym tego jeszcze raz.

- Ja taaaaakże po raz kolejny chciałabym nadstawić uszu na dźwięk twej lutni, Ziro, ale niestety, raczej nie przyszliśmy tutaj po to, by słuchać muzyki, nieważne jak “piękna” by ona była. - Wtrąciła się niemal natychmiast Anabelle, która z jakiegoś powodu nie pałała zamiłowaniem do Ziry, nawet podczas gry aktorskiej, jaką jest udawanie ludzkiej kobiety. To, jak zaakcentowała słowo “piękno” dawało jednoznacznie do zrozumienia, iż ani trochę nie będzie tęsknić za brzdąkaniem wilkołaczki. - Czyż nie, moja droga?

        Ostatnie słowa były skierowane do Elion, w którą Anabelle zaczęła się wpatrywać, a którą to jednocześnie zasypał stos błagań, co by swoimi słowami młodsza pokusa wsparła starszą towarzyszkę. Elion aż przewróciła oczami, szczególnie ze względu na to, iż nie rozumiała, z jakiego to niby powodu miałaby zgodzić się ze srebrzystowłosą towarzyszką. Niechęć do kogoś to było jedno, ale to, co wyprawiała starsza pokusa, graniczyło z czystą, bezpodstawną nienawiścią. Nic więc dziwnego, że zmieniła temat, zamiast wspierać swoją towarzyszkę.

- Chyba słyszę kroki. Najwyraźniej skutecznie przegadaliśmy okres czekania na nasze zamówienia. - Powiedziała, w międzyczasie spoglądając kątem oka na Anabelle, która to była niewzruszona z zewnątrz, choć jednocześnie przeklinała siarczyście w myślach za coś, co można było określić zdradą. Na szczęście wystarczył jeden delikatny uśmiech, połączony z dyskretnym potrąceniem nogi o nogę, co by wszystkie winy Elion zostały wybaczone. W międzyczasie faktycznie można było usłyszeć zbliżające się odgłosy obuwia uderzającego o drewnianą posadzkę. Nie minęło dużo czasu, nim drzwi do pokoju otworzyły się na oścież, ujawniając dwie młode, urokliwe istotki, których buzie były uśmiechnięte, a ubrania pełne plam, które sugerowały, iż te intensywnie pomagały przy sporządzaniu poczęstunku.

        Najpierw do środka weszła wyższa, a zarazem z nich. Była to typowa młoda dorosła, o kręconych, rudych lokach, które spływały po ramionach aż do łopatek, Była urodziwa, szczupła w sposób, który sugerował rozsądne umiarkowanie w jedzeniu, dzięki czemu wciąż było co podziwiać w kwestii kobiecych walorów piękna. Ubrana była w zadziwiająco skromne odzienie, kojarzące się z kobietą, która mieszka na odległej wsi - brakowało jakichkolwiek zdobień, a sam materiał składający się na sięgającą do ziemi spódniczkę oraz przeciętną koszulę bez dekoltu był bez wątpienia niskiej jakości. Na każdej z dłoni balansowała dwoma szerokimi tacami z wypolerowanego metalu, na których umiejscowionych była znaczna część tego, co zamówiły wszystkie, obecne w tym pomieszczeniu, istoty. Z gracją godnej tancerki, kobieta przeszła na środek pomieszczenia, stając w przejściu między obiema połówkami stołu. Bez trudu odłożyła obie ts, po czym zwinnie zaczęła serwować strawę i napoje, bez błędu dopasowywując wszystko do odpowiednich osób.

        Przed Dante wylądował typowy kufel, jakiego można by było spodziewać się w większości karczm, a zawartością jego była tutejsza marka piwa, która była średniej jakości w porównaniu do podobnych trunków z innych części kontynentu. Anabelle niemal natychmiast - pilnując w międzyczasie, by przypadkiem nie odsłonić swego niczym nieskrępowanego ciała, które wciąż skryte było w prywatności, jaką oferował płaszcz - pochwyciła w prawą dłoń kieliszek, który został jej podany, a który to wypełniała ciecz o kolorze dojrzałych truskawek. Przed myszołaczką i jej siostrą została postawiona świeżo otwarta, nieoznaczona niczym butelka słabego wina, a chwilę później także i porcelanowy talerz, na którym tuzin dorodnych, pieczonych ziemniaków wraz z widelcem i nożem, czekało na spożycie. Na niezwykle drobnym talerzu, który przypominał spodek filiżanki, podsunięto myszołaczce kostkę sera, nie większą od kobiecej pięści.

        W ten sposób opróżniona została całkowicie jedna tacka. Druga tacka, która była niemal w całości przeznaczona dla Azry, także długo nie musiała czekać. Trzy kufle szybko znalazły się w zasięgu zarówno jego wzroku, jak i ręki, a zaraz po tym wylądował przed nim półmisek, na którym leżał gotowy do skonsumowania kawał wołowiny, prawdopodobnie karkówki, który najwyraźniej opiekano nad otwartym ogniem. Przypieczoną powierzchnię pokrywały przyprawy, wśród których można było wypatrzeć odrobinę pieprzu oraz tymianku, soczysty zapach dobrze przyrządzonego mięsa zaś sugerował, że to powinno spełnić przynajmniej minimalne wymagania Azry. Po obu stronach półmiska umieszczone zostały sztućce - jeden wyjątkowo naostrzony nóż, a do tego widelec, oba delikatnie zdobione srebrem na rękojeści. Na samym końcu, przed Zirą, została umieszczona identyczna butelka do tej, która była podana wcześniej dla Nefertiti i Elion.

- Zaraz, zaraz, zaraz... - Odezwała się nagle Elion, której to mina na tamtą chwilę reprezentowała dziwaczną mieszanką niewiedzy i oburzenia. - Jakim cudem, bez pytania, podałaś nasze zamówienia do właściwych osób? Widzisz nas wszystkich pierwszy raz w życiu, wcześniej mogłaś jedynie słyszeć nasze rozmowy, ale to by ci raczej nie pomogło samo w sobie... No i gdzie są kieliszki dla mnie i mojej siostry? A i dla tej, no, Ziry też, bo raczej z gwinta nie będzie piła.

- Po pierwsze - odezwała się rudowłosa, która już dzierżyła w rękach puste tacki, a na której ustach wciąż utrzymywał się uśmiech, nawet jeśli teraz było widać, iż był raczej wymuszony - mam specjalny dar, jak on działa, nic wam do tego, ale mówiąc w skrócie, potrafię przypisywać pragnienia do osób. Po drugie, niektórych tu obecnych znam… nawet jeśli i przelotnie.

- Ja też ledwo cię pamiętam, byłaś w końcu dzieciną, kiedy twój ojciec nas z tobą zapoznał! - wymówiła entuzjastycznie Anabelle, która zaraz po tych słowach wzięła łyka ze swojego kieliszka.

- … A po trzecie, kieliszki przyniesie wam…

- Ja! - Pisnęła nagle dziewczynka, równie ruda co jej starsza siostra. Ubrana w sukienkę, która była zdobiona w jaskrawe kolory, a na którą zarzucony był fartuch, który uchronił kreację przed większością plam, była ona wciąż młoda, co było bardzo mocno po niej widać, w przeciwieństwie do Nefertiti. Zarówno z twarzy, jak i z głosu, była niewinnym dzieciątkiem, przed którym czekało jeszcze trochę lat, nim nadejdzie nieubłagany czas dorosłości. Włosy sięgały ledwie do szyi i były proste, a nie kręcone. W dłoniach swych zaś ostrożnie trzymała trzy kieliszki, dla których to brakowało miejsca na tacach, które nosiła starsza córka gospodarza. - Poczekajcie tylko, nie chce ich potłuc, nim zdołam je wam sprezentować!

        Powolnymi krokami weszła do środka, po czym, sugerując się położeniem butelek z winem, postawiła kieliszki przy odpowiednich osobach, po czym odetchnęła, jakby wyczynem było to, że wyroby szklane dotarły na miejsce w całości. Przez chwilę dziewczyna rozglądała się po obecnych, a w oczach jej widać było entuzjazm i radość, typową dla osób młodych wiekiem.

- A, racja, dziś moja kolej! - Pisnęła, jakby przerażona tym, że niemal o tym fakcie zapomniała, po czym trochę pośpiesznie, a przy tym niedbale, skinęła na powitanie w stronę obecnych gości. Czyn ten powtórzyła także starsza córka, tyle że ona zrobiła to o wiele staranniej. - Jestem Vel, a to moja siostra Lianore. Jesteśmy zaszczyceni tym, że przyrządzona z naszą pomocą strawa oraz nalane przez nas trunki będą gasić wasze pragnienie i koić dręczący was głód.

- Gdzie wasz ojciec? - Odezwał się nagle Dante, a głos jego, o dość surowej tonacji, praktycznie wystraszył młodszą rudowłosą. - Jeśli dobrze pamiętam, zawsze patrzył na to, jak witani byli goście. A przynajmniej tak było, kiedy byłem tu ostatni raz. Coś się zmieniło, czy też nie ma na to czasu obecnie?

- Wyszedł w trakcie, gdy szykowaliśmy mięso i ziemniaki, coś o sprawdzeniu tego, czy zamówienia, które złożył u znajomego handlarza. - Odpowiedziała Lianore, a myśli jej, które Dante bez wahania odczytał, twierdziły, że mówiła prawdę. Nic więc dziwnego, że łowca dusz, który z jakiegoś powodu miał złe przeczucia, odetchnął, gdy zrozumiał, że te były nieuzasadnione. - I tak przy okazji… Jeśli pozwolicie, poczekamy chwilę przy was do czasu, aż spróbujecie tego, co wam podaliśmy, co byście mogli zgłosić ewentualne uwagi.

- Tato kazał nam uczyć się na błędach, jak i również z pomocą opinii gości! - Dopowiedziała energicznie Vel, z uśmiechem na ustach, jakby nie mogła się doczekać opinii na temat tego, co przyniosły.

        Anabelle aż dramatycznie przewróciła oczami, wzdychając przy tym jak zarzynany prosiak. Elion przyjęła fakt, że przez kilka chwil będą mieli dwóch obserwatorów podsłuchujących to, o czym rozmawiają, z uśmiechem na ustach, głównie dlatego, że Vel przypominała jej Nefertiti do pewnego stopnia, przez co aż cieplej było na piekielnym sercu od samego patrzenia na nią. A skoro o myszołaczce mowa, to jej pokusia siostra, z pomocą wolnej ręki - tak, wciąż obejmowała swoją młodszą siostrzyczkę, jakby jutra nie miało być - nalała pełen kieliszek wina dla siebie, oraz ćwiartkę kieliszka dla młodej zmiennokształtnej.

- Tylko nie wypij wszystkiego naraz, bo nieprzytomnej pijaczki nie będę niosła, bez względu na to, że ta pijaczka to moja siostrzyczka! - Powiedziała słodko-droczliwym tonem do Nefertiti.

- Papużki nierozłączki… - Skomentowała Anabelle, nieco zazdrosna, że to nie na niej spoczywa znaczna część uwagi Elion. Ona już brała kolejnego łyka wina, delektując się słodyczą zawartą w swym trunku.

- Jeśli można, zanim opróżnimy zarówno kufle, jak i kieliszki, co prawdopodobnie będzie równoznaczne z rozdzieleniem się w swoje strony, chciałbym poruszyć temat tego, w jakiej sytuacji się znajdujesz, Azra. Jak wspomniałem wcześniej, ja i moje towarzyszki jesteśmy swego rodzaju osobami do wynajęcia, czy też najemnikami. Może istnieje nadzieja, że jesteśmy w stanie pomóc ci z tą całą sytuacją w twoich rodzinnych, przez którą jesteś w podróży? O ile tego chcesz oczywiście.

- O, skoro po pomocy mowa, to czy Zira nie powinna być na zewnątrz, pomagać ludziom czy co tam ona robi? W końcu szukała tej dziewczynki, może teraz znów się zagubiła? - Odezwała się Anabelle, której niechęć do “tancereczki” była tak mocna, że niemal zauważalna gołym okiem, szczególnie gdy ujrzało się to, jakie niechętne spojrzenia rzucała w stronę wilkołaczki. - To tylko sugestia, ale brzmi rozsądnie, nie sądzisz?

        Koń Azry musiał być wyjątkowo nielubiany przez los obecnego dnia. W czasie, gdy grupa rozpoczynała biesiadę i kontynuowała swoje rozmowy, z karczmy wyszło kilku strażników miejskich, których obciążały świeżo nabyte mieszki z monetami. Porozmawiali przez moment między sobą, po czym zaczęli powolnym krokiem zbliżać się do zwierzęcia. Co jak co, ale nie co dzień płacą tak dobrze za wyprowadzenie byle zwierzęcia poza mury miasta. Jedyne zagrożenie, jakie mogło ich czekać, to reakcja zwierzęcia na obcych. W końcu osoba, która ich obdarowała złotymi monetami, stwierdziła, że właściciel jest co najmniej na drugim końcu miasta i że nie powinni się martwić o nic. Nic tak nie cieszyło tak prostych ludzi, jak tak banalnie prosty zarobek. Gdyby tylko wiedzieli, co spotkało poprzednie osoby, które położyły swoje łapska na koniu...

Awatar użytkownika
Nefertiti
Szukający drogi
Posty: 26
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Amaranta, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Nefertiti » 2 tygodnie temu

Podczas składania zamówień myszołaczka była pozytywnie zaskoczona reakcją brunetki. Nawet lekko się do niej uśmiechnęła. Może ona wcale nie była taka zła, mogłaby przecież już dawno oddać ją w ręce straży. Zirytowała ją natomiast siostra.

- Wiem to przecież – nadymała policzki niezadowolona, tak naprawdę nie do końca to wiedziała o zasadach spożywania alkoholu, ale nie chciała wyjść na głupiego dzieciaka, rozpromieniła się natomiast na wieść o serze, bardzo go lubiła, może po części przez swoją rasę – Brzmi smakowicie – powiedziała do Elion ucieszona.

Gdy nadszedł czas zwierzeń i odpowiedzi Nefertiti z zainteresowaniem słuchała Azry, mógł sobie podróżować, ale i miał dokąd wrócić. Westchnęła w myślach na myśl o spalonym domu, ale przynajmniej miała teraz obok siebie swą ukochaną siostrzyczkę. Słyszała, jak Dante analizuje opowieść mężczyzny, przewróciła oczami, ona nie widziała w niej nic dziwnego, o niektórych sprawach po prostu ciężko jest mówić, a to nie znaczy, że trzeba zaraz coś ukrywać.

- On jest przesadnie podejrzliwy – szepnęła do Elion.

Gdy słuchała odpowiedzi wilkołaczki dobrze rozumiała, dlaczego nie poruszyła ona tematu swojej głównej pracy, zręcznie omijała tę konkretną odpowiedź, równocześnie nie kłamiąc. Taki zawód w końcu nie należał do zbyt bezpiecznych. Później natomiast Nefertiti słuchała dźwięków liry, a oczy jej błyszczały z zachwytu.

- To było piękne – nie mogła się powstrzymać, by pochwalić muzykantkę, choć planowało unikać z nią kontaktu na tyle, o ile to możliwe.

Nie spodobało jej się za to zachowanie swojej piekielnej siostry i Anabelle. Popatrzyła na czarnowłosą pytająco, po czym jej wzrok spoczął na drugiej pokusie, miała skrzywioną minę. Jej zachowanie nie było miłe. Zapach siarki przypominał, kim tak naprawdę jest kobieta, ale skoro Eliza ją lubiła, to chyba znaczyło, że aż tak zła nie jest. Myszołaczka była już w tym wszystkim pogubiona.
Na szczęście ratunkiem okazało się jedzenie, które właśnie zbliżało się do ich stolika. Nef aż się mysie uszka zatrzęsły, jak zobaczyła tak wspaniały posiłek. Wciąż kradła i niedojadała więc ciepły posiłek był prawdziwym rarytasem, na dodatek tym razem nie musiała śpieszyć się z jedzeniem ze strachem, iż ktoś ją przyłapie. Mogła delektować się każdym kęsem, skupić się na smaku, a nie jedynie na tym, by nie umrzeć z głodu.
Młoda była tak bardzo zaaferowana jedzeniem, że nie zwracała zbytnio uwagi na niezwykłą zdolność rudowłosej, właściwie to Nef nawet nie słuchała w tym momencie co mówi Elion. Dopiero gdy został jej podsunięty kieliszek wina, przypomniała sobie o całym świecie i spostrzegła swoją rówieśniczkę obok starszej dziewczyny. Uśmiechnęła się do niej miło, nie słuchała, co mówiły i nie wiedziała, czemu tu stoją, miała tylko nadzieję, że o nic jej nie pytały.

- No weź, nie upije się przecież – prychnęła myszołaczka słysząc słowa siostry, zirytowały ją, zwłaszcza że dokładnie to chciała spróbować, wypić wszystko na raz. Teraz jednak musiała pić po trochu. Wzięła pierwszy łyk, posmakowała chwilę i przełknęła – Ciekawy smak – próbowała zachować powagę, ale nieco się skrzywiła.

W czasie posiłku Anabelle najwyraźniej chciała się pozbyć Ziry, to byłoby na rękę Nefer, ale to, w jaki sposób robiła to pokusa, niezwykle drażniło dziewczynkę.

- Nie lubię jej – szepnęła na ucho Elion i dyskretnie wskazała na Ane – Dlaczego się z nią trzymasz? Dante wydaje się całkiem… w porządku, ale ona…

ODPOWIEDZ

Wróć do „Rapsodia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość