Wilk morski.


Malownicze miasto położone na środkowym wybrzeżu jadeitów. Słynące z ogromnego Białego Pałacu królowej i nietypowej architektury. W owym mieście budowle malowane są na kolory bardzo jasne, zazwyczaj białe i niebieskie. Wszelki wzory zdobnicze tutaj kojarzyć się mają z przepięknym oceanem. Rzecz jasna znajduje się tutaj ogromny port handlowy.

Postprzez Winka » Wt paź 02, 2018 11:32 am

        Mając na uwadze goniący ją czas, skryba zrezygnowała z wymiany wzajemnych uszczypliwości w stosunku do starszej kobiety. Zresztą za bardzo ceniła sobie pracę Reginy, aby z błahego powodu psuć łączące je relację. Sprzątaczka może i nie była wzorem solidności i poczucia obowiązku, za to doskonale sprawdzała się w roli strażniczki biblioteki. I to nawet bez swojej wiedzy. Dzięki niej Winka mogła być pewna iż zawczasu zostanie ostrzeżona w kwestii zbliżających się gości. Wystarczyło tylko posłuchać przeciw komu skierowane są aktualne nieprzychylne komentarze czynione przez Reginę, a co do zasady kobieta nie przepuszczała nikomu, by mieć pewność kto stoi pod drzwiami. Poza tym zacna dama spełniała jeszcze jedna jakże przydatną funkcję, a mianowicie już na samym początku sprowadzała interesanta do roli strofowanego uczniaka. W większości przypadków, ci którym udało się przebić przez jakże solidną zaporę, stanąwszy przed Winką byli już „w odwrocie”, swoją pewność siebie zostawiając na ulicy.  Wyglądało to tak jakby prawo do besztania Winkeriany posiadała tylko jedna osoba.
        - Umm, zapomnij o tym. Dobrze zrobiłeś. Zakon to świetne miejsce na azyl. – Starała się tłumaczyć bibliotekarka, widząc wątpliwości w oczach dzieciaka. Skryba potrzebowała skupić uwagę młodego na tym co chce mu wytłumaczyć, a czuła iż nie dokona tej sztuki, jeśli mały cały czas będzie dygotał z przejęcia, rozczulając się nad niedawno podjętą decyzja. Jednocześnie sama musiała powstrzymać swoje dłonie, aby nie chwycić się za głowę, słysząc jaki to azyl Umm wymyślił dla swojego kompana. Chłopak miał bardzo dziwne wyobrażenia na temat bezpieczeństwa. Idąc jego tokiem rozumowania, łatwo można było dojść do wniosku, że najbezpieczniejszym miejscem na świecie jest łoże królowej. Aż dziw że maie nie umieścił swojego pirata właśnie tam.
        - I nie martw się dziwnym zachowaniem tamtejszych gospodarzy. – Tłumaczyła skryba. – Zapewne oni sami nie wiedzą co robić. Wizyta takiego korsarza jest im bardzo nie na rękę. Obowiązek w stosunku do władz każe im go wydać, jednak jeśli to zrobią, tym samym stracą zaufanie w oczach ludu. Nikt nie powierzy im swojego losu w obawie że Zakon sam postanowi oceniać i wydać wyrok w cudzej sprawie. A ostatecznie działanie takich instytucji opiera się właśnie na przekonaniu wiernych iż ta jest po ich stronie. Dlatego też spróbujemy uwolnić czcigodnych braci od nękającego ich kłopotu. Pójdziemy tam, przekonamy ich że wielki brzydal jest naszym ojcem, który to swoją drogą ma nierówno pod czupryną, przebiera się w podarte gacie, zakłada na siebie kajdany i wyje nad urwiskiem. Potwierdzimy że chwilowo się zgubił, ale teraz to już będziemy o niego dbać. A zaraz potem zaprowadzimy go do jeszcze lepszego azylu, czyli naszej biblioteki.
        Winka sama nie mogła wyjść z szoku iż próbuje wcisnąć młodemu tak beznadziejny plan. Nawet jeśli Umm stanowił ucieleśnienie naiwności, w którymś momencie musiał po prostu połapać się, że wszystko to szyte jest grubymi nićmi. Tym bardziej że bibliotekarka dopiero zmierzała do sedna swojej koncepcji, w której to dzieciak ratuje ją samą.
        - Oczywiście najpierw musimy zatroszczyć się o to by nikt nam tego azylu nie zabrał. A uwierz mi jest taki jeden wścibski kanclerz gotowy, zrobić wszystko by przejąć te mury dla siebie. Na szczęście ty możesz go powstrzymać. Znaczy się… powiedzmy bardziej światowa wersja ciebie.
        Skryba uznała że skoro i tak brnie już w szaleństwo, to chyba nie ma znaczenia jak daleko się w nim pogrąży. Poza tym Radenklift miał być tu lada moment, a ona nie miała wielu alternatyw. Musiała spróbować zobaczyć ile jest w stanie osiągnąć poddając Umm odpowiedniej charakteryzacji. Zrządzeniem losu jej biblioteka nie stanowiła jedynie miejsca przechowywania księgozbiorów, pełniąc również rolę magazynu na wszelkie rzeczy zagubione, czy datki jakimi bogatsza część społeczeństwa dzieliła się z plebsem. Winka nigdy nie zrozumiała jak to się dzieje, że z jednej strony ktoś wykazuje się hojnością, a jednoczenie absolutnie nie życzy sobie jakiegokolwiek kontaktu z obdarowywaną stroną.
        - Pani Regina na tu schowek na różne rzeczy, w którym powinniśmy znaleźć odpowiednie ubranie na ciebie. - Wyjaśniła skryba, prowadzać swojego wspólnika do niewielkiego pomieszczenie znajdującego się w piwnicy. Dziewczyna nie miała pojęcia iż jej poczciwa sprzątaczka również postanowiła ściągnąć towarzystwo w te same rejony, jednak w celach zgoła przeciwnych niż ubranie swojego gościa.
Avatar użytkownika
Winka
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Awel, Nurdin, Bluen, Escrim, Groszek, Nyllef, Iru,
Rasa: Człowiek
Aura: Kobaltowa emanacja, o nieznacznej sile, przyozdobiona została o miedziane fale. Dwubarwną mieszaninę otacza przejrzysta, lecz wciąż wątła, ametystowa poświata. Ludzki, wilgotny pot niknie w woni starych ksiąg, które nie pozostawiają żadnego dźwięku przy przekładaniu swych ogromnych, zakurzonych kart. Miękkie i giętkie strony chowają się pod chropowatą nawierzchnią okładki, która odznacza się sztywnością. Tępe krańce księgi rzadko kiedy potrafią zranić. Mimo swych skłonności do wyobrażeń morza pozostawia po sobie nieznaczną suchość w ustach, ale przede wszystkim gości kwaśnym smakiem.
Wygląd: Wygląd Winki od razu zdradza charakter jej pracy. Skóra dziewczyny jest blada gdyż rzadko ma okazję na kontakt z słońcem. Długie, rude. lekko lokowane włosy najczęściej pokryte są kurzem i pajęczynami pieczołowicie zbieranymi z bibliotecznych regałów. Twarz Winki pokryta piegami, wyraża zmęczenie i brak snu, częściowo maskowane przez duże okulary bez których skryba bardzo ... (Więcej)
Uwagi: (loteria) Taniec deszczu [Klątwa] – Za każdym razem kiedy postać tańczy, zaczyna padać. Nawet w pomieszczeniach

Postprzez Umm » So paź 13, 2018 8:06 pm

- Powstrzymać kanclerza? Moją światową wersją..?
        Umm nieporadnie próbował odnaleźć właściwie słowa, które by mu wytłumaczyły cokolwiek z tego, co się działo.
        Jakkolwiek wiele błędów popełniał młody, poznający dopiero (zaledwie od czterdziestu lat!) świat maie, Matka była dla niego wyjątkowo łaskawa zsyłając ludziom, z którymi miał do czynienia, cierpliwość. A w swym wyjątkowym opanowaniu, nawet po zruganiu, byli gotowi sprezentować mu porcję dobrego lekarstwa w postaci słów. A on... Na dobrą sprawę nie robił nic, ale wydawało się, że wszystko kręci się wokół niego. A może po prostu był przyczyną wszelkiego zamieszania? Z pewnością nie był w stanie dojść do wniosku, że każdy może mieć takie same wrażenie o własnej osobie, cokolwiek by się nie działo. Dzisiaj zwyczajnie poczuł się istotny. Ktoś wyjął go jak zbłąkany listek, z włosów. Dzisiaj mógł być bohaterem!
- Bardzo chętnie pomogę! – wypalił podekscytowany, choć przecież nie wiedział nawet jeszcze, co właściwie miałby zrobić i co oznaczało przejmowanie murów biblioteki. To chyba nie była żadna bitwa, prawda? Przecież zupełnie nie potrafił walczyć...
        I choć pomysł skryby zupełnie wybił go z rytmu, Umm przyjął go. Co prawda zdał sobie już sprawę, że cała trójka weszła w takt, który skręcał ich, jak wielką spiralę, rozciągającą się do niejasnego celu, niemniej tak jasne przedstawienie sytuacji, wydawało się wręcz niedorzeczne. Chwilę zajęło więc maie zrozumienie, czy na pewno słyszy, to co mu się wydaje, czy też sam to sobie wymyślił. Wcale by się nie zdziwił, bo pomysł był go warty, ale... Właśnie, to on mógłby postanowić, że trzeba ratować korsarza z rąk zakonników, wziąć go za swojego ojca i w ramach lepszego azylu sprowadzić go do biblioteki. Choć z drugiej strony... Może ten plan był zbyt zawiły, jak na jego małą główkę, mimo to słowa go opisujące tak zwyczajnie pasowały do chłopca.
        Umm zamilkł z uniesionymi brwiami i jakby czekał na ciąg dalszy, który jednak nie nastąpił, bo dziewczyna ruszyła w stronę drzwi i po chwili oboje znaleźli się na schodach. Uwierzył dziewczynie.
        Schodząc schodek po schodku, oddalając się od ukochanych wysokich pięter i zanurzając w zimny mrok niskich, Umm rozmyślał o tym, co powiedziała mu Winka, poza tym niesamowitym planem. Postanowiła postawić go na nogi, tłumacząc go przed samym sobą. W przeciwieństwie jednak do poprzedniej przemowy, którą uraczył go cieśla i która zachęciła go do działania, ta, która wydobyła się z ust rudowłosej, ostudziła nieco emocje, na tyle, by działania zaniechać i dać się prowadzić. A szli teraz w miejsce, w którym coś miało się wyjaśnić. Taką przynajmniej miał nadzieję Umm, bo gdy wcześniej Winkeriana mówiła do niego, niewiele z tego zrozumiał.
- Tobie też to jest bardzo nie na rękę, prawda? – zapytał nagle, choć mogło się wydawać, że temat został już zakończony. Kiedy skryba zwróciła głowę w jego stronę, uśmiechnął się blado.
- To, że się tu pojawiliśmy... To dość problemowe. Ale skoro mogę ci jakoś to wynagrodzić i pomóc, to zrobię co w mojej mocy. Chciałbym tylko wiedzieć...
        Nie dokończył, bo w tym momencie otworzyły się drzwi piwniczki, a ze środka dosięgł ich skąpy blask lampy, postawionej na jednej z wielu drewnianych skrzyń. Pomarańcz rozlewał się po pomieszczeniu, jednak wyraźnie przegrywał z przytłaczającą czernią. Tym razem jednak ciemność nie oznaczała braku życia, a raczej wzmażała jego intensywność. Umm najpierw zobaczył prostą koszulę i zląkł się, obawiając kolejnych kłopotów. Z jakiegoś powodu w ostatnich godzinach każdy nowy człowiek, kojarzył mu się z nowym problemem. Po chwili jednak dojrzał znajome zmierzwione włosy, a w kolejnej nawet bardziej rozpoznawalny profil.
- Panie Jeremy! Pan jest wolny!
        Dopiero wtedy dojrzał, że cieśla nie jest sam i nagle na jego bladej cerze wykwitły niesamowicie gorące rumieńce.
Avatar użytkownika
Umm
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Kerhje, Smilla, Eldrizze, Zgniłek, Øra, Ophelia, Spinka,
Rasa: maie nieboskłonu
Aura: Kiedy spojrzysz w tę aurę bez wątpienia od razu dostrzeżesz krystalicznie czystą, szafirową poświatę, na której niczym gwiazdy błyszczą srebrne i kobaltowe punkciki migające raz to smutno, raz figlarnie i bardzo wesoło. Niekiedy na przestwór o niewątpliwej, choć nieprzerysowanej sile wkradają się dojrzałe pasma obsydianu, są jednak zbyt anemiczne i blade, by została z nich zrodzona ametystowa barwa. Miast niej pojawia się miedziany pył - przylatuje do Ciebie wraz z ciepłym wiatrem; wiatrem niosącym zapach dzikich kwiatów i rzadkiego powietrza znad najwyższych gór. Podmuchy, z początku spokojne, stają się coraz silniejsze. Próbują unieść Cię ku niebu, ku jego krańcom, wyżej i wyżej - a gdy osiągną swój limit i dalej nie będą już mogły dotrzeć, z żalu zacznie drgać cały świat. I ziemia i wody i przestworza nad nimi. I znów stąpać będziesz po rozległych, barachitowych polach pokrytych miękką, lepką od wilgoci trawą. Tworzy ona pod stopami mięciutki dywan - podłoże, na którym baraszkować by mogły najmłodsze księżniczki o najdelikatniejszych stópkach. Gładkie źdźbła bajkowych roślin uginają się pod niemal najlżejszym naciskiem, a odciśnięte na nich cynowe ślady ku niewiadomej, zostają na zawsze zapisane w pamięci emanacji. Trzeba tylko uważać na trafiające się od czasu do czasu kamyczki - nie są one ostre, ale jednak leciutko chropowate. Poza tym można wędrować spokojnie, chłonąc atmosferę słodkiej niewinności i przytłaczająco kwaśnej melancholii wczesnego poranka.
Wygląd:
I

Jak można opisać coś co czujesz, gdy budzisz się i masz ochotę zasnąć z powrotem? Jak opisać uczucie, gdy wyglądasz przez okno i widzisz delikatną mżawkę, będącą jedyną nadzieją na rozbudzenie? Co czujesz, gdy widzisz malutkie listki koniczyny zroszone mokrymi kropelkami? Wychodzisz na dwór, by woda przyprawiła o przyjemne dreszcze twoją skórę? ...
(Więcej)

Postprzez Jeremy » N paź 14, 2018 10:05 am

        Jeremy już prawie był w ogródku, już prawie witał się z gąską. Miał wrażenie, że po tak długim poście na morzu, teraz trafił niemal prosto do raju. Już się skarby Edenu całkiem przed nim rozpościerały, wystarczyło tylko wejść i garściami zrywać zakazane owoce. Rozpięty biustonosz nie zasłaniał już piersi wielkich i jędrnych jak okrętowe odbijacze, a i wysoko zadarta spódnica rozochoconej turmalianki ukazywała przed jego łapczywym wzrokiem trochę zapomniane, choć mimo to bardzo zadbane źródełko rajskich rozkoszy. Naprawdę niewiele brakowało, ale niestety zrządzeniem przekornego losu do niczego nie zdążyło tu dojść.
        Nagle bowiem drzwi do piwniczki otworzyły się z hukiem i mimo zapewnień Reginy, że tutaj nikt im nie przeszkodzi, ktoś wtargnął do pomieszczenia i zniweczył możliwość podarowania sobie nawzajem długo przez nich oboje wyczekiwanych chwil upojenia. Dla pary dorosłych było to tym bardziej frustrujące, kiedy okazało się, że tymi, którzy zakłócili ich wspólną intymność okazała się dwójka gówniarzy - ruda pierdoła z biblioteki i niezbyt rozumnie, a przez to bardzo podejrzanie uśmiechnięty chłopczyk. Jeremy zacisnął zęby. Natychmiast skitrał swoją trzymaną już w garści maczugę i wyszczerzył się pogodnie, jakby nic wielkiego się nie stało. Regina również udając naturalność poczęła poprawiać kieckę i ułożenie elementów własnej bielizny, które to zostały całkiem mocno naruszone przez niecierpliwe dłonie robotnika błądzące po całym jej ciele. Oboje byli zdrowo wkurzeni, jednak przez świadomość krępującej małoletniości przybyszów i, co by nie rzec, swojego własnego niestosownego zachowania, żadne z nich nijak nie dawało tej złości po sobie poznać.
- Yyy.. no więc.. znalazł pan tu coś dla siebie? – próbowała niezgrabnie pokryć swoje zakłopotanie zwykle pewna siebie pani woźna. Zeskoczyła z niskiej komody, na którą wcześniej wrzuciły ją silne ręce drwala i po uporządkowaniu własnej garderoby poczęła poprawiać rozwichrzone niedawną namiętnością włosy i na powrót chować je pod chustą.
        Ktoś, kto widział bezwzględność i mord w oczach zapamiętałego Jeremy’ego broniącego wałów Ostatniego Bastionu zupełnie nie potwierdziłby domniemań o łagodności cieśli. Wbrew jednak tym nielicznym świadectwom dawnych towarzyszy broni - agresja zupełnie nie była wpisana w naturę rzemieślnika. Szybko się opanował i ze stoickim spokojem przyjął taki niekorzystny obrót spraw. I nawet będące dosłownie na wyciągnięcie ręki kobiece wdzięki Reginy i wydzielany przez nie przemożny zapach feromonów rozchodzący się po suterenie, który w nim jak w każdym zdrowym facecie burzył zimną krew, nawet on nie spowodował wyjścia robotnika z oczywistej dlań roli dojrzałego mężczyzny - przede wszystkim odpowiedzialnego i dbającego o komfort swojej (choćby przypadkowej) partnerki. Szybkim ruchem zatem Favagó podciągnął z powrotem na rzyć swoje własne gacie.
- Tak! – z przesadnym wręcz entuzjazmem odpowiedział kobiecie. Na szczęście przedtem Regina wspomniała mu co to za miejsce i jak jest wykorzystywane, więc mógł nawet dość wiarygodnie coś zaimprowizować. - Te spodnie chyba będą na mnie pasować. – powiedział, aby pomóc niewieście nieco wytłumaczyć niedwuznaczną sytuację, mimo iż po tym, na ile dotychczas poznał dwójkę intruzów zdawał sobie świetnie sprawę, że głupiutki Umm na pewno nie będzie miał w ogóle żadnego pojęcia co tu właściwie się działo, a bibliotekarka raczej mało rozgarnięta w kwestiach damsko-męskich pewnie też wie niewiele więcej niż słomianowłosy chłopiec.
        Rdzawa pieguska bardzo taktownie zachowała milczenie, natomiast niezbyt przezorny i najwidoczniej mało dbający o swoje życie (lub przynajmniej o brak sińców w okolicach twarzowych) maie zdecydował się jednak odezwać. Jego słowa, pomimo ciepłego i rozczulającego dla robotnika pozytywnego ładunku emocjonalnego, jak zwykle nie niosły w sobie żadnej istotnej treści, a co najgorsze, jak płachta na byka podziałały na starszą kobietę.
„Jest przecież kategoryczny zakaz zaskakiwania Reginy Mogelbach!! Ktoś tutaj śmie tego nie respektować!? To ja, i tylko ja w tym mieście wiem wszystko i o wszystkich!!” – ta myśl jak błyskawica przecięła świadomość gospodyni. Natychmiast, mimo początkowego skonfundowania, powróciła jej zwykła hardość i animusz. Wkurzyli ją. Kto konkretnie – rudowłosa mądralińska, która wszystko co wiedziała o życiu (czyli niewiele) wyczytała w książkach, ciamajdowaty chłopczyk z problemami niedorozwoju umysłowego, czy też ten rosły cham z mordą bandyty, ciałem półboga i z zaklętą w mięśniach mocą oblężniczej katapulty – to nie miało już teraz większego znaczenia. Tak się z nią nie postępuje. Zaślepiająca wściekłość przejęła kontrolę nad zwykle twardo stąpającą po ziemi kobietą.
- To wy się znacie??!! – wrzasnęła rozjuszona. Przeskakiwała piorunującym wzrokiem po całej trójce, ale chyba najczęściej spoglądała na Winkę, więc Jeremy postanowił zachowawczo nie wychylać się i póki co nie zabierać się jako pierwszy do wyjaśniania korpulentnej sprzątaczce całego zamieszania.
Avatar użytkownika
Jeremy
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Agelatus, Niphred, Dima, Rufus, Know, Oswald,
Rasa: człowiek
Aura: Słaba aura o barwie żelaza, gdzieniegdzie upstrzonego barachitowymi plamkami czy oczkami w kolorze cyny. Wokół siebie roztacza szafirową barwę oraz woń, która jest mieszanką zapachów drewna, metali z lekko wyczuwalną nutką suszonych ziół. Pomimo tego, że sprawia wrażenie twardej, bywa giętka i elastyczna, choć z drugiej strony nie brakuje jej ostrości. Przy zetknięciu z tą nieco błyszczącą aurą, która wydziela przyjemne ciepło, można usłyszeć świst strzały dopiero co wypuszczonej z cięciwy, uderzenie siekiery, której ostrze wbija się w pień drzewa, a także cichutki szelest ziół rosnących pośrodku polany. W smaku bywa słodka, chociaż momentami pozostawia kwaśny posmak na języku.
Wygląd: Biały mężczyzna w sile wieku, bez żadnych cech szczególnych. Średniego wzrostu i normalnej budowy ciała. Głęboko osadzone oczy, szeroki nos, wysokie czoło, uwydatnione kości policzkowe, pogodny wyraz twarzy i lekki uśmiech. Całe oblicze porysowane zmarszczkami, które pot i kurz ukazują jeszcze wyraźniej. Włosy i zarost na twarzy gęste i szpakowate. Nie dba o nie przesadnie, jak ... (Więcej)

Postprzez Winka » Pn paź 15, 2018 9:07 am

        Umysł Winki nie chciał przyjąć do wiadomości rzeczywistości jaką rejestrowały zmysły bibliotekarki, próbując znaleźć inne wytłumaczenie dla tego, co na pierwszy rzut oka wydawał się dość jednoznaczne, nawet dla skryby, której wiedza w przedmiotowym temacie pochodziła jedynie z tego co wyczytała na kartkach papieru.  To musiało być przemęczenie. W ostatnim czasie dziewczyna zbyt dużo rozmyślała o korsarzu znad plaży, w skutek czego teraz widziała go ukrytego w każdej z swoich szaf.
        - Pani Regino, co pani tu robi!? – Niemal krzyknęła Winka, z zdziwienia zastygając w miejscu z otwartymi ustami. W zasadzie o ile odpowiedź na pytanie „co” była dość oczywista, to wyjaśnienie meandrów zagadnienia „dlaczego”, wydawało się niemal niemożliwe. Wszystko za sprawą tego, iż logika podpowiadała bibliotekarce, że jeżeli dwoje ludzi ma się ku sobie, to znaczy że darzą się pewnego rodzaju sympatią, a z drugiej strony ta sama logika nie dopuszczała twierdzeń, iż panna Mogelbach mogłaby wykazać się życzliwością wobec kogokolwiek. A już z całą pewnością nie dla morskiego awanturnika będącego ostatnim z tych którzy na ową serdeczność by zasługiwali.
        - Co ja tu robię? A może to ty mi wyjaśnisz, z jakiej pety skoro fatygujesz się tu ledwo dwa razy w roku, musisz to robić akurat wtedy gdy zapracowana kobieta próbuje zaznać chwili wytchnienia!?  – Oburzyła się zapytana, niemal natychmiast przechodząc do ofensywy. – Pieprzone urzędasy! Spokoju człowiekowi nie dadzą, śledząc cię na każdym kroku. Banda nierobów warta tyle co wiadro pomyj. Ino wam kwity w głowie by truć nimi życie porządnych obywateli. A ty co się tak szczerzysz, tępa łachudro? Drzwi nawet porządnie zamknąć nie potrafi baran jeden. Przepraszam, mam mnóstwo pracy … - nakrzyczawszy na wszystkich, dzierżąc w dłoniach miotłę niczym królewskie berło, sprzątaczka postanowiła dumnie  opuścić zastałe towarzystwo…
        - Ale ja tylko … - Skryba nawet nie zorientowała się kiedy sama zaczęła się tłumaczyć, tak jakby to ona coś przeskrobała. Musiała znaleźć kogoś, kogo dałoby się obwinić za wszystko, a że maie do tej roli się nie nadawał, całe oburzenie Winki skupiło się na piracie. – To bezczelność! Z wszystkich możliwych schowków w mieście kryć się akurat w tym. Umm się o pana zamartwia. Wychodzi z siebie nie będąc pewnym czy …
        - A ty gdzie leziesz chuda pijawko! – Z sąsiedniego pomieszczenia dała się słyszeć kolejna fala wyzwisk wydobywająca się z gardła wyraźnie wzburzonej Reginy, która to podziałał na bibliotekarkę  niczym wiadro zimnej wody – Wypad mi stąd!
        - Zważaj na język starucho! Jestem kanclerzem, wystarczy jeden mój podpis by pozbawić cię pracy. – Odburkną Radenklift, nie mając pojęcia, że w starciu z poddenerwowaną sprzątaczką jest bez szans.
        - Dla mnie możesz być i księciem, tyle że z gównem na butach! Nauczy się korzystać z wycieraczki albo jego stopa nawet nie dotknie tych schodów! – Wrzasnęła kobieta.
        Dla Winki był to czytelny sygnał że ma coraz mniej czasu. Wobec wizyty jej zwierzchnika, wszystkie wytłumaczenia tego co tutaj zaszło musiały poczekać. Co gorsze zaczekać musiało również należyte sformułowanie prośby jaką dziewczyna miała przedstawić Umm. W tym momencie pozostawała jej improwizacja.
        - Szybko! Bierz to, to i to. Wkładaj na siebie i poczekaj na mnie na górze. – Ponaglała bibliotekarka. – Pamiętasz jak ci mówiłam o jegomościu który chce zabrać to miejsce? Otóż jest taki jeden stary złośnik, zasuszony jak daktyl, o pociągłej twarzy, nosie jak kartofel, małych wiecznie podejrzliwych oczkach i peruce, która swoje lata świetności miała ćwierć wieku temu,  a który to…
        - Mógłby się dowiedzieć kogóż dotyczy ten barwny opis, panno Eloyd? – Odezwał się kanclerz nie wiedzieć kiedy materializując się za plecami Winki. – I cóż to za niezwykłych gości mamy zaszczyt podejmować w czasie pracy?
        - Aaa .. dzień dobry panie kanclerzu. To jest no ten… mój ojciec. – Wyjąkała zagubiona skryba. Dziewczyna desperacko szukała jakiegoś wyjaśnienia, a ponieważ cały czas miała na uwadze rolę jaką chcieli przypisać korsarzowi w planie uwolnienia go z zakonu, postanowiła trzymać się tej opcji. – Tak. Właśnie. Bo jak pan wie wychodzę za maż, wiec chyba naturalnie że tatko powinien być przy tym obecny? Kapitan William Eloyd, pogromca sztormów i takie tam…
Avatar użytkownika
Winka
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Awel, Nurdin, Bluen, Escrim, Groszek, Nyllef, Iru,
Rasa: Człowiek
Aura: Kobaltowa emanacja, o nieznacznej sile, przyozdobiona została o miedziane fale. Dwubarwną mieszaninę otacza przejrzysta, lecz wciąż wątła, ametystowa poświata. Ludzki, wilgotny pot niknie w woni starych ksiąg, które nie pozostawiają żadnego dźwięku przy przekładaniu swych ogromnych, zakurzonych kart. Miękkie i giętkie strony chowają się pod chropowatą nawierzchnią okładki, która odznacza się sztywnością. Tępe krańce księgi rzadko kiedy potrafią zranić. Mimo swych skłonności do wyobrażeń morza pozostawia po sobie nieznaczną suchość w ustach, ale przede wszystkim gości kwaśnym smakiem.
Wygląd: Wygląd Winki od razu zdradza charakter jej pracy. Skóra dziewczyny jest blada gdyż rzadko ma okazję na kontakt z słońcem. Długie, rude. lekko lokowane włosy najczęściej pokryte są kurzem i pajęczynami pieczołowicie zbieranymi z bibliotecznych regałów. Twarz Winki pokryta piegami, wyraża zmęczenie i brak snu, częściowo maskowane przez duże okulary bez których skryba bardzo ... (Więcej)
Uwagi: (loteria) Taniec deszczu [Klątwa] – Za każdym razem kiedy postać tańczy, zaczyna padać. Nawet w pomieszczeniach

Postprzez Umm » Pt lis 02, 2018 5:54 pm

        Relacje między kobietą a mężczyzną nigdy nie były do końca zrozumiałe dla młodego maie, jeśli tylko wkraczały na dziwny grunt pozbawiony słów i wypełniony bliskością. Fizyczność wydawała się mieszać z powietrzem, przez co te było ciepłe, ciężkie i trudno się nim oddychało. A jednak na każdym kroku - nawet bujającego w obłokach chłopca - można było zauważyć powszechne pragnienie stwarzania takich warunków. Zjawisko dziwne, niekoniecznie pozbawione dźwięków, bez wyraźnego tła, na którym znaki, mogłyby jawić się latami gotowe do badania bystrym okiem naukowca, a jednak niepozbawione ich. W tym wypadku ukazywały się one jako subtelne gesty, spojrzenia, krótkie zmącenie ciszy konkretnej przestrzeni ciała, telepatyczne komunikaty, których nie mógł zrozumieć nikt inny poza „rozmówcami”. Chociaż nie... W TYM wypadku, z którym Umm nagle musiał mieć do czynienia, komunikacja wcale na tak subtelną nie wyglądała, aczkolwiek wciąż pozbawiona była według niego wymaganej logiki.
        Rozjaśniło mu się w głowie, dopiero gdy musiał się usunąć z pola rażenia sprzątaczki zmierzającej ku nim z oświecającym słowem „wytchnienia” na ustach. Ah, więc o odpoczynek chodziło! Dlaczego więc każde kolejne słowo burzyło zbudowaną w jednej chwili pewność siebie, której tak bardzo się pragnęło w zaistniałej sytuacji? Każde kolejne słowo wykrzykiwane przez panią Reginę było jak uderzenie młotkiem w gwóźdź. Gwóźdź w dodatku zbyt miękki, by gładko wejść w drewno, więc wyginał się i wciskał w powierzchnię bokiem. Jedno ucho rejestrowało, co się dzieje, drugie zbawiennie zostało tej możliwości pozbawione.
        Nie dało się jednak uniknąć, tego, co najpotężniejsze – gniewu pani Reginy. Umm nie mógł poznać, że wynika ono ze zmieszania podobnego do tego, które ogarnęło dwójkę młodych otwierających drzwi piwniczki bez uprzedzenia. Gotów był uwierzyć, że naprawdę czymś zawinił i może zacząłby nawet przepraszać, zaprosiłby nakrytych na gorącym uczynku z powrotem do ciemnego pomieszczenia, zamknąłby ich tam i odszedł, gdyby Winkeriana – zaskakująco mniej pewna siebie, niż dotychczas – nie postanowiła rozwinąć tematu. Gdyby nie wydała mu poleceń, których i tak nie zdążył wypełnić. i gdyby nie pojawienie się wspomnianego kanclerza. Wtedy zrozumiał. Musi stworzyć wraz z rudowłosą damą w opałach historię. Często przecież snuł opowieści, teraz tylko musiał dać im jeszcze potwierdzenie. To prawie jak inscenizowanie opowiadanej historii. Łatwizna, prawda? Zupełnie niegroźna. Zupełnie...
         Tylko chwila. Ślub? Ślub, o którym kanclerz już wie? Czy nie oznaczało to, że... Czy skryba naprawdę miała narzeczonego, z którym miała się wkrótce związać? Umm czytał co nieco o tych praktykach. Dwoje ludzi płci przeciwnej łączy się ze sobą w sposób oficjalny. Mówi się, że jest to związanie ich dusz, które połączyła miłość. Obrządek ten zaś (w różnych miejscach Łuski wyglądający inaczej) daje niezwykle wiele możliwości zaślubionej parze... Jednostkom jednak może też nieco je ograniczyć. Tylko... Jeśli Winkeriana rzeczywiście miała wziąć z kimś ślub, czemu kłamała na temat pana Jeremy’ego? Chyba nie mógł być naprawdę Williamem Eloydem...
        ...Williamem Eloydem. Umm tylko intuicyjnie wyczuł, że jest to kłamstwo, ale nazwał to po prostu zabawą w snucie opowieści. Skoro ojciec skryby był częścią tworzonej historii, to bardzo możliwe, że teoretyczny narzeczony również. A skoro Umm miał pomóc...
        Patrząc na młodego chłopca, na jego nagłe oderwanie od rzeczywistości, zmarszczone brwi i oczy wpatrzone w bezruchu w kanclerza, można było się domyślić, jak intensywnie coś obmyśla.
- Tak... Ja również właśnie go poznałem. – mruknął pod nosem. Próbował ułożyć kolorowe kawałki włóczki obok siebie, by zaraz zacząć z nich prząść. Jeszcze pokaże wszystkim, że się do czegoś nadaje. Bibliotekarka mogła na niego liczyć.
- Bardzo miło było mi poznać szanownego Williama Eloyda, pogromcę sztormów na wodach i chaosu na lądzie, ojca mądrej i urodziwej Winkeriany Eloyd. – powiedział raptem, niezwykle błyskotliwie, tak jakby był zupełnie inną osobą. Jakby rzeczywiście przeżył już ponad osiemdziesiąt lat. Najpewniej jednak sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że takie zachowanie może być w jego wypadku doprawdy niezwykłe. Odwrócił się w stronę Jeremy’ego, skinął mu głową z uprzejmym uśmiechem.
- Długo pana wyczekiwałem. Bałem się nawet, że wydarzyło się coś złego, ale na szczęście to zwykła ciekawość życia na lądzie namieszała nam dzisiaj trochę...
        Umm wydawał się promienieć. Poczuł się niezwykle dobrze w swojej nowej roli. Mógł być uprzejmy, jak lubił, ważny, jak sobie wymarzył, a w dodatku mógł opowiadać historie, które stawały się rzeczywistością. Bawił się w aktora, w którego autentyczność wszyscy wierzą. A przynajmniej powinni. Kanclerz ani słowem mu nie przerwał, gdy chłopak ukłonił się tym razem jemu.
- Proszę wybaczyć mi ten strój, ale sam również wracam z podróży... z Rododendronii, gdzie mieszka rodzina narzeczonego... To znaczy moja. Szalona podróż! Panienka Winkeriana była tak uprzejma i... dała mi te ubrania, żeby... Cóż. Chyba nie zdążyłem.
Avatar użytkownika
Umm
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Kerhje, Smilla, Eldrizze, Zgniłek, Øra, Ophelia, Spinka,
Rasa: maie nieboskłonu
Aura: Kiedy spojrzysz w tę aurę bez wątpienia od razu dostrzeżesz krystalicznie czystą, szafirową poświatę, na której niczym gwiazdy błyszczą srebrne i kobaltowe punkciki migające raz to smutno, raz figlarnie i bardzo wesoło. Niekiedy na przestwór o niewątpliwej, choć nieprzerysowanej sile wkradają się dojrzałe pasma obsydianu, są jednak zbyt anemiczne i blade, by została z nich zrodzona ametystowa barwa. Miast niej pojawia się miedziany pył - przylatuje do Ciebie wraz z ciepłym wiatrem; wiatrem niosącym zapach dzikich kwiatów i rzadkiego powietrza znad najwyższych gór. Podmuchy, z początku spokojne, stają się coraz silniejsze. Próbują unieść Cię ku niebu, ku jego krańcom, wyżej i wyżej - a gdy osiągną swój limit i dalej nie będą już mogły dotrzeć, z żalu zacznie drgać cały świat. I ziemia i wody i przestworza nad nimi. I znów stąpać będziesz po rozległych, barachitowych polach pokrytych miękką, lepką od wilgoci trawą. Tworzy ona pod stopami mięciutki dywan - podłoże, na którym baraszkować by mogły najmłodsze księżniczki o najdelikatniejszych stópkach. Gładkie źdźbła bajkowych roślin uginają się pod niemal najlżejszym naciskiem, a odciśnięte na nich cynowe ślady ku niewiadomej, zostają na zawsze zapisane w pamięci emanacji. Trzeba tylko uważać na trafiające się od czasu do czasu kamyczki - nie są one ostre, ale jednak leciutko chropowate. Poza tym można wędrować spokojnie, chłonąc atmosferę słodkiej niewinności i przytłaczająco kwaśnej melancholii wczesnego poranka.
Wygląd:
I

Jak można opisać coś co czujesz, gdy budzisz się i masz ochotę zasnąć z powrotem? Jak opisać uczucie, gdy wyglądasz przez okno i widzisz delikatną mżawkę, będącą jedyną nadzieją na rozbudzenie? Co czujesz, gdy widzisz malutkie listki koniczyny zroszone mokrymi kropelkami? Wychodzisz na dwór, by woda przyprawiła o przyjemne dreszcze twoją skórę? ...
(Więcej)

Postprzez Jeremy » Wt lis 06, 2018 4:03 pm

        Trochę go zaskoczyła gwałtowność, z jaką zmieniały się sytuacje i okoliczności w bezpośrednim pobliżu i wewnątrz miejskiej biblioteki. Dziwiło go zwłaszcza to, jak szybko ewoluował status i nazewnictwo jego własnej osoby. Kwadrans temu był tu tylko wstrętnym, nieproszonym włóczęgą. Zaraz potem zaliczył raptowny awans, bo jeszcze przed chwilą mógł się szczycić mianem „Ogiera!”, gdy dyszący głos Reginy podniecał jego męskość. Nie na długo, bowiem po wejściu Umma i Winki do sutereny ponownie został sprowadzony na poziom „barana, który nawet drzwi porządnie nie potrafi zamknąć”. A teraz zgodnym zawołaniem dwójki małolatów nagle stał się sławnym jeźdźcem burzy i przemożnym władcą morskich fal. Ludzie (i maie) w Turmalii ewidentnie potrafili się wprawić w stan upojenia i to bez kropli alkoholu.
        Przez chwilę Jeremy zazdrościł im wszystkim, nie pozwolił jednak tej zawiści zbyt długo nad sobą panować. Zepchnął ją w głąb umysłu i trzeźwo zastanowił się co tu się właściwie dzieje i co może na tej absurdalnej sytuacji ugrać dla siebie. Co prawda gościnna w kroku sprzątaczka mogła zaoferować mu tego wieczora całkiem przytulny zakątek, obawiał się jednak, że romans może się skoczyć na jednym tylko razie. A pojedynczy nocleg to było zdecydowanie za mało, by zregenerować siły przed czekającą go długą wyprawą w głąb kontynentu, zwłaszcza, jeśli ta noc byłaby wypełniona nie pokrzepiającym snem, a jękami i stękaniem - upojnymi co prawda, lecz jednak bardzo wyczerpującymi fizycznie.
        Ruda bibliotekarka zalicytowała znacznie wyżej, nazywając drwala swoim ojcem. Po takiej odważnej deklaracji skryba już nie będzie mogła się go tak po prostu wyprzeć. Postanowił więc zagrać w jej drużynie i w ten sposób tanio kupić sobie jakiś trochę dłuższy czas spokoju. Przede wszystkim trzeba było myśleć logicznie, więc cieśla wybrał przeżycie, a nie krótkotrwałe przyjemności.
        Entuzjazm z jakim Umm zareagował na propozycję ożenku z Winkerianą był trochę przerażający, jednak Bastiończyk od samego początku nie przeceniał władz umysłowych młodego czarodzieja.
- „ Kto się raz sparzy ten na zimne dmucha.” – pomyślał z pobłażliwością. – „To będzie twarda lekcja życia, ale na dobre ci wyjdzie.”
Pozwolił mu zatem w pełni wypowiedzieć te wszystkie górnolotne deklaracje i popiać trochę peanów na temat mądrości i urody jego przyszłej żony, które to przymioty raczej trudno byłoby udowodnić. Nie przerywał, ani też nie próbował ustrzec chłopca przed składaniem zbyt pochopnych obietnic.

        Stary urzędnik zaś, choć może był bezużyteczny i może nawet był głupi, ale z całą pewnością nie był ślepy.
- „To twój tatko? Jasne! Małe, chude i rude cholerstwo, upierdliwe jak stonka, z pyzatą, nakrapianą piegami twarzą i posągowo wręcz brylasty, ale przy tym okropnie niechlujny blond bandyta z kwadratową szczęką, rozpłaszczonym nosem jakby to właśnie nim najczęściej blokował bokserskie ciosy i tępym wzrokiem pospolitego osiłka, który do tego sprawia nieodparte wrażenie, jakby hobbystycznie lubił się naćpać poprzez wąchanie własnych pierdów.”
- Masz mnie za durnia, panno Eloyd! – mało uprzejmie wrzasnął na młodą skrybę. – Mam uwierzyć, że to jest pani ojciec? Przecież wy nawet nie jesteście do siebie podobni!
        Jeremy uznał, że to dobry moment, by zareagować i włączyć się do dyskusji. Nie, żeby jakoś specjalnie żal mu się zrobiło piegowatej, ale jednak nie pasowało mu tak ostentacyjne darcie mordy na, bądź co bądź, kobietę. Nie bardzo komponowało mu się to z tym, co według jego kanonu zachowań facetowi wypadało czynić. Podszedł więc, pewnym ruchem ręki zagarnął dziewczynę sprzed wydzierającego się chudzielca i chropowatą łapą przytulił do piersi. Nie zrobił tego jakoś przesadnie delikatnie, ale postarał się włożyć w to na tyle dużo czułości, żeby awanturujący się urzędas na własne oczy zobaczył, że jednak tą dwójkę łączy jakaś więź, oraz oczywiście zrobił to na tyle ostrożnie, by absolutnie nie spowodować u niej większego bólu. Taki zwykły gest wystarczył, by ochronić bibliotekarkę od dalszych inwektyw. Robotnik w swej prostej szacie nie wyglądał ani jakoś majestatycznie, ani podniośle, ani tym bardziej kapitańsko, ale jednak solidna budowa ciała i spokojna, pewna siebie mina były na tyle groźne dla Radenklifta mocnego wyłącznie w gębie, żeby pieniacz przezornie zamilknął – stwierdziwszy najwyraźniej, że z tym facetem zdecydowanie nie warto było teraz otwarcie zadzierać, zwłaszcza dopóki za plecami ma się tylko ścianę, a nie pluton zbrojnych.
        O ile bycie „ojcem panny młodej” jakoś jeszcze drwal mógł przyjąć do wiadomości, to wchodzić w rolę dystyngowanego panicza zdecydowanie nie miał zamiaru. Miał na takich typków alergię, w ogóle nie zadawał się z salonowymi pajacami, więc zwyczajnie też nie miał szans wiarygodnie takiego kogoś odegrać. Zresztą, gdyby nawet spróbował, to szybko zostałby zdemaskowany, bo znalazł się akurat w towarzystwie aspirującym do miana „wyższych sfer”, które wolało sobie zapychać głowy dyrdymałami z książek niż prawdziwą mądrością biorącą się z uczciwego życia pośród prostej, ale przynajmniej zdrowej społeczności. Zdecydował, że pójdzie w przeciwnym kierunku. Uznał, że może pozwolić sobie na trochę swawolnego hultajstwa, które jednak marynarzom (za którego wszakże przedstawiła go Winka) zwykle wybaczano i puszczano płazem. Tego zadufany stary pierdziel się spodziewać na pewno nie mógł, więc tym łatwiej powinno go to wybić z hardej postawy i zepchnąć na pozycje obronne.
- Podobni.. niepodobni.. – wzruszył ramionami rzemieślnik. - Bo ja wiem czy to w ogóle moje dziecko? Może jej matula dawała na boku, jak ja byłem zajęty poskramianiem tych wszystkich sztormów. – mrugnął do starca niby porozumiewawczo, a choć widział jak wielką abominację wzbudza w kanclerzu swoimi insynuacjami, to w ogóle nic sobie z tego nie robił. – A powiem panu, że przecież miała co na boku dawać. – dodał i oblizał się obleśnie, by jeszcze spotęgować efekt obrzydzenia. - Eh.. jak se tylko przypomnę, to aż łzy ledwo mogę utrzymać.. – Wplótł w swoją wypowiedź trochę typowo morskiej melancholii i tęsknoty za ukochaną kobietą zostawioną samą i z brzuchem dawno temu w macierzystym porcie. Po aktorsku wręcz zadumał się z wzrokiem wbitym w ścianę, a jego gałki oczne faktycznie po chwili zaszkliły się wilgocią. - Tyłek wielki jak komoda! – ryknął ni z tego ni z owego. – Nieśmiała jak ośmiornica! Cicha jak zmierzchanie! A ruda była jak jesień! – trochę pijackiego wrzasku również nie powinno zaszkodzić, a mogło nawet pomóc w dodawaniu mu wiarygodności. – Eh.. potrafiła zawrócić w głowie marynarzom ta moja wiewióra.. - rzucił cichym szeptem, kolejny już raz nagle zmieniając ton i natężenie głosu. Zastanawiał się tylko, ile jeszcze niedyskrecji i niedorzeczności na temat swej domniemanej małżonki musi wymyśleć, żeby wreszcie ktoś mu przerwał tę tyradę. – W każdym razie kocham Winkę i traktuję jak swoją własną córę.. – sam wreszcie zmienił temat, a żeby nie pozostawić kanclerzowi żadnych złudzeń poufale poczochrał fryzurę pannicy przyduszonej do swej wielkiej piersi. – „Hehe!” – zaśmiał się w duchu – „Patykiem tatusia na plaży witasz? To poczuj teraz co znaczy ojcowska miłość!” – zadbał, by oczywiście nie przesadzać z siłą i przypadkiem nie zrobić przybranej przed chwilą córuchnie krzywdy, ale też zupełnie jej nie oszczędzał w tym mocno topornym głaskaniu.
        Czy Radenklift uwierzył, że Jeremy jest oficerem floty i biologicznym rodzicem rudowłosej? – po jego przerażonych oczach i rozdziawionej w zdumieniu gębie trudno cokolwiek było stwierdzić. Ale też cieśla nie chciał na siłę mu nic udowadniać. Nieważne co myśli jakiśtam gryzipiórek – zresztą, dopóki jego głównym wrogiem jest bibliotekarka i swe podejrzenia kieruje przede wszystkim w jej stronę, to drwal jest w miarę bezpieczny. A nawet jak przypadkiem przy tym udawaniu ojca robotnik nieco przesadzi i wezmą go za jakiegoś oszołoma, to cóż z tego? Autorytetem Winkeriany został przedstawiony jako pan Eloyd, więc tym samym nie pracował tu już na swoje własne nazwisko, ale na konto sir Williama. Co by się nie wydarzyło, i co by ludzie sobie na jego temat nie pomyśleli, to i tak w ostatecznym rozrachunku to nie cieśla z Ostatniego Bastionu, a szlachetny pan kapitan przyjmie wszystko na swojego garba i na swoją reputację. On zaś - Jeremy Favagó  - za parę tygodni zniknie z Turmalii czysty jak łza. Umm, jeśli faktycznie go pogrzało i weźmie ślub z tą przemądrzałą wariatką, to w końcu kiedyś i tak od rudej hetery zwieje z podkulonym ogonem na swojej magicznej książce. I tylko oceniająca ludzi po okładce bibliotekarka zostanie w tej zapyziałej mieścinie sama, porzucona przez męża (lub narzeczonego, jeśli maie opamięta się odpowiednio wcześniej) i z raczej mało zaszczytną opinią nieślubnego dziecka portowej kurtyzany i niepoczytalnego marynarza, który to znajdował frajdę w zapładnianiu wiewiórek. A jeśli na domiar złego jej prawdziwi rodziciele kiedyś zdecydują się ją odwiedzić, to jeszcze dodatkowo skryba wyjdzie na kłamczuchę i niewdzięcznicę szargającą ich dobre imiona i hańbiącą rodowe nazwisko.
Avatar użytkownika
Jeremy
Błądzący po drugiej stronie
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Agelatus, Niphred, Dima, Rufus, Know, Oswald,
Rasa: człowiek
Aura: Słaba aura o barwie żelaza, gdzieniegdzie upstrzonego barachitowymi plamkami czy oczkami w kolorze cyny. Wokół siebie roztacza szafirową barwę oraz woń, która jest mieszanką zapachów drewna, metali z lekko wyczuwalną nutką suszonych ziół. Pomimo tego, że sprawia wrażenie twardej, bywa giętka i elastyczna, choć z drugiej strony nie brakuje jej ostrości. Przy zetknięciu z tą nieco błyszczącą aurą, która wydziela przyjemne ciepło, można usłyszeć świst strzały dopiero co wypuszczonej z cięciwy, uderzenie siekiery, której ostrze wbija się w pień drzewa, a także cichutki szelest ziół rosnących pośrodku polany. W smaku bywa słodka, chociaż momentami pozostawia kwaśny posmak na języku.
Wygląd: Biały mężczyzna w sile wieku, bez żadnych cech szczególnych. Średniego wzrostu i normalnej budowy ciała. Głęboko osadzone oczy, szeroki nos, wysokie czoło, uwydatnione kości policzkowe, pogodny wyraz twarzy i lekki uśmiech. Całe oblicze porysowane zmarszczkami, które pot i kurz ukazują jeszcze wyraźniej. Włosy i zarost na twarzy gęste i szpakowate. Nie dba o nie przesadnie, jak ... (Więcej)

Postprzez Winka » Pt lis 09, 2018 2:05 pm

        Winka nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. W ostatniej chwili znalazła wybawców, wprowadzając w życie plan który absolutnie nie miał prawa zadziałać, a tymczasem wszystko układało się po jej myśli. Podejrzewała, że gdyby zdecydowała się na normalną rozmowę z świeżo poznanymi kompanami, Umm ni w ząb nie zrozumiałby jej prośby, a pirat wyśmiałby ją na całe gardło, obarczając przy tym całą gamą niecenzuralnych epitetów, odnośnie jej inteligencji i sposobu w jaki patrzyła na świat, dlatego też tym bardziej nie miała prawa oczekiwać że niejako przymuszeni do swojej roli, oboje zachowają się dokładnie tak jakby chciała tego skryba. Być może los który cały czas zdawał się sypać jej piach w oczy, tym razem dla równowagi postanowił wesprzeć dziewczynę. Winka poczuła niewyobrażaną ulgę. Nagle wszystko stało się takie proste.  Za dwa dni flota Turmalii wypłynie w zapowiadaną wcześniej podróż, a jej miejsce zajmie ktoś kto z całą pewnością lepiej odnajdzie się w morskich eskapadach. Ona sama z kolei ogłosi iż niestety nie doszła do porozumienia z przyszłym małżonkiem. Ich płomienny romans gwałtownie się rozpadł, narzeczony uciekł, a porywczy Wiliam Eloyd ruszył za nim w pościg. W ten sposób wszystko wróci do normy. Winka znów będzie bezpieczna, a co więcej w przypadku gdyby znów pojawił się pomysł wsadzenia jej na statek, opracowany plan z ślubem da się ponownie wykorzystać.
        Bibliotekarka nie miała wątpliwości że to za sprawą intryg kanclerza zawieszono nad nią groźbę natychmiastowego zaokrętowania na pokład i wywiezienia za linię horyzontu. Niewiele był w mieście osób życzących jej tak źle jak bezpośredni przełożony, a przy tym osób doskonale zorientowanych w fakcie iż skryba ma mdłości od samego patrzenia na wodę której ilość przekracza objętość typowej miski. Jednak mimo całego sprytu, przebiegłości, starań i wykorzystania licznych kontaktów posiadanych przez starego dyplomatę, to ona obecnie tryumfował, śmiejąc się Radenkliftowi prosto w twarz.  A przynajmniej mogłaby się śmiać, gdyby nie fakt iż zmuszona została do desperackiej obrony przed zgnieceniem w pirackim uścisku, próbą oskalpowania w wyniku nadmiernej czułości i konfrontacją z zapachami wydobywającymi się spod pachy korsarza.  
        Paradoksalnie swoim rubasznym zachowaniem cieśla idealnie wcielił się w rolę jej ojca. Winka nie chciała tego przyznać, ale ci dwoje mieli z sobą wiele wspólnego. Być może wszyscy marynarze byli tacy sami. Bezpośredni, protekcjonalni, gburowaci, bez szacunku dla świętości i z twardym przekonaniem że wszystko wiedzą lepiej. Prawdziwy Wiliam rzadko naginał się do jakichkolwiek reguł, a już z całą pewnością nie pozwalał panoszyć się po swoim pokładzie zasadom innym niż jego własne.
        - Tatko, przestań! Nie możesz mówić w ten sposób o mamie! – Protestowała skryba, kopniakiem w kostkę starając się przywołać rzekomego ojczulka do przyzwoitości. – Jesteś kapitanem okrętu! Trochę szacunku dla urzędu, a zwłaszcza dla tej która jest właścicielem twojej łajby.  
        Tymczasem Radenklift przyglądał się wszystkiemu z marsową miną. Oczywiście nie zamierzał składać broni, tym bardziej że ani przez chwile nie uwierzył w ową amatorską mistyfikacje. Jego problem polegał na tym iż póki co nie miał żadnych dowodów by postawić na swoim. Nie przeszkadzał mu to by przysiąść sobie, że gdy tylko odkryje spisek, osobiście dopilnuje by cała ta trójka kontynuowała swój marny żywot gnijąc w lochach. Zastanawiał się w kogo powinien uderzyć? Może w młokosa, które z całą pewnością nie miał doświadczenia w konfrontacji z doświadczonym bywalcem salonów, wobec czego raz dwa pęknie i wygada się z wszystkiego? A może łatwiej będzie dobrać się do wielkoluda, którego rola wymagała starannego przygotowania, a to z kolei dawało kanclerzowi szanse na podważenie autentyczności kapitana Wiliama?
        Skupiony na potencjalnych przeciwnikach, kanclerz nie dostrzegł najniebezpieczniejszego z swoich wrogów. Wywiązującej się dyskusji, poza trójką ludzi i jednym maie, przysłuchiwało się również tajemnicze drzewo, którego pełzające po stropie gałęzie, wydłużały się za każdym razem gdy istota towarzysząca Wince wyczuwała grożące jej zagrożenie. Skryba również nie miała pojęcia jak niewiele dzieliło ich od chwili w której rozjuszone pnącza zacisną się na szyi starszego człowieka. W tej chwili miała przed oczyma inne priorytety a badanie rośliny siłą rzeczy musiała przesunąć na inny termin.
        - Taa… pańskie dokonania są nam powszechnie znane. W każdym razie rad jestem mogąc poznać kapitana osobiście. – Spokojnym tonem zaczął kanclerz. – Przyznaję iż odkąd usłyszałem o planach naszej drogiej Winkeriany, z niecierpliwością wypatrywałem pańskiego okrętu zmierzającego do naszego portu. Jak to on się nazywa? Zdaje mi się iż umknął mi moment w którym ten wspaniały statek przycumował do nadbrzeża. Jednak czym prędzej pofatyguje  się by go zobaczyć. Ah… i oczywiście zapraszam czcigodnego kapitana do siebie na partyjkę szachów. Słyszałem iż jest pan wyśmienitym graczem.
        - Proszę nie nękać taty i nie zabierać mi go chwilę po tym jak mogliśmy się spotkać. – usiłowała zaprotestować Winka, przekonana iż Radenklift jeśli nawet do tej pory nie wiedział wiele o jej ojcu, to na rzekome spotkanie będzie już doskonale przygotowany, tak by przeegzaminować wiedzę swojego oponenta. – A poza tym większość co o nim mówią to plotki.
        - Ależ moja droga, ja tylko staram się uatrakcyjnić kapitanowi czas, gdy ty i twój narzeczony będziecie bardzo zajęci.
        - Czy to są jakieś insynuacje? – Podejrzliwie spytała bibliotekarka.
        - Skądże znowu. Proszę. Zaproszenia na bankiet. Dla was obojga. Pomyślałem że skoro zrządzeniem losu straciłaś okazję wzięcia udziału w legendarnej wyprawie, choć oczywiście cieszę się twoim szczęściem – kontynuował Radenklift - to chociaż chciałabyś poczuć jej namiastkę, żegnając naszych dzielnych śmiałków, biorąc udział w przyjęciu pożegnalnym odbywającym się na pokładzie „Światła Drakona”.
Avatar użytkownika
Winka
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Feyla, Ilia, Awel, Nurdin, Bluen, Escrim, Groszek, Nyllef, Iru,
Rasa: Człowiek
Aura: Kobaltowa emanacja, o nieznacznej sile, przyozdobiona została o miedziane fale. Dwubarwną mieszaninę otacza przejrzysta, lecz wciąż wątła, ametystowa poświata. Ludzki, wilgotny pot niknie w woni starych ksiąg, które nie pozostawiają żadnego dźwięku przy przekładaniu swych ogromnych, zakurzonych kart. Miękkie i giętkie strony chowają się pod chropowatą nawierzchnią okładki, która odznacza się sztywnością. Tępe krańce księgi rzadko kiedy potrafią zranić. Mimo swych skłonności do wyobrażeń morza pozostawia po sobie nieznaczną suchość w ustach, ale przede wszystkim gości kwaśnym smakiem.
Wygląd: Wygląd Winki od razu zdradza charakter jej pracy. Skóra dziewczyny jest blada gdyż rzadko ma okazję na kontakt z słońcem. Długie, rude. lekko lokowane włosy najczęściej pokryte są kurzem i pajęczynami pieczołowicie zbieranymi z bibliotecznych regałów. Twarz Winki pokryta piegami, wyraża zmęczenie i brak snu, częściowo maskowane przez duże okulary bez których skryba bardzo ... (Więcej)
Uwagi: (loteria) Taniec deszczu [Klątwa] – Za każdym razem kiedy postać tańczy, zaczyna padać. Nawet w pomieszczeniach

Poprzednia strona

Powrót do Turmalia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron