[Przystań portowa] Perfumy i jedwab


Miasto słynące głównie z ogromnego portu handlu dalekomorskieg. To tutejsze stocznie bujdą statki handlowe dla całego wybrzeża. Miasto rybaków i hodowli wszelkiego rodzaju stworzeń morskich.

Postprzez Skierra » Pt cze 15, 2018 4:10 pm

Melouria miała rację, mówiąc że miał problemy z ubraniami. Tak naprawdę jednak zgadzał się z tym twierdzeniem jedynie w innym jego znaczeniu. Skierra miał problem z noszeniem ubrań, a posiadanie na sobie jakichś tkanin uważał za raczej durny proceder, do którego generalnie trzeba się było stosować, no bo tak. Zawsze ubrania wydawały mu się niewygodne i krępujące ruchy, a przy tym jeszcze generalnie brzydkie. Nie widział jeszcze żadnej części garderoby, która naprawdę spodobałaby mu się przez sam wygląd. Ponadto jak na złość wszyscy wokół wymagali tego żeby jakieś nosić, nawet Melouria, której piekielna natura powinna podpowiadać jej co innego. Jeżeli miał wpasować się pomiędzy ludzi, musiał respektować te niewygłaszane przez nikogo zasady, bo inaczej szybko zostałby odkryty. A skoro już o tym mowa, to musiał zrobić to dobrze, by podeprzeć argument którym rzucił piekielnej jeszcze chwilę temu, by pokazać jaki jest samodzielny. Co do tego oczywiście nie było wątpliwości, ale udowodnić że ma się rację jest zdecydowanie całkiem istotną rzeczą, nawet jeżeli Melouria nie miałaby okazji się o tym dowiedzieć z różnych powodów.
  To że się z nią nie do końca zgadzał, nie zmieniało faktu że część jego ubrania była w ruinie. Szczególnie irytujące były rękawy, które rozerwane w wielu miejscach zwisały już praktycznie od barków w formie która wręcz przypominała poszarpane frędzle, odbijające się mu o ramiona przy każdym ich ruchu. Mówiąc już o beznadziejnym stanie ubioru, warto byłoby wspomnieć jeszcze nogawki u spodni, ale rozległe rozdarcia od wewnątrz nie przeszkadzało mu nawet w części tak bardzo jak zwisające resztki rękawów. Niezależnie od tego czy było to intencją Melourii czy nie, zaczął chwytać i odrywać niepotrzebne mu fragmenty koszuli. Szło mu to nawet zgrabnie, gdyż zaledwie chwilę później zabierał się już za drugi z rękawów. Zmasakrowane fragmenty materiału zwyczajnie rzucił na podłogę, zakładając z góry że nikogo to w zasadzie nie obchodzi.
- Chodźmy już. – mruknął Skierra, kiedy tylko uporał się z koszulą. Nie można było wprawdzie powiedzieć, że wyglądał o wiele lepiej, ale w tym momencie przynajmniej nie dało się stwierdzić jaki naprawdę był powód z jakiego pozbył się rękawów. W zasadzie to chyba nawet przypominał sobie że widział kilku tutejszych którzy nosili podobne łachy. Chyba byli to marynarze, ale nie był tego pewien. Tak naprawdę nie wiedział szczególnie wiele o tym mieście. W każdym razie nie na tyle, by móc się określić w tej kwestii. Tak czy owak, przypominał z ubioru miejscowych i to w sumie było najważniejsze, nawet jeżeli nie było ich tu za dużo, a i tak się od nich trochę odróżniał. Zawsze mógł być wzięty po prostu za zwyczajny ewenement, nic czym ktokolwiek powinien się przejmować.
  W końcu udało im się jakimś cudem opuścić tamten pokój, zostawiając za sobą również i apartament. Kiedy mieli schodzić po schodach, nieomal wpadli na jakąś młodą dziewczynę, która niosła ze sobą złożone ubrania. Skierra wprawdzie miał pewność że przenoszone przez nią łachy nie miały z nim nic wspólnego, ale mimo to spojrzał na nie ciekawym wzrokiem. Jeżeli miał się zaadaptować, to musiał się dowiedzieć wielu rzeczy o tym miejscu, a ostatnia reakcja piekielnej sugerowała, że ubrania stoją na miejscu priorytetowym. W sumie pewnie miała rację, bo pomimo tego jak długo z nią przebywał, jeszcze do niedawna nie zorientował się kim jest. Musiało to więc mieć ze sobą jako taki związek.
  Kiedy wyszli na zewnątrz, Melouria od razu zaczęła iść w jakąś stronę. Skierra, nie mając zbyt wiele opcji podążył za nią, pozwalając jej się prowadzić ulicami miasta. W zasadzie musiał pozwolić się prowadzić, gdyż samodzielnie wydostanie się na zewnątrz zajęłoby mu trochę czasu. Żeby to zrobić musiałby pewnie przyjrzeć się głębiej nie do końca swoim wspomnieniom, a nienawidził tego robić. Każde wspomnienie bowiem zawiera że sobą związaną z nim cząstkę myśli posiadacza, jakąś ważną informację lub inne tego typu rzeczy. Gdy przyglądał się tym wspomnieniom to dosłownie czuł, jak druga osobowość w nim staje się silniejsza, mimo tego jak próbował temu zapobiegać. To po prostu działo się samo z siebie, bo tor myśli nieodwracalnie przypominał ten należący do kapłana. Z tego też powodu, prawie nigdy tego nie robił jeżeli nie było to absolutnie konieczne. Nawet jeżeli wspomnienia zawierały cenne informacje, to nie bardzo mógł do nich sięgnąć, bez narażania się na kolejne walki z osobowością kapłana. Dlatego też musiał się go jak najszybciej pozbyć. Liczył na to, że wtedy będzie mógł oglądać wszystkie swoje wspomnienia bez żadnych konsekwencji.
  Kiedy tak szli naprzód, zauważył że mijani przez nich ludzie jakby się na nich gapili. Nie bardzo potrafił powiedzieć skąd miał takie wrażenie, jednak mógłby przysiąc że zwracali na siebie więcej uwagi niż ktokolwiek inny dookoła. No prawie, gdyż na swojej drodze napotkali raz kogoś, kto znacząco ich przebijał w zwracaniu uwagi. Nieustannie krzyczał jakieś dziwne, niezrozumiałe wyrazy, kiedy przebiegał jakąś boczną uliczką. Skierra tak naprawdę widział go tylko przez chwilę, jednak bez najmniejszych wątpliwości zdążył stwierdzić że to jakiś szaleniec. Przez jakiś czas po tym jakby większość ludzi przestała się nimi interesować, lecz nie trwało to zbyt długo. Już wkrótce znów przyciągali oczy wszystkich dookoła, czasami nawet aż za bardzo.
- Hej! Ty tam! – zawołał ktoś z podejrzanie ciemnej alejki, obok której akurat przechodzili. Skierra spojrzał w tamtą stronę i zobaczył kryjącego się w najciemniejszym punkcie jaki dało się tam znaleźć mężczyznę, który najwyraźniej uważał że z ulicy jest zupełnie niewidoczny. Wilkołak jednak miał naprawdę dobry wzrok i bez problemu zobaczył jego ciemny płaszcz, lekko ruszający się na wietrze.
- Czego?! – warknął w jego stronę, a w jego głosie dało się słyszeć nie tylko gniew, ale także i coś dziwnego i nieludzkiego. W każdym razie jednak, na dźwięk jego słów, tajemniczy idiota w kącie drgnął lekko, znieruchomiał i potem nie odpowiedział już zupełnie nic, nagle tracąc cały animusz. Skierra prychnął, trochę poirytowany jego zachowaniem, a trochę zawiedziony że nie miał czasu żeby choć na chwilę zawitać w tej alejce i pokazać mu co o nim myśli. Zaraz jednak przyśpieszył kroku, żeby dogonić oddalającą się od niego Melourię.
  Kiedy ponownie minęli bramy, tym razem jednak już bez większych problemów, nagle zorientował się że jest trochę ciepło. Było to z jego strony jakże niesamowicie spostrzegawcze stwierdzenie, jednak do tej pory nie miał okazji by stać w pełnym słońcu. I prawdę mówiąc gdyby nie ten fakt, to pewnie nawet by tego nie zauważył. Zwykle wcale nie przeszkadzały mu skrajne temperatury, czy to wysokie czy niskie. Rzecz jasna w tej postaci trochę gorzej znosił mróz, a w drugiej ciepło, ale i tak zauważył, że radził sobie z tym lepiej niż otaczająca go większość istot innych gatunków. Przez chwilę przez głowę przemknęło mu pytanie, jak sobie z tym ciepłem radziła Melouria, lecz zaraz przypomniał sobie o jej piekielnym pochodzeniu.
- Czy tutaj się nada? – spytał, kiedy wreszcie przechodzili obok jakiegoś lasu. Tak naprawdę nie wiedział za bardzo, czego tak właściwie szukali, domyślał się jedynie że chodziło o jakąś dzicz. Tak więc, kiedy takową mijali, uznał za słuszne by się o to zapytać. W odpowiedzi wprawdzie otrzymał jedynie stanowcze „Nie”, które naprawdę wiele mu mówiło. Przez chwilę próbował jakoś wypytać się dlaczego to miejsce się nie nadaje, lecz w efekcie otrzymał jedynie drugie słowo dodane do pierwszego, czyli dokładnie: „Bo nie”. Nie było nawet o czym dyskutować. Zmuszony sytuacją, Skierra podążył dalej za Melourią, nie wiedząc właściwie gdzie go prowadziła. Wiedział wprawdzie po co, lecz wciąż nie miał pojęcia jak, co również mu się nie podobało.
  Zmierzchało już, a na niebie roztoczyła się rozległa, czerwona łuna, kiedy wreszcie Melouria się zatrzymała. W pobliżu znajdowało się coś na kształt niewielkiego zagajnika, którego drzewa stykały się niemal ze sobą, jakby z obawy przed zimnem, pomimo tego jaka panowała teraz temperatura. Poza tym w sumie nie było tu wiele, jeśli nie liczyć trochę bardziej oddalonego od nich lasu. Wokół nich nie było ani jednej żywej duszy, która mogłaby im w jakiś sposób przeszkodzić. Jedynie gdzieniegdzie na gałęziach siedziały ptaki, a z dość daleka przyglądały się niedawno spłoszone gryzonie. Wyglądało na to, że byli na miejscu.
- A niby dlaczego miałbym nie być pewien? Sama pewnie dobrze wiesz, że być od kogoś zależnym do tego stopnia jest udręką. Nie wiem jak to jest u ciebie, ale z pewnością też komuś podlegasz, czyż nie? Nawet jeśli, to zdajesz sobie sprawę co mnie czeka, jeżeli mnie tak zostawisz. Skończę się ja i zostanie tylko on, z wszystkimi moimi wspomnieniami. Będzie wiedział kim jesteś i możesz mi wierzyć, że twój sekret nie pozostanie już tajemnicą. Może i nie znajdzie cię osobiście, ale z pewnością przekona dość ludzi by cię schwytać. Nie wiem na ile pomogłyby ci twoje zdolności kamuflażu, ale mówię ci, lepiej jest mieć pewność, że nic o tobie nikomu nie wygada. Tu chodzi nie tylko o mnie, ale i o ciebie, dobrze wiesz że w jego obecności nie jesteś bezpieczna. Ja nie mam powodu żeby próbować cię skrzywdzić, w przeciwieństwie do niego. – skończył swój wywód Skierra, nagle zdając sobie sprawę że całe to gadanie było zupełnie nie na miejscu. Ona pewnie doskonale o tym wiedziała i nie potrzebowała by jej o tym przypominał. – Wiesz co, może lepiej zapomnij że coś mówiłem. Wybacz. – dopowiedział, trochę wbrew woli zmuszając się by dodać na samym końcu ostatnie słowo, jednak jakoś udało mu się to zrobić.
  Po chwili poczuł jak jej palce stykają się z jego piersią, po czym zaczynają wędrować w górę, gdzie zatrzymały się dopiero na jego karku. Nie bardzo wiedział co miałoby to oznaczać, nie przypominał sobie bowiem żeby widział gdzieś indziej wśród ludzi podobne zachowania. Wydawało mu się że to tylko ona robi coś takiego, czymkolwiek by to nie było. Gdyby jednak się go zapytać, to na pewno nie powiedziałby że ma coś przeciwko. Tak naprawdę to nawet mu się spodobało.
  Patrzył akurat w niebo na horyzoncie, przyglądając się pojawiającym na nim świetlistym punktom. Zdawało mu się że z każdą chwilą pojawia się jakaś nowa, niewielka gwiazda, która potem świeci coraz jaśniej i jaśniej, a obok niej wciąż pojawiają się nowe. Nie miał wprawdzie pojęcia jak, ani dlaczego tak się dzieje, jednak zjawisko zdecydowanie było przyjemne dla oka. Właśnie wtedy z chwilowego zamyślenia wyrwał go głos Melourii. Minęła chwila nim oczyścił myśli na tyle, by zorientować się co tak naprawdę miała na myśli.
- Tak. – powiedział od razu, bez większego zastanowienia, jednak po chwili zorientował się że nie była to prawda, a w każdym razie nie do końca. – Nie. Trochę. Znaliśmy się przez kilkanaście księżyców. Była taka jak ja... Dokładnie taka jak ja. Chociaż ona nie myślała tak samo o mnie. Gdybym tylko wtedy był sam, wtedy... wszystko potoczyłoby się inaczej. Gdyby nie ten głupi cieć w mojej głowie, to wtedy naprawdę byłaby moja. Dalej mógłbym być częścią ich stada. Teraz... już porzuciłem nadzieję że kiedyś ją znajdę. I tak nigdy nie uwierzy w to, że się zmieniłem.
Avatar użytkownika
Skierra
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nanwe, Ferren, Squamea, Sargybinis, Arrisa,
Rasa: Wilkołak, niegdyś ludzki kapłan
Aura: Przeciętnej siły aura o barwię mocno kobaltowej, której miejsce powoli zajmuje cynowy odcień. Poświata również powoli się zmienia. Wciąż widać dawny ametystowy blask jednakże z każdym dniem staję się on bardziej szmaragdowy. Wydziela zapach mokrej ziemi oraz sierści. Powłoka jest twarda i bardzo ciężko ją złamać, charakteryzuje się także elastycznością ukazywaną poprzez różne, nagłe zgięcia i wygięcia. Trzeba uważać na ostre brzegi i chropowatą powierzchnię, ponieważ można się skaleczyć. Jedynie będąc ostrożnym i uważnym można dostrzec gładkie miejsca. Lepi się do podniebienia i coraz bardziej parzy język przez swój pikantny posmak.
Wygląd: ***Hybryda***

W tej postaci zachowuje mniej więcej ludzką postawę. Przemieszcza się na dwóch łapach i równoważy ciężar ogona pochylając się do przodu. Biegnąc natomiast, porusza się na wszystkich czterech łapach, by osiągnąć większe prędkości. Nie jest przesadnie muskularny, za to bardzo wychudzony. Można nawet dostrzec jego żebra. Ma krótki pysk, na którym ...
(Więcej)
Uwagi: Niektóre z cech bohatera są podane w wysokim stopniu że względu na poprzednie jego życie (np bystrość, charyzma, siła woli) pozostałe cechy są już typowo wilcze.

Postprzez Sarpedon » N cze 17, 2018 11:27 pm

        - Musimy ułożyć jakiś plan działania – powiedziała w końcu anielica, odsuwając się od trytona oraz przystępując do rozgorączkowanego krążeniu po pokoju – jej skrzydła zamiatały przy tym kurz z podłogi. Nagle zatrzymała się i spojrzała na Sarpedona. - Ten drugi mężczyzna... nie widziałam go tu wcześniej... kim jest i co od niej chce? Skąd się wziął? Może nam bardzo to wszystko utrudnić...
        - Nie wiem, był już z nią, kiedy się obudziłem na plaży. Musiała wpaść na niego, zanim mnie znalazła, ale już po wyjściu z karczmy – kłamał całkiem umiejętnie tryton, bez cienia emocji na swojej twarzy. - Jednak nim bym się nie martwił. Z ich rozmowy wynika, że ma mu w czymś pomóc, a potem ich drogi się rozejdą. Właśnie po to teraz wyszli.
        - To się zgadza z tym, co udało mi się podsłuchać – pokiwała anielica, zgrabnie łykając blef. - W takim razie pokusa powróci tutaj sama... doskonale! Obawiałabym się go, ponieważ nie mam pojęcia, czego się po nim spodziewać, ale w takim przypadku... nie są to istoty znające się na walce, więc powinniśmy sobie we dwójkę spokojnie z nią poradzić. Może nieco przesadzam, ale chcę dmuchać na zimne... to w końcu moje pierwsze zadanie. Wiele zależy od tego, jak wypadnę...
        - Oczywiście. Nie mam pojęcia, jakie to uczucie, ale się domyślam – odpowiedział na to tryton, ponownie kładąc dłoń na ramieniu anielicy. Ta uśmiechnęła się, po czym rozejrzała po pomieszczeniu raz jeszcze.
        - Trzeba nam przygotować pułapkę. Hmm... myślę, że powinnam się ukryć. Będziesz doskonałą przynętą. Spodziewa się tu ciebie, więc uśpisz jej czujność... A wtedy mi powinno się udać bez problemu ją zaskoczyć... Tylko pewnie musiałabym się gdzieś ukryć... nie może mnie  w końcu zobaczyć, szczególnie ze skrzydłami, bo zaraz zacznie coś podejrzewać...
        - Czym tak właściwie chcesz ją zabić? - spytał Sarpedon na tyle bez emocjonalnie, że anielica aż zatrzymała się i przypatrzyła się mu zdziwiona. Wyjęła zza pazuchy sztylet o ostrzu białym niczym śnieg.
        - Pobłogosławiony. Działa na piekielnych wyjątkowo skutecznie. Wystarczy, że wbiję jej to w czaszkę, a nie ma szans, aby przeżyła. Wykonany specjalnie dla mnie... Dostałam go od ojca. Nie wiem, czy jestem najlepszą wojowniczką, zawsze byłam lepsza w wykorzystywaniu sprytu... chyba do mnie pasuje taka broń.
        Sarpedon pokiwał głową, po czym sam się zamyślił.
        - Wydaje się być zwinna. Co, jeżeli uniknie twój cios i czmychnie?
        - Oj... będę mieć wielkie kłopoty.
        - Mógłbym w tym pomóc. Ale potrzebowałbym lin.
        - Lin? - Anielica spojrzała na niego, całkowicie zaskoczona i zdezorientowana.
        - Jestem marynarzem. Przy linach spędziłem połowę życia. Potrafię się nimi posługiwać tak dobrze, jak najpewniej ty swoimi skrzydłami – odpowiedział Sarpedon, na co zaś twarz anielicy przybrała wyraz zainteresowania. - Jeżeli uda mi się skrępować pokusę, w pewnym nawet tylko stopniu, to powinno ci się bez problemu udać ją wykończyć. Liny byłoby bardzo łatwo ukryć. Sęk w tym, że... niespecjalnie jakieś mam przy sobie. Mogłabyś skądś jakieś zdobyć?
        - Jaa... em... postaram się.
        Skrzydła niebianki zniknęły, podobnie jak ona sama, lecz w mniej magiczny sposób – po prostu opuściła pomieszczenie. Sarpedon chodził niespokojnie po pokoju przez kilkanaście minut – jego drapieżny zmysł zaczynał dawać o sobie znak, zwłaszcza w obliczu tak bliskich łowów. Wkrótce jednak kobieta powróciła, niosąc duży zwój cienkiej, ale wytrzymałej liny; kiedy tylko tryton wziął ją do rąk, od razu poczuł, że da sobie radę z tym zadaniem – nigdy w życiu wcześniej nie trzymał niczego podobnego w rękach, ale w jego umyśle istniały wspomnienia z niezliczonych momentów, kiedy zajmował się pracą przy takich rzeczach. Podobnie było, gdy po raz pierwszy przemówił, pod swoją ludzką postacią – niby jego pierwszy raz, a jednak umysł, a nawet samo ciało zdawało się wszystko doskonale pamiętać.
        - Myślę, że ta szafa będzie dobra do ukrycia się. Jak sądzisz? - spytała
        - Mhm – mruknął Sarpedon z uśmiechem.

        Anielica stała, oparta o wewnętrzną ścianę szafy, a raczej położona na niej – jej ręce były związane za plecami za nadgarstki, zaś nogi razem w kostkach oraz pod kolanami. Oprócz tego także jej skrzydła były razem skrępowane, skutecznie ograniczając jej zakres ruchów. Bardzo widoczny był także knebel, prowizorycznie przygotowany z liny oraz odpowiednio grubego więzła. Skrępowana niebianka wpatrywała się w szoku w Sarpedona, który przyglądał się jej wygłodniałym wzrokiem. Powstrzymał się jednak przed zrobieniem czegoś schwytanej ofierze, po czym zamknął drzwi szafy i przekręcił klucz; kusiła go możliwość, aby przywiązać ją za ręce do sufitu, aby pokusa zauważyła ją od razu, jak tylko wejdzie do pokoju. Jednak rozsądek powiedział, że równie dobrze może wejść tutaj ktoś inny – wtedy pojawiłby się problem.
        Sarpedon odszedł od szafy, w której przygotowany miał już prezent dla pokusy – po części na przeprosiny za to wszystko, co się stało, po części w nadziei, że uda im się jednak jakoś dogadać. Jeżeli kobieta mówiła prawdę, to Melourii powinno coś takiego się spodobać. Podsunął sobie krzesło pod okno, usiadł na nim, po czym zaczął wpatrywać się w morze, rozmyślając. Kusiło go, aby zjeść anielicę, jednak nie wiedział, jak na to zareaguje pokusa. Czy naprawdę zechce ją zabić? Nie zrobiła jeszcze nic, co by świadczyło, że jest tak wielkim potworem, jak on sam. Może zechce po prostu ją unieszkodliwić i wypuścić? A może zabawić się żywą? Tryton położył pobłogosławione ostrze na komodę, po czym oddał się kompletacji.
Avatar użytkownika
Sarpedon
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Tryton
Aura: Dość silna emanacja, którą otula niepokojąco bursztynowe światło, migoczące raz silniej, raz mocniej w nieregularnych odstępach czasu. Wylano na nią głównie cynową farbę, jednakże malarz zdecydował, iż dobrym dodatkiem będą żelazne zarysy i wcięcia. Po dłuższym namyśle stwierdził także, że niewielka ilość drobnych miedzianych plamek i zawijasów będzie idealnym dopełnieniem. Wokół panuje wilgoć, co da się bez problemu odczuć. Dodatkowo maleńkie kropelki, które lewitują tu i ówdzie tworzą przeróżne kształty morskich stworzeń, są jednak tak małe, iż naprawdę ciężko to dostrzec. Oczywiście słychać też szum, przywołujący na myśl morskie fale. Po chwili zmienia się w głęboką melodię, która niczym delikatny kobiecy śpiew niesie ulgę zmysłom. Pod koniec wszystko tonie w dziwnej ciszy, pochłaniającej każdy dźwięk. Woń, jaką niesie aura, kojarzyć można z kwiatami i miodem, co ciekawe czasem można też odczuć typowo rybi zapach. Powłoka charakteryzuje się sporą elastycznością i równocześnie jest bardzo twarda. Posiada ostre krańce, tylko czychające na ofiarę oraz odstraszająco chropowatą powierzchnię. W smaku zaś sucha wywołuje natychmiastowe pragnienie, od czasu do czasu jednak potrafi stać się lepką.
Wygląd: Gdy Sarpedon przebywa pod wodą, przypomina trytona. Z tym, że jego pokryty srebrnymi łuskami ogon jest o wiele, wiele dłuższy niż w przypadku innych osobników z jego rasy. W dodatku na całej długości można uraczyć niezbyt duże, czarne kolce, nachylone w tył. Ogon nie służy mu jedynie do przemieszczania się, jest to także bardzo dobra broń do walki, zwłaszcza z innymi morskimi ... (Więcej)

Postprzez Melouria » Cz cze 21, 2018 7:35 pm

- A wiesz, nie byłabym tego taka pewna. Ten drugi był nawet miły i wrażliwy. Myślę, że nie chciałby mnie skrzywdzić - powiedziała przenosząc ciężar swojego ciała w jego stronę aż materiał jej sukni zetknął się z jego brzuchem odsłoniętym przez rozdzielone strony koszuli na której ie ostał się nawet jeden guzik. W głowie Melourii panował sztorm niepoukładanych myśli. Niezauważalnie sięgnęła płycizny umysłu wilkołaka zamierzając delikatnie, tylko powierzchownie rozczytać fale myśli i emocji, które wzbudziła lekkim muśnięciem kobiecego ciepła.
Tymczasem Skierra podsuwał się jej jak na tacy. Mimo pozornego oporu wyczuła w nim nutkę zainteresowania, która stopniowo zmieniała się w warkotliwą melodię pragnienia.
Mężczyzna w tej formie nie odstawał od niej zbytnio wzrostem, ale i tak wydawało się jej, że czuła się przy nim drobna. W uwagi na jego drugą naturę pozostawała skupiona na jego reakcji w każdej chwili gotowa do uskoku, aczkolwiek z każdym uderzeniem serca to jej skupienie skupiało się jakby na czymś innym.
Stopniowo wybrała z jego głowy obraz tej jego wybranki. Wizerunek rysował się przed nią wyraźnie, kiedy o niej mówił.
Opuściła głowę i wtuliła ją w jego pierś przenosząc dłonie na jego plecy, które użyła jako punkt zaczepienia i jeszcze bardziej się do niego przyciągnęła.
Magicznie zaczęła zmieniać swój wygląd. Jej poukładane, proste włosy odeszły w niepamięć, zmieniając swoją długość i kolor. Lekko kręcone, w nieładzie opadające na mocne, a jednak nadal kobiece ramiona. krągłe rysy twarzy współgrały z miękką, jasną cerą i lekko zarysowanymi ustami. Oczy... tu trochę się popisała swoimi umiejętnościami. Prawdziwe arcydzieło, odwzorowujące konstelacje gwiazd i połysk księżyca w środku pełni. Jej uszy się zaokrągliły, a nos lekko skrócił.
Wszystko co miała na sobie spadło z niej jak niepotrzebny już motylowi kokon. Opadło na ziemię, lecz nim się na nim wygodnie umościło, znikło zmieniając się w rdzawy proch.
Kobieta, identyczna jak we wspomnieniach mężczyzny, a może nawet ciut ładniejsza, trochę jednak inna, jakby bardziej... rzeczywista, nie ruszała się z miejsca i nie podnosiła głowy. Jej jasne ciało, pozbawione ubioru, wtulało się w jego ciepły tors i przylegało doń jakby zawstydzona. Nic bardziej mylnego. Melouria dawno się tak dobrze nie bawiła. Z jednej strony chciała, mu to trochę ułatwić, a z drugiej... ułatwić to sobie, może chociaż w części robiąc coś dobrze i nie tylko dla Piekła.
W końcu nic bardziej nie liczyło się od przyjemności, a tej ze swojego pochodzenia miała tyle co kot napłakał.
Miała świadomość tego, że to ona tu stawia warunki i ona zadecyduje jak przeżyje swój pierwszy raz. Obawiała się nieznanego, tego że stanie się jak jej siostry i zatrze się przed nią jej cel. Jej prawdziwe powołanie.
Chociaż nie przeszkadzał jej chłód, wraz z nadchodzącą nocą, powietrze wyraźnie traciło swą temperaturę. W przeciwieństwie do niej. Była ciepła, a może nawet wręcz gorąca. Emanowała z niej gorączka, a dreszcz i w efekcie gęsia skórka tylko potęgowały ekscytację.
Jej palce wciskały się mu między żebra i odkrywały każdą wypukłość kości na skórze prowadzącej do kręgosłupa. Cierpliwie nasłuchiwała jego myśli. Przez cały czas napierała na jego ciało wciskając się miednicą w jego pas i delikatnie i nienachalnie się o niego ocierała.
Avatar użytkownika
Melouria
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Cerrina, Ariela,
Rasa: Pokusa
Aura: Od tej emanacji bije gorąco, ale nie jest ono przyjemne jak ciepło domowego paleniska, to iście piekielny żar. Nie powinien więc zdziwić cię zapach tlących się włosów, który unosi się w ciężkim, czasem wręcz lepkawym powietrzu. Przebywając tutaj szybko odczujesz gorycz pojawiającą się na języku, która wzbogacona jest o nuty pikanterii. W dotyku emanacja jest całkiem przyjemna. Jej gładkie powierzchnie przyciągają wraz z miękką giętkością, a jej tępawe krawędzie bynajmniej nie odstręczają. Pojedynczy ton zapoczątkuje gwałtowny rozbłysk topazu, który skłoni cię do chwili namysłu, gdyż nie jest to typowy chaos. Bardziej przypomina on wahanie pomiędzy dobrem a złem, a może czynieniem zła w imię dobra, z aury ciężko aż tak precyzyjne informacje wyczytać. Czujesz jednak, że to właśnie ta ambiwalencja była dość intensywna by zrodzić taką a nie inną barwę lśnienia. Na koniec dojrzysz krople cyny. Ich blask zmatowiony jest przez lata, gdy skapują z niedostrzegalnej powały niby wytapiane wprost z nieboskłonu.
Wygląd: Jeśli natknąłeś się na tą Pokusę w jej naturalnym przebraniu, na pewno urzeknie cię jej dość skromnie obdarzone ciało. Próżno ci szukać u niej jakiś wyzywających akcentów, zwracających na siebie uwagę wyrazistymi kolorami makijaży, czy choćby ubioru rodem z personelu szacownych burdeli. Zdecydowanie nie należy do grupy kobiet z dużymi piersiami, krągłymi biodrami ledwo ... (Więcej)

Postprzez Skierra » Pn cze 25, 2018 3:03 am

- Tak myślisz? – spytał, z nutą ironii w głosie. – był miły, bo nie miał pojęcia kim jesteś. Gdyby wiedział, nie próbowałby szukać u ciebie pomocy, tak jak to zrobił. Po prostu nie znasz go dość dobrze żeby to wiedzieć... Albo po prostu on nie zna ciebie. – mówił, choć z każdą chwilą przykładał coraz mniejszą wagę do swoich słów. Czy był sens w tym żeby ją przekonywać? Zgodziła się przecież mu pomóc, teraz już pewnie zwyczajnie się droczyła i coraz bardziej stawało się to dla niego oczywiste. Nie było potrzeby tłumaczyć ponownie, skoro doskonale to wiedziała. Z każdą chwilą też czuł się coraz bardziej jak dureń, zdając sobie powoli sprawę z tego jak bardzo dał się złapać.
  Melouria zdała się jednak jakby tego nie zauważyć. Może poza niewielkim uśmiechem, którego cień udało mu się dostrzec, zupełnie po sobie tego nie pokazała. Jednocześnie zbliżyła się do niego Jeszcze bardziej, niby przypadkiem łaskocząc go po trochę odsłoniętym brzuchu fragmentem sukni. Skierra ponownie miał teraz podobne uczucie co wtedy, gdy wcześniej zetknęła się z nim w dość intymny sposób. Uczucie to było dla niego wciąż dość obce i nieznane, coś czego nie bardzo miał okazję wcześniej doświadczyć. Domyślał się trochę co mogło to znaczyć, ale do tej pory nie miał jeszcze pewności czy naprawdę było to celowe. Po prostu nie wiedział tego.
  Chwilę później jednak jego wątpliwości rozwiały się zupełnie, potwierdzając przypuszczenia. Poczuł jak jej kobiece ciało zbliżyło się do niego, jej głowa zetknęła się z jego piersią. Gładkie, łagodne ręce zaplotły się za jego plecami, jeszcze bardziej zbliżając ją do niego. Teraz Skierra już był praktycznie pewien do czego to wszystko zmierza. Tak naprawdę to miał jeszcze nikłą nadzieję, że może jednak będzie to częścią tego czegoś, co miała zrobić z nim by pozbyć się jego kapłańskiego ja, lecz coś mówiło mu że to jednak tak nie będzie. Pierwszy raz jednak, kiedy pojawiła się w jego głowie ta myśl, nie zaprotestował, a przynajmniej nie od razu. Nagła, niespodziewana bliskość działała na niego kojąco, uspokajająco, a nawet przyciągająco. W końcu Melouria obiecała mu że to zrobi, a przecież nie było powodu, by nie mogło to poczekać przez niezbyt długi okres czasu, prawda? Skierrze wydawało się że tak. Tak naprawdę to nie tylko ona chciała to zrobić z nim, on również czuł coś podobnego wobec niej. A skoro już tu byli...
  Wtem poczuł że coś w jego otoczeniu zaczęło się zmieniać. Wrażenie było głębokie i dziwne, lecz na pewno pochodziło z zewnątrz. Szybko zlustrował spojrzeniem otoczenie, szukając źródła owego dziwnego odczucia. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że to tak naprawdę pochodziło od zmieniającej się w jego ramionach kobiety. Wiedział że to wciąż ona, ale to co zobaczył sprawiło że aż zadrżał – sam nie wiedział czy ze strachu, podziwu, wrażenia, pragnienia, czy kombinacji wszystkich czterech. Włosy Melourii zaczęły się kręcić w lekko niepoukładane loki, zmieniając kolor na ciemnobrązowy. Kształt jej ciała również zaczął się zmieniać, widać było że stała się jakby większa, znacznie bardziej umięśniona niż jej wcześniejsza postać wątłej elfki. Kolor skóry stał się trochę jaśniejszy, choć nie zmienił się aż tak bardzo. Twarz dziewczyny również przeszła transformację, przybierając bardzo znajomy mu kształt. W jego ramionach spoczywała Jude. TA Jude.
- Nie jesteś nią... – mruknął, lecz jego słowa jakby utonęły w natłoku myśli a ich wydźwięk był tak słaby, że były ledwo słyszalne. – Nie jesteś Jude... Widziałem już twoje sztuczki...
  Mimo tego co mówił, wszystkie jego zmysły zdawały mu się mówić inaczej. Wyglądała prawie dokładnie tak, jak ją zapamiętał, tylko odrobinę dotknięta upływem czasu. Nie zmieniła się jednak na tyle, by były jakiekolwiek wątpliwości że to ona. Wilczyca w ludzkiej postaci, a nadto całkowicie obnażona, tuż przy nim. Widział ją w takim stanie ledwie dwa razy, jednak doskonale wystarczyło to by w całości ją zapamiętał. Te gęste, kręcone loki, jędrne usta i gwiazdy zamiast oczu... To wszystko wydawało mu się takie realne... Takie prawdziwe... Zupełnie tak jakby była tu z nim, teraz...
  Wtedy jednak niczym młot uderzyła go duża, znacząca różnica. Dziewczyna którą trzymał wydawała się być łagodna, słaba, jakby zawstydzona. To nie była Jude. Ona zawsze była silna, mocna i dominująca. Nigdy nie dawała sobie w kaszę dmuchać, niezależnie czy chodziło o mniejsze czy większe sprawy. Jeszcze nigdy nie widział by w czymkolwiek na dobre ustąpiła. Gdyby nie irracjonalność jaką czasami się kierowała, już dawno byłaby alfą. Tym samym Skierra nie potrafił dopasować wizerunku słabej i niepewnej Melourii do silnej i charyzmatycznej Jude. Nawet to, że wyglądała teraz zupełnie jak ona niewiele mu w tym pomagało. Wilczyca zawsze była dla niego unikalna głównie poprzez charakter, a nie przez wygląd. To, czego doświadczył teraz, znacznie odbiegało od tego czego by się spodziewał.
  Niemniej jednak taka bliskość kobiety była dla niego czymś dużym, czymś wyjątkowym. To był jego pierwszy raz kiedy robił coś takiego i szczerze powiedziawszy już teraz czuł przedsmak tej wolności jakiej dopiero miał zasmakować. Tak bliskie ciepło w chłodną noc dawało mu do myślenia, sprawiało że zauważał jeszcze bardziej niż zwykle jak bardzo brakowało mu ordynarnych, ludzkich czynności, od których zawsze był odizolowany. Samo to, że mógł wreszcie przeciwstawić się narzuconej mu z góry doktrynie sprawiało, że napełniał się czystą ekscytacją na to, co miało za chwilę nadejść. Nawet jeżeli kobieta w jego rękach nie była Jude a Melourią, to nie mógł się już doczekać tego bliskiego spotkania. Pomimo tego że nigdy czegoś takiego nie robił, to nie obawiał się że będzie mu to trzeba tłumaczyć. Jego zwierzęce... a może nawet ludzkie instynkty już teraz podpowiadały mu co zrobić. Czuł że powinien najpierw pozbyć się koszuli, tak więc ściągnął ją z pleców i rzucił niczym łachman za siebie.
  Wyraźnie już czuł reakcję swojego organizmu na to, co się działo wokół niego wewnątrz swoich spodni. Nie musiał wcale zbyt długo na to czekać. Dalej instynkt nakazał mu zejść na ziemię, w dosłownym znaczeniu tego wyrażenia, czego natychmiast Skierra się usłuchał. W zasadzie trochę rzucił się na plecy, ciągnąc Melourię razem ze sobą. Na grzbiecie czuł mokrą ziemię, której zapach wdzierał mu się w nozdrza swoją wieczorną intensywnością i walczył tam z trochę ludzkim, trochę bestialskim zapachem Jude. Nie przeszkadzało mu to, a wręcz przeciwnie, jedynie bardziej go to ekscytowało. Nie obchodziło go to, jak tak naprawdę ten zapach powstał. Nie mógł się doczekać tego kiedy wreszcie zaczną.
Avatar użytkownika
Skierra
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Nanwe, Ferren, Squamea, Sargybinis, Arrisa,
Rasa: Wilkołak, niegdyś ludzki kapłan
Aura: Przeciętnej siły aura o barwię mocno kobaltowej, której miejsce powoli zajmuje cynowy odcień. Poświata również powoli się zmienia. Wciąż widać dawny ametystowy blask jednakże z każdym dniem staję się on bardziej szmaragdowy. Wydziela zapach mokrej ziemi oraz sierści. Powłoka jest twarda i bardzo ciężko ją złamać, charakteryzuje się także elastycznością ukazywaną poprzez różne, nagłe zgięcia i wygięcia. Trzeba uważać na ostre brzegi i chropowatą powierzchnię, ponieważ można się skaleczyć. Jedynie będąc ostrożnym i uważnym można dostrzec gładkie miejsca. Lepi się do podniebienia i coraz bardziej parzy język przez swój pikantny posmak.
Wygląd: ***Hybryda***

W tej postaci zachowuje mniej więcej ludzką postawę. Przemieszcza się na dwóch łapach i równoważy ciężar ogona pochylając się do przodu. Biegnąc natomiast, porusza się na wszystkich czterech łapach, by osiągnąć większe prędkości. Nie jest przesadnie muskularny, za to bardzo wychudzony. Można nawet dostrzec jego żebra. Ma krótki pysk, na którym ...
(Więcej)
Uwagi: Niektóre z cech bohatera są podane w wysokim stopniu że względu na poprzednie jego życie (np bystrość, charyzma, siła woli) pozostałe cechy są już typowo wilcze.

Postprzez Sarpedon » Cz cze 28, 2018 10:06 pm

        Podczas oczekiwania na pokusę oraz wpatrywaniu się w morze, w głowie Sarpedona rodziły się i umierały myśli w tempie sprawiającym, iż życie mrówki zdawało się być niezwykle długim czasem. Tryton rozważał różne scenariusze, spoglądając głęboko w siebie oraz analizując, jak ta cała sytuacja może się dla niego skończyć. Owszem, podjął chęć współpracy z pokusą oraz nawiązania jakiejkolwiek więzi, którą mógłby wykorzystać, ale... ta zdążyła już poznać całkiem sporo pośród jego myśli. W dodatku także przez pewien czas była jego ofiarą, trzymana przez wodne macki. Później zaś, kiedy stanął w jej obronie... kolejny moment oznaczający się spartaczeniem sprawy. Sarpedon miał ochotę cofnąć czas i inaczej zacząć tę znajomość; kobieta szamocząca się w szafie miała stanowić znak dobrej woli, chęć prawdziwego zaczęcia na nowo, ale teraz, kiedy tryton stawiał się na jej miejscu... wiedział, że to nie będzie możliwe. Nasłuchiwał kroków pokusy, ale te się nie pojawiały. Spędzała z wilkołakiem całkiem sporo czasu. W Sarpedonei tkwiła myśl, że powinien zrobić to wcześniej, bo teraz za późno, ale w końcu... zdecydował się.
        Zszedł na dół i zdobył papier oraz atrament, wraz oczywiście z potrzebnym mu piórem. Następnie wrócił do pokoju, podsunął sobie krzesło i zaczął pisać. Przy akompaniamencie zduszonych przez knebel z lin jęków anielicy powstawał list pożegnalny. Co chwila tryton się zatrzymywał, po czym ruszał z jeszcze większym entuzjazmem. W końcu zamaszystym ruchem się podpisał, wyprostował zwój na stole, po czym wstał od niego. Zbliżył się do szafy.
        - Bardzo miło było poznać, moja droga, dziękuję także za wszystkie informacje, których to mi udzieliłaś – powiedział przyjaznym, tak bardzo niepasującym do okoliczności głosem, a szamotanie oraz jęki ucichły. - Zdecydowanie okażą się niezwykle przydatne, ale tymczasem jestem zmuszony cię pożegnać. Nasza znajomość zdecydowanie mogła nabrać tempa, ale niestety muszę ruszać dalej. Baw się dobrze z pokusą. Jestem pewien, że ona będzie świetnie.
        Szamotanie i jęki powróciły, znacznie silniejsze niż te wcześniejsze. Sarpedon uśmiechnął się, po czym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi; stąd nie było słychać praktycznie nic. Ruszył, zostawiając w pokoju list.

        Melourio,
        Nasza znajomość zdecydowanie nie zaczęła się w najlepszy sposób. Wybacz, że właśnie tak zareagowałem, ale najpewniej wiesz doskonale, dlaczego tak się stało. W końcu wejrzałaś w moje myśli. Na taką możliwość zdecydowanie nie byłem przygotowany i stała się ona moim czułym punktem. Zaczęło się źle, ale chciałem zająć się naprawą tego. Jednakże mam wrażenie, że jest już po ptakach. Wolę więc uciec, zanim jeszcze bardziej się pogrożę.
        Jednak nie ograniczę się jedynie do samej ucieczki. W szafie czeka na ciebie mały prezent, nie wahaj się go otworzyć i zrobić z nim cokolwiek tylko zechcesz, pokuso. Ano właśnie, przy okazji zdobywania go dowiedziałem się też pewnego Twojego sekretu. I spokojnie, nie musisz się obawiać, że go zdradzę – po charakterze prezentu powinnaś mieć tę pewność, zresztą jestem pewien, że będzie stanowić odpowiedź na wiele spośród Twoich pytań. Mogę jedynie liczyć, że ten niewielki podarunek sprawi, że ja także nie muszę się niczego obawiać z Twojej strony; i tak mam zamiar oddalić się od morza, jednak gdybyś rozpowszechniła to wszystko, co o mnie wiesz, życie stałoby się zdecydowanie o wiele bardziej nieznośne.
        Mam nadzieję, że dogadasz się dobrze z mężczyzną; pomimo Waszych niesnasek wyglądało to tak, jakbyście mogli odnaleźć wspólny język. Życzę Wam wszystkiego dobrego.
        Sarpedon


        Tryton zszedł na dół, skrywając się za iluzją niewidzialności; nie chciał ryzykować, że wracająca pokusa trafi na niego akurat w takim momencie. Jednak nigdzie nie było po niej nawet śladu. Dlatego też Sarpedon zakradł się do kuchni, po czym zwinął stamtąd co nieco na ząb. Czekała go droga, musiał wcześniej zaspokoić apetyt, aby nie musieć troszczyć się o to po drodze – podczas tej zjedzenie czegoś znośnego mogłoby sprawiać prawdziwy problem. Kiedy już był pełen, wyszedł z karczmy oraz skierował się do bramy miejskiej; bez problemu opuścił miasto i udał się na klif, górujący ponad pobliskimi terenami. Stanął na jego krańcu, spoglądając na fale uderzające zaciekle w ziemię, po czym rozłożył ręce i skoczył. Wkrótce pochłonęła go znajoma toń, a drapieżnik wyruszył na żer.

Ciąg dalszy: Sarpedon
Avatar użytkownika
Sarpedon
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Tryton
Aura: Dość silna emanacja, którą otula niepokojąco bursztynowe światło, migoczące raz silniej, raz mocniej w nieregularnych odstępach czasu. Wylano na nią głównie cynową farbę, jednakże malarz zdecydował, iż dobrym dodatkiem będą żelazne zarysy i wcięcia. Po dłuższym namyśle stwierdził także, że niewielka ilość drobnych miedzianych plamek i zawijasów będzie idealnym dopełnieniem. Wokół panuje wilgoć, co da się bez problemu odczuć. Dodatkowo maleńkie kropelki, które lewitują tu i ówdzie tworzą przeróżne kształty morskich stworzeń, są jednak tak małe, iż naprawdę ciężko to dostrzec. Oczywiście słychać też szum, przywołujący na myśl morskie fale. Po chwili zmienia się w głęboką melodię, która niczym delikatny kobiecy śpiew niesie ulgę zmysłom. Pod koniec wszystko tonie w dziwnej ciszy, pochłaniającej każdy dźwięk. Woń, jaką niesie aura, kojarzyć można z kwiatami i miodem, co ciekawe czasem można też odczuć typowo rybi zapach. Powłoka charakteryzuje się sporą elastycznością i równocześnie jest bardzo twarda. Posiada ostre krańce, tylko czychające na ofiarę oraz odstraszająco chropowatą powierzchnię. W smaku zaś sucha wywołuje natychmiastowe pragnienie, od czasu do czasu jednak potrafi stać się lepką.
Wygląd: Gdy Sarpedon przebywa pod wodą, przypomina trytona. Z tym, że jego pokryty srebrnymi łuskami ogon jest o wiele, wiele dłuższy niż w przypadku innych osobników z jego rasy. W dodatku na całej długości można uraczyć niezbyt duże, czarne kolce, nachylone w tył. Ogon nie służy mu jedynie do przemieszczania się, jest to także bardzo dobra broń do walki, zwłaszcza z innymi morskimi ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Rubidia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron