Potrzebni: Poszukiwacze Przygód


Miasto słynące głównie z ogromnego portu handlu dalekomorskieg. To tutejsze stocznie bujdą statki handlowe dla całego wybrzeża. Miasto rybaków i hodowli wszelkiego rodzaju stworzeń morskich.

Postprzez Jen » So paź 13, 2012 9:48 am

Rubidia. Wielkie miasto portowe, słynące z owoców morza, ryb, bursztynów, ciągnących się na kilka mil doków oraz rodziny królewskiej wywodzącej się od rasy morskich Naturian. To stąd głównie wypływają statki pełne poszukiwaczy przygód, z których każdy ma nadzieję znaleźć ląd z zakopanym przez piratów skarbem czy też nawet mityczną Wyspę Syren. Oczywiście, zazwyczaj są to zwykłe mrzonki. Większa część tych łowców nagród po prostu ginie na morzu w trakcie sztormu, zaatakowana przez jakieś potwory, lub po prostu z głodu czy pragnienia. Czasami jednak niektórzy mają na tyle szczęścia, by wrócić bezpiecznie, bogaci w nową wiedzę i złoto. Co nie zmienia faktu, że każdy wyruszający w taką wyprawę musi mieć choć niewielkie skłonności samobójcze.

I takich właśnie ludzi szuka Armadas, wysoko postawiony szlachcic, którego ojciec był głową rodu Malleus, a matką, oficjalnie, córka bogatego kupca. Dopiero gdy oboje zmarli, a dziedzic zdawał się nie starzeć przez kolejnych kilkadziesiąt lat, ktoś na dworze królewskim podpowiedział, że senior musiał wrócić z synem z jednej ze swych dłuższych podróży. Jednak wtedy nikt już nawet nie próbował czegokolwiek z tym robić, gdyż arystokrata posiadał zbyt duże wpływy nie tylko w Rubidii, ale także w miastach mających istotne znaczenie dla polityki tutejszego rodu królewskiego. Z tego właśnie powodu (nie wspominając o licznych szantażach i groźbach), teraz półelf cieszy się spokojem i niemal pełną niezależnością.

Ludzie Armadasa poszukują właśnie, głównie w karczmach, ludzi nadających się do powzięcia niebezpiecznej wyprawy, prowadzącej przez morza i oceany, której cel może być niemożliwy do znalezienia. Pytanie tylko, czy ktokolwiek się na to pisze.

***


Jen i Patronicus przemieszczali się między drewnianymi zabudowaniami, należącymi głównie do biedniejszych mas miasta. Dziewczyna próbowała sobie przypomnieć właściwą drogę do posiadłości, lecz póki co nie poznawała żadnej z uliczek.
- Mówiłeś, że jesteś posłem, prawda? - zwróciła się do swego towarzysza. - W takim razie powinniśmy się chyba rozdzielić, aby nie tracić czasu. Ja poszukam Armadasa i dowiem się, o co dokładnie mu chodziło, a ty później do mnie dołączysz.
Avatar użytkownika
Jen
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Gabriel, Tissaia, Mairi,
Rasa: Człowiek
Aura: Chociaż sama aura nie jest dość silna, a wręcz można by powiedzieć, że jest raczej słaba, pulsuje z niej dziwna moc, która znacząco wpływa na odbiór tej emanacji. Jasna i połyskująca poświata błyszczy topazowym światłem dodając tę barwę do bukietu innych, zdobiących emanację. Jest ona z jednej strony żelazna, a z drugiej złota. Całość jednak obsypana jest srebrnym pyłkiem i naznaczona pasmami cyny. Pierwsze co uderza po wkroczeniu w obręb emanacji jest panująca tu absolutna cisza. Pochłania ona wszelkie dźwięki, nie zostawiając nic. Po chwili dopiero dociera ciche echo czyichś słów, muzyka płynąca z oddali i dziwne uczucie spadania. Zaraz skóra cierpnie, a włosy unoszą się lekko, jak naelektryzowane, czemu towarzyszy dźwięk grzmotów. Koncert kończy kakofonia dźwięków i liczne głosy, pojawiające się i znikające na przemian, a aura zaczyna nagle zmieniać swoje natężenie lub kolor. Pachnie dziewczęcym potem, a smak ma intensywny: ostry, gorzki i kwaśny jednocześnie. Jej powierzchnia jest miejscami gładka niczym tafla lustra, a miejscami szorstka i chropowata. Lepi się lekko do dłoni i kłuje drobnymi, lecz ostrymi wypustkami, jakby chroniąc dostępu do wnętrza. Mimo tego, iż jest dość twarda, potrafi być również niesamowicie giętka i elastyczna.
Wygląd: Jen jest młodą kobietą o przeciętnym wzroście. Po swojej ludzkiej matce odziedziczyła czarne włosy opadające na plecy i szczupłą, kształtną figurę, natomiast anielski ojciec przekazał jej nienaturalne wręcz błękitne oczy. Po nim również ma wysokie kości policzkowe i ponętne usta niemalże bezustannie wykrzywione w drwiącym półuśmiechu. Zazwyczaj nosi wygodny, pozwalający ... (Więcej)

Postprzez Felippe » So paź 13, 2012 10:48 pm

Pogoda tego dnia dopisywała, dlatego towarzystwo przeniosło się z karczmy na zewnątrz, żeby pograć w kości popijając lokalnym cienkuszem na świeżym powietrzu. Grupka domorosłych hazardzistów składała się z obdartych miejscowych, kilku majtków z podejrzanych statków dokujących aktualnie w Rubidii i jednego długowłosego młodzieńca, który odstawał od reszty zarówno wyglądem jak i zapachem. Mimo tego, że chłopak, w przeciwieństwie do swoich towarzyszy gry miał czyste ubrania i niesplątane włosy, to pił i wrzeszczał na równi z resztą.
Felippe nie pamiętał już od ilu dni pałętał się po najgorszych spelunach portowego miasta, zawsze jednak uważał, że jeśli chodzi o towarzyszy do popijawy, to marynarze są najlepsi. Przy nich nawet on, nadzwyczaj odporny na uroki alkoholu, mógł zaznać stanu upojenia, chociaż zwykle  na placu boju zostawał ostatni. Tym razem nie było inaczej, bo chociaż południe minęło zaledwie kilka godzin temu, to większość mężczyzn grających przed karczmą miała nigdy sobie nie przypomnieć, co właściwie tego dnia robili. Mai, czując, że nikt już nie wie, w jaką grę dokładnie grali, postanowił pozbyć się nadmiaru płynów ze swojego organizmu. W tym celu, nieco chwiejnym krokiem, odszedł kilka stóp od wrzeszczącej hołoty i bez krępacji ulżył swojemu pęcherzowi odlewając się na ścianę.
Kiedy skończył zawiązywać sznurówki spodni, spojrzał na ulicę, która w tej dzielnicy miała postać ubitej ziemi. Szła nią dziewczyna, która zdawała się cokolwiek zagubiona i równie bardzo niepasująca do krajobrazu. Nie chodziło nawet o strój, raczej o sposób w jaki poruszała się po brudnych ulicach zamieszkiwanych przez biedotę. Ale nie tylko to zwróciło uwagę młodzieńca. Być może to działanie wielu litrów piwa, które w siebie wlał, ale wydawało mu się, że już ją gdzieś widział.
- Hej! Jen?! - krzyknął do niej, przypominając sobie jej imię. Nie wiedział, po co to zrobił, bo zwykle unikał podobnych sytuacji, ale w tej chwili nie myślał zbytnio o tym, co pocznie dalej.
Avatar użytkownika
Felippe
Szukający Snów
 
Inne Postacie: Rouge,
Rasa: Mai podmuchu
Aura: Niezbyt silna, cynowa aura o kwiatowym zapachu. W dotyku jest giętka, ostra i gładka. Roztacza słabą, topazową poświatę. Napełnia usta słodko-słonym smakiem. Brzmi ciszą, przerywaną od czasu do czasu cichym szmerem wiatru.
Wygląd: Felippe jest wysokim, smukłym młodzieńcem o ładnie wyrzeźbionym, lecz niezbyt muskularnym ciele i dość jasnej karnacji. Jego ciemne, prawie czarne włosy, są luźno związane, a wolne kosmyki swobodnie opadają na ramiona. Ma ciemne brwi, a jego gęste rzęsy przysłaniają jasnobłękitne oczy. Swoich rozmówców hipnotyzuje swoim przenikliwym spojrzeniem. Mimo to jego ogólny wygląd ... (Więcej)
Uwagi: Najczęściej przybierane formy: ludzka (ciemnowłosy młodzieniec), zwierzęca (wróbel).

Postprzez Nadariè » Pn paź 15, 2012 8:58 pm

Po wstępnym przeczesaniu całego Lasu Driad, Nadariè skierowała się w stronę Rublidii. Szła przez niewielkie pola, a na horyzoncie wyraźnie rysowało się miasto.

- Już blisko. Może uda mi się jakimś statkiem wypłynąć w morze... - rozmyślała idąc miedzą. Tuż nad jej głową ósemki kręcił Helgirioth, od czasu do czasu radośnie pokrzykując.

Po kilku minutach drogi przez sielską, wiejską okolicę, Nadia znalazła się na obrzeżach miasta. Od razu poczuła zapach pieczonych ryb i glonów. Od początku było widać, iż jest to osada portowa. Wszędzie majtkowie, kramy z owocami morza . Na jednym z takich właśnie przyulicznych stoisk dziewczyna zakupiła duszonego kalmara i przegryzając go pajdą chleba szła przez miasto. Gryf wdzięcznie człapał przed swoją panią w dziobie trzymając surową rybę, którą otrzymał od starszej pani. Uwagę Nadii przykuły ogłoszenia rozwieszone praktycznie wszędzie.

POTRZEBNI POSZUKIWACZE PRZYGÓD! Skarby Wyspy Syren gwarantowane!


- Statek. To własnie jest mi potrzebne. Skoro mojego ojca nie ma na lądzie to może wybrał się na wody? - powiedziała sama do siebie i zerwała jedno z ogłoszeń.

Nadariè doszła do portu. Przed nią ciągnął się długi rząd różnorakich statków, łódek i dziurawych łajb, a za nimi niekończący się ocean. Kobieta rozejrzała się dookoła. Wszędzie pełno było spelun kryjących się pod dziwnymi nazwami. " Zdechły śledź", " Pod cuchnącym wielorybem " czy " Jajo rybitwy ". Po chwili Nadia zauważyła dwoje ludzi stojących niedaleko jej. Kobieta wyglądała na godną zaufania, a mężczyzna... No cóż. Z daleka było widać, że jest pijany, ale mimo tego zmiennokształtna postanowiła do nich podejść.

- Przepraszam, czy nie wiedzą może państwo gdzie mogę znaleźć... Armadasa z rodu... Malleusów. O, jakoś tak. - powiedziała do nich swoim słodkim głosikiem po czym szczerze uśmiechnęła się pary. Niestety, dobrze wrażenie popsuł Helgirioth, który złapał za nogawkę mężczyzny i z całej siły zaczął za nią ciągnąc. Nigdy nie lubił pijanych ludzi często tak reagował.

- Zły gryfek, puść pana! - krzyknęła na zwierzaka, a ten od razu przeleciał na dach pobliskiego budynku cicho pomrukując.
Avatar użytkownika
Nadariè
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: +Lidan+, Carmilla, Adiena,
Rasa: Smokołak
Aura: Aura potężna, o poświacie koloru ametystowego. Wydziela zapach ciężki, męczący ale nie możliwy do odróżnienia. Wokół emanacji słychać szept liści, ciche zawodzenie wiatru, a czasem odczuć można nagły powiew powietrza.Jest w dotyku twarda, giętka, elastyczna, lepka, ostra, gładka ale też aksamitna. Zdaje się również ciepła i jasna, zaś w smaku wyraźnie łagodna i gorzka.
Wygląd: Nadariè ma trzy postacie, ludzką, hybrydy oraz smoczo — podobną, które przedstawione są poniżej w tejże kolejności.

Postać ludzka:
Nadariè jest bardzo urodziwą dziewczyną. Z wyglądu jest podobna do elfa, nie licząc ludzkich uszu. Ma niecałe osiem i pół piędzi i zgrabną, dziewczęcą figurę. Jej uroda jest wręcz dziecięca i odejmuje jej kilka lat. Delikatna ...
(Więcej)

Postprzez Jen » Cz lis 22, 2012 8:06 pm

Jen nie doczekała się odpowiedzi Patronicusa, założyła więc, że zrobią tak, jak powiedziała. Pociągnęła mocniej za uzdę wierzchowca i przyspieszyła dziarsko kroku. Zaczęła nucić pod nosem jakąś melodię, kiedy zauważyła grupę ewidentnie pijanych mężczyzn wychodzących z tawerny. Nie obawiała się z ich strony niczego poza kilkoma irytującymi uwagami, toteż nie zboczyła z drogi, wysoko unosząc podbródek - prawie jak najprawdziwsza królewna. I wtedy jeden z opijusów, który właśnie opróżnił bez skrępowania swój pęcherz, zawołał do niej. Zszokowana aż się zatrzymała, na co koń parsknął z niezadowoleniem.

Poznała mężczyznę dopiero kiedy do niej podszedł.
— Felippe, tak? — Cofnęła się nieznacznie, czując uderzającą od niego woń alkoholu. — Dobrze cię widzieć... Chociaż nie w takim stanie. Co cię tu sprowadza?

W tym momencie pojawiła się jakaś młoda kobieta. Przez chwilę Jen myślała, iż jest elfką, jednak ludzkie uszy odwiodły ją od tego wrażenia. Uwagę Jennifer przykuły oczy tamtej, a dokładniej pionowe źrenice, jak u kota. Albo jaszczurki.

Kiedy nieznajoma się odezwała, dziewczyna uniosła nieco podejrzliwie brew.
— Wiem, gdzie go znaleźć. W sumie mogłabym cię do niego zaprowadzić, jednak wolałabym najpierw wiedzieć, po co go szukasz.

Samael parsknął i wierzgnął, niemalże wyrywając uzdę z rąk Jen. Uspokoiła go machinalnie, jednocześnie podążając za nieufnym wzrokiem wierzchowca. Uśmiechnęła się szeroko widząc gryfa. Był on pięknie umaszczony, a przy tym tak uroczy.
Avatar użytkownika
Jen
Senna Zjawa
 
Inne Postacie: Gabriel, Tissaia, Mairi,
Rasa: Człowiek
Aura: Chociaż sama aura nie jest dość silna, a wręcz można by powiedzieć, że jest raczej słaba, pulsuje z niej dziwna moc, która znacząco wpływa na odbiór tej emanacji. Jasna i połyskująca poświata błyszczy topazowym światłem dodając tę barwę do bukietu innych, zdobiących emanację. Jest ona z jednej strony żelazna, a z drugiej złota. Całość jednak obsypana jest srebrnym pyłkiem i naznaczona pasmami cyny. Pierwsze co uderza po wkroczeniu w obręb emanacji jest panująca tu absolutna cisza. Pochłania ona wszelkie dźwięki, nie zostawiając nic. Po chwili dopiero dociera ciche echo czyichś słów, muzyka płynąca z oddali i dziwne uczucie spadania. Zaraz skóra cierpnie, a włosy unoszą się lekko, jak naelektryzowane, czemu towarzyszy dźwięk grzmotów. Koncert kończy kakofonia dźwięków i liczne głosy, pojawiające się i znikające na przemian, a aura zaczyna nagle zmieniać swoje natężenie lub kolor. Pachnie dziewczęcym potem, a smak ma intensywny: ostry, gorzki i kwaśny jednocześnie. Jej powierzchnia jest miejscami gładka niczym tafla lustra, a miejscami szorstka i chropowata. Lepi się lekko do dłoni i kłuje drobnymi, lecz ostrymi wypustkami, jakby chroniąc dostępu do wnętrza. Mimo tego, iż jest dość twarda, potrafi być również niesamowicie giętka i elastyczna.
Wygląd: Jen jest młodą kobietą o przeciętnym wzroście. Po swojej ludzkiej matce odziedziczyła czarne włosy opadające na plecy i szczupłą, kształtną figurę, natomiast anielski ojciec przekazał jej nienaturalne wręcz błękitne oczy. Po nim również ma wysokie kości policzkowe i ponętne usta niemalże bezustannie wykrzywione w drwiącym półuśmiechu. Zazwyczaj nosi wygodny, pozwalający ... (Więcej)

Postprzez Pani Losu » Pn gru 17, 2012 2:31 am

Nadariè wyjaśniła swoje zamiary i Jen wskazała jej drogę do Armadasa. Gdy jednak smokołaczka zjawiła się w siedzibie półelfa i zaoferowała swój udział w niebezpiecznej wyprawie, ten popatrzył na nią tylko i roześmiał się. Zawtórował mu chrapliwym rechotem zarośnięty, opalony, barczysty marynarz, zdaje się że kapitan statku, mający dowodzić owej eskapadzie.

- Dziecino... - powiedział Armadas, ocierając z oka łzę i starając się już więcej nie śmiać. Najwyraźniej wygląd Nadii kazał mu sądzić, że ma do czynienia z osóbką znacznie młodszą, niż w rzeczywistości. Z dzieckiem, nie z dorosłą kobietą. Gładka buzia, delikatne rączki, jasne loczki i głosik jak u słowika. Starał się być uprzejmy, ale jego ton nie był pozbawiony protekcjonalnej nuty. - To nie jest romantyczna wycieczka po błękitnym morzu w stronę słońca, z której wrócisz z perłowym naszyjnikiem, zaczarowaną koroną królowej syren i mnóstwem złota. Nie, to niebezpieczna, trudna wyprawa, której podołają tylko najsilniejsi mężczyźni! Tutaj nikt się nie będzie ze sobą cackał. Spójrz na swoje chude ręce. Jesteś gotowa szorować pokład, ciągnąć grube liny od żagli, wdrapywać się na maszty? Nie wiadomo, czy w ogóle ktoś wróci żywy z tej wyprawy. Szkoda by było takiej ślicznej panienki. Wracaj do narzeczonego, do rodziców, czy kogo tam masz, i nie zawracaj sobie główki takimi rzeczami. To nie dla ciebie.

Tak oto, dość prędko niestety, zakończyła się żeglarska przygoda smokołaczki. Cóż, przyjdzie jej poszukać innego sposobu na odszukanie ojca.
Avatar użytkownika
Pani Losu
Urzeczywistniający Marzenia
 
Rasa:
Aura: Nieznana.
Wygląd:


Powrót do Rubidia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron