Sklep zielarski Iaskela


Elfie pałace zbudowane głęboko w ukrytych leśnych polanach. Wieże strażnicze wznoszące się ponad chmurami, gdzieś wśród ostrych skał - to wszystko możesz spotkać tutaj w Kryształowym Królestwie, gdzie zbiegają się szlaki elfich książąt, magów i smoków.

Postprzez Iaskel » Śr lis 07, 2018 8:19 pm

Jasno. Tak było we wnętrzu niewielkiego, białego budynku, stojącego w jednym z licznych osiedli Kryształowego Królestwa. Kiedy ktoś wchodzący przekonywał się już, że trafił do zielarza (jeśli nie wiedziałby tego zawczasu), mógł się zdziwić, wiedząc, że wiele roślin, suszonych czy świeżych, potrzebuje cienia i chłodu. Takie jednak miały swoje miejsce w kącie (odpowiednio przysłonięte) lub w drugiej izbie. W tej natomiast, oświetlonej światłem wpadającym przez duże okna, na półkach stały rzędami buteleczki najróżniejszej wielkości i kształtów, wypełnione rozmaitymi miksturami, o właściwościach znanych osobom bardziej wtajemniczonym. Na środku pomieszczenia znajdował się szeroki, prosty stół, oraz niska ława, mogąca służyć potencjalnemu pacjentowi.

Gospodarz tego miejsca, Iaskel, siedział przy stole, nad rejestrem wszystkich swoich mikstur, porównując go ze swym obecnym stanem posiadania, co jakiś czas dopisując coś lub wykreślając. Była to żmudna, monotonna praca, ale musiała być wykonana. Dzisiaj akurat nie miał zbyt wielu klientów, więc okazja była znakomita. Iaskel myślał właśnie, że ostatnio dużo czasu spędzał w swoim sklepie. Wiele tygodni minęło od jego ostatniej wyprawy po zioła, a długie miesiące od czasu, kiedy zapuszczał się gdzieś dalej. Zastanawiał się, czy to rzeczywiście dlatego, że nie było takiej potrzeby, czy też zbytnio przyzwyczaił się do wygody i bezpieczeństwa, jakie zapewniał jego sklepik. Pytał sam siebie, czy już zapomniał, po co opuścił dom i spędził długie lata wędrując po lesie. Aby uczyć się o leczeniu – to wiadomo – ale również po to, by stawić czoła wszystkiemu, czego się lękał, a było tego wiele. Jeśli teraz będzie ukrywał się przed niebezpieczeństwami, wszystko, co do tej pory osiągnął, mogło pójść na marne.
Szybko wracam do samoużalania, pomyślał, kręcąc głową. Nic nie pójdzie na marne, wyruszę gdzieś niedługo, ale raz zaczęty rejestr trzeba przecież skończyć. Wrócił do przerwanej pracy, nie pozwalając już więcej swoim myślom rozproszyć się podobnymi rozważaniami.
Avatar użytkownika
Iaskel
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Leśny elf
Aura: Skromna emanacja nie rzucająca się w oczy ani swoją mocą ani jaskrawością, chętnie wtopi się w tłum innych. Gdy już jej się przyjrzysz wpierw dostrzeżesz tutaj cynę. Jednak wpatrując się uważniej zauważysz szczyptę cynku i odrobinę kobaltu, mieszające się ze sobą niczym liście w koronie drzew. Odbija się w nich delikatny i nienachalny szafir współgrający z wszechobecnym zapachem lasu. Słychać tu śmiech dzieci, harmonijnie i przyjaźnie łączący się z głębokimi tonami. To wszystko na koniec podsumowuje uderzenie młota. Sama aura jest przyjemnie miękka i giętka o satynowym wykończeniu, chociaż nie zabraknie tutaj też ostrych brzegów. Smak jest łagodny z delikatną kwaskową nutką, pomieszaną z wyraźną lepkością wieńczącą emanację.
Wygląd: Iaskel jest wysoki i szczupły, z długimi kończynami i smukłymi palcami. Wygląda, jak drzewko, które za chwilę wiatr przewróci albo złamie. Ma jasną cerę i pociągłą twarz. Jego oczy są wąskie, intensywnie niebieskie, brwi dosyć gęste. Często gdy patrzy na coś w skupieniu, albo się zastanawia, wygląda to jakby się złościł. Jego nos jest kształtny, jednak nieco większy, ... (Więcej)

Postprzez Hessan » Cz lis 08, 2018 1:26 pm

Popołudniową porą elfia postać kroczyła uliczkami Kryształowego Królestwa, które powoli zostawało otulane przez objęcia wieczornego nieboskłonu. Miasto było piękne jesienną porą, delikatne światła latarni nadawały przemierzanej dzielnicy wyjątkowego klimatu. Rasa wspomnianej istoty z pewnością mogła być rozpoznana już po uzbrojeniu, ładna, zadbana, choć z pewnością już wiekowa elfia zbroja, a na dodatek charakterystyczne uszy i średniej długości blond włosy. Twarz i szyję miał zakrytą, co ciekawe peleryną, która powinna powiewać za plecami. Osobnik natomiast owinął ją sobie wokół szyi i twarzy dwukrotnie, jak czerwoną chustę. Szedł pokasłując i podpierając się jakąś grubszą gałęzią, prawdopodobnie znalezioną podczas leśnej przechadzki. Nie sprawiał wrażenia żebraka, ni włóczęgi, ale też nie wydawał się być w kwiecie wieku, czy pełni swojej formy. Ewidentnie coś mu dolegało. U jego boku kroczyła drobna smokopodobna istota, która również zdawała się zmęczona. Może byli wycieńczeni po dłuższej podróży?
Kompani zdawali się wiedzieć, w którym kierunku podążają, jakby mieli jasno obrany cel. Hessan zerkał tylko od czasu do czasu na oznaczenia, drogowskazy między poszczególnymi uliczkami. To było na prawdę duże miasto. W końcu dotarli do swoistej dzielnicy wszelakich dóbr magicznych, mijali sklepiki z mieniącymi się fantami. Stragany przy ulicy były już raczej pozawijane, ale za szklanymi witrynami sklepów dalej można było podziwiać wiele towarów.
- Jeszcze kawałek Ranvil, jeszcze chwila. - rzekł do zwierzaka. W jego głosie można było dosłyszeć doświadczenie, spokój i swego rodzaju ciepło, dobre intencje. Płomyki, które powinny tlić się na plecach Ranvila były obecnie lichsze od drobnych świeczek. To też mogło skutkować prawdopodobnie zmęczeniem niedużej gadzinki.
W jednym ze sklepów podświetlona była nie tylko witryna, czyli ktoś jeszcze znajdował się w środku, choć powoli zbliżała się wieczorowa pora.
Podeszli bliżej i po chwili Hessan zapukał do środka i uchylił lekko drzwi.
- Dobry wieczór, czy można? - zapytał wciąż zza chusty obwiązującej jego twarz. Głos miał nieco zachrypnięty, mógł nawet przez to brzmieć na starszego, niż był w rzeczywistości.
Raczej nie zamierzał w żaden sposób zakłócać niczyjej prywatności, ani wtargnąć bez pozwolenia. Zatrzymał się w drzwiach i dostrzegł wtedy postać pochylającą się nad jakąś księgą, prawdopodobnie zajętą pracą. Trochę mu się głupio zrobiło, że ją przerwał, ale jakby nie było już jak się wycofać, więc poczekał na odpowiedź, a później, jeśli otrzymał pozwolenie wszedł do środka ze swoim towarzyszem, wtedy również zsunął pelerynę ze swojej twarzy, tak by oplatała jedynie jego szyję i rozejrzał się po wnętrzu sklepiku.
- Niesamowite, bardzo tu macie przytulnie, naturalnie. - skomentował, bardzo wolnym tempem stawiając kilka kroków, których odległość dzieliła drzwi wejściowe od lady, czy też miejsca, w którym znajdował się Iaskel.
Avatar użytkownika
Hessan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Sven, Lilianna,
Rasa: Elf leśny.
Aura: Aura o sile większej niż przeciętna. Jej przeważającą barwą jest platyna, a towarzyszy jej srebro, tworząc pozornie jednolitą, lecz po uważnym przyjrzeniu się zróżnicowaną aurę. Otacza ją delikatna, ametystowa aura. Jednak najwyraźniejszym elementem aury nie jest barwa jak to zwykle bywa lecz dźwięk. Głośny trzask płomieni jest zdecydowanym tematem w tym dźwięku. Oprócz niego słychać także pojedynczy nieustanny, miarowy ton, a także szum wody. Co jaki czas jeden z tych odgłosów urywa się, lecz najczęściej tylko na chwilę. roztacza też wokół siebie zapach świec i typowego dla elfów, zapachu lasu. W dotyku jest giętka, gładka i układa się w ostre kształty. W smaku jest łagodnie gorzka.
Wygląd: Hessan Sarx jest dość typowym przedstawicielem elfów. Ani wyższy, ani niższy od swoich współbraci mierzy nieco ponad 6 stóp wysokości. Jest mężczyzną raczej atletycznej postury. Przesadne umięśnienie przeszkadzałoby mu i ograniczało szybkość jego ruchów. Ma dość bladą, ale jednak nieco jakby opaloną cerę. Bardziej charakterystycznymi cechami aparycji są jego blond włosy, ... (Więcej)
Uwagi: Podróżuje ze smokopodobnym stworzeniem. Taka mała pocieszna, ognista gadzinka.

Postprzez Iaskel » Pt lis 09, 2018 11:38 am

Ręka z piórem, zapisująca właśnie jakieś uwagi zatrzymała się w pół zdania. Zapomniał o tym natychmiast, gdy tylko zdał sobie sprawę, że do jego sklepu ktoś się zbliża. Iaskel zamarł, nie podnosząc wzroku znad rejestru. W wieczornej ciszy czułe uszy elfa wychwytywały ciężkie kroki istoty dwunożnej, oraz, słabsze, czworonożnej. Iaskel odetchnął głęboko i zamknął oczy. Zaraz objawiła się mu aura nadchodzących. Większy z nich emitował kojącą ametystową poświatę, jednak uwagę Iaskela zwrócił raczej przytłaczający odgłos trzaskających płomieni. Elf rozpoznawał u nieznajomego dużą moc władania magią ognia, jak również, nieco mniejszą, kilkoma innymi jej rodzajami. Aura drugiego stworzenia była... niecodzienna, ale też emitowała wrażenia związane z ogniem. Pierwsza aura uderzyła Iaskela swoją siłą – miał niewątpliwie do czynienia z potężnym magiem, może również niebezpiecznym. Serce zabiło mu mocniej. Wprawdzie czytając aurę odniósł wrażenie, że jest to istota przyjazna, ale... cóż on mógł wiedzieć – może się mylił, albo tamten dobrze się maskował. Czego równie potężny mag mógł szukać w jego sklepie? Iaskel miał właśnie sięgnąć po amulet, który pomagał mu wyciszyć i uspokoić myśli, ale przypomniał sobie, że Ennis zwykle brał go ze sobą, kiedy ucinał sobie drzemkę, więc prawdopodobnie teraz miał go właśnie kirpi. Trudno.
Rozległo się pukanie, a po chwili odezwał się przybysz.
-Dobry wieczór. Proszę wejść – odpowiedział Iaskel, dopiero teraz podnosząc głowę znad swoich notatek. Starał się, by jego głos miał spokojne brzmienie, ale nie był pewien, czy mu się to udało.
Przybysz, niewątpliwie elf, nosił bardzo porządną zbroję, ukrywał twarz pod płaszczem i z trudem trzymał się na nogach. Obok niego zaś był... Iaskel nie do końca wiedział co to za stworzenie. Najbardziej przypominało małego smoka, jednak elfa zaciekawiły płomienie na jego grzbiecie, choć teraz ledwie się tliły. Iaskelowi przyszło na myśl, że jego sklepik nigdy jeszcze nie gościł podobnej pary.
Gospodarz wstał z miejsca, a mężczyzna odsłonił swoją twarz. To uspokoiło nieco zielarza, jednak wciąż nie dawało mu spokoju pytanie o cel wizyty nieznajomego w jego warsztacie.
-To prawda, okolica jest malownicza, a to wnętrze naprawdę przyjemne. Jasne, przestronne, dobre do pracy. Podziwiam mistrzów, którzy budowali tutejsze domy – mówił, bacznie przyglądając się swojemu rozmówcy. Dlaczego przedłużał rozmowę, jeśli wymagał szybkiego leczenia?
-Iaskel, zielarz i medyk – elf skłonił głowę. -Czego życzycie sobie, panie? Szukacie jakiegoś eliksiru, czy potrzebujecie skorzystać... - zerknął przelotnie na gałąź, na której tamten się podpierał – z usług medyka? A może pański towarzysz? - Jeśli Iaskel miałby zgadywać, to jeden i drugi.
Czuł, że trochę się pospieszył z pytaniem, nie dając gościowi samemu wyjawić swoich intencji. Trochę spanikował, ale obecność równie potężnego maga napawała go pewną obawą. Zaraz jednak przypomniał sobie, że ma przed sobą przede wszystkim istoty niewątpliwie zmęczone podróżą i niedomagające.
-Chyba macie za sobą długą drogę. Może usiądziecie? - Iaskel wskazał elfowi stojącą pod ścianą ławę.
Avatar użytkownika
Iaskel
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Leśny elf
Aura: Skromna emanacja nie rzucająca się w oczy ani swoją mocą ani jaskrawością, chętnie wtopi się w tłum innych. Gdy już jej się przyjrzysz wpierw dostrzeżesz tutaj cynę. Jednak wpatrując się uważniej zauważysz szczyptę cynku i odrobinę kobaltu, mieszające się ze sobą niczym liście w koronie drzew. Odbija się w nich delikatny i nienachalny szafir współgrający z wszechobecnym zapachem lasu. Słychać tu śmiech dzieci, harmonijnie i przyjaźnie łączący się z głębokimi tonami. To wszystko na koniec podsumowuje uderzenie młota. Sama aura jest przyjemnie miękka i giętka o satynowym wykończeniu, chociaż nie zabraknie tutaj też ostrych brzegów. Smak jest łagodny z delikatną kwaskową nutką, pomieszaną z wyraźną lepkością wieńczącą emanację.
Wygląd: Iaskel jest wysoki i szczupły, z długimi kończynami i smukłymi palcami. Wygląda, jak drzewko, które za chwilę wiatr przewróci albo złamie. Ma jasną cerę i pociągłą twarz. Jego oczy są wąskie, intensywnie niebieskie, brwi dosyć gęste. Często gdy patrzy na coś w skupieniu, albo się zastanawia, wygląda to jakby się złościł. Jego nos jest kształtny, jednak nieco większy, ... (Więcej)

Postprzez Hessan » So lis 10, 2018 12:31 pm

Zbroja Hessana faktycznie mogła robić wrażenie, chociaż też ciężko było ukryć, że i sprzęt był nieco zmęczony trudami podróży. To jest głównie nieco przykurzona, nie zadbana tak, jakby była na wystawie - wiadomo. Okazało się, że wewnątrz sklepiku był, a jakże - również elf. Można było poznać, że młodszy, lub mniej doświadczony od gościa. Chociaż elfy nie starzały się fizycznie zbyt widocznie, ale mimo to nawet sposób wypowiedzi mógł bardzo drobnymi szczegółami zdradzić pewne informacje. Rzecz jasna blondasek nie miał pojęcia o umiejętnościach gospodarza w zakresie czytania aur, stąd w ogóle nie wpadło mu do głowy, jak dużo może już o nim wiedzieć. Drobne smoczątko, jakby odruchowo skierowało się pod ścianę, na której wisiało źródło światła. Tam dość potulnie się skuliło i grzecznie położyło. Można było odnieść wrażenie, że po prostu potrzebowało drzemki. Zupełnie, jak ludzkie istoty padające na swoje łoża, gdy powracają po bardzo męczących dniach w pracy. Elf natomiast podrapał się po potylicy przeczesując przy okazji dłonią swoje również nieco zaniedbane włosy.
- Czyli trafiliśmy w punkt, dobrze. - odpowiedział z wyczuwalną w głosie ulgą na profesję Iaskela. Odchrząknął cicho.
- Jestem Hessan, a to mój towarzysz, Ranvil. - ten drugi tylko drgnął smoczymi uszkami na dźwięk swojego imienia. Drzemał, ale i czuwał.
- Swego rodzaju włóczędzy, lub bardziej modnie - podróżnicy obecnie. - zaśmiał się cicho.
Ława zdecydowanie wydawała się zapraszać elfa na siebie. Długo się nie zastanawiał, parę kroków i już mógł sobie przysiąść.
- Tak, tak. Będziemy potrzebowali trochę kwiatków, korzonków i innych. Na pewno nie przeszkadzamy w niczym istotnym? Wszak wszystkie inne sklepiki są zamknięte, a nie chciałbym się Panu narzucać. - stwierdził uprzejmie przyglądając się z uwagą reakcji Iaskela. Hessan zdawał sobie sprawę, z tego, że ten drugi wydaje się być nieco zaniepokojony, ale jeszcze nie wiedział dlaczego. Może to ze względu na stres z pracy w dodatkowych godzinach, nawet nie wiedział, czy ten, który go przyjmuje jest właścicielem tego lokalu, chociaż z czasem powoli utwierdzał się w przekonaniu, że chyba jest.
- A tak, kawałek drogi. Po prostu założyłem, że już dziś dotrzemy do stolicy, stąd może narzuciliśmy sobie nieco za mocne tempo. Jeśli to nie problem, chciałbym uprzejmie poprosić o kubek gorącej, ziołowej herbaty. - westchnął krótko. W podróży nie było takich luksusów, a przydrożne karczmy również mało kiedy oferowały odpowiedni zakres ziółek, czy nawet umiejętności ich parzenia, by zadowolić elfie wymagania. W międzyczasie przybysz, po tym, jak zasiadł na ławie zaczął grzebać w swoim niewielkim tobołku podróżniczym, jakby czegoś szukał...
Avatar użytkownika
Hessan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Sven, Lilianna,
Rasa: Elf leśny.
Aura: Aura o sile większej niż przeciętna. Jej przeważającą barwą jest platyna, a towarzyszy jej srebro, tworząc pozornie jednolitą, lecz po uważnym przyjrzeniu się zróżnicowaną aurę. Otacza ją delikatna, ametystowa aura. Jednak najwyraźniejszym elementem aury nie jest barwa jak to zwykle bywa lecz dźwięk. Głośny trzask płomieni jest zdecydowanym tematem w tym dźwięku. Oprócz niego słychać także pojedynczy nieustanny, miarowy ton, a także szum wody. Co jaki czas jeden z tych odgłosów urywa się, lecz najczęściej tylko na chwilę. roztacza też wokół siebie zapach świec i typowego dla elfów, zapachu lasu. W dotyku jest giętka, gładka i układa się w ostre kształty. W smaku jest łagodnie gorzka.
Wygląd: Hessan Sarx jest dość typowym przedstawicielem elfów. Ani wyższy, ani niższy od swoich współbraci mierzy nieco ponad 6 stóp wysokości. Jest mężczyzną raczej atletycznej postury. Przesadne umięśnienie przeszkadzałoby mu i ograniczało szybkość jego ruchów. Ma dość bladą, ale jednak nieco jakby opaloną cerę. Bardziej charakterystycznymi cechami aparycji są jego blond włosy, ... (Więcej)
Uwagi: Podróżuje ze smokopodobnym stworzeniem. Taka mała pocieszna, ognista gadzinka.

Postprzez Iaskel » Pn lis 12, 2018 2:21 pm

Iaskel, chociaż nie tracił czujności, trochę się uspokoił. Najwyraźniej naprawdę miał przed sobą jedynie strudzonych wędrowców, choć bez wątpienia ze swoimi tajemnicami. Było tak, jak mówił Hessan – jego sklep był otwarty dłużej, niż innych, więc nic dziwnego, że wybrali właśnie ten. Iaskel popatrzył krótko na małego smoka – Ranvil, tak go nazwał tamten elf – który zwinął się w kącie izby i zasnął. Zielarzowi przemknęło przez myśl, że pewnie trudno jest oswoić podobne stworzenie. Cóż, na pewno trudniej, niż pewnego niezwykle towarzyskiego kirpi.
Właśnie, kiedy o tym myślał, Ennis, widocznie zbudzony odgłosami rozmowy, pojawił się w drzwiach do drugiej izby. Stworzenie rozmiarów kota, o jasnożółtym futerku i niebieskich, czujnych oczach wpatrywało się teraz w nowo przybyłych. Widocznie doszło do jakiegoś wniosku, bo podeszło bliżej, najpierw obchodząc wokół Hessana, potem zaś wskakując na ławę i bez jednego mrugnięcia patrząc na Ranvila.
-To jest Ennis – powiedział krótko Iaskel.
Elf tylko krótko pokiwał głową na wiadomość, że przybysze są wędrowcami. To było życie, które sam wiódłby, gdyby... miał trochę więcej odwagi.
-Oczywiście, powiedzcie tylko, jakich dokładnie potrzebujecie, zaraz będę je dla pana miał.
Niech to, czyżby czymś w swoim zachowaniu dał przybyszowi do zrozumienia, że mu przeszkodził? Przez całe życie próbował czegoś takiego unikać. Iaskel szybko powtórzył sobie w pamięci ich całą rozmowę. Chyba nic podobnego nie było...
-Nie, nie przeszkodził pan – powiedział szybko. -Mój sklep jest otwarty o tej porze, a zatem spodziewałem się klientów. Nie robiłem nic, czego nie mógłbym dokończyć innym razem.
-Rozumiem. Odpoczywajcie zatem, ile tylko będziecie potrzebować. Czego pan się napije? Mam herbatę z jaśminem, z jagodami, porzeczkami i jeżynami, z lawendą i nagietkiem i z pokrzywą i aloesem -wymieniał Iaskel, za każdym razem demonstrując Hessanowi słoik z odpowiednią mieszanką. Jeśli tamten nie mógł się zdecydować, elf wybrał herbatę z jaśminem. Iaskel wziął małą miarkę i wsypał do kubka. Następnie zapalił ogień nad paleniskiem i postawił nań garnek z wodą.
-Skąd... przybywacie? Długo jesteście w drodze? - zapytał podczas oczekiwania, aż woda się zagotuje. Nie wiedział, czy powinien pytać, skoro sam nie zamierzał opowiadać o sobie. Kiedy woda zagotowała się, Iaskel odczekał chwilę, po czym zalał herbatę dla gościa i podał mu.
-A pański towarzysz? - zerknął na śpiącego Ranvila. -Będzie coś jadł lub pił, kiedy się obudzi? - spytał. Nie miał pojęcia, co małe smoki jedzą lub piją, nigdy podobnego nie spotkał.
Avatar użytkownika
Iaskel
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Leśny elf
Aura: Skromna emanacja nie rzucająca się w oczy ani swoją mocą ani jaskrawością, chętnie wtopi się w tłum innych. Gdy już jej się przyjrzysz wpierw dostrzeżesz tutaj cynę. Jednak wpatrując się uważniej zauważysz szczyptę cynku i odrobinę kobaltu, mieszające się ze sobą niczym liście w koronie drzew. Odbija się w nich delikatny i nienachalny szafir współgrający z wszechobecnym zapachem lasu. Słychać tu śmiech dzieci, harmonijnie i przyjaźnie łączący się z głębokimi tonami. To wszystko na koniec podsumowuje uderzenie młota. Sama aura jest przyjemnie miękka i giętka o satynowym wykończeniu, chociaż nie zabraknie tutaj też ostrych brzegów. Smak jest łagodny z delikatną kwaskową nutką, pomieszaną z wyraźną lepkością wieńczącą emanację.
Wygląd: Iaskel jest wysoki i szczupły, z długimi kończynami i smukłymi palcami. Wygląda, jak drzewko, które za chwilę wiatr przewróci albo złamie. Ma jasną cerę i pociągłą twarz. Jego oczy są wąskie, intensywnie niebieskie, brwi dosyć gęste. Często gdy patrzy na coś w skupieniu, albo się zastanawia, wygląda to jakby się złościł. Jego nos jest kształtny, jednak nieco większy, ... (Więcej)

Postprzez Hessan » Śr lis 14, 2018 8:10 pm

Zastany w sklepiku elf był można powiedzieć wyjątkowo gościnny, nawet jak na tę rasę, a zwłaszcza, jak na osobę, która prowadziła swój jakiś tam interes. Hessan nie miał z takimi typowymi przedsiębiorcami wiele do czynienia, ale miał naszkicowany stereotypami dość niepochlebny wzór kupca, akurat nieelfickiego, ale takiego przeciętnego, ganiającego jedynie za monetą ludzika. Na szczęście tutaj trafił wręcz przeciwnie. Zdecydowanie nie wybrzydzał i z uśmiechem, oraz miłym podziękowaniem przyjął herbatę, którą wybrał Iaskel. Właściwie każdą z wymienionych wybrałby równie chętnie!
- Właśnie w tej tułaczce zwanej podróżą chodzi o to, że po pewnym czasie już nawet nie wiadomo skąd przychodzimy! - zaśmiał się cicho rzucając takim zdaniem, brzmiało trochę jak żart.
- Ogólnie pochodzę z Szepczącego Lasu. Nie wiem, czy orientuje się Pan gdzie to jest? - zapytał, chcąc wskazać miejsce, bądź bliżej nakreślić jego lokalizację w wypadku, gdy okaże się ona interesująca dla rozmówcy.
- Ranvil? Nie... Chwilę poleży, może jeśli zostanie wrzątku w naczyniu to skropimy mu łuski i będzie w porządku, nakarmię go już później. -
Cały czas wypowiadanym słowom elfa towarzyszyło to niegroźne chrząkanie, a miejscami pokasływanie, czasem brzmiące nawet nieco poważniej.
- A w drodze jesteśmy od małego! W sumie od wtedy też we dwójkę. Po zdaniu takiego testu "na dorosłego elfa" ruszyłem w świat. Tak brzmiało moje przeznaczenie. - dodał po krótkiej spacji z poważniejszym wydźwiękiem, niż miała sama pierwsza część wypowiedzi.
Hessan raczej nie planował zabierać bardzo dużo czasu sklepikarzowi, potrzebował tylko uzupełnić zielnik, napić się czegoś gorącego i odsapnąć. Właściwie powinien szukać również noclegu, właściwie nie wiedział, jak się sprawa ma z tutejszymi zajazdami, czy karczmami. Podziękował oczywiście za otrzymany napar, na początku zaciągnął się jego przepysznym zapachem, po czym ujmując naczynie obiema dłońmi uśmiechnął się i raz jeszcze podziękował.
- Dziękuję, to bardzo przyjemne z Pana strony. Powie Pan może, czy znajdziemy gdzieś w okolicy gościnność, jakiś nocleg to znaczy?
Można było nawet poznać, że przybysz dawno nie rozmawiał z drugim elfem, albo w ogóle nie był w mieście, trochę się zawieszał miejscami, ale sprawiał przez to wrażenie chyba jeszcze bardziej pociesznego staruszka. Bardzo uprzejmego z pewnością. Jego smokopodobny towarzysz natomiast jak się walnął, tak drzemał niewzruszony pojawieniem się drobnej istotki na ławie ani na moment.
Avatar użytkownika
Hessan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Sven, Lilianna,
Rasa: Elf leśny.
Aura: Aura o sile większej niż przeciętna. Jej przeważającą barwą jest platyna, a towarzyszy jej srebro, tworząc pozornie jednolitą, lecz po uważnym przyjrzeniu się zróżnicowaną aurę. Otacza ją delikatna, ametystowa aura. Jednak najwyraźniejszym elementem aury nie jest barwa jak to zwykle bywa lecz dźwięk. Głośny trzask płomieni jest zdecydowanym tematem w tym dźwięku. Oprócz niego słychać także pojedynczy nieustanny, miarowy ton, a także szum wody. Co jaki czas jeden z tych odgłosów urywa się, lecz najczęściej tylko na chwilę. roztacza też wokół siebie zapach świec i typowego dla elfów, zapachu lasu. W dotyku jest giętka, gładka i układa się w ostre kształty. W smaku jest łagodnie gorzka.
Wygląd: Hessan Sarx jest dość typowym przedstawicielem elfów. Ani wyższy, ani niższy od swoich współbraci mierzy nieco ponad 6 stóp wysokości. Jest mężczyzną raczej atletycznej postury. Przesadne umięśnienie przeszkadzałoby mu i ograniczało szybkość jego ruchów. Ma dość bladą, ale jednak nieco jakby opaloną cerę. Bardziej charakterystycznymi cechami aparycji są jego blond włosy, ... (Więcej)
Uwagi: Podróżuje ze smokopodobnym stworzeniem. Taka mała pocieszna, ognista gadzinka.

Postprzez Iaskel » Cz lis 15, 2018 8:37 pm

Iaskel coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to najbardziej niezwykli goście, jakich miał w swoim sklepie. Smoczek, który tak przyciągnął uwagę Ennisa był wystarczającą zagadką, jednak zielarza dużo bardziej ciekawił Hessan. Coś było w jego sposobie mówienia, w zachowaniu... Po namyśle Iaskel doszedł do wniosku, że miał do czynienia z dosyć wiekowym elfem, co by zgadzało się z jego wcześniejszymi wrażeniami.
-Hm, rozumiem, co pan ma na myśli – powiedział poważnie na jego uwagę, że w pewnym momencie nie wie się już, skąd się przychodzi. U niego akurat było nieco inaczej, ale nie czuł potrzeby o tym wspominać.
-Szepczący Las? A... tak, znam go dobrze – odparł Iaskel. Cóż, dobrze to mało powiedziane, skoro wiele lat spędził na wędrówkach po nim i pobieraniu nauk od jego mieszkańców, ale tym też nie zamierzał się dzielić. -Wybieram się tam często po zioła – dodał, choć w sumie samo chodzenie po zioła nie usprawiedliwiało stwierdzenia, że „zna go dobrze”. -Z której części tego lasu dokładnie? Jeśli... można zapytać – zastrzegł.
Wyglądało jednak na to, że jego goście wędrowali dużo dłużej, niż on. Tak... kilka stuleci dłużej, jak podejrzewał. Aż dziw, iż nie spotkali się wcześniej.
-Przeznaczenie? - zapytał Iaskel spokojnie, jednak spojrzał na przybysza z ciekawością. Wiekowy, potężny mag w zbroi i ze smokiem mówiący o swoim przeznaczeniu! Zapowiadało się, jak początek jakiejś fascynującej historii. Zielarz bał się tylko, że przybyszowi może niedługo skończyć się cierpliwość, bowiem jak na razie to tylko Iaskel zadawał pytania.
-Nocleg... - zastanowił się elf, rad, że w końcu i on może udzielić jakichś odpowiedzi. -Najbliższa gospoda pani Darlae znajduje się przy tej samej uliczce – trzeba pójść w przeciwną stronę, niż ta, z której przyszliście i szukać szyldu z namalowanym dębem. Jeśli szukacie większych wygód, wszyscy podróżni chwalą sobie „Pod Złotym Kopytem”, która znajduje się nieco dalej, ale da się chyba dojść przed zmrokiem. Wtedy musicie wyjść z tego osiedla i udać się w prawo, w gościniec, a potem już was tam dalej pokierują. Jeśli nie jesteście zbyt zmęczeni – dodał. Uważnie obserwował starszego elfa od kiedy tylko ten wszedł i jasne było, że coś mu dolega. Nie rozumiał jednak, dlaczego, będąc u medyka, nie poprosił o leczenie, nawet, gdy Iaskel zapytał o to wprost. Czyżby zaplanował sobie przyjść do jego sklepiku, napić się herbaty, a następnie paść bez życia? Przez chwilę naprawdę przestraszył się podobnej możliwości. Potem pomyślał, że, niezależnie od przyczyny takiego zachowania (może była nią chęć nienarzucania się, brak zaufania do zdolności Iaskela czy też swoisty upór, każący twierdzić, że „to nic poważnego”), obowiązkiem jego samego było zaoferować leczenie i uczynić to nieco bardziej stanowczo.
Elfowi nie zdarzyło się do tej pory, by ktoś wymagający pomocy medyka wszedł do jego sklepu i zaczynał od wypicia herbaty, zamiast zwrócić od razu uwagę gospodarza na swój problem. Dlatego też Iaskel nigdy dotąd nie musiał pytać, czy ktoś pozwoli mu się wyleczyć. Teraz więc wahał się przez chwilę, zanim nie dotarło do niego, że jego skrupuły są w tym momencie jednak nie na miejscu.
-Pan wybaczy – odezwał się Iaskel, kiedy Hessan wypił już swój napój. Jak zawsze, kiedy odważył się mówić z podobną stanowczością poczuł, że zaschło mu nieco w gardle. -Nie mogłem nie zauważyć, że nie czuje się pan najlepiej. Można to pewnie po części złożyć na karb zmęczenia podróżą, ale mam wrażenie, że coś panu poza tym dolega. Uważam, że nie powinno się pozostawiać tego, jak jest. Jak mówiłem, jestem medykiem, dlatego, za pana pozwoleniem, chciałbym pana zbadać i zastosować albo zaproponować leczenie. No, chyba, że nie życzy sobie pan – w takim wypadku obiecuję się już nie narzucać – powiedział elf i czekał na jego reakcję. Teraz tylko brakowało, żeby rozgniewany jego śmiałością Hessan cisnął w niego kulą ognia. Gdzie był ten przeklęty talizman? Iaskel poczuł, że serce znów bije mu szybciej, a mięśnie napinają się. W milczeniu czekał na odpowiedź gościa.
Avatar użytkownika
Iaskel
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Leśny elf
Aura: Skromna emanacja nie rzucająca się w oczy ani swoją mocą ani jaskrawością, chętnie wtopi się w tłum innych. Gdy już jej się przyjrzysz wpierw dostrzeżesz tutaj cynę. Jednak wpatrując się uważniej zauważysz szczyptę cynku i odrobinę kobaltu, mieszające się ze sobą niczym liście w koronie drzew. Odbija się w nich delikatny i nienachalny szafir współgrający z wszechobecnym zapachem lasu. Słychać tu śmiech dzieci, harmonijnie i przyjaźnie łączący się z głębokimi tonami. To wszystko na koniec podsumowuje uderzenie młota. Sama aura jest przyjemnie miękka i giętka o satynowym wykończeniu, chociaż nie zabraknie tutaj też ostrych brzegów. Smak jest łagodny z delikatną kwaskową nutką, pomieszaną z wyraźną lepkością wieńczącą emanację.
Wygląd: Iaskel jest wysoki i szczupły, z długimi kończynami i smukłymi palcami. Wygląda, jak drzewko, które za chwilę wiatr przewróci albo złamie. Ma jasną cerę i pociągłą twarz. Jego oczy są wąskie, intensywnie niebieskie, brwi dosyć gęste. Często gdy patrzy na coś w skupieniu, albo się zastanawia, wygląda to jakby się złościł. Jego nos jest kształtny, jednak nieco większy, ... (Więcej)

Postprzez Hessan » Pt lis 16, 2018 10:12 pm

Gorący napój był jak najbardziej pomocny na stan, w jakim znalazł się przybyły do stolicy elf. W dodatku smakował przepysznie i przywodził na myśl miłe wspomnienia z odwiedzin w różnych bardziej cywilizowanych, niż rozbijane podczas tułaczki po łusce prasmoka obozy. Swój kubek Hessan opróżnił szybko, pomimo wysokiej temperatury, zupełnie jakby wrzątek go nie parzył... i właściwie po części trochę tak było, ale pewnie sprawił jedynie wrażenie spragnionego i pragnącego się rozgrzać - które też nie było ani trochę złudne.
- Tak, tak. Rodzinny lasek, teraz się tam pewnie pozmieniało. Musiałbym mieć mapę, by Ci pokazać. Właściwie, to całkiem niedaleko stąd? Może się tam z Ranvilem wkrótce wybierzemy, kto to wie, gdzie nas znów poniesie za dzień, lub dwa. - zakasłał. Odnośnie miejsca, z którego pochodził wypowiedział się w taki sposób nie dlatego, by się wykręcać. Po prostu jakby to ująć, większość "okolicy", o ile można tak nazwać wielkie obszary Szepczącego Lasu od Gór Dasso, po położone na południu jeziora kolejno, Błyszczące, Czarodziejek, Kryształowe, oraz Wodospad Snów kojarzył z pamięci. Cały ten las to był jego mały dom. Stąd ciężko mu było wytłumaczyć słowami, czy też mapowymi określeniami, gdzie dokładnie leżała osada, w której się wychował. Nie chciał też wspominać o rytuałach przejścia i szkole czarodziejów. - nie ukrywał tego, ale po prostu uznał, że to za długa historia, a jego głos nie da się ukryć nieco niedomagał w tym momencie.

Kiedy tak rozmawiali, elf mimo utrzymywanego kontaktu wzrokowego z rozmówcą w sposób dość pewny mógł sprawiać wrażenie rozkojarzonego. Przy okazji zaczął grzebać przy kawałku swojej zbroi, a właściwie poniżej, sprawdzając zawartość swoich wszystkich zasobników. Po paru chwilach po prostu odpiął dwa skórzane pasy i przyglądał się co jest, a czego mu brakuje. Naturalnie słuchając, gdy Iaskel tłumaczył mu możliwości noclegowe w najbliższej okolicy. Jego spiczaste uszy zdawały się poruszać na niektóre mniej oczekiwane dźwięki. Raz nawet odwrócił się, by zerknąć przez ramię na okiennice. Wtedy po izbie przemknęły dwa smukłe cienie, drugi kilka chwil po pierwszym. Odgłosy kroków zamilkły bardzo szybko. Być może zagłuszył je nieco hulający między wąskimi ulicami wiatr. Sarx zostawił pootwierane zasobniki na ławie, obok towarzysza gospodarza, wstał i ot tak podszedł do naczynia z wrzątkiem. Zapomniało mu się zapytać ponownie, albo uznał po prostu, że skoro o tym wspomniał i nie usłyszał sprzeciwu, to sklepikarz wyraził zgodę. Za moment wrócił na ławę, i maczając palce swoich dłoni w wodzie, która jeszcze parę chwil temu wrzała nabierał jej i lekko skraplał swojego smokowatego towarzysza. Ten rozbudził się nieco i skierował łeb w stronę elfa. Zdawał się być ucieszony z ciepłego deszczu. Płomienie na jego grzbiecie zniknęły, a Hessan coraz śmielej polewał zwierzaka wodą.
- Zaraz mu będzie lepiej. A i posadzkę od razu wytrę, podałby Pan tylko jaką ścierkę i już się tym zajmę. - dodał po chwili, żeby tylko nie wyszło, że robi coś wbrew właścicielowi posiadłości, jakby nie patrzeć nie każdemu musiałoby się podobać rozlewanie wrzątku bo podłodze.
- A nocleg chyba wybierzemy ten bliżej, my w luksusach to się nie wysypiamy zazwyczaj, bo tam za ścianami głośno bywa, bale, hulanki i inne takie przyjemności! - zaśmiał się cicho. W rzeczywistości nigdzie nie zaznał w swoim elfim żywocie lepszego snu, niż na hamaku między drzewami, pod gołym niebem i nieopodal jeziora, w którego tafli odbijał się blady księżyc i nieboskłon usłany gwiazdami, a gdy zamykał oczy do snu przygrywał mu niemal cały las, swoją wieczorową orkiestrą. Na myśl o tamtym wieczorze uśmiechnął się sam do siebie. Znów przeczesał dłonią włosy.
Zaczął wymieniać pod nosem rzeczy, których mu brakuje w zasobnikach, toteż nie zauważył, gdy młodszy elf zbierał się na uwagę. Normalnie pewnie mógłby wyczytać to z jego mimiki, czy nawet głosu, ale zwyczajnie nie zwrócił uwagi, odchrząknął, jakby wyrwany z czegoś, co nieco go pochłonęło.
- Ah, tak, tak. Już mówię przyjacielu, już już. - zakasłał i odchrząknął ponownie. -
- Tam leczenia, tylko trochę ziół. - wymienił długą listę jednym tchem, mieszając przy tym parę nazw, bądź przeinaczając.
- Może lepiej wezmę jakiś kawałek papieru i zapiszę, bo dużo tego, dużo. Przygotuję sobie jakiś naparek w karczmie. Myślę, że damy radę, nie chciałbym długo tu Panu też czasu zabierać. Już, już piszemy. - zaczął notować, gdy tylko otrzymał skrawek kartki i pióro. Pismo, w przeciwieństwie do obecnego głosu miał bardzo ładne, staranne i od razu można było poznać, że elfickie, ładnie przyozdabiał nawet niektóre litery alfabetu. Wymienił na karteczce kilka bardziej pospolitych ziół i roślin, głównie posiadających właściwości regeneracyjne, rozgrzewające, bądź pobudzające umysł. Podejrzewał, że nie będzie problemów z ich uzyskaniem. Natomiast na samym dole listy zapisał.
* Suszone korzenie mglistego krzewu.
* Kwiaty smoczych języków.
Te pierwsze można było zdobyć na mglistych bagnach, na południe od doliny nieumarłych. To dość niebezpieczna okolica, a i ich wykorzystanie było znacznie bardziej tajemnicze i rytualne, niż wszystkich innych wymienionych składników. Mówi się, że są one często stosowane przy różnych wywarach przez magów śmierci, wiedźmy, czy inne tego typu bardziej szemrane-alchemiczne zawody.
Smocze języki natomiast można było zdobyć wchodząc na Szczyty Fellarionu, nieopodal Łez Rapsodii. Te z kolei miały oczyszczać ciało i umysł, oraz tworzyć w połączeniu z innymi składnikami mikstury, czy toniki znacznie przyśpieszające regenerację. Mówiło się też o predyspozycjach tych kwiatów, do wspomagania talentów, które pozwalały przewidzieć przyszłość, czy też przeznaczenie danych jednostek.
Hessan podejrzewał, że ktoś zajmujący się takim sklepem będzie wiedział, co to są za rzeczy i jakie mają właściwości, ale pewny nie był. Tym bardziej nie był w stanie stwierdzić, czy importowano tutaj takie, oraz czy były aktualnie na stanie.
Pisząc i rozmyślając zawieszał się od czasu do czasu, podrapywał po potylicy, jakby spamiętanie wszystkiego mimo sporej wiedzy sprawiało mu trudność.
- Zbadać można, ale i po co. Tylko się wygrzeje i będzie lepiej. Jeśli mógłbyś przyjacielu sprawdzić tę listę, a ja wrócę jutro, obiecuję! -
wstał i pstryknął palcami. Ranvil, który po skropleniu wrzątkiem niemal wrócił do żywych podniósł się i zakręcił wesoło. Płomyki znów tliły się nieco mocniej, zdawało się, że już poprawnie. Zwierzak wyglądał, jakby chciał wskoczyć na ramię elfa.
- Nie teraz zuchu, nie teraz, chodź. - powiedział do niego spokojnie, skinął do elfa zostawiając zapisaną składnikami kartkę i pióro na ladzie, oraz swoje zasobniki na ławie. Jeszcze raz skłonił się lekko, żegnając.
- Bywaj zdrów. - cały proces wychodzenia był dość dynamiczny, a przez zwierzaka i to, że Hessan szybko przemieścił się spod lady, w okolice ławy, a później do drzwi Iaskel mógł nie zwrócić od razu uwagi na pozostawione przez Sarxa rzeczy. Jeśli spróbowałby wybiec za nimi, wędrowcy zniknęli już w mroku następnej uliczki, za zakrętem. A chmury zbierały się na deszcz, więc pogoń za nimi nie zdawała się być optymalna. Poza tym oznajmił, że wróci rano, prawda?
Avatar użytkownika
Hessan
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Yao, Frey, Sven, Lilianna,
Rasa: Elf leśny.
Aura: Aura o sile większej niż przeciętna. Jej przeważającą barwą jest platyna, a towarzyszy jej srebro, tworząc pozornie jednolitą, lecz po uważnym przyjrzeniu się zróżnicowaną aurę. Otacza ją delikatna, ametystowa aura. Jednak najwyraźniejszym elementem aury nie jest barwa jak to zwykle bywa lecz dźwięk. Głośny trzask płomieni jest zdecydowanym tematem w tym dźwięku. Oprócz niego słychać także pojedynczy nieustanny, miarowy ton, a także szum wody. Co jaki czas jeden z tych odgłosów urywa się, lecz najczęściej tylko na chwilę. roztacza też wokół siebie zapach świec i typowego dla elfów, zapachu lasu. W dotyku jest giętka, gładka i układa się w ostre kształty. W smaku jest łagodnie gorzka.
Wygląd: Hessan Sarx jest dość typowym przedstawicielem elfów. Ani wyższy, ani niższy od swoich współbraci mierzy nieco ponad 6 stóp wysokości. Jest mężczyzną raczej atletycznej postury. Przesadne umięśnienie przeszkadzałoby mu i ograniczało szybkość jego ruchów. Ma dość bladą, ale jednak nieco jakby opaloną cerę. Bardziej charakterystycznymi cechami aparycji są jego blond włosy, ... (Więcej)
Uwagi: Podróżuje ze smokopodobnym stworzeniem. Taka mała pocieszna, ognista gadzinka.


Powrót do Kryształowe Królestwo

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron