Jadeitowe Wybrzeże[Zachodnie Wybrzeże] Co dalej?

Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 123
Rejestracja: 5 lat temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

[Zachodnie Wybrzeże] Co dalej?

Post autor: Falkon » 2 miesiące temu

Alestar, Falkon i Teus przybywają z: [Turmalia i okolice] Tak blisko

        Falkon nie wyspał się. Tej nocy wygodna prycza w pokoju gościnnym Strużki zdawała się wyjątkowo niekomfortowa. Przewracał się z boku na bok, poprawiał wypchaną gęsim puchem poduszkę, wsłuchiwał się w odgłosy za oknem. Niestety, posępna orkiestra świerszczy i sów nie pomagała zasnąć. Wręcz przeciwnie - zdawała się opowiadać Falkonowi intrygującą, barwną, pełną przygód historię trzech wędrowców, którzy ryzykując życiem wyruszyli w podróż, nie wiedząc nawet co czeka ich na jej końcu.

        Obudziła go służba. Po pieczeniu oczu i zawrotach głowy wnioskował, że sen nie trwał dłużej niż godzinę. Za oknem było już jasno, zapowiadała się świetna pogoda.
        — Co do cholery — mruknął grubiańsko, przecierając pięścią lewe oko, prawym zerkając ze zmęczeniem na pulchną służkę.
        — Śniadanie gotowe, gospodarz prosił...
        — Dobra, dobra — przerwał jej, ziewając. — Już schodzę.

        Śniadanie było skromne, ale smaczne i pożywne. Teus z wysiłkiem przeżuwał kawałki podeschłego chleba zamoczonego w zsiadłym mleku, Alestar z kolei pałaszował owsiankę z takim zapałem, że z trudem łapał oddech. Falkon jadł powoli, ale z apetytem. Nie patrzył na towarzyszy, jego wzrok błądził gdzieś między wypchaną głową jelenia wiszącą obok drzwi wejściowych, a brudnym kandelabrem ustawionym na równie brudnym stole pod ścianą. Myślał.
        Coś się skończyło. Czuł ulgę, ale jednocześnie pustkę. Nie chciał poruszać tego tematu i cieszył się, że jego towarzysze milczeli. Obawiał się, że po śniadaniu ktoś wreszcie nie wytrzyma. Postanowił znaleźć sobie jakieś zajęcie. Wstał, poprawił ostentacyjnie wymiętą koszulę i wyszedł z izby.

        Książę był trochę zaniedbany, chociaż Falkon spodziewał się, że stajenny zajmie się nim jak należy. Najwidoczniej wiele zmieniło się w Turmalii odkąd ostatni raz w niej gościł.
        — Zaraz się tobą zajmiemy, przyjacielu — powiedział z nieco przesadną litością w głosie, gładząc konia po grzywie. — Wujek Strużka zaraz przyniesie prezenty i... o, właśnie idzie.
        Karczmarz wlókł się w ich stronę, niosąc zgrzebło, wiadro z wodą, trochę paszy i kilka innych szpergałów.
        — Mówisz i masz — uśmiechnął się szeroko do chłopaka. — Piękne to bydlę, skąd ty go wytrzasnąłeś? Musi być wart fortunę.
        — To prezent — odparł Falkon beznamiętnie.
        — Ah tak, rozumiem. Tajne służby i te sprawy — karczmarz zaśmiał się życzliwie.
        — Nie, nie. To... pamiątka po przyjacielu.
        — Rozumiem — mruknął Strużka po chwili. — Zmieniając temat - jakie macie dalsze plany, jeśli mogę spytać? Nie żebym was wyganiał, hoho, nic z tych rzeczy! Ciekaw jestem po prostu. Kiedy planujecie wyruszyć?
        Falkon milczał. Na krótką chwilę przestał szczotkować koński grzbiet i spojrzał w ziemię, zbierając myśli.
        — Ich spytaj — wycedził w końcu, dostrzegłszy kątem oka zbliżających się towarzyszy. — Ale nie wiem czy usłyszysz to, na co liczysz...

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 123
Rejestracja: 5 lat temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Teus » 2 miesiące temu

        Było mu ciężko po ostatniej popijawie, zdecydowanie nie poprawiła jego samopoczucia, choć musiał przyznać, że chociaż przez chwilę wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Kolejna gospoda na końcu świata, beztroskie picie z mieszkańcami okolicy, zero smutku i ciążących zobowiązań…

        Część śniadania została nawet przyswojona przez żołądek, Teus nie mógł więcej od niego wymagać. Jednak nie tylko to sprawiało, że czuł się paskudnie. Widział Falkona, jego nieobecny wzrok, brak jakiegokolwiek kontaktu.
        - Idę do stajni. – Teus rzucił krótko do Alestara, patrząc na wychodzącego z gospody Pirata. Wielkolud bez słowa również ruszył w jego ślady.

        - Przepraszam panów, mam drobne pytanie. – Gospodarz odchodząc od Falkona ruszył wprost w stronę opuszczających gospodę mężczyzn. – Kiedy macie…
        - Wołają pana w środku. – Teus minął Strużkę i ruszył prosto w stronę Pirata. Ten obdarzył go tylko pochmurnym spojrzeniem i z powrotem zajął się swym wierzchowcem.

        I tu popełnił błąd. Teus z całej siły trzasnął Falkona pięścią w podbródek, tak że ten poleciał o kilka kroków w tył i oparł się dłońmi o ziemię.
        - Tak tu na południu rozwiązujecie spory? Patrząc na ludzi gniewnie z ukosa? Wychodzi na to, że południe pełne jest bezużytecznych ciot! Wstawaj i pokaż na co cię stać ty morska gnido! Przywal mi do jasnej cholery!

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 123
Rejestracja: 5 lat temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Falkon » 1 miesiąc temu

        Książę zarżał nerwowo i odsunął najdalej jak pozwalał mu uwiąz, zarzucając przy tym łbem i łypiąc podejrzliwie to na Teusa, to na Falkona.
        Strużka z Alestarem stali jak wryci. Nie odezwali się ani słowem, nie wydawało się też, że planują w jakikolwiek sposób interweniować. Trudno było się temu dziwić. Niespodziewane, szaleńcze wręcz zachowanie Teusa było z pewnością zaskoczeniem nie tylko dla Strużki, ale nawet dla Alestara, który gapił się z otwartymi ustami na sapiącego, drżącego z niewyjaśnionej złości towarzysza.

        Falkon również się nie poruszył. Czuł pod palcami chłodną ziemię i ostre krawędzie kamieni wbijających się w skórę, gdy jego dłonie mimowolnie zaczęły zaciskać się w pięści. Dopiero po kilku chwilach zaczął odczuwać pulsujący ból szczęki. Sprawdził ostrożnie językiem czy wszystkie zęby znajdują się na miejscu. Na szczęście żadnego nie brakowało.

        — A więc tak się odwdzięczasz tym, którzy nadstawiają za ciebie karku — zaczął wreszcie, przerywając długą, pełną napięcia ciszę. — Jeszcze zanim znaleźliśmy się na statku żałowałem, że los skrzyżował nasze drogi. Żałowałem, że nie zostawiliśmy cię samego, nie ruszyliśmy w swoją stronę. A było tyle okazji...
        Wstał powoli, czując, że lekko kręci mu się w głowie. Otrzepał dłonie, wytarł je o koszulę.
        — Mimo wszystko stanąłem razem z tobą do walki. Nie pierwszy raz. Wstawiłem się za tobą i za twoją sprawą u osób, które znam. Również nie pierwszy raz. Patrzyłem na rzeź, którą rozpętałeś. To też nie był pierwszy raz. Ale tym razem nie byłem na to przygotowany. Obaj nie byliśmy. — Spojrzał przez teusowe ramię na Alestara, nadal zamarłego w bezruchu. — Okłamałeś nas. Nie pierwszy raz, rzecz jasna. Ale mimo to nie wyrzuciłem cię za burtę, nie poderżnąłem ci gardła we śnie, nie dałem ci nawet w mordę.
        Znów nastała chwila przenikliwej ciszy. Falkon zbliżył się powoli do Teusa, napiął wszystkie mięśnie, zacisnął zęby.
        — I wiesz co? Bardzo tego, kurwa, żałuję.
        Nie był to wybitnie szybki ruch. Falkon wiedział, że Teus zdołałby go bez problemu przewidzieć i w porę zareagować. Nie zrobił tego jednak. Popchnięty z niebagatelną siłą łucznik z trudem utrzymał się na nogach, o mało nie wpadając w stojącego obok Strużkę.
        W dłoni Falkona błysnął sztylet. Trzy pary oczu skierowały się na niego momentalnie. Runy na głowni żarzyły się mętnym, czerwonawym światłem, zaciśnięte na rękojeści palce chłopaka były blade jak płótno. Czuł ciepło, czuł pulsującą w skroniach krew, czuł ból w szczęce.
        W ułamek sekundy przez jego umysł zdołały przebiec wszystkie wspomnienia z ostatnich dni. Przyjaciele, których stracił, sytuacje, w których był o krok od śmierci. Rzeczy, które robił tylko po to, żeby tu dotrzeć. Liois, kultyści, kryształ...
        — W sumie — zaczął, chowając sztylet z powrotem do pochwy — i tak jesteś już martwy.

        Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć Falkon siedział już na grzbiecie Księcia i kłusował na północ. Nie obejrzał się za siebie nawet na chwilę.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 156
Rejestracja: 6 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alestar » 1 miesiąc temu

        Alestar obserwując towarzyszy, nie patrzył tak naprawdę na pojedynek, a na wybuch żalu i być może drogę do pogodzenia. Przynajmniej taką miał nadzieję. Stąd nie zamierzał przeszkadzać ani pozwolić by Strużka reagował na to, co wyprawia się przed jego przybytkiem. Każdy z jego przyjaciół miał rację w tym, co teraz mówił i póki wszyscy są względnie cali, polana przed karczmą miała być miejscem na nerwy i złość. Sztylet w dłoni Falkona był już krokiem za daleko, jednak magiczne, czerwone światło run na nim przypomniało kusznikowi i długowłosemu ważny fakt. Bajarz miał w swoich słowach rację, Teus był po części martwy, a to właśnie złodziejaszek miał połowę rozwiązania problemu łucznika. Druga połowa w postaci kryształu czekała na odnalezienie.

        Trzydziestolatek podszedł do Tousenda, który niczym zamurowany wpatrywał się w oddalającego na koniu towarzysza. Wyraz twarzy zdawał się sugerować, że jest zaskoczony ciosem i całym gniewem, który nosił w sobie Falkon, a jednocześnie jakby doskonale go rozumiał. Brodacz robiący za stracha na wróbla na nic by się nie przydał, więc łowca potworów zamierzał doprowadzić go do porządku.

        — Nie bądź taki zaskoczony. Należało ci się, zresztą pewnie tego chciałeś. — Odpowiedzią Teusa było tylko milczenie.
        — Ta świecące ostrze to jedyne rozwiązanie twojego problemu, które nie wiąże się z twoją śmiercią. Obiecałeś pomoc i wdzięczność. Także bądź tak wdzięczny, siodłaj Płotkę i za nim, póki widzimy go na horyzoncie. — Brunet jakby dla przypomnienia wyjaśnił sprawę „Martwemu”, a ten przebąkując coś pod nosem, zrobił to, co nakazał mu Zenemar. Mężczyźni wzięli wszystkie swoje rzeczy z karczmy, a Strużka na odchodne usłyszał od odjeżdżających zwyczajowe: „Przepraszamy”. Dwaj towarzysze ruszyli konno za przyjacielem, by kompania była znów w komplecie.

        Gdyby Alestar sięgnął w czasie jazdy po torbę i wyciągnął z niej tajemniczy notatnik, ten by go ostrzegł. Mógłby ujrzeć tam słowa: „Pozostawieni dotarli, a ten, który ich pozostawił…”, poznałby też dalszą część tego zdania. Nie było jednak czasu na czytanie w podróży, więc moc notatnika była w zamknięciu, a biel cały czas gościła na jego stronach. Nikt nie domagał się poznania przyszłości.

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 123
Rejestracja: 5 lat temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Falkon » 1 miesiąc temu

        — Proszę, proszę — wycedził zimny, spokojny głos. — Dawno się nie widzieliśmy.
        Falkon patrzył przed siebie, nie myśląc nawet zwolnić, a co dopiero zsiadać z konia. Widział grupę konnych od dawna, tak samo jak oni jego. Wiedział, że nawet jeśli zboczy z traktu to prędzej czy później go znajdą. Nie chciał czekać. Nie chciał się chować.
        — Czołem Henrik, stary druhu — powiedział zimno. — Pozwól, przez wzgląd na stare, dobre czasy, że oszczędzimy sobie zbędnych słów i czynów.
        — Nie tak szybko, żeglarzu.
        Henrik skinął dłonią na dwóch tęgich, dość przesadnie uzbrojonych najemników o nadzwyczajnie bystrych jak na tę profesję twarzach. Zastąpili Falkonowi drogę i z ponurymi minami patrzyli na niego, gładząc głowice długich mieczy uwieszonych u swych grubych, skórzanych pasów nabijanych ćwiekami.
        — Zacznijmy od pytań prostych. Nie zgubiłeś kogoś po drodze? — Półelf uśmiechnął się lodowato, gdy chłopak wreszcie zatrzymał konia, będąc już niecałe dziesięć stóp od najemników.
        — Nie wiem gdzie są i co robią — powiedział Falkon powoli.
        — Przez wzgląd na stare, dobre czasy, mój drogi Falkonie — odparł przeciągle Henrik — liczę na twoją szczerość. Zresztą co ja mówię... — Rzadka, równo przystrzyżona broda zadrżała lekko w stłumionym chichocie półelfa. — Dobrze wiesz dlaczego na nią liczę. Zależy mi tylko na moim czasie. Przecież wiesz, że prędzej czy później to z ciebie wyciągniemy.
        Falkon spojrzał mu w oczy. Pierwszy raz.
        — Porzuciłem ich. Nie wiem gdzie teraz są i co robią. I szczerze mówiąc mam to głęboko gdzieś.
        Henrik spoważniał. Uniósł lekko brwi i z wyraźną satysfakcją świdrował Falkona spojrzeniem, licząc pewnie, że ten pierwszy spuści wzrok. Nastała długa chwila ciszy.
        Przerwał ją zakapturzony jeździec, który powoli, majestatycznie wręcz podjechał na swojej kasztanowej klaczy do półelfa i szepnął mu kilka słów na ucho. Falkon poczuł ciepło sztyletu przy biodrze.
        — Racja — uśmiechnął się Henrik. — Nieistotne gdzie oni są. Z pewnością ich znajdziemy. Przydałoby się jednak — Henrik znów skinął na swoich najemników, a ci zaczęli powoli otaczać Falkona — abyś oddał mi coś, co z pewnością nie należy do ciebie.
        Sztylet zadrżał. Ciepło bijące od żarzących się run wyrytych na ciemnoszarej głowni zaczęło być drażniące, co odczuł również Książę, wiercąc się niespokojnie i rżąc cicho, gdy tylko sztylet znalazł się blisko jego grzbietu.
        Falkon zeskoczył na ziemię. Był zdesperowany, wściekły i podniecony jednocześnie. Chwycił broń, a ta błysnęła tysiącem złotych iskier.
        — No dawaj! — ryknął. — Pokaż na co cię stać, nędzny zdrajco!
        Śmiech Henrika zagłuszyły odgłosy wyciąganych z pochew mieczy. Falkon skakał jak opętany, machając chaotycznie sztyletem, który nadal co chwila sypał snopem iskier. Najemnicy, choć miecze trzymali pewnie, odsuwali się w popłochu, unikając bliższego spotkania z żarzącą się głownią. Niestety wbrew temu, co Falkon myślał, wcale nie bali się sztyletu, a tym bardziej nie bali się jego samego.
        Desperacki taniec został przerwany przez grzmot zaklęcia. Falkon runął na ziemię, przelatując wcześniej dobre trzy sążnie. Zanim zdążył zrozumieć co się stało, został chwycony przez tych samych dwóch tęgich najemników, którzy wcześniej zagrodzili mu drogę. Zdążył jeszcze dostrzec na horyzoncie dwóch jeźdźców - poznał ich od razu, choć byli niezwykle daleko. A potem dostał czymś twardym w głowę, tracąc świadomość.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 123
Rejestracja: 5 lat temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Teus » 4 tygodnie temu

        - Nie miałem pojęcia, że tutejsi są tacy delikatni - rzekł zaskoczony Teus. - W moich stronach nic tak
dobrze nie oczyszcza atmosfery jak danie sobie po mordzie. Miałem w planie potarzać się trochę po
ziemi, dać sobie coś obić i rozwiązać problem. Cholerne południowe księżniczki…

        Podróż mijała na wypatrywaniu śladów końskich kopyt wśród trawiastych równin. Tousend cały czas
tropił ślady Falkona, który to w błyskawicznym tempie oddalił się, gdy reszta drużyny zajęta była zbieraniem swych rzeczy z gospody. Jazda mijała spokojnie… z wyjątkiem małego incydentu.
        - No przestań się już obrażać do jasnej cholery! Taką ci to sprawia przyjemność? - Strzelec nie mogąc
powstrzymać nerwów wrzasnął z całej siły na Płotkę, która przy czwartej próbie pogłaskania jej po
grzbiecie, kolejny raz próbowała odgryźć Strzelcowi dłoń. - Teraz przez resztę drogi nawet pewnie nie
parskniesz. Ciche dni cholera jasna…
        - Nie masz przypadkiem wrażenia, że zaraz się w coś wpakujemy? - Tousend odezwał się do o wiele
bardziej rozmownego Alestara. – Przecież to musi tak się skończyć. Ten postrzeleniec uniesiony dumą
pędzi przed siebie cholera wie gdzie, a my zasuwamy za nim by nie zrobił czegoś głupiego. Nie rób już
takiej miny, jestem w pełni świadom czyja to wina. Chodzi mi tylko o to, że… - Na widok walczących w
oddali ludzi Teus opuścił głowę i głośno wypuścił całe zgromadzone w płucach powietrze.
        - Pewnie już nas nawet dostrzegli, prawda?

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 156
Rejestracja: 6 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alestar » 3 tygodnie temu

        — Właśnie się wpakowaliśmy i patrzą prosto na nas. I jest jakiś tajemniczy długowłosy. — Alestar odpowiedział na pytanie Teusa, widząc jednocześnie grupę tajemniczych, walczących ludzi na wprost od konnych. Nieoczekiwanie w stronę towarzyszy broni zostało posłane zaklęcie, więc dwie rzeczy były już jasne: tamci to wrogowie oraz mają maga. Najpewniej ten długowłosy ktoś, właśnie przerzucany przez konia to poszukiwany Falkon. Przyjaciele spojrzeli po sobie i wiedząc, w jakiej są sytuacji, oraz że mają marne szanse w starciu w przewyższającymi siłami przeciwnika, podjęli decyzję w milczeniu. Kusznik kiwnął na łucznika, a każdy ze strzelców pociągnął swojego konia za lejce, a gdy wrogowie ruszyli konno w ich stronę, to Zefir poprowadził swojego właściciela w jedną stronę, a Płotka swojego w drugą i tak towarzysze rozdzielili się, by jednocześnie rozdzielić goniących.

        Pierwsza część planu przebiegła pomyślnie, zainteresowanie tajemniczych ludzi skupiło się na dwójce przyjaciół by potem grupa, która ruszyła w pogoń, rozdzieliła się na dwie mniejsze. Łowca potworów jechał tak, by goniący wciąż go widzieli, ale jednocześnie by mieć stały odstęp od nich dla swojego bezpieczeństwa. Co jakiś czas brunet odwracał głowę do tyłu, by spojrzeć, czy ma cały czas ogon za sobą. Z tyłu dało się dostrzec trzech opancerzonych ludzi. Przy kolejnym odwróceniu się nagle liczba osób z tyłu zmniejszyła się o jednego, co najpewniej wiązało się z próbą oflankowania trzydziestolatka. Ten jednak nie dał się zwieść i skoro po swojej lewej stronie miał drobny lasek, a po prawej puste równiny to wróg musiał czyhać na niego wśród drzew.

        Wielkolud nie zamierzał dać się zaskoczyć i zawrócił konia w stronę gęstwiny, by zaraz przy początku ostro wyhamować, błyskawicznie zeskoczyć z Zefira i puścić go dalej w las. Zwierzę puściło się między drzewa, Alestar załadował swoją kuszę, też zagłębiając się w gęstwinę i czekał. Zmyłka z pustym koniem udała się, wrogi wojak schowany w zaroślach wyszedł z nich, by skupić uwagę na biegnącym koniu, jednocześnie nie zwracając uwagi na to, że brakuje tam jeźdźca. Szok w oczach przeciwnika, że skupił się samotnym zwierzęciu, został połączony z szokiem po zarobieniu bełtu w krtań i ubarwieniu w kolor krwi okolicznej zieleni. Łowca potworów zagwizdał na swojego zwierzęcego towarzysza, by ten dołączył do niego. Ze skraju zagajnika dało się słyszeć głosy pozostałych nieprzyjaciół, którzy już dojechali do miejsca, gdzie znikł poszukiwany przez nich kusznik. Broń strzelecka wróciła na swoje miejsce, a w dłoni Zenemara znalazł się miecz.

        Konny nie ruszył jednak na pozostałych wrogów, a rozciął lejce konia z martwym już panem, by ten pałętając się po okolicy, wprowadził dodatkowe zamieszanie wśród tajemniczych jegomości. Trzydziestolatek, opuszczając zagajnik i obmyślając dalszy plan ataku, miał nadzieję, że Tousend też sobie dobrze radzi.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 123
Rejestracja: 5 lat temu
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Teus » 3 tygodnie temu

        Pędząc niczym wypuszczona strzała, Teus wraz z wierną, choć jednak wciąż obrażoną Płotką, wgalopowali w leśne ostępy znajdujące się niedaleko miejsca batalii stoczonej między bliżej nieznanymi mu „złymi”, a „dobrym” Falkonem. Znając Pirata taka interpretacja wydarzeń wydała się jednak Tousendowi zdecydowanie odbiegać od rzeczywistości.

        Pomijając targające nim filozoficzne rozmyślania, targały nim również gałęzie gęsto ściśniętych drzew, które skutecznie uniemożliwiały błyskawiczne przemieszczanie się po lesie. Co rusz spoglądając przez ramię widział grupę składającą się z sześciu niemilców, którzy deptali mu po piętach, tracąc jednak impet przez zderzenie z lokalną florą. Przez liczebność i uzbrojenie stanowili dla Teusa nie lada zagrożenie, stawienie im czoła w frontalnym ataku byłoby kompletną głupotą.

        Korzystając z zamieszania spowodowanego kilkoma udanymi zwrotami wśród gęstych zarośli i zmyleniem przeciwnika, Tousend wraz z Płotką skoczyli za jeden z ogromnych powalonych pni. Gestem dłoni Strzelec nakazał klaczy położyć się i zachować ciszę, a sam wytarzał się w ziemi i błocie, maskując kontury twarzy, zarysy ubrań i jaskrawe elementy ubioru. Gdyby jego matka wiedziała co zrobił z lnianą koszulą, prawdopodobnie skończyłby powieszony na sznurze od bielizny.

        Zakamuflowany wysunął się zza pnia i cierpliwie czekał na dogodną okazję na oddanie strzału. Skrył się za zaroślami dzierżąc łuk tak aby jego ramiona zlewały się z okolicznymi gałęziami. Powoli naciągając strzałę na cięciwę, przypatrywał się pierwszej ofierze.
        „Nie powinniśmy ich zabijać. Straty zmuszą pozostałych do czujności, a nam ciężej będzie działać z ukrycia. Jednak znając Alestara…”
        Ciche stuknięcie cięciwy zostało zagłuszone spadającymi z konia zwłokami, które runęły na leśne poszycie.
        „…nie wierzę, że już któregoś nie dopadł”.

        Tousend błyskawicznie dopadł do martwego przeciwnika i zsunął jego ciało w zarośla. Z całej siły uderzył w zad stojącego w osłupieniu wierzchowca, na co ten rżąc rzucił się naprzód w głąb lasu. Sam przeciwnik uzbrojony był w miecz, sztylet, nóż schowany w bucie i prostą kuszę, która z racji bezużyteczności w warunkach jazdy po lesie, została przytroczona przy siodle właśnie uciekającego wierzchowca. Bandyta mógł również poszczycić się koszulką kolczą, pancerzem na jaki zwykły zbir nie mógłby sobie pozwolić. Nie miał natomiast żadnych oznaczeń, które mogłyby w jakikolwiek sposób określić jego przynależność.

        Chwilę później zestrzelony został kolejny jeździec, ten jednak agonalnym krzykiem natychmiast zaalarmował pozostałych, którzy zbici w grupę otoczyli jego zwłoki. Teus wypuścił kolejną strzałę, która wyrwała z siodła następnego przeciwnika. Pozostali, nie widząc nawet strzelca, natychmiast zrozumieli swoją sytuację i rzucili się do ucieczki. Ostatnia wypuszczona strzała chybiła, gdy jeździec zwinnym slalomem skrył się za osłoną utworzoną z mijanych drzew.

        Klnąc pod nosem Strzelec gwizdnął na Płotkę, która natychmiast wynurzyła się zza swojej kryjówki.
        - Dzięki bogom, że przynajmniej teraz się nie złościsz. – Rzekł Teus i szeroko otwierając zdumione oczy, rzucił się w bok przed galopującą na niego Płotką.

        Obolały Teus wysunął się zza drzew na ostatniej linii lasu i rozejrzał po okolicy. Tak jak podejrzewał, wrogowie opuścili polanę, porywając ze sobą Falkona. Nie widać było również Alestara, który mógł wciąż stawiać opór po drugiej stronie niewielkiej równiny.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 156
Rejestracja: 6 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Alestar » 1 tydzień temu

        Polowanie zostało zakończone, mały zagajnik przyozdabiały trzy martwe ciała. Dwa krwawe ślady prowadziły z polany do lasu, Alestar nie chciał, aby ciała od razu rzucały się w oczy dla przejeżdżających. Same krwawe ślady też dużo mówiły o tym, co się wydarzyło, ale to mógł zmyć deszcz, a ciałami musi zająć się dzika zwierzyna, której w okolicy nie było specjalnie widać. Ostatni z zabitych przeciwników, wśród agonalnych gróźb zdołał wykrzyczeć tylko jedno imię: Henrik. Kusznik miał wrażenie, że gdzieś kiedyś już słyszał to imię, ale zdawał sobie sprawę, że przecież imię to jest takie jak każde inne. Łowca potworów patrząc na martwe ciała, dwa ze śladami po bełtach, z czego jeden miał też znaki cięcia mieczem i trzeci, który zginął tylko od zimnej stali ostrza Zenemara, był świadom wielu rzeczy.

        Jedną z nich było to, że o wiele więcej potworności jest w ludziach, niż w bestiach, za którymi często się uganiał. Zresztą przecież ostatnim potworem, z jakim walczył, była dziwna maszkara z wioski, gdzie zginął Hektor, a ostatnie zlecenie to było to niedokończone na kuroliszka. Kiedy to było? Ile dni już od tego minęło, nie pamiętał czy było to pół miesiąca, czy może znacznie więcej. Brunet wiedział tylko, że równie dobrze teraz mógł zajmować się poszukiwaniem bandytów z listów gończych, bo wiele więcej ludzkiej krwi przelał niż bestii, co jednocześnie nie sprawiało, żeby czuł się z tym jakoś wyjątkowo podle.

        Z zamyślenia, trzydziestolatka wyrwało pojawienie się kolejnego przeciwnika, wyglądającego z daleka jakby urwał się z jakiegoś bagna czy innego syfu. Konny był świadomy, że polana, na której został porwany Falkon była już za nim, ale ruszył tutaj, bo w tę stronę wyruszył Teus. Porwanego i innych przeciwników po drodze nie było widać, więc ten zamaskowany wydawał się interesującą osobistością. Wielkolud widział tajemniczego jegomościa z boku, twarz prawie idealnie zlewała się z tłem i zdawała się tylko częścią jakiego drzewa. Dopiero gdy nieznajomy odwrócił głowę w stronę Alestara, wszystko okazało się jasne. Obrót spowodował, że to, co zdawało się częścią drzewa, okazało się pokaźnym łukiem, a z lasu na spotkaniu wychyliła się Płotka, jakby mając dość przebywania obok swego pana.

        — Na Prasmoka, wczoraj zaznaliśmy pierwszej kąpieli od dłuższego czasu, a Ty postanowiłeś przywitać się ze ściółką leśną. — Kusznik witając Teusa, musiał wspomnieć o jego charakterystycznym wyglądzie.
        — Znajdź jakiś strumień, musimy przecież odnaleźć naszą zagubioną księżniczkę.

        Dwójka towarzyszy ponownie połączyła siła i była gotowa na odnalezienie i odbicie Falkona z rąk zbójców, niezależnie od tego, co się z nim teraz działo.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Jadeitowe Wybrzeże”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość