Jadeitowe Wybrzeże[Zachodnie Wybrzeże] Co dalej?

Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.
Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

[Zachodnie Wybrzeże] Co dalej?

Post autor: Falkon » 6 miesiące temu

Alestar, Falkon i Teus przybywają z: [Turmalia i okolice] Tak blisko

        Falkon nie wyspał się. Tej nocy wygodna prycza w pokoju gościnnym Strużki zdawała się wyjątkowo niekomfortowa. Przewracał się z boku na bok, poprawiał wypchaną gęsim puchem poduszkę, wsłuchiwał się w odgłosy za oknem. Niestety, posępna orkiestra świerszczy i sów nie pomagała zasnąć. Wręcz przeciwnie - zdawała się opowiadać Falkonowi intrygującą, barwną, pełną przygód historię trzech wędrowców, którzy ryzykując życiem wyruszyli w podróż, nie wiedząc nawet co czeka ich na jej końcu.

        Obudziła go służba. Po pieczeniu oczu i zawrotach głowy wnioskował, że sen nie trwał dłużej niż godzinę. Za oknem było już jasno, zapowiadała się świetna pogoda.
        — Co do cholery — mruknął grubiańsko, przecierając pięścią lewe oko, prawym zerkając ze zmęczeniem na pulchną służkę.
        — Śniadanie gotowe, gospodarz prosił...
        — Dobra, dobra — przerwał jej, ziewając. — Już schodzę.

        Śniadanie było skromne, ale smaczne i pożywne. Teus z wysiłkiem przeżuwał kawałki podeschłego chleba zamoczonego w zsiadłym mleku, Alestar z kolei pałaszował owsiankę z takim zapałem, że z trudem łapał oddech. Falkon jadł powoli, ale z apetytem. Nie patrzył na towarzyszy, jego wzrok błądził gdzieś między wypchaną głową jelenia wiszącą obok drzwi wejściowych, a brudnym kandelabrem ustawionym na równie brudnym stole pod ścianą. Myślał.
        Coś się skończyło. Czuł ulgę, ale jednocześnie pustkę. Nie chciał poruszać tego tematu i cieszył się, że jego towarzysze milczeli. Obawiał się, że po śniadaniu ktoś wreszcie nie wytrzyma. Postanowił znaleźć sobie jakieś zajęcie. Wstał, poprawił ostentacyjnie wymiętą koszulę i wyszedł z izby.

        Książę był trochę zaniedbany, chociaż Falkon spodziewał się, że stajenny zajmie się nim jak należy. Najwidoczniej wiele zmieniło się w Turmalii odkąd ostatni raz w niej gościł.
        — Zaraz się tobą zajmiemy, przyjacielu — powiedział z nieco przesadną litością w głosie, gładząc konia po grzywie. — Wujek Strużka zaraz przyniesie prezenty i... o, właśnie idzie.
        Karczmarz wlókł się w ich stronę, niosąc zgrzebło, wiadro z wodą, trochę paszy i kilka innych szpergałów.
        — Mówisz i masz — uśmiechnął się szeroko do chłopaka. — Piękne to bydlę, skąd ty go wytrzasnąłeś? Musi być wart fortunę.
        — To prezent — odparł Falkon beznamiętnie.
        — Ah tak, rozumiem. Tajne służby i te sprawy — karczmarz zaśmiał się życzliwie.
        — Nie, nie. To... pamiątka po przyjacielu.
        — Rozumiem — mruknął Strużka po chwili. — Zmieniając temat - jakie macie dalsze plany, jeśli mogę spytać? Nie żebym was wyganiał, hoho, nic z tych rzeczy! Ciekaw jestem po prostu. Kiedy planujecie wyruszyć?
        Falkon milczał. Na krótką chwilę przestał szczotkować koński grzbiet i spojrzał w ziemię, zbierając myśli.
        — Ich spytaj — wycedził w końcu, dostrzegłszy kątem oka zbliżających się towarzyszy. — Ale nie wiem czy usłyszysz to, na co liczysz...

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus » 6 miesiące temu

        Było mu ciężko po ostatniej popijawie, zdecydowanie nie poprawiła jego samopoczucia, choć musiał przyznać, że chociaż przez chwilę wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Kolejna gospoda na końcu świata, beztroskie picie z mieszkańcami okolicy, zero smutku i ciążących zobowiązań…

        Część śniadania została nawet przyswojona przez żołądek, Teus nie mógł więcej od niego wymagać. Jednak nie tylko to sprawiało, że czuł się paskudnie. Widział Falkona, jego nieobecny wzrok, brak jakiegokolwiek kontaktu.
        - Idę do stajni. – Teus rzucił krótko do Alestara, patrząc na wychodzącego z gospody Pirata. Wielkolud bez słowa również ruszył w jego ślady.

        - Przepraszam panów, mam drobne pytanie. – Gospodarz odchodząc od Falkona ruszył wprost w stronę opuszczających gospodę mężczyzn. – Kiedy macie…
        - Wołają pana w środku. – Teus minął Strużkę i ruszył prosto w stronę Pirata. Ten obdarzył go tylko pochmurnym spojrzeniem i z powrotem zajął się swym wierzchowcem.

        I tu popełnił błąd. Teus z całej siły trzasnął Falkona pięścią w podbródek, tak że ten poleciał o kilka kroków w tył i oparł się dłońmi o ziemię.
        - Tak tu na południu rozwiązujecie spory? Patrząc na ludzi gniewnie z ukosa? Wychodzi na to, że południe pełne jest bezużytecznych ciot! Wstawaj i pokaż na co cię stać ty morska gnido! Przywal mi do jasnej cholery!

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon » 5 miesiące temu

        Książę zarżał nerwowo i odsunął najdalej jak pozwalał mu uwiąz, zarzucając przy tym łbem i łypiąc podejrzliwie to na Teusa, to na Falkona.
        Strużka z Alestarem stali jak wryci. Nie odezwali się ani słowem, nie wydawało się też, że planują w jakikolwiek sposób interweniować. Trudno było się temu dziwić. Niespodziewane, szaleńcze wręcz zachowanie Teusa było z pewnością zaskoczeniem nie tylko dla Strużki, ale nawet dla Alestara, który gapił się z otwartymi ustami na sapiącego, drżącego z niewyjaśnionej złości towarzysza.

        Falkon również się nie poruszył. Czuł pod palcami chłodną ziemię i ostre krawędzie kamieni wbijających się w skórę, gdy jego dłonie mimowolnie zaczęły zaciskać się w pięści. Dopiero po kilku chwilach zaczął odczuwać pulsujący ból szczęki. Sprawdził ostrożnie językiem czy wszystkie zęby znajdują się na miejscu. Na szczęście żadnego nie brakowało.

        — A więc tak się odwdzięczasz tym, którzy nadstawiają za ciebie karku — zaczął wreszcie, przerywając długą, pełną napięcia ciszę. — Jeszcze zanim znaleźliśmy się na statku żałowałem, że los skrzyżował nasze drogi. Żałowałem, że nie zostawiliśmy cię samego, nie ruszyliśmy w swoją stronę. A było tyle okazji...
        Wstał powoli, czując, że lekko kręci mu się w głowie. Otrzepał dłonie, wytarł je o koszulę.
        — Mimo wszystko stanąłem razem z tobą do walki. Nie pierwszy raz. Wstawiłem się za tobą i za twoją sprawą u osób, które znam. Również nie pierwszy raz. Patrzyłem na rzeź, którą rozpętałeś. To też nie był pierwszy raz. Ale tym razem nie byłem na to przygotowany. Obaj nie byliśmy. — Spojrzał przez teusowe ramię na Alestara, nadal zamarłego w bezruchu. — Okłamałeś nas. Nie pierwszy raz, rzecz jasna. Ale mimo to nie wyrzuciłem cię za burtę, nie poderżnąłem ci gardła we śnie, nie dałem ci nawet w mordę.
        Znów nastała chwila przenikliwej ciszy. Falkon zbliżył się powoli do Teusa, napiął wszystkie mięśnie, zacisnął zęby.
        — I wiesz co? Bardzo tego, kurwa, żałuję.
        Nie był to wybitnie szybki ruch. Falkon wiedział, że Teus zdołałby go bez problemu przewidzieć i w porę zareagować. Nie zrobił tego jednak. Popchnięty z niebagatelną siłą łucznik z trudem utrzymał się na nogach, o mało nie wpadając w stojącego obok Strużkę.
        W dłoni Falkona błysnął sztylet. Trzy pary oczu skierowały się na niego momentalnie. Runy na głowni żarzyły się mętnym, czerwonawym światłem, zaciśnięte na rękojeści palce chłopaka były blade jak płótno. Czuł ciepło, czuł pulsującą w skroniach krew, czuł ból w szczęce.
        W ułamek sekundy przez jego umysł zdołały przebiec wszystkie wspomnienia z ostatnich dni. Przyjaciele, których stracił, sytuacje, w których był o krok od śmierci. Rzeczy, które robił tylko po to, żeby tu dotrzeć. Liois, kultyści, kryształ...
        — W sumie — zaczął, chowając sztylet z powrotem do pochwy — i tak jesteś już martwy.

        Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć Falkon siedział już na grzbiecie Księcia i kłusował na północ. Nie obejrzał się za siebie nawet na chwilę.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 159
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

Post autor: Alestar » 5 miesiące temu

        Alestar obserwując towarzyszy, nie patrzył tak naprawdę na pojedynek, a na wybuch żalu i być może drogę do pogodzenia. Przynajmniej taką miał nadzieję. Stąd nie zamierzał przeszkadzać ani pozwolić by Strużka reagował na to, co wyprawia się przed jego przybytkiem. Każdy z jego przyjaciół miał rację w tym, co teraz mówił i póki wszyscy są względnie cali, polana przed karczmą miała być miejscem na nerwy i złość. Sztylet w dłoni Falkona był już krokiem za daleko, jednak magiczne, czerwone światło run na nim przypomniało kusznikowi i długowłosemu ważny fakt. Bajarz miał w swoich słowach rację, Teus był po części martwy, a to właśnie złodziejaszek miał połowę rozwiązania problemu łucznika. Druga połowa w postaci kryształu czekała na odnalezienie.

        Trzydziestolatek podszedł do Tousenda, który niczym zamurowany wpatrywał się w oddalającego na koniu towarzysza. Wyraz twarzy zdawał się sugerować, że jest zaskoczony ciosem i całym gniewem, który nosił w sobie Falkon, a jednocześnie jakby doskonale go rozumiał. Brodacz robiący za stracha na wróbla na nic by się nie przydał, więc łowca potworów zamierzał doprowadzić go do porządku.

        — Nie bądź taki zaskoczony. Należało ci się, zresztą pewnie tego chciałeś. — Odpowiedzią Teusa było tylko milczenie.
        — Ta świecące ostrze to jedyne rozwiązanie twojego problemu, które nie wiąże się z twoją śmiercią. Obiecałeś pomoc i wdzięczność. Także bądź tak wdzięczny, siodłaj Płotkę i za nim, póki widzimy go na horyzoncie. — Brunet jakby dla przypomnienia wyjaśnił sprawę „Martwemu”, a ten przebąkując coś pod nosem, zrobił to, co nakazał mu Zenemar. Mężczyźni wzięli wszystkie swoje rzeczy z karczmy, a Strużka na odchodne usłyszał od odjeżdżających zwyczajowe: „Przepraszamy”. Dwaj towarzysze ruszyli konno za przyjacielem, by kompania była znów w komplecie.

        Gdyby Alestar sięgnął w czasie jazdy po torbę i wyciągnął z niej tajemniczy notatnik, ten by go ostrzegł. Mógłby ujrzeć tam słowa: „Pozostawieni dotarli, a ten, który ich pozostawił…”, poznałby też dalszą część tego zdania. Nie było jednak czasu na czytanie w podróży, więc moc notatnika była w zamknięciu, a biel cały czas gościła na jego stronach. Nikt nie domagał się poznania przyszłości.

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon » 4 miesiące temu

        — Proszę, proszę — wycedził zimny, spokojny głos. — Dawno się nie widzieliśmy.
        Falkon patrzył przed siebie, nie myśląc nawet zwolnić, a co dopiero zsiadać z konia. Widział grupę konnych od dawna, tak samo jak oni jego. Wiedział, że nawet jeśli zboczy z traktu to prędzej czy później go znajdą. Nie chciał czekać. Nie chciał się chować.
        — Czołem Henrik, stary druhu — powiedział zimno. — Pozwól, przez wzgląd na stare, dobre czasy, że oszczędzimy sobie zbędnych słów i czynów.
        — Nie tak szybko, żeglarzu.
        Henrik skinął dłonią na dwóch tęgich, dość przesadnie uzbrojonych najemników o nadzwyczajnie bystrych jak na tę profesję twarzach. Zastąpili Falkonowi drogę i z ponurymi minami patrzyli na niego, gładząc głowice długich mieczy uwieszonych u swych grubych, skórzanych pasów nabijanych ćwiekami.
        — Zacznijmy od pytań prostych. Nie zgubiłeś kogoś po drodze? — Półelf uśmiechnął się lodowato, gdy chłopak wreszcie zatrzymał konia, będąc już niecałe dziesięć stóp od najemników.
        — Nie wiem gdzie są i co robią — powiedział Falkon powoli.
        — Przez wzgląd na stare, dobre czasy, mój drogi Falkonie — odparł przeciągle Henrik — liczę na twoją szczerość. Zresztą co ja mówię... — Rzadka, równo przystrzyżona broda zadrżała lekko w stłumionym chichocie półelfa. — Dobrze wiesz dlaczego na nią liczę. Zależy mi tylko na moim czasie. Przecież wiesz, że prędzej czy później to z ciebie wyciągniemy.
        Falkon spojrzał mu w oczy. Pierwszy raz.
        — Porzuciłem ich. Nie wiem gdzie teraz są i co robią. I szczerze mówiąc mam to głęboko gdzieś.
        Henrik spoważniał. Uniósł lekko brwi i z wyraźną satysfakcją świdrował Falkona spojrzeniem, licząc pewnie, że ten pierwszy spuści wzrok. Nastała długa chwila ciszy.
        Przerwał ją zakapturzony jeździec, który powoli, majestatycznie wręcz podjechał na swojej kasztanowej klaczy do półelfa i szepnął mu kilka słów na ucho. Falkon poczuł ciepło sztyletu przy biodrze.
        — Racja — uśmiechnął się Henrik. — Nieistotne gdzie oni są. Z pewnością ich znajdziemy. Przydałoby się jednak — Henrik znów skinął na swoich najemników, a ci zaczęli powoli otaczać Falkona — abyś oddał mi coś, co z pewnością nie należy do ciebie.
        Sztylet zadrżał. Ciepło bijące od żarzących się run wyrytych na ciemnoszarej głowni zaczęło być drażniące, co odczuł również Książę, wiercąc się niespokojnie i rżąc cicho, gdy tylko sztylet znalazł się blisko jego grzbietu.
        Falkon zeskoczył na ziemię. Był zdesperowany, wściekły i podniecony jednocześnie. Chwycił broń, a ta błysnęła tysiącem złotych iskier.
        — No dawaj! — ryknął. — Pokaż na co cię stać, nędzny zdrajco!
        Śmiech Henrika zagłuszyły odgłosy wyciąganych z pochew mieczy. Falkon skakał jak opętany, machając chaotycznie sztyletem, który nadal co chwila sypał snopem iskier. Najemnicy, choć miecze trzymali pewnie, odsuwali się w popłochu, unikając bliższego spotkania z żarzącą się głownią. Niestety wbrew temu, co Falkon myślał, wcale nie bali się sztyletu, a tym bardziej nie bali się jego samego.
        Desperacki taniec został przerwany przez grzmot zaklęcia. Falkon runął na ziemię, przelatując wcześniej dobre trzy sążnie. Zanim zdążył zrozumieć co się stało, został chwycony przez tych samych dwóch tęgich najemników, którzy wcześniej zagrodzili mu drogę. Zdążył jeszcze dostrzec na horyzoncie dwóch jeźdźców - poznał ich od razu, choć byli niezwykle daleko. A potem dostał czymś twardym w głowę, tracąc świadomość.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus » 4 miesiące temu

        - Nie miałem pojęcia, że tutejsi są tacy delikatni - rzekł zaskoczony Teus. - W moich stronach nic tak
dobrze nie oczyszcza atmosfery jak danie sobie po mordzie. Miałem w planie potarzać się trochę po
ziemi, dać sobie coś obić i rozwiązać problem. Cholerne południowe księżniczki…

        Podróż mijała na wypatrywaniu śladów końskich kopyt wśród trawiastych równin. Tousend cały czas
tropił ślady Falkona, który to w błyskawicznym tempie oddalił się, gdy reszta drużyny zajęta była zbieraniem swych rzeczy z gospody. Jazda mijała spokojnie… z wyjątkiem małego incydentu.
        - No przestań się już obrażać do jasnej cholery! Taką ci to sprawia przyjemność? - Strzelec nie mogąc
powstrzymać nerwów wrzasnął z całej siły na Płotkę, która przy czwartej próbie pogłaskania jej po
grzbiecie, kolejny raz próbowała odgryźć Strzelcowi dłoń. - Teraz przez resztę drogi nawet pewnie nie
parskniesz. Ciche dni cholera jasna…
        - Nie masz przypadkiem wrażenia, że zaraz się w coś wpakujemy? - Tousend odezwał się do o wiele
bardziej rozmownego Alestara. – Przecież to musi tak się skończyć. Ten postrzeleniec uniesiony dumą
pędzi przed siebie cholera wie gdzie, a my zasuwamy za nim by nie zrobił czegoś głupiego. Nie rób już
takiej miny, jestem w pełni świadom czyja to wina. Chodzi mi tylko o to, że… - Na widok walczących w
oddali ludzi Teus opuścił głowę i głośno wypuścił całe zgromadzone w płucach powietrze.
        - Pewnie już nas nawet dostrzegli, prawda?

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 159
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

Post autor: Alestar » 4 miesiące temu

        — Właśnie się wpakowaliśmy i patrzą prosto na nas. I jest jakiś tajemniczy długowłosy. — Alestar odpowiedział na pytanie Teusa, widząc jednocześnie grupę tajemniczych, walczących ludzi na wprost od konnych. Nieoczekiwanie w stronę towarzyszy broni zostało posłane zaklęcie, więc dwie rzeczy były już jasne: tamci to wrogowie oraz mają maga. Najpewniej ten długowłosy ktoś, właśnie przerzucany przez konia to poszukiwany Falkon. Przyjaciele spojrzeli po sobie i wiedząc, w jakiej są sytuacji, oraz że mają marne szanse w starciu w przewyższającymi siłami przeciwnika, podjęli decyzję w milczeniu. Kusznik kiwnął na łucznika, a każdy ze strzelców pociągnął swojego konia za lejce, a gdy wrogowie ruszyli konno w ich stronę, to Zefir poprowadził swojego właściciela w jedną stronę, a Płotka swojego w drugą i tak towarzysze rozdzielili się, by jednocześnie rozdzielić goniących.

        Pierwsza część planu przebiegła pomyślnie, zainteresowanie tajemniczych ludzi skupiło się na dwójce przyjaciół by potem grupa, która ruszyła w pogoń, rozdzieliła się na dwie mniejsze. Łowca potworów jechał tak, by goniący wciąż go widzieli, ale jednocześnie by mieć stały odstęp od nich dla swojego bezpieczeństwa. Co jakiś czas brunet odwracał głowę do tyłu, by spojrzeć, czy ma cały czas ogon za sobą. Z tyłu dało się dostrzec trzech opancerzonych ludzi. Przy kolejnym odwróceniu się nagle liczba osób z tyłu zmniejszyła się o jednego, co najpewniej wiązało się z próbą oflankowania trzydziestolatka. Ten jednak nie dał się zwieść i skoro po swojej lewej stronie miał drobny lasek, a po prawej puste równiny to wróg musiał czyhać na niego wśród drzew.

        Wielkolud nie zamierzał dać się zaskoczyć i zawrócił konia w stronę gęstwiny, by zaraz przy początku ostro wyhamować, błyskawicznie zeskoczyć z Zefira i puścić go dalej w las. Zwierzę puściło się między drzewa, Alestar załadował swoją kuszę, też zagłębiając się w gęstwinę i czekał. Zmyłka z pustym koniem udała się, wrogi wojak schowany w zaroślach wyszedł z nich, by skupić uwagę na biegnącym koniu, jednocześnie nie zwracając uwagi na to, że brakuje tam jeźdźca. Szok w oczach przeciwnika, że skupił się samotnym zwierzęciu, został połączony z szokiem po zarobieniu bełtu w krtań i ubarwieniu w kolor krwi okolicznej zieleni. Łowca potworów zagwizdał na swojego zwierzęcego towarzysza, by ten dołączył do niego. Ze skraju zagajnika dało się słyszeć głosy pozostałych nieprzyjaciół, którzy już dojechali do miejsca, gdzie znikł poszukiwany przez nich kusznik. Broń strzelecka wróciła na swoje miejsce, a w dłoni Zenemara znalazł się miecz.

        Konny nie ruszył jednak na pozostałych wrogów, a rozciął lejce konia z martwym już panem, by ten pałętając się po okolicy, wprowadził dodatkowe zamieszanie wśród tajemniczych jegomości. Trzydziestolatek, opuszczając zagajnik i obmyślając dalszy plan ataku, miał nadzieję, że Tousend też sobie dobrze radzi.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus » 4 miesiące temu

        Pędząc niczym wypuszczona strzała, Teus wraz z wierną, choć jednak wciąż obrażoną Płotką, wgalopowali w leśne ostępy znajdujące się niedaleko miejsca batalii stoczonej między bliżej nieznanymi mu „złymi”, a „dobrym” Falkonem. Znając Pirata taka interpretacja wydarzeń wydała się jednak Tousendowi zdecydowanie odbiegać od rzeczywistości.

        Pomijając targające nim filozoficzne rozmyślania, targały nim również gałęzie gęsto ściśniętych drzew, które skutecznie uniemożliwiały błyskawiczne przemieszczanie się po lesie. Co rusz spoglądając przez ramię widział grupę składającą się z sześciu niemilców, którzy deptali mu po piętach, tracąc jednak impet przez zderzenie z lokalną florą. Przez liczebność i uzbrojenie stanowili dla Teusa nie lada zagrożenie, stawienie im czoła w frontalnym ataku byłoby kompletną głupotą.

        Korzystając z zamieszania spowodowanego kilkoma udanymi zwrotami wśród gęstych zarośli i zmyleniem przeciwnika, Tousend wraz z Płotką skoczyli za jeden z ogromnych powalonych pni. Gestem dłoni Strzelec nakazał klaczy położyć się i zachować ciszę, a sam wytarzał się w ziemi i błocie, maskując kontury twarzy, zarysy ubrań i jaskrawe elementy ubioru. Gdyby jego matka wiedziała co zrobił z lnianą koszulą, prawdopodobnie skończyłby powieszony na sznurze od bielizny.

        Zakamuflowany wysunął się zza pnia i cierpliwie czekał na dogodną okazję na oddanie strzału. Skrył się za zaroślami dzierżąc łuk tak aby jego ramiona zlewały się z okolicznymi gałęziami. Powoli naciągając strzałę na cięciwę, przypatrywał się pierwszej ofierze.
        „Nie powinniśmy ich zabijać. Straty zmuszą pozostałych do czujności, a nam ciężej będzie działać z ukrycia. Jednak znając Alestara…”
        Ciche stuknięcie cięciwy zostało zagłuszone spadającymi z konia zwłokami, które runęły na leśne poszycie.
        „…nie wierzę, że już któregoś nie dopadł”.

        Tousend błyskawicznie dopadł do martwego przeciwnika i zsunął jego ciało w zarośla. Z całej siły uderzył w zad stojącego w osłupieniu wierzchowca, na co ten rżąc rzucił się naprzód w głąb lasu. Sam przeciwnik uzbrojony był w miecz, sztylet, nóż schowany w bucie i prostą kuszę, która z racji bezużyteczności w warunkach jazdy po lesie, została przytroczona przy siodle właśnie uciekającego wierzchowca. Bandyta mógł również poszczycić się koszulką kolczą, pancerzem na jaki zwykły zbir nie mógłby sobie pozwolić. Nie miał natomiast żadnych oznaczeń, które mogłyby w jakikolwiek sposób określić jego przynależność.

        Chwilę później zestrzelony został kolejny jeździec, ten jednak agonalnym krzykiem natychmiast zaalarmował pozostałych, którzy zbici w grupę otoczyli jego zwłoki. Teus wypuścił kolejną strzałę, która wyrwała z siodła następnego przeciwnika. Pozostali, nie widząc nawet strzelca, natychmiast zrozumieli swoją sytuację i rzucili się do ucieczki. Ostatnia wypuszczona strzała chybiła, gdy jeździec zwinnym slalomem skrył się za osłoną utworzoną z mijanych drzew.

        Klnąc pod nosem Strzelec gwizdnął na Płotkę, która natychmiast wynurzyła się zza swojej kryjówki.
        - Dzięki bogom, że przynajmniej teraz się nie złościsz. – Rzekł Teus i szeroko otwierając zdumione oczy, rzucił się w bok przed galopującą na niego Płotką.

        Obolały Teus wysunął się zza drzew na ostatniej linii lasu i rozejrzał po okolicy. Tak jak podejrzewał, wrogowie opuścili polanę, porywając ze sobą Falkona. Nie widać było również Alestara, który mógł wciąż stawiać opór po drugiej stronie niewielkiej równiny.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 159
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

Post autor: Alestar » 4 miesiące temu

        Polowanie zostało zakończone, mały zagajnik przyozdabiały trzy martwe ciała. Dwa krwawe ślady prowadziły z polany do lasu, Alestar nie chciał, aby ciała od razu rzucały się w oczy dla przejeżdżających. Same krwawe ślady też dużo mówiły o tym, co się wydarzyło, ale to mógł zmyć deszcz, a ciałami musi zająć się dzika zwierzyna, której w okolicy nie było specjalnie widać. Ostatni z zabitych przeciwników, wśród agonalnych gróźb zdołał wykrzyczeć tylko jedno imię: Henrik. Kusznik miał wrażenie, że gdzieś kiedyś już słyszał to imię, ale zdawał sobie sprawę, że przecież imię to jest takie jak każde inne. Łowca potworów patrząc na martwe ciała, dwa ze śladami po bełtach, z czego jeden miał też znaki cięcia mieczem i trzeci, który zginął tylko od zimnej stali ostrza Zenemara, był świadom wielu rzeczy.

        Jedną z nich było to, że o wiele więcej potworności jest w ludziach, niż w bestiach, za którymi często się uganiał. Zresztą przecież ostatnim potworem, z jakim walczył, była dziwna maszkara z wioski, gdzie zginął Hektor, a ostatnie zlecenie to było to niedokończone na kuroliszka. Kiedy to było? Ile dni już od tego minęło, nie pamiętał czy było to pół miesiąca, czy może znacznie więcej. Brunet wiedział tylko, że równie dobrze teraz mógł zajmować się poszukiwaniem bandytów z listów gończych, bo wiele więcej ludzkiej krwi przelał niż bestii, co jednocześnie nie sprawiało, żeby czuł się z tym jakoś wyjątkowo podle.

        Z zamyślenia, trzydziestolatka wyrwało pojawienie się kolejnego przeciwnika, wyglądającego z daleka jakby urwał się z jakiegoś bagna czy innego syfu. Konny był świadomy, że polana, na której został porwany Falkon była już za nim, ale ruszył tutaj, bo w tę stronę wyruszył Teus. Porwanego i innych przeciwników po drodze nie było widać, więc ten zamaskowany wydawał się interesującą osobistością. Wielkolud widział tajemniczego jegomościa z boku, twarz prawie idealnie zlewała się z tłem i zdawała się tylko częścią jakiego drzewa. Dopiero gdy nieznajomy odwrócił głowę w stronę Alestara, wszystko okazało się jasne. Obrót spowodował, że to, co zdawało się częścią drzewa, okazało się pokaźnym łukiem, a z lasu na spotkaniu wychyliła się Płotka, jakby mając dość przebywania obok swego pana.

        — Na Prasmoka, wczoraj zaznaliśmy pierwszej kąpieli od dłuższego czasu, a Ty postanowiłeś przywitać się ze ściółką leśną. — Kusznik witając Teusa, musiał wspomnieć o jego charakterystycznym wyglądzie.
        — Znajdź jakiś strumień, musimy przecież odnaleźć naszą zagubioną księżniczkę.

        Dwójka towarzyszy ponownie połączyła siła i była gotowa na odnalezienie i odbicie Falkona z rąk zbójców, niezależnie od tego, co się z nim teraz działo.

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon » 3 miesiące temu

        Potworny ból głowy zdawał się rozrywać skronie Falkona, gdy ten odzyskiwał powoli świadomość. Był mocno i skrupulatnie związany, nie mógł się ruszyć. Na głowę miał naciągnięty worek, przez który nie widział absolutnie nic. Dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że jest przewieszony przez koński grzbiet i nie jest to grzbiet Księcia.
        Ożywione rozmowy napastników zdawały się nienaturalnie głośne, wibrowały w jego głowie, kuły i raniły bardziej niż ostrze miecza. Zacisnął zęby, tłumiąc rozpaczliwy jęk, próbujący wydobyć się z jego krtani. Krew pulsowała mu w czaszce, a uciskany żołądek miał ochotę pozbyć się porannego śniadania.
        — Jak tylko dotrzemy na wybrzeże możemy szykować się do Rytuału. — Niezwykle poważny, głęboki i ciepły głos zdawał się Falkonowi znajomy, jednak w takim stanie nie potrafił jednoznacznie określić do kogo mógł należeć.
        — Dobrze. A co z tamtymi? — Ten głos chłopak poznał od razu. Henrik. — Nie spodziewałem się, że będą sprawiać takie kłopoty. Chłopcy nieźle oberwali.
        — Spokojnie, tym się już zająłem. Możesz liczyć na pomoc moich sług, o zmierzchu cała trójka będzie grzecznie siedziała związana w naszym obozie — odparł szyderczo pierwszy głos.
        — Wspaniale. — Półelf zdawał się być niezwykle spokojny. — Jeśli wszystko się powiedzie dostaniesz stosowną nagrodę. Przykro mi, że Jevan nie doceniał należycie waszej pomocy. Pod moimi rządami wszystko się zmieni.

        Falkon ocknął się, czując niewyobrażalną wręcz suchość w ustach. Nie potrafił określić na ile tym razem stracił przytomność, ale wnioskując po intensywności mętnych promieni słońca, przedzierających się przez dosyć gęsto tkane płótno worka, zbliżał się wieczór.
        — Wody — wycedził bezsilnie.
        — Zamknij się — usłyszał w odpowiedzi.

        Zamknął się. I znów stracił przytomność.

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus » 3 miesiące temu

        Noc skrywała podróżujących przed niechcianymi spojrzeniami. Równie skutecznie maskowała ich próby infiltracji wrażego obozu, który wtulony w pobliski las, znajdował się na jednym z okolicznych wzgórz. Skryta w zaroślach, cała trójka bacznie obserwowała ruchy nieprzyjaciół, próbując zlokalizować uprowadzonego Falkona.
        - Pomógł byś nam jakoś! – Na tyle, ile możliwe to w trakcie szeptu, Teus uniósł głos. – Okaż że trochę życia!
        - Zaczynam podziwiać twoje idiotyczne poczucie humoru, które potrafi dręczyć innych nawet w tak poważnych sytuacjach.

        Jak każdy dobrze wie, ze Śmiercią nikt nie wygra. Dlatego też Tousend zamiast kontynuować słowną utarczkę, zasadził Kostusze solidne klapnięcie w kark. Oczywiście cios trafił w pustą przestrzeń.
        - Co ty robisz do jasnej cholery? – Szepnął zdezorientowany Alestar.
        - Biję się z myślami.
        - Czuję dwanaście jeszcze żywych dusz. W tym jakieś cztery należące do tych idiotów próbujących przeszkadzać mi w pracy. – Teus spojrzał Śmierci prosto w oczy. I ujrzał jak liczy ona ludzi na palcach. - Masz jakiś problem? - Spytała rozjuszona Kostucha chowająca dłonie w czarnych rękawach płaszcza.
        - Możesz powiedzieć czy dzisiaj zginą? Chyba wiesz takie rzeczy.
        - Wiem, ale nie powiem. Etyka zawodowa.
        - Cholera, gdyby móc się jeszcze zdrzemnąć przed szturmem. Czuję, że jeszcze trzyma mnie wczorajszy dzień.
        - Wyśpisz się po śmierci. – Tousend spiorunował Żniwiarza spojrzeniem i ujrzał jak ten odwrócony próbuje powstrzymać śmiech.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 159
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

Post autor: Alestar » 2 miesiące temu

        Żywa dyskusja Teusa z powietrzem, coraz bardziej upewniała Alestara, że jego towarzysz używa ziół nieznanego pochodzenia w swojej fajce, z której popala. Cóż jednak było z tym zrobić, każdy miał swoje życie i podejmował własne, odpowiedzialne decyzje. Gotowość Tousenda do walki, akurat nie pozostawiała większych złudzeń. Atak, mimo że pod osłoną nocy byłby samobójstwem, obóz liczył co najmniej osiem osób, ale przy bladym świetle gwiazd wynik mógł być niedokładny. Towarzysze musieli wrócić się w głąb lasu do pozostawionych koni i opracować jakiś plan na przyszłość. Można byłoby czekać do rana i śledzić bandytów, by znaleźć jakieś lepsze miejsce lub okoliczności do ataku, może łucznikowi wizje spowodowane przez palone ziółka podpowiedziały genialne rozwiązanie, a może, trzeba było samemu napisać swoje przeznaczenie, korzystając z tajemniczego, pustego notatnika.

        Kusznik, wracając do przywiązanych koni, skierował się do swojego wiernego Zefira, by pogłaskać go po grzbiecie. Nieoczekiwanie zwierzę parsknęło tak, jakby miało katar, albo coś innego drażniło jego nozdrza. Brunet popatrzył na pysk zwierzęcego towarzysza i spomiędzy warg wyciągnął kłębek kociej sierści. Ludzcy towarzysze wymienili między sobą spojrzenia, dziwiąc się skąd, mogła tu być kocia sierść. Mieli już planować prowizoryczny obóz albo po prostu się naradzać, gdy nagle wielkoluda olśniło. Rzucił się w kierunku torby przewieszonej przez Zefira i zaczął w niej grzebać. W końcu z okrzykiem radości:

        — Mam! — wyciągnął z torby książkę, po czym zaczął wertować zapisane strony. Teus przyświecał mu lampą, by łowca potworów mógł zająć się lekturą. W końcu po kilku przewertowanych kartkach ukazał się rysunek paszczy zwierzęcia, która przypominała paszczę tygrysią.
        — „Igrys — przypomina tygrysa z budowy ciała i większości cech fizycznych. Cechą odróżniającą go jest futro, a konkretnie jego umaszczenie. Przypomina to spotykane u kotów domowych, może to być biel, czarny, bure prążki czy jeszcze inne kombinacje kolorów spotykane u domowego kota. Typowy mięsożerca da się go tresować. Zwierzę żyjące w dziczy najczęściej zignoruje humanoidy. Jest jednak kilka wyjątków”. — Wielkolud przytoczył fragment opisu jednego ze zwierząt, a Tousend zdzielił towarzysza wzrokiem, jakby nie rozumiejąc, dlaczego akurat w tym momencie czytający jest tak zainteresowany lokalną fauną.
        — Widzę, że nie rozumiesz. Ten kłębek sierści to nie pozostałości po kocie, a właśnie po igrysie. Gdzieś w tym lesie żyje coś podobnego do tygrysa i potrafi być równie niebezpieczne. A te wyjątki, o których wspomina wuj, bo to akurat pismo wuja, a nie mojego ojca otwierają nam ciekawe możliwości. Igrys będzie bardziej nerwowy w okresie godowym niezależnie od tego, czy ma, czy nie ma partnera, partnerki. Niestety nie wiem, kiedy ten okres godowy jest. Jest jednak druga ciekawostka, specjalnie przygotowana przynęta. Wuj opisuje roślinę, która przyciąga koty, a jeżeli dodać tam trochę krwi to i igrysy. To jednak nie wszystko. Z doświadczenia wiem, że pewne owoce wzbudzają agresję u wielu gatunków, a wuj też o nich wspomina w kontekście igrysów. Zrobimy przynętę, a natura rozprawi się z przynajmniej częścią obozu. — Łowca potworów przedstawił swój plan towarzyszowi, po czym on podzielił się kilkoma wątpliwościami.
        — Tak, w pewien sposób i my jesteśmy zagrożeni, dlatego myślę, by zrobić kilka zwykłych przynęt, a dopiero bliżej obozu postawić tą, która naszego kota odurzy. Przyciągnie go dodatkowo ciepło ogniska, bandyci, myśląc, że to tygrys ruszą do ataku, a zwierzę nie będzie im dłużne. Obecność igrysa tutaj oznacza, że wszelkie sarny i inne parzystokopytne są w dość ograniczonej liczebności, więc przywrócimy trochę harmonii. Trzeba ruszać do pracy. — Zenemar po zakończeniu swojej wypowiedzi z nosem wpatrzonym w notatki sporządzone przez ojca i wuja zaczął szukać po lesie odpowiednich roślin.

        Krzątał się między krzakami w takim nakręceniu, że Tousend nie chcąc zostać potrąconym przez wielkoluda, tylko operował lampą, by łatwiej było wszystko odnaleźć. Po kilkunastu minutach wszystko było gotowe. Odpowiednie liście, owoce i mięso z upolowanych zajęcy czekałoby stać się przynętą. Teraz należało odnaleźć leże igrysa. Tutaj pojawiły się już większe problemy, bo w ciemności ciężko było znaleźć jakieś ślady, a przy okazji doskwierało zmęczenie. Po dłuższym czasie w końcu się udało. Całkiem świeża krew i resztki sarny leżące w krzakach wskazywały, że był tu jakiś drapieżnik. Ślady łap przypominające trochę kocie potwierdzały, że był tu igrys, a raczej dwa, bo kilka metrów dalej, były inne ślady. Trop prowadził w jedną stronę, co wskazywało, że tropiący trafili na parę. Przechodząc między kolejne drzewa, ukazał im się widok śpiącej pary. Większy igrys będąc najprawdopodobniej samcem, był czarny, z białym „krawatem” na szyi; mniejszy, najpewniej samica była ruda. Podróżnicy, orientując się w terenie, uświadomili sobie, że są bliżej wrażego obozu niż swoich pozostawionych koni. Teraz należało rozłożyć przynęty. Zaczęli rozkładać od kierunku obozu w stronę śpiących zwierząt. Trzeba było jeszcze jakoś obudzić zwierzęta i liczyć, że mimo niedawnego posiłku nie pogardzą spreparowanym jedzeniem.

        Brunet, będąc ustawionym między parą igrysów a wrogim obozem, próbował wywołać hałas, łamiąc kilka gałęzi w lesie, a gdy to nie wystarczyło, postukał mieczem o zbroję, by zabrzmiał metaliczny szczęk. Zwierzęta powoli podniosły głowy i rozejrzały się wśród ciemności. Po kilku wciągnięciach powietrza nosem skierowały wzrok w kierunku rozłożonych przynęt. Biegnące igrysy wyglądały jak domowe koty chcące się bawić, dopadając do pierwszego kawałka mięsa. Mięsa było za mało na dwoje zwierząt, więc samica ruszyła w kierunku następnego kawałka. Zwierzęta prześcigały się między sobą, zjadając kolejne przynęty, by w końcu zjeść tą, która miała zwiększyć ich agresję. Za każdym razem Alestar dziwił się, jak zwykły owoc może wywołać agresją, a co ważniejsze, jakim cudem tak szybko działał, ale działał i robił to, co miał robić. Zwierzęta skierowały się stronę wolno palonego ogniska, bandyci będący na straży zaalarmowali obóz. Rozpoczęła się walka.

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon » 1 miesiąc temu

        — Na Prasmoka! — Krzyk Henrika obudził śpiącego Falkona.
        Chłopak był związany, na głowie miał worek. Leżał z głową opartą o pień niewielkiego drzewa. Nie rozumiał co się dzieje, ale nagłe poruszenie w obozie zdawało się zwiastować kłopoty. Miał jedynie nadzieję, że będą one dotyczyć tylko półelfa i jego ludzi. Może Teus i Alestar przybyli mu na ratunek?
        — Cholera! Wstawać, wy parszywe... — okrzyk jednego z najemników został zagłuszony przez głośny, wrzaskliwy ryk zwierzęcia. Bolesny jęk najemnika rozdarł powietrze, dało się słyszeć zaskoczone i przerażone westchnięcia innych obozowiczów.
        To było jakieś spore zwierzę. Falkon z trudem zebrał myśli i zaczął analizować sytuację. Nie widział nic, przez tkaninę worka na jego głowie przebijało się jedynie rozchybotane światło palącego się ogniska. Przez moment próbował wyswobodzić się z więzów albo przynajmniej zedrzeć z głowy worek, ocierając się o pień drzewa. Niestety bezskutecznie.
        Kolejny krzyk cichnął powoli, ustępując miejsca wściekłym zwierzęcym rykom. Teraz Falkon wiedział, że nie był to jeden osobnik. Tylko co to za stworzenia? Co robią w obozie pełnym ludzi?
        Usłyszał metaliczny brzęk mieczy wyjmowanych z pochew. Zawturowały mu chaotyczne świsty zaklęć miotanych przez kultystów. To najwidoczniej nie wystarczyło.
        Kolejny krzyk ranionego człowieka. Kolejny wściekły ryk, dźwięk łamanych kości, błagania o pomoc.
        "Co się dzieje, do cholery?"
        Falkon zaczął się bać. Pogodził się już z myślą, że wkrótce może zginąć, nie sądził jednak, że w taki sposób. Zawsze marzył o tym, żeby jego śmierć znaczyła coś więcej. Chciał zginąć dzielnie na polu bitwy z szablą w ręku. Albo na morzu, podczas brutalnego abordażu. Albo chociaż w brudnej, obszczanej karczmie podczas bójki na krzesła. Ale nie związany, głodny, spragniony, nie widząc nawet co go zabija.
        — Rozwiążcie mnie! Przyda wam się dodatkowa para rąk do obrony, wredne śmiecie! — Liczył, że banda Henrika go podsłucha chociaż teraz, w końcu trzeba mieć tupet, żeby grać cwaniaka nawet w takiej sytuacji. Albo trzeba być Falkonem.
        Nie dostał odpowiedzi. Zamiast tego poczuł jak ktoś chwyta go mocno za przedramię i odciąga zdala od obozu. Próbował się wyszarpać, ale nie zdołał.
        — Tchórz! Parszywy tchórz! I tak tu zginiesz, a ja razem z tobą!

Awatar użytkownika
Teus
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Teus » 1 miesiąc temu

        Chaos spowodowany przez brutalny napad w wykonaniu igrysów został spotęgowany przez artyleryjski ostrzał Teusa i Alestara. Strzelcy raz za razem wypuszczali kolejne salwy strzał i bełtów, poważnie przerzedzając szeregi wrogów. Przerażeni bandyci byli przybijani do ziemi nadlatującymi pociskami, a następnie rozrywani przez rozwścieczone bestie.

        Wraz z kolejnymi strzałami, między walczących wbiegł sam Tousend, rzucając się z dzierżonym w rękach ostrzem na miotających zaklęcia kultystów. Plugawe klątwy powaliły igrysy, jednak miast ich szponów, czarnoksiężnicy poczuli na gardłach zimną stal Teusa i Alestara, którzy korzystając z odwróconej uwagi, dopadli zakapturzonych mężczyzn.

        Cała nienawiść ciągłych prześladowań została obrócona w krwawe ochłapy powykręcanych ciał sekciarzy, którzy z rozerwanymi tętnicami i uciętymi kończynami runęli w krwawych kałużach na ziemię. Ostali bandyci przejrzeli na oczy i rzucili się do panicznej ucieczki. Nie było jednak miejsca na kolejny cudowny ratunek. Szumowiny za każdym razem o włos unikały rozbicia, rozpierzchały się po lasach i jamach, ciągle podnosząc łeb, gdy tylko Alestar, Falkon i Teus próbowali choć przez chwilę zaznać spokoju.

        Z zalaną krwią twarzą, której rysy uległy wobec wylewającego się gniewu, Tousend parł naprzód wśród powalonych ciał i wyrywając wbite w truchła strzały, szerzył śmierć wśród wciąż żywych i uciekających. Tym razem nikt z nich nie opuści żywy pola walki, nikt z nich nie odbuduje bandy, żaden nie odnowi plugawego kultu.

        Z nich wszystkich pozostał jeden. Ten, który wciąż wbrew wszystkiemu oddychał i ciągnął ze sobą skrępowanego Falkona. Próbował przedrzeć się do pobliskiego lasu, jednak Pirat stawiał opór wystarczający by całkowicie opóźnić ucieczkę. Teus ruszył w stronę przerażonego półelfa, który próbował rzucać nieskładne groźby na temat tego, co zrobi Falkonowi, jeśli dwóch jego towarzyszy nie pozwoli bandycie odejść.
Henrik nie potrafił zrozumieć, że to już koniec, że nic nie będzie w stanie go uratować. Czepiał się ostatniej desperackiej deski ratunku. Mimo wszystko jednak wszyscy znaleźli się w impasie, który ciężko było przerwać. Przeszkodą pozostawał pojmany Falkon.

        - Ani kroku więcej! Jeszcze jeden, a poderżnę mu gardło! Ja nie…

        Przywódca ostałych z poprzedniego pogromu bandytów nagle zamarł. Cały kompletnie zbladł, a jego ciało zaczęło drżeć. Trzymany przez niego nóż zaczął rytmicznie uderzać płazem o podbródek Falkona. Teus ujrzał Żniwiarza, który wystąpił przed niego i Alestara. Kostuchę widział tylko on… i Henrik. Dookoła powiało lodowatym wichrem, a sama Śmierć zdawała się rosnąć w rytm kolejnych mroźnych podmuchów. Zmieniała postać, jednak ze względu na zajmowaną pozycję, nie dane było Teusowi ją zobaczyć. Za co zresztą bardzo w duszy dziękował.

        Henrik nawet nie zauważył, gdy Falkon wyrwał się z jego uścisku. Bandyta upuścił trzymany nóż i złapał się za klatkę piersiową, jakby próbował wydrzeć sobie serce. Po chwili padł na ziemię, jakby udało mu się tego dokonać. Tousend nigdy nie widział tak przerażonej miny na twarzy martwego człowieka.

        Kostucha wracając do normalnej postaci, odwróciła się do Teusa.
        - Widziałeś, w waszej obecności zrobiłem coś takiego już drugi raz. Zawał może przytrafić się każdemu.

        Teus przytaknął tylko kiwnięciem głowy.

Awatar użytkownika
Alestar
Szukający Snów
Posty: 159
Rejestracja: 7 lat temu
Lokalizacja: Mała wioska koło Ożarowa (świętokrzyskie)
Kontakt:

Post autor: Alestar » 1 miesiąc temu

        Plan Alestara się powiódł, natura dokonała swojego dzieła, po czym zwierzęta padły bez życia. Potem do boju ruszyli strzelcy, eliminując obozujących bandytów. Wśród całej grupy kusznik dostrzegł kultystów z symbolami wskazującymi, że należą do starej bandy Jevana. Ich krzyki przywołujące jakiegoś Henrika, przypomniały brunetowi, że takie samo imię było wspominane przez kultystów na statku Gabara. Wojownik mając świadomość, że wykańcza swoich starych wrogów i eliminuje po nich ochłapy, czuł swoistą radość i poczucie dobrze spełnionego obowiązku. Niestety, wspomniany Henrik, który okazał się być półelfem, uciekał z obozu, ciągnąć kogoś, kto miał głowę obleczoną workiem. Tym kimś z całą pewnością był Falkon, więc jego przyjaciele ruszyli za uciekającym bandytą do boju. To, co stało się potem, poważnie zaskoczyło wielkoluda - nagła śmierć ze strachu nie była czymś normalnym. Patrząc jednak na to szczerze, to jakkolwiek dziwne by to nie było, było to wygodne dla zgromadzonych i pozwalało na zjednoczenie trójki wędrowców. Zenemar bardzo liczył, że po takiej przygodzie towarzysze pogodzą się i porzucą ostatnie niesnaski. Koniec końców, gdyby nie Tousend, na górze ciała złodziejaszka nie byłoby głowy, a tak długowłosy żył i właśnie próbował oswobodzić się z więzów.

        — Wy sobie porozmawiajcie. Macie o czym. A tak poza tym, to nie ma za co, Falkon. —
Łowca potworów zwrócił się do pozostałej dwójki swych kompanów, a sam odciągnął martwe ciało Henrika na bok.

        Ktoś inny nazwałby to bezczeszczeniem zwłok, ale Alestar nie miał problemów z tym by sprawdzić, co przywódca bandytów miał przy sobie. Na pierwszy rzut oka nic nie przykuło odpowiedniej uwagi. Opancerzenie, broń, jakiś sygnet i inna biżuteria. Sakiewka z pieniędzmi wyglądała już dużo sensowniej, jednak świadomość tego, że są to z całą pewnością oszczędności zabrane biednym wieśniakom nie pocieszyła mężczyzny. Przeszukując nie zwracało się uwagi na każdą rzecz i można było coś przeoczyć, jednak gdy coś z pozoru szklanego zabłyszczało lekką czerwienią, strzelec od razu wyciągnął to z torby półelfa. Zaskakujące było to, że w podczas ucieczki z obozu herszt miał czas na zabieranie dodatkowego ekwipażu, ale najwyraźniej musiało to być coś cennego. W rękach kusznika znalazł się kryształ w mętnym czerwonym kolorze. Łowca potworów miał wpierw odłożyć błyskotkę na bok, ale gdy poczuł lekkie mrowienie w rękach i jakąś niewytłumaczalną moc, choć już poważnie osłabioną, to wtedy przypomniał sobie, co to było i dlaczego miał go ten półelf. Henrik dopadł Izydora i kryształ w Ekradonie, Falkon o tym dowiedział się od jakiegoś znajomego, ale dopiero teraz Alestar sobie to przypomniał. Wcześniej coś świtało mu, że zna to imię, ale natłok wydarzeń sprawił, że nie pamiętał tego dokładnie. Teraz było inaczej. Przed oczyma wyobraźni wielkoluda znajdowały się miejskie, śmierdzące kanały w Nowej Aerii. To tam został odnaleziony list, który mówił o tym, że Harvik żyje, a Jevan chce mu pomóc. To tam Teus dotknął właśnie tego kryształu i stał się „Martwym”, jak to określili kultyści, którzy porwali rodziców Liois i Falkona, biorąc go za poszukiwanego. To od tej błyskotki trójka towarzyszy tak mocno się ze sobą związała i przemierzyła niemal pół kontynentu. Ten artefakt był również kluczem do tego, by przywrócić Tousenda do normalności. Drugą połową tego równania był sztylet należacy do Bajarza, który albo jest przy nim, albo został gdzieś w obozie. W każdym razie zostanie szybko odnaleziony, a sprawy, które ciągną się za trojgiem przyjaciół od dawna, w końcu zostaną rozwiązane. Trzydziestolatek postanowił podzielić się odkryciem z kompanami, mając nadzieję, że ci doszli już do porozumienia.

        — Panowie, poznajecie tę błyskotkę? — Brunet mówiąc te słowa uniósł jednocześnie błyskotkę do góry, by była dobrze widoczna.
Ostatnio edytowane przez Alestar 1 miesiąc temu, edytowano łącznie 2 razy.

Awatar użytkownika
Falkon
Mieszkaniec Sennej Krainy
Posty: 126
Rejestracja: 6 lat temu
Kontakt:

Post autor: Falkon » 1 miesiąc temu

        Wszystko rozwinęło się tak szybko, że Falkon nie zdążył zrozumieć co się dokładnie dzieje, dopóki trzymający go Henrik nie zwolnił nagle uchwytu. Przekrzywiony worek na głowie pozwolił mu dostrzec sztylet, upuszczony przez półelfa. Poznał tę broń. Runy wyryte na głowni żarzyły się czerwonawym blaskiem, zupełnie jak dogasające w ognisku drwa.
        Kopnął sztylet na bok i ruszył w jego stronę, potykając się o korzeń i upadając tuż przy ostrzu. Przeczołgał się i całkiem zręcznie manewrując związanymi za plecami dłońmi chwycił za znajomą rękojeść. Bez problemu rozciął więzy i zdarł z głowy worek, czując przeszywający ból w nadgarstkach i barkach, które tkwiły w nienaturalnej pozycji zdecydowanie zbyt długo.
        — Przyjaciele! — krzyknął radośnie, zaczynając powoli rozumieć co się stało. Uśmiechając się poczuł, że ma rozciętą wargę.
        Podszedł do Teusa i poklepał go radośnie po plecach.
        — Skończmy te waśnie, czasu nie cofniemy. Najważniejsze, że wszyscy jesteśmy w jednym kawałku. A to — wskazał na trzymany przez Alestara klejnot — to chyba ostatni element układanki.

        Mimo licznych obić, ran i siniaków czuł radość. Może jedynie dlatego, że przeżył noc, która w pewnym momencie wydawała mu się już tą ostatnią. A może dlatego, że odnalazł towarzyszy. Albo raczej oni jego...
        Nie czuł się źle z tym, że odjechał. Ale to, że przyjaciele jednak go odnaleźli i uratowali mu życie przywróciło mu dawną radość i beztroskie spojrzenie na świat. Jeszcze wczoraj chciał znaleźć się jak najdalej od nich, zniknąć i nigdy już nie wrócić, a teraz stał przed nimi, cały i zdrowy, mając wokół porozrzucane ciała chyba ostatnich już ludzi, którzy mogli zagrażać życiu całej trójki. Czuł się świetnie. I czuł ogromną wdzięczność, chociaż nie chciał im tego przesadnie okazywać.
        — Nieźle wam to wyszło. Miło, że jesteście. Marnie bym skończył bez waszej pomocy...
        Zamilkł pod piorunującymi spojrzeniami towarzyszy.
        — Więc jak? — podjął po chwili, dobywając sztyletu, który w obecności kryształu znów iskrzył się i jarzył jasno. — Rozprawimy się z tym świecidełkiem raz na zawsze, co, Teusie?

ODPOWIEDZ

Wróć do „Jadeitowe Wybrzeże”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość