[Ocean Jadeitów] Ku przygodzie


Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.

Postprzez Peter » So gru 15, 2018 7:31 pm

        Syreny…
        Pomyślał tryton patrząc na reakcję Amadei, z lekka obawiając się, że rozzłoszczona syrena rzuci się na niego z pazurami. Czarnołuska rzeczywiście na taką wyglądała, a jej reakcji pikanterii dodało wyzwisko, które w ustach syren nigdy nie powinno zagościć. Udawanie, że to nim nie poruszyło, było bezsensowne, a w jego oczach i na ustach pojawił się grymas zniesmaczenia. Nie żeby był jakimś tradycjonalistą, ale syrena przekroczyła granice, której nie powinno się naruszać.
        - Rybusi…? - zaczął zmieniając ton głosu w ciężki jak kotwica galeonu. Można by było pomyśleć, że każde jego słowo wywołuje niebezpieczne wibracje odczuwalne we wodzie jak i również drżenie w brzuchu. Ciemnooki tryton wysłał jej iście miażdżące spojrzenie, groźne, przywołujące do porządku córę oceanu. – Rybusi szukaj na talerzu w mesie okrętu na który się zamustrowałaś! Zapomniałaś, moja droga, gdzie twoje miejsce.
        Odpowiedzi pyskatej syreny nie musiał wysłuchiwać. Była młoda, buntownicza i jak wszystkie w jej wieku – myślała, że wszystkie rozumy pozjadała. Miała szczęście, że ktoś inny, bardziej dojrzały zajął się dyplomacją, choć i tu nie obyło się bez gróźb i kazań - ku jego zmartwieniu.
         Aleantphilus musiał wykazać się nadnaturalną cierpliwością znosząc kolejne groźby pod swoim adresem. Tryton należał do tych co najpierw słuchali, a potem działali. Wyjątek stanowiła Krakania. Półmartwej dziewczynie należała się natychmiastowa kara, aczkolwiek nie spieszył się z jej wymierzeniem.
        - Trzeba mieć nie lada odwagę, żeby grozić komuś kogo widzi się po raz pierwszy na oczy i to w jego królestwie – rzekł tonem dającym jasno do zrozumienia, że pani Kapitan Wieloręka postępuje bardzo nieroztropnie grożąc mu kompletnie go nie znając i nie wiedząc z kim ma do czynienia. Nie chciał otwarcie nazywać tego skrajną głupotą, bo gdzieś z tyłu głowy miał wyciosany obraz piratów niezwykle odważnych, szalonych i niezwykle walecznych. Ocean bez nich nie byłby tak różnorodny i ciekawy jak teraz. Aleantphilus uważał, że piraci są w pewien sposób pożyteczni, czasami pomocni i niekoniecznie tego świadomi mają wielki szacunek u mieszkańców morza. Oczywiście zdarzają się małe spięcia, ktoś upoluje syrenę, syrena upoluje pirata… to się zdarza w najlepszej rodzinie. A jako, że Peter nie udawał jakiegoś tam mnicha głoszącego pokój i dobro, zwyczajnie nie obchodziło go, kiedy ktoś ginie przez swoją głupotę. Przypadek, który miał przed sobą to inna para kaloszy. Opowieść niebieskiej kobiety tak go poruszyła, że brakowało mu dosłownie jeszcze jednego zdania, żeby ją przytulić. Na szczęście panował nad emocjami i nie pozwolił spłynąć gniewnej masce z twarzy.
        - Został porwany z Błękitnego Księżyca? – zapytał panią Kapitan mrużąc oczy i przekrzywiając głowę, a długie czarne włosy trytona zafalowały od tego ruchu. Dobrze wiedział, że syreny bardzo rzadko porywały marynarzy. Prędzej pomagały rozbitkom, czasami z własnego egoizmu rzeczywiście ściągały ich na dno, jednakże robiły to tylko z wielkiej miłości i na krótko, bo chłód i brak tlenu trochę przeszkadzały w podsycaniu płomiennych uczuć.
        Tryton odwrócił na chwilę wzrok obserwując nieprzytomną syrenę przekazywaną z rąk do rąk. Nie miał do czynienia z Magią Życia, ale wyczuwał jej działanie i pozwolił czynić Selinie swoje, ale ciągle obserwował działania błękitnowłosej szpiczastouchej kobiety. To był, z racji obecnie napiętej sytuacji, miły gest z jej strony i nie umknęła uwadze trytonowi podzielność zdań piratów na temat metod Krakeni, które niemal doprowadziło do bójki i pobiciu pani kapitan stającej w niedogodnej pozycji między nimi i której dodatkowa para rąk mogła nie wystarczyć do oddzielenia stron konfliktu.

        "SPOKÓJ!"
        Z niechęcią spojrzał na zniewoloną ożywioną kobietę, która zabrała głos. Po niej akurat nie spodziewałby się niczego dobrego, bowiem rzucała zaklęcia za pomocą inkanacji, a więc musiał się pilnować i nie dać się zaskoczyć. Gdyby jej słowa wydały się trytonowi podejrzane zareagowałby natychmiast i to w taki sposób, że żadna bańka z powietrzem już by jej nie pomogła.
        Ze zdumiewającym spokojem tryton słuchał jej tłumaczeń, zachowując dla siebie swoje wątpliwości. Przede wszystkim liczyło się dla niego bezpieczeństwo mieszkańców oceanu, na resztę mógł przymknąć oko. Kiedy jednak usłyszał jej deklarację, zgrabnie podpłynął do niej na odległość wyciągnięcia dłoni. Był absolutnie skupiony na wszystkim co ich otaczało. Za pomocą magii trójzębu wiedział nawet co się dzieje z ich okrętem, a także, że Gniewny Trójząb zgodnie z umową zaczął kontynuować podróż. Magiczny artefakt emanował swoim wewnętrznym światłem dobrze doświetlając pośmiertną cerę Krakenii. Oczy Aleantphilusa wbiły się w pustkę gałek ocznych ożywionego trupa, w miejsce, gdzie u żywych istot zwykle tli się maleńka i trudna do uchwycenia iskierka.
        - Nie jesteś gotowa na mój gniew - odpowiedział jej bez zbędnych achów i ochów: "jaki to ja potężny jestem", jednakże takim głosem, jakby zapewniał ja uczciwie iż rozgniewanie go oznaczało coś o wiele gorszego. No cóż... charyzmę to on miał, więc trudno było spodziewać się po nim rzucania słów na wiatr.
        W słowach Krakenii było jednak coś co pomogło mu podjąć decyzję. Czy słuszną? To się okaże.
        - Ale połóż jeszcze raz swoje zimne dłonie na jakiejś syrenie, to się doigrasz - zagroził całkiem poważnie i zacisnął dłoń mocniej na rękojeści trójzębu, a wątłe światełko z jego wnętrza zaświeciło mocniej i zanikło. Krakenia wolą trytona została oswobodzona i opuszczona na dno, gdzie stali jej kompani. Następnie spojrzał jeszcze raz na panią Kapitan i w efektownym stylu podpłynął do niej, jednakże zachował względnie bezpieczną odległość.
        Aleantphilus podejrzewał, że niektórzy z przybyszów mogą zacząć odczuwać działanie lodowatej wody i pozostanie tutaj za długo skończy się dla nich skrajnym wychłodzeniem.
        - Nie jestem stąd. Zauważyłem wasz pusty okręt i postanowiłem sprawdzić czego tutaj szukacie. Wasz towarzysz żyje i nie brak mu powietrza - zapewnił Xenję. Trójząb, który dzierżył w dłoni rozpłynął się na jej oczach jakby był tylko iluzją. W rzeczywistości rozpłynął się we wodzie, jednakowoż nadal był przy trytonie. Aleantphilus zrobił to specjalnie na widoku wszystkich ciekawskich par oczu. Nie mógł ryzykować jego utraty, gdyby padł ofiarą podstępu. W razie konieczności zawsze mógł go zmaterializować z wody. - Pomogę wam, ale moc oceanu nie wystąpi przeciw swoim mieszkańcom. Myślę, że rozumiecie.
        Następnie lekko obrócił głowę w kierunku czarodziejki, która przed chwilą uzdrowiła poturbowaną syrenę.
        - Możesz ją ocucić i zapytać... byle grzecznie, gdzie się podział wasz morski elf?
Avatar użytkownika
Peter
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Marvel, Eleanael, Night, Norion,
Rasa: Tryton
Aura: Aura charakteryzuje się średnią siłą, jej obsydianowa poświata natomiast wciąż jest całkiem jasna. Powłoka prezentuje wiele różnych odcieni, w jednym miejscu jest żelazna, kawałek dalej gładko przechodzi w platynę, a następnie srebro. Tu i ówdzie widać tez spore kobaltowe łaty przyozdobione miedzianymi zawijasami. Niesie ze sobą cichy, aczkolwiek stanowczy szmer wody i zawodzenie wiatru. Czytając emanację, można także wyczuć przenikliwą wilgoć, która wręcz idealnie wkomponowuje się w morską woń. Powierzchnia natomiast ma to do siebie, iż jest całkiem twarda, choć miejscami bywa miękka. Ponadto posiada sporą elastyczność, dzięki której prezentuje łuskowate, ostre zakończenia pokryte aksamitnym meszkiem. Lepi się nieznośnie do podniebienia i równocześnie jest na tyle sucha, że wywołuje silne pragnienie.
Wygląd: Peter to wyjątkowo urodziwy i przystojny mężczyzna. Wysoki, o gładkiej, niepoharatanej cerze, która nigdy nie widziała zarostu. Posiada długie, lekko pofalowane kruczoczarne włosy, które swobodnie opadają mu na barki. Tęczówki oczu trytona zmieniają kolor w zależności od kąta padania światła i jego intensywności. W nocy są czarne, w świetle świecy, bursztynowe - lub jak kto ... (Więcej)

Postprzez Xenja » Śr gru 26, 2018 12:53 am

- No nie wydaje mi się moja droga – powiedziała wciąż gniewnym głosem Eligia, zjawa była znacznie od niej starsza, ale maie uznała, że widząc tak nielogiczną akcję, ze strony tak inteligentnej istoty skarcenie jej będzie bardzo adekwatne.

Po chwili jednak nie bardzo mogła się przebić ze swoim opanowaniem podczas narastających wrzasków. Po prostu zamilkła pragnąc poczekać, aż Xenja uspokoi resztę, ale właśnie wtedy zaczęły się kolejne kłopoty.
Amadea wyprowadzona z równowagi nie bała się nawet obrażać trytona. Nic sobie nie zrobiła z jego spojrzenia, niech no tylko spróbuje się z nią bić, to będzie się bić, nie była wszak kobietą obawiającą się mężczyzn, ha, była piratką, to on powinien się jej bać, tak wychodziła z założenia, więc odwdzięczyła się równie groźnym spojrzeniem.

- Moja pamięć działa znakomicie, za to twój instynkt samozachowawczy chyba szwankuje, bo jak widać mamy przewagę liczebną – Chciała jeszcze coś dodać, ale Olimpia podpłynęła i zaczęła starać się ją uspokoić, sytuacja i tak była napięta, a czarnołuska wręcz gotowała się od emocji i mogła w każdej chwili wybuchnąć.

Pani kapitan, gdy syrenka się uspokoiła, postawiła sprawę jasno, aczkolwiek jej podwładni mogli przyczynić się do pogorszenia sytuacji i, mimo że na jej twarzy malowała się śmiertelna powaga i determinacja to w głębi siebie bała się okropnie o swych przyjaciół i Ivana, wciąż tylko myślała, czy znalazł jakąś podwodną jaskinię albo cokolwiek, byleby miał dostęp do tlenu.
- Jak słusznie zauważyła Amadea, może i jesteś na swoim terenie, ale nas jest więcej – odpowiedziała niebieskoskóra, kładąc jedną z dłoni na szabli przy jej pasie, tak prowizorycznie, słysząc jednak jego kolejne słowa, poczuła, jakby sytuacja nieco się rozluźniła, więc zabrała rękę z szabli – Wysłałam go i Amadee na zwiady… - spojrzała na naturiankę dając jej znak by wyjaśniła sprawę.

- Byliśmy przy wejściu do tego miasta, coś go wciągnęło – mówiła, nie patrząc na trytona, wciąż ją denerwował, po chwili jednak skupiła się na wspomnieniu i złość opadła – Nawet nie widziałam co, tylko, że było to wbrew jego woli i… zniknął – pani kapitan położyła obie lewe ręce na ramieniu czarnołuskiej, chcąc dodać jej otuchy.

- Skąd znasz nazwę naszego statku? – podpłynęła do niego półślepa elfka, a na jej twarzy malowała się podejrzliwość, przecież została nałożona iluzja, łatwo to było przeoczyć, gdy tyle się dzieje, ale Selina nie mogła, sama ją nakładała przecież.

Niespodziewanie pokładowa pokojówka krzyknęła, zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych. Selina chciała zaprotestować lub przyznać się, że tak naprawdę to jej wina, ale Nikodemia widząc to, bez słów, jedynie subtelnym ruchem głowy dała znać, by tego nie robiła. Niebieskowłosa dość niechętnie, ale posłuchała.
Gdy tylko zjawa chciała, by tryton wymierzył jej sprawiedliwość, znów zawrzało. Nikt nie chciał jej zostawić ze wściekłym trytonem, nawet jeśli była już dawno martwa. Aczkolwiek mieli niewiele czasu na decyzję, wszyscy spojrzeli na panią kapitan, która patrzyła na Krakenie zmartwiona. Wierzyła, że jej trupia przyjaciółka na pewno sobie poradzi. Wzięła głęboki oddech i już miała obwieścić swoją decyzję, gdy tryton okazał coś w rodzaju łaski. Xenja odetchnęła lekko, ale nadal nie wierzyła, że mógłby ot tak jej odpuścić. Aczkolwiek oswobodził ją, aż lżej na sercu się zrobiło, wyraźne to było, szczególnie gdy Arista podpłynęła do nieumarłej i ją przytuliła. Asteria zaś tylko przewróciła oczami, niekiedy ciężko było uwierzyć, że są bliźniaczkami.
W tym czasie do Xen i będącej obok lodowej elfki zbliżył się Aleantphilus. Jego stwierdzenie znacznie podniosło morale całej załogi, jednakże Selina nie zamierzała odpuścić swojego pytania.

- Był pod maską iluzji…
- Może przywalił w niego głową – zachichotała Alisena, jednakże po chwili dostała kuksańca od Dezyderii, to nie był dobry na wredne docinki.
- To dość zaskakujące, że po tym, co się stało, chcesz nam pomóc… – wtrącił się upadły.
- Nie ma czasu na dywagację, każda pomoc się przyda –przerwała mu Xenja.

Tymczasem zgodnie z poleceniem niebieskowłosa ocuciła ofiarę Krakenii. Amadea podpłynęła jak najbliżej obcej syreny.
Złotowłosa była przerażona, zrobiła wielkie oczy i miała ochotę uciec, ale w porę złapał ją Sergiej, zrobił to mocno, ale nie skrzywdził naturianki.

- Zostawcie mnie, wstrętne dwunogi! – krzyknęła piskliwym głosem.
- Dopiero jak powiesz gdzie jeden z naszych, wysoki, białe włosy, spiczaste uszy, niebieskie oczy… Kojarzysz może? – dopytała Ama, podejrzliwie mrużąc oczy.
- Ja nic nie wiem!
- Ah tak? A mamy to sprawdzić? – zagroził Zahariel.
- Przestańcie wszyscy – Ardalion odepchał piekielnego i czarnoskórego od naturianki – Szukamy naszego przyjaciela, wybacz nam za to, co się stało, wszyscy jesteśmy zdenerwowani. Coś go porwało do tego miejsca, ale nie wiemy co… - panterołak próbował zacząć pokojowo, licząc, że jego pozytywna aura coś pomoże i… faktycznie pomogła.
- Nie mam z tym nic wspólnego, ale… - spojrzała na kopuły – Może, w którejś z nich… Nie mogę nic więcej powiedzieć – rozejrzała się nerwowo i czym prędzej uciekła.

- Cudownie… Można by było z niej wycisnąć coś więcej – marudził Edmund.
- To, co teraz, rozdzielamy się i szukamy? – spytała wróżka.
- Nie mogę pozwolić, by ktoś jeszcze nam zaginął, więc jak się rozdzielać to na tyle by inni mieli nas w zasięgu wzroku – zarządziła czteroręka – Nie potrafisz wskazać też, gdzie dokładnie powinniśmy szukać? – przemieniona zwróciła się teraz do trytona – Rita, miej dziewczynki na oku – rozkazała jeszcze kotołaczce.
- Ta jest! – odpowiedziała.

- Znajdźmy go i się wynośmy… - dodał Eneasz, przeszedł go dziwny dreszcz i nie był pewien czy to tylko od zimnej wody.
- Żeby to jeszcze było takie łatwe... - westchnął Serpens i uczepił się swej ukochanej maie, chcąc skorzystać z jej syreniej formy, by nie musieć płynąć wolno, o własnych siłach.
Avatar użytkownika
Xenja
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Sakura, Imelda, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Przemieniona z mrocznej elfki
Aura: Średniej siły aura prezentuje się jako tracący połysk, cynowy przestwór ciepłego oceanu, który sięga tak daleko, że jego końca nie może uchwycić nawet najbardziej wyczulone oko. Po giętkich falach płynie majestatycznie, choć niepokojąco szybko, złoty galeon o twardych i wytrzymałych burtach i ostrym dziobie pewnie przecinającym niespokojną powierzchnię wody. Jego żagle zrobione są z lekko szorstkiego materiału w kolorze żelaznym, choć nie przykuwają uwagi tak jak pełna życia szmaragdowa poświata, od której oddziela się swawolna i lepka nić czystego topazu. W powietrzu unosi się trudny do sprecyzowania zapach, który zdawałoby kojarzy się z morzem, ale nie można być tego do końca pewnym, gdyż zaraz potem na myśl przychodzi las… tak więc pozostaje on do końca zagadką. Znacznie łatwiej jest z dźwiękami, gdyż te są wyraźne i na szczęście dla co mniej doświadczonych - nieliczne. Tylko czasami ciche, to nasilające się to słabnące brzęczenie zakłócają wesołe głosy wymieszane ze śmiechem dzieci, jakby statek był pełen przeróżnych, rozradowanych istot. W smaku aura jest przejmująco gorzka, z delikatną pikantną nutą dodającą jej specyficznego charakteru.
Wygląd: Xenja jest niewątpliwie osobą zwracającą na siebie uwagę praktycznie już z daleka, czego efektem jest ciążąca na niej klątwa. Ponadto jest naprawdę wysoką osobą (1,9m), o szczupłej sylwetce z wyraźnie zarysowaną talią. Jej skóra jest całkowicie sina, wręcz niebieska. Kolejną rzeczą, na której wiele osób od razu skupia wzrok to dodatkowa para rąk, wyrastająca bardziej z ... (Więcej)

Postprzez Krakenia » Wt sty 08, 2019 10:39 am

        Sytuacja, o dziwo, uspokoiła się. A przynajmniej to, co widziała i słyszała Krakenia, na to wskazywało. Wrogość między załogą, do której należała, a trytonem, który przybył, aby “wymierzyć sprawiedliwość” zmalała, jeśli nie kompletnie zanikła. Sam posiadacz trójzębu zaś - którego imienia wciąż nie poznała - zdecydował się ją wypuścić, choć jego słowa nie zachęcały do robienia czegokolwiek, czym mogłaby znów wzbudzić jego gniew. Szczególnie że czas reakcji jego i magii, którą władał, był znacznie krótszy niż jakakolwiek inkantacja, która mogłaby przydać się do walki z nim. Dlatego też, choć nie pałała do niego sympatią, zdecydowała się być grzeczna, przynajmniej póki sytuacja tego wymaga.

        Szybko skupienie wszystkich przeniosło się na sprawie nieobecnego elfa i kwestii tego, jak się go odnajdzie. Tym razem nie zabrała głosu - po tym, co zrobiła, uznała, że lepiej będzie, jeśli będzie milczeć. Nie dość, że nie miała nic do dodania, to na dodatek nie kusiło ją, by skorzystać z magii - Tryton mógłby uznać, że chce doprowadzić do czegoś, co mu się nie spodoba, a to oznaczałoby, że nie cackałby się dalej z ograniczaniem nacisku wody na jej fizyczną formę. Wydawał się dosyć skory do gniewu, według Krakenii, a dla takowego pewnie najzwyklejsze, niegroźne zaklęcie mogłoby wydawać się podejrzane.

        Szybko wróciła myślami do rzeczywistości. Jeszcze nigdzie nie wyruszyli, Xenja domagała się więcej informacji od trytona, który, choć zadeklarował chęć pomocy, to jednak wydawał się bardziej skory na robieniu tego w dosyć pasywny sposób. Czyżby chciał po prostu przypilnować, aby żadna inna syrena nie doznała krzywdy? To miało sens, nie zdziwiłaby się więc, gdyby miała pod tym względem rację. Tyle dobrego, że poinformował ich o tym, że nie grają z czasem w kwestii znalezienia elfa, choć zjawa była bardzo ciekawa tego, jak zdobył tę informację.

        Było jednak coś, co o wiele bardziej wzbudzało ciekawość nieumarłej. Teraz gdy strach o życie elfa nie mglił jej sposobu myślenia, a ona sama w pełni ocuciła się z radości wywołaną próbą morderstwa, dotarło do niej, jak bardzo dziwne było miejsce, w którym się znajdowali. Wyspa została tu sprowadzona z pomocą magii, to było oczywiste. Tylko przez kogo? Syreny? Żyły tutaj, ale stan, w jakim było otoczenie, sugerował, że nie dbały one o budowle znajdujące się tutaj, czyli raczej przybyły tu już w czasie, kiedy opiekun tego miejsca znikł, o ile kiedykolwiek był tutaj ktoś, kogo można było określić tym tytułem. Była pełna wątpliwości, ale podejrzewała, że jedna czy dwie osoby znajdujące się tutaj będą w stanie jej odpowiedzieć na to pytanie.

- Tak z ciekawości… Czy obecne tutaj syreny i trytony są w stanie odpowiedzieć na pytanie, kto stworzył to miejsce? - Powiedziała w końcu, i choć próbowała być spokojna, to jednak widać było, że dosyć ostrożnie wypowiadała każde słowo, świadoma była bowiem tego, że nawet źle dobrane słowo może przedstawić ją, ponownie, w złym świetle. - Chodzi mi głównie o to, czy to możliwe, że wasza rasa odpowiada za stworzenie tego miejsca. Słyszałam jedynie bajeczki o tym, w jakich miejscach żyją przedstawiciele waszego gatunku, a ta informacja dałaby nam lepszy obraz tego, czego się spodziewać... I kto może nie być mile widziany, jeśli okaże się, że miejsce to wciąż jest pod nadzorem kogoś, kto uchodzi za władcę.

        Przez chwilę milczała, oczekując odpowiedzi - bądź braku tychże. Nie trwała jednak w ciszy długo, dodała bowiem po chwili inne swoje przemyślenia do sprawy.

- Przy okazji proponuje też, żeby udać się do najbliższej kopuły, tam przeszukać co się da, odpocząć, jeśli będzie trzeba i ruszyć do kolejnej, nawet jeśli poznamy dokładną lokalizację Ivana. Widzieliśmy wcześniej cudzy szkielet, więc choć jest to mało prawdopodobne, to znaczy to, że nie jesteśmy tu pierwszymi istotami z powierzchni. A to oznacza, że ktoś inny, kto wciąż żyje i czeka na ratunek, może się tutaj znajdować.

        Po tych słowach odetchnęła, co było raczej dawnym przyzwyczajeniem do tejże czynności, biorąc pod uwagę to, że jej martwe ciało nie potrzebowało tego do funkcjonowania. Co jak co, ale to był pierwszy raz dla Krakenii. Cała ta sytuacja, w której było zbyt wiele niewiadomych, niezbyt jej się podobała, co zresztą wcześniej dosyć brutalnie pokazała. Musiała pilnować się, jeśli nie chciała znów się potknąć. A nie chciała, bowiem kątem oka wciąż spoglądała na Petera. Była z lekka zmartwiona tym, jak wielką władzę miał nad wodą. A poza tym, w jej oczach, choć te martwe były, tliła się ciekawość. Gdzie podział się jego trójząb? To przedmiot dawał mu władzę, czy może tylko służył jako narzędzie do koncentrowania magii trytona? A i najważniejsze pytanie: Czemu odpuścił sobie zemstę?
Avatar użytkownika
Krakenia
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Siyne, Violetine, Fonos, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo,
Rasa: Żywy Trup (Czyli zjawa, która jest uwięziona w martwym ciele)
Aura: Wśród przytłumionych i matowych pejzaży początkowo ciężko rozróżnić poszczególne kolory. Poblask wydaje się mieć odcień obsydianu, jednak po tak wielu latach jest on niewyraźny i niełatwy do zdefiniowania. Widoczne w oddali morze przez swoje przyćmione barwy i niemrawe pływy nie raz pewnie skojarzy się bardziej z bezbrzeżnym antycznym jeziorem niźli z oceanem. Jeżeli jednak wykażesz się cierpliwością uda Ci się rozróżnić cynkową morską wodę i srebrną pianę powoli przykrywającą plażę i niespiesznie umykającą wraz z cofającymi się falami. Całość jest jakby przyprószona kobaltowym kurzem, choć wydaje się to fizycznie nie możliwe. Na starcie nie czujesz nic, jednak wraz z kolejną falą do Twego nosa dotrze woń morskiej wody, której przyjemna nuta zacznie ustępować mniej przyjemnym zapachom. Z każdą chwilą woń mułu i wodorostów będzie się nasilał, gdy zaś ustąpi, zmiana nie będzie przyjemna przynosząc zapach gnijącego topielca. Po takim aromatycznym powitaniu z ulgą przywitasz dźwięki odciągające od niego Twoją uwagę. Najpierw pojawią się liczne głosy, prowadzące ze sobą ożywioną i wesołą dyskusję. Zaraz po nich, na chwilę zapanuje cisza, którą przełamie pojedynczy ton odbijający się echem po okolicy. Potem jednak włos zjeżą ci rozbrzmiewające wokół trupie głosy. Dokończ poznawanie emanacji rozpoznając ją dotykiem. Twarde i miękkie aspekty mieszają się płynnie niby odpływy i przypływy giętkich fal. Krawędzie chropowatych nadbrzeżnych głazów są wygładzone przez lata i nie brak im ostrych kantów. Smak zaś wręcz naturalnie pasuje do morskiego otoczenia. Jest intensywnie słony i łagodny. Dopiero wyraźna suchość dominująca w odbiorze kłóci się z oczekiwaniami, nawet jeśli finisz zdaje się być lepkim.
Wygląd: Czas nie oszczędzi urody, przynajmniej dopóki nie zaoferujesz mu wystarczająco potężnej ilości magii. Takie powiedzenie wymyślił pewien czarodziej i wielu jego pobratymców zgodziłoby się z nim. Jednak sprzeciw przeciwko tym słowom bez wątpienia wypłynąłby z ust istot, które widziały śmiałków, co przekroczyli bramy śmierci, pozostając zarazem po tej stronie. Lisze to dobry ... (Więcej)

Postprzez Peter » Wt sty 08, 2019 4:13 pm

        Tryton nie miał problemów z liczeniem. Inaczej niż Amadea postrzegał kwestię przewagi liczebnej, która, według jego rachunków, była po jego stronie i mogła w każdej chwili spacyfikować piracką bandę oraz butną syrenę. Na szczęście Peter był rozsądnym pól-człowiekiem. Lata spędzone na dowodzeniu ludźmi nauczyły go wstrzemięźliwości języka, nawet w sytuacjach, kiedy nerwy zagotowywały go od środka. Amadea, świadomie czy nieświadomie, prowokując trytona zachowywała się trochę jak dziecko, ale to akurat było z jego perspektywy w pewien sposób słodkie. Nawet pozazdrościł jej tej beztroski w wyrażaniu swoich opinii, uzmysławiając sobie, że chyba jest już za stary, skoro zachowuje się jak ojciec karcący swoją córkę. Zdawał sobie też sprawę z tego, że jego opanowanie wyjątkowo drażni rozzłoszczoną syrenkę. Na szczęście podpłynęła do niej druga syrena, która uspokoiła tą pierwszą. Peter spojrzał na nią z niemałą wdzięcznością, bo ostatniego czego chciał, to by doszło do rękoczynów pomiędzy mieszkańcami morza i to na oczach niezbyt bezstronnej publiki.
        - Spokojnie maleńka - puścił w jej stronę oczko co jeszcze bardziej rozsierdziło Amaedę, a gdy od niej odpływał posypało się w jego stronę jeszcze kilka niecenzuralnych epitetów pod jego adresem. Olimpia miała nie lada kłopot, żeby uciszyć czarnołuską, która zaczęła szukać w swoim zasięgu czegokolwiek czym mogłaby cisnąć w bezczelnego trytona.

        Z panią Kapitan już było lepiej, choć i jej nie musiało się spodobać jak wpłynął na jej załogantkę. Peter nie potrzebował żeby go lubili, tylko żeby się stąd czym prędzej wynieśli. Z nim włącznie. Jego okręt był już daleko poza zasięgiem jego zmysłów magicznych i chyba chwycił w żagle pomyślne wiatry, skoro tak szybko odpłynął. Nie uśmiechało się mu szukać go na bezkresnym oceanie, dlatego czas go gonił, tak jak i jego nowych "przyjaciół".
        - Nie mam czasu tego wam tłumaczyć - odpowiedział wymijająco elfce, która do niego podpłynęła. Nie był dość dobrym aktorem i dało się zauważyć jego udawany uśmiech, kiedy Alisena zasunęła nieprzemyślanym żartem. Peter zaczął się modlić, żeby nie drążyli teraz tego tematu, który był... jakby nie mówiąc bardzo "delikatny". Nie chciałby być w zasięgu rąk niebieskoskórej Kapitan, kiedy zobaczy swojego nawodnego "pupilka" z wielką dziurą na rufie. Wierzył, że jak chociaż pomoże im znaleźć ich przyjaciela, to polubią go chociaż na tyle, że nie będą go ścigać przez pół następnego wieku, a wyraz twarzy Amadei będzie na tyle łagodny, że nie będzie go nawiedzał we śnie. To tyle jeśli chodzi o jego pobożne życzenia. Jedno podejrzliwe spojrzenie wampira wystarczyło, żeby Tryton wziął się do pracy i uciekł od przesłuchania, więc przytaknął Xenji i wszyscy skupili się teraz na cuconej mieszkanki podwodnej wyspy.

        Nieznajoma syrena właściwie niewiele im powiedziała, ale przynajmniej, ku uldze Aleantphilusa, wyglądała na w pełni uzdrowioną za co wypadało podziękować odpowiedzialnej za ten stan rzeczy czarodziejce. Peter podpłynął do niebieskowłosej elfki. Była piękna, miała oryginalny kolor włosów, które opadały na pół twarzy zakrywając tylko jedną drobną, w porównaniu do całej reszty, pomijalną, niedoskonałością. Tryton zdał sobie teraz sprawę, że zrobił błąd uciekając wzrokiem, kiedy na niego popatrzyła.
        - Ja... Tylko chciałem podziękować, że się nią zajęłaś. To bardzo miłe z twojej strony - pomruczał coś tam pod nosem i zebrał się na odwagę, by spojrzeć na nią nieco dłużej. To nie był flirt! Po prostu nigdy nie był tak śmiały wobec kobiet, szczególnie wobec tych o niezaprzeczalnie ponadprzeciętnej urodzie. Może to przez zbyt długie żeglowanie w męskim towarzystwie.
        Na szczęście wyraźnie nie klejącą się rozmowę ucięło wywołanie trytona przez niebieskoskórą panią Kapitan. Aleantphilus kiwnął głową i wskazał im konkretną bańkę. To znaczy kierunek, gdzie wyczuwał obecność ich przyjaciela, a ten wskazywał na największą, powietrzną kopułę umieszczoną nad... wrakiem okrętu. To znaczy: tego co z niego zostało. To dziwne, ale nikt wcześniej go nie zauważył - poza Peterem, który też by nie zauważył go od razu, gdyby nie wcześniejsza pomoc Trójzębu.

        Wielki, trzymasztowy galeon leżał przechylony lekko na bok. Burty miał podziurawione, a przez wyłamane i wybrakowane poszycie przezierał szkielet statku. Drewno było zgniłe, pokryte ostrą warstwą czarnych małż, co by świadczyło, że kiedyś był długo całkiem zanurzony pod wodą. Grotmaszt był złamany, liny utworzyły chaotyczną sieć między masztami, reje i bomy wykrzywiły się w stronę przechyłu spuszczając ku pokładowi smętne resztki czarnych żagli.
        Gdyby wyspa powstałaby z głębin, można by przypuszczać, albo przynajmniej sobie to wyobrazić, że okręt był zacumowany na plaży przed stałym lądem. Kierunek w którym był skierowany pozwalał domniemywać, że nie było to przypadkowe wpadnięcie na mieliznę.

        Kiedy inni zbierali się by tam podpłynąć, Peter zwrócił się do Krakeni. Opłynął ją dookoła z niezbyt grzecznym zainteresowaniem oglądał fantastyczną zjawę z każdej strony. Zastanawiał się, czemu wyglądała jak trup i czy właściwie nim była. Mimo ciekawości trzymał swój ogon z daleka od zasięgu jej rąk. Mając na uwadze jej niebezpieczne umiejętności jej będzie poświęcał najwięcej uwagi. A szczególnie słowom jakie padają jej z ust.
        - Jestem Aleantphilus. Lub dla znajomych z lądu po prostu Peter. A ty? Jak się nazywasz? - zapytał chcąc brzmieć trochę bardziej przyjaźnie. Początek ich znajomości nie należał do najprzyjemniejszych, a że Aleantphilus zauważył, że załoga ufa tej półżywej kobiecie istniał cień szansy, że może się jakoś pogodzą. Szansa zawsze była też na to, że on i ona kiedyś się pozabijają, ale lepiej żeby to nastąpiło dopiero po uratowaniu ich członka załogi niż przed.
        - Niektóre z naszych miast wyglądają podobnie jak to - mówił zatrzymując to okrążanie Krakenii. Oczy trytona były jak dwa lśniące kryształy, które z chłodną obojętnością mogły patrzeć na czyjąś śmierć. Co troszkę przeczyło jego zaangażowaniu w misję ratunkową. Aż w wątpliwość można było poddać szczerość jego intencji.
        - Czasami tworzymy podwodne pęcherze z powietrzem, są jednak znacznie większe od nich. Ale to rzadkość. I nie wiem czemu ktoś tutaj zrobił je tak małe i rozsiane wokół bez składu i ładu. Nie sądzę żeby to była sprawka mojej rasy - wyznał szczerze, wymownie podnosząc wzrok na kilka baniek obejmujących zrujnowane domostwa i części lasu. Podniósł też wzrok na jakiegoś trupa leżącego na dachu. Szkielet okrywały resztki ubrań, które mogłyby się mu przydać. A raczej na pewno się przydadzą.
        - Nie wiem... - odpowiedział jej na pytanie, czy ktoś z tutejszych mieszkańców mógłby im coś więcej powiedzieć o tym miejscu. Popatrzył jak grupka posuwa się w stronę okrętu najwyraźniej niezgodna z zaleceniami Krakenii w sprawie odpoczynku. Peter postanowił wykorzystać chwilę czasu i zdobyć dla siebie jako-taki ubiór.
        - Płyń za nimi, ja zaraz do was dołączę - powiedział do trupa i zamachnął się ogonem wzniecając kurz z podwodnego piasku. Krakenia poczuła zawirowania nad głową, kiedy tryton przepłynął nad nią i popłynął w stronę jednej z baniek.

        Znajdując się przed barierą oddzielającą słoną wodę od zimnej, pustej przestrzeni wypełnioną powietrzem zbliżył się do czubka tejże bariery i zanurzył w nią rękę. Chociaż miał już styczność z tego typu tworami, zawsze istniało pewne ryzyko, że była to iluzja pułapki. Na szczęście tym razem była to najzwyklejsza powietrzna kopuła. Więc bez dalszej zwłoki przebił się przez dach bańki i spadł... na zwłoki! Przy okazji łamiąc prawie wszystkie żebra osamotnionego kościotrupa.
        - Ups. Wybacz - mruknął schodząc z trupka i zmierzył wzrokiem jego wzrost. Na oko wydawało mu się, że jest ciut wyższy od zmarłego, ale nie było czasu na narzekania. Rozebrać kościotrupa było bajecznie prosto. Wystarczyło po prostu unieść spodnie i potrząsnąć nimi pod różnymi kątami aż wysypią się z nich wszystkie kosteczki. Potem usiadł obok wpatrującej się w niego pustką oczodołów czaszki i zaczął naciągać na nogi lekko podziurawione spodnie. Najważniejsze dla niego było to, że nie miały niepotrzebnych prześwitów w kroku.
        - Całkiem nieźle - mruknął pod nosem oglądając się od góry jakby był na zakupach w odzieżowym.

        Trochę czasu mu tam zleciało, ale pod wodą, nawet z parą nóg, był całkiem niezłym pływakiem. Pomagał też sobie lekkim prądem wodnym, którym zabrał zamulającą za grupą trupią autostopowiczkę. Popatrzył w bok na Krakenię nie rozumiejąc czemu tak na niego patrzy. Oby to nie było przez te spodnie, których musiał pilnować i ciągle podciągać, bo w pasie były zdecydowanie zbyt luźne - szczególnie, że były lniane, a len, jak wiadomo, strasznie żłopał wodę.
Avatar użytkownika
Peter
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Marvel, Eleanael, Night, Norion,
Rasa: Tryton
Aura: Aura charakteryzuje się średnią siłą, jej obsydianowa poświata natomiast wciąż jest całkiem jasna. Powłoka prezentuje wiele różnych odcieni, w jednym miejscu jest żelazna, kawałek dalej gładko przechodzi w platynę, a następnie srebro. Tu i ówdzie widać tez spore kobaltowe łaty przyozdobione miedzianymi zawijasami. Niesie ze sobą cichy, aczkolwiek stanowczy szmer wody i zawodzenie wiatru. Czytając emanację, można także wyczuć przenikliwą wilgoć, która wręcz idealnie wkomponowuje się w morską woń. Powierzchnia natomiast ma to do siebie, iż jest całkiem twarda, choć miejscami bywa miękka. Ponadto posiada sporą elastyczność, dzięki której prezentuje łuskowate, ostre zakończenia pokryte aksamitnym meszkiem. Lepi się nieznośnie do podniebienia i równocześnie jest na tyle sucha, że wywołuje silne pragnienie.
Wygląd: Peter to wyjątkowo urodziwy i przystojny mężczyzna. Wysoki, o gładkiej, niepoharatanej cerze, która nigdy nie widziała zarostu. Posiada długie, lekko pofalowane kruczoczarne włosy, które swobodnie opadają mu na barki. Tęczówki oczu trytona zmieniają kolor w zależności od kąta padania światła i jego intensywności. W nocy są czarne, w świetle świecy, bursztynowe - lub jak kto ... (Więcej)

Postprzez Xenja » Pn lut 11, 2019 11:13 pm

Amadea spojrzała na Krakenie i skrzywiła się nieco, wzruszając ramionami. Nie miała pojęcia, kto mógłby stworzyć to miejsce, zwłaszcza że ostatnio częściej przebywała na pokładzie albo pływała na powierzchni, a nie przy dnie.

- Ja tam nie wiem – dodała, by nie było wątpliwości co do jej postawy na ten temat. Wiele lat minęło, jak ostatnio mieszkała wśród swych pobratymców. Nie miała jednak najmniejszej ochoty tego stanu zmieniać.

Gdy nieumarła wystąpiła z propozycją, Xenja nim zadecydowała, musiała się chwilkę zastanowić. Piraci to nie bohaterzy, nie przyszli tu uratować jakichś obcych, tylko Ivana. Z drugiej jednak strony, może to by się opłaciło w tej sytuacji.

- Uważam, że najrozsądniej będzie wpierw znaleźć Ivana, a później możemy zajrzeć do reszty kopuł — stwierdziła przemieniona – Może mamy już pewność, że żyje, ale będę się czuła spokojniejsza, gdy będzie przy nas.

Tymczasem niedźwiedziołaczka próbowała przemówić naturiance do rozumu i uspokoić ją bez użycia siły, co było nie lada wyczynem. Na szczęście Olimpia była całkiem sprytna i choć Amadea wciąż pałała nienawiścią do trytona to pozostała na rzucaniu mu krzywych spojrzeń.

- To ciekawe, że masz czas droczyć Amadzie… - burknęła pod nosem, odpływając kawałek od naturianina.

Przy okazji zaczęła się zastanawiać, czy ten niewinny jak na Alis żart nie był przypadkiem po części trafiony. Nie chciała jednak nikogo martwić, a pozostała na przyglądaniu się temu obcemu, jak to zwykle robiła. Nie była impulsywna, lubiła działać powoli i dokładnie, a każdy jej ruch musiał być przemyślany.
Niespodziewanie po ocuceniu syrenki, elfka znów miała mieć styczność z tym syrenem. Westchnęła w myślach i spojrzała na niego pytająco.

- Nie ma sprawy – wbiła spojrzenie prosto w jego oczy, jakby chcąc się doszukać tego, co ukrywa. Nie powiedziała nic więcej. Zrobiło się dość niezręcznie, ale nie dla niebieskowłosej, ona często miewała takie chwile.

Na szczęście, wszelkie rozmowy, docinki i podejrzliwości przerwało wskazanie przez trytona miejsca, w którym być może znajdą w końcu morskiego elfa. Wszyscy więc jak na komendę zaczęli tam płynąć, jedni nieco wolniej, inni szybciej, ale każdy do celu.
Jednakże Rita i córki pani kapitan zatrzymały się nagle, gdy spostrzegły, że Krakenia jest na szarym końcu.

- Co on się tak na nią gapi? – spytała Asteria.
- Poradzi sobie, jeśli go nie będziemy denerwować – uparła się Arista.
- Co za tchórz, ja bym tam do niego popłynęła i mu wygarnęła, co sądzę o takim zachowaniu.
- Dziewczyny, najlepiej będzie, jak zostawicie to dorosłym, płyńmy już… - Ricie udało się powstrzymać kolejną awanturę, tym razem z udziałem zadziornej rogaczki, która w tej chwili chyba miała ochotę brać przykład z syreny.

Serpens słysząc słowa dziewczyn, zawrócił do zjawy i podał jej pomocną dłoń. Nie pływał tak dobrze, jak mieszkańcy oceanów, ale dość dobrze by pociągnąć nieumarłą na tyle szybko, aby w niedługim czasie dotrzeć do reszty. Nie miał pojęcia, że to nie tylko dzięki jego umiejętnościom tak szybko dołączyli, a też przez prąd wodny wywołany przez trytona. Przy okazji rozejrzał się za jego ukochaną, bo zniknęła mu z oczu. Dopiero po chwili zobaczył jak maie podpływa do trytona.

- Ułh… - skrzywiła się, widząc jak Peter upada na trupa w pozbawionej wody bańce, nie zbliżała się za bardzo, była ciekawa, co kombinuje.

Jednakże to, co zobaczyła, kompletnie zbiło ją z tropu. On po prostu ukradł trupowi gacie i je założył. Nie była pewna czy to potępić, czy wybuchnąć śmiechem. Ostatecznie cmoknęła z dezaprobatą i pokręciła głową.

- Hej, szkieletoporty! – zawołała z lekkim uśmiechem – tylko nie zostań w tyle z tymi nóżkami – dodała zawadiacko i po kilku silniejszych machnięciach ogona dotarła do reszty, prawie na sam przód załogi, tuż obok pani kapitan.

Minęła dłuższa chwila, nim dotarli do kopuły, pod którą widniał wrak statku. Okazało się, iż była nieco dalej niż można by przypuszczać. Wszyscy w końcu zatrzymali się na dnie tuż przed kopułą. Pani kapitan weszła pierwsza. Szybko poczuła ciężar mokrych włosów, a bańka dostarczająca jej tlen zniknęła. Podobnie stało się z całą resztą. Jednakże mimo obaw niebieskoskórej pod tą kopułą dało się oddychać tak samo dobrze, jak z pomocą magicznych baniek. Możliwe, że działała na tej samej zasadzie.

- IVAN?! – krzyknął upadły, licząc, że może coś to da. Niestety odpowiedziała mu cisza.
- Może jest nieprzytomny albo nas nie słyszy – wtrąciła się smokołaczka.
- Zajrzyjmy więc do tego wraku – stwierdziła fellarianka rozwijając skrzydła i wlatując do środka porzuconego statku przez dziurę w burcie.
- Jak zwykle w gorącej wodzie kąpana… - maie skrytykowała czerwonoskrzydłą.

Po chwili ciszy reszta również weszła do wraku. Zastali tam stojącą jak słup soli naturiankę. Patrzyła się w nieprzytomnego morskiego elfa, który był skuty łańcuchami, a na jego ciele było wiele nacięć. Kawałek obok niego leżały spore małże, który były tu używane niczym małe miseczki lub talerz. W nich widniało kilka białych kosmyków, wyrwany… paznokieć, kawałek precyzyjnie wyciętego płatu skóry, na szczęście niewielki. Dodatkowo obok widniała również przeźroczysta fiolka ze szkarłatną cieczą.

- Rety, Ivan… - wróżka do niego podleciała i próbowała go jakoś obudzić.
- Nie wiedziałem, że mieszkańcy głębin są tak okrutni – stwierdził Sergiej.
- Pierwszy raz coś takiego widzę! – oburzyła się czarnołuska.
- Ej, spójrzcie na to – Róża odgarnęła kilka kosmyków Ivana, ukazując delikatne szramy przy uchu, jakby ktoś oznaczył sobie, gdzie ma zacząć ciąć.
- Nie ma co zwlekać, trzeba go stąd jak najszybciej zabrać. Dezyderio, postaraj się go rozkuć. Nikodemia, Selina, jak tylko wyjdziemy z kopuły, odtwórzcie bańki z powietrzem.
- Tak jest – zawołały jednogłośnie.
- Pani kapitan… - zaczął wampir, który wraz z Eneaszem wyglądali poza wrak.
- Tak, Edmundzie?
- Wygląda na to, że mamy towarzystwo, nadpływają jakieś trzy trytony.
- Jest z nimi też jakaś syrena – dodał lisołak.
- Do kroćset, Deźka jak ci idzie?! – zaniepokoiła się czteroręka, próbując jakkolwiek pomóc.

W tym czasie reszta albo próbowała ocucić elfa, albo znaleźć jakąś kryjówkę, inni zaś szykowali się do bitki, która była bardzo prawdopodobna, jeśli chcieli wypłynąć jeszcze kiedyś na powierzchnie. Selina próbowała podleczyć Ivana, ale jej czary nie funkcjonowały w tej bańce więc byli w dość nieciekawej sytuacji.
Avatar użytkownika
Xenja
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Sakura, Imelda, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira,
Rasa: Przemieniona z mrocznej elfki
Aura: Średniej siły aura prezentuje się jako tracący połysk, cynowy przestwór ciepłego oceanu, który sięga tak daleko, że jego końca nie może uchwycić nawet najbardziej wyczulone oko. Po giętkich falach płynie majestatycznie, choć niepokojąco szybko, złoty galeon o twardych i wytrzymałych burtach i ostrym dziobie pewnie przecinającym niespokojną powierzchnię wody. Jego żagle zrobione są z lekko szorstkiego materiału w kolorze żelaznym, choć nie przykuwają uwagi tak jak pełna życia szmaragdowa poświata, od której oddziela się swawolna i lepka nić czystego topazu. W powietrzu unosi się trudny do sprecyzowania zapach, który zdawałoby kojarzy się z morzem, ale nie można być tego do końca pewnym, gdyż zaraz potem na myśl przychodzi las… tak więc pozostaje on do końca zagadką. Znacznie łatwiej jest z dźwiękami, gdyż te są wyraźne i na szczęście dla co mniej doświadczonych - nieliczne. Tylko czasami ciche, to nasilające się to słabnące brzęczenie zakłócają wesołe głosy wymieszane ze śmiechem dzieci, jakby statek był pełen przeróżnych, rozradowanych istot. W smaku aura jest przejmująco gorzka, z delikatną pikantną nutą dodającą jej specyficznego charakteru.
Wygląd: Xenja jest niewątpliwie osobą zwracającą na siebie uwagę praktycznie już z daleka, czego efektem jest ciążąca na niej klątwa. Ponadto jest naprawdę wysoką osobą (1,9m), o szczupłej sylwetce z wyraźnie zarysowaną talią. Jej skóra jest całkowicie sina, wręcz niebieska. Kolejną rzeczą, na której wiele osób od razu skupia wzrok to dodatkowa para rąk, wyrastająca bardziej z ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Jadeitowe Wybrzeże

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron