[Wyspa] Pierwszy śnieg.


Bajkowe wybrzeże Oceanu Jadeitów. Jego nazwa wzięła się od koloru jakim promieniuje. Znajdziesz tu plaże ze złotym piaskiem, palmy i rajskie ogrody. Palące słońce rekompensuje cudowna morska bryza.

Postprzez Callisto » N sty 06, 2019 3:40 pm

- Oni są obrzydliwi.
- Wiem, już mówiłeś.
- Jak zgniłe mięso.
- Podejrzewam, że tym właśnie są. Wybacz smoku, ale nie mam czasu na pogaduszki.

        Thor z niesmakiem wciąż oblizywał pysk, krzywiąc się, jakby coś stanęło mu w gardle, i najwyraźniej ani myśląc brać dalej udział w walce. Callisto wiedziała jednak, że basior po prostu zdaje sobie sprawę, że poradzą sobie sami, a tych, którzy atakowali jego, po prostu tratował, ubijając wielkimi łapami czaszki, aż nie pękły pod jego ciężarem. Półelfka ledwie opanowywała rozbawienie, wciąż czując w głowie wilcze niezadowolenie.
Sama oszczędzała strzały, przynajmniej na tych, którzy byli blisko burty. Strzelała tylko, gdy widziała, że będzie mogła odzyskać pocisk, w innych wypadkach dobiegała, z nieprzyjemną łatwością i mlaśnięciem ładując nóż aż po rękojeść w głowy potworów.
- Obrzydliwe – mruknęła, mimowolnie powtarzając po przyjacielu.
Kolejne dwie pokraki skoczyły w jej kierunku. Jednego odepchnęła kopniakiem, drugiemu wycinając dziurę w potylicy, jednak gdy obróciła się za pierwszym napastnikiem, ten znajdował się podejrzanie blisko medyka, który znalazł się nagle za jej plecami. Złapał Kvasira, przyciskając go do ściany i półelfka nie traciła czasu na dobieganie do nich z nożem. Skoczyła tylko w bok, w biegu naciągając łuk i posłała strzałę wprost w głowę potwora. Musiała tylko zmienić kąt, by nie przeszyć również medyka. Krew i maź chlusnęła na twarz mężczyzny. Dobiegła do niego akurat, gdy odrzucał martwe ciało na bok. Uśmiechnęła się na wyrazy wdzięczności.
- Panno – poprawiła Kvasira i puściła do niego oko.
Na prośbę skinęła tylko głową, zakładając łuk na powrót na plecy i zbiegając lekko po schodach. Jej głos Rossa nie zatrzymał, mało kogo słuchała. Poczekała tylko aż panowie się dogadają, zerkając na nich przez ramię, po czym ruszyła przodem ze sztyletem w dłoni.
        Razem z Kelsierem u boku pozbyli się pozostałych potworów zalegających pod pokładem. Wąski korytarz działał na ich korzyść i gdy szli przodem mogli zabić wszystko, co wyskakiwało na ich drogę, także do Kvasira nie docierały tym razem nawet strzępy padających martwo stworów. Półeflka zaś przekraczała zwłoki i szła dalej, stopniowo oczyszczając kajuty i korytarze. Przy okazji zwiedziła sobie statek.
Najgorzej było w ładowni. Mrowie poczwar znalazło tam większą przestrzeń i mnogość kryjówek, dlatego rudowłosa kazała medykowi iść po swoje leki, podczas gdy ona z kocurem oczyszczą ostatnie pomieszczenie. Gdy było już po wszystkim, Callisto wytarła nóż o jakąś szmatę i schowała go do pochwy, rozglądając się po ładowni. Z ciekawości zerknęła na towar wieziony Kaprysem i wyszczerzyła się wesoło, spoglądając na Kelsiera.
- Od wyboru do koloru.

        Na pokład wyszła odziana w długi płaszcz, sięgający jej aż za kostki. Pozornie cienki, ze sztywnej brązowej skóry, w rzeczywistości podszyty futrem z szynszyli, co ukazywało się gdy łomotały poły niezapiętej odzieży. Ogromny kaptur spoczywał jeszcze na plecach elfki, przykrywając częściowo kołczan i uwidaczniając tylko pęk strzał, gotowych do natychmiastowego wyjęcia. Poza nim i łukiem widać było też rękojeść miecza – elfka najwyraźniej miała ze sobą już cały swój arsenał, bo i przy biodrach przytroczonych było więcej ostrzy niż zazwyczaj. Buty złodziejka miała lekko rozsznurowane, by zmieściły się tam dodatkowe ciepłe skarpety, sięgające nieco ponad cholewę. Pierwsze płatki śniegu spadały na rozrzucone na ramionach i kapturze rude loki, które przyjemnie dla oka komponowały się z szarawobiałym puchem.
- Pozwoliłam sobie pożyczyć jeden z płaszczy. Jak nie zakrwawię, to oddam. – Uśmiechnęła się kątem ust, mijając Ijumarę i zmierzając w stronę drepczącego wzdłuż bandy wilkora.
- LĄD!
- Tak, wiem. Nareszcie!
- Co, znudziły ci się przygody na dużej wodzie?
- Zdecydowanie.
- Już nigdy więcej nie wsiądę na żadną łódkę, nawet dla ciebie Kelpie. Ani mi się waż!
- Thor, skarbie, zdajesz sobie sprawę, że jeszcze musimy jakoś wrócić na kontynent?
- …

Półelfka zaśmiała się wesoło i zgrabnie przeskoczyła bandę, lądując na wiszącej na wysokości niewielkiej łódce. Basior chwilę krążył niepewnie z opuszczonym łbem, łypiąc nieufnie na „jeszcze mniejszą łupinę”, ale w końcu i on zasadził potężny skok, sprawiając, że szalupa zachwiała się, przyprawiając Thora o gardłowy warkot, a jednego z marynarzy o większy strach w oczach na widok wilkora niż wcześniejszych potworów.
- Na ląd! – zawyrokowała rudowłosa po kapitańsku, szczerząc się wesoło do szybko opuszczającego łódź mężczyzny.

        Basior nie wytrzymał i wyskoczył z szalupy jeszcze dobry kawałek od brzegu, pędząc w dzikich podskokach w stronę plaży a później lądując pyskiem w śniegu, który pokrywał piasek, brnąc przez niego niczym lodołamacz. Kelpie podśmiewała się pod nosem, ale oczy jej błyszczały na widok spowitych białym puchem drzew, ciągnących się przez wyspę jak okiem sięgnąć. Za nimi górowały szczyty, których wierzchy były tak wysokie, że znikały w chmurach. Z tych zaś niezmiennie prószył biały śnieg, topniejąc powoli na policzkach i rzęsach zadzierającej głowę dziewczyny.
- Panienka nie wyskakuje, jak ten wilk, zaraz dociągnę łódź – rzucił marynarz, spoglądając jeszcze z lękiem na basiora, ale ten leżał ukontentowany na plaży, z pyskiem pokrytym stertą śniegu.
- Podoba mi się ten biały puch.
- Mi też. Chociaż bez tego płaszcza bym zamarzła.

        Chłopak wyskoczył z łodzi i z pomocą drugiego marynarza dociągnęli szalupę do brzegu tak, że Callisto stanęła na plaży już suchą nogą. Razem z nią zostało kilku marynarzy, by zgodnie z rozkazami odszukać źródło pitnej wody, ale teraz jeszcze pomagali wypchnąć łódź z powrotem na głębszą wodę. Rudowłosa zaś ignorowała zarówno mężczyzn, jak i tarzającego się w śniegu basiora.
- Kelpie?
- Nie atakuj
– rzuciła ostrym tonem, wiedząc, jak basior reagował na zagrożenia.
Oczywiście miała rację i wilk zerwał się na równe nogi, opuszczając łeb, tuląc uszy do karku i warcząc gardłowo, podczas gdy sierść jeżyła mu się na grzbiecie. Callisto była pewna, że to wystraszyło towarzyszących im marynarzy bardziej niż to, na co spoglądała dziewczyna.
Na brzegu bowiem, poza śniegiem, powitało ich dziecko. Elficki chłopczyk, widocznie młody, jednak wzrostem dorównujący niemal Rashess, która stała z lekko rozłożonymi na boki rękami, by pokazać, że nie stanowi zagrożenia. Dzieciak dzierżył bowiem w dłoniach łuk i strzały.
- Niech nikt nie atakuje! – rozkazała surowo, a na ton jej głosu chłopak natychmiast podniósł łuk. Naciągnął cięciwę jednak równo z rudowłosą, która błyskawicznie sięgnęła po swoją broń. Stali teraz naprzeciw siebie, mierząc do siebie nawzajem w czystym przejawie impasu.
- Gelyn! – krzyknął elf, strzelając spojrzeniem po wszystkich wokoło.
- Ffrind – odparła Callisto donośnym głosem.
- Co on powiedział?
Kelpie potrząsnęła głową, słysząc pytanie zarówno mentalne od Thora, jak i wykrzyknięte przez któregoś z marynarzy.
- Nie ruszać się! – syknęła ponownie i spojrzała na wahającego się elfa. Ten zaś mierzył na zmianę w nią i w mężczyznę, który się odezwał.
- Nid ydym yn elynion.
- Pwy ydych chi?
– odkrzyknął młodzik, robiąc krok w przód.
- Ni fyddwn ni'n eich brifo – mówiła głośno, po czym powoli poluzowała cięciwę. Młodzik nie spuszczał z niej oczu.
- Co robisz? Zastrzel go!
Jeden z marynarzy zrobił krok w stronę chłopaka, sięgając po nóż i to był błąd. Callisto zaklęła i pchnęła go w bok, a w tym samym momencie strzała przeszyła miejsce, w którym przed chwilą stał. Rudowłosa i młodzik naciągnęli łuki w tym samym momencie, ale Rashess była szybsza. Strzała przebiła pierś młodego elfa nim ten zdążył wypuścić kolejny pocisk. Chłopak powoli zluzował cięciwę i spojrzał w dół, zdziwiony widokiem drzewca tkwiącego w jego sercu, po czym podniósł wzrok na zbolałą twarz Kelpie.
- Gadewch i mi – szepnęła.
- Rwy'n maddau – odpowiedział chłopak.
Później jego oczy zamknęły się powoli i elf osunął się na ziemię. Łuczniczka nie patrzyła już, jak śnieg powoli barwi się na czerwono, tylko doskoczyła do marynarza i nie bacząc na to, że Ijumara jest już z nimi na lądzie, przywaliła mu pięścią w szczękę. Facet cofnął się o krok, spoglądając zaskoczony na dziewczynę, podczas gdy ta przywaliła mu z drugiej strony.
- Co robisz, wariatko, odbiło ci?!
- Powinnam była pozwolić mu cię zastrzelić! Przez ciebie ten chłopak nie żyje – warknęła, zadzierając głowę, by spojrzeć na wyższego od niej mężczyznę. Z jej oczu ział chłód. – I jeśli jego ludzie postanowią nas teraz zaatakować, to będzie twoja wina – syknęła i odepchnęła go od siebie, ruszając wściekła w stronę Thora. Dopiero wtedy spostrzegła kapitan statku i pozostałych. Ramiona opadły jej bezradnie, a złość opuściła oblicze, pozostawiając tylko beznamiętną maskę, kryjącą żal rozrywający jej serce.
Avatar użytkownika
Callisto
Czarny Kot
 
Inne Postacie: Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki,
Ranga: Obrazek
Rasa: Półelf (leśny - po matce), półczłowiek (po ojcu)
Aura: Emanacja nie zachwyca siłą, ponieważ nie jest ona zbyt duża, nawet nie przeciętna, tylko słaba. Już z oddali z łatwością można wyróżnić spore żelazne plamy na jej powłoce zdające się pokrywać ją całkowicie. Jednakże tu i ówdzie widnieją również barachitowe ślady, a na szczycie ktoś rozsypał odrobinę miedzianego pyłku. Całość otula jasne szmaragdowe światło sprawiające, iż aura olśniewa swym blaskiem. Nie słychać żadnych dźwięków, jednakże można poczuć przyjemną i delikatną woń lasu. Powierzchnia jest bardzo elastyczna, gnie się na różne strony i grozi swymi niezwykle ostrymi zakończeniami, gdy tylko ktoś skuszony jej niebywałą aksamitnością ośmieli się podejść zbyt blisko. W smaku lepi się niemiłosiernie, skleja wargi, od czasu do czasu w najmniej spodziewanym momencie robi się sucha tak bardzo, że wywołuje pragnienie.
Wygląd: Niewysoka, raptem 168 cm wzrostu, postać w płaszczu podróżnym zapiętym luźno na klamrę przy szyi i kapturze na głowie, rzucającym cień na prawie całą twarz. To pierwsze wrażenie jakie sprawia Callisto. Stara się nie rzucać w oczy. Znacząco spiczaste uszy ukrywa zazwyczaj pod kurtyną gęstych, płomiennie czerwonych włosów, które w tym stroju stanowią jej jedyny element ... (Więcej)

Postprzez Kelsier » Pt sty 11, 2019 10:05 pm

Rozprawili się z potworami na pokładzie, jednak nie oznaczało to końca kłopotów i walki z nimi. Kotołak został przydzielony do niedużej grupki, która zeszła pod pokład i zajęła się wszystkimi stworzeniami, które znalazły się właśnie tam. Szedł z przodu, tuż obok Callisto – zabijali wszystkie potwory, na które się natknęli i które ich zaatakowały, przy okazji mogli też sprawdzić szkody, jakie wyrządzili ryboludzie. W ładowni, do której dotarli na końcu, znaleźli największą grupę poczwar, jednak ich także się pozbyli. Później, gdy już zrobiło się spokojniej, Kelsier na własnej skórze poczuł, że powietrze nagle zrobiło się zimniejsze. Idąc za przykładem Callisto, także znalazł sobie jakieś cieplejsze ubranie.
Buty i spodnie miał te same, jednak – gdy już wyszedł na pokład – górną część jego ciała chroniła skórzana kurtka podszyta wewnątrz futrem zapewniającym ciału ciepło i z kapturem, który w środku także miał futro, jednak wyglądało ono na cieńsze niż to niżej. Rękawy dobrze przylegały do ciała, jednak przez ocieplenie nie robiły tego tak bezpośrednio, jak zwykła skórzana kurta, dlatego też nie podkreślały niczego. Miał jeszcze do wyboru dłuższy i podobnie ocieplony płaszcz, jednak wydawało mu się, że krótsza kurtka bardziej do niego pasuje. Mógłby nawet zapytać Ijumarę lub Callisto o ich zdanie i o to jednak… ubranie to nosi przecież po to, żeby było mu ciepło, a nie po to, żeby dobrze wyglądać. Dlatego też zrezygnował z takiego pomysłu.
Szybko zauważył zmianę otoczenia i to, że dopłynęli do wyspy, a niebezpieczne skały zostawili za sobą. Sama wyspa też była dość ciekawa, bo nawet teraz było widać, iż jest ona pokryta śniegiem i możliwe, że spadnie go jeszcze więcej, bo jego płatki unosiły się w powietrzu, powoli spadając na pokład Kaprysu, wodę, wyspę i także na członków załogi statku.

Kotołak pokręcił się jeszcze chwilę po statku, jakby upewniając się, że na pewno pozbyli się zagrożenia ze strony tamtych ryboludzi. Dopiero po tym, jak się upewnił, był gotów na to, żeby zająć miejsce w łódce robiącej zresztą drugi kurs w stronę lądu. Nie wiedział, co działo się na brzegu wyspy, bo gdy zauważył tam zamieszanie, to sytuacja tamta już trwała. Widział, jak naprzeciw Callisto i Thora stoi jakaś niska postać, chociaż dopiero na plaży mógł poczuć napięcie związane z całą sytuacją – gdy już łódka przybiła do plaży, a on mógł z niej wysiąść i dołączyć do pozostałych. Chociaż… wtedy i tak było już po jakiejkolwiek akcji, mimo to napięcie i tak wzrosło, a gdy podszedł bliżej Callisto, mógł zobaczyć dlaczego. Stało się coś, co sprawiło, że musieli zabić tego chłopca. Oczywiście, widział też, jak rudowłosa rusza w stronę jednego z marynarzy i zaczyna go bić. Wątpił, żeby zrobiła to bez powodu, więc mężczyzna musiał zrobić coś, co sprawiło, że dziewczyna zareagowała właśnie w ten sposób. Z tego, co powiedziała, także mógł wyciągnąć kilka informacji i dowiedzieć się też, dlaczego pobiła tego marynarza.
Chciał coś powiedzieć, jednak ostatecznie pozostał cichy, po prostu stojąc gdzieś z boku i obserwując sytuację, analizując ją i także przygotowując różne scenariusze, dołączając do nich różnorakie niebezpieczeństwa, na które może się tu natknął. Źle zaczęli i chociaż była to wina wyłącznie jednej osoby, to cała grupa może zostać uznana za wrogą przez tych, którzy zamieszkują wyspę, a wtedy będą musieli się bronić i zabijać mieszkańców. Nie znali ich liczebności, nie wiedzieli, jaką bronią dysponują i nie wiedzieli też, czy wśród nich są osoby posługujące się magią, którą także mogliby walczyć. Niewiedza związana z potencjalnymi przeciwnikami nie jest czymś dobrym. Co prawda Kelsier liczył na to, że mimo wszystko nie będą musieli z nimi walczyć… jednak na scenariusz związany z walką także trzeba być przygotowany.
         – Nieciekawie się zaczęło – mruknął cicho, co mogło oznaczać, że mówił wyłącznie do siebie. Ewentualnie wyrażał swe myśli na głos i nie przejmował się tym, że oprócz niego może ktoś jeszcze je usłyszy.
Nie spodobał mu się też podejrzany szelest, który dotarł do jego uszu chwilę później, jednak to równie dobrze mogłoby być jakieś zwierzę… albo ktoś, kto towarzyszył temu chłopakowi i teraz zerwał się, żeby pobiec do miejsca, w którym mieszkali i poinformować pozostałych o tym, co się stało. Kelsier stał w miejscu, zamyślił się trochę i czekał też na jakiś rozkaz do wymarszu lub coś podobnego. Wydawało mu się, że powinna go wydać Ijumara – mimo wszystko ona była kapitanem na statku i także kapitanem własnej załogi, która powinna jej słuchać nawet na lądzie.
Avatar użytkownika
Kelsier
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron, Nimroth,
Rasa: Kotołak
Aura: To jeszcze bardzo świeża, aczkolwiek niebywale żwawa aura. Na zmianę to wciąż przemieszczają się i zakleszczają barwy cyny, żelaza czy też barachitu, a wszystko to pod otoczką dyskretnej poświaty koloru obsydianu. Jest ona bardzo cienka, jakby w każdej chwili mogła się jeszcze zmienić. Pulsuje adrenaliną roznosząc dalekie echo oraz pachnie przyjemnym, kocim futrem. Każda próba ucisku kończy się głębokim wklęśnięciem unikając przy tym szybko i sprawnie czytelnika, który z pewnością doceniłby twardość emanacji. Wypełniona ostrymi krawędziami i gładkich bokach smakuje niebywale łagodnie. Na języku poczuć można również gorzkość czy też lepkość dzięki czemu uzyskuje miano tajemniczej.
Wygląd: Kotołak to wysoki, mierzący sobie niewiele ponad 6 stóp, mężczyzna, który wygląda nieco młodziej, niż wskazywałby na to jego wiek, a przez to też trudniej jest stwierdzić, iż niedługo dobije czterdziestu lat. Jego sylwetka ma typowe cechy sylwetki kotołaków- Kelsier jest szczupły, prężny i zwinny, a przy tym dobrze zbudowany, umięśniony i przystojny. Nietypowy kolor jego ... (Więcej)

Postprzez Kvaser » Śr lut 27, 2019 11:50 pm

Kvaser trzymał się na tyłach buszującej po dolnym pokładzie drużyny. Starczyło mu jeszcze sił na kilka zaklęć, ale już w tym momencie czuł, że jest to co najmniej igranie z losem. Zdał się na wyostrzone zmysły zmiennokształtnego oraz półelfki, którzy sprawnie radzili sobie z niedobitkami. Poza tym doskwierał mu jeszcze jeden problem – pulsująca bólem ręka.
Gdy Callisto kazała pójść uzdrowicielowi po leki, ten nie myślał o jakimkolwiek sprzeciwie. Z wielką ulgą skierował się do większego pomieszczenia, w którym trzymał skrzynie z asortymentem medycznym, a i też które prowadziło do jego ciasnej, lecz wystarczającej kanciapy.
Czarodziej głęboko odetchnął opierając się o framugę drzwi, po czym pośpiesznie skierował kroki do swojej klitki. Wpadł do niej na tyle gwałtownie, że aż zakręciło mu się w głowie. Wsparł się o biurko, ale zaraz oderwał się od niego klnąc pod nosem i obejmując palcami ranne ramię. Mocno zacisnął powieki, a usta starały się nie rzucać cholerami na prawo i lewo. Miał wrażenie, że zaraz rozerwie mu całą kończynę od środka. W końcu otworzył oczy i z pełnym opanowaniem sięgnął sprawną dłonią do szuflady. Otworzył ją i wówczas spokój na dobre zagościł w jego sercu. Przynajmniej na chwilę.
Kapłan wyjął z biurka niewielki, zniszczony notatnik. Okładka budziła lęk - od razu wiadome było, że jest zabezpieczona zaklęciem lub ma coś wspólnego z magią. Morda stwora na miarę lwiego pyska, tylko bardziej zdeformowanego i demonicznego - którego długi jęzor trzymał ściśle kartki, aby nikt go nie otworzył - trwała zastygła w bezruchu niczym dobrej jakości ususzona mandragora. Mimo potworności Kvasir spoglądał na przedmiot z dziwną mieszanką uczuć – żalem i gniewem, radością oraz ulgą.
Mężczyzna wyprostował się i schował notatnik do kieszeni, gdy kroki Callisto oraz Kelsira stały się wyraźniejsze. Przytaknął wystawiając głowę z kajuty, gdy został poinformowany o wyczyszczeniu terenu, po czym zaczął się szykować do pomocy rannym. Najpierw jednak musiał ulżyć sobie. Nie wiedział na ile było to mądre postępowanie, ale rwący ból był niezwykle uciążliwy, stąd też czarodziej upuścił sobie odrobinę krwi mając nadzieję, że to choć trochę zmniejszy ciśnienie wewnątrz organizmu a co za tym idzie - cierpienie. I faktycznie – TROCHĘ pomogło, choć lepiej tak niż w ogóle. Opatrzył się, zabandażował, jednak dłoń nieustannie mu drżała, jakby stał w środku lasu, na mroźnym śniegu, w samych kalesonach. A skoro o tym mowa, na górnym pokładzie faktycznie mógł tłumaczyć drżącą rękę zimnem.
Kapłan cofnął się po ciepłe ubrania modląc się do Prasmoka o cierpliwość, której tak nagle zaczęło mu brakować. Poczucie irytacji też było dla niego dziwne, irytował się samą irytacją, a to sprawiało, że ten dzień powoli zaliczał się do tych nieudanych.
Potem przyszło leczenie. Miał w planach jeść i pić w momencie opatrywania ran, lecz pierwsze przypadki były poważniejsze niż zakładał. Tak więc zmęczony i głodny, a w dodatku nieprzyzwyczajony do tego, że takie codzienności potrafią aż tak denerwować, musiał radzić sobie z szyciem drżącą się niczym duszona na brzegu ryba dłonią. To nie mogło się udać.
Tak więc na początku Kvaser wypadł źle. Nawet był bliski tego by unieść głos, ale w ostatniej chwili pradawny zaczął wspominać lekcje filozofii, czy tam medytacji, czegokolwiek co pozwoliłoby mu zachować cholerny spokój i nie bawiąc się w żadnego boga zawołał jednego z marynarzy do pomocy. Całkowicie oddany zadaniu nareszcie zapomniał o hałasie i mógł już właściwie samodzielnie pracować, ale zamiast tego postanowił przyspieszyć akcję zaczepiając kilku załogantów do opatrywania mniejszych obrażeń, które wymagały dezynfekcji i skrawka bandażu. Kvaser wszystko nadzorował, podawał odpowiednie środki i tylko rzucał przez ramię „zakropl”, „przetrzyj”, „nasącz w misce” i tym podobne błahe powinności.
W panującym wirze usłyszał głos Iju wołającej jego imię. Można to nazwać zboczeniem zawodowym, bowiem odpowiedzią na wołanie Ijumary było „Czy pani kapitan jest cała i zdrowa? Czy coś się stało?”. I to pytanie przesiąknęła szczera troska, jakby przywołanie go do siebie wiązało się jedynie z leczeniem. Zdziwiona brunetka zaśmiała się zapewniając Kvasera o swoim jak najbardziej dobrym stanie zdrowia. Czarodziej prychnął rozbawiony i machnął dłonią na samego siebie.
Zainteresowanie sprawą rosło w nim z każdą chwilą, gdy oboje oddalali się od reszty załogi w ustronne miejsce. Kapłan zerknął na boki, po czym jego pytające spojrzenie spoczęło na pani kapitan.
- O... - odparł krótko po piśnięciu Ijumary, po czym wyraźnie rozluźnił ramiona. Już myślał, że popełnił jakiś błąd albo ktoś z załogi poskarżył się na jego sposoby leczenia. - Po prostu... - wydukał z siebie kłopotliwie, ale na szczęście dziewczyna była na tyle podekscytowana, że swoim słowotokiem średnio dała mu możliwość odpowiedzi. Szczególnie na koniec, gdy rzuciła się mężczyźnie na szyję.
Na twarzy Kvasera pojawiła się konsternacja. Dosłownie wmurowało go w ziemię (de facto w statek). Czuł ciepło płynące z jej ciała oraz pierwszy raz, od setek lat, uczucie zalewające gęstym, rozgrzanym i żelaznym płynem jego serce. Żar, jakaś nuta ekscytacji z powodu zbliżenia, a także najprostsza radość, która ujawnia się gdy ktoś najzwyczajniej w świecie wykonuje miły gest.
Kapłan delikatnie objął Ijumarę ranną ręką. Jego palce słabo spoczęły na drobnych, dziewczęcych plecach. Mimowolnie uśmiechnął się. Nastawił ucho do jej ust, jakby przyjaźnili się od tysiąca lat i takie ploteczki były u nich standardem.
- Tak? - spytał niby pól żartem, pół serio, a głos czarodzieja był ciepły równie mocno, jak jej oddech na jego skórze.
Kvaser na moment przymknął powieki słysząc w oddali nawoływanie skierowane do Ijumary. Spojrzenie lekarza na krótko spotkało się z nasyconymi oczami pani kapitan. Wpatrywał się w nie niedługo, ale intensywnie. Zawadiacki uśmiech kapłana zgasł, gdy w źrenicach dziewczyny dostrzegł własne odbicie. Znacznie wyraźniejsze niż kiedykolwiek.
Kapłan wolno i ostrożnie wycofał się z objęć Ijumary krzyżując nadgarstki za plecami. Zrobił to na tyle delikatnie by brunetka nie odebrała jego gestu jako ucieczki, lecz jako grzeczność.
- Oczywiście - przytaknął żegnając się z nią lekkim uśmiechem i jeszcze wpatrując się w panią kapitan do momentu, gdy zniknęła w tłumie.
Po tym małym incydencie, bardzo niegrzecznym zdaniem Kvasera ze względu na spoglądanie w oczy pani kapitan i dostrzeżeniu samego siebie(!), postanowił szybko odnaleźć w torbie jakiekolwiek narzędzie, w którym mógłby się przejrzeć i jakkolwiek by to nie brzmiało, to nie było w tym krzty narcyzmu. Pluł sobie w brodę za takie zachowanie, mimo że nie był pewien czy Ijumara dostrzegła jego zaniepokojenie, ale z drugiej strony nieczęsto (wbrew pozorom) widział swoją twarz, a już szczególnie w czyiś oczach. I jakbym mu coś nie pasowało, i jakby zaczął rozumieć te niektóre spojrzenia na sobie, gdy z torby wygrzebał lusterko do badania jamy ustnej. Właśnie tego dnia, pierwszy raz od setek lat, zaznał szoku. Jego oczy były nasycone piwną barwą zmieszaną z jarzącymi się na zielono przebłyskami. Kojarzyły się teraz z liściastym lasem, choć jeszcze niedawno przykrywała je gęsta i mleczna mgła każąca niektórym myśleć, że uzdrowiciel jest ślepy albo traci wzrok. Dzięki temu jego twarz nabrała zupełnie innego wyrazu. W ogóle nabrała wyrazu! A może tego wcześniej nie widział? Tych emocji, jakie zdradza podczas różnych sytuacji?
Nie. Wcześniej był niczym mur. Delikatne gesty nic nie zdradzały, a teraz marszczył czoło a jego oddech stał się płytki, jakby widział zupełnie innego człowieka. Z całym bagażem uczuć i doświadczeń.
Niemalże zszedł na zawał czując na ramieniu dłoń marynarza informującego go o tym, że ostatnia szalupa wypływa na ląd.
- Dobrze – powiedział krótko mag. - Wezmę tylko swoją szatę.
Uzdrowiciel wypłynął jako jeden z ostatnich. Milczał podpierając połowę twarzy na otwartej dłoni i wpatrując się w chłodną toń wody. Kiedyś równie nieme było jego spojrzenie. Jedynie szeptało szmerem kołyszącego się morza, teraz huczało wiatrem.
Kvaser okrył się kapłańską, niebieską szatą. Ta była lekka i zwiewna, wyszywana złotymi nićmi i z szerokim kapturem. Okrywała całe jego ciało, aż do kostek, a poniżej z reguły prezentowały się odsłonięte stopy. Teraz niezwykle cierpiał, gdy został zmuszony do porzucenia geta na rzecz ciepłych i mocno sznurowanych butów wyścielonych od środka futrem. Wysoka cholewa zakrywała łydki, a podeszwa była gruba i odpowiednio wyprofilowana by nie ślizgać się na lodzie. Spodnie z całej noszonej kolekcji były najcieńsze (nie licząc kapłańskiej szaty), ale nadal grubsze niż te, które w zwyczaju miał nosić. Skórzana kurtka, od środka również podszyta futrem, szczelnie przylegała do jego ciała. Na piersiach znajdowały się kieszonki więc schował do jednej z nich notatnik, który nie uwypuklał się. Pas ciężkiej i obładowanej lekarstwami torby przecinała jego tułów na ukos. Solidne rękawice z rozdzielonymi placami, gruby szalik oraz czapka z klapkami po bokach mieściły się w jednej, szarej kolorystyce. Dla Kvasera nie liczył się wygląd a funkcjonalność, poza tym i tak zakrywał go płaszcz, więc tym bardziej było mu wszystko jedno jak znoszone, czy jak kolorowe odzienie ma pod nim. Załoganci śmiali się, że z tą szatą wygląda jak zły czarnoksiężnik z Czarnych Gór.

Niestety na lądzie od razu przywitała go niemiła niespodzianka. Niezorientowany w sytuacji nie pytał, a podbiegł do chłopaka i przy nim uklęknął obracając rannego na plecy. Krew ściekła po ubraniu dzieciaka i przy okazji na starcie pradawny ubrudził rękawice. Kvasir cicho westchnął zdając sobie sprawę, że strzał był skuteczny. Władał tyloma siłami... Mógł zabić człowieka jednym marnym zaklęciem, zwykłą kulą energii, która zgniotłaby klatkę piersiową, ale nie potrafił przywracać funkcji życiowych. Ironia losu, móc stworzyć tkankę bez życia.
Mag wyciągnął dłoń by opuścić powieki chłopca cicho szepcząc:
- Niech Prasmok ma cię w opiece.
Ryzykował takim posunięciem. Równie dobrze ktoś mógł schować się w krzakach, a teraz go napaść, ale Kvaser posiadał ludzkie odruchy, który najpierw nakazywały mu pomóc a potem badać. Nie czuł się również na ten moment zobowiązany do wyrażania własnej opinii na temat zdarzenia, bo jakakolwiek by nie była wiedział jedno – stanąć po stronie kapitan. No... Chyba, że jego zdanie będzie się mocno z nim gryzło.
Na karku miał zresztą już blisko sześćset lat, z czego większość życia przespał bez uczuć, a takie sytuacje – czy tego chciał czy nie - często miały miejsce. Nie spoglądał na załogę, a jedynie rozejrzał się po okolicy szukając opiekuna chłopca.
Avatar użytkownika
Kvaser
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Frigg, Niviandi, Deithwen, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr,
Rasa: Czarodziej (syn ludzkiej kobiety oraz czarodzieja)
Aura: Jeżeli kiedykolwiek podejmiesz się czytania tej emanacji – uważaj! Jest bardzo silna i można odnieść niemal fizyczne wrażenie, że jest się przez nią przygniatanym do ziemi, wciskanym w glebę, jakby ktoś podniósł ciśnienie atmosferyczne. Jej kolor to pofalowana powierzchnia splotu dwóch nici: srebrnej i kobaltowej, zaś tak powstały materiał aury jaśnieje i lekko połyskuje, choć matowieje od swego centrum, poświatą o barwie delikatnego, ledwo dostrzegalnego szafiru. W nozdrzach rozpościera zaś gamę niezidentyfikowanych zapachów, choć spośród ich ogromu dostrzegalnie wyróżnia się woń starych ksiąg i wypalonego wosku ze świec. Wokół jej epicentrum roznosi się potężny pogłos gromów. Czasem wręcz można się zastanawiać, jak blisko jest burza, która niby nadchodzi. Po uczuciu lekkiego odrętwienia dochodzi się jednak do wniosku, że to nie piorun, a właśnie dźwięk niedalekiej aury. Gdy się wsłuchasz zaś w nią dostrzeżesz to nasilający się, to zanikający, pojedynczy, buczący ton, który niemiłosiernie brzęczy. Dopiero pod nim ukryte są głosy i dźwięki, których nigdy się wcześniej nie słyszało, zupełnie obce i niezidentyfikowane. W dotyku jest przede wszystkim niesamowicie, wręcz niebezpiecznie ostra, nieco twardawa na krawędziach, zaś poza nimi nieco giętka. Wokół natomiast zdaje się być niezwykle gładka, choć to może być jedynie złudzenie spowodowane ostrością. Na języku również pozostawia lekko gorzki smak, choć pierwszym aromatem docierającym do czytającego jest jej łagodność.
Wygląd: Wygląd ma bardzo ludzki, nie odbiegający od normy. Ciepły odcień karnacji łączy się z ciemno-brązowymi, krótkimi włosami, które nadają łagodności mężczyźnie. Piwna barwa oczu idealnie współgra z tą paletą barw, chociaż bardziej ukierunkowały się w koloryt zieleni i złota. Są jasne, choć lepiej pasuje tu określenie "blade", i na swój sposób zimne, ... (Więcej)

Postprzez Ijumara » Pt mar 01, 2019 8:00 pm

        - Wyglądasz szałowo! - oświadczył z olbrzymią ekscytacją Ijumara, gdy Callisto zaprezentowała jej się w pożyczonym płaszczu. Nie przejęła się w ogóle, że półelfka wzięła coś bez pytania z jej ładowni i tylko przeprosiła po fakcie, że być może ubranie zniszczy się w trakcie drogi - liczyło się to, że ruda wyglądała w nim naprawdę wspaniale, jakby był specjalnie dla niej szyty! A jeśli klient się nie doliczy… Coś wymyśli, będzie się tym przejmować po tym jak wrócą z tej przygody. Była tak podekscytowana!
        Wyglądu Kelsiera Iju nie skomentowała, powiodła jedynie za nim spojrzeniem, które mówiło absolutnie wszystko - kurtka była zdecydowaniem dobrym wyborem i to wcale nie przez to, że był praktyczniejszy…

        - Och, co?
        Ijumara zamrugała z zaskoczeniem, gdy Kvasir zapytał ją o stan zdrowia. Dopiero po chwili dotarło do niej, że przecież medyk był zajętym dokładnie tym, do czego został najęty - opatrywaniem rannych. Pewnie był w amoku pracy i stąd to pytanie o samopoczucie… Ale to było bardzo urocze, że tak się troszczył!
        - Och, nie, nic mi nie jest - zapewniła, już nie dodając, że to również dzięki niemu była cała i zdrowa, bo tak bohatersko osłonił ją przed atakiem. Chciała z nim rozmawiać o czym innym, a miała mało czasu, dlatego szybko przeszła do rzeczy. Niestety nie zdążyła przekazać wszystkiego co chciała, bo zaraz ktoś zaczął jej szukać. Z lekko nadąsaną miną spojrzała w stronę, z której ją wołano, po czym obróciła wzrok na Kvasara, by go przeprosić. I zamarła. To spojrzenie. TO spojrzenie. Każdej dziewczynie zmiękłyby kolana gdyby dowolny mężczyzna tak jej w oczy spojrzał. Tak głęboko, przenikliwie i to jeszcze z takim uśmieszkiem… Iju serce zaczęło bić tak szybko i mocno, że być może Kvaser nawet to poczuł przez te wszystkie warstwy ubrań. O boże, jak w książce…
        Ale, cholera, wołali! Gdyby Kvaser nie był przytomniejszy i jej nie puścił, to pewnie gapiłaby się nadal na niego i dała się zupełnie ponieść swojej nastoletniej fantazji. Całe szczęście medyk wykazał się w tej chwili wielkim taktem i ją puścił, jakby subtelnie przypominał jej przy tym o obowiązkach. No to popędziłą do tych obowiązków, postukując obcasami na pokładzie.

        Zimne powietrze z lądu sięgało również pokładu Kaprysu, nic więc dziwnego, że wszyscy momentalnie zaczęli szukać sobie jakiś cieplejszych ubrań - szczególni ci, którzy reperowali kadłub oraz grupa, która wybrała się na ląd. Nie było problemu by ktokolwiek nie miał ciepłej kurtki i porządnych butów, gdyż na wodzie nieraz bywało niezwykle zimno mimo pory letniej, a poza tym pływając po całym Oceanie Jadeitów trafiali i w takie znacznie zimniejsze rejony.
        Ijumara jeszcze długo biegała między nimi w swojej ślicznej sukience, lecz gdy już każdy miał co robić, ona również poszła się przebrać. A gdy wyszła, kilku marynarzy złożyło usta jakby chcieli na nią zagwizdać, lecz w porę przypomnieli sobie, że ta ślicznotka to ich przełożona i trochę wstyd traktować ją jak panienkę w porcie - jeszcze tygodniówki nie wypłaci za takie traktowanie... Nigorie może aż tak małostkowa nie była, ale mieli rację że okazali jej szacunek, bo w końcu jej się należał - była kapitanem. Co nie zmieniało faktu, że faktycznie wyglądała jeszcze bardziej szałowo niż na co dzień. Miała na sobie czarną kurtkę okrywającą biodra, szczodrze obszytą bajecznie miękkim brązowym futerkiem przy kołnierzu, rękawach i na brzegach. Dodatkowo zdobiły ją czerwone kwiatowe hafty na mankietach i wzdłuż listwy guzikowej. W podobnym stylu była jej czapka - również czarna i obszyta tym miękkim futerkiem - oraz sięgające kolan, bardzo praktyczne jak na nią buty na płaskiej podeszwie z futerkową cholewką. Stylizacji dopełniał warkocz z wplecioną miedzy włosy czerwona tasiemką i równie czerwona szminka. Tak mogłaby się ubrać kupiecka córka wybierająca się z koleżankami na kulig, a na poszukiwanie skarbów strój zdawał się być zdecydowanie zbyt paradny i być może nie do końca praktyczny... Ale jak na Ijumarę był to i tak doskonały wybór.
        - Kapitan schodzi na ląd! - zawołała, udając się w stronę burty, gdzie ostatnia szalupa była przygotowywana do spuszczenia. W tym momencie niczym za sprawą machnięcia czarodziejskiej różdżki pojawili się przy niej jednocześnie Ross i Tatiana.
        - Wszystkie rozkazy już wydane, chłopaki wiedzą co robić - oceniła Ijumara nim ci o cokolwiek ją zapytali. - Poradzicie sobie w razie czego.
        - A ty? - zapytał nadopiekuńczy bosman.
        - Schodzę na ląd się przejść. Ani w Rubidii, ani w Turmalii nie miałam okazji by rozprostować nogi, bo cały czas spędziłam w biurze Kompanii - oświadczyła.
        - Ale tu jest bezpieczniej.
        - Ale tam ma mnie kto ochraniać - odparła zaraz Nigorie, szerokim gestem wskazując ląd, a na koniec już palcem wybierając z tłumu Kvasera. - Widziałeś, co on potrafi? - zapytała nie kryjąc nowej fali ekscytacji. - Przy nim na pewno nic mi nie grozi. A zresztą, to tylko spacer, nie odejdę przecież daleko, więc po co ta rozmowa?
        To powiedziawszy Ijumara szybko przemieściła się na szalupę, by jej zastępcy nie mieli okazji do dyskusji.
        - O, Kvasir! - ucieszyła się widząc, że na ostatni kurs szalupy załapał się również jej medyk. Medyk-mag!
        Dwóch marynarzy pomogło jej wsiąść do niewielkiej łupinki niczym prawdziwi dżentelmeni, a potem zabrali się do wiosłowania, podczas gdy Ijumara siedziała na dziobie i patrzyła na ląd. Dobrze, że nikt nie widział w tym momencie wyrazu jej twarzy, bo uśmiechała się od ucha do ucha na myśl jaka przygoda ją czeka. Jak kapitana Bellgara!

        Jednak ta przygoda nie zaczęła się dobrze. Nigorie mogła jedynie bezradnie przyglądać się temu, co działo się na lądzie i śledzić upiorną pantomimę, a później słuchać słów, których nie rozumiała. Gdy zeskakiwała na plażę było już po wszystkim, a pobity przez Callisto marynarz pluł krwią i zębami przeklinając pod nosem.
        - Co tu zaszło? - zapytała zdecydowanym kapitańskim tonem panna Nigorie, podchodząc najpierw do niego, bo rudowłosa dziewczyna zdążyła już odejść gdzieś na bok.
        - Cholera, pani kapitan… No tamten dzieciak celował w nas z łuku, prawie mnie zastrzelił! A ona się wścieka, że to moja wina!
        - Dlaczego ciebie?
        - Co? - zapytał zaskoczony tym pytaniem marynarz, ocierając rękawem ślinę i krew z brody.
        - Dlaczego chciał zestrzelić ciebie, skoro to ona stała najbliżej.
        - Pewnie bom się ruszył…
        Ijumara spojrzała na niego w taki sposób, że już nie próbował się tłumaczyć, po czym przeniosła wzrok na martwego chłopaka. Kvasir akurat zamykał mu oczy i błogosławił go na drodze w zaświaty - dobitny znak, że nie dało się go uratować. Nigorie przeszedł zimny dreszcz niepokoju, nim jednak dała ponieść się wątpliwościom, musiała jeszcze coś wyjaśnić.
        - Callisto… - zwróciła się do półelfki podchodząc do niej. W jej głosie było słychać żal, bo widok martwego chłopaka i tak wściekłej dziewczyny bardzo ją poruszył. Objęła ją ramieniem gdy już była obok.
        - Co się stało? - zapytała ją. - Widziałam wszystko z łódki, co mówił ten chłopiec? Nie rozumiałam tego języka...
        Ijumara domyślała się, że Callisto i martwy chłopak rozmawiali po elficku, ale ona znała w nim ledwie kilka słów, z czego połowa to był marynarskie komendy, a reszta to hasła na podryw, a tu ani jedne ani drugie z pewnością nie padły.
        - Nie spodziewałam się, że ktoś będzie na tej wyspie mieszkał... - wyznała. - Legendy nic nie wspominały, by po śmierci Sjorgiego i Ordona ktokolwiek tu przybył, myślałam, że będziemy pierwsi...
        Nigorie czuła dreszcz emocji, z jednej strony drżała z emocji by ruszać, a z drugiej nagle zaczęła się bać, bo skoro już na plaży doszło do zabójstwa w samoobronie, to co będzie dalej?
        - Ale mam mapę - zastrzegła, dyskretnie odsłaniając połę kurtki, za którą schowała ciasno zwinięty rulon, na znak, że faktycznie może ruszać w każdej chwili. Odwróciła się jednak jeszcze w stronę załogantów, którzy zaczęli kręcić się wokół niej czekając na dalsze rozkazy.
        - Szukajcie wody, ale nie odchodźcie daleko od brzegu - rozkazała, czyniąc odpowiednie zastrzeżenie. - Panie Kvasir, proszę ze mną zostać - zwróciła się do maga, bo on technicznie rzecz biorąc też był jej podwładnym i ktoś mógłby chcieć go zaciągnąć do roboty.
Avatar użytkownika
Ijumara
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Półkrwi czarodziejka
Aura: Kobietę otula bardzo prosta w swej budowie emanacja. Jest okrągła i gładka, ale także przybiera kolor klarownej cyny. Dopiero fale jakie przepływają i wzburzają aurę nabierają różnorodnych odcieni. Od złota, po miedź, żelazo, kobalt, a nawet zahaczając co jakiś czas o srebrną pianę. Nie grasuje po niej żadna łódź, jest wolna od jakichkolwiek zobowiązań a przy tym i bardzo burzliwa. Stąd też cała gama smaków jaka gości na języku czytelnika. Tnie łatwo swoją pikanterią oraz wzbudza grymas na twarzy niebywale cierpkim, aczkolwiek gorzkim smakiem. Mimo to, jest w niej coś co sprawia, że sięga się po nią jeszcze raz, by poczuć tę twardość i zapoznać się z delikatną giętkością otoczki. Sam akt przebicia się przez cienką topazową poświatę wywołuje wiele emocjonalnych wrażeń. Dzięki temu gestowi aura wypuszcza z siebie mieszankę zapachów -nieco duszącego kadzidła zmieszanego z wonią potu młodej i zmysłowej kobiety. Szepcze do ucha szumem liści by przysłonić suchość jaka się jej zdarza, bo przecież powłoka sama w sobie jest wilgna, kusząca i wzbudza dreszcze.
Wygląd: Ijumara bardzo rzuca się w oczy i wiele osób podświadomie kojarzy ją z morską podróżniczką, chociaż często jest mylona, nie wiedzieć czemu, z piratką. Może to kwestia tego, że nigdy nie nosi oficjalnych kapitańskich ubrań?
Panna Nigorie zdaje się być wyższa, niż w rzeczywistości jest, bo chociaż do sześciu stóp wzrostu brakuje jej prawie dwóch palców (ok. 170 cm), ...
(Więcej)
Uwagi: Jej statek nazywa się „Kaprys”.

Postprzez Callisto » N mar 03, 2019 7:24 pm

        Półelfka stała kawałek dalej od pozostałych, próbując się opanować. Nie była wyjątkowo roztrzęsiona, ale zwyczajnie nie w nastroju do pogaduszek. Bezwiednie pocierała prawą pięść, która mimo skórzanych rękawiczek ucierpiała nieco w kontakcie z twardą szczęką marynarza. Przyzwyczajona do tego Callisto pilnowała teraz tylko, by dłoń jej nie zesztywniała, poruszając nią delikatnie i wpatrując się w ciało chłopca. Gdy medyk dotarł na ląd zaraz podszedł do elfa i coś tam nad nim szeptał, upewniając się jednocześnie, że jego powieki są zamknięte. Rudowłosa pamiętała jednak dokładnie, jak oczy chłopaka zamykały się powoli, gdy on sam opadał na ziemię. Takie obrazki prześladując ją od czasu do czasu i nawykła już do tego.
        Myśli Rashess popłynęły w abstrakcyjne rejony, gdy dziewczyna zastanawiała się, czy rytualny gest ma na celu faktycznie przygotowanie ciała i ducha do przeprawy na drugą stronę, czy po prostu ma ulżyć żywym, którzy czują się niekomfortowo, jakby śledzeni przez niewidzące już, martwe oczy. Z nieprowadzących do niczego rozmyślań wyrwała ją Nigorie, podchodząc i obejmując ramieniem. Ruda spojrzała na nią krótko i wymknęła się spod objęcia pod pretekstem stanięcia naprzeciw kapitan. Lubiła się przytulać, ale nie tak. I nie lubiła okazywać słabości. Westchnęła więc tylko i zmarszczyła brwi, przecierając palcami powieki.
- Kiepski początek. Chłopak wyskoczył na nas z lasu, równie zaskoczony naszą obecnością, co my nim. Wątpię by to był zwiadowca, prędzej jakiś smarkacz ruszył na własny podbój. – Callisto przerwała na chwilę i przytaknęła na kolejne słowa Ijumary.
- Tak, elficki. Pytał kim jesteśmy, wydawał się wystraszony. Podejrzewam, że nie mają tu wielu gości, a tym samym chłopak nie wiedział, co robić, gdy się na nas natknął. Co do zamieszkania… - półelfka uśmiechnęła się w końcu lekko, swoim zwyczajem unosząc jeden kącik ust. – Wydaje mi się, że na Łusce nie zostało już zbyt wiele niezamieszkanych miejsc, o ile w ogóle jakieś są. Wybacz, że burzę wyobrażenia – powiedziała i znów westchnęła. – I wybacz, że uderzyłam Twojego człowieka. Jego zachowanie było idiotyczne, ale niestety dość powszechne. Mimo wszystko mnie poniosło, przepraszam.
Debila nie miała zamiaru przepraszać, przynajmniej się nauczy. Uznała jednak za właściwe zwrócenie się do Ijumary. To z pewnością nie było przyjemne, gdy ktoś tłucze twoich ludzi. Trochę jak z rodzeństwem. Thomas nie raz dał jej w ucho za karę, czy złoił skórę w walce na kije… ale gdyby ktoś inny podniósłby rękę na jego małą siostrzyczkę to prawdopodobnie by tę rękę stracił.
        Ech… wspomnienia brata nie pomagały w zebraniu się do kupy. Callisto uniosła lekko głowę, pozwalając by płatki śniegu spadały na jej policzki i usta, podczas gdy Ijumara wydawała rozkazy. Zaraz też ramię Rashess trącił nos wielkości jabłka i dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, sięgając w górę i czochrając wielki łeb.
- To nie twoja wina, szczeniaku.
- Już się pozbierałam –
odpowiedziała wymijająco i otrząsnęła się lekko, wracając do rzeczywistości.
Rozejrzała się lekko, mrużąc oczy i kiwnęła dłonią do Kvasira i Kelsiera, którzy byli już na brzegu. Gdy do nich dotarli, spojrzała na Ijumarę.
- Możemy ruszać. Ale wyskakuj z mojej mapy – wyszczerzyła zęby, wyciągając dłoń po swoją własność. Może Nigorie była kapitanem na statku, tutaj Callisto wolała iść za własnym nosem.

        Chwilę trzymała mapę otwartą, by wszyscy mogli jej się przyjrzeć, w razie gdyby z jakiegoś powodu się rozdzielili. Co jakiś czas podnosiła wzrok, porównując szlak w swojej głowie z ukształtowaniem terenu przed sobą, w milczeniu dopasowując trasę narysowaną na skórze do tej, która czeka ich naprawdę. Skrzywiła się lekko.
- Iju… - w zamyśleniu zwróciła się poufale do brunetki. – Sama podróż tam i z powrotem, i to szybkim tempem zajmie nam cały dzień. A jestem realistką, na pewno natkniemy się na coś po drodze. Jak bardzo posłuszni są tobie marynarze? – zapytała i uniosła zaraz dłoń na swoją obronę. – Absolutnie nie kwestionuję ich lojalności, wręcz przeciwnie, martwię się, by nie postanowili cię szukać i nie rozsypali się po wyspie, bo to, że ich wszystkich nie znajdziemy to najbardziej optymistyczna wersja – stwierdziła znacząco i nie było wątpliwości, że ma na myśli nieco poważniejsze problemy niż zgubienie się w lesie.
- Poza tym Ross wydaje się dość opiekuńczy… a nie chcemy by ruszył za nami, gdy nie zameldujesz się za kilka godzin. Masz jakiś pomysł? – zapytała, zakładając, że Nigorie musiała mieć jakiś plan. Była młoda, ale bystra, musiała zdawać sobie sprawę z tego, że nie minie długo, nim jej załoga zorientuje się w nieobecności pani kapitan, i na pewno przewidziała coś na tą okoliczność.

        Ruszyli więc w czwórkę. Plus Thor oczywiście, biegnący truchtem kilka sążni przed nimi, z lekko pochylonym łbem i rozchylonym pyskiem. Czarny basior wyglądał upiornie na tle wszechobecnej bieli i chociaż łatwo było go dojrzeć z daleka, wątpliwe by ktoś chciał się do niego zbliżyć. Nikt bowiem, poza Rashess, nie wiedział, że przerośnięty wilkor jest szczęśliwy jak szczenię w spiżarni. Nigdy wcześniej żadne z nich nie było w rejonach, w których padałby śnieg, a okazało, że Thorowi wyjątkowo przypadł on do gustu. Tak więc rudowłosa uśmiechała się ciągle pod nosem, czując radość towarzysza.
- Daj znać, jak będziesz coś słyszał, Kocie – rzuciła z do idącego obok niej Kelsiera, zerkając na niego krótko.
Zakładała, że i tak basior pierwszy wyczuje obcego, ale on też inaczej je interpretował. Poza tym nie zwykł do zdawania relacji Kelpie, ostrzegając tylko przed bezpośrednimi zagrożeniami.
Łuk i kołczan na powrót spoczęły na jej plecach, a mapa schowana była bezpiecznie za pazuchą, nawet gdy poły płaszcza łopotały spokojnie w rytm jej kroków. Brnięcie przez śnieg okazało się bardziej uciążliwe niż sądzili. Nieprzetarta trasa sprawiała, że przedzierali się przez świeży puch, zapadając się prawie po łydki. Dopiero, gdy wokół zaczęły pojawiać się drzewa, ilość śniegu na ziemi zmalała, chociaż od czasu do czasu spadała wielkimi czapami z pobliskich iglaków.
        Gadatliwa zawsze półelfka okazała się dość milczącym towarzyszem podróży, jeśli przez nikogo nie była zaczepiona. Razem z Thorem byli zgrani w łowach do tego stopnia, że odwracali głowy w przeciwne strony, odruchowo obejmując wzrokiem cały obszar. Wciąż jednak brnęli przez knieje. Dopiero po mniej więcej godzinie Kelpie podeszła do basiora, który zatrzymał się na ubitej ścieżce, przecinającej ich trasę. Dziewczyna bezwiednie poklepała wilka po łopatce, a towarzyszom dała znak ręką, po czym skręciła w prawo, zgodnie ze szlakiem zaznaczonym na mapie. I chociaż teraz podróż była lżejsza, wilk i łuczniczka wydawali się czujniejsi niż pomiędzy dziko rosnącymi drzewami.
Avatar użytkownika
Callisto
Czarny Kot
 
Inne Postacie: Leila, Avellana, Sonea, Mathias, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen, Mimosa, Dayanara, Yuki,
Ranga: Obrazek
Rasa: Półelf (leśny - po matce), półczłowiek (po ojcu)
Aura: Emanacja nie zachwyca siłą, ponieważ nie jest ona zbyt duża, nawet nie przeciętna, tylko słaba. Już z oddali z łatwością można wyróżnić spore żelazne plamy na jej powłoce zdające się pokrywać ją całkowicie. Jednakże tu i ówdzie widnieją również barachitowe ślady, a na szczycie ktoś rozsypał odrobinę miedzianego pyłku. Całość otula jasne szmaragdowe światło sprawiające, iż aura olśniewa swym blaskiem. Nie słychać żadnych dźwięków, jednakże można poczuć przyjemną i delikatną woń lasu. Powierzchnia jest bardzo elastyczna, gnie się na różne strony i grozi swymi niezwykle ostrymi zakończeniami, gdy tylko ktoś skuszony jej niebywałą aksamitnością ośmieli się podejść zbyt blisko. W smaku lepi się niemiłosiernie, skleja wargi, od czasu do czasu w najmniej spodziewanym momencie robi się sucha tak bardzo, że wywołuje pragnienie.
Wygląd: Niewysoka, raptem 168 cm wzrostu, postać w płaszczu podróżnym zapiętym luźno na klamrę przy szyi i kapturze na głowie, rzucającym cień na prawie całą twarz. To pierwsze wrażenie jakie sprawia Callisto. Stara się nie rzucać w oczy. Znacząco spiczaste uszy ukrywa zazwyczaj pod kurtyną gęstych, płomiennie czerwonych włosów, które w tym stroju stanowią jej jedyny element ... (Więcej)

Postprzez Kelsier » Śr mar 06, 2019 8:11 pm

Razem z pojawieniem się Kvasera i Ijumary, można było stwierdzić, że na wyspie znajdują się już wszyscy, którzy byli związani z ich „tajemniczą przygodą”. Co prawda, początek ich poczynań na wyspie nie był zbyt dobry, bo zabicie tego dzieciaka – mimo że dałoby się doprowadzić do tego, żeby nie stracił on życia – może sprawić, iż lokalna ludność będzie do nich wrogo nastawiona. Zresztą, chyba nikt nie spodziewał się, że wyspa będzie przez kogoś zamieszkana… na pewno on sam się tego nie spodziewał. Przez to, zaczęło ciekawić go, ile osób ją zamieszkuje i, jak się tutaj znaleźli.
Swoją drogą, kotołak na chwilę zapatrzył się na Iju, gdy zobaczył, w co jest ubrana i, gdy stwierdził w myślach, że w zimowej kreacji dziewczyna wygląda zjawiskowo. Myśli te oczywiście zachował dla siebie, bo nie był osobą, która wypowiada je na głos, a już na pewno nie tak… publicznie, gdy otaczały go inne osoby. Odwrócił też wzrok, przyglądając się poczynaniom kapłana, gdy tylko zobaczył też, że Ijumara prawdopodobnie wyczuła jego spojrzenie i teraz spogląda na niego.
Chciał już ruszać i na szczęście jego życzenie zostało wysłuchane, gdyż cała grupa – co prawda teraz złożona tylko z ich czwórki – mogła w końcu pójść do przodu i rozejrzeć się po wyspie, szukając też skarbu z mapy i legend. Przyjrzał się też mapie, starając się zapamiętać z niej jak najwięcej. Mogło dojść do sytuacji, że rozdzielą się, a wtedy wiedza ta na pewno się przyda – zwłaszcza, że nie mieli kogoś, kto mógłby sporządzić kopie tej mapy.

Gdy już ruszyli, na początku szedł obok Callisto, rozglądając się czujnie i nasłuchując. Teren był nieznany, więc zmysły zmiennokształtnego wyostrzyły się już wcześniej, chociaż on zauważył to dopiero teraz, gdy chciał skupić się na tym, aby je wyostrzyć. Prawdopodobnie właśnie dlatego wcześniej wyłapał dźwięk szeleszczących liści lub krzewów, na który inni chyba nawet nie zwrócili uwagi. To, co powiedziała do niego rudowłosa sprawiło, że zastanowił się nad tym, czy nie powinien iść na końcu grupy, aby ubezpieczać tyły i odpowiednio wcześniej zareagować na możliwe niebezpieczeństwo. Poza tym, z przodu mieli zwierzęcego kompana dziewczyny, który także mógł być dla nich dobrym zwiadowcą ostrzegającym o czymś podejrzanym.
         – Dobrze, tylko przemieszczę się na tyły… Z przodu mamy Thora, więc myślę, że na końcu grupy moje zmysły przydadzą się bardziej – odezwał się i zwolnił, czekając na to, aż miną go pozostali członkowie grupy. Wznowił marsz dopiero za plecami ostatniego, ponownie skupiając się bardziej na otaczających ich drzewach, krzewach, śniegu i innych rzeczach. Słuchał też rozmów między członkami grupy, jeżeli w ogóle jakieś się toczyły. On sam był raczej milczącym kompanem w podróży po nieznanym lądzie, który sam nie zaczyna rozmowy – zwłaszcza w sytuacji, w której musi wyostrzać swoje już i tak ponadprzeciętne zmysły, zwłaszcza słuchu i wzroku. Zauważył też, że kurtka jednak naprawdę była lepszym wyborem, bo nie dość, że krępowała ruchy w mniejszym stopniu, niż dłuższy od niej płaszcz, a także ułatwiała mu dostęp do broni, co też działo się przez to, że była krótsza. To, że prawdopodobnie przy okazji wyglądał w niej lepiej, niż w dłuższym płaszczu było tylko dodatkiem, na który on sam raczej nie zwracał uwagi. Dla niego najważniejsze było to, że ciepła odzież chroniła go przed zimnem na wyspie, a także to, że walka w niej nie powinna być trudna i nie powinien stracić swojej mobilności.

Grupa zatrzymała się, więc on także to zrobił, chwilę później znów znajdując się z przodu. Następnie podszedł bliżej Callisto i Thora, aby sprawdzić, dlaczego się zatrzymali. Ubita ścieżka dość jasno wskazywała na to, że ktoś lub coś tędy przechodziło… i to dość często. Możliwe, że była to droga, której używali pobratymcy młodego elfa, który wcześniej zginął na plaży. Zresztą, jakieś zwierzęta może też, bo jeśli oni tu żyli, to możliwe, że kilka gatunków zwierząt także.
         – Wracam na tyły – odezwał się, chociaż nawet nie wiedział, czy Callisto zauważyła to, że przeszedł na przód, aby sprawdzić sytuację. Stawiał kroki tak, jak zawsze, czyli chcąc, aby były one jak najmniej słyszalne, poruszając się przy tym z w miarę normalną prędkością, jednak śnieg trzeszczący czasem pod podeszwą utrudniał osiągnięcie celu. Nie wiedział też, czy wszyscy zdali sobie świadomość z tego, że podróżując po wydeptanej ścieżce albo nawet w jej pobliżu, są bardziej narażeni na niekoniecznie potrzebne spotkanie z kolejnym mieszkańcem wyspy – albo z kimś podobnym do elfa, albo może z jakimś zwierzęciem, jeśli jakieś zamieszkują ten skrawek lądu na oceanie. Kelsier zaczął zwracać jeszcze większą uwagę na otoczenie, chociaż niekoniecznie wiązało się to z próbą jeszcze większego wyczulenia zmysłów. Co prawda, zawsze mógłby użyć „Skupienia” - specjalnej zdolności, która jeszcze bardziej wyostrza zmysły – jednak wydawało mu się, że sytuacja raczej tego nie wymaga. On sam wolał używać tej specjalnej zdolności w sytuacjach, które naprawdę tego wymagały i nie chciał też odczuwać skutków dłuższego zmuszania własnego ciała do pracy na jeszcze wyższym poziomie. Wolał być w pełni sił i nie odczuwać zmęczenia, gdy przyjdzie mu walczyć, wspinać się lub robić coś innego, co wymagałoby od niego zaangażowania w to siły lub sprawności fizycznej. Do jego uszu znów dotarł podejrzany szelest, jednak tym razem nie udało mu się zlokalizować strony, z której dźwięk do niego dotarł. Było to trochę dziwne, przynajmniej jego zdaniem, jednak z drugiej strony, może nie było to nic wartego uwagi. W każdym razie, na pewno zacznie podejrzewać coś, gdy ponownie uda mu się usłyszeć ten odgłos.
Avatar użytkownika
Kelsier
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Vergil, Jon, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron, Nimroth,
Rasa: Kotołak
Aura: To jeszcze bardzo świeża, aczkolwiek niebywale żwawa aura. Na zmianę to wciąż przemieszczają się i zakleszczają barwy cyny, żelaza czy też barachitu, a wszystko to pod otoczką dyskretnej poświaty koloru obsydianu. Jest ona bardzo cienka, jakby w każdej chwili mogła się jeszcze zmienić. Pulsuje adrenaliną roznosząc dalekie echo oraz pachnie przyjemnym, kocim futrem. Każda próba ucisku kończy się głębokim wklęśnięciem unikając przy tym szybko i sprawnie czytelnika, który z pewnością doceniłby twardość emanacji. Wypełniona ostrymi krawędziami i gładkich bokach smakuje niebywale łagodnie. Na języku poczuć można również gorzkość czy też lepkość dzięki czemu uzyskuje miano tajemniczej.
Wygląd: Kotołak to wysoki, mierzący sobie niewiele ponad 6 stóp, mężczyzna, który wygląda nieco młodziej, niż wskazywałby na to jego wiek, a przez to też trudniej jest stwierdzić, iż niedługo dobije czterdziestu lat. Jego sylwetka ma typowe cechy sylwetki kotołaków- Kelsier jest szczupły, prężny i zwinny, a przy tym dobrze zbudowany, umięśniony i przystojny. Nietypowy kolor jego ... (Więcej)


Powrót do Jadeitowe Wybrzeże

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron