Ruiny Nemerii[W pobliżu domu przy cmentarzu] Poszukiwania

Miasto które niegdyś tętniło życiem, zniszczone po Wielkiej Wojnie dziś jest miastem nieumarłych... tutaj za każdym rogiem czai się cień. Długie ulice, tajemnicze zakamarki opuszczonych ogrodów i domów. Wampirze zamki, komnaty luster, rozległe katakumby i tajemne mgły zalegające nad miastem. Jeśli nie jesteś jednym z tych którzy postanowili żyć wiecznie strzeż się, bo możesz już nigdy nie wrócić do swojego świata!
Awatar użytkownika
Siyne
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Lullasy, Hyiaxinthe, Urzaklabina, Drim, Evangeline, Avarralie, Violetine, Fonos, Krakenia, Toffee, Elion, Sargeras, Sugarro, Rubedo
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Re: [W pobliżu domu przy cmentarzu] Poszukiwania

Post autor: Siyne » 8 miesiące temu

        Póki nie musiała nic robić, a Amaranta siedziała cicho, pozwoliła sobie na moment zamknąć oczy i odpłynąć myślami. To znaczy, i tak musiała zamknąć oczy, bowiem woda pluskała wszędzie za sprawą siostrzanej magii, ale teraz robiła to także po to, by pozwolić dźwiękom wody objąć ją i zabrać z tego miejsca i tej sytuacji. Faktycznie, od roku chyba nie brała kąpieli, nie obchodziło ją to w końcu, nic dziwnego, że zapomniała jak to jest, gdy ciało pokrywa woda. Nawet jeśli ta woda musiała być wymieniana kilkadziesiąt razy ze względu na zanieczyszczenia, jakie nieumarła przyniosła na sobie, to jednak doświadczenie to przywołało wspomnienia sprzed porwania siostry. Odległe… Nieosiągalne.

        Poczuła się zła, wściekła, tylko na kogo? Na nią? Na siebie? Na porywaczy? Nie, to nie było ważne. Musiała się odciągnąć od tego. Z tego też powodu postanowiła być wredna, rozciągając się jak jakaś rozpieszczona dziewucha i domagając się pielęgnacji ręcznej. Na efekty nie trzeba było czekać długo, bowiem Amaranta dosyć szybko odpowiedziała. Niestety, ku niezadowoleniu wampirzycy, żywa mroczna elfka zdołała zachować spokój, a nawet odpowiedzieć w równie złośliwy sposób.

        Wbrew złośliwościom Amaranty, obyło się bez złóż robaków, jedynie bród i smród, czyli nic dla Siyne niezwykłego. Niestety jednak, wbrew nadziejom wampirzycy, Amaranta tylko wyczyści jej ubrania, a ją samą skazała na samodzielne doszorowanie. Nie, żeby było to złe, ale pijaczyna miała nadzieje upokorzyć przy okazji swoją siostrę, albo przynajmniej zrobić jej na złość jeszcze raz.

- Niech ci będzie. Ale dla jasności, mam głęboko w czterech literach to że mi kazałaś. - Zaczęła mówić, a w międzyczasie oddała się jakże zapomnianej czynności o nazwie higiena osobista. - Robię to dla alkoholu, do którego stoi jedna jedyna przeszkoda, czyli ty.

        Widać było, że znacznie chętniej zajęłaby się chlaniem niż czymś tak trywialnym, jak oczyszczaniem własnego ciała. Na jej twarzy malował się bowiem wyraz zdenerwowania, które krok dzielił od rzucania przekleństwami na lewo i prawo. Nie wspominając o tym, że chyba siłą musiała trzeć o swą skórę, żeby pozbyć się wciąż przylegającego do niej syfu, co pewnie też jej działało na nerwy, bo w końcu wydłużało to cały proces.

        W międzyczasie, w ramach życzliwości tak mocnej, że aż kłującej w odbyt, Amaranta wyczarowała jej tymczasowe ubranie. Suknia, czerwona, trochę pospolita, ale całkiem ładna. Trzeba przyznać, wampirzyca aż na moment przestała, wpatrując się w świeżo powstałą kreację. O czymś myślała, ale nie dało się jej zrozumieć, bowiem przybrała dosyć niesprecyzowany grymas, jakby wahała się co odpowiedzieć.

- Daj mi skończyć, to zaraz sprawdzę, czy się nadaje.

        Wróciła do szorowania. Woda wciąż wyglądała jak woda, a nie szlam, i stan ten nie zmieniał się. Oddech wampirzycy wciąż pewnie jest uznawany za jeden z potężniejszych kataklizmów tego świata, ale ciało już pachniało znośnie, ba, niemal lśniło czystością. Siyne to zauważyła, dlatego też, po kilku ostatnich ruchach rąk, które opłukały po raz ostatni jej ciało, wstała i wyszła z bali.

        Niemal natychmiast, nie dając Amarancie czasu na reakcję, sięgnęła mokrą ręką po suknię… Która posłużyła jej za ręcznik. Wyszorowała się do sucha, a przemokniętą kreację rzuciła gdzieś w błoto, jak starą szmatkę która już nie nadawała się do niczego więcej.

- Nie wierzę, że to mówię, ale jak na kogoś tak nieutalentowanego, jak ty, robisz świetne… No dobra, kogo ja oszukuje, do dupy te łachmany były, szorstkie strasznie. Plus nie lubię czerwonego.

        Jak nigdy nic, ubrana tak, jak ją bogowie stworzyli, poszła do środka domostwa. Miała dość tego wszystkiego, ale skoro tu była, to mogła przynajmniej spróbować być tak uporczywą, jak to możliwe. Kto wie, może wywalą ją na zewnątrz i każą spieprzać jak najdalej? Tak, to był dobry plan, trzeba było go więc wcielić w życie.

        Na całe szczęście, dotarł do niej głos mówiący coś o spacerze, dzięki czemu wiedziała, gdzie są obie krasnoludki. Chociaż i bez tego wiedziałaby gdzie iść - po drodze bowiem zauważyła unoszącą się głowę tuż przy drzwiach do pokoju, do którego szła.

- Te, głowa, jeśli nazwę cię zakutym łbem, to to jest obelga czy po prostu tak na ciebie mówią? - Rzuciła w stronę tego, co zostało z trolla. Nie zatrzymała się jednak dla niego, bo dręczenie kogoś, z kogo zostało tak mało, bez wątpienia nie byłoby tak ciekawe, jak granie na nerwach dwóch umięśnionych bezmózgów.

        Wparowała w pełnym negliżu do środka pomieszczenia, gdzie była zarówno Izaura, jak i Quillithea, po czym od razu przemówiła.

- O, a panowie to dokąd się zabierają? Coś o spacerze słyszałam. Po co idziecie, szukać rozumu, godności, czy wzrostu?

        Po tych słowach, jak nigdy nic rzuciła okiem na licznie książki, grymasząc przy tym strasznie. Aż po nagim tyłku się podrapała, choć nie dało to takiej satysfakcji jak wtedy, gdy była jeszcze brudna, o zgrozo!

- Ma tu cokolwiek z obrazkami, czy same nudy? Muszę czymś się zająć póki nie pozwoli mi się napić...

Awatar użytkownika
Izaura
Błądzący na granicy światów
Posty: 14
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Nefertiti,Amaranta, Set, Azalia, Tean, Adiraella
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Izaura » 6 miesiące temu

Izaura ignorowała fakt, że jest bacznie obserwowana, robiła to specjalnie, wciąż była podenerwowana całym zajściem, nawet jeśli powoli jej przechodziła złość.

- To musi być dziwne, mieć podopieczną, która ma całe ciało, będąc latająca głową, nie zazdrościsz jej czasem? – spytała ze złośliwym uśmieszkiem Trido. – No! Teraz trochę prywatności – skwitowała wyrzucenie za drzwi nietypowego towarzysza jej bliźniaczki.

Krasnoludzice nieco bawił problem z wymową u tej obcej i specjalnie tego nie kryła, ale gdy ta pokazała jej język, skrzywiła się, nie wyglądał najlepiej.

- Ouh… Czemu ktoś ci to zrobił? To trochę głupie, chyba że miałaś o czymś nikomu nie mówić… - rzuciła jej podejrzliwe spojrzenie.
Jednakże szybko straciła zainteresowanie i wróciła do książki. Nie miała ochoty na konflikt w tej chwili, jej topór został w salonie, a jej nie chciało się ryzykować i po niego pobiec, albo by oberwała, albo ta blondyna by jej uciekła. Jednym okiem jednak co chwilę sprawdzała, co jej rzekoma siostra knuje.

Ponoć jednak nieładnie było tak ignorować gościa, nawet nieproszonego, więc Izaura postanowiła jakoś zacząć rozmowę jednak, zwłaszcza że ją samą również zaczynała drażnić ta cisza.

- Czy ja wiem, Amaranta mówi, że każdy powinien być wolny i mieć prawo do życia… - stwierdziła zamyślona, Ama naprawdę była całkiem inna od typowych mrocznych elfów ukazanych w tej księdze. – W sumie trochę ci zazdroszczę, na pewno widziałaś kawał świata, a ja… pustynia i pustkowie i żadnych podróży, żadnych przygód, pościgów, ucieczek, walki! – rozmarzyła się nordka, po czym dotarł do niej sens słów Quil. – Zamykaliście je dla ich dobra? Dlaczego? Były… dzikie? Nierozumne jak zwierzęta? - dopytywała, to, co mówiła Quilithea, nie stawiało jej w dobrym świetle, chyba że miała jakieś sensowne wytłumaczenie.

Gdy wspomniała o upiorach, jej bliźniaczka oczywiście musiała wspomnieć o Trido, dość adekwatny temat, więc nie miała za złe.

- Może i tak, chyba niewiele by mógł złego zdziałać jako latająca głowa – zachichotała. – Na leżąco… ciekawe – Pewnie dużo podróżowałaś, chętnie posłuchałabym o świecie – w końcu to się stało, Izaura spuściła z agresywnego tonu i nawet przyjaźnie się uśmiechnęła, cud!

Na propozycję spaceru skinęła głową, po czym zrobiła palcem gest, by ta dała jej chwilkę i wybiegła z pokoju. Zrobiła to w ten sposób, bo mimo zmiany nastawienia wciąż jej nie do końca ufała. Szybko wróciła, trzymając swój ukochany topór, jak już miała gdzieś iść to na pewno nie bez niego.

- No to chodźmy- powiedziała pewnie Izaura. – Umiesz jeździć konno? Mogłabym ci przedstawić Widmo, to mój ogier – powiedziała dumnie.

Ruszyły powoli na zewnątrz, ale musiały trafić na Siyne, lepiej być nie mogło, a Izaura już zaczynała odzyskiwać humor… Niestety ta śmierdzielka, która o dziwo była teraz czysta, co było widać aż za dobrze na jej nagim ciele, znowu postanowiła podokuczać krasnoludzicom.

- Słuchaj no, ci „panowie” zaraz cię zerżną toporami, jak się nie usuniesz z drogi – zagroziła jej Izaura.

Topory… Właśnie, nordka spojrzała na broń swojej bliźniaczki, wyglądała praktycznie identycznie, czy topory również były bliźniakami?! Trzeba będzie o to zapytać i porównać, ale tymczasem miały na głowie ten stos nieszczęść połączony z kulturą, którą mogłaby zawstydzić nie jednego krasnoluda.
Izaura kopnęła wampirzyce w pośladki tak mocno, by ją przewrócić i zamknąć drzwi od pokoju Amaranty.

- Nie będziesz grzebać pokoju mojej siostry, ona kocha te książki i nie dam ci ich zniszczyć – rzuciła groźne spojrzenie Siyne. – Amaranta! – zawołała, by mroczna elfka przyszła i sama niańczyła tę krwiopijczynie od siedmiu boleści.

Gdy spiczastoucha przyszła, bliźniaczki wreszcie mogły w spokoju wyjść na zaplanowany wcześniej spacer, Izaura kierowała się w stronę pasących się koni, jeśli Quil nie chciała się przejechać, mogła je chociaż zobaczyć, a skoro wyglądają tak samo, to Widmo mógłby okazać swój krnąbrny charakter i tej nieznajomej. Blondynka na to liczyła, w końcu pogodziła się częściowo z sytuacją, ale nie znaczyło to, że ułatwi bliźniaczce rozwój ich przyjaznej, siostrzanej relacji. Musiała sprawdzić granice jej wytrzymałości, dopiero wtedy naprawdę poznaje się człowieka.

- Zauważyłam, że twój topór jest bardzo podobny do mojego, myślisz, że zrobiła je ta sama osoba?

Awatar użytkownika
Quillithea
Zbłąkana Dusza
Posty: 9
Rejestracja: 2 lat temu
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Keira, Sevi, Eliae, Loneyethe, Aureola, Rheyaen
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Quillithea » 3 miesiące temu

        Quillithea uśmiechała się wprawdzie uroczo - żaden jej gest, żadna mina nie mogła zostać zachwiana. Kobieta zachowywała się jak wzór wszelkich cnót. Nawet gdy jej bliźniaczka jej dogryzała, nordka ciągle spoglądała na nią z iskierkami lekkiego rozbawienia i sympatii.
A mówią, że oczy są zwierciadłem duszy. To bardzo mylne stwierdzenie…
        - Ona ma ciało, ja nadrabiam mózgiem - odparł Trido z zadziornym uśmiechem. Prowokował swoją podopieczną, rzecz jasna. Amatorka w tym momencie zawahała się i obrzuciła upiora morderczym spojrzeniem, jednakże Quil nie jest jakąś podrzędną aktoreczką.
        - Dlatego od myslenia mam ciebie, Trido - powiedziała życzliwie, spoglądając w stronę ducha. Dosłownie chwilę później jej opiekun został wyrzucony z pokoju. Jaka szkoda, ominie go reszta przedstawienia.
        - Wypadek. Nawet go nie pamiętam. - Quillithea wzruszyła ramionami. - A so tu ukrywać? - odrzuciła. Krasnoludzica ciągle była brana za osobę niegodną zaufania. Aż powietrze było gęste od podejrzeń. “No dalej”, myślała nordka. “Powiedz, w czym ci przeszkadzam”.
Czy to dobrze zamykać istoty w klatkach? Czy to źle? A czym się różni dobro od zła? Są to dwa uzupełniające się pojęcia, utworzone tylko dla spokoju społeczeństwa alarańskiego. Albowiem zło musi być karane, a dobro nagradzane. Czemu zatem to dobrzy cierpią, a źli dostają aż nadto szans na życie?
        - Zamykalismy je, bo takie były casy. - Głos nordki zrobił się nieco poważniejszy. Specjalnie lekko uchyliła kurtynę, choć ani na chwilę nie wypadła z roli. - Wyobraź to sobie. Jesteś zamknięta w tym domoctwie, nie widziałaś siwiata. Dlasego? Bo na zewnąc jes niebezpiecnie? Zabiliby cię zli ludzie? Mój ojciec chciał uchronić gatunki, na które ludzie do dzis tak kochają polowatz. Gdyby nie on, na ziemi pewnie nie chodziłyby sentaury - zaapelowała spokojnie, wpatrując się w Izaurę z powagą.
Kłamstwo ubrane w szlachetne szaty zawsze staje się prawdą w oczach odbiorcy. Quillithea zawsze miała szacunek do swojego ojca, właściciela cyrku. Nigdy nie powiedziałaby o nim złego słowa.
        - W takim razie może wyruszys dalej ze mną, w góry? - padła propozycja z ust nordki, a jednocześnie prawie padł moment kulminacyjny. Skoro obie są bliźniaczkami, odpowiedź znajdą tam, gdzie żyje ich rasa. A Quil sama jej nie znajdzie.

        - Niestety, nie potrafię… Ale chętnie posnam Widmo - rzekła spokojnie, podążając za swoją siostrą. Niefortunnie obie musiały trafić na wampirzycę, która parodiowała całkiem naga po mieszkaniu. Quillithea westchnęła, zasłaniając lekko twarz ręką.
        - Na Prasmoka, ubiez się w coś, bo naprawdę, chwalić się nie mas czym… - powiedziała blondynka. W tym momencie kurtyna opadła niemal całkowicie; Quillithea spojrzała na Syine z wypisanym mordem w oczach. Choć to była sekunda, myśli nordki można było łatwo odczytać z jej zasłoniętej twarzy. A zastanawiała się ona w tej chwili, czy z szyi wampirów także tryśnie tyle krwi, ile z ludzkiej po dekapitacji, czy wystarczy, by wykarmić pobratymców…
Trido z cichym westchnieniem zniknął. Zaszył się w ciemności, aby móc z niej wyskoczyć w najmniej odpowiednim momencie.

        Po wyjściu z domku, obie nordki ruszyły w kierunku koni. Quillithei ten widok skojarzył się z cyrkiem. Była tylko jedna różnica.
Zwierzęta nie pasły się w łańcuchach.
        - Cy ja wiem? Jeśli są bliźniacze, to byłby ogromny zbieg okolicności, że obie je posiadamy. Jednak… Moze mają spesjalne zdolnoźci? - zastanowiła się nordka, obserwując bacznie konie na pastwisku.
Czas zacząć kolejny akt, moi widzowie!

        Trido w mieszkaniu uśmiechnął się w ciemności. Musiał teraz działać bardzo szybko.
        - Pani Amaranto… - zaczął niepewnie, wyłaniając się z kryjówki. Jego mimika twarzy wydawała się szczerze zatroskana. - Czy pani również czuje ten zapach…?

        Konie zaczęły wierzgać i rżeć przeraźliwie. Quillithea zaciągnęła się powietrzem i rozszerzyła oczy.
        - Siarka! - krzyknęła i odwróciła się w kierunku domku. Czas na ukazanie heroizmu jej postaci. - To piekielni…!
W te pędy ruszyła tam, skąd przed chwilą wyszła razem z siostrą. Przerażenie odbijało się w jej oczach, a topór dumnie zalśnił w jej dłoni. Kiedy już wbiegła do domu, dach trzasnął i niespodziewanie zapłonął. Wybuch powoli rozprzestrzeniał się po pozostałych pokojach. Quillithea zatkała usta i nos dłonią, żeby przedwcześnie nie szczeznąć. Jeszcze nie pora.

        Po kilku chwilach Quill wyszła razem z Amarantą pod ręką. Obie były całkiem pokryte resztkami kurzu i sadzy. Syine prowadził natomiast Trido, choć prędzej to wyglądało jak marna imitacja pomocy. Duch popychał ją po prostu, aby stawiała kolejne kroki ku ratowaniu życia. Wzrok nordki mówił sam za siebie. “Ona mogła sobie tam zdechnąć”.
Akcja ratunkowa odbyła się pomyślnie. Może nie dla domu, który teraz za ich plecami płonął sobie w najlepsze, wysyłając informacje drapieżnikom, że tutaj czeka przypieczone jedzonko.

Awatar użytkownika
Amaranta
Błądzący na granicy światów
Posty: 15
Rejestracja: 3 lat temu
Inne Postacie: Nefertiti, Izaura, Set, Azalia, Tean, Adiraella, Melodia
Aura: Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone. Tutaj będzie aura, chwilowo wyłączone.
Kontakt:

Post autor: Amaranta » 2 tygodnie temu

Amaranta była dumna z siebie, że udało jej się zmusić Siyne do mycia, choćby alkoholowym przekupstwem. Już prawie ucieszyła się, iż wampirzyca tak ochoczo podchodzi do wypróbowania świeżo wyczarowanej sukienki. Jednakże nieumarła postanowiła użyć jej jako ręcznika, szkoda, że woda nie mogła zmyć też trochę złośliwego charakteru szaroskórej.

- Siyne, to jest ubranie, a nie ręcznik… - powiedziała, jakby miała do czynienia z jakimś półgłówkiem, nie chciała dać się wyprowadzić z równowagi, choć rzucenie sukni w błoto było bardzo nieprzyjemne.

Krwiopijczyni tylko marudziła i zrzędziła, Ama nerwowo odgarnęła kilka białych kosmyków, chowając je za spiczastym uchem.

- Twoje poprzednie ubranie zawierało ten kolor, więc uznałam, że powinno ci pasować – wytłumaczyła, wcale nie skruszona, poważna, trzymając nerwy na wodzy. Jednakże w czasie jak mówiła, całkiem naga nieumarła zaczęła zmierzać do środka.
- I to ona jest niby starsza? – westchnęła w myślach.

Mroczna elfka natychmiast za nią pobiegła. Nie przepadała za bieganiem, to Izaura lubiła wszelką aktywność fizyczną. Czarnoskóra wolała siedzieć nad książkami.

- Uff… Poczekaj chwilę! – na szczęście szybko dogoniła pijaczkę – Nie będziesz gorszyć mojej siostry, za chwilę stworzę nową suknię i… Siyne! – zawołała widząc jak ta poszła świecić golizną przed nordkami i po chwili adekwatnie oberwała od Izaury.

Spiczastoucha natychmiast chwyciła za rękę swoją starszą siostrę i zaczęła ją ciągnąć na sofę, jednocześnie uśmiechając się do Izaury w sposób, który miał przekazać, że przeprasza za zachowanie nieumarłej.
Gdy tylko spiczastouche z trudem wciągnęła siostrę, która, choć szczupła trochę ważyła na sofę, sama też na niej usiadła i aż sobie odetchnęła. Po chwili, gdy odpoczęła, wyczarowała kolejną sukienkę, identyczną, jak ta poprzednia, która skończyła w błocie. Nie był to gest dobrej woli, po prostu nie chciała, by całe to mycie poszło na marne, w przeciwnym razie musiałaby założyć tą wybłoconą.

- Po pierwsze, chcesz alkoholu, zachowuj się, jak nakazują zasady dobrego wychowania. Po drugiego ubieraj sukienkę, bo będzie cię czekał wieczny odwyk od piwa i innych tego typu trunków. Po trzecie nie obrażaj Izaury, bo źle się to dla ciebie skończy. ZROZUMIANO? – wszystko powiedziała spokojnie, ale ostatnie słowo wykrzyczała ze złością malującą się przez moment na jej twarzy. Szybko jednak wzięła głębokie oddechy i wróciła do swego pacyfistycznego sposobu bycia i zaczekała, aż siostra wykona jej polecenia.

W międzyczasie mimowolnie nasłuchiwała, co się dzieje z Izaurą i jej wierną kopią. Niestety niewiele do niej dotarło, słyszała głosy, ale nie potrafiła rozróżnić słów, za cicho. Niedługo potem blondynki wyszły i kierowały się na zewnątrz. Spodobał się jej komentarz Quil, zwłaszcza, że wampirzyca nadal się nie ubrała.
Gdy wyszły, elfka zerkała przez okno chcąc wiedzieć co się dzieje z jej nieabiologiczną siostrzyczką jednakże jej obserwacje przerwał Trido.

- Jaki… zapach? – spytała zdziwiona i wciągnęła nosem nieco więcej powietrza – Dym… - zaniepokoiła się białowłosa i natychmiast wstała – Siyne, ruszaj się, musimy uciekać! – próbowała ją ściągnąć z kanapy, ale poddała się i użyła magii, by ta lewitowała tuż za nią.

Próbowała znaleźć wyjście wolne od ognistych języków, ale im dłużej szukała, tym coraz niebezpieczniej się robiło. Nagle tuż przed jej nosem dach zaczął się rozwalać. Elfka cofnęła się gwałtownie. Nie bardzo wiedziała co robić, gdy nagle spostrzegła Izaurę, a przynajmniej tak jej się wydawało.

- Izaura? Uciekaj, ratuj się – zaczęła kaszleć, bo coraz więcej dymu dostawało się do jej płuc.

Nie bardzo wiedziała, co się działo, ona słabła, jej zaklęcie słabło więc Siyne też opadała na ziemię, a kontakt z rzeczywistością powoli zanikał. Poczuła jeszcze, jak ktoś łapie ją pod rękę. Była przekonana, że to Iz.
Dopiero gdy wyszły i w końcu mogła normalnie oddychać, przekonała się, że podtrzymuje ją ta druga krasnoludzica. Była zaskoczona, ale natychmiast zaczęła szukać siostry, a potem tej drugiej. Izaura była w pobliżu, Ama chwiejnym krokiem do niej podbiegła i przytuliła rada, że nic młodej się nie stało. Po chwili zobaczyła, że Trido zajął się Siyne. Jak bardzo wredna by nie była wampirzyca, Ama czuła, że płynie w nich ta sama krew więc i ją uściskała.

- Jak dobrze, że nic wam nie jest – odetchnęła, po czym zwróciła się do Quil i Trido – Dziękuje wam, uratowaliście nasze życia. Nie wiem, jak mogłabym się odwdzięczyć – uśmiechnęła się lekko, po czym zerknęła na płonący dom.

Tyle lat tu mieszkały, tyle lat spokoju, a teraz to wszystko w ciągu kilku minut przepadło. Na twarzy mrocznej elfki malował się smutek i setka zmartwień. Nie bardzo wiedziała co teraz. Będą musiały znaleźć nowy dom i to prawdopodobnie nie tu. Ktoś musiał wywołać ten pożar, a przecież wszyscy obcy byli tuż obok. Powinni jak najszybciej uciekać. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku, drobna i niewidoczna. Musiała wziąć się w garść, dla dziewczyn. Nie miała o sobie narcystycznego mniemania, ale odczuwała, że jest tu najbardziej rozgarnięta.

- Powinniśmy opuścić to miejsce czym prędzej – rzekła, patrząc po wszystkich.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Ruiny Nemerii”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość