Elisia[Centrum miasta] Cisza przed burzą

Miasto przedstawia bardzo stereotypowy wygląd architektury przedstawianej w literaturze i malarstwie. Szare, kamienne domy w najbogatszej części miasta. Arystokracja ma nawet osobną dzielnicę. W miarę oddalania się od ogromnej katedry będącej centrum miasta, zabudowania rozrzedzają się, a kamienie są zamieniane na drewno i glinę.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

[Centrum miasta] Cisza przed burzą

Post autor: Mathias » 1 rok temu

Początek przygody…

        Pierwszy raz od brutalnego wyrzucenia go przez portal w jakieś zapomniane przez Prasmoka miejsce na Łusce obudził się wypoczęty. Pachnące morzem złote loki wciąż pojawiały się czasem w jego snach, ale nie dręczyły już koszmarami po nocach, a najemnik dzień po dniu uspokajał się i godził z zaistniałą sytuacją, gdy czar opuszczał jego umysł. Nie wiedział, co się wtedy stało. Pamiętał dokładnie, co widział, ale rozum nie chciał tego przyjąć do wiadomości. Statek i morze w górach. Jeziora dusz. Trupy. Niviandi. Przez długie dni i noce, spędzane pod gołym niebem, Northman męczył się z koszmarami nachodzącymi go, gdy tylko przymknął oczy. Budził się więc zmęczony i spięty, a przez to średnio przyjemny w obyciu. Milczący, co do niego niepodobne.
        On i Aurea pojawili się na równinie kilkanaście dni temu, oboje zdezorientowani i wyczerpani, miotając się pierwsze kilka chwil w szale, próbując odnaleźć się na mapie Łuski. Niby wiedzieli, skąd się tu wzięli, jednak o ile skrzydlata gładko przełknęła fakt istnienia portalu, wściekły Northman klął dobre kilka godzin na czym świat stoi, nim dziewczyna w końcu go uspokoiła. Niviandi nawet nie szukali. Wiedzieli, że jej tu nie ma i zgodnie nie poruszali tego tematu. Mathias tylko czasem przytulał nagle skrzydlatą i szeptał uspokajające słowa, gdy widział, że jej myśli odpływają w stronę zaginionej koleżanki, a w oczach wzbierają łzy. Później należało wziąć się w garść i odnaleźć. On i Bellum polowali (kocur w końcu zaakceptował zarówno najemnika, jak i małego kociaka, który trafił tu razem z nimi, zaplątany w grzywę lwa), Aurea piekła mięso nad ogniskiem i dzień po dniu przesuwali się dalej, szukając jakiegoś miasta.
        Ostatnia noc była ich ostatnią na szlaku, z oddali widzieli już miasto, ale nie zdążyliby do niego dojść przed zmrokiem, spędzili więc ostatni wieczór obozując na granicy lasu i rozmawiając, co weszło im w nawyk ostatnimi czasy. Przez te kilka dni zbliżyli się i Mathias w końcu poznał historię Aurei, Belluma, znamion na ramionach dziewczyny i upewnił się, że naprawdę ma ona problem z chodzeniem. On nieco bardziej opornie i raczej siląc się na dowcip, ale opowiedział jej o sobie, o swoim dzieciństwie i życiu, na zmianę nudnym podczas samotnych podróży i porywającym, gdy nawet nie musiał polować na przygody i tarapaty, bo te znajdywały go same. Wieczorem dotarli w końcu do Elisii i dorwali ostatni wolny pokój w karczmie, mając pierwszy raz okazję wyspać się w cywilizowanych warunkach, obmyć z trudów podróży i odzyskać siły.
        Obudził się spokojny, leżąc na plecach, z jedną ręką założoną za głowę, drugą obejmując przytuloną do niego Aureę. Nie ruszał się jeszcze, nie chcąc obudzić skrzydlatej i tylko gładził ją delikatnie po głowie, słuchając spokojnego oddechu dziewczyny. Śniła mu się dzisiaj, jak ucieka ze swojej wioski na skrzydlatym lwie. Dwie pary rozłożonych skrzydeł do teraz widniały w jego umyśle. Nie ukrywał, że wolałby inną scenerię, nawet jako marę, ale cóż, winił za to poprzedni wieczór. Za punkt honoru postawił sobie doprowadzić dziewczynę bezpiecznie do miasta i nawet wszczął niewinną bójkę w barze, by Aurea mogła niepostrzeżenie przemycić do pokoju Belluma. Później oczywiście się nasłuchał, gdy uparła się, by uleczyć nawet drobne ranki na twarzy, jakby nie dowierzając, gdy mówił, że to nic takiego. Jakby pierwszy raz dostał w pysk… Chociaż fakt, zazwyczaj szło o dziewczynę, nie lwa, ale cóż, czego się właśnie dla kobiet nie robi.
        Lew chrapał teraz donośnie, zadowolony śpiąc na podłodze przy jedynym łóżku, a Northman zastanawiał się, co dalej. Do tej pory kierowała nim troska o brunetkę, rozciągająca się nawet do tego, by obronić ją przed nim samym. Był więc grzeczny, pozwalając sobie tylko na drobne zaczepki względem słodko peszącej się dziewczyny. Poza tym naprawdę ją polubił. Była odważna i niewinna jednocześnie, o sercu tak wielkim, że swoją empatią wyrównywała jego braki. Nie chciał jej tego spieprzyć.
        Odratowane i wciąż bezimienne kocię miauknęło cicho i przy pomocy pazurów wdrapało się na łóżko, na którym spali. Mathias uśmiechnął się pod nosem i rozbawiony przyłożył palec do ust, ale czarny sierściuch znów zamiauczał, domagając się uwagi, i kontynuując jakże trudną wędrówkę przez wzgórza zmiętej pościeli. To tyle z wylegiwania się. Nim mały potworek obudzi mu dziewczynę, najemnik przychylił głowę do ciemnych włosów, całując Aureę w czoło.
        - Pobudka Aniołku, już świta – zamruczał w brązowe loki, uśmiechając się złośliwie, gdy zdawał sobie sprawę, że znów lekko nagina granice. Bardziej już jej jednak nie męczył, pozwalając dziewczynie dojść do siebie i próbując ubrać myśli w słowa.
        Chciała z nim podróżować, on chciał, by była bezpieczna, a te dwie rzeczy absolutnie się wykluczały. Ale kuźwa kazać coś tej dziewczynie to proszenie się o kłopoty, a co najmniej wykład. Jeszcze na pusty mieszek nie narzekał, ale Elisia dawała mu możliwość znalezienia sobie zlecenia (i przy okazji jakichś ciuchów). Tylko że nie będzie ze sobą wlókł dziewczyny ze skrzydlatym lwem, do cholery…
        - Może jednak pozwolisz, żebym cię odprowadził do domu? – zapytał po chwili, gdy Aurea się już wybudziła. Zabrzmiało co najmniej, jakby fellarianka mieszkała raptem kilka przecznic od ich gospody, nie po drugiej stronie kontynentu, ale najemnik nie wyglądał, jakby miał z tym problem. Wręcz przeciwnie, niedbały ton głosu sugerował, że mężczyzna taką wyprawę poczytałby jako wycieczkę w doborowym towarzystwie.
        – Wiem, że umiesz o siebie zadbać, ale byłbym spokojniejszy wiedząc, że jesteś bezpieczna – uśmiechnął się, po czym z westchnieniem złapał w końcu za kark upierdliwego kociaka, który (przy nieodzownej pomocy pazurków) dotarł już na jego brzuch i przełożył go na kolana dziewczyny.
        – I nadaj mu proszę jakieś imię, bo nie uwierzysz, ale kończą mi się złośliwe epitety.

Awatar użytkownika
Aurea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 51
Rejestracja: 4 lat temu
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Aurea » 1 rok temu

Ostatnie wydarzenia to była prawdziwa przygoda, w końcu Aurea, opuszczając wioskę, liczyła, że przeżyje coś niesamowitego. Jednakże takiego zakończenia się nie spodziewała. Nie mogła zrozumieć, czemu Nivandii przestała być sobą i ich rozpoznawać, to ją szczerze zabolało, gdyby tylko miały więcej czasu, a tak nie wiedziała nawet, co się dzieje teraz z jej przyjaciółką, czy jest bezpieczna, czy nie wpadnie znów w jakieś tarapaty. Przynajmniej miała obok Mathiasa, z którym po wyrzuceniu z portalu zaczęła wspólną wędrówkę. On naprawdę jej pomagał uporać się z tym wszystkim, choćby samym tym, że był i nie czuła się samotna. Na odnalezienie złotowłosej nie było szans, zwłaszcza, że z początku sami nie wiedzieli, gdzie są i atmosfera była dość napięta, szczególnie Northman był bardzo podenerwowany ostatnimi wydarzeniami, fellarianka widziała, że nawet w nocy, we śnie go to męczyło. Oboje mieli trudne chwile, ale trzeba było żyć dalej.
Aurea zwykle zajmowała się przygotowywaniem posiłków i służyła pomocą, gdy potrzebna była magia, Bellum zaś nawet zaufał Mathiasowi na tyle, by chodzić z nim na polowania. Mały kotek stale plątał się pod nogami, ale skrzydlata zwykle w takich momentach wzbijała się nieco w powietrze, by nie nadepnąć młodemu na ogon.
Gdy w końcu zaczęli zbliżać się do miasta, Aurea zaczęła mieć obawy, co będzie z jej kocim towarzyszem, skoro w tamtej wiosce reakcje było różne i ludzie z początku bardzo się go bali. Miała jednak całą noc na przemyślenia, na pewno nie zamierzała zostawić Belluma samego, kto wie, co by się mogło wydarzyć. Ostatecznie postanowiła zadecydować, gdy będzie już wiedzieć, gdzie się zatrzymają i jakie ono będzie oferować możliwości.
Teraz chciała pogadać z Mathiasem, ostatnio bardzo często to robiła, choćby temat rozmowy był banalny, to po chwili stawał się ciekawy albo zabawny. Szybko zleciał im tak czas i poszli spać, czekał ich jeszcze kawałek drogi.
Dlatego bramę miasta przekroczyli dopiero wieczorem, miało to swoje plusy, bo bardzo niewiele osób kręciło się o tej porze po ulicach, więc Bellum nie miał za bardzo kogo straszyć. Aurea jednak liczyła, że będzie mogła ujrzeć piękno miasta jeszcze w dziennym świetle, więc była lekko rozczarowana, że musi czekać do jutra. Przynajmniej choć trochę zobaczyła, nigdy wcześniej nie była w mieście, więc fascynowało ją to miejsce.
Ulokowali się w karczmie, mieli szczęście, że znaleźli wolny pokój. Mathias specjalnie dla niej naraził się, by mogła przemycić Belluma do środka, to było naprawdę niezwykłe i bardzo urocze. Oczywiście najemnik nieco oberwał i naturianka poczuła się w obowiązku uleczenia go, tak chciała mu za to podziękować.
Nawet nie zorientowała się, kiedy padła zmęczona i zasnęła, po prostu nagła luka w pamięci i pobudka rano, wczoraj musiała być naprawdę porządnie zmęczona. Dopiero po chwili poczuła, że mężczyzna ją obejmuje i chyba delikatnie głaska? Wciąż jeszcze w środku spała i co chwilę przymykała oczy. Co jakiś czas je otwierała, głównie za sprawą dość głośno chrapiącego dziś lwa. Gdy doszło do tego miauknięcie kociaka i pobudkowy całus od Mathiasa, nie było już wyjścia, trzeba było się całkiem rozbudzić.
Brunetka otworzyła szerzej zaspane oczy, ziewnęła, przeciągnęła się nieco i uśmiechnęła do mężczyzny.

- Jeszcze pięć minut? – spytała wesoło, choć wiedziała, że raczej już nie da rady zasnąć, skoro reszta się pobudziła, a lew głośno chrapał. Miła pobudka szybko odeszła w zapomnienie, gdy usłyszała To pytanie. Westchnęła – To bardzo daleko… - Martwiła się swoją wizją o palącej się wiosce, ale też naprawdę nie chciała, by podróż po świecie, którą zaczęła, skończyła się tak szybko i nie chciała rozstawać się z Mathiasem, tam w domu miała tylko przybranych rodziców i nikogo innego, żadnych przyjaciół, prawdopodobnie niektórzy mogli się nawet cieszyć z tego, że jej tam nie ma, poza tym może to był po prostu zły sen, a nie żadna wizja? Nie mogła być pewna, wolała na chwilę obecną uznać, że to był tylko koszmar – Nic mi nie będzie, jak trochę jeszcze pokręcę się poza domem… Mówiłam ci kiedyś ile mam lat? — zachichotała. — Sto dwadzieścia pięć i nigdy wcześniej nie opuszczałam tamtego miejsca, jeszcze za dużo rzeczy nie widziałam…

Wtem na jej kolanach wylądowała czarna kula futra. Fellarianka od razu zaczęła głaskać i przytulać do siebie malucha, był taki kochany i słodki, niemal jak Bellum, gdy był lwiątkiem.

- Nazwać? W sumie przydałoby się, popatrzmy na ciebie, cały czarny jak węgiel… Może Węgielek? – spojrzała pytająco na mężczyznę.

Nim jednak ten odpowiedział, na łóżku położył swe przednie łapy zbudzony rozmowami lew i wepchnął głowę na kolana swojej pani, również domagał się pieszczot, których ciemnoskóra oczywiście nie mogła odmówić żadnemu futrzakowi i tak czochrała obu naraz. Niby całkiem różne gatunki, ale kot zawsze pozostanie kotem.

Awatar użytkownika
Yvia
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Yvia » 1 rok temu

Kolejną noc spędziła na dachu. Co jakiś czas przyglądała się ciemnym uliczkom i światełkom, które w marny sposób oświetlały drogi. Zawsze dodawała sobie te kilka godzin w nocy na pilnowanie, ewentualne ratowanie panienek czy też kobiet wpadających w ręce napalonych gości. Widziała w tym wiele korzyści. Po pierwsze – odpoczywała, a to już dobry argument! Po drugie – takie ratowanie z opresji zawsze sprawiało, że ktoś kiedyś i dla niej zrobi jakąś przysługę. Tej jednej nocy czuła niesamowity gorąc w sercu. Płomienie obejmujące niewyraźne miejsce, z którego wyłania się kobieta z szerokimi i miękkimi skrzydłami, tylko była na lwie... który również lata. Jaką ludzie mają czasem wyobraźnię... Niesamowite. Najmilej było oglądać twarz złotowłosej i niebieskookiej dziewczyny, z młodzieńczą twarzą i zgrabnym noskiem... Yvia żałowała, że sny muszą się zmieniać. Czasem wzdychała do księżyca, zastanawiając się, o czym ona sama mogłaby śnić. O upadku królestwa czy o bandzie zboczeńców, którym podrzyna gardło? Może lepiej, że nie jest w stanie ponieść się własnej wyobraźni w fazie czuwania.


***



To był przyjemny poranek. Yvia przemieszczała się spokojnym krokiem przez uliczki, jakby chodziła nimi codziennie... I tak faktycznie było. Elfka zaliczała poszczególne punkty, nieco znudzona rutyną, skinęła głową każdemu codziennie spotykanemu jegomościowi, z którym wiązał ją jakiś interes. Na głębsze relacje nigdy sobie nie pozwalała, była daleko od grupy Rzezimieszków, więc działała ostrożnie i zajmowała się sprawami mniej porywczymi, choć taki stan powoli skłaniał ją ku zmianie lokalizacji. Miała nadzieję spotkać się „ze swoimi”, ale ci, jak zawsze, pewnie zmienili zdanie. Dogadać się z bandą porywczych chłopów jest naprawdę trudno. Musiała jednak przyznać, że taki urlop od tych jełopów sprawiał jej przyjemność. Przestała tęsknić, gdy przypomniała sobie, jak ostatnio przypadkiem zostawili ją wiszącą nad bagnem, a dokładniej nad wodą pełną aligatorów. Mina delikatnie jej zrzedła, a ostatni krok postawiony został przed wejściem do karczmy. Elfka spojrzała na drzwi. Drewniana informacja z nazwą knajpy zaskrzypiała.
„Lawina cudów”, tak nazwał swój interes pewien niezbyt krzepki barman z długim, zadbanym wąsem. Właściciel wpuścił Yvię przez zaplecze, ta delikatnie stukając obcasami o drewnianą podłogę przeszła do knajpy. Nie rozglądała się po jego dobytku, przebywając tu dzień w dzień, doskonale znała to miejsce. Usiadła przy ladzie, a już po chwili otrzymała świeży i ciepły posiłek. Elfka nie odzywała się zbyt dużo, odpowiadała skrótowo, czasem zadała jakieś pytanie. To barman nerwowo klekotał, szczególnie gdy Yvia sięgnęła po pierwszy kęs, jakby przerażony był tym, że może jej nie zasmakować. Kobieta jako najemnik wcale nie miała wygórowanych wymagań, nawet wtedy, gdy mogła zrzędzić, marudzić i rzucać jedzeniem w kucharza, to stroniła od takich zachowań. Nie widziała w tym większego celu, zbyt mocno przylegała do wpojonych jej zachowań z dworu, a poza tym... smakowało jej.
Chwilę tak gawędzili o poranku. Yvia kilka razy spojrzała na sufit, nieco zbita z tropu dziwnym hałasem. Chrapnięciem na miarę mruknięcia przerośniętego kota.
- Był tu wczoraj taki, burdę zrobił. Pewnie teraz odsypia pijackie humory – burknął mężczyzna.
Jordi, bo tak nazywał się właściciel niewielkiej karczmy, przecierał stoliki, układał i odkurzał butelki, ale napięcie powoli rosło i mężczyzna doskonale wiedział, o co się rozchodzi.
Barman poprawił fular przed zabrudzonym lusterkiem. Spieszył się, bo za kilka chwil miał otworzyć drzwi do karczmy, a Yvia nadal jadła. Zakręcił się za ladą, coś poprawił, pochylił ku białowłosej kobiecie, wystawiając szklankę.
- Może soku? Wczoraj dowieźli mi pomarańcze, zostawiłem kilka specjalne na dzisiejszy poranek... dla ciebie. – Uśmiechnął się nerwowo, a jego oczy zezowały, gdy Yvia wbiła nóż w skrawek jego koszuli, przytrzymując barmana blisko siebie.
- Nie jest brudny – rzuciła, gdy oboje spojrzeli na biel męskiego odzienia. Najemniczka szybko przerzuciła spojrzenie wpatrując się prosto w oczy barmana. - Mogę stąd wyjść w każdej chwili, Jordi. Wcale nie muszę tu siedzieć i marnować czas – tym razem brzmiała bardzo poważnie i to właśnie w tym momencie właściciel karczmy poczuł, co to znaczy prawdziwy gniew najemniczki.
- Ja... ja nie mam pieniędzy by cie spłacić – jęknął, ale widząc płomienne oczy elfki oraz wbijający się coraz mocniej nóż w ladę, postanowił szybko załatwić jakąś rekompensatę. - A-ale ostatnio jakaś nawiedzona baba tu była i w spłacie zostawiła mi naszyjnik. Chciałem się jej szybko pozbyć, dziwaczka z niej... więc przyjąłem go, wygląda na drogocenny tylko... Sam nie wiem, wyrzuciłbym na śmietnik, ale się obawiam. Chyba klątwa na nim spoczywa – barman nie bawił się w kłamstwa. Straciłby głowę albo jeszcze gorzej – cały interes i żył na ulicy, gdyby Yvia odkryła, że wisiorek nie jest tak całkowicie czysty od magii.
- Przynieś go – rzuciła Yvia, oddalając się od barmana, po czym sięgnęła po widelec by dokończyć posiłek.
Jordi poszedł na zaplecze. Yvia obserwowała cienie za oknem, które powoli zmieniały swoje położenie. Musiał się pospieszyć.
Barman z drżącymi rękoma wrócił do elfki i patrząc dookoła, czy nikt ich nie obserwuje, wysunął na blat białą chusteczkę, w której zawinięty był naszyjnik. Yvia odsłoniła jeden róg materiału, a jej oczom ukazał się błękitny kryształ. Oczy dziewczyny od razu się zaokrągliły. Był przepiękny, wykonany ze starego srebra, doskonale komponował się z mniejszymi, gdzieś pojedynczo wplecionymi zdobieniami w barwie oceanu. Faktycznie, emanował magią doskonale jej znaną. Magią ducha. Czyżby utknął tam jakiś rozrabiaka? Przydałoby się jej wolne miejsce na jednego z Wojowników, których musi złapać.
- Biorę. Masz szczęście, Jordi, że dobrze gotujesz. To nawet spłaci kolejne cztery dni. A teraz bierz kluczyk i otwieraj te ruderę. – Uśmiechnęła się pobłażliwie Yvia, zgarniając błyskotkę.
Barmanowi kamień spadł z serca. Z ulgi przestał skubać we włosach, pewnie z nerwów pozbawił się ich z samego czubka głowy. Szybko zapiął koszulę, ułożył jeszcze raz fular, zarzucił kamizelkę i otworzył drzwi. Yvia wyszła na zewnątrz, podpierając ścianę i dłubiąc, niby ze znudzenia, w paznokciu. Miała na sobie szary i lekki płaszczyk, który przysłaniał mniej bezpieczne błyskotki. Obcisłe, czarne ubrania idealnie komponowały się ze sztyletami przymocowanymi do pasów, ale miecz zostawiła sobie pod ręką, w specjalnie uszykowanym miejscu, tuż przy ladzie barmana.
Yvia nigdy nie traciła czujności. To powtarzało się codziennie, przecież każdy wiedział, co oznacza taki „strażnik” przy czyimś interesie. Niemalże krzyczało do innych „tu pobieramy haracz”, ale w tym niesprawiedliwym świecie istniał niesprawiedliwy porządek. Pracujesz dla kogoś, odpalasz mu procent zarobku, on płaci innym, by omijali okupowane miejsce. Rywalizujące ze sobą bandy również trzymały się tych zasad, nie napadasz, to nie zostaniesz napadnięty. Zawsze jednak trzeba było mieć na uwadze wyjątki, ponieważ nie wszystkim podobała się taka kolej rzeczy. Niektórzy woleli zarabiać więcej, stąd też Yvianella nigdy nie ignorowała przeciwnika. Czuła się lepsza od innych, ale nie uważała siebie za bezbłędną, a to już zasadnicza różnica!
Elfka uniosła wzrok. Coś tu się nie zgadzało. Nie widziała Roja i Nero, a już minęło naprawdę sporo czasu. Czyżby ktoś się nie pojawił na swoim stanowisku i mieli okazję powybijać szyby? Yvia rozejrzała się dookoła. Powędrowała po dachach pobliskich budynków. Grot strzały błysnął jej w słońcu. Wtedy zrozumiała, że dwaj, znani jej mężczyźni nie zjawią się. Białowłosa odbiła się od ściany, obróciła na palcach ku wejściu do karczmy. Poczuła, jak cień nakłada się na jej plecy. Otworzyła drzwi, spojrzała porozumiewawczo na barmana, a ten pobladł i od razu padł na kolana, chowając się za ladą. Yvianella już w wejściu obróciła się, sprzedając sierpowego najbliższemu najemnikowi. Na szczęście nie był ogromnym wielkoludem z karkiem, co nie można było powiedzieć o kolejnym za nim stojącym. Błąd, ale na korzyść Yvii.
Pierwszy zawisł na futrynie, otarł policzek i od razu rzucił się na białowłosa kobietę. Obcasy zastukały, bardzo rytmicznie, jakby przewidziała taką reakcję. Mężczyzna zamachnął się raz, drugi, trzeci. Ostatni cios Yvia wytrąciła ręką, pchnęła gościa do środka karczmy, czego ewidentnie się nie spodziewał. Najemnik zatoczył się do tyłu, a elfka, niczym zgrabna lisica, dwoma krokami podbiegła, po czym skoczyła na przeciwnika. Mężczyzna leciał wraz z nią, tylko ona wylądowała na stole, on uderzył głową o jego krawędź, tracąc przytomność. Klienci dobytku niemo jęknęli, odbiegając od posiłku, na całe szczęście, bo Yvia mogła sięgnąć po wrzątek i ślepo wylać go za siebie. Tuz za nią pchał się z łapami ów osiłek. Gość zawył wściekle, oblany gorącą wodą, a gdy dziewczyna zsunęła się ze stołu, była blisko, by za chwilę upaść. Została zaskoczona ostrzem tuż przed swoją twarzą. Nie wiedziała, kiedy przekradł się ten niski opryszek. Sztylet zabłysnął jej drugi raz, lecz tym razem elfka była gotowa, wybiła mu broń własnym sztyletem. Spojrzała na swoją dłoń, na przeciętą rękawiczkę i sączącą się krew. Zielone oczy zwęziły się. Yvia poczuła irytację. Jedynie osiłek krzyczał, reszta zachowywała się cicho. Słychać było wdechy i westchnięcia oraz świst strzały, tuż przy jej uchu. Grot nawet nie wbił się w podłogę, wybił szybę, ale musiała unikać okien. Osiłek ryknął, Yvia spojrzała na niego krótko. Uciekła przed jego uściskiem, wyminęła tego mniejszego, po czym zarzuciła i zawinęła go w swój płaszcz, który miał szybkie, dostosowane do pracy odpięcie. Białowłosa broniła się wierzgającym kolegą, by ten wielki gość czasem nie znokautował jej jednym ciosem. Kiwała się z nim przez chwilę, ujawniając się w oknie i z wyczuciem czasu, aż sama siebie podziwiała, obróciła mniejszym koleżką tak, by wycelowana strzała wbiła się w jego tułów. Yvia nie za bardzo wiedziała, gdzie ma teraz przód, a gdzie tył. Osiłek zamachnął się, dziewczyna uklęknęła, cios został sprzedany temu drobniejszemu. Najemnik wkurzył się niesamowicie, elfka prześlizgnęła się między stołami ścierając pot z czoła. Jęknęła zaskoczona obecnością osiłka, który przewidział jej ruch. Chwycił ją za gardło i pchnął w ścianę. Kobieta jęknęła z bólu, wierzgała nogami i bezcelowo próbowała cokolwiek zrobić. Jordi z niezrozumieniem patrzył, jak białowłosa elfka wyciąga ręce przed siebie i próbuje sięgnąć twarzy oprycha. Gość denerwował się niemiłosiernie, gdy wkładała mu paznokcie i palce w oczy, macała go po twarzy, aż w końcu obejęła jego policzki. Patrzyła ostatnimi tchnieniami na niego, a on powoli tracił wyraźny obraz. Barman z niedowierzaniem spoglądał, jak mężczyzna powoli puszcza kobietę a potem chwyta się za głowę i coś mamrocze, dostaje obłędu. Yvia jeszcze przez chwilę utrzymywała ręce przed sobą, do momentu, gdy wielkolud nie padł jak mucha na podłogę. Elfka rozluźniła się, choć wyglądała na wyraźnie zmęczoną.
- Spróbuj komukolwiek powiedzieć o tym, co tu widziałeś – syknęła w stronę barmana, a ten pokazał, że trzyma język na kłódkę.
Wściekła białowłosa zbliżyła się do wybitego okna, po czym pokazała środkowy palec kusznikowi. Chwyciła tego najmniejszego za fraki i uwaliła jego ciało na parapet, a niech wie, że nie ma co z nią zadzierać.
- Podaj mnie ten sok – mruknęła zaciskając palce na rannej dłoni.

Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Mathias » 1 rok temu

        Aurea przebudzała się powoli, a najemnik obserwował ją z nieskrywanym zadowoleniem, gdy przeciągała się zaspana w jego objęciu. Nic mu cholera nie ułatwiała. Usłyszał urocze pytanie i pierś mężczyzny zatrzęsła się od tłumionego śmiechu, a on tylko zamruczał twierdząco we włosy skrzydlatej. Chcąc nie chcąc jednak rozbudził dziewczynę, taki zresztą był zamiar, a postawione pytanie nieco umyślnie otrzeźwiło jej umysł i zmusiło go do powolnego rozpoczęcia działania.
        - To nic – zamruczał cicho, by jej nie przerywać, wciąż z ustami skrytymi przez krótkie czekoladowe loki dziewczyny. Nie miał zamiaru na siłę zmieniać jej zdania, troszczył się, to wszystko („a i tak już za dużo, Northman!”).
        Może nie wyglądał, leżąc rozwalony na łóżku, tuląc dziewczynę i kryjąc twarz w jej włosach, ale słuchał jej uważnie. Dlatego gdy ta swobodnym tonem głosu kontynuowała rozmowę, mimochodem wspominając o swoim wieku, na moment zamarł, przekonany, że źle usłyszał, a później podniósł się na łokciu, spoglądając na nią z góry. Uważnie.
        - Sto dwadzieścia pięć lat? Zdecydowanie nie wyglądasz na swój wiek – westchnął. Dowcip może i wszedł już mu w krew, ale brunet wyglądał na nie lada zszokowanego i prawdopodobnie chwilę mu zajmie, nim przetrawi te informacje.
        Darował sobie jednak komentarz „niemożliwe!”, bo to, co widział już w życiu, deptało to słowo i rozszarpywało na strzępy z radością szczenięcia z nowym butem w pysku. Dodał więc po prostu fellarian do listy długowiecznych ras, jakie znał. Musiał niestety odpuścić sobie żarcik, że to czyni ją oficjalnie jedną ze starszych babek, z jakimi spał, bo pomijając już fakt, że dowcip był raczej niskich lotów, to niestety nie miał racji bytu, skoro Mathias tak sobie wziął do serca tę całą, tfu, rycerskość i był grzeczny, opiekując się dziewczyną na tak odmienny od jego zwyczajowych zachowań sposób. Też sobie wymyślił. Ale polubił tę dziewuchę, no i co zrobisz. Wyjątkowo nie będzie chamem. Oby mu tylko to w nawyk nie weszło, bo wtedy to już nic, tylko nadziać się na własny miecz. Łypnął na staruszkę w ciele dwudziestolatki, z zapamiętaniem nastolatki czochrającą dwa kociaki, i prychnął śmiechem.
        - Zwariuję przez ciebie, wiesz, Aniołku? Normalnie padnie mi na łeb – mruczał, zbierając się z niezadowoleniem z łóżka, gdy usłyszał na dole taboret rozbijający się o ścianę. Głowę dałby sobie uciąć, że mała impreza, którą wczoraj rozpętał, wygasła sama, ale dochodzące z dołu dźwięki świadczyły odmiennie. Spojrzał z powątpiewaniem na ten kawał szmaty, który wczoraj wziął za koszulę i gwizdnął jednemu z dryblasów. Ale to było przed kąpielą i teraz nie miał najmniejszej ochoty na siebie tego zakładać. Dźwięk tłuczonej szyby przyspieszył jednak jego ruchy i Mathias złapał za pochwę z mieczem, podchodząc z nią w ręku do drzwi.
        - Nie wychodź na razie – powiedział do Aurei przez ramię, darując sobie jakieś większe ostrzeżenia. Dziewczyna pokazała już, że umie o siebie zadbać, więc nie traktował jej jak byle dziewkę w opałach. Wciąż jednak byłoby lepiej gdyby nie narażała się bez jakiegoś dobrego powodu, miał więc nadzieję, że po prostu uszanuje prośbę.
        Gdy uchylił drzwi od pokoju, na dole było już cicho, nie licząc kobiecego głosu, od którego uśmiech sam pojawiał się na ustach. Jak one to robią? Northman zamknął za sobą ostrożnie drzwi i przerzucił pas przez pierś, zostawiając miecz na plecach, gdy oparł się nonszalancko o barierkę na piętrze, by spojrzeć w dół i ocenić zniszczenia.
        Uniósł lekko brwi, krzywiąc usta w bezczelnym uśmiechu, gdy na jego oczach drobna białowłosa kobieta przestąpiła beztrosko przez jednego z nieprzytomnych mężczyzn, pokazując komuś przez okno obelżywy gest. Koleżanka po fachu jak nic. Nim dostrzeże go barman lub sama prowodyrka zamieszania, miał jeszcze chwilę, by przyjrzeć się ofiarom i ocenić je na własny sposób, a później z nieco bardziej zaintrygowanym spojrzeniem powrócić do figury elfki. Włosy zasłaniały jej uszy, ale to musiała być elfka, tego się już nauczył na własnej skórze. Jak zawsze pozwolił sobie na wodzenie wzrokiem wzdłuż linii kobiecej sylwetki, a intensywność spojrzenia była niemalże namacalna. Nigdy nie czuł się winien, subtelniejszy byłby pewnie tylko, gdyby kobieta sama nie odziewała się w takie stroje, ale ewidentnie nie przeszkadzały jej męskie spojrzenia, więc czuł się równie bezkarny jak kociak na kolanach Aurei. A właśnie, tak, Aniołek… Trzeba by ją stąd wyprowadzić w miarę bezproblemowo, a wściekła najemniczka na drodze do wyjścia nie była kłopotem dla niego, ale dla względnego zachowania dyskrecji, biorąc pod uwagę skrzydlatą i jej lwa, już owszem.
        - Jak ja zrobiłem rozróbę o trzy ofiary mniejszą, to musiałem płacić za zniszczenia, a koleżanka dostaje świeży sok… i gdzie tu sprawiedliwość…
        Doniosły, chociaż niski i przyjemny dla ucha męski głos poniósł się w ciszy karczmy niczym huk gromu. Kto mógł, wybiegł z głównej sali już podczas bójki, a pozostali goście nie mieli najmniejszego zamiaru wyściubiać nosa z pokoju o takiej porze, a jeśli już wstali, to na pewno nie słysząc odgłosy walki. Northman jednak stał wciąż beztrosko wsparty na przedramionach o rzeźbioną balustradę i bezczelnie zaczepiał całkiem ponętną maszynkę do zabijania. No co, nie mógł się powstrzymać.

Awatar użytkownika
Aurea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 51
Rejestracja: 4 lat temu
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Aurea » 11 miesiące temu

Aurea widząc zaskoczenie na twarzy najemnika, zaczęła wesoło chichotać. Miło jej też było usłyszeć, że nie wygląda na swój wiek. Jednak im dłużej patrzyła na twarz Mathiasa, tym bardziej nie mogła wytrzymać i w końcu wybuchła głośnym śmiechem. Jemu również się to udzieliło, a kociaki były zadowolone z otrzymanych pieszczot, no wprost niebywała sielanka.
Przerwał ją jednak hałas na dole, fellarianka również to usłyszała i spojrzała z lekkim niepokojem na Mathiasa. Po chwili kolejny raban, jakby ktoś wybił szybę. Aurea miała nadzieję, że szybko się to uspokoi. Nie chciała, by ta awantura wciągnęła ją i Northmana, już wystarczy, że wczoraj się w taką wpakował, by pomóc wprowadzić tutaj Belluma, a przecież jeszcze pozostawała kwestia jego wyprowadzenia…

- Uważaj na siebie – szepnęła jeszcze, wiedząc, że nie zdoła zatrzymać mężczyzny.

Sama wstała z łóżka, doprowadziła się do porządku, jednak ta cisza, która nastała na dole, ją męczyła. Miała tu czekać, ale sekundy dłużyły się w nieskończoność. Węgielek zwinął się w kłębek na łóżku, bo było takie mięciutkie i miał ochotę poleniuchować, natomiast Bellumowi Aurea nie pozwoliła na taki luksus w tej chwili. Tak, miała tu siedzieć, ale już nie mogła!
Musiała sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Ostrożnie otworzyła drzwi od ich pokoju i wraz z wielkim kotem zaczęła skradać się w stronę schodów. Oboje podchodzili najciszej, jak mogli, powoli zeszli po schodach na tyle, by ich nie było widać i z ukrycia obserwowali, co się dzieje. Naturianka aż zakryła usta, widząc tyle… trupów! I ta białowłosa. Lekko przekrzywiła głowę, wyglądała dosyć groźnie, ale była naprawdę piękna, Aurea jednak wolała na razie nie wchodzić jej w drogę, jeśli te wszystkie ofiary to jej sprawka… Najwyraźniej mogła zabić losową osobę bez zająknięcia. To chyba już lepsza była zadufana w sobie blondynka z dwojga złego. Tamta przynajmniej była niegroźna.
Na szczęście Mathias był cały i zdrowy, i jeszcze bezczelnie się na nią gapił, typowe, ten to zawsze szuka guza.
W tym momencie Aurea boleśnie sobie przypomniała, że nie zamknęła drzwi w pomieszczeniu, w którym zostawiła małego kociaka. Czarnulek musiał się czegoś wystraszyć i niczym błyskawica czmychnął między nogami lwa i jej. Gdy tylko spostrzegł mężczyznę, wskoczył mu na nogę, czepiając się pazurami. Cały był najeżony i fukał na coś, chyba nawet sam nie wiedział na co.

- O nie! – pisnęła pod nosem Aurea.

Bellum natomiast postanowił wziąć sprawy w swoje łapy. W kilku skokach dotarł do najemnika, chwycił kociaka zębami, ale tak by go nie skrzywdzić i oderwał od nogi Northmana, po czym czmychnął ponownie na schody, nie zważając na reakcje reszty i przerażenie karczmarza.
Fellarianka uderzyła ręką w czoło, nie sądziła, że ten skrzydlaty futrzak wpadnie na tak szalony pomysł, a przecież jej przyjaciel tak się namęczył, by go tu dyskretnie wprowadzić.

- Mathias mnie zabije… Brawo Bellum – szepnęła do swego zwierzaka, rzucając mu oburzone spojrzenie, ale ten jedynie klapnął obok niej, wciąż trzymając Węgielka. Dziewczyna wzięła kociaka i mimo lekkiej irytacji poczochrała lwa po białej grzywie. Ostatecznie jednak przyniósł malucha w całości bez obrażeń no i go nie zjadł.

Awatar użytkownika
Yvia
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Yvia » 11 miesiące temu

Yvianella czuła na sobie spojrzenie. Całkiem inne spośród tego, jakim obdarzał ją tłum - klienci pouciekali, karczmarz zalewał się potem na myśl o tym, ile musi jeszcze wydać pieniędzy na nową szybę, pozostała więc jedna osoba. Stojąca na balkonie postać, którą dostrzegła kątem oka, gdy obracała się w stronę baru. Rozpoznawała ten badawczy wzrok, który prześledził jej ciało w każdym calu – nie było to dla niej obce. Znała potęgę kobiecego uroku, siłę wyglądu, którą mogła manipulować i wcale nie potrzebowała do tego magii. Wystarczyło wiedzieć, którą ścieżką podążać.
Rozpaczliwy płacz barmana przerwał głos ów nieznajomego. Męski, nieco namaszczony poranną chrypką. Yvia słysząc go, przystanęła, kierując na niego spojrzenie. Elfka z równie wielką bezczelnością przyjrzała się jegomościowi. Poczynając od butów, przechodząc przez uda, brzuch czy ramiona, a kończąc na twarzy. Milczała, a jej tęczówki powoli obejmował blask poranku, gdy powieki stopniowo dźwigały się do góry.
- Widzisz... - rozpoczęła niskim tonem i na krótko obróciła się ku mężczyźnie profilem, jakby udawała zastanowienie. - Mam coś, czego tobie brakuje. I nie dotyczy to górnych partii garderoby.
Yvia przeciągnęła garść białych włosów na przód, które posłusznie rozlały się na jej biuście, a końcówki nieśmiało dotykały mięśni kobiecego brzucha.
- To urok osobisty.
Elfka uśmiechnęła się sztucznie, a już po chwili jej mina przybrała surowego wyrazu, jakby odganiała kolejnego natarczywego wielbiciela. Obcasy zastukały, gdy kobieta skierowała się w stronę lady zachowując przy tym spokój i nader dostojność. Chciała otrzymać swój sok pomarańczowy, wszak dodaje on witalności, a po jatce miło było ugasić pragnienie. To zuchwałe zachowanie wobec nieznajomego nie budziło w niej poczucia winy. Ot, zwykłe przepychanki słowne, które wolała zakończyć jedynie na gadaniu niż działaniu. Na co komu kolejny zakrwawiony przystojniak? Niech się cieszy, że miała dobry dzień!
Gdy kobieta wsparła się pośladkiem na wysokim krześle, dostrzegła minę gospodarza. Na początku wyrażało niezadowolenie. Yvia jeszcze raz zerknęła na klienta zakładu, który przynajmniej mógł się poszczycić zgrabną sylwetką. To trochę poprawiło jej humor na ten pracowity poranek. Zdecydowanie lepszy widok od grubych i obleśnych mafiozów z fajką w gębie. Przyglądając się tak brunetowi dostrzegła małego kociaka, który z zapałem wspinał się po umięśnionym udzie mężczyzny. Yvianella wiedziała, że Jordi kategorycznie zabrania przyprowadzanie zwierząt. Uważał, że tylko syfią, a go nie stać na stałą sprzątaczkę, przez co większość pokoi sprzątał sam. Po drugie, elfka przeczuwała, że to właśnie on, roztargniony przez poduszkę przystojniak, narobił rabanu w karczmie. To do niego pasowało.
Ale stała się rzecz jeszcze bardziej zaskakująca, gdy do ciemnowłosego zbliżył się kociak o „nieco” większych gabarytach niż pospolity dachowiec. Lwia paszcza wyłoniła się między cienkimi belkami, a długa i gęsta grzywa sięgała niemalże podłogi. Drewno zaskrzypiało pod ciężarem ogromnego zwierzęcego cielska, a kilka piór ze skrzydeł ukazało się oczom najemniczki, niebotycznie zdruzgotanej tym widokiem. W głowie Yvii pojawiło się tysiące pytań. Rozumiała, że można przeoczyć czarnego jak węgiel małego kotka, ale to... to...
- … to jest kur.wa lew – powiedziała absurdalnie wysokim głosem, że aż sama go nie rozpoznała gdy odbił się echem w jej głowie.
Yvia odsunęła się dwa kroki w tył, przybierając bojową pozycję. Dłoń elfki sięgnęła biodra, na którym mocowany był pas ze sztyletami. Jordi z krzykiem wyrywał włosy i padł z hukiem na deski krzycząc:
- Wygnaj to z mojego baru! Bestia! Potwór! Ja zginę... - załkał.
- Uspokój się – mruknęła elfka do barmana.
Yvianella zmarszczyła brwi. Nie lubiła ataków paniki. Wrzask strasznie drażnił jej uszy i chociaż nie traciła koncentracji, to po prostu nie pochwalała takiego zachowania. Krzykiem niczego się nie dokona. To nie rozpieszczona córcia szlachcica, która domaga się super modnej sukienki, tylko karczma z zasadami.
- No dalej, zajmij się tym! - poganiał ją Jordi, na co w odpowiedzi Yvia ukazała zaciśnięte zęby i posłała właścicielowi dobytku wściekłe spojrzenie.
- Zastanawiam się, jak mogłeś przeoczyć pierzastego lwa w swojej karczmie – warknęła. - Za takie coś policzę sobie podwójnie.
Yvia miała ochotę ostro nawrzeszczeć na barmana, ale to musiało poczekać. Przynajmniej do momentu, gdy już eksmituje stąd bestię. Później przejdzie się na zaplecze targając za kołnierz Jordi'ego. Jak do cholery można przeoczyć coś takiego?! I jak to w ogóle zmieściło się na schodach albo w drzwiach?! Na to oraz wiele innych pytań musiała odpowiedzieć sobie w trakcie wypraszania bądź wywalania zwierzęcia poza „Lawinę cudów”. A może pytanie powinno brzmieć: „Jakim cudem znalazł się tutaj lew?”. To mogłaby być dobra reklama. No i obecność przerośniętego kocura wyjaśniała źródło głośnego chrapania.
Twarz Yvii nabrała łagodności i zdradziła również zainteresowanie, gdy pupil zbliżył się do swojej właścicielki. Ona... ona ją kojarzyła. Tak! To ten sen! Sen, który okazał się być bardziej realny, niż mogłaby przypuszczać. Co za absurd. A więc byli razem. Może nie tak dosłownie, ale znali się.
Dlaczego tak mocno zmroziło się jej serce na ich widok? Jakby obrazek nagle się uzupełnił. Yvianella miała przeczucie, a ona ufała swojemu instynktowi.
- A więc, drogi panie, dobę hotelową uznaję za zakończoną. Należało zapoznać się z regulaminem, jest w nim zawarta informacja o zakazie wprowadzania zwierząt. Został on „delikatnie” naruszony. – Yvia wyprostowała się, dostawiając nogę do nogi i przenosząc ciężar ciała na jedną stronę. Wsparła o biodro zgiętą w nadgarstku dłoń, w której trzymała sztylet. Nie owijała w bawełnę, nie szukała siniaka, ale też chciała pokazać, że w razie sprawiana problemów nie ma zamiaru siedzieć z tyłkiem na krzesełku.
Jednak zduszony jęk Yvii rozniósł się po pomieszczeniu, a żelazne ostrze wypadło z jej palców. Świst przecinający powietrze był krótki, spokojną gadkę przerwała wypuszczona przez kusznika strzała. Elfka odruchowo chwyciła się za ranny bark, a gdy obróciła się w stronę okna, cudem ominęła kolejny wystrzał. Wzrokiem odnalazła bandytę, który zszedł z dachu i ukrył się między budynkami. Oczy najemniczki wściekle zapłonęły, ale nie była na tyle niemądra, by wyskoczyć przez wybite okno. Piekący ból w barku był uporczywy, kobieta szybko uklęknęła jak najniżej, by zniknąć z pola widzenia napastnika.
- Uparta z niego krowa – warknęła, gdy Jordi doczołgał się do kobiety z czystym ręcznikiem. - Ułam te strzałę albo wyjmij, nim zwariuję!
- Ale... ale... ale ja nie potrafię! Jak wyjmę, to się wykrwawisz!
- Jak nic z tym nie zrobisz, to dopiero będziesz miał kłopoty – zagroziła, chwytając barmana za koszulę.
Kolejny świst, tym razem wycelowany wyżej, choć zarówno elfka, jak i barman przylgnęli do podłogi. Yvia zerknęła w stronę niemile widzianych klientów, czyżby wycelował w te dwójkę na balkonie?

Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Mathias » 11 miesiące temu

        Głos Aurei jeszcze na moment zatrzymał najemnika, który odwrócił się w jej stronę z ręką na klamce. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, słysząc troskliwy szept, ale wcale nie chciał z dziewczyny kpić, wręcz przeciwnie. Ciepły wzrok nadał mu nieco łagodniejszego wyglądu, nawet mimo łobuzerskiego uśmiechu na twarzy.
        - Jak zawsze – odpowiedział pokrętnie i skłonił się dziewczynie lekko, nim zniknął szukać guza i przyglądać się zgrabnej najemniczce.
        Ta o dziwo odpowiedziała tym samym i Northman tylko przeniósł ciężar ciała na drugą nogę, uśmiechając się pod nosem i polując zadowolonym spojrzeniem na odsłaniające się spod powiek fiołkowe tęczówki. Później zaczepny półuśmieszek przeszedł w pełnoprawny niski śmiech, gdy elfka zarzuciła mu jednocześnie brak koszuli i uroku osobistego.
        - Niewątpliwie – zamruczał ochryple, odprowadzając dziewczynę spojrzeniem i nic nie robiąc sobie z jej wzniosłego niezadowolenia, wręcz wydawało się go to bawić. Zaraz jednak jego uwaga została odwrócona, gdy poczuł drobne ukłucia na łydce i spuścił wzrok, wciąż wsparty na przedramionach o balustradę.
        - Serio…? – mruknął z westchnieniem, spoglądając na kociaka, który miauknął radośnie w odpowiedzi i wznowił wspinaczkę, docierając już na udo mężczyzny. Ten zaś odwrócił się i zaklął w myślach, widząc uchylone drzwi, do pustego już pokoju.
        Miał się właśnie rozglądać za nieposłuszną, ale wyjątkowo samodzielną dziewczyną, gdy ta znalazła się sama, a właściwie zdradził ją Bellum, jak gdyby nigdy nic wchodząc na środek przedstawienia. Mathias milczał, zaciskając szczęki ze złości i tylko łypiąc groźnie na lwa, który wyjątkowo ostrożnie zabierał kociaka z jego nogi. Nie chciał narobić szumu, bo nie po to wczoraj odstawiał dantejskie sceny, żeby kocura wprowadzić, by teraz samemu na niego zwracać uwagę. Prawdą jednak pozostaje, że cholernie trudno jest przeoczyć wielkiego skrzydlatego lwa i nawet mimo milczenia najemnika, elfka na dole dostrzegła intruza. Pięknie.
        - Szlag – syknął na pisk kobiety i łkanie karczmarza, momentalnie odpychając się od barierki i podążając za lwem dotarł do Aurei, uśmiechając się przesadnie miło na widok jej przestraszonej miny.
        - Przełożę cię kiedyś przez kolano – rzucił zrezygnowany i złapał ją za rękę, ciągnąc za sobą w dół schodów. - Spadamy stąd, Aniołku.
        W połowie drogi napotkał spojrzenie najemniczki i obdarzył ją uśmiechem równie sztucznym, jak ona go wcześniej. Nie widziało mu się pranie takiej ładnej buzi, ale elfka wyglądała na względnie rozsądną, więc może się dogadają. Postawę miała ambitną, ale słowami oferowała wyjście z sytuacji, więc brunet skinął uprzejmie.
        - Już nas nie ma – uśmiechnął się, prowadząc za sobą dziewczynę i lwa, gdy nagle przez okno wpadła strzała, trafiając elfkę w bark.
        - Padnij! – odwrócił się, łapiąc brunetkę i ściągając ją do parteru, już odruchowo biorąc pod uwagę fakt, że może go nie posłuchać, więc poza poleceniem, zwyczajnie zrobił to za nią. Nawet Bellum potulnie zbiegł ze schodów, przylegając do desek przy Aurei. – Dobry kocur, pilnuj pani – mruknął najemnik z zadowoleniem i rozejrzał się w kuckach, odruchowo chyląc się na kolejny świst. Szlag by to trafił, zabrakło im kilku chwil, by opuścić karczmę.
        Spojrzał w kierunku wejścia, a kolejna strzała, ostrzegawczo wbijająca się w deski, była jasnym sygnałem, że ta droga jest spalona. Odwrócił wzrok na kłócącą się z karczmarzem elfkę i jednym susem znalazł się przy nich.
        - Odsuń się – powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu, a karczmarz wręcz odskoczył z ulgą. Mathias bez ostrzeżenia ułamał strzałę za grotem i wyciągnął ją ostrożnym, ale zdecydowanym ruchem z barku kobiety. Ewidentnie nie robił tego pierwszy raz, co było widać nawet na nim samym. – Jesteś mi dłużna – wyszczerzył się do elfki i spojrzał znów na karczmarza. – Tamuj krwawienie. Tylne wyjście?
        - Tam! – Ręka Jordiego wystrzeliła w kierunku zaplecza i Mathias skinął głową, obracając się jeszcze w stronę elfki.
        - Miło było poznać. Odbieram dług – mruknął i złapał ją za brodę, całując krótko w usta, po czym wyszczerzył się łobuzersko i zerwał się na równe nogi, wracając znów do Aurei i Belluma, po drodze uchylając się przed innym grotem. – Zwijamy się, ruchy – rzucił i nie zwalniając złapał dziewczynę za rękę, znów ciągnąc za sobą, tym razem w stronę tylnego wyjścia. Ogon lwa zniknął za drzwiami, gdy kolejna strzała wbijała się we framugę.

        Wypadli na ulicę i Northman zatrzasnął za nimi drzwi, na moment zatrzymując się i biorąc twarz fellarianki w dłonie, przyjrzał jej się uważnie.
        - Jesteś cała? – zapytał, a z tyłu dobiegło go podwójne miauknięcie, jedno niskie, drugie wysokie. Prychnął śmiechem i odwrócił się. – Was nie pytałem, sierściuchy. Dobra, trzeba się stąd zwijać, zanim nas powiążą z tą burdą. Trzymamy się ścian i mniejszych uliczek, i nie zwracamy na siebie uwagi – zarządził zrezygnowanym tonem, spoglądając na skrzydlatego lewa i będąc boleśnie świadom, że wciąż nie ma koszuli. I jak tu lubić to miasto?

Awatar użytkownika
Aurea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 51
Rejestracja: 4 lat temu
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Aurea » 10 miesiące temu

Aurea, słysząc słowa elfki, zamarła, wystraszyła się, że za chwilę będzie świadkiem kolejnego rozlewu krwi. Na szczęście ta musiała być w dość sporym szoku po zobaczeniu Belluma, dzięki czemu ten spokojnie wrócił do właścicielki wraz z kociakiem. Fellarianka odetchnęła i przytuliła się do kocurków, gdy usłyszała krzyk gospodarza, a przecież lew nawet na niego nie spojrzał, na nikogo się nie rzucił. Po chwili mężczyzna chwycił ją za rękę i zarządził taktyczny odwrót. Zeszli na dół, ale zatrzymali się na moment, a za nimi stanął też Bellum z Węgielkiem na grzbiecie.
Słuchała, co się dzieje i skrzywiła się, gdy ta spiczastoucha wspomniała o zakazie wprowadzania zwierząt. Przecież nie mogłaby biedaka zostawić samego na zewnątrz, ona by się źle czuła i on. Trochę też było jej głupio, że spaprała sprawę, teraz to jak namęczył się Mathias, by pomóc jej wprowadzić do środka czworonoga. Przepadło, a mogli tu jeszcze trochę zabawić, może gdyby dłużej pospali, wszystko by się uspokoiło, a oni trwaliby w błogiej nieświadomości tego zbiorowego mordu.
Wtem znowu zaczęła się jakaś chora akcja, elfka oberwała strzałą, Aurea wzdrygnęła się, widząc, jak bełt utkwił w jej ciele. Chciała pomóc, ale bała się podejść, byli pod ostrzałem. Mogła jednak spróbować użyć swej magii.

- Wyjmij to! Resztą ja się zajmę! – krzyknęła do karczmarza, wychylając się nieco, by ją zobaczył.

Nie miała jednak okazji, by cokolwiek zrobić, bo nagle znalazła się na podłodze. Zarejestrowała tylko krzyk najemnika i nawet nie zauważyła, kiedy jej skrzydlaty towarzysz również położył się obok niej i częściowo schował ją pod swoim skrzydłem.
Naturianka wciąż słyszała strzały wbijające się w różne miejsca, miała pomóc tej elfce, a teraz nawet nie wiedziała, czy sama zdoła wyjść z tej całej akcji cało. Na szczęście długo nie czekała, aż Mathias do niej wróci. Oczywiście nie zamierzała protestować, chwyciła jego dłoń by szybciej wstać i pośpiesznie wsiadła na lwa, ruszyli biegiem. Nie mogła ryzykować, że w tej chwili jej nogi odmówią posłuszeństwa.
Ciemnoskóra odetchnęła, byli względnie bezpieczni, jednakże spojrzała jeszcze na karczmę i na Matha.

- Tak, ale… Co z nimi? Chciałam jej pomóc, a jeśli się wykrwawi? Albo znowu oberwą? – Chciała uciekać jak najdalej, ale wyrzuty sumienia strasznie ją gryzły i jakoś niechętna była ot tak sobie odejść, zostawiając tamtych na pastwę losu.

Bellum tymczasem wcale się nie martwił, po prostu czekał na decyzję i z przejęciem zaczął lizać swoją prawą łapę, bo najwyraźniej była bardzo brudna i to było bardzo ważne, by ją doczyścić w tym momencie. Węgielek zaś zeskoczył z grzbietu starszego i większego kolegi, po czym znowu uparcie zaczął się wspinać na najemnika, najwyraźniej się stęsknił.

Awatar użytkownika
Yvia
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Yvia » 10 miesiące temu

Yvianella puściła ubranie karczmarza, dostrzegając półgołego faceta, który nagle pojawił się u jej boku. Zmierzyła go ostrzegawczym, wręcz zakazującym zbliżeń wzrokiem, mającym za zadanie rozwiać jego wątpliwości co do tego, czy sobie poradzi, a uważała, że jest w stanie doskonale zapanować nad każdą sytuacją. Lecz Mathias nie był potulnym i posłusznym kundlem tylko najemnikiem. Elfka w akcie protestu potrąciła jego dłoń, ale ten gwałtowny ruch wywołał napływ bólu. Yvia odruchowo skuliła się i wówczas mężczyzna wykorzystał chwilę, by wyjąć strzałę z jej barku. Kobieta charknęła gryząc się w wargę aż do krwi, gdy grot przedarł się ponownie przez tkanki, ale już po chwili odczuła niebywałą ulgę. Jej czoło zalał pot. Potrząsnęła głową. Już było po wszystkim... a jednak spojrzała na najemnika gniewnie. Cienkie brwi ściągnęły się do środka, a oddech elfki zwolnił. Zaraz po tym nastąpiło coś tak nieoczekiwanego, że mądrym, jak i niemądrym, było dalsze posunięcie. Yvia poczuła na swoich ustach szorstkie wargi najemnika. Na porcelanowej twarzy wymalowało się zdziwienie. Nie za bardzo wiedziała co odpowiedzieć, w głowie kotłowały się jej chamskie odzywki, ale to było dla niej tak nierozsądne, że aż odbierające język w gębie. Zdała sobie sprawę z tego lekkiego pocałunku dopiero, gdy on wraz z skrzydlatą dziewczyną zniknęli za ladą.
- Szlag! - Yvia uderzyła pięścią w podłogę.
Karczmarz spojrzał na białowłosą, wściekłą piękność i na czworaka cofnął się do tyłu. Yvia zerwała się by podbiec i paść przy swoim mieczu. Sięgnęła rękojeści, po czym wbrew wszystkiemu zwinnie przeczołgała się w stronę zaplecza.
- Ale z ciebie skończona ciota, Jordi – mruknęła pogardliwie elfka, po czym pchnęła drzwi by wyjść na zewnątrz.
Tam zaś miała zamiar nieco dać upust swoim emocjom. Choć była ranna to gniew zdecydowanie dodawał jej sił. Yvianella przeszła znajomymi jej uliczkami by zbadać pobliską okolicę. Rzuciła też kilka zmyłek dla okupantów miejsca, ale nikt nie reagował. Coraz odważniej przemieszczała się po okolicy, aż wreszcie dotarła do miejsca, w którym niegdyś znajdował się strzelec. Niestety zastała tylko podmuch wiatru.
Elfka nabrała głębokiego wdechu. Wolnym krokiem zbliżyła się do pustych beczek. Do jednej z nich została przyczepiona karteczka. Yvia wyciągnęła dłoń by ją zerwać. Uniosła skrawek papieru i spojrzała na zawartą w niej treść wypuszczając powietrze nosem. Podłużna kreska, na której zarysowana została pętla. To wszystko.
Usta księżniczki nieistniejącego na mapach królestwa delikatnie wygięły się w dół. Yvia złożyła karteczkę i wsunęła ją do jednej z tych kieszeni, do których facet nie ma dostępu. Zsunęła ostrożnie z pleców pochwę na miecz, schowała broń i zarzuciła ją na zdrowe ramię. Świetnie, wszystko idzie po jej myśli. Wręcz doskonale!
Rozgoryczona kobieta ruszyła kolejną ciasną uliczką. Nie wiedziała czemu, ale musiała odnaleźć tę kobietę ze skrzydłami. I lwem. Tak... lew był najbardziej charakterystyczny, chyba nietrudno będzie ich odnaleźć, ale teraz musiała wylizać się z okropnej rany. Nie miała siły za nimi biec, poza tym wątpiła, by tak szybko opuścili królestwo. Oboje wyglądali, jakby cywilizacja była im obca od kilku tygodni.

***


- Ho, ho! Nasza śnieżynka wróciła! - ochrypły i kpiący głos rozniósł się po przyciemnionej sali.
- Daj se spokój, Hert – odpowiedziała Yvia, rozpinając zamek w wysokich butach.
Elfka zbliżyła się do jednego z czerwonych foteli i, zrzucając z ramienia broń, lekko opadła na mebel. Odpoczynek. To było hasło przewodnie dzisiejszego dnia albo teraźniejszej chwili. Zgrabnym i naprzemiennym ruchem nóg zrzuciła buty na podłogę, przymykając oczy.
- Hej, śnieżynko, bo zabrudzisz nam jeden z najwygodniejszych foteli – zwrócił się do niej kolejny mężczyzna, na co białowłosa zmarszczyła brwi.
- Gorzej jak wśród bab – skomentowała zgryźliwie.
- Oho, coś poszło nie tak? - kolejny męski głos wdarł się do rozmowy. Tym razem należał do jednego z palących fajkę i grających w karty przy stole. - Dalej śnieżynko, rozbieraj się.
- Haha! Możesz jeszcze zatańczyć! - zaśmiał się paskudnie Hert.
- Nie słuchaj tego dekla. Zaczepia, bo spierdolił sprawę dzisiejszej nocy – zakpił ten z fajką. Hert zmierzył go spojrzeniem. - Co się lampisz? Nagle poderżnięcie gardła dzieciakowi zaczęło cię ruszać? Kto jak kto, ale ty z nas jesteś najobrzydliwszy.
- Dziękuję – uśmiechnął się Hert.
- No, królewno, pokazuj ranę.
- Nie nazywaj mnie królewną – głos Yvi zabrzmiał poważnie, gość z fajką uniósł dłonie jakby chciał udowodnić swoją niewinność.
- Jak zawsze wrażliwa – mruknął, po czym zabrał się za oględziny. - Hm, na poprawę humoru zapraszam cię na dzisiejsze popołudniowe wydarzenie – dodał urokliwym głosem zbliżając usta do szyi elfki.
- Kiedy będzie szef?
- Ja cię zapraszam na wyjście, a ty się mnie pytasz kiedy będzie szef?
- Tak.
- Khem, w sumie to nie wiem. Pewnie swoje dupsko przytoczy tu dopiero jutro – odpowiedział odkażając ranę. Yvia syknęła. Z bólu i z niezadowolenia.
- Fajka, jeżeli chcesz mnie prosić o pomoc to nie musisz mnie zapraszać na urocze popołudnie – odpowiedziała po dłuższym milczeniu.
- Yvio... - szepnął Fajka sięgając po igłę i nić. - Uwierz mi, że warto będzie. - Mruczał do jej ucha, nawlekając nić.
- Nie mam czasu, ani ochoty – odpowiedziała najemniczka, odwracając głowę.
- To nic zobowiązującego. Chyba, że będziesz bardzo chciała... to nie sądzę, by ktoś pogardził – kontynuował Fajka. Yvianella spojrzała na niego przez ramię. Domyślała się, co jej proponuje. Nową fuchę. Festiwale choć z zewnątrz wyglądały na piękne i barwne, w środku trąciło od nich robactwem, takim samym, do jakiego sama teraz należała. - Mam wolne popołudnie, nie będę gnił w podziemiach jak szczur czy walał się po rynsztoku, gdy w centrum Elisy tyle atrakcji. Wiesz jak to się zaczyna... na początek jakieś dziewicze wianki, wystawa koni, festiwal alkoholu, dobre wino mające nawet po sto lat...
- I zawsze kończysz w rynsztoku.
- O tak, mam nadzieję, że będzie co świętować. Poza tym zapomniałaś o najważniejszym, jeszcze chwilę przed moim waleniem się po rowach zawsze trzeba dać sobie zastrzyk adrenaliny...
- Ach, teraz wszystko rozumiem. Zabrakło ci damy, posążka do towarzystwa? Phe, hazard to wystawa dziwek czy gra o pieniądze? Ech...
- To jak? - uśmiechnął się Fajka.
Yvia zaklęła pod nosem, gdy ruch najemnika okazał się mało delikatny. Nie skarżyła się jednak. Fajka miał doświadczenie w opatrywaniu ran, bo nie był doskonały w walce, ale za to po mistrzowsku manipulował ludźmi i sytuacją. Pod tym względem ufała mu bardziej niż jakiemukolwiek cyrulikowi, a poza tym walając się pomiędzy zaszytymi w podziemiach budynkami, nie było co liczyć na lekarza. Ach, Fajka, zagorzały hazardzista uzależniony od wszelakich używek, które da się palić, ale też świetny gość, przy którym dało się bawić.
- A założysz białą koszulę? Lubię białe koszule.
- Oczywiście. Ty za to założysz białe rękawiczki.
- Uhm... - mruknęła. To będzie dobry moment by poszukać skrzydlatej kobiety, tego półgołego gościa i lwa. W centrum trudno będzie łazić z tą bestią, chyba, że zrobią z niego wystawnego kotka. Wówczas od razu rzucą się w oczy. Jeżeli więc ślepia nie skupią się na lwie, to będzie to oznaczać, że szlajają się gdzieś po obrzeżach opustoszałego królestwa. Yvia uśmiechnęła się delikatnie. Znajdzie ich, a jeżeli nie... to może zdobędzie godną jej zainteresowania propozycję fuchy lub też zabawi się u boku Fajki.

Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Mathias » 10 miesiące temu

        Odgarnął kilka brązowych pasm, które opadły po biegu na twarz Aurei i uśmiechnął się lekko, słysząc, że nic jej nie jest. Z sympatii powstrzymał się też od teatralnego wywrócenia oczami, gdy dziewczyna o wielkim sercu natychmiast zainteresowała się losem pozostawionych w karczmie ludzi.
        - Poradzą sobie – powiedział tylko uspokajająco, jednocześnie łapiąc za kark niepokornego kociaka, który znów wspinał mu się po spodniach, i kładąc sobie na ramieniu. Młody już o tyle załapał środek transportu, że nie wbijał się pazurkami w ramię dla utrzymania równowagi, tylko układał przy szyi, by nie spaść. Najemnik zaś pociągnął delikatnie dziewczynę za rękę, by odciągnąć ją od karczmy.
        - Chodź Aniołku, to nie nasza sprawa, a nie chcemy się wpakować w żadną kabałę znowu, prawda? – Uśmiechnął się znów dla dodania jej otuchy i poprowadził uliczką, jak najdalej od feralnej knajpy. – Tak będzie lepiej i dla ciebie, i dla Belluma. Widziałaś, jak na niego zareagowali. W sumie nie wiem jeszcze, co zrobić, żeby nie przykuwać uwagi, spacerując ze skrzydlatym lwem. Nawet, gdyby chował skrzydła, tak jak ty, to i tak paradowanie z drapieżnym kocurem nie należy do codziennych miejskich wydarzeń…
        Mathias mówił spokojnie, prowadząc za sobą dziewczynę i tylko co jakiś czas oglądając się, by sprawdzić czy Bellum za nimi podąża. Kilka razy skręcił, trochę się porozglądał, zmieniając kierunek, a w momencie, gdy wspominał o towarzystwie lwa, wyszli na główną ulicę i najemnik zatrzymał się jak wryty. Natknęli się na jakąś paradę, w której na pierwszy rzut oka brała udział większość miasta. Nie to było jednak zaskakujące, ale forma przemarszu, przez którą właśnie brunet stracił wątek. Przed jego nosem przemaszerował bowiem mężczyzna okutany w materiał tak konsekwentnie, że widać było tylko jego umaszczone czernidłem oczy. Prowadził zaś za uzdę wielbłąda. Tak przynajmniej sądził Northman, który o tych zwierzętach słyszał tylko z ust starców, którzy zabawiali gości opowieściami z dalekich krańców Łuski. Nie sposób było jednak zapomnieć opisu zwierzęcia z tak potężnym garbem.
        - Co do licha? – prychnął, stając w miejscu i z uniesionymi brwiami obserwując festiwal osobliwości.
        Było tu wszystko, co tylko można wymyślić. Ludzie byli poprzebierani lub niemalże rozebrani, ale malowani barwnymi farbami; niektórzy w konkretne wzory lub charakteryzacje upodabniające ich do zwierząt, inni zaś zupełnie chaotycznie pomazani barwnikiem, jakby ktoś nimi ubrudzony ich zaatakował. Zwierząt zaś nie było wiele, ale co kolejne, to dziwniejsze. Największa mnogość była rajskich ptaków, szybujących ponad tłumem, a wprawne oko wypatrzyłoby w tłumie właścicieli, idących z nieco uniesionym przedramieniem, gdyby chowaniec zdecydował się wylądować. Nawet gdy w zasięgu wzroku pojawił się zwykły kary koń, to i tak wyróżniał się pomalowanymi na biało pasmami, pozorującymi szkielet wierzchowca i nadającymi mu upiornego wyglądu. Northman na moment zawiesił spojrzenie na kuso odzianej tancerce, która ruchem bioder wprawiała w ruch łańcuszki z dzwoneczkami, jednocześnie ewidentnie zatrzymując procesy myślowe większości mężczyzn. Otrząsnął się dopiero, gdy jedwabie, biodra i dzwoneczki zniknęły mu z zasięgu wzroku i wtedy capnął jakiegoś młokosa, odciągając go na bok.
        - Tej, młody, co tu się dzieje? – zapytał, a chłopak spojrzał na nich błyszczącymi oczyma. Northman uśmiechnął się kątem ust, znał to spojrzenie, młodziak był na niezłym haju, ale ważne, że aparat mowy jeszcze kontrolował.
        - Jarmark! – westchnął, odgarniając z twarzy jasne włosy. – Dni Elisii, wszyscy kupcy się zjeżdżają, targi, festyny, wszystko! – zachłysnął się znów i przyjrzał Aurei maślanym wzrokiem. Mathias trzepnął go przez łeb, znowu zwracając na siebie uwagę. Tyle dobrego z naćpanego dzieciaka, że można go wypytać i guzik będzie pamiętał.
        - Czyli na skrzydlate lwy nikt nie zwróci większej uwagi?
        - Panie, ja to ci dzisiaj skrzydlatą kobietę widziałem! Anioł jakiś chyba albo co… - rozmarzył się znów, po raz kolejny zmuszając najemnika do przywrócenia się do rzeczywistości lekkim kuksańcem.
        - Straże?
        - Straże co? – zapytał głupkowato chłopak, znów zapatrując się na Aureę. Najemnik przewrócił oczami.
        - Losie… czy dużo jest straży?
        - Ano tak! Cały jarmark obstawiony, wiadomo, co by się nie działo nic, bo wiecie, że zawsze po takich wydarzeniach się zabawa przenosi w inne zakamarki miasta i trza wiarę pilnować, no nie?
        - Dobra młody, spadaj. – Najemnik popchnął młodzika z powrotem w tłum, a ten popłynął z jego nurtem chyba na śmierć już zapominając, że z kimś rozmawiał. Lecznicze zastosowania ziela, panie i panowie…
        Mathias rozejrzał się jeszcze, przerabiając w myślach dostępne opcje. Przede wszystkim cel. Liczył na zlecenie i chociaż obecność Aurei tak jakby wykluczała jakąkolwiek pracę, to nie zapowiadało się, by w najbliższym czasie dziewczyna gdzieś zniknęła. Jakoś tak się złożyło, że ich losy się splotły i chyba żadne nie paliło się do ruszenia we własną drogę, nawet kosztem drobnych niedogodności. W związku z tym należało pogodzić się z faktem, że w końcu coś będzie musiał wziąć; jakieś drobne zleconko, które zajmie mu parę godzin plus rozpoznanie, a na samą akcję ulokuje dziewczynę w bezpiecznym miejscu. Chcąc nie chcąc więc, musieli chwilę pokręcić się po mieście. Na szlaku też czasem trafi się grupa potrzebujących wieśniaków, nękana przez jakąś bestię lub sadystycznego paniczyka z przerostem ambicji, ale tacy zwykle płacili noclegiem i posiłkiem, pozostaje więc miasto. A czy może być lepszy moment na rekonesans w towarzystwie skrzydlatej kobiety i takiegoż lwa, niż festiwal dziwactw? Aurea jeszcze mogła schować skrzydła, ale ten przerośnięty kocur już nie. Trzeba było więc wykorzystać osłonę jarmarku i coś znaleźć, a pod wieczór wynieść się z miasta. Ale by jeszcze lepiej wtopić się w tłum…
        - Chodź Aniołku, mam pomysł – mruknął, dostrzegając coś w oddali i złapał mocniej dziewczynę za rękę, ciągnąc za sobą przez mrowie ludzi na drugą stronę ulicy. W istocie przypominało to przeprawę przez rwącą rzekę, ale w końcu dotarli do tego, co tak rozbawiło najemnika. Przy skrzyżowaniu dróg siedziała młoda dziewczyna, otoczona mniejszymi i większymi wiadrami farby.
        - Dzień dobry! – zakrzyknęła, zrywając się z uśmiechem z taboreciku i obrzucając parkę wesołym spojrzeniem. – Zapraszam na malowanie, ruen od osoby!
        - Prosimy – uśmiechnął się czarująco Mathias i położył dwie monety na deseczce, robiącej prowizorycznie za ladę. Zamoczył też opuszek palca w niebieskiej farbie i dotknął nim nosa Aurei. – Kim chcesz być, Aniołku? – wyszczerzył się wesoło, podczas gdy malarka zaczęła nieśmiało przesuwać dłońmi po jego plecach, rozprowadzając farbę. Dostrzegł tylko czarny kolor, zastanawiając się, co jemu najlepszego uczynią. O dziwo jednak był w całkiem niezłym nastroju, zazwyczaj nie mając czasu na głupoty, ale tym razem pozwalając się ponieść wariactwu.

Awatar użytkownika
Aurea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 51
Rejestracja: 4 lat temu
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Aurea » 8 miesiące temu

Aurea uśmiechnęła się lekko do Mathiasa, gdy ten odgarnął jej kosmyki i zapewnił, że tamci nieznajomi dadzą radę, nie była co do tego całkowicie pewna. Szczerze to sama nie była pewna, co tam się właściwie wydarzyło i dlaczego.

- Mhm – przytaknęła, rzucając jeszcze jedno spojrzenie na karczmę, ten jeden argument był wyjątkowo trafiony, nie miała najmniejszej ochoty wylądować znów w środku takiej afery. Ruszyła więc wraz z najemnikiem, przy okazji pogłaskała Węgielka po główce, wyglądał naprawdę słodko przy szyi mężczyzny. – Niestety nie znam żadnych magicznych sztuczek, które mogłyby go jakoś ukryć. – Pogładziła lwa po grzywie, by nie czuł się zazdrosny o okazanie uwagi temu drugiemu.

Przeszli już spory kawałek, nogi naturianki już odmawiały posłuszeństwa więc wsiadła na Belluma, mogłaby lecieć, ale wtedy byliby podwójnie ciekawym zjawiskiem. Niespodziewanie natknęli się na jakiś festiwal. Ciemnoskóra rozdziawiła usta, pierwszy raz coś takiego widziała.

- Co to za dziwny koń? – spytała na widok wielbłąda. Szybko jednak jej wzrok spoczął na ludziach, ich przebraniach, umalowanych twarzach i już nawet nie wiedziała, na czym skupić największą uwagę. Wszystko było takie niesamowite. – Z jakiej okazji to wszystko? – spytała żywo zaciekawiona i jakąkolwiek odpowiedź by otrzymała, to miała coraz większą ochotę do nich dołączyć.

Fellarianka w praktyce położyła się na grzbiecie lwa, opierając swoją głowę na jego i obserwowała przepiękne, kolorowe ptaki, niektórym nawet zazdrościła tak niezwykłej barwy piór, ona miała tylko białe i brązowe, nic nadzwyczajnego. Wtem pojawił się koń pomalowany, tak by przypominał szkielet, ciemnoskóra pogładziła Belluma pod szyją i zaczęła rozważać, jakby jej futrzak wyglądał tak ucharakteryzowany.
Dziewczyna była tak zapatrzona, że nawet nie zauważyła, kiedy Mathias postanowił zasięgnąć języka, delikatnie mówiąc. Nie odczuła też na sobie wzroku tego chłopaczka, jedynie lew widząc go, rzucił mi kilka warknięć.

- Hm? – powróciła do rzeczywistości, dopiero gdy mężczyzna zwrócił się bezpośrednio do niej. – Hej! Dokąd idziemy? – spytała z obawą, że zaraz ich ktoś stratuje albo oni kogoś.

W końcu dotarli do jakiejś dziewczyny ze sporym zapasem farby. Na twarzy ciemnoskórej od razu pojawił się uśmiech. Bardzo przypadł jej do gustu ten pomysł. Jednakże pytanie nieco zbiło ją z tropu.

- Eee… - Rozejrzała się wokoło, jednakże nie miała pomysłu, a raczej miała, ale za dużo i nie mogła wybrać żadnego. – Niech będzie niespodzianka – powiedziała wesoło.
- Niespodzianka? Nie ma sprawy. – Malarka zmierzyła naturiankę od stóp do głów i chyba na coś wpadła. Najpierw jednak musiała skończyć malować Northmana. – Wspaniały ten wasz lew, te skrzydła wyglądają jak prawdziwe – powiedziała, przyglądając się i Bellumowi.

Najwyraźniej plan wmieszania się w tłum o dziwo był bardziej realny, niż brunetka mogłaby przypuszczać.

- Dziękuję, długo nad nimi pracowaliśmy – uśmiechnęła się, chcąc nadać wiarygodności swoim słowom.
- Podziwiam, a teraz nie ruszaj się, bo wyjdzie brzydko! – Zabrała się do malowania twarzy Aurey. – Na twojej karnacji będzie dobrze widać jasne kolory… - mówiła raczej do siebie.

Gdy skończyła podała fellariance lusterko licząc, że niespodzianka przypadnie jej do gustu. Miała twarz wymalowaną tak, aby, jak najbardziej przypominała lwi pyszczek. Aurea zachichotała.

- Widzę, skąd brałaś inspirację, ślicznie wyszło – przyglądała się swej twarzy jeszcze chwilę, wszystko było zrobione dość precyzyjne, dzięki pomieszaniu żółtej i pomarańczowej farby dziewczyna zrobiła imitacje sierści. Nosek natomiast był czarny.
- To cudownie, że ci się podoba! Mogę kontynuować – uśmiechnęła się, zacierając ręce.
- Kontynuować? – brunetka była przekonana, że to już koniec, ale malarka zajęła się jeszcze zamalowaniem odkrytych części jej ciała.

To już poszło paradoksalnie szybciej niż sama twarz, która jednak była dość skomplikowana do wymalowania. Bellum aż przekrzywił lekko głowę, widząc swoją panią.

- Co sądzisz Mathias? - zwróciła się w jego stronę.

Awatar użytkownika
Yvia
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Yvia » 6 miesiące temu

Yvia wyciągnęła dłoń by skryć oczy przed rażącym światłem słonecznego oka Prasmoka. Panował gwar, uczestnicy festynu byli barwni i weseli. Kolorowe spódnice kręciły się wokół własnych osi w rytm grającej muzyki, która niosła się po okolicy. Kupcy krzyczeli ogłaszając niskie ceny, rozbawione dzieciaki biegały wokół fontanny, młode dziewczęta wdzięcznie uśmiechały się do równie młodych mężczyzn. Równie młodych i równie kolorowych, co już ich wspomniane spódnice. Trudno było zliczyć osoby nie umalowane farbkami, lecz jedną z nich była Yvia.
- Jesteś bardzo monotematyczna – stwierdził Fajka puszczając krągły dymek z ust.
Elfka spojrzała na niego pobłażliwie. Mało obchodziła ją opinia najemnika. Ubrany w białą koszule, czerwone spodnie od razu kojarzył się z „niegrzecznym chłopcem”, tylko takim z czterdziestka na karku. Miał ciemne włosy i zarost obejmujący niemalże połowę jego twarzy. Ładnie przystrzyżony, w miarę zadbany. Skóra choć opalona nie przywoływała na myśli zdrowej, głównie przez używki oraz nieregularny tryb pracy wżarł się od wierzchni aż po same kości. Na głowie miał duży, brązowy kapelusz, dodatkowo brązowy, skórzany i długi do łydek płaszcz przysłaniający broń. Wyglądał klimatycznie, a buty do jazdy konnej nadawały mu uroku gnającego po polach chłopaczka pragnącego wolności.
Yvianella była bardziej okrojona. Czarne body na cienkich ramiączkach odsłaniała sukienka z cienkiego, białego materiału. Rozpoczynająca się od góry identycznie jak body, nabierała objętości dopiero w talli. Zwężana na tej wysokości, dalej rozpościerała się wieloma warstwami i taśmami tworząc gęstą spódnicę sięgającą do kostek. Stawiając zdecydowany krok odsłaniała skrawek zgrabnej nogi, którą przysłaniały długie, czarne buty. Oczywiście, że na obcasie. Sięgały one aż do połowy uda i nie były niczym innym więcej ozdobione jak samą głęboką barwą czerni. Na ramiączkach sukienki widniały dwie złote klamry, które mocowały cieniutką narzutę ściętą w trójkąt i sięgającą ostrym czubem niemalże ziemi. Miał on tylko za zdanie przykryć zszytą ranę, najchętniej kobieta pozbyłaby się dodatkowej warstwy, ale cóż zrobić – takie życie. Nieodłącznym elementem były gładkie, satynowe i białe rękawiczki. Podobnie zresztą, jak miecz na jej plecach schowany w ozdobnej pochwie. Podszyta fioletowymi nićmi sprawiała, że wszyscy uważali to za niegroźny element stroju.
- Hm... - Fajka rozejrzał się i dostrzegł stoisko, gdzie kilka osób malowało się nawzajem. Z entuzjazmem pociągnął za sobą elfkę, która była w trakcie szukania wzrokiem pierzastego lwa. Z cmoknięciem dała się zaprowadzić gdziekolwiek, a jej mina na widok docelowego miejsca wyrażała jedno ze stanów „Chyba sobie żartujesz”. Fajka ani trochę się tym nie przejął. Uśmiechnął się szeroko i sięgnął palcami czerwonej farbki.
- Miałaś się zabawić a nie grymasić – powiedział i elfka w ostatniej chwili odsunęła się, gdy ten chciał ją pomazać.
- Meh... - rzuciła z obrzydzeniem.
- Masz rację. Z tym mieczem i czerwienią na ciele będziesz zbyt przypominać siebie – uznał i ponownie rozejrzał się po słoiczkach. - Pozwolę ci wybrać kolor – dodał z łaską.
- Ten.
- Czarny?
- Lubię czarny.
Najemnik zmarszczył brwi, a potem z pełną rezygnacją westchnął masując skronie palcami i przy okazji barwiąc się na czerwono.
- A nie może być inny? - powiedział z niezadowoleniem
- Hm... - zastanowiła się Yvia. - To ten.
- Biały?! Yvia, na litość Prasmoka, nie umiesz się zabawić!
- Co w tym złego, że lubię czarny i biały? - ciągnęła beznamiętnie kobieta.
Fajka mruknął i obrócił się do niej plecami. Milczał przeglądając słoiki, a elfka ponownie zaczęła rozglądać się po okolicy. Miała wrażenie, że co drugie stoisko oferuje sprzedaż farb oraz malowanie ciała. Nie było się co dziwić, takie modne to święto. Bardzo, BARDZO kolorowe.
- Fajka, co ty...?! - żachnęła się elfka czując mokry fragment na swoim policzku.
- Fiołkowy jest odpowiedni – uśmiechnął się pogodnie mężczyzna.
Yvia spojrzała w lusterko. Krótko westchnęła widząc ślad na swojej buzi. Ostatecznie wzruszyła ramionami i jakimś cudem najemnik sprawił, że ta czynność sprawiła jej wiele zabawy i przyjemności. Od chamskich wzorów po artystyczne zawijasy i losowe odbicie dłoni, rozsiedli się na stołkach spędzając sporą ilość czasu na głupiej zabawie. Elfka nawet odważyła się odcisnąć stopę na białej koszuli Fajki, tak by widniała po jego prawej stronie na klatce piersiowej.
- Teraz nikt nie będzie nas brał na poważnie – mruknęła niby z wyrzutem, ale wciąż się uśmiechając.
- E tam! - machnął ręką Fajka. - Z takim wzorem na swojej facjacie wszyscy uznają, że mam pokerową twarz – zaśmiał się.
- Ta... Pobrudzisz karty, wszyscy zauważą, która jest twoja a potem zapamiętaj która jest która – stwierdziła sięgając po pędzelek i ustawiając się do lusterka by poprawić wzór.
- Jeszcze bym na tym wyszedł – odpowiedział pewnie najemnik.
- Miałeś rację, fiołkowy mi pasuje – powiedziała po chwili ciszy, gdy ozdabiała twarz podobnymi wzorami co jej tatuaż, tak by wszystko tworzyło wspólną całość.
- To może skocze po jakieś wino? Tak wiem, nie upijasz się, ale od jednego kieliszka nic się nie stanie. Stoisko jest blisko, a alkohol z Fargoth zawsze brzmi dobrze.
- Uhm... - mruknęła maczając pędzelek w wodzie.
Fajka odszedł, a Yvia jeszcze raz spojrzała w lusterko. Ozdobiona fiołkowymi zawijasami na policzku, czole czy w okolicach skroni, nie wydawała się rzucać w oczy jak o poranku, gdy przechadzała się z odsłonięta twarzą i bez kapelusza. Wówczas nikt nie miał wątpliwości, co do jej przynależności w warstwie społecznej - tej najniższej. Zbrukana, niegrzeczna, niebezpieczna i według wielu oszpecona niechcianym dziełem po prawej połowie twarzy. Teraz nie wyróżniała się z tłumu. Wyglądała jak wszyscy pozostali i choć niekoniecznie przepadała za fikuśnymi kolorami, to chociaż raz w życiu mogła być im wdzięczna za istnienie. Nikt nie spojrzy na nią jak dotychczas. I już teraz spotkała się z przyjaznym uśmiechem młodego chłopaka, który przypadkiem ją dostrzegł. Nie zatrzymał się, nie zgadał, ale widział ją zupełnie inaczej. Inaczej niż gdyby festyn nie miał miejsca. Dawno nie widziała tego w czyiś oczach.
Fajka zaś kierował się do kupca oferującego alkohol, ale zatrzymał się przy kolejnym stoisku z farbkami. Tym razem tłum był okrojony, składający się zaledwie trzech osób – artystki, gościa bez koszuli i dziewczyny mającą teraz tygrysią twarz. A obok lew. I mały dachowiec.
- Ładny tygrysek – rzucił uśmiechając się zawadiacko do Aureli.
- Dziękuję – powiedziała dumnie autorka malunku.
- A mogliśmy pójść do kogoś uzdolnionego... - uśmiech Fajki wydłużył się na myśl o tym, jaki misz masz ma na twarzy.
- To się nazywa „abstrakcja” - zaśmiała się malarka. - Zawsze mogę poprawić – zachęciła gościa.
- Poprawi, to mi się humor po winie – zażartował. - Dobre tam podają?
- Słyszałam, że lepszy jest u Kolgiego – artystka wskazała kierunek do odpowiedniej budki.
- Mówisz tak, bo mają drożej i tak sobie naganiacie klientów czy bo tak faktycznie jest?
- Sprawdź to – rzuciła wyzywająco.
- Mhmm... to teraz mam dylemat... Może wy coś polecacie? - zagaił do dwójki obcych. - Chciałbym uraczyć pewną damę choć trochę dobrym trunkiem, a różnie to bywa na festynach.

Awatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
Posty: 36
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Mathias » 6 miesiące temu

        Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na wybierającą w kolorach fellariankę. Kąciki ust rozciągnęły się jeszcze bardziej, gdy usłyszał decyzję. Ugryzł się w język, by powiedzieć, że proszenie o „niespodziankę” kogoś, kto ma zaraz wymalować cię farbami na twarzy i ciele to nie najlepszy pomysł. Po uroczej blondyneczce nie spodziewałby się złośliwych psikusów, ale jego na takie hasło aż kusiło. Osobna sprawa, że sam nie wiedział, co mu najlepszego czynią; zapatrzony na Aureę przegapił cały proces malowania jego pleców i wrócił do teraźniejszości dopiero, gdy jasne pukle śmignęły mu przed nosem. Opuścił wzrok, przyglądając się teraz dziewczynie, która ze skupieniem malowała mu jakieś wzory na torsie i brzuchu. Dopiero po chwili rozpoznał kształty i parsknął rozbawiony.
- Nie ruszaj się, bo będzie krzywo – mruknęła dziewczyna, pochylając się lekko i Northman musiał usilnie powstrzymywać się od niewybrednego komentarza, odwrócił więc wzrok na ulicę.
        Spojrzenia przepływały po nich, jak gdyby nie wyróżniali się niczym szczególnym. I głowę dałby sobie uciąć, że gdy kilka razy odwróciły się za nimi jakieś głowy, to byli to mężczyźni zawieszający wzrok na jego pięknej towarzyszce, nie zaś zaniepokojeni skrzydlatym lwem obywatele.
        Złapany za brodę posłusznie odwrócił twarz w stronę malarki, z przyjemnością obserwując skupienie na jej twarzy, gdy teraz mazała mu coś po policzkach, oczach i skroniach. Uśmiechnął się lekko i zaraz wyszczerzył szerzej, gdy cmoknęła niezadowolona.
- Niecierpliwy jesteś.
- Bardzo…
Daleko mu było do niewinnej miny, gdy padło na niego spojrzenie spod rzęs, zwłaszcza gdy szybko zmieniło barwę ze spłoszonego na zaczepne. Dziewczyna cofnęła się i przyjrzała mu krytycznym okiem, trochę jednak zbyt długo, uśmiechając się z zadowoleniem.
- No, gotowe – powiedziała w końcu i obmyła dłonie w misce z wodą, która natychmiast zabarwiła się na czarno. Wytarła dłonie w szmatkę i wzięła lusterko, cofając się o krok pokazała najemnikowi jego odbicie.
        Znów prychnął rozbawiony. Wymalowała na nim szkielet, jak na tym upiornym koniu, którego mijali. Nie zaznaczała jednak kości białą farbą, a wypełniała „luki” czarną, sprawiając, że to opalona skóra najemnika stanowiła kościec, odznaczając się na obojczyku, mostku, żebrach i tak dalej. Zerknął na Aureę, rozkładając na moment ramiona w prezentacji.
- Nie będziesz się mnie bała teraz? – mruknął, podchodząc do niej i zza ramienia malarki spoglądając na szatynkę. Uśmiechnął się, widząc jak na nieświadomej buzi dziewczyny stopniowo powstaje lwi pyszczek i tylko westchnął bezradnie.
- Wyglądasz pięknie – zamruczał, pochylając się, gdy blondynka obeszła dziewczynę, by pomalować jej ramiona. – Wreszcie jakiś fajny kociak, ciebie o wiele chętniej przygarnę niż te dwie bestie – powiedział, szczerząc zęby i udając, że nie słyszy urażonego warczenia Belluma i miauknięcia Węgielka.
        Przyglądał się na zmianę malowanej Aurei i zaludnionej ulicy, później zaczepiając blondynkę i próbując się dowiedzieć, gdzie ma się zgłosić z reklamacją, jeśli farba się nie będzie chciała zmyć. Kilka karcących spojrzeń i chichotów później dostał nazwę gospody i obietnicę pomocy w razie problemów, a jeszcze później podszedł do nich jakiś koleś.
- Nie pomogę. Jestem przejazdem i wolę piwo. – Uśmiechnął się, wkładając ręce w kieszenie. – Myślę jednak, że ta dama będzie zadowolona już jakimkolwiek miejscem siedzącym, bo to, co się tu dzisiaj dzieje to jakaś masakra.
        Jakby na potwierdzenie jego słów, palące słońce znów wyszło zza chmur, zalewając ulice złotem i zraszając potem tych bardziej obficie odzianych. Wystarczyło teraz stanąć z beczką wina przy ulicy i rozeszłoby się w trymiga.
- Ale kolego postawię ci i wino, jeśli się podzielisz z potrzebującym… – Northman z uśmiechem popukał pustą fajką w otwartą dłoń, na co jego nowy znajomy parsknął, kiwając głową i wyciągnął zza paska sakiewkę z ziołem.
Chwilę panom zajęło napełnienie fajek, popykanie i popatrzenie z zadowoleniem za mijającymi ich w podskokach dziewczętom w zwiewnych sukniach.
- Nie ma to jak upał.
- I festyn.
- No.

- Gotowe!
        Mathias odwrócił się, słysząc wesoły głos dziewczyny, ale spoglądał tylko na Aureę, szczerząc się z fajką w zębach. Bez słowa wyciągnął do niej dłoń, kłaniając się lekko i przyciągając dziewczynę do siebie, objął ją w pasie. Oczywiście po to, by nie zgubić jej w tłumie ludzi.
- Dobra, prowadź do tej twojej damy i idziemy się napić, bo zaraz z nas te artystyczne malunki spłyną – mruknął i ruszyli wzdłuż ulicy.
Pozwalał facetowi prowadzić, idąc za nim z Aureą i ignorując człapiącego za nimi Belluma. Po drodze zgarnął jeszcze z jakiegoś krzesła przy restauracyjnym stoliku czyjąś czarną koszulę i przewiesił ją sobie za pasek od pochwy z mieczem. Wieczorem capnie jeszcze jakiś płaszcz i może poszuka roboty. Póki co marzył tylko o zimnym piwie.
        Oczywiście dopóki nie spostrzegł swojej porannej znajomej. Omiecenie zgrabnej sylwetki odzianej w biel zajęło mu ledwie mgnienie i ciemne spojrzenie skupiło się w pełni na pomalowanej fiołkami hardej twarzy.
- No proszę, znów się spotykamy. Jak samopoczucie? – zapytał, uśmiechając się bezczelnie i wzrokiem odszukując miejsce, gdzie pod materiałem kryła się zaszyta rana.
- Znacie się? – Fajka spojrzał po nich zaskoczony, ale Mathias nie spuszczał oczu z elfki.
- Przelotnie – mruknął z szelmowskim uśmiechem. – Ale i tak nie spodziewałem się spotkać cię na festynie. Zdajesz sobie sprawę, że to grozi dobrą zabawą? – kpił w najlepsze, wyraźnie rozbawiony.
        Znał kobietę naprawdę dosłownie kilka chwil, ale pierwsze co zarejestrował, to że jest diabelnie atrakcyjna, później że znajomo zabójcza, a zaraz potem, że lekko nadęta. Nie wyglądało jednak, by mu to przeszkadzało, a przynajmniej nie dopóki mógł się leniwie droczyć. Zresztą i sztywniejsze babki wciągał w słowne przepychanki, by chociażby złocistych loków nie przywołać z pamięci, więc jedno czy dwa wyniosłe spojrzenia nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. No, może lekko bawiły.

Awatar użytkownika
Aurea
Błądzący po drugiej stronie
Posty: 51
Rejestracja: 4 lat temu
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Kontakt:

Post autor: Aurea » 3 miesiące temu

Fellariance bardzo podobał się ten festiwal. Była ciekawa, co jeszcze tu odkryją, już samo malowanie było bardzo fajne, a kto wie, ile atrakcji jeszcze się tu kryje.

- Aż takim tchórzem nie jestem – odpowiedziała Mathiasowi z uśmiechem/ – Dziękuję – zachichotała, patrząc w lusterko, zrozumiała teraz dokładnie co miał na myśli mężczyzna, gdy wspominał o kotach.

Bellum natomiast po warknięciu urażenia zajął się pocieszaniem Węgielka poprzez dokładne lizanie jego sierści. Nie byłoby to nic złego, gdyby kotek był większy albo lew mniejszy, bo teraz czarny sierściuch wyglądał, jakby wpadł do wiadra z wodą.
Wtem podszedł do nich jakiś nieznajomy, Aurea uśmiechnęła się do niego, słysząc pochwałę. Również podziękowała, bo jednak malunek znajdował się na jej twarzy. Po czym przez chwilę słuchała gadki o dobrym winie, aż sama nabrała na nie ochoty. Niestety jej wiedza w tym aspekcie była niezadowalająca, więc spojrzała na Mathiasa, licząc, że on coś zaproponuje temu mężczyźnie.
Już myślała, że nic z tego nie wyjdzie, ale Math był wygadany, szybko dobił całkiem niezłego interesu. Po chwili malarka skończyła swoje dzieło. Naturianka podziękowała i wstała, biorąc kociaka na ręce, krzywiąc się zniesmaczona.

- Ył… Bellum, musiałeś wyślinić tego malucha. – Lew jedynie otarł się o fellariankę, domagając się pieszczot. – Dobrze, że przynajmniej jest ciepło – poczochrała swojego uskrzydlonego towarzysza po grzywie i posadziła na nim czarnulka. Zdała sobie też sprawę, że te farby najwyraźniej w pewien sposób chronią jej wrażliwą skórę przed słońcem, same zalety tego festynu.

Po chwili została chwycona przez Mathiasa i ruszyli na spotkanie ze znajomą mężczyzny, którego w sumie nie poznali nawet z imienia. Bellum wydawał się niezwykle wesoły, być może za sprawą Węgielka, który bawił się kosmykami jego grzywy albo podgryzał mu uszy. Lew zwyczajnie zaczął brykać. Był tak zajęty zabawą, że prawie skoczył na nogi elfki, którą spotkali o poranku, szybko się cofnął, nie ze strachu, po prostu zorientował się, że nie jest to jego pani, przy której powinien być.

- Bellum! – brunetka skarciła zwierzaka i podniosła wzrok na twarz spiczastouchej, również ją rozpoznała. – O witaj znów! – zawołała z uśmiechem i czując nadchodzącą falę bólu w nogach, wsiadła na grzbiet lwa. – Jak tam twój bark? – spytała zatroskana i wciąż gotowa pomóc poprzez magiczne leczenie.

Naturianka przewróciła oczami słuchając jak Mathias droczy się z elfką. Niby już do tego przywykła, a nadal reagowała tak samo.

- Nasze wcześniejsze spotkanie było trochę burzliwe, jestem Aurea, a to Mathias. – Zbliżyła się trochę do spiczastouchej nadal siedząc na grzbiecie swego towarzysza i wyciągnęła ku niej dłoń, oczekując, że i ona wraz ze swym towarzyszem wyjawią swe imiona.

Miała tylko nadzieję, że nie uznają za niegrzeczne to iż nie wstała przy powitaniu, nie chciała pokazywać w tym miejscu swoich skrzydeł póki co, a nie mogła w tym momencie też stać, ból był coraz większy i choć starała się ukryć go za maską uśmiechu, to widać było, że coś ją ewidentnie trapi.

Awatar użytkownika
Yvia
Szukający drogi
Posty: 33
Rejestracja: 3 lat temu
Nagrody: [img]http://granica-pbf.pl/images/gwiazdki.png[/img]
Kontakt:

Post autor: Yvia » 3 tygodnie temu

Słońce wyjrzało zza chmur, obejmując swą złotą poświatą całe królestwo. Ciepło spoczęło na ramionach najemniczki, która delikatnie zaciągnęła materiał tiulowego płaszczyka, by się przed nim ochronić. Między skocznymi repertuarami elfi artysta dał odpocząć roztańczonym parom, przygrywając spokojną melodię. To właśnie ona zahipnotyzowała Yvię, doskonale rozumiejącą elfią sztukę, zupełnie inną spośród innych. Chłodne spojrzenie kobiety spoglądało na hałaśliwy tłum, przez które przebijał się skrzypek. Znała ten utwór. Śpiewany wieczorami przy ognisku przez wielu mieszkańców Elisy.
„To inne miejsce, w innym czasie, gdzie
Chodziłam na przejażdżki i słuchałam gitary,
Jest tyle rzeczy, o których teraz pomyślę dwa razy, zanim je zrobię”
Bardziej mruknęła pod nosem, recytując niż śpiewając, a jej ciało delikatnie opadło, słabo wyrażając smutek oraz przywołując kilka wspomnień z lodowego królestwa. Odruchowo zerknęła w lusterko, by złapać własne spojrzenie, lecz w nim dostrzegła wyblakły dym unoszący się na jasnym niebie. Oczy Yvianelli stały się okrągłe, na nowo wyraźne i groźne. To nie było ognisko ani niedalekie wypieki placuszków. Temu dymowi towarzyszyła błękitna mgiełka - znak, jakiego nie mogła ominąć. Zmarłego wojownika, czyli jednak jeden z nich tutaj się znajduje! Musi go złapać!
- Ach! - prychnęła Yvia widząc koło siebie pysk ogromnego lwa. Skuliła się odruchowo, kładąc dłoń na rękojeści miecza, jednak szybko opuściła rękę, widząc że nietypowy dla Elisii pupil oddalił łeb w stronę swojej właściwej pani.
Elfka przetoczyła wzrok i słońce przyćmiło zbliżających się uczestników festiwalu. Nim się im przyjrzała jeszcze raz, objęła spojrzeniem niebo, po czym znów zerknęła na lustro, ale tajemniczy dym zniknął.
„Szlag”, zaklęła w myślach, mierząc przybyłych wzrokiem. Rozpoznała głos mężczyzny. Zresztą nieszybko ulotni się on z pamięci najemniczki. Nim na twarzy białowłosej pojawił się sztuczny i wymuszony uśmiech, jej mimika nie wyrażała nic więcej. Czysta w swej postaci obojętność.
- Nie umiem się bawić – odpowiedziała chłodno, po czym niby niechcący szturchnęła lustro, które opadło w dół, łapiąc w swym odbiciu nietypową gromadkę. Nie zobaczyła w nim nic więcej, czego by oczekiwała, więc wstała, obracając się przodem ku nowym znajomym.
Yvia skrzyżowała ręce na wysokości klatki piersiowej, przenosząc ciężar ciała na jeden bok.
- Nie kłamię. Spytajcie jego – wskazała oskarżycielskim palcem na Fajkę.
Ten zaś szturchnął łokciem Mathiasa, pochylając się ku niemu i szepcząc konspiracyjnie:
- To prawda. Jest sztywna jak kłoda, więc trzeba ją rozruszać – wyznał, co Yvia postanowiła zignorować.
- Z moim barkiem wszystko w porządku, dziękuję. Bardziej bym się martwiła o ciebie. – Elfka wciąż utrzymywała surowy ton rozmowy, a rany nie miała zamiaru prezentować. Mogą uciąć sobie miłą pogawędkę, ale zwierzać się im nie miała zamiaru, co udowodniła, pilnując delikatnego płaszczyka, by ten czasem za mocno się nie osunął.
- Yvia – kobieta wyciągnęła rękę ku Aurei, by uścisnąć dłoń fellerianki. Chwyt byłej księżniczki miał w sobie siłę wojownika oraz zdecydowanie zabójcy. - Także bez nazwiska - dodała ściskając następnie dłoń Mathiasowi.
- A więc kto był pierwszy? - bąknęła Yvia przechwytując spojrzenie Fajki.
- Pytasz jajko czy kura? - zapytał, nie dopuszczając elfki do odpowiedzi. - Dziś nie ma czasu na filozofię! Obiecałem naszym gościom dobrą zabawę i pyszne trunki! - Hazardzista pstryknął palcami, by podkreślić, jak bardzo ma zamiar się bawić dzisiejszego dnia. Księżniczka utraconego królestwa przyjęła to już z o wiele mniejszym entuzjazmem. Zmarszczyła brwi, a jej usta skrzywiły się niechętnie. - Więc? - mruknął mężczyzna, zagryzając fajkę w ustach.
- Ale oczywiście mój drogi. – Skłoniła się elegancko Yvia wyciągając prawą nogę do przodu. - Masz rację. Należycie trzeba przywitać naszych nietutejszych gości. Rozpoznałam po akcencie, a pewno i gwary nie znacie również – zaznaczyła, wyjaśniając swoje domysły. - Zapraszam w cztery kąty.
Yvia obróciła się na pięcie, niknąc powoli w tłumie, a Fajka złożył usta w zastanowieniu z przeciągłym „Mhmmmm”. Trudno było stwierdzić czy też ocenia figurę swojej koleżanki, czy też zastanawia się, dokąd ich ona zaciągnie.
- Czyż nie jest sympatyczna? - zaśmiał się głośno i poklepał dwójkę po plecach, następnie ruszył do przodu. - Idziemy się zabawić!
Festiwal zalał królestwo aż po najgłębsze zakamarki Elisii. Elfy i wszelcy przejezdni zajmowali każdy mijający lokal, wydawało się, że nie ma dla nich nigdzie miejsca, lecz Yvia parła naprzód. Fajka zaś zagadywał swoich nowych znajomych i opowiadał o królestwie, nawet napomknął na temat architektury (wszak łaził po tych dachach i wkradał się do niejednego mieszkania już tyle lat). Był zabawowy, choć śmierdział potwornie tytoniem, jednak nie można było mu ująć na uprzejmości. Gdyby tylko prezentował się nieco przyjaźniej...
W końcu dotarli do jednej z ciaśniejszych uliczek. Nad ich głowami wisiały wielokształtne i wielobarwne ozdoby, które miały w sobie jednak ład i porządek. Czerwone i pomarańczowe lampiony ocieplały wizerunek kamiennych budowli. Białą czuprynę Fajka dostrzegł na jednym ze schodków niedużej altany. Wystarczyło kilka kroków, by dotrzeć do karczmy o ( na Prasmoka, jakże okrojonej) nazwie „Wyśmienity Trunek”.
- Nie postarała się za bardzo – bąknął mężczyzna, zbliżając się do elfki. - Nie mo...
- Najlepszy trunek to "Wyśmienity Trunek" – uśmiechnęła się ironicznie, po czym pchnęła wahadłowe drzwiczki.
W środku zaś oberży temat festiwalu nie zamarł. Panie ozdobione w pióra, panowie w pstrokatych koszulach – bez tego ani kroku dalej mój drogi gościu – krzyczał kolorowy tłum swymi strojami, lecz one nie ograniczały się tylko do nieco bardziej urozmaiconej sukni. O nie, nie! Tutaj trudno było określić, co jest prawdą, a co tylko iluzją. Co jest maską, a co... już niekoniecznie? Miejsce okraszone dziwacznością, bijące jakąś nietypową aurą. Niby grano tu w karty i wzywano do toastu, ale jakby tak nie do końca.
Wyzywająco ubrana kobieta o miłym i miękkim głosie zbliżyła się do Yvii. Zapytała o coś cichutko i niewinnie, elfka zaś poinformowała ją, że banda za jej plecami, plus przerośnięty kot z czarnym kleszczem na grzbiecie, są z nią. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi i zaprosiła przybyłych do środka.
- Mam nadzieję, że wam się tu spodoba – powiedziała nagle Yvia. - Jak już się bawić to na ostro – dodała, rzucając za ramienia wyzywające spojrzenie.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Elisia”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość