Oglądasz profil – Kaylesec

Awatar użytkownika

Ogólne

Imię: Kaylesec Belkam Tregath
Rasa: Człowiek
Wiek: 27 lat

Aura

Aura nie zachwyca swą siłą, jest zupełnie przeciętna i słaba. Pośród innych emanacji ginie wręcz, przytłoczona przez pozostałe, zarówno ich siłą, zapachem, dźwiękiem, jak i poświatą. Sama bowiem nie roztacza wokół siebie nawet mgiełki. Osoby niezwykle wyczulone na odczytywanie emanacji mogłyby dostrzec przebłysk szafiru ślizgający się po jej powierzchni, jednak może to tylko złudzenie? Zdradliwe odbicie słońca na jej twardej powierzchni? Brak dźwięków raczej nikogo nie zaskakuje. Jeśli chodzi o jej kolorystykę, to aura wygląda jak pole bitwy, gdzie złoto i żelazo ścierają się ze sobą, znaczone grubymi i zdecydowanymi pociągnięciami pędzla. Ich tłem jest cynkowe pole, spod którego przebija się ledwo widoczny cynowy podkład, niemal już zupełnie niewidoczny. Emanacja jest giętka i elastyczna oraz dość przyjemna w dotyku, mimo swojej szorstkości i ostrych krawędzi. Niesie ze sobą zapach ludzkiego potu, który miesza się z lekką morską bryzą i zapachem rumu. W smaku raczej ostra i przyjemnie słodko-kwaśna.
Nazwa użytkownika:
Kaylesec
Grupy:
Martwe postacie:
Zainteresowania:
indie rock, seriale i pizza
Lokalizacja:
Wrocław

Skontaktuj się z Kaylesec

PW:
Wyślij prywatną wiadomość

Statystyki użytkownika

Rejestracja:
6 lat temu
Ostatnio aktywny:
10 miesiące temu
Liczba postów:
98
(0.12% wszystkich postów / średnio dziennie: 0.04)
Najaktywniejszy na forum:
Demara
(Posty: 19 / 19.39% wszystkich postów użytkownika)
Najaktywniejszy w temacie:
[Nie]zwykły pobyt w mieście
(Posty: 19 / 19.39% wszystkich postów użytkownika)

Umiejętności

UnikiW
Władanie konkretną bronią - MieczeM
Skradanie sięW
JeździectwoO
EtykietaW
SkrytobójstwoW
GimnastykaW

Cechy Specjalne

BlokadaZPotrafi w krótkim czasie wyczyścić umysł, nie myśleć o niczym, by ktoś próbujący przejąć nad nim kontrolę, nie miał się o co zaczepić.
Wyjątkowa biegłość w broniachZBiegłość głównie w broniach siecznych i kłujących - sztylety, włócznie, miecze.
Niezwykle bystryZDostrzega szczegóły sytuacji, potrafi znajdować optymalne wyjścia. Nieźle idzie mu też przyswajanie nowej wiedzy.
Poczucie równowagiZLata chodzenia po masztach na pokładach statków wykształciły u niego niezwykłe poczucie równowagi.
WspinaczkaZWspinaczka na dowolne miejsce (oprócz szklanych gór) nie jest dla niego szczególnie trudna.

Magia

Przedmioty Magiczne

Miecz ŚwituZAKZaginająca się broń, ze śnieżnobiałym ostrzem. Ponoć moc ostrza jest ukrywana na specjalne okazje, lecz nikt nie wie nic pewnego... oprócz jego właściciela.

Charakter

Widząc Kayle’a z bliska - jeśli ci się to uda na tyle go podejść, to gratuluję, właśnie zmieniłeś swoje myśli samobójcze w realne plany - dostrzega się, że jest zmienny niczym morze - w pokoju spokojny niczym letnia bryza, w gniewie bezlitosny niczym sztorm. Bywa, że się śmieje, innymi czasy obraża większość znanych bóstw w kolejności alfabetycznej, innymi czasy siedzi w kącie i ukrywa się w „pelerynowym królestwie”. To są rzeczy zmienne, stałe u niego są jednak inne wartości lojalność i upór. Jeśli zaufa ci, a ty tego zaufania nie zdradzisz, w razie niebezpieczeństwa przejdzie każdą drogę, rzekę czy górę, by ci przybyć z odsieczą. Szlachetne cechy - a tak mi się przynajmniej wydaje - są jednak często niespostrzeżone, czego powodem jest jego niewyparzona gęba. Naprawdę, gdy ma dobry dzień, jest w stanie połowę go przegadać, a ty dopiero po drugiej godzinie możesz zorientować się, że trafia szpilami już nie w ten temat, co trzeba. Sarkazm jest jego nieodłącznym kompanem i można się o to kłócić, czy napędził mu więcej kłopotów, czy przygód. Dla wielu jest szalony, a bardzo niewielu jest w stanie nie myśleć szablonowo i dostrzec błyski geniuszu w tym, co sobą przedstawia. Nieskromnie mówiąc.

Wygląd

Widząc Kayle’a z daleka - a jest to dystans od około dwudziestu stóp do ledwo czterech, bo mniej więcej na tyle pozwoli ci się zbliżyć wyciągnięta przez niego szabla, skierowana ostrzejszym końcem w twoją pierś - pierwszymi rzeczami, które zauważysz, obserwując tego wysokiego mężczyznę, na pewno będą jego długie włosy koloru pełnego brązu, którym wystarczy lekki wietrzyk, by zawiać się na twarz swojego właściciela. Bardziej przykuwające uwagę są jednak jego oczy błyszczące srebrzystą szarością, osadzone niczym dwa hartowane wojenne ogniki w twarzy, która mimo naturalnej śniadości wydaje się straszyć bladą poświatą. Prosty nos, usta zaciśnięte w wąską kreskę, wysokie kości policzkowe i ostry podbródek - tyle by było z opisu jego twarzy.
Przechodząc do jego sylwetki i ubioru... Kay jest szczupły z natury, z mięśniami zahartowanymi latami spędzonymi na podróżach, czy to pieszych, czy drogą morską. Nie były one łatwe, ale skutecznie zmuszały ciało do wysiłku, który topił miękkie ciało i wykuwał posturę ze stali. Swój codzienny strój składa z butów ze stalowymi klamrami, wąskich ciemnych spodni, pociemnianej mithrilowej koszuli kolczej, rękawic bez palców i niebieskiej koszuli ze wzorzystym szwem koloru srebra. Zależnie od okoliczności, przez pierś przewieszony ma pas na broń, umożliwiający mu zamocowanie miecza zarówno przy pasie, jak i na plecach, gdzie jego brązowa opończa ma wyszyty specjalny na to otwór. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, jednak po gruntownym przeszukaniu ubrań Kayleseca znalazłoby się sporo żelastwa niewątpliwe służącemu zadawaniu obrażeń na odległość.

Historia

Urodził się niedaleko miasta Trytonia, mieście na brzegu Morza Cienia. Całe dzieciństwo spędził w posiadłości swoich rodziców, którzy dali mu wykształcenie, jakie sami posiadali. Ojciec był wojskowym, a matka ludzką czarodziejką. Od 5 roku życia trenował z ojcem walkę, skupiając się na walce ostrzami. Gdy miał dwanaście lat, został wysłany przez ojca na praktyki do kupca morskiego. Pewnej nocy statek został przejęty przez piratów, a on wzięty do niewoli. Kay cały czas buntował się, próbował uciekać. W końcu został zamknięty w kajucie kapitana, skąd faktycznie nie było ucieczki. Z czasem zaczął się przyzwyczajać do piratów, aż w końcu Kapitan wypuścił go i zwerbował do swojej załogi. Na początku było ciężko- praca była mordercza, a inni pogardzali nim. Ich nastawienie zmieniło się, gdy w wieku szesnastu lat pokonał na pięści korsarza, który poddał w wątpliwość pochodzenie jego matki. Wtedy Kay zyskał swego rodzaju szacunek. Kolejne lata przyniosły mu hart ducha i ciała. Doskonale się wspinał do bocianiego gniazda, umiał sterować statkiem, a lata praktyki walki wykształciły u niego pewność trzymanego oręża. Nauczono go także podstaw magi rytualnej, którą szamani uspokajali morze i pogodę. Pewnego razu trafili na statek innych piratów. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego. Oczywiście obie grupy starły się ze sobą. Piraci Kaya wygrali, lecz ponieśli ciężkie straty. Wtedy, przy zwłokach konkurencyjnego kapitana Kay znalazł nietypową broń- wyglądała jak zwykły kordelas, lecz rękojeść była ciut większa niż w innych, jakie widział. Na początku ostrza, jakieś dwa centymetry ostrza były łagodnie wcięte- służyło to do blokowania ataków. Ostrze lekko się wyginało, przez co tylko jedna strona była ostra. Kay zachował ostrze, gdyż dziwnie nikt nie miał ochoty brać go w posiadanie. Broń wkrótce skalana została krwią swoich wrogów, mocno wpadając w pamięć tawernowym skaldom. Pięć lat później, Kay jako kapitan owej gromady, wpłynął na wody Morza Jadeitów. Tam zgodnie z umową, zawiązaną z kapitanem, został bezpiecznie wysadzony w Leonii. Pożegnał się z kamratami i wszedł na ląd. Po co to zrobił? Chciał po prostu odpocząć od morskiego stylu życia.
Zaopatrzył się w wierzchowca i razem z Bogartem ruszyli przed siebie. Jego celem był Faargoth. Skradanie się jest nieodzowną umiejętnością życia w mieście. Można nim uniknąć zbędnych kłopotów, bandytów, lub usłyszeć ciekawe rzeczy. Przebywając w miastach, nauczył się cicho poruszać. Była to samo nauka, lecz Kayle stosował pewną metodę, a mianowicie: „Żeby się czegoś nauczyć, trzeba od razu rzucić się na głęboką wodę” Banki, sklepy, nawet lokalne domy władców. W tej pracy szczególnie przydawała się gimnastyka, której kosztem nauczenia się było sporo siniaków i kilka skręceń. Licznie zostawał przyłapywany, zmuszany do korzystania z najprostszej drogi ucieczki- czyli okna. Zwykle nie było czasu na otwieranie go, po prostu szybki rzut ciałem i już się było na zewnątrz, z tym że ciało miało się ponabijane szkłem. Za każdym razem ból był mniejszy, a skóra zaczęła twardnieć. Gdy chciał gdzieś wejść z ciekawości, po prostu wchodził... mimo że potem czekał go maratoński bieg w celu zgubienia strażników z połowy miasta. Nie był złodziejem, ale kimś bardziej wyrafinowanym- zabójcą. Kierował się jednak zasadą, przez która sprzeciwiał się zleceniom na osoby, które w zasadzie nie zrobiły nic złego. Jednak rabusiów, złodziei... i konkurencję zabijał bez mrugnięcia okiem. Gdy znudziło mu się życie miejskie, upodobanie znalazł w polowaniu na magiczne stworzenia- gryfy, harpie, nawet golemy. Dostawało się za ich ukatrupienie sporo kasy, lecz była to ryzykowana robota. Poza tym, jak na razie nie widział innej drogi w kreowaniu swojej przyszłości.


Kontynuacja:

Historia... Nie potoczyła się dla niego pomyślnie. Spotykając ludzi, którzy później zostali jego przyjaciółmi, wyruszył na wyprawę, mającą go zaprowadzić do miasta elfów, gdzie musiał zacząć kurację po tym, jak po akcie niebywałej odwagi - lub brawury, jak kto woli - podpalił strumieniem ognia niezidentyfikowanego potwora, odnosząc od tego rany. Nie zakończył nawet leczenia, gdy kolejna wyprawa czekała na niego już za rogiem. Z Trytonii wyruszył na skutą lodem północ w towarzystwie Nakiry, dziewczyny, która sprawiała, że ponownie zaczął czuć wiatr w żaglach. Historia ich uczucia nie miała jednak przyszłości, gdyż przez... błąd? Los? Nie wiadomo z jakiego powodu, zamknięci w lodowej pułapce, zakończyli swój żywot... Jednak nie do końca.
Sposobami dla niego nieznanymi, po tajemniczym rytuale moce ponad nim przeteleportowały go w boczne uliczki miasta Demary, dorzucając do worka udręk szczątkową amnezję. Wciąż oszołomiony i rozstrzęsiony - bo jak można się czuć po przeżyciu własnej śmierci? - znalazł w sobie siłę, by zapobiec napadnięciu bezbronnej dziewczyny w jednym z ciemnych zaułków. Tak poznał Berenikę. Dziewczyna była mu za ten czyn niezmiernie wdzięczna i choć skromnie odmówił nagrody za swój czyn, jego nowo poznana znajoma, poznawszy jego stan, zaopiekowała się nim, dając mu jedzenie i ubiór - rzeczy tak podstawowe, a jednak których obecnie nie posiadał. W miarę jak spędzał z nią czas, kolejne wspomnienia zaczęły powracać do jego głowy, odkrywając przed nim jego własną przeszłość. Poznał w końcu swoje losy, nie mógł jednak uczynić nic, by powrócić do swojej Nakiry - nie wiedział, czy ciągle tam leży, martwa w kręgu magicznym, czy tak jak on, została wysłana w najwyraźniej losowe miejsce, odarta ze wspomnień. Nie mogąc nic na to poradzić, postanowił skupić się na dniu obecnym, mimo to, pozostała w nim skaza - patrząc na morze, czuł, jakby ręka ściskała jego serce w jego piersi. Dwudziestoparoletni pirat, który nie mógł ponownie wejść na może, to dopiero była ironia losu. Jego poczynania ponownie jednak postawiły go przed morzem, jednak gdy wraz z Bereniką miał udać się w podróż, poczuł, że nie jest w stanie. Coś było nie tak, a Kaylesec nie mógł dociec co. Był to moment rozstania z Bereniką. Miał na nią poczekać, jednak gdy po kilku dniach wróciła do portu, jego już tam nie było. Port Rubidii stał pusty.
Nie bardzo znając się na czymś innym niż marynarskie sprawunki, a jednocześnie nie mogąc zmusić się do powrotu na otwarte wody, zajął się handlem morskim. Mając trochę doświadczenia, złapał kontakt z kilkoma ważnymi osobami, podpisał kontrakty i zaczął powoli zarabiać, rozszerzając siatkę swoich udziałów. Na początek swojej kariery wybrał miasto Turmalii, po pierwsze ze względów estetycznych, a po drugie, gdyż znajdował się tu ogromny port handlowy, codziennie wypluwający z siebie kolejne statki wypełnione rzadkimi materiałami. Na swoje utrzymanie pracował w jednej z portowych tawern, nocami zajmując się prowadzeniem interesów. Kiepski plan dnia, ale na inny po prostu nie było go stać. Miał jednak o tyle szczęścia, że powrócił do Alaranii w dobrze prosperującym dla niej momencie, gdy nowi handlowcy i nowe spółki wyrosły w niej jak grzyby po deszczu. Kayle zaskarbił sobie przyjaźń kilku wpływowych ludzi, przez co jego karierowy awans nastąpił dość szybko. Nie minęło pół roku, gdy był w stanie wynająć willę z małą winnicą w środkowej części miasta, czyli tej względnie bezpiecznej. Nie ukrywał swojej korsarskiej przeszłości, jednak miał na tyle rozsądku, by nie posługiwać się swoim prawdziwym nazwiskiem - gdyby ktoś rozpoznał go jako samozwańczego kapitana z dawnych lat, mógłby sprawić problemy. A Kaylesec starał się nie używać ostrzy do niczego poza jedzeniem. Ale nikt nie jest idealny.
Tak więc wyglądała jego teraźniejszość. Od rana do zmierzchu siedzący nad papierami, przeliczając, zatrudniając i kontrolując swoje interesy, by wieczorami godzinami opierać się o barierkę balkonu w swoim domu, przyglądając się gwiazdom z kielichem wina w ręce. Zastanawiając się, do czego dążyć. Bo do czegoś dąży... prawda?