[Droga z wioski do miasta] Kiepski początek przygody...


Mała wioska położona na Równinach Andurii. Mieszka tutaj niewiele osób, bardzo spokojne miejsce mimo iż odwiedzane przez wielu podróżnych.
Moderator Strażnicy

Postprzez Quidditch » Śr paź 17, 2018 7:42 am

        Na skraju wioski, niedaleko drogi prowadzącej do większego miasta, można było spotkać chłopca u podnóża gór. Wyglądał niegroźnie i na dość zmartwionego, chociaż raczej nie przeszkadzało mu to, że jest blisko drogi handlowej, wręcz przeciwnie, oczekiwał na kogoś. Rozglądał się nerwowo, jakby coś przeczuwał.
        Siedząc na skale i zwieszając z niej nogi z braku innego zajęcia postanowił zagrać na lutni, dając upust swoim myślom, mimo że nie miał talentu do używania instrumentów. Starał się jednak grać czysto, bo zawsze chciał tworzyć własne melodie.
        Grając fragment pieśni zaczął wesoło podśpiewywać:
        
‘’Był sobie raz,
człowiek zacny tak,
tak jak nie jeden drań.

Uwierzył w siłę swą.
Uwierzył, że kochają go.
Uwierzył i stał się cud.

Cudowny chłopak wrócił tu,
teraz musi walczyć  znów,
o miłość i o własny los.

Najważniejszy był dla niego jednak
jego wierny druh,
który trwał przy nim,
aż do końca swoich dni...’’

        Gdy miał nastąpić refren tej pieśni, Quidditch usłyszał coś podobnego do odgłosu kroków jakiegoś stworzenia. Nie był pewien co to było, bo szum wiatru lekko mu przeszkadzał. Możliwe nawet, że zdawało mu się iż cokolwiek słyszał, więc postanowił odłożyć lutnię i wsłuchać się w otoczenie. Jego zniecierpliwienie było tym większe, im kroki były głośniejsze. ‘’A może to tylko silny wiatr szeleści liśćmi lub jakieś zwierzę szuka pożywiania?’’ – pomyślał niepewnie.
        W tym momencie chłopiec przypomniał sobie, że od rana nie miał nic w ustach, a jego żołądek domagał się posiłku. Quidditch wyciągnął z kieszeni kawałek starego, czerstwego chleba i powoli przełykał małe kęsy próbując najeść się niewielkim kosztem. Rozmyślając o tym co będzie jadł nazajutrz, zapomniał o dziwnych odgłosach i skupił się na swoich potrzebach. Zaczęło suszyć go w gardle, a najbliższy strumyk czy studnia były wystarczająco daleko, by Quidditchowi odechciało się ruszyć z miejsca. Czekał i czekał, sam nie wiedział czy był w tym jakiś sens, bo po kilku chwilach zaczął myśleć o tym czy na pewno wybrał sobie dobre miejsce na postój. Wokół nie było zbyt wiele roślin, przynajmniej nie tych jadalnych, a myśliwy był z niego żaden, wiec polowanie na zwierzynę odpadało.
        Przygnębiony Quidditch, nie zwracał zbytnio uwagi na to co się wokół niego działo, ale wiedział, że długo tak nie wytrzyma i wkrotce będzie musiał opuścić to miejsce, cokolwiek by się nie stało.
Avatar użytkownika
Quidditch
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Alarianie
Aura: Być może jest to nieco zabiedzona aura - nie tak łatwo od razu ją wyczuć. Z drugiej strony kiedy już zwróci się na nią uwagę, uderza wręcz wrażenie, że ma potencjał by się rozwinąć i zaprezentować kiedyś godniej i dumniej. Póki co jest ledwie sztywnawym kokonem, z którego wyłonić może się przedziwne i piękne stworzenie. Struktura owa błyszczy młodzieńczo i radośnie, choć skrywa się w niej i sporo przemyśleń - trudno to jednak dostrzec, gdyż szafirowe zawirowania rozbrykanej poświaty przysłaniają widok, sama aura zaś chaotycznie zmienia swe natężenie pokazując coraz to inne barwy na miękkiej, leciutko chropowatej powierzchni zaskakująco przyjemnej w odbiorze, być może ze względu na brak ostrych zakończeń czy drzazg. Czasem zabawi tu delikatna złotawa smuga, niekiedy srebrne wężyki, innym zaś razem miedziane kreski lub cynowe groszki. Zmieniają się skocznie do rytmu odległych grzmotów, a obrazu całości dopełnia zapach potu i młodego ciała. Smak tego wszystkiego jest z kolei trudny do określenia - niekiedy wydaje się bardziej gorzkawy innym razem kwaśny - na pewno jednak nie jest męczący ni ciężki, ot taki niewinny.
Wygląd: Quidditch, jako chłopiec, prawie niczym się nie różnił od reszty kolegów. Jednak jego zainteresowanie magią było na tyle duże, że odbiło się to na jego wyglądzie i zachowaniu. Noszone przez niego ubrania były mu za duże lub za małe, pewnie dla tego, że był niższy od innych rówieśników i wolniej dorastał. Ponadto jego ubiór, wskazywał na niskie pochodzenie w hierarchii ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » Cz lis 01, 2018 3:22 pm

- No więc? Komu mam to zanieść? - zapytała wieśniaka z oburzeniem, gdyż wyglądało na to, iż będzie musiała pełnić rolę posłańca. Wciąż się dziwiła, że nikt w pobliżu nie potrzebuje prawdziwej pomocy, a jedyną pracą, jaką jej zlecono, było dostarczenie przesyłki. W dodatku aż do Grydanii! Co ona, posłaniec jakiś?
Westchnęła ciężko. Pomyślała, że potrzebuje pieniędzy, więc w sumie nie powinna tak narzekać.
- Przekaż to Erikowi Gjerde. Jego sklep znajduje się w samym centrum miasta, w dodatku często tam przebywa, więc powinnaś go znaleźć bez większych problemów. - W tamtym momencie podał smokołaczce poręczne pudełko, długie na stopę, wysokie na pół.
Kobieta zważyła je w dłoniach i potrząsnęła, próbując wyniuchać, co może znajdować się w środku. Nic jej jednak nie przyszło na myśl, więc jedynie umieściła je pod pachą i ponownie spojrzała na mężczyznę.
- Pieniądze biorę z góry - powiedziała stanowczym tonem. - Grydania nie znajduje się za progiem. Sam rozumiesz...
Wieśniak pochylił głowę i zmarszczył nieco brwi. Po chwili ciszy odrzekł w końcu:
- Przykro mi, ale nic przy sobie nie mam. Jestem jednak pewien, że jeżeli się upomnisz o wynagrodzenie, Erik chętnie zapłaci za fatygę! - upierał się przy swoim, posyłając smokołaczce pełne nadziei spojrzenie. Ona natomiast parsknęła, odwróciła się na pięcie, po czym ruszyła przed siebie, mrucząc pod nosem:
- Psiakrew! Jeżeli ten cały Gjerde również będzie spłukany, to osobiście uduszę parobka...



Dziewięć dni. Tyle minęło od momentu, w którym zgodziła się dostarczyć przesyłkę. W tym czasie przemieszczała się nie tylko za pomocą własnych nóg bądź skrzydeł, bowiem nie raz załapała się na przejeżdżającą furmankę lub wóz, jadący w tym samym kierunku. Ostatecznie jednak zawsze ich drogi się rozdzielały, a potem Liza mogła polegać już tylko na sobie.
Tuż po ostatnim odpoczynku minęły cztery godziny, które zmiennokształtna przeznaczyła na energiczny lot. Szybując po niebie, dostrzegła już mury miasta, lecz pamiętała, że błędem by było udać się tam w takim stanie, dlatego nie minęła chwila, a rudoczerwony smok wylądował na niewielkiej skarpie pośrodku lasu.
Nikogo nie powinno dziwić, że odczuwała spory głód. Ostatnimi czasy pokonywała dalekie odległości, a odsiadka w więzieniu nieźle ją wycieńczyła. Jako że nie miała aktualnie pieniędzy, zauważyła, że jedyną drogą na powrócenie do pełni sił byłoby... małe polowanko.
Nigdy nie lubiła się skradać, więc przeważnie atakowała szybko i gwałtownie, by jej ofiara nawet się nie zorientowała, że została napadnięta. Tak samo postąpiła z dzikiem, którego ledwo co dostrzegła, a już rozszarpała na strzępy. Biedne zwierzę... dobrze, że przynajmniej nie musiało długo zdychać.
Smoczyca zabrała się do pochłaniania mięsa, a gdy po jakimś czasie się najadła, odchodząc, zostawiła resztki na miejscu. Zapewne jakiś szczęśliwy mięsożerca przechodzący obok pokusi się na ten... niewielki podarunek.
Pozostając w swej smoczej formie, Lieselotta kontynuowała podróż, lecz tym razem zdecydowała się iść pieszo. Przedzierać się nie było wcale łatwo; las był gęsty, lecz zmiennokształtna zdążyła do tego przywyknąć. Chodziło jej jednak bardziej o odstraszanie niebezpiecznych stworzeń, które, gdy tylko wyczuwały woń drapieżnika, oddalały się najdalej, jak tylko mogły. Dzięki temu nie musiała się martwić nagłą wizytą wilczych watah bądź rozdrażnionej pary niedźwiedziej.

W pewnej chwili dziewczyna usłyszała ciekawą melodię, która zaczęła wydostawać się z głębi lasu. Młodociany głos podśpiewywał zwrotka po zwrotce opowieść o chłopcu i jego wiernym druhu. Kiedy jednak smoczyca podeszła nieco bliżej, muzyk przestał grać, gdyż prawdopodobnie ją usłyszał.
Kobieta prędko oddaliła się o kilkanaście sążni, po czym zastygła w bezruchu. Zdążyła się jednak lepiej przyjrzeć aurze chłopca i zauważyła, że nie wyglądała ona złowieszczo, a wręcz... niewinnie. I z tejże racji nie chciała go wystraszyć, w końcu nie każdy miał okazję ujrzeć w swoim życiu smokołaka... a jak już, to nietrudno było go pomylić z prawdziwym smokiem.
Dziewczyna miała zamiar to wszystko zignorować i pójść w swoją stronę, lecz po chwili zamyślenia spostrzegła, iż... zgubiła drogę.
Wnet przybrała swą ludzką postać i powoli, ostrożnie ruszyła w stronę grajka. Gdy już znalazła się w jego polu widzenia, uśmiechnęła się i jak gdyby nigdy nic zapytała:
- Witaj! Czy mógłbyś wskazać mi drogę do miasta?
Avatar użytkownika
Lieselotta
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Quidditch » Pt lis 02, 2018 6:01 pm

        ''Bo tak już musi być. I możliwe, że tak już będzie na zawsze…'' – rozmyślał o swoim losie chłopak i o tym, czy znajdzie tu to czego szukał od dłuższego czasu. Bowiem nie chodziło mu głównie o pożywienie, ale o przychylność losu w formie interesujących podróżnych i takich, którzy mają cel podobny jemu.
        Zamyślony zaprzestał obserwacji, aczkolwiek w pewnym momencie podniósł wzrok i zaskoczony zamarł w bezruchu. Nie oczekiwał, że ujrzy tak wspaniałą istotę. Przetarł oczy dłońmi i niedowierzając przez chwilę nic nie mówił. Nawet wtedy, gdy smokołak spytał go o drogę do miasta.
        Niezręczna cisza, została przerwana przez ujadanie psa.
        - Rufi! – wykrzyczał chłopak, tak jakby nagle sobie o czymś przypomniał.
        Quidditch miał dylemat, czy najpierw zająć się nowo napotkaną osobą, czy też wstać i podążyć za głosem swojego psiego kompana. W końcu zadecydował, że odezwie się w życzliwy sposób do tajemniczej istoty.
        - Uch… Tak! Znam drogę. Musisz iść… znaczy się nic nie musisz, ja tylko sugeruje, że to najlepsza droga... Znaczy się nie wiem czy najlepsza, ale zawsze nią chodzę. – Chłopak był widocznie zakłopotany. - No tak! Miasto! To nie daleko stąd.
        Zanim Quidditch wyjaśnił dokładnie smokołakowi, w którą stronę ma iść, przybiegł Rufi z kawałkiem mięsa w mordzie. To było to samo, co Lieselotta upolowała przed chwilą. Na widok dziczyzny chłopak uradował się i objął kundla. To była kolejna kłopotliwa sytuacja, bo Quidditch zignorował pytanie swojego rozmówcy. Mimo to po chwili przypomniał sobie, że nie był zbyt uprzejmy dla dziewczyny i próbował ją zatrzymać, bo przeczuwał, że druga taka szansa może się nie powtórzyć.
        - Przepraszam! Nie chciałem być nieuprzejmy i naprawdę chcę pani pomóc.
        ''A może by tak spróbować?'' – to była szybka myśl i szybka reakcja chłopca. Jego oczy zabłysły nadzieją. Nadzieją na znalezienie czegoś co utracił. Nadzieje na wspólne świętowanie. Nadzieją, że ktoś w końcu go zrozumie.
        - To naprawdę niedaleko stąd. Idąc tym szlakiem trafisz do miasta za jakieś pół godziny. Chyba że chcesz pójść ''skrótem'' niezauważona. Ja… ja naprawdę nigdy nie spotkałem nikogo o pani wyglądzie. Nie chce być nachalny, ale ja też idę do miasta. Mógłbym panią zaprowadzić w zamian za skromną sumę. Chyba… chyba, że mogłaby mi pani pomóc znaleźć…
        Quidditch ugryzł się w język i zastanowił czy warto się otwierać przed obcym. W końcu jakby to zabrzmiało ''szukam rodziców''. Przecież nie zabłądził w porównaniu do smokołaka. Cel chłopaka był dla niego ważny, bo nigdy nie utracił nadziei na znalezienie ojca i matki.
        - Z-znaleźć… pracę! – wyjąkał starając się nie narzucać i zmienić tok rozmowy. – Szukam większego zarobku. Co prawda nie mam jakiś większych talentów, ale mogę towarzyszyć pani do czasu aż znajdę ciekawsze zajęcie i bardziej opłacalne. W zamian oferuje moją sztukę, jako coś bo będzie nas podtrzymywało na duchu. A tak w ogóle mam na imię Quidditch…
Avatar użytkownika
Quidditch
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Alarianie
Aura: Być może jest to nieco zabiedzona aura - nie tak łatwo od razu ją wyczuć. Z drugiej strony kiedy już zwróci się na nią uwagę, uderza wręcz wrażenie, że ma potencjał by się rozwinąć i zaprezentować kiedyś godniej i dumniej. Póki co jest ledwie sztywnawym kokonem, z którego wyłonić może się przedziwne i piękne stworzenie. Struktura owa błyszczy młodzieńczo i radośnie, choć skrywa się w niej i sporo przemyśleń - trudno to jednak dostrzec, gdyż szafirowe zawirowania rozbrykanej poświaty przysłaniają widok, sama aura zaś chaotycznie zmienia swe natężenie pokazując coraz to inne barwy na miękkiej, leciutko chropowatej powierzchni zaskakująco przyjemnej w odbiorze, być może ze względu na brak ostrych zakończeń czy drzazg. Czasem zabawi tu delikatna złotawa smuga, niekiedy srebrne wężyki, innym zaś razem miedziane kreski lub cynowe groszki. Zmieniają się skocznie do rytmu odległych grzmotów, a obrazu całości dopełnia zapach potu i młodego ciała. Smak tego wszystkiego jest z kolei trudny do określenia - niekiedy wydaje się bardziej gorzkawy innym razem kwaśny - na pewno jednak nie jest męczący ni ciężki, ot taki niewinny.
Wygląd: Quidditch, jako chłopiec, prawie niczym się nie różnił od reszty kolegów. Jednak jego zainteresowanie magią było na tyle duże, że odbiło się to na jego wyglądzie i zachowaniu. Noszone przez niego ubrania były mu za duże lub za małe, pewnie dla tego, że był niższy od innych rówieśników i wolniej dorastał. Ponadto jego ubiór, wskazywał na niskie pochodzenie w hierarchii ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » Pt lis 02, 2018 7:29 pm

Czekała chwilę na odzew, lecz nie sądziła, że tak łatwo chłopak się speszy. Mimo to uśmiech na jej twarzy nie zrzedł, a wręcz poszerzył się - chciała pokazać obcemu, że nie ma się czego obawiać.
Usłyszawszy szczek, zwróciła głowę w stronę jego źródła, którym okazał się później szary kundel. Słowo wypowiedziane wcześniej przez młodzieńca zapewne było imieniem psa, toteż dziewczyna pomyślała, że był oswojony i nie powinien jej zaatakować. Sęk w tym, że podchodziła do zwierząt ze stosunkowo sporą dozą nieufności - jedne były podstępne, inne nieprzewidywalne, a jeszcze inne - agresywne. I głodne. Tak, tego należało się wystrzegać. Głodnych, nieprzewidywalnych i jednocześnie agresywnych bestii, nierzadko przez nią spotykanych.
Gdy chłopiec skończył swoją wypowiedź, w głowie Lieselotty pojawiła się pętla. Taka dość... poplątana i ciężka do rozwiązania. Skomplikowana niczym to zdanie, nad którym smokołaczka się przez jakiś czas głowiła. Po chwili jednak udało jej się coś z tego wywnioskować, a mianowicie: obcy znał trasę do miasta. W takim wypadku natychmiast się ucieszyła i roześmiała donośnie.
- Zabawny z ciebie dzieciak! - Puściła mu oczko i zbliżyła się o parę kroków. - W porządku. Cieszę się, że chcesz mi pomóc.
Słuchając dalej, co miał do powiedzenia, jej uśmiech powoli zaczął zamieniać się w rozgoryczony wyraz, a brwi zlatywały coraz niżej, ukazując zakłopotanie. Nie powinno to nikogo zdziwić, w końcu zażądał od dziewczyny pieniędzy w zamian za poprowadzenie jej do miasta... nawet, jeżeli chodziło o małą sumę, to ona nie miała przy sobie nic. Zupełnie nic.
Po chwili się jednak okazało, że za wcześnie oceniła sytuację. Gdy tylko usłyszała, że istnieje alternatywne wyjście z tej sytuacji, rozpromieniła się. "Znaleźć? Co znaleźć?" - odczekała chwilę, mając nadzieję, że młodzieniec szybko dokończy swoją intencję. Gdy jednak to się stało, podrapała się w potylicę i przybrała zamyśloną minę. "Hmm... fajny z niego dzieciak, więc... czemu by nie?"
- Zgoda! - Skrzyżowała ramiona i ponownie się wyszczerzyła. - Ale nie mów do mnie per pani. Nazywam Lieselotta, choć możesz mnie nazywać jak chcesz. To imię jest za długie. - Zaśmiała się. - Czasami wołają na mnie Liza. - Puściła mu oczko, a za moment podeszła jeszcze bliżej, tak, że stała tuż obok niego.
- O, i jeszcze jedno. Miło mi cię poznać, Quidditch. - Wysunęła dłoń na powitanie.
Avatar użytkownika
Lieselotta
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Quidditch » So lis 03, 2018 10:25 pm

        - Wspaniale! Nie pożałuje pani! Uch, chciałem powiedzieć Li.. Lizo! Możesz mi mówić Quid. - Chłopak uścisnął dłoń smokołaka potrząsając ją energicznie jakby ściskał najlepszego przyjaciela, którego zobaczył po wielu latach. - Proszę za mną! Rufi, do nogi!
        Quidditch postanowił, że zaprowadzi Lieselotte szybszą drogą, bo jego pies nie wyczuwał zagrożenia, a miał on słuch i węch bardzo dobry. Szli przez las, ścieżkę wydeptaną przez ludzi - najprawdopodobniej myśliwych i przez samego chłopaka. Co chwilę oglądał się czy jego towarzyszka za nim nadąża. Dziwił się, że tak łatwo jej to przychodzi, bowiem nie wyglądała na kogoś kto przywykł do chodzenia pieszo.
        Rufi prowadził ich obu na wszelki wypadek, gdyby coś zechciało ich śledzić lub zaatakować. Quidditch zdążył w międzyczasie zjeść spory kawałek mięsa z dzika, co napełniło go energią wystarczającą do szybkiego przemieszczania.
        Nie minęło wiele czasu i cała trójka zauważyła w oddali małe miasto.
        - To tam! - Wskazał palcem chłopak. - To Grydania, a przynajmniej tak nazywają tę okolicę. Wiesz, każda nacja nazywa to inaczej, słyszałem nawet, że nazwano ją kiedyś ''Wychodek Ludzkości''. Ale to bardziej ciekawostka niż oczywisty fakt. Chociaż nie nazywano by tak tego bez powodu… Ech. Trochę się rozgadałem. Skupmy się na wejściu do miasta, nie chcę marnować twojego czasu.
        Od pewnego czasu każdy kto wchodził na tereny wioski musiał zapłacić myto, ale Quidditch znał sposób by ominąć tą formalność. Niewielka dziura w murze mogła załatwić ten problem.
        - To będzie ryzykowne, ale to jedyna droga, jeżeli nie chcesz mieć na głowie straży. Od czasu ostatnich morderstw czepiają się każdego, kto jest nowy lub wchodzi głównym wejściem.
        Quidditch położył rękę na niewielkim otworze i użył prostego czaru by zdjąć zaklęcie iluzji. Wtedy szeroka droga stanęła otworem.
        - To by było na tyle. Możemy wejść do środka. Ach tak! Nie powiedziałaś mi dokładnie gdzie chcesz się udać. Znam to miasto jak własną kieszeń i mam sporo kontaktów, choć są to bardziej kontakty z niższych sfer niż z arystokracji, jeżeli wiesz co mam na myśli.
Avatar użytkownika
Quidditch
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Alarianie
Aura: Być może jest to nieco zabiedzona aura - nie tak łatwo od razu ją wyczuć. Z drugiej strony kiedy już zwróci się na nią uwagę, uderza wręcz wrażenie, że ma potencjał by się rozwinąć i zaprezentować kiedyś godniej i dumniej. Póki co jest ledwie sztywnawym kokonem, z którego wyłonić może się przedziwne i piękne stworzenie. Struktura owa błyszczy młodzieńczo i radośnie, choć skrywa się w niej i sporo przemyśleń - trudno to jednak dostrzec, gdyż szafirowe zawirowania rozbrykanej poświaty przysłaniają widok, sama aura zaś chaotycznie zmienia swe natężenie pokazując coraz to inne barwy na miękkiej, leciutko chropowatej powierzchni zaskakująco przyjemnej w odbiorze, być może ze względu na brak ostrych zakończeń czy drzazg. Czasem zabawi tu delikatna złotawa smuga, niekiedy srebrne wężyki, innym zaś razem miedziane kreski lub cynowe groszki. Zmieniają się skocznie do rytmu odległych grzmotów, a obrazu całości dopełnia zapach potu i młodego ciała. Smak tego wszystkiego jest z kolei trudny do określenia - niekiedy wydaje się bardziej gorzkawy innym razem kwaśny - na pewno jednak nie jest męczący ni ciężki, ot taki niewinny.
Wygląd: Quidditch, jako chłopiec, prawie niczym się nie różnił od reszty kolegów. Jednak jego zainteresowanie magią było na tyle duże, że odbiło się to na jego wyglądzie i zachowaniu. Noszone przez niego ubrania były mu za duże lub za małe, pewnie dla tego, że był niższy od innych rówieśników i wolniej dorastał. Ponadto jego ubiór, wskazywał na niskie pochodzenie w hierarchii ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » Cz lis 08, 2018 12:49 am

Podążyła wzrokiem za palcem Quidditcha. Grydania rzeczywiście nie wyglądała z daleka imponująco. Ani to wielkie, ani nazbyt przyjemne dla oka. Ot, zwykła mieścina. No ale cóż, Lieselotta nie przyszła tu na zwiedzanie. Miała określony cel, którego już prawie dosięgła. W porównaniu do wcześniejszej podróży, odnalezienie Erika powinno jej pójść niezwykle gładko. Zwłaszcza, że miała przy sobie przewodnika.
Przedzieranie się przez las po wydeptanych dróżkach nie zmęczyło ją jako tako. Natomiast gdy już dotarli do muru, skrzywiła się lekko. "I że niby ja mam się przecisnąć przez tą szczelinę?"
Gdy jednak chłopak zdjął zaklęcie iluzji uśmiechnęła się... To było bowiem całkiem sprytne.
- Szukam Erika Gjerde. Podobno prowadzi sklep w samym środku miasta i często tam przebywa. Nie mam pojęcia czy to jakaś szycha, ale mam do niego sprawę i wolałabym w miarę szybko się z tym uwinąć.
Pudełko z nieznaną zawartością przez cały czas trzymała w swojej torbie. Kilka dni temu odkryła, że jest zapieczętowane i nie da się go otworzyć w żaden konwencjonalny sposób. Jej wiedza na temat tego typu magii nie była wystarczająco duża, a gdyby ciekawość przejęła nad nią kontrolę i smokołaczka roztrzaskałaby pojemnik w celu zidentyfikowania jego treści, to zapewne nie otrzymałaby zapłaty. A na to nie mogła sobie w tym momencie pozwolić.
Po chwili spojrzała na Quidditcha i zmarszczyła lekko brwi. Nie była to oznaka zaniepokojenia, a raczej zamyślenia. Lieselotta zatrzymała wzrok na losowym punkcie i zastanowiła się nad wcześniejszymi słowami jej przewodnika.
- Wspominałeś coś o morderstwach. Czy mógłbyś wprowadzić mnie nieco głębiej w ten temat?
Avatar użytkownika
Lieselotta
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Quidditch » Cz lis 08, 2018 1:10 pm

        - To było łatwe. Wystarczyło tylko skupić się na szczelinie i zrobić kilka prostych, delikatnych ruchów. Hm… mogę nauczyć cię tego później. W końcu nie zawsze będziemy razem. A nie wiadomo czy kiedyś ci się ta sztuczka nie przyda.
        Quidditch chciał jak najszybciej zaprowadzić Lieselotte do jej celu. Nie wiedział jednak gdzie szukać Erika, ale wiedział kto wie gdzie go szukać. Świat przestępczy nie był mu obcy, choć był zaledwie małym ''szczeniakiem'' w jej hierarchii.
        - Morderstwa? Nie ma ich wcale więcej niż w innych wioskach, choć tutaj prawo jest bardziej restrykcyjne, od czasu gdy zamordowano jednego z lordów, władców tutejszych ziem. – Chłopak podrapał się po głowie jakby chciał sobie coś przypomnieć – Nazywał się… ''jakoś-tam''. Nie ważne. Zaprowadzę cię do kogoś kto wie prawie wszystko o tych, którzy tu przebywają, żywi czy też martwi. Tylko nie rzucaj się w oczy, dobra?
        Wyglądając z zaułka, Quidditch, rozglądał się niepewnie. Jego wzrok był na tyle dobry, że zauważył żołnierzy, którzy najpewniej przeszukiwali okolicę w poszukiwaniu morderców a czasem nawet atakujących miasto bestii. Chłopak szybko obrócił się w stronę smokołaczki i swojego psiego towarzysza.
        - Słuchajcie. Mam plan. Jest tu dużo żołdaków, co nie jest dla nas korzystne. Jedyną szansą na odwrócenie ich uwagi jest improwizorka. To znaczy, że jedno z nas musi dać się przyłapać na jakimś przestępstwie, ale, tak żeby to nie było przestępstwo. – Chłopak podszedł do Rufiego i zdjął mu obrożę. – Piesku rób to co zazwyczaj.
        Plan był prosty. Chłopak wytłumaczył Lieselotcie, żeby krzyczała coś w stylu ''Pomocy! Bezpański pies mnie atakuje!'', lecz dopiero wtedy gdy kundel wybiegnie na gościniec. Wtedy na pewno mogliby przejść niezauważeni, bo dzikie zwierzęta są rzadko spotykane i przez to zajmowano się nim  priorytetowo.
        - Nie przejmuj się. Rufi wychodził z gorszych kłopotów. Dlatego to zazwyczaj on zajmuję się walką i odwróceniem uwagi. Bo ma prawdziwy talent do przetrwania w trudnych warunkach.

        Idąc dalej we dwójkę, spokojnie przechodzili obok ludzi, którzy nie byli zainteresowani ich osobami, nawet niespotykanym wyglądem smokołaka. Każdy z mieszkańców miał własne problemy i nie chciał przysparzać sobie ich więcej.
        - Nie gap się na ludzi, to oni nie będą gapić się na ciebie – zwrócił uwagę chłopak. – To podstawa jeżeli chcesz być niezauważona. A tam gdzie idziemy, przyda nam się nieuwaga innych.
        Quidditch zaprowadził ją do budynku. Nie był jednak to sklep Erka, był na to za duży i zbyt wyniszczały. Chłopak wziął kilka głębokich oddechów i zapukał do drzwi trzy razy, odczekał chwilę, znowu zapukał trzy razy i raz kopnął drzwi. Szybko wytłumaczył Lieselotcie, żeby się nie odzywała dopóki nie da jej odpowiedniego znaku ręką.
        - Kto się tam dobija?! – zapytał zza drzwi niski, męski głos.
        - Przepraszam, proszę pana, ale szukam Dariego  - odpowiedział Quidditch.
        - Quid to ty? Co ty na dziewięć piekieł tutaj robisz?
        -  Długa historia, ale mogę opowiedzieć jeśli nas wpuścisz.
        - Nas? Ten kundel też tu jest? Mówiłem ci, żebyś go nie przyprowadzał!
        - Nie, skądże. To nowy ''ochotnik'', szef na pewno będzie zadowolony.
        - Dobra, wchodźcie, ale jeżeli robisz mnie w konia będziesz łykał własne zęby.
        Idąc przez korytarz, spotykali bezdomnych i drobnych złodziejaszków. Oboje nie mieli pieniędzy więc nie musieli się ich obawiać. Ale za to Dariego owszem. Był to wysoki, lekko umięśniony mężczyzna z widoczną blizną na lewym policzku i w czarnych szatach. Jego włosy były białe od pozostałości magicznych eksperymentów, ale można było je pomylić z siwymi, bo lata młodości miał już za sobą.
        - No proszę, proszę. Kogo tu przywiało. Nasz kochany kolega, zacny Quidditch, zechciał zaszczycić nas swoją obecnością.  – Te słowa padły z ust kogoś kto siedział na czymś w rodzaju tronu, tylko bardziej ubogim. -  Może masz dla mnie coś wartościowego? – spojrzał na smokołaka jakby był ciekaw co taka śliczność robi w tak podłym miejscu.
        - Ja… ja jestem pewien, że możemy się dogadać mimo to, że opuściłem miasto bez twojej zgody.
        - Oj tak! Dogadamy się! – Dario uśmiechnął się i przybliżył do ich dwojga. – Najpierw zrobicie to o co was ''proszę'', a później was wysłucham. Chodźcie ze mną.
        Chłopak wiedział co to znaczy. Przysługa za przysługę. Nie chciał się obarczyć odpowiedzialnością za Lieselotte, ale widocznie obydwoje wpadli w coś co komplikowało ich jakby się wydawało prostą podróż do celu.
        - Przepraszam, że cię w to wmieszałem – wyszeptał chłopak - Teraz będziemy musieli zrobić coś ''złego''. Inaczej całe miasto obróci się przeciwko nam. Jednak jeżeli zdołamy przekonać szefa do siebie, nie będziemy musieli się niczego obawiać, a może nawet dostaniemy pokaźną zapłatę….
Avatar użytkownika
Quidditch
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Alarianie
Aura: Być może jest to nieco zabiedzona aura - nie tak łatwo od razu ją wyczuć. Z drugiej strony kiedy już zwróci się na nią uwagę, uderza wręcz wrażenie, że ma potencjał by się rozwinąć i zaprezentować kiedyś godniej i dumniej. Póki co jest ledwie sztywnawym kokonem, z którego wyłonić może się przedziwne i piękne stworzenie. Struktura owa błyszczy młodzieńczo i radośnie, choć skrywa się w niej i sporo przemyśleń - trudno to jednak dostrzec, gdyż szafirowe zawirowania rozbrykanej poświaty przysłaniają widok, sama aura zaś chaotycznie zmienia swe natężenie pokazując coraz to inne barwy na miękkiej, leciutko chropowatej powierzchni zaskakująco przyjemnej w odbiorze, być może ze względu na brak ostrych zakończeń czy drzazg. Czasem zabawi tu delikatna złotawa smuga, niekiedy srebrne wężyki, innym zaś razem miedziane kreski lub cynowe groszki. Zmieniają się skocznie do rytmu odległych grzmotów, a obrazu całości dopełnia zapach potu i młodego ciała. Smak tego wszystkiego jest z kolei trudny do określenia - niekiedy wydaje się bardziej gorzkawy innym razem kwaśny - na pewno jednak nie jest męczący ni ciężki, ot taki niewinny.
Wygląd: Quidditch, jako chłopiec, prawie niczym się nie różnił od reszty kolegów. Jednak jego zainteresowanie magią było na tyle duże, że odbiło się to na jego wyglądzie i zachowaniu. Noszone przez niego ubrania były mu za duże lub za małe, pewnie dla tego, że był niższy od innych rówieśników i wolniej dorastał. Ponadto jego ubiór, wskazywał na niskie pochodzenie w hierarchii ... (Więcej)

Postprzez Lieselotta » N lis 11, 2018 1:45 pm

- Spróbuję - odparła, kiedy Quidditch poradził jej nie rzucać się w oczy. "Choć z tym wyglądem może być raczej trudno" - dodała w myślach.
Plan, który obmyślił, nie był wcale zły. A wręcz przeciwnie, Lieselotta uwielbiała udawać delikatne dziewoje w tarapatach. Ta koncepcja zawsze ją bawiła...
- Pomocy! Bezpański pies mnie atakuje! - pisnęła tuż po tym, jak pies wybiegł na gościniec. Niemal od razu rzucili się za nim strażnicy, tak więc plan można było uznać za zrealizowany. Smokołaczka uśmiechnęła się, gdyż nigdy nie przypuszczała, że trafi jej się tak dobry kamrat.
Choć... z drugiej strony nigdy też nie sądziła, że na jej drodze może pojawić się tyle przeszkód. Nie dość, że w Ifan-Tar miała na pieńku z żołdakami, to na dodatek Grydania okazała się niezbyt przyjaznym miejscem. "Chwila... czemu tamten wieśniak nie raczył mnie o tym poinformować?". Za moment jednak wzruszyła ramionami i machnęła ręką - "A co mi tam. To tylko kolejny argument, żeby potargować się z Erikiem"

- Oho! - omal nie krzyknęła, słysząc uwagę Quida. - Brzmi sensownie. Choć ja rzadko się ukrywam, bo zwykle nie jest mi to potrzebne. - Zamyśliła się przez moment i podrapała po policzku. - W sumie nawet wtedy, kiedy jest, to jakoś szczególnie o tym nie myślę. Ale wiesz co? Atak od frontu przynosi sporo frajdy! Musisz kiedyś tego spróbować. - Puściła mu oczko i roześmiała się. Co z tego, że był zapewne młodszy, słabszy i... mniej doświadczony... i może nawet nie umiał walczyć. Każdemu czasem przyda się wyszaleć i doznać tego przyjemnego uczucia, kiedy masz możliwość uderzenia swojego oponenta prosto w nos!
"Ach... jak ja tęsknię za tym uczuciem."
Kiedy dotarli do drzwi jakiegoś wyniszczonego budynku, chłopak nakazał jej zachować ciszę i tak też zrobiła. Z trudem, bo aż ją korciło, żeby wtrącić się w ich rozmowę, a nawet wyważyć drzwi. Całe te podchody zaczynały ją już nużyć. Mimo to zaciekawiło ją coś, co powiedział Quidditch.
Czy właśnie nazwał ją "ochotnikiem"?
Nie zapytała o to. Idąc korytarzem, posłusznie podążała za chłopakiem. Czuła, że wcześniej czy później wszystko się wyjaśni. Miała jednak nadzieję, że stanie się to wcześniej niż później, gdyż zawsze wolała wiedzieć, w jakiej sytuacji się znajduje, aniżeli polegać na czyichś obietnicach. To nie tak, że nie ufała Quiditchowi, lecz obawiała się, że on sam nie wie, w jakie bagno zamierza wdepnąć.
I poniekąd utwierdziła się w tym, widząc siedzącego na tronie podejrzanego typa. Ciekawe jak wielkie ego musiał mieć, aby nakazać swoim podwładnym-rzezimieszkom wybudować takie siedzenie? W dodatku uboga wersja wydała się smokołaczce jeszcze bardziej... zabawna.
No i się zaczęło.
- "My" musimy zrobić coś dla "niego", aby zechciał nam pomóc - odezwała się głośno, na tyle, żeby każdy ją słyszał. - Czy tak to szło, Quid? - Pomimo faktu, że zwracała się bezpośrednio do Quidditcha, to nie przestała wpatrywać się w jego rozmówcę. Była śmiała, arogancka i nie zamierzała tego ukrywać.
- Posłuchaj mnie, kolego - tym razem powiedziała do białowłosego. - Jestem tutaj tylko i wyłącznie z jednego powodu. Muszę spotkać się z Erikiem Gjerde, lecz nie wiem, gdzie się znajduje, dlatego albo mi powiesz, albo... sama go poszukam. - Nie chciała tańczyć, jak jej zagrają. Przestrogi Quidditcha nie robiły na niej wrażenia, tak samo jak ich przewaga liczebna. Mimo to jednak posłała mu pewne spojrzenie. Zawierało w sobie stanowczość, pewność siebie, ale i do pewnego stopnia pokorę.
"Wybacz, dzieciaku. Rozegramy to na mój sposób, bez złych uczynków ani poniżającego lizusostwa" - i choć nie mógł słyszeć jej myśli, to powinien chociaż odczytać z jej twarzy co poniektóre emocje.
Avatar użytkownika
Lieselotta
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sera,
Rasa: Smokołak
Aura: Aury, choć nie jest jakoś szczególnie silna, bezbronną także nie można nazwać. Od razu z dumą pokaże Ci swoje błyszczące młodzieńczym wigorem, twarde niczym zbroja, chroniące ją łuski i obnaży ostre pazury, którymi potrafi się bronić. Tworzą one naturalną zbroję i oręż barwy żelaza, a ich zapach doprawiony wonią wilgotnej ziemi dopełnia obrazu istoty, która z urodzenia obdarzona została predyspozycją do przetrwania. Mogą więc rozwijać się w niej wysycone cyną ścieżki, wijące się niczym węże aż po sam horyzont, swoją giętkością zatrważając nawet doświadczonych wędrowców. Ci z nich, którzy zostaną, zatopią się w topazowej poświacie, a kakofonia dźwięków zmieniająca barwy na ich drodze, utrudni im wszelki ruch. Wtedy też właśnie przed dalszą podróżą ostrzeże ich trzask płomieni i strzelające w niebo iskry. Będą musieli wycofywać się na czworaka po lekko schropowaciałej ziemi, wpadając raz po raz to w lepkie kałuże, to suche piaski mające ostry i słodko-gorzki smak.
Wygląd: Postać Lieselotty nie ogranicza się jedynie do człowieka, jest zmiennokształtną i posiada trzy formy.

Forma ludzka: W tej formie Liza bardziej przypomina elfa o gadzich źrenicach niźli człowieka. Swój młody wygląd z pewnością utrzyma przez większość życia. Jest całkiem ładna, ale jakby się postarała, to mogłaby być naprawdę piękna. Do sześciu stóp niewiele jej ...
(Więcej)

Postprzez Quidditch » Pn lis 12, 2018 8:39 am

        -Twarda sztuka. Lubię takie kobiety. – Dario uśmiechnął się. – Masz większe jaja od moich chłopców na posyłki. I oczywiście od Quida.
        W sali wybuchł gwałtowny śmiech. Jednak Dario podniósł rękę w geście ciszy.
        - Cisza! Może nie ma tyle iskry co reszta, ale wie z kim trzymać. A to najważniejsze.
Szef zbójów podszedł bliżej do Lieselotty.
        - Nie wiem co ci o mnie naopowiadał Quid, ale wiedz, że umiem się odwdzięczyć. Nie tylko pieniędzmi ale i kontaktami z wyższych sfer. Nudzę cię? W takim razie zgoda, zaprowadzę was do Erika osobiście. Jednak…
        Dario wyciągnął zza pasa list podpisany przez nowego lorda, na którym widniał rozkaz aresztowania, każdego kto przybył do miasta i nie złożył daniny na rzecz tutejszej władzy. Quidditch widział ten zwój wcześniej i domyślał się, że chodzi o ich dwoje. Nie zostali wpisani do raportu ludności, gdyż nie mieli wystarczająco pieniędzy by to zrobić. Co oznaczało problemy w przemieszczaniu się, nie będąc ściganymi przez prawo.
        - Chodzi o to, że możemy być posądzeni o morderstwa – wyjaśnił Quidditch. – Nawet jak opuścimy miasto czy też podejmiemy się walki, to i tak zrobimy sobie więcej wrogów niż przyjaciół.
        - Widzisz więc, że najpierw musisz udowodnić, że nie jesteś mordercą. Inaczej nic nie zdziałamy ani ty ani ja.  –  Dario uśmiechnął się jeszcze szerzej niż wcześniej.
        - To śmieszne. Tego testu nie da się przejść – zwrócił uwagę chłopak.
        - Normalny człowiek nie, ale ktoś inny miałby szanse, ktoś wyjątkowy. Och, czyżbyś nie wiedział, że twoja towarzyszka jest smokołakiem?
        Quidditch obrócił się w stronę Lieselotty. Przez chwilę nic nie mówił. Ale uprzedził jej reakcje.
        - To nic. Przynajmniej rozumiem dlaczego przez całą drogę byłaś poirytowana. - Chłopak puścił jej oczko. - Według mnie smoki są piękne i nie jestem godzien być twoim towarzyszem.
        - Zanim się rozpłaczesz jak niemowlę, wyjaśnię na czym polega test. – Szef zbójów spoglądał z powagą na Lize. - Otóż musisz mnie pokonać.

        Arena była dość spora nawet jak na tamtejsze warunki. Wokół niej były umieszczone rzędy krzeseł, a strop był dość kruchy i popękany - widocznie często korzystano z tego miejsca. Ślady krwi był prawie wszędzie... Nawet na miejscach na widowni.
        - Masz szansę się wycofać. Jeżeli spełnisz moją ''prośbę'' zapomnę, że kiedykolwiek odważyłaś się mi przeciwstawić.
        -  Posłuchaj - zwrócił się do niej Qiudditch. - Jeżeli podejmiesz się wyzwania i wygrasz, całe miasto będzie cię nosić na rękach. Dario jest bardzo potężnym magiem. Ten typ posiada zdolności przekraczające ludzkie pojęcie. Dla tego nikt z Grydani go nie może powstrzymać przed przejęciem władzy. Ale ty jesteś z zewnątrz, ciebie jeszcze nie kontroluję, ale zrobi to na pewno, gdy tylko stracisz czujność lub z nim przegrasz.
        - Koniec narady! Walczysz ze mną czy nie?
Avatar użytkownika
Quidditch
Zbłąkana Dusza
 
Rasa: Alarianie
Aura: Być może jest to nieco zabiedzona aura - nie tak łatwo od razu ją wyczuć. Z drugiej strony kiedy już zwróci się na nią uwagę, uderza wręcz wrażenie, że ma potencjał by się rozwinąć i zaprezentować kiedyś godniej i dumniej. Póki co jest ledwie sztywnawym kokonem, z którego wyłonić może się przedziwne i piękne stworzenie. Struktura owa błyszczy młodzieńczo i radośnie, choć skrywa się w niej i sporo przemyśleń - trudno to jednak dostrzec, gdyż szafirowe zawirowania rozbrykanej poświaty przysłaniają widok, sama aura zaś chaotycznie zmienia swe natężenie pokazując coraz to inne barwy na miękkiej, leciutko chropowatej powierzchni zaskakująco przyjemnej w odbiorze, być może ze względu na brak ostrych zakończeń czy drzazg. Czasem zabawi tu delikatna złotawa smuga, niekiedy srebrne wężyki, innym zaś razem miedziane kreski lub cynowe groszki. Zmieniają się skocznie do rytmu odległych grzmotów, a obrazu całości dopełnia zapach potu i młodego ciała. Smak tego wszystkiego jest z kolei trudny do określenia - niekiedy wydaje się bardziej gorzkawy innym razem kwaśny - na pewno jednak nie jest męczący ni ciężki, ot taki niewinny.
Wygląd: Quidditch, jako chłopiec, prawie niczym się nie różnił od reszty kolegów. Jednak jego zainteresowanie magią było na tyle duże, że odbiło się to na jego wyglądzie i zachowaniu. Noszone przez niego ubrania były mu za duże lub za małe, pewnie dla tego, że był niższy od innych rówieśników i wolniej dorastał. Ponadto jego ubiór, wskazywał na niskie pochodzenie w hierarchii ... (Więcej)


Powrót do Grydania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron