[Las wokół miasta] Zabić boga


Niezwykle malownicze miasteczko położone na wschodnim stoku gór, nad rzeką Sangral spływająca z wysokich szczytów. Mieszkańcami Maagoth są głównie górnicy pobliskiej kopalni srebra i drwale. Ludzie tutaj są raczej skryci, ale przyjaźnie nastawieni do przybyszów.

Postprzez Mniszek » Cz mar 21, 2019 11:29 pm

        Mniszek był wręcz uradowany słysząc, że Indigo da radę wdrapać się do tamtego korytarza. To naprawdę ułatwi im walkę, będą mieli potężny element zaskoczenia po swojej stronie. Może uda im się wyjść bez szwanku i nie czyniąc zbyt wielkich zniszczeń - szkoda wszak byłoby zwyciężyć, ale i tak umrzeć w zawalonych korytarzach, gdyby coś poszło nie tak…
        Jednak Indigo nie od razu ruszyła w stronę korytarza, a elfik nie zamierzał jej pytać co zamierza - stał i przyglądał się z mieszaniną konsternacji i zainteresowania. Wolał nie wydawać z siebie więcej dźwięków, niż było to konieczne, bo jeszcze by go usłyszeli, słusznie więc założył, że poczeka i wkrótce dowie się w czym rzecz. Zorientował się w planie wojowniczki, gdy ta schyliła się po trzeci z kolei kamień i wtedy nawet sam zaczął je zbierać. Zatrzymał się jednak i wyciągnął przed siebie ręce ze swoimi zbiorami, by Indigo mogła mu dorzucić swoje kamyki i dokładnie wyjaśnić jaki miała plan. Co jakiś czas kiwał głową na znak, że rozumie i zgadza się z jej pomysłem.
        - Jasne - przyznał pewnym siebie tonem, gdy zapytała, czy zdąży do niej dołączyć. Oczywiście, że tak, przecież był sprawny jak kozica. Sam zresztą zaproponował, by wybrać tę drogę, musiał więc mierzyć siły na zamiary. To musiało się udać.
        Już bez żadnego dodatkowego sygnału para się rozeszła. Mniszek czekał u wylotu prowadzącego dalej korytarza, zwrócony jednak w stronę komory i wspinającej się Indigo, a nie potencjalnego zagrożenia. Patrzył jak jej szło, ale nie zrywał się do pomocy - radziła sobie, tak jak zapowiedziała. Co więcej nie czyniła nawet przy tym specjalnego hałasu. Elfik patrzył za nią tak długo, jak długo ją widział - nawet gdy była już na górze, sięgała po miecz. Dopiero gdy zniknęła we wnętrzu tajemnego przejścia obrócił się w stronę korytarza - teraz jego kolej. Policzył w myślach do trzech, po czym z rozmachem rzucił przed siebie trzymane w obu rękach kamienie. Te spadły na skalny chodnik, czyniąc niesamowity rumor, który poniósł się echem przez jaskinię, może wiele, wiele staj we wszystkich kierunkach.
        A nim ostatni kamyk przestał się toczyć, po leśnym strażniku w komorze nie było już śladu. Gdy tylko miał wolne ręce rzucił się do ucieczki, lekko i szybko niczym sarna przebiegając na drugą stronę jamy. Rozbieg pozwolił mu się dobrze wybić i bez problemu złapał za brzeg znajdującego się nad głową korytarza. Wierzgnął kilka razy, by jeszcze trochę sam siebie podrzucić do góry i już był na górze. Szybko dogonił Indigo i gdy ta na niego spojrzała, wyciągnął przed siebie rękę w jasnym geście, że wszystko się udało. Teraz mogli zacząć realizację kolejnych etapów planu. Pierwszy na liście był łatwy, bo w tym korytarzu nie można było się zgubić. Następny zaś był mętny i bardzo ogólny - wszyscy musieli zginąć. W sumie nie dogadywali się jak to konkretnie zrobić.

        Już będąc na tyłach wroga Mniszek przykucnął za jakimś kamieniem i rozejrzał się, ledwo wyściubiając czubek głowy nad skałami. Dostrzegł od razu maga i jego uczennicę - oni byli schowani, nieco z boku, otoczeni kordonem najemników. Tych Mniszek naliczył sześciu, ale nie miał wcale pewności czy to na pewno wszyscy - mogło się zdarzyć, że kilku poszło sprawdzić rumor, którego narobili w tamtym korytarzu albo po prostu chowali się za kolejnymi skałami. Nie wyczuwał ich aur, bo w tej komorze było tego tyle, że wszystko się ze sobą mieszało - emanacja maga, jego czarodziejskiej księgi, towarzyszącej mu kobiety, nawet własna aura Mniszka. Nic nie dało się z tego wyczuć i zrozumieć. To dobrze, to działało na ich korzyść, bo mag pewnie przez to nie poczuł, że jego zwierzyna, na którą zastawił tu pułapkę, zamierzała ich przechytrzyć. Teraz tylko…
        Mniszek obrócił się w stronę Indigo. Nie odzywając się słowem pokazał na nią, a później palcem powiódł w prawo po łuku. Dłońmi wykonał ruch, jakby chciał klasnąć, ale zaraz je cofnął, nie powodując żadnego dźwięku. Pomachał rękami bez ładu i składu, jasno dając do zrozumienia, że potrzebuje zamieszania. Później wskazał na siebie i na miejsce, gdzie przebywał mag, następnie zaś na sklepienie jaskini nad nim. Znowu jakby klasnął, tym razem jednak trzymając ręce w poziomie. Na koniec spojrzał wyczekująco na Indigo. Czy pojmie jaki miał plan i się z nim zgodzi?
Avatar użytkownika
Mniszek
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Przemieniony
Aura: Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.
Wygląd: Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu ...
(Więcej)

Postprzez Indigo » Pn mar 25, 2019 2:42 pm

        Przyczaili się za skałami jako jedne z ich cieni. Z tak dogodniej pozycji wojowniczka powoli i uważnie pociągnęła wzrokiem po jaskini i zebranych w niej kłusownikach. Sześciu zbrojnych, mag i jego pomocnica. Może jakiś zwiad ruszył tunelem, zmylony kamieniami. Tak czy inaczej z jednej strony była to całkiem sensowna grupa, z drugiej nie był to jakiś wyjątkowo liczny oddział. Morale również nie było jakieś wysokie. Czarnoksiężnik siedział w rogu co jakiś czas tylko szeptem odzywając się do pomocnicy. Wojownicy stanowili wyraźnie odrębną grupę. Chociaż kordonem osłaniali magików, widać było, że jaskinia jest podzielona. Szykowali się do starcia, gdyż nie mieli innego wyjścia, ale brakowało im serca do walki, nie mówiąc już o umieraniu dla maga.
Miny mieli zacięte, siedzieli w ciszy albo tępo patrząc w ogień, albo mechanicznie ostrząc broń. Wyglądali jak ścigana ofiara a nie łowca na polowaniu. Dobrze - podsumowała w myślach, ręką sięgając do kaletki.
        Gorzki smak liści rozpływał się po ustach brunetki, gdy ta zerknęła wreszcie na Mniszka. Po każdym geście na moment wracała wzrokiem w stronę jaskini, jakby umiejscawiała prośbę w pośród architektury groty, potem wysłuchiwała kolejnej fazy planu. Na koniec skinęła głową krótko głaszcząc elfika po złotych włosach częściowo w formie pożegnania, gdyby w którymś momencie plan poszedł w niekorzystną dla nich stronę.
        Potrzebował zamieszania - dobrze. Co innego mógł zrobić zbrojny w jaskini pośród innych wojaków - tylko zamieszanie z tego mogło wyniknąć. A jeśli poprowadzić je odpowiednio, to może rzeczywiście udałoby się utrzymać kłusowników, a w szczególności ich magiczną frakcję, w końcu groty umożliwiając chłopaczynie wykonanie własnej części planu.
Kontrolowany zawał, bo chyba to miał na myśli. Musieli być szaleni… ale grunt, by trafił maga by ich śmierć nie poszła na marne. Dość żałosnym i przykrym zakończeniem byłoby jego przeżycie. A widywała już podobnych straceńczych wojowników. Stawiali wszystko na jedną kartę i konali ze świadomością, iż zawiedli. Przykre.
Uśmiechnęła się krótko trochę do elfa, trochę do własnych myśli i pod osłoną nieregularnych głazów odpełzła cicho aby nie zdradzić kryjówki Mniszka. Gdy już wybrała dogodne miejsce z klęczek podniosła się w kucki, odliczyła trzy głębokie oddechy i wyskoczyła zza osłony. Pierwszym dźwiękiem jaki wybrzmiał pośród względnej ciszy był stukot butów uderzających o klepisko gdy dziewczyna wylądowała tuż za jednym z siedzących, oraz niepełne tchnienie później charkot myśliwego topiącego się we własnej krwi. Przedłużonego przez Mniszka miecza użyła niczym włóczni, przebijając płuco i większe arterie mężczyzny, który siedział najbliżej. Przeskoczyła nad zwłokami jednocześnie wyrywając glewię z ciała i tnąc szerokim łukiem nad sobą gotowa do kolejnego ataku. Potem rozpętało się piekło.
Zaskoczeni i wystraszeni nagłym pojawieniem się zagrożenia, wszyscy hurmem sięgnęli do broni i zapanował wielki nieład. Jeszcze dobrze nie wiedzieli kto ich zaatakował, gdy Indigo ruszyła na drugiego z nich.
Starała się planować swoje kroki tak, by możliwie nie dać się okrążyć. Całe szczęście zaskoczenie zrobiło swoje. Ktoś krzyknął - "To ta kobieta-demon!", inny dodał - "Ona zabiła Jeregirla". I jakoś przez chwilę nikt nie zastanawiał się, czy i gdzie w takim razie jest Maorcoille. Nieświadomie i posłusznie zbili się w ciasną grupkę, ignorując pokrzykiwania maga. Hałas ściągnął jednak posiłki. Trójka, która wyszła na zwiad, wróciła teraz biegiem zachodząc wojowniczkę od tyłu. Jeżeli chciała spychać ludzi w wybrane przez elfika miejsce, blokując czarownikom drogę ucieczki, nie miała innego wyjścia jak wystawić swoje plecy na drugi tunel. Teraz zamieszanie nabrało prawdziwego rozmachu. Zaatakowani chociaż wciąż wystraszeni, nabrali trochę animuszu i odpowiedzieli kontrą wraz z nowo przybyłymi, nareszcie skupiając się na walce a nie tym kto i jakim cudem ich napadł.
        Długa broń była trudna do manewrowania w pomieszczeniach, ale jednocześnie dawała tę przewagę, że nikt nie mógł zbliżyć się do wojowniczki nie wchodząc w jej zasięg. A Indigo korzystała z możliwości improwizowanej broni jak się tylko dało, posyłała klingę szerokim, śmiercionośnym łukiem, blokowała i odpychała nacierających całą długością rękojeści, samej odpychając się od ściany, do której została przyparta. Jednym słowem czyniła zamieszanie najlepiej jak umiała, mając nadzieję, że Mniszek nie będzie potrzebował jakoś szczególnie dużo czasu do przygotowania zaklęcia, bo chociaż broń dawała jej przewagę i posyłała ciężkie do obronienia, mocne cięcia, to nawet używana oburącz, wymagała znacznie większej siły i szybciej męczyła Hope niż zwykły miecz.
Avatar użytkownika
Indigo
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna mgła… Choć młoda emanacja to wydaje się już matowieć żelazną barwą, którą łatwo może dostrzec wprawiony czytelnik. Jest rozmytą wodą oraz tajemnicą, nie wydaje się jednakże na pierwszy rzut oka interesująca. Sztywnie cienie pni rzadko kiedy kłaniają się łysymi gałęziami. Ziemia pod stopami jest twarda i zbita, pełna nijakich głazów i kamieni. Nie zaciekawi żadną melodią, nie usłyszysz tu żadnego dźwięku i tylko smak nadaje aurze głębi i charakteru. Żywica spływająca po drzewach jest lepka, lecz schnie i zastyga bardzo szybko na obcym ciele. Słony posmak wysusza język oraz podniebienie, a dopiero doświadczony czytelnik emanacji wyczuje gorzką nutę. W tym bez znaczenia miejscu rozmywa się jedna, jedyna kropla obsydianu, jakby ku pokrzepieniu serc wspomina o tym, że niegdyś coś komuś obiecała, że pewne prawa wciąż istnieją. I mimo, że nadzieja jest tu nikła, to zapach oraz ciepło żaru rozpalonego żelaza rozgrzeje twą twarz opatulając ją lekko i wzbudzając trudny do opisania dreszcz – wrażenie oczekiwania na życie czy też na śmierć?
Wygląd: Hope nosi praktyczne i wygodne ubrania. Swobodne spodnie, mimo spięcia skórzanym pasem, opadają w pasie, nieco wisząc w kroku. Utkane są z grubej, bawełny, która jest wyjątkowo trudna do przedarcia. Kieszenie spodni znajdujące się na przedzie zaraz poniżej stanu oraz dwie pochwy na noże, przypięte do paska i ustabilizowane po bokach, odpowiednio prawego i lewego uda, dopełniają ... (Więcej)

Postprzez Mniszek » Wt mar 26, 2019 10:36 pm

        Mniszek widział, że Indigo rozumie jego pokazywany na migi plan. Jak rozumie to tego już niestety nie wiedział, ale był dobrej myśli: to była mądra dziewczyna i na pewno nawet jeśli coś zrobiło trochę inaczej niż on zakładał, to sobie poradzą. Jemu chodziło tylko o to, aby ona trzymała się prawej strony jaskini i ściągnęła tam kłusowników walczących normalną bronią. Zależało mu na oddzieleniu magów od tej grupy, bo walka między nim a nimi mogła być… No właśnie sam nie wiedział jaka. Raczej nie krwawa, ale brutalna to już z pewnością, bo mógł z niej wyjść żywy tylko jeden zwycięzca: mag albo bożek. Między nimi była co prawda dziewczyna, ale Mniszek w kościach czuł, że ona nigdy swojego mistrza nie zdradzi. Tym bardziej, że w tej sytuacji to ona była ofensywnym ogniwem tego duetu. Nie była tak silna jak starszy od niej mężczyzna, ale on posługiwał się rytuałami, a ona mocami, logiczne więc, że ona mogła czarować znacznie szybciej niż on, bo nie musiała nic rysować, ustawiać ani odprawiać innych cudów. Mniszek zauważył to już jakiś czas temu, chociaż przez to, że widział to oczami Maorcoille, dotarło to do niego po dłuższym czasie. To było wtedy, gdy go złapano w lesie. Wtedy wpadł w pułapkę maga: został tak pokierowany, by trafić w magiczny okrąg zamaskowany liśćmi. Czar był niezwykle potężny właśnie przez precyzyjną pracę, jaką przy nim wykonano, ale bez przygotowania przeciwnik leśnego strażnika był prawie bezbronny - wtedy włączała się jego uczennica. Należało więc przede wszystkim zająć się nią. I to była część dla Mniszka.
        Elfik nie od razu ruszył do ataku. Widział, że Indigo się skrada i nie zamierzał psuć jej efektu zaskoczenia. Zamiast tego wyglądał zza skał i obserwował zmiany jakie zachodziły wewnątrz jaskini: kto gdzie się przemieszczał, gdzie płonął ogień, jak wyglądało otoczenie. Wiedział, że gdy się zacznie, będzie musiał bardzo szybko reagować. Niestety nie mógł sobie żadnego zaklęcia podszykować, każde musiał wyśpiewać na świeżo… Poradzi sobie. Miał wystarczająco silną motywację, by nie dać się wątpliwościom - ratował swoją skórę, las, Indigo… Bo ona była silna, ale przeciw tym magom nie miałaby szans. A on nie dałby rady bez niej. Byli sobie niezbędni.
        I nagle się zaczęło. Pierwsza ofiara wojowniczki przeszła prawie niezauważona, dopiero przy drugiej ktoś zaczął reagować. Zrobiło się zamieszanie, w którym przyzwyczajeni do napięcia i walki z materialnym przeciwnikiem kłusownicy poradzili sobie znacznie lepiej niż magowie. Ci drudzy wyglądali na zupełnie zdezorientowanych, kręcili się w miejscu jakby nie wiedzieli czy wiać w stronę tunelu czy w głąb jaskini, gdzie ich zdaniem znajdował się ślepy zaułek. Z jakiegoś powodu mag zabronił swojej uczennicy czarować. Na coś czekali. A Mniszek nie zastanawiał się na co, bo to była jego okazja - wszystko zostało zaaranżowane tak jak potrzebował. Wstał więc i huknął swoim zaklęciem. Potężna wibrująca nuta rozeszła się po skałach i sprawiła, że wszystko zaczęło drżeć. Poczuli to wszyscy w pieczarze, a może nawet zwierzęta na zewnątrz. Magowie od razu zlokalizowali elfika, a gdy to się stało, dziewczyna pchnęła swojego mistrza pod ścianę, a sama pobiegła w drugą stronę, chowając się między skały. Płomienie w ogniskach buchnęły pod samo sklepienie a jęzory ognia zaczęły chłostać wszystko wokół nie bacząc na to czy w pobliżu był wróg czy sojusznik. Blask padający od tych biczy sprawiał, że trudno było się połapać w otoczeniu - kto gdzie jest, gdzie znajdują się skały, a gdzie już ściana… Mniszek mimo swojej magii nie wiedział już co się dzieje, wszystko mu się rozmyło. Spróbował na chybił trafił zniszczyć jeden z głazów, za którym zdawało mu się, że kryła się dziewczyna, ale jej tam nie było. Tymczasem on już zdradził swoją pozycję, musiał się więc przemieścić. Przesunął się w bok, tak by móc się ukryć, ale nadal coś widzieć, lecz jego przeciwnicy w tym czasie jakby zapadli się pod ziemię. Tak mu się przynajmniej wydawało do czasu, aż jakiś magiczny pocisk nie rozbił się o kamień niedaleko jego głowy. Wzdrygnął się i uskoczył w bok, lecz drogę zaraz zagrodził mu kolejny pocisk. I kolejny, kolejny, kolejny! Mniszek nie miał już innej drogi ucieczki jak rzucić się w przód, na ziemię. Tak też więc zrobił, lecz ledwo postąpił krok do przodu, poczuł, jak łapie go zaklęcie. Dostrzegł rozwieszone na okolicznych kamieniach amulety i zrozumiał, że znowu dał się złapać w pułapkę maga. Z początku czar, który go objął, sprawił, że jego ciało stało się sztywne i ciężkie, jakby go sparaliżowało. To jednak zaraz ustąpiło, a on poczuł, jak budzi się Maorcoille. Przerażenie wywołane tym nagłym przebudzeniem trwało ledwie chwilę. Później z głośnym rykiem w jego miejscu zmaterializowała się bestia z leśnych kniei. Miała tu niewiele miejsca, lecz i tak prezentowała się nadzwyczaj groźnie dla każdego, kto znalazł się w zasięgu jej kłów, łap i zębów.
Avatar użytkownika
Mniszek
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Przemieniony
Aura: Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.
Wygląd: Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu ...
(Więcej)

Postprzez Indigo » N kwi 07, 2019 7:57 pm

        Przewaga liczebna kłusowników wciąż była przytłaczająca. Indigo była jednak lepiej wyszkolona i ustawiła się korzystnie w trakcie pojedynku. Stała teraz plecami do ściany jaskini, która osłaniała ją przed podstępnymi ciosami od tyłu. Jedyną opcją myśliwych było zamęczyć dziewczynę drobnymi atakami jak zaszczutego tygrysa, gdyż z tego samego powodu, chociaż było ich wielu, nie mogli rozciągnąć pełnego okręgu i dogodną pozycję do uderzenia miało tylko kilku z nich, uniemożliwiając im szybką i skuteczną akcję. Miecze, które zmuszały mężczyzn do wchodzenia w bliski zasięg glewii Hope, również nie pomagały, sprawiając, że odnosili więcej ran niż jedna, przyparta do muru brunetka.
Walka trwała w najlepsze, gdy z oszałamiającym hukiem z palenisk buchnęły płomienie, dotkliwie parząc stojących najbliżej. Dwójka mężczyzn do i tak dojmującego hałasu dołączyła swoje rozpaczliwe wycie i wrzaski o pomoc. Tarzali się po klepisku by ugasić trawiący ich ogień. Bezskutecznie. Jedynie potęgowali zamęt. Hałas oszałamiał, blask zaś skutecznie oślepił walczących, sprawiając, że przez dobrą chwilę machali swoim orężem po omacku. Indigo w tym momencie wcale się od nich nie odróżniała, gdy szum w uszach uniemożliwiał szukanie wrogów słuchem. Wszystko to trwało nie więcej niż kilka uderzeń serca. Wraz z powracającymi zmysłami rozległ się ryk Maorcoille, przed oczyma Indi rozciągnął się niepokojący obraz i wojowniczce zaczęło zależeć na czasie.
        Plusem pojawienia się bestii była ucieczka kilku myśliwych. Śmierć kolegów w płomieniach i zjawienie się bożka, który w grocie wyglądała bardziej przerażająco niż w obozie, bo nie tylko nie był spętany, ale znajdował się znacznie bliżej, to było zbyt wiele dla trójki mężczyzn, którzy bez pardonu zaczęli wiać co sił w nogach. Dobrze. W dożynki zawsze można było się jeszcze pobawić, jeśli przeżyją oczywiście. Wpierw musieli uporać się z głównymi i najgroźniejszymi przeciwnikami, którzy przypadli w udziale właśnie elfikowi gdy Hope wciąż zajmowała kłusowników.
Minusem chyba znacznie przeważającym nad zaletami było zatracenie się Mniszka w bestii, co znaczyło, że miał kłopoty i potrzebował rychłej pomocy.
        Piątka, która została nadal przeważała, ale wojowniczce było znacznie lżej. Gdyby nie zioła już dawno dopadło by ją wyczerpanie, te dawały jej jeszcze kilka może kilkanaście minut więcej. W normalnych warunkach mogła zyskać nawet godziny, ale od wielu dni organizm już funkcjonował na granicy swoich możliwości, regenerując się jedynie w zakresie niezbędnego minimum, nie miał więc rezerw, z których mógł czerpać.
        Cofnęła się gwałtownie, plecami boleśnie lądując na ścianie. Do tej pory starała się mieć coś koło połowy do sążnia marginesu, umożliwiającego jej swobodne manewrowanie bronią. Ruch więc był tak nieprzewidziany, że atakujący potknęli się tracąc oparcie w natarciu i równowagę. Tego właśnie potrzebowała. Machnęła glewią znad głowy, niczym toporem obcinając głowę jednego z próbujących się pozbierać myśliwych i rękę mężczyzny stojącego obok niego. Już nawet nie słyszała krzyków. Uderzenie jednak chociaż skuteczne, było zbyt długie by mogła szybko zebrać broń i zadać kolejne równie zabójcze. Złapała więc trzon w poprzek i natarła poziomo z całej siły jak taranem. Uderzenie wzmocniła jeszcze kopnięciem zdrowej nogi, którym odepchnęła się od ściany. Ludzie zatoczyli się ponownie, chociaż już znacznie mniej bezbronnie, kłując mieczami napastniczkę. Mimo to Indi nabrała czasu i miejsca by ponownie zaatakować. Cięła glewią jak kosą dodając klindze prędkości własnym obrotem. To był atak, który miał pomóc dziewczynie przygotować się do ostatecznego ciosu.
Uczennica maga, dla Mniszka była zasłonięta przez skały, Indi widziała zajście z boku. Od momentu gdy odzyskała wzrok po rozbłyskach, miała aż za dobry widok na ponowne pojmanie bestii. Dlatego zaatakowała z pełną desperacją, co było przygotowaniem do ostatniej akcji. Kończąc półkole, drzewce pozostało jedynie w jednej ręce dziewczyny. Hope podniosła je nad głowę i z całej siły jaką potrafiła z siebie wykrzesać cisnęła glewią jak oszczepem. Odległość nie była duża, nie dość duża by nie dała rady zadać celnego uderzenia. Nie liczyło się, że właśnie pozbawiła się broni. To było jedyne co mogła uczynić gdy czasu miała tak niewiele. To była jej ostatnia strzała w przysłowiowym kołczanie.
Widziała jak improwizowana włócznia leci idealnie w stronę klatki piersiowej jeszcze nieświadomej kobiety. Potem poczuła częściowo przykryty ziołami, tępy ból, gdy miecz jednego z atakujących przebił jej bok. Ostrym półobrotem na pięcie weszła w półdystans i rąbnęła łokciem na odlew, prosto w twarz właściciela miecza, którego oręż chwilowo był unieruchomiony. Puścił rękojeść, którą dziewczyna chwyciła i wyszarpnęła z własnej rany by uderzyć już bardziej na ślepo niż elegancko i z planem. Pod drętwiejącymi rękoma poczuła jeszcze rozcinane cudze ciało, nie widząc nawet czyje. Nie dostrzegła czy włócznia sięgnęła celu. Nawet nie słyszała czy Maorcoille się uwolnił. Upadła nie czując już nawet klepiska i krwi powoli otaczającą ją kałużą lśniącą w tlących się płomieniach.
Avatar użytkownika
Indigo
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna mgła… Choć młoda emanacja to wydaje się już matowieć żelazną barwą, którą łatwo może dostrzec wprawiony czytelnik. Jest rozmytą wodą oraz tajemnicą, nie wydaje się jednakże na pierwszy rzut oka interesująca. Sztywnie cienie pni rzadko kiedy kłaniają się łysymi gałęziami. Ziemia pod stopami jest twarda i zbita, pełna nijakich głazów i kamieni. Nie zaciekawi żadną melodią, nie usłyszysz tu żadnego dźwięku i tylko smak nadaje aurze głębi i charakteru. Żywica spływająca po drzewach jest lepka, lecz schnie i zastyga bardzo szybko na obcym ciele. Słony posmak wysusza język oraz podniebienie, a dopiero doświadczony czytelnik emanacji wyczuje gorzką nutę. W tym bez znaczenia miejscu rozmywa się jedna, jedyna kropla obsydianu, jakby ku pokrzepieniu serc wspomina o tym, że niegdyś coś komuś obiecała, że pewne prawa wciąż istnieją. I mimo, że nadzieja jest tu nikła, to zapach oraz ciepło żaru rozpalonego żelaza rozgrzeje twą twarz opatulając ją lekko i wzbudzając trudny do opisania dreszcz – wrażenie oczekiwania na życie czy też na śmierć?
Wygląd: Hope nosi praktyczne i wygodne ubrania. Swobodne spodnie, mimo spięcia skórzanym pasem, opadają w pasie, nieco wisząc w kroku. Utkane są z grubej, bawełny, która jest wyjątkowo trudna do przedarcia. Kieszenie spodni znajdujące się na przedzie zaraz poniżej stanu oraz dwie pochwy na noże, przypięte do paska i ustabilizowane po bokach, odpowiednio prawego i lewego uda, dopełniają ... (Więcej)

Postprzez Mniszek » Pn kwi 08, 2019 6:55 pm

        Maorcoille nie myślał. Nie analizował. On tylko robił to, do czego został przebudzony. Zawsze miał swój cel, zawsze wychylał głowę wtedy, gdy był wściekły i musiał ukarać tych, którzy spowodowali jego gniew. Tym razem więc był nieco zdezorientowany… No bo co było jego celem? W jaskini szalał ogień, słychać było szczęk żelaza i krzyki konających. W powietrzu unosił się mdlący zapach krwi i dymu. Kto był jego przeciwnikiem, dla kogo tu przybył? Nie wiódł go gniew, strach ani rozpacz tego drobnego ciała, które kotwiczyło go w tym świecie. Było trochę zdenerwowane i zatroskane, ale nie na tyle, by powidok jego emocji mógł wpłynąć na strzegącą lasu bestię.
        Cel znalazł się sam. Bo gdy taki potwór jak Maorcoille stoi i się rozgląda, nieroztropnie jest przykuwać jego uwagę. A tymczasem znalazło się kilku ochotników na to, by go sprowokować. Byli to oczywiście trzej kłusownicy, którzy uciekli przerażeni jego widokiem. Czuć było od nich zapach krwi i strachu, ich oraz ich wcześniejszych ofiar. Maorcoille rzucił się w ich stronę ryjąc pazurami potężne bruzdy w klepisku jaskini. Daleko jednak nie dobiegł, bo przy jego rozmiarach ledwo mógł się poruszać pod ziemią - uciekinierzy wpadli do wąskiego korytarza i tyle ich było widać. Tylko ostatniego z nich leśny strażnik był w stanie sięgnąć pazurami, rozerwać mu kurtkę i skórę na plecach, ale niestety nie przyciągnął go do siebie - ofiara z bolesnym kwikiem padła do przodu i z pomocą reszty tchórzy dała radę uciec, ścigana gniewnym rykiem Maorcoille.
        ”Wróć…”
        Maorcoille podniósł się na wszystkie cztery łapy i obrócił się w stronę wnętrza groty. Jego troje oczu błyszczało intensywnie, a spod podniesionych warg toczyła się piana szału. Skoro nie dopadł tamtych, zajmie się tymi, którzy zostali. Pamiętał ich. Teraz, gdy już trochę zorientowal się w sytuacji, czuł smród ludzkich ciał.
        ”Nie, nie tam…”
        Maorcoille nie słuchał. On miał swoje cele i priorytety. A w tym momencie była w tej grocie jedna osoba, którą szczególnie chciał widzieć martwą. Jego cel mógł się kulić za skałami i ze wszystkich sił udawać, że jego tu nie ma, ale strażnika takimi sztuczkami się nie oszuka. Zemsta.
        Bestia z rykiem rzuciła się w stronę skalnego rumowiska. Dwoma potężnymi uderzeniami uzbrojonych w ostre jak szable szpony łap rozrzuciła wokół cały grad skalnych odłamków. Mag krzyknął. Ziemia się zatrzęsła, a Maorcoille zaryczał, rzucając łbem na boki. Od tyłu widać było dym unoszący się wokół jego pyska - najwyraźniej jego ofiara miała coś w zanadrzu. Nie wiedziała jednak, że takie sztuczki nic nie pomogą w starciu z rozwścieczoną bestią. A teraz leśny strażnik był bardzo, bardzo wściekły. Magiczny pocisk roztrzaskał się na jego pysku, dotkliwie zranił trzecie oko i jego nozdrza. Nie odebrał mu jednak żadnego ze zmysłów a tylko dodatkowo rozsierdził. Tym bardziej Maorcoille nie zamierzał być miłosierny. Ledwo odzyskał widzenie, rzucił się na maga, wgryzając się w jego biodro, jak lew, który chce zatrzymać uciekającą zwierzynę. Z tym że jego paszcza była znacznie większa i prawie przegryzł maga na pół. W swej furii był jednak bardzo zapamiętały i nie zamierzał dać ofierze łatwej śmierci. Przy akompaniamencie agonalnych krzyków odgryzał kolejne kończyny maga, pazurami rozrywając tors. Ostrożnie, by nie naruszyć żadnych ważnych narządów. Trwało to chwilę, lecz dla umierającego z pewnością przemieniło się w wieczność. Skonał, gdy Maorcoille odgryzł mu głowę. Tak kończą ci, którzy zadzierają z potężniejszymi od siebie.

        Krwawa satysfakcja trwała jeszcze, gdy Mniszek odzyskał swoje ciało. Cały był umazany we krwi, w ustach czuł smak surowego mięsa, a jego żołądek był pełny. Na razie jednak nie docierało do niego, że jako bestia pożarł wrogiego maga. Jeszcze trochę czasu minie, nim skojarzy, że ten krwawy ochłap przed nim był kiedyś człowiekiem.
        To jeszcze nie był koniec. W półmroku jaskini widać było, że pozostał tu ktoś żywy… Najbliżej Mniszka leżała kobieta. Uczennica maga, przebita wielkim mieczem Indigo. Była ledwo przytomna z bólu, ale gdy jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Mniszka, zapłonął w nim ogień determinacji - skoro miała umrzeć, zabierze go ze sobą. To była kwestia refleksu… I elfik wygrał ten pojedynek. Jeden gardłowy dźwięk, który wydobył się z jego ust, sprawił, że kobieta z wrzaskiem odeszła z tego świata, a jej oczy zasyczały jak trawione kwasem żelazo. Smród palonego ciała był obrzydliwy.
        To jeszcze nie był koniec - na nogach trzymał się jeszcze jeden z kłusowników. On jednak gdy dojrzał, że właśnie zginęła ostatnia osoba, której mógłby być coś winien, wziął nogi za pas. Nikt mu nie zapłaci za mierzenie się z takim przeciwnikiem… Nie zdołał jednak uciec. Dotarł do niego wysoki zaśpiew, po którym coś zakłuło go w klatce piersiowej. Skonał nim jego ciało upadło na ziemię, a jego serce pod żebrami zamieniło się w krwawą miazgę.
        Teraz w grocie pozostała już tylko jedna żywa osoba poza elfikiem. I ona jednak była konająca… I to był bodziec, który przebił się do jego świadomości z odpowiednią mocą, by obudzić jego prawdziwą, wrażliwą osobowość.
        - Indi? Indigo! Indi… - wzywał ją, szybko biegnąc do niej między skałami. Potknął się i poleciał jak długi, dlatego ostatnie kilka stóp przebył na kolanach, nadal wzywając wojowniczkę. Żyła, widział, że jeszcze miała otwarte oczy. Nie czekał więc na żadną zachętę ani na oklaski. Zaczął śpiewać i śpiewał tak głośno, że prawie zdzierał sobie gardło. Czuł, jak magia wysysa z niego energię, a w jego pieśni słychać było wielki żal i błaganie - “żyj”. Rana była głęboka i obficie krwawiła, a wojowniczka była z pewnością wyczerpana. Przekroczyła swoje granice, walczyła w jego imieniu intensywniej niż powinna. To dla niego. To dzięki niej zabił tamtego maga. To dzięki niej żył… Drugi raz uratowała mu życie… Dlatego nie mogła umrzeć.
        Ogień na szczapach zgasł. W ciemności jarzyły się jedynie ostatnie węgielki. A wśród skał zrobiło się bardzo, bardzo cicho. Śpiew elfika ucichł. Dało się słyszeć tylko dwa płytkie oddechy.
        Na zewnątrz wszystkie ptaki w lesie zerwały się do lotu.

        Minął dzień. Mniszek siedział nad szerokim na niespełna łokieć górskim strumykiem i grał na flecie. To nie było magiczne wezwanie, nie wołał żadnych zwierząt, a mimo to one i tak się schodziły, zwabione słodką muzyką leśnego strażnika. Spomiędzy jagodzin wyglądały zaciekawione króliki i borsuki, gdzieś w oddali widać było łanie, które zatrzymały się w połowie swojego biegu. Muzyka była oczyszczająca. Wraz ze śmiercią magów cały las odetchnął z ulgą. Mniszek również. W muzyce wyrażał ten błogostan, który go ogarnął.
        Podniósł wzrok na Indigo uśmiechając się do niej samymi oczami. Z tego cieszył się najbardziej - że ona nadal tu była. Że razem weszli do podziemi i razem z nich wyszli.
Avatar użytkownika
Mniszek
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Przemieniony
Aura: Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.
Wygląd: Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu ...
(Więcej)

Postprzez Indigo » Pn kwi 15, 2019 3:51 pm

        Wojowniczka nie czuła już nic. Ani chłodu, który podobno ogarniał członki, tak chętnie i poetycko nazywany oddechem śmierci. Ani bólu, chociaż pewnie powinna. I choć mawiano, że gdy śmierć upominała się o swojego oblubieńca, życie przemykało wybrankowi przed oczyma, żadne wspomnienie nie przemknęło przez umysł konającej. Powoli otaczała ją pustka i ciemność, nie dając miejsca na żale i retrospekcje.
Oczy jeszcze miała otwarte, wciąż patrzyła a w źrenicach odbijał się ślad świadomości, widziała jednak niewiele. Mętne kształty pośród cieni i nachylającą się nad nią sylwetkę. I tylko jedno ostatnie przekonanie tliło się wraz z ostatkami życia: nie wezmą jej żywcem. Więcej nie potrzebowała.

        Wpierw do sennego umysłu zaczęły docierać dźwięki. Kojąca melodia powoli robiła sobie drogę do budzącej się świadomości. Potem dziewczyna zaczęła wyczuwać otaczające ją faktury. Jednak wraz z odchodzącym snem uciekał też wewnętrzny spokój. Myśli zaczynały krążyć, racjonalnym osądem przeganiając poczucie bezpieczeństwa i błogostan. Wracały wspomnienia nakazujące rychły powrót do rzeczywistości.
Walczyła z ukrytymi, potem ranna padła gdzieś w lesie. Powinna jak najszybciej wstać i uchodzić dalej, nim zjawią się kolejni tropiciele. Z trudem uniosła ciężkie powieki. Jeszcze trudniej było zaspanym oczom przyzwyczaić się do światła. Hope mrugała dobrą chwilę walcząc z własnym opieszałym ciałem, zbyt wolno w jej mniemaniu odzyskując jasność myśli i wzroku. Kształty jednak chociaż powoli, stopniowo nabierały ostrzejszych form, a wzrok podejrzliwych oczu trafił wprost na Mniszka. Wtedy do Indigo wróciła reszta wspomnień, stając się rzeczywistością a nie echem sennych mar, a jej twarz stopniowo się rozpogodziła. Od walki z pościgiem minęło kilka dni.
Dni spędzonych na zupełnie innych bojach z odmiennym wrogiem.
Nie pamiętała jak wydostali się z jaskini. Więcej: nie pamiętała nawet jak elfik się uratował i wrócił do swojej postaci. Byli tu jednak oboje, a to znaczyło, że przeżyć udało się właśnie im, nie magowi.
Spokój lasu był wręcz namacalny, a może zwyczajnie nie dobudziła się jeszcze do końca. Wszystko wydawało się ryciną wyciętą z księgi pełnej baśni. Niestety wojowniczka nie kontemplowała zbyt długi pięknego obrazka. Podniosła się na nogi, psując sielankowy pejzaż gdy wywabione zwierzęta mniej lub bardziej wystraszyły się ruchem człowieka.
        - Już po wszystkim... - na wpół stwierdziła na wpół spytała patrząc w pogodne oczy Kruszyny. Gdzieś między ciemną zielenią lasu zamajaczył jej biały kształt, zupełnie jakby czekał do tego momentu.
        - Czas na mnie - dodała łagodnie, starając się uśmiechnąć. Nie miała pewności jak na tak nagłą rewelację zareaguje leśny strażnik, ale jakoś wątpiła by zrazu miała usłyszeć “wspaniale, ruszaj, szerokiej drogi”.

        Biel nie była przewidzeniem. Mignęła ponownie pomiędzy liśćmi, gdy siwy ogier krążył w okolicy, z jakichś sobie tylko znanych powodów nie zbliżając się do elfika, zachowując dystans odmienny od reszty zwierząt.
Wojowniczka podeszła do wierzchowca. Pogłaskała go szepcąc coś o tym jak to spryciarz wymigiwał się od kłopotów, po czym z wystającego korzenia wskoczyła na koński grzbiet i zaczęła oddalać się niespiesznym tempem, które dyktował ogier. Nie odwracała się, nie machała. Wszystko miało swój początek i swój kres, godziła się z tą prawdą wyjątkowo dobrze. Zaś to zakończenie chciała przeprowadzić możliwie bezłzawo.
Avatar użytkownika
Indigo
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Max, Pagani, Amarok,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna mgła… Choć młoda emanacja to wydaje się już matowieć żelazną barwą, którą łatwo może dostrzec wprawiony czytelnik. Jest rozmytą wodą oraz tajemnicą, nie wydaje się jednakże na pierwszy rzut oka interesująca. Sztywnie cienie pni rzadko kiedy kłaniają się łysymi gałęziami. Ziemia pod stopami jest twarda i zbita, pełna nijakich głazów i kamieni. Nie zaciekawi żadną melodią, nie usłyszysz tu żadnego dźwięku i tylko smak nadaje aurze głębi i charakteru. Żywica spływająca po drzewach jest lepka, lecz schnie i zastyga bardzo szybko na obcym ciele. Słony posmak wysusza język oraz podniebienie, a dopiero doświadczony czytelnik emanacji wyczuje gorzką nutę. W tym bez znaczenia miejscu rozmywa się jedna, jedyna kropla obsydianu, jakby ku pokrzepieniu serc wspomina o tym, że niegdyś coś komuś obiecała, że pewne prawa wciąż istnieją. I mimo, że nadzieja jest tu nikła, to zapach oraz ciepło żaru rozpalonego żelaza rozgrzeje twą twarz opatulając ją lekko i wzbudzając trudny do opisania dreszcz – wrażenie oczekiwania na życie czy też na śmierć?
Wygląd: Hope nosi praktyczne i wygodne ubrania. Swobodne spodnie, mimo spięcia skórzanym pasem, opadają w pasie, nieco wisząc w kroku. Utkane są z grubej, bawełny, która jest wyjątkowo trudna do przedarcia. Kieszenie spodni znajdujące się na przedzie zaraz poniżej stanu oraz dwie pochwy na noże, przypięte do paska i ustabilizowane po bokach, odpowiednio prawego i lewego uda, dopełniają ... (Więcej)

Postprzez Mniszek » Pn kwi 15, 2019 9:35 pm

        Ta historia kończyła się tak jak się zaczęła. Nad wodą, wśród szumu lasu i dźwięków magicznej muzyki. Może nawet Indigo kiedyś uzna ją za sen. To byłoby możliwe, lecz tylko wtedy, gdyby nie pozostała jej po tym spotkaniu żadna pamiątka. A takową posiadała - był to stworzony przez elfika miecz, którym przebiła uczennicę czarnoksiężnika, umożliwiając Maorcoille rozprawienie się ze swoim największym wrogiem. Broń wróciła razem z nimi na powierzchnię.
        Śpiew Mniszka miał jej zaś towarzyszyć pewnie jeszcze długi czas w snach. Nie przez to, że on specjalnie coś jej zrobił. Raczej przez to, że śpiąc i dochodząc do siebie mogła go słyszeć niemal nieustannie - coś takiego na pewno na długo zachowa się w jej podświadomości, podsycane dodatkowo tym jak sprawna w tym momencie była. Elfik nie miał mocy ani nie znał swoich dziedzin magii na tyle dobrze, by przywrócić jej pełną sprawność, ale na pewno czuła różnicę w stosunku do tego, jaka była kilka dni temu, przed jego poznaniem. Wróciły jej siły, drobne rany się zagoiły, niewielkie stany zapalne wygasły. Na ile mogła, wróciła do zdrowia. Chociaż tak mógł jej się odwdzięczyć leśny strażnik za to wszystko, co dla niego zrobiła.

        Teraz grał już tylko dla przyjemności. Nie musiał śpiewać, bo żadne z nich nie było chore ani ranne. Mogli odpocząć, tak po prostu ciesząc się słońcem, szumem wody, śpiewem ptaków, muzyką magicznego fletu. Znak strumyka unosiło się chłodne powietrze, które przyjemnie orzeźwiało, a spomiędzy liści przeświecało słońce. Nic tylko cieszyć się tym pięknym dniem. Niestety, do czasu…
        Mniszek potraktował słowa budzącej się wojowniczki jak stwierdzenie. Uśmiechnął się do niej nieśmiało, tak by nie przerywać swojej gry. Było miło, a on nie chciał wracać do tego, co wydarzyło się w jaskini. Sam niewiele pamiętał, a tego co zostało w jego głowie nie chciał mówić na głos. Wolał cieszyć się chwilą.
        Kolejne słowa Indigo sprawiły jednak, że elfik gwałtownie przerwał grę, co przepłoszyło te zwierzęta, które jeszcze zostały po tym jak wojowniczka wstała. Mniszkowi zdawało się, że się przesłyszał, bo to brzmiało jak pożegnanie… A on nie chciał się żegnać. Nie chciał znowu zostać sam. Takie jednak były fakty. Indigo wstała i zaczęła iść w stronę swojego wierzchowca, który od wyjścia z jaskini kręcił się cały czas w okolicy. Strażnik lasu patrzył na tych dwoje otwierając i zamykając usta, jakby nie potrafił nic powiedzieć… Ale w końcu się odezwał - wtedy Indigo była już w połowie drogi do swojego konia.
        - Zaczekaj! - wezwał ją, gramoląc się z ziemi i jednocześnie starając się jak najszybciej przy niej znaleźć. Stopy jednak ślizgały mu się na mchu. Nim do niej dotarł, przez jego głowę przeleciały miliony myśli. Najpierw było gotów błagać ją na kolanach by została. Nigdy nie chciał być sam, a z nią tak strasznie się zżył, tyle dla niego znaczyła… Ale do głosu cudem dokrzyczał się rozsądek. Nie mógł jej zatrzymać. Ona była jak dziki kot - nie mogła zostać za długo w jednym miejscu, miała swoje życie i swoje sprawy. Mniszek nie wiedział co to było, bo niewiele przez ten czas rozmawiali, ale Indigo wiedziała co robi. Musiała, inaczej by została. Mniszek tak bardzo tego nie chciał, lecz…
        - Indi - wezwał ją. Nim wsiadła na konia dopadł do niej i przytulił się do jej pleców.
        - Wróć kiedyś do mnie - poprosił. - Do zobaczenia, Indi. Jesteś dla mnie bardzo ważna. Nigdy cię nie zapomnę.
        I puścił. Bo wiedział, że musi puścić. I liczył, naprawdę wierzył w to, że jeszcze kiedyś się zobaczą. On zamierzał na nią czekać ile będzie trzeba.
        - Szerokiej drogi, Indigo! - zawołał za nią by ją zmotywować, choć ukradkiem ocierał łzy. - Do zobaczenia...

[Ciąg dalszy: Mniszek]
Avatar użytkownika
Mniszek
Błądzący po drugiej stronie
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mitra, Rianell, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Przemieniony
Aura: Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.
Wygląd: Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Maagoth

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron