[Las wokół miasta] Zabić boga


Niezwykle malownicze miasteczko położone na wschodnim stoku gór, nad rzeką Sangral spływająca z wysokich szczytów. Mieszkańcami Maagoth są głównie górnicy pobliskiej kopalni srebra i drwale. Ludzie tutaj są raczej skryci, ale przyjaźnie nastawieni do przybyszów.

Postprzez Mniszek » Pn sty 08, 2018 11:53 pm

        Słysząc głos Indigo Mniszek zareagował jakby ta go zawołała, a nie odpowiedziała na zadane pytanie - podbiegł do niej, w komiczny dość sposób mijając łukiem miejsce, gdzie przy pomocy magii pogrzebał czających się na dziewczynę kłusowników. Gdy już stanęli naprzeciw siebie, elfik dokładnie przyjrzał się swojej towarzyszce, jakby chcąc samemu przekonać się o jej dobrym stanie zdrowia. Poważnych ran nie dostrzegł, jedynie jakieś otarcia, draśnięcia, które wojowniczka najwyraźniej bagatelizowała. Elfik przez moment zdawało się, że chciał temu zaradzić, w końcu jednak zaniechał tego pomysłu, odkładając ewentualne leczenie drobnych urazów na później. No bo na pewno nie zamierzał tak tego zostawić, nie w przypadku kogoś, kto tak bardzo mu pomagał.
        - Mnie nic - zapewnił natychmiast, gdy padło pytanie. - Nawet mnie nie widzieli… Ci, którzy wyszli w las - doprecyzował, bo przecież oboje wiedzieli dlaczego wcześniej tak po prostu uciekł, zostawiając Indigo samą. Ona zresztą zaraz do tego nawiązała i zaraz jak na dłoni mogła dostrzec, że Mniszka przytłoczyły wyrzuty sumienia. Nim odpowiedział na pytanie, musiał się wytłumaczyć, by wyrzuty sumienia nie pożarły go żywcem.
        - Przepraszam, że tak uciekłem - zaczął nim przeszedł do sedna. - Po prostu gdy byłem pewny, że on mnie widzi, to musiałem uciekać, bo on zaraz by mnie znalazł i znalazł też przez to ciebie. Pomyślałem, że jak ucieknę, to pobiegną za mną, a tobie dadzą spokój… A ja jakoś bym ich zgubił. Lepiej znam las…
        Mniszek spojrzał kontrolnie w matowe oczy dziewczyny by upewnić się, czy przekonał ją swoimi wyjaśnieniami, później zaś wrócił do zadanego przez nią pytania.
        - Trudno powiedzieć - przyznał. - Nie wiem jak jest silny, ale po tym jak mnie wyglądał wydaje mi się, że nie jest na tyle dobry, by mnie wytropić na większą odległość. On czuje tchnienie Matki Natury… to znaczy moją magię, aurę - poprawił się natychmiast. - Ale ona jest zmienna, taka jak las i trudno ją zobaczyć z daleka, zlewa się z drzewami. Wydaje mi się, że podszedłem za blisko, dlatego był w stanie mnie zobaczyć. Ale to tylko moje przypuszczenia - zastrzegł na koniec, głosem o dziwo dość spokojnym.
        Mniszek stał w miejscu, wodząc za Indigo oczami, gdy ta ograbiała zabitych. Nie sprzeciwiał się temu - tamtym w końcu ich sprzęt się już nie przyda, a szkoda, by się marnował. Ot, odwieczne prawo natury - nic nie mogło się marnować. Sam nawet niepewnie podszedł do pomordowanych, ale nie mógł im tak naprawdę zbyt wiele zabrać, bo sam bronią nie władał prawie w ogóle - po co, skoro miał łuk… I Maorcoille. Nagle jednak elfik schylił się nad jednym z zabitych i coś zaczął przy nim majstrować. Gdy obrócił go na brzuch wiadomo już było, co sobie upatrzył - pelerynę mężczyzny, niesplamioną krwią, którą zarzucił sobie momentalnie na ramiona. Wyglądał, jakby ubranie należało do jego starszego brata, było trochę za duże, ale praktyczne - sięgało z grubsza do połowy ud i miało kaptur, który Mniszek zaraz zarzucił na głowę, pod szyją zaś zapinało się na praktyczną klamrę.
        - Nie tam - odezwał się nagle strażnik lasu, łapiąc Indigo za ramię. Wskazał zupełnie przeciwny kierunek. - Tam.
        Nim jednak odeszli, elfik stanął między zabitymi przez dziewczynę kłusownikami i spojrzał na nich jakby z przerażeniem. W końcu jednak otworzył usta i zaintonował piosenkę w nieznanym języku, którą Indigo miała już okazję słyszeć całkiem niedawno - to dzięki niej Mniszek grzebał swoje ofiary. Gdy więc i te znalazły się w swoich bezimiennych mogiłach, mogli ruszać dalej nie kłopocząc się tym, że zwłoki zdradzą ich przedwcześnie.
        - Nie jestem taki silny - powiedział, jakby przyznawał się do czegoś wstydliwego. Pewnie, że chciałby sobie w ten sposób poradzić z problemem: pogrzebać go, zamieść pod dywan i mieć wszystko z głowy… Ale nie mógł. To było bardziej skomplikowane.

        Elfik poprowadził Indigo do kolejnej ze swoich przemyślnych kryjówek na wzniesieniach terenu: ta przypominała trochę szałas, gdyż zewsząd obrastały ją krzaki tworzące wewnątrz pustą przestrzeń, idealną by widzieć, a nie zostać zauważonym. Oczywiście coś za coś: by się do niej dostać trzeba było się czołgać, ale to akurat chyba żadnemu z nich nie przeszkadzało.
        - Indigo. - Mniszek zwrócił się do dziewczyny, gdy już leżeli wśród zieleni i obserwowali obóz, w którym ruch był trochę większy niż dotychczas, ale nic nie wskazywało na panikę ani pośpiech. - Co teraz zrobimy? Dalej chcemy działać jak mówiliśmy? By rozgonić konie, zatruć wodę, wywabić ich do lasu?
        Elfik zrzucił z głowy kaptur swojej zdobycznej peleryny - jego żółte jak mlecz włosy od razu zaczęły dumnie sterczeć na wszystkie możliwe strony, a chłopiec nawet nie kłopotał się ich przygładzaniem. Spojrzał z troską na Indigo i po chwili zastanowienia, kryjąc usta za stulonymi dłońmi jakby nie chciał być słyszanym, zaczął śpiewać piosenkę leczącą jej rany.
Avatar użytkownika
Mniszek
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael,
Rasa: Przemieniony
Aura: Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.
Wygląd: Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu ...
(Więcej)

Postprzez Indigo » So sty 13, 2018 12:25 am

        Zaczekała aż złotowłose stworzenie na swój komiczny sposób, omijając niedawno stworzone sekretne kurhany, zbliży się do niej. Dopiero kontynuowała rozmowę. Wielu Mniszkowy sposób bycia urzekłby i rozczulił. Indigo mechanicznie zajęła się klasycznymi obowiązkami następującymi po walce. Wyczyściła broń na tyle dokładnie, na ile pozwalały polowe warunki. Niezbędne minimum zapewniające dobre utrzymanie oręża. Większą troskę zawsze okazywała mieczowi po wszystkim, tym razem zamierzała postąpić ponownie, oczywiście jeśli przeżyją.
        - Dobrze, że nic ci nie jest - odezwała się łagodnie. Zdenerwowanie elfika ciężko było przeoczyć i chociaż dziewczyna nie wyglądała jakby przejmowała się emocjami towarzysza, starała się na swój sposób dodać mu otuchy. Uspokoić dobroduszną istotę, której miejsce mogło być wszędzie, ale nie na polu walki wśród krwi i agonii. Nic nie zaburzało rutyny wojowniczki, ale dostrzegła też moment gdy oceniał jej prawdomówność. Nawet jeśli przez uszatego przemawiała troska, ona już nie wywołała żadnych uczuć u Hope. Nawet chwila ulgi nadchodząca wraz ze świadomością iż nie było się całkiem obojętnym, tak normalna dla większości, nie zajęła choćby skrawka jaźni dziewczyny. W przeciwieństwie do elfika Indigo już dawno uznała, że jej miejsce było właśnie na ubitej ziemi, zroszonej krwią walczących. W jakiś abstrakcyjny sposób rozumiała, że Mniszek może dbać o innych i nie widziała w tym ani krzty kłamstwa, a jednocześnie nie wierzyła by prawdziwa troska istniała.  
Delikatnie pokręciła głową, cały czas nie odrywając wzroku od własnych, zajętych rąk. Nie przeszkadzała jej ucieczka elfa. Nawet jeśli uczyniłby to ze strachu, nie rozzłościłaby się, ani nie drwiłaby ze strażnika lasu. Wiadomo lepiej było, jeśli uszaty uciekł mając jakiś swój plan niż ze zwykłego tchórzostwa, ale efekt pozostawał ten sam - dziewięciu mieli z głowy. Oczywiście jednak przyjęła wytłumaczenie Mniszka, nie wątpiąc w jego słowa. Chłopaczyna nie umiała kłamać, ani nie miała potrzeby ratowania swojej osoby w oczach innych, jak czynili niektórzy bajarze, ubarwiający swoje dokonania.
        Równie małomównie przytaknęła słuchając o magu. Nie uroniła nawet słowa, nawet jeżeli nie rozjaśniały sytuacji. Czyli sprawa z czarownikiem miała się tak, jak to zwykle z nimi bywało. Jedna wielka niewiadoma. Indi nie lubiła podobnych niespodzianek. Chyba nikt, kto chciał przeżyć, nie lubił. Niedogodność przyjęła do wiadomości, chwilowo nie mogąc zrobić nic więcej.
Już miała ruszyć we względnie znanym kierunku, gdy poczuła szarpnięcie za ramię. Wzdrygnęła się gwałtownie. Nienawykła do cudzego dotyku, szczególnie z zaskoczenia. Niby powoli przyzwyczajała się do obecności i sposobu bycia Mniszka, ale do zmiany utrwalonych nawyków potrzeba było więcej czasu. Całe szczęście dla elfa, dziewczyna nie czuła się w jego obecności zagrożona, bo również nawykowo, zaatakowałaby.
Przez moment przyjrzała się jeszcze elfikowi, gdy ciała znikały a on snuł swoją pieśń. Przymknęła oczy w kolejnym niemym potwierdzeniu zrozumienia. Trudno, poradzą sobie w tradycyjny sposób.

        Podążyła za Mniszkiem do kolejnej z jego kryjówek. Dzięki następnej zmianie lokalizacji, Indigo coraz lepiej poznawała otoczenie, przynajmniej orientacyjnie. Powoli zaczynała zapamiętywać czego oczekiwać w danym rejonie i jak dotrzeć z jednego miejsca do drugiego. Oczywiście, że wciąż nie znała gór i ich tajemnic, z wyjątkiem tych ujawnionych przez Mniszka. Miała jednak zgrubny pogląd na okolicę. To było ważne i względnie wystarczające. Ulokowany wysoko punkt obserwacyjny również pozwalał na zapoznanie się z terenem.
Widząc zmyślną kryjówkę zdjęła z pleców zarówno miecz jak i łuk z osprzętem i wczołgała się pod gałęzie. Broń spoczęła zaraz u boku dziewczyny leżącej przy elfiku. Skupiła się na obozie, zupełnie nie przejmując się bliskością chłopaczka.
        - Tak, nadal chcemy uprzykrzyć im życie. Bez koni będą musieli poruszać się pieszo i nie będę mogli skutecznie posłać po posiłki. - Dopaść posłańca na koniu było trudniej niż pieszego. Ta część taktyki raczej nie powinna podlegać dyskusji. Uzupełnienie zapasów wody również stanie się dla nich trudniejsze. W walce wierzchowce może nie dały by im wielkiej przewagi, przynajmniej nie na górskich stokach. Ale już bezpośrednio w okolicach obozu... W każdym razie, pozbawiając łowców ich koni, tylko mogli zyskać.
        - Wodę też zatrujemy. Jeśli żaden z nich jej nie wypije, to przynajmniej będą musieli ruszyć po nowe zapasy. Będą musieli wyjść z jamy - mówiąc nie spuszczała oka z obozu w którym nastało niewielkie poruszenie. Zorientowali się, że wysłana grupa powinna już wrócić. Naradzali się, ale nie wyglądali na zatrwożonych. Należało to zmienić.
        - Tylko zrobimy to trochę inaczej... - gwałtownie urwała. Dopiero słysząc ciche zaśpiewy złotowłosego elfa, zwróciła na niego uwagę. W tym samym czasie poczuła dziwne łaskotanie. Indigo nie potrzebowała wiele czasu by domyślić się, co się właśnie działo.
        - Przestań - odezwała się szybko, może trochę za ostro, ale zorientowała się dopiero po fakcie.
        - Oszczędzaj siły, nie marnuj ich na bzdury, będą ci jeszcze potrzebne - dodała już spokojniej, próbując załagodzić gwałtowny początek. Nie uważała by takie zadrapania wymagały kuracji. Na pewno zaś nie magicznej. Nawet nie dlatego by nie ufała Mniszkowi. Mieli przed sobą ciężkie zadanie i skupianie się na tak nieistotnych drobiazgach, niepotrzebnie uszczuplały siły.
Avatar użytkownika
Indigo
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Nemain, Sherani, Lucien, Elleanore, Dagon, Max,
Rasa: Człowiek
Aura: Jasna mgła… Choć młoda emanacja to wydaje się już matowieć żelazną barwą, którą łatwo może dostrzec wprawiony czytelnik. Jest rozmytą wodą oraz tajemnicą, nie wydaje się jednakże na pierwszy rzut oka interesująca. Sztywnie cienie pni rzadko kiedy kłaniają się łysymi gałęziami. Ziemia pod stopami jest twarda i zbita, pełna nijakich głazów i kamieni. Nie zaciekawi żadną melodią, nie usłyszysz tu żadnego dźwięku i tylko smak nadaje aurze głębi i charakteru. Żywica spływająca po drzewach jest lepka, lecz schnie i zastyga bardzo szybko na obcym ciele. Słony posmak wysusza język oraz podniebienie, a dopiero doświadczony czytelnik emanacji wyczuje gorzką nutę. W tym bez znaczenia miejscu rozmywa się jedna, jedyna kropla obsydianu, jakby ku pokrzepieniu serc wspomina o tym, że niegdyś coś komuś obiecała, że pewne prawa wciąż istnieją. I mimo, że nadzieja jest tu nikła, to zapach oraz ciepło żaru rozpalonego żelaza rozgrzeje twą twarz opatulając ją lekko i wzbudzając trudny do opisania dreszcz – wrażenie oczekiwania na życie czy też na śmierć?
Wygląd: Hope nosi praktyczne i wygodne ubrania. Swobodne spodnie, mimo spięcia skórzanym pasem, opadają w pasie, nieco wisząc w kroku. Utkane są z grubej, bawełny, która jest wyjątkowo trudna do przedarcia. Kieszenie spodni znajdujące się na przedzie zaraz poniżej stanu oraz dwie pochwy na noże, przypięte do paska i ustabilizowane po bokach, odpowiednio prawego i lewego uda, dopełniają ... (Więcej)

Postprzez Mniszek » Śr sty 17, 2018 10:43 pm

        Mniszek nucił sobie swoje zaklęcia i bardzo uważnie słuchał Indigo - to były proste czary, które nie angażowały jego myśli, nie było szansy by cokolwiek zepsuł. Szybko zorientował się, że coś było nie tak, gdy wojowniczka nagle zawiesiła głos, ale spodziewał się raczej, że dostrzegła coś interesującego w obozie. Nagle jednak zwróciła się do niego ostrym tonem, a elfik był tak zaskoczony i wystraszony jej gwałtownym zakazem, że wiele się nie zastanawiając natychmiast przerwał i zasłonił sobie usta obiema dłońmi. Patrzył na Indigo wielkimi sarnimi oczami, które wyrażały dokładnie zapewnienie “już nie śpiewam!”. Mrugał, bo włosy wpadały mu do oczu. Z początku był wyraźnie spięty, lecz gdy wojowniczka wyjaśniła mu powód swojego wybuchu, powoli zaczął się rozluźniać. Po chwili zaś odjął dłonie od ust i stulił je przed sobą.
        - Ale to łatwe - usprawiedliwił się. - Zupełnie nie męczy, nie bardziej, niż jakbym cię po głowie głaskał mówiąc “będzie dobrze”... Ale skoro ci nie przeszkadza to w porządku… Tylko jakby bolało to mów, dobrze?
        Fakt, ta piosenka lecząca rany była jedną z najłatwiejszych, nawet dziecko mogło ją zanucić, by zagoić strzaskane podczas zabawy w ganianego kolano, Mniszek jednak nie zamierzał nalegać i twardo stawiać na swoim - to nie było warte złości Indigo. Te ranki zresztą nie martwiły go aż tak bardzo jak to, co dolegało jej w środku i to na pewno od dłuższego czasu. Nie umiał nazwać choroby, która była widoczna w jej oczach, ale za to resztę potrafił z grubsza rozpoznać - problemy ze stawami, może jakieś stare źle zrośnięte złamania. Wojowniczka była szybka i skuteczna, lecz wiele ruchów okupowała cierpieniem… Może faktycznie teraz nie było na to czasu ani sposobności - elfik postanowił więc grzecznie się jej słuchać.
        - To jak chcesz to zrobić? - dopytywał, przysuwając się do dziewczyny. - Indigo… Bo ja się obawiam tego maga. To znaczy… on jest najgroźniejszy. Bo reszta nie czaruje, więc nie mają żadnych sztuczek w odwodzie, ale on… Ja nie rozumiem aur, nie wiem co on umie. Ale ma tę księgę, pamiętasz, ten ptak mówił o księdze, która jest magiczna. Wydaje mi się, że trzeba mu ją zabrać jakoś, o ile to będzie możliwe. No albo, no, zabić - dodał cicho, jakby wstydził się mówić takie rzeczy wprost. Jako że skończył, położył się zupełnie płasko na ziemi i oparł brodę na splecionych dłoniach, gapiąc się na obozowisko w dole.
        - To kiedy zaczynamy? - zapytał. - Chcesz coś zmienić? Bo jeśli o zwierzęta chodzi, mogę to zrobić zaraz - zapewnił, sięgając do noszonego przy pasku fletu. Ptaki mógł wołać gwizdaniem, tak samo jak wilki, które reagowały czasami jak psy, ale na konie musiał użyć swojego magicznego instrumentu. Wbrew pozorom wygrywana przez niego melodia nie niosła się wcale po lesie, kłusownicy mogli jej nie usłyszeć o ile nie przyniósłby jej wiatr, ale zwierzęta reagowały na niego nawet będąc bardzo, bardzo daleko. Kto wie, gdyby zaczął przywoływać wierzchowce będące w obozie, może mógłby przez przypadek wyrwać też jakiegoś spod jeźdźca znajdującego się na trakcie w dolinie… Ale trudno.
Avatar użytkownika
Mniszek
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael,
Rasa: Przemieniony
Aura: Drogi czytelniku aur, gdy uniesiesz powieki twoim oczom ukaże się gęsta mgła, a w oddali wyrysuje szczyt horyzontu, na którym to rozprzestrzenia się ciemny las, pełny iglastych drzew różnego rodzaju i przerastających cię swoją wysokością. To wzbudza dreszcz emocji, lecz mimo strachu krajobraz ten przyciąga. Chce się podejść zdecydowanie bliżej, zaznać tego uczucia bardziej dosłownie i fizycznie. Z każdym krokiem czuby starodrzewów zdają się być coraz wyższe, węższa i bardziej przytłaczające. Szmaragdowa siatka swoją gęstością zakrywa zakamarki między pniami by uniemożliwić odkrycie tajemnic tego miejsca, a srebro mieni się bardzo intensywnie, choć nie na tyle by oślepić obserwatora. Wkraczając na teren tychże leśnych łun nie poczujesz pod stopami miękkiego mchu, a bogatą w gałęzie ściółkę nadającą emanacji zdecydowanej twardości. Serce bije coraz głośniej, aby przełknąć strach najłatwiej jest przymknąć oczy. Jeden wdech sprawia, że nabierasz odwagi, więc znów unosisz powieki, tym razem jednak gwałtownie i… obłęd absurdalności zaciska się na twoim umyśle, gdy nagle te bagniste okolice stają się oazą dla twej zszarganej duszy. Barachitowa barwa zdaje się nie mieć końca, jest zarówno drzewem, krzewem oraz blaskiem słońca. Szepty kołyszących się liści brzmią lekko, a szmer wody jest równomierny, stapia się z innymi dźwiękami tworząc jednostajnie uderzający głęboki ton, który koi i rozwiewa wszelkie niechciane myśli. Liczne głosy towarzyszą Ci bez przerwy podczas tej niebywałej wędrówki, jakby zechciały pokazać piękno tego świata mimo uporu zła rozsiewającego się po ziemiach Alarańskich. Głaszcząc liście bogatego lasu nie dostrzeżesz choćby nuty sprzeciwu. Roślinność chętnie ugina się pod naporem twej dłoni, jest gładka i wcale nie niepokoi chropowatymi przejściami żył. Kwiaty wydzielają przyjemny zapach świeżości, a sam las pachnie jakby dopiero co zbudził się z porannej rosy. Lepkie soki owoców roślinnych smakują kwaśno, a gdy otwierasz oczy po raz trzeci… budzisz się w rzeczywistości, a aura pozostawia po sobie jedynie odległe wspomnienie, za którym tęsknisz.
Wygląd: Mniszek:
Imię elfa wzięło się od jego włosów, które faktycznie przez swą żółto-blond barwę przykuwają wzrok jak mlecz na tle soczystej zieleni łąki, lecz o tym jakie one są dokładnie, będzie później.
Mniszek w swej naturalnej postaci jest młodzieńcem o bardzo delikatnej urodzie i wielu osobom kojarzy się z postacią z ilustrowanej księgi bajek. Do sześciu ...
(Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Maagoth

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron