Dalekie skarby.


Przełęcz dzieląca Góry Dasso i Góry Druidów. Po obu jej stronach, znajdują się ogromne, tajemnicze, wykute w sakle posągi smoków, strzegące tej górskiej przełęczy.

Postprzez Mathias » Pt sty 19, 2018 6:54 pm

        Mathias siedział przodem do ogniska, dla świętego spokoju nawet nie obracając się w stronę Niviandi i Ivora. Słyszał tylko wiercenie się i czułe słówka, a gdy raz spojrzał na nich przez ramię, mieszkaniec wioski spoglądał na niego z dumą i wyzwaniem, niczym dzieciak, któremu udało się zdobyć najlepszą zabawkę. Northman tylko prychnął pod nosem, wracając do swojego zajęcia i nie dając mężczyźnie satysfakcji poprzez okazanie irytacji, chociaż powoli facet zaczynał go drażnić. Jeśli chce dziewczynę to niech ją bierze, co go to obchodzi, ale żeby zaraz takie szopki urządzać? Blondi może i oko cieszyła, ale tylko póki spała, bo przytomna nie przestawała kłapać jadaczką i rzadko było to coś sensownego lub miłego. Przyciągała, to fakt. Kusiła czymś nieokreślonym, pomimo wielu przywar i chociaż Mathias zdawał sobie sprawę, że sam ulega temu urokowi nie zamierzał z tym jakoś specjalnie walczyć. Okazjonalne drażnienie się z dziewczyną było w końcu całkiem zabawne, ale też nie tracił kompletnie głowy, w przeciwieństwie do myśliwego, który chyba za punkt honoru postawił sobie zdobycie księżniczki.
        To go trochę wkurwiało. Co by o Northmanie nie mówić, na kobietach się znał i widział, że Niviandi tak rozpaczliwie potrzebuje swojego rycerza w lśniącej zbroi, że ma klapki na oczach. Wystarczy okazać jej minimalną ilość atencji, by wkraść się w jej łaski, a zalewanie jej taką uwagą i oddaniem jak Ivor sprawiało, że dziewczyna zupełnie nie widziała, że daje się wykorzystywać. Mathias jednak nie miał zamiaru jej uświadamiać, niech się dziewczyna życia uczy, tym lepiej, jeśli na swoich własnych błędach. On się rzucać na ratunek nie będzie, był od sprawiania kłopotów, nie wyciągania z nich niewinnych dziewcząt. Poza tym nie ma co liczyć, że zacznie bawić się w rywalizowanie o coś z mieszkańcem wioski, ani to zabawne, ani sensowne, ani nawet żadnej nagrody się nie przewiduje. Ot szczeniackie przepychanki o dziewczynę, on w tym brać udziału nie zamierzał. Pół światu tego kwiatu, a poza tym Niviandi nie zasłużyła, by się o nią bić. Niech więc ma swojego księcia z górskiej wioski i niech żyją długo i szczęśliwie.
        Z takim postanowieniem skupił się na trzasku ognia i suchym dźwięku ostrza delikatnie drapiącego drewnianą figurkę. Po jakimś czasie tylko to oraz spokojne oddechy śpiących towarzyszy wypełniały jaskinię, a mężczyzna co jakiś czas przerywał pracę, by wyjść na deszcz i przebudzić się z ogarniającego go znużenia. Nocą miał czas, by zastanowić się nad czekającą ich podróżą, a także jej sensem. Wrócił do środka i przeczesał palcami mokre włosy, spoglądając na śpiących. Ramii i Ivor byli twardzi, o nich się nie martwił. Aurea wydawała się delikatna niczym kwiat, a jednak radziła sobie doskonale, nie tylko dzięki swojemu kocurowi i magii, ale głównie hartowi ducha, o który ją nie podejrzewał, a który przejawiała na każdym kroku ich wędrówki i coraz bardziej mu tym imponowała. Niviandi natomiast… na los, co ta dziewczyna tu w ogóle z nimi robiła? Nawet jeśli czasem z niej drwił, to jej miejsce naprawdę było na jakimś zamku u boku księcia, a nie w jaskini, na szlaku prowadzącym w nieznane. Northman westchnął cicho, spoglądając na wtuloną w myśliwego dziewczynę i pokręcił głową. Ale drużyna, nie ma co.
        Pod czujnym spojrzeniem lwa Mathias wrócił na swoje miejsce przy ognisku i siedział tam już do czasu, aż nie usłyszał poruszenia za sobą. Ivor przebudził się i wstał ostrożnie, układając Niviandi na boku pod swoją kurtką. Najemnik kiwnął mu głową, schował figurkę do kieszeni i udał się na spoczynek. Mniej wrażliwy na chłód, ułożył się wprost na swoim płaszczu i założył rękę za głowę, w ramach poduszki. Zasnął w momencie.
        Obudził się tak samo nagle, zrywając do siadu i spoglądając czujnie wokoło. Księżniczka poruszała się niespokojnie na swoim posłaniu, wiercąc pod kurtką. Odruchowo spojrzał w kierunku Ivora, który już zmierzał do dziewczyny, by objąć ją czule i uspokajająco głaskać po złotych włosach. Northman westchnął przez nos, równie zirytowany przerwanym spoczynkiem co Ramii, ale nie dane mu było powrócić do krainy snów. Po drugiej stronie jaskini przewracała się na posłaniu Aurea.
        - No co jest z wami dzisiaj – jęknął pod nosem, przyglądając się dziewczynie, która wcale się nie uspokajała, a wręcz po chwili zaczęła unosić w powietrzu, ku bezradnej złości najemnika. Wstał już, obchodząc ją dookoła i wodząc spojrzeniem od unoszącej się w powietrzu skrzydlatej do chodzącego w przeciwną do niego stronę lwa. Zwierzę powarkiwało i błądziło spojrzeniem. – Rozumiem, że to nie jest normalne? – mruknął do bestii, a przerośnięty kocur znów zaryczał, usiłując ściągnąć swoją panią na ziemię. – No tak – westchnął i rozejrzał się. Oczywiście żadne z nich ze sobą liny nie miało, bo i po co, jeszcze by się przydała.
        - Ivor, daj swój pasek – mruknął, mijając myśliwego i kierując się do swojego ekwipunku.
        - Co?
        - Jajco. Wyskakuj z paska.
        W międzyczasie najemnik pozbył się własnego i spiął go razem z pasem, którym zazwyczaj przytroczoną miał na plecach pochwę z mieczem. Cały czas spoglądał kontrolnie w kierunku Aurei, która wciąż w dość przerażający sposób unosiła się pod sklepieniem jaskini. Bellum w międzyczasie podjął kolejną próbę ściągnięcia dziewczyny na ziemię, ale tym razem poległ nieco bardziej efektownie, odrzucony jakimś czarem.
        - Magia – sarknął pod nosem Northman, zgrzytając zębami, i odebrał od Ivora pas, który doczepił do powstającej uprzęży, z którą podszedł do unoszącej się pod sklepieniem skrzydlatej.
        - Nie przywal mi Aniołku, bo ci oddam - szepnął w górę do śniącej dziewczyny i skinął na myśliwego, który podszedł, by go podsadzić. – Wybacz, że w butach – mruknął, stając jedną nogą na podstawionym mu ze splecionych dłoni koszyczku. Blondyn prychnął cicho, by towarzysz darował sobie grzeczności i podsadził go z rozpędem w górę.
        Najemnik oparł jeszcze kolano o jego ramię i w ten sposób sięgnął do dziewczyny, szybkim ruchem oplatając ją uprzężą w pasie. Na ten sygnał Ivor opuścił go powoli i Mathias ostrożnie zaczął przyciągać Aureę w dół. Wciąż unosiła się bezwładnie, ale mimo tego oporu nie stanowiła wielkiego ciężaru i brunetowi udało się ściągnąć ją niemal na ziemię. Sukces połowiczny, bo dziewczyna była wciąż nieprzytomna, a co on miał zrobić z takim nietypowym latawcem?
        - Nie ruszaj się, przywiążę ją do ciebie – stwierdził Ivor i złapał pozostałą część paska, owijając nią najemnika w pasie.
        - Co? – burknął ten zaskoczony.
        - Jajco – odwzajemnił się tym razem myśliwy z lekkim uśmiechem, nim spoważniał. – Przecież nie odlecisz razem z nią, a trzeba dziewczynę dobudzić. Ramii? – Odwrócił się w stronę uzdrowicielki, która siedziała już przy ognisku.
        - Tak, tak, jestem krok przed wami – mruknęła zrzędliwie, ucierając coś w prowizorycznym moździerzu z odpowiednio wyprofilowanych kamieni i wrzucając do blaszanego kubka, w którym próbowała zagotować wodę nad ogniskiem. – Dajcie mi chwilę, ciężko się pracuje w takich warunkach.
        - Nie no, nie śpiesz się – prychnął najemnik, a kobieta zmierzyła go surowym spojrzeniem.
        - Chwila.
        - Dobrze, dobrze – mruknął posłusznie i przyciągnął do siebie bliżej lewitującą skrzydlatą, obejmując ją w pasie i przysiadając na głazie z nieprzytomną dziewczyną przywiązaną do niego pasem. – To jest chyba jedna z dziwniejszych rzeczy, jakie robiłem.
Avatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Człowiek
Aura: Cynowe ścieżki, żelazne rzeki i złoty piach, który unosi się ku górze. Im dalej sięga on przestrzeni tym bardziej nasyca się topazową barwą. Widać ją dosyć wyraźnie, mimo że emanacja charakteryzuje się bujną młodzieńczością. Tańczy kapryśne swoimi wygięciami. Dla zabawy, bądź też całkiem dla powagi, tnie wszystko co napotka na swej drodze. Trudno ją przełamać z powodu jej wytrzymałości, ale kto by się przejmował? Szczególnie, że chwilę później czytelnika sięgają gładkie pasma aury, jakby dla złagodzenia sytuacji. Nie chcę się wytłumaczyć przed nikim żadnym dźwiękiem, chociaż zdradza swoją tożsamość wonią ludzkiego potu. Smakuje gorzko i sucho, jednakże czasem zaskoczy nikłą lepkością. Cała ta mieszanka doznań kończy się uwodzącą, a zarazem pobudzającą pikanterią.
Wygląd: Mathias jest dosyć wysoki, mierzy sobie niemal 190 cm wzrostu. Jego wagę ciężko określić na oko, gdyż, mimo iż jest postawnym, dobrze zbudowanym mężczyzną, porusza się lekko, miękko, krokiem niemal tanecznym. Jego ciało jest raczej wyrzeźbione ruchem i walką niż przesadnie umięśnione. Jest szczupły w pasie i biodrach, szeroki w barkach. Chodzi wyprostowany, a jego postawę ... (Więcej)

Postprzez Niviandi » So kwi 07, 2018 8:09 pm

        Burza, ulewa, a w tym wszystkim lewitująca Aurea. Niviandi nie kwapiła się do wydostania z kryjówki jaką stanowiła kurtka Ivora, przy czym pioruny w tle nie stanowiły żadnej zachęty. Trzęsła się niczym galareta, gdy kolejna sieć rozbłysła poza skalnym pomieszczeniem. Unoszące się ciało naturianki dodatkowo tylko wzbudzało przerażenie, Niviandi nie wiedziała co robić!
        Dlatego nie robiła nic, prócz przełykania śliny. Było wilgotno, na dworze mokro i nieprzyjaźnie. Na Prasmoka, co ona robi w środku tego piekła? Łzy księżniczki spływały po policzkach, ale ukrywała twarz pod skórzanym materiałem, gdy tylko ktoś na nią spojrzał. Niech chociaż tą Aureę ściągną na ziemię, to będzie o połowę strachu mniej! I jakoś jej towarzysze się zorganizowali, zaczęli działać z pasami, próbowali ściągnąć śniącą na ziemię. Niviandi odrobinę zmarszczyła brwi widząc, jak Ivor mocuje dziewczynę do Mathiasa, ale nic nie powiedziała składając usta jedynie w niezadowolony dzióbek.
        Nagle piorun łupnął niespodziewanie i głośno roznosząc się przerażającym echem po ścianach jaskini. Syrenka z piskiem zerwała się na równe nogi wciąż zaciskając kurtkę Ivora w dłoniach.
        - Szlag! - klęła Ramii, której nagły zryw syrenki przyczynił się do rozlania przygotowywanego specyfiku. Uzdrowicielka dodatkowo oparzyła sobie dłonie próbując złapać „naczynie” w jakim zagotowywała „lekarstwo” na lewitację Aurei.
        Mieszkanka wioski spojrzała na swoje dłonie najpierw ze zmartwieniem, ale gdy uznała, że skończy się to kilkoma pęcherzami, to nie chciała tym razem odpuścić. Wstała niezwykle wściekła, dosłownie warcząc na widok trzęsącej się złotowłosej, która dodatkowo zestresowała się zachowaniem uzdrowicielki.
        - Ty zawsze musisz wszystko psuć! - wrzasnęła Ramii zbliżając twarz do twarzy syrenki, niemalże stykały się nosami. - Jakim cholernym cudem się w ogóle dostałaś do naszej wioski?!
        - Ramii... - mruknął ostrzegawczo Ivor.
        - Stul pysk! Ona jest jak wrzód na dupie!
        Syrenka zaciągnęła się powietrzem wyraźnie wzburzona takim słownictwem.
        - Słucham? - odparła wyraźnie obrażona (choć wciąż zaryczana).
        - To co słyszysz, jesteś jak wrzód na pryszczatym dupsku! Powinniśmy cię tam zostawić, w naszej wiosce! Stanowiłabyś mniejszy problem jako zombie, przynajmniej byś tyle nie wrzeszczała!
        Syrenka chwilę milczała wpatrując się w uzdrowicielkę i wdychając jej ciepłe, pełne złości wydmuchiwane powietrze. Była niczym smok w jaskini. Brakowało tylko księcia z bajki na białym rumaku.
        - Za dużo sobie pozwalasz – stwierdziła syrenka zadzierając z dumą głowę.
        - Nie żartuj sobie, to ty się panoszysz niczym dzika świnia w cudzej zagrodzie. Nic nie robisz! Tylko ryczysz, wrzeszczysz i jeszcze rozsiewasz sam ferment wokół siebie – warczała Ramii, ale opuchnięta od łez syrenka za nic sobie miała szczerość mieszkanki wioski. Naturianka wyminęła kobietę zarzucając sobie elegancko kurtkę na ramiona. Kroczyła dumnie, choć z wyraźnym obrzydzeniem i obawą przed tym, co niewidoczne dla oczu w ciemnej jaskini.
        - Och, Ramii. Mądra z ciebie kobieta, lecz twoja zawiść oraz pewność wszechwiedzy wprowadza cię w kompleksy.
        - Hę? - zdziwiła się lekarka.
        - Ja wiem, że mam ładniejsze włosy oraz nos... i nie tylko to, ale nie musisz się na mnie wyżywać. Wyżywaj się na tej... Matce naturze, to ona sprawiła, że jestem urodziwa, a ty... "średnia na jeża”.
        - No nie wierzę... - szepnęła zszokowana Ramii. - Ona jest niemożliwa... - Bezradnie wzruszyła ramionami w stronę Mathiasa.
        Niviandi już miała wylądować w ramionach Ivora, lecz Ramii nie miała zamiaru dać za wygraną. Jeżeli nie szczerością to podstępem!
        Uzdrowicielka zbliżyła się do najemnika i chwyciła pas, do którego umocowana była skrzydlata.
        - Co ty robisz? - wzburzyła się syrenka.
        - Wypuszczam na wolność twoją służącą – odparła Ramii.
        - Nie możesz! Przecież odleci!
        - A ty razem z nią – warknęła w odpowiedzi mieszkanka.
        - Zostaw! I to nie moja służąca! - Niviandi chwyciła pas i przez chwilę dwie pannice zaczęły się szarpać, a przy okazji – szarpany był także Mathias.
        - Zostaw! Aj, to skrzydło! Agh... - jęczała syrenka.
        - Agr... - warczała uzdrowicielka.
        Pas niemalże puścił, a księżniczka rzuciła się w bok chwytając Aureę za dłoń. Wówczas stało się coś niespotykanego, ale przerażającego dla Niviandi, bowiem syrenka poczuła duszę przyjaciółki. Poczuła noszony ból w sercu swej skrzydlatej towarzyszki, jakby spotkało ją kiedyś coś okropnego, coś czego nie da się opisać żadnymi słowami i coś, czego nie wyrazi żadna melodia ani obraz. Widziała jej ducha wyrażanego w emocjach, mogła się w to wszystko wciągnąć, brnąć dalej, ale krucha Niv w pierwszej chwili zawsze uciekała. Uwolniła się z chwilowego zamroczenia i dosłownie oderwała od fellerianki niczym porwany w podmuchu wiatru listek. Złotowłosa chwyciła się za klatkę piersiową, jakby to jej kawałek duszy ostał w ciele skrzydlatej.
        - Aurea... - szepnęła cicho syrenka.
Avatar użytkownika
Niviandi
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Frigg, Deithwen, Kvaser, Francine, Kavika, Wiladye, Shantti, Namir, Pliszka, Cedr,
Rasa: Syrena
Aura: Zachłannie otulająca czytającego aura o nieprzeciętnie błyskającej mocy i barwie platynowej sukni szytej złotą nicią zdaje się oplatać każdego tak łapczywie, jakby żądała dla siebie prawa do każdego cala przestrzeni wokół. Po pierwszym, dosyć negatywnym kontakcie, uderza jej jasna, choć nikła poświata o żywym kolorze szafiru. Do nozdrzy trafia zapach olbrzymiej mieszaniny woni, typowo ludzkich w większości, choć niemożliwych do zidentyfikowania. Dopiero po chwili czuć, jakby były niesione przez morski wiatr. Emanacja wydaje z siebie głęboki, silnie słyszalny szum fal. Zaraz po nim, niczym spod tafli wody, słychać zawodzenia istot, które z pewnością nie mogą być żywe. Wrażenia dotykowe są bardzo jednolite i przypominają głaskanie przyjemnego, drogiego materiału jak aksamit: aura jest miękka i niesamowicie gładka, zaś pod naciskiem wygina się w dowolne strony. Na krawędziach jednak potrafi ukłuć, jakby w tkaninę wbito szpilki.
Wygląd: Niv mierzy około dwóch i pół łokcia, a jednak jej drobne, smukłe, cieniutkie ciało wcale na to nie wskazuje. Wydawałoby się, że nawet dzikie zwierzęta nie chcą tknąć tej bezbronnej istotki, a jednak jest w jej ciele coś ujmującego. Delikatne, a zarazem kobiece krągłości kuszą niejednego osobnika, by załapać tę przynętę, co prawda, nie ma wybitnie wielkich piersi, jak na ... (Więcej)

Postprzez Aurea » Pn kwi 09, 2018 9:28 pm

Aurea wciąż mocno śniła, nawet delikatnie poruszała skrzydłami, jakby właśnie leciała. Bellum chciał ją dobudzić po swojemu i trącał swoim noskiem po jej twarzy, nawet liznął ją delikatnie. Fellarianki nie obudził jednak nawet grzmoty burzy szalejącej tuż nad nimi.
Gdy tak trwały przepychanki między księżniczką a uzdrowicielką, nagle stało się coś dziwnego. Fellarianka przebywając w swoim śnie, dysząc ze zmęczenia, leżąc na kolanach w kałuży błota, w świecie, który wykreowały jej własne myśli, ujrzała Nivandii. Była przerażona i po chwili zniknęła, ale ten bodziec był wystarczający. "To nie jest prawdziwe… To nieprawda" – powtarzała w myślach i zacisnęła powieki

– OBUDŹ SIĘ! – krzyknęła tak głośno, że myśl przeobraziła się w realne słowa.

Wtem naturianka otworzyła dwukolorowe oczy, a pas, którym była przywiązana, spalił się w dość niefortunny sposób. Poparzył dziewczynę w pasie, choć iskrę wywołała jej własna magia.

- Ał… - Złapała się w talii i osunęła na ziemię.

Bellum uradowany natychmiast zaczął się do niej łasić i mruczeć. Jednakże Aurea miała bałagan w myślach. Spojrzała na syrenkę i choć nie chciała z nią rozmawiać, musiała spytać, o co tu chodzi.

- Jak to zrobiłaś? Jak przedarłaś się w moje sny? – Podeszła do niej i spojrzała jej prosto w oczy. – Zresztą nieważne! Ty i tak nic nie wiesz. No może poza tym, jak uprzykrzać życie innym! – Czerwone wzory na ramieniu dziewczyny zalśniły, a równocześnie w jednym miejscu, tuż za jej plecami ze ściany jaskini zaczął bić podobny blask. Z bliska widać było, iż za szkarłatne światło odpowiedzialne są tajemnicze runy.

Aurea była poddenerwowana snem, a teraz dotarło do niej, że nadal była bardzo zła na Niviandi. W tym roztrzepaniu nawet nie zauważyła tego, co się działo za jej plecami. Jej znamię powoli wróciło do normalnego stanu, a ona usiadła na gołej ziemi, chwytając się za kolana i kuląc z zimna. Patrzyła na błyskawice, bijące co chwilę i mrużyła oczy na dźwięk grzmotów. Myślała nad swoją wioską, nad tym dziwnym aniołem, którego widziała we śnie i nad tym, co właściwie tutaj robi.
Ulewa natomiast trwała w najlepsze i nie zamierzała zniknąć w najbliższym czasie. Ciemnoskóra ziewnęła, była lekko śpiąca, choć wiedziała, że szybko nie zaśnie po tym wszystkim. Lew patrzył na swoją panią, ale trochę wahał się, czy podejść. Co chwilę stawiał łapę do przodu, by po momencie jednak ją cofnąć.

- Przydałby się jakiś koc… - westchnęła pod nosem, a wtedy na jej głowę spadł czerwony, mięciutki kocyk. Dziewczyna wiedziała, że zrobiła to za pomocą magii, ale to się stało jeszcze zanim zaczęła czynić cokolwiek w tym kierunku. W każdym razie ściągnęła kocyk z twarzy i się nim okryła.

Tymczasem Bellum ostatecznie zrezygnował z podejścia i zainteresował się tajemniczą ścianą, która teraz wyglądała całkowicie normalnie. Zaczął próbować się pod nią podkopać i to z niebywałą determinacją jak na kota.
Skrzydlata natomiast wyglądała, jakby wciąż przebywała mentalnie w innym świecie, z nikim za bardzo nie rozmawiała, tylko milczała, patrząc na deszcz. Wiele rzeczy ją w tej chwili martwiło.
Avatar użytkownika
Aurea
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Esmeralda, Sechmet, Luna, Antar, Rozalie, Aurea, Delia, Mari, Nadeya, Nimfea, Anastasja, Xenja, Yrin, Zira, Sakura,
Uwagi administracji: Użytkowniczka ma prawo posiadać w sumie 10 kont, z czego jeden slot, jest slotem dodatkowym, otrzymanym jako nagroda, za długie i sumienne wykonywanie pracy moderatora.
Rasa: Fellarianka
Aura: Aura ta odznacza się równie wielką wielobarwnością, co sama jej właścicielka! Na mocnej i srebrnej podstawie aury wytwarzają się wciąż liczne ścieżki, gotowe do poszerzenia swoich gabarytów. Mienią się w odcieniach barachitu, miedzi czy też delikatnego kobaltu. Całą te mozaikę pokrywa silnie lśniąca, szafirowa poświata. Pojedynczy ton rozpoczyna melodyjną grę trzasku płomieni, w którym to śpiewają szeptem liście. Liczne głosy z chęcią im towarzyszą, a odległy szczęk metalu nasila się z każdą mijającą chwilą. Pachnie słodkim miodem i kwiatami, głównie błękitnymi niezapominajkami. Niezwykle miękka, gdzie liczne wygięcia dopasowują się perfekcyjnie do sił zewnętrznych, przypomina anielski puch. Smakuje niebywale kwaśne, przy czym lepi się zmysłowo zarówno do ust, jak i podniebienia. Jednakże w jej głębi kryją się liczne, ostre kolce o dość delikatnej powierzchni, co bywa często zaskoczeniem.
Wygląd: Aurea jest raczej przeciętnej budowy, nie jest gruba ani też przesadnie szczupła. Jej wzrost jest typowy dla zwykłej fellarianki. Natomiast skóra charakteryzuje brązowym odcieniem. Na lewym ramieniu widnieją błękitne znamiona w kształtach najróżniejszych zawijasów. Na lewym zaś są szkarłatne, oprócz barwy różnią się także tym iż przypominają ślady po pazurach, są proste ... (Więcej)

Postprzez Mathias » So kwi 14, 2018 10:45 pm

        Siedział na głazie, jak idiota, z lewitującą dziewczyną przyczepioną do siebie pasami. Za co? Za jakie grzechy?... No dobra – za które? Wilki – w porządku, zdarzało się. Trzęsienie ziemi było już dziwne, meteoryt też, ale chociaż interesujący. Napad wściekłości we wiosce rozpoczął nowy rozdział tej dziwacznej historii. Gdzieś przy wielkich jak krowy pająkach Mathias zaczął się przyzwyczajać, ale unosząca się bezwładnie w powietrzu panna powoli przelewała czarę. Jeśli dodać do tego niepokój o trzęsącą się ze strachu Niviandi, a później rosnącą irytację, gdy z damy w opresji przemieniła się w upierdliwego babsztyla, powstawał przepis na wkurwionego faceta.
        Piorun trzasnął, syrenka pisnęła, Ramii wrzasnęła, Ivor burknął, Bellum mruknął, Mathias warknął, a wciąż nienazwane kocię miauknęło. Normalnie chędożona orkiestra. Northman przymknął oczy, postanawiając zupełnie ignorować dzikie igrzysko rozgrywające się przed jego nosem, ale to też nie było takie proste. W innej sytuacji pewnie próbowałby chociaż powstrzymać nieco uzdrowicielkę, którą chyba w końcu szlag trafił, ale z Aureą na kolanach mógł co najwyżej na nie wrzasnąć, a nie uśmiechało mu się dokładanie do pieca, więc tylko westchnął głęboko i pogrążył się w ciemności, starając się ignorować babskie wrzaski.
        - Pieprzę to – mruczał pod nosem. – Nie mój cyrk, nie moje małpy.
        Parsknął tylko raz, gorzko rozbawiony, słysząc o porównaniu Niviandi do „dzikiej świni”, a oczy otworzył dopiero czując, że ktoś się do niego zbliża. Zerknął pytająco na Ramii, początkowo nie reagując na jej manipulacje przy nim i Aurei. Od początku wydawała się najrozsądniejszą osobą z całej tej gromady, więc nie posądziłby ją o taką durnotę, którą właśnie uskuteczniała, czyli dobieranie mu się do paska w tym konkretnym momencie. Rozumiał złość na blondi, ale karanie jej, jednocześnie krzywdząc drugą z dziewczyn było złe, głupie i niespodziewane.
        - Psiakrew, Ramii, czyś ty ogłupiała do reszty? – rzucił ostro, wstając i odsuwając się od szamoczących kobiet. Aurea może była przypięta, ale i tak unosiła się bezwładnie w powietrzu, więc miał zajęte ręce przytrzymywaniem dziewczyny i nie miał nawet jak się odmachnąć od dwóch wariatek. One się dosłownie szarpały, a pech chciał, że na tyle skutecznie, że potrząsały nawet najemnikiem, aż coś się nie stało. Oczywiście, że coś musiało się stać i oczywiście, że miała z tym związek magia!
        - Cholera jasna! – krzyknął, gdy pas zapalił się nagle, a skrzydlata wysmyknęła mu się z rąk, na szczęście już przytomna.
        Chwilę zajęło mu ugaszenie tlącej się skóry, by nie zajęła się reszta prowizorycznej uprzęży, ale i tak dość niefortunnie Ivor został bez paska. Cóż rzec, dobrze, że on. Podczas gdy dziewczęta omawiały swoją obecność w snach (magia!), najemnik z kamiennym wyrazem twarzy doprowadzał się do porządku, zapinając na powrót pasek w spodniach i przypinając drugi do pochwy z mieczem, by dalej mógł nosić broń na plecach. Ivor spoglądał niepewnie na resztki swojego pasa i z niezadowoleniem podciągnął na sobie spodnie, próbując trochę lepiej je zasznurować, by nie zjeżdżały aż tak. Northman przez moment myślał, by podejść do Aurei, ale chwilowo był jeszcze zbyt zdenerwowany, a i ona nie wyglądała, jakby szukała towarzystwa. Zamiast tego ruszył na Ramii.
        - Opanujesz się już kobieto?
        - O co ci chodzi? – fuknęła uzdrowicielka, poprawiając na sobie szaty, poprzekręcane w trakcie szamotaniny. Najemnik aż zgrzytnął zębami, otwierając szerzej oczy i rozpościerając ramiona.
        - O to mi kuźwa chodzi, o ten burdel!
        - To ona zaczęła! Ten wywar…
        - Na los, kobieto, ile ty masz lat? Oczywiście, że ona zaczęła! Ja wiem, że jest nie do zniesienia, ale tym bardziej się opanuj, bo sam tego syfu nie ogarnę!
        - Nikt ci nie każe, jak ci coś przeszkadza, to proszę, idź! – Ramii nadęła policzki i wskazała zamaszystym gestem wyjście z jaskini. Mathias zmrużył groźnie oczy.
        - Dwa razy mi nie mów Ramii – powiedział niskim tonem, a uzdrowicielka zacięła się na moment, nagle niepewna. Zwłaszcza gdy brunet odwrócił się, łapiąc gwałtownym ruchem za płaszcz i kierując się na zewnątrz, prosto w deszcz.
        - Northman! Daj spokój, nie mówiłam poważnie! – rzuciła za nim lekko rozpaczliwym tonem, a najemnik uśmiechnął się krzywo, nie odwracając w jej stronę.
        - Wiem. Idę zapalić i ochłonąć, żeby was nie pozabijać. Zaraz wracam – mruknął. – Ściana się świeci, tak przy okazji – rzucił jeszcze na odchodne, dając uzdrowicielce zajęcie.
        Po drodze zarzucił na siebie płaszcz, wciągając zawczasu kaptur na głowę. Zatrzymał się jeszcze tylko na moment, niemal na równi z Niviandi, jakby chciał ją minąć, ale się rozmyślił. Obrócił się w stronę blondynki, pochylając się nad nią i delikatnym, ale stanowczym ruchem wsuwając dłoń w jasne włosy, by przytrzymać syrenkę za kark, gdyby chciała uciekać. Szare oczy bruneta przepłynęły po gładkich rysach syrenki, a wargi wygięły się w wyrazie cierpkiego zadowolenia. Twarz przysunął do jej policzka.
        - Jesteś piękna Niviandi – szepnął ochryple, ustami niemal muskając płatek ucha dziewczyny, by nikt inny nie mógł go usłyszeć. – Olśniewająca, jak istota nie z tego świata. Ale uspokój się i zacznij zachowywać jak cywilizowany człowiek, bo przysięgam, że porwę cię, gdy będziesz spała, wyniosę w najgłębszy las i tam zostawię. Hm? – Cofnął się nieco, ukazując dziewczynie groźny uśmiech, po czym w niemalże czułym geście pogłaskał kciukiem policzek syreny i minął ją, wychodząc prosto na ulewę.
Avatar użytkownika
Mathias
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Callisto, Leila, Avellana, Sonea, Emma, Cat, Lexi, Maia, Ananke, Eva, Rakel, Lena, Rain, Kimiko, Kiki, Astarte, Segen,
Rasa: Człowiek
Aura: Cynowe ścieżki, żelazne rzeki i złoty piach, który unosi się ku górze. Im dalej sięga on przestrzeni tym bardziej nasyca się topazową barwą. Widać ją dosyć wyraźnie, mimo że emanacja charakteryzuje się bujną młodzieńczością. Tańczy kapryśne swoimi wygięciami. Dla zabawy, bądź też całkiem dla powagi, tnie wszystko co napotka na swej drodze. Trudno ją przełamać z powodu jej wytrzymałości, ale kto by się przejmował? Szczególnie, że chwilę później czytelnika sięgają gładkie pasma aury, jakby dla złagodzenia sytuacji. Nie chcę się wytłumaczyć przed nikim żadnym dźwiękiem, chociaż zdradza swoją tożsamość wonią ludzkiego potu. Smakuje gorzko i sucho, jednakże czasem zaskoczy nikłą lepkością. Cała ta mieszanka doznań kończy się uwodzącą, a zarazem pobudzającą pikanterią.
Wygląd: Mathias jest dosyć wysoki, mierzy sobie niemal 190 cm wzrostu. Jego wagę ciężko określić na oko, gdyż, mimo iż jest postawnym, dobrze zbudowanym mężczyzną, porusza się lekko, miękko, krokiem niemal tanecznym. Jego ciało jest raczej wyrzeźbione ruchem i walką niż przesadnie umięśnione. Jest szczupły w pasie i biodrach, szeroki w barkach. Chodzi wyprostowany, a jego postawę ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Smocza Przełęcz

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron