Raciczkami po rozżarzonym węglu


Miasto zamieszkiwane głównie przez elfy, jednak spotkać tu możesz też inne istoty takie jak wygnane Driady, a także małe chochliki poszukujące przygód. Elfy mieszkające w Elfidrani są niezwykle przyjaznymi istotami, dlatego schronienie w możne znaleźć tu każdy, a zwłaszcza Naturianie i istoty im pokrewne, ze względu na miłość elfów do wszystkiego co wolne.

Postprzez Ariatte » Cz sty 10, 2019 9:38 pm

Roderick słuchał Lilianny w skupieniu. Im więcej swoich warunków przedstawiała, tym serdeczniej się uśmiechał. Rad był, że to wszystko, czego od niego wymagano zdążył załatwić już wcześniej.
- Ależ oczywiście. Takie usługi macie zagwarantowane. Można rzec, że możecie z nich korzystać o każdej porze. Mamy wtajemniczonych w sprawę ludzi, którzy pełnią znaczące dla naszej misji funkcje. Oprócz tego wystarczy pokazać glejt, który otrzymałyście. Gdy rzemieślnik go rozpozna i powołacie się na mnie nie powinni sprawiać wam żadnych problemów. A co do umowy na papierze... Wszystko już załatwione. Naktul wyruszył po pieczęć od władcy naszego pięknego miasta. To chyba wystarczający dowód na to, że nie zamierzamy nikogo oszukiwać i wywiążemy się uczciwie z obietnic. Lekarz również będzie nam w tym pomagał. W dodatku - skierował spojrzenie na Ariatte. - nasza piękna czarodziejka dobrze go zna. Pani, twój przyjaciel, Stan. Zdaje się, że już się dzisiaj widzieliście.
Czarodziejka starała się zignorować ból głowy i pragnienie, o którym przypomniała jej wampirka. Z całych sił chciała skupić się na bieżącej sytuacji, jednakże ilość pytań, które nasuwały jej się na myśl wcale w tym nie pomagała. Zrozumiała już, że wszystko powiedzą jej na planowanym spotkaniu.
- Tak, byłam u niego rano. Moja przyjaciółka, która aktualnie u niego odpoczywa jest naszym potencjalnym sojusznikiem.
- Przepraszam - dowódca zapytał nieco podejrzliwie. - ale co to znaczy "potencjalnym"? Nie możemy o tym rozpowiadać każdemu, co chyba jest zrozumiałe. - zapytał uprzejmie i skłonił się lekko w kierunku czarodziejki, by przez wypowiedziane słowa nie zabrzmieć nieuprzejmie.
- To znaczy - odpowiedziała płomiennowłosa. - że mam przyjaciółkę, satyrkę. Uratowała mi życie przed ludźmi, którzy prawdopodobnie należeli do tej organizacji. - na te słowa Roderick zwęził powieki, dając po sobie poznać, że z trudem powstrzymuje się od zadawania pytań. - Prosiłam cię o dom, który ma posłużyć jej za tymczasowe miejsce zamieszkania. Jeśli zechce się przyłączyć i mi pomóc, to nikt jej w tym nie zabroni. Jeśli ci to pomoże, to dołącz to do kolejnego mojego warunku uczestnictwa w tym absurdzie. No i młoda medyczka. Dzięki niej również stoję tutaj i z tobą rozmawiam. Ona jednak ma gdzie mieszkać. - po skończonej przemowie czarodziejka przymknęła oczy i wypuściła z siebie powietrze. Stojąc obok niej bez problemu można było wtedy poczuć woń alkoholu.
- Nie zamierzam ci sprawiać problemów, pani. Ufam tobie i twojej intuicji. Chciałbym tylko uczulić was obie na to, by nie wspominać o tym istotom, które nie mają z tym nic wspólnego. - czarodziejka uniosła dłoń, jakby chcąc tym gestem powiedzieć "dosyć!". Tak naprawdę właśnie to miała na myśli. Zrozumiała prośbę żołnierza już za pierwszym razem.
- A Lilka? - płomiennowłosa spojrzała na wampirzycę i jakby dopiero teraz ją zauważyła. - Chowa się przed słońcem, czy może potrafi magicznym sposobem chronić się przed nim? Ciężko będzie rozpracowywać niebezpieczną organizację tylko pod ochroną nocy.
- Zgadzam się, jednak... - Roderick potarł swoją brodę dłonią, myśląc nad rozwiązaniem tej sytuacji. - Istnieją magiczne artefakty chroniące takich jak Lilianna przed promieniami słonecznymi, ale są bardzo drogie i, wbrew pozorom, rzadko spotykane. Nie dysponuję tyloma środkami, by opłacić wszystkich uczestników, a jednocześnie móc pozwolić sobie na taki wydatek. W tej kwestii jestem bezradny. Jeśli wy, czarodzieje, nie dacie rady temu podołać, to niestety, Lilianna... - tu skierował swój wzrok do wampirzycy. - będziesz musiała być bardzo ostrożna. Nie jesteś jedyną wampirzycą w naszej grupie, jednak ta druga... ona jest dość cwana i już zdołała się z tym uporać.
Avatar użytkownika
Ariatte
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Anetheron, Verfnir, Nathanea, Semirian,
Rasa: Czarodziejka
Aura: Jest to dość silna emanacja o barwach lekko już przytłumionych przez lata. Wokół silnie i wyraźnie brzmią trzaskające płomienie i to one zdają się być sednem tej aury. Równie mocno rozchodzi się tutaj woń kadzideł i świec rozgrzanych niedostrzegalnym, chociaż słyszalnym ogniem. Mimo niego atmosfera panująca tutaj jest raczej chłodna i skłania do utrzymania dystansu. Jeśli jednak zachowasz kulturalną powściągliwość, bez obaw przed poparzeniem możesz podziwiać soczyste smugi kobaltu, gęsto poprzeplatane srebrnymi wstęgami. W uplocie lśnią delikatne szmaragdowe poświaty. W dotyku początkowo aura sprawia wrażenie związanej z miękkich i twardych pasm. One zaś stanowią giętką całość o wyjątkowo gładkich powierzchniach, w których skryte są bardzo ostre krawędzie, na które powinieneś uważać. Emanacja jest wyraźnie lepka, ale szybko tak jak przy poprzednich cechach ujawni się jej dwoista natura, gdy poczujesz delikatną kwaskowość.
Wygląd: Co Cię obchodzi jak wyglądam? Nie, nie wstydzę się tego, gdyż w tej kwestii nie mam naturze niczego do zarzucenia. Wzrostem nie odbiegam od normy. Mam na myśli o czarodziejskie standardy. Mierzę sobie bowiem niecałe sześć stóp wysokości. Jak widzisz mam szczupłą sylwetkę, która przyciąga do siebie płeć przeciwną, a niekiedy nawet cieszę się głębszym zainteresowaniem grupą ... (Więcej)

Postprzez Vaela » Pt sty 11, 2019 9:10 pm

        - Aaaaaa, tulaśna bestia!
        Łóżko zatrzęsło się, kiedy Koza podskoczyła (dosłownie, dobry metr w górę), wierzgając przy tym straszliwie i zaplątując się w kocu, którym była przykryta, przez chwilę unosząc się w powietrzu niczym dziwny rodzaj stworzenia, zbitego w kulkę, próbującego kończynami wyrwać się ze swojego stanu, zupełnie, jakby cierpiał olbrzymie męczarnie. Po chwili jednak kotłowisko upadło na podłogę, a w pokoju rozległo się głośne stuknięcie i bolesny jęk satyrki. Ta jednak nie zamierzała się tak łatwo, poddać – dobrą minutę wierciła się po podłodze, zaciskając pięści na miękkiej fakturze, kopiąc raciczkami w przeciwnika uchylającego się przed nimi niczym wąż, próbując rogami rozerwać go na strzępy. W końcu jednak koc znieruchomiał, a po chwili wynurzyła się z niego czujna głowa Vaeli, rozglądająca się po pomieszczeniu. Nie zauważyła jednak w nim żadnego człowieka, dlatego uniosła brwi, wstała, podniosła koc i eleganckim ruchem złożyła go, po czym odłożyła na ślicznie pościelone łóżko.
        - Hmm - zastanowiła się na głos Koza, podchodząc do kominka i przebierając raciczkami po węglach wciąż się w nich tlących. - Wygląda na to, że doszło do niespodziewanego zbiegu wydarzeń. Hmm, ostatnie, co pamiętam, to... ach... prawdopodobnie dostałam czymś w głowę. To by wyjaśniało tępe uczucie. Drań uderzył w tył, z przodu nie poszłoby mu tak łatwiej. Pomyślmy... czarodziejka z pewnością nie pozostawiła mnie samej – inaczej wylądowałabym w jakiejś ciemnej uliczce cała pobita. Jakże uprzejmie z jej strony. Muszę jej to jakoś wynagrodzić, zdecydowanie. A to by oznaczało, że jestem pewnie u jakiegoś czarodzieja, ewentualnie medyka. Wątpię, aby to był czarodziej, patrząc na ten przybytek. Człowiek zagadka? Najprawdopodobniej. Miło.
        Rozejrzała się po pokoju, aż z zadowoleniem dojrzała dzbanek; okazało się po chwili, że to tylko najprawdopodobniej resztki jakiegoś soku – satyrka nieco posmutniała z tego powodu, ale nie miała co narzekać – przynajmniej otwarte okno sugerowało, że nie jest tu zamknięta. Zbliżyła się do niego i wyjrzała na zewnątrz, wypychając niemal cały tułów poza okno; nie dostrzegła niczego zbyt charakterystycznego, zza wyjątkiem jakiejś starszej kobiety z naprzeciwka, która podlewała kwiatki, podejrzliwie wpatrując się prosto na Vaelę. ”Kwiaty? O tej porze?” Satyrka szybko zakwalifikowała nieznajomą jako źródło miejscowych plotek, dlatego pomachała jej z uśmiechem, na co ta się spłoszyła i schowała do środka domu. Zadowolona z siebie Koza wróciła do środka, po czym ponownie się rozejrzała – jej roztrzepany umysł wciąż potrzebował czegoś, czym mogła się zająć podczas myślenia, dlatego po chwili wskoczyła na krzesło, opierając jedno kopytko o jego krawędź, drugą o końcówkę podparcia i huśtając się na dwóch jego nogach, balansując zgrabnie ciałem.
        - Pytanie, co powinnam teraz zrobić. Pójście do jakiejś karczmy brzmi jak całkiem dobry pomysł. Jednak zrobiło się ciekawie, no i nie mogę ich tak po prostu zostawiać. W sensie mogę w sumie, żaden problem, ale ci mężczyźni z lasu... hmm, zdecydowanie wpakowałam się w coś poważnego tym razem. Cóż, każda historia potrzebuje swojego błazna, no i kogoś, kto potem przeinaczy ją w karczmach. Hahaha! Zobaczymy, jak uda mi się pozmieniać ich życie, zanim zadecydujesz, że czas na nas, przyjacielu. - Ostatnie słowa skierowała do bransolety zaciśniętej na jej nadgarstku.
        Po chwili zeskoczyła na podłogę, bo dostrzegła kolejny interesujący aspekt pomieszczenia – niewielkie naczynie stojące obok łózka, w którym tlił się ogień, ogrzewający znajdującą się nad nią miskę, w której pływały jakieś zioła – ich esencja unosiła się w pomieszczeniu, nad łóżkiem, najpewniej mając właściwości lecznice i uspokajające. Vaela szybkimi ruchami wyłowiła wszystkie liście z wody, po czym zaczęła radośnie je przeżuwać. Smakowały nieco jak herbata, ale zdecydowanie herbatą nie były. Przechyliła głowę, rozkoszując się smakiem i uczuciem rozluźnienia powoli rozchodzącym się po jej ciele, kiedy nagle drzwi za nią się otworzyły – widocznie powrócił jej opiekun.
        - Mości dobry człowieku, mógłby mość mi rzec, czym takim są te zioła? - spytała Vaela, dalej z zamkniętymi oczami, mówiąc do przybysza zza pleców. - Nie mogłam się oprzeć poczuciu ryzyka, napędzającego adrenalinę w żyłach i przyspieszającego bicie serce i zjadłam je. Jestem ciekawa skutków ubocznych, choć kusi mnie, aby pozostawić to jako niewiadomą, jednak...
        Nagle oczy Vaeli się otworzyły szeroko, gdy zorientowała się, że mówi w ten sposób do drugiej istoty! Zaraz podskoczyła na miejscu, okręciła się dwa razy i pomknęła w stronę starca, opadając mu przed nogi i obejmując kolana z wdzięcznością.
        - Panie wielki lekarzu, dzięki ci za uratowanie mych kozich nóżyczek! - zakrzyknęła, starając się włożyć w słowa nieskończoną wdzięczność. - Nie wiem, jak mogłabym się odwdzięczyć tak wielkiemu mistrzowi za cud dokonany na takiej biednej mnie! Och, gdybym miała córkę, słodką małą kózkę, od razu bym zaniosła do świątyni na ofiarę dla wielkiego mistrza! Ach, mistrz wybaczy! - W ciągu sekundy znalazła się na nogach. - Ja zobaczyła amu amu na stołku, zupełnie takie samo, jak w laskach, no i nie mogłam się powstrzymać! Ale nic się nie stanie? Z nóżek mi nie powypada futro?! Rogi mi nie wrosną w głowę?! Nie stanę się abstynentką, prawda?! Błagam! Tylko nie to!
Avatar użytkownika
Vaela
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Dérigéntirh, Ognaruks, Sarpedon, Malawiasz, Vaela, Ziharria, Natanis, Sitrina,
Rasa: Satyrka
Aura: Owa aura o średniej sile magicznej różni się znacznie od każdej znanej, między innymi swym zapachem, który łączy przyjemną i słodką woń kwiatów z tą, która charakterystyczna jest dla kóz. Ponadto wykonuje niezwykle szybkie ruchy ukazujące pewną powtarzającą się sekwencję, co można by uznać za rodzaj tańca. Towarzyszą temu szmaragdowe błyski światła, jednakże ich zachowanie jest znacznie bardziej chaotyczne. Przechodząc do powłoki, na pierwszym planie, występują, otaczające całość, miedziane ślady kopyt. Otaczają one maleńkie nutki, gdzie każda ich grupa, którą tworzy obrys podkowy, wygrywa zupełnie inną melodię. U podstawy widnieje żelazna, wyraźnie zaznaczona linia znacznej grubości. Wszędzie natomiast są skupiska złotego pyłu, który nawet lewituje wokół i osiada na czytającym, by po chwili zachwytu zniknąć i zjawić się ponownie we właściwym miejscu. Uszy pieści zmysłowy szept, wywołujący istną burzę uczuć przetaczająca się przez organizm. Po dotknięciu powierzchni łatwo stwierdzić, iż należy do tych twardych, jest także w wielu miejscach niebezpiecznie ostra, a w kilku niespodziewanie tępa. Podobnie jest ze złotymi drobinkami będącymi również niezwykle aksamitnymi, ponieważ tam, gdzie ich brakuje czuć jedynie nieprzyjemną chropowatość. Uparcie przykleja się do podniebienia, jakby nie chciała dać nigdy o sobie zapomnieć.
Wygląd: Satyrka zdecydowanie posiada nadzwyczaj charakterystyczny wygląd, co sprawia, że naprawdę trudno jest pomylić bohaterkę legend i mitów z kimkolwiek innym. Zanim jednak o rzeczach, które posiada, warto wspomnieć o tym, czego zdecydowanie się w jej wyglądzie nie uraczy. Delikatnie mówiąc, Vaela nie odnalazła by się w roli uwodzicielskiej pokusy; przeszkodę stanowią nie tylko pokryte ... (Więcej)

Postprzez Lilianna » Wt sty 15, 2019 4:42 am

Tego też spodziewała się wampirzyca, że jej dodatkowe prośby nie będą niczym zaskakująco wymagającym, nie chciała, by tak było. Po prostu skorzystanie z usług wcześniej wspomnianych rzemieślników bardzo by jej się przydało, a jakoś nie miała zbyt wiele odłożonych oszczędności na takie szaleństwa. Kto wie, może z tym glejtem i swoimi pięknie proszącymi oczętami otrzyma jakieś fikuśnie zdobione sztylety, albo dopasowane do jej szczupłych ud, czy bioder pasy i rzemienie. Niemal nie mogła się zaczekać zakupów! Miała tylko nadzieję na przystojnego garbarza i znośnie pachnącego kowala, nie jakiegoś za starego i brzydkiego!
Lilianna bynajmniej nie była zadowolona z satyrzej sojuszniczki. Była bardzo ekstrawertyczną istotą, a Lily wręcz przeciwnie. Już w karczmie tamta zdążyła zaburzyć przestrzeń osobistą wampirzycy, a co dopiero, gdy staną się wspólniczkami. Liczyła, że może dostanie trochę nauczkę po wczorajszym i nieco się opanuje, ale odnosiła również dziwne wrażenie, że to bardzo złudna nadzieja.

W tym momencie zastanowiła się konkretniej, jakie zadania mogłyby do niej należeć w całym tym rozpracowywaniu organizacji. Skoro Pan wiele wiedzący ważniak faktycznie był taki doinformowany to doskonale zdawałby sobie sprawę, iż żadna z blondynki wojowniczka. Skradać się umiała, miała zręczne i lepkie rączki, oraz odrobinę wdzięku osobistego. No i zdecydowanie preferowała spacery po zmroku.
- Możemy się czasem rozdzielać, jeśli będzie tego wymagała sytuacja. - rzuciła krótko, głównie by ochronić się przed swoją własną słabością do promieni słonecznych, ale szła za tym też istotna logika.
- W końcu lepiej, by w razie niepowodzenia w niektórych przypadkach wpadła jedna osoba, a nie od razu cała grupa. Im dłużej tamci nie będą widzieć powiązania między naszymi osobami tym lepiej dla nas! - dodała nieco dumna z siebie.
Wampirzyca poczuła się trochę głupio, gdy Roderick wspomniał o kosztach takiego upragnionego artefaktu, natomiast wcześniej zwróciła uwagę na to, jak ładnie czarodziejka ją nazwała. Szybko zmieniła ton, aż nieco podejrzanie, ale blada młódka odpowiedziała jedynie ładnym uśmiechem.
- W miarę możliwości sobie radzę, ale nie ukrywam, że chętniej będę pracować po zmroku. - teraz ukazała swoje bielutkie kiełki, które stosunkowo niedawno jej wyrosły. Całą swoją ekscytację ukrywała bardzo skutecznie, jedynie jej oczka zdradzały pewnymi iskierkami coś na kształt zapału do pracy. Zazwyczaj prawdę mówiąc wykonywała dużo parszywsze zlecenia i na znacznie gorszych stawkach, a tutaj? Mieszkanie, rzemieślnicy i gorąca czarodziejka u boku. Chociaż z tym jej ognistym temperamentem to Lily musiała się mimo wszystko trzymać na dystans, w końcu wampirowi bliżej do chłodu srebrzystego księżyca, niż do płomieni tak przypominających te słoneczne, które ranią jej delikatną skórę.
- Kiedy dostaniemy więcej szczegółów, jakieś wytyczne, cele? - zapytała zdecydowanie w sposób nie ciekawski, a bardziej profesjonalny, chciała już teraz zacząć planować, dowiedzieć się na czym będą polegał pierwsze etapy ich zadań, jak się za to zabiorą i właściwie z czym będą musiały się zmierzyć, bo o tajemniczej organizacji do tej pory wiedziała tyle, że takowa jest.
Avatar użytkownika
Lilianna
Zbłąkana Dusza
 
Inne Postacie: Yao, Sven, Frey, Hessan,
Rasa: Wampirzyca (Jeszcze rok temu człowiek)
Aura: Aura charakteryzuje się znacznie ponadprzeciętną siłą magiczną. Już z oddali widać topazowe rozbłyski niosące ze sobą woń świeżej krwi wciąż jeszcze mieszającą się z ludzkim potem. Gdy podejdziesz bliżej, ujrzysz platynową, twardą powłokę, którą obwiązują kobaltowe wstęgi o żelaznych, lśniących końcówkach, delikatnie falujące, nawet gdy nie ma wiatru. Tu i ówdzie wiruje miedziany pyłek, opadając ostrożnie na powłokę i wszystko wokół. Niespodziewanie do uszu dociera echo czyichś słów, nim jednak zdoła się określić treść, jaką niesie, zanika w niepokojącej ciszy, która pochłania wszelki dźwięk. Emanacja popisuje się elastycznością, skutecznie unikając dotyku, straszy ostrymi jak brzytwa brzegami, a równocześnie kusi aksamitnym meszkiem na całości. Na koniec pozostawia pikantny posmak i nieprzyjemną lepkość w ustach.
Wygląd: Liliana jest kobietą przeciętnego wzrostu, mierzy pięć i pół stóp. Raczej drobnej budowy, o delikatnych rysach twarzy. Można powiedzieć nawet, że nieco szlacheckich, w końcu jest, znaczy było w niej coś ze szlachetnej krwi przed przemianą. Jej jasnobrązowe tęczówki czasem przechodzą w złotawy odcień, zależnie od światła lub emocji bohaterki. Długie ciemne blond włosy ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Elfidrania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron