[Miasto] Dworski bal


Miasto zamieszkiwane głównie przez elfy, jednak spotkać tu możesz też inne istoty takie jak wygnane Driady, a także małe chochliki poszukujące przygód. Elfy mieszkające w Elfidrani są niezwykle przyjaznymi istotami, dlatego schronienie w możne znaleźć tu każdy, a zwłaszcza Naturianie i istoty im pokrewne, ze względu na miłość elfów do wszystkiego co wolne.

Postprzez Gregevius » Cz lip 27, 2017 1:50 pm

Sytuacja powoli zaczynała się uspokajać. Wszystko wskazywało na to, że pogromcy padli ofiarą najpospolitszej z pokus ludzkiej istoty. Ich umysły i sposób spostrzegania świata zostały zmącone przez alkohol i ogólną atmosferę rozluźnienia i prostackich zabaw. Anioł wyczuwał to osłabienie, także wiedział też, że starcie dwójki wampirów, demona i nieumarłego skrzypka z łowcami było już praktycznie przesądzone na korzyść istot nienaturalnych. Było to po myśli Gregeviusa, gdyż w takim wypadku już praktycznie nic więcej nie musiał robić. Obserwował więc jak ostatni Pogromcy w popłochu opuszczają miejsce niedoszłej rzezi, którą sami zresztą mieli na celu spowodować.
Anioł cicho westchnął, gdy uczuł jak kruki z Legionu przestają krążyć w makabrycznym układzie wokół budynku, zaś chłodna aura śmierci powoli się ulatnia. Zacisnął więc dłonie na ukrytym łańcuchu, starając się zignorować złośliwe uwagi demonicznego wilka.
- Za to mogę Ci zagwarantować, że następnych świąt nie dożyjesz. - Odpowiedział zimnym i cichym głosem, nie wytrzymując w końcu docinków. Niemalże od razu jednak skupił się ponownie na łańcuchu, gdy pomieszczenie, w którym się znajdował, zaczęło wypełniać się latającymi kulami niebieskawego światła, które opuszczały materialne powłoki i kierowały się ślamazarnie w kierunku niebianina, wtapiając się w ogniwa czarnego łańcucha.

Gdy Gregevius skolekcjonował dusze wszystkich poległych, skierował swoje spojrzenie na nieumarłego skrzypka.
- Mówisz tak, jakbyś miał jakikolwiek na to wpływ, jakby to był całkowity przejaw twojej dobrej woli. A obaj dobrze wiemy, że wcale tak nie jest. - Rzucił zimno Gregevius i omiótł spojrzeniem otaczające go pobojowisko. Nigdy jakoś nie czuł żalu czy smutku, obserwując czyjąś śmierć. Było to dla niego tak samo przejmujące jak łamanie gałęzi czy rozpalanie ogniska. Mógłby przejść obojętnie obok wojennej rzezi, a jego niebieski oczy nawet by nie skierowały na krótki moment swego spojrzenia w tamtym kierunku. Będąc przy spojrzeniu, obecnie wbijało się ono w dwójkę nieumarłych, która wcześniej starała się jak najdalej umknąć przed wzrokiem anioła. Ten tylko jednak pokręcił głową.
- Nie wiem skąd wiedzieliście o spisku, ale faktem pozostaje, że jeszcze nie przyszedł czas na żadne z was. Odejdźcie - rzucił i skierował się powolnym krokiem do wyjścia z pałacu. Tam już kłębiły się oddziały straży miejskiej, więc po prostu przybrał niewidzialną postać i je wyminął. Gdy opuścił budynek, kruki zaczęły również odlatywać z tamtego miejsca, nawet nie patrząc na zwłoki zalegające na schodach i podłodze sali.

W końcu Anioł stanął przed gotowym do drogi wampirem. Zdziwiła go jego determinacja, zdawałoby się jakby wyssał ją wraz z krwią swojej ofiary.
- A więc zdaje się że jesteśmy obaj gotowi do dalszej drogi. Cóż, nie będzie ona długa, gdyż szepty dusz Pogromców, jak i samego gospodarza bardzo dużo mi powiedziały o nekromancie. Nie mniej jednak, może to być podróż na tyle niebezpieczna, że jej finał nie musi być korzystny. Dla nas obu. Wiedz jednak, że nie zawaham się Ciebie poświęcić dla dobra mojej misji.
Avatar użytkownika
Gregevius
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Baldrughan, Froksendh, Nathanael,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Silna aura posiada żelazną powłokę z szerokimi miedzianymi pasmami, bije od niej szmaragdowy blask. Wokół słychać niezwykle głośne i przerażające krzyki agonii, którym towarzyszy poczucie straty. Łatwo o wychwycenie zawodzenia upiorów wraz z dźwiękami wydanymi przez coś, co na pewno nie jest żywe, toną one w ciszy, starającej się pochłonąć każdy dźwięk. Niesie ze sobą zapach mirry wymieszany z miłą wonią lilii. W dotyku raczej twarda, choć znajda się i miękkie miejsca. Zgina się z dużą łatwością i ukazuje swoje całkiem ostre brzegi, które nijak pasują do aksamitnej powłoki. W samu lepi się uparcie do podniebienia, usiłując skleić wargi.
Wygląd: Gregevius nie odpowiada śmiertelnym wyobrażeniom na temat Anioła Śmierci. Wygląda tak jak większość Aniołów. Ma jasne włosy, piękne, jasne oczy, białe skrzydła i perfekcyjną twarz. Błędne wyobrażenia na jego temat są spowodowane tym, że ci, którzy go widzieli, zapamiętali jego iluzjonistyczną postać, gdyż najczęściej objawia się w postaci wysokiego mężczyzny, w ... (Więcej)

Postprzez Aldaren » Pt lip 28, 2017 10:30 pm

        - O patrz, aż się zląkłem - prychnął demon z pogardą, przewracając swoimi ślepiami. Anioł nawet nie widział ile satysfakcji dał piekielnemu stworzeniu swoją odpowiedzią. - Posłuchaj smarku, zdradzę ci coś bo cię lubię, żyję dłużej niż ty i ten wampirzy szczeniak razem wzięci, nie mówiąc już o tym, że jestem starszy od jego wampirzego ojca i powiem wam, że zostanę tu jeszcze długo po was. - Wyszczerzył swoje czerwone od krwi zęby w pewnym siebie uśmiechu i się dumnie wyprostował. - Jak to mówią - złego diabli nie biorą. - Roześmiał się paskudnie, a po tym skupił swoje spojrzenie na wampirzej parze. Nie miał zielonego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi i kogo poszukuje ten dziwaczny skrzydlacz, ale wietrzył kłopoty.

        - Tak, wiem... Przepraszam. - Westchnął, ponieważ niebianin miał rację. Nieumarły przede wszystkim chciał spełnić warunki umowy, choć nie do końca. Chciał być miły dla nowego towarzysza, pragnąc aby i ten odwdzięczył się przyjaźnią, ale najwidoczniej to były marzenia ściętej głowy. Naprawdę nie rozumiał tych niebiańskich stworzeń i jeśli wszyscy przedstawiciele tego gatunku byli tacy oziębli i wyniośli, to nie zamierzał więcej się do nich zbliżać. Ten mężczyzna go przerażał, nie swoją obojętnością i brakiem emocji, a najbardziej swoim podejściem do życia. Krwiopijca nie wierzył, że było to spowodowane pracą jaką wykonywał niebianin, ale prawdę mówiąc dopiero co poznał - choć to za dużo powiedziane - tego jegomościa, więc nie mógł go w żaden sposób usprawiedliwiać, ani potępiać za jego charakter, nie wiedząc jakie były przyczyny tego, że stał się taki, a nie inny.

        Oni bez słowa opuścili to miejsce, po tym jak anioł się do nich odezwał. Nie mieli czego już tu szukać, w końcu pozbyli się elfa i zapobiegli większej jatce, niż to co już zaszło. Tamika odchodząc ze swoim partnerem spojrzała przepraszająco w stronę skrzypka, ale nic więcej. Było jej przykro, że tak to wszystko wyszło, jednakże nie chciała się wtrącać w sprawy między mężczyznami, jej ukochanym, który przyłożył w twarz jej dawnemu kochankowi, z którym wciąż utrzymywała przyjazne stosunki. Aldaren odprowadził ich wzrokiem kiedy zniknęli zmieniając się we mgłę.

        - Żebyś się nie przeliczył w swoich przewidywaniach, Aniołku. - Burknął przeciągający się leniwie Zabor, by po chwili ruszyć przed siebie obok konia, z dumnie podniesioną głową i ogonem. Nie podobało mu się towarzystwo ponurego niebianina, od którego humor udzielał się także wampirowi, ale nie zamierzał się wtrącać. "To sprawa tych dwóch szczeniaków".
        - Świat byłby bezpieczniejszy bez nieumarłych - skrzypek uśmiechnął się lekko ze smutkiem ruszając w stronę bram miasta. Nie wiedział jak miałby rozmawiać z tym mężczyzną, ale przemilczenie tego byłoby jawnym nietaktem i brakiem szacunku wobec żniwiarza, nawet jeśli on sam mógłby tego tak nie odbierać. - Większość ludzi uważa nieumarłych za potwory nie mające prawa istnieć, nie mają też zbyt wielu sojuszników, wszyscy się ich boją, a jednak jakoś mogą w spokoju prowadzić swoją egzystencję w swoim niewielkim świecie jakimi są Mroczne Doliny... - Wyglądało jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale jedynie westchnął.

        Długą chwilę milczał, aby w końcu zwrócić spojrzenie lazurowych oczu w odzianego na czarno mężczyznę i się przyjaźnie, niepewnie uśmiechną.
        - Wiem, że na to może być już trochę za późno, biorąc pod uwagę to, że przecież znasz już moje imię, sir, przez podpisanie przeze mnie umowy, ale... Nazywam się Aldaren van der Leeuw, ostatni z tego rodu, a mój towarzysz to Zabor. - Po tym krótkim przedstawieniu się znów skupił się na drodze, nie wiedząc w sumie, po co się odzywał w tej kwestii, przecież anioł i tak nie wyglądał jakby miało to dla niego jakieś znaczenie, nie wiedział dlaczego tak się stara wyszarpać z obcego jakieś ludzkie cechy.
Avatar użytkownika
Aldaren
Szukający drogi
 
Inne Postacie: River, Yve, Valerian,
Rasa: Wampir - przemieniony z człowieka
Aura: Już z daleka widnieje dosyć silny, szmaragdowy blask. Przypomina promienie słońca powoli skrywające się za linią horyzontu. Powłoka natomiast swym żelaznym kolorytem przywodzi na myśl różnorakie oręże i walki rycerzy w lśniących zbrojach. Kobaltowe, wijące się w nieregularny sposób pasma natomiast są niczym rzeki, a występujące gdzieniegdzie plamy barachitu można przyrównać do zaznaczenia lasów na mapie. Tu i ówdzie ktoś wymalował miedzianą farbą w bardzo staranny sposób nuty układające się w przyjemną melodię, wesoło poukładane na rtęciowej pięciolinii. W pewnym momencie naprawdę można to usłyszeć, muzyka jest na tyle spokojna, iż przynosi miłą ulgę dla zmysłów. Niespodziewanie można usłyszeć głosy i dźwięki tak dziwne i nietypowe, że nie da się ich sklasyfikować. U niektórych osób mogą spowodować niepokój, który potęgują niemożliwe do przewidzenia nagłe trzaski płomieni i chaotycznie sypiące się iskry oraz narastające ciepło. Można także wyczuć zapach świeżej krwi, a od czasu do czasu również ludzki pot, choć jest dość rzadkie zjawisko, stale zanikające. W dotyku natomiast twarda, co pasuje do jej głównego odcienia, giętka niczym falujące na wietrze liście drzew. Dodatkowo ostra niczym kieł wampira oraz niebywale aksamitna. Pozostawia po sobie pikantny posmak, połączony z lepkością, a czasem z suchością.
Wygląd: Ten młody, przystojny mężczyzna atletycznej budowy, rzeźbionej jak w kamieniu przez najznamienitszych artystów tchniętych bożą łaską oraz błogosławieństwem, mierzy sobie dziewięć i pół piędzi (188,1 cm) przy czym waży około czterech i pół kamieni (ok. 86 kg). Porusza się z gracją godną arystokraty, a jego miękki, łagodny głos rozbrzmiewa echem w uszach słuchających ... (Więcej)
Uwagi: - Słońce nie wyrządza mu żadnej szkody, jedynie drażni oczy i osłabia pozbawiając nadprzyrodzonych zdolności, mimo to stara się jednak ograniczyć przebywanie na nim, często poruszając ... (Więcej)

Postprzez Gregevius » Pn lip 31, 2017 8:46 am

Gregevius nie był w stanie czegokolwiek zrobić w kierunku zmiany swojego ponurego charakteru. Być możne to fakt pracy jako wieczny żniwiarz i strażnik ludzkich duszyczek działał nań aż tak przygnębiająco. Pamiętał oczywiście okres na początku swojego istnienia, gdy jego boska funkcja napełniała go czymś na kształt poczucia dumy, czuł chęć do wykonywania swoich obowiązków. Co więcej, przejmował się losem duszyczek, które podlegały jego mocy, interesował się ich historią, zachowaniami, cechami charakteru. Z czasem jednak to wszystko zanikło. Zobojętniał na wszystko co go do tej pory poruszało, stracił zainteresowanie czymkolwiek, co tak naprawdę dotyczyło domeny żniwiarza. Robił to, bo musiał. Znał się na tym, bo musiał. Po to został stworzony, wybrany. Być może to właśnie ten chłód tak przerażał śmiertelników. Drętwieli i czuli dreszcze na samą myśl, że wraz ze śmiercią ujrzą istotę, która cały ich dorobek życiowy, wszystkie osiągnięcia, wygrane bitwy, procesy, zdobyte skarby... Uzna za nic. Kolejna dusza. Kolejna podróż. Nic. Żadnych emocji. Jedynie chłód.
Anioł śmierci westchnął cicho, jakby niewyraźnie. Przypominało to trochę złowieszczy świst wiatru. Żniwiarz spojrzał obojętnie na demona, wykrzywiając wargi, w o dziwo, smutnym uśmiechu. - Jeżeli diabli złego nie wezmą, zrobią to aniołowie. W tym wątpliwości nie mam, plugawy demonie. - Ten nieprzenikniony chłód niemalże promieniował z głosu ponurego niebianina.
Po chwili jednak żniwiarz zwrócił się do wampirzego skrzypka, jakby doskwierało mu uciążliwe milczenie panujące dookoła.
- Nieumarli są istotami, które wymknęły się śmierci, są w naturalnym biegu poza jej zasięgiem i kontrolą. Nie jest to częścią boskiego planu, kontynuowali oni swój żywot w beztroskiej formie, nawet w Mrocznej Dolinie. - Niebianin wzniósł oczy, ku ciemniejącemu niebu. - Wyruszymy właśnie do Doliny. Tam prowadzi zgniły trop Nekromanty... - Gdy usłyszał, jak skrzypek przedstawia siebie i demona, z powrotem przeniósł na nich spojrzenie. - Jestem Gregevius Czarnoskrzydły. Nie traćmy więcej czasu. Przed śmiercią nie można uciec.

Ciąg dalszy: Gregevius i Aldaren
Avatar użytkownika
Gregevius
Szukający drogi
 
Inne Postacie: Baldrughan, Froksendh, Nathanael,
Rasa: Anioł Światła
Aura: Silna aura posiada żelazną powłokę z szerokimi miedzianymi pasmami, bije od niej szmaragdowy blask. Wokół słychać niezwykle głośne i przerażające krzyki agonii, którym towarzyszy poczucie straty. Łatwo o wychwycenie zawodzenia upiorów wraz z dźwiękami wydanymi przez coś, co na pewno nie jest żywe, toną one w ciszy, starającej się pochłonąć każdy dźwięk. Niesie ze sobą zapach mirry wymieszany z miłą wonią lilii. W dotyku raczej twarda, choć znajda się i miękkie miejsca. Zgina się z dużą łatwością i ukazuje swoje całkiem ostre brzegi, które nijak pasują do aksamitnej powłoki. W samu lepi się uparcie do podniebienia, usiłując skleić wargi.
Wygląd: Gregevius nie odpowiada śmiertelnym wyobrażeniom na temat Anioła Śmierci. Wygląda tak jak większość Aniołów. Ma jasne włosy, piękne, jasne oczy, białe skrzydła i perfekcyjną twarz. Błędne wyobrażenia na jego temat są spowodowane tym, że ci, którzy go widzieli, zapamiętali jego iluzjonistyczną postać, gdyż najczęściej objawia się w postaci wysokiego mężczyzny, w ... (Więcej)

Poprzednia strona

Powrót do Elfidrania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron