[Posiadłość rodziny Mandeville] Symfonia Wolności


Miasto założone na cześć córki króla Bedusa, która w wieku dziesięciu lat oddała swój wzrok za lud. Uratowała go od zniszczenia. Efne otaczają liczne lasy, góry oraz wzgórza graniczące z Pustynią Nanher.

Postprzez Aureola » So lut 09, 2019 10:59 pm

        Ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła. Co w takim wypadku ma zrobić niewinna niebianka, której ciekawość jest towarzyszem charakteru? Bez tej cechy, Aureola nie byłaby sobą. Mimo że nauka historii i matematyki ani trochę jej nie interesuje (błogosławiona nie ma ochoty nawet się dopytywać o szczegóły swojej guwernantki, znacznie ciekawsze jest zmienianie tematu), tak dziewczynę ciekawią kompletnie inne informacje. Ludzie tego miasta, świat, muzyka, fauna i flora, skąd tyle zła… Mona zawsze jej opowiadała, że to przez młody wiek Aureola nie ma potrzeby zdobywania wykształcenia. Całe swoje zainteresowanie skupia na wszystkim innym, na tym, co pomoże jej spełnić marzenia.
W takich momentach człowiek powinien zadać sobie pytanie, czym tak naprawdę jest wolność. Brak władcy, który ciągle nawołuje o posłuszeństwo i podatki od swoich poddanych? Zapanowałby istny chaos. Czy Aureola była wolna? Miała wszystko, co człowiek (i nie tylko) mógłby sobie wymarzyć. Dostęp do wiedzy, wierną służbę, piękne suknie… Ale czy była wolna? Nie. Rodzice mieli nad nią kontrolę, co w jej wieku jest rzeczą normalną, jednakże fakt, że chcieli przekazać Aureolę pod kontrolę potencjalnego męża…
W tym tempie błogosławiona nigdy nie będzie wolna.
        - Czyli byłeś już kiedyś zakochany? - zapytała dziewczyna, uważnie przyglądając się Pestce. Mężczyzna zdawał się dość zajęty wywabianiem plamy z koszuli, lecz niebianka dostrzegła pewien szczegół. Zdenerwował się. Na nią? “Aż tak niestosowne pytanie zadałam…?”, pomyślała przez chwilę. Niespodziewanie w jej głowie pojawiła się zupełnie inna myśl. Iorwen twierdzi, że Pestka jest zauroczony Nev. Czyżby to stąd wzięło się to zdenerwowanie?
Cóż zatem może zrobić Aureola z taką wiedzą? Wykorzystać ją i pchnąć sprawę do przodu. Kochany aniołek.
        - Pestka, a jakie to uczucie? Miłość? Opowiedz mi - poprosiła, uśmiechając się niewinnie. Pod tym jakże uroczym wyrazem twarzy krył się mały podstęp. Niebianka spojrzała w stronę Nevaeh, obserwując jej reakcję, po czym i jej odpowiedzi na wcześniej zadane pytania wysłuchała.
        - A myślisz…że mogłabym sama spróbować napisać piosenkę? - Aureola zazwyczaj śpiewała pieśni i przyśpiewki, jakich nauczyła się od Mony lub od przyjaciół. Nigdy nie podjęła się próby stworzenia czegoś samodzielnie. Może czas najwyższy?
Dalszych słów Nev Aureola wysłuchiwała spokojnie. Błogosławiona nawet nie zwróciła większej uwagi na naganę Rianella odnośnie jej niezbyt wygodnych pytań. “Sam nie jesteś ciekaw, Pestka?”.
        - Wybacz… - odparła Aure, spuszczając wzrok. - Jestem ciekawska. Nie musisz mi mówić wszystkiego, jeśli to niewygodne. - Historia miłosnych zbliżeń Nev faktycznie zaintrygowała niebiankę, jednak bardka opowiadała to z ogromnym wahaniem i niepewnością. Czyli ten temat był dla niej wyjątkowo krępujący. A to oznacza, że Aureola przekroczyła granicę, co dopiero po fakcie zrozumiała.

        Błogosławiona przesiedziała w gabinecie Pestki jeszcze jakiś czas, głównie obserwując pracę Nev. Dopiero później niebianka wyszła, dając obojgu jeszcze chwilę prywatności. Aż do popołudnia…

        - Pestkaaaaaa! - Echo korytarza odbiło głos małej niebianki. - Pomóż mi! - Plan “swatanie Rianella i Nev”, który Aureola wcześniej ustaliła z Iorwen, czas zacząć.
Schowek na miotły już czekał.
Avatar użytkownika
Aureola
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Jane, Isara, Camelia, Keira, Sevi, Eliae, Quillithea, Loneyethe, Rheyaen,
Rasa: Błogosławiona
Aura: Emanacja świeci żwawym, szmaragdowym światłem, choć jej siła wciąż jest niewielka. Powłokę spiralnie otacza miedziane pasmo biegnące od góry do dołu. W miejscach, których nie zakrywa widać złocistą barwę, która lśni w słońcu, jakby był to najprawdziwszy metal szlachetny. U góry widać kobaltowy pyłek leniwe i bardzo powoli rozlewający się powierzchni. Wokół słychać wesołą melodię, która wręcz zmusza nogi do delikatnych podrygów, a czasem nawet i tańca. Wraz z muzyką przychodzi przyjemne uczucie spokoju i błogości. Potęguje to słodka woń lilli, wydzielana przez aurę i przywodzącą na myśl wiosnę. W dotyku niebywale miękka, trzeba bardzo uważać, aby nie zostawić na niej żadnej skazy. Zwłaszcza gdy wygina się na wszystkie strony świata w nieprzewidywalny i chaotyczny sposób. Lepiej też stale mieć na oku brzegi, są raczej tępe, aczkolwiek występują również te ostre i niebezpieczne. U góry natomiast widnieją drobne piórka, białe i nadzwyczajnie aksamitne. Na koniec zaskakuje pozostawieniem po sobie okropnej lepkości w ustach, która będzie dawać o sobie znać nawet przez dłuższy czas.
Wygląd: Mała niebianka to szczyt urody i słodkości, od samego patrzenia na jej pucatą twarz można dostać cukrzycy. Aureola posiada piękne, błękitne oczy, które odziedziczyła po matce, oraz ciemnozłote włosy, sięgające jej nieco poniżej łopatek, które z kolei kojarzą się wszystkim z jej ojcem. Drobniutki nosek wykrzywiony w groźnym grymasie niestety niszczy wizję słodkiej i ... (Więcej)

Postprzez Rianell » Pn lut 11, 2019 10:28 pm

        Nevaeh mogła sobie wyobrażać, że wygląda kiczowato i była to oczywiście jej opinia, do której miała pełne prawo. Rianell miał zaś prawo do swojego zdania i gdyby miał je wyrazić… oczywiście, że by tego nie zrobił, ale dla niego to wyglądało bosko. Miał słabość do takich kokieteryjnych ruchów i gestów jak właśnie trzepotanie rzęsami i chichotanie. A gdy dodać to tego kto tymi rzęsami trzepotał nie można było się dziwić, że momentalnie jej wybaczył.

        Gdy zaś bardka opowiadała o miłości, Rianell słuchał jej znacznie uważniej niż inny by go o to podejrzewali. Nie chodziło o to, że mówiła pięknie, choć tak z pewnością było. Potrafiła nazwać uczucie i je opisać z wrodzoną artystom gracją i swobodą, na pewno się tego dobrze słuchało. On jednak był ciekaw jej zdania, jej doświadczeń, opinii. Tak, Aureola miała rację - był jej po prostu ciekaw, po prostu było mu jednocześnie głupio pytać. Był przekonany, że ktoś taki jak Nevaeh zasługuje na kogoś z naprawdę wyższej półki, może nawet na mecenasa, z którym połączyłoby ją jednocześnie coś romantycznego - ponoć takie historie się zdarzały. To byłaby dobra przyszłość dla Nevaeh, a nie u boku złotej rączki w jakiejś posiadłości.
        Jednak historia bardki była prozaiczna - pierwsza zawiedziona miłość, chłopak o podobnych upodobania co ona… Rianell spróbował sobie przypomnieć pierwszą dziewczynę, która złamała mu serce, ale dotarło do niego, że nigdy nie przejmował się koszem tak bardzo, by mówić o miłości. Po prostu odrzucono jego zaloty, które on traktował może jak sport, może jak nietypowy sposób nawiązania kontaktu, trochę zbyt śmiały, ale skuteczny. Dopiero Katia była taka, że nią to by się przejął.
        I nagle grom z jasnego nieba. Był może trochę gruboskórny, ale jednocześnie potrafił doskonale wyczuć niektóre obawy i koszmary, o których inni nie chcieli mówić. To co wyznała Nev na temat jej zbliżeń z mężczyznami było aż nazbyt jasne. Zarządca poczuł w sercu żal - musiała wiele wycierpieć. Była taka radosna, a jednak to jej nie ustrzegło. Pewnie pod fasadą szczęścia chowała jakiś żal, bo niemożliwe, by nie miało to na nią żadnego wpływu. Rianell bardzo chciałby ją w tym momencie pocieszyć, lecz jak? Miałby wstać i ją przytulić? Powiedzieć, że jej przykro? Niesmaczne banały. A jedno obrócił na nią na moment wzrok, w którym widać było wahanie i żal. Chciałby jej pomóc… Coś wymyśli.
        A tymczasem Aureola dopadła właśnie jego, nieprzygotowanego na dalszy ciąg przesłuchania. Westchnął, wyrażając swój brak aprobaty dla tego typu spytków, ale po jego oczach widać było, że pogodził się z porażką. Skoro zaczął, musi skończyć.
        - Byłem - przyznał na początek niechętnie. - Ale to bardzo dawno temu, byłem niewiele starszy od ciebie. Jakie to uczucie… miłe. Po prostu miłe. Nie jestem poetą by to lepiej opisać, ale po prostu ta jedna osoba sprawia, że życie staje się prostsze, bo ona jest najważniejsza. Nieważne co zrobisz, jak zrobisz to dla niej, to będzie w porządku. Nawet jeśli to tylko wstanie z łóżka rano - dodał i na tym zakończył, bo naprawdę nie umiałby zdobyć się na ciekawsze metafory. Trochę tego żałował, bo dziewczyny lubiły wiersze i ładny język. Kiedyś nawet się nim posługiwał, ale teraz miał wrażenie, że tylko się ośmieszy.
        I na tym rozmowa się zakończyła - chyba cała trójka pogrążyła się we własnych myślach i własnych zajęciach. Ciszę przerwał jednak wkrótce sam zarządca.
        - Muszę to jednak przebrać - oświadczył, z dezaprobatą patrząc na swoją koszulę, która co prawda była prawie doprana, ale za to mokra z mleka, które już zaczynało tworzyć biały ślad na materiale. Pestelli był mężczyzną zbyt porządnym, by z czymś takim paradować, więc musiał coś temu zaradzić. Podniósł się więc z klęczek wycierając mokre dłonie o rękawy.
        - Jestem zmuszony was wyprosić, wybaczcie, nie chcę zostawiać papierów na widoku jak nie ma tu mnie ani Pyetra - wyjaśnił z lekką skruchą w głosie. Zaczął się powoli zbierać, zerkając ukradkiem na obie dziewczyny, by wyczuć dobry moment.
        - Nevaeh, mogłabyś pomóc mi to zabrać? - zwrócił się w końcu do bardki, gdy panienka Aureola prawie przekraczała próg gabinetu. Pokazał jej miednicę i kankę po mleku oraz kilka przygotowanych jako rekwizyt teczek, które zabierał ze sobą… jedynie by służyły za pretekst, by ona została z nim chwilkę dłużej sam na sam, niby by to wszystko zabrać. Gdy podeszła, Pestelli położył jej dłoń na ramieniu w geście, w którym było wiele ciepła i wsparcia, ale też ostrożności - to na wypadek, gdyby ona nie chciała być dotykana.
        - Rozumiem co miałaś na myśli - zapewnił szeptem, patrząc jej w oczy z troską. - Gdybyś potrzebowała rozmowy, zawsze możesz do mnie przyjść - zaoferował się zupełnie szczerze. - Naprawdę zawsze - dodał jeszcze, nim ją puścił i wziął w jedną ręką miednicę z brudnym mlekiem, a w drugą teczki.
        - Jakbyś mogła zabrać ten dzbanek i odnieść go do kuchni przy okazji… - odezwał się do niej już normalnym tonem, kierując się w stronę wyjścia z gabinetu, by Aureola nie czekała na nich zbyt długo i by nie zajrzała zobaczyć co ich tak zatrzymywało. Nie czekał na odpowiedź Nevaeh, bo też jej nie oczekiwał. Mogła podziękować, mogła odmówić, ale to w czynach pozna, czy jego propozycja spotkała się z dobrym przyjęciem - jeśli nie, po prostu nigdy nie czeka ich szczera rozmowa, a jeśli tak… Naprawdę liczył, że jednak ten wariant się sprawdzi. Chciał być tym jej naiwnym facetem i to wcale nie po to, by pójść z Nevaeh do łóżka, ale po to, by już żaden inny facet jej w ten sposób nie skrzywdził…
        Towarzystwo rozeszło się pod drzwiami gabinetu, każde w swoją stronę - Nev do kuchni, Rianell do swojego pokoju, Aureola… pewnie na lekcje, tak przynajmniej naiwnie zakładał zarządca. Gdyby wiedział, że ta poleciała spiskować… Nie, głupi, nic by przecież nie zrobił - nie umiał przeciwstawić się kobiecej przebiegłości. W błogiej nieświadomości udał się więc do siebie, gdzie na łóżko rzucił zabrane z gabinetu teczki, by za chwilę je odnieść, a zapraną koszulę zdjął rozpinając tylko kilka guzików z góry. Szukając świeżej rozmyślał o tym, co mówiła Nevaeh o swojej pierwszej miłości. Wyraźnie zwróciła uwagę na jego głos - pewnie to była ta najważniejsza dla niej cecha u mężczyzn. Zastanowił się, czy w takim razie miał szansę ją zauroczyć… Nie śpiewał już całe lata, a i wcześniej zdarzało mu się to tylko, gdy lały się strumienie piwa, trzaskał ogień, a dziewczęta chichotały stanowczo zbyt głośno jak na tak późną porę… Słowem po pijaku. Nigdy nie uważał, by miał ładny głos, nigdy nie uczył się muzyki. A mimo to chciałby jej zaimponować. Więc może… Na próbę zaczął cicho nucić, później mruczeć jakieś słowa pod nosem, doszedł jednak do wniosku, że idzie mu okropnie i nikt z tak chropawym głosem nie ma szans u bardki, której śpiew był jak muzyka wygrywana na kryształach. Szlag, co począć? Przecież nie będzie brał lekcji, no bo u kogo? I jak? Miał dość zajęć w ciągu dnia, nie znalazłby w życiu czasu na próby wokalne. Niech to drzwi ścisną. Niezadowolony z własnych przemyśleć w końcu musiał sobie odpuścić. Ubrał się, zabrał teczki z łóżka i poszedł z powrotem do gabinetu, by dokończyć co zaczął. O zmęczeniu nie było już mowy, bo całą jego głowę wypełniała Nevaeh, jej historia i przyszłość.

        - Ile razy mam prosić, byś mnie tak nie nazywała, hm?
        Rianell jak zawsze burzył się tylko dla czystej formalności, bo Aureoli w tej kwestii nie umiał się sprzeciwić. A w sumie to w wielu nie umiał, ale udawał, że jednak ma jakąś kontrolę nad sytuacją. Nigdy jednak nie udało mu się wybić z jej głowy pomysłu, by wołać go tą ksywką, zwłaszcza nie przy obcych. Albo tych, którym chciał zaimponować. Ale w sumie Nevaeh już i tak wiedziała - przepadło.
        - Co się stało? - zapytał ją, stając naprzeciw młodej niebianki wsparty pod boki. - W czym ci pomóc? - upewnił się, bo jakoś nigdy wcześniej nie wołała go tak ostentacyjnie, gdy potrzebowała jego wsparcia, bo tego wymagały raczej te z jej planów, które wolała zachować w tajemnicy.
Avatar użytkownika
Rianell
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Kinalali, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek, Mitra, Sadik, Maximilaan, Rammi,
Rasa: Półelf
Aura: Każdy sprawny czytelnik dostrzeże, że emanacja ta rozbudowywała się wiele lat i nadal jest w trakcie kształtowania się. Zdejmując obsydianową płachtę trzeba być gotowym na sporą dawkę cynkowego kurzu. Wywołuje kaszel i drapanie w gardle, ale gdy wzniesiony pył opadnie, odczuć można wyłącznie zachwyt. Kobaltowa konstrukcja wzmocniona jest platynowymi wkładkami oraz zawiasami. Budowla ta jest niebywale twarda i wytrzymała, choć z widocznymi pęknięciami, które zasklepione zostały miedzianą żywicą. Smakuje ona gorzko i delikatnie lepi się między palcami. Ów drobne mankamenty wskazują na bogate doświadczenie, ale także przerywają ciągłość jaką stanowi dobrze zeszlifowana gładź. Lekki powiew niesie ze sobą zapach wiórków dopiero, co rąbanego drewna oraz mokrego drzewa. Chętnie więc oddycha się tutaj pełną piersią, a różnobarwne skrawki materiałów tworzą taśmy przytrzymujące świeżo sklejona kawałki. Ich mdłe barwy gną się z niezwykłą łatwością, ale tylko wtedy, gdy nie są naprężone. Inaczej łatwo zranić się ich ostrą krawędzią czy też nabawić drzazgi w palcu. Ich poruszenie nie wywołuje żadnego dźwięku, jedynie drżą, by po chwili zastygnąć w miejscu.
Wygląd: Półelf już na pierwszy rzut oka, doskonała mieszanka cech obu tych ras, troszeczkę tylko przybrudzona - to najkrótszy i najcelniejszy opis aparycji Rianella. Na dodatek od razu widać, że to mężczyzna, któremu niestraszna jest praca fizyczna. Sylwetkę ma krzepką, ale nie przypomina wojownika ani siłacza - jego mięśnie ukształtowała praca, a nie walka i ćwiczenia, przez co na ... (Więcej)
Uwagi: Dla przyjaciół Pestka.

Poprzednia strona

Powrót do Efne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron