[mieszkanie Kinalalego] Ja Cię kocham, a Ty...


Miasto założone na cześć córki króla Bedusa, która w wieku dziesięciu lat oddała swój wzrok za lud. Uratowała go od zniszczenia. Efne otaczają liczne lasy, góry oraz wzgórza graniczące z Pustynią Nanher.

Postprzez Kinalali » Wt sty 09, 2018 12:15 am

        Pewną ulgę stanowiło dla maie, że nie tylko on musiał ostrożnie poruszać się po warsztacie pana Terotto, jednak zaraz to przyjemne uczucie przemieniło się we współczucie - biedny Chaos, był zupełnie niedostosowany do życia w mieście z jego za małymi drzwiami, za ciasnymi pokojami i za wąskimi klatkami schodowymi. Był co prawda zwinny i giętki, więc w wiele miejsc był pewnie w stanie się wpasować, lecz czy byłoby mu w tej pozycji wygodnie? Z pewnością nie, a w każdym razie nie na dłuższą metę. To wprawiło poetę w pewne zatroskanie - nie mogło być tak, by przyjaciel Yuumi miał żyć pod nieustanną presją, że coś zniszczy, gdzieś się nie zmieści, utknie. Trzeba było temu zaradzić… Ale nie teraz, jeszcze nie. Teraz był czas, aby bliscy Funtki zapoznali się z jej nowym przyjacielem, a to wymagało poświęceń z obu stron, gdzie jedna była narażona na przebywanie w ciasnym pomieszczeniu, a druga na przebywanie z czymś, co wymykało się prostej wizji świata. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.
        Kinalali w saloniku od razu zajął miejsce przy stole, tak by nikomu nie stać na drodze. Nim jednak przysunął się wraz z siedziskiem, zatroszczył się o swoją szatę, aby nie przystawić jej którąkolwiek z nóg, bo to mogłoby się źle skończyć - delikatny materiał mógł się podrzeć, pobrudzić albo po prostu naciągnąć i poeta zostałby rozebrany wbrew własnej woli, co nie przeszkadzałoby jemu, a raczej towarzystwu. Po co robić wokół siebie aferę? No właśnie… Dlatego maie zebrał cały nadmiarowy materiał wokół siebie i dopiero wtedy przysunął się do stołu. Splecione dłonie oparł na blacie i po prostu patrzył na to co wyprawiała Amari, a co jakiś czas zerkał też na dziadka i wnuczkę, którzy dyskutowali tuż przed jego twarzą. Słuchał ich oczywiście cały czas, lecz nie miał nic do dodania - Yuumi jednak najlepiej radziła sobie z przekonywaniem swojego dziadka do różnych nietypowych pomysłów, lepiej znała jego tok rozumowania niż uduchowiony, histeryczny maie.
        La’Virotta nagle jakby lekko się spiął, zaraz jednak odzyskał rezon - nie mógł się zdradzić ze swoimi myślami. A pomyślał sobie ni mniej ni więcej, tylko że stary Terotto doskonale nagina świat do swojego pojmowania i tłumaczy za Funtkę to, z czego powinna tłumaczyć się ona. To miało same zalety dla obu stron, bo młoda malarka nie musiała się gimnastykować z wyłuszczaniem dziadkowi całej sprawy, a on był spokojny o jej dobro i zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Poeta wolał też zachować dla siebie spostrzeżenie, że Yuumi swoją artystyczną duszę odziedziczyła właśnie po elfiej części rodziny - z tym dziadek z pewnością by się nie pogodził i jeszcze by się o to pokłócili…
        Pytanie o to czy poeta jest głodny padało za każdym razem. Kinalali przy pierwszych spotkaniach odpowiadał zgodnie z prawdą, że nie, lecz Terotto był po pierwsze gościnnym gospodarzem, a po drugie mężczyzną, który nie mógł patrzeć na taką chudzinę jak poeta bez odczuwania silnej potrzeby nadania mu większej masy, zarówno tłuszczowej jak i mięśniowej. Wtedy to poeta kilkakrotnie ponawiał podejście do wytłumaczenia dziadkowi Yuumi, że jego rasa nie musi jeść by żyć, bo energię czerpali skądinąd, z żywiołów, z których się składali - w przypadku tego konkretnego maie powietrza. I to był chyba największy błąd w retoryce poety, bo jak to tak, żywić się powietrzem? Owszem, mawiało się tak o dziewczętach nadmiernie dbających o linię bądź o zakochanych, którzy nie potrzebowali jedzenia by żyć, była to jednak metafora, a tak naprawdę jeść trzeba! Terotto więc uznał wyjaśnienia La’Virotty za jeden z wielu przykładów jego nadmiernego uduchowienia i nalegał aż poeta musiał się zgodzić, czy to po to by nie rozzłościć gospodarza bądź jego wnuczki, czy też po to, by nie prowadzić takiej bezproduktywnej dyskusji do bladego świtu. Od tamtej pory też Lali zawsze zgadzał się na poczęstunek, nawet jeśli ten miał być przygotowywany specjalnie ze względu na niego - jedyne co mógł zrobić, to zapewnić, że nie trzeba się kłopotać i wystarczą jakieś owoce albo kromka chleba.
        Gdy więc Kinalali zgodził się z gospodarzem i ten poszedł do kuchni, maie nie omieszkał wykorzystać tego momentu i zaraz zwrócił się do Yuumi.
        - Los rozdał ci tego dnia niespodziewanie pomyślne karty, moja droga przyjaciółko - zauważył cicho, lecz z nieskrywanym zadowoleniem. Zerknął jednak wymownie w stronę Amari nim podjął rozmowę, na dodatek nachylił się w tym momencie w dość konspiracyjny sposób do Yuumi.
        - Jak dobrze wiesz moja pamięć jest dobra, lecz krótkotrwała, wiedz jednak, że przyszła mi do głowy pewna kwestia związana z ulokowaniem naszego pięknego monarszego smoka, wrócimy jednak do tego w stosowniejszej chwili - zagaił, nim dziewczyna zmieniła temat i wspomniała ich biednego przyjaciela, który poprzedniej nocy miał wątpliwą zapewne przyjemność zamienić się z poetą ciałami. La’Virotta dramatycznie westchnął.
        - Tak, tak - mruknął jakby sam do siebie. - Również zauważyłem jego brak, liczę jednak, że  nie jest on związany z ostatnimi wydarzeniami, a raczej jest to zbieg okoliczności i wkrótce zobaczymy go jak staje w progu po zakończeniu małego spaceru po mieście, oczywiście w sprawach związanych z pracą… Ponadto przekonuję sam siebie i może faktycznie mam rację, że twój dziadek nie byłby tak spokojny, gdyby Leo nie zjawił się rano w kuźni, nieprawdaż?
        Yuumi zupełnie niepotrzebnie rozważała duszenie w sobie tej konkretnej troski, zresztą, większością swoich trosk mogła podzielić się z maie - wszak od tego był jej przyjacielem, by ich wysłuchiwać i na ile mógł pomagać w zażegnaniu. Teraz na przykład był przekonany, że dobrał odpowiednie argumenty, by ukoić jej nerwy, nie miał jednak okazji uzyskać od malarki potwierdzenia, gdyż jej dziadek zaraz wrócił z kuchni i zajął się sprawą znacznie przyziemniejszą, niż zdrowie psychiczne jego terminatora. Kinalali po raz kolejny wycofał się w tym momencie z dyskusji - nie jego sprawą było na czym podany zostanie posiłek dla Amari.
        - Och! - zakrzyknął radośnie maie, gdy drzwi do saloniku stanęły otworem i oczom wszystkich ukazał się Leo, o którego nie tak dawno się zamartwiali. Poeta nie wstał, by się z nim przywitać, bo to stworzyłoby niepotrzebne zamieszanie, zaraz zresztą do młodego kowala doskoczył Amari ze swoją urzekającą bezczelnością. Lali obserwował tę scenkę z uśmiechem, wspierając brodę na wierzchu dłoni. Czekał aż zamieszanie minie, bo nie miał ochoty z nikim się przekrzykiwać, jego mimika zresztą wystarczyła, aby zrozumieć co chciałby powiedzieć. Na przykład wyraźnie poczuł się dotknięty uwagą o tym, że nie dają mu spokoju od poprzedniego wieczoru. Gdyby rozmowa toczyła się w spokojniejszych warunkach, w cztery oczy, z pewnością wytknąłby, że to on sam się w to wpakował, przychodząc bez zapowiedzi i angażując tak bardzo w całe zamieszanie z nieszczęśliwie zakochanym rzeźbiarzem. Nie miał jednak dobrej okazji by się wtrącić w celu wylania swoich żali, a potem już temat uległ gwałtownej zmianie, a wraz z nim emocje La’Virotty. Słysząc po raz kolejny to samo pytanie i uznając siebie za swego rodzaju eksperta, postanowił zabrać głos.
        - Tak, Amari, Leo jest ładny - zapewnił. - Cechuje go jednakże uroda niepodobna księciom i bohaterom, a raczej powierzchowność młodego mężczyzny, który da szczęście kobiecie dobrej i ciepłej, jego piękne wnętrze odbija się na jego obliczu niczym w rozchylonych płatkach polnych kwiatów, które czarują obserwatora mimo pozornego braku szlachetności… Jest ładny - podsumował, gdyż dotarło do niego, że nie jest w grupie odbiorców, którzy połapaliby się w jego zawiłych metaforach. Później zaś zaraz zwrócił uwagę na Leo, o którym przed chwilą powiedział tyle miłych słów. Obdarzył go ciepłym uśmiechem, któremu towarzyszyło lekkie przekrzywienie głowy - widać było, że troska młodego kowala bardzo przyjemnie go połechtała.
        - Wszystko jest w jak najlepszym porządku, mój dobroduszny przyjacielu - zapewnił chłopaka. - Jestem w pełni sił fizycznych i umysłowych, czuję się doskonale. Dręczyła mnie jednak troska o twoje samopoczucie, tak strasznie mi wstyd, że wczorajszego wieczoru tak sromotnie przegrałem z własnymi emocjami i pozwoliłem, by wysłały mnie do krainy nieświadomości nim upewniłem się, że z tobą również wszystko w porządku. Jak twoje samopoczucie? Nie… uszkodziłem cię zanadto? Oczywiście nie bym uważał, że tak imponujące młode ciało można było łatwo uszkodzić, jednakże znając moje braki gracji nie mogłem niczego wykluczyć. Miłym uczuciem tak zupełnie swoją drogą było doświadczyć jak to jest być prawdziwym mężczyzną, takim który samą swoją sylwetką jasno manifestuje kim jest i tylko to wystarczy, by zaimponować kobiecie… - rozmarzył się poeta, zupełnie nie biorąc poprawki na to, że mógł kowala wprawiać w zakłopotanie.
        - Och, właśnie - zreflektował się nagle Kinalali. - Yuumi, zważywszy na niesprzyjające warunki, jakich doświadcza w tym momencie Amari, jestem zdania iż słusznym rozwiązaniem byłoby, aby nasza piękna przyjaciółka zatrzymała się w mojej pracowni, chociaż na jakiś czas, nim ewentualnie znajdzie się coś stosowniejszego. Mam co prawda jeden pokój do dyspozycji, jednakże jest on bezsprzecznie bardziej przestronny niż dom twojego dziadka. Ponadto zawsze w odwodzie pozostaje taras, na którym również można wypoczywać w te piękne, ciepłe noce.
        Kinalali znów mówił tym bardzo uprzejmym tonem, który jednocześnie świadczył o jego absolutnym braku zgody dla sprzeciwu - miał rację i koniec. Jedyną szansą, by przekonać go do zmiany zdania, było wskazanie trzeciej opcji… Albo sprzeciw pana Terotto, z którym poeta nie śmiałby dyskutować, na dodatek w jego własnym domu.
Avatar użytkownika
Kinalali
Szukający drogi
 
Nagrody: ObrazekObrazek
Inne Postacie: Sanaya, Jorge, Dżari, Skowronek, Yastre, Tioyoa, Widugast, Ijumara, Nikolaus, Kaikomi, Rael, Mniszek,
Rasa: Maie podmuchu
Aura: Miedziana emanacja luźno opływa postać poety, gdzieniegdzie się zaciemniając, innym razem łapiąc silniejsze światło, dzięki czemu przypomina drogocenną szatę. Wydaje się być ona nieco za długa, jej końce skraplają się barachitowymi łzami, które to wiecznie kołyszą się na rozkazy wydawane przez szepty liści. Widać w niej złote pręgi, jakby zapisane słowa oraz srebro połyskujące najwyraźniej spośród tychże dodatków. By jednak dojrzeć całą te scenerię należy przedrzeć się przez topazową mgłę, w której słychać zmysłowe, cichuteńkie głosy. Lepi się i spływa po palcach wywołując wyobrażenie, czy też wręcz chęci skosztowania miodu. Tak też pachnie. Rozkoszną nutą spośród zgromadzenia ekskluzywnie prężącej się pachiry zatopionej w bogatej woni bukietu lantany. Niesamowicie miękka potrafi też być w wyznaczonych miejscach sztywna. Posiada w sobie ostre, jak i smukłe brzegi, chociaż wśród nich kryją się tępe zarysy. Zniewala serca swoją gładkością, ale szybko traci wielbicieli przesadnie kwaśnym smakiem, który niezdarnie jedna się wraz ze słodkością oraz pikanterią.
Wygląd: Na swą ludzką formę Kinalali wybrał ciało pięknego młodzieńca. Niejednokrotnie porównywano go już do młodej brzozy (czego maie wręcz nie znosi, wszak mówi się "wysoki jak brzoza, głupi jak koza") bądź figurki z alabastru, tak delikatnej, że może rozpaść się w rękach. Faktem jest, iż Alai to wysoki młodzieniec o bardzo szczupłej budowie ciała, na którym nie ... (Więcej)
Uwagi: Kinalali jest mężczyzną

Postprzez Funtka » Śr sty 10, 2018 1:39 pm

Dziewczyna ledwo powstrzymywała grymas jawnego rozbawienia kiedy słuchała poety mówiącego o młodym kowalu. Albo raczej widząc minę tego ostatniego. Leo miał najwidoczniej niezwykłe pokłady wrodzonej skromności, bo jakoś w głowie mu się nie mieściło, że można by w stosunku do niego użyć takich określeń jakie właśnie wybierał z swoich pokaźnych zapasów Kinalali. Blondyn umiał pominąć fakt, iż słowa wypowiada drugi mężczyzna - ostatecznie maie był poetą i w dodatku… no sobą, więc to nieco łagodziło wydźwięk krępującej sytuacji, ale mimo wszystko z każdym kolejnym słowem stawał się coraz bardziej skrępowany.
Biedak aż schylił głowę i uciekł w bok spojrzeniem, wyraźnie nie wiedząc jak się zachować. Nie umiał tego wywodu ani przerwać ani słuchać, lecz niestety ostatecznie to drugie działało samo z siebie. Rumieniąc się na twarzy i uszach w końcu zaniechał mentalnego oporu i dla równowagi (czy też rozproszenia uwagi) zerknął na Amari.
       Ta z początku miała podobnie zszokowaną minę co on, ale teraz w skupieniu i zamyśleniu słuchała poety od czasu do czasu kiwając głową lub przekręcając ją na boki. Nie wszystko dobrze zrozumiała. Nie żeby użyte wyrazy były jakoś nadspodziewanie trudne - znaczenie każdego z nich z osobna nawet pojmowała, ale razem… nie przyzwyczaiła się jeszcze do rodzaju wypowiedzi poety. Ostatnimi czasy przebywała głównie w towarzystwie Yuumi, ona zaś mówiła niewiele i zazwyczaj prosto. Prościej nawet niż pozwalałyby jej na to możliwości intelektualne, ale uparcie trwała przy tym systemie i nie było nawet mowy o dyskusji.
       Ale im dalej w las, tym łatwiej było jej się połapać. Wszystko składało się w końcu w jakąś sensowną całość, którą można było przyjąć nawet na wyczucie. A robinie rzeczy na wyczucie całkiem nieźle smoczycy wychodziło. Przybrała minę świadczącą o zdecydowanie większym zrozumieniu niż na początku i analizowała dalej, zapominając na chwilę o tym, co chciała wyciągnąć spod szafki.

       Przy ostatnich zdaniach na swój temat Leo był już właściwie znokautowany. Siedział, niepewny czy ma patrzeć na Kinalalego i uświadomić mu, że lepiej by było gdyby nie mówił takich rzeczy, czy cicho przyjąć ten dziwny rodzaj komplementu i okazać chociaż minimum wdzięczności. W końcu było nie było Lali nie mówił nic nieprzyjemnego… tylko, że w ogóle mówił i w tym tkwił cały szkopuł.
       - Mi też nic nie jest. - Zapewnił w końcu z nieco niemrawym uśmiechem. Czuł się co prawda dziś rano nieco poobijany, ale nie zwalałby tego na Kinalalego. Ostatecznie z ciałem poety działy się gorsze rzeczy, a na nim głównie rozwalała się Miminetta. Ona zaś była zdecydowanie za mało kanciasta by stanowić dla niego jakieś zagrożenie (chyba, że moralne). Z Berlotem właściwie się nie pobił. Musiał zwyczajnie na coś wpaść przy okazji zamieszania czy jeszcze czegoś innego. Ale czuł się dobrze.
       Przynajmniej póki Lali nie mówił o nim za dużo. Już wczoraj się nasłuchał i co najgorsze nie tylko on, ale i duża część zgromadzonych, o czym pragnął jak najszybciej zapomnieć.
       Całe szczęście dziś w pomieszczeniu poza ich dwójką byli tylko smokocoś i Yuumi no i niestety także stary Terotto…
       Ten w pewnym momencie obrzucił Kinalalego spojrzeniem bardzo mało aprobującym i pełnym wyraźnego zniesmaczenia. Nie mógł co prawda wiedzieć o czym konkretnie poeta bredzi (nie był świadkiem wydarzeń wczorajszej nocy), ale samo ,,imponujące młode ciało” skierowane w stronę osoby tej samej płci było jego zdaniem wystarczającym powodem, by się oburzyć. Oczywiście, zgadzał się co do tego, że jego czeladnik mógł się pochwalić muskulaturą wystarczającą by uchodzić za zdrowego, porządnego mężczyznę, ale jeśli koniecznie trzeba było o tym wspominać można to było zrobić jakoś subtelniej. Walnąć go po plecach i stwierdzić na przykład ,,nie brzydki jesteś”, no. Ale nie wyskakiwać z jakimś ,,imponującym ciałem” i to jeszcze przy stole!
       Doprawdy, że też po mieście plątało się tylu dziwaków, a jego malutka Yuumiś musiała zaprzyjaźnić się akurat z jednym z nich. Już on znalazłby dla niej lepsze towarzystwo. W sumie w Terrot właśnie takie było. Na pewno miała tam jakiś rówieśników o zdrowszych skłonnościach. Kryształowe Królestwo wykluczał, bo tam nie mogło żyć nic innego jak tylko elfi artyści czy inne mądraluchy, ale jeszcze była ich rodzinna miejscowość! Tak, tak - każda większa wioska lepsza była od miasta. Na wsi bowiem zawsze co prawda trafiał się ten jeden głupek czy wariat, ale na miejskim rynku trudno było w ogóle spotkać kogoś normalnego.
       Zniknął ponownie w kuchni, by tego nie słuchać i przynieść wszystkim zupy. Yuumi chciała mu pomóc, ale została usadzona, co z resztą umożliwiło dalsze omawianie planów związanych z Amari.
       Ta, słysząc swoje imię pochyliła głowę nad stołem. Teraz już mogła, skoro wiedziała, że to niebieskookie jest ładne.
       I znów nie do końca wiedziała o co chodzi. Nigdy nie widziała ‘pracowni’ Wywrotki. Popatrzyła na dwoje swoich przewodników, ale oni zdawali się ze sobą zgadzać. W końcu Yuumiś się odezwała:
       - Na pewno nie będzie ci to przeszkadzać? - Chciała się upewnić. Nie mogła przy Chaosie dodać ,,To może być uciążliwy lokator”, ale rzuciła Kinalalemu spojrzenie, które na pewno powiedziało mu wszystko. Nie zamierzała się jednak kłócić i z tym planem maie w pełni korzystając z jego dobroci, a także uporu. Przynajmniej dzięki niemu nie miała potem tak dużych wyrzutów, że wpakowała w coś przyjaciela wbrew jego woli.
       Z jego propozycji ucieszył się także Leo. Co prawda zniósłby obecność dziwnego stwora gdyby było potrzeba, ale o wiele chętniej pozbyłby się go z miejsca pracy. Na pewno z Kinalalim rogaty lepiej się dogada.
Widząc te pełną spokoju aprobatę Amari straciła zainteresowanie dalszą rozmową i skupiła się na dyskretnym szuraniu pazurem po deskach pod kredensem. Chciała wyciągnąć to błyszczące i w końcu się temu przyjrzeć.

       Jakąż to nieugiętością i zawziętością musiał cechować się stary kowal, skoro mimo wielokrotnych już protestów i tym razem uraczył wszystkich gości dokładnie takimi samymi porcjami jadła. Porcjami dobitnie świadczącymi o tym, że to ,,trochę zupy”, które mu zostało zajmowało przynajmniej pół kotła. Porcjami dobrymi może dla Leo czy Amari, ale przerażającymi swym ogromem Funcię i Kinalalego.         Nie mogli jednak odmówić. Nie mieli najmniejszych szans, a dziadek dodatkowo patrzył na nich z zachwytem i nieskrywaną satysfakcją. W końcu ktoś ich nakarmił! Musiał być naprawdę zadowolony, bo oczy mu aż błyszczały.
       Amari miała początkowo pewien problem z jedzeniem z misy i najwidoczniej po raz pierwszy zetknęła się z daniem takim jak zupa. Opuściła swój wygodny kącik, by położyć naczynie w plamie światła i przyjrzeć się mu. Wzięła je w przednie, całkiem chwytne łapy i powąchała zawartość. Wszyscy jedli, więc pewnie i jej nie zaszkodzi… woń była całkiem przyjemna. Popatrzyła na dziwny płyn z jakimiś grudkami w środku, po czym zmarszczyła brwi, położyła misę na stole i kazała Yuumi po kolei nazywać wszystkie farfocle, które wskazywała trzonkiem wyciągniętej spod kredensu, zaginionej łyżeczki.
Dziewczynie przerywanie jedzenia w ogóle nie przeszkadzało (choć dziadek burczał niezadowolony), więc odpowiadała.
       - A to?
       - Zakładam, że marchew.
       - Czy to takie śmieszne pomarańczowe i długie?
       - Yhym.
       - A to?
       - Ziemniak.
       - O! Nie wiedziałam, że tak wyglądają! Nie powinny być ciemniejsze?
       - Ten jest obrany - ,,I na szczęście pokrojony”.
       - A to?
       - To… - Yuumi przyjrzała się i spojrzała pytająco na dziadka. Chyba nie wiedziała.
On też nie, bo wzruszył bezradnie ramionami.
       - To nie wiem, ale załóżmy, że jadalne…

       I tak dalej. Trochę się to przeciągało, więc stary Terotto w końcu odszedł od stołu, by odłożyć swoją miskę i zobaczyć czy nie ma może przypadkiem czegoś na drugie.
       Malarka tylko na to czekała. Spojrzała prosząco na Leo i podsunęła mu swoją porcję. Jego była już od dawno zjedzona, więc z chęcią przyjął następną. Musieli robić tak stosunkowo często, bo nawet się nie zawahał. Chyba tylko dzięki takim manewrom Yuumi nie została jeszcze utuczona jak gąska, a kowal pracując i tak wszystko spalał.

       W końcu posiłek się skończył, a Yuumiś poszła pozmywać. Wiedziała, że zaraz będzie musiała wyjść jeżeli ma spotkać się z tym nieszczęsnym piratem… i chyba trochę zaczynała się denerwować. Nie przywykła do spotkań z nowymi ludźmi, a tym bardziej z chłopcami. Może lepiej nie iść? Nie… za dużo osób o tym wiedziało, by mogła się wycofać. Lali i Mimi łatwo by jej tego nie darowali. Zwłaszcza Mimi. Skoro posunęła się aż do zwinięcia ubrań!
       No nic. Co najwyżej się nie uda. A może chłopak w ogóle się nie zjawi? Byłoby to upokarzające, ale tak bywa. Zawsze będzie można wymyślać potem jakieś fantazyjno-dramatyczne historie o tym jak po drodze coś go napadło… jej przyjaciele na pewno z chęcią posunęli by się do czegoś takiego. Znaczy - nie do napaści, ale pocieszających opowieści tego pokroju. Nadal byłoby to przykre, ale z czasem pewnie dałoby się w jedną z nich uwierzyć i zapomnieć.
       A jeśli jednak przyjdzie? Ha ha… to było dużo gorsze. Będzie musiała z nim rozmawiać. A właściwie próbować rozmawiać. Nie była to jej najmocniejsza strona. Jak nic go w końcu zanudzi lub utoną w niezręcznym milczeniu. Nie żeby chciała go koniecznie na siłę zabawiać - ale ostatecznie milej było być osobą ciekawą niż nudną. Zdecydowanie.
Ech… mogła sobie darować przechadzki po mieście. Wtedy zwyczajnie nie spotkałaby tego typka i byłby spokój.

       Nie nastrojona jakoś szczególnie pozytywnie wróciła do towarzystwa. Leo i dziadek mieli jeszcze chwilę przerwy nim po obiedzie (drugim śniadaniu właściwie) zabiorą się do pracy, a Amari z dumą pokazywała Kinalalemu ‘swoją’ łyżeczkę. Obracała nią na wszystkie strony i pokazywała czubkiem pazura wszystkie motywy roślinne jakimi została przyozdobiona. Jej rozkosz podsycał fakt, że znalezisko było srebrne i błyszczące, a reszta zastawy, którą widziała podczas posiłku - drewniania. Czuła się więc prawdziwym odkrywcą!
Do czasu aż Yuumi nie podeszła i nie stwierdziła spokojnie, że smoczyca znalazła część rodzinnego kompletu, który rozsypał się po podłodze zeszłej zimy.
No trudno.
Chaosia odłożyła sztuciec z pogardą, ale zaraz zmiękła i spojrzała na niego czule. Znowu zaczęła się nim bawić.
       - Pójdziesz z Kinalalim do jego mieszkania kiedy cię poprosi? - Zapytała nagle dziewczyna, chcąc się upewnić, że może zostawić tę dwójkę.
       - A ty gdzie idziesz? Nie z nami?
       - Muszę wyjść, ale potem do was przyjdę.
Smoczyca zastanowiła się i zerknęła nieufnie na poetę. Chyba rozważała czy cwaniak jej nie uprowadzi.
       - To nasz przyjaciel, możesz mu zaufać. - Zapewniła Funcia. - Pokaże ci bardzo ładne, kolorowe rzeczy u siebie w domu, jeżeli będziesz go słuchać w czasie przechadzki po mieście. - Dodała, nieprzypadkowo z resztą.
       - Naprawdę? - Amari drgnęła, a w jej oczach pojawił się błysk pożądania. - A jakie?
       - Lali ma dużo ślicznych rzeczy. Nie będę ich wymieniać bo można by tak do wieczora… jeżeli nie sprawisz mu żadnej przykrości to na pewno wiele z nich zobaczysz. - Uśmiechnęła się niewinnie i pogłaskała ją po nosie. Chyba w takim przypadku mogła liczyć na jej współpracę.

       - To lecę. Poradzisz sobie? - Zwróciła się po chwili do Kinalalego, po czym poszła szybko pożegnać się z dziadkiem. Na tyle szybko, by nie zdążył jej o nic dopytać, zaprotestować czy chociażby odpowiedzieć. Stwierdziła jedynie, że ma coś do załatwienia na mieście i zaraz zniknęła za drzwiami.
Avatar użytkownika
Funtka
Szukający drogi
 
Nagrody: ObrazekObrazekObrazek
Inne Postacie: Kana, Mansun, Lucy, Daro, Maka, Noa,
Rasa: Człowiek (w 1/4 Elf po babci)
Aura: Emanacja nie szczyci się zbyt wielką siłą. Z oddali zaś można dostrzec, iż została podzielona na trzy pasy barw. Podstawą jest kobaltowy, idealnie prosty i okrążający powłokę. Wyżej widnieje srebrny, jego krawędzie są delikatnie, ale także symetrycznie pofalowane. Na szczycie natomiast znajduje się kompletnie nieregularne i nierówne miedziane pasmo, plamki tej farby są również gdzieniegdzie w niższych partiach aury. Całość otula światło ametystowe zjawisko mieszające się ze szmaragdowym, może to delikatnie przypominać zorze polarną. Słychać przyjemną dla ucha harmonijną melodię przechodząca powoli i ostrożnie z jednego tonu w drugi. Jeśli chodzi o wytwarzaną woń, to nie należy ona do tych ładnych, ponieważ jest to zapach ludzkiego potu. W dotyku powłoka okazuje się zatrważająco miękka. Gnie się łatwo i prezentuje swą elastyczność, od czasu do czasu niespodziewanie sztywnieje, co również wzbudza uczucie niepokoju. Zwłaszcza iż właśnie wtedy najlepiej widać niebezpieczne, ostre jak brzytwa krańce. Skryte wcześnie przed cienką warstwą puchu. W smaku nieco pikantna, ale nie pali tak strasznie w język. Dodatkowo delikatnie lepi się do podniebienia.
Wygląd: Yuumi jest panną raczej niskiego wzrostu, a przy tym dość chudą i całkiem zgrabną, gdyż mierząc 160 cm wzrostu waży 50 kilogramów. Jest to akurat lekko nad pograniczem z niedowagą, jednak zupełnie nie widać tego po jej pełnej, dziecinnej twarzyczce, otulonej kosmykami ciemnobrązowych, jakby popielatych włosów, ściętych na krótko i nie do końca równo, co z resztą dziewczynie ... (Więcej)
Uwagi: Posiada amulet, który świeci na czerwono, gdy zbliża się do niej ktoś o złych intencjach - jeśli masz takowe zauważy to.

Poprzednia strona

Powrót do Efne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron