Rozwiązać sprawę Klątwy


Pokryte wiecznym śniegiem malownicze góry kryjące w sobie wiele tajemnic. Legendy mówią, że gdzieś w jednej z górskich dolin znajduje się sekretna wioska zamieszkała przez skrzydlatych ludzi. Nie są oni aniołami, ani demonami, posiadają jednak ogromne pierzaste skrzydła. Księgi mówią również że mają oni niezwykła moc uzdrawiania, jednak nikt nigdy nie spotkał tych tajemniczych sworzeń.

Postprzez Vergil » Wt gru 04, 2018 9:07 pm

Droga pod wejście do jaskini przebiegła im w miarę bezpiecznie, chociaż na końcu tej przechadzki zrobiło się trochę niebezpiecznie, gdy kamienne schody przestały być… stabilne, jednak tyle dobrze, że nie skończyło się to tym, że ktoś wylądował na dnie przepaści. Mogli iść dalej, a im dłużej stali przed wejściem i później już szli tunelem, tym bardziej wyczuwał magiczną obecność gdzieś na końcu tej jaskini.
Wydawać by się mogło, że Winorośl specjalnie będzie chciał ukryć swą obecność, tym bardziej, że w pewnym momencie dotarli do dwóch korytarzy i musieli wybrać jeden z nich. Tymczasem, Vergil nadal wyczuwał magiczną obecność (prawdopodobnie) osoby, której właśnie szukali. Chociaż teraz nabrał pewnych podejrzeń, że może to być jakaś pułapka i, jeżeli poszliby w stronę tego, co wyczuwał… cóż, może znaleźliby się przy ścianie po bardzo długim marszu i liczeniu na to, że już za kolejnym zakrętem trafią do komnaty, w której magiczny jegomość z widoczną nadwagą będzie na nich czekał. Ciekawe, czy Sherreri także to czuła – jeśli tak, to pewnie niedługo się o tym dowie zarówno on, jak i kotołaki. Chyba, że dziewczyna będzie ukrywać przed nimi to, co on sam wyczuwa i o czym za chwilę im powie.
         – Nie rozdzielajmy się, bo wydaje mi się, że będę mógł stwierdzić, gdzie powinniśmy iść… - odezwał się, nadal zastanawiając się nad tym, gdzie tak właściwie powinni iść. Możliwe też było, że Pan Winorośl naprawdę znajdował się tam, gdzie można było wyczuć i specjalnie nie ukrywa on swojej magicznej aury, żeby właśnie wprowadzić takie wątpliwości.
         – Tylko, że mam problem z ustaleniem tego. Z jednej strony jakoś udaje mi się wyczuć coś, co może być jego esencją magiczną lub aurą, a z drugiej już nie… I nie jestem pewien, który korytarz jest dobry. Winorośl może się ukrywać, a to, co wyczuwam, może sprawić, że dotrzemy do ślepej uliczki lub jakiejś pułapki, która mogłaby się okazać niebezpieczna – zaczął mówić. Oczywiście, że musiało tu być jakieś „ale”, w końcu wcześniej skończył mówić tak, że wręcz zapowiedział to, że nie powie im od razu, w którą stronę powinni iść i tym samym usunęliby problem ze swojej drogi w ciągu jednej chwili.
         – Z drugiej strony, może rzeczywiście wyczuwam właśnie jego, a przez to, że nie ukrywa swej aury, chce zasiać wątpliwości i sprawić, że uznamy, że raczej ukrywałby się przed nami, żebyśmy go tak szybko nie znaleźli i przez to poszlibyśmy w zły tunel… - dopowiedział, spoglądając na pozostałych członków grupy. Jasne było, że chciałby poznać ich zdanie na ten temat, jednak zanim zaczną mówić, on sam chciał jeszcze coś powiedzieć.
         – Osobiście uważam, że to pułapka i powinniśmy iść tam, gdzie nie czuć żadnej obecności – dodał na sam koniec. Teraz mogli mówić pozostali i powiedzieć, co oni myślą na ten temat. Zawsze mogą pójść w stronę, którą wskaże większość członków.

Vergil podjął już wcześniej decyzję – wtedy, gdy powiedział im, co sam myśli na temat całej sytuacji. Właściwie, dało się wyczuć to w jego głosie i raczej zamierzał pójść właśnie tym tunelem, które prowadził w stronę, z której nie wyczuwał żadnej obecności, aury czy magii. Właściwie, tym samym zmuszał też do pójścia tą drogą kotołaka, który połączony był z nim klątwą… i liną, którą wampir nadal był owinięty w pasie. W sumie, to przez jakiś czas nawet o niej zapomniał i nie dostrzegał jej, przy tym nie działo się też nic, co mogłoby sprawić, żeby lina ta nagle napięła się i przypomniała o sobie.
         – A, zapomniałbym… Jeśli ktoś chce iść w stronę „obecności”, to niech lewym tunelem, a jeśli ktoś uważa, że to pułapka i Winorośl ukrywa się, niech idzie ze mną prawym – odparł po chwili. Wydawało mu się, że na początku powiedział im, skąd coś wyczuwa, a skąd nie – cóż, najwidoczniej zapomniał o tym i tego nie zrobił.
Chwilę później odwrócił się już w stronę prawego tunelu i zaczął powoli iść w jego stronę. Nie spieszył się, jeszcze nie, bo chciał, żeby pozostali za nim nadążyli, a przynajmniej ci, którzy zdecydowali się iść tym samym tunelem. Na początku szło się dobrze – nie było żadnych pułapek, co wróżyło, że wampir naprawdę wybrał dobry tunel. Nawet dotarli do zakrętu… jednak to właśnie za nim zaczęło się coś dziać. Najpierw usłyszeli cichy chichot, który zaczął narastać tak, jakby z ciemności ktoś biegł prosto w ich stronę, chociaż po chwili znów zaczęli słyszeć ten odgłos coraz słabiej – teraz można było mieć wrażenie, że niewidzialna postać minęła ich i pobiegła w stronę wyjścia.
         – Korytarz dobry wybraliście, jednak zbyt szybko znaleźliście mnie – usłyszeli głos należący do dobrze znanego im maga, który zmusił ich do podróży w to miejsce. Oczywiście, że nie mogło być zbyt łatwo, bo przecież stałaby się jakaś tragedia, gdyby znaleźli go od razu w jaskini, już bez żadnych głupich zabaw lub zagadek.
         – Przepuszczę was dalej, jeśli powicie mi, która karta skrywa pięć alej – ponownie odezwał się Pan Winorośl, prawdopodobnie mówił w ich umysłach, używając do tego telepatii. W każdym razie, przed całą grupą pojawiły się trzy, duże karty. Każda z nich miała długość połowy wzrostu Mansuna i była proporcjonalnie szeroka do swej długości, poza tym strony, którymi były do nich odwrócone miały kolor jasnego fioletu i zdobiły je złote winorośle – patrząc od lewej, były to trzy winorośle, pięć i dziewięć. Liczba złotych zdobień na pewno nie była przypadkowa, jednak zbyt prostym byłoby wskazać kartę, na której znajduje się pięć winorośli.
         – Zagadka matematyczna, równocześnie też artystyczna. Będę was słuchał i obserwował, na pewno nie będę tego żałował – usłyszeli jeszcze, a po chwili Winorośl zaśmiał się ostatni raz i ucichł. Na pewno ich obserwował, żeby nie pozwolić na żadne oszustwa z ich strony. W jego słowach także mogła kryć się jakaś podpowiedź, tylko najpierw trzeba było ją stamtąd wyciągnąć.
         – Myślę, że liczba tych winorośli na każdej z kart jest dość ważna. Nie może być przypadkowa… Jednak na pewno nie możemy wskazać karty, która ma na sobie pięć zdobień. To byłoby zbyt proste. Jeżeli zagadka rzeczywiście jest matematyczna, to trzeba coś zrobić z liczbami – odezwał się Vergil, przerywając tym samym ciszę. Nie próbował skoczyć do przodu, żeby spojrzeć na karty z drugiej strony, bo wiedział, że Winorośl na pewno zadbał o to, żeby nie mogli rozwiązać zagadki właśnie w ten sposób.
         – Jeśli macie jakieś pomysły to śmiało, ja już mam jeden lub dwa, tylko najpierw muszę je porządnie przemyśleć… I nie odpowiadajcie od razu, bez wcześniejszej konsultacji z resztą grupy – odezwał się, ostatnie zdanie dodał głównie dlatego, że przypomniał sobie wcześniejszą sytuację w lesie i to, że mogli wszyscy zginąć, gdyby wtedy starzec uznał odpowiedź ich przewodniczki.
Avatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron, Nimroth,
Rasa: Wampir Czystej Krwi
Aura: Silna emanacja, która zachwyca ilością barw, u podstaw żelazny odcień delikatnie przechodzi w srebrny. Wyżej natomiast staje się kobaltowa. Całą powierzchnię pokrywają drobne, intrygujące kształty w kolorze rtęci z daleka przypomina to pył. Tu i tam widać chaotyczne maźnięcia pędzlem zanurzonym raz w miedzianej, a raz w barachitowej farbie. Otula ją niczym koc, obsydianowe światło. Niespodziewanie można odczuć uczucie zagrożenia, chwile po tym słychać jęki i wrzaski torturowanych. Niesie ze sobą woń świeżej krwi niezmiennie będący w parze z metalicznym posmakiem w ustach. Złamać powłokę emanacji to poważne przedsięwzięcie, jest ona bowiem niebywale twarda, dodatkowo elastyczna, więc może unikać jakichkolwiek ciosów bez trudu. Posiada ostre jak brzytwa brzegi ukryte pod aksamitnym puchem. W smaku charakteryzuje się łagodnością, lepi się naprawdę mocno, chcąc ukryć pojawiającą się czasem lekką suchość. Na trwałe zapada w pamięć.
Wygląd: Vergil nie wygląda jak osoba, która żyje prawie sześćset lat, nie ma tu czemu się dziwić, w końcu jest wampirem. Gdy nie zna się jego rzeczywistego wieku, to można stwierdzić, że wygląda na około 35 lat. Nie należy do najwyższych, jednak jest wysoki, bo mierzy sobie 6,3 stopy (192 cm), a przy tym jest dobrze zbudowany i posiada wręcz trupioblady kolor skóry, jak to wampir. ... (Więcej)

Postprzez Mansun » Śr gru 05, 2018 9:39 pm

        Chociaż po spacerku nad przepaścią można by mieć dosyć atrakcji, to grupa nadal daleko była od fajrantu. Co prawda schody nie zaczęły się dopiero teraz - od pojawienia się pana Winorośli cała ta wędrówka była jedną wielką wspinaczką po coraz to wyższych stopniach, a ucieleśnieniem tej metafory stały się platformy od Wiśni. I nie był to koniec!
       Kotołaki popatrzyły sceptycznie na wejście do tunelu. Tunele… teoretycznie nie mieli nic przeciwko nim - choć im głębiej tym zimniej i bardziej wilgotno. Ograniczona ze wszystkich stron przestrzeń nie była jednak ich środowiskiem naturalnym. Bez nieba nad głową i otwartym terenem z jednej i z drugiej strony czuły się jak w pułapce. Nieustannie towarzyszyła im myśl, że w tunelu trudniej o uniki i formację bojową, do której najbardziej były przyzwyczajone. Podziemne korytarze (nawet naturalne, skaliste) można też było zasypać i uwięzić w środku bezbronne ofiary, doprowadzając je do szaleństwa mrokiem i ciasnotą.
       Z takim nastawieniem weszli do kryjówki Winorośli, więc nie trudno się dziwić, że czujność w nich narastała. Nerwowość wręcz, choć to zależało od osobnika. Lecz tym razem nawet Mansun nie czuł się pewnie, mając nierówny sufit niekiedy tylko z dłoń nad swoją głową i szorując po nim pędzelkami uszu. Kryjówka utytego maga pasowała kształtem do właściciela - bywała szersza niż wyższa. Za pewien komfort uznać można było fakt, że nie muszą przeciskać się jedno za drugim między kamiennymi formacjami lub zginać się wpół przechodząc przez przewężenia - póki co korytarz wydawał się być przygotowany pod swobodne przechadzki petentów pana Winorośli - były tu nawet pochodnie!
       Usłużnie zapaliła je dla nich Rogata, choć Kanhumę i Fona jak zwykle przyprawiła przy tym o ciarki. Zaradi ku własnemu poirytowaniu zaintrygowany był jej umiejętnościami i starał się zapamiętać, jak wygląda używanie przez nią magii. Mansun zaś… chyba nawet nie zauważał różnicy. Wiśnia to wiśnia.

       Nawet w oświetlonym tunelu poruszali się ostrożnie - jakby oczekując jakiegoś zagrożenia. Pułapki czyhały na nich jednak bardziej oczywiste i w stylu szaleńca niż skrytobójcze sztuczki, których się obawiali. Zasady, którymi kierował się mag, z jednej strony były nieco dziecinne, z drugiej nieprzewidywalne, z trzeciej niezwykle barwne, ale z czwartej - zaskakująco honorowe. Być może nie był przy zdrowych zmysłach, ale podążanie za jego instrukcjami wydawało się od pewnego czasu najrozsądniejszym wyjściem. Niestety żaden z karakali nie dałby kłaka za to, że do tej pory względnie konsekwentny Winorośl nie zmieni zdania i nie zechce nagle pochować ich żywcem w swej górskiej ,,norce”.
       Zawsze można jednak liczyć na alarański cud.

       Z taką cichą nadzieją stanęli przed rozwidleniem. Najbardziej wprawieni w wykrywaniu aur Kanhuma i Zaradi wysunęli się nieco naprzód i w końcu doszli do podobnych jak wampir wniosków - przynajmniej jeżeli o źródło chodziło. Reszty faktów słuchali od czasu do czasu, konsultując się z sobą spojrzeniami i lekkim przechylaniem uszu.
       - Rozdzielanie się nie wydaje się dobrym pomysłem - poparł go Zaradi zmęczonym tonem. Zaraz objaśnił też po sunbaryjsku, na czym sprawy stoją zagubionemu coraz bardziej Fonowi.
       - Zostaw ten lewy, idziemy za tobą - mruknął do krwiopijcy po paru następnych chwilach i machnął na to ręką. Nie dawał im większego wyboru ciągnąć za sobą tę łajzę, Kanhumę, a poza tym nie było co błąkać się osobno po korytarzach. No, chyba, że Rogata zechce od nich wreszcie odkicać i pójdzie w innym niż oni kierunku. Blond kapitanowi było już wszystko jedno. Prawie. Bo ponarzekać zawsze można było.

       Ruszyli zgodnie za wampirem, jak to już mieli w zwyczaju - korytarz zrobił się nieco przestronniejszy i jakby bardziej owalny w przekroju. Najwyżsi mogli się wyprostować, a nawet przeciągnąć i samo już to wystarczyło im do chwilowego szczęścia.
       A później odezwał się Winorośl.

       Zaradi jak zwykle wkurzył się na jego rymowanki, Fon ich nie zrozumiał, Kanhuma spłoszył się obecnością maga, a Mansun ucieszył, że wreszcie są blisko celu. W końcu jego szukali, to jak mógłby być zawiedziony, że odnaleźli?

       Kolejna zagadka była równie podchwytliwa jak ta od strażnika lasu czy tam innego wariata. Skojarzenie z tamtą "przygodą" było tak oczywiste, że komentarz Vergila gładko wślizgnął się w ciąg myślowy futrzaków i mogli tylko pokiwać głowami. Nie żeby którykolwiek z nich wyrywał się do odpowiedzi - nawet najbardziej brawurowym akcja Ir dałaby do myślenia.
       - Biorąc pod uwagę stan psychiczny tego gościa, nie zdziwiłbym się, gdyby po podchwytliwej ,,obecności” w tunelu chciał nas przechytrzyć, zmuszając do zbytnich kombinacji. Jak dla mnie piątka nie wygląda gorzej jak dziewiątka.
       - Ahe Zaradi, tu tszheba coź zhrobidź z lhiczbami!
       - No to masz - pomnóż piątkę przez jeden, zobaczysz co wyjdzie.
       - A mhoże dźhewiąthka?
       - I co z nią zrobisz?
       - Hmmm… dhodam jheden i phodzielę?
       - A trzy? - wtrącił nieśmiało Kanhuma.
       - Dziewięć co prawda jest podzielne przez trzy, ale co to ma wspólnego z piątką? Jeśli odejmiesz od dziewięciu trzy, nie wyjdzie pięć. W sumie obie te karty są tu od czapy.
       - Dziewięć - odezwał się nagle Fon w ich ojczystym i wskazał twardo na kartę z największą ilością pnączy.
       - Czyli tak… - Zaradi zaczął podsumowywać - mamy dwa głosy na dziewiątkę i jeden na piątkę. Poruczniku?
       - M-myślę, że piątka. Wiem, że jest oczywista, ale…
       - Dobry głos. No więc słuchamy. - Odwrócił się w stronę pozostałej dwójki. - Powiedzcie nam teraz, dlaczego nie mamy racji.
Avatar użytkownika
Mansun
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Kana, Funtka, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny,
Rasa: Kotołak (Karakal Panquski)
Aura: Z oddala słychać pojedynczy, głęboki ton, nie dający się przez nic zakłócić. Otula zmysły, dając poczucie spełnienia i przynosząc ze sobą delikatną woń zwierzęcej sierści i przyjemne uczucie ciepła. Zmysłów nie oszczędza jednak smak emanacji, wyraźnie pikantny, a do tego gorzki i kwaśny. Później dostrzec można jasną i błyszczącą szafirową poświatę, połyskującą niczym korony drzew skąpane w słońcu. Otula ona emanację o średniej silne, na którą tworzy się dość słabe tło oraz znacząco silniejszy promień mocy, przeszywający ją w jednym miejscu, wskazując źródło swojej potęgi. W dotyku jest twarda i zakończona ostrymi krawędziami. Można jednak znaleźć miejsca w których gnie się niesamowicie, na zmianę lepiąc się do dłoni i wysuszając skórę. Na końcu warto skupić się na barwach aury, stanowiących prawdziwe dzieło sztuki. Całość jej powierzchni pokryta jest wirującymi, silnie cynowymi pasmami, stanowiącymi tło dla reszty barw. Po żelaznych i miedzianych wodach płyną srebrne statki, otulone lekko złotą mgiełką, na długo zapadając w pamięć.
Wygląd: Choć w swoim kraju był raczej średniego wzrostu i postury, w Alaranii sprawiać może wrażenie kogoś cierpiącego na lekką odmianę gigantyzmu. Nie chodzi nawet o to, że jest zwyczajnie wysoki, ale o wielkość jego niezbyt przecież masywnego ciała. Jego alarański odpowiednik przy tych samych proporcjach musiałby mieć jakiś 1.75 metra wzrostu, on zaś ma jakieś dwa metry, co (wraz ... (Więcej)
Uwagi: Karakal mówi z sunbaryjskim akcentem. Podróżuje przeważnie wraz z kilkoma innymi oficerami.

Postprzez Sherreri » Pt gru 14, 2018 4:56 pm

Grupa po krótkiej przemowie wampira zadecydowała jednoznacznie, co już wydawało się czymś naturalnym. W końcu wszystkie ważniejsze decyzje podejmował krwiopijca, a koty jak stado kocurowieczek podążały za nim. Nie uważała przybyszów z innego kontynentu za naiwnych, ale mogliby od czasu do czasu trochę bardziej pokazywać własną wolę.
Osobiście nie ufała wampirowi. Sprawiał wrażenie jednego z tych cichych typków, czekających aby wbić kły w szyję. Ona zaś ze swoją szyją bardzo się lubiła, a już nie wspominając o cennym płynie zwanym krwią.

Pójście samej w inny korytarz całkowicie odpadało przez jej kiepski stan, który skutecznie ukrywała dzięki panującemu wokół półmrokowi. Sam fakt, że stała jeszcze na nogach, to cud, a obwiniać mogła tylko siebie.
„Co ja najlepszego robię z tym beztroskim używaniem magii?" — skarciła się w myślach, opierając się jedną dłonią o chłodną ścianę jaskini.
Trwało to kilkadziesiąt sekund, ale nikt nie zwrócił na nią szczególnej uwagi. Z drugiej strony nigdy nie lubiła znajdować się w centrum uwagi w takich sytuacjach. Poczekała z tego powodu na przejście grupy i zaczęła się wlec na samym końcu, zachowując zdrowy odstęp od reszty.
Odwołała wszelkie czary, aby nie doprowadzić do sytuacji, w której pozbawiłaby się całkowicie energii magicznej. Dla przemienionej równoznaczne to było z pożegnaniem się z tym światem. Jednak nie po to tyle studiowała magiczne księgi i arkana, aby teraz tak łatwo teraz oddać życie w objęcia Śmierci.

W wybranym przez nich jaskiniowym korytarzu paliły się już pochodnie, a Wiśnia czuła dziwny dyskomfort tym spowodowany, bo w przeciwieństwie do reszty zbadała drugi korytarz, w którym panowały całkowicie ciemności. Odnosiła wrażenie, jakby od początku Winorośl nie starał się ukrywać, a tylko głębokim ukłonem zapraszał we właściwy korytarz.
Rodziło się też wtedy pytanie, czemu wciąż trudził się, aby ukrywać własną aurę. Im bardziej próbowała drążyć temat, tym bardziej czuła się zagubiona przy odszyfrowywaniu dziwacznego maga.
„Co on kombinuje?”
Porzuciła temat z własnych przemyśleń i przyśpieszyła kroku z trudem, aby nadążyć za oddalającą się w szybkim tempie grupą.

Wiśnia zgubiła całkowicie poczucie czasu, a każdy wykonany przez nią krok wydawał się wiecznością. Pogrążające jej ciało wyczerpanie i niebezpiecznie niskie rezerwy magii dawały się siarczyście we znaki.
Przez własny dziki entuzjazm całkowicie zapomniała o tak ważnej rzeczy jak rozsądek w używaniu magii. Doprowadziło to do przykrych konsekwencji, z którymi musiała się teraz borykać. W końcu była inna niż wszyscy używający magii. Magia dla niej jednocześnie stanowiła linię życia i śmierci. Myśl o śmierci ją przerażała, bo w końcu wciąż nie dosięgnęła celu spełnionego życia. Co z tego, że posiadała taką obszerną wiedzę o magii, kiedy nie radziła sobie z własnym życiem?

Ze stanu półświadomości własnego otoczenia wyrwały ją dziwne dźwięki z udziałem głosu Winorośli. Nie słyszała tego wyraźnie jak reszta, słowa nakładały się na siebie, a wizja się jej rozmywała. Wyciągnęła słabo dłoń przed siebie, aby przełamać się i w końcu poprosić kogoś o pomoc. Nie dała jednak rady wydusić z siebie żadnego dźwięku. Traciła stopniowo kontrolę nad własnym ciałem, a momentami całkowicie nic nie widziała, ani nie mogła usłyszeć.
Pierwszy raz wystawiona na takie efekty własnego wyczerpania spanikowała i zmusiła się do biegu, gdy znowu straciła rozmytą wizję. Ową akcją wprowadziła trochę zamieszania w kotołakach, bo obijała się o nich niestabilnym krokiem. Zatrzymała się w końcu, a raczej uderzyła z niewielką siłą w plecy jednego z nich. Kurczowo złapała osobnika w talii, nawet nie do końca świadoma, kto to.
Przemieniona cała drżała z pewnością, że jak tylko go puści, to runie na ziemię jak martwa kłoda. Panika podpowiadała rogatej najróżniejsze wizje, a każda gorsza od poprzedniej, przez co nie potrafiła się uspokoić. Obrazy tych wizji były tak realne, że nie potrafiła ich odróżnić od rzeczywistości. Sama nie zdawała sobie sprawy, że wprowadziła się w silną iluzję podświadomie przez brak kontroli nad własną magią.
Efekt częściowo udzielił się również na Mansuna, do którego teraz różowawa kurczowo się lepiła coraz mocniej. Nie został całkowicie wciągnięty w makabryczne iluzje, ale oczach plątała mu się rzeczywistość i wyrywkowe obrazy z aktualnych wizji doświadczanych przez Wiśnię.
Sheri miała bardzo wysoką gorączkę. Do takiego stopnia, że koci kapitan czuł, jak jest rozpalone jej ciało nawet przez warstwę rdzawego, błyszczącego futra. Do tego oblana zimnymi potami wciąż dygotała jak jesienny liść na wietrze, z tą różnicą jednak, że ona nie chciała upaść, uparcie trzymając się swojego „drzewa”.
Wszechobecne magiczne motyle też zdezintegrowały się, zamieniając się w nic nieznaczący, różowy pył. Jedna z niewielu rzeczy, które mogły się rzucić w oczy, gdyż towarzyszyły wszystkim przez większość ich podróży z przemienioną.

Odizolowana od zewnętrznych bodźców, nie miała pojęcia, że grupa podejmowała ważną decyzję, a tym bardziej nie wiedziała, że Winorośl był w pobliżu.
Avatar użytkownika
Sherreri
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Erremir, Thilivern, Celine, Creighton,
Rasa: Przemieniona mroczna elfka
Aura: Potężna emanacja już z daleka promieniuje mocą, sięgając niemal tak samo daleko, jak pokrywająca ją topazowa poświata. Nim dotrze się do jej sedna, w nozdrza uderza zapach nieporównywalny z niczym innym. Coś jak słowo na końcu języka, znajomy lecz zapomniany smak i zapach coś nam mówiący (czy to kwiat wiśni?), lecz tajemniczy. Wokoło słychać cichy trzask płomieni, któremu towarzyszy nieznośne ciepło i uczucie suchości w ustach. Zaraz jednak gasi je wilgoć, słychać szmer wody, a w powietrzu unoszą się drobne jej kropelki. Im bliżej do emanacji tym dźwięki zmieniają się, przygniatając teraz stałym głębokim tonem i rumorem spadających głazów. Jeszcze tylko cichy szept liści i lekki podmuch, nim dotrzesz do emanacji i wszystko zamiera. Otacza cię teraz cisza tak głęboka, że słyszysz pulsowanie krwi w głowie, i która pochłania wszelkie inne odgłosy. W smaku jest ostra i gorzka, na zmianę lepiąc się do podniebienia i wysuszając wargi. Na jej powierzchni tańczą sprzeczności, ukazując swoje szorstkie i gładkie elementy, giętkie i sztywne warstwy i miękką powłokę, która tnie ostrymi jak brzytwa zakończeniami. Jednostajny pas cyny oplata aurę dookoła, dzieląc ją na dwie części, z których jedną pomalowano farbą pięknie srebrzystą, a drugą na kobaltowo.
Wygląd: Wśród znajomych istot jest znana pod przydomkiem „Kwiat Wiśni” ze względu na jej bardzo niecodzienny wygląd, nawet jak na przemienioną. Wzrost średnich lotów, bo jedynie 1 łokieć i 2 piędzi (158,4 cm). Typowa dla mrocznych elfów ciemna karnacja o barwie popiołu z suchego drewna, ale tutaj podobieństwa wizualne prawie się kończą. Tęczówki jasnoszare ułożone w żywych, ... (Więcej)

Postprzez Vergil » Śr gru 19, 2018 7:39 pm

W przeciwieństwie do kotołaków, on zastanawiał się nad zagadką w ciszy – stał kilka kroków przed trzema kartami, które lewitowały przed nimi, i wpatrywał się w nie, przy okazji myśląc nad tym, jakiego działania matematycznego należy użyć, żeby dowiedzieć się, która karta ukrywa rozwiązanie. Przeczucie podpowiadało mu, że nie może to być środkowa karta – właśnie na niej znajduje się tyle winorośli, ile na drugiej stronie ma być alej. Wcześniej podzielił się tymi spostrzeżeniami z resztą grupy… ale przecież nie musiało oznaczać to tego, że ma rację – może rzeczywiście rozwiązaniem jest karta znajdują się w środku.
         – Mamy zbyt mało informacji. Nie wiemy, jakie konkretnie działania wykonać, więc rozwiązań może być… przynajmniej kilka – odezwał się, chociaż ton jego głosu mógł wskazywać, że mówi do siebie, a nie do pozostałych. Może wypowiadał swe myśli na głos, żeby wiedzieli, o czym tak długo myślał. Mógłby spróbować różnych rozwiązań i na koniec wybrać kartę, której liczba winorośli była wynikiem najczęściej, jednak to mogłoby zająć naprawdę dużo czasu.
         – Chyba wiem, jak na to odpowiedzieć, chociaż nie jestem do końca pewien – powiedział, chwilę wcześniej odwracając się w stronę kotołaków, które nadal dyskutowały na temat zagadki i dzieliły się ze sobą swoimi propozycjami rozwiązania. Możliwe, że słowa te także zwróciły uwagę Pana Winorośli na wampira – w końcu powiedział, że może znać rozwiązanie ich problemu, czyli zagadki, którą zadał im mag, który ich tu sprowadził i odpowiada też za zatrzymanie ich tu właśnie w ten sposób.
         – Wśród tych trzech kart nie ma tej, która na drugiej stronie ma pięć alej. Stwierdziłem, że jest to najbardziej prawdopodobne rozwiązanie, patrząc na to, że nie dostaliśmy żadnych wskazówek co do tego, jakim działaniem lub działaniami powinniśmy się posłużyć, żeby podać rozwiązanie… Nawet, jeśli miałby być błędne – odezwał się, patrząc przed siebie, może podejrzewając, że Winorośl ukrywa się właśnie tam. Stanowczość w jego głosie nie pozostawiała wątpliwości co do tego, czy na pewno jest to jego odpowiedź. Dlatego też takie pytanie – najpewniej odpowiednio zrymowane – nie padło z ust szalonego maga.
         – Błą… A jednak nie, odpowiedź wampira prawidłową okazała się – cała grupa usłyszała znajomy im już głos, chociaż nie byli pewni, czy dochodzi on gdzieś z naprzeciwka, czy Winorośl przekazuje im swe słowa prosto do umysłów.
         – Możecie iść do przodu, nie potrzebuję kolejnego dowodu. Dotrzecie do mej komnaty, tylko nie potknijcie się leżące gnaty! - dodał Winorośl i zaśmiał się, przy drugim zdaniu podnosząc też głos. Właśnie powiedział im też, że naprawdę idą dobrą drogą i już niedługo uda im się dotrzeć do miejsca, w którym mężczyzna ukrywa się przed nimi.

Szli dalej, bo i tak nie mieli dużego wyboru, jeżeli chcieli pozbyć się klątwy. Wcześniejsze ostrzeżenie Pana Winorośli nie pojawiło się wyłącznie po to, żeby mógł zrymować słowa, bo pod ich nogami rzeczywiście zaczęły walać się gnaty – i były to różne kości, nie tylko należące do ludzi lub istot o podobnej budowie ciała, co oni, bo dało się też zauważyć kilka zwierzęcych czaszek. Można by było zastanawiać się, czy może Winorośl odpowiada za taki „wystrój”, jednak raczej tak nie było. Prędzej mógł on przegonić lub nawet zabić coś, co wcześniej zamieszkiwało jaskinię.
W końcu za kolejnym zakrętem mogli zobaczyć światło. Gdy do niego dotarli, okazało się, że jego źródłem są liczne świece rozstawione po pomieszczeniu. Było ono dość spore – na jego ścianach znajdowało się sporo świec, które stały także na stole znajdującym się na środku komnaty. Dębowy stół nie stał na kamiennym podłożu, a na zielonym dywanie ozdobionym winoroślami w kolorze fioletu. Przy nim znajdowało się dokładnie tyle krzeseł, ilu było „gości” Pana Winorośli i, oczywiście, jedno krzesło dla „gospodarza”. Na stole zresztą znajdowała się też zastawa, a także różne dania – mięsa i ryby przyrządzone na różne sposoby, a także półmisek z ciastkami pokrytymi kawałkami czekolady i kolejne dwa, na których znajdowały się owoce. Szklane butelki kusiły swą zawartością, którą było szkarłatne wino… jednak nie tylko, bo wodę także można było znaleźć wśród napoi. Brakowało tylko samego Pana Winorośli, który nagle pojawił się przed nimi, uśmiechając się szeroko do grupy.
         – Zdejmę z was klątwę i zapraszam do stołu. Pewnie jesteście głodni przez podróżowania nawału – powiedział do nich i wykonał ręką zachęcający gest, ciągle się uśmiechając. Spojrzał też na Vergila, po chwili przesunął wzrokiem od niego do kotołaka z nim połączonego, zaczął coś do siebie szeptać, wykonując przy tym kilka gestów dłonią, a na koniec głośno klasnął.
         – Linę rozwiązać możecie, pod wpływem klątwy już się nie znajdujecie! - odezwał się, spoglądając na nich. Tonem głosu zachęcał ich, żeby to zrobili. Wampir podejrzewał, że Winorośl zrobił to, o czym im powiedział, więc rozwiązał linę, pozbywając się krępującego go sznura.
         – Może teraz ze mną zjecie, porozmawiamy o otaczającym nas świecie? - zapytał, ciągle się uśmiechając. Wyglądało na to, że nie miał złych zamiarów względem grupy i rzeczywiście chce z nimi tylko porozmawiać.
Avatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron, Nimroth,
Rasa: Wampir Czystej Krwi
Aura: Silna emanacja, która zachwyca ilością barw, u podstaw żelazny odcień delikatnie przechodzi w srebrny. Wyżej natomiast staje się kobaltowa. Całą powierzchnię pokrywają drobne, intrygujące kształty w kolorze rtęci z daleka przypomina to pył. Tu i tam widać chaotyczne maźnięcia pędzlem zanurzonym raz w miedzianej, a raz w barachitowej farbie. Otula ją niczym koc, obsydianowe światło. Niespodziewanie można odczuć uczucie zagrożenia, chwile po tym słychać jęki i wrzaski torturowanych. Niesie ze sobą woń świeżej krwi niezmiennie będący w parze z metalicznym posmakiem w ustach. Złamać powłokę emanacji to poważne przedsięwzięcie, jest ona bowiem niebywale twarda, dodatkowo elastyczna, więc może unikać jakichkolwiek ciosów bez trudu. Posiada ostre jak brzytwa brzegi ukryte pod aksamitnym puchem. W smaku charakteryzuje się łagodnością, lepi się naprawdę mocno, chcąc ukryć pojawiającą się czasem lekką suchość. Na trwałe zapada w pamięć.
Wygląd: Vergil nie wygląda jak osoba, która żyje prawie sześćset lat, nie ma tu czemu się dziwić, w końcu jest wampirem. Gdy nie zna się jego rzeczywistego wieku, to można stwierdzić, że wygląda na około 35 lat. Nie należy do najwyższych, jednak jest wysoki, bo mierzy sobie 6,3 stopy (192 cm), a przy tym jest dobrze zbudowany i posiada wręcz trupioblady kolor skóry, jak to wampir. ... (Więcej)

Postprzez Mansun » Cz gru 27, 2018 2:50 pm

        Koty w Alaranii nie były od dawna. I choć posiadały pewną podstawową o niej wiedzę to nadal najwięcej jej czerpały z obecnych doświadczeń. Klimat, gatunki, rasy, magia - wszystko to było do zbadania i udokumentowania. Potrafili odróżnić człowieka od elfa, a tego od centaura, ale czym była Wiśnia, stanowiło dla nich zagadkę. Już lepiej rozumieli, czego do funkcjonowania potrzebuje wampir - przemieniona nie pasowała po prostu do żadnego opisu.
       Uznając w pewien sposób przewagę Alarańczyków nad sobą, Karakale założyły, że martwić muszą się głównie o siebie - to oni byli tu obcy, nie każdy z nich władał magią, a w dodatku nie wszyscy nawet znali wspólny język. Z tego względu nie szybko zorientowali się, że z dziewczyną coś jest nie w porządku. Od samego początku pokazywała im swoje niemałe możliwości i sztuczka za sztuczką udowadniała, że jak już to powinni się jej bać lub podziwiać. Dopiero kiedy zaczęła obijać się o ich ramiona i plecy, zwróciła na siebie uwagę, a koty stały się zdezorientowane. Tu zagadka, tu osłabiony mag…
       Na szczęście zagadką zajął się Vergil. Zaradi tylko westchnął i uśmiechnął się z politowaniem dla losu, jakby zastępowało to ciche ,,a nie mówiłem?”. Pokręcił lekko głową i rozłożył ręce. Zaczynał rozumieć, jak to wszystko działa. Ale cieszył się, bo nawet przez chwilę nie wątpił, że wraz z kompanami nie podadzą dobrej odpowiedzi. Widocznie tak już miało być. kotki nie mogą być tymi mądrymi - kontynent najwyraźniej by tego nie wytrzymał.
       Rozpogodzony dzięki własnej domyślności i samozadowoleniu przetłumaczył Fonowi co się dzieje, ale zaraz skupił wzrok na drugim kapitanie i dziewczynie doń kurczowo uczepionej. Wyglądało jakby Mansun chciał coś powiedzieć, ale był zbyt skołowany. Wgapiał się w przestrzeń - to z niedowierzaniem, to przestrachem czy niezrozumieniem. I jakoś tak niemrawo próbował odwrócić się do rogatej, ale mu coś nie szło. Blondyn wskazał na niego, wykonał dwa gesty i zaraz z Fonem odlepiali Wiśnię od jego pleców. Dopiero gdy im się udało, Mansun otrząsnął się i odzyskał swój normalny, głupkowaty wyraz twarzy.
       - Rozwiązaliśmy zagadkę, wiesz o tym? - zapytał go Zaradi, kładąc sobie tymczasowo dziewczynę na kolanach. Nie była w dobrym stanie.
       - Nhaprawdhę!?
       - Tak. Nasz szanowny przewodnik dogadał się z Winoroślą - wyjaśnił blondyn tylko z leciutkim przekąsem.
       - A cho… cho z nią? Przhed chwilą…
       - Przed chwilą zidiociałeś do reszty. To na pewno jej sprawka. - Mimo szorstkich słów blondyn sam się zastanawiał. Nie było wśród nich medyka przygotowanego pod kątem magicznych dolegliwości. Może należało się zastanowić czy słusznie…
       Jako najlepiej obeznani to Zaradi i Kanhuma pobieżnie przyjrzeli się omdlałej dziewczynie. Szczerze mówiąc, gdyby nie skrupuły i pewne zasady moralne, najchętniej by się jej pozbyli. Omdlała czy nie, widzieli w niej głównie zagrożenie - coś co wpływa na otoczenie, a nad czym nie mają kontroli. Gdyby była to ludzka niewiasta, nie przemknęłoby im to na pewno przez myśl - ale Sherreri nazywali w duchu nie ,,tą kobietą”, a ,,tym stworzeniem”. Silniejszym od nich i myślącym inaczej. Dla Fona w ogóle była jakimś koszmarkiem i tylko Mansun wydawał się ślepy na te różnice. Trudno jednak orzec, czy z dobrej woli, czy z niefrasobliwego charakteru.
       - A ty nie wiesz, co jej jest? - rzucił Zaradi do już ruszającego Vergila. Jeśli ktoś miał im podpowiedzieć, to właśnie on, ale kot obawiał się, że krwiopijca jest w ogóle niezainteresowany tematem. Być może nie traktował rogatej jako członka grupy i było nie było - miał poniekąd ku temu powody. Jej zachowanie względem niego było co najmniej niepokojące i ze wszystkich osób to oni być może byli sobie najbardziej wrodzy.
       I w sumie prawda… jasnofutry też nie traktował jej jak części drużyny, która opierała się na przymusowym partnerstwie Vergila i Kanhumy. Ale zostawić ją taką na ziemi i zwyczajnie sobie pójść… ostatecznie parę razy im pomogła, a gdyby nie jej zaklęcia, nadal błąkaliby się po szlaku.
       - Bierzemy ją - zawyrokował krótko i nie do końca chętnie, ale zanim ustalił, na kim spocznie ten przywilej, Mansun już wyciągnął po nią łapki. Słusznie. To na nim wisiała najczęściej, więc pewnie się przyzwyczaił.

       Ruszyli za wampirem w napięciu, ale i nadzieją. Ich uwagę od problemów odwracały nieco różnokształtne kości, na które patrzyli bardziej z fascynacją niż przerażeniem (zwłaszcza gdy były zwierzęce). W końcu nie mogli się dalej opierać i pozbierali kilka czaszek, choć pakować do plecaka musieli je w marszu i nie tak ostrożnie, jakby tego pragnęli. Jedynie rudy kapitan nie mógł oddać się temu zajęciu - nie tylko ponieważ niósł kobitkę i martwił się jej stanem, ale i dlatego, że czuł się nieco… osłabiony. Pewnie ze zmęczenia.
       Nie zwracał uwagi na to, że trzymając ją w ramionach, dotykał jej skóry poduszeczkami palców - a ich nie chroniło już futro.

       Do komnaty Winorośli dotarli o dziwo bez żadnych problemów - jednak cyrk dopiero miał się zacząć. Podświadomie chyba spodziewali się jakiejś potyczki. Pułapki może albo areny… sali z narzędziami tortur i pozostałościami byłych nieszczęśników. Tymczasem spokój i wystrój pomieszczenia zgasiły w nich napięcie, dając dojść do głosu głębokiemu zdumieniu, u jednych mieszającego się z ulgą, u innych zaś z nieufnością. Jedzenie pachniało zwyczajnym jedzeniem, magia Winorośli nie kłębiła się wrogo, zniknęła gdzieś aura złowrogiego szaleństwa. Czyżby dotarcie do celu nie miało wiązać się z jatką, a pokojowym otrzymaniem nagrody?

       Pierwsze westchnienia ulgi i ciche trącanie się łokciami były odpowiedzią na zdjęcie zaklęcia. Niedowierzając, Kanhuma rozplątał sznur i pozwolił mu opaść na ziemię. Oddalił się powoli od wampira, zerkając na niego od czasu do czasu, ale nic się nie działo. Naprawdę byli wolni!
       - Udało się! - szepnął rozradowany i popatrzył na wszystkich z najczystszym szczęściem w oczach. Także do wampira zwrócił się wielce przyjaźnie, bo było nie było, wspólna klątwa sprawiła, że zwycięstwo odczuwał jako ich wspólne. Poza tym nie będąc zmuszonym do bliższego kontaktu, nie musiał się krwiopijcy tak bardzo bać.

       - Chęthnie. - Mansun, wyjątkowo nie był najbardziej entuzjastycznie nastawionym z kotów, ale jako pierwszy uznał pana Winorośl za normalnego, miłego gospodarza (no, może nie normalnego). Ciekawił go ten osobnik, a skoro już tyle przeszli, to chyba należało wykorzystać możliwość rozmowy z kimś tak… wyjątkowym. No i przecież zaprosił!
       - Ahe co z hnią? - Karakal zbliżył się do Winorośli, pokazując mu bezradnie Wiśnię. - Nhadhal ma twóh tatuaszch… no i choś hjej jezd. Nie umiałbyś choś na tho porhadziś?
Avatar użytkownika
Mansun
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Kana, Funtka, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny,
Rasa: Kotołak (Karakal Panquski)
Aura: Z oddala słychać pojedynczy, głęboki ton, nie dający się przez nic zakłócić. Otula zmysły, dając poczucie spełnienia i przynosząc ze sobą delikatną woń zwierzęcej sierści i przyjemne uczucie ciepła. Zmysłów nie oszczędza jednak smak emanacji, wyraźnie pikantny, a do tego gorzki i kwaśny. Później dostrzec można jasną i błyszczącą szafirową poświatę, połyskującą niczym korony drzew skąpane w słońcu. Otula ona emanację o średniej silne, na którą tworzy się dość słabe tło oraz znacząco silniejszy promień mocy, przeszywający ją w jednym miejscu, wskazując źródło swojej potęgi. W dotyku jest twarda i zakończona ostrymi krawędziami. Można jednak znaleźć miejsca w których gnie się niesamowicie, na zmianę lepiąc się do dłoni i wysuszając skórę. Na końcu warto skupić się na barwach aury, stanowiących prawdziwe dzieło sztuki. Całość jej powierzchni pokryta jest wirującymi, silnie cynowymi pasmami, stanowiącymi tło dla reszty barw. Po żelaznych i miedzianych wodach płyną srebrne statki, otulone lekko złotą mgiełką, na długo zapadając w pamięć.
Wygląd: Choć w swoim kraju był raczej średniego wzrostu i postury, w Alaranii sprawiać może wrażenie kogoś cierpiącego na lekką odmianę gigantyzmu. Nie chodzi nawet o to, że jest zwyczajnie wysoki, ale o wielkość jego niezbyt przecież masywnego ciała. Jego alarański odpowiednik przy tych samych proporcjach musiałby mieć jakiś 1.75 metra wzrostu, on zaś ma jakieś dwa metry, co (wraz ... (Więcej)
Uwagi: Karakal mówi z sunbaryjskim akcentem. Podróżuje przeważnie wraz z kilkoma innymi oficerami.

Postprzez Sherreri » Cz sty 03, 2019 2:56 pm

        Stan Sherreri pozostawał stabilny przez energię magiczną Mansuna, który nieświadomie dotknął skóry przemienionej nagimi opuszkami. W normalnych okolicznościach to ona musiała wymusić kontakt, aby transfer energii magicznej zadziałał. Teraz bardziej przypominała rozgrzane piaski pustyni, które pochłoną każdą kroplę wody, a tą wodą dla Sherreri było każde źródło energii.
        Styczność Mansuna z przeklętą przemienioną trwało wystarczająco długo. Przemieniona powoli okradała go z magii, co mogło umknąć jego początkowej uwadze. Ona sama nie do końca była świadoma owego faktu, a przepływ owej energii się zwiększał. Każda istota z ponadprzeciętnym zmysłem magicznym mogła zauważyć dziwny przepływ magii pomiędzy dwójką. Nie umknęło to już na pewno Winorośli, gdy kotołak zbliżył się z nią na rękach. Zanim ten cokolwiek zrobił, ona już szeroko otworzyła oczy.
        Połączyła wszystkie fakty bardzo szybko i wyrwała się kotołakowi z objęć, chociaż przez ułamek sekundy się wahała. Wylądowała na ziemi zgrabnie, dotykając opuszkami ziemi zdobionego dywanu. Wciąż sprawiała wrażenie chorującej, zwłaszcza z trochę nieobecnym wyrazem twarzy. Jednak jej spojrzenie wypełniała złość, a oczy miała szkliste. Wpatrywała się w duże ślepia kapitana z zadartą głową.
        — Jak możesz być tak głupkiem?! — wydusiła z siebie osłabionym głosem.
Była zła nie tylko na kotołaka, którą ją niósł, ale również resztę drużyny. Czemu nikt z nich nie zauważył, że Mansun drży z zimna. Nie chciała sobie nawet wyobrażać, co on sobie myślał, ignorując takie znaki jak chłód i ból w klatce piersiowej. Zwalił wszystko na zmęczenie? Przez myśl przeszło jej, że mógł się o nią po prostu martwić i nie zwrócił uwagi. Potrząsnęła jednak głową, zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma takiego prawa.
        — Jesteś beznadziejny — wymamrotała z nikłym uśmiechem do Mansuna.
Bez żadnego tłumaczenia przytuliła się do kotołaka wstydliwie. Zazwyczaj nie mogła się tak swobodnie do nikogo kleić. W końcu pożerała magię, osłabiała i zabijała. Przerażała ją myśl, że ten wysoki kotołak mógł tak skończyć, gdyby nie odzyskała świadomości z dziwnego letargu. Co prawda wciąż była daleka od swojego najlepszego stanu, ale przynajmniej mogła stać o własnych siłach. Drażniły ją też lekkie zawroty głowy, ale obecność i charakterystyczna aura Mansuna koiła wszelkie niedogodności.
        Trochę po cichu naprawiała też wyrządzone szkody. Tym razem nie mogło to umknąć Mansunowi, gdyż rozlewającej się stopniowo po jego ochłodzonym ciele ciepło rozgrzewało go na nowo. Użyła do tego ostrożnie i precyzyjnie składników magii ognia,  do czego była zdolna jako adept owego arkanu magii. Nie miała za bardzo jak złagodzić bólu, ale doszła do wniosku, że nie był aż tak odczuwalny. W końcu kotołak niósł ją aż do tego dziwnego miejsca.

        Zanim odlepiła się od kotołaka, wykorzystując prostą iluzję na jego zmyśle słuchu, zdradziła mu coś o sobie. Zmiennokształtny odebrał to tak, jakby szeptała mu prosto do ucha.
        „Moje prawdziwie imię to Leiaehnii. Dziękuje za wszystko”
Nie czekając na jego reakcję, uwolniła się od niego. W sumie i tak za dużo par oczu ich śledziło. Nie winiła nikogo, bo mieli rację. Była niebezpieczną istotą, bardziej niż im mogło się wydawać. Spojrzenie Sherr i Winorośli spotkało się na krótką chwilę, ale to wystarczyło. Była pewna, że się zastanawiał, co się stało z jego piętnem, a może się domyślał. Piętno to magia, więc jej ciało po prostu zamieniło je z powrotem w magię, a raczej zostało pożarte.

        Mało pewnym krokiem usiadła na jednym z przygotowanych przy dębowym stole krzeseł, lustrując zastawiony stół z ciekawością. Z reguły poczekałaby na pozostałych „gości”, ale jedzenie też pomagało jej odnawiać magię. Nie było to zbyt efektywne, ale nie wypadało teraz wybrzydzać. Przekonana była, że nie było sensu się martwić na zapas. Winorośl miał idealną szansę, aby wyeliminować maga drużyny, nie był głupcem.   Ciekawa była też, co ów szaleniec ma do powiedzenia.
        Pochyliła się nad stołem i załadowała sobie solidny kawałek mięsa. Najstraszniejsze było to, w jakim tempie on znikał, jak i maniery rogatej kobietki pozostawiały wiele do życzenia. Zanim reszta się dosiadła, ona brała już dokładkę, nucąc pod nosem jakąś melodię.
        Ukradkiem rzucała spojrzenie w stronę przemieszczającego się Mansuna. W końcu nie zdziwiłaby się, jakby nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Z całej grupy tylko on i wampir znali jej „terror”, chociaż mogła trochę przesadzać. Nie doprowadziła ich do skraju śmierci w końcu. Zdradzenie kotołakowi swojego imienia dla niej miało specjalne znaczenie, co trochę poprawiało jej samopoczucie, mimo ogólnego osłabienia.
Avatar użytkownika
Sherreri
Błądzący na granicy światów
 
Inne Postacie: Erremir, Thilivern, Celine, Creighton,
Rasa: Przemieniona mroczna elfka
Aura: Potężna emanacja już z daleka promieniuje mocą, sięgając niemal tak samo daleko, jak pokrywająca ją topazowa poświata. Nim dotrze się do jej sedna, w nozdrza uderza zapach nieporównywalny z niczym innym. Coś jak słowo na końcu języka, znajomy lecz zapomniany smak i zapach coś nam mówiący (czy to kwiat wiśni?), lecz tajemniczy. Wokoło słychać cichy trzask płomieni, któremu towarzyszy nieznośne ciepło i uczucie suchości w ustach. Zaraz jednak gasi je wilgoć, słychać szmer wody, a w powietrzu unoszą się drobne jej kropelki. Im bliżej do emanacji tym dźwięki zmieniają się, przygniatając teraz stałym głębokim tonem i rumorem spadających głazów. Jeszcze tylko cichy szept liści i lekki podmuch, nim dotrzesz do emanacji i wszystko zamiera. Otacza cię teraz cisza tak głęboka, że słyszysz pulsowanie krwi w głowie, i która pochłania wszelkie inne odgłosy. W smaku jest ostra i gorzka, na zmianę lepiąc się do podniebienia i wysuszając wargi. Na jej powierzchni tańczą sprzeczności, ukazując swoje szorstkie i gładkie elementy, giętkie i sztywne warstwy i miękką powłokę, która tnie ostrymi jak brzytwa zakończeniami. Jednostajny pas cyny oplata aurę dookoła, dzieląc ją na dwie części, z których jedną pomalowano farbą pięknie srebrzystą, a drugą na kobaltowo.
Wygląd: Wśród znajomych istot jest znana pod przydomkiem „Kwiat Wiśni” ze względu na jej bardzo niecodzienny wygląd, nawet jak na przemienioną. Wzrost średnich lotów, bo jedynie 1 łokieć i 2 piędzi (158,4 cm). Typowa dla mrocznych elfów ciemna karnacja o barwie popiołu z suchego drewna, ale tutaj podobieństwa wizualne prawie się kończą. Tęczówki jasnoszare ułożone w żywych, ... (Więcej)

Postprzez Vergil » Wt sty 08, 2019 5:16 pm

Wampir, będąc wyczulonym na magię trochę bardziej niż kotołak, z którym jeszcze przed chwilą dzielił klątwę, wiedział, że Winorośl rzeczywiście ją z nich zdjął. Nie wyczuwał na sobie magii z nią związanej, jednak nie powiedział nic, gdy druga strona chciała przekonać się na własnej skórze, czy zaklęcie rzeczywiście zniknęło. Tak się stało, bo żaden z nich nie czuł tych niekomfortowych powikłań związanych ze zbyt dużym oddaleniem się od siebie – Vergil miał też dodatkowy dowód na to, że jego przeczucie było prawdziwe.
Pan Winorośl spojrzał na dziewczynę, jednak ta obudziła się, nim zdążył zrobić cokolwiek, co zresztą zaskoczyło go i z jego ust wydobyło się głośne „O!”. Czarodziej z wyraźnym zaciekawieniem przyglądał się sytuacji, która rozgrywała się tuż przed jego oczami. Mimo, że nie znał relacji pomiędzy poszczególnymi członkami grupy (a może znał, bo przecież zawsze mógł obserwować ich postępy tak, żeby go nie wykryli), nie wyglądał na kogoś, kto chciałby zapytać o to, co się dzieje. Możliwe też, że zaczął domyślać się tego, jak w tej grupce jedni traktują innych i, jak są do nich nastawieni. Dopiero teraz zauważył też to, że zniknął magiczny tatuaż, który jej zostawił – to także go zaskoczyło, jednak Sherreri mogła mieć wrażenie, że domyśla się, dlaczego tak się stało i przez to nie zadaje jej pytań z tym związanych. Mimo tego, że Pan Winorośl był niezrównoważony psychicznie, był też jednocześnie niegłupi, co niby stanowiło dość niebezpieczne połączenie, jednak sprawiało też, że niektórych rzeczy po prostu się domyślał. Zresztą, tak naprawdę mało o nim wiedzieli – w końcu mógłby być naprawdę stary, czego nie byłoby widać po jego ciele, a przez to mógłby też mieć naprawdę duże doświadczenia życiowe. Znaczy, mogli spekulować, że przeżył sporo, bo przecież każdy z nich stwierdziłby, że jest dość potężnym czarodziejem. Magia wymaga czasu na nauczenie się i opanowanie jej – umiejętności związanych z cechami fizycznymi ciała można nauczyć się szybciej niż tych magicznych.

Poza tym, Winorośl wyraźnie ucieszył się, gdy uświadomił sobie, że przecież zgodzili się usiąść z nim przy stole i porozmawiać, przy okazji posilając się i uzupełniając energię. Mag przeniósł się magicznie w pobliże miejsca, w którym miał siedzieć przy stole, ale zajął je dopiero wtedy, gdy upewnił się, że cała grupa usiadła i nawet zaczęła jeść.
         – Co mi powiecie na temat tej przygody? Wiem, że nie mieliście dużo wygody – odezwał się, chwilę wcześniej siadając na swoim miejscu. W trakcie wypowiadania drugiego zdania najpierw spojrzał na Vergila, a później na Kanhumę, dając do zrozumienia, że mógł kierować te słowa do nich i jednocześnie był też świadom tego, iż klątwa rzucona na nich sprawiła, że musieli nałożyć na siebie pewne ograniczenia – chociażby to, że nie mogli oddalać się od siebie.
Vergil napił się czerwonego trunku z kieliszka. Szybko wyczuł, że była to krew z dodatkiem wina, które było ledwo wyczuwalne. Gdyby nie różnica w smaku, po samym kolorze nie byłby nawet w stanie zauważyć, iż znajduje się tam życiodajny płyn, którego wampiry używają jako posiłku. Nie miał też zamiaru mówić pozostałym o prawdziwej zawartości naczynia – zresztą, na pewno nie było też tak, że w każdej butelce znajdowała się taka mieszanka, bo Winorośl na pewno przewidział możliwość, że ktoś będzie chciał napić się zwykłego wina.
         – Mimo tych trudności, myślę, że było ciekawie. Na początku chciał odszukać cię tylko po to, żebyś nie tylko zdjął z nas klątwę, ale także po to, aby znów zamknąć cię w jakimś magicznym więzieniu… Tylko, że teraz nie mam już takich zamiarów. Myślałem też, że będzie trudniej znaleźć twoją kryjówkę, a tymczasem okazała się nią pierwsza jaskinia, na którą natknęliśmy się w tym miejscu – odezwał się wampir. Był pewien, że Pan Winorośl wie już o tym, że udało mu się rozpoznać zawartość kieliszka i to, że jest ona mieszanką dwóch szkarłatnych płynów.
         – Mam nadzieję, że się nie obrazisz, ale… nie chciałbym spotkać cię ponownie i wplątać się w twoją kolejną grę. Znaczy, na pewno nie w najbliższym czasie, a jeśli kiedyś spotkamy się ponownie, to wymyśl coś, co nie będzie ograniczało moich ruchów – dopowiedział, spoglądając na maga, który pokręcił głową, tym samym dając znać, że nie jest zły na wampira za taką opinię.
         – Rozumiem… bo to umiem! - odezwał się jeszcze, żeby było jasne, że naprawdę nie gniewa się na Vergila za taką opinię na temat przygody, którą im zapewnił. Zresztą, wcześniej przecież sam wampir przyznał, że było ciekawie i to się liczyło dla Winorośli – to, że nie znudzili się w trakcie szukania go. Znaczy… przynajmniej nieumarły się nie znudził. Wyglądający na zadowolonego z tej krótkiej rozmowy z wampirem, Pan Winorośl spojrzał teraz na kotołaki i Sherreri, czekając na to, aż oni wyrażą swoje zdania na temat przygody.
Avatar użytkownika
Vergil
Mieszkaniec Sennej Krainy
 
Inne Postacie: Samiel, Calathal, Cain, Jon, Kelsier, Nessus, Fenrir, Malthael, Salazar, Constantin, Seviron, Nimroth,
Rasa: Wampir Czystej Krwi
Aura: Silna emanacja, która zachwyca ilością barw, u podstaw żelazny odcień delikatnie przechodzi w srebrny. Wyżej natomiast staje się kobaltowa. Całą powierzchnię pokrywają drobne, intrygujące kształty w kolorze rtęci z daleka przypomina to pył. Tu i tam widać chaotyczne maźnięcia pędzlem zanurzonym raz w miedzianej, a raz w barachitowej farbie. Otula ją niczym koc, obsydianowe światło. Niespodziewanie można odczuć uczucie zagrożenia, chwile po tym słychać jęki i wrzaski torturowanych. Niesie ze sobą woń świeżej krwi niezmiennie będący w parze z metalicznym posmakiem w ustach. Złamać powłokę emanacji to poważne przedsięwzięcie, jest ona bowiem niebywale twarda, dodatkowo elastyczna, więc może unikać jakichkolwiek ciosów bez trudu. Posiada ostre jak brzytwa brzegi ukryte pod aksamitnym puchem. W smaku charakteryzuje się łagodnością, lepi się naprawdę mocno, chcąc ukryć pojawiającą się czasem lekką suchość. Na trwałe zapada w pamięć.
Wygląd: Vergil nie wygląda jak osoba, która żyje prawie sześćset lat, nie ma tu czemu się dziwić, w końcu jest wampirem. Gdy nie zna się jego rzeczywistego wieku, to można stwierdzić, że wygląda na około 35 lat. Nie należy do najwyższych, jednak jest wysoki, bo mierzy sobie 6,3 stopy (192 cm), a przy tym jest dobrze zbudowany i posiada wręcz trupioblady kolor skóry, jak to wampir. ... (Więcej)

Postprzez Mansun » Pt sty 18, 2019 3:57 pm

        Kotołak naprawdę nie wiedział co zrobił nie tak. Nie pamiętał, nie kojarzył z czym wiąże się kontakt z Wiśnią? Pewnie nie, bo zwykle przecież nic mu nie dolegało kiedy go obłapiała. Może więc zła była o to, że źle ją niósł? Ale przecież nie trzymał jej głową do dołu, ani nie przewiesił jej sobie przez ramię. Co więc mogło być nie tak? Nie wiedział i nie miał siły się zastanawiać. Może nie połączył złego samopoczucia z noszeniem lekkiej kobitki w ramionach, ale wybitnie to się nie czuł.
       Tym ciężej trudno mu było myśleć i pojąć co mu rogata towarzyszka zarzuca. Głupek może, ale w czym był beznadziejny? I dlaczego uśmiechała się z lekka, kiedy to mówiła?
       Nie pojmując, także zareagował słabym grymasem szczęścia i dał się dziewczynie przytulić. Chyba lubiła takie manewry bo robiła to dosyć często. Żałował jednak, że tylko jego tak traktowała - przecież Kanhuma też umiał przytulać! A Fon? Fon był niezwykle postawny, a przy tym mięciutki. Zaradi też na pewno umiał oddać się niewinnym pieszczotom kiedy go poproszono. Ale Wiśnia nie chciała próbować i trzymała się raz wybranego kota. Miał nadzieję, że innym nie zrobi się przykro.

       Ciepło rozchodzące się po ciele przyjął z pewnym zdziwieniem. Być może jakaś część jego kociej natury kazała mu mieć się na baczności, bo nie co dzień używano na nim magii. Błogie uczucie walczące z dreszczami wyhamowało jednak wszelkie obronne odruchy, a pokojowe serce Mansuna nakazało mu zaufać ciemnoskórej. Miał przeczucie, że nie zrobiłaby mu krzywdy.
       Nim zdążył podziękować i uśmiechnąć się raz jeszcze Wisienka szepnęła coś bardzo dziwnego i czmychnęła, by zająć miejsce przy stole. Popatrzył za nią zdziwiony i wtedy zrozumiał, że towarzysze czekają. W końcu kapitanowie pierwsi powinni zająć miejsca, a Zaradi już poganiał go ostrym spojrzeniem.
       Koty ustawiły się, lecz zanim usiadły wykonały dziwny gest prawą dłonią, drugą lekko uderzając w pierś i wymamrotały spójnie jakieś niezidentyfikowany wyraz, może dwa. Mogła być to nawet cała, skrócona formuła.

       Zaradi i Mansun siedli z naprzeciw siebie. Po lewej stronie miał pierwszy z nich Fona, po prawej Winorośl. Drugi zajął miejsce między Leiaehnii, a Kanhumą. On z kolei wraz z Fonem siedzieli najbliżej wampira. W sumie każdy z nich czuł się dobrze - Zaradi zaintrygowany był szalonym magiem, więc chciał mu się przyjrzeć z bliska; Kanhuma lepiej czuł się w pobliżu Vargila i miał przy sobie ulubionego kapitana, Mansun natomiast łapczywie patrzył na kąski. Tylko Fon wolałby zająć nieco inne miejsce, ale nie było takiego, po którego zajęciu nie stykałby się z rogatą, magiem albo wampirem. Z nich wszystkich mężczyzna o dwukolorowych oczach był ostatecznie najbardziej ‘oswojony’ z grupą i po pewnym czasie nawet szary Karakal zaczął jeść odkładając na bok swoje nerwy. Osłuchiwał się też coraz lepiej ze Wspólną Mową i z zadowoleniem stwierdził, że rozumie całkiem sporo ze słów, których używano przy stole.

       Kanhuma drgnął kiedy przyszła jego kolej na odpowiedź. Wcześniej uważnie słuchał wampira i musiał przyznać… ona też nie myślał o tej podróży źle. Znaczy - z perspektywy czasu (nawet tych kilku minut) wydawała się niezwykłym przeżyciem, wartym zapamiętania, spisania i… chyba żaden inny Sunbaryjczyk nie brał udziały w czymś równie nieprawdopodobnym! To niezwykłe, że to właśnie jemu trafiła się taka przygoda.         I chociaż teraz by się do tego nie przyznał to cieszył się, że miał taką szansę. Może nie zupełnie komfortową, trochę straszną i stresującą, ale za to niepowtarzalną.
       Zdanie Alarańczyka na jej temat też było ciekawe. W końcu oni podchodzić do tego mogli zupełnie inaczej. Tutaj pewnie częściej działy się takie rzeczy. I faktycznie - sposób w jaki Vergil zwracał się do szalonego maga był dla kotołaka nieprawdopodobny. Tak nonszalancko powiedzieć co się myślało… wampir naprawdę się teraz nie bał. Ale on wolał pozostać ostrożny. Gospodarz wykazywał się teraz spokojem i cierpliwością, ale nie należało go prowokować. Wystarczy, że wampir zwerbalizował już to co i jemu chodziło po głowie - ,,Nie chciałbym cię spotkać ponownie” .

       - To było… niespodziewane zadanie. - Przyznał nadal nie wierząc, że od tak zwraca się do Pana Winorośli. Widelec drżał mu w ręku. - Wiele się nauczyliśmy, ale była to dosyć trudna próba. Nasza ekspedycja jednak na pewno na tym zyska… (o ile nas pan puści).
       - Tak, jestem pewny, że żaden nasz rodak nie miał jeszcze z tobą do czynienia. - Dodał Zaradi wsadzając sobie kawałek kaczki do pyska. Bardzo lubił drób. - Dla ciebie to była rozrywka co? Ciekawe kogo upolujesz teraz. Skoro nie siedzisz już w pierścieniu to nikt cię nie ,,obudzi” przez pomyłkę.
       Kanhuma przerażony był podejściem tak Vergila jak i kapitana. A jeszcze wtrącił się drugi z przełożonych!
       - Wchłaściwhie to dlaszhego byłheś w thej ozdhobie? - Zapytał zaciekawiony. - Czyżby kthoś był khiedyś zilniejszy od ćhiebie i whalczyliście? - Przychylił głowę. - A mhoże sham thak wybrałheś i czhekałeś na nieostrożnych? - Uśmiechnął się lekko, ale patrzył tymi swoimi złotymi oczami wyjątkowo rozumnie. Właściwie to od pierścienia wszystko się zaczęło - i o ile pamiętał to wampir nadal powinien mieć go przy sobie. Ciekawe czy Pan Winorośl chciałby go odzyskać? Dla Mansuna na pewno byłaby to niezwykła pamiątka, ale Vergil zapewne wolałby ją zachować; o ile nie zechce zrobić tego były więzień pierścienia. No nic. Pozostanie kotu różowy kapelusz Kimi i tobołek niezwykłych doświadczeń.
Notatki i pamięć.
       - Swhoją dhogą bharzo ziękujemy za phosiłek! - Dodał co wnętrze mu nakazywało. - Whyborne są twohje dania!
Avatar użytkownika
Mansun
Szukający drogi
 
Nagrody: Obrazek
Inne Postacie: Kana, Funtka, Lucy, Daro, Maka, Noa, Kito, Nutria, Kuna, Lotta, Rosa, Vinny,
Rasa: Kotołak (Karakal Panquski)
Aura: Z oddala słychać pojedynczy, głęboki ton, nie dający się przez nic zakłócić. Otula zmysły, dając poczucie spełnienia i przynosząc ze sobą delikatną woń zwierzęcej sierści i przyjemne uczucie ciepła. Zmysłów nie oszczędza jednak smak emanacji, wyraźnie pikantny, a do tego gorzki i kwaśny. Później dostrzec można jasną i błyszczącą szafirową poświatę, połyskującą niczym korony drzew skąpane w słońcu. Otula ona emanację o średniej silne, na którą tworzy się dość słabe tło oraz znacząco silniejszy promień mocy, przeszywający ją w jednym miejscu, wskazując źródło swojej potęgi. W dotyku jest twarda i zakończona ostrymi krawędziami. Można jednak znaleźć miejsca w których gnie się niesamowicie, na zmianę lepiąc się do dłoni i wysuszając skórę. Na końcu warto skupić się na barwach aury, stanowiących prawdziwe dzieło sztuki. Całość jej powierzchni pokryta jest wirującymi, silnie cynowymi pasmami, stanowiącymi tło dla reszty barw. Po żelaznych i miedzianych wodach płyną srebrne statki, otulone lekko złotą mgiełką, na długo zapadając w pamięć.
Wygląd: Choć w swoim kraju był raczej średniego wzrostu i postury, w Alaranii sprawiać może wrażenie kogoś cierpiącego na lekką odmianę gigantyzmu. Nie chodzi nawet o to, że jest zwyczajnie wysoki, ale o wielkość jego niezbyt przecież masywnego ciała. Jego alarański odpowiednik przy tych samych proporcjach musiałby mieć jakiś 1.75 metra wzrostu, on zaś ma jakieś dwa metry, co (wraz ... (Więcej)
Uwagi: Karakal mówi z sunbaryjskim akcentem. Podróżuje przeważnie wraz z kilkoma innymi oficerami.

Poprzednia strona

Powrót do Szczyty Fellarionu

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron